Dialog 7-8/2020 - Opracowanie zbiorowe

Kup ebooka

16.00 zł
13.28 zł (13,60 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Na początku było ciało- PIOTR MITZNER -

Autor jest teatrologiem, poetą, eseistą i pisarzem, profesorem nauk humanistycznych, pracuje na Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie.

Jest taki wiersz Jarosława Iwaszkiewicza Rzeczy z wydanego już pośmiertnie tomu Muzyka wieczorem:

Kwiaty, owoce, liście, książki, szafy, graty,

Złamane klawikordy, czarne futerały,

Rozdartych nut kaskady, wazon popielaty,

Pulpit pod Ewangelię i dwa pastorały,

Potargane paprocie, drewniane buławy,

Lalka, koń z włosiennicy, stoliczek kulawy,

Okręt bez żagli, i ja na tym leżę

Jak wielkie, pobrudzone, zachwycone zwierzę.

Zachwyt, to jedna z najważniejszych kategorii w pisarstwie Iwaszkiewicza, więcej - w jego spojrzeniu na świat, w sposobie bycia. Notabene nieraz stwierdzał, że nie teksty są najważniejsze, ale siła osobowości autora, a literatura jest tylko jej nośnikiem. Zachwyt, chwytanie chwili, emocja - dzięki temu proza i poezja Iwaszkiewicza jest tak sensualna i ocala tak wiele z jego doświadczeń, miejsc, ludzi, barw, temperatur, zapachów i smaków.

Tak samo jest w dziennikach i listach pisarza, a pomiędzy nimi i literaturą sensu stricto przepływają te uchwycone przez pamięć słowa, dźwięki i obrazy. Całe pisarstwo Iwaszkiewicza jest jednością. I jest wyznaniem. Dlatego, zostawiając po sobie dzienniki, korespondencję, niewydane teksty, nie opatrzył ich, jak to często bywa, żadną klauzulą czasową. Czytajcie i drukujcie - zdaje się mówić nam - taki byłem. Może jest w tym też jakaś rada życiowa: i wy spróbujcie.

Szczerość to kolejne ważne słowo w rozmowie o Iwaszkiewiczu. Pewnie nie zawsze przychodziła mu ona łatwo. Sam proces zapisywania nie sprawiał mu kłopotu, rękopisy są niemal bez skreśleń, słowa płyną. Trud musiał być skumulowany w momencie otwarcia śluzy. Może jeszcze wcześniej, w momencie uświadomienia sobie jej istnienia.

Dotyczy to też spraw uznawanych powszechnie za intymne.

Wiele lat temu pewien zachodni wydawca prosił, bym wybrał mu przykłady polskiej poezji gejowskiej. Oczywiście był Iwaszkiewicz i poemat Józefa Czechowicza. - Jak to - zapytał - to nie było innych?

Szczerość jest właśnie oprócz zachwytu drugim mocnym atutem Iwaszkiewicza jako pisarza. Już wczesne jego wiersze mają postać prywatnej rozmowy, przeplatanej zwrotami: "posłuchaj", "powiem ci", "pamiętasz", a opowiadania też często brzmią jak zasłyszane opowieści.

Konwencja szczerości pozwalała Iwaszkiewiczowi wejść w najgłębsze "sprawy osobiste". Polegało to nie tylko na tym, że pisał z własnego doświadczenia o miłości między mężczyznami, o swoich, jak ich nazywał, "przyjaciołach intymnych" i kochankach. Potrafił też, to już raczej w dzienniku i w listach, mówić o problemach erotycznych, niczym w gabinecie psychoterapeuty: nie umiem, jestem niezdarny, brak mi doświadczenia.

Zachwycał się swoimi kochankami a równocześnie skarżył się, że go zdradzają, wykorzystują finansowo i nieustannie kłamią. Nie przeszkadzało mu, że nie odróżniają Maneta od Moneta, ale właśnie to, że kłamią w sprawach większych i małych, najczęściej, jak sądził, bez potrzeby.

Czasami jednak docierało do niego, że sytuacja chłopca z Brwinowa czy Sandomierza była inna niż pana ze Stawiska. W liście do Jerzego Błeszyńskiego pisał: "Stryjkowski powiedział dzisiaj, że wykazałeś wielką siłę charakteru, ukazując się wszędzie ze mną". Tu przecież mogło chodzić o inwigilację, wykluczenie, wyklęcie, w sumie - o życie.

Iwaszkiewicz trochę przeglądał się w kłamstwach kochanka, przyznawał, że też mu się zdarza rozmijać z prawdą, ale były to raczej gesty uprzejmościowe, bo on uznał, że nie musi się ukrywać i nigdy tego nie robił. Kiedy uświadomił sobie swoją odmienność, a miał wtedy, jak czytamy w jego dzienniku, siedemnaście lat, był przerażony, ale lęk ten chyba dość szybko opanował. Można nawet powiedzieć, że jeśli coś w swoich miłościach i romansach ukrywał, to swoje ambicje pisarskie, kulturę, pozycję społeczną. Żeby choć przez chwilę nie cierpieć, być po prostu szczęśliwym. Córka Jarosława, Maria Iwaszkiewicz mawiała, że Zofii Nałkowskiej nie układało się z partnerami, bo ilekroć szła do łóżka, nigdy nie zapominała, że jest Zofią Nałkowską. Iwaszkiewicz chyba umiał (się) zapominać.

Na początku jest ciało, a do miłości "duchowej", jak tłumaczył poeta Błeszyńskiemu, "dochodzi się poprzez ciało" i trzeba się spieszyć, bo ono "przemija jak noc" - to już z wiersza Iwaszkiewicza, napisanego później - i "takiej drugiej chwili nie będziesz już miał".

To nie tylko chwila rozkoszy, ale wejścia w drugiego człowieka. Bez pewności, że znajdzie się drogę powrotną. Właśnie cykl wierszy poświęconych Jerzemu Błeszyńskiemu nosi tytuł Droga.

Tylko przez ciało. I dlatego tak rozpaczliwie brzmi skarga starego pisarza, zanotowana w dzienniku, że nikt nigdy nie kochał jego ciała. To prawda, że czasami przesadzał, ale to nie znaczy, że nie czuł w tym momencie, a może często tego braku. Tylko przez ciało. A więc nikt nie dotknął jego osobowości, duszy, czy jak to nazwać to miejsce. Nie wydobył go z samotności, która była, jak pisał w Oktostychach, "gorzką piastunką" i dręczyła go od wczesnej młodości do końca życia.

JERZY BŁESZYŃSKI, 1958. FOT. ARCHIWUM MUZEUM NA STAWISKU / FOTONOVA.

Jeżeli tylko przez ciało, to po co wszelkie dodatki w tej wyprawie, którymi ją obudował Iwaszkiewicz. Z jednej strony - mity i symbole: suficka mistyka o podtekście erotycznym, greckie posągi, akty braterstwa z niemieckimi młodzieńcami. Z drugiej - trywialny realizm: kłótnie o pieniądze, banalne sceny zazdrości, własna niewierność, upokorzenia, tani sentymentalizm. Iwaszkiewicz uwzniośla, inscenizuje, potrząsa tyrsem, by za chwilę (albo w tej samej chwili) pokazać, że w gruncie rzeczy jest taki sam jak jego ukochany, chłopak z Brwinowa.

Wydaje się, że kluczem do zrozumienia wielu pisarzy są nie tylko ich teksty oryginalne, ale też prace przekładowe, w przypadku Iwaszkiewicza na przykład znakomite tłumaczenie średniowiecznego moralitetu Kwidam. W końcowym monologu Fides z satysfakcją stwierdza:

Oto się skończyły ludzkie dnie i losy,

nagi jak z łona matki człowiek wstępuje w niebiosy

Mit i biologia - bieguny Iwaszkiewiczowskiego świata, komplikują go, czynią niejednoznacznym i zarazem uwiarygodniają, ale on prawdziwą ulgę odczuwał wtedy, gdy był w stanie je odrzucić, znaleźć wydestylowaną prostotę, pogodzić się ze sobą i światem, jak w strofach z Krągłego roku o pławieniu koni, jak w przytoczonym już wierszu o straconej chwili, albo w oktostychu pożegnalnym, który zacytowałem na początku.

DIONIZJE, 1921. NA ZDJĘCIU JAROSŁAW IWASZKIEWICZ.FOT. KAROL SZYMANOWSKI / ARCHIWUM MUZEUM NA STAWISKU / FOTONOVA.

Tak równowaga przychodziła do niego rzadko a dychotomia była naturalną cechą osobowości Iwaszkiewicza i nie da się opisać w punktach jego światopoglądu. Było to raczej światoodczucie z doświadczeniem sprzeczności i płynności wrażeń. Bóg jest i Boga nie ma, kobiety są okropne i kobiety są wspaniałe (pod koniec życia zapisał, że żałuje, iż nie poświęcił im dość uwagi), jestem wielkim pisarzem i jestem marnym pisarzem, lubię tego człowieka i jest okropny, wszyscy o mnie zapomnieli i czemu oni nie dają mi spokoju? i tak dalej.

Tak samo ma się rzecz z pięknem. Już we wczesnych utworach Iwaszkiewicza jest ono podejrzane, jest maską, która kryje zło. Dlatego w Zenobii. Palmurze trzeba zabić piękno w osobie księcia Jury Mawrickiego. Trzydzieści kilka lat później pisze Iwaszkiewicz do Błeszyńskiego: "Jaka to szkoda, że jesteś taki, jaki jesteś, czemu nie jesteś mały, brzydki, trochę garbaty, kulawy, ospowaty z kaprawymi oczami, z krostami na łysinie, ze śmierdzącymi nogami i zawszonym pępkiem - wtedy bym dopiero Ciebie kochał bez żadnych przeszkód".

Czy na pewno?

W jednym z późnych wierszy z cyklu Klarnecista z Odense pisał:

Ach, nie zawsze brzydkie kaczątka

Stają się pięknymi łabędziami,

Czasami przeraźliwie krzyczą,

Krzyczą i biegną za nami.

Szczypią nas, targają za suknie,

Domagają się naszej miłości,

Jak im to wytłumaczyć, że dla brzydkich nie ma sprawiedliwości?

Więc jak? I tak, i tak.

Okazuje się, że do "duchowości" łatwiejsza jest droga przez piękne, mądre oczy niż przez kaprawe.

Można wspominać młodzieńcze wezwanie do zabicia piękna, ale przecież to piękno umiera, ukochany Jurek właśnie kona w szpitalu dla gruźlików, jest pod tlenem, ma opuchnięte nogi, zaropiałe usta i nie podano mu na czas kaczki.

Na to jest jedno lekarstwo, które daje swoim czytelnikom Jarosław Iwaszkiewicz i przyjmują je, nawet o tym nie wiedząc. Jest to, obejmujące ludzi dobrych i złych, mądrych i głupich, zwierzęta i drzewa, cały świat - współczucie.

JAROSŁAW IWASZKIEWICZ, SANDOMIERZ, 1953.FOT. ARCHIWUM MUZEUM NA STAWISKU / FOTONOVA.

MAGDA KUPRYJANOWICZ, MICHAŁ KURKOWSKIŻycie intymne JarosławaTekst powstał na podstawie pomysłu i we współpracy z Kubą Kowalskim

OSOBY:

- JAROSŁAW

- ANNA

- JUREK

- JUREK

- JUREK

- DZIAD SZPITALNY

- LEKARZ

- KAROL

- DE VILLIERS

- BISSOLI

- CHARLES

- RELLOV

- KORAB

Kostnica. 30 maja 1959 roku

- A pierwsze zamknienie

To moje spojrzenie,

Że ja ciebie nie chcę znać -

- A drugie zamknienie

To wysokie sienie

Po których muszę stąpać -

- A trzecie zamknienie

To siwe kamienie,

Pod którymi muszę spać -

DZIAD SZPITALNY byś już chciał odpocząć, a znowu każą zęby zaciskać

ale to już ostatni raz

potem będzie, jak ty chcesz

o tak, bardzo dobrze

czyli dogadamy się, widzisz?

pan z rodziny?

pomoże mi, to sprawniej pójdzie

tu proszę przytrzymać

JAROSŁAW ust nie da się domknąć?

DZIAD SZPITALNY bandaże takie dali do niczego

rozciągają się, źle wiążą

uśmiech będziesz miał z ząbkiem, zadziorny

ale pasuje do ciebie, braciszku

JAROSŁAW takiego dołka nigdy nie miał

DZIAD SZPITALNY syn?

JAROSŁAW przyjaciel, syn

DZIAD SZPITALNY to syn czy przyjaciel?

JAROSŁAW najbliższa rodzina

DZIAD SZPITALNY za wcześnie przyszedł, co braciszku?

umyć cię nie zdążyłem

wie pan, pielęgniarki zabiegane, salowe leniwe

JAROSŁAW niewielu ludzi na świecie wygląda pięknie śpiąc

DZIAD SZPITALNY a ludzie boją się zapachu takich jak ty

intymnej woni śmierci

ale zmarłych nie czuć

to życie tak śmierdzi

zaraz je zmyję z ciebie, braciszku

tylko mi trochę dopomóż

JAROSŁAW trzeba mieć naprawdę piękne rysy twarzy, żeby we śnie nie wydawać się zwierzęciem

DZIAD SZPITALNY no, dziewuchy to się musiały za nim uganiać

puść, puść

niedługo skończę

jeszcze trochę wyżej

nie boli nic?

ciebie już nic nie zaboli

JAROSŁAW pamiętam jedną noc

spał twardo na prawym boku

ręce trzymał dziwnie

jak na jakimś krucyfiksie

DZIAD SZPITALNY no, ręce masz jak wyrzeźbione

dłonie silne, robotnicze

ale to nie robotnik

robotnikom trzeba łamać palce, bo takie zaciśnięte

ale ty nie

spokojnie podajesz, delikatnie

poeta

nawet paznokci nie trzeba ci obcinać

dbali o ciebie

JAROSŁAW jak marmur na białej poduszce

w niebieskim świetle pogodnego, letniego świtu

tak doskonały, że łzy podstąpiły mi do oczu

DZIAD SZPITALNY tacy piękni, młodzi umierają

sami silni mężczyźni

epidemia

gorzej jak za wojny

JAROSŁAW wygląda jak żywy

DZIAD SZPITALNY słyszałeś, braciszku?

w teatrze by cię tak nie zrobili, jak ja tutaj

a taki żółty byłeś

JAROSŁAW Jurek

DZIAD SZPITALNY jak się widzi takie ciało, to aż wstyd, że się samemu żyje

JAROSŁAW wstyd?

DZIAD SZPITALNY długo chorował?

JAROSŁAW długo nie mógł umrzeć

trzymali go jakimiś piekielnymi zastrzykami

DZIAD SZPITALNY i po co?

JAROSŁAW tu na przeponie ma takie dwa czarne znaczki

DZIAD SZPITALNY nie boi się pan zarazić?

ale proszę sprawdzać do woli

on się nie odsunie

nie wzdrygnie

na wszystko pozwoli

JAROSŁAW dość już mijania, Jurek

DZIAD SZPITALNY słyszy pan?

gżegżółki od rana kukają

to co?

szare sobie przygotował?

będziemy ubierać, jak chciał

JAROSŁAW koszulę przyniosłem, non-iron

przywiozłem mu kiedyś ze Sztokholmu

raz tylko miał ją na sobie

DZIAD SZPITALNY ja go posadzę, a pan przełoży przez głowę

JAROSŁAW mogę zrobić to ja?

DZIAD SZPITALNY nie masz nic przeciwko, braciszku?

zdaje się, że jemu to nie przeszkadza

no, obejmie go pan

tylko mocno i pewnie, żeby nam nie upadł

jest takie miejsce u nasady kości pacierzowej

wgłębienie nad kością ogonową

najbardziej intymne miejsce męskiego ciała

JAROSŁAW sam chciałbym z nim zostać

DZIAD SZPITALNY z butami może być problem

stopy masz spuchnięte, braciszku

na to nawet ja nie poradzę

JAROSŁAW oddam mu swoje, najlepsze

jak ulał

skarpetki jedwabne, ulubione

krawat mam

nie, nie, węzeł

trzeba na trójkącik

elegancko by było

sam mu zawiążę

i dam broszkę z rubinem

DZIAD SZPITALNY nie szkoda takich klejnotów do piachu?

JAROSŁAW nigdy złota nie miał

nie szkoda (zostaje sam)

bardzo mi trudno, kochany

tłumaczyć, sam nie rozumiem

już czwarty dzień, odkąd wyjechałeś do Surabai

nie spodziewam się żadnych wiadomości od ciebie, a zły jestem, że ich nie dostaję

rozumiem teraz Halinę

kiedy się ciebie przestaje kochać, zaczyna się nienawidzić

po wszystkich radościach już tylko rozczarowania

tyle przede mną ukrywałeś

rozmiar tego

maniakalna potrzeba, niezrozumiała

wiem, wiem, ja ją wywołałem

nieznośną zazdrością w pewnym okresie

niewiarą w twą miłość do Lilki

a jednak ty ją kochałeś!

broniłeś tego uczucia przede mną

przykre

żyliście razem na kocią łapę

jedyna rzecz, która ci to zapewniała - moje pieniądze

pewnie śmiejesz się

marzę o tym, żebyś mnie znowu potrzebował

prosił o byle co, o muszkę

przygotowałem cztery do wyboru

Pożegnanie

JUREK nigdy cię takiego nie widziałem

JAROSŁAW byłem pewien, że śpisz

JUREK nie, nie, nie zasłaniaj się

pozwól mi patrzeć na siebie

tylko patrzeć

co ci szkodzi?

ciągle to słyszę

teraz twoja kolej

JAROSŁAW podaj mi, cokolwiek

JUREK widzisz, jak to jest

niewygodnie?

JAROSŁAW nie kpij ze starego, przywiędłego ciała

sam zobaczysz kiedyś

JUREK ja nie

opuść ręce

nagim można być dopiero wtedy, kiedy ktoś patrzy

będziesz miał o czym pisać

JAROSŁAW zaraz przyjdzie Hania

spieszymy się do radzieckiej

JUREK przecież Hania nie chodzi do ruskich

JAROSŁAW Hania kocha kawior

wie, że nigdzie go dostać nie można, a w ambasadzie podają wyśmienity

JUREK bawi cię to

sprawianie, że ludzie robią rzeczy, których nie chcą

JAROSŁAW nie na wszystko ma się wpływ

JUREK a chciałoby się

JAROSŁAW miałem i chciałem wyrosnąć jak pieczarka, ale ktoś mnie nakrył małym słoikiem

i zamiast pięknego, dorodnego grzyba - szklanka napełniona białą masą

potrawę z tego można zrobić, ale bez smaku

JUREK pieczarka to dużo

może zwykła purchawka

JAROSŁAW może masz rację, purchawka

pustka wewnętrzna mnie zmarnowała

JUREK i właśnie to czujesz teraz?

kiedy patrzę na ciebie

JAROSŁAW widzisz tę plamę?

nie było jej wcześniej

JUREK ale czy to coś zmienia?

JAROSŁAW nic, zawsze byłem wielki, zwalisty

jakbym urodził się nie w tym ciele

i co z tego?

czy to brzydkie ciało nie ma prawa żądać, by je kochano?

JUREK a czy ty kochałbyś mnie bez mojego ciała?

JAROSŁAW jakbyś był mały, brzydki, trochę garbaty, kulawy, ospowaty

z kaprawymi oczami i krostami na łysinie

ze śmierdzącymi nogami i zawszonym pępkiem

dopiero wtedy kochałbym cię bez żadnych przeszkód

JUREK zaraz jeszcze mi powiesz, że żałujesz, że jestem jaki jestem

JAROSŁAW myślisz, że jesteś idealny

JUREK mam za krótki podbródek

JAROSŁAW mnie nie chodzi o twoją urodę

JUREK a o co?

JAROSŁAW sam nie wiem

o żyły

czuję te wszystkie żyły, żywe żyły, które nas łączą

to jest dłuższe niż nasza znajomość

niż ty

niż ja

JUREK za dużo patosu

JAROSŁAW rok temu o tej samej godzinie byłem zupełnie szczęśliwy

byłeś dla mnie taki miły, zabawny, prosty

knowałeś oczywiście pod nosem, a ja o tym nic nie wiedziałem

za każdy twój uśmiech powinienem całować twoje nogi

JUREK zostaw

JAROSŁAW my nie mamy naszej piosenki, nie żal ci?

może pojechać na parę dni do Sopotu na poszukiwanie naszej piosenki?

jak myślisz?

dwa dni wystarczą

tak mi się raptem zachciało atmosfery dansingu, zabawy, wódki i kobiet

JUREK jak ty możesz dla mnie robić takie plany?

JAROSŁAW to jest właśnie to połączenie smutku i szczęścia, które mi tak bardzo odpowiada

po przyjęciu wrócę do ciebie

JUREK będę spał

JAROSŁAW uklęknę przy tobie, włożysz mi zimne palce daleko za kołnierz i pogłaszczesz po plecach

a potem pozwolisz mi się całować

c a ł y

JUREK co zrobisz, jak mnie wcale nie będzie?

JAROSŁAW poczekaj na mnie

Jurcin

ANNA ciekawa jestem, czy większość ludzi, to znaczy ludzi przeciętnych, nie twórczych

ma to uczucie, którego tak często doznaję

że to życie, które się ma, to, co się przeżywa, to nie jest naprawdę

że to jest wtórne, niejako obok

a prawdziwe życie płynie poza tym wszystkim

i to, kiedy się jednak myśli, że to jest naprawdę

to uczucie zdziwienia, nierozpoznanie siebie w tym życiu

więc to ja?

ta sama, która była Hanią w Moskwie, Kijowie?

ja niby jestem tą osobą n a s e r i o?

jak się to mówi:

jedyną dziedziczką po Lilpopie

właścicielką połowy Podkowy Leśnej

narzeczoną księcia Radziwiłła

wreszcie żoną wybitnego pisarza

redaktora, prezesa, posła, itede

a co dziwniejsze:

matką

człowiekiem, który ma tyle za sobą

który wkrótce wszystko będzie miał za sobą

pięćdziesiąt przeszło lat

jeszcze znośny wiek, ale j e s z c z e

a może nie mam właściwie prawa tak zamykać się w świecie wewnętrznym

nie może mi być wszystko, co tu robimy, po co tu jesteśmy, tak obojętne

może to życie obok jest jakimś stanem g r z e s z n y m

Pierwszy Koncert Skrzypcowy Szymanowskiego.

JAROSŁAW nie znam utworu bardziej przesyconego erotyzmem

JUREK nie wiem, nie znam się

ANNA ale na muzyce czy erotyzmie?

JAROSŁAW nie chodzi oczywiście o erotyzm polegający na włóczeniu się za kobietami

na chędożeniu bez końca

ANNA a nie jest tak, że ten brak znawstwa, brak wiedzy, kompetencji to tylko wymówka?

usprawiedliwienie, jakie sami sobie dajemy, aby nic nie czuć i nic nie poczuć?

przecież każdy, kto ma uszy, coś słyszy

posłuchaj

JAROSŁAW tu chodzi o erotyzm wielkich uczuć

wielkich zespoleń

współżycia, w którym człowiek łączy się z człowiekiem nie ciałem, ale czymś innym

jakąś inną struną swojej istoty

ANNA lepszą stroną

JAROSŁAW niektórzy niedokładnie nazywają to duchem

JUREK ja nie wierzę w miłość bez zmysłów

JAROSŁAW bo to nie jest miłość

ani przyjaźń

a tym bardziej nie perwersja

to jest bezmierne szczęście, polegające na wyjściu poza granice istoty

i połączeniu się z inną istotą

to właśnie ci chciałem pokazać, dać

JUREK ta muzyka zwyczajnie mnie nudzi

ANNA ja mogłabym się tak nudzić godzinami

JUREK nuda to luksus, nie każdego stać na nią

ANNA ja bym powiedziała, że to obowiązek wobec siebie samego

JUREK czasy są ponure

ANNA tym bardziej w ponurych czasach

wstajesz, idziesz, coś robisz, mówisz

przecież życie się w tym nie wyczerpuje

JUREK ja tutaj nie pasuję

JAROSŁAW zostań

ANNA zostań

zaraz podamy lody, Staś ukręcił

przecież to dzięki tobie wezbrały w Jarosławie zdolności

wypełniły się uczuciem, jak płuca powietrzem

dowodem tego - całkiem niezłe wiersze

i to opowiadanie, które przysporzyło mu sławy

JAROSŁAW całe jest z ciebie

ANNA czasem jest mi przykro, że ten świat

taki dla mnie dziwnie bliski, drogi, bolesny

musi mi być na zawsze nieznany

JAROSŁAW tyle razy namawiałem cię do pisania

ANNA kobieta nie może być twórcą

nie w prawdziwym tego słowa znaczeniu

może intuicyjnie dosięgnąć świata, żyć w nim wewnętrznie

ale nie potrafi swoim przeżyciom nadać formy

zdobyć się na poruszanie zagadnień najistotniejszych

JUREK ale właściwie dlaczego nie?

znam wiele kobiet...

ANNA życie fizyczne kobiet zabija ich twórczość

czasem mam wręcz wrażenie, że pomiędzy mózgiem a ręką

brak jakiejś tajemniczej sprężyny, jakiegoś połączenia

no i najważniejsza przeszkoda - macierzyństwo

to jest smutna prawda dla nas, kobiet, ale trzeba się na nią zgodzić

zrozumienie jej może nas pocieszyć

uspokoić tę wieczystą, bezsensowną zazdrość w stosunku do mężczyzn

JUREK

gdybym dziś wiedział, co robić mam,

tak jak wiedziałem przed miesiącem,

spałbym spokojnie, jak spałem tam

i inne byłoby słońce

ANNA Jarosław wspominał, że piszesz

JUREK grafomania

ANNA tak powiedział?

JAROSŁAW twierdziłem tylko, że twoje myśli i uczucia lepiej nadają się do wyrażania w listach

w prozie przemówiłbyś bardziej bezpośrednio, wymowniej, mniej pretensjonalnie

JUREK

a dzisiaj stoję na bezdrożu,

związany tysiącami spraw,

a każda wiąże - nie pomoże -

a ja naprawdę jedno serce mam

te wszystkie sprawy uczuciowe

rozwikłać dzisiaj ciężko jest,

do tego sprawy finansowe,

a zdrowie leczyć... tu czy tam?

zupełnie nie mam w uchu rytmu

ANNA czasami trafiasz w muzykę

JAROSŁAW posłałem ci mój "Mały traktat wersyfikacyjny",

zajrzałeś?

JUREK

za wszelką cenę dziś się starać

uciec od troski bytu tu,

najlepsza będzie Surabaja,

"do swidanja, prijatieli, adieu!"

jednego tylko przyjaciela

żałować będę ja,

tego, co włożył serca wiele,

a serce to szlachetne ma

ANNA piękne

i jeszcze co innego, nie tylko piękne

JUREK ostatnia linijka brzmiała: "przyjaciel przy tym błędy ma"

ale potem zmieniłem

ANNA Jarosław także miewa niespodziewane luki

w na ogół wyrafinowanym wyczuciu takich rzeczy

w najlepszym wierszu zdarza mu się takie słowo, takie zdanie, które psuje całość:

podaj mi rękę i trzymaj mocno

ty - moja matka, i żona, i córka,

trzymaj, abym się nie przechylił

w nicość - w śmierć, w Jurka

żal, że nie może to być po prostu moje

JAROSŁAW a teraz musimy wszystko dla ciebie obmyślić

JUREK co to znaczy?

ANNA całe nowe życie

sprawę mieszkania

rodzaj nowej pracy

u s k r o m n i e n i e obyczajów

JUREK obawiam się, że na to za późno

ANNA samobójstwo nie jest rzeczą piękną ani mądrą

JAROSŁAW kto mówi o samobójstwie?

ANNA samobójstwem nazywam cały twój tryb życia

sposób, w jaki przyspieszasz bieg swojej choroby

JAROSŁAW to wszystko nie tylko na zewnątrz jest nieładne, ale wewnątrz

dla nas samych

ANNA w stosunku do samobójców zawsze zostaje coś jak lekceważenie

czy lekki wstręt

JUREK

jednak ci nie wolno

iść z żywymi razem

życie i ludzie wyrzucają z tobą

także gruźliczną zarazę

JAROSŁAW nie dosyć, że sam jesteś chory

że Halinę uwiodłeś, kiedy była dzieckiem prawie

że zapędziłeś w ciążę i zaganiałeś do skrobanki

wreszcie, że udzieliłeś jej swojej choroby

że ją porzuciłeś

JUREK i twoja w tym wina

JAROSŁAW nie kochałeś mnie nigdy tak bardzo, aby porzucać dla mnie żonę i dzieci

i po co?

aby żyć nierozwiedziony z nierozwiedzioną

zajmować się synami bóg wie kogo

JUREK mówiłeś, że dla szczęścia dużo poświęcić warto

ANNA ale czy to będzie szczęście?

przecież po trzech miesiącach wygna cię, jak tamtego wygnała

gdy tylko okaże się, że jesteś goły jak święty turecki

JAROSŁAW szczęściem nazywałem twoje zdrowie

JUREK

jestem znowu sam, sam! sam?

ciemno, noc głucha za oknami,

liście szeleszczą, srebrny księżyc świeci,

a ja sam siedzę i czas dziwnie leci

ANNA a co będzie, jak i Lilka zachoruje?

