Czarna Kompania (#2). Księgi Południa - Glen Cook

Kup ebooka

54.90 zł
42.82 zł (30,20 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

1

To Kruk wpadł na pomysł prowadzenia tego dziennika. Mam jednak wrażenie, że gdyby kiedykolwiek zabrał się do przeczytania zapisów, nie byłby zadowolony. Mam bowiem zamiar pisać prawdę, nawet pomimo tego, że Kruk jest moim najlepszym kumplem.

Facet ma swoje słabostki. Typ na wpół mordercy, na wpół samobójcy, ale poza tym w porządku. Jeśli Kruk postanowi, że zostanie twoim przyjacielem, to zyskałeś przyjaciela na śmierć i życie.

Nazywam się Skrzynka. Filodendron Skrzynka. To dzięki mojej mamuśce. Kruk nic o tym nie wie. Właśnie dlatego zostałem żołnierzem. Żeby uciec przed tymi kopaczami ziemniaków, co to potrafią przyczepić dzieciakowi takie imię. Kiedy liczyłem ich ostatnio, było tego siedem dziewuch i czterech chłopaków, oprócz mnie. Każde zostało nazwane od jakiegoś cholernego kwiatka.

Jeśli dziewczyna ma na imię Irys albo Róża, to w czym problem? Ale jednego z moich braci nazywano Fiołek, a innego Petunia. Co za człowiek może zrobić coś takiego swojemu dziecku? Czy nie ma już normalnych imion?

Kopacze ziemniaków.

Ludzie grzebiący całe życie w brudzie, od wschodu do zachodu słońca, żeby wyciągnąć z ziemi kapustę, ziemniaki, cebulę, pasternak i rzepę. Do dziś nie mogę patrzeć na rzepę. Nie chciałem zrobić im świństwa. Zaciągnąłem się, jak tylko nadarzyła się okazja.

Próbowali mnie zatrzymać. Ojciec, wujowie, bracia i kuzyni. Nie mogli się z tym pogodzić. Ciągle jeszcze nie mogę wyjść z podziwu, w jaki sposób ten stary sierżant zdołał wyglądać tak groźnie, że cały klan ustąpił.

Właśnie kimś takim chciałbym być, kiedy dorosnę. Kimś, kto potrafi stanąć i spojrzeć tak, że ludzie sikają w majtki. Ale z tym trzeba się chyba urodzić.

Kruk taki jest. Wystarczy, że spojrzy na faceta, który próbuje zrobić z niego wała, żeby ten zbladł ze strachu.

Tak więc zostałem żołnierzem, przeszedłem szkolenie, a potem walczyłem. Trochę u boku Pióra i Podróży, trochę z Szept. Przeważnie tutaj, na Północy. Odkryłem, że wojaczka nie jest dokładnie tym, co sobie wyobrażałem. Okazało się, że nie lubię tego tak samo jak kopania ziemniaków.

Byłem jednak dobry, chociaż za każdym razem, kiedy dochrapałem się sierżanta, robiłem coś, za co mnie degradowano. W końcu zostałem Strażnikiem w Krainie Kurhanów. Ponoć jest to wielki zaszczyt, ale jakoś nigdy tego nie czułem.

Tutaj właśnie spotkałem Kruka. Tyle że wtedy występował jako Gawron. Nie wiedziałem, że był szpiegiem Białej Róży. Rzecz jasna nikt o tym nie wiedział, bo inaczej dawno by już nie żył. Był po prostu spokojnym starym kaleką, który kiedyś wojował i musiał porzucić to zajęcie z powodu paskudnej rany w nodze. Mieszkał w opuszczonym domu, który sam urządził. Utrzymywał się, wykonując dla ludzi prace, których sami nie chcieli wykonywać. Strażnicy byli dobrze opłacani, a Kraina Kurhanów leżała ponad sto pięćdziesiąt kilometrów w głąb Wielkiego Lasu, więc forsę można było wydawać najwyżej na wódkę. Gawron miał mnóstwo roboty, czyszcząc buty, wycierając podłogi i szczotkując konie. Przychodził sprzątać biuro pułkownika, a potem grał z nim w szachy. Tam natknąłem się na niego po raz pierwszy.

Z początku robił dziwne wrażenie. Od razu widać było, że nie jest zbiegłym wieśniakiem, jak ja, ani chłopaczkiem z miejskich slumsów, który podpisał listę, bo nie miał innego pomysłu na życie. Kiedy chciał, umiał pokazać klasę. Był wykształcony. Mówił pięcioma albo sześcioma językami, umiał czytać i nieraz słyszałem, jak rozmawiał ze starym o rzeczach, o których nie miałem bladego pojęcia.

