Maciej Zięba OP
DO WSZYSTKICH!
Powtarzając osiem
razy "błogosławieni", Chrystus mówi do każdego z nas:
"kocham".
Szczęście oraz radość
"Błogosławieni, którzy...",
a więc zarazem "szczęśliwi, którzy...". "Błogosławieni
- szczęśliwi..." - z taką frazą, bo przecież
makarioi znaczy zarówno "błogosławieni",
jak "szczęśliwi", zwraca się do nas Pan Jezus, ogłaszając osiem
błogosławieństw. I jeśli czasem Kazanie na górze nazywane bywa
streszczeniem Ewangelii, to osiem błogosławieństw stanowi streszczenie
Kazania na górze.
Jakże to inna tonacja od "nie
będziesz...!" oraz "będziesz...!" - zapisanych kilkanaście
wieków wcześniej na dwóch kamiennych tablicach.
Oczywiście, absurdem jest przeciwstawianie
sobie Starego i Nowego Zakonu. Ten, który nie przyszedł znieść Prawa,
ale je wypełnić (por. Mt 5,17), wielekroć mówił o tym otwarcie
i całkowicie jednoznacznie. Nowe Prawo winno wypełnić Stare tchnieniem
Ducha Świętego - nadać Staremu Przymierzu rozmach i dynamikę,
uaktywnić twórcze możliwości tkwiące w każdym z nas i ukazać
bezkresną perspektywę chrześcijańskiej miłości.
Inaczej mówiąc, Dekalog to pewien "program
minimum". Jest niezbędny, ale sam z siebie nie wystarcza do stworzenia
żywej więzi pomiędzy człowiekiem a Chrystusem, dokładniej
- pomiędzy mną a Chrystusem. To, że w niedzielę chadzam do
kościoła, że nie zabijam i nie cudzołożę, z pewnością nie
jest jeszcze tytułem do chluby. Niestety, można formalnie wypełniać
wszystkie dziesięć przykazań, lecz mimo tego pozostawać łajdakiem
niewrażliwym na różne przejawy ludzkiej krzywdy, być bezdusznym
rygorystą i egoistą. Optyka ośmiu błogosławieństw eliminuje
taką ewentualność. Aby ją odkryć, potrzebna jest nie roztropność
i mądrość tego świata, ale prostota (por. Mt 11,25), nie biegła
znajomość przepisów i ich zachowywanie, ale asystencja Ducha
Świętego, który daje cardiognosis - wiedzę
serca.
Dopiero wtedy możemy odkryć, że
szczęśliwi są ci ubodzy, których źródłem bogactwa jest Bóg;
szczęśliwi są tacy smutni, którzy bolejąc nad złem obecnym
w świecie i nad własną grzesznością, potrafią złączyć
ją z krzyżem Chrystusa; szczęśliwi są cisi, bo nie wierząc
w potęgę pieniędzy, rozgłosu czy pozycji społecznej, uwierzyli
w moc Bożej miłości; że szczęśliwi są łaknący i pragnący
sprawiedliwości, bo wyzwolili się z pęt konformizmu i oportunizmu;
szczęśliwi są miłosierni, bo mogą sprawdzić we własnym życiu,
iż "więcej szczęścia jest w dawaniu aniżeli w braniu"
(Dz 20,35); szczęśliwi są ludzie czystego serca, bo nauczyli się
kochać bezinteresownie, a także ludzie czyniący pokój, bo dzięki
nim mniej jest na świecie rozłamów, agresji, pogardy; że szczęśliwi
są nawet cierpiący dla sprawiedliwości oraz Imienia Jezus, bo jest
On wtedy przy nich szczególnie blisko, dodaje im sił i uczy, co mają
mówić (por. Mt 10,19; Mk 13,11; Łk 12,11). A nawet więcej! Po tym
podsumowującym błogosławieństwie, mówiącym o prześladowaniach,
Jezus dodaje znamienne sformułowanie: "cieszcie się i radujcie"
(chairete kai agalliasthe). Ten drugi wyraz zaleca
wręcz promieniowanie radością, manifestowanie jej wokół siebie,
uzewnętrznianie swojej radości. Co ważne i ciekawe, ten sam zwrot
pojawia się w Piśmie Świętym jeszcze raz przy końcu Apokalipsy
św. Jana, kiedy te słowa znajdują swoje wypełnienie przy końcu
czasu. Wtedy to bowiem błogosławieni zostają zaproszeni na ucztę
Baranka, do królowania z Chrystusem (por. Ap 19,7). Warto też chwilę
zatrzymać się przy pierwszym słowie chaire,
gdyż w ewangeliach pojawia się ono rzadko, ale zawsze mając ogromne
znaczenie. To właśnie słowo chaire usłyszy
Maryja jako pierwsze z ust archanioła Gabriela w scenie Zwiastowania
(por. Łk 1,28), to samo słowo dziewięć miesięcy później usłyszą
od anioła pastuszkowie w chwili Bożego Narodzenia ("zwiastuję
wam radość wielką" Łk 2,10). Potem pojawia się ono dopiero
w mowie pożegnalnej Chrystusa, w Jego obietnicy, że po czasie męki
nastanie dla Apostołów czas radości (por. J 16,20-22). Wreszcie,
już na końcu, Ewangelia Janowa opisuje wypełnienie tej obietnicy,
gdy w dniu Zmartwychwstania Pan Jezus ukazuje się uczniom. "Uradowali
się uczniowie, ujrzawszy Pana" (J 20,20).
