Rozdział 1
Wiewióreczka obejmuje łapkami swój puchaty ogonek i wtula pyszczek w poduszkę z mchu. Mmm... jak dobrze się śpi w ciepłej przytulnej dziupli, gdy na dworze panuje zima. Niestraszny jej porywisty wiatr, śnieg i przeszywający mróz, kiedy może zwinąć się w kłębuszek na mięciutkim posłaniu i śnić o nadejściu ciepłej wiosny. Wiewiórka wzdycha zadowolona, ale zaraz czuje w brzuszku niepokojący ucisk. Och, nie sposób dalej marzyć, gdy brzuch skręca się z głodu. Trzeba wstawać.
Wiewiórka leniwie się przeciąga i wychyla pyszczek z wnętrza dziupli. Brrr, zimno. O, ale co to? Wszędzie wirują białe gwiazdki. Jakie ładne! Pięknie połyskują na gałązkach świerku i nawet zdążyły już przysłonić stare zbutwiałe liście cienką srebrzystą warstwą. Wiewiórka z uznaniem przechyla łebek na bok. Las naprawdę dużo lepiej teraz wygląda. A jeśli tych białych gwiazdek będzie jeszcze więcej, wszystko zmieni się w piękną bajkową krainę. Będzie czysto... Ale ojej! Jeśli nadal będzie padać, pod białym puchem znikną wszystkie spiżarnie z zapasami. Trzeba jak najszybciej do nich dotrzeć! Wiewiórka żwawo zeskakuje ze świerku i pędzi w stronę najbliższej spiżarni - pod wielki dąb przy ogrodzeniu małego leśnego domku.
Pani Ania dopija ostatni łyk herbaty i zaczyna szykować się do wyjścia. Co prawda autobus odjeżdża dopiero za piętnaście minut, ale dojście na przystanek w ostatnich latach zajmuje jej coraz więcej czasu.
- Oj, tak - wzdycha kobieta, zerkając za okno. Szczególnie przy takiej pogodzie trzeba uważać na śliskie chodniki. I tylko Szymcio się ucieszy. Będzie z zapałem odgarniał śnieg i zamiatał przed wejściem. Kochane dziecko. Że też życie tak ciężko się z nim obeszło.
Kobieta wzdycha kolejny raz, ale zaraz na jej twarzy pojawia się uśmiech. Odchyla firankę i z uwagą obserwuje kąt ogrodu. Tak, to musi być Mirka. Czyżby przypomniała sobie o zapasach zakopanych pod ich dębem? Rude zwierzątko kręci się przy drzewie. Raz niknie za grubym pniem, to znów wychyla sponad śniegu swój sympatyczny pyszczek. W końcu wskakuje na drewniany płot i znika w głębi lasu.
- Znalazła. - Kobieta się uśmiecha. Zasłania firankę i zaczyna się ubierać. Śnieg ciągle pada. Najwyższa pora wyjść z domu. Mają przecież z Szymciem mnóstwo spraw do załatwienia.
Paweł zdejmuje koronę i ostrożnie chowa ją do szafki razem z pudełeczkiem oklejonym złotym papierem.
- Świetnie ci poszło, Pawełku! - mówi pani Matylda. Przechodzi korytarzem z naręczem puchatych anielskich skrzydeł. - A pojemnik z mirrą prezentuje się naprawdę profesjonalnie. - Nauczycielka uśmiecha się i wchodzi do klasy.
Paweł nie do końca wie, co znaczy słowo "profesjonalnie", ale czuje, że wychowawczyni powiedziała coś miłego. Poza tym sam wie, że na dzisiejszej próbie jasełek naprawdę dobrze sobie poradził. Bez zająknięcia wygłosił rolę i jako król Baltazar pięknie pokłonił się Dzieciątku. Rodzice na pewno będą zadowoleni, gdy im o tym opowie.
- Paweł, widziałeś? - Tuż obok pojawia się Krzyś. Wyciąga telefon i pokazuje zdjęcie. - Moja choinka. Wczoraj ubraliśmy! - opowiada podekscytowany. - Zobacz, jaka ekstra gwiazda! Sam wieszałem! Tata musiał mnie podnieść, bo wybraliśmy największe drzewko na bazarku. Aż musieliśmy je podciąć, bo nie mieściło się w salonie!
- Nasze też - mówi Michalina, zdejmując z głowy białą opaskę. - Tata ściął czubek, a ja go ubrałam w złoty łańcuch i złote gwiazdki - dodaje z uśmiechem. - Mam teraz swoją choineczkę. Jest śliczna, mówię wam!
- A my ubraliśmy na biało - wtrąca się do rozmowy Basia. - Mama mówi, że tak jest najbardziej elegancko.
- E tam. - Krzyś macha ręką lekceważąco. - Przecież pierniczki są kolorowe. My będziemy piec całą jedną blachę tylko do ozdobienia choinki.
- Ja też jutro będę piekła pierniki! - cieszy się Basia i macha do swojej mamy, która właśnie pojawia się w drzwiach szkoły. - Ale do jedzenia. A może do mnie przyjdziecie i upieczemy je razem? - proponuje i zaraz zerka pytająco na mamę. - Mogę zaprosić kolegów na wspólne pieczenie?
- Chyba już to zrobiłaś - śmieje się kobieta. - Ale oczywiście, że możesz. Zapraszamy na piątą. Przyjdziecie?
- Tak, tak! - rozlega się natychmiast kilka podekscytowanych głosów.
Paweł też chce potwierdzić, ale wcale nie jest pewien, czy rodzice się zgodzą. Ktoś go przecież musiałby zaprowadzić do Basi, a mama może akurat nie będzie mogła wyjść z bliźniakami...
- Możemy cię zabrać, Pawełku - proponuje mama Ignasia, jakby czytając w jego myślach. Ignaś mieszka w sąsiednim bloku i rodzice czasami wyręczają się wzajemnie w odprowadzaniu chłopców. - Zdzwonię się z twoimi rodzicami i zapytam, czy możesz iść z nami do Basi - obiecuje. Zabiera syna i stukając obcasami, wychodzi ze szkoły.
Szatnia powoli pustoszeje. Oprócz Pawełka zostają w niej tylko Szymek i Krzyś.
- W tym roku tata kupił nowe lampki! - Podekscytowany Krzyś podsuwa kolegom kolejne zdjęcia. - W kształcie sopelków! Są świetne! - woła zachwycony, a potem pytająco zerka na kolegów. - A wy jakie macie lampki?
- Na razie żadnych - odpowiada spokojnie Szymek. - Dziś idziemy kupić. U babci choinkę zawsze ubiera się w Wigilię.
- Dopiero w Wigilię?! - dziwi się Krzyś. - Ale słabo. Przecież... - chce jeszcze coś dodać, ale z korytarza dobiega go nawoływanie taty. - Muszę lecieć. Hej! - żegna się i wybiega z szatni.
Paweł siada na ławce i skupia się na zawiązywaniu butów. Uff... jak dobrze, że Krzysiek już poszedł i nie zapytał o jego choinkę... Przecież nie wiadomo, czy w ogóle ją kupią. Chłopiec słyszał, jak mama mówiła do taty, że w tym roku chyba sobie darują ubieranie drzewka.
- Przy maluchach jest wciąż tyle zamieszania - tłumaczyła, ale wcale nie wyglądała na smutną. Paweł, zajęty wówczas w salonie układaniem swoich ulubionych puzzli z rakietą, zerknął w kierunku kuchni i zobaczył, jak mama całuje stópki Stasia i pieszczotliwie targa puszek na głowie małego Filipka. - Wystarczy nam świąteczny stroik.
Może mamie wystarczy, ale jemu na pewno nie! Paweł postanawia porozmawiać na ten temat z tatą. Tak, on go poprze. Zawsze we dwóch ubierali choinkę i wspaniale się przy tym bawili. Tata na pewno nie będzie chciał rezygnować z takiej przyjemności!
O, chyba właśnie wchodzi do szkoły. Paweł gwałtownie zrywa się z miejsca, ale zamiast taty dostrzega tylko starszą drobną kobietę. Jej wełniany zielony beret przyozdobiony jest gwiazdkami śniegu.
- Dzień dobry. Prawdziwa śnieżyca, chłopcy - śmieje się kobieta i otupuje buty. - Idealna pogoda na przedświąteczne zakupy. Gotowy? - zwraca się w kierunku Szymona, a ten z radością kiwa głową.
- Dokąd pójdziemy, babciu? - Chłopiec szybko zakłada plecak.
- Myślę, że wszystko znajdziemy w Kosmosie. - Starsza pani się uśmiecha. - Obym się tylko nie zagubiła wśród tylu sklepów.
- Nie martw się, będę cię pilnował - zapewnia z radością Szymek. Żegna się z Pawłem i oboje z babcią wychodzą ze szkoły.
Paweł spogląda na nich z zazdrością. Od kilku dni marzy o wyprawie do Kosmosu. Wszyscy koledzy z klasy opowiadali o niezwykłej świątecznej wystawie na parterze galerii handlowej. Paweł bardzo chciałby ją wreszcie zobaczyć. Od kilku dni namawiał mamę, żeby wybrali się na zakupy do Kosmosu, ale mama nie chciała zabierać bliźniąt do marketu.
- Wolę nawet nie myśleć, ile wirusów i bakterii unosi się w tym tłumie. - Kręciła przecząco głową i prowadziła Pawła do niewielkiego osiedlowego sklepu. Tam co prawda też stała choinka, ale niewielka i od kilku lat identycznie udekorowana.
Chłopiec wzdycha i opiera brodę na rękach. W tym roku wszystko idzie jakoś na opak. I on wie dlaczego. Wszystkiemu winne są bliźnięta. Owszem, kiedy tylko się urodzili, bardzo się ucieszył i jeszcze przed wakacjami z entuzjazmem chwalił się nimi przed kolegami. A kiedy wrócił we wrześniu do szkoły, mama przychodziła po niego z bliźniakami i wszyscy mu zazdrościli, gdy prowadził wózek.
Wszystko się zmieniło, gdy Krzysiek dostał na urodziny smartfon i koledzy przestali interesować się niemowlętami. A jeszcze później mama Marty, która była dziennikarką, przyszła do ich klasy opowiedzieć o swojej pracy. Przyniosła ze sobą mikrofon i każdy mógł coś do niego powiedzieć. Marta pękała z dumy i twierdziła, że jej mama ma najfajniejszą pracę i najmodniej się ubiera. Paweł chciał zaprzeczyć. Jego mama też nosiła do pracy eleganckie sukienki i buty na wysokich obcasach. I jeszcze tak ładnie upinała włosy czarną połyskującą spinką w kształcie poskręcanego węża. No tak, tylko że mama od bardzo dawna już jej nie nosiła. Teraz najczęściej wiązała włosy w kucyk i wkładała wygodne dresowe spodnie. I Paweł już nie pamiętał, kiedy ostatnio otwierała szkatułkę z biżuterią.
- Ech... - wzdycha zmartwiony chłopiec i w tej samej chwili słyszy kroki na korytarzu. - Tata! - cieszy się i wybiega mu na spotkanie.
- Cześć, kolego! - Pan Marcin uśmiecha się wyraźnie zasapany. - Świetnie, że jesteś gotowy. Musimy lecieć!
- Po choinkę? - pyta z nadzieją Paweł i natychmiast zapomina o wszystkich zmartwieniach. Jeśli dziś kupią drzewko, może jeszcze zdążą je ubrać i jutro pochwali się Krzyśkowi.
- Po choinkę? - dziwi się mężczyzna i zaraz zaprzecza. - Nie, nie, pędzimy do domu. Mama jest umówiona na jakieś spotkanie służbowe przez internet. Muszę ją zmienić przy chłopakach.
- To może jutro? - nie ustępuje Paweł, zgarniając z przyszkolnego murku garść śniegu. Z zadowoleniem lepi kulkę i posyła ją w dal. - Moglibyśmy po lekcjach kupić nowe światełka, a w sobotę ubrać choinkę. I może kupimy też jakąś małą do mojego pokoju? - Chłopiec z nadzieją zerka na tatę. - Jutro na plastyce będziemy robić ozdoby. Miałbym ją w co ubrać.
- Zobaczymy - odpowiada enigmatycznie pan Marcin. - A teraz się pospieszmy. To jakieś ważne spotkanie. Mama na pewno wolałaby zasiąść przed monitorem bez bliźniąt.
Paweł wraca do tematu choinki przy kolacji.
- Wszyscy już mają ubrane drzewka - przekonuje. - A Miśka ma nawet swoją małą choinkę w pokoju. U mnie też moglibyśmy postawić. Wziąłbym sobie te stare lampki, a na dużą choinkę kupimy nowe.
- Hm... Wolałabym w tym roku zrezygnować z choinki, Pawełku - zaczyna powoli mama, odrywając na chwilę wzrok od Stasia, którego dość bezskutecznie próbuje
przekonać do musu jabłkowego. - Przy dwóch fotelikach do karmienia i kojcu w pokoju trudno będzie znaleźć miejsce na świąteczne drzewko. Co powiesz na stroik na stół, a pod sufit... - mama uśmiecha się tajemniczo - podłaźniczkę...?
Paweł jednak nie odpowiada na uśmiech i nie zamierza dopytywać, czym jest ta cała podłaźniczka. Na pewno nie jest wielką, piękną, pachnącą choinką.
- Kojec możemy przesunąć pod okno, a foteliki wynieść do kuchni - proponuje. - Wtedy tu będzie miejsce na choinkę. - Z zadowoleniem okręca się wokół w rogu pokoju.
- Niestety, zablokowalibyśmy wtedy okno na dłuższy czas - zauważa mama. - A wiesz doskonale, że mieszkanie trzeba regularnie wietrzyć.
- Ale przecież to tylko... - zaczyna Paweł, jednak w tej samej chwili od strony Stasiowego fotelika rozlega się głośne:
- Pfluuu! - I mus ląduje na koszulce mamy.
- Choinka będzie stała tylko tydzień lub dwa. - Paweł, przyzwyczajony do różnych wybryków młodszego rodzeństwa, wraca niezrażony do tematu. Nie dostrzega jednak zrozumienia w oczach mamy, więc zwraca się do taty: - A jeśli nie chcecie dużej, to kupmy mi małą choinkę, dobrze, tato?
- Pfluuuu! - Filipek postanawia pójść w ślady brata i teraz pan Marcin musi wytrzeć ze swojej bluzy kleistą owocową maź.
- A tu po prostu powiesimy lampki - kontynuuje chłopiec, wskazując rękoma na framugę drzwi. - Możemy nawet udekorować okna. Chyba można przymocować światełka do karniszy, prawda, tato?
- Och, daj już spokój z tymi światełkami i choinkami - niecierpliwi się mężczyzna, który znów zostaje opluty przez malucha. - Siadaj i kończ kolację. Przynajmniej ty nie rób problemów przy jedzeniu.
Paweł bez słowa wraca na miejsce. Dobrze, już nic nie powie na temat świąt. Nie chcą, to nie. Mogą nie mieć choinki, lampek ani nic. W ogóle mogą nie obchodzić Bożego Narodzenia. Po co? Paweł zerka na zajętych bliźniakami rodziców i robi mu się strasznie smutno. Czuje zbierające się pod powiekami łzy, ale nie zamierza się rozpłakać. Nie, jeszcze nie teraz. Z wysiłkiem przeżuwa ostatni kęs naleśnika, a potem szybko wstaje od stołu i idzie do swojego pokoju. Ma wrażenie, że nikt nawet nie zauważył jego odejścia. I dobrze. Siada przy biurku i rysuje na kartce ogromną choinkę. Drzewko wystaje ponad dachy domów, a ludzie całkowicie giną pod jej rozłożystymi gałęziami. Paweł ozdabia ją mnóstwem kolorowych cukierków, słodkich laseczek, lukrowanych pierniczków i długaśnymi sznurami lampek. A potem nakleja na samym czubku złotą naklejkę z gwiazdą betlejemską, którą dostał w szkole od Madzi.
- Kiedyś będę taką miał - mówi z przekonaniem i wyciąga spod poduszki zająca Tulisia, aby pokazać mu swój rysunek. - W tym roku będziemy świętować tylko we dwóch - szepcze do pluszowego ucha, a potem mocno przytula przyjaciela i kładzie się na łóżko. Przez dłuższą chwilę obserwuje prószący za oknem śnieg. Słyszy jeszcze krzątających się w salonie rodziców i popiskujące bliźnięta. Zdaje mu się, że ktoś zagląda do jego pokoju i przykrywa go kocem, ale nie jest pewien, bo chwilę później śpi już mocnym snem.