Rozdział 2 | Zacznij od marzeń, ale zdążaj do celu
Jak urzeczywistnić swoje marzenia, wizję, misję i cele
W 1972 roku byłem nadpobudliwym dwunastolatkiem, nieustannie podróżującym między stanami USA razem z rodzicami i malutką siostrą. Moi rodzice zajmowali się nieruchomościami i uwielbiali torturować swoje dzieci słuchaniem motywacyjnych kaset podczas długich samochodowych wyjazdów. Mówili, że nauczenie się marzenia, myślenia w wielki sposób i zrozumienie, że możemy być, kimkolwiek chcemy, wyjdzie nam na dobre. Mając dwanaście lat, chciałem jedynie być gdzieś indziej, gdzie nie tkwiłbym na tylnym siedzeniu w gorącym aucie, słuchając głębokiego głosu Earla Nightingale'a. Brzmiał jak sam Bóg, brzęcząc o tym, jak "stajesz się tym, o czym myślisz; to jest najdziwniejszy sekret". Albo Zig Ziglar ze swoim akcentem z Missisipi, mówiący o tym, że "trafisz w to, co jest twoim celem, i jeśli w nic nie celujesz, za każdym razem w to trafiasz".
To bardzo interesujące, że po tylu latach widzę, jak tamte przesłania wygłaszane przez tych wspaniałych mężczyzn wyryły się głęboko w mojej duszy. Zrozumiałem też, jaki prezent moi rodzice dali mojej siostrze i mnie, ponieważ jestem przekonany, że sporo z mojego osobistego sukcesu w wielu obszarach mojego życia miało swój początek na tylnym siedzeniu tego Chevroleta Impala. Jako bierny słuchacz nauczyłem się, że musisz marzyć i musisz coś zrobić, aby te marzenia urzeczywistnić. Zrozumiałem to i w poczuciu wielkiej wdzięczności, zaprzyjaźniłem się z Zigiem i Jean Ziglar oraz ich dziećmi. Zig jest narodową ikoną. Earl Nightingale już odszedł, ale na półce mam płytę "Najdziwniejszy sekret", która była pierwszym nagraniem motywacyjnym, jakie kiedykolwiek sprzedało się w milionie egzemplarzy. Jaką wspaniałą spuściznę zostawili nam ludzie tacy jak oni.
Marzyciele
Filmy, poezja i seminaria mówią, aby "mieć wielkie marzenia". Myślę, że mają rację - zawsze powinniśmy marzyć. Marzenie jest oznaką tego, że masz nadzieję. Marzenie jest oznaką tego, że ciągle myślisz, że możesz zwyciężyć. Marzenie sprawia, że ciągle jesteś młody.
BiznesLiderzy zawsze marzą o tym, co może mieć miejsce, i o tym, co nadejdzie. Budzimy się rano i mamy dwa pomysły na to, jaką kawę wypić, trzy kolejne na temat naszego porannego joggingu i sześć kolejnych marzeń/pomysłów pod prysznicem, a nie dotarliśmy jeszcze nawet do pracy. Marzenie jest siłą napędową ludzi i organizacji, które są żywe i prosperujące. Jeśli ostatnio nie marzyłeś o niczym nowym, czymś wielkim i czymś lepszym, to powinieneś zacząć.
Marzenia niosą ze sobą także negatywne skojarzenia. Niektórzy ludzie marzą i na tym poprzestają. Nie podejmują żadnych działań, aby sprawić, by te marzenia się spełniły. BiznesLiderzy jak ja irytują się z powodu ludzi, którzy nie robią nic poza marzeniem. Krzywiąc się nieco, nazywamy ich marzycielami. Pewien dobry przyjaciel, który jest wspaniałym BiznesLiderem, powiedział mi ostatnio podczas wspólnej kawy, że jego córka spotyka się z chłopakiem, którego opisała jako marzyciela. Reakcja mojego przyjaciela była: "Co za zaraza. Będą mieszkać w mojej piwnicy". Kiedy ktoś jest nazywany marzycielem, jest to obelga, ponieważ zakładamy, że osoba ta tylko mówi, ale nic z tym nie robi. Więc nie chcesz po prostu być marzycielem, ale chcesz być kimś z wielkimi marzeniami na przyszłość. To sprawia, że tata cieszy się, że spotykasz się z jego córką.
Jedną z lekcji, które zostały mi przekazane, gdy byłem dzieckiem, było to, że marzeń nie możesz jedynie mieć, musisz zrobić coś, aby sprawić, że staną się rzeczywistością. Musisz powstać, opuścić jaskinię, zapolować na coś, zabić to, zanieść z powrotem do jaskini, ugotować i dopiero wtedy możesz to zjeść. Upieczona kaczka nie wlatuje przez okno. Musisz ją upolować, zabić kaczkę... łapiesz to? Jestem zdumiony liczbą spotkanych osób, które myślą, że mają tę nieistniejącą przepustkę - posiadły magiczną formułę, która doprowadzi do tego, żeby upieczona kaczka sama wleciała do domu przez otwarte okno. Nie, proces zaczyna się, kiedy budzisz się wcześnie rano i marzysz o kaczkach i o tym, jak dobrze smakują. To jest marzenie. Wtedy musisz wstać i uczynić je rzeczywistością.
Widzę marzenia jako konieczne do osiągnięcia sukcesu. Mimo to sama natura marzeń jest taka, że nie są dobrze zdefiniowane. Są wielkie i niewyraźne, trochę w chmurach. Kiedy zaczynasz doprecyzowywać szczegóły i kiedy te marzenia zaczynają nabierać kształtu, trochę z tej mgły zaczyna się rozwiewać. Kiedy marzenia zaczynają się zmieniać i stawać coraz bardziej rzeczywiste, to jest moment, kiedy zaczynam je nazywać wizjami. Wizja jest kolejnym krokiem w rozwoju twoich marzeń. Wizje są marzeniami o większej przejrzystości. Marzenia stają się rzeczywistością tylko wtedy, kiedy delikatnie wyciągniesz je z chmur i zamienisz w wizje.
Wizja
Wizja jest umiejętnością widzenia. Kiedy ktoś ślepnie, mówimy, że stracił wzrok i zdolność widzenia i jest to prawdą również w znaczeniu obrazowym. Helen Keller powiedziała: "Najbardziej żałosną osobą na świecie jest ktoś, kto ma wzrok, ale nie widzi". Bycie zdolnym do "widzenia" jest taką umiejętnością BiznesLidera, która musi być wrodzona albo ukształtowana. Ludzie bez wizji po prostu mają pracę, egzystują, ale donikąd nie zmierzają, bo nie są świadomi, że jest miejsce, do którego mogą dojść. W Księdze Przysłów Biblia mówi "Gdzie nie ma wizji, lud ginie" (dosł. tłumaczenie z ang. - przyp. tłum.). Jako chrześcijanin słyszałem wiele kazań i widziałem na półkach wiele książek na temat wizji i o tym, że musimy ją mieć, żeby zwyciężyć. W związku z tym zawsze był to dla mnie "fragment o wizji". Ale pewnego dnia zacząłem patrzeć na tę myśl oczami właściciela małego przedsiębiorstwa i dostrzegłem inne słowo: "ginie". Bez wizji w twojej organizacji zginiesz... umrzesz... będziesz miał wypadek... będziesz martwy. Zginiesz. Nie możesz przygotowywać listy płac, twój "zespół" staje się tylko "pracownikami", morale spada, straty szybują, sprzedaż zamiera. "Ginąć" jest dużym słowem. Obserwowałem upadek wielu przedsiębiorstw z tego tylko powodu. Obwiniano inne rzeczy, które tak naprawdę były tylko symptomami, podczas gdy prawdziwy problem tkwił w utracie albo braku wizji.
