Przedmowa do polskiego wydania
Rollo May (1909-1994) - to główny twórca amerykańskiej psychologii egzystencjalnej. Był psychologiem i - co ważne - psychoterapeutą, autorem znaczących monografii, które za oceanem wyznaczały ścieżki rozwoju psychologii i psychoterapii egzystencjalnej. W 1987 roku Amerykańskie Towarzystwo Psychologiczne (APA), uhonorowało go Złotym Medalem za całokształt wkładu do wiedzy i praktyki psychologicznej (Gold Medal Award for Lifetime Contributions to Professional Psychology).
Jedną z jego wybitnych monografii jest książka Man's Search for Himself, wydana przez W. W. Norton & Company w 1953 roku w Nowym Jorku. Kiedy człowiek "poszukuje siebie"? I co, to właściwie oznacza. Jeśli poszukuje, to znaczy, że się zagubił, albo odkrywa, iż może być sobą w jakiś nowy sposób nienarzucony przez otoczenie, autorski, własny, oryginalny. Pytanie, kim jestem? - to pytanie o tożsamość. Poszukiwanie siebie, to coś więcej niż próba sformułowania nawet najlepszej autodefinicji, ma w sobie aspekt dynamiczny - poszukiwania, błądzenia, znajdowania, szukania czegoś więcej i czegoś na miarę. Talentu, szans egzystencjalnych, okoliczności, aspiracji, spełnienia, wartości, sensu. Poszukiwanie towarzyszy osobie refleksyjnej przez całe niemal życie. Są ludzie, którzy nieustannie poszukują, a kiedy odnajdują, to tylko na chwilę. Nie sposób bowiem wypełnić swej egzystencji w sposób satysfakcjonujący i trwały. Każda próba pozostawia smak niespełnienia. Horyzont możliwości i dążeń, jak podczas górskiej wędrówki, oddala się wraz z osiąganiem kolejnych szczytów. Lepiej powiedzieć, odsłania się nowy horyzont i znów cel jest odległy, niemal nieosiągalny.
Ta rozbieżność między tym co jest, a co wydaje się kresem dążeń, uświadamia kondycję egzystencjalną osoby i stawia ją wobec koniecznej pokory egzystencjalnej: niespełnionych zamierzeń, nietrafionych decyzji, niepełnego zaangażowania, niezrozumienia w relacji, winy egzystencjalnej... Zawsze bowiem można więcej, lepiej, mądrzej, piękniej, z większym zrozumieniem i empatią. Człowiek istnieje w zawieszeniu między tym co - jak mu się wydaje - możliwe, a tym co realne. Między sferą możliwości, ideałów, planów, marzeń, powinności, a codziennym mozolnym losem, któremu towarzyszy pytanie o wartość i sens poszczególnych kroków, ale też długoplanowych działań, trudnych niekiedy relacji czy częściowo wypełnionych celów.
Czym była i jest psychologia egzystencjalna? Nowym sposobem pojmowania człowieka, z akcentem na wolność, wartości, wybór, odpowiedzialność, rozwój i sens. Ale też reakcją myślicieli, filozofów, psychologów i psychoterapeutów na tragiczne losy ludzkości w XX wieku. Nie sposób było pominąć pytań o granice ludzkiej wolności, powody okrucieństwa, sens cierpienia, wartości życiowe, kwestie świadomości i odpowiedzialności. Gdyby chcieć podać ogólne charakterystyki tego ważnego nurtu współczesnej nauki o człowieku, mogłyby one przybrać postać pięciu fundamentalnych założeń:
1. O wolności i świadomości: osoba jest wolna i odpowiedzialna, dzięki świadomym wyborom kształtuje własne życie, nadaje mu znaczenie i sens.
2. O naturze człowieka: każdy człowiek ma potencjał, który może urzeczywistnić, wykorzystując szanse, jakie niesie istnienie w świecie - rozwój ku spełnieniu.
3. O znaczeniu wartości: osoba jest zdolna do poznania wartości i ich realizacji, dzięki temu nadaje życiu sens i doświadcza spełnienia.
