ROZDZIAŁ 1
15 lat później...
- Nie mógł się zabić tak jakoś... no nie wiem... bez bałaganu?
Rozpryśnięty na ścianie mózg ułożył się we wręcz artystyczny wzór, jakby jego właściciel chciał zostawić żywym ostatnią wiadomość w niepowtarzalnym stylu.
W mieszkaniu okropnie śmierdziało, więc Riveka doceniała, że w weekend skończyło się na dwóch drinkach w klubie. Inaczej zwymiotowałaby od razu po przekroczeniu progu mieszkania niespełnionego artysty.
- No, śmierdzi - przyznał Marcus, poprawiając maskę na twarzy. - Mieszanka dymu papierosowego, krwi i alkoholu. Gael, co ze sprzętem?
Jak na zawołanie pomieszczenie wypełnił rozbłysk światła, a z sąsiedniego pomieszczenia dobiegł znany Rivece odgłos oznaczający analizę danych. Zanosiło się na to, że będzie musiała się dziś wysilić.
- Skanowanie nie wykazało obecności substancji psychocybernetycznych w żadnym stanie skupienia - powiedział Gael, który zaszył się w sąsiednim pokoju. - Dokonam dodatkowych analiz. Rozejrzyjcie się, choć wątpię, że znajdziecie prochy. Nasz kopnięty artysta nie miał żadnych zapasów ulokowanych w swoim zagraconym gniazdku.
Riveka westchnęła. Marzył się jej powrót do ciepłego łóżka, ale przez jednego pieprzonego samobójcę będzie musiała zmusić się do myślenia, kiedy zazwyczaj o tej godzinie przewracała się na drugi bok.
- Czy artyści mają aż tak przejebane? - mruknęła, skupiając się na hologramie wyświetlanym na bransolecie. Przedstawiał on ścieżkę kariery ofiary.
Cyfry i litery przypominały ogromny bałagan. Na samą myśl, że będzie musiała je analizować, ogarniały ją mdłości. Jeżeli już miała zmotywować się do jakiegokolwiek działania, zaczęłaby od wyjrzenia przez okno. Mimo okoliczności budzący się do życia wewnętrzny krąg wciąż przyciągał uwagę swoim urokiem. Alfiaki miały słabość do bieli wieżowców oraz zieleni parków przeplatających się z szarym asfaltem, którego pas ciągnął się do pierwszego muru. Tuż za nim czekał krąg Beta, a w nim mieszkanie Riveki, z łóżkiem oraz ciepłą od jej ciała pościelą. Umysł śledczej wypełniły fantazje, lecz tylko na moment.
- Czy artyści mają przejebane? - podjął Marcus, poprawiając okulary z zaciemnionymi szkłami. - Czasami sobie coś napiszą, czasami namalują lub zaprojektują, ja też na ich miejscu myślałbym wyłącznie o rozwaleniu sobie głowy. My chociaż jak coś robimy, to widzimy początek i koniec.
- Co do broni, której użył... - odezwała się Belen, wychodząc z sąsiedniego pokoju. Nie odrywała wzroku od swojej bransolety, lecz płynnie wyminęła bałagan na podłodze. - To jakiś przestarzały model, nie produkują go od ponad dwustu lat.
Riveka podeszła do najbliższego okna. Delikatnie odsunęła posrebrzaną zasłonę z materiału tak cienkiego, że równie dobrze mógłby się rozerwać pod opuszkami jej palców, i spojrzała na miasto przed sobą. Krąg Alfa wciąż pozostawał cichy, z zewnątrz dochodził tylko odgłos robotów czyszczących ulice, które wkrótce zapełnią się mieszkańcami. Większość z nich ruszy do biur korporacji, warsztatów artystycznych czy siedzib najważniejszych departamentów.
- Drugi pokój jest zagracony przedmiotami z różnych dekad. Artysta musiał być kolekcjonerem antyków - mruknął Gael, lokując się w kącie pokoju z laptopem na kolanach. - Ten model broni nawet nie jest już dostępny na liście departamentu bezpieczeństwa. Te całe rewol... rewolw... Ach! Rewolwery! Na świecie pozostało równo osiemdziesiąt pięć sztuk i prawie wszystkie można oglądać na wystawach w muzeach.
- Niby to prehistoryczny model, a jednak ciągle działał. - Belen parsknęła. - Może kupił go na jakiejś aukcji nie tylko ze względu na zainteresowania, ale również po to, by mieć wyjście awaryjne. Nie szło mu przypadkiem źle w robocie?
