1
To Kruk wpadł na pomysł prowadzenia tego dziennika. Mam jednak wrażenie,
że gdyby kiedykolwiek zabrał się do przeczytania zapisów, nie byłby
zadowolony. Mam bowiem zamiar pisać prawdę, nawet pomimo tego, że Kruk
jest moim najlepszym kumplem.
Facet ma swoje słabostki. Typ na wpół mordercy, na wpół samobójcy, ale
poza tym w porządku. Jeśli Kruk postanowi, że zostanie twoim
przyjacielem, to zyskałeś przyjaciela na śmierć i życie.
Nazywam się Skrzynka. Filodendron Skrzynka. To dzięki mojej mamuśce.
Kruk nic o tym nie wie. Właśnie dlatego zostałem żołnierzem. Żeby uciec
przed tymi kopaczami ziemniaków, co to potrafią przyczepić dzieciakowi
takie imię. Kiedy liczyłem ich ostatnio, było tego siedem dziewuch i czterech chłopaków, oprócz mnie. Każde zostało nazwane od jakiegoś
cholernego kwiatka.
Jeśli dziewczyna ma na imię Irys albo Róża, to w czym problem? Ale
jednego z moich braci nazywano Fiołek, a innego Petunia. Co za człowiek
może zrobić coś takiego swojemu dziecku? Czy nie ma już normalnych
imion?
Kopacze ziemniaków.
Ludzie grzebiący całe życie w brudzie, od wschodu do zachodu słońca,
żeby wyciągnąć z ziemi kapustę, ziemniaki, cebulę, pasternak i rzepę. Do
dziś nie mogę patrzeć na rzepę. Nie chciałem zrobić im świństwa.
Zaciągnąłem się, jak tylko nadarzyła się okazja.
Próbowali mnie zatrzymać. Ojciec, wujowie, bracia i kuzyni. Nie mogli
się z tym pogodzić. Ciągle jeszcze nie mogę wyjść z podziwu, w jaki
sposób ten stary sierżant zdołał wyglądać tak groźnie, że cały klan
ustąpił.
Właśnie kimś takim chciałbym być, kiedy dorosnę. Kimś, kto potrafi
stanąć i spojrzeć tak, że ludzie sikają w majtki. Ale z tym trzeba się
chyba urodzić.
Kruk taki jest. Wystarczy, że spojrzy na faceta, który próbuje zrobić z niego wała, żeby ten zbladł ze strachu.
Tak więc zostałem żołnierzem, przeszedłem szkolenie, a potem walczyłem.
Trochę u boku Pióra i Podróży, trochę z Szept. Przeważnie tutaj, na
Północy. Odkryłem, że wojaczka nie jest dokładnie tym, co sobie
wyobrażałem. Okazało się, że nie lubię tego tak samo jak kopania
ziemniaków.
Byłem jednak dobry, chociaż za każdym razem, kiedy dochrapałem się
sierżanta, robiłem coś, za co mnie degradowano. W końcu zostałem
Strażnikiem w Krainie Kurhanów. Ponoć jest to wielki zaszczyt, ale jakoś
nigdy tego nie czułem.
Tutaj właśnie spotkałem Kruka. Tyle że wtedy występował jako Gawron. Nie
wiedziałem, że był szpiegiem Białej Róży. Rzecz jasna nikt o tym nie
wiedział, bo inaczej dawno by już nie żył. Był po prostu spokojnym
starym kaleką, który kiedyś wojował i musiał porzucić to zajęcie z powodu paskudnej rany w nodze. Mieszkał w opuszczonym domu, który sam
urządził. Utrzymywał się, wykonując dla ludzi prace, których sami nie
chcieli wykonywać. Strażnicy byli dobrze opłacani, a Kraina Kurhanów
leżała ponad sto pięćdziesiąt kilometrów w głąb Wielkiego Lasu, więc
forsę można było wydawać najwyżej na wódkę. Gawron miał mnóstwo roboty,
czyszcząc buty, wycierając podłogi i szczotkując konie. Przychodził
sprzątać biuro pułkownika, a potem grał z nim w szachy. Tam natknąłem
się na niego po raz pierwszy.
Z początku robił dziwne wrażenie. Od razu widać było, że nie jest
zbiegłym wieśniakiem, jak ja, ani chłopaczkiem z miejskich slumsów,
który podpisał listę, bo nie miał innego pomysłu na życie. Kiedy chciał,
umiał pokazać klasę. Był wykształcony. Mówił pięcioma albo sześcioma
językami, umiał czytać i nieraz słyszałem, jak rozmawiał ze starym o rzeczach, o których nie miałem bladego pojęcia.
