ROZDZIAŁ I.
POGLĄDY NA NATURĘ CZARNOKSIĘSTWA
W RÓŻNYCH EPOKACH.
Vouloir restreindre notre examen
aux territoires déja a demi conquis.
c'est tromper la foi des hommes
qui ont lutté pour le droit de
libre examen, c'est trahir les
esperances les plus legitimes
de la science.
O. Lodge.
Wzrastające z każdym rokiem zajęcie się zarówno świata uczonego, jak i szerszego ogółu, sprawą mediumizmu, zrodziło cały szereg kwestii i problematów, wiążących się mniej, lub więcej ściśle z tą nową gałęzią wiedzy psychofizjologicznej. Prócz badań nad samym przedmiotem, które, dzięki współudziałowi poważnych uczonych oraz instytucji w rodzaju Londyńskiego Towarzystwa Psychologicznego, weszły nareszcie w ostatnich czasach na drogę czysto naukową, prócz tych eksperymentów i obserwacji bezpośrednich, poczęto także przeglądać krytycznie rozliczne dokumenty, świadectwa i akta, potwierdzające pośrednio realność owych zagadkowych objawów i rzucające pewne światło na ich istotę i charakter. Owo pośrednie badanie rozpadło się na dwa kierunki. Jedna, bardzo nieliczna dotąd, część uczonych rozpatruje mediumizm na gruncie etnograficznym, bada jego objawy u różnych ras i plemion i stara się wyśledzić związek, istniejący niewątpliwie pomiędzy fenomenami mediumicznymi z jednej, a kultem, mitologią, demonologią, oraz działalnością czarodziejów, szamanów, derwiszów, fakirów, z drugiej strony. Badania te znajdują się dopiero w zaczątku. Większego dzieła, poświęconego specjalnie temu przedmiotowi, niema, o ile wiemy, w żadnej literaturze, drobniejsze zaś studia i rozprawy są rozproszone po różnych miesięcznikach, oraz pismach i wydawnictwach specjalnych. U nas nad kwestią tą pracuje znany antropolog Ludwik Krzywicki.
Większa bez porównania liczba badaczów poświęciła się zgłębieniu historycznej strony mediumizmu, t. j. jego pokrewieństwa respektującego tożsamości ze starożytnym i średniowiecznym okultyzmem, z magią, teurgią, nekromancją, czarnoksięstwem, słowem z tym wszystkim, co od czasów Voltaire było uważane za rodzaj subiektywnego zabobonu, pozbawionego wszelkiej przedmiotowej podstawy, a co przedtem kładziono uporczywie na karb interwencji diabelskiej Co prawda, to nawet w epoce największego prześladowania czarownic, podnosiły się głosy i zjawiały teorie, sprowadzające większość objawów okultystycznych do działalności organizmu ludzkiego. Tego zdania był uczony Agrippa von Nettesheym (1486 - 1535), autor słynnej "Philosophia Occulta", w której starał się dowieść, że cała magia, razem z jej cudami, bierze początek w naszym wnętrzu duchowym:
Nos habitat, non tartara, sed nec sidera coeli.
Spiritus, in nobis qui viget, illa facit.
I wielki Paracelsus (1493 - 1541), i Van Helmont (1577 - 1644), i Jan Wier (1515 - 1588), i wielu innych uczonych lekarzy owoczesnych i późniejszych, przyznając fakty, których byli świadkami, odrzucali stanowczo teorię demoniczną, stawiając natomiast swoje własne hipotezy, oparte przeważnie na telepatycznym i telekinetycznym działaniu woli, w połączeniu z twórczym, ideoplastycznym, jakbyśmy powiedzieli dzisiaj, działaniem wyobraźni. Agrippa znał doskonale zarówno dobroczynną, leczniczą, jak i niszczącą, szkodliwą potęgę sugestii i autosugestii "Wiele potrafi uczynić nasz duch - powiada on w I-ej księdze swojej "Filozofii tajemnej" - przez wiarę, przez silną ufność i wytężoną uwagę. Wiadomo z doświadczenia, że silna wiara i pewna siebie nadzieja, tudzież przywiązanie do lekarza i zaufanie do leków, wiele się przyczyniają do wyzdrowienia chorego, więcej może nawet, aniżeli leki same. Oprócz siły leków bowiem działa i siła ducha samego lekarza, która jest dość potężna, by odmienić właściwości słabego ciała, zwłaszcza jeżeli chory ufa lekarzowi, robiąc się przez to zdolnym do przyjęcia jego siły duchowej jako lekarstwa." Teorię tę, którą mógłby śmiało podpisać każdy z dzisiejszych hipnotyzerów, rozszerza Agrippa na całą czarną i białą magię, twierdząc, że wszystkie ceremonie, formuły i zaklęcia, używane w praktyce czarodziejskiej, służą właściwie tylko do wzbudzenia i podtrzymania siły i pragnień duszy (I, 67).
