Dom pełen marzeń - Beata Agopsowicz

Reflow text when sidebars are open.
Wyjazd planowała od dłuższego czasu. Nie tak na poważnie. Raczej wyobrażała sobie, jakby to było opuścić rodzinne miasteczko na zawsze - uciec od wszystkich ulic, znajomych twarzy, zapachów i wspomnień. W głowie wydawało się to proste. Wystarczyło spakować walizki, pożegnać się jednym uśmiechem, zamknąć za sobą drzwi i ruszyć przed siebie. Ale w praktyce nie potrafiła się na to zdobyć. Każdy dzień wiązał ją mocniej z domem, z ludźmi. Ile lat marzyła o tym, aby wyruszyć w nieznane? Jej serce biło mocniej na samą myśl o wyjeździe, lecz ciało dalej tkwiło przyklejone do miejsca, gdzie się wychowała.
Dwa lata temu zrobiła pierwszy krok w stronę samodzielności - wyprowadziła się od rodziców. Kiedy im wspomniała, że chciałaby zamieszkać osobno, najpierw nie byli zachwyceni. Martwili się, jak sobie poradzi, jak zniesie samotność, czy nie będzie jej czegoś brakowało. Poza tym mama nieraz podkreślała, że dziewczyna powinna opuścić dom rodzinny dopiero wtedy, gdy wychodzi za mąż. Tylko że Magda była wówczas trzydziestoletnią panną.
W momencie, gdy sama zaczęła już wątpić, czy rzeczywiście powinna cokolwiek zmieniać, mama przywitała ją pewnego popołudnia słowami:
- Mam! Znalazłam! - zawołała z uśmiechem.
- Zgubiłaś coś? - Magda popatrzyła na nią zdziwiona.
- Znalazłam ci mieszkanie.
- Naprawdę? - Uniosła brwi. - Przecież odwodziłaś mnie od tego pomysłu.
- Ale zmieniłam zdanie. W klatce obok będzie mieszkanie do wynajęcia. Dwa pokoje, w sam raz dla ciebie. Będziemy blisko.
W ten sposób Magda stała się lokatorką przyjemnego M-3. Tata pomógł przy remoncie, mama dobrała dodatki, bo większość mebli już tam była. Skończyło się na tym, że i tak widywała się z rodzicami niemal codziennie, czasem kilka razy w ciągu dnia. Odbierała od nich telefony, odpisywała na SMS-y. Zresztą nigdy nie wiedziała, kiedy wpadną choćby po to, by podrzucić jej kawałek ciasta albo słoik z zupą. Co prawda były też chwile, gdy mogła odetchnąć. Takie, w których miała pewność, że nikt nie zapuka nagle do drzwi. Tyle że nawet wtedy nie była do końca sama. Zostawały jeszcze wiadomości: czy dobrze się czuje, co robi, czy coś zjadła, jakie ma plany na jutro. Rodzice znali każdy jej ruch. To się właściwie nie zmieniło.
Tylko raz pozwoliła sobie na niesubordynację. Spotkała się z dawno niewidzianą koleżanką z liceum. Nie powiadomiła o tym rodziców, a potem nie odbierała ich telefonów. Wyciszyła komórkę. Kiedy wróciła do domu, stali pod jej drzwiami ze ślusarzem. Na pytanie, co wyprawiają, zaczęli robić jej wymówki: że się nie odzywa, że oni od zmysłów odchodzą, że myśleli, że się zatruła tlenkiem węgla, bo przecież junkers... Ślusarz stwierdził, że nie jest już potrzebny, i zmył się szybko. Ojciec wcisnął mu jakieś banknoty za fatygę.
Od tego dnia Magda nie zdobyła się na odwagę, aby zignorować telefon od rodziców. Rozmawiała, tłumaczyła się, relacjonowała swoje dość nieciekawe życie. Z zazdrością patrzyła na koleżanki, które miały mężów i dzieci. W tej kwestii też się jej nie ułożyło. Nikt się nią nie interesował. Miała za sobą tylko jedną platoniczną miłość, przez lata jednostronną, a potem przez chwilę odwzajemnioną. Przynajmniej tak jej się wtedy wydawało.
Spojrzała w lustro i westchnęła. Czy naprawdę była aż tak brzydka? Czy nie miała nic do zaoferowania żadnemu mężczyźnie? Czy na zawsze zostanie sama?
Ostatnio samotność szczególnie jej doskwierała. Może to listopad sprawiał, że mocniej odczuwała upływający czas. A w jej życiu nic się nie zmieniało. Czy kiedykolwiek to nastąpi? Owszem, miała pracę, którą w miarę lubiła, miała co jeść, gdzie mieszkać, rodziców, którzy się o nią troszczyli i na których mogła liczyć w trudnych sytuacjach, parę koleżanek... Jej życie nie było złe. Raczej nijakie.
Na jej kolanach leżała książka. Lubiła czytać, jak przystało na magistra filologii polskiej, ale dziś nie mogła się skupić. Przewracała kolejne kartki, lecz nie rozumiała tekstu. Zamyśliła się. Wyjazd. Ale dokąd? Najchętniej znalazłaby się teraz w drewnianym domku w górach. Oczyma wyobraźni zobaczyła siebie siedzącą przy kominku. Jej stopy dotykały miękkiego dywanu, za oknem szalała śnieżna zamieć, a ona grzała się w cieple trzaskającego ognia. W dłoni trzymała parujący kubek z herbatą. Czy był tam ktoś jeszcze? Niekoniecznie. Choć gdyby pojawił się jakiś przystojny blondyn, nie miałaby nic przeciwko temu. Najważniejsze jednak było to, że nikt niczego od niej nie chciał, nie sprawdzał, co robi, nie wpadał bez zapowiedzi.
Błogi nastrój przerwały dźwięki komórki. Postanowiła na razie nie odbierać, choć wiedziała, że ojciec nie odpuści. I rzeczywiście - ledwie pierwszy sygnał ucichł, telefon rozdzwonił się na nowo.
- Co słychać? - usłyszała głos taty.
- Nic ciekawego. - Co mogła odpowiedzieć? Przecież widzieli się dziś po południu, gdy tradycyjnie wstąpiła do rodziców po pracy, aby zdać relację z dnia.
- Co porabiasz? - drążył.
- Czytam. Wiesz, że to lubię.
- Nie jest ci smutno samej? Może przyjdziesz do nas?
- Tato, jest dwudziesta, chcę odpocząć - odpowiedziała, starając się zachować spokój, mimo że ogarniało ją coraz większe zniecierpliwienie.
- Ale my ci nie każemy nic robić...
Nie miała siły tłumaczyć, że pobyt u nich wcale nie był dla niej odpoczynkiem. U siebie czuła się dobrze i swobodnie, a u rodziców towarzyszyło jej napięcie. Tylko że ojciec i tak by tego nie zrozumiał. Nie było sensu silić się na wyjaśnienia. W końcu chyba się jednak zorientował, że ona nie ma ochoty z nim rozmawiać, i się rozłączył. A dla niej ten telefon stał się impulsem.
Wstała z fotela i podeszła do biurka, na którym leżał laptop. Włączyła go, a potem weszła na portal z ogłoszeniami nieruchomości na sprzedaż. Zastanawiała się przez chwilę. Pięćdziesiąt kilometrów? Nie, to za mało. W końcu ustawiła odległość powyżej stu pięćdziesięciu kilometrów od swojego miejsca zamieszkania. Nie było ważne gdzie. Ważne, żeby daleko.
Zaczęła przeglądać oferty domów. Dlaczego nie mieszkań? Bo zawsze marzyła o domku, najlepiej na wsi, a ten wieczór był czasem marzeń. I choć zupełnie nie było jej stać na własną nieruchomość, dziś postanowiła o tym nie myśleć. Może zdarzy się jakiś cud?
A może klimatyczny domek w górach - cisza i spokój, jak stało w ogłoszeniu:
Na sprzedaż niewielki dom drewniany położony na skraju wsi, w otoczeniu lasów. Powierzchnia: 75 m?, działka 1200 m?. Kominek, taras, widok na góry. Dojazd drogą gruntową. Idealny dla osób szukających wytchnienia od miasta.
Zatrzymała się przy zdjęciu kominka. Czy nie o tym przed chwilą myślała? Tylko zimą musiało tam być chłodno. Na krótki wyjazd - jak najbardziej. Ale na zawsze? Raczej nie.
Mogłaby kupić dom do remontu z dużym potencjałem. Miała trochę oszczędności. Dobrałaby kredyt i jakoś by to było... Zaczęła czytać kolejne ogłoszenie:
Murowany dom z lat 60., położony w spokojnej okolicy. 3 pokoje, kuchnia, łazienka. Wymaga generalnego remontu. Cena do negocjacji.
Nie kosztował dużo, ale zdjęcia szybko ją zniechęciły. Nie nadawał się do jednoczesnego mieszkania i remontowania. Określenie "duży potencjał" zawsze oznaczało to samo - mnóstwo pracy i jeszcze więcej pieniędzy.
Kolejne ogłoszenie było zatytułowane "Siedlisko na wsi - 30 km od miasta", a jego treść od razu przyciągnęła jej uwagę:
Sprzedam siedlisko z dużą działką. Budynek mieszkalny oraz zabudowania gospodarcze. Idealne dla rodziny lub pod agroturystykę.
Magda skrzywiła się lekko. Nie miała rodziny ani widoków na nią. A gospodarstwo było zdecydowanie za duże. Przewinęła dalej.
A to?
Nowoczesny dom w zabudowie bliźniaczej. Nowy dom w spokojnej dzielnicy. Ogrzewanie podłogowe, garaż, ogród. Doskonała lokalizacja, blisko szkoły i sklepów.
Kto mieszkałby za ścianą? Nie! Zamknęła ogłoszenie od razu. Zbyt podobne do życia, które znała.
Przewijała kolejne zdjęcia, odrzuciła następne oferty jednym ruchem palca, aż w końcu natknęła się na coś, co wyglądało zwyczajnie.
Dom w Rachowicach. Na sprzedaż lub wynajem. Dom jednorodzinny, gotowy do zamieszkania. Powierzchnia 110 m?, działka 900 m?. Spokojna okolica, blisko lasu. Idealny dla osób ceniących ciszę i prywatność. Dom dostępny od stycznia.
Zawahała się. W ogłoszeniu nie było słowa ani o kominku, ani o widokach, a jednak coś sprawiło, że przeczytała opis jeszcze raz. I wtedy zauważyła szczegół, na który wcześniej w ogóle nie wpadła: dom można było wynająć, nie musiała go kupować.
Pomyślała o tym przez chwilę. Wynajem... To byłoby bardziej bezpieczne, mniej zobowiązujące. Na coś takiego mogłaby sobie pozwolić. Spróbować, zasmakować życia w nowym miejscu, a potem zdecydować, czy naprawdę chce zostać. Nie musiałaby od razu podejmować decyzji na całe życie jak przy zakupie.
Wyobraziła sobie siebie w tym domu. Jak wyglądałaby codzienność w obcym miejscu, ale na własnych zasadach? Z dala od ciągłych telefonów rodziców, od ich oczekiwań. Mogłaby wreszcie zrobić coś tylko dla siebie. I choć jeszcze nie wiedziała, czy odważy się tam pojechać, coś w środku podpowiadało jej, że warto spróbować.
Na chwilę dopuściła do siebie inną myśl, mniej optymistyczną. Czy rzeczywiście ucieknie od telefonów? Czy mama i tata nagle przestaną dzwonić tylko dlatego, że zamieszka dalej? Pewnie nie. Wciąż będą pytać, co robi, czy wróciła do domu, czy wszystko w porządku. Ale mimo to będzie łatwiej. Nie pojawią się pod drzwiami bez zapowiedzi. Nie sprawdzą, czy pali się u niej światło w oknie. Odległość mogła dać jej coś, czego dotąd nie miała - oddech.
Pozostawała kwestia pieniędzy. Musiała przecież z czegoś żyć. A może na początek mogłaby poprosić o możliwość pracy zdalnej? Kiedyś dyrektorka o tym wspominała, ale ona nie chciała z tego korzystać. Wolała podjechać do Miejskiego Ośrodka Kultury, tam miała swoje miejsce, biurko, spotykała się z ludźmi. Wszystko, tylko żeby nie siedzieć w domu i jeszcze bardziej nie narażać się na niechciane wizyty rodziców. Teraz jednak sytuacja wyglądała inaczej. Gdyby naprawdę chciała, mogłaby przez jakiś czas pracować na odległość: pisać zapowiedzi wydarzeń, opisy wystaw, notki prasowe, poprawiać teksty innych, aktualizować stronę internetową i media społecznościowe. Większość tych rzeczy i tak robiła przy komputerze.
Nie musiałaby się nikomu tłumaczyć, że planuje wyprowadzkę. Zresztą może wcale nie spodobałoby się jej w nowym miejscu? Może po kilku tygodniach zatęskniłaby za swoim mieszkaniem, za codziennością, którą dobrze znała? Miałaby furtkę, mogłaby wrócić.
Do stycznia zostało trochę czasu, by to wszystko przemyśleć. Ponad półtora miesiąca. Na początek mogłaby pojechać tam w weekend i zobaczyć dom na własne oczy. Jeśli jej się nie spodoba, znajdzie inne oferty. Przynajmniej już wiedziała, czego szuka: domu pod wynajem, oddalonego przynajmniej o sto pięćdziesiąt kilometrów.
Z tą myślą zasypiała tego wieczoru. W jej sercu zagościła nowa nadzieja.