Wpadłem więc na pomysł, że zostanę jego kumplem, a potem nakłonię go,
żeby nauczył mnie czytać i pisać.
Ciągle ten sam stary schemat. Zostań żołnierzem, rzuć gospodarstwo, a przeżyjesz mnóstwo przygód i życie będzie wspaniałe. Potem myślałem, że
kiedy nauczę się czytać i pisać, będę mógł porzucić wojsko i przygody i życie będzie wspaniałe.
Akurat.
Nie wiem, czy wszyscy tak myślą, i na pewno nie będę nikogo pytał. Ale
co do mnie, to wiem, że nic nigdy nie okaże się takie, jak chciałem, i nigdy nie będę tak naprawdę zadowolony z życia. Mam za duże ambicje.
Mieszkam w jednym pokoju, do którego trzeba wspinać się po schodach z pijaczyną, którego największą umiejętnością zdaje się wyrzygiwanie z siebie flaków po wchłonięciu co najmniej piętnastu litrów najtańszego
wina, jakie uda mu się znaleźć.
Tak czy owak, Kruk zaczął uczyć mnie czytać i pisać. I mimo że był
dziwakiem, zostaliśmy kumplami. Nie wyszło mi to jednak na zdrowie,
kiedy zwaliło się na nas to całe gówno i kiedy okazało się, że Kruk jest
szpiegiem. Na szczęście nasi szefowie musieli podjąć wspólną walkę z potworem, który wynurzył się z ziemi, a którego my, Strażnicy, mieliśmy
pilnować.
I tak dowiedziałem się, że Gawron to Kruk. Facet, który jeździł z Czarną
Kompanią i który sprzątnął Kulawcowi sprzed nosa Białą Różę, kiedy była
małą dziewczynką. Ukrył ją i wychowywał, póki nie była gotowa na
podjęcie swego przeznaczenia.
Myślałem, że zginął. Wszyscy tak myśleli. Przede wszystkim Biała Róża.
Kochała go, i to nie jak ojca czy brata. I dlatego właśnie upozorował
własną śmierć i uciekł. Nie potrafił uporać się z tym, co niesie ze sobą
miłość. Wiedział jedynie, jak od niej uciec.
Ale on też ją kochał na swój sposób, a jedynym, co przyszło mu do głowy,
żeby to okazać, była przemiana w Gawrona i szpiegowanie dla niej. Miał
nadzieję, że odkryje jakąś potężną broń, której Biała Róża będzie mogła
użyć w ostatecznej walce z Panią, moim szefem szefów.
A więc co się stało? Los wyrwał nam z ręki wiosło i wszystko stanęło na
głowie. Stary potwór Dominator, pogrzebany w Krainie Kurhanów,
najwredniejszy z wrednych, jakich kiedykolwiek oglądał świat, został
zbudzony i próbował wydostać się z grobu. Jedynym sposobem, żeby go
powstrzymać, było porzucenie dawnych waśni i złączenie sił we wspólnej
walce. Dlatego do Krainy Kurhanów przybyła Pani i wszystkie jej paskudy
oraz Biała Róża z Czarną Kompanią. Zaczęły dziać się ciekawe rzeczy.
W środku tego wszystkiego snuł się smętnie ten przeklęty głupiec Kruk,
myśląc, że może znowu być z Pupilką, jak gdyby nigdy jej nie opuścił i nie udawał martwego przez te wszystkie lata.
Przeklęty głupiec. Jeśli on się zna na kobietach, to ja jestem wielkim
czarodziejem.
Pozwolili staremu złu podnieść się z ziemi, a potem obskoczyli go ze
wszystkich stron. Był zbyt potężny i zły, żeby mogli zabić jego duszę.
Pokonali jedynie ciało, spalili je, a popiół rozsypali. Duszę zaś
uwięzili w srebrnym grocie, który wbili w pień Syna Drzewa. Miało to już
na zawsze uchronić świat od nieszczęść. Potem wszyscy odjechali. Nawet
Pupilka z facetem o imieniu Milczek.
Kiedy odjeżdżała, widziałem łzy w jej oczach. Ciągle czuła coś do Kruka,
ale nie miała zamiaru ponownie dać się zranić.
A on stał i patrzył za nią jak ogłuszony. Nie pojmował dlaczego.
Przeklęty głupiec.
2
Dziwne, że nikt nie pomyślał o tym od razu. Może dlatego że ludzie
bardziej byli zajęci tym, co działo się pomiędzy Panią a Białą Różą, i łamali sobie głowy, co też może wyniknąć z tego dla imperium i rebelii.
