- Melanio, czy wszystko w porządku?
Dziewczyna nie usłyszała pytania. Nawijała jasny warkocz na palec, jego końcem łaskotała swój mały, zadarty nosek i z nieodgadnionym wyrazem twarzy wpatrywała się przed siebie. Myślami nie była obecna na pierwszej w tym roku lekcji języka polskiego. Dopiero kopniak sprzedany spod ławki przywrócił ją do rzeczywistości.
- Auć! Smutny, ty brutalu! - krzyknęła, a po chwili spostrzegła stojącą obok nauczycielkę.
- Yyy... słucham... - Podniosła głowę, czerwieniąc się. - ...proszę pani?
- Melciu, czy zapisałaś temat lekcji?
- O... oczywiście.
Pani Łucja spojrzała na pustą kartkę zeszytu. Westchnęła głośno i powiedziała do wszystkich:
- Kochani! Przypominam, że od wczoraj mamy już rok szkolny! Dlatego proszę, zapanujcie nad wakacyjnym roztargnieniem. Przed nami piękny czas, szósta klasa! - Mówiąc to, podeszła do tablicy. - Oto pierwsza lektura, jaką będziemy omawiać, jeszcze we wrześniu. Zapiszcie sobie tytuł i autora. W szkolnej bibliotece wypo...
- Hi, hi! - Smutny nachylił się do ucha Melanii. - Przystojniak, co?
- Kto niby? - Dziewczyna uniosła brwi.
- Nie udawaj. Nowy z pierwszej ławki. Widziałem, jak się na niego gapiłaś. No może do mnie trochę mu brakuje, ale...
- Oj, tak, Franciszku, ty jesteś najpiękniejszy.
Na te słowa okrągła twarz Smutnego rozpromieniła się radością i zaróżowiły się jego pulchne policzki. Ręką poprawił tylko fryzurę, która dawno nie widziała już grzebienia, a tym bardziej nożyczek. Takimi drobiazgami jak krzywo zapięte guziki polówki, brud za paznokciami czy resztki drugiego śniadania na brodzie nie przejmował się wcale.
- Twoja uroda aż mnie oślepia, więc przepraszam, bo muszę się odwrócić - dodała Melania i wyjrzała przez okno.
Było uchylone. Na twarzy poczuła powiew gorącego, letniego powietrza. Za szybą, na tle bezchmurnego nieba, różnymi odcieniami zieleni mieniły się korony drzew. Do jej uszu dochodził szum liści, wymieszany ze śmiechem dobiegającym ze szkolnego boiska.
Potem rozejrzała się po klasie. Koleżanki i koledzy zmienili się od czasu, gdy żegnała się z nimi w czerwcu. Zresztą jej też mówili, że wygląda inaczej. "Czyżby?" - zastanowiła się. "Może i tak. Nagle zrobiłam się jedną z wyższych dziewczyn w klasie... i chyba wychudłam. Ale to wcale nie dobrze. Czuję się jak jakiś patyczak".
- Kochani! - Okrzyk nauczycielki wyrwał Melanię z zamyślenia. - Na koniec zostawiłam niezwykłą wiadomość! Nasza szkoła otrzymała dotację na projekt edukacyjny, który zrealizuje, uwaga... klasa szósta B! - Pani Łucja z radości aż przyklasnęła, a potem szukała na twarzach uczniów śladów podobnej euforii. Bezskutecznie. - Stworzymy szkolny portal informacyjny! - mówiła dalej, niezrażona. - Będziemy pisać o wszystkim, co dla nas ważne! Nauczymy się pozyskiwać informacje, redagować artykuły, przeprowadzać wywiady... Jak w prawdziwych mediach! - Nauczycielka wzięła głęboki oddech. - Oczywiście to będzie projekt tylko dla chętnych, ale myślę, że tych nie zabraknie, prawda? Kto chce zostać szkolnym dziennikarzem, ręka do góry!
W klasie zapanowała cisza. Jedni oglądali swoje buty, drudzy szukali czegoś na suficie, jeszcze inni z zaangażowaniem notowali w zeszycie nie wiadomo co...
- Nie ma chętnych? Naprawdę? - Pani Łucja szczerze się zdziwiła. - Przecież to będzie świetna zabawa i okazja do tego, by... O, jest pierwszy ochotnik! Brawo, Oskarze, za odwagę i...
Wszyscy spojrzeli na nowego kolegę samotnie siedzącego w pierwszej ławce. Nauczycielka chciała coś jeszcze dodać, ale w tym momencie zadzwonił dzwonek, wieszcząc koniec lekcji, a w przypadku klasy 6B także powrót do domu.
- Przemyślcie to, mamy jeszcze trochę czasu na skompletowanie redakcji. Wrócimy do tematu niebawem! - mówiła pani Łucja coraz głośniej, żeby przekrzyczeć gwar dochodzący z korytarza. - A na dziś to wszystko. Do widzenia!
- Do widzenia, do widzenia! - odpowiadały jej pojedyncze głosy wybiegających uczniów.
Na zewnętrz szkolnych murów czekała na nich wolność. Przynajmniej do jutrzejszego poranka.
Natomiast w Ślimaczku - pobliskim sklepie, do którego podążyli Melania i Smutny - czekały lody.
- Masz pieniądze? - upewnił się chłopak, niższy o głowę od dziewczyny. - Bo ja czasowo jestem bez grosza. Wszystko zainwestowałem.
- Zainwestowałeś? W co niby?
- W laserową maczugę. To kup mi tego rożka. - Wskazał palcem przez szybę zamrażarki.
Mela tylko przewróciła zielonymi oczami i zapłaciła za nich oboje. A po chwili szli już w stronę swojego osiedla.
- Czyli zabujałaś się w tym nowym? - zapytał Smutny między jednym a drugim liźnięciem loda.
- Phi! A może zazdrosny jesteś?
- Ja zazdrosny? Ha, ha! Marzę o tym, aby ktoś wreszcie uwolnił mnie od twojego namolnego towarzystwa! Wszędzie za mną łazisz, nawet do domu sam wrócić nie mogę!
- Ty niewdzięczniku! - krzyknęła dziewczyna. - To raczej ja mam pecha, że mieszkam drzwi w drzwi z jakimś troglodytą z laserową maczugą!
- Troglo... czym? - Smutny podrapał się za uchem. - A z jakiej to gry?
- Dlaczego...?! Czy nie mogłabym mieć za sąsiadkę jakiejś fajnej dziewczyny?
- Biedna Melunia! Tak ci współczuję... - Franek otarł udawane łzy. - Dobre te lody wybrałem, prawda? A ty nawet mi nie podziękowałaś!