Gdzie nie ma wizji, twoje małżeństwo nie będzie udane, twoja rodzina będzie dysfunkcyjna, będziesz się potykał na swojej duchowej drodze, będziesz gruby i słaby, a twoje pieniądze znikną. Wizja ma wpływ na każdą sferę twojego życia. Jest to zatem ważny rozdział, którym warto podzielić się ze swoim zespołem i rodziną, ponieważ mały albo żaden zasięg ich wizji będzie w twoim życiu zatrzymującym cię balastem. Zadbaj o wizję dla siebie i upewnij się, że otaczasz się ludźmi wizji.
Jako BiznesLider musisz dzielić się wizją ze swoim zespołem wcześnie i często. Niemożliwe jest rozmawianie o tym zbyt często. Andy Stanley ma wspaniałą książkę o tytule Visioneering. Andy twierdzi, że musisz przedyskutować wizję organizacji dwadzieścia jeden razy, zanim ludzie naprawdę ją usłyszą. Mówi też, że musisz ciągle na nowo ją przedstawiać, żeby organizacja mogła rosnąć i się zmieniać, a jednak ciągle ją odzwierciedlać.
Sformułowanie misji
W latach osiemdziesiątych krążyły dwa bardzo popularne zwroty biznesowe: "zmiana paradygmatu" oraz "sformułowanie misji". Można było odnieść wrażenie, że każda książka biznesowa traktowała o tym, że potrzebujemy patrzeć na rzeczy w nowy sposób, doświadczyć zmiany paradygmatu, oraz że musimy mieć jasno określoną swoją osobistą misję oraz misję naszej firmy, aby inni potrafili je dostrzec. Mam w zwyczaju kwestionowanie wszystkiego, więc byłem dość niechętny wobec podejmowania próby określania mojej osobistej misji, którą mam do zrealizowania na tej planecie, i do tego w kilku trafnie sformułowanych zdaniach. Byłem jednocześnie przekonany, że nie jesteśmy w stanie zawrzeć całej przyszłości szybko rosnącej i zmieniającej się organizacji w kilku akapitach, nie mówiąc już o jednym bądź dwóch zdaniach!
Widziałem już zbyt wiele opisów misji powieszonych w firmach na ścianach oraz napisanych w ulotkach, które bardziej przypominały listę pobożnych życzeń, bądź lekcję historii tego, jak było kiedyś, a nie prawdziwą misję firmy. Innymi słowy, ani nie były one prawdą, ani nawet nie brzmiały prawdziwie. Firmy, które straciły swoją duszę, prawdziwy powód swojego istnienia, nie są w stanie tego naprawić poprzez powołanie jakiejś wewnętrznej komisji, która określi misję. Dlatego też dla mnie takie określanie misji zbyt często było udawane, żeby mogło być prawdziwe.
Pewnego poranka, zaraz na początku istnienia naszej firmy, piłem kawę z moim dobrym przyjacielem Danem Millerem. Dan jest znanym w Stanach Zjednoczonych coachem kariery i napisał książkę zatytułowaną 48 Days to the Work You Love. Zarówno w swojej książce, jak i praktyce coachingowej zawsze naciska na jednostki i organizacje, żeby zastanowiły się i podjęły decyzję odnośnie do tego, co je naprawdę interesuje, zanim zaczną się tym interesować na poważnie. Tamtego poranka przypomniał mi, jak bardzo kluczowe jest dla mnie stawianie celów. Powiedział, że brak właściwego sformułowania misji jest jak potencjał, żeby wspiąć się na szczyt drabiny, tylko po to, by odkryć, że jest ona oparta o niewłaściwy budynek. Określenie misji precyzuje i definiuje twoje marzenia i wizję, jednocześnie pokazując, czy twoje cele są dobrze ukierunkowane. Z niewielkim entuzjazmem podszedłem do procesu, w którym miałem przygotować osobiste określenie misji, a następnie zacząłem myśleć o tym, żeby stworzyć to samo dla swojej firmy.
Szczerze mówiąc, na początku nienawidziłem tego zadania. Ubierania w słowa tego, kim jesteś i co to oznacza, było bardzo trudne. Domyślam się, że są ludzie, którym się to podoba, ale ja czułem się jak student przed oddaniem pracy zaliczeniowej. Kiedy już poddałem się temu procesowi, który mnie rozciągał, zaczęło mnie to ekscytować. Idea tego, że głośno opowiadam o tym, kim jesteśmy, zaczęła mieć dla mnie zmieniającą życie moc. Moja osobista misja do dziś nie do końca odzwierciedla to podejście. Nigdy nie potrafiłem w kilku zdaniach zawrzeć wszystkiego tak, żeby mieć poczucie zadowolenia, w związku z tym łamałem zasady. Wiem, że może cię to zaskoczyć. Właściwie mam jakieś trzy różne misje, które odnoszą się do biznesu i służby, rodziny oraz osobistych celów. Musiałem to podzielić, żebym był w stanie to ogarnąć.
Następnie razem z moim pierwszym członkiem zespołu zaczęliśmy proces określania przyszłości naszej małej na tamte czasy firmy, zastanawiając się, jak mogłaby ona wyglądać, kiedy urośnie. Z racji tego, że jesteśmy ludźmi wiary, dosłownie modliliśmy się i prosiliśmy Boga, żeby pokazał nam, czego od nas oczekuje. Następnie pracowaliśmy nad tym i zapełniliśmy kilka koszy na śmieci zgniecionymi kartkami pokazującymi poziom naszej frustracji. Cały proces trwał ponad miesiąc - miesiąc modlitw, pracy oraz frustracji, aby stopniowo ułożyło się w naszych głowach to, czym mieliśmy się zajmować przez kolejne dekady. Świetne jest to, że po dwudziestu kilku latach wciąż pracujemy w oparciu o tę samą misję. To pokazuje nam, że udało nam się ją dobrze określić i teraz świetnie ją wypełniamy, będąc wierni swojemu powołaniu.
Misja naszej firmy brzmi następująco: "Lampo Group Inc. dostarcza oparte na Biblii i zdrowym rozsądku edukację i zachętę, które dają NADZIEJĘ każdemu, poczynając od osób stabilnych finansowo aż do zrozpaczonych bankrutów". Specjalnie podkreślamy słowo NADZIEJA, ponieważ jest to nasz główny cel we wszystkim, co robimy. Kiedy pracujesz w dziale wysyłki i wysyłasz jedną z moich książek, to tak naprawdę nie wysyłasz tylko książki, ale NADZIEJĘ rodzinie, która chce wyjść z długu bądź stać się kolejnym BiznesLiderem. Kiedy sprzedajesz bilet na naszą konferencję, nie jesteś tylko sprzedawcą biletów, bo to, co sprzedałeś tej osobie, to NADZIEJA. Możesz zobaczyć, jak jestem w stanie przełożyć tę ideę na wszystko, czym zajmuje się mój zespół, włącznie z osobami zajmującymi się utrzymaniem porządku czy hostessami, które stoją w korytarzu. Każda osoba z naszego zespołu i każda czynność sprowadzają się do tego kluczowego założenia. To buduje prawdziwe poczucie jedności, tworząc wartość dla każdego stanowiska w firmie, sprawiając jednocześnie, że wszyscy jesteśmy skupieni na tym samym. Wszyscy jesteśmy tak szalenie zaprzedani tej idei, że dbamy o to, abyś był w stanie naszą misję zapamiętać i recytować podczas pierwszych dziewięćdziesięciu dni pracy dla nas. To zdanie pokazuje, kim jesteśmy, i musisz to zrozumieć, jeśli masz zamiar być jednym z nas. Czy czujesz już atmosferę panującą w mojej firmie? Określenie misji jest jednym ze sposobów budowania kultury.
Nasza wewnętrzna kultura jest tym tak przesiąknięta, że dział kreatywny (tak nazywamy osoby od marketingu/grafiki/video) zorganizował konkurs na plakat, który najlepiej odda wyrażenie: "czym jest nadzieja", ponieważ wie, że, zgodnie z naszą wizją, jasne pokazanie, czym jest nadzieja, jest ich zadaniem jako speców od marketingu. Kiedy wszedłem dziś rano do działu kreatywnego, zobaczyłem na ścianie wielki napis: OPISZ NADZIEJĘ. Wszędzie tam są powieszone plakaty pokazujące świetne sposoby na "ukazanie nadziei" naszym klientom. Kiedy mój zespół to łapie, czuję, że żyję.
Jedną z najlepszych książek biznesowych ostatnich dwudziestu lat jest pozycja Od dobrego do wielkiego, napisana przez mojego przyjaciela Jima Collinsa. Określenie naszej misji pomaga nam podążać właściwą ścieżką i koncentrować się na tym, w czym jesteśmy dobrzy. Jim nazywa to zasadą koła zamachowego3. Wielkie firmy określają swoje mocne strony i powołanie, a następnie się tego trzymają. Koncentruj się na głównej kwestii, bo utrzymanie jej sprawia, że firmy i jednostki mają większe szanse odnieść zwycięstwo. Określenie misji zmusza cię, żebyś zawczasu zdecydował, czym jesteś w kontekście biznesowym, by następnie wyłonił się obraz tego, czym nie jesteś.
Określenie naszej misji okazało się dla nas wartościowe, pokazując nam, czym jesteśmy dla siebie i dla innych. Uważam jednak, że najbardziej wartościową rzeczą, którą określenie misji nam jasno pokazało, jest to, kim nie jesteśmy. Musimy mieć dokładnie określone swoje terytorium na rynku, w przeciwnym razie gra staje się trudna. Jednym z głównych powodów porażek małych firm jest sukces. Kiedy odnosisz sukces, może wydarzyć się kilka rzeczy, które sprawią, że będziesz podatny na klęskę. Jedną z tych rzeczy są miliony pozornie atrakcyjnych "możliwości", na które natrafisz. Jakiś czas temu przydarzyło się to wspaniałemu właścicielowi małej firmy, który przyszedł do mnie po radę. Miał on firmę, która odnosiła sukces w branży nieruchomości mieszkaniowych. Przez wiele lat on i jego firma budowali pozycję swojej marki na rynku, a potem usystematyzowali swoją działalność i w rezultacie zarabiali dużo pieniędzy. Jeden z jego znajomych, który był świadkiem jego sukcesu, namówił go na zakup restauracji, która była w trakcie upadku, a przez to stanowiła "świetną okazję". Z racji tego, że nasz gość od nieruchomości miał trochę pieniędzy i poczucie tego, że "wie, jak się robi biznes", zainwestował w tę restaurację znaczną kwotę. Jednak restauracja dalej przynosiła straty, a bohater naszej opowieści poświęcał jej coraz więcej czasu, próbując zabezpieczyć swoją inwestycję. Ponieważ z tego powodu brakowało mu czasu na dbanie o swoją firmę z branży nieruchomości, wkrótce i ta firma zaczęła podupadać, najpierw dość spokojnie, a następnie gwałtownie. Na szczęście zrozumiał swój błąd we właściwym czasie i zamknął restaurację. I, jak się pewnie domyślacie, kiedy oddał się z powrotem swojemu powołaniu, nieruchomościom, jego firma się podniosła i ostatecznie zaczęła znów prosperować.
Jego sukces spowodował dwie rzeczy, które niemal doprowadziły go do upadku. Po pierwsze, miał pieniądze, którymi mógł się bawić, inwestując w rzeczy spoza jego misji. Po drugie, sukces dał mu poczucie tego, że te same procesy, które sprawiły, że miał powodzenie na rynku nieruchomości, mogły być automatycznie przeniesione do branży restauratorskiej. Gdyby miał dokładnie określoną misję, zrozumiałby, że restauracja była poza jego terytorium, usłyszałby gwizdek ostrzegawczy i ochroniłby siebie. Zamiast tego stracił kilkaset tysięcy dolarów i przegapił okazyjne nieruchomości, ponieważ nie był odpowiednio skupiony.
Ponieważ odnieśliśmy sukces oraz regularnie pojawiamy się w mediach, jesteśmy bombardowani "świetnymi okazjami" przez ludzi, którzy wiedzą, że mogę im pomóc. Jednym z zadań mojego osobistego asystenta jest grzeczne odmawianie setkom próśb o spotkania i obgadanie pomysłów, które są poza moją misją. Jestem przekonany, że jednym z powodów naszego sukcesu jest nie tylko to, że wiemy dokładnie, czym jest nasze koło zamachowe, ale również trzymanie się tego koła i odrzucanie wielu "okazji". Sam fakt, że pomysł jest dobry, nie oznacza, że jest dobry dla twojej firmy, ani że masz się tym zająć. Bądź skoncentrowany na swojej działce.
Jak w takim razie określić misję dla siebie osobiście, jak również dla swojej firmy? Po pierwsze, nie jest to kwestia jednego spotkania czy jakiegoś dwugodzinnego wydarzenia. Powinieneś poświęcić temu procesowi trochę czasu. Po drugie, kiedy twoja firma się zmienia, a rynek podąża w swoim kierunku, jest w porządku, żeby celowo, ale ostrożnie podjąć decyzję o przeformułowaniu swojej misji.
Dan Miller mówi, że określenie misji powinno być odbiciem twojego powołania i powinno zawierać:
Umiejętności i zdolności twoje i twojej firmy. To odpowiedź na pytanie: "co?". Jeśli byłeś w branży produkcyjnej przez dwadzieścia lat, twoje określenie misji nie powinno skupiać się na tworzeniu oprogramowania ani na marketingu. To nie są twoje tematy. Co jest tą rzeczą, którą się zajmujesz, chcesz się zajmować i masz do tego zdolności? Cechy osobowości twoje i twojej firmy. To odpowiedź na pytanie: "jak?". W jaki sposób ty i twój zespół wykonujecie pracę? To jest twoja osobowość. Jesteś skoncentrowany na zadaniach i projektach, czy może jesteś bardzo współczujący i skupiony na ludziach? Może jesteś skupiony na szczegółach? Nie jestem pewien, czy chciałbym, żeby firma inżynierska projektowała estakadę na autostradzie, jeśli bardziej byliby przejęci współczuciem i ludźmi niż dbałością o szczegóły. Szczegóły mają tutaj większe znaczenie. Wartości, marzenia i pasja twoje i twojej firmy. To odpowiedź na pytanie: "dlaczego?". Dlatego robisz to, co robisz? W procesie określenia misji firmy jest to miejsce, gdzie wpuszczasz prawdziwe życie do płuc swojej organizacji. Cele mają znaczenie, kiedy są dobrze wyartykułowane.
W dodatkowych materiałach online do tej książki jest kilka świetnych dokumentów, które przeprowadzą cię przez proces opisywania swojej osobistej misji. Kiedy już zrobisz to dla siebie, zajmij się misją swojej firmy.
http://www.entreleadership.com/mission
Cele
Mówiąc obrazowo, cele to wizja i marzenia ubrane w ciuchy robocze. Tutaj nie ma już miejsca na teorię - zajmujemy się praktyką. Wyznaczanie celów to etap, na którym odchodzisz od strategii i zajmujesz się taktyką. Koniec gadania - czas coś upolować! Cele wymuszają podejmowanie praktycznych kroków, żeby twoje marzenia mogły stać się rzeczywistością. Marzyliśmy o rzeczach niemożliwych, sprecyzowaliśmy to w wizji i nadaliśmy temu kierunek, określając misję, więc teraz przyszedł czas, żeby podjąć działanie. Cele są jak dojście do etapu podnoszenia ciężarów w twoim programie na siłowni i sprawiają, że to podnoszenie ciężarów jest w ogóle możliwe.
Cele zamieniają wizję w energię. Kiedy dokładnie wyłożysz, co chcesz robić, natychmiast poczujesz poruszenie w pomieszczeniu i drgania pod nogami zapowiadające trzęsienie ziemi. Coś wciąga cię w nowe życie, jakbyś był bohaterem jakiejś sceny z filmu. Cele pomagają w tworzeniu wielkich ludzi. J.C. Penney powiedział: "Daj mi magazyniera z określonym celem, a dam ci człowieka, który zmieni bieg historii. Daj mi człowieka bez celu, a dostaniesz z powrotem magazyniera".
Nie przeskakuj nad tym, co już wiesz
Informacje zawarte w tym rozdziale są tak podstawowe dla tych z was, którzy odnieśliście już sukces i od lat jesteście wysokiej jakości liderami, że możecie popełnić jeden z dwóch błędów, jeśli nie będziecie ostrożni:
Przegapicie możliwość przeczytania tego rozdziału uważnie, żeby dopieścić i dostroić sukces, który już osiągnęliście. Możecie też popełnić drugi błąd, który jest gorszy: nie skorzystacie z tego przypomnienia, jak osiągnąć sukces, i nie będziecie się tym dzielić ze swoim zespołem, swoimi dziećmi oraz innymi, których powinniście mentorować.
Ja popełniłem oba błędy. Jak wspomniałem wcześniej, byłem wyszkolony w procesie stawiania celów już od najmłodszych lat, więc tę konieczność i umiejętność brałem za pewnik. Myślałem, że wszyscy o tym wiedzą. Pewnego dnia, gdy prowadziłem zajęcia z tego zakresu dla naszego zespołu podczas kursu BiznesLider, zatrzymał mnie Jorge, trzydziestokilkuletni mężczyzna. Jest bardzo bystrym, młodym człowiekiem, który był częścią naszego zespołu od jakiegoś czasu, więc bardzo zaskoczyło mnie, kiedy powiedział mi, że pierwszy raz w życiu usłyszał o tym, jak kluczowy jest proces stawiania celów. Był tym tak podekscytowany i nakręcony - czymś, co ja wiedziałem i czym żyłem od lat - że jego produktywność gwałtownie wzrosła do tego stopnia, iż pracując u nas, otworzył na boku własną firmę. Jeśli już rozumiesz to, o czym jest tutaj mowa, niech ten rozdział będzie dla ciebie przypomnieniem, żeby uczyć tego innych wokół siebie - to może zmienić ich życie.
Wiele już napisano na temat celów i procesu ich określania, tak że samo napomknięcie o tym wyłącza niektóre osoby z aktywnego słuchania. Ludzie, którzy nie osiągają sukcesów w życiu i biznesie, uśmiechają się szyderczo, gdy ktoś wspomina o pozytywnym myśleniu i stawianiu celów, i czasami mogę się utożsamić z ich reakcją. Jest tak wiele książek i seminariów na ten temat, iż można odnieść wrażenie, że jeśli stawiasz sobie cele i myślisz pozytywnie, możesz osiągnąć wszystko. Wybaczcie, ale to bzdura. Nie jesteś w stanie latać. Nie obchodzi mnie, jak wiele podcastów i płyt przesłuchałeś albo jak wiele celów sobie postawiłeś, albo jak pozytywnie myślisz. Nie jesteś w stanie latać. Możesz słuchać o tym, kiedy śpisz, dbając o to, żeby podświadomie przyswoić sobie to przesłanie, ale wciąż nie będziesz w stanie latać. Mam niecałe metr osiemdziesiąt wzrostu i ważę około dziewięćdziesięciu kilogramów, mając ponad pięćdziesiąt lat. Nie zagram ani w NBA, ani w NFL. Nie ma znaczenia, jak bardzo będę marzył, jak ciężko pracował i jakie postawię sobie cele. Nie mam tego, co trzeba, żeby odnieść sukces w tych dziedzinach i moja próba dokonania tego mogłaby się spotkać jedynie z uśmiechem politowania. Nie jestem w stanie latać.
Od lat widzę, jak Brian Tracy, Zig Ziglar i inni uczą na temat stawiania celów, i zawsze, kiedy to robią, odnoszą się w taki czy inny sposób do tego, co Zig nazywa "kołem życia". W kole tym znajdują się szprychy, które ilustrują każdą z dziedzin naszego życia, i żeby odnieść całościowy sukces w życiu, musimy odnosić się do każdej z tych dziedzin. Szprychami stawiania celów są:
Kariera; Finanse; Duchowość; Cielesność; Intelekt; Rodzina; Relacje.
Ci wielcy nauczyciele mają rację: musisz stawiać cele ostrożnie i intencjonalnie w każdej z tych dziedzin. Kiedy patrzysz na te obszary, prawdopodobnie widzisz dwa lub trzy, w których jesteś naturalnie dobry - są one dla ciebie łatwe. Powinieneś też dostrzec kilka, których prawie nienawidzisz, i to są te, w których nie masz naturalnych talentów i być może nigdy nie odniosłeś w nich sukcesu. Wszyscy tego doświadczamy, kiedy patrzymy na tę listę. Nauczyło mnie to, że wciąż muszę działać intencjonalnie i wkładać wysiłek w każdy z tych obszarów. Jeśli napompujesz koła nierównomiernie, będziesz miał w którymś kapcia. Koło bez powietrza będzie wymagało od ciebie włożenia większej ilości energii, żeby życie się kręciło, i tak jak w przypadku samochodu bez powietrza w kole, w twoim życiu będzie więcej hałasu i niechcianego napięcia.
Szprychy kariery i finansów były dla mnie zawsze najprostszą kwestią. Zawsze potrafiłem zarabiać pieniądze. Nie zawsze jednak byłem w stanie je mieć, zbankrutowałem, ale zawsze potrafiłem je zarabiać. Pomysły na tworzenie bądź rozwijanie biznesów pojawiają się u mnie w tempie jednego na sekundę. Zawsze przychodzi mi to lekko. Jednak najgorzej radzę sobie, jeśli chodzi o szprychę relacji. Dziwne jest to, że kocham ludzi i nie mam nic przeciwko tłumom. Rozwijam się w tym dzięki stawianiu celów, ale muszę przyznać, że wymuszane i wymyślne wydarzenia społeczne uwierają mnie jak kamyk w bucie. Jako młody człowiek byłem tak skoncentrowany na moim finansowym sukcesie i karierze, że jakiekolwiek wydarzenia towarzyskie wydawały się zabierać mój czas, który mogłem poświęcić na zarabianie pieniędzy i rozwijanie biznesu, dlatego ich nie znosiłem. Kiedy dorosłem i odniosłem sukces, zacząłem coraz bardziej cieszyć się przyjaciółmi i nawet zacząłem lubić niektóre z tych imprez, muszę jednak przyznać, że potrzebuję być w tym intencjonalny. Jestem tak słaby w kwestiach towarzyskich, że jestem przekonany, że bez mojej żony Sharon nie miałbym żadnych przyjaciół poza tymi związanymi z biznesem. Lata temu razem z Sharon wprowadziliśmy tradycję ustalania celów na początku każdego roku. Nie mówię o postanowieniach noworocznych, ale prawdziwych celach. Patrzenie na te siedem obszarów "koła życia" pomogło mi być bardziej świadomym w każdym z nich. Masz pewnie takich przyjaciół, na których wpadasz od czasu do czasu i obdarowujesz kłamstewkiem? Tych przyjaciół, z którymi "spotkasz się kiedyś na kolacji", a nigdy do nich nie dzwonisz? Skłamałeś. Może wcale nie chciałeś, ale jesteśmy zajęci i po prostu nie dzwonimy i nie umawiamy się. Z tego powodu razem z żoną postanowiliśmy zrobić listę tych ludzi i zadbać o to, żeby kolacje z nimi były na liście naszych osobistych celów. Zazwyczaj te spotkania mają miejsce w kilku pierwszych miesiącach roku, żeby tylko mieć to za sobą, ponieważ nie jestem zbyt towarzyski. Wiem, że wydaje się to absurdalne i śmieszne, ale dzięki temu celowi jestem w stanie w tym obszarze zrobić coś, czego normalnie bym nie zrobił. Im częściej wykonujemy to ćwiczenie, tym większą radość sprawia nam życie towarzyskie i, kto wie, może nawet będę w tym dobrze wypadał w przyszłości.
Cele, które działają
Cel, który działa, musi składać się z pięciu składników. Musisz odnieść się do każdego z nich, żeby mieć prawdziwy cel, który będzie skuteczny. Pamiętaj, że cele to nie są życzenia, marzenia, a nawet wizje. Cele służą temu, by sprowadzić rzeczy na ziemię i stojąc na niej, twardo zacząć podejmować działania, które sprawią, że nasze marzenia staną się rzeczywistością. Musisz poważnie podejść do wszystkich pięciu kwestii, żeby wyłonić prawdziwy cel i móc prawdziwie go zrealizować.
Cele muszą być konkretne i mierzalne
Cele nie mogą być mgliste. Mgliste cele nie są celami. Są marzeniami i życzeniami, a nie chcesz skończyć jak marzyciel, który nic nie robi. Nie wystarczy powiedzieć, że chcesz schudnąć - to nie jest konkretne. Nie wystarczy powiedzieć, że chcesz mieć lepsze wykształcenie - to nie jest ani mierzalne, ani konkretne. "Chcę zarabiać więcej pieniędzy", jest marzeniem i się nie wydarzy, dopóki "więcej pieniędzy" nie stanie się konkretne.
Powinieneś stawiać sobie cele, określając je przykładowo tak:
Chcę schudnąć trzynaście kilogramów. Chcę mieć dziesięć centymetrów mniej w pasie. Chcę zarabiać 100 000 dolarów rocznie. Chcę zdobyć tytuł naukowy w _________. Chcę się spotkać na obiedzie z sześcioma małżeństwami.
Każdy z tych celów jest konkretny i mierzalny. Siłą wyznaczania sobie celów jest to, że przyciąga cię to w ich stronę, ponieważ są one jasno postawione przed tobą. Dobrze postawiony cel może być powieszony na lodówce bądź na tablicy w biurze, dając wszystkim możliwość mierzenia twojego postępu. Mierzalny postęp nazywa się siłą pociągową. Obserwowanie ruchu, który jest wykonywany w stronę celów, napompowuje cię.
Cele muszą być określone w czasie
Cele, które nie są określone w czasie, nie mogą być podzielone na mikrocele, które mierzą postęp i pokazują siłę pociągową. Możesz powiedzieć: "Chcę napisać książkę". Super, kiedy? Za dwadzieścia lat? Za dwanaście miesięcy? Jeśli ten cel nie będzie miał wyznaczonego terminu, nigdy się nie wydarzy i będziesz musiał przełknąć gorzki owoc żalu. Powiesz: "Zawsze chciałem napisać książkę, ale nigdy się za to nie zabrałem". Nie jestem zbyt dobrym pisarzem w sensie literackim, ale książka taka jak ta jest świetnym sposobem na uczenie i przekazywanie pomysłów, więc piszę. Kiedy usiadłem, żeby napisać tę książkę, miałem termin na oddanie rękopisu na pierwszego grudnia, więc zrobiłem zarys rozdziałów i pokazało mi to, że potrzebuję ukończyć około czterech rozdziałów miesięcznie, a to oznacza jeden na tydzień. Siedzę więc tutaj w piątkowy poranek i kończę ten rozdział, żeby móc utrzymać tempo do osiągnięcia celu. Widzisz, jaką moc ma stawianie celów?
Kiedy mówisz, że chcesz zarabiać sto tysięcy dolarów, to nie wystarczy. Jeśli powiesz, że chcesz zarobić sto tysięcy dolarów w tym roku, to już jest coś. Jem lunch w naszej stołówce, ponieważ wolę jeść resztki z obiadu ugotowanego przez moją żonę niż stołować się w restauracji, dlatego że mogę jeść szybciej (nigdy w życiu nie poświęciłem godziny na lunch) i dlatego, że mogę się spotkać z moim zespołem. Żartujemy, rozmawiamy o futbolu, a czasami nawet rozmawiamy o pracy. Siedziałem kiedyś z jednym z młodych sprzedawców, a on chciał zaimponować szefowi, mówiąc, że ma zamiar zarobić sto tysięcy dolarów w tym roku. Przez całe życie byłem w sprzedaży i zarządzałem sprzedawcami, więc mu nie uwierzyłem. Spytałem, ile średnio musi wykonać telefonów w tygodniu, żeby osiągnąć taki wynik, lecz on nie znał odpowiedzi. Odparłem więc, że ten jego cel to kompletna bzdura. Uraziło to jego delikatne uczucia, więc wziąłem go do swojego biura i dałem mu lekcję stawiania celów. On pracuje na dziesięcioprocentowej prowizji, więc musiałby wygenerować milion obrotu rocznie, żeby osiągnąć swój cel stu tysięcy dolarów. Oznaczało to 83 tysiące dolarów miesięcznie bądź około 21 tysięcy tygodniowo. Wiemy, jaka jest średnia sprzedaż biletów w jego rejonie oraz ile trzeba mieć jakościowych kontaktów opartych na relacjach, żeby dokonać jednej sprzedaży. Liczenie okazało się proste i mój młody gaduła zaczął rozumieć, że potrzebuje około sześćdziesięciu czterech dobrych kontaktów każdego tygodnia, żeby osiągnąć dwadzieścia jeden tysięcy przychodu, co po pomnożeniu dałoby mu sto tysięcy dolarów rocznie zarobku.
Oglądam raporty sprzedaży, które zawierają działania naszych przedstawicieli, i zauważyłem, że przez następne kilka tygodni miał on średnio około sześćdziesięciu kontaktów i zapowiadało się, że osiągnie swój cel. Poszedłem do jego działu i mu pogratulowałem. Po około sześciu tygodniach zauważyłem, że ilość jego telefonów spadła do około trzydziestu pięciu kontaktów tygodniowo i znów wpadłem na niego na stołówce. Spytałem, dlaczego porzucił swój cel, a on odparł, że tego nie zrobił. Była to kolejna okazja do tego, żeby się czegoś nauczyć. Jeśli nie robisz rzeczy, które są konieczne do osiągnięcia celu w ustalonym czasie, ten cel pogrąży cię, nazywając marzycielem. Ciekawe było to, że ilość jego telefonów znów wzrosła i skończyło się na tym, że stał się on jednym z najlepszych sprzedawców. Problem z przesadzoną autoreklamą jest taki, że sam możesz w nią uwierzyć. Odnoszenie zwycięstwa to ciężka praca i nie ma innej drogi.
Chcę zrzucić trzynaście kilogramów. To za mało, by nazwać to celem. Kiedy? Chcę zrzucić trzynaście kilogramów w trzy miesiące. Teraz mamy z czym pracować. Czy już zacząłeś liczyć? Jest to około czterech kilogramów miesięcznie, z czego wynika około kilogram tygodniowo. Musimy w takim razie ćwiczyć więcej i jeść mniej, żeby dojść do kilograma tygodniowo spadku. Jeśli pozwolisz sobie na ciastko czekoladowe bądź dokładkę, waga będzie bezlitośnie pokazywać, że chybiasz swojego celu.
http://www.entreleadership.com/goal
W związku z tym, jeśli chcesz być bardziej towarzyski, schudnąć, prowadzić własny biznes, zwiększyć przychody, napisać książkę bądź mieć lepsze małżeństwo, twoje cele muszą być konkretne, mierzalne i ograniczone w czasie.
Cele muszą być twoimi celami
"Żona chce, żebym schudł czternaście kilogramów". To się nie stanie. "Mama chce, żebym został lekarzem". Nie chcę być twoim pacjentem. "Ojciec chce, żebym został kaznodzieją". Wolę kaznodzieję powołanego przez Ojca, a nie przez jego ziemskiego tatę. Jeśli cel nie jest twoją własnością i nie wynika z twoich marzeń, nie będziesz miał siły, żeby wytrwać, kiedy przyjdą trudności. A mogę ci obiecać, że trudności przyjdą. W tej kwestii wyjątki się nigdy nie zdarzają - każdy, kto zwycięża, musi poradzić sobie z wieloma przeciwnościami. Nie stanie się tak, że pewnego dnia wstaniesz sobie - jak gdyby nigdy nic - o świcie, i przebiegniesz swoje pięć kilometrów, ponieważ twoja żona chce, żebyś schudł. Wielkie cele wymagają solidnego kręgosłupa - mięczaki odpadają. Musisz mieć odwagę, a tej nie da się importować. Wynika ona z tego, że jesteś głęboko przejęty rezultatem. Kiedy zależy ci na tym, jak twoja historia się skończy, będziesz gotowy dojść do samego końca.
Cele muszą być spisane
Z jakiegoś powodu ten ostatni składnik jest zazwyczaj pomijany przez wszystkich. Dobrze to brzmi, żeby cele spisać, ale prawie nikt tego nie robi. Współzależność jest jasna: prawie nikt nie wygrywa. Zwycięzcy są tak dziwni, że darzymy ich głębokim podziwem. Poza nielicznymi wyjątkami, zwycięzcy mają swoje cele spisane. Jest prawie niemożliwe, żeby osiągnąć coś, nie mając spisanego planu.
Jedną z rzeczy, które najbardziej cenię, jest tani segregator oprawiony w sztuczną skórę, który zawiera moją listę celów i listę moich modlitw od piętnastu do dwudziestu lat wstecz. Na jednej ze stron z 1993 roku opisany jest moment, gdy narodził się jeden z najważniejszych obszarów naszej firmy. Gdy zajmowałem się doradztwem finansowym jeden na jeden, przeżywałem ogromną frustrację. Siadałem z klientami, pokazywałem im ich budżet, zwracając uwagę na to, jak mogą płacić rachunki przy dochodzie, który mieli i nawet zacząć wychodzić z długów. Przez telefon wstrzymywałem zajęcie ich hipoteki, przejęcia i negocjowałem warunki spłaty kart kredytowych odpowiednio do ich zarobków. Problem rozwiązany, zaczynali wychodzić na prostą. Jednak zbyt wiele razy ogłaszali upadłość i poddawali się zaledwie sześć tygodni później. To były chwile, kiedy krzyczałem z frustracji. Zaczęło do mnie docierać, że w osobistych finansach problemem nie jest matematyka, ale zachowanie. Stworzenie budżetu i jedno spotkanie nie zmieniały wzorców zachowania.
Pewnego poranka wyznaczałem sobie cele, kreatywnie planując i snując pomysły, i modląc się. Zapisałem prosty cel: "Stworzyć koncepcję grup wsparcia opartych na bliskich relacjach w formie seminariów i doradztwa". W tym tkwi moc zapisywania marzeń, wizji, a następnie sprowadzenia ich do celu. To proste zdanie jest tym, co dziś nazywamy Financial Peace University (Uniwersytet Finansowego Pokoju). Jak dotąd miliony ludzi brały udział w tych zajęciach i zmieniło to ich życie. Tak, wymagało to mnóstwa ciężkiej pracy, wielu wspaniałych pomysłów oraz ogromnej ilości frustracji i komplikacji po drodze, ale dwie dekady później łza kręci się w oku, kiedy patrzę na tę kartkę z celem, zdając sobie sprawę, gdzie to się zaczęło.
http://www.entreleadership.com/marathon
W Piśmie Świętym w drugim rozdziale Księgi Habakuka (2) czytamy: "Zapisz to widzenie, zapisz je wyraźnie na tablicach, aby czytający mógł je szybko przeczytać". Spisany cel jest śniadaniem mistrzów. Nie jesteś w stanie robić wielkich rzeczy, nie mając celów, które są konkretne, mierzalne, twoje, określone w czasie oraz zapisane.
Przewodzenie w oparciu o cele
Pamiętaj, że ten rozdział ma podwójny cel: przypomnieć ci materiał, z którym być może już się zetknąłeś i - być może jest to najważniejsze - przypomnieć ci, żebyś uczył swój zespół tych prostych zasad sukcesu. Nie jest czymś niezwykłym mieć lidera, który odniósł sukces częściowo dzięki stawianiu celów, a który następnie zapomina o tym, żeby je stawiać, a co gorsza, zaczyna oczekiwać od swojego zespołu, żeby określał cele, podczas gdy on tego nie robi. Morał tej historii jest następujący: nie oczekuj od swojego zespołu, żeby stawiał sobie cele, jeśli ty tego nie robisz.
Gdy w naszej firmie wpadamy na świetny pomysł bądź wielką wizję, dbamy o to, żeby inni też byli tym podekscytowani. Ich ekscytacja i akceptacja sprawiają, że automatycznie widzą w tym swój udział. Kiedy więc rzucasz wielką wizję na stół, twój zespół widzi, jaką część ma do odegrania i w ten sposób przyciągasz ludzi do celów, zamiast ich z trudem popychać.
Na przykład - nie możesz pójść do swoich sprzedawców i powiedzieć im, jaki cel sprzedażowy ma osiągnąć ich dział, tylko dlatego, że tak właśnie to sobie wymyśliłeś. Zamiast tego powiedz, jak ważne jest, że służymy większej liczbie klientów, oraz wspomnij o korzyściach nie tylko dla każdego klienta, ale również o tym, co zwiększony przychód pozwoli robić w firmie, a co więcej, jak będzie wyglądał osobisty przychód członków zespołu. Następnie zaproponuj cele przychodu i poproś każdą osobę, aby ostrożnie oceniła, jaka część tego celu będzie jego lub jej udziałem. I tutaj znowu przyciągamy, zamiast popychać - zachęcamy ich do przyjęcia danych celów, a nie zmuszamy ich do tego. Kiedy przywództwo ustala samodzielnie cele, nie są one celami, ale normami. A nikt nie lubi norm.
Podczas jednych z pierwszych zajęć z zarządzania nauczysz się ZPC, zarządzania przez cele (ang. MBO - management by objectives). ZPC polega na tym, że twój zespół ustala swoje cele jako część głównego celu. Z perspektywy odpowiedzialności jest później łatwiej, zarówno emocjonalnie, jak i relacyjnie zagwarantować, że zespół dotrzyma złożonej przez siebie obietnicy, celu, który sobie obrał, zamiast próbować zmuszać ich do tego, żeby osiągali cel, w stawianiu którego nie uczestniczyli.
Wspólne cele tworzą komunikację
Większość firm bardzo pragnie lepszej i częstszej komunikacji. Komunikacja w naszej firmie jest świetna, ale nie zawsze tak było. Ciężko pracujemy nad różnymi aspektami naszej komunikacji, dlatego poświęcimy później cały rozdział, żeby pokazać ci kilka praktycznych rzeczy, które możesz zrobić, żeby sprawić, że prawdziwa komunikacja będzie częścią kultury twojego biznesu. Jedną z wielkich korzyści posiadania jasno określonych i spisanych celów jest to, że tworzy to instynktowną i intuicyjną komunikację.
Może być to tak proste, jak zasady futbolu. Cel gry w futbol jest bardzo prosty: umieścić piłkę w strefie końcowej więcej razy, niż uczyni to drużyna przeciwna. Każdy na boisku zna ten prosty cel, bez względu na to, czy jest napastnikiem, rozgrywającym czy kopaczem. Kiedy więc rzeczy idą dobrze, znamy cel: umieścić piłkę za linią. Kiedy wszystko się sypie, wciąż znamy cel: umieścić piłkę za linią. Kiedy więc ktoś wypuści piłkę, nawet potężnie zbudowany napastnik z ogromnymi rękoma wie, że jego rola właśnie się zmieniła: powinien teraz podnieść piłkę i zrobić coś, do czego jego ciało nie zostało stworzone - przebiec przez linię. Kiedy mamy wspólny cel, wykonujemy swoje zadania, żeby go zrealizować, ale kiedy cel jest naprawdę najważniejszy, możemy nawet wykonać zadanie innej osoby, żeby tylko zespół go osiągnął.
Normalną rzeczą w naszym zespole jest widok spoconego prezesa bądź wiceprezesa wykonawczego przenoszącego pudła z książkami po to, aby dostarczyć je na organizowane przez nas wydarzenie. Pewnego dnia nowy członek zespołu odezwał się podczas spotkania pracowników i powiedział, jak wielkie wrażenie zrobiło na nim to, że nasi liderzy stoją ramię w ramię z innymi członkami zespołu, żeby cel był osiągnięty. Zdecydowanie ma to związek z nadawaniem tonu przywództwa opartego o służbę, ale ta postawa komunikuje również reszcie zespołu, że zrobimy wszystko, cokolwiek będzie potrzebne, żeby wygrać. Możesz sobie wyobrazić rozgrywającego, który upuszcza piłkę, i napastnika, który zamiast skakać do piłki, mówi coś tak głupiego, jak: "To nie jest przecież moje zadanie"? Firmy w całych Stanach Zjednoczonych ponoszą porażkę, ponieważ dopuściły kulturę liderów i zespołów, którzy nie są przejęci celem, ale sobą. Kiedy zespół przejmuje się tylko sobą, z definicji nie jest już zespołem, a jedynie grupą pracowników. Gdy tak się dzieje, wiedz, że jest to zalążek porażki tej organizacji. Kiedy dochodzi do porażki w ten sposób, jest to wina liderów i zespołu. Nie było jasnej komunikacji wspólnego celu, który spotkałby się z aprobatą ze wszystkich stron. Jedną z rzeczy, która może sprawić, że szybko wylecisz z naszej firmy, jest powiedzenie czegoś w stylu: "To nie jest przecież moje zadanie". Ludzie, którzy pracują dla małych firm, nawet tych z setkami członków zespołu, muszą wykonywać różne zadania. Jest zbyt wiele roboty do wykonania i zbyt wiele różnych rzeczy do zrobienia, żeby jakiś nieuk wpadł na pomysł, że jest zwolniony od zrobienia czasem rzeczy wykraczających poza jego standardowy zakres zadań.
Komunikacja, która jest tworzona przez wspólne cele, zmniejsza poziom frustracji, ponieważ prawa ręka wie, dlaczego lewa ręka robi to, co robi. I taka właśnie komunikacja tworzy zgodę wszystkich członków zespołu, utrzymując egoistyczną mentalność poza przywództwem i zespołem.
Wspólne cele tworzą jedność
Większość firm bardzo pragnie większej jedności, podobnie jak ma to miejsce w przypadku komunikacji. I tak samo jak w dziedzinie komunikacji, tak i tutaj dokładnie wyjaśnimy, jak stworzyć rodzaj jedności, który mamy w naszym zespole. Dbałość o jedność wydaje się być czasami pracą na pełen etat. Wspólne cele mają duży udział w budowaniu jedności.
Po pierwsze, jedność powstaje, ponieważ łatwo jest inspirować członków zespołu do zwycięstwa i wyników w ich obszarze. Kiedy rozumiesz, jak ich sukces jest połączony z twoim własnym oraz sukcesem całej organizacji, czujesz się zainspirowany. Kiedy nie widzisz, że to, co robi inna osoba, ma znaczenie dla ciebie i zwycięstwa wszystkich, dlaczego miałbyś czuć z nią jedność?
Okropne, dziecinne obgadywanie i wewnętrzna rywalizacja, jak również nienawiść przyprawiają o mdłości w przypadku większości organizacji. Egoistyczne dzieciaki, których emocjonalna dojrzałość zatrzymała się na poziomie czterolatków, właściwie życzą porażki swojemu oddziałowi firmy. To tak, jakby głowa miała nadzieję, że szyja, która nią porusza, przestanie działać. Taki wewnętrzny konflikt potwierdza, że dla wielu firm ich największym wrogiem są one same. Nigdy nie mieliśmy takiego poziomu wewnętrznej pogardy. Dlaczego? Ponieważ w naszej firmie pozwalamy się nie zgadzać, a nawet walczyć z innymi, ale tylko do momentu, aż ten konflikt zaczyna wpływać na realizację celu. W chwili, kiedy kłótnia przeradza się w dziecinną walkę o terytorium, stąpasz po bardzo cienkim lodzie. Stawiając sprawę jasno, zwolnię cię za takie głupie, egoistyczne działania. Jedność rodzi się, kiedy wszyscy zgadzają się odnośnie do celu i walczą razem o to, żeby go osiągnąć. Zadaniem zespołu jest zachowywać się jak dorośli i mieć wzrok skupiony na nagrodzie. Zadaniem przywództwa jest ciągłe kierowanie reflektorów na cel i usuwanie wszystkiego, co może rozproszyć uwagę, jak choćby członkowie zespołu, którzy zaczynają się zachowywać jak egoistyczni "pracownicy". Po kilku dekadach mój zespół jest tak silny, że sam instruuje nowoprzybyłych, jaka jest różnica między byciem członkiem zespołu a zwykłym pracownikiem. Nasz zespół nie toleruje w swoich szeregach biurokratów, więc pozytywna presja rówieśnicza ma wpływ na zmianę u nowych ludzi bądź ich przegania. Szczerze mówiąc, jeśli chodzi o mnie, akceptuję oba rezultaty takiego funkcjonowania.
Drugim sposobem na tworzenie jedności jest mówienie innym o naszych celach osobistych. Kiedy wiesz, że sprzedawca obok ciebie oszczędza, żeby kupić pierwszy dom dwa lata po ślubie, jesteś jego największym cheerleaderem, kiedy uda mu się dopiąć sprzedaż. Krótko mówiąc, jest to coś, co buduje relacje. Popełniliśmy ogromny błąd w biznesie, oddzielając zadania od osoby i jej życia.
Kiedy liderzy i członkowie zespołu pomagają innym członkom zespołu osiągać ich osobiste cele, to jest tak, jakby zapaliły się światełka na choince w ich umyśle i duchu. Jedna z asystentek mojego wiceprezesa wykonawczego jest niesamowitą kobietą i od wielu lat wspaniałym członkiem naszego zespołu. Kilka lat temu przeglądałem osobiste i zawodowe cele naszego zespołu, które mi przekazano. Zwróć uwagę na to: członków zespołu zachęcamy do dzielenia się osobistymi celami tak dalece, jak jest to dla nich komfortowe, ale nie zmuszamy ich do tego. Wraz ze wzrostem zaufania wzrasta głębia tego, czym się dzielą.
Wydaje mi się, że jest coś ważniejszego niż wiara: działanie! Świat jest pełen marzycieli, ale brakuje tych, którzy podążają do przodu i zaczynają podejmować konkretne kroki, by urzeczywistnić swoją wizję.
- W. Clement Stone
Zauważyłem, że jednym z osobistych celów tej asystentki było to, żeby wyjść z długów, a zaraz po tym, żeby kupić sobie luksusowy długopis marki Montblanc. Okazało się, że ma kolekcję długopisów. Nigdy w życiu nie wpadłbym na to. Mam kilka długopisów Montblanc i nagle poczułem, że kupiłem je sobie, nie myśląc o tym za dużo, a dla niej było to wielkim osobistym celem. Zamówiłem więc taki długopis i następnego dnia zaniosłem do jej biura. Była zachwycona, a ja miałem jeszcze więcej frajdy z powodu tej niespodzianki i z tego, że miałem udział w osiągnięciu przez nią jednego z jej celów. Czy sądzisz, że poczucie jedności w naszej organizacji wzrosło z powodu tej prostej rzeczy? Oczywiście, że tak. Dlaczego więc wszyscy nie pozwalamy sobie na taką frajdę? Ponieważ nie mamy wiedzy o celach innych ludzi. Dzielenie się obranymi celami tworzy jedność.
Posiadanie marzenia, które zmienia się w wizję, następnie w misję, a później jest rozpisane na cele, jest kluczowe w osiąganiu osobistego sukcesu, ale szczególnie kluczowe dla BiznesLidera. Jeszcze ciekawsze jest dla mnie to, jak skomplikowana i pełna radości jest synergia, obecna w organizacji, która tym żyje. Teraz jest twój czas, żebyś usiadł i dokonał pewnych modyfikacji. Po prostu zrób to.