Przez chwilę wyglądało na to, że przynajmniej połowa świata jest do
wzięcia. Każdy, kto nie wzdragał się przed grabieżą, wypatrywał swojej
szansy i rozglądał wokół, czy nie dałoby się czasem wskoczyć w miejsce
tych, którzy właśnie utracili władzę.
W tej sytuacji kilku "przedsiębiorczych" z północnego Wiosła
wykorzystało pierwszą nadarzającą się okazję, żeby ukraść srebrny grot.
Z Krainy Kurhanów ciągle napływały przeróżne sprzeczne ze sobą wieści,
kiedy Tulek Sztal walił do drzwi swego kuzyna Smedsa Sztala.
Umeblowanie pokoju, w którym zamieszkiwał Smeds, składało się głównie z brudu i karaluchów. Oprócz tego było tam jeszcze pół tuzina
zapleśniałych, kradzionych koców oraz pół grosa pustych, glinianych
dzbanów do wina, których nigdy nie udawało się mu oddać. W "Cierniu i Koronie" musiał płacić za nie kaucję. Ale on nazywał je swoją polisą na
życie. Gdyby nastały ciężkie czasy, będzie mógł przehandlować osiem
pustych za jeden pełny.
Tulek uważał, że to głupie. Poza tym ilekroć Smeds zaczynał swoje
pijatyki i hulanki, wszystkie sprzęty fruwały w powietrzu. Tak więc
oszczędności topniały, a nigdy nieuprzątane skorupy walały się pod
ścianami, stopniowo pokrywając się coraz grubszą warstwą kurzu.
Smeds z kolei uważał, że Tulek struga ważniaka, bo ma szmal. Dostawał
prezenty od dwóch mężatek, którym pomagał w domowych pracach, i żył z wdową, której zamierzał się pozbyć, jak tylko znajdzie inną chętną babę.
Miał się świetnie i sądził, że to daje mu prawo do pouczania innych.
Tulek walnął w drzwi, ale Smeds udawał, że nie słyszy. Były u niego
siostry Kimbro - Marci i Jana. Jedna miała jedenaście, druga dwanaście
lat i przychodziły do niego na "lekcje muzyki". Cała trójka, naga,
kłębiła się na kocach pogryzionych przez szczury, a jedynym
"instrumentem" widocznym na tej lekcji był "flecik" Smedsa.
W końcu kazał dziewczynom przestać się kręcić i chichotać. Niektórym
mógłby nie spodobać się sposób, w jaki przygotowuje je do dalszego
życia.
Walenie do drzwi rozległo się ponownie.
- No, Smeds. Otwieraj. To ja, Tulek.
- Jestem zajęty.
- Otwieraj. Musimy pogadać.
Z ciężkim westchnieniem Smeds wyplątał się z gmatwaniny szczupłych
ramion i nóg i poczłapał do drzwi.
- To mój kuzyn - wyjaśnił dziewczynom. - Jest w porządku.
Siostry nie miały nic przeciwko gościowi. Były lekko pijane i nawet nie
zadały sobie trudu, żeby się przykryć. Kiedy Tulek wszedł, wyszczerzyły
zęby w uśmiechu.
- Przyjaciółki. - Smeds machnął ręką w ich kierunku. - Masz ochotę?
Lubią to.
- Może innym razem. Wyrzuć je.
Smeds spojrzał na kuzyna. Cholerny ważniak.
- Dobra, dziewczyny. Ubierzcie się. Tatuś musi pogadać o interesach.
Patrzyli, kiedy wkładały swoje łachmany. Smeds nie zwracał uwagi na
swoją nagość. Jana klepnęła go żartobliwie.
- Do zobaczenia, świntuszku.
- Kręcisz bat na własną dupę - powiedział Tulek, kiedy drzwi zamknęły
się za dziewczynami.
- Nie bardziej niż ty. Powinieneś zająć się ich matką.
- Ma forsę?
- Nie, ale ciągnie druta jak żadna. Ma fioła na tym punkcie. Kiedy
zaczyna, nie może przestać.
- Kiedy sprzątniesz wreszcie ten chlew?
- Jak tylko panna służąca wróci z urlopu. Co jest aż tak ważne, żeby
przerywać mi zabawę?
- Słyszałeś, co się wydarzyło w Krainie Kurhanów?
- Jakieś plotki. Nie zwróciłem uwagi. Co mnie to obchodzi? Dla mnie bez
różnicy, co tam się dzieje.
- Może nie. Słyszałeś o srebrnym grocie?
Smeds zastanowił się.
- Taaa. Wbili go w jakieś drzewo. Myślałem nawet, że łatwo by było go
stamtąd wyciągnąć, ale to za mało srebra, żeby jechać taki kawał drogi.
