ROZDZIAŁ 6
Ljuba
Ljuba nie chciał, by Nikola grał dla obu drużyn ekipy z Nowego Sadu, ale zgłosił juniorów do Srpskiej Ligi, trzeciego poziomu seniorskich rozgrywek ligowych w Serbii. W ten sposób Jokić mógł zdobywać doświadczenie przeciwko starszym zawodnikom bez presji na wyniki. Umożliwiło mu to także rozgrywanie dwóch meczów w tygodniu - jednego w rozgrywkach juniorów, a drugiego przeciwko weteranom.
"Obserwowałem jego rozwój w tamtej lidze i to, jak grał tydzień w tydzień - opowiadał Anicić. - Z każdym kolejnym tygodniem gra przeciwko wyższym i starszym zawodnikom stawała się dla niego coraz łatwiejsza. Miło było patrzeć, jak taki chłopiec zaczyna dominować nad starszymi gośćmi".
To, przeciwko komu grał, nie miało znaczenia. Radził sobie z 30-letnimi facetami równie łatwo jak w rozgrywkach juniorskich.
Ljubie najbardziej imponowało opanowanie Nikoli, zwłaszcza w rozgrywkach Srpskiej Ligi. Ten zespół grał w niewielkich salkach, gdzie atmosfera bywała gorąca, ale na Nikoli nie robiło to wrażenia. Dawał radę w najważniejszych momentach meczów mimo wrogości fanów rywali. Ljubie mówiło to wiele o jego sile mentalnej, chęci rywalizacji i boiskowym sprycie.
W Nikoli Ljuba dostrzegł wysokiego gracza o dobrej koordynacji, świetnie czującego grę. "Miał wolne nogi, bo zbyt dużo ważył - mówił Anicić. - Zauważyłem jednak, że ma długie ręce i bardzo szybkie dłonie. Poza tym na boisku widział wszystko. Może nie był w stanie wszystkiego zrobić, ale na pewno wszystko widział".
Aleksandar wmawiał sportowcom, którymi się zajmował, że istnieją fizyczne bariery, których nie przeskoczą ze względu na swoją budowę, ale mentalnie nie ogranicza ich nic. Oprócz koordynacji Nikolę wyróżniała praca jego umysłu. Szybkość analizowania sytuacji maskowała jego fizyczne ograniczenia. Gdy nie był w stanie wyskakiwać wystarczająco wysoko, by od razu zbierać piłkę z tablicy, nauczył się tak ją odbijać, by zebrać ją za drugą próbą, lub czytał trajektorię jej lotu tak, by dopaść do niej szybciej niż rywale. Głową kompensował swoje fizyczne niedostatki.
Wykazywał się także wielką determinacją. Gdy Aleksandar wprowadził do treningów szczególnie wyczerpujące ćwiczenie, Nikola nie poddawał się, aż udało mu się je skończyć. Wykonywali z kolegami brzuszki w parach, oplatając partnera nogami tak, że mieli przeciwko sobie prawa grawitacji. Musieli zaliczyć ich 15-20 bez upadku. A że Nikola wykonywał je w parze z innym wysokim graczem, upadek z wysokości metra był bolesny. Na jednym z treningów kiepsko sobie radził. Nie dawał rady. Aleksandar zaproponował inne ćwiczenie, lecz Nikola uparł się i w końcu mu się udało.
"Zafascynował mnie, bo za nic nie chciał się poddać - wspomina Jovančević. - Cały czas harował. Nie było mowy, żeby zrezygnował".
Igor zauważył, jak bardzo Jokić przykłada się do gry w obronie. Podczas jednej akcji potrafił odebrać piłkę rozgrywającemu drużyny przeciwnej, a w kolejnej walczyć fizycznie przeciwko innemu. Jak mówił Igor, Nikola jako 17-latek grał tak, jakby miał 30 lat i euroligowe doświadczenie. I choć jego dłonie były niezwykle sprawne i dysponował wybitnym wyczuciem, jego fizyczne ograniczenia były oczywiste.
