Dobra, co teraz? Jak zachować odporność, kiedy życie robi się trudne - Kate Gladdin

Kup ebooka

44.10 zł
34.30 zł (34,10 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Wstęp

Dla­czego od­por­ność jest ważna

Nie udało się jej.

Do­świad­czy­li­ście w ży­ciu chwil, które spra­wiły, że po­czu­li­ście się tak, jak­by­ście w ogóle nie znali osoby, którą by­li­ście wcze­śniej? To była dla mnie taka wła­śnie chwila, kiedy moja mama po­wie­działa: "Nie udało się jej".

Może my­śli­cie: cóż, pew­nie nie do­stała się na stu­dia albo nie po­wio­dło się jej w pro­ce­sie re­kru­ta­cyj­nym. Nie, moja mama mó­wiła o kimś, kto nie prze­żył ope­ra­cji.

Tym kimś była moja sio­stra. I nie udało się jej prze­żyć.

Nie wiem, ja­kie chwile z wa­szego ży­cia przy­po­mniały się wam w trak­cie lek­tury tych słów, ale przy­pusz­czam, że trzy­ma­cie tę książkę w rę­kach dla­tego, że was rów­nież ży­cie za­sko­czyło. Może też stra­ci­li­ście ko­goś, kogo ko­cha­li­ście albo pró­bu­je­cie się upo­rać z nie­po­wo­dze­niem za­wo­do­wym lub wa­sze "i żyli długo i szczę­śli­wie" nie­spo­dzie­wa­nie się skoń­czyło. Co­kol­wiek prze­szli­ście, mo­gli­ście od­kryć, tak jak ja, że je­dyną pewną rze­czą w ży­ciu jest zmiana. A dla wielu z nas jest ona nie­chciana i wiąże się z ogromną stratą.

Nie­ważne, czy jest to prze­ga­pie­nie oka­zji, utrata zdro­wia, re­la­cji, bez­pie­czeń­stwa fi­nan­so­wego czy po pro­stu roz­cza­ro­wa­nie, ży­cie wiąże się ze stratą, zmianą i bó­lem. Nie da się tego unik­nąć; można je­dy­nie przez to przejść. Mówi się: "Co nas nie za­bije, to nas wzmocni", ale pew­nie za­uwa­ży­li­ście, że nie u każ­dego się to spraw­dza. Nie­któ­rzy stają się cie­niem sa­mych sie­bie z prze­szło­ści lub grzę­zną w pre­ten­sjach i żalu do świata, gdy ży­cie roz­daje im słabe karty, pod­czas gdy inni prze­kształ­cają na­po­ty­kane trud­no­ści w oka­zje do roz­woju i sa­mo­do­sko­na­le­nia.

Róż­nica mię­dzy nimi za­wiera się w od­por­no­ści. Zde­fi­niuję ją tu­taj jako zdol­ność ad­ap­ta­cji do nie­spo­dzie­wa­nych zmian, umie­jęt­ność ra­dze­nia so­bie ze stre­sem w ob­li­czu prze­ciw­no­ści i po­zy­tywne spoj­rze­nie na po­nie­sione straty.

Szkoła i stu­dia na­uczyły mnie wielu rze­czy - jak być mą­drzej­szą, le­piej orien­to­wać się w tech­no­lo­gii i ra­dzić so­bie z mar­ke­tin­giem - lecz nie tego, jak być od­porną. Uwa­żam wręcz, że w cza­sach stu­denc­kich sta­no­wi­łam przy­kład zgoła prze­ciw­nego po­dej­ścia: zła ocena z eg­za­minu lub ne­ga­tywna opi­nia in­nych po­tra­fiły mnie zmiaż­dżyć. Nie­ustan­nie znaj­do­wa­łam się na emo­cjo­nal­nej ka­ru­zeli i ce­cho­wała mnie psy­chiczna kru­chość. Mu­sia­łam po­ko­nać długą drogę, aby zbu­do­wać wła­sną od­por­ność. Nie jest ona bo­wiem ce­chą wro­dzoną, jak ko­lor oczu czy kształt pal­ców u nóg. Od­por­ność to ze­staw umie­jęt­no­ści, które każdy z nas może roz­wi­jać i do­sko­na­lić przez prak­tykę. Dla­tego, je­śli rów­nież wpa­da­cie w spi­ralę lęku, przy­tła­czają was ży­ciowe prze­szkody albo czu­je­cie się cał­ko­wi­cie za­gu­bieni, po­nie­waż coś wy­wró­ciło wasz świat do góry no­gami, zo­stań­cie ze mną. Za­pew­niam, że ani to, kim by­li­ście wcze­śniej, ani to, kim te­raz je­ste­ście, nie jest nie­zmienne. Prze­kształ­ce­nia i zmiany mogą stać się po­tęż­nym ka­ta­li­za­to­rem roz­woju.

Za­nim za­czniemy, pra­gnę opo­wie­dzieć wam nieco o so­bie. Skoro pi­szę książkę o od­por­no­ści, chcę, aby­ście wie­dzieli, że do­sko­nale ro­zu­miem, jak bez­silni mogą się po­czuć lu­dzie wo­bec ży­cia.

Dwu­dzie­sty paź­dzier­nika 2012 roku. To dzień, w któ­rym świat, jaki zna­łam, legł w gru­zach.

Mia­łam dwa­dzie­ścia lat. Pa­mię­tam, że noc wcze­śniej kła­dłam się spać, mar­twiąc się eg­za­mi­nami na uczelni i tym, co za­łożę na im­prezę u przy­ja­ciółki na­stęp­nego dnia (wie­cie chyba, że je­śli strój jest nie­tra­fiony, to za­bawa się nie uda!). Nie zda­wa­łam so­bie sprawy, że za­le­d­wie kilka go­dzin dzieli mnie od punktu zwrot­nego w moim ży­ciu.

Obu­dziły mnie wi­bra­cje te­le­fonu. Bu­dzik po­ka­zy­wał 3.37. Po­my­śla­łam: "Se­rio?! Kto dzwoni o tej po­rze?! To musi być ko­le­żanka, która chce ze mnie za­żar­to­wać". Ale gdy spoj­rza­łam na ekran te­le­fonu, zro­zu­mia­łam, że to nie żart - dzwo­niła mama. Miała tro­chę zmar­twiony głos i spy­tała, czy znam ha­sło do e-ma­ila mo­jej sio­stry, która była na wa­ka­cjach w Taj­lan­dii - mama po­trze­bo­wała do­ku­men­tów jej ubez­pie­cze­nia po­dróż­nego. Za­spana otwo­rzy­łam lap­topa, wła­ma­łam się na jej ma­ila (jak to tylko młod­sza sio­stra po­trafi) i prze­sła­łam ma­mie te pliki. Nie za­sta­na­wia­łam się nad tym zbyt­nio - ale po­tem ma­mie za­ła­mał się głos i po­wie­działa: "Ni­cole miała wy­pa­dek, módl się, żeby wszystko było w po­rządku".

Po­czu­łam się oszo­ło­miona. Ode­brało mi mowę. Ni­cole była cztery lata star­sza ode mnie. Nie mo­głam so­bie wy­obra­zić ży­cia bez niej, bo za­wsze znaj­do­wała się w po­bliżu mnie. Kie­dyś bu­dzi­łam się, sły­sząc rytm wy­stu­ki­wany przez nią sto­pami na ku­chen­nej pod­ło­dze. Była uro­dzoną tan­cerką i ni­gdy nie po­tra­fiła ustać w miej­scu. Wszystko głę­boko prze­ży­wała. Pew­nego razu pła­kała, po­nie­waż nasz pies wró­cił od fry­zjera bez­na­dziej­nie przy­strzy­żony!

Po tam­tej roz­mo­wie z mamą mo­dli­łam się, abym mo­gła jesz­cze zo­ba­czyć sio­strę. Po­szłam na plażę, żeby oczy­ścić umysł, ale nic to nie dało. W gło­wie mia­łam go­ni­twę my­śli: "Jak to się stało? Czyja to wina? Czy na­prawdę nic jej nie bę­dzie?!".