- Nie chodzi o srebro, kuzynie, ale o to, co w nim jest.
To było dla Smedsa za trudne.
- Lepiej opisz to w cyfrach.
Smeds Sztal nie był znany z bystrego umysłu.
- W tym grocie została uwięziona dusza Dominatora. Teraz to już nie
tylko kawałek metalu. Założę się, że jakiś wielki czarodziej mógłby z tego zrobić potężny amulet. No wiesz, jak w bajkach.
- Nie jesteśmy czarodziejami - skrzywił się Smeds.
- Ale możemy być pośrednikami. - Tulek zaczynał tracić cierpliwość. -
Pojedziemy tam, wyciągniemy go i ukryjemy. A kiedy rozniesie się, że
zniknął, sprzedamy temu, kto da najwięcej.
Smeds skrzywił się jeszcze bardziej i próbował zmusić swoje szare
komórki do intensywnej pracy. Nie był geniuszem, ale miał dużo
chłopskiego sprytu i nauczył się sztuki przetrwania.
- Brzmi diabelnie niebezpiecznie. Jeśli mamy wyjść z tego cało, będziemy
potrzebowali pomocy.
- Jasne. Sama podróż i wyciągnięcie tego cholerstwa to nie robota dla
dwóch. Wielki Las nie jest przyjemnym miejscem dla facetów, którzy się
na tym nie znają. Będziemy potrzebować jeszcze dwóch, w tym jednego,
który ma pojęcie o puszczach.
- To daje czterech do podziału, Tulek. A ile dostaniemy?
- Nie wiem. Poczekamy, aż podbiją cenę, i ustawimy się na całe życie.
Poza tym nie mówiłem nic o podziale na czterech, Smeds. Wszystko zostaje
w rodzinie.
Spojrzeli jeden na drugiego.
- Jaki masz plan? - zapytał Smeds.
- Znasz Tymona Lokana? Był w wojsku przez jakiś czas.
- Wystarczająco długo, żeby wiedział, jak przeżyć. Jest w porządku.
- I zna się na rzeczy. Możemy się tam natknąć na żołnierzy. Serce cię
chyba nie zaboli, jeśli znajdą ich na drodze z rozwalonymi łbami?
Tu odpowiedź była łatwa.
- Nie. - Dopóki to nie Smeds będzie tam leżał z rozwalonym łbem,
wszystko będzie w porządku.
- A co ze Starym Rybą? Zastawiał pułapki w Wielkim Lesie.
- Dwóch dobrych łuczników.
- Tego nam trzeba. Dwóch uczciwych, zbędnych ludzi, którzy nie będą
próbowali pozbawić nas udziału. Co ty na to?
- Ile to będzie?
- Wystarczy, żebyś żył jak książę. Idziemy pogadać z tymi facetami?
Smeds wzruszył ramionami i spojrzał w sufit.
- Czemu nie? Co mam lepszego do roboty?
- Mógłbyś się na przykład ubrać.
- Zabiłeś już kiedyś kogoś? - zapytał Smeds, kiedy szli ulicą.
- Nigdy nie musiałem. Nie szukam kłopotów.
- A ja tak. Poderżnąłem gościowi gardło. Nie myśl, że to takie proste.
Facet rzęził i sikał krwią. Wieki minęły, zanim wykitował. W dodatku
próbował iść za mną. Ciągle jeszcze mam koszmarne sny, jak próbuje się
za mną wlec.
Tulek spojrzał na niego i skrzywił się.
- Następnym razem zrób to w jakiś inny sposób.
4
Pupilka zostawiła Kruka. Odjechała z facetem zwanym Milczkiem i innymi,
ocalonymi z Czarnej Kompanii, która już nie istniała. Niegdyś stali oni
po stronie Pani, ale z jakiegoś powodu przeszli do buntowników. Przez
długi czas stanowili prawie wszystkie siły armii rebeliantów.
Kruk patrzył, jak wjeżdżają do lasu. Wyglądał, jakby chciał usiąść i rozpłakać się jak dziecko. Dlatego, że nie rozumiał, co się dzieje, i dlatego, że ona odjeżdżała. Ale nie zrobił nic.
Był najtwardszym i najbardziej zawziętym sukinsynem, jakiego znałem.
Kiedy dowiedziałem się, kim naprawdę jest, omal nie sfajdałem się ze
strachu. Kruk za czasów Czarnej Kompanii miał opinię najgorszego z najgorszych. Był z nimi zaledwie rok, ale to wystarczyło, żeby stał się
sławny. I to był mój Gawron.