4. O transcendencji: osoba jest zdolna do przekraczania uwarunkowań psychicznych, społecznych i fizycznych dzięki wolnej woli i świadomym wyborom.
5. O autentyczności: głęboki autentyczny kontakt z drugim człowiekiem ujawnia naturę osoby, pomaga przezwyciężyć osamotnienie i służy rozwojowi.
Czy psychologia egzystencjalna jest potrzebna w XXI wieku, wieku informacji, sztucznej inteligencji, mediów społecznościowych, wirtualnego świata? We wstępie do książki jednego z głównych twórców psychologii egzystencjalnej powinna paść odpowiedź: oczywiście TAK! Pytanie o sens życia i wartość ludzkich decyzji towarzyszyło Homo sapiens od zawsze i zapewne będzie towarzyszyć aż do kresu istnienia. I nic tu nie pomogą proroctwa transhumanistów, którzy uwierzyli, iż oddalenie nieuchronności śmierci dzięki możliwemu(?) odwróceniu procesów metabolicznych zniesie pytanie o sens życia. Nie tylko bowiem czasowa ograniczoność dni jakie przyszło nam chodzić po ziemi jest powodem zadawania sobie (i innym) pytań o sens naszych dążeń, wartość życia czy szczęście. Wydarzenia życiowe, te szczęśliwe i te nieszczęśliwe, dobry i zły los, porównania społeczne, wiedza, że gdzie indziej ludzie żyją inaczej, nieodwracalność czasu, świadomość własnych błędów, sukcesów i porażek, krzywd i wielkodusznych zachowań, tego, co jesteśmy winni innym, jak i inni winni są nam, moralna wartość czynów - to wszystko generuje pytania o sens i wartość. To nie samo uporanie się z problemem chorób i starości mogłoby hipotetycznie odsunąć egzystencjalne pytania i dylematy, brakuje drugiego warunku, jakim byłaby odwracalność czasu. Gdyby można było wymazać wczoraj lub przedwczoraj i zapisać je od nowa... I jeszcze byłoby mało, ponieważ zostaje ów nieposkromiony sędzia - świadomość refleksyjna i tak zwane sumienie.
Wirtualny świat multiplikuje egzystencjalne dylematy dodając do nich fundamentalne pytanie: czy to się dzieje naprawdę? I jego konsekwencje: jakie są granice ludzkiej wolności w sferze wirtualnej? Czym są wartości i sens w tej sferze, i jak się one mają do świata realnego? Czy cios wymierzony w sferze wirtualnej w ludzką godność jest ciosem w osobę? Jakie są granice odpowiedzialności osoby? Czym jest moralność w Internecie i w mediach społecznościowych? Jest więcej takich pytań. Człowiek w poszukiwaniu siebie to już nie tylko osoba błądząca po zakrętach losu, zagubiona w rzeczywiści lub odkrywająca własne możliwości, powinności i aspiracje. To osoba żyjąca w dwu przenikających się lub oddzielnych światach, które trzeba zrozumieć - a w pełni jest to niemożliwe wobec nadmiaru informacji - i zintegrować. To nowe egzystencjalne wyzwanie. Jakże zatem nie być w procesie poszukiwania siebie? Pytanie o aktualność publikacji Rollo Maya nabiera nowych nieoczekiwanych znaczeń, zdaje się mieć drugie dno lub lepiej kolejny oddalający się horyzont. Człowiek współczesny zdaje się - pomimo ogromnego postępu wiedzy, łatwości jej pozyskiwania (AI) i wielkiego postępu technologicznego (LLM) - zagubiony jeszcze bardziej od człowieka czasów Viktora Frankla i Rollo Maya. Te same pytania - o wartości, wolny wybór i sens życia - zdają się coraz trudniejsze do znalezienie na nie odpowiedzi .