Błogosławieństwa są orędziem Bożej
miłości. A przecież kochający zawsze pragnie szczęścia tego,
kogo kocha. Dlatego w tych krótkich ośmiu frazach Bóg ukazuje
człowiekowi perspektywę szczęścia i radości, które dla niego
przygotowuje i które człowiek może realnie osiągnąć. Powtarzając
osiem razy "błogosławieni", Chrystus mówi do każdego z nas:
"kocham". Używa, co prawda, paradoksów, bo nieoczywista to droga
do szczęścia, na której bywa się ubogim i płaczącym czy też
smutnym i prześladowanym, ale w gruncie rzeczy nie ma w tym nic
niezwykłego. Komunikacja Boga z ludźmi skazana jest przecież -
spoglądając z naszej strony - na paradoksy. Są one naturalnym
skutkiem przecinania się Nieskończonego z tym, co skończone,
objawiania się tego, co Święte, w naszym grzesznym świecie.
Chrystus powtarza nam "kocham", mówiąc
- "pragnę, byś doszedł do szczęścia". Chrześcijaństwo zatem
jest drogą ku szczęściu człowieka. To po prostu konsekwencja Bożej
miłości. Gdy pobożna niewiasta Proba zapytała św. Augustyna: "O co
powinnam się modlić?", ten odpowiedział jej: ora beatam
vitam (módl się o życie szczęśliwe). Jak bowiem pisał
Augustyn w Przeciw manichejczykom: "Wszyscy
z pewnością chcemy wieść życie szczęśliwe. Każdy przedstawiciel
rodzaju ludzkiego zgodziłby się z tym stwierdzeniem nawet nie do
końca sformułowanym".
Chrześcijaństwo to droga do
szczęścia. A pełnia szczęścia domaga się, by było to
szczęście ponadczasowe, już nieutracalne. I do tego celu
prowadzi nas Chrystus. "Wszystko bowiem, co przynosi radość,
tam się znajdzie w obfitości - podkreśla św. Tomasz z Akwinu
w Collationes super Credo in Deum - jeśli
pożąda się szczęścia, tam się znajdzie najwyższe i doskonałe
szczęście".
Trudna nawigacja
Nie jest to próba dostosowania
nauczania Chrystusa do naszych czasów odrzucających cierpienie,
a gloryfikujących sukces, przyjemność i samorealizację. To
nie jest podmienianie "Ewangelii Krzyża" na "Ewangelię
Sukcesu". To jest centralna prawda Dobrej Nowiny. I nie jest to
optymizm, a ewangeliczny realizm. Prawdę tę jednak trzeba opatrzyć
dwoma ważkimi komentarzami.
Primo, cały świat
jest po grzechu pierworodnym. To znaczy, że owa droga do szczęścia
nie jest łatwa. Częściej niż przyjemności i radości możemy na
niej doznawać cierpień i poniżeń, odczuwać swe ogołocenie oraz
poranienie. Znaczy to również, że my także jesteśmy słabi oraz
grzeszni, że my również potrafimy zadawać ból i cierpienie i że
właśnie dlatego w czasie naszej wędrówki bardzo potrzebujemy pokarmu
ze stołu Słowa i stołu Chleba, które zastawia nam Duch Chrystusa
we wspólnocie Kościoła.
Secundo, wiodące ku
szczęściu Nowe Prawo, ogłoszone przez Jezusa Chrystusa, nie jest
zewnętrzną normą, lecz prawem wewnętrznym. Jest prawem wolności
(por. Jk 1,25; 2,12). To również konsekwencja miłości, która
nigdy nie unicestwia wolności. Bóg daje nam ją, abyśmy jako
ludzie wolni mogli odpowiedzieć na Jego miłość. Dlatego Nowe
Prawo to nie zbiór przepisów, ale raczej zespół latarni morskich
umożliwiających nawigację, by dotrzeć do celu, albo też zestaw
reflektorów oświetlających szlak, których snopy światła kończą
się gdzieś w nieskończoności. Inaczej mówiąc, tak jak nawigacja
jest swego rodzaju sztuką, tak jest nią też żeglowanie wedle Ducha
wiejącego, kędy chce (por. J 3,8), czyli życie wedle Nowego Prawa,
proklamowanego przez Jezusa Chrystusa. Każdy żeglarz wie dobrze
- kontynuujmy jeszcze przez chwilę tę metaforę - jak ważne
są rzetelne i dokładne mapy oraz podręczniki nawigacji. Stąd od
pierwszych wieków aż po średniowiecze mnożyły się komentarze do
ośmiu błogosławieństw. Pisali je w kolejnych stuleciach najwięksi,
wielcy i bardzo przeciętni autorzy pobożnych ksiąg i podręczników
teologii, po prostu tworzyli je wszyscy.
Katolickie minimum
Ciąg dalszy w wersji pełnej