JAROSŁAW w ciągu ostatniego roku wydałeś więcej niż ja na cały dom

nie mówię tego z wymówką

jeżeli policzymy "Wzlot", "Choinki", "Balzaca" i wiersze, suma ta zwróci mi się

ale jak urządzisz się z dwiema żonami i czwórką dzieci?

oczywiście możesz postawić na swoim

jesteś mężczyzną, mocnym człowiekiem

ale niestety nie będziesz mógł zarobić więcej jak dwa tysiące złotych

resztę będziesz musiał kraść

wiesz, do czego to prowadzi

ANNA musisz duchowo przygotować się do stabilizacji

JUREK do czego to prowadzi?

JAROSŁAW kondominium, jakie chcesz zachować swoją dziecinną i n a i w n ą dyplomacją

przejrzystą jak twoje oczy

jest rzeczą niemożliwą

ANNA musisz wybrać

JAROSŁAW albo Lilkę albo nas

ANNA Wiesio się wyprowadził na swoje, strych zwolnił

urządzimy ci tam mieszkanko

małe, ale wygodne

JAROSŁAW na strychu za zimno dla Jurka

Jurek zajmie pokój po moich siostrach

ANNA umieralnię?

JAROSŁAW okna ma od wschodu

ANNA to już lepiej dać sypialnię po córkach

a twoją bratanicę

JUREK a gdzie w tym wszystkim Halina?

ANNA zmieści się

wszyscy się zmieszczą

Stawisko zawsze pełne było ludzi

JAROSŁAW w czasie wojny codziennie ze czterdzieści osób

Żydzi, powstańcy

ANNA umiemy tępić przywleczone wszy

czyścić pościele z wszelkiej zarazy

JUREK źle czuję się w tłumie

JAROSŁAW domek nam zbuduję w ogrodzie drewniany

gdybyśmy chcieli uciec od babskiego tupania

oczywiście wszystko bardzo skromne

jeden pokój z pięterkiem

z balkonem od wschodu, żebyśmy mogli patrzeć latem o poranku, jak się rodzi słońce

JUREK duszno mi jakoś

JAROSŁAW Jurcin nazwę ten domek

ANNA zajmiemy się Haliną i dziećmi, a ty pojedziesz do sanatorium

JAROSŁAW musisz wyzdrowieć

wiesz przecie, czym jesteś dla mnie

czymś, co podtrzymuje we mnie resztki życia

daje złudzenie młodości

co mi pomaga patrzeć na liście, tęczę, kwiaty i kobiety

musimy istnieć, mój Jurciu, dopóki nie powstanie trzeci tom "Sławy i chwały"

zadanie mojego życia, które zeschnie jak liść bez twojego życia

ANNA może istniejemy rzeczywiście dla jakichś przeznaczeń boskich czy ludzkich

co to można wiedzieć

JUREK gorzej mi

JAROSŁAW a po twoim powrocie z sanatorium omówimy możliwość wypłacania ci renty

i kto wie, może nawet wtedy zejdziecie się jeszcze jakoś z Lilką

i wszystko będzie pięknie

JUREK w płucach kłucie czuję

ANNA zostań, jutro na obiedzie będzie królowa belgijska

Efebos I, maj 1918 roku

KAROL stoi we wzorzystym, kolorowym chitonie, w narzucie koloru szafranu

przez ramię przewiesił niewyprawioną skórę łani

w ręku trzyma ozdobiony kwiatami tyrs

głowę ukoronowaną ma bluszczem i purpurowymi różami

a po obu stronach delikatnej młodzieńczej twarzy lśnią długie loki

jaskrawym, miedzianym blaskiem

głębokie oczy pałają ogniem nieodgadnionej, wiecznej tajemnicy

a zmysłowe wargi...

CHARLES przyniosłem dziesięć butelek wyśmienitego, starego, złocistego jak topaz frascati

które podaje się tylko w wyjątkowych przypadkach

przyjemnie wam tak rozmawiać przy świecach?

RELLOV burza zepsuła instalację

KORAB są sprawy, które zdają się obawiać bezwzględnego w swej jaskrawości

światła elektrycznego

CHARLES a o czym tak żywo rozprawiacie?

BISSOLI o pięknie

CHARLES i czym jest według was piękno?

RELLOV człowiek uznaje za piękne to, co mu się podoba

KORAB dla jakiegoś Papuasa twarz jego żony

z kawałkiem drewna w dolnej wardze

z fiszbinami sterczącymi z nosa

z wymalowanymi ochrą kołami na policzkach

słowem, ta potworna twarz stanowi kanon wszelkiego piękna

BISSOLI bo kobieta to symbol piękna

RELLOV to dlatego, że twórcami zasad piękna

jak wszystkich innych zasad

jesteśmy zawsze my - mężczyźni

patrzący na kobietę przez różowe okulary naszego erotyzmu

KAROL trzeba głęboko widzących oczu

diabelnie rozwiniętego dobrego smaku

jakim odznaczali się Grecy w swej wielkiej epoce

by choć odrobinę odsunąć ten odwieczny ideał piękności

i pozostawić należne miejsce dla efeba

miłość do pięknego młodzieńca tak charakterystyczna dla tamtej epoki

jest niewątpliwie wyższą, doskonalszą formą miłości

BISSOLI można by to uznać do pewnego stopnia za słuszne

gdyby udowodnić, że typ estetyczny m ł o d z i e ń c a

jest rzeczywiście doskonalszy od typu k o b i e t y

DE VILLIERS ale nawet wówczas zostałaby jeszcze psychiczna i moralna strona zagadnienia!

KAROL zacznijmy od pierwszego

cóż przedstawia ciało kobiety z estetycznego punktu widzenia?

z punktu widzenia architektonicznego sensu danego organizmu?

architektoniczność ta wyraża się w tym, że wszystkie

harmonizujące ze sobą części organizmu

służą wyłącznie samym sobie

z tego punktu widzenia tors kobiety, musisz to przyznać, absolutnie nie odpowiada ideałowi

na każdym kroku wyraźnie ujawnia swój postronny, że tak powiem

macierzyński utylitaryzm

BISSOLI to jest mizoginia

KORAB opiewane przez tylu poetów kobiece piersi to typowe ośle uszy

KAROL psują piękną płaszczyznę brzucha

DE VILLIERS jak można być tak nieczułym

w stosunku do tych delikatnych, czarujących istot, które ja tak uwielbiam?

BISSOLI to z braku doświadczenia

KAROL uda są zbyt rozwinięte i potężne w stosunku do ogólnej filigranowości torsu

zbyt grube łydki i zbliżone do siebie kolana

zdają się być obliczone na większy ciężar, niż dźwigają w rzeczywistości

przypominają dwie mocne doryckie kolumny

podtrzymujące lekkomyślny fryz filigranowego pawilonu

BISSOLI obliczone są na te nieprzyjemne miesiące, gdy kobieta mimo woli przemienia się

KORAB w jucznego wielbłąda!!

KAROL te smutne okoliczności przypomina nam również zbyt szeroko zakrojony brzuch

DE VILLIERS no dobrze, ale co z psychiczną i etyczną stroną zagadnienia?

KAROL nie wydaje ci się, że mimo twej ogromnej wiedzy

i głębokiego, niezależnego męskiego umysłu

właśnie w obrębie tych wszystkich zjawisk

ulegasz wszechmocnym wpływom tak zwanej opinii publicznej?

DE VILLIERS posiadam własne sądy

RELLOV autorytety miały rozmaity stosunek do tego gatunku

n i e n o r m a l n y c h , w y d z i e d z i c z o n y c h ludzi

KORAB prawodawcy inkryminowali im przestępczość

psychiatrzy - specyficzną neurozę i zaburzenia mózgowe

działacze społeczni - seksualną hipertrofię i wyuzdanie, zgubne dla społeczeństwa

CHARLES piękny i nader wonny bukiet!

KAROL a przecież, jeśli jakieś zjawisko powtarza się w określonych warunkach historycznych

z nieubłaganą, prawie mechaniczną dokładnością

to przez sam fakt swojej powtarzalności przestaje być a n o r m a l n e

czy nie zastanawiało cię, że te rzeczy

które tak bardzo zdumiewają przeciętnego mieszczucha

stawały się niemalże epidemiczne w tych epokach i w tych wielkich centrach

gdzie kultura osiągała swój prawdziwy szczyt?

CHARLES w tajnych bractwach znajdujemy imiona najznakomitszych

nieraz genialnych indywidualności

które pozostawiły po sobie niezatarte ślady w historii myśli ludzkiej

KAROL czy naprawdę trzeba tu wymieniać Sokratesa lub Platona?

DE VILLIERS słaba to obrona tak ciężkiego grzechu

CHARLES Aleksandra Wielkiego

KORAB Cezara

CHARLES Celliniego

BISSOLI da Vinci

KORAB Michała Anioła

BISSOLI Lorenza Medici

KORAB Shakespeare'ra

KAROL Karola XII

CHARLES i niekończący się szereg innych, bezimiennych, anonimowych gości platonowych uczt

gdzie tematem rozmów przy pucharze wina

były wyłącznie najsubtelniejsze i najgłębsze problemy

KAROL powracające fale historycznego barbarzyństwa

w pierwszej kolejności zmywały z powierzchni ziemi te najdelikatniejsze nawarstwienia

z chamską, brutalną złością spadając właśnie na tych wiecznych wędrowców

tułających się po obszarach

leżących na niedościgłych szczytach

poza sferą realnego, naturalistycznego życia

przeciwstawiając im swój zwierzęcy, brutalny instynkt samca

tak, jak zwykło się przeciwstawiać cnotę - grzechowi

mając po swojej stronie tylko a u t o r y t e t n a t u r y

DE VILLIERS przecież pełne odwrócenie tego kardynalnego instynktu

jakim właśnie jest instynkt płciowy

stanowi bądź co bądź anormalne zjawisko!