Zewnętrzne, to jest tkwiące w świecie, źródła niepewności można spokojnie pomnożyć przez dwa, a może przez cztery, jest ich niepomiernie więcej niż w czasie, kiedy Rollo May pisał tę niezwykłą książkę. Jednak nie one stanowią o kondycji psychicznej człowieka, wyposażonego jakby nie było w ewolucyjnie rozwinięte sposoby radzenia sobie z niepewnością. Istotą sprawy jest pustka wewnętrzna - doświadczenie dość powszechne i ponadczasowe. Zmieniają się czasy, zmieniają się okoliczności życia, a lęk i pustka powracają. Innymi słowy, przyczyna tkwi w nas samych. Błąd natury czy błąd stworzenia? A może niewłaściwy trening społeczny, jaki przechodzimy za młodu? Rollo May proponuje inne rozwiązania. Po pierwsze sięga do psychoanalizy wyjaśniając, jak może dojść do emocjonalnego zniewolenia. Po drugie wskazuje, iż obydwie dość często stosowane formy przystosowania - wyróżniać się eksponując swą niepowtarzalność i indywidualność oraz wtopić się w otocznie społeczne, czyli konformizm - są błędne i nie mogą zapobiec wewnętrznej pustce. Bowiem akcent nie tkwi w naszych nieświadomych konfliktach ani w relacji ze światem mierzonej na skali podobny-różny, tkwi w relacji osoba-wartość. Wewnętrzna pustka i bezsens są nieodzownym kosztem ubocznym samoświadomości osoby, która ignoruje lub ucieka od poszukiwania siebie. Ulega niszczącej ją pokusie bezpieczeństwa, stabilizacji, konwencji. Konformizm - powszechna choroba współczesności, mająca kilka wersji. Wersja amerykańska to unifikacja dająca pozorne poczucie przynależności i bezpieczeństwa; wersja europejska, to podszyta lękiem obojętność wobec okrucieństwa i zła emanującego z szalonych ideologii. Obydwie odbierają człowiekowi indywidualną jakość istnienia i skutkują pustką egzystencjalną. Odnosząc się do społeczności funkcjonujących w kulturach wspólnotowych, a nie indywidualistycznych, można zidentyfikować i opisać więcej form zbiorowej i indywidualnej unifikacji i konformizmu, stojących w jaskrawej sprzeczności z osobistym potencjałem człowieka.
Gdyby to była książka europejska, byłaby zapewne przesycona nutą egzystencjalnej troski wynikającej z tragicznych doświadczeń historii Europy ogarniętej wojną pod koniec pierwszej połowy XX wieku. Amerykańska wersja psychologii egzystencjalnej w najlepszym wydaniu R. Maya przynosi raczej egzystencjalną troskę wynikającą ze świadomości śmiertelności i, w związku z nią, świadomości wagi podejmowanych i niepodejmowanych w życiu wyborów. Troski wynikającej z refleksji nad powodami wewnętrznej pustki niejako zawinionej przez samą osobę - wolną, odpowiedzialną, zdolną do twórczego życia, a pogrążoną w bierności, rutynie i niesatysfakcjonujących relacjach. Znaczenia nabierają te aspekty egzystencji, które wyrażają słowa: lęk, wolność, wolna wola, miłość, poszukiwanie sensu, cel życia... Posiadane przez człowieka potencjalności predysponują osobę do świadomego kształtowania swego życia, wprowadzania w nim zmian, poszukiwania nowości nie dla nich samych ani nawet dla odnowienia ja - to tylko skutki uboczne - ale dla dedykowania swej aktywności wartościom, robieniu rzeczy, które mają sens i wartość przekraczające indywidualny interes czy osobiste szczęście.
Potwierdzeniem trafności tez autora tej niezwykłej książki są przemyślenia i publikacje innych galerników wrażliwości i czułych narratorów naszych i minionych czasów. Podobną ścieżką myślenia - inspirowaną traumatycznymi doświadczeniami życia i osobistą refleksją nad kondycją człowieka drugiej połowy XX wieku - podążał w Polsce Kazimierz Obuchowski; i to zupełnie niezależne od kształtującej się w psychologii europejskiej myśli egzystencjalnej. Człowiek ma potencjał, by być autorem siebie - jak głosił i przekonywał. Potencjał rozwojowy jednostki predysponuje ją do adaptacji twórczej, która polega na przystosowaniu nie do zastanej, ale do przewidywanej (sic!) przyszłości. Na tym i na motywacji prospołecznej ufundowane jest w największym skrócie twórcze życie. Życie, którego wartość wynika z tego, co robimy dla innych, jak angażujemy się w cele pozaosobiste. Co ciekawe, świetnie odpowiada to tezom antropologii Karola Wojtyły, według którego wolna i odpowiedzialna osoba, co więcej zdolna do rozeznania wartości i do relacji miłości, jako intencjonalny podmiot osiąga wewnętrzną integrację i szczęście dzięki realizacji odkrywanych w życiu wartości. Myśl pochodząca z różnych źródeł, bo przecież można by odwołać się do mądrości Konfucjusza, Mahatmy Gandhiego czy XIV Dalajlamy Tenzina Gjaco albo innych mędrców, i w każdej z tych koncepcji znajdziemy człowieka intencjonalnego, zdolnego do twórczego życia nasyconego miłością. Prawda o człowieku - uniwersalna i zapoznana. Gorzej, ignorowana przez anonimową kulturę odbierającą osobie to, co w niej najważniejsze - zdolności dostrzegania twórczego indywidualnego potencjał i życia na jego miarę. Dlaczego? Ponieważ indywidualny potencjał nie wytrzymuje stagnacji, a stałość ludzkich działań jest podstawą naszej cywilizacji.
Można sobie to uświadomić, czytając historię kierowcy autobusu opisaną w książce Człowiek w poszukiwaniu siebie. Jak co dzień wyjechał rano na trasę i pojechał w dal, przemierzając kolejne stany USA. Ten aspołeczny jakby nie było czyn przyniósł mu sławę, społeczną aprobatę a dla firmy przewozowej stał się dźwignią handlu, to jest najlepszą reklamą. Tylko kto z nas gotów jest posłuchać, co mu w duszy gra i wyruszyć na szlak indywidualnej wędrówki, w której nic nie jest pewne poza niepewnością jutra. Czy trzeba uczynić coś oryginalnego lub nawet aspołecznego, coś co łamie wszelkie konwencje, by odnaleźć siebie i od nowa poczuć się człowiekiem? Tak bardzo ciąży nam rutyna i społeczne przystosowanie?
Spektakularna jest socjodiagnoza współczesnych społeczności rysowana przez Rollo Maya oraz indywidualne skutki samotności, utraty poczucia ja, czy kwestionowania godności ludzkiej, by przywołać tylko niektóre zjawiska. Towarzyszący im lęk był znakiem firmowym XX wieku, jak zaznacza autor, znakomicie opisując fenomenologię przeżyć lękowych wraz z ich genezą i sposobami przezwyciężania lęku. Co jednak można powiedzieć w drugiej kwarcie XXI wieku? Czy lęk jest mniejszy czy większy? Czy opisany przez Ericha Fromma mechanizm ucieczki od wolności, przywoływany przez Maya, jest tak samo silny, jak w latach 30. XX wieku?
Odpowiedź nie wydaje się optymistyczna. Utrata wartości, przewartościowania w kulturze odbierające stałe i pewne punkty odniesienia - obecne w latach 30. XX wieku - mogły przybrać na sile. I nic nie pomogą zastępniki autentycznego kontaktu międzyludzkiego znane jako media społecznościowe albo wielkie modele językowe emanujące zrozumieniem i empatią. Po drugiej stronie interakcji spotykamy bowiem erzac zamiast niedoskonałego i wolnego w tej niedoskonałości człowieka. To wszystko na dłuższą metę może wzmagać poczucie zagubienia, choć z drugiej strony zdaje się poszerzać zakres odpowiedzialności za każdy świadomy wybór.
Autor umiejętnie łączy fenomenologiczną analizę ludzkich przeżyć i doświadczeń, w tym lęku, z refleksją socjokulturową i historyczną, wyjaśniając znaczenie przemian, zachodzących w ubiegłym stuleciu i wcześniej, dla mentalności człowieka XX wieku i jego dylematów, w tym przeżyć lękowych. Otwiera zatem dwie komplementarne perspektywy. Po pierwsze, rozumienia "skąd przychodzimy i kim jesteśmy". Po drugie, "dokąd zmierzamy". I tu już konieczna jest ekstrapolacja myśli amerykańskiego myśliciela i psychoterapeuty. Tylko czy dysponując jego warsztatem, jesteśmy w stanie to uczynić? Twierdząca odpowiedź na to pytanie byłaby wielkim sukcesem Maya. Oznaczałaby bowiem, że nie tylko dał rybę, wyjaśniając tajemnice psychologicznej kondycji człowieka XX wieku, ale również użyczył wędki, oferując narzędzia myślenia i reguły rozumowania, pozwalające ekstrapolować jego myśl. Pierwszy z brzegu przykład: czy przypadkiem współczesne tendencje do ryzykownych zachowań młodzieży, jak na przykład podróżowanie na dachu pociągu, nie wynikają z ze skłonności do bezsensownego ryzyka w sytuacji poczucia ograniczonej wolności? Wolności wyboru ograniczonej rodzicielską troską o dobro i bezpieczeństwo dziecka. Ten drobny przykład pokazuje, że jednak dostaliśmy wędkę i da się ekstrapolować egzystencjalną myśl autora. Inspirują i pomagają w tym pogłębione analizy, wiodące od indywidualnych konfliktów będących pochodną patologicznych więzi w okresie dzieciństwa, ku poszerzonej refleksji socjokulturowej i historycznej.
Uważny czytelnik staje przed tego rodzaju wyzwaniem, a dyskusje prowadzone na kanwie lektury Człowieka w poszukiwaniu siebie, mogą obrazować, na ile jest to skuteczne. Z całą pewnością jest trudne, ponieważ psychologowie i psychoterapeuci częściej podążają śladem ludzkich problemów niż starają się je antycypować, zwłaszcza w zmieniających się okolicznościach przyszłości. Z drugiej jednak strony dobrze napisana książka - a z pewnością taką jest Człowiek w poszukiwaniu siebie- prowokuje do myślenia i układania hipotetycznych scenariuszy. Nie chodzi bowiem tylko o to, by przeczytać i się dowiedzieć, jak jest. Chodzi o to, by zrozumieć, to jest nauczyć się myśleć o świecie, człowieku i wzajemnych interakcjach wzbogaconych o jeszcze jedną zmienną - czas, i czytać językiem psychologii dylematy człowieka XXI wieku.
Autor sięga do psychologii rozwojowej i do psychoanalizy, pokazuje bardzo interesujący splot wody z ogniem, to jest oryginalne połączenie interpretacji psychoanalitycznej i egzystencjalnej oraz humanistycznej. Nie dziwi, że pierwsi lekarze uprawiający psychologię egzystencjalną określali siebie mianem egzystencjalnych psychoanalityków. Faktycznie wywodzili się z psychoanalizy, dostrzegli jednak, iż ludzkie problemy przekraczają wymiar nieświadomych konfliktów i towarzyszących im mechanizmów obronnych. Rozgrywają się bowiem również w świadomości albo inaczej, po wyświetleniu i rozwiązaniu neurotycznych konfliktów ograniczających możliwości osoby, pojawia się pytanie: jak żyć? Otwiera ono przestrzeń dla wolnych i odpowiedzialnych wyborów, a odpowiedź na nie wymaga poszukiwania wartości i sensu. I to jest najprostsze połączenie psychoanalizy i egzystencjalizmu. Jak również najprostsza formuła "poszukiwania siebie". Myśl Rollo Maya przekracza tę prostą syntezę i zmierza ku antropologicznej koncepcji osoby, zadziwiająco bliskiej wizji personalistycznej. Psychologia ze znakiem jakości - można najkrócej powiedzieć. Książka ma szanse zaspokoić gusta i potrzeby psychologów pracujących zarówno w konwencji psychodynamicznej z odniesieniami do mitologii greckiej, jak i psychoterapii egzystencjalnej, czy psychologii humanistycznej i pozytywnej. Jest to dzieło erudycyjne, głęboko osadzone w kulturze i zadziwiająco zgodne z drugą falą psychologii pozytywnej, akcentującej pozytywne radzenie sobie z cierpieniem, poszukiwanie odpowiedzi na najtrudniejsze pytania, czy twórcze doświadczanie cierpienia - potraumatyczny wzrost! Jak pisze autor w zakończeniu książki: "Nasze rozważania (...) prowadzą nas do wniosku, że na najgłębszym poziomie pytanie o to, w którym żyjemy wieku, jest nieistotne."