To samo, mniej więcej, powiada i Van Helmont: "Jeżeli zdolność działania wolą, oraz możność poruszania za jej pomocą odległych przedmiotów winna być uważana za dar przyrodzony i pochodząc od Boga, to wiara w to, że diabeł może coś poruszać, zmieniać, lub unosić, jest po prostu niesmaczną i nierozsądną. - Nie będzie dobrym egzorcystą ten, kto nie umie wzbudzić magicznej siły swojego ducha. Owa magiczna, działająca na odległość, a naturalna siła duszy spoczywa uśpiona i oczekująca obudzenia we wnętrzu człowieka."
Paracelsus znowu twierdzi: "Zawsze duch silniejszy zwycięży słabszego, przeto pierwszym warunkiem magicznego działania jest wzmocnienie woli. Jeżeli w woli mojej noszę nienawiść dla kogoś, to owa nienawiść może się urzeczywistnić przez jakieś medium, t. j. jakiś corpus. Jest więc rzeczą prawdopodobną, że mój duch bez pomocy mego ciała i bez miecza zabije, lub zrani kogoś przez namiętne pożądanie tego. Działanie woli jest także ważnym punktem w lecznictwie."
Ta "wola", "siła" działa często "jakby pijana", czyli bez świadomości osoby, która jest niejako jej zbiornikiem. Dla tego też Wier, Goedelmann, Lerchheimer głosili, jeszcze w XVI-m i XVII-m w., "że czarownice należy raczej odsyłać do lekarza i kapłana, aniżeli do sędziego i ławnika. (Trzeźwy i przenikliwy La Bruyere, autor "Charakterów", powiada o magii: "Teoria jej jest zaciemniona, zasady mgliste, nie pewne, a jednak istnieją fakty niepokojące, których rzeczywistość stwierdzają ludzie poważni, co je widzieli". W XVI-ym wieku pracowali na niwie okultyzmu nawet jezuici. Jeden z nich Martinus Szent-Ivany napisał: "Dissertatio physica, seu de Divinationibus". Inny członek S. J. Anastasius Kircher zajmował się różdżką wieszczbiącą. (Por. Psych. Stud. 1895) - przyp.).
Rozsądne te głosy były przytłumione na razie przez wrzask szalonych demonomanów w rodzaju Delrio, Bodin'a, Jakuba I-go Angielskiego, lub też słynnego sędziego Remigiusza z Lotaryngii, który spaliwszy kilkaset czarownic i opisawszy swoje bohaterskie czyny w ohydnej, ale ciekawej "Demonolatriae libri III", oskarżył się wreszcie sam przed sądem o przestępstwo czarów i - został spalony.
ROZDZIAŁ III.
FAUST, JAKO TYPOWY PRZEDSTAWICIEL
MAGII I CZARNOKSIĘSTWA
1.
Mefistofeles, przybywszy z Faustem na klasyczną noc Walpurgii, przygląda się lubieżnym Lamiom, upiorowatym Empuzom i innym demonicznym figurom starożytności, i woła zdumiony:
Myślałem, że tu tylko obcych się napotka,
Co rusz, niestety, to stryj albo ciotka!
Jakbym przerzuca! starej księgi karty:
Krewni a krewni, od Harcu do Sparty!
(przekład Jezierskiego)
Takiego samego wrażenia doznaje się, "przerzucając karty" starej, jak świat, księgi dziejów okultyzmu. "Krewni a krewni", nie tylko od Harcu do Sparty, ale od fiordów skandynawskich do niebotycznych szczytów Himalajskiego łańcucha, i od portów Atlantyku der wysp Oceanu Spokojnego. Pokrewieństwo to ujawnia się zarówno w przestrzeni, jak i w czasie. Staraliśmy się w poprzedzającym rozdziale dowieść tego na punkcie fenomenologii okultyzmu; obecnie spróbujemy wykazać, że strona subiektywna osobników, będących przyczyną owych zjawisk, pozostała w zasadzie taką samą, jak niegdyś.
Gustaw Flaubert, zaznajomiwszy się ze spirytyzmem, powiedział, że "trójnóg Pytii delfickiej był prawdopodobnie tylko stolikiem wirującym." Jak już wiemy, uwaga ta nie odbiegała zbyt daleko od prawdy. Czy jednak znaleźlibyśmy dzisiaj i analogię samej Pytii? Bez wątpienia. Kto widział kiedykolwiek medium, pogrążone w tzw. transie; kto słyszał te przerywane i wykrztuszane z trudem sylaby, układające się powoli w zdania, w których treści i formie czuć było wysiłek - nie zawsze, niestety, uwieńczony skutkiem - do wzniesienia się ponad poziom powszedniego życia, - kto obserwował to wszystko, temu niewątpliwie przychodziły na myśl starożytne opisy owych kapłanek Apollina, upojonych ostrym sokiem liści laurowych i wyziewami z tajemniczej groty i wyrzucających z ust swoich słowa wzniosłe, lecz ciemne i niepowiązane z sobą.
Genialny twórca psychologii "Czarownicy" Michelet, powiada we wstępie do swej poetycznej monografii: "Królowe-wróżki Persji, i ty urocza Cyrce, i ty wzniosła Sybillo, co stało się z wami, niestety?
DODATEK
O EUSAPII PALLADINO
I MEDIUMIZMIE
(Wrażenia i uwagi, naocznego świadka).
I.
Cud nie stoi nigdy w sprzeczności z naturą, jeno z tem, co nam jest o naturze wiadomym.
(Ś-ty Augustyn, De Civitate Dei.
Les bornes du possible reculent... rien ne sert mieux le progres qu'une deoouverte contraire aux theories regnantes.
(Ochorowicz, De la suggcstton mentale)
Si l'on ne tentait jamais l'impossible, on ne connaitrait jamais les bornes du reel.
(Paulhan.)
Validius est naturae testimonium quam doctrinae argumentum.
(Ś-ty Ambroży.)
Ponieważ sprawozdanie to musi z konieczności nosić charakter podmiotowy, uważam za właściwe zaznajomić czytelnika z nastrojem mego umysłu w chwili, kiedym szedł po raz pierwszy oglądać objawy, wywoływane przez słynne medium neapolitańskie. Cztery wyżej podane cytaty, zaczerpnięte z dzieł bardzo różnej natury, określają, zdaniem moim, wybornie stanowisko, jakie człowiek bezstronny względem każdej nowej prawdy zająć powinien. "Cud nie stoi nigdy w sprzeczności z naturą - powiada Ś. Augustyn, - jeno z tym co nam o naturze jest wiadomym". Historia każdego odkrycia i wynalazku przekonywa nas o tym dowodnie. To, co wiemy, jest tak małym w porównaniu z tem, czego nie wiemy, że żadna niespodzianka dziwić nas zbytecznie nie powinna. Nie dość na tym jednak, i to bowiem, cośmy już poznali, znamy tylko powierzchownie, z gruba: wewnętrzna istota rzeczy jest i pozostanie dla nas, niepoznawalną".
ROZDZIAŁ II.
ZESTAWIENIE FENOMENÓW CZARNOKSIĘSKICH
Z OBJAWAMI WSPÓŁCZESNEGO MEDIUMIZMU.
1.
W poprzednim rozdziale staraliśmy się wykazać, że bardzo wielu dawniejszych uczonych, będących naocznymi świadkami fenomenów czarownictwa, tłumaczyło je w sposób psychofizjologiczny, przypominający teorie dzisiejszych mediumistów. Wspomnieliśmy następnie, że zjawiska analogiczne występowały i występują, pod różnymi nazwami i formami, we wszystkich epokach i u wszystkich narodów, oraz, że nauka współczesna, zwróciwszy uwagę na powszechność tych fenomenów, zajęła się nareszcie ich zbadaniem na gruncie etnograficzno-historycznym. Spróbujemy teraz dowieść za pomocą przykładów, zaczerpniętych z historii mediumizmu i historii czarów, identyczności niektórych manifestacji, w obu tych kategoriach zjawisk. Mówimy "niektórych", nie wszystkich, dla tej prostej przyczyny, że aczkolwiek i mediumizm, i czary z jednego wyrosły gruntu, mimo to jednak różnią się one od siebie na wielu punktach; w mediumizmie bowiem idzie jedynie o wywoływanie zjawisk dla nich samych, w magii i czarnoksięstwie zaś szło o osiągnięcie, przy ich pomocy, pewnych specjalnych celów praktycznych. Mediumizm stoi w takim stosunku do czarów, jak nauki przyrodnicze do medycyny, chemia do technologii, botanika do ogrodnictwa, słowem teoria do praktyki, nauka oderwana do sztuki stosowanej. Czarnoksięstwo było sztuką, której adepci korzystali w wielu wypadkach z własnych i cudzych zdolności mediumicznych, nie wahając się jednak używać i innych prostszych i łatwiejszych sposobów, działania, jeżeli tylko prowadziły one do danego celu.
Metoda operowania za pomocą owych zwykłych sposobów stanowiła osobny dział czarno- i białoksięstwa, zwany charakterystycznie "magią naturalną" i będący zlepkiem praktycznych przepisów, zaczerpniętych z najrozmaitszych dziedzin wiedzy. Recepty balwiersko-kosmetyczne mieszały się tam z opisami przyrządów optycznych i doświadczeń pirotechnicznych; niemałą też rolę w owej "naturalnej magii" odgrywały różne narkotyki, zadawane pod formą kadzideł, ekstraktów, filtrów podniecających, lub też uspokajających nerwy, a niekiedy działających wprost zabójczo na organizm; czarnoksiężnicy bowiem, którym nie dopisała sławiona przez Paracelsa i Agrippę "siła woli", nie wahali się dopomagać jej siłą trucizn i jadów najrozmaitszego pochodzenia. Trucicielstwo było bardzo rozpowszechnione, zwłaszcza na niższych szczeblach czarnoksięstwa, i to nam tłumaczy do pewnego stopnia szaloną nienawiść owoczesnego ogółu do rzekomych czarownic, które, nie będąc nawet w spółce z diabłem, umiały i bez jego pomocy nabawić niejednego choroby, lub też sprawić mu krzywdę, zatruwając drób i bydło, kulawiąc konie i t. p.
WSTĘP
W dzisiejszych czasach oficjalnie w czarnoksięstwo ni mediumizm prawie nikt nie wierzy. Oficjalnie prawie każdy stara się uchodzić za tego "postępowego", "oświeconego" ślepo ufając rozmaitej maści "autorytetom naukowym", które nie mając pojęcia o owych zagadnieniach wygłaszają sądy, iż wszystko już zostało poznane, zbadane i wyjaśnione, że nie ma w otaczającej nas rzeczywistości żadnych zagadek i tajemnic. I przeciętny zjadacz chleba tak rzeczywiście myśli. A jeśli go przyprzeć do muru podając jeden, drugi, dziesiąty fakt, którego zrozumieć nie sposób, odpowie: "- No dobrze, ja może tego wyjaśnić nie potrafię, ale profesor X czy Y oczywiście wszystko wie na ten temat." Tymczasem profesor X czy Y jest równie ciemny w tychże kwestiach jak ów przeciętny zjadacz chleba, chociaż oczywiście często nawet sam przed sobą będzie udawał, że wszystko wie i wszystko można "naukowo" wyjaśnić, w taki sam sposób odbijając piłeczkę: "- No dobrze, ja może nie potrafię tego wytłumaczyć, ponieważ nie należy to do moich zainteresowań badawczych, ale profesorowie Z czy V, bez trudu mogą owe rzeczy wyjaśnić". I tak to idzie. Od XVIII wieku. Od "wieku Oświecenia", gdy dogmaty religijne zastąpiono dogmatami "naukowymi".
Tymczasem ani wszystkiego nie wiemy, ani wszystkiego pewnie się nigdy nie dowiemy. A świat materii, w którym funkcjonujemy nie jest jedynym realnym światem... Zaś człowiek nie jest jedyną inteligentną istotą we wszechświecie, bo są też w nim i inne realne byty tak widzialne, jak i niewidzialne. Zaś świat trójwymiarowy nie musi być jedyną realną rzeczywistością...
Dotyczy to zarówno Boga, jak i stworzonych przez Niego istot duchowych - zarówno dobrych i przychylnych człowiekowi, jak i złych, nienawidzących naszego rodzaju - zawsze i wszędzie starających się nam zaszkodzić.
Martin Kobialka w swojej niezwykle interesującej pracy "Przybysze z innych światów" tak pisze na ten temat:
"Jak nie potrafimy zdefiniować ani wyjaśnić słowa "duch", tak nie można zrozumieć do końca ani zobaczyć transcendentnego, wszędzie obecnego Boga. "Niewidzialna jego istota, to jest wiekuista jego moc i bóstwo, mogą być (...) oglądane w działach i poznane umysłem" (Rzym. 1, 20). "To co o Bogu wiedzieć można, jest (...) jawne, gdyż Bóg (...) to objawił". (Rzym. 1, 19).
On nazwany jest nieśmiertelnym i niewidzialnym, "którego nikt z ludzi nie widział i widzieć nie może" (I Tym. 1, 17; 6, 16). On jest Bogiem niewidzialnym, który stworzył wszystko, co "widzialne i niewidzialne" (Kol. 1, 15.16). W tekstach tych przedstawione są dwie strony stworzenia: rzeczy widzialne i to, co niewidzialne (patrz II Kor. 4, 18). Jedno i drugie jest realne. Nie jest to świat pozorny. Nie ma tu żadnej sprzeczności, rzeczywistości i fantazji, tylko dwie rzeczywistości istniejące obok siebie.
Wyobraźmy sobie czwarty wymiar na przykładzie. Najpierw piszemy na kartce papieru: "1 cm" i robimy kreskę długości 1 centymetra. Potem - 1 cm2" i rysujemy odpowiedni kwadrat. Następnie - 1 cm3", czego obrazem jest figura trójwymiarowa, ale my możemy ja nanieść na płaszczyźnie tylko jako figurę trójwymiarową. Teraz piszemy "1 cm4". Jest to figura czterowymiarowa, której nie potrafimy narysować ani jej sobie wyobrazić, gdyż wraz z ta formułą matematyczną opuszczamy nasz świat, w którym znamy takie wymiary, jak długość, szerokość i wysokość.
Gdy będziemy próbowali ową czterowymiarową figurę jakoś przedstawić, powiedzie nam się tak samo jak w przypadku naniesienia figury trójwymiarowej na papier, który ma tylko długość i szerokość, ale brak mu wysokości, a więc nie ma na nim miejsca na sześcian. Teraz wyobraźmy sobie dwuwymiarowy świat, całkiem taki jak nasz, tylko uboższy o jeden wymiar, świat, w którym znana jest tylko długość i szerokość. Jest to świat płaski. Gdyby w takim świecie żyły istoty dwuwymiarowe, nie miałyby pojęcia o wysokości. Istoty te nie byłyby w stanie nas zauważyć, bo patrzylibyśmy na nie z góry. My natomiast moglibyśmy tych "płaskoludów" widzieć wszystkich naraz, na całej długości i szerokości. I coś jeszcze więcej: potrafilibyśmy widzieć ich całe wnętrze, ponieważ nic by ich od "góry" nie zasłaniało, byliby "otwarci". Gdybyśmy jakiś przedmiot z ich świata podnieśli nieco do góry, zniknąłby zaraz z ich pola widzenia. Gdyby naszą trójwymiarową figurę umieszczono w dwuwymiarowym świecie, poznano by ją tylko w zarysie, jako twór dwuwymiarowy. Dla "płaskoludów" przybysz ze sfery trójwymiarowej byłby w ich pojęciu taki sam jak oni. Dla zobrazowania tego przedziurawmy ołówkiem kartkę papieru. "Płaskolud" na papierze zauważy tylko kółko, żadnych strzępów papieru wystających ponad płaszczyznę nie dostrzeże.
Teraz wyobraźmy sobie, że my, ludzie w świecie trójwymiarowym, jesteśmy z istniejącego na zewnątrz czwartego wymiaru tak samo obserwowani, jak my obserwowaliśmy "płaskoludów". Istoty "czterowymiarowe" mogłyby widzieć nas także "z góry", bylibyśmy dla nich "otwarci". Gdybyśmy np. połknęli gwóźdź, który stanąłby w poprzek naszego żołądka, widziano by go "z góry", z czwartego wymiaru bez przeszkód. Gdyby przeniesiono go jednym ruchem do czwartego wymiaru, byłby dla nas natychmiast niewidzialny. Tak zwani "uzdrowiciele", pochodzący z czwartego wymiaru, mogliby w tej sytuacji dokonywać z łatwością "cudownych" uzdrowień. Osobnik z czwartego wymiaru wtargnąłby do nas, a my widzielibyśmy go tylko naszym trójwymiarowym wzrokiem. Mimo to byłby dla nas rzeczywisty, tak jak my jesteśmy sami dla siebie, i to pod każdym względem. (...)
