Rozdział 4
Zmyła z siebie cały brud. Makijaż tak starannie nałożony tego poranka zaczął ją wręcz parzyć. Przebrała się, nie chciała w niczym przypominać dziewczyny, która jeszcze kilka godzin wcześniej pyszniła się wyobrażeniem reakcji wywartej na Konradzie. Po co jej to w ogóle było? Ileż razy musi jeszcze się sparzyć, aby zrozumieć. Boże! Przecież ona to wszystko wie, doskonale wie! Sama wielokrotnie tłumaczyła chociażby Basi, by nie ulegała pokusie powierzchowności i słodkich słówek. By zachować rozsądek i dystans. Czy to możliwe, by wiedzieć, a mimo to zachowywać się zupełnie inaczej?
Wciąż nie mogła ostudzić w sobie emocji. Gdy wróciła do domu, wszystko w niej się gotowało. Zamknęła się w swoim pokoju, komunikując mamie i rodzeństwu, że musi trochę się pouczyć w spokoju. Ach, jak bardzo musiała uważać, aby nie huknąć drzwiami.
Była wściekła na Konrada. Jak mógł? Co sobie wyobrażał? Kolejny raz sprawił, że poczuła się przy nim kimś gorszym. Jak on to robił? Potrafił pomieszać podziw z lekceważeniem, zachwyt z pogardą. Wychodziło mu to tak naturalnie.
Antek miał przyjść do niej około dziewiętnastej. Od kilku tygodni widywali się codziennie. Chłopakowi naprawdę nic nie stawało na przeszkodzie, aby choć na krótko odwiedzić Alę przed pracą albo po. Jak niesamowicie było czuć, że jej bliskość jest dla kogoś tak ważna.
Wizyty mężczyzny stały się na tyle oczywiste, że nawet mama Alicji zostawiała dla Antka porcję obiadu, a jej mała siostra Ania w określonych godzinach z niecierpliwością wypatrywała chłopaka przez okno. Lubiła jego odwiedziny, bo zawsze poświęcał jej sporo zainteresowania. Dziewczynce, pozbawionej na co dzień wiecznie nieobecnego ojca marynarza, bardzo brakowało uwagi mężczyzny. A Antek, nawet jeśli nie miał czasu, aby się z nią pobawić, to chociaż zaczepił, pociągnął za jasne warkoczyki lub połaskotał, albo rozczochrał nieuczesane, rozpuszczone włosy, którymi dziewczynka się przed nim chwaliła, mówiąc mu, że są już bardzo długie, prawie do pasa, jak u księżniczki. Jedynie Arek, młodszy brat Alicji, niekiedy burczał z niezadowoleniem, gdy adorator siostry pojawiał się w ich domu w porannych godzinach, w których przyjeżdżał do swej dziewczyny przed pracą i kręcił się w ich niewielkiej kuchni. Przebąkiwał wtedy, że gdy tata wróci z rejsu, chłopak nie będzie miał tyle swobody.
Antek pojawił się punktualnie. Alicja jak co wieczór zdążyła przygotować kolację. W jej pokoju czekał talerz wypełniony wymyślnymi kanapeczkami szykowanymi w wyjątkowym skupieniu. Pochylona nad kuchennym stołem gorączkowo analizowała wydarzenia minionego dnia.
- Zrobię herbaty. Idź do mnie - zakomenderowała i zniknęła w kuchni.
Gdy wróciła do swojego pokoju, zastała Antka zagłębionego w miękkościach jej kanapy. Głowę miał opartą o zagłówek, a oczy przymknięte. Mężczyzna na odgłos zbliżających się kroków delikatnie się podniósł.
- Zmęczony?
- Trochę - odpowiedział, przytulając dziewczynę do siebie, gdy tylko usiadła obok niego. Zajrzał jej w oczy, pochylił się nad twarzą i powtórnie złożył ciepły pocałunek.
- Nie tak bardzo zmęczony jakby się przed momentem wydawało - szepnęła zalotnie, sięgając po talerz z przekąskami. - Jedz, wczoraj późno wróciliśmy, a dziś jesteś po dyżurze.
- Hmm, smaczne - mruknął po chwili, połykając jedną kanapkę za drugą.
- Tylko się nie zakrztuś - zauważyła, ciesząc się, że sprawiła Antkowi przyjemność smakowitą kolacją.
Spokojne oblicze chłopaka nagle znieruchomiało.
- Coś się stało? - zapytała, dostrzegając jakąś nieokreśloną zmianę w wyrazie twarzy.
- A, ciężki dzień. Mieliśmy trudne wezwanie.
Alicja wzięła w rękę szklankę z gorącą herbatą, usiadła głębiej i podkuliła kolana. Patrzyła na chłopaka wyczekująco. Zazwyczaj Antek niezbyt chętnie opowiadał o szczegółach swej pracy. Wracał bardzo zmęczony, z pragnieniem, aby odpocząć, odciąć się od obrazów zapamiętanych z minionych dyżurów. W czasie ich trwania prawie nie miał przerw, więc po padał bez sił. Dziewczyna lubiła jednak dopytywać o ciekawe historie. Doświadczenia z pracy w pogotowiu bardzo ją interesowały, niekiedy bawiły, kiedy indziej oburzały, ale też często przerażały. Ostatnio na przykład Antek wspominał, jak to o piątej rano jechali na sygnale do czterdziestoletniego mężczyzny, który skarżył się, że po obudzeniu już kolejny dzień z rzędu jest mu strasznie duszno. Ledwo łapał powietrze, miał wrażenie, że za chwilę się udusi. Na miejscu okazało się, że wystarczyło poprosić pacjenta, aby porządnie oczyścił nos. Jedynie fakt zalegania wydzieliny powodował trudności w oddychaniu. Scenka jak z farsy - nad dorosłym mężczyzną stało trzech innych dorosłych, na czele z lekarzem, instruujących go, jak ma wydmuchać nos w chusteczkę. Ludzie potrafią wezwać pogotowie do wszystkiego, co bywa bardzo irytujące, choć oczywiście nie zawsze. Zdarzyło się na przykład, że zadzwoniono po karetkę do młodej dziewczyny, która przedawkowała insulinę. Wiele wskazywało na to, że świadomie. Sytuacja była poważna i mocno poruszająca, szczególnie Antka, ponieważ pacjentką była młodsza siostra jego dobrego kolegi. Kiedy indziej opowiedział o pewnej starszej pani, która upadła w swoim mieszkaniu i nie mogła wstać. Jakimś cudem sięgnęła do telefonu i wezwała pogotowie. Żeby jednak do niej wejść, strażacy musieli wyważyć drzwi. Okazało się, że kobiecina nie ma żadnej opieki, ma za to pieska i, niestety, nie jest w stanie zadbać ani o siebie, ani o niego. Historia skończyła się tak, że policja zabrała staruszce zwierzaka i znalazła mu nowe lokum, a ona po krótkiej wizycie w szpitalu została odwieziona do swego domu. Mieszkała w nim zupełnie sama, nie mając co liczyć na jakakolwiek pomoc. Nikt nie przejął się ani jej tęsknotą za czworonożnym pupilem, ani wyłamanymi drzwiami, których nie sposób było zamknąć na klucz. Antek opowiadał te historie z widocznym bólem i żalem do ludzi i systemu. Nieraz zarzekał się, że rzuci tę robotę. Najgorsze były dni, w których zdarzały się wypadki zatrzymujące na chwilę świat. Mężczyzna potrzebował wtedy sporo czasu, aby powrócić do normalności. Alicji wydawało się, że to właśnie jedna z takich chwil.
- Była bardzo młoda. Miała dwadzieścia lat. - Antek przesunął dłoń po głowie, odsuwając z oczu trochę przydługą jasną grzywkę.
- Co z nią?
- Byliśmy za późno. Nic się nie dało zrobić - wydusił z siebie z trudem. Przed oczami wciąż miał pacjentkę. - Reanimacja nie przyniosła skutków.
- Ale...?
Antek podniósł wzrok.
- Taka głupia śmierć. Zadławiła się landrynką.
Dziewczyna zasłoniła dłońmi usta. Znieruchomiała pod wpływem wypełniającego ją nagłą falą bólu, ledwo powstrzymując łzy napływające do oczu. Od razu powróciły do niej wspomnienia jak jej siostrzyczka, Ania, też o mało w ten sposób nie straciła życia. Dobrze, że wtedy w ich domu był Antek, który ją uratował. Wystarczyło pozbyć się cukierka z dróg oddechowych, jak jej później tłumaczył. Tak prosto to brzmiało. Prawdą jednak było, że gdyby nie szybka i prawidłowa reakcja mężczyzny, Ani mogłoby już z nimi nie być.
- Niedługo miała wyjść za mąż. W kwietniu, w czasie świąt. - Opuszczone ramiona Antka wydawały się jeszcze cięższe.
Alicją targnął dreszcz. Miała wrażenie, że jej serce zwalnia w wybijaniu słyszanego w uszach rytmu.
- Jedna z koleżanek tej dziewczyny niedawno skończyła kurs pierwszej pomocy. Taki paradoks. Płakała, bo nic nie zrobiła. Mówiła, że ją zupełnie sparaliżowało.
- Straszne...
- Ta dziewczyna była w pokoju obok - kontynuował. - Usłyszała jakiś głuchy huk. Nie od razu zareagowała, bo coś tam wypełniała w dokumentach, dopiero po chwili. Gdy do niej zajrzała, tamta już była nieprzytomna. Leżała na podłodze.
- Boże! - Alicja wydobyła z siebie szept.
- Nie pomogła jej, rozumiesz? Choć skończyła kurs pierwszej pomocy! Straszliwie płakała - dokończył.
- Jak z tym żyć?
- Nie wiem.
Alicja czule dotknęła jego dłoni. Chłopak przysunął się i objął ją ramieniem. Wyobrażała sobie sytuację, o której jej opowiedział. Jakież ludzkie istnienie jest kruche, jak nieprzewidywalne. A na końcu taka głupia śmierć. Dlaczego? Komu potrzebna? Dziewczyna dopiero zaczynała swe życie, rozkwitała dla tego świata. Alicja pomyślała o rodzicach tej nieszczęśnicy, o jej narzeczonym. Co musieli teraz przeżywać?
Wstrząsnęło nią współczucie dla zupełnie nieznajomych ludzi. Tak bardzo nie chciałaby, aby coś takiego jej się przytrafiło. Gdy się ma tych dwadzieścia, dwadzieścia kilka lat, wydaje się, że od śmierci dzielą człowieka lata świetlne, że do czasu, gdy stanie się ona naturalna, upłynie cały ocean życia. Cóż za naiwność. Powinni uczyć w szkołach, krzyczeć głośno z ambony, apelować we wszelkich dostępnych mediach, że żyć trzeba tu i teraz. Powinni trąbić, że każdą chwilę istnienia trzeba wypełniać treścią, kosztować jego smak, upajać się nim z zachwytem, zdziwieniem, oburzeniem czy czymkolwiek, oby tylko pełnym emocji, a nie obojętności, bo kolejny dzień może się już nie przydarzyć!
Jeszcze mocniej wtuliła się w ramiona Antka. Było jej przy nim tak dobrze. Oparła głowę na ciepłej, falującej oddechem piersi i zapadła w zadumę. Cisza, której nic nie mąciło, pozwoliła obojgu na ukojenie przygnębienia. Każde zatopiło się w rozważaniach o ulotności życia i kategoryczności śmierci, które łagodzili poczuciem bliskości, byciem razem tu i teraz.
Alicja przymknęła oczy i zapragnęła, aby ten moment trwał jak najdłużej.
Rozdział 7
Przywitał się z nią dość chłodno, ledwie musnął ustami rozpalony emocjami policzek kobiety. Gdy wszedł do pokoju, nie usiadł na kanapie, jak zazwyczaj, a zajął miejsce w fotelu. Spodziewała się tego, że będą zachowywać rezerwę, wydawało jej się, że była na nią przygotowana. Nic bardziej mylnego.
Nie mogła doczekać się, gdy przyjdzie, ale w tym momencie pożałowała, że jednak się pojawił. Miał prawo być na nią zły, ale jego powściągliwość jawiła się jak powiew mroźnego powietrza, który pozbawiał ją życia. Czuła, że w miarę upływu chwil milczenia ze stanu gorączkowego oczekiwania, poprzez łzawe wzburzenie, które z trudem pohamowywała, przechodziła w stan narastającego w niej gniewu. Musiała go powstrzymać, choć najchętniej wybuchłaby teraz płaczem i wykrzyczała pretensje do całego świata.
No, ale właściwie po co? Co by to zmieniło? Antek nie powinien być ich adresatem, bo przecież nie zrobił nic, czym by sobie zasłużył na eskalację złych emocji. Zdawała sobie z tego doskonale sprawę.
- Myślałem o tym wszystkim - wydusił w końcu. - O nas - dodał.
Przytaknęła, wyrównując swój oddech.
Powinna powiedzieć mu to samo, ale gula w gardle nie przestawała rosnąć. Widziała, że jest spięty. Z trudem przełykał ślinę i nie patrzył na nią jak zazwyczaj. W ogóle na nią nie spoglądał. Jego oczy gdzieś uciekały lub chowały się między ściągniętymi brwiami.
- Nie powinienem naciskać - wykrztusił z siebie. - Niepotrzebnie o tym wspomniałem. Nie można nikogo zmusić do odwzajemnienia uczuć.
- Ale, ale to nie tak - szybko zaoponowała. Była mu wdzięczna, że w ten sposób zaczął rozmowę. Obawiała się przecież, że usłyszy coś odmiennego. - Antek, ja jestem pewna swoich uczuć. Do ciebie - powiedziała, mocno akcentując ostatnie słowo. - Do niczego mnie nie zmuszałeś.
Spojrzał na nią z niejaką ulgą, ale i z niedowierzaniem. Na pewno chciał usłyszeć te słowa.
- Znasz mnie - kontynuowała. - Zawsze byłam z tobą szczera. Wydawało mi się, że to widzisz. Nie sądzisz chyba, że cokolwiek bym udawała?
- Nie udajesz, ale też... - zawahał się - nie jesteś otwarta.
Alicja pochyliła głowę. Nie miała nic na swoje usprawiedliwienie.
- Nie chodzi mi o to, żebyś robiła coś na siłę. Przemyślałem naszą ostatnią rozmowę i doszedłem do wniosku, że muszę to uszanować. Jestem gotów poczekać.
Uśmiechnęła się do niego.
- I właśnie dlatego jest mi z tobą dobrze - powiedziała, wyciągając rękę.
Chwycił ją za dłoń i przesiadł się na kanapę. Otulił ramieniem, co było dla Alicji balsamem na serce. Pragnęła zgody i poczucia bezpieczeństwa. Przymknęła powieki, opierając się o jego ramię.
- Dobrze, że zadzwoniłeś, że przyjechałeś. Strasznie się bałam, bo bardzo mi zależy... Po prostu tęskniłam.
- Ja też. Pewnie bardziej - wyszeptał i złożył na jej czole ciepły pocałunek.
- Nie powinieneś mieć żadnych wątpliwości. - Spojrzała mu prosto w oczy i położyła drżącą dłoń na jego policzku.
Przymknął powieki, delikatnie się uśmiechając, po czym pochylił się nad dziewczyną. Tym razem odszukał jej usta, by wtopić się w nie i zaspokoić pragnienie bliskości.
Nie słyszeli już nic poza swymi gorącymi oddechami i biciem serc. Zapamiętani w namiętności z trudem się od siebie oderwali, gdy usłyszeli pukanie do drzwi pokoju.
Ania zajrzała z dziecięcą radością wymalowaną na pogodnej twarzyczce.
- Antek, mamusia pyta, czy zjesz zupę.
- Z chęcią - odpowiedział, nieznacznie odsuwając się od Alicji, która w ekspresowym tempie zdążyła już od niego odskoczyć.
- To chodź! - rzuciła dziewczynka, wycofując się z pokoju.
- Chodź - powtórzyła młoda kobieta. - Też z chęcią zjem, bo nie udało mi się nic przekąsić po powrocie z uczelni. Nie byłam głodna, a teraz poczułam ssanie w żołądku - tłumaczyła, poprawiając włosy.
- Też poczułem głód, choć niekoniecznie na zupę - powiedział niedwuznacznie, raz jeszcze przyciągając dziewczynę do siebie.
- Przestań - strofowała go. - Drzwi są otwarte. Ktoś zobaczy. - Broniła się tylko pozornie, bo jednocześnie oddawała mu łapane w pośpiechu pocałunki.
Rozdział 8
- Wydaje mi się, że jednak mam jakieś szanse.
Alicja odwróciła się do niego ze wzrokiem wyrażającym niezrozumienie.
Siedzieli na kanapie u niej w pokoju i popijali herbatę. Wtuleni w siebie słuchali muzyki. W tle leciał Sting, którego Alicja wciąż odkrywała na nowo i nieustannie włączała jego płytę.
- Szanse? Na co? - zapytała, nie bardzo wiedząc, do czego Antek zmierza.
- Na to, że jeszcze kiedyś skosztuję zupy twojej mamy - powiedział z rozbawieniem.
- A - potaknęła. - Biorąc pod uwagę, że zachwalałeś ją pod niebiosa, to na pewno.
- Naprawdę była smaczna.
- Nie wątpię. Choć ja nie przepadam za szczawiową. Właściwie to w ogóle nie za bardzo lubię zupy. Jedynie rosół i pomidorową. Ale to pewnie jak większość ludzi.
- Trochę jesteś rozbestwiona. - Mrugnął do niej.
- Nieprawda - fuknęła z udawanym oburzeniem. - Nic nie poradzę, że nie przepadam za zupami. Nie przepadam, ale jem.
- Może za mną też nie przepadasz, ale mnie tolerujesz, jak szczawiową albo na przykład krupnik? - zapytał.
Alicja aż wstrzymała powietrze. Spojrzała na niego uważnie, nie będąc pewna, czy mówi poważnie. Ulżyło jej, gdy zorientowała się, że Antek się z niej naigrywa.
- Przeciągasz strunę - odparła. - A krupniku wręcz nie cierpię. Więc nie radzę ci się do niego porównywać, bo się doigrasz - skwitowała, cmokając go delikatnie w policzek.
- Dobrze, dobrze, pasuję. Tak naprawdę to chciałbym jeszcze o czymś z tobą porozmawiać. - Antek przesunął się trochę, zwracając przodem do dziewczyny.
- Zamieniam się w słuch - podciągnęła pod siebie kolana.
- Wiesz, pomyślałem, że może powinniśmy spędzać ze sobą więcej czasu, lepiej się poznać.
- Oj, zacząłeś śmiertelnie poważnie.
Zaśmiał się serdecznie. Położył ramię na oparciu kanapy.
- Bo wbrew pozorom mówię śmiertelnie poważnie, choć moja propozycja jest raczej radosna. Tak sądzę. Nie wiem tylko, co ty na to.
- Zaintrygowałeś mnie.
- Pomyślałem sobie, że należy nam się trochę odpoczynku. Ty zaraz będziesz po sesji, ja też z chęcią zrobię sobie wolne.
- I? Nie trzymaj mnie w napięciu.
- Może byśmy wyjechali?
Alicja zrobiła wielkie oczy.
- Jak to wyjechali? - zapytała z nieukrywaną obawą.
- Wyjechali na kilka dni oczywiście.
Odetchnęła z ulgą. W ciągu tych kilku sekund niepewności przewinął się w jej wyobrażeniu scenariusz kolejnej propozycji wyprowadzki do innego miasta i aranżowania jej życia według czyjegoś planu.
- Zaskoczyłeś mnie.
- Nie chciałabyś? - Mężczyzna wyraźnie sposępniał.
- Nie, to nie to. Chciałabym, ale jak, gdzie mielibyśmy jechać? I kiedy?
- Mogę wziąć kilka dni urlopu w przyszłym tygodniu. Ty będziesz miała już ferie, tak więc nic nie stanie nam na przeszkodzie, aby wyjechać w góry. Myślałem o Karpaczu.
- Nigdy tam nie byłam. Właściwie nigdy nie byłam w górach zimą, a zawsze bardzo chciałam zobaczyć zaśnieżone łańcuchy wzgórz. - Rozmarzyła się. - To świetny pomysł.
- Naprawdę? - Poweselał.
- No tak. Chociaż... Muszę się jakoś przygotować. I nie wiem, czy będzie mnie na taki wyjazd stać.
- O to się nie martw. Ja cię zapraszam.
- Nie, nie chciałabym tak. Wolę zapłacić za siebie. Muszę po prostu znać szczegóły.
- Wszystko ci zaraz powiem. Zdążyłem się zorientować, nie byłem tylko pewien, czy spodoba ci się sam pomysł. Załatwię nocleg. Kolega z pracy polecił mi fajne miejsce i ponoć za nieduże pieniądze.
- Muszę to przemyśleć i... porozmawiać z mamą.
Antek rzeczywiście miał plan na wyjazd. Okazało się, że nawet dzwonił do hotelu, w którym mogliby się zatrzymać, i dowiadywał o wolne pokoje. Wystarczyło jedynie potwierdzić rezerwację. O podróż Alicja się nie martwiła, bo do Karpacza mogli dojechać pociągiem. To znaczy bezpośrednio do Jeleniej Góry, a stamtąd PKS-em. Koszt podróży też nie byłby najwyższy, bo ulga studencka zdecydowanie obniżała cenę biletu. Martwiło ją jedynie, czy będzie ją stać na hotel, tym bardziej, że Antek wybrał jakiś blisko centrum miasteczka. Nie wyobrażała sobie, że chłopak będzie za nią płacił, chociaż z drugiej strony coraz bardziej przekonywał ją wysnuty przez Antka argument, że on pracuje i ma dochody, a ona studiuje i nie ma możliwości zarobku. Mężczyzna upierał się, że skoro to on ją zaprosił, nie powinna w ogóle pomyśleć o płaceniu za siebie. Nie do końca była przekonana, co do słuszności jego stanowiska, ale ostatecznie obiecała mu, że jeszcze się nad tym zastanowi.
Niepokoiły ją inne sprawy. Po pierwsze, musiałaby kupić sobie nowe buty, które byłyby konieczne w górach, a których nie brała pod uwagę w tegorocznych wydatkach, no i kurtkę. Mama obiecała jej, że dostanie na nią pieniądze, bo stara była już wyświechtana. Alicja planowała dołożyć sobie ze swoich pieniędzy ze stypendium socjalnego, które udało jej się otrzymać. Na naukowe, które było wyższe, jeszcze musiała zapracować i ewentualnie poczekać. Miała kupić sobie coś droższego, może nawet płaszcz, taki długi, wełniany, o którym od jakiegoś czasu marzyła. W obliczu wyjazdu płaszcz jednak nie wchodził w rachubę. Nie wiedziała, jak jej się to wszystko ułoży, a poza tym czasu zostało tak niewiele. Po drodze jeszcze egzamin i... rozmowa z mamą. Ciekawe, co rodzicielka powie na to, że Alicja zamierza wyjechać sama z chłopakiem.
Cała początkowa radość wywołana perspektywą wyjazdu z Antkiem w góry rozmyła się w gąszczu niepewności i jeszcze niespełnionych zamierzeń. Młoda kobieta wiedziała jednak, że zrobi wszystko, aby wybrać się w tę podróż.
Rozdział 9
Alicja postanowiła porozmawiać z mamą następnego ranka. Chciała mieć z głowy tę niewątpliwie trudną przeprawę, a poza tym musiała zacząć przygotowania do wyjazdu.
Po śniadaniu, gdy zgodnie z porannym rytuałem Krystyna zasiadła w salonie z kawą w ręku, córka dołączyła do niej z kubkiem kakao. Ania zdążyła już rozsiąść się przed telewizorem w oczekiwaniu na blok programów dla najmłodszych puszczanych jej z magnetowidu. Na kasetach VHS mieli nagrania różnych bajek.
- W czwartek mam ostatni egzamin - zaczęła studentka, popijając gorący napój.
- Tak. Denerwujesz się? Wiesz, że niepotrzebnie. Na pewno go zdasz. - Mama była niezawodna w swej wierze w powodzenie córki.
- Trochę się muszę jeszcze pouczyć, choć wydaje mi się, że nie ma zagadnienia, o którym bym nie miała zupełnego pojęcia. Chociaż po SCS-ie boję się, że znów polegnę na czymś banalnym.
- Dasz radę. Jestem tego pewna - pocieszała Krystyna.
- Zaraz siadam do książek. Wiesz... po egzaminie chciałabym wyjechać.
- Wyjechać? - Kobieta odstawiła szklankę z kawą na ławę. - Dokąd? Nic wcześniej nie wspominałaś. Ania, przycisz trochę telewizor - zwróciła się do córeczki.
- Wcześniej tego nie planowałam. Wczoraj Antek mi zaproponował.
- Z nim?
- No tak.
- A z kim jeszcze? - zapytała przeciągle.
- Z nikim innym. Sami chcemy się wyrwać na kilka dni. - Alicja wiedziała, w jakim kierunku zmierza rozmowa. Spodziewała się tego. Spostrzegła, jak przez twarz rodzicielki przebiegł grymas niezadowolenia.
- Nie wydaje ci się to... - mama szukała słowa - niewłaściwe? - dokończyła, niekontrolowanie wykrzywiając usta.
- Nie, dlaczego niewłaściwe? - Alicja nie miała zamiaru ułatwić jej sprawy. Czuła narastające zażenowanie.
- Po pierwsze dlatego, że chcesz jechać sama z chłopakiem. Po drugie, właściwie niewiele go znasz.
- Wydawało mi się, że go lubisz.
- Lubię, ale to nie zmienia faktu, że nic o nim nie wiem. Ty chyba też niewiele. Wiesz, gdzie mieszka, znasz jego rodzinę? Nie. A chcesz z nim jechać nie wiadomo dokąd.
- Do Karpacza.
- Nie łap mnie za słówka. - Krystyna nie potrafiła ukryć zdenerwowania. - Chodzi mi o to, że wspólny wyjazd może okazać się zobowiązujący.
- Zobowiązujący? Chcemy po prostu wyjechać, odpocząć, pobyć razem, lepiej się poznać.
- Powinnaś najpierw go lepiej poznać tu na miejscu, a dopiero później wyruszać z nim w podróż. Kto wie, co się może wam przytrafić. Czy masz pewność, że możesz mu zaufać w każdej sytuacji?
- Nie wiem, czy w każdej, ale żeby się o tym przekonać, powinnam z nim więcej przebywać. Poza tym, myślę, że wyolbrzymiasz problem. Znam Antka i mu ufam.
- Znasz na tyle, na ile ci pozwolił. Sama mówiłaś, że jego rodzice się rozstali, że ojciec miał problem alkoholowy i w domu u niego różnie bywało.
- I co w związku z tym? Co chcesz przez to powiedzieć?
- Jedynie tyle, że zbytnie angażowanie się w ten związek może okazać się dla ciebie zgubne. Jeszcze niedawno płakałaś po rozstaniu z... - mama ucięła zdanie, widząc piorunujące spojrzenie córki. - Nie chcę jedynie, żebyś się znów zawiodła - dokończyła odrobinę łagodniej.
- Nie musi być wcale tak, jak przewidujesz. - Alicja rozumiała obawy matki, choć głośno nie miała zamiaru się do tego przyznać. Sama niekiedy odganiała je od siebie, bo jakaś niezrozumiała siła kazała jej wierzyć, że Antek jej nigdy nie skrzywdzi. Historia z ojcem mężczyzny też ją niepokoiła, bo wyrosła w przekonaniu, że to dom rodzinny najmocniej kształtuje człowieka. Nie potrafiła przewidzieć, jakim jej mężczyzna okaże się w przyszłości, ale też zdawała sobie sprawę z faktu, że bez podjęcia ryzyka nigdy się o tym nie przekona. - Znam Antka od kilku miesięcy. Od kilku tygodni się spotykamy. Dużo mi o sobie opowiadał, o mamie, bracie. Nie jest dla mnie obcym człowiekiem. - Uspokajała rozemocjonowaną atmosferę rozmowy. - Wiesz, co mam na myśli.
- No właśnie wiem, dlatego nie podoba mi się, że zamierzacie jechać sami. - Krystynie nie udzielił się optymizm córki. - I gdzie będziecie nocować? - rzuciła w końcu pytanie, które zrodziło jej się już na samym początku burzliwej konwersacji.
- W hotelu. Antek zarezerwował nam pokój. - Alicja poczuła, jak oblewa ją fala gorąca.
W uszach dudniła jej cisza, która zaległa pomiędzy kobietami. Mierzyły się wzrokiem, jednocześnie próbując ujarzmić kotłujące się w ich głowach myśli.
- Nie wstyd ci? - Krystyna w końcu wydusiła z siebie to pytanie, ledwo hamując narastający wybuch emocji.
Nie dopatrzyła się w Alicji krztyny oczekiwanej reakcji, nie miała więc zamiaru dłużej kryć oburzenia. Spojrzała znacząco w stronę Ani i ściszyła głos jakby wierzyła, że dzięki temu dziewczynka nic nie zrozumie z jej słów.
- Wiadomo, że każdemu mężczyźnie zależy tylko na jednym i szuka okazji, aby do tego doprowadzić. A ty się decydujesz na wyjazd z chłopakiem do hotelu. Wydawało mi się, że jesteś mądrą i porządną dziewczyną. Powinnaś się szanować. W przeciwnym razie on ciebie też nie będzie szanował. Nie tak cię wychowywałam.
- Myślę, że przesadzasz - Alicja z ledwością powstrzymywała drżenie głosu. Na przemian czuła obezwładniającą ją słabość i chęć eksplozji. - Rozmawiasz ze mną jak z nastolatką. Przecież jestem już dawno dorosła i wiem, co robię. - Broniła swej decyzji, próbując resztką sił zdobyć się na opanowanie.
- Dorosła? Jak dorosła? Nadal z nami mieszkasz, studiujesz, nie pracujesz! Co ty wiesz o dorosłości?! Co wiesz o prawdziwym życiu? Nie masz pojęcia, czym jest dorosłość! - Mama była coraz bardziej wzburzona. Mieszały się w niej sprzeczne uczucia. Czuła bezsilność, zdawała sobie sprawę, że nie jest w stanie już nic zmienić, choć wciąż wydawało jej się, że jako matka ma prawo, nie, nie prawo, obowiązek właściwie zareagować.
- Ty w moim wieku miałaś już męża i dziecko.
- Jesteś bezczelna! - krzyknęła w odwecie. Po sekundzie Krystyna zmitygowała się, gdy zobaczyła oczy Ani zamiast na ekranie skupione teraz na przemian na niej i na Alicji. - Właśnie, jak zauważyłaś, miałam męża, mogłam więc mieć dziecko - dopowiedziała, z całej siły próbując opanować drżenie głosu. - Nie wyobrażam sobie, żebyś z nim wyjechała.
- Muszę odpocząć - dziewczyna nie ustępowała. Właściwie już podjęła decyzję. Zależało jej jedynie na tym, aby mama nie miała nic przeciwko. - To był dla mnie trudny semestr. Poza tym chciałabym zobaczyć góry zimą. Naprawdę nie widzę niczego złego w tym, że chcę tam pojechać. Z Antkiem. Chcę z nim być, chcę go jeszcze lepiej poznać. Jestem pewna, że mogę czuć się z nim bezpieczna. I w ogóle... Nie rozumiem, dlaczego doszukujesz się złych intencji. Rozmawiamy o zwykłym kilkudniowym wyjeździe w góry.
- Bo znam życie, a ty udajesz, że nie wiesz, o co mi chodzi - odpowiedziała z goryczą w głosie. - A zresztą... rób, co uważasz. Zawsze robisz po swojemu, jak twój ojciec - dorzuciła po chwili z gorzką rezygnacją. - Ja do tego ręki nie przyłożę. Jestem pewna, że tata, jak wróci i się dowie, też nie będzie tego pochwalał. W każdym razie nie dostaniesz ode mnie pieniędzy na taki wyjazd.
Dla Alicji był to cios, którego się obawiała, choć miała nadzieję, że go jednak nie otrzyma.
Z trudem schowała dumę do kieszeni i zapytała:
- A dasz mi przynajmniej pieniądze na kurtkę, tak jak rozmawiałyśmy?
- Skoro jesteś taka dorosła, to sobie sama radź. Ode mnie nie dostaniesz ani grosza. - Krystyna zakończyła rozmowę. Zimnym wzrokiem wpatrywała się w ekran telewizora, dając znać, że już nie jest zainteresowana wymianą kolejnych argumentów.
Alicja chwilę jeszcze siedziała, zbierając myśli i próbując opanować emocje. Nie tak chciała zakończyć rozmowę. Wiedziała, że mama może nie być zadowolona z faktu, że jej córka wyjeżdża sama z mężczyzną. Do tej pory zawsze podróżowała w gronie koleżanek. Znała podejście rodzicielki do kwestii relacji damsko-męskich. Przed ślubem, w jej mniemaniu, nie mogło być mowy o niczym więcej niż trzymanie się za rękę, no, ewentualnie cmoknięcie w policzek. Nieraz dziewczyna zastanawiała się nad tym, czy rzeczywiście jej rodzice byli tak powściągliwi, gdy sami byli młodzi.
Dla Alicji sfera intymności była nie mniej ważna. Spędziła wiele godzin nad rozmyślaniem o tym, jak daleko może posunąć się w oddaniu się mężczyźnie. Dojrzewała w niej namiętność, która pod wpływem najmniejszego dotyku Antka rozpalała ją do granic kontroli. Wiedziała doskonale, że jej uczucie do chłopaka i przekonanie o wzajemności otwierają w jej sercu i ciele kolejne furtki. Nie broniła się przed tym.
Czuła żal do mamy, że ta nie tylko jej nie rozumie, ale też nie ma do niej zaufania, że powiedziała jej tyle upokarzających ją słów, aż w końcu po prostu ucięła rozmowę. Doskonale zdawała sobie oczywiście sprawę z tego, co mamę najbardziej niepokoi. Pewnie obawa przed zbyt wczesną ciążą. Pewnie też względy religijne. Od jakiegoś czasu Krystyna mocno zbliżyła się do Kościoła i jej pobożność nie pozwalała na inne stanowisko. Tak, to wszystko dla Alicji było jasne, ale zabrakło jej w tych matczynych obawach myślenia o niej, jej pragnieniach, potrzebach i też niepewnościach. Zabrakło chęci zrozumienia, woli wysłuchania. Musiała poradzić sobie z nimi sama.
Nie powiedziała już ani słowa. Powoli wstała z fotela i ruszyła do swego pokoju. Cicho zamknęła za sobą drzwi i tak samo bezgłośnie zaczęła płakać. Zatopiła się w miękkości kanapy, otuliła poduszkami i chwyciła za pierwszą z brzegu książkę. Tak dla niepoznaki, gdyby ktoś zechciał zajrzeć do jej pokoju i zobaczyć, co robi. Zatopiona w lekturze mogła doskonale udawać, że nic takiego się nie wydarzyło. Wystarczyło raz na jakiś czas obetrzeć policzki zlane płynącymi łzami.
Rozdział 10
Planowany odjazd pociągu był o ósmej dwadzieścia sześć. Alicja zaczynała się niecierpliwić, bo Antek już powinien być na dworcu, a ona wciąż stała tam sama. Ściskała w dłoni bilety z nadzieją, że ich zakup dokonany dobę wcześniej nie okaże się daremny.
Przestępowała z nogi na nogę. Och, przecież wiedział, że tak bardzo nie lubiła czekać. Dreptała w tę i we w tę, nerwowo wpatrując się w przybywających na peron. Chciałaby już zająć miejsce w przedziale, aby mieć pewność, że nie będą całą drogę stać w korytarzu.
To dziwne, że się spóźniał, to zupełnie do niego niepodobne. Alicja kręciła się w kółko i zupełnie bezwiednie zaglądała do okien pociągu stojącego od kilku minut na wyznaczonym torze. Liczyła na wyłapanie wzrokiem przedziału, w którym byłoby jeszcze wolne miejsce dla ich dwojga. Co chwilę gorączkowo obracała się w kierunku schodów, po których już dawno powinien wbiegać jej chłopak.
Trochę zaczynała marznąć. Dobrze, że miała nowe buty. Była przeszczęśliwa, że udało jej się je kupić i to za zupełnie korzystną cenę. Skórzane, na grubej podeszwie, w sam raz na taką pogodę i spacery w górach. Kurtka też była w miarę ciepła. Co prawda wciąż ta sama co w ostatnich dwóch sezonach, ale ostatecznie nie było się czym martwić. Dobrą robotę robił niezawodnie ciepły szafirowy szal, a do niego czapka z pomponem w podobnym kolorze.
Alicja uśmiechnęła się do siebie, gdy wspomniała swoje poranne wyjście z domu. Na pożegnanie mama wcisnęła jej w rękę zwitek banknotów i życzyła miłego wyjazdu. Widać było, że szczerze. Od razu Alicji zrobiło się lżej na sercu. Poczuła ogromną wdzięczność za ten gest, dzięki któremu już nic nie mąciło radości, z jaką ruszała w podróż. Gdyby tylko Antek się nie spóźniał.
Zaczęła już tracić nadzieję, że chłopak pojawi się przed odjazdem ich pociągu, gdy spostrzegła znajomą sylwetkę biegnącą wprost w jej stronę. Zrobiła szybki zwrot. Stanęła za filarem i zaczęła się modlić w duchu, aby jej nie zobaczył. Czuła, że szumi jej w uszach, a w piersi zaczyna brakować powietrza. Co on tu robił? Czy naprawdę nie może dać jej spokoju?
Konrad nie zauważył Alicji. W każdym razie tak jej się wydawało. Wyglądało na to, że się spieszył i gdy tylko wskoczył do pierwszego z brzegu wagonu, zniknął jej z oczu. Z ostrożnością próbowała dostrzec, w którą poszedł stronę, tak, aby za chwilę skierować się z Antkiem w przeciwną. O ile oczywiście jej chłopak się w ogóle zjawi. Wypuściła w końcu powietrze i raz jeszcze spojrzała w stronę schodów.
Na jej wątpliwości odpowiedział sam winowajca niepokoju. W końcu i on wbiegł na peron. Obserwował ją już od kilku sekund i gdy tylko odwróciła się w jego stronę, pomachał, wskazując wagon, do którego mieli wsiąść. Zdawał sobie doskonale sprawę, że ledwo uniknął spóźnienia mogącego przekreślić zaplanowaną podróż.
Alicja szybkim krokiem podeszła do drzwi wagonu. Z wyrazu jej twarzy łatwo można było odczytać zdenerwowanie. Mężczyzna chwycił ją w pół, przysunął do siebie i złożył na ustach gorący pocałunek. Zupełnie ją tym rozbroił.
- Przepraszam cię mocno - powiedział z czułością. - Wszystko zaraz wyjaśnię. Wsiadajmy - zakomenderował.
Dziewczyna nie miała zamiaru oponować, od razu jednak postanowiła być bardzo czujna, by nie natknąć się przypadkiem na Konrada. Nie wiedziała, w którą stronę tamten się skierował, dlatego, przemierzając wagon i sprawdzając, czy w którymś przedziale znajdzie się dla nich miejsce, przejęła inicjatywę. Przemknęła obok Antka, włożyła mu w ręce swoją torbę i szła pierwsza. Nie chciała dopuścić do tego, aby natknęli się na niemile widzianego mężczyznę.
Ku jej radości dość szybko znalazła dwa wolne miejsca. W przedziale rozgościła się rodzina z czworgiem dzieci w wieku przedszkolnym i wczesnoszkolnym. Być może właśnie z tego powodu pozostałe siedzenia wciąż były niezajęte. Zapewne podróżni pragnęli uniknąć towarzystwa gwarantującego nieustanny jazgot. Ona nie zamierzała się tym przejmować. Nie mieli przecież zamiaru spać, a znalezienie miejsca dość szybko i nieprzemieszczanie się w dalsze przestrzenie pociągu minimalizowały ryzyko niechcianego spotkania.
Antek wrzucił torby na półkę nad siedzeniem. Zajęli fotele przy drzwiach naprzeciwko siebie. Alicja zdjęła kurtkę, zawiesiła ją za głową i klapnęła z westchnieniem. Wraz z powietrzem wypuściła z siebie cały poranny stres.
- To przez mojego brata. - Usłyszała po chwili szept Antka, który pochyliwszy się w jej stronę, chwycił za rękę i tłumaczył się ze spóźnienia. - Nie było go całą noc, mama odchodziła od zmysłów. Nad ranem już mieliśmy dzwonić na policję, ale wiesz... - zawiesił głos. - Jemu się już takie zniknięcia zdarzały. Szczerze to nie wiedziałem, co robić. W końcu wrócił, ale był w takim stanie... - Antek jeszcze bardziej ściszył głos, spoglądając dyskretnie na współtowarzyszy podróży. - Wyszedłbym wcześniej, od razu jak się pojawił w drzwiach, ale małolat, zamiast z podkulonym ogonem, wrócił pełen energii i wojowniczego nastroju. Zaczął się stawiać mamie, która od progu ciosała mu kołki na głowie za te hulanki i jej całonocny stres. Musiałem dopilnować, żeby się uspokoili, oboje, i żeby poszedł spać.
Alicja kiwała głową ze zrozumieniem, choć jednocześnie robiła wielkie oczy. Niemożliwie, żeby aż tak się dobrali. Opowieść Antka bardzo przypominała historie z jej młodszym bratem. Co prawda od jakiegoś czasu Arek się zmienił i przestał fundować rodzinie atrakcje tego typu, ale ona doskonale pamiętała jego powroty w stanie wskazującym na młodzieńcze szaleństwa. Przed oczami stanęła jej mama pełna niepokoju i narastających z każdą godziną czekania na syna dramatycznych wizji. Sercem wstrząsnęło współczucie. Rozumiała, że to była trudna noc. Nie dopytywała Antka o szczegóły, bo uznała, że przyjdzie na to czas później. Nie chciała, aby ich sąsiedzi w przedziale zbyt wiele usłyszeli.
Pewnie i tak by się im nie udało, bo czworo dzieci było niestrudzonych w dopytywaniu o to, jak to będzie w podróży pociągiem, dlaczego jadą tak powoli i kiedy dotrą na miejsce. Już zdążyły zaproponować wyciągnięcie przygotowanych przez mamę kanapek i zaczęły prosić o napoje.
Alicja spoglądała na tę scenę z pogodnym wyrazem twarzy. Z rozrzewnieniem przysłuchiwała się paplaninie dzieci i wyobrażała sobie, że kiedyś też mogłaby tak podróżować ze swoją rodziną. Spojrzała spod ciemnych rzęs na Antka i rozszerzyła usta w promiennym uśmiechu. Odpowiedział jej tym samym, przysuwając do niej swoje nogi tak, aby poczuła jego bliskość. Nie wiedziała, czy myślał o tym samym, ale dla Alicji najważniejsze było, że był obok. Na moment zapomniała o tym, że gdzieś niedaleko jest Konrad, którego pojawienie się mogło zatrząść jej poczuciem szczęścia.
Rozdział 11
Mimo iż nie miała takiego zamiaru, usnęła.
Jednomiarowy stukot kół pociągu sprzyjał ukołysaniu do snu. Mogła sobie na niego pozwolić. Naprzeciwko siedział Antek, który prawie nie spuszczał jej z oczu. No prawie, bo jednak co chwilę je od niej odrywał, od czasu do czasu dokazując z rozbrykanymi dziećmi. Wygłupiał się z nimi jak mały chłopiec, doprowadzając cały przedział do wybuchu salw śmiechu. Miał cudowny kontakt z dziećmi, co nie umknęło Alicji i połechtało jej skrywane wyobrażenia. Maluchy były niestrudzone nie tylko w zadawaniu pytań, robieniu sobie psikusów albo w potyczkach na najśmieszniejszą minę, ale też w kłótniach o najmniejszą błahostkę, co sprawiało, że atmosfera wśród sympatycznej rodzinki zmieniała się z minuty na minutę. Rodzice nie mieli łatwo, szarżowali pomiędzy wyrozumiałością a zdecydowanym studzeniem rozbuchanych emocji. Całe szczęście radzili sobie całkiem nieźle, choć nie pomniejszało to nieustannego gwaru.
Alicja sama nie wiedziała, kiedy w tym rozgardiaszu zupełnie odpłynęła. Przysłuchiwała się zabawom dzieci, w które wkręcił się Antek, przymknęła oczy i zapadła w błogi sen. Coś jej się śniło, na pewno coś miłego. Później próbowała sobie to przypomnieć, bo czuła, że chciałaby podzielić się tym z Antkiem.
Obudziła się nagle w chwili, gdy usłyszała kłujący w uszy pisk kół zatrzymującego się pojazdu. Stanęli gdzieś w polu. No cóż, to dość normalne i częste na dłuższych trasach. Ciekawe, ile będzie wynosiło spóźnienie pociągu. Czy zdołają dotrzeć na miejsce przed nocą?
Pociąg jakby usłyszał obawy pasażerów i po chwili ruszył, wzbudzając zachwyt dzieci, które z przyklejonymi do szyb nosami obserwowały coraz szybciej mijany równinny krajobraz. Dwoje starszych wyszło na korytarz, by nie tłoczyć się na kolanach rodziców siedzących przy oknie. Te miejsca zajęły młodsze dziewczynki.
- Wyjdę do toalety - Alicja dyskretnie poinformowała Antka.
- Pójdę z tobą.
- Nie musisz - uspokoiła go. - Mamy blisko. Nic mi się nie stanie.
Wyszła z przedziału i uśmiechnęła się do małych towarzyszy podróży. Dwaj chłopcy najwyraźniej coś knuli. Szeptali sobie wprost do uszu, a w oczach kryli łobuzerskie iskierki, które mimochodem wystrzeliwały jak fajerwerki.
Wzbudzili w Alicji rozbawienie, które tak jak szybko się pojawiło, tak momentalnie prysło, kątem oka bowiem spostrzegła Konrada. Właśnie wyłonił się z sąsiedniego przedziału i zmierzał chyba w tym samym co ona kierunku, sprawiając, że znów poczuła ten niewygodny szum w głowie.
Zatrzymała się, zastanawiając, co powinna zrobić. Najchętniej by uciekła, ale nie było dokąd. Obejrzała się za siebie, bo pomyślała, że może pójść w przeciwną stronę. Szybko jednak zrezygnowała z zamiaru, ponieważ korytarz był dość zatłoczony, musiałaby się przeciskać i pokonać długą drogę.
Konrad stanął przy końcu wagonu, oparł o ścianę i zaczął się jej przyglądać. Czy to możliwe, że widział ją już wcześniej i tylko czyhał na moment, gdy wyjdzie z przedziału?
Zmrużył oczy, nieznacznie przekrzywił głowę i zastygł z ledwo dostrzegalnym uśmiechem. Znała ten wyraz twarzy zbyt dobrze.
Nie miała wyjścia, musiała do niego podejść, choć odniosła wrażenie, że mięśnie w całym ciele przeszył bolesny skurcz.
- Co za spotkanie - powiedział, gdy była wystarczająco blisko, by móc go usłyszeć.
- Cześć - przywitała się chłodno.
- Cześć. Dokąd to się wybierasz?
- Jedziemy do Jeleniej Góry. A ty? - zapytała kurtuazyjnie, nie patrząc mu w oczy i sprawdzając wzrokiem, czy toaleta jest wolna.
- Jedziemy? Jesteś z nim? - ostatni wyraz zaakcentował wyjątkowo dobitnie.
- Tak, z Antkiem - odpowiedziała dosadnie. - A ty? Dokąd?
- Do Poznania. Do kumpla.
- Czekasz w kolejce? - wskazała na zamknięte drzwi toalety.
- Tak, nie. To znaczy nie wiem, czy ktoś tam jest.
Alicja chwyciła za klamkę i z ulgą stwierdziła, że może wejść do środka. Nie przejmowała się tym, że zostawiła chłopaka za drzwiami. Trzasnęła nimi z impetem i kolejny raz tego dnia mocno wypuściła z siebie powietrze.
Nie spieszyła się, łudząc się naiwnie, że Konrad zniknie - znudzi się lub zrozumie, że nie jest przez nią mile widziany, po prostu zniknie jej z oczu. Niestety, myliła się. Gdy wyszła, wciąż tam stał. Na domiar wszystkiego nie sam. Obok niego ujrzała chmurne oblicze Antka.
Mężczyzna bezbłędnie wychwycił jej zmieszane spojrzenie.
- Długo cię nie było. Chciałem sprawdzić, czy wszystko w porządku - wyjaśnił.
Kiwnęła głową skonsternowana.
- Też wchodzisz? - zapytała Antka, zupełnie nie zwracając uwagi na Konrada. Ile by dała, aby go tam nie było.
Ten nie miał jednak zamiaru ustąpić. Łudziła się nadzieją, że wejdzie do toalety, ale mężczyzna przyglądał się parze z nieukrywanym rozbawieniem.
- Romantyczny wyjazd we dwoje? - rzucił.
- Jak widzisz. - Uśmiechnęła się szeroko i chwyciła Antka z rękę. Miała świadomość, że robi to zbyt teatralnie. Wierzyła, że jej chłopak nie będzie miał jej tego za złe.
- Właściwie to się do tej pory nie poznaliśmy - Konrad wyciągnął rękę w stronę Antka. - Jestem Konrad. Byłem...
- Wiem, kim byłeś. - Antek niedbale szarpnął dłonią rywala. Rozpoznałby go w każdych okolicznościach. Widział Konrada kilka razy przed uczelnią, gdy odprowadzał tam Alicję lub po nią przychodził. - Antoni - przedstawił się. - Dziwny zbieg okoliczności, że spotkaliśmy się w pociągu. - Spojrzał gniewnym wzrokiem na intruza.
- Takie życie. Jadę do Poznania. Tam studiuje mój stary kumpel. Po egzaminach połazimy trochę po mieście, skoczymy do jakiegoś klubu. Wiesz, studenckie życie.
Alicja miała absolutną pewność, że uwaga Konrada była zamierzona. Z satysfakcją zaczął opowiadać o swoich planach na imprezowanie w Poznaniu. Wstrząsnęło nią oburzenie, ale wiedziała, że nie może dać się sprowokować. Jak mogła kiedyś nie dostrzegać tej małości charakteru? Nie miała zamiaru wciągać się w żadne gierki, postanowiła więc jak najszybciej zakończyć rozmowę, przerywając słowotok mężczyzny i robiąc subtelny zwrot w tył.
- Słyszałem, że świetnie zdałaś sesję. - Konrad nie odpuszczał. Widać wciąż było mu mało. - Tomek mówił, że masz najlepsze wyniki na roku. Wiedziałem, że tak będzie.
- Dobrze słyszałeś, dzięki. - Delikatnie zwróciła się w stronę korytarza. - A tobie jak poszły? - zapytała wydobywając z siebie resztkę grzeczności, konsekwentnie jednak robiąc kolejny kroczek do tyłu.
- Nieźle. Prawie tak dobrze jak tobie.
- Świetnie, gratuluję. Miłej podróży. - Próbowała zakończyć spotkanie, ciągnąc Antka za rękę. - Chodź, kochanie.
- Wam też życzę miłego wypadu. Do zobaczenia po feriach! - rzucił Konrad z krzywym uśmiechem.
Alicja ostatkiem opanowania pozostawiła pożegnanie bez komentarza, choć czuła w jego tonie jad. Wszystko w środku niej się gotowało, z chęcią wyskoczyłaby z tego pociągu, by być jak najdalej od tego człowieka, jego cynicznego spojrzenia i złośliwości. Szła z Antkiem w stronę przedziału, analizując to, co się wydarzyło i jednocześnie gorączkowo się zastanawiając nad tym, jak on przyjął to dziwne spotkanie.
Obejrzała się na chłopaka, próbując uchwycić jego spojrzenie, ale ten uciekał wzrokiem gdzieś na bok. Pragnęła, by choć na moment popatrzył jej w oczy, chciała poczuć bliskość.
Rozdział 12
Milczeli od kilku minut. Przymknęła powieki i próbowała zapomnieć o tym, co się stało. Nie potrafiła jednak. Wciąż powracał do niej ten kuriozalny obrazek, gdy stali w troje w ciasnym zaułku przy drzwiach do toalety. W głowie echem odbijał się cały dialog, a w ciele na nowo rodziły się niechciane doznania.
Antek ani razu na nią nie spojrzał. Jak zahipnotyzowany zwrócony był twarzą w stronę okna. Znała go na tyle dobrze, że domyślała się jego myśli. Chmurne czoło i granatowe w tym momencie oczy mówiły same za siebie. Postanowiła, że da mu czas na ostudzenie emocji. Każda kolejna minuta oczekiwania stawała się jednak dla niej niełatwą do zniesienia wiecznością.
- Może wyjdziemy na chwilę na korytarz? - zapytała po dłuższej chwili. Z trudem wytrzymywała napięcie, które między nimi narastało. Wydawało jej się, że zbliżają się do apogeum, traciła pewność, że mu podoła.
Widziała, że się waha, ale ostatecznie podniósł się i ruszył za nią.
- O co ci chodzi? - zapytała, gdy stali w bezpiecznej od innych odległości, szczególnie od przedziału, w którym przebywał Konrad. Raczej nikt nie miał szans usłyszeć ich konwersacji.
- O nic - odpowiedział, wciąż nie obdarzając jej spojrzeniem. Wzrok miał wbity w próżnię.
- Przecież widzę. - Alicja była bliska utraty kontroli nad sobą. - O co masz do mnie pretensje?
- O nic - odparł, przesuwając się nieznacznie, by mógł ich minąć niecierpliwy podróżny.
- Przestań udawać! - prawie krzyknęła.
Zdziwił się. W końcu spojrzał na nią przytomnym wzrokiem.
- O nic mi nie chodzi. Po prostu mocno mnie to zaskoczyło.
- Czyli jesteś zaskoczony i w związku z tym się do mnie nie odzywasz?
- Odzywam się. - Antek patrzył już prosto w oczy dziewczyny. - Po prostu zastanawiam się nad tym...
- Nad czym? - wpadła mu w słowo na dobre rozjuszona.
- Jak to się stało, że jedziemy nie tylko tym samym pociągiem, ale też tym samym wagonem i w sąsiednich przedziałach?
- To rzeczywiście wyjątkowy zbieg okoliczności - powiedziała z nieukrywaną ironią w głosie. - Tylko wiesz co? Ja nadal nie rozumiem twojej zmiany nastroju i wymalowanego na twarzy gniewu. - Skrzyżowała ręce w oczekiwaniu na odpowiedź.
- Skąd on wiedział? - zadał pytanie, jakby nie do końca słyszał, co przed chwilą powiedziała.
- Co wiedział? - dopytała z irytacją.
- Że my jedziemy?
- Raczej nie wiedział. Nie sądzisz chyba... Nie podejrzewasz mnie chyba o to, że mu powiedziałam, ba, a może nawet zaprosiłam do wspólnego podróżowania?
- Nie wiem.
Wielkie oczy Alicji zrobiły się jeszcze bardziej okrągłe. Rozpierający ją gniew zmienił ich barwę na niemalże czarne. Antek jakby się ocknął. Otworzył usta, aby coś powiedzieć, ale kobieta go uprzedziła.
- Wiesz co. Mam dość. To jest po prostu chore. Co ty sobie w ogóle myślisz? Że zaprosiłam go do pociągu, żeby, no właśnie, sama nie wiem, po co...? Żeby nas zdenerwował, żeby popsuł nam wyjazd? Wyjazd, na który tak się cieszyliśmy? O który tak walczyłam z mamą? Naprawdę?
- Alicja... - Próbował ją uspokoić. Zbliżył się do dziewczyny i chciał ją do siebie przytulić, ale ta nie pozwoliła na zrobienie kolejnego najmniejszego kroczku.
- Nie, nie Alicja. Zastanów się, co ty w ogóle robisz. - Nie kryła silnego wzburzenia. - Zastanów się, czy mi ufasz. Jeśli nie... Jeśli nie przestaniesz mnie obciążać swoimi urojonymi wyobrażeniami, to nasz wspólny wyjazd nie ma sensu - oddychała szybko. - A ja obiecuję, że na najbliższej stacji wysiadam i wracam do Szczecina. Sama! - podkreśliła dobitnie, mierząc w niego palcem.
- Już, już - mówił do niej kojącym głosem. W końcu udało mu się ją ujarzmić i objąć ramieniem. - Nie wysiadaj. Nie mam zamiaru nigdzie bez ciebie jechać - zapewniał, głaszcząc dziewczynę po głowie. - Przepraszam. Naprawdę przepraszam. Nie miałem zamiaru... Ufam ci. Oczywiście, że ufam, ale jak go zobaczyłem... To głupie, co pomyślałem.
Jeszcze przez chwilę próbowała się wyrwać z jego ramion, ale robiła to bez przekonania. W końcu skapitulowała. Powoli słabło w niej całe napięcie. Pod wpływem przepraszającego spojrzenia i spokojnego oddechu Antka, a także jego delikatnych muśnięć, które przyjmowała z przymkniętymi oczami, powracało do niej przekonanie, że zmierza w dobrym kierunku. Nie tylko pociąg, ale i ona. Oni razem.
- Mam prośbę - usłyszała słowa wypowiedziane półgłosem wprost do ucha.
- Jaką? - Podniosła na niego wyczekujący wzrok.
- Mogłabyś częściej nazywać mnie swoim kochaniem? - zapytał, mrużąc oczy w uśmiechu. - Powiedziałaś tak do mnie po raz pierwszy. To było niezwykle miłe.
- Hm - mruknęła znacząco. - Muszę to przemyśleć - odparła przewrotnie. - Może znów przy okazji odciągnięcia cię od jakiegoś mojego byłego.
- Nie przeciągaj struny. - Tym razem on pogroził palcem i pocałował ją w czubek nosa.
- Zrobię wszystko, co w mojej mocy - odpowiedziała, wtulając się mocniej w jego ramiona.
Pomyślała sobie, że zadziwia samą siebie. Jeszcze przed momentem miała ochotę najpierw go ostro złajać, a następnie wyskoczyć z pociągu, a teraz mogłaby tak stać z Antkiem aż do samej Jeleniej Góry. Westchnęła głęboko, obserwując krajobraz migający jej za oknem.
Stracili rachubę czasu połączeni czułym objęciem i ze złudnym poczuciem, że są sami w tej podróży. W pewnym momencie z ich przedziału wyłoniły się głowy dwóch nicponi.
- Mama zaprasza państwa na ciasto - powiedział głośno jeden z nich, ten starszy, który wydawał się grzeczniejszy.
- Czekamy - zaprosił drugi. - No chodźcie, bo mama nie pozwala bez was zacząć - dokończył z niecierpliwością.
Rozdział 13
Basiu, kochana Przyjaciółko,
wiem, że nie masz teraz zbyt wiele czasu i dlatego nie piszesz. Rozumiem, choć z drugiej strony bardzo mi brakuje wieści od Ciebie. Od Twojej ostatniej krótkiej wizyty nie dostałam żadnego listu. Dobrze, że udało nam się wczoraj pogadać, ale to wciąż za mało. Mam wrażenie, że jakoś nieudolnie kradniemy ten czas dla siebie, prawda? Słyszałam w oddali głosy Mateusza i jego siostry. Brzmiały wesoło. Basiu, cieszę się, że Ci się układa. Wciąż jednak znam tylko ogólniki. Najlepiej byłoby, gdyby znów udało nam się spotkać, abyś mogła mi powiedzieć coś więcej o tym, jak Ci się mieszka z Mateuszem, czy przyzwyczaiłaś się do tego, że wraz z odzyskaniem swojego ukochanego otrzymałaś w darze siostrę. Wczoraj mówiłaś o niej bardzo ciepło. Czuję, że staje Ci się coraz bliższa. Chciałabym Was zobaczyć, poznać Justynkę, po prostu pobyć z Tobą, ale obawiam się, że w najbliższym czasie będzie to trudne. Może dopiero podczas majówki, a jak nie... To w wakacje? O Boże! Tyle czasu?!
Dobrze, już dobrze. Nie ma co smucić się na zapas. Piszę więc do Ciebie, bo mam tyle do opowiedzenia.
Nie wiem, od czego zacząć.
Trudno znaleźć mi słowa, aby wyrazić to, co czuję po naszym wyjeździe do Karpacza.
Zacznę od początku. No prawie.
Podróż minęła nam szybko i właściwie bardzo przyjemnie. Był jeden incydent, który na chwilę wytrącił mnie z równowagi, ale dziś myślę, że nie warto o nim wspominać.
W Karpaczu powitała nas piękna zima. Wiesz, byłam w górach po raz pierwszy o tej porze roku. Zaśnieżone góry zrobiły na mnie niesamowite wrażenie. Był taki moment, w którym stanęłam jak zaklęta, wpatrywałam się w ten niemal baśniowy widok. Brakuje mi słów, aby go opisać i oddać w pełni jego urok. Chciałabym zatrzymać podziwiane krajobrazy w mej pamięci na zawsze, nie pozwolić im na zapomnienie, nie wiem jednak, czy to możliwe. Muszę po prostu tam jeszcze wrócić.
Pewnie powinnam Ci napisać o wyprawie na Śnieżkę, o kościele Wang, wodospadach Szklarki i Kamieńczyka. Ale nie zrobię tego, bo po pierwsze, wiem, że znasz je doskonale, a po drugie, nie dlatego chwyciłam za długopis i papier. Prawda jest taka, że nie piękno gór zachwyciło mnie najbardziej.
Antek... Jak wspomnę, iloma wątpliwościami dotyczącymi Antka Ciebie obdarzyłam, to aż mi wstyd. Właściwie to nie lubię wspominać tamtego czasu, bo... Wybacz, drży gdzieś we mnie nutka zazdrości. Basiu, w końcu to Ty się na nim najpierw poznałaś, prawda?
Antek zamiast w hotelu przy głównej ulicy, ostatecznie zarezerwował dla nas pokoik w małym pensjonacie. Musieliśmy dostać się do niego taksówką, bo nie dojeżdża tam żaden autobus. Miejsce okazało się urocze, usytuowane na dalekich peryferiach Karpacza, na wzgórzu, nieopodal lasu, z pięknym widokiem na łańcuch górski. Krajobraz jak w bajce. Za oknem roztaczały się obrazy, które dotąd widziałam jedynie na ilustracjach w książkach, zdjęciach w albumach albo filmach. A, i na widokówkach otrzymywanych od Ciebie.
Pokoik był niewielki, ale nie to przecież było najważniejsze. Na dole pensjonatu do naszej dyspozycji mieliśmy przestronną izbę, w której prawie co wieczór można było grzać się przy kominku. Schodzili do niej pozostali goście. Trochę na początku mnie to krępowało, znasz moje dziwactwa, nie czuję się swobodnie przy zupełnie obcych osobach, ale później okazało się, że trafiliśmy na niezwykle miłych i pogodnych ludzi. Naszymi najbliższymi sąsiadami była para z Lublina. Tak, tak, Twoi ziomkowie. Nie znają Cię jednak, o co nie omieszkałam ich zapytać.
No i w końcu mój Antek. Basiu, nikt o mnie w życiu jeszcze tak nie dbał jak on właśnie. Chwilami nawet myślałam, że przesadza. Rozumiesz, nie jestem przyzwyczajona do tego, żeby ktoś wsłuchiwał się w moje oczekiwania, potrzeby aż tak uważnie. Lubię sama o siebie zadbać, a on uparł się czytać mi w myślach. Przy tym jeszcze za wszystko płacił. Nie wydałam na wyjeździe ani złotówki. Początkowo więc byłam i zaskoczona, i zafrapowana, i sama nie wiem, jaka jeszcze. Łapałam się jednak na tym, że jego uwaga tak bardzo na mnie skupiona, a także męska duma, która go rozpierała za każdym razem, gdy uznał, że mnie uszczęśliwił, sprawiają mi przyjemność. Oddałam się takiemu traktowaniu. Dobrze mi było, gdy czułam, że dla Antka jestem ważna, w jego oczach wyjątkowa. Zrozumiałam, co Goethe miał na myśli, pisząc: "Chwilo, trwaj!". Ileż bym dała za zatrzymanie tego, co razem przeżyliśmy, na zawsze. Nawet teraz, gdy przymykam oczy i przenoszę się w tamten czas i miejsce, czuję się wręcz niebiańsko.
Wszystko okazywało się piękne. Pogodne, ciepłe poranki, smaczne i obfite śniadania przygotowane przez gospodarzy, spacery po okolicy, wyprawy w góry, podziwianie krajobrazów, kąpiele słoneczne, bo jakimś cudem nie zdarzył się dzień bez słońca, a i mróz nam nie dokuczał, bo nie był zbyt silny, zabawy w śniegu, podczas których czułam się jak małe dziecko, długie przesiadywania w knajpkach i wieczory najpierw przy kominku w towarzystwie, które dostarczało nam milionów powodów do śmiechu i w końcu tylko nasze noce.
Basiu, gdy to piszę, myślę sobie, że opowiadam cudowny sen, z którego nie mogę się wybudzić. Nie mogę... nie chcę go zapomnieć. Niesamowite było to, że ani przez moment się nie nudziłam, że czułam powiązanie z Antkiem niewidzialną nicią. Nie musieliśmy nic mówić, aby czuć, że to, czego doświadczaliśmy, widzieliśmy, podziwialiśmy, jest dla nas obojga ważne. Nie musiałam udawać, że coś mi się nie podoba albo, przeciwnie, że zachwycam się czymś, co mnie nie interesuje. To samo nas bawi, nudzi i to samo oburza. Już zrozumiałam, dlaczego nie wyszło mi z Konradem, czy wcześniej z Jakubem. Pojawienie się w moim życiu Antka wyjaśniło, dlaczego tamci byli pomyłką.
Wiem, że życie jest piękne tylko przez chwilę, domyślam się, że ten boski stan ducha, owe uniesienie, które jeszcze we mnie buzują, mają trwać tylko jakiś czas. Wiem to, ale jednocześnie pytam, dlaczego tak musi być?! To my jesteśmy kowalem własnego losu, to my decydujemy, jacy jesteśmy dla innych. I jeśli spotkałyśmy na drodze swego życia kogoś, kogo tak kochamy, a oni nas, to dlaczego nie miałoby być pięknie cały czas? Jeśli dwie strony pragną tego samego, to musi być dobrze, prawda? Widzisz, i znów mi Ciebie brakuje tu i teraz. Chciałabym z Tobą porozmawiać. Zobaczyć Twą reakcję i posłuchać.
Basia, a czy Ty jesteś szczęśliwa? Zasypałam cię moimi wspomnieniami i radościami, a Ty? Czy zmiany w Waszym życiu są tylko dobre? Często myślę o tym, jak sobie radzicie. Jestem absolutnie pewna, że Mateusz jest wspaniałym człowiekiem, który robi wszystko, abyś czuła jego miłość.
Może uda Ci się znaleźć chwilę. Napisz do mnie. Proszę.