Wpadłem więc na pomysł, że zostanę jego kumplem, a potem nakłonię go, żeby nauczył mnie czytać i pisać.

Ciągle ten sam stary schemat. Zostań żołnierzem, rzuć gospodarstwo, a przeżyjesz mnóstwo przygód i życie będzie wspaniałe. Potem myślałem, że kiedy nauczę się czytać i pisać, będę mógł porzucić wojsko i przygody i życie będzie wspaniałe.

Akurat.

Nie wiem, czy wszyscy tak myślą, i na pewno nie będę nikogo pytał. Ale co do mnie, to wiem, że nic nigdy nie okaże się takie, jak chciałem, i nigdy nie będę tak naprawdę zadowolony z życia. Mam za duże ambicje. Mieszkam w jednym pokoju, do którego trzeba wspinać się po schodach z pijaczyną, którego największą umiejętnością zdaje się wyrzygiwanie z siebie flaków po wchłonięciu co najmniej piętnastu litrów najtańszego wina, jakie uda mu się znaleźć.

Tak czy owak, Kruk zaczął uczyć mnie czytać i pisać. I mimo że był dziwakiem, zostaliśmy kumplami. Nie wyszło mi to jednak na zdrowie, kiedy zwaliło się na nas to całe gówno i kiedy okazało się, że Kruk jest szpiegiem. Na szczęście nasi szefowie musieli podjąć wspólną walkę z potworem, który wynurzył się z ziemi, a którego my, Strażnicy, mieliśmy pilnować.

I tak dowiedziałem się, że Gawron to Kruk. Facet, który jeździł z Czarną Kompanią i który sprzątnął Kulawcowi sprzed nosa Białą Różę, kiedy była małą dziewczynką. Ukrył ją i wychowywał, póki nie była gotowa na podjęcie swego przeznaczenia.

Myślałem, że zginął. Wszyscy tak myśleli. Przede wszystkim Biała Róża. Kochała go, i to nie jak ojca czy brata. I dlatego właśnie upozorował własną śmierć i uciekł. Nie potrafił uporać się z tym, co niesie ze sobą miłość. Wiedział jedynie, jak od niej uciec.

Ale on też ją kochał na swój sposób, a jedynym, co przyszło mu do głowy, żeby to okazać, była przemiana w Gawrona i szpiegowanie dla niej. Miał nadzieję, że odkryje jakąś potężną broń, której Biała Róża będzie mogła użyć w ostatecznej walce z Panią, moim szefem szefów.

A więc co się stało? Los wyrwał nam z ręki wiosło i wszystko stanęło na głowie. Stary potwór Dominator, pogrzebany w Krainie Kurhanów, najwredniejszy z wrednych, jakich kiedykolwiek oglądał świat, został zbudzony i próbował wydostać się z grobu. Jedynym sposobem, żeby go powstrzymać, było porzucenie dawnych waśni i złączenie sił we wspólnej walce. Dlatego do Krainy Kurhanów przybyła Pani i wszystkie jej paskudy oraz Biała Róża z Czarną Kompanią. Zaczęły dziać się ciekawe rzeczy.

W środku tego wszystkiego snuł się smętnie ten przeklęty głupiec Kruk, myśląc, że może znowu być z Pupilką, jak gdyby nigdy jej nie opuścił i nie udawał martwego przez te wszystkie lata.

Przeklęty głupiec. Jeśli on się zna na kobietach, to ja jestem wielkim czarodziejem.

Pozwolili staremu złu podnieść się z ziemi, a potem obskoczyli go ze wszystkich stron. Był zbyt potężny i zły, żeby mogli zabić jego duszę.

Pokonali jedynie ciało, spalili je, a popiół rozsypali. Duszę zaś uwięzili w srebrnym grocie, który wbili w pień Syna Drzewa. Miało to już na zawsze uchronić świat od nieszczęść. Potem wszyscy odjechali. Nawet Pupilka z facetem o imieniu Milczek.

Kiedy odjeżdżała, widziałem łzy w jej oczach. Ciągle czuła coś do Kruka, ale nie miała zamiaru ponownie dać się zranić.

A on stał i patrzył za nią jak ogłuszony. Nie pojmował dlaczego.

Przeklęty głupiec.