W ataku nie sposób było go do kogokolwiek porównać. Jego styl gry był jedyny w swoim rodzaju. Trudno tu było cokolwiek zmienić. Igor wspominał o Hakeemie Olajuwonie, który robił furorę swoimi pełnymi gracji zagraniami pod koszem, choć tych dało się nauczyć.
"Z Nikolą było inaczej", mówił.
Do Nowego Sadu przybył, dysponując już idealną techniką rzutu, czym zachwycił Igora. Nawet pudłował pięknie.
Najważniejsze osoby w Nowym Sadzie szybko zrozumiały, że jest wyjątkowy i może być wykorzystywany na wiele różnych sposobów.
"Powiedziałbym to samo, nawet gdyby siedział tu obok Michael Malone - twierdził Igor. - Naprawdę uważam, że gdyby trafił na jakiegokolwiek innego trenera, dzisiaj by nie grał. Miał szczęście, że na jego drodze stanął Ljuba (...)".
Ljuba Anicić uważał się za trenera starej szkoły. Dorastał, oglądając jugosłowiańskich graczy z lat 70. i 80. W Jokiciu dostrzegł kogoś, kogo już wcześniej widział. "Gdy pojawił się Nikola, zauważyłem, że gra jak Krešimir Ćosić", opowiadał.
Ćosić był z urodzenia Chorwatem, mierzył 211 centymetrów i przesuwał granice tego, co wysocy zawodnicy potrafili zrobić na parkiecie. Słynął z tego, że potrafił grać na wszystkich pięciu pozycjach, także daleko od kosza, oraz z tego, że stanowił prawdziwą opokę ofensywnej gry swojej drużyny.
Predrag dorastał wraz ze złotą generacją jugosłowiańskiej koszykówki. Na jego podejście do basketu ogromny wpływ mieli Vlade Divac, Toni Kukoč, Dražen Petrović czy Dino Rađa. Wspominał, że po sześciu miesiącach Nikoli w Nowym Sadzie Ljuba przewidział w rozmowie z jedną z gazet, co czeka młodego gracza.
"Będzie znacznie lepszy niż Divac, bo jest bardziej utalentowany niż tamten w jego wieku", przekonywał wówczas Anicić.
*
Miroslav Pašajlić był oficjalnie podstawowym rozgrywającym drużyny z Nowego Sadu, lecz jego gra stała się nierozerwalnie związana z tym, co na parkiecie robił Nikola.
To do nich dwóch należał obowiązek inicjowania ataków zespołu. Gdy defensywa rywali skupiała się na Miroslavie, dokonywali odpowiednich zmian. Wymyślili, że to Miroslav będzie wprowadzał piłkę do gry, bo środkowi rywali rzadko decydowali się, by stosować pressing na Jokiciu na całym parkiecie. To sprawiało, że Jokić stawał się de facto rozgrywającym.
"Był takim samym graczem jak teraz - mówił Miroslav. - Na parkiecie robił wszystko".
Nikola nie zaliczył ani jednego treningu z drużyną przed swoim debiutem w towarzyskim meczu przeciwko Partizanowi, wówczas najlepszej drużynie w kraju. Swoich kolegów z zespołu spotkał po raz pierwszy w szatni, tuż przed grą.
Miroslav pamięta, że gdy Jokić się pojawił, był nieśmiały i zamknięty w sobie. "Wyglądał tak, jakby obecność tam niezbyt go cieszyła", wspominał.
A potem wyszedł na boisko i, według relacji Miroslava, całkowicie zdominował grę, zaliczając coś w okolicach 25 punktów i 10 zbiórek.
W swoich dwóch pierwszych meczach zanotował indeks (sumę liczb w najważniejszych statystykach) 50 przeciwko Partizanowi i 49 przeciwko ekipie Hemofarmu. Po drugim z tych spotkań koledzy żartowali, że się opuszcza.