- Tu masz rację. Departament kultury i innowacji odrzucił wszystkie jego projekty w ciągu ostatnich dwóch miesięcy.
Riveka nie przysłuchiwała się już dalszej rozmowie, bo posrebrzana zasłona, mieniąca się w promieniach wschodzącego słońca, całkowicie zaabsorbowała jej uwagę. Jako mieszkanka środkowego kręgu niemal skażała drogocenność materiału, nawet poprzez gumowe rękawiczki. Skoro jednak już miała okazję, postanowiła wykorzystać ją jak najlepiej, chociażby dla dobra śledztwa.
Dwukrotnie zacisnęła powieki, a dodatkowe soczewki się uaktywniły. Zamrugała, próbując załagodzić narastające pieczenie gałek ocznych. Widok przed nią nabrał klarowności do tego stopnia, że połyskujący materiał przeobraził się w chropowatą teksturę o wręcz neonowym odcieniu. Oczy zaczęły jej łzawić, lecz zdążyła wychwycić skazę na tkaninie. Brunatna barwa nawet przy użyciu soczewek była ledwie dostrzegalna.
- Krew wsiąknęła w materiał zasłon - oświadczyła Riveka. - Według analizy rozbryzg sięgnął dwóch metrów, więc krew nie przefrunęłaby kolejnych trzech.
Belen podeszła do zasłon i przyjrzała się ich tkaninie. Riveka wiedziała, że jej pełne usta schowane pod maską właśnie się wydęły. W czerwonych oczach kumpeli z oddziału pojawił się błysk, charakterystyczny dla fanów mediów społecznościowych i najnowszych trendów.
- To ten ekskluzywny materiał z Alfy, który pochłania wszelkie substancje, na przykład brud z opuszków palców. Dzięki niemu zasłony zawsze wyglądają pięknie i podkreślają grę świateł.
- Oby moja żona ich nie wyhaczyła, bo wypłata z tego miesiąca pójdzie się jebać - mruknął Marcus, chwytając kawałek materiału cybernetyczną kończyną. - Wracając... nawet nie mamy pewności, że to krew naszego artysty.
Cybernetyczna kończyna Marcusa przyciągała uwagę wszystkich jego podwładnych, w tym Riveki. Plotki głosiły, że Marcus podczas jednej akcji świadomie poświęcił się aż zanadto. Czasami zastanawiała się, czy rzeczywiście nie byłoby lepiej stracić rękę na służbie, by departament śledczy zainwestował dla niej w nową kończynę. Nie, jednak cybernetyzacja na takim poziomie do niej nie przemawiała. Nie chciała się budzić z zimnym metalem przy policzku. Gładka skóra była o wiele przyjemniejsza, a poza tym nie tylko ona czerpała z niej korzyści. Rahema nie wpuściłaby jej do łóżka z metalowym ustrojstwem wbudowanym w ciało.
Marcus przyłożył nadgarstek do zasłony, rozpoczynając skanowanie. Jasnoniebieski laser przejechał po materiale z każdej strony. Nawet Gael oderwał się od swojego laptopa, oczekując rezultatów badania.
- No i co? - podjęła Riveka.
Wiedziała, że skanowanie potrwa jeszcze kilka sekund, ale chciała udawać zainteresowaną. Marcus nie odpowiadał, a reszta nie dociekała, jakby wynik miał zależeć od panującej ciszy.
- Aha - burknął Marcus.
- Co "aha"? - przedrzeźnił go Gael. - Szefie...
- Pewnie jej nie naładował. - Riveka parsknęła.
Odpowiedziało jej tylko mamrotanie sfrustrowanego Marcusa. Przeważnie odbijał piłeczkę, którą mu rzucała, i śledztwa przebiegały w o wiele zabawniejszej atmosferze. Dziś wyglądało na to, że zanudzi się tutaj przez jakiegoś niespełnionego artystę.
- To jest krew, a jednocześnie nie jest. Tu są ślady cybersubstancji.
- Czyli to typowa krew ćpuna - stwierdziła Belen.
- Właśnie nie, te substancje są... nierozłożone.
Riveka stanęła tuż za Marcusem, by przyjrzeć się wynikom. Może jednak się zaangażuje.
- Och, Riv! Nie uwieszaj się tak na mnie, jest tu dość gorąco.
- Wybacz, staruszku. To śledztwo tak mnie pochłonęło, że chciałam dokładnie przyjrzeć się świeżym danym.
Jak na zawołanie bransoleta Riveki zawibrowała, a bioczip powiadomił ją, że właśnie otrzymała wyniki również bezpośrednio do mózgu. Danych było tak dużo, że ogarnęły ją zawroty głowy. Nie tylko ją, reszta oddziału również się skrzywiła. Dostrzegła strużkę śliny w kąciku ust Gaela.
- Macie - warknął Marcus. - Wykorzystajcie to porządnie. Gael - spojrzał w stronę bioinformatyka - sprawdź, czy krew prowadzi do jakiegoś człowieka. Skan nie potrafił tego wykryć.
- Czyli jednak twoja rąsia jest nienaładowana - mruknęła Riveka, przyglądając się danym wyświetlanym przez bransoletę.
Marcus odburknął coś, że jego kończyna nie może się rozładować, ale ona już skupiła się na analizie. Rzeczywiście, cząsteczki zawierające cybersubstancje nie zostały rozłożone, jakby ktoś zmieszał je z krwią, którą pobrano od jakiegoś pacjenta lub zgarnięto spod zakrwawionego nosa awanturnika. Choć kariera Riveki w departamencie śledczym trwała już osiem lat, jeszcze nigdy nie spotkała się z takim przypadkiem. Nagle odechciało jej się spać.
- Muszę zrobić własne skany - poinformował Gael. - System się zawiesił przez liczbę danych. Chyba będzie trzeba iść z tym kawałkiem tkaniny do laboratorium.
- Chujowy dzień - mruknął pod nosem Marcus. - Ostatnio miałem takie problemy, kiedy wy wszyscy nosiliście jeszcze pieluchy.
- Och, staruszku, nie dołuj się! - podjęła Riveka. - Może przeanalizujemy sobie to, co dotąd mamy?
W pomieszczeniu rozległy się syczenie i odgłos trzepotu błoniastych skrzydeł. Gael uaktywnił dwa żuki, które dopadły zasłonę. Mechaniczne stworzonka za pomocą laserów odcięły niewielki kawałek materiału, a potem jeden z nich ułożył go w przygotowanym przez Gaela pojemniku. Posrebrzany materiał ciągle odbijał promienie wschodzącego słońca i Riveka oddałaby wiele, by móc sobie pozwolić na taki rodzaj domowych dekoracji. Obywatele Alfy mieli naprawdę dobry gust, a przynajmniej gust na miarę stanów ich kont bankowych.
- Osobiście zabiorę to do laboratorium - zaznaczył Gael, a potem spojrzał na Rivekę. - Chcesz coś dodać, Riv?
- Jestem ciekawa, co taka substancja robiła na zasłonach artysty. Mógł ją mieć na palcach, kiedy zasłaniał okna, tyle że na opuszkach ani pod paznokciami denata jej nie znaleźliśmy.
- Sugerujesz, że artysta przyjął ten narkotyk od kogoś, kto również miał z nim styczność, i nieświadomie ubrudził zasłony? Skan nie znalazł próbek DNA innej osoby w żadnym pomieszczeniu, artysta był samotnikiem - mruknęła Belen. - Właśnie, trochę już pracuję w tej branży, ale obecnie trudno mi stwierdzić, czy możemy tę substancję nazwać narkotykiem, czy krwią z dodatkiem narkotyków.
Wzdłuż kręgosłupa Riveki przeszedł dreszcz, nie miała jednak nic przeciwko ekscytacji wymieszanej z niepewnością. Na pytanie Belen nie zamierzała odpowiadać głośno. Pewnie każdy członek ich czteroosobowego oddziału formował w myślach jakąś teorię i być może wszyscy zmierzali ku pytaniu: czy ktoś podał samobójcy tę osobliwą mieszankę w postaci krwi?
- A co z przeciążonym systemem? Dlaczego zawiódł w takim przypadku? - zapytała Belen, poprawiając maskę na twarzy.
- Krwi nie przypisano do żadnego obywatela, co nie? A kto powiedział, że chodzi tu o jednego człowieka? - Riveka oparła się o ścianę, by skryć się przed promieniami słońca.
- Mieszanka krwi wielu osób plus cybersubstancje... - mruknął Marcus, odchylając maskę. Przejechał palcem wzdłuż czarnego wąsa. - Doświadczony narkoman raczej by to przemyślał, a co dopiero artysta, który wydaje się czysty.
Jeszcze raz spojrzał na ścianę, na której ostały się resztki ofiary. Ciało już przetransportowano do laboratorium w Becie i najpewniej wkrótce ich oddział otrzyma wyniki sekcji zwłok.
- Jeśli system zawiódł, musielibyśmy mówić o krwi tysiąca lub więcej osób - kontynuował Marcus.
- Coś w tym jest - zgodził się Gael. - System wykrył tylko jedną osobę, a właściwie stwierdził, że jej krew stanowi pięć procent mieszanki. Pozostałe dziewięćdziesiąt pięć jest zbyt mocno rozcieńczone.
- Któż to? - Belen usiadła tuż obok niego na podłodze. Jej czerwone oczy wręcz skrzyły się z ciekawości.
- Facet nie żyje od szesnastu lat, pochodził z Gammy.
- O proszę, czyli każdy krąg ma część innego, niezależnie, jak wielkim murem się je odgrodzi - mruknęła Riveka. - Kto to? Cyberpsychol, zabójca, pedofil?
Gael nie odpowiedział. Przejechał opuszkami palców po metalowym irokezie, jakby dopiero dziś dokonał takiej modyfikacji.
- Macie takie samo nazwisko, Riv.
Riveka chciała dezaktywować soczewki, by udawać zajętą, ale przecież już się z tym uporała. Trudno było jej przybrać jakąkolwiek pozycję, bo jej ciało mimowolnie się spięło.
- "Garcia" to popularne nazwisko chyba w każdym kręgu Nostris. - Wzruszyła sztywnymi ramionami.
- Quim Garcia, właśnie tak się nazywał.
Riveka lubiła, gdy podczas śledztwa czy spotkania integracyjnego uwaga raz na jakiś czas koncentrowała się na niej. Miała przecież dryg do żartów. Obecnie jednak spojrzenia znajomych z pracy stały się uciążliwe, nawet jeśli nie patrzyli po to, by ją speszyć.
- Gael, prześlij mi te dane - powiedział Marcus. - Zdobyliśmy wystarczająco dużo, więc ty i Belen możecie już iść.
Wywołani pospiesznie zebrali sprzęt, a potem opuścili pomieszczenie. Smród krwi i alkoholu stał się dla Riveki tak uciążliwy, że wyszła na balkon. Martwy artysta raczej nie będzie miał jej tego za złe, a poranne powietrze może zdoła utrzymać ją w rzeczywistości.
Marcus wyszedł tuż za nią.
- Jeśli to faktycznie twój krewny, odsuwam cię od tej sprawy, Riv.
Riveka zacisnęła pięści i spojrzała na niego przez ramię. Oczy ją zapiekły, lecz tym razem nie z powodu aktywowanych soczewek. I uwierzyć, że niedawno prawie dobrze się bawiła.
- Mój brat zmarł, jak miałam dziewięć lat. Dotąd myślałam, że chociaż jego pochówek był godny, nawet jak na warunki w Gammie.
Zaczęła krążyć po balkonie, ale nie przynosiło jej to wytchnienia. Ignorując procedury, zdjęła maskę z twarzy, a Marcus nawet jej nie upomniał.
- To świeża sprawa, Riv, będzie o wiele bardziej skomplikowana niż pozostałe. Nie mogę pozwolić, by ktoś w oddziale kierował się emocjami.
- Przecież ja i on nie jesteśmy już rodziną. - Odwróciła się, by spojrzeć na szefa oddziału. Mięśnie jej twarzy wydawały się odrętwiałe, ale mimo to zdołała się uśmiechnąć. - Od piętnastu lat jestem Riveka Garcia z Bety.
- Dobrze wiesz, że to tak nie działa.
Na ulicy w dole zaczęły pojawiać się pierwsze auta i motory. Alfa budziła się do życia. Riveka skupiła się na odgłosach Nostris, nawet na komunikacie informującym o pogodzie. Nigdy nie lubiła głosu bota, ale teraz w jakiś sposób pomógł jej się pozbierać.
- Skoro odsuwasz mnie od tej sprawy, nic tu po mnie - wymamrotała.
Bicie jej organicznego serca w miarę się ustabilizowało, choć umysł wciąż podsuwał obrazy z przeszłości. Quim wyzionął ducha na własne życzenie przez przedawkowanie, mimo to jego zwłoki nie powinny wpaść w niepowołane ręce. Przecież mieli go spalić, jak każdego innego obywatela. Może Riveka jako dziecko nie była zbytnio zaangażowana w sprawy pogrzebowe - choć kto by tego od niej oczekiwał? Obecnie dałaby się pokroić, by cofnąć się w czasie.
Jakim cudem krew Quima znalazła się na zasłonie artysty, mieszkańca Alfy - kręgu składającego się wyłącznie z obywateli najlepszej jakości? Co robił tutaj ślad po Quimie z Gammy?
Riveka miała się już tego nie dowiedzieć i ta myśl powoli zaczęła wyżerać ją od środka.