Pozdrowienia dla wszystkich Twoich Bliskich
Alicja
Basia złożyła kartkę na dwoje i schowała ją do koperty. Siedziała w bibliotece już od kilku godzin i poczuła się bardzo zmęczona nauką. List od Alicji przeczytała kolejny raz, aby móc się wzruszyć, uśmiechnąć do tego, co dzięki niemu mogła sobie wyobrazić. Jak dziwnie potoczyły się ich losy. Jak nieoczekiwanie. Jeszcze kilka miesięcy temu obydwie były samotne, pełne niepokoju, że nie znajdą tego jedynego, a teraz mają obok siebie wyczekiwane drugie połówki. Marzyły o nich. Gdyby wtedy ktoś im przepowiedział, że zwiążą się z tymi właśnie mężczyznami, nie dałyby temu wiary.
Uśmiechnęła się do swych myśli. Tam daleko w Szczecinie ma przyjaciół, dla których wciąż jest ważna. Przeżywają swe chwile szczęścia, a ona może o nich jedynie poczytać. Szkoda, że nie ma ich bliżej. Nagle poczuła, jak bardzo są jej potrzebni.
Rozdział 14
Jak to się mogło stać? Przecież wiedział, że nie przyjmie jego decyzji z radością. Naprawdę nie przyszło mu do głowy, że właśnie zburzył tak ważne dla kobiety poczucie bezpieczeństwa?
Alicja w środku cała wrzała, nie mogła uwierzyć w to, co usłyszała. Los sobie z niej zadrwił.
Mężczyzna wpatrywał się w dziewczynę ze zdumieniem. Gdy się do niej wybierał, był pełen przekonania, że podjął słuszną decyzję, że jego plan jest dobry. Dla niej, dla nich obojga. Nie do końca chciał zrozumieć, dlaczego nie podziela jego entuzjazmu.
- To szansa na wyższe, dużo wyższe zarobki.
Słowa Antka pogrążały go w jej oczach. Nie mogła pojąć, dlaczego nagle wyższe zarobki stały się dla niego tak ważne. A ona? Co ona ma teraz zrobić? Znów zostać sama? Dzielić się nim z czasem, który będzie samotnością. Czekać na jego telefony, przyjazdy raz na kilka tygodni, miesięcy? Nie! Nie zniesie tego! Nie ma takiego zamiaru! Gdy patrzy na swoją mamę, która od zawsze czeka, czeka i czeka, która mierzy swe życie od przyjazdu do odjazdu jej ojca, od powitania do pożegnania, a pomiędzy tylko krótkie chwile radości, a później niepokój, nerwy, bo na horyzoncie kolejne pożegnanie i samotność.
Mówiła mu przecież, że nigdy nie zgodzi się na takie życie. Nie wspomniała co prawda o tym, że kiedyś zakończyła spotkania z chłopakiem, którego poznała w liceum i który nawet wzbudził jej zainteresowanie, ale tylko dopóty, dopóki dowiedziała się, że jest studentem Akademii Morskiej i zamierza pracować jako marynarz. Chłopak mówił jej o tym z dumą, myśląc pewnie, że wywoła u dziewczyny podziw. Zawiódł się, bo skutek był odwrotny do zamierzonego. Alicja, przeczuwając, że mogłaby poważniej zaangażować się w relacje z adeptem marynarstwa, bo był intrygującym mężczyzną, jednym ciosem zakończyła znajomość, zrażona wizją jego przyszłości. Sprzedała mu zazwyczaj skutecznie działającą bajkę o tym, że ma chłopaka i nie jest zainteresowana żadnym innym. Już dawno postanowiła, że jeśli związek, to realny, na co dzień, tu i teraz, a nie wystawiany na próbę sił, cierpliwości i okupiony oczekiwaniem. Ona po prostu nie miała zamiaru zostać Penelopą.
- Trzeba było wcześniej mi powiedzieć, że masz takie plany - powiedziała w końcu, siląc się na zachowanie spokoju.
- Wcześniej nie miałem ich sprecyzowanych - odrzekł, wciąż nie domyślając się, co jego "nowina" uczyniła w głowie i sercu dziewczyny.
- To co się zmieniło?!
Antoni spojrzał Alicji głęboko w oczy, próbując odgadnąć, czy pyta poważnie. Niemożliwe, żeby nie rozumiała.
- Po naszym wyjeździe dla mnie bardzo wiele. Myślałem, że dla ciebie też.
- Tak, dla mnie też. Dlatego nie wiem, jak mogłeś pomyśleć, że się ucieszę. Po tym wszystkim chcesz wyjechać?
- Przecież robię to dla nas.
- Dla nas?! - podniosła głos. - Wytłumacz mi w takim razie, gdzie w tym wszystkim jestem ja? - Nie potrafiła opanować gniewu. - Właśnie mi oświadczyłeś, że wyjeżdżasz do pracy do Holandii. Przypominam ci, że ja jestem tu, w Szczecinie!
- Nie mogę przecież wiecznie pracować w pogotowiu. Nie chcę dłużej jeździć w karetce. Mówiłem ci, że to tymczasowe zajęcie, że planuję je zmienić. Zarabiam tam grosze.
- Nie sądzisz chyba, że dla mnie to ma znaczenie.
- Nie sądzę, ale chciałbym móc ci zaoferować więcej niż dziś jestem w stanie. Rozmawialiśmy o tym.
- O czym, niby o czym?!
- Że chcielibyśmy tworzyć naszą wspólną przyszłość.
Alicja kiwała głową z niedowierzaniem. Przyszłość? Jaką? On tam, ona tu?
- Bez pieniędzy niewiele jestem w stanie ci dać. A teraz nie jestem w stanie nic odłożyć. Muszę zmienić pracę, bo inaczej nie zagwarantuję nam jakiejkolwiek przyszłości.
Alicja drgnęła na te słowa. Przypomniała sobie, z jaką przyjemnością zgadzała się na to, aby Antek płacił za ich rozrywki w górach. Proponowała co prawda, że sama będzie pokrywać rachunki za posiłki, była gotowa też zwrócić mu pieniądze za noclegi, ale nie chciał o tym słyszeć, a ona się tym specjalnie nie zmartwiła. Imponowało jej, że jej mężczyzna płaci za cały pobyt i jest szczodry w sprawianiu jej radości drobnymi upominkami zakupionymi w góralskich budkach, smakołykami wynajdowanymi w kartach dań, czy atrakcjami typu kolejka górska lub zjazd saneczkami. Teraz poczuła się winna. Nie myślała wcześniej o tym, że dla Antka ten wyjazd mógł być niemałym wydatkiem. Przyzwyczajona, że za bezpieczeństwo materialne odpowiedzialny jest mężczyzna, podświadomie przyjęła to za normę. Zawstydziła się swojej bezmyślności i próżności.
- Nie oczekuję od ciebie wiele. Mam na myśli oczywiście kwestie finansowe. Mówiłam, że najlepiej będzie, jeśli rozliczymy się za wyjazd do Karpacza.
- Alicja, ale to przecież nie o to chodzi! - Przerwał jej gwałtownie. - Ten wyjazd nie miał znaczenia.
Konsternacja w oczach dziewczyny ostudziła jego poruszenie.
- To znaczy miał znaczenie - poprawił się. - O rozliczaniu się za koszty nie ma mowy. Zaproponowałem ci urlop i jestem szczęśliwy, że się na niego zgodziłaś. - Przysunął się do dziewczyny i ujął dłońmi jej ramiona, tak jakby chciał, aby bardzo uważne go wysłuchała. - Chodzi mi o pieniądze, które... - szukał odpowiedniego słowa - dadzą nam szansę na... - zawiesił głos.
Spojrzał w oczy Alicji. Zastanowił się, czy czegoś nie pomylił. Czy powinien się tak spieszyć? Może źle odczytał sygnały.
- Posłuchaj, mówiłem ci, że chciałbym być z tobą nie na chwilę, nie na jakiś czas, ale na zawsze. Na zawsze - powtórzył mocniej. Patrzył na kobietę, próbując wyczytać z jej oczu, co naprawdę myśli. Nie mógł jej przejrzeć. - Jeśli i ty tego chcesz, to proszę, zrozum, że ja muszę zarobić więcej pieniędzy niż dziś tu w Polsce jestem w stanie. Mam szansę popracować przez jakiś czas w restauracji w Holandii. Wincent, ten znajomy mojej mamy, mi to już dawno proponował. Wcześniej nie chciałem wyjeżdżać. Musiałem pomóc mamie przy remoncie, no i to, że wciąż miałem nadzieję, że może coś między nami się zadzieje. Już kilka razy prawie pakowałem torbę, ale coś mnie zatrzymywało. Za każdym razem, gdy się spotykaliśmy, a ty wciąż należałaś do innego, wracałem do domu i dochodziłem do wniosku, że nie ma sensu łudzić się nadzieją. Byłaś dla mnie nieosiągalna. Może i bym już w listopadzie wyjechał, no ale jeszcze remont mieszkania. Nie mogłem zostawić mamy. Dziś wszystko się zmieniło.
- No tak... - Alicja weszła mu w słowo. - Wszystko się zmieniło - powtórzyła. - Remont zrobiony, ja już nie "należę do innego", tylko do ciebie - mocno wyartykułowała niemalże każde słowo. - Można pomyśleć o większej kasie. Czy tak?! Posłuchaj! - Wyprostowała się, strącając delikatnie jego dłonie. - Po pierwsze, pamiętaj, że ja do nikogo nie należę. Ani nie należałam do Konrada, ani nie należę do ciebie. Po drugie, po drugie... - Gniew odbierał jej jasność umysłu. Gorączkowo szukała słów, które wyraziłyby to, co czuła i myślała. - Dla mnie nie istnieje związek na odległość. Mówiłam ci o tym, że nigdy nie zostałabym żoną marynarza. Zapomniałeś? Nie zwróciłeś uwagi na taki niuans? Chcesz jechać, proszę, droga wolna. Dla mnie sytuacja stała się jasna.
W tym momencie otworzyły się drzwi do pokoju.
- Antku, czy mógłbyś mi pomóc? - mama Alicji nieśmiało zajrzała do środka. W ręku trzymała słoik. - Nie mogę go odkręcić - dokończyła, gdy młodzieniec sięgnął po naczynie.
- Jasne - powiedział uprzejmie. Wzrokiem jednak uciekał przed czujnym spojrzeniem pani Krystyny. - Proszę - dodał po chwili, oddając słoik z odkręconym wieczkiem.
- Bardzo ci dziękuję. Zapraszam na zapiekankę, już ją wyjęłam z piekarnika. Lubisz ogórki kiszone? - zwróciła się do gościa.
- Oczywiście, kto ich nie lubi - odpowiedział z wymuszonym uśmiechem, próbując ukryć zdenerwowanie.
- To chodź, wyjmiesz je ze słoika - zakomenderowała mama Alicji, powtórnie wciskając zdezorientowanemu chłopakowi naczynie do rąk. - Ala, jesteś mi potrzebna.
Dziewczyna niechętnie podniosła się z kanapy. Była zaskoczona tym, co zrobiła jej mama. Nigdy wcześniej nie zdarzyło jej się wejść do pokoju córki bez pukania. Ponadto ta niecierpiąca zwłoki potrzeba, aby oboje poszli za nią do kuchni wydała jej się mocno podejrzana. Pomaszerowała jednak posłusznie za rodzicielką i chłopakiem, który nie śmiał sprzeciwić się gospodyni.
W kuchni stół był już nakryty do posiłku. Mama z nieodgadnioną miną zaczęła nakładać na talerze kawałki ziemniaczanej zapiekanki. Szło jej to trochę niezgrabnie. Co chwilę upadały na boki kawałki gorącej potrawy. Kręciła głową, popatrując ukradkiem na zebrane wokół towarzystwo.
Alicji dotąd wydawało się, że nie jest głodna, ale zapach lubianego przez nią dania skutecznie pobudził kubki smakowe. Gdyby nie przerwana rozmowa z chłopakiem, na pewno z entuzjazmem zasiadłaby do stołu. Spojrzała z ukosa na Antka, nie przestając chaotycznie analizować w głowie to, co się przed momentem między nimi wydarzyło.
Mężczyzna siedział już przed swoim talerzem, trzymając na kolanach szczebioczącą Anię. No tak. Dziewczynka wykorzystywała każdą chwilę, aby się z nim pobawić. Teraz próbowała grać z gościem w łapki.
- Trochę tu za mało miejsca na te klaskanki - zauważyła Krystyna. - Aniu, usiądź na taborecie obok. Później się pobawicie.
- Nie wiem, czy później Antek będzie miał czas, właściwie już wychodził. - Alicja nie wytrzymała.
Poczuła na sobie uważne spojrzenie mamy i zmieszany wzrok chłopaka.
- Tak - potwierdził, wstając z miejsca. - Racja, powinienem się zbierać, jest późno.
- Nie ma mowy. Siadaj, jesteś po pracy. Zjesz i jak będziesz chciał, dopiero wtedy pójdziesz.
Alicja nie poznawała swojej mamy. Jak rzadko kiedy zdecydowanie kierowała każdym ich krokiem.
- Dobrze, ale tylko trochę. Naprawdę się spieszę. Jest późno - powtórzył.
Młoda kobieta wstawiła wodę na herbatę, nerwowo zaczęła przygotowywać szklanki.
- Mnie nie rób - usłyszała głos Antka. Odwróciła się do niego. - Dziękuję - powiedział krótko, kosztując kawałek placka.
Dziewczyna wiedziała, że powinna ugryźć się w język. Co ją podkusiło, żeby zasugerować mu wyjście? Wolałaby przecież dokończyć z nim rozmowę, ale duma nie pozwalała jej uczynić najmniejszego gestu.
Rozum wołał, aby dopuściła do siebie jego argumenty, aby choć spróbowała go zrozumieć, ale serce nakazywało ucieczkę. Im szybciej to zrobi, tym mniej będzie bolało.
Rozdział 15
Usłyszała delikatne kroki mamy. Drzwi były lekko uchylone, dlatego nietrudno było zauważyć, że Ala siedzi na kanapie z książką na kolanach, ale ze wzrokiem utkwionym za oknem. Było już zupełnie ciemno. Krystyna wiedziała, że córka rozpamiętuje miniony wieczór. Doskonale znała ten jej stan.
- Nie chciałam, ale samo tak wyszło - zaczęła mówić, gdy usiadła już obok córki. Wzrok dziewczyny utwierdził ją w przekonaniu, że przeżywa wewnętrzne rozterki. - Dość głośno rozmawialiście, dlatego usłyszałam...
Alicja się domyśliła, że niecodzienne zachowanie mamy nie było przypadkowe. Teraz otrzymała tylko potwierdzenie swych przypuszczeń. Nieznacznie wzruszyła ramionami.
- Jesteś zdenerwowana.
- Tak. Wręcz wściekła. On chce wyjechać do Holandii.
- Domyśliłam się. Do pracy?
- Uhm - przytaknęła.
- A ty nie chcesz, żeby jechał.
- Nie, nie chcę - rzuciła nerwowo. - Zawiodłam się na nim - dodała kategorycznie. - Tylko, proszę, nie mów, że mnie przestrzegałaś.
- Nie, nie mam zamiaru. - Pamiętała, jak broniła córce wyjazdu w góry, ale od tego czasu zdążyła odrobinę zmienić nastawienie. Gdy obserwowała Antka, nabierała do niego coraz większego zaufania. Widziała, że chłopakowi bardzo zależy na budowanym przez nich związku, jak jest wpatrzony w jej pierworodną, dlatego zaniepokoiło ją dzisiejsze zachowanie Alicji, które wydało jej się zbyt emocjonalne i po prostu nierozsądne. - Z tego co się zorientowałam, on chce jechać, aby móc lepiej zarabiać. Chcesz mu zabronić?
- Niczego mu nie bronię. Chce, niech jedzie. Jego sprawa, jego życie.
Krystynie trudno się było przyznać, że słyszała dość dużo z rozmowy młodych. Podniesione głosy Alicji i jej gościa zwróciły jej uwagę i mocno zaskoczyły, bowiem, jak dotąd, młodzi nigdy się nie kłócili. Wiedziała, że córka będzie na nią zła, gdy dowie się, że wsłuchiwała się w ich wymianę zdań z pełną premedytacją.
- A dlaczego zostawia tę pracę? - próbowała zachęcić córkę do szczerej rozmowy. Zazwyczaj nie było to łatwe, bowiem Alicja rzadko mówiła o swoich sprawach, chyba że były one błahe albo neutralne.
- Twierdzi, że myśli o nas. O naszej przyszłości. Ale ja ją widzę zupełnie inaczej, to znaczy przede wszystkim nie chcę zostać sama jak... - Nie dokończyła, bo głos jej się załamał. Spojrzała na mamę, co wystarczyło, aby zrozumiały się bez słów.
- Jesteście młodzi. Zaczynacie swoje dorosłe życie. Ty masz studia, realizujesz się, rozwijasz, inwestujesz w swoją przyszłość, on chce zdobyć pracę, która pozwoli mu na planowanie rodziny. To chyba dobrze o nim świadczy. Zachowuje się dojrzale. - Krystyna dokończyła niepewnym głosem. Nie chciała wkraczać zbyt mocno w osobiste życie córki, ale bardzo zmartwiło ją, że Alicja tak zdecydowanie odrzuca wizję wyjazdu chłopaka za granicę. - Wiem, że porównujesz tę sytuację do mojej i taty, ale wasza historia wcale nie musi tak wyglądać.
- Jak nie? On tam, ja tu. Mam na niego czekać? Jak często będzie przyjeżdżał? Na ile? Na weekend? Na urlop raz na pół roku? Przecież jesteśmy ze sobą dość krótko, a on już planuje życie na odległość.
- Tego nie wiem, a co o tym mówił?
- Nic. Tak daleko w rozmowie nie doszliśmy. Nie mam pojęcia, jak to sobie wyobraża. - Dziewczyna wzruszyła bezradnie ramionami. Bała się, że się zaraz rozklei. Łzy stały w progu jej wielkich smutnych oczu.
- Może warto jeszcze porozmawiać, przedyskutować. Przecież Holandia nie jest daleko. Pewnie mogłabyś do niego czasami jeździć. - Alicja gwałtownie obróciła w jej stronę głowę. Kilka tygodni temu mama zajadle walczyła o to, żeby pod żadnym pozorem nie wyjeżdżała z Antkiem w góry, a tu taka przemiana. - Oczywiście gdybyś chciała - Krystyna kontynuowała, domyślając się, co córce zaprząta głowę. - Wiesz... świat się zmienia. Ja nie miałam możliwości, żeby pływać z tatą. Załatwienie rejsu przez całe lata było bardzo trudne, dla nas właściwie niemożliwe. Na tyle miesięcy, z dziećmi na pokładzie. A bez was przecież też nie. W twojej sytuacji to zupełnie co innego. Teraz możecie podróżować, poznawać nowe kraje, szukać możliwości również za granicą. Antek nie musi jechać tam na zawsze. A gdyby pojechał tylko na trochę?
Alicja nie chciała tego słuchać. Nie, mama się myliła, nic nie rozumiała, to się nie uda. Ona nie ma zamiaru zostać sama.
- Pojedzie na trochę, później na dłużej, może na zawsze. A ja mam czekać, usychać z tęsknoty, wierzyć, że wróci, obsypie mnie złotem i będziemy szczęśliwi? Nie wierzę w takie bajki. Jeśli mam być sama, to naprawdę sama.
Krystyna się zamyśliła. Może córka miała rację? Ona coraz bardziej lubiła Antka i czuła, że chłopak nie miał złych zamiarów, wymyślając sobie pracę gdzieś w dalekiej Holandii, wiedziała, że chciał dobrze, szkoda jednak, że nie rozumie lęków Alicji. Serce jej się krajało, gdy widziała zawód w oczach pierworodnej. A była taka szczęśliwa, gdy wróciła z gór. Taka rozpromieniona i pełna miłości. Chyba po raz pierwszy w życiu. Bolało ją, że teraz jej dziecko cierpi, że panicznie boi się losu takiego, jaki ona wiodła. Nie podejrzewała, że może być przyczyną dramatycznych rozterek Alicji. Niby je rozumiała, ale jednocześnie poczuła dojmujący smutek. Robiła przecież wszystko, co mogła, aby jej dzieci były szczęśliwe, by wzrastały w poczuciu miłości, uwagi i troski. Stanowiły treść jej życia. Kiedyś sądziła, że ją wypełniła wszystkim co dobre, że osiągnęła tym samym cel swej misji jako matki i żony. Okazuje się, że chwile radości i satysfakcji bywają złudne i trwają niezwykle krótko. Pogubiła się w tym wszystkim, tracąc pewność, że rozumie sens istnienia.
Spojrzała jeszcze raz na Alicję, na jej podniesioną głowę i gniewną minę. Nie potrafiła jej pocieszyć. Westchnęła ciężko i powoli podniosła się z kanapy.
Rozdział 16
Joanna od jakiegoś czasu była markotna. Alicja domyślała się, że musi chodzić o Tomasza. Nie było go od kilku dni na uczelni. Ponoć z powodów rodzinnych musiał pozostać dłużej w Barlinku. Coś się jednak musiało stać. Permanentne zamyślenie Joanny mówiło samo za siebie.
Wychodziły właśnie z budynku uczelni.
- Może przejdziemy się na Turzyn? - zaproponowała.
- Na Turzyn? - Joanna nieprzytomnie spojrzała na przyjaciółkę.
- Tak, chcę kupić w zielarskim bratka i krwawnik. Pomyślałam, że przy okazji możemy sobie pochodzić i może coś nam tam jeszcze rzuci się w oczy. Na przykład jakaś ciekawa książka w tej budzie z używanymi?
- No dobrze - niechętnie przytaknęła studentka. - W końcu na to dostajemy stypendium. - Uśmiechnęła się nieprzekonująco.
- Otóż to. Ostatnio udało nam się z "Królem szczurów", prawda? Przeczytałam jednym tchem. Może i dziś coś upolujemy. Chciałabym trafić na Kirsta.
- Powinnyśmy raczej polować na jakieś tomiska z historii literatury. - Joanna próbowała zażartować.
- Na to też, ale niekoniecznie dzisiaj. Sprawmy sobie frajdę. Chyba potrzebujesz jej bardziej niż kiedykolwiek.
Przyjaciółka drgnęła. Nieznacznie odwróciła głowę, nie chcąc przyznać się do tego, co działo się w jej głowie i duszy.
- Dlaczego bardziej? - zapytała niewinne, nie umiejąc jednak ukryć drżenia głosu.
- No przestań. Przecież widzę, że coś się dzieje. Od poniedziałku jesteś nieswoja.