"Trudno go było nie zauważyć - opowiadał inny z graczy, Marko. - Wprost bawił się piłką".
Igora zaskoczyło to, w jak różnorodny, a jednocześnie przemyślany sposób poruszał się młody zawodnik. Dla niego oczywiste było, że każda decyzja Nikoli jest przeanalizowana. Nie mógł uwierzyć, że ktoś tak utalentowany jest w Serbii kompletnie nieznany.
"Był niczym prawdziwy cud", stwierdził.
Marko opowiadał, że na początku swojej gry w Nowym Sadzie Jokić był cichy i żył w swoim świecie. Nie wychodził, nie uganiał się za dziewczynami. Zależało mu jedynie na Nataliji Mačešić, choć nie byli wówczas w związku. Poznał ją, gdy miał 14 czy 15 lat. Wychowywała się zaledwie kilka minut drogi od domu Jokicia. Według Marko tylko o niej mówił. Wtedy jednak nie miał odwagi, by się z nią umówić.
Pod koniec 2012 roku życie Nikoli było mało skomplikowane. Wszystko, co robił, kręciło się wokół sportu: oglądanie go, gra na konsoli oraz na prawdziwym boisku.
Nawet jeśli był rozczarowany, że nie trafił do bardziej renomowanego klubu, wystarczył miesiąc czy dwa, by jakoś się z tym oswoił. Jak wspomina Miroslav, Nikola nawet imprezował, do czego okazją stały się 18. urodziny kolegi. "Wszyscy się wtedy spiliśmy. Joka był zalany w trupa", mówił Marko. Impreza trwała do 5.00, choć wieczorem czekał ich wyjazdowy mecz z najlepszą drużyną Srpskiej Ligi.
Nowy Sad i tak wygrał.
"Po tym zaczął się częściej uśmiechać", opowiadał Miroslav.
Mieszkanie Nikoli znajdowało się w pobliżu szkoły Miroslava i za każdym razem, gdy ten miał ochotę na wagary, szedł do kolegi i dzwonił domofonem. O 7.00 rano Miroslav wchodził do pokoju i zastawał tam Nikolę grającego już w jakąś grę i popijającego coca-colę.
"Mną się nie przejmuj - rzucał. - Daj zagrać".
*
W trakcie meczów Nikola miał pełną swobodę. "Daliśmy mu wolność", opowiadał Predrag.
Nie chcieli, by stał się tradycyjnym centrem. Zachęcali go, by łączył role różnych pozycji.
W jego obecnej grze niewiele jest elementów, których przynajmniej nie próbowałby już w czasie występów w Nowym Sadzie. Sprawdzał się znakomicie w prowadzeniu szybkiego ataku. Pewnie czuł się także za linią trójek. W ciemno podawał w miejsca, gdzie spodziewał się swoich kolegów. Gdy nie było ich na pozycji, a piłka wylatywała za boisko, Nikola wzruszał jedynie ramionami.
To ich wina, bo stoją nie na swoim miejscu, a nie moja.
Trafiał wysokim łukiem, zdobywał punkty mimo podwojenia, gubił defensorów dryblingiem, dobijał rzuty jedną ręką i tak dalej. Był w swoim własnym laboratorium i testował, do czego jest zdolny.
W meczu przeciwko ekipie Crvenej zvezdy niepotrafiący rzekomo skakać młody talent zaliczył wsad. Zaledwie kilka akcji później przechwycił piłkę, ruszył do kontry, zakozłował za plecami i posłał, również za plecami, podanie do biegnącego obok kolegi, który po chwili oddał mu piłkę, a cała akcja zakończyła się skutecznym layupem Nikoli. Ta sekwencja zagrań świetnie ukazywała jego niesamowity potencjał i przypominała wszystkim, że nie należy go ograniczać.