Kiedy pod­nio­słam wzrok i uj­rza­łam osza­ła­mia­jący wschód słońca nad oce­anem, po­my­śla­łam: "Po­patrz tylko! To znak! Spójrz, jak jest piękne. To znak, że nic jej nie bę­dzie!". Wy­ję­łam te­le­fon i zro­bi­łam zdję­cie, żeby po­ka­zać je Ni­cole, kiedy od­wie­dzę ją w szpi­talu. Bo by­łam prze­ko­nana, że z tego wyj­dzie.

Chwiej­nym kro­kiem po­de­szłam do sa­mo­chodu, aby po­je­chać do domu ro­dzi­ców. Wie­dzia­łam, że mnie po­trze­bują, ale ba­łam się na nich spoj­rzeć, zo­ba­czyć pa­nikę na ich twa­rzach i pełne stra­chu oczy. Wtedy cała ta sy­tu­acja na­bra­łaby rze­czy­wi­stych kształ­tów, a ja nie chcia­łam, aby była praw­dziwa. Wzię­łam jesz­cze je­den głę­boki od­dech, nim opa­dłam na fo­tel kie­rowcy. Na­wet nie za­mknę­łam drzwi, gdy mój te­le­fon za­czął dzwo­nić - znowu mama.

Po­wta­rza­łam so­bie, żeby nie pa­ni­ko­wać. Pew­nie chce, że­bym po dro­dze ku­piła mleko albo coś w tym ro­dzaju. Ode­bra­łam i usły­sza­łam tylko, jak mama krzy­czy: "Nie prze­żyła!". Upu­ści­łam te­le­fon, pa­dłam na trawę i za­czę­łam wyć.

Kiedy do­tar­łam do ro­dzin­nego domu, było tam pełno lu­dzi, któ­rzy chcieli zło­żyć kon­do­len­cje. Mia­łam ochotę wrzesz­czeć: "Wy­no­ście się, zo­staw­cie nas sa­mych!", ale wie­dzia­łam, że mieli do­bre in­ten­cje. Udało mi się przy­tu­lić do mamy i obie osu­nę­ły­śmy się na pod­łogę, szlo­cha­jąc. Po­tem mama od­su­nęła się ode mnie i po­wie­działa: "Ka­tie, weź głę­boki od­dech i spójrz na mnie. Za­re­zer­wo­wa­li­śmy z tatą lot do Taj­lan­dii, żeby spro­wa­dzić ciało Ni­cole, a sa­mo­lot od­la­tuje za pół go­dziny".

Kilka mi­nut póź­niej jesz­cze raz przy­tu­li­łam ro­dzi­ców, nim po­je­chali na lot­ni­sko. Wy­pusz­cze­nie ich z ra­mion było naj­trud­niej­szą rze­czą, jaką mu­sia­łam zro­bić.

Pod­czas fa­tal­nej ja­ko­ści roz­mowy przez Skype'a, tata opo­wie­dział mi, co się stało. Obej­rzał na­gra­nie wy­padku z ka­mery ho­te­lo­wej na Ko Sa­mui: Ni­cole i jej chło­pak, Ja­mie, je­chali na mo­to­rze. Skrę­cali na pod­jazd ho­telu, kiedy ude­rzył w nich kie­rowca in­nego mo­to­cy­kla, który je­chał złą stroną drogi. "Spę­dzi­li­śmy dzień na ko­mi­sa­ria­cie, ne­go­cju­jąc z po­li­cją" - po­wie­dział tata. "Za­brali Ja­miemu pasz­port, a sprawca nie po­czuwa się do winy za to, co się stało".

"Co masz na my­śli, mó­wiąc "ne­go­cju­jąc" z po­li­cją?" Moja sio­stra nie żyła, a te­raz mu­sia­łam się mar­twić, czy chło­pak Ni­cole nie skoń­czy w taj­skim wię­zie­niu.

Po kilku ko­lej­nych bez­sen­nych no­cach i dłu­gich dniach spę­dzo­nych na pła­czu na pod­ło­dze w ła­zience oraz zu­ży­ciu ca­łego za­pasu chu­s­te­czek w końcu do­sta­łam wia­do­mość, że wszy­scy wra­cają do domu. Le­d­wie pa­mię­tam ko­lejne ty­go­dnie. Wy­bra­łam su­kienkę, w któ­rej Ni­cole miała zo­stać po­cho­wana. Na­pi­sa­łam prze­mó­wie­nie na jej po­grzeb. Przy­szło na niego trzy ty­siące osób i za­sta­na­wia­łam się, czy gdy­bym to ja umarła, aż tylu lu­dzi po­fa­ty­go­wa­łoby się na moją ce­re­mo­nię po­że­gnalną.

Kilka dni po uro­czy­sto­ści upa­mięt­nia­ją­cej Ni­cole we­szłam do ka­wiarni. Wciąż pół­przy­tomna, cze­ka­jąc, aż kawa się za­pa­rzy, przy­pad­kowo spoj­rza­łam na te­le­wi­zor. Zo­ba­czy­łam roz­ma­zane na­gra­nie pary na mo­to­rze. Kiedy drugi mo­to­cykl gnał w ich kie­runku, do­tarło to do mnie. "Chwi­leczkę, to moja sio­stra!", po­my­śla­łam. Oglą­da­łam mo­ment śmierci wła­snej sio­stry w ka­wiar­nia­nym te­le­wi­zo­rze.

Nie mia­łam po­ję­cia, jak prze­trwam ża­łobę. Wy­da­wało się, że jest co­raz go­rzej i nie mogę nic zro­bić, żeby to na­pra­wić, ani spo­wo­do­wać, by wszystko mi­nęło. Czu­łam się cał­ko­wi­cie bez­radna.

Może czy­ta­cie tę książkę, po­nie­waż do­świad­cza­cie cze­goś po­dob­nego. Wa­sza mama wzięła was na roz­mowę i wy­znała, że le­karz zna­lazł u niej gu­zek i oka­zało się, że ma raka. Albo wasz szef dał awans, na który ciężko pra­co­wa­li­ście, ko­le­dze wy­ko­rzy­stu­ją­cemu wszyst­kie wa­sze po­my­sły bez wspo­mi­na­nia o wa­szym udziale. Lub też prze­czy­ta­li­ście SMS-y na te­le­fo­nie swo­jej dru­giej po­łówki i zro­zu­mie­li­ście, że wcale nie cho­dziło o "pilny pro­jekt".

Kiedy ży­cie za­ska­kuje was sy­tu­acją, nad którą nie ma­cie kon­troli, czu­je­cie, jak prze­nika was po­czu­cie winy i złość. Ro­zu­miem to. Na po­czątku nie mo­głam prze­stać my­śleć o kie­rowcy, który za­bił moją sio­strę. Nie­na­wi­dzi­łam go. Nie mo­głam uwie­rzyć, że uszło mu to na su­cho. Że po­li­cja ni­gdy o nic go nie oskar­żyła. Że na­wet nie wy­da­wał się prze­jęty. Gniew i go­rycz mnie pa­ra­li­żo­wały. Może wasz gniew rów­nież was blo­kuje i na­wet nie wie­cie, jak ru­szyć da­lej.

W tej książce przed­sta­wię wam sku­teczną stra­te­gię, opra­co­waną na pod­sta­wie re­flek­sji, które po­mo­gły mi prze­stać roz­my­ślać o nie­spra­wie­dli­wo­ści śmierci mo­jej sio­stry i od­czu­wać do­tkliwe ne­ga­tywne emo­cje z tym zwią­zane. Dzięki temu mo­głam od­zy­skać kon­trolę nad swo­imi re­ak­cjami. Ta książka wy­kra­cza poza ste­reo­ty­powe po­rad­niki udzie­la­jące rad w stylu: "sta­raj się do­strze­gać po­zy­tywy, kiedy do­świad­czasz trud­no­ści". Ow­szem, mo­ty­wu­jący cy­tat może nieco po­pra­wić dzień, a po­zy­tywne my­śle­nie ma swoje za­lety, ale kiedy le­ża­łam na pod­ło­dze gar­de­roby mo­jej sio­stry, pró­bu­jąc wy­brać su­kienkę, w któ­rej miała zo­stać po­cho­wana, po­zy­tywne po­dej­ście nie było ani po­mocne, ani przy­datne. Po­trze­bo­wa­łam cze­goś, co po­może mi ule­czyć ból, a nie uda­wać, że go nie ma. Ta książka nie trak­tuje o zmie­nia­niu się w ma­szynę, która za­wsze do­świad­cza po­zy­tyw­nych uczuć. Ma na celu po­móc wam zro­zu­mieć, dla­czego czu­je­cie to, co czu­je­cie, oraz jak mo­że­cie wpły­wać na te emo­cje w bar­dziej po­mocny i uzdra­wia­jący spo­sób.

Aby to osią­gnąć, przed­sta­wię wam moją in­no­wa­cyjną stra­te­gię 3R dla od­por­no­ści: Roz­po­znaj swoje my­śli, Roz­waż, jak na cie­bie wpły­wają, i Re­orien­tuj swój umysł na bar­dziej wzmac­nia­jące prze­my­śle­nia. Dzięki tej stra­te­gii za­mie­ni­łam swoją bez­na­dziejną sy­tu­ację w mi­sję, która od­mie­niła ży­cie ty­sięcy lu­dzi. Te­raz chcę, że­by­ście rów­nież wy do­świad­czyli tej prze­miany. Po­mogę wam zbu­do­wać wa­szą od­por­ność i od­zy­skać kon­trolę nad re­ak­cjami na to, co nie­sie ży­cie, na­wet w chwi­lach, gdy wy­daje się, że wszystko staje na gło­wie.

Wie­rzę w siłę tego, czego was na­uczę, po­nie­waż sama uży­łam tej stra­te­gii nie tylko po to, aby ża­łoba po stra­cie sio­stry stała się źró­dłem roz­woju, ale także w wielu in­nych sy­tu­acjach. Dała mi ona od­wagę, by w wieku dwu­dzie­stu lat rzu­cić pracę w kor­po­ra­cji i zo­stać dy­rek­torką fun­da­cji imie­nia mo­jej sio­stry, Ni­cole Fitz­si­mons. De­cy­zja ta nie miała uza­sad­nie­nia fi­nan­so­wego - nie do­sta­wa­łam wy­na­gro­dze­nia za peł­nie­nie tej funk­cji. Jed­nak to­wa­rzy­szyła mi wi­zja, by coś zmie­nić na cześć mo­jej sio­stry i spró­bo­wać uchro­nić in­nych przed jej tra­gicz­nym lo­sem. Stwo­rzy­łam więc pre­zen­ta­cję na te­mat bez­pie­czeń­stwa po­dróży i przed­sta­wi­łam ją dwu­stu ty­siącom uczniów w szko­łach ca­łej Au­stra­lii. Mia­łam rów­nież oka­zję prze­ma­wiać obok au­stra­lij­skiego mi­ni­stra spraw za­gra­nicz­nych w trak­cie im­prez or­ga­ni­zo­wa­nych przez rząd. Ni­gdy nie zna­la­zła­bym w so­bie od­wagi, by re­ali­zo­wać to ma­rze­nie - tym bar­dziej że wszy­scy uzna­wali mnie za wa­riatkę, która zre­zy­gno­wała z ka­riery w kor­po­ra­cji - gdy­bym nie zro­zu­miała stra­te­gii 3R, któ­rej na­uczę was w tej książce.

Droga do osią­gnię­cia mo­jego celu z fun­da­cją imie­nia mo­jej sio­stry nie była ła­twa. W pierw­szym roku wy­sła­łam sześć­set e-ma­ili do szkół, w któ­rych ofe­ro­wa­łem przed­sta­wie­nie pre­zen­ta­cji przed uczniami - tylko osiem pla­có­wek mnie za­pro­siło. To pięć­set dzie­więć­dzie­siąt dwie od­mowy. Ale 3R pod­trzy­my­wały moją mo­ty­wa­cję, kiedy mia­łam ochotę zre­zy­gno­wać z po­wodu nie­mra­wych po­stę­pów. Moja mi­sja na rzecz bez­pie­czeń­stwa po­dróży ewo­lu­owała w mi­sję na rzecz od­por­no­ści oraz zdro­wia psy­chicz­nego mło­dzieży. Stwo­rzy­łam pre­zen­ta­cję, aby prze­ka­zać uczniom wszystko, czego na­uczy­łam się o od­por­no­ści, po­nie­waż sama mia­łam z nią duże trud­no­ści jako na­sto­latka. Po­cząt­kowo ba­łam się w to cał­ko­wi­cie za­an­ga­żo­wać i prze­stać pra­co­wać w peł­nym wy­mia­rze go­dzin w fun­da­cji. W końcu jed­nak po­sta­wi­łam wszystko na jedną kartę i za­po­ży­czy­łam się u taty, aby w wieku dwu­dzie­stu czte­rech lat po­je­chać na szko­le­nie do Sta­nów Zjed­no­czo­nych skie­ro­wane do osób, które chciały być tre­ne­rami roz­woju oso­bi­stego. Pod ko­niec na­stęp­nego roku za­czę­łam do­sta­wać za­pro­sze­nia z ame­ry­kań­skich szkół. Tam moje wy­stą­pie­nia spo­tkały się z tak do­brym przy­ję­ciem, że za­czę­łam otrzy­my­wać co­raz wię­cej zle­ceń. To po­sta­wiło przede mną wy­zwa­nie zwią­zane z za­ło­że­niem wła­snej firmy w ob­cym kraju - był to pro­ces tak skom­pli­ko­wany, że czę­sto mnie prze­ra­stał. Obec­nie pro­wa­dzę w USA firmę do­rad­czą o sze­ścio­cy­fro­wym do­cho­dzie, ale by­wały dni - i wciąż by­wają - przy­po­mi­na­jące wspi­naczkę z be­to­no­wymi blo­kami na sto­pach.

Po dwu­dzie­stce prze­ży­łam też trudne roz­sta­nia i zna­la­złam się w związku, który wy­da­wał mi się bar­dzo bez­pieczny, ale też nie­sa­tys­fak­cjo­nu­jący. Mój part­ner był świet­nym męż­czy­zną, który w teo­rii speł­niał wszyst­kie moje kry­te­ria, ale w sercu bra­ko­wało mi tego dresz­czyku praw­dzi­wej mi­ło­ści. Bli­scy po­tę­piali mnie za to, że chcia­łam go zo­sta­wić, i uzna­wali za ego­istkę. Ale po tym, jak po­cho­wa­łam sio­strę, wie­dzia­łam, że ży­cie jest zbyt krót­kie, by za­do­wa­lać się byle czym, zwłasz­cza w kwe­stii mi­ło­ści. Moje 3R uczy­niły mnie na tyle od­ważną, że pod­ję­łam de­cy­zję, która mnie prze­ra­żała, ale jed­no­cze­śnie była naj­lep­sza dla nas obojga, jak pod­po­wia­dało mi serce. On rów­nież za­słu­gi­wał na to, by zna­leźć praw­dziwą mi­łość. Nie­długo po­tem spo­tka­łam na wa­ka­cjach w Ame­ryce nie­sa­mo­wi­tego męż­czy­znę imie­niem Nate. Za­ko­cha­li­śmy się w so­bie, a ja w końcu do­sta­łam wizę i za­miesz­ka­łam z nim w Sta­nach Zjed­no­czo­nych.

Wtedy świat znie­nacka ogar­nęła pan­de­mia. Każdy z nas ma chyba do opo­wie­dze­nia hi­sto­rię o tym, jak co­vid wy­wró­cił mu ży­cie do góry no­gami. 2020 na za­wsze po­zo­sta­nie ro­kiem, w któ­rym świat na­uczył się, jak szybko wszystko może się zmie­nić. Udało mi się przy­je­chać do Sta­nów Zjed­no­czo­nych, aby za­cząć ży­cie z Nate'em, ale mi­nęły pra­wie dwa lata, nim mo­głam od­wie­dzić ro­dzinę w Au­stra­lii. Mamy nie­sa­mo­witą re­la­cję i wy­do­by­wamy z sie­bie to, co naj­lep­sze, ale przy­znam, że ten pierw­szy rok był trudny. Nate słu­żył w Si­łach Po­wietrz­nych i spę­dzał wię­cej czasu poza do­mem niż w nim. Są­sie­dzi na­dal byli zdy­stan­so­wani z po­wodu co­vida i mia­łam trud­no­ści ze zna­le­zie­niem przy­ja­ciół. Na do­da­tek nie mo­głam ro­bić tego, co ko­cham naj­bar­dziej - wy­stę­po­wać w szko­łach i na wy­da­rze­niach - po­nie­waż zgro­ma­dze­nia były za­ka­zane. Czu­łam się sa­motna i od­izo­lo­wana, ale udało mi się prze­trwać ten czas dzięki 3R, które po­mo­gły mi otwo­rzyć się na trudne roz­mowy i uła­twiły po­dej­mo­wa­nie nie­zbęd­nych de­cy­zji. Te­raz je­stem wdzięczna so­bie sa­mej z prze­szło­ści za to, że się nie pod­da­łam. Nie po­tra­fię so­bie wy­obra­zić, że moje ży­cie mo­głoby po­to­czyć się ina­czej.

Mimo że osią­gnę­łam taki suk­ces, wciąż zda­rza mi się do­świad­czać upad­ków. Na­dal dzwo­nię do przy­ja­ciółki, żeby wy­ża­lić się z po­wodu stresu zwią­za­nego z pracą, lub gdy mam trudny dzień, wy­pła­kuję się, sie­dząc z psem na ka­na­pie. Je­stem czło­wie­kiem, więc wciąż na­po­ty­kam trud­no­ści, ale już nie czuję się cał­ko­wi­cie spa­ra­li­żo­wana tym, co dzieje się w moim ży­ciu. Wiem, jak kon­tro­lo­wać wła­sne re­ak­cje w spo­sób, który po­maga mi przejść przez wy­zwa­nia, za­miast za­ła­my­wać się w ich ob­li­czu. To zmie­niło moje do­świad­cze­nie w tym cha­otycz­nym świe­cie. Je­stem pod­eks­cy­to­wana, że mogę was na­uczyć tych sa­mych kro­ków - dzięki temu też do­świad­czy­cie ży­cio­wej zmiany.

Znaj­dzie­cie w tej książce ćwi­cze­nia oraz py­ta­nia, na które spró­bu­je­cie od­po­wie­dzieć w pro­wa­dzo­nym przez sie­bie dzien­niku. Po­mogą wam one wcie­lić w ży­cie to, czego bę­dzie­cie się uczyć. Do­dat­kowo, aby uła­twić wam udzie­la­nie od­po­wie­dzi, stwo­rzy­łam dar­mowy mini e-book z nie­któ­rymi ar­ku­szami oraz stro­nami dzien­nika, go­to­wymi do wy­peł­nie­nia! Mo­że­cie go po­brać, ska­nu­jąc po­niż­szy kod QR. Znaj­dzie­cie go rów­nież w po­zo­sta­łych czę­ściach książki, obok dzia­łań, do któ­rych stwo­rzy­łam uzu­peł­nia­jące za­soby on­line. Ko­niecz­nie sko­rzy­staj­cie z tego do­dat­ko­wego wspar­cia.

Przed nami dużo pracy, więc je­śli tak jak ja chce­cie mieć pew­ność, że za­pa­mię­ta­cie to, co na­prawdę was po­ru­szyło, mo­że­cie ro­bić no­tatki lub za­kre­ślać frag­menty, które uwa­ża­cie za po­mocne. Ży­cie to­czy się tak szybko, że warto, aby­ście mieli bły­ska­wiczny do­stęp do wska­zó­wek czy stra­te­gii, gdy naj­bar­dziej ich po­trze­bu­je­cie!

Ra­zem wy­ko­najmy ko­lejne kroki w celu zy­ska­nia od­por­no­ści.

Za­pra­szamy do za­kupu peł­nej wer­sji książki