Nasz trójwymiarowy świat, w którym żyjemy, jest tylko częścią czy funkcją czterowymiarowej przestrzeni. Kontynuując ten tok myśli, musielibyśmy powiedzieć, że przestrzeń czterowymiarowa jest znowu tylko funkcją przestrzeni pięciowymiarowej itd., aż do nieskończoności, w której nie jesteśmy w stanie pojąć. W obrazie tym wszystkie wymiary są tylko częścią nieskończoności." (Martin Kobialka, "Przybysze z innych światów", Warszawa 1999, s. 51-53.).
Wcześniej napisałem, że w dzisiejszych czasach prawie nikt oficjalnie nie wierzy w czarnoksięstwo i mediumizm, tymczasem liczba osób interesujących się tym zagadnieniem, a nawet w sposób mniej czy bardziej jawny i czytelny parających się czarami stale rośnie.
Szukających bezpośrednich kontaktów z "innym wymiarem" i istotami go zamieszkującymi jest już w skali globu setki tysięcy. Tyle, że w dzisiejszych czasach nikt ani takich zainteresowań, ani takich działań nie potępia. Choć są one niebezpieczne, bowiem przywoływane istoty są z natury złe, choćby nawet sprawiały pozór dobra.
Tymczasem tak jak przez wieki było ścigane przez prawo oddawanie czci Szatanowi, tak samo zakazywano uprawiania czarów, upatrując w tych praktykach również diabelskiego pazura. Zresztą, jeśli ktoś był satanistą, to równocześnie (posiadając wyższy stopień wtajemniczenia) parał się czarną magią.
We współczesnym - tak przecież "racjonalnym i racjonalistycznym" świecie - obserwujemy gwałtowny powrót do czarownictwa i do praktyk czarnomagicznych. Obecni czarownicy rekrutują się tak jak i przed wiekami z najrozmaitszych grup społecznych. Spotkać ich można wśród rolników, rzemieślników, gospodyń domowych, urzędników, ale także i pomiędzy ludźmi legitymującymi się posiadaniem tytułów naukowych.
Rolą czarowników jest - poprzez przekonanie ludzi obserwujących ich działania - udowodnienie sceptykom, że człowiek dzięki zdobyciu odpowiedniej wiedzy i przy zastosowaniu konkretnych praktyk, może posiąść władzę nad otaczającym go - tak ożywionym, jak i nieożywionym - światem.
Oczywiście musi to prowadzić (w sposób pośredni oczywiście, na podstawie wyciągania logicznych wniosków, do stwierdzenia: skoro mogę prawie wszystko, to w czym właściwie jestem gorszy od Boga?) do odrzucenia zwierzchności Stworzyciela i przez to ubóstwienie samego siebie.
Bardzo gruntownie badaniami współczesnego czarownictwa na terenie Francji w latach 80-tych XX wieku zajmował się znany etnolog Dominique Camus. Początkowo do zagadnień czarno- i białomagicznych obrzędów i rytuałów czarnoksięskich podchodził sceptycznie, traktując je jako przejaw folkloru i nic więcej. Gdy jednak głębiej wniknął w zagadnienie, gdy poznał środowisko czarnoksiężników, musiał zerwać ze swym "naukowym" sceptycyzmem i przyznać, iż niewyjaśnione siły magiczne jednak istnieją i można przy ich użyciu dokonywać rzeczy niezwykłych i niewytłumaczalnych.
Camus relacjonuje, że niektórzy z czarowników zaakceptowali go niejako i obdarzywszy zaufaniem poczęli nawet wtajemniczać w swoją wiedzę i umiejętności, lecz byli także i tacy, dla których jego osoba stanowiła (w ich mniemaniu oczywiście) zagrożenie i chcieli się pozbyć etnologa.