Podobnie jak dzisiaj Nikola w pewnym sensie rozgrywał własne mecze. Przemieszczał się po parkiecie nieco leniwie, jakby pozwalał grawitacji decydować o swoim kolejnym ruchu, lecz nagle rzucał się do działania. Podczas wprowadzania piłki do gry usypiał swoich rywali i w odpowiednim momencie odpychał ich, dzięki czemu zdobywał dogodną pozycję. Gdy angażował się w atak, potrafił biegać szybko; często jednak inicjował kontrę swojej drużyny, a potem zostawał na własnej połowie, zamiast biec do końca za akcją. Można powiedzieć, że to takie przeciwieństwo spijania śmietanki.
Język ciała Nikoli znacznie się przeobraził, gdy poczuł się bardziej komfortowo wokół partnerów z drużyny, ale wciąż od czasu do czasu odzywał się jego temperament. Gdy miał przewagę wzrostu nad kryjącym go akurat graczem, a partner wolał zamiast tego oddać kiepski rzut, zniesmaczony kręcił głową.
To nie była właściwa zagrywka.
Nawet jako najwyższy zawodnik na parkiecie Nikola nigdy nie lubił stawiać zasłon. Odczytywał je jako marnowanie jego umiejętności, ograniczanie go do roli zasłony dymnej, a nie kreatora. Gdy domagał się od swojego rozgrywającego piłki, a ten zamiast tego zażyczył sobie zasłony, Nikola ustawiał ją, ale tak miękko, że unikał kontaktu z obrońcą kryjącym kolegę.
Z biernej agresji uczynił wręcz rodzaj sztuki.
Gdy się poruszał, kołysał się niczym boja unosząca się na oceanie. Jego sprinty zazwyczaj przypominały bieg kończących zmagania maratończyków. Z entuzjazmem wdawał się w komiczne wręcz dyskusje z sędziami. Po ich niesłusznych jego zdaniem decyzjach wyginał oba nadgarstki pod kątem 90 stopni i pochylał się do tyłu, podkreślając swoje niedowierzanie. W trakcie jednostronnych meczów jego język ciała wyrażał mieszankę nudy i obojętności. Pod wieloma względami zachowywał się jak dworski błazen manipulujący grą na własne potrzeby.
*
Ljuba i Predrag byli szczęśliwi, gdy Nikola przejmował piłkę i testował defensywę rywali, ale miało to także swoje złe strony. Ojciec Miroslava nie był zadowolony, widząc, jak jego syn, rozgrywający, jest spychany w cień.
Nie podobało mu się to, że Nikola cieszy się na parkiecie nieograniczoną wolnością, że jego niecelne podania pozostają bez reakcji trenerów, a jego kreatywność nie jest w żaden sposób kontrolowana.
Według Predraga większość rodziców zawodników wyrażała głośno swoje niezadowolenie z decyzji sędziów lub frustrację w związku z wyborami trenerów. Branislav i Strahinja, choć pojawiali się na każdym meczu, nie robili tego. Swoją krytykę zachowywali dla Nikoli, w którego przyszłość tyle zainwestowali.
Miroslav był kapitanem drużyny. Gdy jego tata zaczął wylewać frustrację w związku z tym, że syn ma za mały udział w grze zespołu, Ljuba zdjął Miroslava z boiska.
"Był moim najlepszym i jedynym rozgrywającym", mówił Anicić.
Trener opowiadał, że Miroslav przez kolejny tydzień nie brał udziału w zajęciach drużyny, aż jego ojciec przeprosił i zawodnik mógł wrócić do treningów.
Ljuba chwalił Nikolę za to, jaki ten w ciągu swojego półrocznego pobytu w klubie był miły i opanowany. Jedyna konfrontacja, do jakiej doszło między nimi, była w pewien sposób zaplanowana. Ljuba zmusił Nikolę i Miroslava do gry jeden na jednego od połowy boiska. Całe to ćwiczenie było ustawione.