Dżdżownica

JUREK dziesiątego stycznia tysiąc dziewięćset pięćdziesiątego dziewiątego roku

Jurku kochany, jestem w stosunku do ciebie niesprawiedliwy

przykładam do ciebie inną miarę niż do siebie

miewałem znowu stosunki z innymi

nawet wprost wychodząc od ciebie

nawet dziś, kiedy jestem na dnie smutku, starałem się o to

nie mogę opanować swoich dzikich odruchów

zadziwiające jest jedno

że nasze kobiety nie są przerażone siłą naszych uczuć

i jak gdyby boją się pełnym głosem wołać o swe naturalne prawa

JUREK Jurku kochany, to nie są dla mnie przykre rzeczy, któreś napisał

zwalniają mnie od odpowiedzialności za to, że n a u c z y ł e m c i ę homoseksualizmu

poza tym wdzięczny jestem ci za szacunek

z którym trzymałeś mnie z daleka od zbiorowych orgii

chociaż może i miałbym jaką satysfakcję, biorąc w nich udział

JUREK nie przymuszasz się d l a p i e n i ę d z y do stosunków erotycznych ze mną

znajdujesz bowiem w nich satysfakcję zatajnionych instynktów

wielokrotnie poruszałem z tobą kwestię twoich dużych umiejętności

w stosunkach między mężczyznami

i zapytywałem, skąd one się biorą?

odpowiadałeś mi zawsze bajeczką o owym księdzu, który pokuszał się na twą cnotę

i robił ci minetkę jeszcze w szkole

i którego nie tylko odwaliłeś, ale zaskarżyłeś go do zwierzchniej władzy

i księdza wywalili

zdaje mi się jednak, że to ciebie wywalono, nie księdza

JUREK mówiłeś, że mieszkało was sześciu wspaniałych chłopców

spytałem oczywiście: żyliście ze sobą?

ty machinalnie odpowiedziałeś: onanizowaliśmy się nawzajem

potem w szkole wojskowej dorabialiście sobie forsę w ciemnej alei któregoś parku

gdzieście onanizowali pewnych mężczyzn za pieniądze

kiedy zarzuciłeś swe sieci na Stawisko, traktowałem cię jak kurewkę

dając ci niewielkie pieniądze

wszystko to w porządku

w ludzkim porządku

JUREK Jurku, jesteś potwornym babiarzem

kochałeś się najpierw i bardzo w Halinie

potem w Lilce

jednocześnie mając na zakładzie Nikę i Izę

i siostrę Wiktorczyka

i Dankę

i wszystkie te baby, które przeszły przez twój żółty tapczan

JUREK Jureczku, napotkałeś jednocześnie dwa szalone uczucia: moje i Lilki

nie mogłeś sobie z nimi dać rady

nie wiedziałeś, co począć

twój poziom intelektualny był za niski na rozstrzygnięcie tych kwestii

okropnie nie lubię, jak robisz ze mnie fokę czyli balona

JUREK jest taki jeden twój wierszyk:

szósty dzień już mija, kiedy się rozstałem z wami

jedna wersja przeznaczona dla mnie, druga dla Lilki

w wersji dla mnie jest postawione "chlałem kawę" zamiast "chlałem wódę"

i takie inne drobne retusze, żebym nie domyślił się, że Lilka była z tobą nad morzem

JUREK życie osób, które kochamy i które żyją blisko nas, da się porównać do życia dżdżownic

dżdżownice mają jakieś tam swoje życie podziemne, ale my go nie znamy

tylko od czasu do czasu wychodzą na wierzch ich odchody

tu jakiś syfilis

tu jakaś gruźlica

tu jakaś skrobanka

tu podbite sińcem oko

tu awantura z opieką pod kawiarnią, gdzie chodzą gołe dziwki

my tylko to widzimy, to odczuwamy

a co jest ich prawdziwym życiem, nie dowiemy się nigdy

one cannot control life of the dżdżownica

JUREK Jerzy, ponieważ tego listu nie będziesz czytał, więc tu mogę być szczery

zdradziłem cię - może to ci sprawi małą ulgę

JUREK dziś dzień rozpaczy

tyle innych już było, ale ten jest wyjątkowo jaskrawy, jak w powieści

dostałem do ręki dowód w sprawie tej w i e l k i e j i n t r y g i

którą toczysz pod moim nosem

JUREK Jurku kochany, niech ci się przez całą noc śnią moje oczy

które cię będą śledziły aż do świtania

JUREK pijany jestem moją miłością

JUREK po południu na Szucha był u mnie Bonarski

miły chłopiec, zupełnie narwany

wydał mi się bardzo ordynarny

ma ohydne ręce, których się bardzo wstydzi

całowaliśmy się namiętnie, chociaż on ma mnóstwo żon i kochanek

całowałem się z nim, robiłem z nim wszystko, aby zapomnieć

i to jest takie okropne, bo przecie niczego się nie zapomina

i ma się cały czas w pamięci tamto, inne

JUREK przestałem palić na intencję, aby cię przestać kochać

i widzisz, skutkuje piorunem

JUREK we łbie szumi

trzepię się jak ryba o lód

i ta wóda

na płacz mi się zbiera

odczytuję list

i widzę, że tak mało zdołałem przelać na papier z tego, co przeżywam

wybacz to ubóstwo słów

JUREK twój, Kopciuszek

Prześwietlenie płuc

ANNA Jarosław pracuje poobstawiany twoimi fotografiami

JUREK zauważyłaś, że gdy pisze, ma zupełnie inny wyraz twarzy?

ANNA jedną trzyma przy łóżku

ustawioną tak, żeby była pierwszą rzeczą, jaką widzi po obudzeniu

siłą rzeczy ja też

JUREK bibelociarz

ANNA podkradłam mu najlepszą

JUREK tę z psem?

ANNA w modlitewniku trzymam

tam nigdy nie zagląda

JUREK wszystkie moje zdjęcia są niedobre

ANNA prawda, żadne nie oddaje piękna proporcji twojej twarzy, twojego uroku

ledwo, ledwo ciebie przypominają

nawet dla aparatów jesteś nieuchwytny

jak mgła, która w tej chwili zbiera się za oknami

JUREK jak każdy człowiek

ANNA skryłeś się przed nami za taką właśnie mgłą milczenia, niedomówień

całe twoje życie trzeba składać z kawałków

zszywać z gałganków niechcący rzuconych słówek

JUREK a co tu mówić - w trumnie zwyczajnie leżę

ANNA kim ty właściwie jesteś?

twój charakter odsłania się tak drobnymi cząstkami

coraz to po jednym milimetrze kwadratowym

z maksimum odchylania pół milimetra

chciałabym cię zmusić do zwierzeń

jeszcze o parę milimetrów sięgnąć głębiej

pod skórę

JUREK ale po co tam, jak u mnie wszystko na wierzchu?

spójrz - cera koło ust ściągnięta

na skroniach jak pergamin żółta

ANNA jesteś dopiero w połowie swojego życia

JUREK wiesz już wszystko

ANNA czy rzeczywiście nie możesz wyrazić swych uczuć?

czy po prostu żadnych uczuć nie masz?

JUREK nie jestem poetą

ani intelektualistą

ANNA jesteś zwykłym chłopcem o dobrej naturze

ale rozpieszczonym przez setki kobiet i jednego mężczyznę

i przeto chcącym siusiać powyżej dziurki

nawet nie wiesz, jaki to zaszczyt, że Jarosław tak się tobą zajął

JUREK jest rzeczywiście bardzo zakochany

ANNA to niegroźne, zbyt często mu się zdarza

chociaż ten erotyzm na d w i e s t r o n y jest rzeczywiście przerażający

JUREK natura pełna afektów

ANNA to jest stan wprost chorobowy

ta niemożność zdobycia się na jakąkolwiek decyzję

JUREK często się skarży

a to na brak guzików u koszul

a to na niezostawienie obiadu lub kolacji

a to na niestosowanie się do jego życzeń

gdybym mógł, zaopiekowałbym się nim

inaczej

ANNA ciężko mi jest, kiedy widzę, jak wszystko, co go dręczy

stara się przerzucić na zewnątrz

stworzyć temu sztuczną przyczynę

najczęściej we mnie upatrując jakichś złych intencji

nadając moim słowom znaczenia, których nie miałam na myśli

LEKARZ co pani tu robi?

ANNA przyszłam dowiedzieć się, co tak naprawdę się dzieje

LEKARZ zamierza pani tu zostać?

ANNA jakie jest stadium

LEKARZ pobyt tu może być szkodliwy

ANNA jakie szanse

LEKARZ zdrowi powinni unikać ekspozycji na promieniowanie

wiemy, że jest patogenne, ale skutki uboczne wciąż nie są w pełni znane

ANNA może być aż tak źle?

LEKARZ organizm zazwyczaj fatalnie znosi takie sytuacje

ANNA ale ja zostanę

LEKARZ po co się narażać, skoro można się uchronić?

ANNA muszę wiedzieć

LEKARZ w końcu to pani życie, ale proszę założyć kamizelkę

a ty zdejmij koszulę

stań tu

oprzyj się plecami

oddychaj normalnie

ANNA naprawdę zaraz zniknie?

LEKARZ nie do końca, na ekranie nie widać jedynie zewnętrznej powłoki

ANNA piękne, świetliste

jak tu nie wierzyć w nieśmiertelność duszy?

LEKARZ ten cień tutaj

ANNA ta mgła?

LEKARZ to płuca

ANNA a serce?

gdzie jest serce?

LEKARZ na prześwietleniu nie widać, ale zapewniam panią, że wciąż bije

ANNA tyle niszczy w nas ten pożerający erotyzm

LEKARZ proszę spojrzeć tu, pod obojczykami, widzi pani dwie olbrzymie kawerny?

ANNA te ciemniejsze plamy?

LEKARZ kaszlnij

widzi pani, jak się poruszają?

ANNA i co to znaczy?

LEKARZ to to, czego szukaliśmy

ANNA zupełnie nie wiem, czegośmy szukali

JUREK i co, Haniu, wiesz teraz już wszystko?

ANNA nic nie wiem

ale czy to nie jest niesprawiedliwe

że do miłości duchowej dochodzi się właśnie przez ciało?

JUREK masz na myśli urodę

ANNA przecież wiesz, że gdybyś nie był tak piękny, wszyscy odnosiliby się do ciebie inaczej

i kto wie, czy przebaczaliby ci tak łatwo

JUREK ja wierzę, że jak się kogoś kocha, to ze wszystkimi ułomnościami ciała

kocha się każdy szczegół, nawet i niepiękny

zwiędłe piersi kobiece

szpetne znaczki na ciele

dziwny zarost

nawet nieprzyjemny zapach

nawet chorobę

ANNA może i tak, ale najpiękniejsze czy najbrzydsze ciało sprawia radość wtedy

gdy jest własnością niepodzielną

stąd radość małżeństwa

i piekło zazdrości

JUREK nikt nie chce być samotny

ANNA ludzie uciekają przed samotnością w zatokę zwykłego mieszczańskiego szczęścia

nie wiedzą, że w największym cierpieniu to właśnie samotność może być ich przystanią

że człowiek jest naprawdę szczęśliwy dopiero wtedy

kiedy nie czuje się samotny, zostając sam w pokoju

trzeba wówczas prędko, prędko umieć odrzucić wszystko

uspokoić się

musi u s t a ć s i ę wszystko

i wtedy można dokopać się w sobie do tej warstwy

do której nic z zewnątrz nie ma już dostępu

której żaden ból

żadna doznana krzywda

żadne wzburzenie nie jest w stanie już zamącić

zupełnie nie rozumiem naszego stosunku

JUREK dzisiaj już nikt nie wierzy w przyjaźń

gdy się mówi mój przyjaciel, moja przyjaciółka, ludzie uśmiechają się znacząco

ANNA Jarosław nie wie, jak dziwną jest nasza przyjaźń

JUREK niech ci będzie, kocham ciebie, Haniu

ANNA i ja ciebie

Śledztwo

JUREK, JUREK, JUREK

Surabaya - Johnny,

Warum bist du so roh?

Surabaya - Johnny,

Mein Gott und ich liebe dich so!

Surabaya - Jo hnny,

Warum bin ich nicht froh?

Du hast kein Herz, Johnny

Und ich liebe dich so!

JAROSŁAW kartka złożona i podzielona na pół

list na prawym skrzydle

na lewym - dopiski

bokiem, z lewej krawędzi:

punkt pierwszy: rachunek Jurka

punkt drugi: forsa niestraszna

czerwonym atramentem, u dołu kartki: aide-mémoire

prawa strona karty - część główna listu: aide-mémoire do rozmowy z J.B.

w nawiasie: dążenie do zawarcia układu

punkt pierwszy: zdrowie moje i jego

jesteś w bardzo trudnej sytuacji

strzałka do dopisku bokiem na prawym marginesie:

wpływy Pietraszka i pani R. Pietraszek głównie, cholera

punkt drugi <a>: bliższe plany

punkt drugi <b>: dalsze plany

punkt trzeci: przyczyny mojego zaniepokojenia

w nawiasie: zresztą zrozumiałe dążenia J.B.

w nawiasie: domniemany telefon, itede

punkt czwarty <a>: małe kłamstwa

w nawiasie: list, paczka, ów telefon

punkt czwarty <b>: duże kłamstwa

punkt piąty: sprawy pieniężne

w nawiasie: czy oddał tysiąc złotych kuzynce?

w nawiasie: gdzie pracuje kuzynka?

punkt szósty: co robił przez te dwa tygodnie, że był taki zajęty?

czy jest bardzo zakochany?

gdzie pracuje pani R.?

w nawiasie: czerwonym atramentem znak <x>

punkt siódmy: układ stosunków na przyszłość

w nawiasie: kwestia targów za pierwszym widzeniem

punkt siódmy <a>: moje warunki

łamane przez wymagania

łamane przez moje korzyści

punkt siódmy <b>: kwestia z a z d r o ś c i - głupota

mogę być zazdrosny o nią albo profesora, ale nie...

punkt ósmy: zasadnicza sprawa -

nieliczenie się ze znajomością moją ludzi i ludzkich spraw

i niedocenianie mojej inteligencji

w nawiasie: zrozumienia

dlaczego nie powiedzieć wszystkiego wprost?

punkt dziewiąty: wszystkie przykre rzeczy

w nawiasie: pierwej odczytać zapis dziennika

pokazanie listu do mnie

pociągnięta strzałka od punktu: duże kłamstwa

wynik

zagranie w otwarte karty

dopisek z boku, na lewym marginesie: ew. podróże

w nawiasie: Kazimierz

dlaczego nasze kontakty są sprawdzane przez policję?

zapis na dole kartki, pociągnięty strzałką do tego miejsca:

żeby nie myślał, że mnie nabiera

mnie się ta cała sprawa opłaca

Baśnie

JUREK kochany, dzisiaj zabawimy się w bajki

będziesz bajecznym księciem Szerchanem

masz błękitne jedwabne spodnie i zielone aksamitne bolerko haftowane złotem

nałożone na gołe ciało

spod bolerka widać twoje opalone, bardzo chude ciało, piersi, brzuch

na głowie masz czerwoną apaszkę przeplecioną perłami

czerwone końce przepaski zwisają ci nad czołem

masz spiczaste szafirowe pantofle z dzwoneczkami zawieszonymi u dziobków

prowadzisz wspaniałego, białego konia

ale jeszcze na niego nie wsiadasz

idziesz przez łąkę pełną kwiatów

potem wyjeżdżasz na pustynię

szukasz wszędzie swojej ukochanej Nurunnichary, którą zabrały gdzieś złe dżiny

ale zamiast ukochanej znajdujesz na pustyni naftę

Amerykanie ci zazdroszczą

jeden wlazł na palmę w oazie i strzela do ciebie

już i po bajce, bo była głupia

JUREK trzeba inaczej

jesteś królem Polinezji

gdzieś polujesz nagi i brązowy w puszczy pełnej storczyków

na szyi masz zawieszony naszyjnik z kwiatów i w ręku masz dwie dzidy

ciskasz dzidami na brzeg, stojąc w łodzi

jesteś wyprostowany jak struna

a włosy na głowie układają ci się w beret, granatowy beret

wyglądasz jak nad Stawem w Stawisku

tylko jest bardzo gorąco i jesteś daleko piękniejszy

kwiaty w twoim naszyjniku są jak peonie i dalie, tylko pachną pieprzem i goździkami

na ramionach masz bransolety

a za nimi zakwitnięte kwiaty i długie puszyste pióra rajskiego ptaka

Anglik strzela do ciebie

bo za jedną z bransolet zatknąłeś sobie plan kopalni złota ukrytej w głębi lądu

do dupy

JUREK masz na sobie jasnoszare ubranie z bardzo cienkiej wełny

krawat masz ciemnoszafirowy, przerabiany z białymi strzałami

skarpetki granatowe

buty żółte

koszula niebieska koloru twoich oczu

siedzisz znudzony na kanapie

patrzysz na nudny, przepiękny pejzaż za oknem

i od czasu do czasu podnosisz do ust szklankę z whisky

ona jest jasną blondynką, bardzo piękną

pakuje sukienki i bieliznę do lekkich kuferków

wyjeżdżacie razem w podróż dookoła świata

tobie nie bardzo się chce

ale jej bardzo, ucieka od starego męża

ona otwiera małą kasetkę podróżną

jest pełna klejnotów i dolarów w złocie

nudzi cię to

a whisky nie smakuje

wolisz alasz

w tej chwili wchodzi mąż

spostrzega, co się dzieje

i strzela do ciebie z małego, damskiego rewolweru

głupio jest ginąć od lekkiej broni

i ta bajka też głupia

JAROSŁAW jeszcze inaczej

jesteś młodym duńskim rybakiem

umówiłeś się ze swoją dziewczyną koło syrenki w Kopenhadze

jest późny wieczór, ale to czerwiec i jest jeszcze jasno

woda ma dziwny, jasny połysk

syrenka siedzi nieruchoma i nie zwraca na ciebie uwagi

ona sama jest i smutna

patrzy na morze, gdzie śpiewają i pląsają jej siostry, a ona nie może

musi zostać na lądzie, bo pokochała królewicza

ona go bardzo kocha

i nagle ogarnia cię zazdrość

tak strasznie chciałbyś, aby syrenka pokochała ciebie

podchodzisz do niej i mówisz: pokochaj mnie, na miłość boską!

żyć bez ciebie nie mogę!

ale syrenka nie odpowiada

wtedy ty ją chwytasz za szyję, całujesz w policzek

ale policzek jest zimny i pachnie jak ty - rybami

i znowu mówisz: pokochaj mnie, na miłość boską!

żyć nie mogę!

ale syrenka nic nie odpowiada

wtedy ty staczasz się z kamienia do wody

ale woda w tym miejscu jest płytka

nie topisz się

stoisz tylko w wodzie powyżej kolan

i płaczesz jak dziecko

Efebos II

DE VILLIERS przecież pełne odwrócenie tego kardynalnego instynktu

jakim właśnie jest instynkt płciowy

stanowi bądź co bądź anormalne zjawisko!

KAROL powiedziałe ś a n o r m a l n e?

pięknie!

pozwól, że przyjrzymy się nieco temu dwuznacznemu słowu

zgadzasz się chyba ze mną, że skoro mówimy o a n o r m a l n o ś c i jakiegoś zjawiska

to rozumując logicznie, powinniśmy przede wszystkim określić warunki

w których możemy uznać to zjawisko za n o r m a l n e

CHARLES kiedyś pewien bardzo znany psychiatra dowodził mi

iż niepodobna znaleźć na świecie człowieka całkowicie normalnego psychicznie

n o r m a l n y człowiek to jakiś fantom

czysta i d e a p l a t o ń s k a

DE VILLIERS można jeszcze za c z ł o w i e k a n o r m a l n e g o

uznać średnią arytmetyczną wszystkich ludzi

opinię publiczną

KORAB opinię publiczną?!

iluż Sokratesów wypiło już w dumnym milczeniu swój kielich cykuty

podporządkowując się nakazowi tego strasznego, stugłowego potwora!

CHARLES o p i n i a p u b l i c z n a, której tak przywykliśmy ufać, to najniższe instynkty duszy

wyraz plebsu zbuntowanego przeciwko wszystkim wartościom życiowym

KORAB i to ona właśnie wydaje wyroki!

ona bezapelacyjnie określa n o r m ę każdego odruchu!

KAROL przekonasz się wkrótce, że a n o r m a l n e jest tylko określeniem

o p i n i i p u b l i c z n e j, które odznacza się brakiem wszelkiej głębi filozoficznej

psychologicznej, a nawet logicznej

i tak z ogólnej sumy zjawisk zawierającej to wszystko, co składa się na ludzką miłość

zacznijmy wykluczać wszelkie a n o r m a l n o ś c i

CHARLES nekrofilia

KORAB bestializm

BISSOLI fetyszyzm

RELLOV homoseksualizm, trybadyzm

KORAB precz z nimi!

KAROL atmosfera staje się coraz bardziej przejrzysta, czystsza

znajdujemy się wreszcie w obrębie n o r m a l n e j miłości!

miłości między mężczyzną i kobietą!

przyjrzyjmy się więc jej nieco bliżej

BISSOLI oto bezzębny dziadyga z bombonierą w ręku wychodzi o zmierzchu na polowanie

spotyka dziesięcioletnią dziewczynkę i stara się ją zwabić do swego mieszkanka

KORAB nieszczęsna, głupia, prosta dziwka, wykończona przez nędzę i głód

spędza dnie i noce w ohydnym, śmierdzącym burdelu

CHARLES dwoje kochanków spędza noc raniąc się wzajem do krwi i okładając się kijami

KAROL jakaż wspaniała mozaika prawowitej, prawdziwej miłości!

DE VILLIERS powybieraliście najokropniejsze obrzydliwości

i rozkładacie je przed naszymi oczami jako wzorce prawdziwej miłości!

KAROL przeciwnie!

sami je odrzucamy

jednak wszystko to dzieje się w sferze miłości n o r m a l n e j

i według ciebie są to n o r m a l n i e j s z e rodzaje uczucia od tych

jakie żywił powiedzmy Alcybiades do Sokratesa

CHARLES oto jeszcze inni, i d e a l n i kochankowie

odwracający się z obrzydzeniem od własnego ciała

zamiast ustanowionej przez naturę rozkoszy

w chwili tworzenia nowego życia znajdują jedynie rozpacz, ból i udrękę

pukającą do drzwi obłędu!

czy oni są normalni?

KORAB a oto jeszcze inna para, zdrowa, młoda

wypełniająca swoje noce nader wesołymi i przyjemnymi rozrywkami

może oni?

ale cóż oni robią?

naturalny owoc ich miłości - dziecko - poplątałoby ich życiowe plany

i oto bardzo milutko, bez jakichkolwiek wyrzutów sumienia zdobywają się na sposoby

by nie dopuścić do przyjścia na świat nieproszonego gościa

jakże więc?

czy są normalni?

DE VILLIERS w żadnym wypadku

KAROL bo czym w rzeczywistości jest miłość n o r m a l n a ?

DE VILLIERS jest nią stosunek, mający na celu rodzenie potomstwa

KAROL Natura stworzyła swój miłosny mechanizm dla zwierząt

zapaliła w tych ślepych istotach tajemniczy płomień

który w pewnych chwilach życia stawia je w niebywale śmiesznej sytuacji

nie przewidziała Natura, że pewna istota wymknie się z jej rąk

odgadnie tajemnicę miłości, oddzieli instynkt rozrodczy od rozkoszy

RELLOV zacznie oszukiwać Naturę

KAROL w ten sposób narodziła się, jak Wenus z piany morskiej, miłość nienormalna

inaczej mówiąc miłość prawdziwa!

czy zrozumiałeś mnie wreszcie?

DE VILLIERS muszę przyznać, że twoja mowa obrończa jest idealnie przemyślana

wynika z niej, że najdoskonalszym typem człowieka jest hermafrodyta moralny

KAROL co za barbarzyńskie słowo!

DE VILLIERS ale nie wynika, dlaczegóż ten doskonały człowiek z takim uporem ignoruje kobietę

choćby najbardziej wartościową?

KAROL mój drogi, a dlaczego z takim uporem pijesz to rzeczywiście wspaniałe frascati

a odwracasz się od słabiutkiego cinzano, które nie wiadomo dlaczego tak uwielbia Charles?

CHARLES i znów nierozwiązalny dylemat!

Kopenhaga

JAROSŁAW biegliśmy przez Tivoli

trzymając się za ręce

miałeś na sobie muszkę, szarą z różowym paskiem, którą ci kupiłem

JUREK kupiłeś mi też koszulę, o jakiej marzyłem

nie chciałem jej zdjąć przez cały wyjazd, choć pierwszego dnia ubrudziła się kawą

JAROSŁAW zrobiłeś głupią minę

JUREK a ty zaśmiałeś się ze mnie

chciałem wyjść

JAROSŁAW powiedziałem: nie przejmuj się mną

histerykiem zakochanym we wszystkim, co go otacza

JUREK w łodziach w porcie, pięknej pogodzie, duńskich chłopcach

JAROSŁAW Kopenhaga wydawała mi się jakaś mniej samotna

niż kiedy byłem sekretarzem konsula

JUREK trudno mi było uwierzyć, że żyłeś tu przed wojną

w czteropokojowym mieszkaniu

z kucharzem, kierowcą, na obiad jadałeś homary

JAROSŁAW nie było nic tańszego

JUREK do homarów piłeś szampana

JAROSŁAW biegliśmy przez Tivoli

przecinaliśmy chłód wieczornego powietrza

JUREK w Polsce tak byśmy nigdy nie biegli, jak tu, roześmiani

JAROSŁAW na drzewach lampiony świeciły

woda tryskała z fontann

JUREK a potem leżeliśmy w drewnianym pokoiku

wtuleni w siebie

JAROSŁAW tylko mężczyzna mężczyznę tak może kochać

JUREK głaskałeś mnie po nodze

JAROSŁAW ucieknij ze mną do Surabai

JUREK kochałem cię tamtego dnia

JAROSŁAW to była ta chwila

Efebos III

KAROL nim świece całkiem zgasną, chciałbym wskazać także na inne elementy

które wpłynęły na ukształtowanie naszych poglądów w sferze etyki seksualnej

zgodzicie się chyba, że nasze poglądy w tej dziedzinie

tak różne na przykład od greckich

które cechowała wyjątkowa wolność jednostki

zawdzięczamy Biblii

KORAB ta okropna księga już ponad dwa tysiące lat zatruwa nasz organizm!

KAROL wszystkie nasze normatywne pojęcia moralne opierają się na Biblii:

po pierwsze, zasadnicze pojęcie o miłości cielesnej jako g r z e c h u p i e r w o r o d n y m

który może być odpokutowany wyłącznie poprzez urodzenie potomka

po drugie, ś w i ę t o ś ć m a ł ż e ń s t w a

po trzecie, pewna pobłażliwość dla prostytucji

BISSOLI doprawdy zdumiewające, że dziś my, stojący na szczycie życia kulturalnego

musimy przy pomocy arcybarbarzyńskich dowodów bronić tego

co w istocie żadnej obrony nie potrzebuje

co jest najbardziej bezsprzeczną rzeczą w świecie:

prawa każdego do kochania i do bycia kochanym!

KAROL być może my wszyscy jesteśmy tylko jakimś wielkim wstępem

mostem przerzuconym nad przepaścią dla tego, co nadejdzie

CHARLES niechaj ciało płonie, skoro jest płomienne

KORAB niechaj płonie zgodnie ze swymi tajnymi prawami

a nie w myśl suchych nakazów jakiejś pseudomoralności

DE VILLIERS niech płonie, byleby płonęła też i dusza

KAROL pamiętam dawno temu, w dzieciństwie

moja stara ciotka, która mnie wychowywała, chodziła ze mną do Marii Panny w Krakowie

pod wysokim sklepieniem wisiał krucyfiks, a na nim Chrystus nadnaturalnej wielkości

zmęczony, wyglądający tak, jakby dopiero przed chwilą skonał w męczarniach

wiele lat później, gdy byłem po raz pierwszy we Włoszech, w Brerze

ujrzałem i wreszcie odgadłem jego prawdziwe młodzieńcze oblicze

które ujrzał Leonardo Da Vinci - w proroczym chyba śnie

tak bardzo odbija się od innych, ten jedyny wierny wśród wizerunków Chrystusa

dopiero wtedy pojąłem, kim był on w rzeczywistości

on - Chrystus - Eros!

CHARLES o, przyjacielu nasz, piękny Erosie!

oto według sił naszych i umiejętności oddaliśmy ci, co należne:

odśpiewaliśmy na twą cześć najlepszą, najpiękniejszą pieśń ofiarną!

Małżeństwo

JAROSŁAW dawniej, w maju lub czerwcu, pamiętasz

wychodziliśmy wieczorem z psami

i słychać było słowiki

ANNA teraz rzadziej je słychać

jakoś niewyraźnie i jakby z oddali gdzieś tylko

JAROSŁAW to samo z żabami

zauważyłaś, chyba przestają kumkać

może to w złym guście i młode żaby już tego nie robią

ANNA jak Medorek przestanie szczekać

będę już przynajmniej miała pewność, że idzie koniec świata

JAROSŁAW uspokoiłaś mnie trochę

myślałem, że na starość słuch mi się przytępił

jak głuchy chodziłbym na konkursy chopinowskie?

ANNA bałam się zapytać o to z tego samego powodu

JAROSŁAW tyle że ciebie starość nigdy nie dosięgnie, Haneczko

czas się dla ciebie zatrzymał po prostu

wciąż jesteś równie bystra i tak samo piękna, jak kiedy się zaręczaliśmy

czysta linia podbródka, jasne włosy i takie ciemne oczy

ANNA wszystko ostre, męskie

JAROSŁAW w młodości wyglądałaś zupełnie jak chłopiec

ANNA to choć na starość pozwól mi być kobietą

JAROSŁAW za to jaki chłopiec

ANNA wiesz dobrze, co uważam o tym wszystkim

JAROSŁAW o życiu erotycznym, tak?

nazywaj rzeczy po imieniu

czasem mi się wydaje, że nie tyle nie chcesz życia erotycznego

co w ogóle negujesz jego istnienie

że chcesz być takim człowiekiem-cieniem, nieświadomym świata wokół

najlepiej ci radzę porozmawiaj o erotyzmie ze swoimi córkami

może otworzą ci oczy na pewne rzeczy

ANNA na szczęście moje niezainteresowanie życiem erotycznym na twoim się nie odbija

JAROSŁAW nigdy nie chciałem ci robić przykrości

ANNA nie mam do ciebie żalu

miałabym, gdybyś nie był ze mną szczery od samego początku

JAROSŁAW mnie zawsze chodziło tylko o to, żeby pokonać to uczucie

samotność

ANNA a te chwile, kiedy jesteśmy razem jak teraz?

też były od zawsze, od samego początku

JAROSŁAW ty masz religię, wnuki

dzieci mają swoje życia

raz na jakiś czas po prostu potrzebuję nowego przyjaciela

ANNA nadużywasz tego słowa

przyjaźń opiera się na tak głębokich pokładach duszy

łączy się tak głęboko z treścią naszego życia

że dopiero po długim czasie możemy zorientować się

że ona istotnie między nami a kimś drugim jest

poza tym przyjaźń rzadko kiedy bywa cielesna

JAROSŁAW wszyscy uważają, że to polega na rżnięciu się w dupę

i bez chwili refleksji interpretują to przez gówno

bo człowiek dla nich, natura człowieka musi być brudna

stąd potem te wszystkie uwłaczające plotki o mnie

ANNA można mieć nowego gadacza, nowego kochanka, ale nie przyjaciela

JAROSŁAW przecież tu chodzi właśnie o to więcej

o le bonheur impossible des ames

o całość człowieka, dwójki ludzi

o integrację niesłychanych rozmiarów

kiedyś nazwałem to g r a a l i z m e m

to takie uczucie, jakie łączyło giermka i rycerza świętego Graala

jak miłość zakonnika do drugiego zakonnika

jedność bez łóżka, bez pieszczot, ale mimo wszystko jedność

natura dąży do osiągnięcia pełni, a w miłości między mężczyznami jej się to udaje

ANNA ja tę pełnię osiągam bez mężczyzn

JAROSŁAW modlitwą?

ANNA pomaga mi pozostać czystą, również cieleśnie

JAROSŁAW nie osiągniesz czystości obsesyjnie dezynfekując każdy centymetr Stawiska

ANNA ty chyba nigdy nie sięgniesz poza czarna? dziure? materii

wszystkie mys?li o bogu, o istnieniu jakiejs? innej rzeczywistos?ci

rozbijają sie? przy twoim cynizmie jak fala o skałe?

to wręcz bolesne

JAROSŁAW po prostu boję się tej twojej wiary

nie wiem, czy to świętość, czy znowu szaleństwo

ANNA doktor mówi, że nie trzeba bać się tych myśli

właśnie muszę wierzyć, że nie ma w nich nic istotnego

JAROSŁAW kiedy przyjechałem po ciebie wtedy, do szpitala, nie poznałem cię

siedziałaś ostrzyżona w poczekalni

przywitałem się z doktorem i nie spostrzegłem, że to ty siedzisz na fotelu

byłaś kimś innym, w jakiś inny sposób

coś przeszłaś, byłaś odmieniona

to jakby wyprawa Orfeusza do Hadesu, z którego Orfeusz wyprowadza Eurydykę

ale inną Eurydykę

to mnie zawsze prześladuje

ANNA nie oglądałeś się za tym, kim byłam dla ciebie wcześniej

i wyszłam z tobą taka, jaką się stałam

JAROSŁAW czuję pewną ulgę, kiedy myślę, że ty się nigdy nie zestarzejesz

kiedyś myślałem, że chciałbym

umierać, trzymając za rękę jakiegoś pięknego chłopca

symbol życia

albo otoczony miłością córek, wśród wnuków

teraz, gdy śmierć się zbliża, czuję

że pewną ulgę w tej ciężkiej przeprawie mogłaby sprawić mi tylko twoja ręka

Pierwsze spotkanie. Styczeń 1953 roku

JAROSŁAW dziwne, jak ktoś, kogo się zaczyna kochać, wyrasta nagle jak cień pod wieczór

a potem...

pełnia tych doznań nie mieści się w żadnych określeniach ani słowach

widzę, jak siedzisz na krześle ze lwami, które stoi obecnie na Szucha

wtedy stało na prawo od wejścia do mojego gabinetu

JUREK mówisz o naszym pierwszym spotkaniu

JAROSŁAW widziałem cię z okna jak wchodziłeś

z babami z Brwinowa

wchodziłeś z nimi do domu od ogrodu

widziałem trzy baby

i jednego mężczyznę w szarym płaszczu, w szaliku

był styczeń, byłeś w kapeluszu

straszny mróz zacinał

nie wychodziłem z domu od dwóch dni

JUREK zaprowadziła nas na górę pod drzwi twojego biura Hania

zawsze taka dobra dla wszystkich

powiedziała, że mąż was zaraz przyjmie i poprosiła dla nas o herbatę

wszyscy czuliśmy się nieswojo

my, tacy prości w domu pisarza, posła, Iwaszkiewicza

nie pasowaliśmy

grałem pewniaka

JAROSŁAW zawsze go grałeś

zawsze ci powtarzałem, że nie wypada

że przez to ludzie się ciebie boją

chyba nie czekaliście długo

JUREK tylko chwilę

po chwili otworzyłeś drzwi i zaprosiłeś nas do środka

JAROSŁAW od razu zapisałem sobie twoje imię i nazwisko

od razu po tym jak powiedziałeś swoje imię i nazwisko

pomyślałem, że zostaniemy przyjaciółmi

JUREK wiedziałeś, że wzięły mnie ze sobą, bo wiedziały, że ci się spodobam

że będę taką kartą przetargową

ja za odczyt

piękny chłopiec za odczyt

JAROSŁAW zgodziłem się

pokaż mi, jak wtedy zaczesywałeś swoje włosy grzebieniem

JUREK to nawet ten sam grzebień

JAROSŁAW to nie mógł być ten moment

albo to wyglądało inaczej

ja chcę dotrzeć do tej chwili, w której można poczuć rodzące się uczucie

że ktoś, ten ktoś, ta osoba nagle staje się czymś podobnym do dżina z bajek arabskich

czymś niezmiernie wielkim i przysłaniającym horyzont

wyższym od świerków na Stawisku

i nie idzie wśród zieleni igieł, ale w chmurach

w zielonych chmurach szczęścia

kiedyś umówiliśmy się w świerkowej alei na Stawisku,

kiedy tam przybyłem, stałeś pod pierwszym świerkiem z prawej strony

całuję czasem korę tego drzewa w miejscu, gdzie je dotykałeś

całowałem ją dzisiaj, lecz byłeś w niej ulotny jak mgła

wtedy nie podszedłeś do mnie

tylko pociągając papierosa rozżarzyłeś go, abym spostrzegł w ciemności ognik

uderzyło mnie to

to sposób praktykowany w cienistych alejach

spotkań między mężczyznami na całym świecie

bardzo mnie zawsze podniecał

JUREK zauważyłem

JAROSŁAW w ciemności zapalasz papierosa

ja ciebie zauważam

twoje oczy rozpalają się w żarzącym się papierosie

to nie to

JUREK nie przestawaj szukać

JAROSŁAW pewien starszy pan jest na otwarciu festiwalu

nudzi go to trochę

ale przypomina sobie o swoim młodym przyjacielu

który jest ostatnią pociechą jego starości

postanawia odwiedzić tego przyjaciela

jedzie koleją elektryczną z Pragi, bo mieszka na Pradze

do pewnego osiedla podwarszawskiego na lewym brzegu Wisły

odnajduje domek i dawno niewidzianego przyjaciela

domek wtopiony w zieleń małego zapuszczonego ogródka jest prześliczny

ale to, co starszy pan widzi w domku, jest bardzo smutne

przyjaciel jest zagrożony gruźlicą i wygląda już jak trup

jego mały synek (dwa lata) chory na ciężki koklusz

urocza, smutna dziecina z olbrzymimi niebieskimi oczami

żona ma zaledwie dwadzieścia lat

zaczęła pracować na Mokotowie

musi wstawać o piątej, aby dojechać na czas

ona zarabia osiemset złotych

on, jako budowlany w Żyrardowie, tysiąc dwieście

jest oczywiście babcia do gotowania i pilnowania dziecka

wszystko razem zupełna nędza

starszy pan łudził się, że Jurka przyciągnęła do niego jakaś niejasna sympatia

coś z resztek pociągu fizycznego

jakieś przyczyny słabego, ale erotycznego charakteru

teraz jasno widzi, że tu chodzi o sprawy materialne

o dorobienie sobie chociażby na drodze p u s z c z e n i a s i ę choć trochę pieniędzy

rozczarowanie dla starszego pana duże, ale nieuniknione

poczuł wielką żałość i sympatię dla żony Jurka i jego miłego synka

jak teraz ma postąpić?

czy pomóc im, o ile może?

czy zerwać z nim?

czy zostawić sobie mimo wszystko ów pozór radości?

czy zostawić wszystko, jak było?

czy ma sobie odmówić przyjemności posiadania bardzo pięknego przyjaciela?

w którym miejscu tej sprawy jest największa niemoralność?

czy to jest niemoralne, że Jurek zarabia tak nędzne grosze?

czy to, że się puszcza?

gdybym przeniósł opowiadanie do Francji, oskarżyłbym kapitalizm

ale tak?

czuję się bezradny

Na podstawie dzienników i listów Anny Iwaszkiewicz oraz Jarosława Iwaszkiewicza,

a także fragmentów powieści Efebos Karola Szymanowskiego.

Prapremiera Życia intymnego Jarosława odbędzie się w Teatrze Wybrzeże w Gdańsku w reżyserii Kuby Kowalskiego.

Autorzy dziękują Robertowi Papieskiemu, Ramonie Nagabczyńskiej oraz Ludwice Włodek za pomoc przy pisaniu tekstu.