Pełna zgoda, to jest dzieło ponadczasowe, pomimo, iż książka jest silnie zanurzona w kulturze XX wieku i dlatego może wydawać się nie w pełni aktualna. Czy jednak faktycznie tak jest? Autor prowadzi czytelnika poprzez meandry ludzkich doświadczeń, problemów i dylematów, które wydają się ponadczasowe, powszechne i niejako ponad różnicami kulturowymi. Któż bowiem nie jest świadom skończoności swego losu, wagi codziennych decyzji i tych nadających kierunek życiu? Kto nie potrzebuje kontaktu ze sobą - w sensie z psychiką, ciałem, duchem i organizmem. Kto nie poszukuje przestrzeni dla rozwoju i ekspresji tego, co w nim lub w niej niepowtarzalne i jedyne? Kto nie potrzebuje osobistego kontaktu z drugim człowiekiem. Ta książka jest o takich elementarnych ludzkich sprawach. Pozornie nieistotnych i niezauważalnych, ale kiedy stają się rzeczywiście nieobecne, skutkują tragicznym doświadczeniem wewnętrznej pustki. Rollo May, jak czuły narrator prowadzi po zakamarkach ludzkich pragnień, niespełnienia, rozczarowania życiem i sobą, lęku i poszukiwania siebie. W sumie zachęca do świadomego życia, ale nie do dwu wypaczonych form: pasywizmu i aktywizmu. Dylematów egzystencjalnych nie sposób bowiem zagłuszyć ani zignorować, dylematom egzystencjalnym można i warto wyjść naprzeciw.
Autor szczególnie troskliwie pochyla się nad fenomenem wolności. Wiele miejsca poświęca znaczeniu religii w kreowaniu i ograniczaniu ludzkiej wolności. Jednak nie o samą religię tu chodzi, tylko jej przekaz zmierzający do wywoływania posłuszeństwa wobec autorytetu. Freudowska formuła zdrowia, iż jest ono zdolnością do miłości i do pracy, widziana z perspektywy ludzkiej wolności intencjonalności i odpowiedzialności, nabiera nowej mocy i znaczenia. Wiele daje też do myślenia powiązanie zjawiska ograniczonej lub odebranej człowiekowi wolności z nienawiścią i agresją, ale także apatią i biernością. Można dzięki temu zrozumieć nie tylko tragiczną historię XX wieku, ale też, na czym polega istota zagrożenia radykalizmem i faszyzmem. I co dzieje się z osobą poddaną długotrwałemu ograniczeniu a właściwie odebraniu wolności. W formie dosłownej i metaforycznej odpowiada na to pytanie opowiadanie o człowieku zamkniętym w klatce. Ale czy nie opisuje ono tylko jednej z wielu reakcji człowieka na doświadczoną krzywdę? A co, gdyby odebrać osobie odpowiedzialność albo zdolność do miłości? Czy skutki psychologiczne byłyby podobne czy odmienne? Jakie? I czy zjawiska te zachodzą we współczesnym świecie? Albo będą zachodzić już wkrótce?
Treść książki ewoluuje od zagadnień bliskich psychoanalizie po kwestie bliskie arystotelesowskim cnotom z odwagą - a w zasadzie tillichowym męstwem bycia - na pierwszym planie. Jeśli rację ma Rollo May, że jednym z węzłowych problemów człowieka XX wieku było, a może nadal jest, zagubienie poczucia własnego ja, to obecne zarówno w filozofii, jak i psychologii dążenie do zidentyfikowania rdzennych, esencjalnych właściwości ja, zdaje się być próbą odpowiedzi współczesnej nauki na tę dolegliwą bolączkę, a raczej fundamentalny brak. Nieoczekiwanie, wyniki współczesnych badań pośrednio potwierdzają przemyślenia autora. I nie chodzi o to, że moralność posłuszeństwa i moralność wolnego wyboru, wywodzą się w znacznej mierze z dzieciństwa, ale o sam sens moralności mającej podstawę w autonomicznych decyzjach osoby. Okazuje się bowiem - mówią o tym wyniki badań - że poczucie ciągłości ja opiera się w znacznej mierze na wartościach moralnych. Jest to zbieżne z zasadniczym sensem rozważań autora na temat moralności, rozważań, które prowadzą go w stronę kwestii filozoficznych. Zaskakuje współczesne ujęcie tego problemu na stronach książki Człowiek w poszukiwaniu siebie. Skoro współcześnie coraz wyraźniej łączy się tożsamość i poczucie ciągłości ja z wartościami moralnymi i sensem życia, to osoba musi uwzględniać te wartości w swych wyborach - i raczej je odkrywać niż kreować.
W monografii można znaleźć oryginalne odpowiedzi na szereg ważnych pytań. By nie być gołosłownym:
Jak korzystać z mądrości nieświadomości?
Jak rozumieć sny w perspektywie psychodynamicznej i egzystencjalnej?
Dlaczego i jak zatracenie poczucia tragedii łączy się z utratą poczucia godności?
Czym jest psychiczne samobójstwo?
Dlaczego ludzie żyjący w różnych czasach mają poczucie, że świat się kończy?
Dzięki czemu - poza genami - jesteśmy mentalnie podobni do ludzi, którzy byli przed nami i do ludzi, którzy przyjdą po nas?
Jak to możliwe, że potępienie siebie stanowi metodę obrony poczucia własnej wartości?
I na koniec, jak refleksje Maya przekładają się na badania psychologiczne? Nurt egzystencjalny nadaje psychologii szczególną i wybitnie ludzką twarz, ponieważ dotyka najważniejszych problemów istnienia, największych ludzkich tajemnic, najtrudniejszych pytań, najgłębszych refleksji. Siłą rzeczy wymaga jakościowych badań, stawiania otwartych pytań - o sens i wartości. Nawet jeśli część z badań prowadzonych w podejściu ilościowym, a właściwie ich wyników, daje się sprowadzić do liczb, to jednak pytanie zasadnicze - o sens - wymaga jakościowej odpowiedzi i takiej też analizy.
Podobnie kwestie języka - tak chętnie dziś studiowanego w podejściach interdyscyplinarnych. Co zmienia w nas język osobistej komunikacji, nie tylko słownej, ale też poprzez sztukę, muzykę, malarstwo, nadające ludzkim relacjom uniwersalny i autentyczny wymiar - promujący jakość międzyosobowego kontaktu. Pośrednia odpowiedzią na to pytanie są liczne odwołania do literatury pięknej, sztuk wizualnych, religii, ideologii społecznych i doktryn ekonomicznych oraz do filozofii.
Piotr Oleś
Przedmowa
Jednym z niewielu błogosławieństw życia w wieku niepokoju jest to, że jesteśmy zmuszeni zdać sobie sprawę z samych siebie. W czasie, gdy nasze społeczeństwo, znajdujące w stanie głębokich przemian norm i wartości, nie potrafi dać nam jasnego obrazu tego, "kim jesteśmy i kim powinniśmy być", jak ujął to Matthew Arnold, jesteśmy skazani na poszukiwanie swojego ja. Bolesna niepewność otaczająca nas ze wszystkich stron daje nam nowy bodziec, by zapytać: czy istnieje jakieś ważne źródło mądrości i siły, które przegapiliśmy?
Mam - rzecz jasna - świadomość, że zwykle nie nazywa się czegoś takiego błogosławieństwem. Ludzie pytają raczej: jak można osiągnąć wewnętrzną integrację w tak zdezintegrowanym świecie? Albo: jak ktokolwiek miałby rozpocząć długi proces rozwoju w kierunku samorealizacji w czasach, gdy praktycznie nic nie jest pewne - ani w teraźniejszości, ani w przyszłości?
Problemy te próbowali rozwikłać najbardziej wnikliwi myśliciele. Psychoterapeuta nie zna magicznych odpowiedzi. Niewątpliwie nowe światło, jakie psychologia głębi rzuca na ukryte motywy, które sprawiają, że myślimy, czujemy i działamy w taki, a nie inny sposób, powinno być niezwykle pomocne w poszukiwaniu naszego własnego ja. Jednak oprócz specjalistycznego wykształcenia i zrozumienia samego siebie, jest jeszcze coś, co daje autorowi odwagę, by porwać się z motyką na słońce i przedstawić swoje idee oraz doświadczenia dotyczące trudnych kwestii, z którymi zmierzymy się w tej książce.
Tym czymś jest mądrość psychoterapeuty pracującego z osobami, które usiłują rozwiązać swoje problemy. Cieszy się on niezwykłym, choć często wymagającym przywilejem towarzyszenia ludziom w ich głębokich i intymnych zmaganiach o zdobycie nowej integracji. I w istocie tępy byłby terapeuta, gdyby nie dostrzegł tego, co czyni dziś ludzi ślepymi na siebie samych i powstrzymuje ich przed odnalezieniem wartości i celów, które mogliby zaakceptować.
Alfred Adler powiedział kiedyś o szkole dla dzieci, którą założył w Wiedniu: "uczniowie uczą nauczycieli". W psychoterapii zawsze tak jest. I nie rozumiem, jak terapeuta miałby nie być głęboko wdzięczny za to, czego codziennie uczą go o problemach i godności życia osoby, które nazywa swoimi pacjentami.
Jestem też wdzięczny moim kolegom i koleżankom za wiele rzeczy, których nauczyłem się od nich w tych kwestiach, oraz studentom i wykładowcom Mills College w Kalifornii za ich szczodre i inspirujące reakcje, kiedy omawiałem z nimi część tych idei podczas moich wykładów z okazji stulecia uczelni, zatytułowanych "Osobista uczciwość w wieku niepokoju".
Ta książka nie zastępuje psychoterapii. Nie jest to również poradnik, który miałby obiecywać tanie i łatwe rozwiązania możliwe do wdrożenia z dnia na dzień. Jednak w innym, ważnym i głębokim sensie każda dobra książka jest poradnikiem - udziela porad czytelnikowi, który widzi odbicie siebie i swoich doświadczeń w treści książki i może spojrzeć z nowej perspektywy na własne problemy związane z osobistą integracją. Mam nadzieję, że jest to taka właśnie książka.
Na tych stronicach poszukamy pomocy nie tylko wśród nowych spostrzeżeń psychologii na temat ukrytych poziomów naszego ja, ale też skorzystamy z mądrości pisarzy, filozofów i etyków, którzy przez wieki starali się zrozumieć, jak człowiek może najskuteczniej stawić czoła swojej niepewności i kryzysom osobistym, by przekształcić je w konstruktywne działania. Naszym celem jest odkrycie sposobów, dzięki którym pokonamy niepewność naszych czasów, odnalezienie siły w nas samych i w miarę możliwości wskazanie drogi do osiągnięcia wartości i celów, na których można polegać w czasach, gdy tak niewiele jest stabilności.
Rollo May
Nowy Jork
Zaryzykować to wzbudzić lęk, ale nie zaryzykować to stracić samego siebie (...) A ryzykować w najwyższym znaczeniu jest właśnie uświadamiać sobie swoje ja[1].
Kierkegaard
Jeden idzie do bliźniego, ponieważ szuka siebie, a drugi, ponieważ chciałby się zatracić. Wasza zła miłość do siebie sprawia, że samotność staje się dla was więzieniem[2].
Nietzsche