"Oczywiście Miroslav był znacznie szybszy, więc mijał Nikolę i trafiał layupy. Zdecydowałem się na takie ćwiczenie, bo chciałem, żeby Nikola pograł w obronie, żeby spróbował bronić przeciwko rozgrywającemu i szybciej poruszał się na nogach", tłumaczył Anicić.
Nikola był wściekły, że obnażono jego braki w defensywie. Poza tym nie znosił przegrywać.
"Był naprawdę zły", mówił Ljuba.
Nie ukrywał emocji. Przechadzał się nadąsany i kręcił głową.
W obronie Nikola chętniej pilnował trumny, niż trzymał się wysokiego gracza rywali. Dzięki temu nie musiał tyle biegać i mógł grać strefą. Gdy akcja toczyła się z dala od niego, stał wyprostowany pod koszem i czekał na to, aż piłka po rzucie odbije się od obręczy. Nie zamierzał nadwyrężać się w obronie.
To jednak miało więcej wspólnego z jego nastawieniem niż z kondycją fizyczną.
Wiele lat później, gdy Nikola stał się już legendą, Predrag sprzeciwił się opinii, że Jokić zawsze był dzieciakiem z nadwagą, który lubił grać z piłką w ręku. Owszem, był tęższy od swoich kolegów z drużyny, ale na pewno nie tak gruby, jak na niektórych wcześniejszych zdjęciach. Predrag uważał, że historia o nadwadze to marketingowy zabieg wymyślony w Belgradzie.
Prawdą było natomiast to, że zarówno jego trenerzy, jak i Strahinja chcieli, by kontrolował swoją wagę. Uważali, że pomoże to w jego rozwoju.
*
Czy to ze względu na jego talent, czy osobowość - a może z obu tych powodów - koledzy z parkietu go uwielbiali.
Jeśli dochodziło do jakichś niewinnych drwin z któregoś gracza, Nikola zazwyczaj brał w tym udział. Podczas podróży autokarem zawsze siadał w drugim rzędzie, tuż przed Predragiem i za najmłodszym zawodnikiem zespołu. "Przez całą drogę bawił się jego włosami, pstrykał go w uszy i usiłował go łaskotać", opowiadał Predrag.
Gdy zespół grał w piłkę nożną, Jokić chciał cały czas zakładać swoim kolegom siatkę, żeby w ten sposób ich zawstydzić. W trakcie towarzyskich gierek w koszykówkę cały czas usiłował zwodzić obrońców jakimś nowym dryblingiem, który opanował.
Powiedzenie "złamać komuś kostki" w języku serbskim jest jeszcze ostrzejsze. Odnosi się do kruchych, przypominających ciastko placków, które Nikola pochłaniał jako dziecko.
Wysłać kogoś, żeby kupił burek.
Taka zniewaga była szczególnie dotkliwa dla Jokicia, którego waga bezustannie była źródłem dyskusji.
Gdy zespół ćwiczył pod okiem Aleksandara, Jokić zawsze ważył się na początku zajęć. Zdarzało się, że jeden z kolegów zakradał się za jego plecami i dociskał wagę stopą. To oczywiście sprawiało, że Nikola był niezadowolony i zniechęcony odczytem. Po treningu, gdy ważył się ponownie już bez obecności innych graczy, nie mógł uwierzyć, ile wagi zrzucił w trakcie jednych zajęć.
Kilka razy to nawet podziałało i Jokić dał się nabrać, a Aleksandar rozkoszował się jego zdezorientowaniem, bo to zwykle młody gwiazdor był tym, kto stał za różnego rodzaju kawałami.
Gdy akurat nie wysyłał kogoś po burek, kręcił piłkę na palcach, nosie, a nawet na elementach wyposażenia sali treningowej. "Urządzał tam sobie niezły cyrk", opowiadał Jovančević.