PIĘĆ...
KOCHAĆ TO ZNACZY BYĆ MIMO WSZYSTKO
- Co ty tu robisz?
Zauważywszy mnie, Alex odłoży sztangi i poderwał się z ławeczki.
Sapiąc jak upasiony basset po kilkumetrowym spacerze, sięgnął po leżący u jego stóp ręcznik i otarł nim twarz. Przyglądał mi się przez chwilę, po czym wskazał stojącą naprzeciw niego ławeczkę.
Jeszcze nigdy, tak jak dzisiaj, nie cieszyłem się z powrotu do Nowego Orleanu.
Dziewczynki tęskniły za tym miastem, tu pochowani byli nasi rodzice, tu mieszkała nasza najbliższa rodzina - Alex, Eva i Gabe.
A co najważniejsze - ja miałem miejsce, gdzie mogłem się ukryć przed moją rozstrojoną hormonalnie narzeczoną.
- Wykradłem się z domu - oznajmiłem, z rezygnacją opadając na siedzisko.
Przestrzeń wypełnił tubalny śmiech Aleksa.
- Nie śmiej się, głąbie - fuknąłem. - Ta dziewczyna nie daje mi żyć! Cały czas ma jakieś pretensje, ciągle się czepia... Czego bym nie zrobił, wszystko jest źle. Na dodatek zawarła z dziewczynkami jakiś cholerny sojusz. One wszystkie przeciwko mnie, rozumiesz? Dzisiaj okazało się, że nawet w oddychaniu jestem beznadziejny.
- Biedaku... - prychnął Alex, nie przestając rżeć. - Módl się tylko, żeby ten chłopak wyszedł na świat z jajami wielkimi jak te u jego wujka.
- Beznadziejny z ciebie przyjaciel. - Oparłem głowę o ścianę, wbijając wzrok w sufit. - Chłopak jest moją nadzieją i jaja będzie miał po ojcu.
Prychnął. Ten dupek znowu prychnął.
- Swoją drogą - zagaił. - Skąd wiedziałeś, że nie będę spał?
Odprychnąłem.
- Za miesiąc masz walkę. - Wróciłem do niego spojrzeniem. - Co innego mógłbyś robić?
- Pieprzyć żonę? - Jego usta wygięły się w lubieżnym uśmiechu.
- Nic z tego, chłopie. - Pokręciłem ze współczuciem głową. - Eva na bank zaczytuje się w poradnikach o dzieciach albo czymś w rodzaju Pierwszy rok życia razem. Ewentualnie robi zakupy przez Internet albo już planuje, na jaką uczelnię pójdzie mój syn.
Alex natychmiast się zasępił.
- Twoje dziecko zabrało mi życie. To nie ja będę ojcem, a wszędzie widzę pieprzone grzechotki, maleńkie ubranka, buciki... - burknął, podnosząc się energicznie. - Rozumiesz, kurwa? - Oparł ręce na biodrach. - Na cholerę buty komuś, kto nie potrafi chodzić? - Przewrócił oczami. - Nic tylko dziecko to, dziecko tamto... - Naśladował głos Evy w taki sposób, że musiałem się roześmiać. - Nie mogliście poprosić kogoś innego, by zostali rodzicami chrzestnymi?
- Uważasz, cholera, że miałem na to jakiś wpływ?
Brwi Aleksa podjechały pytająco do góry.
- No dobra, miałem, jeśli chodzi o ciebie. - Nawet nie brałem pod uwagę kogoś innego. - No ale tobie nie odwala jak im! - Wsparłem przedramiona na udach, głowę schowałem w dłoniach.
Czułem, że dotarłem do kresu wytrzymałości.
Obawiałem się, że jeszcze chwila i zamiast na salę porodową, by być z Jessie przy narodzinach naszego syna, trafię do pokoju bez klamek, ze ścianami wyściełanymi gąbką.
- Mówili, że ciąża to piękny okres w życiu kobiety... Że zbliża do siebie i pogłębia miłość - wymamrotałem.
- Mówili, że w życiu kobiety... - zawtórował mi Alex. - A Jessica to pomiot Szatana - dodał filozoficznie.
Nie mogłem się nawet na niego złościć, jak zawsze, gdy dogryzał Jessie, bo miał rację.
Wrzaskotka była najbardziej przerażającą, najbardziej kapryśną i najbardziej rozchwianą emocjonalnie ciężarną, jaką nosiła ta ziemia.
Mój telefon zawibrował.
Sięgnąłem do kieszeni dżinsów z nadzieją, że to nie Jessica, która odkryła moją ucieczkę.
Nie miałem tyle szczęścia.
- Masz przesrane? - zapytał ze współczuciem Alex.