- Damy im parę godzin przewagi, by nie myśleli, że ich śledzimy, a potem
spływamy stąd - powiedział.
- My?
- Masz tu coś do roboty?
- To dezercja.
- Nikt nie wie, czy żyjesz. Nie liczyli jeszcze trupów. Zresztą, jak
chcesz. - Wzruszył ramionami. - Jedź ze mną albo zostań.
Wiedziałem, że chce, abym jechał. W końcu byłem teraz wszystkim, co
miał. Ale nie zamierzał powiedzieć tego wyraźnie. Twardziel Kruk.
Nic mnie nie trzymało w Krainie Kurhanów. Nie chciałem też za nic w świecie wracać do kopania ziemniaków. Poza tym, ja także nie miałem
nikogo.
Zaczął iść w kierunku miasta, a raczej tego, co z niego zostało po
bitwie. Powlokłem się za nim bez słowa.
- Kiedy byłem w Kompanii, Konował był moim najlepszym przyjacielem -
odezwał się po chwili. Ciągle nie mógł się w tym połapać.
Konował był szefem najemników. Nie był nim jeszcze wówczas, kiedy Kruk
przebywał z nimi. W dawnych czasach razem służyli pod kilkoma dowódcami.
Teraz Krukowi było nieswojo z powodu walki ze starym kumplem, w jaką
wdał się po ujarzmieniu Dominatora.
Prawdopodobnie, żeby przypodobać się Pupilce, Kruk zdecydował skończyć
ze wszystkim, pozbywając się Pani. Ale Konował do tego nie dopuścił i wsadził mu strzałę w bok, pokazując, że nie żartuje.
- Czy tak postępuje przyjaciel?
Rzucił mi jedno ze swych zagadkowych spojrzeń.
- Może bardziej zależało mu na niej niż na tobie. Słyszałem, że wiele
czasu spędzili razem. Toteż razem odjechali w kierunku zachodzącego
słońca. Poza tym wiesz, jak ci goście podchodzą do kwestii braterstwa -
złączeni na dobre i na złe. Kompania jest ich rodziną i staną wspólnie
choćby przeciwko całemu światu. Sam mi o tym dużo mówiłeś.
Mogłem powiedzieć mu więcej. Mogłem wyliczyć uczucia, jakie wzbudzali
bracia, którzy porzucili Kompanię, ale to i tak nie dotarłoby do niego.
Nie było w walce drugiego takiego jak Kruk. Nie cofnąłby się przed nikim
i niczym. Ale jeśli coś zaczynało wiązać go uczuciowo, był gotowy
spakować manatki i prysnąć w ciągu minuty. Dlatego porzucił Kompanię, a potem Pupilkę. Ale w odróżnieniu od niego oni umieli sobie z tym
poradzić.
Sądzę, że najgorszym numerem, jaki wywinął, i co nadal najbardziej go
gryzło, było porzucenie własnych dzieciaków.
Zostawił je, kiedy zaciągnął się do Czarnej Kompanii. Być może miał
wówczas swoje powody, żeby tak zrobić. Uważa przynajmniej, że były
wystarczające. Ale nic nie zmieni faktu, że porzucił je w wieku, kiedy
nie były w stanie zadbać same o siebie. Nie umieścił ich w żadnym dobrym
miejscu. Nigdy nie wspomniał nawet, że ma dzieci. Napomknął o tym
dopiero mnie, kiedy jako Gawron próbował je odnaleźć. Powinny być teraz
dorosłe. Jeśli przeżyły.
Niczego się nie dowiedział.
Wyglądało na to, że teraz znowu się tym zajmie. Nie miał nic do roboty.
Przebąkiwał coś na ten temat, kiedy przedzieraliśmy się przez las,
kierując na południe.
Dotarliśmy do Wiosła. Wstąpił na kielicha i utknął w knajpie.
Ja też wstąpiłem na jednego. Potem były dziewczynki i wszystko to, bez
czego musi obejść się facet przebywający dłuższy czas w lesie. Zajęło mi
to cztery dni, a później jeszcze jeden, żeby wyleczyć kaca. Kruk dopiero
zaczynał się rozkręcać.
Znalazłem tanie mieszkanie dla nas dwóch, po czym nająłem się do ochrony
pewnej bogatej rodziny. Praca była lekka. Krążyło mnóstwo plotek o wydarzeniach w Krainie Kurhanów. Bogaci przewidywali ciężkie czasy i zapewniali sobie opiekę najemnych żołnierzy.
Przez jakiś czas w mieście przebywała też Pupilka ze swoją bandą. Była
również Czarna Kompania, ale nie natknęliśmy się na nikogo z nich.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki