Ksawery biegł w moją stronę, kopiąc piłkę. Bramka, przed którą stałem z rozłożonymi szeroko rękami, nagle wydała mi się szersza i wyższa niż jeszcze chwilę temu. W takich momentach chciałbym być na tyle wielki, aby móc bez problemu zasłonić siatkę swoim ciałem. Nie musiałbym wtedy zastanawiać się, w który róg napastnik strzeli. Do końca meczu zostały dwie minuty, a na razie mieliśmy remis: jeden - jeden. Denerwowałem się coraz bardziej. Wiedziałem, że muszę obronić, w przeciwnym razie przegramy. Co prawda, to nie był żaden ważny mecz, raczej towarzyski, w ramach zajęć sportowych, a jednak wszyscy walczyli na boisku jak lwy. Może dlatego, że w piątek każdy chciał wrócić do domu w dobrym humorze i pozytywnie zacząć weekend.
Ksawery miał groźną minę i zmrużone oczy. Wcześniejszego gola zdobyliśmy, bo przez przypadek strzelił do bramki swojej drużyny. Pewnie miał wyrzuty sumienia i chciał to jakoś nadrobić. Coś mówił pod nosem, ale nie mogłem nic zrozumieć z ruchu jego warg. Chyba jakieś "ja", a może "dam"? Tak! Mruczał do siebie "dam radę", więc ja też zacząłem tak powtarzać pod nosem.
- Dam radę, dam radę, dam radę.
Nagle za Ksawerym pojawiła się Kasia. Miała oczy rozwarte do granic możliwości i próbowała go dogonić. On się nie odwracał, ale chyba wyczuł jej obecność, bo na jego twarzy pojawiło się jeszcze więcej zaciętości. Przyspieszył, Kasia też. Na trybunach przysiadła woźna Drucik i jedząc orzeszki ziemne z puszki, przyglądała się naszym zmaganiom. W pewnym momencie Kasia zrównała się z Ksawerym i kiedy był już bardzo blisko bramki, z ogromną siłą kopnęła w piłkę i jednocześnie poślizgnęła się na trawie, wywracając przy tym Ksawerego. Oboje upadli tuż przed bramką. Kasia od razu wstała, a Ksawery złapał się za kolano i z wykrzywioną twarzą zaczął krzyczeć na całe gardło:
- Moje kolano! Faul!!!
Podbiegł do nas trener Bombka.
- Jak się czujesz, chłopaku? - zapytał Ksawerego.
- Źle, trenerze!
- Możesz wstać?
- Nie wiem, Kasia mnie wywróciła.
- Nie zrobiłam tego specjalnie! Przecież widziałeś, że ja też upadłam!
- To w niczym nie przeszkadza! Na tym polegają faule!
- Nie na tym. - Skrzyżowała ręce na piersi i odwróciła się z obrażoną miną.
Trener Bombka podrapał się po głowie. Był w kropce. Chyba za dobrze nie widział, co się stało, i nie miał pojęcia, jaką decyzję podjąć. Ksawery jeszcze raz zakołysał się na trawie i trzymając się za kolano, wyjęczał:
- Ach, jak boli!
Trener ciężko westchnął, a potem zawołał:
- Karny dla drużyny Ksawerego!
Kasia zacisnęła pięści i spuściła głowę. Ksawery uśmiechnął się pod nosem i poderwał się z trawy.
- Ksawery, nie musisz strzelać, jeśli boli cię kolano - zwrócił się do niego trener.
- Dam radę, trenerze. Boli coraz mniej.
Kasia przewróciła do mnie oczami, a ja pokręciłem tylko głową, czując, że pocą mi się ręce z nerwów.
- Co ma być, to będzie, Karolu! - zawołała do mnie z trybun woźna Drucik.
Wszyscy zawodnicy zbiegli się pod naszą bramkę. Ksawery wycofał się z piłką za linię rzutów karnych. Oczy znowu miał zmrużone, a minę zaciętą, z tym że nie mówił już nic pod nosem. Jego usta były zaciśnięte w cienką kreskę. Miałem wrażenie, że czas stanął w miejscu. Ksawery podbiegł do piłki, a potem zaczął przy niej przebierać w miejscu nogami! Chyba chciał mnie jeszcze bardziej zdenerwować. Serce galopowało mi w piersi, kiedy czekałem na jego strzał, zastanawiając się, który róg bramki wybierze. Popatrzył w lewy, więc uznałem, że strzeli w prawy. W końcu kopnął i piłka poleciała nieco koślawo w prawy róg! Zdążyłem do niej wyskoczyć, otarła się o czubki moich palców, a potem uderzyła w słupek!
Wszyscy się cieszyliśmy! Kasia do mnie podbiegła i przybiła piątkę, po chwili pojawił się przy nas Wojtek.
- Udało się! - zawołał.
- Ksawery machnął tylko ręką i przybił sobie piątkę z Tolą, bo byli w jednej drużynie.
- Wszystkim świetnie dzisiaj poszło! Gracie jak profesjonaliści - zawołał trener Bombka i się zaśmiał.
Może gdyby się nie zaśmiał, to byśmy mu uwierzyli. Trener odgwizdał koniec meczu i zeszliśmy wszyscy z boiska.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki