Cztery Żywioły - Dragona Rock

Kup ebooka

28.27 zł
23.46 zł (24,03 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Rozdział 1

Ruby

Siedziałam jak kołek - i to dosłownie - gapiąc zbaraniała na to, co się dzieje. Normalnie uznałabym, że to po prostu sen, lecz obok mnie siedziały pozostałe trzy nowopoznane dziewczyny i patrzyły na to wszystko równie ogłupiałe, jak ja.

Jeszcze kilka minut temu byłyśmy na komisariacie, lecz teraz... nie miałam pojęcia gdzie. Wiedziałam jednak jedną, ważną rzecz.

To już nie był znany nam świat.

- Co się właściwie stało? - zapytałam po pewnym czasie, czując, że rozsadza mnie złość. - Jak myśmy się w to wpakowały?

- Pamiętam światło - wyznała cicho Blakeley. - Kiedy złapałyśmy się za ręce. Po chwili byłyśmy tutaj.

- Może ktoś rąbnął każdą z nas w łeb i dlatego nic nie pamiętamy - zasugerowała trzeźwo Brownie, lecz słowa Candy od razu obaliły jej tezę.

- Wtedy bolałaby nas głowa... a nie znalazłybyśmy się tutaj, rozglądając jak zbaraniałe idiotki.

Miała rację - musiałyśmy jej to oddać.

Rozejrzałam się po raz kolejny, spoglądając trochę nieufnie na przedziwne, zielone stworki, które uwijały się wokół nas, robiąc Bóg wie co.

Kiedy tu trafiłyśmy wszystkie zamarły, spoglądając na nas wielkimi, bardzo ludzkimi oczami, które wydawały się troszkę za duże, patrząc na ich wzrost, albowiem sięgały nam do okolicy pasa. Patrzyły się tak na nas dość długo, aż do chwili, kiedy do pomieszczenia wpadł kolejny stworek - tej samej... hm... rasy? - z tym że dużo starszy od tych, co nas otaczały i poprosił, byśmy na niego chwilkę poczekały. Dopiero po tym pozostałe stworzonka wróciły do swoich zajęć.

Problem jednak polegał na tym, że mój temperament - pobudzony od czasu tamtego zdarzenia - nie umiał się uspokoić i wrócić do stanu "udawanego". W zasadzie czułam się tak, jakby moja krew gotowała się w żyłach, pragnąc jednego: więcej akcji.

Na szczęście, kiedy już myślałam, że wybuchnę od nadmiaru adrenaliny w żyłach, Blakeley spojrzała na mnie i zapytała:

- Dobrze się czujesz?

Kiedy ujrzałam jej nadal lekko dziecinną buzię... poczułam, jak moja krew w końcu przestaje bulgotać.

- Teraz mi lepiej, dzięki.

Pokiwała delikatnie głową i znów wszystkie spojrzałyśmy na stworki.

- Czym one w ogóle są? - wymamrotałam, bo żadna z nas nie zadała tego pytania głośno.

Co ciekawe odpowiedź przyszła od Candy:

- Zgaduję, że trolle.

- Trolle? - zapytałam zszokowana i wbiłam wzrok w chyba dwadzieścia maleńkich, zielonych potworków.

W międzyczasie Brownie zapytała naszą blondi:

- Czy trolle... nie powinny być trochę większe?

- Dotąd też tak myślałam - wyznała, patrząc na nie w skupieniu. - Ale, kiedy tak na nie patrzę... w mojej głowie pojawia się tylko słowo "Troll".

- Bardzo dobrze dziecko - usłyszałyśmy i ujrzałyśmy znajomego staruszka.

Widać w końcu załatwił to, co miał załatwić... cokolwiek by to nie było.

- To prawda: jesteśmy Trollami. Jednak nasz gatunek - w zależności od patrzenia danego świata - bywa bardzo różnie przedstawiany.

- "Danego świata"? - podłapała Brownie, a on pokiwał poważnie głową.

- Jak nazywa się wasza planeta? - zapytał, a nas na chwilkę zatkało.

- ...ziemia - wyznałam w końcu zaskoczona, bo tamte chyba całkiem wryło.

- Ziemia? Naprawdę? - zapytał, szczerze zaskoczony. - Na waszej planecie nie ma magii... - zamyślił się. - To może oznaczać tylko jedno - stwierdził w końcu. - Wasze wcielenia... muszą być niewiarygodnie potężne.

- Wcielenia? - po raz kolejny pytanie zadała Brownie. - Mówisz... o reinkarnacji?

- Cóż... w zasadzie to nie do końca. Reinkarnacja polega na ponownym odradzaniu się ludzkiej duszy - w kolejnym ludzkim ciele - aż do momentu, kiedy ta wypełni zadanie nałożone na nią przez Boga. Wy jednak znalazłyście się w miejscu, które nie przywołuje ludzkich dusz.

- Czyli... chcesz nam powiedzieć, że my nie jesteśmy ludźmi? - zapytała z niedowierzaniem Brownie, a ja - usłyszawszy ten nonsens - parsknęłam głośno, po czym zaczęłam śmiać jak głupia.

- To najdurniejsza rzecz, jaką kiedykolwiek usłyszałam! - i zaczęłam się wręcz tarzać ze śmiechu, co jeszcze kilka godzin temu byłoby dla mnie nie do pomyślenia - ukrywałabym takie reakcje ze wszystkich sił.

- Choo... - usłyszałam wtedy. - Włosy niczym krew, gadatliwość, a także delikatne, lecz widoczne oznaki zbliżającego się szaleństwa... - jak to usłyszałam od razu zamilkłam i uniosłam się, by na niego spojrzeć.

Patrzył na mnie zamyślony.

- Jeśli to, co przyszło mi do głowy, to prawda... to to by tłumaczyło, jak zdołałyście przełamać barierę między światami, nawet pomimo braku magii w waszym świecie. Chodźcie ze mną - poprosił, a my - zaskoczone i tak naprawdę bez innej opcji - udałyśmy się za nim w milczeniu.

Podczas gdy ja rozglądałam się zaciekawiona, Blakeley nadal wypełniał spokój, a jej wzrok skierowany był przed siebie. Brownie dla kontrastu patrzyła bardzo sceptycznie na tego trolla, a Candy...

Aż zamrugałam, kiedy zobaczyłam wyraz jej twarzy.

Musiałam przyznać, że naprawdę była pięknością... lecz wyraz jej oczu wyrażał czystą kalkulację. Teraz już rozumiałam, dlaczego jej "problem" - związany z imieniem i wyglądem - wydawał się dla mnie najbardziej pogmatwany, mimo że wszystkie miałyśmy ten sam problem i zamieniłam z nią właściwie najmniej słów.

Coś czułam, że to kobieta była największą "zmyłką" z całej naszej czwórki.

Nasz przewodnik - Stary Troll, który przedstawił się imieniem Migas - zabrał nas do dość sporego korytarza, na którego końcu znajdował się okrągły pokój, wyposażony tylko w czworo dość specyficznych drzwi.

- Jak masz na imię, moja droga? - zapytał mnie w pewnej chwili, a ja wyznałam bez oporów:

- Ruby. Ale nienawidzę być porównywana do rubinów.

Kiedy to powiedziałam jego usta, które już się otworzyły, zamknęły się bez słowa komentarza.

Usłyszałam za to:

- Możesz w takim razie przybrać nowe.

Kiedy to powiedział wszystkie spojrzałyśmy na niego jak za komendą - od razu to zauważył i spojrzał na każdą z nas z osobna.

- Czyżby... żadna z was nie lubiła swojego ludzkiego imienia?

- Ja nie - przyznałam.

- Nie - zaprzeczyła Brownie.

- A w życiu - oznajmiła oschle Candy, podczas gdy Blakeley cały czas kręciła gwałtownie głową.

- Cóż... widać więc dobrze trafiłyście.

Nagle wskazał jedne drzwi - czerwone, wyglądające na lekko okopcone.

- Wejdź tam - poprosił mnie. - Wtedy wszystko się wyjaśni.

Spojrzałam na drzwi i podeszłam do nich. Po chwili dotknęłam klamki i zaskoczona zdałam sobie sprawę, że jest przyjemnie ciepła.

Nacisnęłam ją i weszłam do środka, mimo że od razu zauważyłam, że w środku jest dość ciemno...

Moja myśl się urwała, kiedy wokół mnie, bez najmniejszego dźwięku, rozgorzał ogień.