1
Droga Celine,
jak wiesz, zazwyczaj nie odpowiadam na Twoją korespondencję. Tym razem muszę jednak zdementować ostatnie kłamstwa, jakoby to za moją zgodą wyjechałaś z L?rke, a później miałbym donieść na Ciebie służbom socjalnym.
Nigdy nie wyraziłbym zgody na wyjazd L?rke w trakcie roku szkolnego. Zanim zdecydowałaś się na ten nierozsądny krok, powinnaś była przemyśleć konsekwencje.
Dla dobra L?rke proszę Cię, abyś poszukała pomocy. Nie jesteś zdrowa. Widzę zmiany, które w Tobie zaszły, tak samo jak widzi je L?rke.
Nasze małżeństwo było udane. Prywatnie też to przyznawałaś. Byłaś ze mną szczęśliwa. Byłaś szczęśliwa, kiedy zapewniłem Ci pomoc psychiatryczną w okresie ciąży. Byłaś szczęśliwa aż do dnia, w którym ponownie zachorowałaś i zaczęłaś oskarżać mnie o przemoc. A przecież było dokładnie na odwrót. Nadal mam protokół z izby przyjęć po Twojej napaści na mnie.
Celine, nigdy nie stosowałem przemocy ani wobec Ciebie, ani wobec nikogo innego. Merete, moja przyszła żona, może to potwierdzić. Nadaję się na męża i jestem troskliwym ojcem.
Oboje wiemy, że to ja podjąłem decyzję o rozstaniu. I że bardzo ciężko to zniosłaś. Najpierw było Ci przykro, później miałaś do mnie żal, a obecnie działasz w sposób mściwy i wyrachowany.
A wszystko to mimo że zostawiłem Ci mieszkanie w nadzwyczaj atrakcyjnym i zmodernizowanym (przeze mnie) segmencie w T?strup - w nadziei, że po rozwodzie dojdziemy do porozumienia w sprawie L?rke. Niestety nigdy się to nie udało.
Opiekuję się naszą córką od prawie trzech lat. L?rke czuje się ze mną dobrze. Jest radosną i bystrą dziewczynką i tak powinno pozostać.
Dlatego, droga Celine, proszę Cię: opamiętaj się. Naucz się oddzielać własne potrzeby od potrzeb L?rke. Krzywdzisz ją, nie dostrzegając nikogo poza sobą.
Z wyrazami szacunku
Henrik
Julie oddała telefon Henrikowi.
- Nie odpisała - powiedział. - Ale mogę się założyć, że już obmyśla zemstę.
Julie miała ochotę wyjść do kuchni na papierosa.
Zapadła cisza.
Siedzieli obok siebie na sofie. Ona ze skrzyżowanymi nogami, on z jedną nogą na kanapowej poduszce, ułożoną pod takim kątem, że kolano lekko dotykało uda Julie. Zawsze tak siedział, kiedy się spotykali - zwrócony przodem do niej i odpowiednio blisko.
Nie było w tym żadnych ukrytych zamiarów. Jak sam wyjaśnił, należał do osób lubiących bliskość fizyczną - i Julie z czasem do tego przywykła.
Wciąż mówił o swojej byłej żonie.
Julie zerknęła w stronę uchylonych drzwi balkonowych. Poprawiła gumkę spinającą w kucyk jej jasnoblond włosy, wsłuchana w dziecięce głosy dobiegające z placu zabaw i uznała, że odbierze Madsa zaraz po szkole. Nie było sensu, żeby zostawał w świetlicy, skoro mogli wybrać się na plażę i popływać w morzu. Poczuła przypływ zadowolenia na myśl o tym, jak zachwycony będzie jej syn.
- Muszę zapalić - oznajmiła, odwracając się do Henrika.
Uśmiechnął się i położył miękko dłoń na ramiączku jej koszulki. Jego palce delikatnie gładziły nagie ramię.
- Wiem, że nie powinienem opowiadać ci tego wszystkiego. Ale... nie daje mi to spokoju.