On zaś dopiero wówczas, kiedy przy pomocy niezwykłych sił usiłowano go zgładzić (na podstawie szczegółowej analizy zaistniałych zdarzeń musiał wykluczyć przypadkowość tego, co go spotkało), ostatecznie przekonał się, że z czarami, rzucaniem uroków itp. nie ma żartów.
Wtedy to sformułował pogląd, iż we Wszechświecie istnieje jakaś nieokreślona acz potężna siła, którą można (i wielu się to udaje) odpowiednio pokierować i wykorzystać dla własnych - złych, dobrych lub obojętnych moralnie - potrzeb. Mimo wielokrotnego stykania się z przejawami działania i wykorzystywania owej siły przez znajomych czarowników (przy stosowaniu odpowiednich rytuałów), nie udało mu się jej określić ani zdefiniować. Jest ona możliwa do zaobserwowania jedynie na podstawie wywołanych przez nią skutków.
Dominique Camus doszedł w trakcie swoich badań do jeszcze jednego, najbardziej chyba zdumiewającego wniosku. Ale o tym za chwilę. Najpierw chciałbym bowiem zwrócić uwagę Czytelników na próby wyjaśnienia przez świat ortodoksyjnej nauki niezwykłych zdarzeń w ten sposób, że jeśli kogoś spotykają nieszczęścia, lub odwrotnie - nagle, całkiem niespodziewanie zły los jaki człowieka prześladował się odmienia (np. przez cudowne, dokonane w mgnieniu oka uzdrowienie) tłumaczone jest w taki mniej więcej sposób:
Oto pod wpływem silnej wiary w mające nadejść złe lub dobre zdarzenie, kierowani autosugestią (á propos: a co to takiego?!), rzeczywiście go doznajemy. Francuski badacz w tej kwestii jest akurat odmiennego zdania. Po przebadaniu niezliczonych przypadków rzucenia uroku czarnomagicznego przez złego człowieka mającego władzę nad nieznaną siłą, prawie zawsze osoba dotknięta klątwą nie ma pojęcia, iż ją na nią rzucono.
Dopiero wówczas, gdy nieszczęścia w życiu danego człowieka kumulują się i nie da się ich wyjaśnić w żaden racjonalny sposób, zaczyna on szukać tłumaczeń irracjonalnych. Przychodzi to jednak z ogromnymi oporami, ponieważ istota ludzka posiada psychikę tak skonstruowaną, że do końca będzie szukała wyjaśnień zgodnych z jej obrazem i pojmowaniem rzeczywistości. Aby zaś próbowała szukać pomocy u jakiegoś "odczyniacza" uroków, musi dojść do tego, że widzi iż własne życie wymknęło się jej z rąk i absolutnie nie jest w stanie kierować własnym losem i postępowaniem.
A zatem badania Dominique Camusa zdają się w niepodważalny sposób dowodzić, że to nie wiara w czary i rzucony urok prowadzi do nieszczęść, lecz odwrotnie: kumulacja nieszczęść i niepowodzeń zmusza - prawie do samego końca sceptycznych ludzi - do wiary w czarną magię.
Tak czy inaczej: eksperymentalnie - chociaż prawie wszyscy naukowcy w dalszym ciągu zaprzeczają realności magii - udowodniono możliwość destrukcyjnego wpływu na człowieka na odległość i to bez żadnego osobistego kontaktu. Stosowanie przez liczne osoby rytuałów magicznych, mimo iż przeważnie działają one w ukryciu, było i jest dość powszechne.
Tymczasem zajmowanie się tymi rzeczami nieodmiennie prowadzi człowieka do nieszczęścia, bowiem kontakt ze złymi inteligentnymi istotami z "innych wymiarów" bardzo często prowadzi do chorób zarówno w sferze fizycznej, jak i duchowej człowieka niejednokrotnie kończąc się samobójstwem.
Książka Ignacego Matuszewskiego - choć pochodząca z końca XIX wieku - prezentuje pewnie inne spojrzenie i inaczej wyjaśnia zagadnienie czarnoksięstwa i mediumizmu niż ja to czynię, niemniej godna jest przypomnienia, bowiem mimo wszystko niezbicie dowodzi, że świat pozamaterialny manifestujący się w naszym materialnym świecie jest realną rzeczywistością oraz przytacza wiele tego przykładów. Poza tym na jej kartach znaleźć można informacje o destrukcyjnym wpływie nieludzkich inteligentnych istot na ciało i duszę człowieka.
Andrzej Sarwa