2

Dziwne, że nikt nie pomyślał o tym od razu. Może dlatego że ludzie bardziej byli zajęci tym, co działo się pomiędzy Panią a Białą Różą, i łamali sobie głowy, co też może wyniknąć z tego dla imperium i rebelii. Przez chwilę wyglądało na to, że przynajmniej połowa świata jest do wzięcia. Każdy, kto nie wzdragał się przed grabieżą, wypatrywał swojej szansy i rozglądał wokół, czy nie dałoby się czasem wskoczyć w miejsce tych, którzy właśnie utracili władzę.

W tej sytuacji kilku "przedsiębiorczych" z północnego Wiosła wykorzystało pierwszą nadarzającą się okazję, żeby ukraść srebrny grot.

Z Krainy Kurhanów ciągle napływały przeróżne sprzeczne ze sobą wieści, kiedy Tulek Sztal walił do drzwi swego kuzyna Smedsa Sztala.

Umeblowanie pokoju, w którym zamieszkiwał Smeds, składało się głównie z brudu i karaluchów. Oprócz tego było tam jeszcze pół tuzina zapleśniałych, kradzionych koców oraz pół grosa pustych, glinianych dzbanów do wina, których nigdy nie udawało się mu oddać. W "Cierniu i Koronie" musiał płacić za nie kaucję. Ale on nazywał je swoją polisą na życie. Gdyby nastały ciężkie czasy, będzie mógł przehandlować osiem pustych za jeden pełny.

Tulek uważał, że to głupie. Poza tym ilekroć Smeds zaczynał swoje pijatyki i hulanki, wszystkie sprzęty fruwały w powietrzu. Tak więc oszczędności topniały, a nigdy nieuprzątane skorupy walały się pod ścianami, stopniowo pokrywając się coraz grubszą warstwą kurzu.

Smeds z kolei uważał, że Tulek struga ważniaka, bo ma szmal. Dostawał prezenty od dwóch mężatek, którym pomagał w domowych pracach, i żył z wdową, której zamierzał się pozbyć, jak tylko znajdzie inną chętną babę. Miał się świetnie i sądził, że to daje mu prawo do pouczania innych.

Tulek walnął w drzwi, ale Smeds udawał, że nie słyszy. Były u niego siostry Kimbro - Marci i Jana. Jedna miała jedenaście, druga dwanaście lat i przychodziły do niego na "lekcje muzyki". Cała trójka, naga, kłębiła się na kocach pogryzionych przez szczury, a jedynym "instrumentem" widocznym na tej lekcji był "flecik" Smedsa.

W końcu kazał dziewczynom przestać się kręcić i chichotać. Niektórym mógłby nie spodobać się sposób, w jaki przygotowuje je do dalszego życia.

Walenie do drzwi rozległo się ponownie.

- No, Smeds. Otwieraj. To ja, Tulek.

- Jestem zajęty.

- Otwieraj. Musimy pogadać.

Z ciężkim westchnieniem Smeds wyplątał się z gmatwaniny szczupłych ramion i nóg i poczłapał do drzwi.

- To mój kuzyn - wyjaśnił dziewczynom. - Jest w porządku.

Siostry nie miały nic przeciwko gościowi. Były lekko pijane i nawet nie zadały sobie trudu, żeby się przykryć. Kiedy Tulek wszedł, wyszczerzyły zęby w uśmiechu.

- Przyjaciółki. - Smeds machnął ręką w ich kierunku. - Masz ochotę? Lubią to.

- Może innym razem. Wyrzuć je.

Smeds spojrzał na kuzyna. Cholerny ważniak.

- Dobra, dziewczyny. Ubierzcie się. Tatuś musi pogadać o interesach.

Patrzyli, kiedy wkładały swoje łachmany. Smeds nie zwracał uwagi na swoją nagość. Jana klepnęła go żartobliwie.

- Do zobaczenia, świntuszku.

- Kręcisz bat na własną dupę - powiedział Tulek, kiedy drzwi zamknęły się za dziewczynami.

- Nie bardziej niż ty. Powinieneś zająć się ich matką.

- Ma forsę?

- Nie, ale ciągnie druta jak żadna. Ma fioła na tym punkcie. Kiedy zaczyna, nie może przestać.

- Kiedy sprzątniesz wreszcie ten chlew?

- Jak tylko panna służąca wróci z urlopu. Co jest aż tak ważne, żeby przerywać mi zabawę?

- Słyszałeś, co się wydarzyło w Krainie Kurhanów?

- Jakieś plotki. Nie zwróciłem uwagi. Co mnie to obchodzi? Dla mnie bez różnicy, co tam się dzieje.

- Może nie. Słyszałeś o srebrnym grocie?

Smeds zastanowił się.

- Taaa. Wbili go w jakieś drzewo. Myślałem nawet, że łatwo by było go stamtąd wyciągnąć, ale to za mało srebra, żeby jechać taki kawał drogi.

