MAGDA KUPRYJANOWICZ, MICHAŁ KURKOWSKIŻycie intymne JarosławaTekst powstał na podstawie pomysłu i we współpracy z Kubą Kowalskim
OSOBY:
- JAROSŁAW
- ANNA
- JUREK
- JUREK
- JUREK
- DZIAD SZPITALNY
- LEKARZ
- KAROL
- DE VILLIERS
- BISSOLI
- CHARLES
- RELLOV
- KORAB
Kostnica. 30 maja 1959 roku
- A pierwsze zamknienie
To moje spojrzenie,
Że ja ciebie nie chcę znać -
- A drugie zamknienie
To wysokie sienie
Po których muszę stąpać -
- A trzecie zamknienie
To siwe kamienie,
Pod którymi muszę spać -
DZIAD SZPITALNY byś już chciał odpocząć, a znowu każą zęby zaciskać
ale to już ostatni raz
potem będzie, jak ty chcesz
o tak, bardzo dobrze
czyli dogadamy się, widzisz?
pan z rodziny?
pomoże mi, to sprawniej pójdzie
tu proszę przytrzymać
JAROSŁAW ust nie da się domknąć?
DZIAD SZPITALNY bandaże takie dali do niczego
rozciągają się, źle wiążą
uśmiech będziesz miał z ząbkiem, zadziorny
ale pasuje do ciebie, braciszku
JAROSŁAW takiego dołka nigdy nie miał
DZIAD SZPITALNY syn?
JAROSŁAW przyjaciel, syn
DZIAD SZPITALNY to syn czy przyjaciel?
JAROSŁAW najbliższa rodzina
DZIAD SZPITALNY za wcześnie przyszedł, co braciszku?
umyć cię nie zdążyłem
wie pan, pielęgniarki zabiegane, salowe leniwe
JAROSŁAW niewielu ludzi na świecie wygląda pięknie śpiąc
DZIAD SZPITALNY a ludzie boją się zapachu takich jak ty
intymnej woni śmierci
ale zmarłych nie czuć
to życie tak śmierdzi
zaraz je zmyję z ciebie, braciszku
tylko mi trochę dopomóż
JAROSŁAW trzeba mieć naprawdę piękne rysy twarzy, żeby we śnie nie wydawać się zwierzęciem
DZIAD SZPITALNY no, dziewuchy to się musiały za nim uganiać
puść, puść
niedługo skończę
jeszcze trochę wyżej
nie boli nic?
ciebie już nic nie zaboli
JAROSŁAW pamiętam jedną noc
spał twardo na prawym boku
ręce trzymał dziwnie
jak na jakimś krucyfiksie
DZIAD SZPITALNY no, ręce masz jak wyrzeźbione
dłonie silne, robotnicze
ale to nie robotnik
robotnikom trzeba łamać palce, bo takie zaciśnięte
ale ty nie
spokojnie podajesz, delikatnie
poeta
nawet paznokci nie trzeba ci obcinać
dbali o ciebie
JAROSŁAW jak marmur na białej poduszce
w niebieskim świetle pogodnego, letniego świtu
tak doskonały, że łzy podstąpiły mi do oczu
DZIAD SZPITALNY tacy piękni, młodzi umierają
sami silni mężczyźni
epidemia
gorzej jak za wojny
JAROSŁAW wygląda jak żywy
DZIAD SZPITALNY słyszałeś, braciszku?
w teatrze by cię tak nie zrobili, jak ja tutaj
a taki żółty byłeś
JAROSŁAW Jurek
DZIAD SZPITALNY jak się widzi takie ciało, to aż wstyd, że się samemu żyje
JAROSŁAW wstyd?
DZIAD SZPITALNY długo chorował?
JAROSŁAW długo nie mógł umrzeć
trzymali go jakimiś piekielnymi zastrzykami
DZIAD SZPITALNY i po co?
JAROSŁAW tu na przeponie ma takie dwa czarne znaczki
DZIAD SZPITALNY nie boi się pan zarazić?
ale proszę sprawdzać do woli
on się nie odsunie
nie wzdrygnie
na wszystko pozwoli
JAROSŁAW dość już mijania, Jurek
DZIAD SZPITALNY słyszy pan?
gżegżółki od rana kukają
to co?
szare sobie przygotował?
będziemy ubierać, jak chciał
JAROSŁAW koszulę przyniosłem, non-iron
przywiozłem mu kiedyś ze Sztokholmu
raz tylko miał ją na sobie
DZIAD SZPITALNY ja go posadzę, a pan przełoży przez głowę
JAROSŁAW mogę zrobić to ja?
DZIAD SZPITALNY nie masz nic przeciwko, braciszku?
zdaje się, że jemu to nie przeszkadza
no, obejmie go pan
tylko mocno i pewnie, żeby nam nie upadł
jest takie miejsce u nasady kości pacierzowej
wgłębienie nad kością ogonową
najbardziej intymne miejsce męskiego ciała
JAROSŁAW sam chciałbym z nim zostać
DZIAD SZPITALNY z butami może być problem
stopy masz spuchnięte, braciszku
na to nawet ja nie poradzę
JAROSŁAW oddam mu swoje, najlepsze
jak ulał
skarpetki jedwabne, ulubione
krawat mam
nie, nie, węzeł
trzeba na trójkącik
elegancko by było
sam mu zawiążę
i dam broszkę z rubinem
DZIAD SZPITALNY nie szkoda takich klejnotów do piachu?
JAROSŁAW nigdy złota nie miał
nie szkoda (zostaje sam)
bardzo mi trudno, kochany
tłumaczyć, sam nie rozumiem
już czwarty dzień, odkąd wyjechałeś do Surabai
nie spodziewam się żadnych wiadomości od ciebie, a zły jestem, że ich nie dostaję
rozumiem teraz Halinę
kiedy się ciebie przestaje kochać, zaczyna się nienawidzić
po wszystkich radościach już tylko rozczarowania
tyle przede mną ukrywałeś
rozmiar tego
maniakalna potrzeba, niezrozumiała
wiem, wiem, ja ją wywołałem
nieznośną zazdrością w pewnym okresie
niewiarą w twą miłość do Lilki
a jednak ty ją kochałeś!
broniłeś tego uczucia przede mną
przykre
żyliście razem na kocią łapę
jedyna rzecz, która ci to zapewniała - moje pieniądze
pewnie śmiejesz się
marzę o tym, żebyś mnie znowu potrzebował
prosił o byle co, o muszkę
przygotowałem cztery do wyboru
Pożegnanie
JUREK nigdy cię takiego nie widziałem
JAROSŁAW byłem pewien, że śpisz
JUREK nie, nie, nie zasłaniaj się
pozwól mi patrzeć na siebie
tylko patrzeć
co ci szkodzi?
ciągle to słyszę
teraz twoja kolej
JAROSŁAW podaj mi, cokolwiek
JUREK widzisz, jak to jest
niewygodnie?
JAROSŁAW nie kpij ze starego, przywiędłego ciała
sam zobaczysz kiedyś
JUREK ja nie
opuść ręce
nagim można być dopiero wtedy, kiedy ktoś patrzy
będziesz miał o czym pisać
JAROSŁAW zaraz przyjdzie Hania
spieszymy się do radzieckiej
JUREK przecież Hania nie chodzi do ruskich
JAROSŁAW Hania kocha kawior
wie, że nigdzie go dostać nie można, a w ambasadzie podają wyśmienity
JUREK bawi cię to
sprawianie, że ludzie robią rzeczy, których nie chcą
JAROSŁAW nie na wszystko ma się wpływ
JUREK a chciałoby się
JAROSŁAW miałem i chciałem wyrosnąć jak pieczarka, ale ktoś mnie nakrył małym słoikiem
i zamiast pięknego, dorodnego grzyba - szklanka napełniona białą masą
potrawę z tego można zrobić, ale bez smaku
JUREK pieczarka to dużo
może zwykła purchawka
JAROSŁAW może masz rację, purchawka
pustka wewnętrzna mnie zmarnowała
JUREK i właśnie to czujesz teraz?
kiedy patrzę na ciebie
JAROSŁAW widzisz tę plamę?
nie było jej wcześniej
JUREK ale czy to coś zmienia?
JAROSŁAW nic, zawsze byłem wielki, zwalisty
jakbym urodził się nie w tym ciele
i co z tego?
czy to brzydkie ciało nie ma prawa żądać, by je kochano?
JUREK a czy ty kochałbyś mnie bez mojego ciała?
JAROSŁAW jakbyś był mały, brzydki, trochę garbaty, kulawy, ospowaty
z kaprawymi oczami i krostami na łysinie
ze śmierdzącymi nogami i zawszonym pępkiem
dopiero wtedy kochałbym cię bez żadnych przeszkód
JUREK zaraz jeszcze mi powiesz, że żałujesz, że jestem jaki jestem
JAROSŁAW myślisz, że jesteś idealny
JUREK mam za krótki podbródek
JAROSŁAW mnie nie chodzi o twoją urodę
JUREK a o co?
JAROSŁAW sam nie wiem
o żyły
czuję te wszystkie żyły, żywe żyły, które nas łączą
to jest dłuższe niż nasza znajomość
niż ty
niż ja
JUREK za dużo patosu
JAROSŁAW rok temu o tej samej godzinie byłem zupełnie szczęśliwy
byłeś dla mnie taki miły, zabawny, prosty
knowałeś oczywiście pod nosem, a ja o tym nic nie wiedziałem
za każdy twój uśmiech powinienem całować twoje nogi
JUREK zostaw
JAROSŁAW my nie mamy naszej piosenki, nie żal ci?
może pojechać na parę dni do Sopotu na poszukiwanie naszej piosenki?
jak myślisz?
dwa dni wystarczą
tak mi się raptem zachciało atmosfery dansingu, zabawy, wódki i kobiet
JUREK jak ty możesz dla mnie robić takie plany?
JAROSŁAW to jest właśnie to połączenie smutku i szczęścia, które mi tak bardzo odpowiada
po przyjęciu wrócę do ciebie
JUREK będę spał
JAROSŁAW uklęknę przy tobie, włożysz mi zimne palce daleko za kołnierz i pogłaszczesz po plecach
a potem pozwolisz mi się całować
c a ł y
JUREK co zrobisz, jak mnie wcale nie będzie?
JAROSŁAW poczekaj na mnie
Jurcin
ANNA ciekawa jestem, czy większość ludzi, to znaczy ludzi przeciętnych, nie twórczych
ma to uczucie, którego tak często doznaję
że to życie, które się ma, to, co się przeżywa, to nie jest naprawdę
że to jest wtórne, niejako obok
a prawdziwe życie płynie poza tym wszystkim
i to, kiedy się jednak myśli, że to jest naprawdę
to uczucie zdziwienia, nierozpoznanie siebie w tym życiu
więc to ja?
ta sama, która była Hanią w Moskwie, Kijowie?
ja niby jestem tą osobą n a s e r i o?
jak się to mówi:
jedyną dziedziczką po Lilpopie
właścicielką połowy Podkowy Leśnej
narzeczoną księcia Radziwiłła
wreszcie żoną wybitnego pisarza
redaktora, prezesa, posła, itede
a co dziwniejsze:
matką
człowiekiem, który ma tyle za sobą
który wkrótce wszystko będzie miał za sobą
pięćdziesiąt przeszło lat
jeszcze znośny wiek, ale j e s z c z e
a może nie mam właściwie prawa tak zamykać się w świecie wewnętrznym
nie może mi być wszystko, co tu robimy, po co tu jesteśmy, tak obojętne
może to życie obok jest jakimś stanem g r z e s z n y m
Pierwszy Koncert Skrzypcowy Szymanowskiego.
JAROSŁAW nie znam utworu bardziej przesyconego erotyzmem
JUREK nie wiem, nie znam się
ANNA ale na muzyce czy erotyzmie?
JAROSŁAW nie chodzi oczywiście o erotyzm polegający na włóczeniu się za kobietami
na chędożeniu bez końca
ANNA a nie jest tak, że ten brak znawstwa, brak wiedzy, kompetencji to tylko wymówka?
usprawiedliwienie, jakie sami sobie dajemy, aby nic nie czuć i nic nie poczuć?
przecież każdy, kto ma uszy, coś słyszy
posłuchaj
JAROSŁAW tu chodzi o erotyzm wielkich uczuć
wielkich zespoleń
współżycia, w którym człowiek łączy się z człowiekiem nie ciałem, ale czymś innym
jakąś inną struną swojej istoty
ANNA lepszą stroną
JAROSŁAW niektórzy niedokładnie nazywają to duchem
JUREK ja nie wierzę w miłość bez zmysłów
JAROSŁAW bo to nie jest miłość
ani przyjaźń
a tym bardziej nie perwersja
to jest bezmierne szczęście, polegające na wyjściu poza granice istoty
i połączeniu się z inną istotą
to właśnie ci chciałem pokazać, dać
JUREK ta muzyka zwyczajnie mnie nudzi
ANNA ja mogłabym się tak nudzić godzinami
JUREK nuda to luksus, nie każdego stać na nią
ANNA ja bym powiedziała, że to obowiązek wobec siebie samego
JUREK czasy są ponure
ANNA tym bardziej w ponurych czasach
wstajesz, idziesz, coś robisz, mówisz
przecież życie się w tym nie wyczerpuje
JUREK ja tutaj nie pasuję
JAROSŁAW zostań
ANNA zostań
zaraz podamy lody, Staś ukręcił
przecież to dzięki tobie wezbrały w Jarosławie zdolności
wypełniły się uczuciem, jak płuca powietrzem
dowodem tego - całkiem niezłe wiersze
i to opowiadanie, które przysporzyło mu sławy
JAROSŁAW całe jest z ciebie
ANNA czasem jest mi przykro, że ten świat
taki dla mnie dziwnie bliski, drogi, bolesny
musi mi być na zawsze nieznany
JAROSŁAW tyle razy namawiałem cię do pisania
ANNA kobieta nie może być twórcą
nie w prawdziwym tego słowa znaczeniu
może intuicyjnie dosięgnąć świata, żyć w nim wewnętrznie
ale nie potrafi swoim przeżyciom nadać formy
zdobyć się na poruszanie zagadnień najistotniejszych
JUREK ale właściwie dlaczego nie?
znam wiele kobiet...
ANNA życie fizyczne kobiet zabija ich twórczość
czasem mam wręcz wrażenie, że pomiędzy mózgiem a ręką
brak jakiejś tajemniczej sprężyny, jakiegoś połączenia
no i najważniejsza przeszkoda - macierzyństwo
to jest smutna prawda dla nas, kobiet, ale trzeba się na nią zgodzić
zrozumienie jej może nas pocieszyć
uspokoić tę wieczystą, bezsensowną zazdrość w stosunku do mężczyzn
JUREK
gdybym dziś wiedział, co robić mam,
tak jak wiedziałem przed miesiącem,
spałbym spokojnie, jak spałem tam
i inne byłoby słońce
ANNA Jarosław wspominał, że piszesz
JUREK grafomania
ANNA tak powiedział?
JAROSŁAW twierdziłem tylko, że twoje myśli i uczucia lepiej nadają się do wyrażania w listach
w prozie przemówiłbyś bardziej bezpośrednio, wymowniej, mniej pretensjonalnie
JUREK
a dzisiaj stoję na bezdrożu,
związany tysiącami spraw,
a każda wiąże - nie pomoże -
a ja naprawdę jedno serce mam
te wszystkie sprawy uczuciowe
rozwikłać dzisiaj ciężko jest,
do tego sprawy finansowe,
a zdrowie leczyć... tu czy tam?
zupełnie nie mam w uchu rytmu
ANNA czasami trafiasz w muzykę
JAROSŁAW posłałem ci mój "Mały traktat wersyfikacyjny",
zajrzałeś?
JUREK
za wszelką cenę dziś się starać
uciec od troski bytu tu,
najlepsza będzie Surabaja,
"do swidanja, prijatieli, adieu!"
jednego tylko przyjaciela
żałować będę ja,
tego, co włożył serca wiele,
a serce to szlachetne ma
ANNA piękne
i jeszcze co innego, nie tylko piękne
JUREK ostatnia linijka brzmiała: "przyjaciel przy tym błędy ma"
ale potem zmieniłem
ANNA Jarosław także miewa niespodziewane luki
w na ogół wyrafinowanym wyczuciu takich rzeczy
w najlepszym wierszu zdarza mu się takie słowo, takie zdanie, które psuje całość:
podaj mi rękę i trzymaj mocno
ty - moja matka, i żona, i córka,
trzymaj, abym się nie przechylił
w nicość - w śmierć, w Jurka
żal, że nie może to być po prostu moje
JAROSŁAW a teraz musimy wszystko dla ciebie obmyślić
JUREK co to znaczy?
ANNA całe nowe życie
sprawę mieszkania
rodzaj nowej pracy
u s k r o m n i e n i e obyczajów
JUREK obawiam się, że na to za późno
ANNA samobójstwo nie jest rzeczą piękną ani mądrą
JAROSŁAW kto mówi o samobójstwie?
ANNA samobójstwem nazywam cały twój tryb życia
sposób, w jaki przyspieszasz bieg swojej choroby
JAROSŁAW to wszystko nie tylko na zewnątrz jest nieładne, ale wewnątrz
dla nas samych
ANNA w stosunku do samobójców zawsze zostaje coś jak lekceważenie
czy lekki wstręt
JUREK
jednak ci nie wolno
iść z żywymi razem
życie i ludzie wyrzucają z tobą
także gruźliczną zarazę
JAROSŁAW nie dosyć, że sam jesteś chory
że Halinę uwiodłeś, kiedy była dzieckiem prawie
że zapędziłeś w ciążę i zaganiałeś do skrobanki
wreszcie, że udzieliłeś jej swojej choroby
że ją porzuciłeś
JUREK i twoja w tym wina
JAROSŁAW nie kochałeś mnie nigdy tak bardzo, aby porzucać dla mnie żonę i dzieci
i po co?
aby żyć nierozwiedziony z nierozwiedzioną
zajmować się synami bóg wie kogo
JUREK mówiłeś, że dla szczęścia dużo poświęcić warto
ANNA ale czy to będzie szczęście?
przecież po trzech miesiącach wygna cię, jak tamtego wygnała
gdy tylko okaże się, że jesteś goły jak święty turecki
JAROSŁAW szczęściem nazywałem twoje zdrowie
JUREK
jestem znowu sam, sam! sam?
ciemno, noc głucha za oknami,
liście szeleszczą, srebrny księżyc świeci,
a ja sam siedzę i czas dziwnie leci
ANNA a co będzie, jak i Lilka zachoruje?
JAROSŁAW w ciągu ostatniego roku wydałeś więcej niż ja na cały dom
nie mówię tego z wymówką
jeżeli policzymy "Wzlot", "Choinki", "Balzaca" i wiersze, suma ta zwróci mi się
ale jak urządzisz się z dwiema żonami i czwórką dzieci?
oczywiście możesz postawić na swoim
jesteś mężczyzną, mocnym człowiekiem
ale niestety nie będziesz mógł zarobić więcej jak dwa tysiące złotych
resztę będziesz musiał kraść
wiesz, do czego to prowadzi
ANNA musisz duchowo przygotować się do stabilizacji
JUREK do czego to prowadzi?
JAROSŁAW kondominium, jakie chcesz zachować swoją dziecinną i n a i w n ą dyplomacją
przejrzystą jak twoje oczy
jest rzeczą niemożliwą
ANNA musisz wybrać
JAROSŁAW albo Lilkę albo nas
ANNA Wiesio się wyprowadził na swoje, strych zwolnił
urządzimy ci tam mieszkanko
małe, ale wygodne
JAROSŁAW na strychu za zimno dla Jurka
Jurek zajmie pokój po moich siostrach
ANNA umieralnię?
JAROSŁAW okna ma od wschodu
ANNA to już lepiej dać sypialnię po córkach
a twoją bratanicę
JUREK a gdzie w tym wszystkim Halina?
ANNA zmieści się
wszyscy się zmieszczą
Stawisko zawsze pełne było ludzi
JAROSŁAW w czasie wojny codziennie ze czterdzieści osób
Żydzi, powstańcy
ANNA umiemy tępić przywleczone wszy
czyścić pościele z wszelkiej zarazy
JUREK źle czuję się w tłumie
JAROSŁAW domek nam zbuduję w ogrodzie drewniany
gdybyśmy chcieli uciec od babskiego tupania
oczywiście wszystko bardzo skromne
jeden pokój z pięterkiem
z balkonem od wschodu, żebyśmy mogli patrzeć latem o poranku, jak się rodzi słońce
JUREK duszno mi jakoś
JAROSŁAW Jurcin nazwę ten domek
ANNA zajmiemy się Haliną i dziećmi, a ty pojedziesz do sanatorium
JAROSŁAW musisz wyzdrowieć
wiesz przecie, czym jesteś dla mnie
czymś, co podtrzymuje we mnie resztki życia
daje złudzenie młodości
co mi pomaga patrzeć na liście, tęczę, kwiaty i kobiety
musimy istnieć, mój Jurciu, dopóki nie powstanie trzeci tom "Sławy i chwały"
zadanie mojego życia, które zeschnie jak liść bez twojego życia
ANNA może istniejemy rzeczywiście dla jakichś przeznaczeń boskich czy ludzkich
co to można wiedzieć
JUREK gorzej mi
JAROSŁAW a po twoim powrocie z sanatorium omówimy możliwość wypłacania ci renty
i kto wie, może nawet wtedy zejdziecie się jeszcze jakoś z Lilką
i wszystko będzie pięknie
JUREK w płucach kłucie czuję
ANNA zostań, jutro na obiedzie będzie królowa belgijska
Efebos I, maj 1918 roku
KAROL stoi we wzorzystym, kolorowym chitonie, w narzucie koloru szafranu
przez ramię przewiesił niewyprawioną skórę łani
w ręku trzyma ozdobiony kwiatami tyrs
głowę ukoronowaną ma bluszczem i purpurowymi różami
a po obu stronach delikatnej młodzieńczej twarzy lśnią długie loki
jaskrawym, miedzianym blaskiem
głębokie oczy pałają ogniem nieodgadnionej, wiecznej tajemnicy
a zmysłowe wargi...
CHARLES przyniosłem dziesięć butelek wyśmienitego, starego, złocistego jak topaz frascati
które podaje się tylko w wyjątkowych przypadkach
przyjemnie wam tak rozmawiać przy świecach?
RELLOV burza zepsuła instalację
KORAB są sprawy, które zdają się obawiać bezwzględnego w swej jaskrawości
światła elektrycznego
CHARLES a o czym tak żywo rozprawiacie?
BISSOLI o pięknie
CHARLES i czym jest według was piękno?
RELLOV człowiek uznaje za piękne to, co mu się podoba
KORAB dla jakiegoś Papuasa twarz jego żony
z kawałkiem drewna w dolnej wardze
z fiszbinami sterczącymi z nosa
z wymalowanymi ochrą kołami na policzkach
słowem, ta potworna twarz stanowi kanon wszelkiego piękna
BISSOLI bo kobieta to symbol piękna
RELLOV to dlatego, że twórcami zasad piękna
jak wszystkich innych zasad
jesteśmy zawsze my - mężczyźni
patrzący na kobietę przez różowe okulary naszego erotyzmu
KAROL trzeba głęboko widzących oczu
diabelnie rozwiniętego dobrego smaku
jakim odznaczali się Grecy w swej wielkiej epoce
by choć odrobinę odsunąć ten odwieczny ideał piękności
i pozostawić należne miejsce dla efeba
miłość do pięknego młodzieńca tak charakterystyczna dla tamtej epoki
jest niewątpliwie wyższą, doskonalszą formą miłości
BISSOLI można by to uznać do pewnego stopnia za słuszne
gdyby udowodnić, że typ estetyczny m ł o d z i e ń c a
jest rzeczywiście doskonalszy od typu k o b i e t y
DE VILLIERS ale nawet wówczas zostałaby jeszcze psychiczna i moralna strona zagadnienia!
KAROL zacznijmy od pierwszego
cóż przedstawia ciało kobiety z estetycznego punktu widzenia?
z punktu widzenia architektonicznego sensu danego organizmu?
architektoniczność ta wyraża się w tym, że wszystkie
harmonizujące ze sobą części organizmu
służą wyłącznie samym sobie
z tego punktu widzenia tors kobiety, musisz to przyznać, absolutnie nie odpowiada ideałowi
na każdym kroku wyraźnie ujawnia swój postronny, że tak powiem
macierzyński utylitaryzm
BISSOLI to jest mizoginia
KORAB opiewane przez tylu poetów kobiece piersi to typowe ośle uszy
KAROL psują piękną płaszczyznę brzucha
DE VILLIERS jak można być tak nieczułym
w stosunku do tych delikatnych, czarujących istot, które ja tak uwielbiam?
BISSOLI to z braku doświadczenia
KAROL uda są zbyt rozwinięte i potężne w stosunku do ogólnej filigranowości torsu
zbyt grube łydki i zbliżone do siebie kolana
zdają się być obliczone na większy ciężar, niż dźwigają w rzeczywistości
przypominają dwie mocne doryckie kolumny
podtrzymujące lekkomyślny fryz filigranowego pawilonu
BISSOLI obliczone są na te nieprzyjemne miesiące, gdy kobieta mimo woli przemienia się
KORAB w jucznego wielbłąda!!
KAROL te smutne okoliczności przypomina nam również zbyt szeroko zakrojony brzuch
DE VILLIERS no dobrze, ale co z psychiczną i etyczną stroną zagadnienia?
KAROL nie wydaje ci się, że mimo twej ogromnej wiedzy
i głębokiego, niezależnego męskiego umysłu
właśnie w obrębie tych wszystkich zjawisk
ulegasz wszechmocnym wpływom tak zwanej opinii publicznej?
DE VILLIERS posiadam własne sądy
RELLOV autorytety miały rozmaity stosunek do tego gatunku
n i e n o r m a l n y c h , w y d z i e d z i c z o n y c h ludzi
KORAB prawodawcy inkryminowali im przestępczość
psychiatrzy - specyficzną neurozę i zaburzenia mózgowe
działacze społeczni - seksualną hipertrofię i wyuzdanie, zgubne dla społeczeństwa
CHARLES piękny i nader wonny bukiet!
KAROL a przecież, jeśli jakieś zjawisko powtarza się w określonych warunkach historycznych
z nieubłaganą, prawie mechaniczną dokładnością
to przez sam fakt swojej powtarzalności przestaje być a n o r m a l n e
czy nie zastanawiało cię, że te rzeczy
które tak bardzo zdumiewają przeciętnego mieszczucha
stawały się niemalże epidemiczne w tych epokach i w tych wielkich centrach
gdzie kultura osiągała swój prawdziwy szczyt?
CHARLES w tajnych bractwach znajdujemy imiona najznakomitszych
nieraz genialnych indywidualności
które pozostawiły po sobie niezatarte ślady w historii myśli ludzkiej
KAROL czy naprawdę trzeba tu wymieniać Sokratesa lub Platona?
DE VILLIERS słaba to obrona tak ciężkiego grzechu
CHARLES Aleksandra Wielkiego
KORAB Cezara
CHARLES Celliniego
BISSOLI da Vinci
KORAB Michała Anioła
BISSOLI Lorenza Medici
KORAB Shakespeare'ra
KAROL Karola XII
CHARLES i niekończący się szereg innych, bezimiennych, anonimowych gości platonowych uczt
gdzie tematem rozmów przy pucharze wina
były wyłącznie najsubtelniejsze i najgłębsze problemy
KAROL powracające fale historycznego barbarzyństwa
w pierwszej kolejności zmywały z powierzchni ziemi te najdelikatniejsze nawarstwienia
z chamską, brutalną złością spadając właśnie na tych wiecznych wędrowców
tułających się po obszarach
leżących na niedościgłych szczytach
poza sferą realnego, naturalistycznego życia
przeciwstawiając im swój zwierzęcy, brutalny instynkt samca
tak, jak zwykło się przeciwstawiać cnotę - grzechowi
mając po swojej stronie tylko a u t o r y t e t n a t u r y
DE VILLIERS przecież pełne odwrócenie tego kardynalnego instynktu
jakim właśnie jest instynkt płciowy
stanowi bądź co bądź anormalne zjawisko!
Dżdżownica
JUREK dziesiątego stycznia tysiąc dziewięćset pięćdziesiątego dziewiątego roku
Jurku kochany, jestem w stosunku do ciebie niesprawiedliwy
przykładam do ciebie inną miarę niż do siebie
miewałem znowu stosunki z innymi
nawet wprost wychodząc od ciebie
nawet dziś, kiedy jestem na dnie smutku, starałem się o to
nie mogę opanować swoich dzikich odruchów
zadziwiające jest jedno
że nasze kobiety nie są przerażone siłą naszych uczuć
i jak gdyby boją się pełnym głosem wołać o swe naturalne prawa
JUREK Jurku kochany, to nie są dla mnie przykre rzeczy, któreś napisał
zwalniają mnie od odpowiedzialności za to, że n a u c z y ł e m c i ę homoseksualizmu
poza tym wdzięczny jestem ci za szacunek
z którym trzymałeś mnie z daleka od zbiorowych orgii
chociaż może i miałbym jaką satysfakcję, biorąc w nich udział
JUREK nie przymuszasz się d l a p i e n i ę d z y do stosunków erotycznych ze mną
znajdujesz bowiem w nich satysfakcję zatajnionych instynktów
wielokrotnie poruszałem z tobą kwestię twoich dużych umiejętności
w stosunkach między mężczyznami
i zapytywałem, skąd one się biorą?
odpowiadałeś mi zawsze bajeczką o owym księdzu, który pokuszał się na twą cnotę
i robił ci minetkę jeszcze w szkole
i którego nie tylko odwaliłeś, ale zaskarżyłeś go do zwierzchniej władzy
i księdza wywalili
zdaje mi się jednak, że to ciebie wywalono, nie księdza
JUREK mówiłeś, że mieszkało was sześciu wspaniałych chłopców
spytałem oczywiście: żyliście ze sobą?
ty machinalnie odpowiedziałeś: onanizowaliśmy się nawzajem
potem w szkole wojskowej dorabialiście sobie forsę w ciemnej alei któregoś parku
gdzieście onanizowali pewnych mężczyzn za pieniądze
kiedy zarzuciłeś swe sieci na Stawisko, traktowałem cię jak kurewkę
dając ci niewielkie pieniądze
wszystko to w porządku
w ludzkim porządku
JUREK Jurku, jesteś potwornym babiarzem
kochałeś się najpierw i bardzo w Halinie
potem w Lilce
jednocześnie mając na zakładzie Nikę i Izę
i siostrę Wiktorczyka
i Dankę
i wszystkie te baby, które przeszły przez twój żółty tapczan
JUREK Jureczku, napotkałeś jednocześnie dwa szalone uczucia: moje i Lilki
nie mogłeś sobie z nimi dać rady
nie wiedziałeś, co począć
twój poziom intelektualny był za niski na rozstrzygnięcie tych kwestii
okropnie nie lubię, jak robisz ze mnie fokę czyli balona
JUREK jest taki jeden twój wierszyk:
szósty dzień już mija, kiedy się rozstałem z wami
jedna wersja przeznaczona dla mnie, druga dla Lilki
w wersji dla mnie jest postawione "chlałem kawę" zamiast "chlałem wódę"
i takie inne drobne retusze, żebym nie domyślił się, że Lilka była z tobą nad morzem
JUREK życie osób, które kochamy i które żyją blisko nas, da się porównać do życia dżdżownic
dżdżownice mają jakieś tam swoje życie podziemne, ale my go nie znamy
tylko od czasu do czasu wychodzą na wierzch ich odchody
tu jakiś syfilis
tu jakaś gruźlica
tu jakaś skrobanka
tu podbite sińcem oko
tu awantura z opieką pod kawiarnią, gdzie chodzą gołe dziwki
my tylko to widzimy, to odczuwamy
a co jest ich prawdziwym życiem, nie dowiemy się nigdy
one cannot control life of the dżdżownica
JUREK Jerzy, ponieważ tego listu nie będziesz czytał, więc tu mogę być szczery
zdradziłem cię - może to ci sprawi małą ulgę
JUREK dziś dzień rozpaczy
tyle innych już było, ale ten jest wyjątkowo jaskrawy, jak w powieści
dostałem do ręki dowód w sprawie tej w i e l k i e j i n t r y g i
którą toczysz pod moim nosem
JUREK Jurku kochany, niech ci się przez całą noc śnią moje oczy
które cię będą śledziły aż do świtania
JUREK pijany jestem moją miłością
JUREK po południu na Szucha był u mnie Bonarski
miły chłopiec, zupełnie narwany
wydał mi się bardzo ordynarny
ma ohydne ręce, których się bardzo wstydzi
całowaliśmy się namiętnie, chociaż on ma mnóstwo żon i kochanek
całowałem się z nim, robiłem z nim wszystko, aby zapomnieć
i to jest takie okropne, bo przecie niczego się nie zapomina
i ma się cały czas w pamięci tamto, inne
JUREK przestałem palić na intencję, aby cię przestać kochać
i widzisz, skutkuje piorunem
JUREK we łbie szumi
trzepię się jak ryba o lód
i ta wóda
na płacz mi się zbiera
odczytuję list
i widzę, że tak mało zdołałem przelać na papier z tego, co przeżywam
wybacz to ubóstwo słów
JUREK twój, Kopciuszek
Prześwietlenie płuc
ANNA Jarosław pracuje poobstawiany twoimi fotografiami
JUREK zauważyłaś, że gdy pisze, ma zupełnie inny wyraz twarzy?
ANNA jedną trzyma przy łóżku
ustawioną tak, żeby była pierwszą rzeczą, jaką widzi po obudzeniu
siłą rzeczy ja też
JUREK bibelociarz
ANNA podkradłam mu najlepszą
JUREK tę z psem?
ANNA w modlitewniku trzymam
tam nigdy nie zagląda
JUREK wszystkie moje zdjęcia są niedobre
ANNA prawda, żadne nie oddaje piękna proporcji twojej twarzy, twojego uroku
ledwo, ledwo ciebie przypominają
nawet dla aparatów jesteś nieuchwytny
jak mgła, która w tej chwili zbiera się za oknami
JUREK jak każdy człowiek
ANNA skryłeś się przed nami za taką właśnie mgłą milczenia, niedomówień
całe twoje życie trzeba składać z kawałków
zszywać z gałganków niechcący rzuconych słówek
JUREK a co tu mówić - w trumnie zwyczajnie leżę
ANNA kim ty właściwie jesteś?
twój charakter odsłania się tak drobnymi cząstkami
coraz to po jednym milimetrze kwadratowym
z maksimum odchylania pół milimetra
chciałabym cię zmusić do zwierzeń
jeszcze o parę milimetrów sięgnąć głębiej
pod skórę
JUREK ale po co tam, jak u mnie wszystko na wierzchu?
spójrz - cera koło ust ściągnięta
na skroniach jak pergamin żółta
ANNA jesteś dopiero w połowie swojego życia
JUREK wiesz już wszystko
ANNA czy rzeczywiście nie możesz wyrazić swych uczuć?
czy po prostu żadnych uczuć nie masz?
JUREK nie jestem poetą
ani intelektualistą
ANNA jesteś zwykłym chłopcem o dobrej naturze
ale rozpieszczonym przez setki kobiet i jednego mężczyznę
i przeto chcącym siusiać powyżej dziurki
nawet nie wiesz, jaki to zaszczyt, że Jarosław tak się tobą zajął
JUREK jest rzeczywiście bardzo zakochany
ANNA to niegroźne, zbyt często mu się zdarza
chociaż ten erotyzm na d w i e s t r o n y jest rzeczywiście przerażający
JUREK natura pełna afektów
ANNA to jest stan wprost chorobowy
ta niemożność zdobycia się na jakąkolwiek decyzję
JUREK często się skarży
a to na brak guzików u koszul
a to na niezostawienie obiadu lub kolacji
a to na niestosowanie się do jego życzeń
gdybym mógł, zaopiekowałbym się nim
inaczej
ANNA ciężko mi jest, kiedy widzę, jak wszystko, co go dręczy
stara się przerzucić na zewnątrz
stworzyć temu sztuczną przyczynę
najczęściej we mnie upatrując jakichś złych intencji
nadając moim słowom znaczenia, których nie miałam na myśli
LEKARZ co pani tu robi?
ANNA przyszłam dowiedzieć się, co tak naprawdę się dzieje
LEKARZ zamierza pani tu zostać?
ANNA jakie jest stadium
LEKARZ pobyt tu może być szkodliwy
ANNA jakie szanse
LEKARZ zdrowi powinni unikać ekspozycji na promieniowanie
wiemy, że jest patogenne, ale skutki uboczne wciąż nie są w pełni znane
ANNA może być aż tak źle?
LEKARZ organizm zazwyczaj fatalnie znosi takie sytuacje
ANNA ale ja zostanę
LEKARZ po co się narażać, skoro można się uchronić?
ANNA muszę wiedzieć
LEKARZ w końcu to pani życie, ale proszę założyć kamizelkę
a ty zdejmij koszulę
stań tu
oprzyj się plecami
oddychaj normalnie
ANNA naprawdę zaraz zniknie?
LEKARZ nie do końca, na ekranie nie widać jedynie zewnętrznej powłoki
ANNA piękne, świetliste
jak tu nie wierzyć w nieśmiertelność duszy?
LEKARZ ten cień tutaj
ANNA ta mgła?
LEKARZ to płuca
ANNA a serce?
gdzie jest serce?
LEKARZ na prześwietleniu nie widać, ale zapewniam panią, że wciąż bije
ANNA tyle niszczy w nas ten pożerający erotyzm
LEKARZ proszę spojrzeć tu, pod obojczykami, widzi pani dwie olbrzymie kawerny?
ANNA te ciemniejsze plamy?
LEKARZ kaszlnij
widzi pani, jak się poruszają?
ANNA i co to znaczy?
LEKARZ to to, czego szukaliśmy
ANNA zupełnie nie wiem, czegośmy szukali
JUREK i co, Haniu, wiesz teraz już wszystko?
ANNA nic nie wiem
ale czy to nie jest niesprawiedliwe
że do miłości duchowej dochodzi się właśnie przez ciało?
JUREK masz na myśli urodę
ANNA przecież wiesz, że gdybyś nie był tak piękny, wszyscy odnosiliby się do ciebie inaczej
i kto wie, czy przebaczaliby ci tak łatwo
JUREK ja wierzę, że jak się kogoś kocha, to ze wszystkimi ułomnościami ciała
kocha się każdy szczegół, nawet i niepiękny
zwiędłe piersi kobiece
szpetne znaczki na ciele
dziwny zarost
nawet nieprzyjemny zapach
nawet chorobę
ANNA może i tak, ale najpiękniejsze czy najbrzydsze ciało sprawia radość wtedy
gdy jest własnością niepodzielną
stąd radość małżeństwa
i piekło zazdrości
JUREK nikt nie chce być samotny
ANNA ludzie uciekają przed samotnością w zatokę zwykłego mieszczańskiego szczęścia
nie wiedzą, że w największym cierpieniu to właśnie samotność może być ich przystanią
że człowiek jest naprawdę szczęśliwy dopiero wtedy
kiedy nie czuje się samotny, zostając sam w pokoju
trzeba wówczas prędko, prędko umieć odrzucić wszystko
uspokoić się
musi u s t a ć s i ę wszystko
i wtedy można dokopać się w sobie do tej warstwy
do której nic z zewnątrz nie ma już dostępu
której żaden ból
żadna doznana krzywda
żadne wzburzenie nie jest w stanie już zamącić
zupełnie nie rozumiem naszego stosunku
JUREK dzisiaj już nikt nie wierzy w przyjaźń
gdy się mówi mój przyjaciel, moja przyjaciółka, ludzie uśmiechają się znacząco
ANNA Jarosław nie wie, jak dziwną jest nasza przyjaźń
JUREK niech ci będzie, kocham ciebie, Haniu
ANNA i ja ciebie
Śledztwo
JUREK, JUREK, JUREK
Surabaya - Johnny,
Warum bist du so roh?
Surabaya - Johnny,
Mein Gott und ich liebe dich so!
Surabaya - Jo hnny,
Warum bin ich nicht froh?
Du hast kein Herz, Johnny
Und ich liebe dich so!
JAROSŁAW kartka złożona i podzielona na pół
list na prawym skrzydle
na lewym - dopiski
bokiem, z lewej krawędzi:
punkt pierwszy: rachunek Jurka
punkt drugi: forsa niestraszna
czerwonym atramentem, u dołu kartki: aide-mémoire
prawa strona karty - część główna listu: aide-mémoire do rozmowy z J.B.
w nawiasie: dążenie do zawarcia układu
punkt pierwszy: zdrowie moje i jego
jesteś w bardzo trudnej sytuacji
strzałka do dopisku bokiem na prawym marginesie:
wpływy Pietraszka i pani R. Pietraszek głównie, cholera
punkt drugi <a>: bliższe plany
punkt drugi <b>: dalsze plany
punkt trzeci: przyczyny mojego zaniepokojenia
w nawiasie: zresztą zrozumiałe dążenia J.B.
w nawiasie: domniemany telefon, itede
punkt czwarty <a>: małe kłamstwa
w nawiasie: list, paczka, ów telefon
punkt czwarty <b>: duże kłamstwa
punkt piąty: sprawy pieniężne
w nawiasie: czy oddał tysiąc złotych kuzynce?
w nawiasie: gdzie pracuje kuzynka?
punkt szósty: co robił przez te dwa tygodnie, że był taki zajęty?
czy jest bardzo zakochany?
gdzie pracuje pani R.?
w nawiasie: czerwonym atramentem znak <x>
punkt siódmy: układ stosunków na przyszłość
w nawiasie: kwestia targów za pierwszym widzeniem
punkt siódmy <a>: moje warunki
łamane przez wymagania
łamane przez moje korzyści
punkt siódmy <b>: kwestia z a z d r o ś c i - głupota
mogę być zazdrosny o nią albo profesora, ale nie...
punkt ósmy: zasadnicza sprawa -
nieliczenie się ze znajomością moją ludzi i ludzkich spraw
i niedocenianie mojej inteligencji
w nawiasie: zrozumienia
dlaczego nie powiedzieć wszystkiego wprost?
punkt dziewiąty: wszystkie przykre rzeczy
w nawiasie: pierwej odczytać zapis dziennika
pokazanie listu do mnie
pociągnięta strzałka od punktu: duże kłamstwa
wynik
zagranie w otwarte karty
dopisek z boku, na lewym marginesie: ew. podróże
w nawiasie: Kazimierz
dlaczego nasze kontakty są sprawdzane przez policję?
zapis na dole kartki, pociągnięty strzałką do tego miejsca:
żeby nie myślał, że mnie nabiera
mnie się ta cała sprawa opłaca
Baśnie
JUREK kochany, dzisiaj zabawimy się w bajki
będziesz bajecznym księciem Szerchanem
masz błękitne jedwabne spodnie i zielone aksamitne bolerko haftowane złotem
nałożone na gołe ciało
spod bolerka widać twoje opalone, bardzo chude ciało, piersi, brzuch
na głowie masz czerwoną apaszkę przeplecioną perłami
czerwone końce przepaski zwisają ci nad czołem
masz spiczaste szafirowe pantofle z dzwoneczkami zawieszonymi u dziobków
prowadzisz wspaniałego, białego konia
ale jeszcze na niego nie wsiadasz
idziesz przez łąkę pełną kwiatów
potem wyjeżdżasz na pustynię
szukasz wszędzie swojej ukochanej Nurunnichary, którą zabrały gdzieś złe dżiny
ale zamiast ukochanej znajdujesz na pustyni naftę
Amerykanie ci zazdroszczą
jeden wlazł na palmę w oazie i strzela do ciebie
już i po bajce, bo była głupia
JUREK trzeba inaczej
jesteś królem Polinezji
gdzieś polujesz nagi i brązowy w puszczy pełnej storczyków
na szyi masz zawieszony naszyjnik z kwiatów i w ręku masz dwie dzidy
ciskasz dzidami na brzeg, stojąc w łodzi
jesteś wyprostowany jak struna
a włosy na głowie układają ci się w beret, granatowy beret
wyglądasz jak nad Stawem w Stawisku
tylko jest bardzo gorąco i jesteś daleko piękniejszy
kwiaty w twoim naszyjniku są jak peonie i dalie, tylko pachną pieprzem i goździkami
na ramionach masz bransolety
a za nimi zakwitnięte kwiaty i długie puszyste pióra rajskiego ptaka
Anglik strzela do ciebie
bo za jedną z bransolet zatknąłeś sobie plan kopalni złota ukrytej w głębi lądu
do dupy
JUREK masz na sobie jasnoszare ubranie z bardzo cienkiej wełny
krawat masz ciemnoszafirowy, przerabiany z białymi strzałami
skarpetki granatowe
buty żółte
koszula niebieska koloru twoich oczu
siedzisz znudzony na kanapie
patrzysz na nudny, przepiękny pejzaż za oknem
i od czasu do czasu podnosisz do ust szklankę z whisky
ona jest jasną blondynką, bardzo piękną
pakuje sukienki i bieliznę do lekkich kuferków
wyjeżdżacie razem w podróż dookoła świata
tobie nie bardzo się chce
ale jej bardzo, ucieka od starego męża
ona otwiera małą kasetkę podróżną
jest pełna klejnotów i dolarów w złocie
nudzi cię to
a whisky nie smakuje
wolisz alasz
w tej chwili wchodzi mąż
spostrzega, co się dzieje
i strzela do ciebie z małego, damskiego rewolweru
głupio jest ginąć od lekkiej broni
i ta bajka też głupia
JAROSŁAW jeszcze inaczej
jesteś młodym duńskim rybakiem
umówiłeś się ze swoją dziewczyną koło syrenki w Kopenhadze
jest późny wieczór, ale to czerwiec i jest jeszcze jasno
woda ma dziwny, jasny połysk
syrenka siedzi nieruchoma i nie zwraca na ciebie uwagi
ona sama jest i smutna
patrzy na morze, gdzie śpiewają i pląsają jej siostry, a ona nie może
musi zostać na lądzie, bo pokochała królewicza
ona go bardzo kocha
i nagle ogarnia cię zazdrość
tak strasznie chciałbyś, aby syrenka pokochała ciebie
podchodzisz do niej i mówisz: pokochaj mnie, na miłość boską!
żyć bez ciebie nie mogę!
ale syrenka nie odpowiada
wtedy ty ją chwytasz za szyję, całujesz w policzek
ale policzek jest zimny i pachnie jak ty - rybami
i znowu mówisz: pokochaj mnie, na miłość boską!
żyć nie mogę!
ale syrenka nic nie odpowiada
wtedy ty staczasz się z kamienia do wody
ale woda w tym miejscu jest płytka
nie topisz się
stoisz tylko w wodzie powyżej kolan
i płaczesz jak dziecko
Efebos II
DE VILLIERS przecież pełne odwrócenie tego kardynalnego instynktu
jakim właśnie jest instynkt płciowy
stanowi bądź co bądź anormalne zjawisko!
KAROL powiedziałe ś a n o r m a l n e?
pięknie!
pozwól, że przyjrzymy się nieco temu dwuznacznemu słowu
zgadzasz się chyba ze mną, że skoro mówimy o a n o r m a l n o ś c i jakiegoś zjawiska
to rozumując logicznie, powinniśmy przede wszystkim określić warunki
w których możemy uznać to zjawisko za n o r m a l n e
CHARLES kiedyś pewien bardzo znany psychiatra dowodził mi
iż niepodobna znaleźć na świecie człowieka całkowicie normalnego psychicznie
n o r m a l n y człowiek to jakiś fantom
czysta i d e a p l a t o ń s k a
DE VILLIERS można jeszcze za c z ł o w i e k a n o r m a l n e g o
uznać średnią arytmetyczną wszystkich ludzi
opinię publiczną
KORAB opinię publiczną?!
iluż Sokratesów wypiło już w dumnym milczeniu swój kielich cykuty
podporządkowując się nakazowi tego strasznego, stugłowego potwora!
CHARLES o p i n i a p u b l i c z n a, której tak przywykliśmy ufać, to najniższe instynkty duszy
wyraz plebsu zbuntowanego przeciwko wszystkim wartościom życiowym
KORAB i to ona właśnie wydaje wyroki!
ona bezapelacyjnie określa n o r m ę każdego odruchu!
KAROL przekonasz się wkrótce, że a n o r m a l n e jest tylko określeniem
o p i n i i p u b l i c z n e j, które odznacza się brakiem wszelkiej głębi filozoficznej
psychologicznej, a nawet logicznej
i tak z ogólnej sumy zjawisk zawierającej to wszystko, co składa się na ludzką miłość
zacznijmy wykluczać wszelkie a n o r m a l n o ś c i
CHARLES nekrofilia
KORAB bestializm
BISSOLI fetyszyzm
RELLOV homoseksualizm, trybadyzm
KORAB precz z nimi!
KAROL atmosfera staje się coraz bardziej przejrzysta, czystsza
znajdujemy się wreszcie w obrębie n o r m a l n e j miłości!
miłości między mężczyzną i kobietą!
przyjrzyjmy się więc jej nieco bliżej
BISSOLI oto bezzębny dziadyga z bombonierą w ręku wychodzi o zmierzchu na polowanie
spotyka dziesięcioletnią dziewczynkę i stara się ją zwabić do swego mieszkanka
KORAB nieszczęsna, głupia, prosta dziwka, wykończona przez nędzę i głód
spędza dnie i noce w ohydnym, śmierdzącym burdelu
CHARLES dwoje kochanków spędza noc raniąc się wzajem do krwi i okładając się kijami
KAROL jakaż wspaniała mozaika prawowitej, prawdziwej miłości!
DE VILLIERS powybieraliście najokropniejsze obrzydliwości
i rozkładacie je przed naszymi oczami jako wzorce prawdziwej miłości!
KAROL przeciwnie!
sami je odrzucamy
jednak wszystko to dzieje się w sferze miłości n o r m a l n e j
i według ciebie są to n o r m a l n i e j s z e rodzaje uczucia od tych
jakie żywił powiedzmy Alcybiades do Sokratesa
CHARLES oto jeszcze inni, i d e a l n i kochankowie
odwracający się z obrzydzeniem od własnego ciała
zamiast ustanowionej przez naturę rozkoszy
w chwili tworzenia nowego życia znajdują jedynie rozpacz, ból i udrękę
pukającą do drzwi obłędu!
czy oni są normalni?
KORAB a oto jeszcze inna para, zdrowa, młoda
wypełniająca swoje noce nader wesołymi i przyjemnymi rozrywkami
może oni?
ale cóż oni robią?
naturalny owoc ich miłości - dziecko - poplątałoby ich życiowe plany
i oto bardzo milutko, bez jakichkolwiek wyrzutów sumienia zdobywają się na sposoby
by nie dopuścić do przyjścia na świat nieproszonego gościa
jakże więc?
czy są normalni?
DE VILLIERS w żadnym wypadku
KAROL bo czym w rzeczywistości jest miłość n o r m a l n a ?
DE VILLIERS jest nią stosunek, mający na celu rodzenie potomstwa
KAROL Natura stworzyła swój miłosny mechanizm dla zwierząt
zapaliła w tych ślepych istotach tajemniczy płomień
który w pewnych chwilach życia stawia je w niebywale śmiesznej sytuacji
nie przewidziała Natura, że pewna istota wymknie się z jej rąk
odgadnie tajemnicę miłości, oddzieli instynkt rozrodczy od rozkoszy
RELLOV zacznie oszukiwać Naturę
KAROL w ten sposób narodziła się, jak Wenus z piany morskiej, miłość nienormalna
inaczej mówiąc miłość prawdziwa!
czy zrozumiałeś mnie wreszcie?
DE VILLIERS muszę przyznać, że twoja mowa obrończa jest idealnie przemyślana
wynika z niej, że najdoskonalszym typem człowieka jest hermafrodyta moralny
KAROL co za barbarzyńskie słowo!
DE VILLIERS ale nie wynika, dlaczegóż ten doskonały człowiek z takim uporem ignoruje kobietę
choćby najbardziej wartościową?
KAROL mój drogi, a dlaczego z takim uporem pijesz to rzeczywiście wspaniałe frascati
a odwracasz się od słabiutkiego cinzano, które nie wiadomo dlaczego tak uwielbia Charles?
CHARLES i znów nierozwiązalny dylemat!
Kopenhaga
JAROSŁAW biegliśmy przez Tivoli
trzymając się za ręce
miałeś na sobie muszkę, szarą z różowym paskiem, którą ci kupiłem
JUREK kupiłeś mi też koszulę, o jakiej marzyłem
nie chciałem jej zdjąć przez cały wyjazd, choć pierwszego dnia ubrudziła się kawą
JAROSŁAW zrobiłeś głupią minę
JUREK a ty zaśmiałeś się ze mnie
chciałem wyjść
JAROSŁAW powiedziałem: nie przejmuj się mną
histerykiem zakochanym we wszystkim, co go otacza
JUREK w łodziach w porcie, pięknej pogodzie, duńskich chłopcach
JAROSŁAW Kopenhaga wydawała mi się jakaś mniej samotna
niż kiedy byłem sekretarzem konsula
JUREK trudno mi było uwierzyć, że żyłeś tu przed wojną
w czteropokojowym mieszkaniu
z kucharzem, kierowcą, na obiad jadałeś homary
JAROSŁAW nie było nic tańszego
JUREK do homarów piłeś szampana
JAROSŁAW biegliśmy przez Tivoli
przecinaliśmy chłód wieczornego powietrza
JUREK w Polsce tak byśmy nigdy nie biegli, jak tu, roześmiani
JAROSŁAW na drzewach lampiony świeciły
woda tryskała z fontann
JUREK a potem leżeliśmy w drewnianym pokoiku
wtuleni w siebie
JAROSŁAW tylko mężczyzna mężczyznę tak może kochać
JUREK głaskałeś mnie po nodze
JAROSŁAW ucieknij ze mną do Surabai
JUREK kochałem cię tamtego dnia
JAROSŁAW to była ta chwila
Efebos III
KAROL nim świece całkiem zgasną, chciałbym wskazać także na inne elementy
które wpłynęły na ukształtowanie naszych poglądów w sferze etyki seksualnej
zgodzicie się chyba, że nasze poglądy w tej dziedzinie
tak różne na przykład od greckich
które cechowała wyjątkowa wolność jednostki
zawdzięczamy Biblii
KORAB ta okropna księga już ponad dwa tysiące lat zatruwa nasz organizm!
KAROL wszystkie nasze normatywne pojęcia moralne opierają się na Biblii:
po pierwsze, zasadnicze pojęcie o miłości cielesnej jako g r z e c h u p i e r w o r o d n y m
który może być odpokutowany wyłącznie poprzez urodzenie potomka
po drugie, ś w i ę t o ś ć m a ł ż e ń s t w a
po trzecie, pewna pobłażliwość dla prostytucji
BISSOLI doprawdy zdumiewające, że dziś my, stojący na szczycie życia kulturalnego
musimy przy pomocy arcybarbarzyńskich dowodów bronić tego
co w istocie żadnej obrony nie potrzebuje
co jest najbardziej bezsprzeczną rzeczą w świecie:
prawa każdego do kochania i do bycia kochanym!
KAROL być może my wszyscy jesteśmy tylko jakimś wielkim wstępem
mostem przerzuconym nad przepaścią dla tego, co nadejdzie
CHARLES niechaj ciało płonie, skoro jest płomienne
KORAB niechaj płonie zgodnie ze swymi tajnymi prawami
a nie w myśl suchych nakazów jakiejś pseudomoralności
DE VILLIERS niech płonie, byleby płonęła też i dusza
KAROL pamiętam dawno temu, w dzieciństwie
moja stara ciotka, która mnie wychowywała, chodziła ze mną do Marii Panny w Krakowie
pod wysokim sklepieniem wisiał krucyfiks, a na nim Chrystus nadnaturalnej wielkości
zmęczony, wyglądający tak, jakby dopiero przed chwilą skonał w męczarniach
wiele lat później, gdy byłem po raz pierwszy we Włoszech, w Brerze
ujrzałem i wreszcie odgadłem jego prawdziwe młodzieńcze oblicze
które ujrzał Leonardo Da Vinci - w proroczym chyba śnie
tak bardzo odbija się od innych, ten jedyny wierny wśród wizerunków Chrystusa
dopiero wtedy pojąłem, kim był on w rzeczywistości
on - Chrystus - Eros!
CHARLES o, przyjacielu nasz, piękny Erosie!
oto według sił naszych i umiejętności oddaliśmy ci, co należne:
odśpiewaliśmy na twą cześć najlepszą, najpiękniejszą pieśń ofiarną!
Małżeństwo
JAROSŁAW dawniej, w maju lub czerwcu, pamiętasz
wychodziliśmy wieczorem z psami
i słychać było słowiki
ANNA teraz rzadziej je słychać
jakoś niewyraźnie i jakby z oddali gdzieś tylko
JAROSŁAW to samo z żabami
zauważyłaś, chyba przestają kumkać
może to w złym guście i młode żaby już tego nie robią
ANNA jak Medorek przestanie szczekać
będę już przynajmniej miała pewność, że idzie koniec świata
JAROSŁAW uspokoiłaś mnie trochę
myślałem, że na starość słuch mi się przytępił
jak głuchy chodziłbym na konkursy chopinowskie?
ANNA bałam się zapytać o to z tego samego powodu
JAROSŁAW tyle że ciebie starość nigdy nie dosięgnie, Haneczko
czas się dla ciebie zatrzymał po prostu
wciąż jesteś równie bystra i tak samo piękna, jak kiedy się zaręczaliśmy
czysta linia podbródka, jasne włosy i takie ciemne oczy
ANNA wszystko ostre, męskie
JAROSŁAW w młodości wyglądałaś zupełnie jak chłopiec
ANNA to choć na starość pozwól mi być kobietą
JAROSŁAW za to jaki chłopiec
ANNA wiesz dobrze, co uważam o tym wszystkim
JAROSŁAW o życiu erotycznym, tak?
nazywaj rzeczy po imieniu
czasem mi się wydaje, że nie tyle nie chcesz życia erotycznego
co w ogóle negujesz jego istnienie
że chcesz być takim człowiekiem-cieniem, nieświadomym świata wokół
najlepiej ci radzę porozmawiaj o erotyzmie ze swoimi córkami
może otworzą ci oczy na pewne rzeczy
ANNA na szczęście moje niezainteresowanie życiem erotycznym na twoim się nie odbija
JAROSŁAW nigdy nie chciałem ci robić przykrości
ANNA nie mam do ciebie żalu
miałabym, gdybyś nie był ze mną szczery od samego początku
JAROSŁAW mnie zawsze chodziło tylko o to, żeby pokonać to uczucie
samotność
ANNA a te chwile, kiedy jesteśmy razem jak teraz?
też były od zawsze, od samego początku
JAROSŁAW ty masz religię, wnuki
dzieci mają swoje życia
raz na jakiś czas po prostu potrzebuję nowego przyjaciela
ANNA nadużywasz tego słowa
przyjaźń opiera się na tak głębokich pokładach duszy
łączy się tak głęboko z treścią naszego życia
że dopiero po długim czasie możemy zorientować się
że ona istotnie między nami a kimś drugim jest
poza tym przyjaźń rzadko kiedy bywa cielesna
JAROSŁAW wszyscy uważają, że to polega na rżnięciu się w dupę
i bez chwili refleksji interpretują to przez gówno
bo człowiek dla nich, natura człowieka musi być brudna
stąd potem te wszystkie uwłaczające plotki o mnie
ANNA można mieć nowego gadacza, nowego kochanka, ale nie przyjaciela
JAROSŁAW przecież tu chodzi właśnie o to więcej
o le bonheur impossible des ames
o całość człowieka, dwójki ludzi
o integrację niesłychanych rozmiarów
kiedyś nazwałem to g r a a l i z m e m
to takie uczucie, jakie łączyło giermka i rycerza świętego Graala
jak miłość zakonnika do drugiego zakonnika
jedność bez łóżka, bez pieszczot, ale mimo wszystko jedność
natura dąży do osiągnięcia pełni, a w miłości między mężczyznami jej się to udaje
ANNA ja tę pełnię osiągam bez mężczyzn
JAROSŁAW modlitwą?
ANNA pomaga mi pozostać czystą, również cieleśnie
JAROSŁAW nie osiągniesz czystości obsesyjnie dezynfekując każdy centymetr Stawiska
ANNA ty chyba nigdy nie sięgniesz poza czarna? dziure? materii
wszystkie mys?li o bogu, o istnieniu jakiejs? innej rzeczywistos?ci
rozbijają sie? przy twoim cynizmie jak fala o skałe?
to wręcz bolesne
JAROSŁAW po prostu boję się tej twojej wiary
nie wiem, czy to świętość, czy znowu szaleństwo
ANNA doktor mówi, że nie trzeba bać się tych myśli
właśnie muszę wierzyć, że nie ma w nich nic istotnego
JAROSŁAW kiedy przyjechałem po ciebie wtedy, do szpitala, nie poznałem cię
siedziałaś ostrzyżona w poczekalni
przywitałem się z doktorem i nie spostrzegłem, że to ty siedzisz na fotelu
byłaś kimś innym, w jakiś inny sposób
coś przeszłaś, byłaś odmieniona
to jakby wyprawa Orfeusza do Hadesu, z którego Orfeusz wyprowadza Eurydykę
ale inną Eurydykę
to mnie zawsze prześladuje
ANNA nie oglądałeś się za tym, kim byłam dla ciebie wcześniej
i wyszłam z tobą taka, jaką się stałam
JAROSŁAW czuję pewną ulgę, kiedy myślę, że ty się nigdy nie zestarzejesz
kiedyś myślałem, że chciałbym
umierać, trzymając za rękę jakiegoś pięknego chłopca
symbol życia
albo otoczony miłością córek, wśród wnuków
teraz, gdy śmierć się zbliża, czuję
że pewną ulgę w tej ciężkiej przeprawie mogłaby sprawić mi tylko twoja ręka
Pierwsze spotkanie. Styczeń 1953 roku
JAROSŁAW dziwne, jak ktoś, kogo się zaczyna kochać, wyrasta nagle jak cień pod wieczór
a potem...
pełnia tych doznań nie mieści się w żadnych określeniach ani słowach
widzę, jak siedzisz na krześle ze lwami, które stoi obecnie na Szucha
wtedy stało na prawo od wejścia do mojego gabinetu
JUREK mówisz o naszym pierwszym spotkaniu
JAROSŁAW widziałem cię z okna jak wchodziłeś
z babami z Brwinowa
wchodziłeś z nimi do domu od ogrodu
widziałem trzy baby
i jednego mężczyznę w szarym płaszczu, w szaliku
był styczeń, byłeś w kapeluszu
straszny mróz zacinał
nie wychodziłem z domu od dwóch dni
JUREK zaprowadziła nas na górę pod drzwi twojego biura Hania
zawsze taka dobra dla wszystkich
powiedziała, że mąż was zaraz przyjmie i poprosiła dla nas o herbatę
wszyscy czuliśmy się nieswojo
my, tacy prości w domu pisarza, posła, Iwaszkiewicza
nie pasowaliśmy
grałem pewniaka
JAROSŁAW zawsze go grałeś
zawsze ci powtarzałem, że nie wypada
że przez to ludzie się ciebie boją
chyba nie czekaliście długo
JUREK tylko chwilę
po chwili otworzyłeś drzwi i zaprosiłeś nas do środka
JAROSŁAW od razu zapisałem sobie twoje imię i nazwisko
od razu po tym jak powiedziałeś swoje imię i nazwisko
pomyślałem, że zostaniemy przyjaciółmi
JUREK wiedziałeś, że wzięły mnie ze sobą, bo wiedziały, że ci się spodobam
że będę taką kartą przetargową
ja za odczyt
piękny chłopiec za odczyt
JAROSŁAW zgodziłem się
pokaż mi, jak wtedy zaczesywałeś swoje włosy grzebieniem
JUREK to nawet ten sam grzebień
JAROSŁAW to nie mógł być ten moment
albo to wyglądało inaczej
ja chcę dotrzeć do tej chwili, w której można poczuć rodzące się uczucie
że ktoś, ten ktoś, ta osoba nagle staje się czymś podobnym do dżina z bajek arabskich
czymś niezmiernie wielkim i przysłaniającym horyzont
wyższym od świerków na Stawisku
i nie idzie wśród zieleni igieł, ale w chmurach
w zielonych chmurach szczęścia
kiedyś umówiliśmy się w świerkowej alei na Stawisku,
kiedy tam przybyłem, stałeś pod pierwszym świerkiem z prawej strony
całuję czasem korę tego drzewa w miejscu, gdzie je dotykałeś
całowałem ją dzisiaj, lecz byłeś w niej ulotny jak mgła
wtedy nie podszedłeś do mnie
tylko pociągając papierosa rozżarzyłeś go, abym spostrzegł w ciemności ognik
uderzyło mnie to
to sposób praktykowany w cienistych alejach
spotkań między mężczyznami na całym świecie
bardzo mnie zawsze podniecał
JUREK zauważyłem
JAROSŁAW w ciemności zapalasz papierosa
ja ciebie zauważam
twoje oczy rozpalają się w żarzącym się papierosie
to nie to
JUREK nie przestawaj szukać
JAROSŁAW pewien starszy pan jest na otwarciu festiwalu
nudzi go to trochę
ale przypomina sobie o swoim młodym przyjacielu
który jest ostatnią pociechą jego starości
postanawia odwiedzić tego przyjaciela
jedzie koleją elektryczną z Pragi, bo mieszka na Pradze
do pewnego osiedla podwarszawskiego na lewym brzegu Wisły
odnajduje domek i dawno niewidzianego przyjaciela
domek wtopiony w zieleń małego zapuszczonego ogródka jest prześliczny
ale to, co starszy pan widzi w domku, jest bardzo smutne
przyjaciel jest zagrożony gruźlicą i wygląda już jak trup
jego mały synek (dwa lata) chory na ciężki koklusz
urocza, smutna dziecina z olbrzymimi niebieskimi oczami
żona ma zaledwie dwadzieścia lat
zaczęła pracować na Mokotowie
musi wstawać o piątej, aby dojechać na czas
ona zarabia osiemset złotych
on, jako budowlany w Żyrardowie, tysiąc dwieście
jest oczywiście babcia do gotowania i pilnowania dziecka
wszystko razem zupełna nędza
starszy pan łudził się, że Jurka przyciągnęła do niego jakaś niejasna sympatia
coś z resztek pociągu fizycznego
jakieś przyczyny słabego, ale erotycznego charakteru
teraz jasno widzi, że tu chodzi o sprawy materialne
o dorobienie sobie chociażby na drodze p u s z c z e n i a s i ę choć trochę pieniędzy
rozczarowanie dla starszego pana duże, ale nieuniknione
poczuł wielką żałość i sympatię dla żony Jurka i jego miłego synka
jak teraz ma postąpić?
czy pomóc im, o ile może?
czy zerwać z nim?
czy zostawić sobie mimo wszystko ów pozór radości?
czy zostawić wszystko, jak było?
czy ma sobie odmówić przyjemności posiadania bardzo pięknego przyjaciela?
w którym miejscu tej sprawy jest największa niemoralność?
czy to jest niemoralne, że Jurek zarabia tak nędzne grosze?
czy to, że się puszcza?
gdybym przeniósł opowiadanie do Francji, oskarżyłbym kapitalizm
ale tak?
czuję się bezradny
Na podstawie dzienników i listów Anny Iwaszkiewicz oraz Jarosława Iwaszkiewicza,
a także fragmentów powieści Efebos Karola Szymanowskiego.
Prapremiera Życia intymnego Jarosława odbędzie się w Teatrze Wybrzeże w Gdańsku w reżyserii Kuby Kowalskiego.
Autorzy dziękują Robertowi Papieskiemu, Ramonie Nagabczyńskiej oraz Ludwice Włodek za pomoc przy pisaniu tekstu.