- Nic się nie stało - odparła i zerwała się z sofy, chwytając kubek ze stołu. - Może twoja była żona po prostu coś źle zrozumiała w związku z tym wyjazdem?
- Proszę cię, Julie. - W jego głosie zabrzmiał wyrzut, chociaż dołeczki w policzkach nieco go złagodziły. Pokręcił głową, jakby powiedziała coś naprawdę naiwnego.
- Po prostu chodzi mi o to, że... - Julie powoli upiła łyk kawy. Nie miała prawa zadawać pytań, mieszać się w prywatne życie Henrika. W rzeczywistości czuła się nieswojo, gdy podczas ich spotkań schodził na temat relacji z eksżoną. Nigdy nie wiedziała, jak powinna zareagować. Bo on tego od niej oczekiwał. Że zareaguje. Że będzie go słuchać i uczestniczyć w rozmowie. Nie odstawiła kubka, kiedy znów usiadła na sofie. - Może po przeczytaniu twojego mejla Celine zrozumie, że dla dobra waszej córki powinniście ze sobą współpracować?
- To wykluczone. Celine obchodzi tylko ona sama. Potrafi być naprawdę wredna, jeśli coś nie idzie po jej myśli. - Spojrzenie Henrika posmutniało. - Po rozwodzie moje życie zmieniło się w piekło. Było tak źle, że rozważałem ucieczkę za granicę. Miałem załatwione fałszywe paszporty i przygotowaną podręczną torbę z gotówką. Wiem, że wydaje się to przesadnie dramatyczne. I szalone. - Dołeczki znów pojawiły się w jego policzkach, kiedy kręcił głową. - Ale atmosfera była wówczas tak napięta, że czułem się przytłoczony. Zorganizowałem nawet kryjówkę, gdzie wszystko czekało gotowe.
Julie pokiwała głową i upiła duży łyk kawy.
- Wysłałem go też jej adwokatowi - dodał Henrik, przeczesując palcami włosy.
Przez moment miała wrażenie, że coś jej umknęło, że zamyśliła się i straciła wątek. Zauważył to.
- Mejl - powiedział. - Wysłałem go adwokatowi.
- Aha. - Dopiła resztkę kawy. - I co odpowiedział?
- Jesteś taka słodka. - Posłał jej krzywy uśmiech. Ten sam, który zwykle wydawał się czarujący, ale który w tej chwili przede wszystkim ją zirytował.
Henrik znowu położył dłoń na jej ramieniu.
- Adwokat nie może odpowiedzieć. Ale przynajmniej wie już, że Celine jest krętaczką. Dostał całą korespondencję mejlową, więc zapoznał się z jej wszystkimi psychopatycznymi oskarżeniami. - Pieszczotliwie ścisnął ramię Julie, zanim z westchnieniem cofnął dłoń. - Celine zatruwa mi życie. Od początku przypisuje mi różne potworności. Po jednym z jej kłamstw musiałem nawet wypowiedzieć pracę w Valby. To czysta przemoc psychiczna - dodał ściszonym głosem.
Julie pokiwała głową ze współczuciem.
Henrik nie spuszczał z niej wzroku.
- Ale nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Bo teraz jestem tutaj.
Odsunęła się od niego dyskretnie i uciekła wzrokiem, ale zaraz znów spojrzała mu w oczy, które wciąż uporczywie ją śledziły.
- No co? - rzuciła z lekkim grymasem.
Roześmiał się.
- Byłaby z ciebie niezła terapeutka, Julie. Spójrz tylko, jak szybko się przed tobą otwieram. Ale tak być nie może.
- Aha. Czemu nie? - Dała się złapać na jego żartobliwy ton i odstawiła kubek na stół. Głód nikotynowy wywoływał niepokój w całym ciele.
Jego spojrzenie stało się szelmowskie, dołeczki się pogłębiły.
- Czy to taki trick, którego używasz, żeby nie mówić o sobie?
Zamaskowała zmieszanie szerokim uśmiechem.
- Następnym razem nie może tak być. - Zaśmiał się i mrugnął go niej porozumiewawczo. - To ja jestem psychologiem.
Nadal uśmiechnięta pokręciła głową, ogarnięta nagłym poczuciem winy. Obserwowała jego klatkę piersiową, która unosiła się miarowo i opadała pod obcisłą koszulką. Czuła się nieswojo, kiedy się z nią droczył, jakby istniał między nimi jakiś poufały żart, którego sensu jeszcze nie zdołała rozgryźć.
Ujął jej dłoń w swoją. Była się miękka i ciepła.
- Wszystko w porządku?
Uniosła wzrok.
- Oczywiście - odparła, po czym wysunęła dłoń, żeby znowu poprawić kucyk.
Henrik czasami potrafił czytać w jej myślach, co zawsze budziło w niej lekki niepokój. I chociaż rzadko myślała o nim źle, nachodziły ją wyrzuty sumienia. Bo on tyle z siebie dawał. Troszczył się o nią. Słuchał. Nikt podobny do niego tego nie robił. Wszystko inne było tylko głupimi drobiazgami. Znów spojrzała w stronę drzwi balkonowych. Na podwórku panowała teraz cisza. Słońce bawiło się łapaczem snów. Mads przyniósł go w zeszłym tygodniu, upierając się, że ma zawisnąć na balkonie i wyłapywać wszystkie koszmary, zanim zdołają się zakraść do środka.
Henrik odchrząknął.
Znowu poczuła na sobie jego wzrok.
- Dobrze, zatem o ile pamiętam, rozmawialiśmy o Mortenie, zanim zeszliśmy na manowce - odezwał się znowu. - Chcesz przećwiczyć ze mną twoją rozmowę z Madsem?
- Nie trzeba. Powiedziałam mu o tym wczoraj. - Od uśmiechu czuła napięcie w żuchwie. Naprawdę potrzebowała teraz zapalić.
Henrik pokiwał wolno głową.
- Na szczęście przyjął to zaskakująco dobrze - dodała szybko, uśmiechając się jeszcze szerzej. - Właściwie to nawet cieszy się na te odwiedziny u ojca w więzieniu. Mam wrażenie, że traktuje to trochę jak wycieczkę do Tivoli.
- Przecież nie ma w tym nic zabawnego. - Jego zwykle czarująca twarz spoważniała, a spojrzenie nabrało tej władczej nuty, której Julie nie znosiła.
- Jakoś to będzie. Mads dobrze to znosi. Wolę, żeby uważał to za coś ekscytującego, niż żeby płakał.
Henrik ciężko wciągnął powietrze.
- W byciu więźniem nie ma nic ekscytującego, Julie.
- Może i nie, ale to nie Mads siedzi za kratkami, tylko jego ojciec.
- Właśnie dlatego nie powinien traktować tego jak coś, do czego warto dążyć.
- Do cholery, on wcale tego nie robi! - Ze złością potrząsnęła głową.
Zmarszczki na czole Henrika powoli się wygładziły.
- Głęboki wdech, Julie - powiedział, po czym demonstracyjnie zaczerpnął tchu i położył dłoń na jej ramieniu. - Złość to nic złego. Trzeba tylko uważać, żeby nie przerodziła się w coś destrukcyjnego. - Jego palce zataczały delikatne kółka na jej nagich plecach, na wysokości łopatek, wywołując łaskotki.
Wiedziała, że nie ma sensu protestować. Wzięła głęboki oddech. I jeszcze jeden, bo Henrik nie spuszczał z niej wzroku.
- O, właśnie tak - dodał z zadowoleniem, po czym przeniósł dłoń na jej udo i lekko je poklepał. - Nie musisz od razu się jeżyć.
Julie upomniała się w duchu, że spotkania z Henrikiem to najlepsze, co kiedykolwiek zaproponował jej urząd gminy. Henrik wierzył w nią, gdy sama w siebie nie wierzyła. Upewniał ją w tym, że jest dla Madsa dobrą matką. Był wspaniały pod każdym względem - pod warunkiem, że nie doprowadzał jej do szału. Albo nie zaczynał mówić o swojej szurniętej eks.
Mogła trafić naprawdę znacznie gorzej.