Rozdział 1.
SUDOVIA
Sudovia - to brzmi jak nazwa fantastycznej krainy, gdzie Tintin, James Bond albo Spider-Man muszą wykonać sekretną misję, od której zależą losy świata. Na przykład: odnaleźć pochodzącego stamtąd genialnego naukowca albo wynalazcę. I w pewnym sensie nawet tak jest, bo człowiek, który wynalazł internet, pochodził właśnie z Sudovii, choć za jego czasów nazwa ta, która pojawiła się w średniowiecznych listach i kronikach, pisanych po łacinie, wychodziła już z użycia.
Lubię łączyć podróż rzeczywistą z tą odbywaną w wyobraźni. Tak naprawdę więc po prostu wyjechałem ósemką w kierunku Białegostoku, jak robią codziennie tysiące kierowców. W swojej wyobraźni byłem już jednak popkulturowym bohaterem, który wyrusza do Sudovii szukać śladów inżyniera Barana.
Wiedziałem tyle, co wyczytałem wcześniej w archiwach zdeponowanych w bibliotece Uniwersytetu Stanforda - że rodzina Baranów pochodziła z miasteczka Sidra, między Białymstokiem a Grodnem. Jak to miasteczko dziś wygląda? Czy są tam jakieś ślady po społeczności żydowskiej? Skąd się wzięło nazwisko Baran? To wszystko chciałem ustalić na miejscu.
Założona w 1566 roku Sidra to miejscowość skromna, ale starsza od USA i od wielu miast Europy
To niełatwe, bo część dokumentów dotyczących podlaskich Żydów zaginęła lub uległa zniszczeniu podczas wojny. Najstarszym członkiem rodziny Baranów, którego ślad udało mi się odnaleźć w urzędowych rejestrach, jest Chaim Hirszowicz Baran, dziadek Paula. Widnieje on w alfabetycznym spisie płatników podatku od nieruchomości w Sidrze - dokumencie niedatowanym, ale z zawartych w nim informacji wynika, że pochodzi z ostatniej dekady XIX wieku[10].
Chaim Baran żył w latach 1847-1917 - to z kolei wiem z drzewa genealogicznego, które w 1994 roku Paul Baran układał z pomocą swojej bratanicy Barbary Aronow[11]. O rodzicach Chaima, a pradziadkach naszego bohatera, wiem jeszcze mniej: występują na tym drzewie bez dat i dalszych informacji, jako Hersch Lieb Baran i Vischka Blomberg.
Najstarsza archiwalna wzmianka o Baranach: Chaim Hirszowicz Baran (dziadek Paula) widnieje w spisie podatników w Sidrze
Hersch Lieb Baran był prawdopodobnie pierwszym, który przyjął to nazwisko[12]. Wydaje się też, że na co dzień posługiwał się językiem polskim[13]. Ze spisów ludności z 1897 roku wiemy, że na tysiąc stu sześćdziesięciu pięciu mieszkańców Sidry było siedmiuset czterdziestu dwóch Żydów. W tej liczbie jest też siedmioro dzieci Chaima. Kilkoro z nich wyemigrowało do USA i na drzewie genealogicznym wymienione są tylko ich zanglicyzowane imiona. Są to kolejno: Winnie (Winfred), Masha, Isaac, Lea, Anna i Mowsche/Morris. Ten ostatni, urodzony ósmego września 1884 roku, ożeni się z młodszą o dziewięć lat Anną Seren(sky) z pobliskiej Sokółki i razem będą mieli trójkę dzieci: Harriet, Herberta i Paula, bohatera tej książki.
Drzewo genealogiczne Paula Barana kryje przede mną wiele zagadek. Nadesłany przez siostrzenicę szkic uzupełnił odręcznymi dopiskami - swego protoplastę Chaima Barana opatrzył komentarzem "EURASIAN", a dwoje przodków po kądzieli Pechę i Herschla Serenskych opisał jako "NOT JEWISH". Wyraźnie dotyczy to konkretnie tej dwójki, a już nie ich rodzeństwa: Rachel Serensky, Mordicay Serensky i Libby Serensky.
Fragment drzewa genealogicznego Baranów (nadal pełen znaków zapytania)
Ani syn Paula David Baran, ani bratanica Barbara Aronow nie byli mi w stanie wyjaśnić tych dopisków, choć ich rodzice zapamiętali rodzinną plotkę, że nie wszyscy ich przodkowie "wyglądali na Żydów"[14]. Być może pogłoska ta odzwierciedla zarysowany wśród Aszkenazyjczyków na początku XIX wieku podział na Westjuden i Ostjuden ("Eurasian").
Ci pierwsi włączyli się w szerszy nurt europejskiego Oświecenia. Chętnie przyjmowali zachodnie imiona i języki, przenosili się do większych miast, porzucali judaizm. Ci drudzy odwrotnie, pielęgnowali swoją odrębność, izolując się w świecie sztetla. Na Podlasiu podział ten odzwierciedlał konflikt między małomiasteczkowymi ortodoksami (na przykład z Sidry i Sokółki) i kosmopolitycznymi Bialystokerami[15]. A rodzina naszego bohatera przeniosła się najpierw z Sidry do Grodna, następnie z Grodna do Białegostoku - i dopiero stamtąd wyruszyła do USA.
Według rodzinnej legendy Chaim Baran był - jak na podlaskiego Żyda - zamożny[16]. Prowadził miejscowy młyn, którego ruiny do dzisiaj stanowią jedno z najbardziej charakterystycznych miejsc w Sidrze. Młyn z całą pewnością nie należał do niego - w archiwach podatkowych nie ma na ten temat żadnej informacji[17]. Właścicielami była rodzina Eynarowiczów, która wzniosła go w roku 1890. Po wojnie znacjonalizowany młyn działał aż do lat siedemdziesiątych[18].
To typowe dla Podlasia - Wołłowiczowie czy Braniccy (założyciele Białegostoku jako prywatnego miasta) zapraszali Żydów do swoich włości, żeby ci rozkręcali ich interesy, a nie żeby zakładali własne. Żydzi byli przez to skazani na los wiecznego dzierżawcy, arendarza. Kogoś, kto formalnie nawet nieźle prosperuje, prowadząc karczmę, młyn czy sklep, ale niczego nie ma na własność, więc w każdej chwili można go przegonić i zastąpić kimś innym.
Współcześnie trudno to sobie wyobrazić, ale większość Żydów na polskich ziemiach obejmował zakaz posiadania nieruchomości na własność. Różnie to wyglądało w poszczególnych miejscowościach. W przypadku miast prywatnych, zakładanych przez polskich i litewskich magnatów dla zysku, zależało to od woli właściciela. Dlatego dużą rolę dla społeczności żydowskiej odgrywała Sokółka - tam prawo posiadania nieruchomości przyznano im już w 1698 roku[19].
Sam fakt, że Chaim Baran trafił do spisu płatników podatku od nieruchomości, był już sporym osiągnięciem, choć nie widniał tam jako właściciel młyna ani domu mieszkalnego, tylko szopy przeznaczonej na magazyn - tak zwanego saraju. Jego córka Anna widnieje w tym rejestrze jako właścicielka niewielkiego sklepiku na głównym placu targowym w Sidrze. Choć nie brzmi to imponująco, dobytek ten czynił Baranów najbogatszą żydowską rodziną w mieście.
Ruiny młyna w Sidrze
Zimą, kiedy najbiedniejszym mieszkańcom groził głód, Chaim Baran wynajmował człowieka, który obchodził Sidrę z wózkiem z ziemniakami, rozdając je potrzebującym. Pilnował przy tym swojej anonimowości, żeby sąsiedzi nie dowiedzieli się, kto ich potajemnie dokarmia. W czasach biedy, którą rodzina Baranów będzie cierpiała w pierwszych latach po przeprowadzce do USA, czasy Podlasia będą wspominać jako raj utracony[20].
*
Początkiem końca tego raju był białostocki pogrom w czerwcu 1906 roku[21]. Podczas procesji Bożego Ciała, w której wspólnie uczestniczyli chrześcijanie katoliccy i prawosławni, na wszelki wypadek rozdzielani przez batalion carskiego wojska, ktoś wzniósł okrzyk "bić Żydów!".
Rozpętało się piekło. Chrześcijanie obu wyznań, pospołu z żołnierzami, ruszyli w stronę dzielnicy żydowskiej i zaczęli niszczyć sklepy, wywlekać ludzi z domów, bić, rabować, gwałcić i zabijać. Zamordowano osiemdziesiąt osiem osób, raniono około ośmiuset, zniszczono sto sześćdziesiąt dziewięć sklepów.
Białystok po pogromie
Rzeź trwała trzy dni. Białostoccy Żydzi nie wiedzieli, co ze sobą zrobić. Pozostając w dzielnicy żydowskiej, narażali się na śmierć w kolejnej fali pogromu. Ale poza nią też nie byli bezpieczni - relatywna tolerancja na wieloetnicznym Podlasiu nawet w czasach I Rzeczypospolitej polegała na tym, że grupy mniejszościowe (Żydzi, muzułmanie, protestanci itd.) trzymały się "swoich" dzielnic i "swoich" wsi - które de iure nie były ich.
Żyd zapuszczający się do "chrześcijańskiej" dzielnicy przyciągał wrogie spojrzenia i agresję miejscowych wyrostków. Nawet w spokojniejszych czasach nie było wiadomo, kiedy taki spacer doprowadzi do oskarżenia o "porywanie dzieci" albo "kradzież hostii". Tak było jeszcze w Rzeczpospolitej Obojga Narodów, carski zabór sytuację tylko pogorszył.
Pogrom roku 1906 stanowił zapowiedź strasznego losu, który Żydom przynosiło dwudzieste stulecie. Dotąd akty przemocy działy się zazwyczaj tam, gdzie władza świecka była nieobecna lub odwracała oczy. Żydzi próbowali więc z różnym powodzeniem uciekać się pod jej ochronę, prosząc króla czy papieża o oficjalne zapewnienie, że owe oskarżenia są nonsensowne. W Polsce dostali je kilkakrotnie, między innymi od Zygmunta Starego, Stefana Batorego i papieża Pawła III. Tym razem pogrom nie tylko dział się na oczach wojskowych i policjantów, ale nawet - jak później ustalili posłowie carskiej Dumy - z czynnym ich udziałem. Nikogo za to nie ukarano, wprost przeciwnie. Sprawcy zostali przez carską administrację demonstracyjnie nagrodzeni. Stało się jasne, że tym razem podlascy Żydzi nie mają do kogo zwrócić się o pomoc.
Głównym paliwem podsycającym antysemickie nastroje nie było tym razem średniowieczne oskarżenie o gusła, tylko nowożytny zarzut, który Żydzi w XX wieku usłyszą jeszcze wielokrotnie: że stanowią czynnik osłabiający państwo i z ich winy przegrało ono wojnę. Rok przed pogromem w Białymstoku Rosja poniosła upokarzającą porażkę w wojnie z Japonią[22]. Żeby wybić się na mocarstwowość, państwo musi więc najpierw rozwiązać na swoim terytorium kwestię żydowską.
O ile mi wiadomo, nie ustalono z całą pewnością, czy osoba, która wzniosła w Białymstoku okrzyk "bij Żydów!", istotnie była carskim prowokatorem. O tyle nie ma to jednak większego znaczenia, że okrzyk ten mogła wznieść całkowicie bezkarnie i ze świadomością, że w carskiej Rosji nie będzie uznana za zbrodniarza, lecz za patriotę.
*
Pogrom uświadomił podlaskim Żydom, że w carskiej Rosji nie podlegają prawnej ochronie. Wstrząśnięty nim był również dwudziestodwuletni Mowsze Baran, który akurat w tych dniach przebywał w Białymstoku, prawdopodobnie w związku ze ślubem swojej młodszej o dwa lata siostry Lei.
Wybranek Lei Isach Bachrach został na jego i jej oczach zabity szablą przez kozaka w carskim mundurze. Wstrząśnięty tą zbrodnią Mowsze poprzysiągł Bogu, że nie wróci do synagogi, dopóki car nie zostanie ukarany za tę zbrodnię.
Wprawdzie jedenaście lat później carską rodzinę wymordują bolszewicy, ale Bóg będzie miał już wtedy na sumieniu tak dużo, że Mowsze nie wróci do żarliwej religijności[23]. Zadba o religijne wychowanie swoich dzieci, ale kiedy bohater tej książki Paul Baran oznajmi jako dziecko, że przypowieść o Abrahamie i Izaaku tak go zniesmaczyła, że zamierza zostać ateistą, Mowsze zaakceptuje ten wybór. Młody Paul odrzuci religię, w której gotowość do zabicia własnego syna na wezwanie wyimaginowanego przyjaciela jest stawiana za wzór do naśladowania[24].
Naturalnym wyborem dla podlaskich Żydów wydawała się emigracja, a naturalnym kierunkiem - Ameryka, ówczesna ziemia obiecana prześladowanych mniejszości całego świata. Klany Baranów i Seren(skych) zapuszczały już pierwsze korzenie odpowiednio w Filadelfii (mieszkała tu najstarsza siostra Mowszego Winnie Braverman, de domo Baran) oraz Chicago.
W maju 1911 roku Mowsze odwiedził Amerykę po raz pierwszy. Jak wynika z jego dokumentu imigracyjnego[25] w archiwach Ellis Island, mieszkał wtedy jeszcze w Sidrze, a celem jego wizyty były odwiedziny u rodzin w obu miastach. Był wtedy jeszcze kawalerem, ale prawdopodobnie znał już osiemnastoletnią Annę Seren(sky), którą zabierze ze sobą do Ameryki podczas następnej wyprawy.
Tymczasem jednak kwestia emigracji jeszcze bardziej się skomplikowała - trzy lata później wybuchła pierwsza wojna światowa. Przed wojną droga do Ameryki z Podlasia prowadziła przez Niemcy - w 1911 roku Mowsze Baran wypłynął z portu w Bremie. Teraz wszyscy poddani cara byli odcięci od Zachodu linią frontu biegnącą od Bałtyku po Morze Czarne.
Wschodni front pierwszej wojny światowej wyglądał inaczej niż zachodni. Nie była to linia niemożliwych do przełamania okopów, w których grzęzły ofensywy, zdolne kosztem setek tysięcy ofiar przesunąć front najwyżej o kilka kilometrów. Tutaj też były setki tysięcy ofiar, ale front wschodni wciąż był w ruchu.
Rosyjskiej armii początkowo udało się wtargnąć na niemieckie terytorium, ale rejon wielkich jezior mazurskich okazał się dla niej śmiertelną pułapką. W kilku bitwach została okrążona i unicestwiona. Latem 1915 roku Rosjanie rozpoczęli "wielikoje ostuplenije", strategiczny odwrót armii o kilkaset kilometrów, któremu towarzyszyła paniczna ucieczka ludności cywilnej, czyli tak zwane bieżeństwo - zapomniana katastrofa humanitarna, której Aneta Prymaka-Oniszk poświęciła kilka lat temu głośną książkę[26]. Kilka milionów ludzi próbowało uciec przed nadchodzącym frontem. Zazwyczaj kończyli, koczując pod gołym niebem w pobliżu najbliższej stacji kolejowej, gdzie czekali na pociągi mające ich wywieźć w głąb Rosji. Znakomita większość bieżeńców nigdy ich nie doczekała. Bieżeństwo pochłonęło tysiące ofiar, których zwłoki często porzucano po drodze bez pochówku. Najsilniej dotknęło gubernię grodzieńską - a więc między innymi Sidrę i Sokółkę. Strach przed pruską armią nakładał się na lęk przed głodem. Jego zapowiedź pojawiła się już w 1914 roku, bo wielu chłopów uznało, że w obliczu wojny nie ma sensu kończyć żniw: zaraz wszystkie zapasy zabierze lub zniszczy albo jedna, albo druga armia. W roku 1915 sytuację pogorszyła anomalia pogodowa - wyjątkowo dotkliwa susza połączona z czerwcowymi przymrozkami. Jakby tego było mało, wycofujące się wojska rosyjskie zabrały, co zdołały, paląc i niszcząc to, co musiały zostawić za sobą. "Od wsi do wsi pędzili Kozacy i podpalali wsie i osady, dając ludności zaledwie tyle czasu, ile trzeba było na ujście żywcem z płomieni" - relacjonowała gazeta[27].
*
Prawdopodobnie właśnie z powodu trwającej wojny w 1915 roku Mowsze Baran nie mieszka już w Sidrze, ale - jak wynika z dokumentów - w Grodnie. Być może przeczuwał, że w mieście będzie bezpieczniej dla niego i jego młodej ciężarnej żony. Tutaj piętnastego maja, na samym początku fali "bieżeństwa", przychodzi na świat ich pierwsze dziecko Asia Baran[28].
Grodno jest wtedy jeszcze ciągle rosyjskie, Niemcy zajmą je dopiero we wrześniu, a rodzina Baranów zacznie podróż przez kilka różnych krajów - bez opuszczania miasta.
Mowsze Baran i Anna Seren w 1913 roku w Grodnie
Pierwsze dwa-trzy lata spędzili na terytorium nazywanym skrótowo "Ober Ost" (w pełnej wersji: "Oberbefehlshaber der gesamten Deutschen Streitkräfte im Osten" - "Obszar Głównodowodzącego Wschodu"). Tak Niemcy nazywali administracyjną okupację na ziemiach przejętych od imperium rosyjskiego - a więc także w Grodnie, Sidrze i Białymstoku. Nie była to okupacja tak okrutna jak podczas drugiej wojny światowej, ale bezwzględne podporządkowanie życia cywili potrzebom niemieckiej armii było wtedy szokujące nawet dla ludzi przyzwyczajonych do caratu.
Mieszkańcy nie mogli się swobodnie poruszać ani korzystać z linii kolejowych, co zrujnowało żydowskich kupców. Rolnictwo z kolei - zgodnie z przewidywaniami chłopów - zniszczyły w 1915 roku wojskowe konfiskaty zapasów i powoływanie do wojska mężczyzn zdolnych do noszenia broni, bez względu na potrzeby gospodarstw rolnych. Gdy pewien podlaski chłop zaprotestował przeciwko zarekwirowaniu jego konia przez niemieckiego żołnierza bez odszkodowania, został pobity kijem do nieprzytomności. A ponieważ kij się przy tym połamał - obciążono go także kosztami zakupu nowego kija[29].
Tymczasem w lutym 1917 roku upadł carat, a w październiku/listopadzie władzę objęli bolszewicy, którzy trzeciego marca 1918 roku zawarli z Niemcami pokój brzeski.
"Ober Ost" nie było już potrzebne. Teraz Niemcy chcieli się odgrodzić od bolszewickiej Rosji kordonem państw marionetkowych, takich jak Królestwo Litwy, proklamowane dwudziestego trzeciego marca 1918 roku. Królem miał zostać niemiecki książę Wilhelm Karl Florestan Urach, przyjmujący imię Mendoga II. Mieszkańcy Grodna teoretycznie stali się jego poddanymi.
Teoretycznie, bo królestwo nigdy nie zaczęło funkcjonować. Razem z Litwinami swoje niepodległościowe plany ogłosili Białorusini, proklamując z kolei Białoruską Republikę Ludową, która w grudniu 1918 roku ogłosi Grodno swoją stolicą.
Dla samych mieszkańców Grodna zmiany te nie miały realnego znaczenia, bo jedyną liczącą się siłą w regionie nadal było "Ober Ost". Gdy resztę Europy ogarniał powojenny chaos, tutaj nikt jeszcze nie rozbił ani nie rozbroił niemieckiej armii. Niemcy bezpośrednio zarządzali Grodnem - miasto nadal miało dla nich znaczenie strategiczne. Wcześniej potrzebowali go do przerzucania wojsk na wschód, teraz w odwrotnym kierunku[30]. Utrzymywali tę kontrolę nawet po listopadzie 1918 roku, bo choć cesarstwo przestało istnieć, tutaj nadal istniała jego armia - zbuntowana, zdemoralizowana, rozgoryczona i wciąż stanowiąca największą siłę w regionie.
Wobec niemieckiego odwrotu bolszewicy ruszyli na zachód, chcąc eksportować rewolucję na całą Europę. Ale gdy w kwietniu 1919 roku Niemcy wycofali się z Grodna, wkroczyli Polacy, którzy swoje państwo - takie prawdziwe, z terytorium i administracją - mieli już od kilku miesięcy. W ten sposób rodzina Baranów, nie opuszczając miasta, znalazła się w piątym państwie z kolei.
W polskim Grodnie dwudziestego szóstego października 1919 roku urodził się ich pierwszy syn, na cześć dziadka nazwany Chaimem. Ale pierwsze urodziny obchodził już w kolejnym państwie - Białoruskiej Socjalistycznej Republice Radzieckiej, miasto bowiem zajęli prący na zachód bolszewicy.
W lipcu 1920 roku bolszewicy przekazali miasto Litwie, ale tylko na papierze, bo już w sierpniu Polacy dzięki wielkiemu zwycięstwu opodal Warszawy, znanemu jako "cud nad Wisłą", odzyskali inicjatywę strategiczną i we wrześniu odzyskali Grodno na dobre. Czyli aż do roku 1939.
W ponownie polskim Grodnie dwudziestego dziewiątego kwietnia 1926 roku na świat przyszedł Psachija Baran, trzecie i ostatnie dziecko Mowszego i Anny.
*
Paul Baran zacznie się tym wszystkim interesować dopiero w roku 1959. Będzie zaczynał właśnie pracę dla RAND Corporation w Santa Monica i będzie musiał wypełnić skomplikowany formularz, niezbędny do otrzymania dostępu do tajnych dokumentów.
W formularzu wymagano podania wszystkich krajów, jakie aplikant odwiedził od urodzenia, a także wszystkich krewnych, jakich ma za granicą. Napisał list do rodziców, mieszkających na drugim końcu kontynentu, w Filadelfii. Odpisała mu matka, informując, że Baranowie pochodzą z Sidry opodal Grodna, podając daty urodzenia rodzeństwa oraz informacje o dacie uzyskania obywatelstwa amerykańskiego przez całą rodzinę: jedenastego marca 1936 roku, certyfikat naturalizacji numer 4035988.
W tym samym dokumencie Paul Baran zaznaczył, że jeden z jego kuzynów Chaim Pajes mieszka we Włoszech (gdzie używa imienia Enrico[31]). Z drzewa genealogicznego z 1994 roku wynika, że to urodzony w roku 1912 syn siostry jego matki Shany Serenskiej i Yosefa Pajesa. Dodał też wzmiankę o dwóch kuzynach mieszkających w Polsce, których imion nie znał. Odnosił się najprawdopodobniej do rodzeństwa Chaima-Enrico.
List od matki, z którego Paul Baran poznał szczegóły swojego miejsca urodzenia (na odwrocie notatki, z których prawdopodobnie wynika, że ma odebrać jakiegoś krewnego z lotniska)
Ich powojenne losy dają wyobrażenie tego, co czekałoby rodzinę Baranów w Europie, gdyby nie wyjechali do USA odpowiednio wcześnie.
Enrico Pajes kształcił się we Włoszech i tam zastała go wojna. Jako obywatel wrogiego kraju został aresztowany i krążył od więzienia do więzienia. Wyszedł na wolność w 1943 roku, kiedy Włochy zerwały sojusz z Adolfem Hitlerem. Był świadkiem alianckich nalotów, z narażeniem życia ratował rannych. Po wojnie opiekował się żydowskimi "dipisami" (displaced persons, "osobami przemieszczonymi") na przedmieściach Rzymu[32].
W Polsce została siostra Enrico Paulina (rocznik 1918) i brat Chajkiel (rocznik 1922), oboje urodzeni w Grodnie. Cudem przeżyli Holocaust - Chajkiel uciekł z transportu do obozu zagłady, a potem pewien grodzieński rzeźnik ukrywał go u siebie na strychu, z kolei Paulinę wzięła do siebie sąsiadka Aryjka. Stracili rodziców i dalszą rodzinę. Po wojnie Grodno znalazło się w granicach ZSRR i w ich rodzinnym domu od dawna mieszkał już ktoś inny. Wrócili do Polski, którą uważali za swoją ojczyznę[33]. Ułożyli tu sobie życie na nowo, ale w wyniku antysemickich czystek roku 1968 zostali zmuszeni do emigracji. Paulina wraz z mężem Kalmanem Barakanem osiadła w Chicago[34], a Chajkiel z żoną Krystyną z domu Sigalin - w Szwecji[35].
Gdyby Paul Baran został w Polsce - w najbardziej optymistycznym scenariuszu - mógłby cudem przeżyć wojnę, a potem skończyć politechnikę, tutaj próbować dokonywać pionierskich wynalazków w dziedzinie łączności cyfrowej, a w roku 1968 mógłby zostać zmuszony do emigracji. W bardziej pesymistycznym i niestety bardziej prawdopodobnym - zginąłby zapewne około 1942 roku, razem z większością podlaskich Żydów.
Samotna macewa: jedyna pozostałość po sidrzańskich Żydach
W 1987 roku Paul Baran ułożył oficjalny życiorys dla inwestorów chcących rozwijać wraz z nim technologie przesyłu informacji. Pisał w nim: "W 1928 roku przeprowadziłem się do Bostonu jako dwulatek (to była jedna z moich najlepszych decyzji)"[36]. Nie ma w tych słowach przesady.
W latach 1968-1969, kiedy Władysław Gomułka wypędzał z Polski ostatnich ocalonych krewnych Barana, w Ameryce kończono prace nad jego wynalazkiem, który zmienił świat.