- Nie chodzi o srebro, kuzynie, ale o to, co w nim jest.

To było dla Smedsa za trudne.

- Lepiej opisz to w cyfrach.

Smeds Sztal nie był znany z bystrego umysłu.

- W tym grocie została uwięziona dusza Dominatora. Teraz to już nie tylko kawałek metalu. Założę się, że jakiś wielki czarodziej mógłby z tego zrobić potężny amulet. No wiesz, jak w bajkach.

- Nie jesteśmy czarodziejami - skrzywił się Smeds.

- Ale możemy być pośrednikami. - Tulek zaczynał tracić cierpliwość. - Pojedziemy tam, wyciągniemy go i ukryjemy. A kiedy rozniesie się, że zniknął, sprzedamy temu, kto da najwięcej.

Smeds skrzywił się jeszcze bardziej i próbował zmusić swoje szare komórki do intensywnej pracy. Nie był geniuszem, ale miał dużo chłopskiego sprytu i nauczył się sztuki przetrwania.

- Brzmi diabelnie niebezpiecznie. Jeśli mamy wyjść z tego cało, będziemy potrzebowali pomocy.

- Jasne. Sama podróż i wyciągnięcie tego cholerstwa to nie robota dla dwóch. Wielki Las nie jest przyjemnym miejscem dla facetów, którzy się na tym nie znają. Będziemy potrzebować jeszcze dwóch, w tym jednego, który ma pojęcie o puszczach.

- To daje czterech do podziału, Tulek. A ile dostaniemy?

- Nie wiem. Poczekamy, aż podbiją cenę, i ustawimy się na całe życie. Poza tym nie mówiłem nic o podziale na czterech, Smeds. Wszystko zostaje w rodzinie.

Spojrzeli jeden na drugiego.

- Jaki masz plan? - zapytał Smeds.

- Znasz Tymona Lokana? Był w wojsku przez jakiś czas.

- Wystarczająco długo, żeby wiedział, jak przeżyć. Jest w porządku.

- I zna się na rzeczy. Możemy się tam natknąć na żołnierzy. Serce cię chyba nie zaboli, jeśli znajdą ich na drodze z rozwalonymi łbami?

Tu odpowiedź była łatwa.

- Nie. - Dopóki to nie Smeds będzie tam leżał z rozwalonym łbem, wszystko będzie w porządku.

- A co ze Starym Rybą? Zastawiał pułapki w Wielkim Lesie.

- Dwóch dobrych łuczników.

- Tego nam trzeba. Dwóch uczciwych, zbędnych ludzi, którzy nie będą próbowali pozbawić nas udziału. Co ty na to?

- Ile to będzie?

- Wystarczy, żebyś żył jak książę. Idziemy pogadać z tymi facetami?

Smeds wzruszył ramionami i spojrzał w sufit.

- Czemu nie? Co mam lepszego do roboty?

- Mógłbyś się na przykład ubrać.

- Zabiłeś już kiedyś kogoś? - zapytał Smeds, kiedy szli ulicą.

- Nigdy nie musiałem. Nie szukam kłopotów.

- A ja tak. Poderżnąłem gościowi gardło. Nie myśl, że to takie proste. Facet rzęził i sikał krwią. Wieki minęły, zanim wykitował. W dodatku próbował iść za mną. Ciągle jeszcze mam koszmarne sny, jak próbuje się za mną wlec.

Tulek spojrzał na niego i skrzywił się.

- Następnym razem zrób to w jakiś inny sposób.

4

Pupilka zostawiła Kruka. Odjechała z facetem zwanym Milczkiem i innymi, ocalonymi z Czarnej Kompanii, która już nie istniała. Niegdyś stali oni po stronie Pani, ale z jakiegoś powodu przeszli do buntowników. Przez długi czas stanowili prawie wszystkie siły armii rebeliantów.

Kruk patrzył, jak wjeżdżają do lasu. Wyglądał, jakby chciał usiąść i rozpłakać się jak dziecko. Dlatego, że nie rozumiał, co się dzieje, i dlatego, że ona odjeżdżała. Ale nie zrobił nic.

Był najtwardszym i najbardziej zawziętym sukinsynem, jakiego znałem. Kiedy dowiedziałem się, kim naprawdę jest, omal nie sfajdałem się ze strachu. Kruk za czasów Czarnej Kompanii miał opinię najgorszego z najgorszych. Był z nimi zaledwie rok, ale to wystarczyło, żeby stał się sławny. I to był mój Gawron.

- Damy im parę godzin przewagi, by nie myśleli, że ich śledzimy, a potem spływamy stąd - powiedział.

- My?

- Masz tu coś do roboty?

- To dezercja.

- Nikt nie wie, czy żyjesz. Nie liczyli jeszcze trupów. Zresztą, jak chcesz. - Wzruszył ramionami. - Jedź ze mną albo zostań.

Wiedziałem, że chce, abym jechał. W końcu byłem teraz wszystkim, co miał. Ale nie zamierzał powiedzieć tego wyraźnie. Twardziel Kruk.

Nic mnie nie trzymało w Krainie Kurhanów. Nie chciałem też za nic w świecie wracać do kopania ziemniaków. Poza tym, ja także nie miałem nikogo.

Zaczął iść w kierunku miasta, a raczej tego, co z niego zostało po bitwie. Powlokłem się za nim bez słowa.

- Kiedy byłem w Kompanii, Konował był moim najlepszym przyjacielem - odezwał się po chwili. Ciągle nie mógł się w tym połapać.

Konował był szefem najemników. Nie był nim jeszcze wówczas, kiedy Kruk przebywał z nimi. W dawnych czasach razem służyli pod kilkoma dowódcami. Teraz Krukowi było nieswojo z powodu walki ze starym kumplem, w jaką wdał się po ujarzmieniu Dominatora.

Prawdopodobnie, żeby przypodobać się Pupilce, Kruk zdecydował skończyć ze wszystkim, pozbywając się Pani. Ale Konował do tego nie dopuścił i wsadził mu strzałę w bok, pokazując, że nie żartuje.

- Czy tak postępuje przyjaciel?

Rzucił mi jedno ze swych zagadkowych spojrzeń.

- Może bardziej zależało mu na niej niż na tobie. Słyszałem, że wiele czasu spędzili razem. Toteż razem odjechali w kierunku zachodzącego słońca. Poza tym wiesz, jak ci goście podchodzą do kwestii braterstwa - złączeni na dobre i na złe. Kompania jest ich rodziną i staną wspólnie choćby przeciwko całemu światu. Sam mi o tym dużo mówiłeś.

Mogłem powiedzieć mu więcej. Mogłem wyliczyć uczucia, jakie wzbudzali bracia, którzy porzucili Kompanię, ale to i tak nie dotarłoby do niego.

Nie było w walce drugiego takiego jak Kruk. Nie cofnąłby się przed nikim i niczym. Ale jeśli coś zaczynało wiązać go uczuciowo, był gotowy spakować manatki i prysnąć w ciągu minuty. Dlatego porzucił Kompanię, a potem Pupilkę. Ale w odróżnieniu od niego oni umieli sobie z tym poradzić.

Sądzę, że najgorszym numerem, jaki wywinął, i co nadal najbardziej go gryzło, było porzucenie własnych dzieciaków.

Zostawił je, kiedy zaciągnął się do Czarnej Kompanii. Być może miał wówczas swoje powody, żeby tak zrobić. Uważa przynajmniej, że były wystarczające. Ale nic nie zmieni faktu, że porzucił je w wieku, kiedy nie były w stanie zadbać same o siebie. Nie umieścił ich w żadnym dobrym miejscu. Nigdy nie wspomniał nawet, że ma dzieci. Napomknął o tym dopiero mnie, kiedy jako Gawron próbował je odnaleźć. Powinny być teraz dorosłe. Jeśli przeżyły.

Niczego się nie dowiedział.

Wyglądało na to, że teraz znowu się tym zajmie. Nie miał nic do roboty. Przebąkiwał coś na ten temat, kiedy przedzieraliśmy się przez las, kierując na południe.

Dotarliśmy do Wiosła. Wstąpił na kielicha i utknął w knajpie.

Ja też wstąpiłem na jednego. Potem były dziewczynki i wszystko to, bez czego musi obejść się facet przebywający dłuższy czas w lesie. Zajęło mi to cztery dni, a później jeszcze jeden, żeby wyleczyć kaca. Kruk dopiero zaczynał się rozkręcać.

Znalazłem tanie mieszkanie dla nas dwóch, po czym nająłem się do ochrony pewnej bogatej rodziny. Praca była lekka. Krążyło mnóstwo plotek o wydarzeniach w Krainie Kurhanów. Bogaci przewidywali ciężkie czasy i zapewniali sobie opiekę najemnych żołnierzy.

Przez jakiś czas w mieście przebywała też Pupilka ze swoją bandą. Była również Czarna Kompania, ale nie natknęliśmy się na nikogo z nich.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki