WIELKA DAMA - DYSKRECJA
"Nie ma ziela na babskie wesela".
(Przysłowie)
Zespołowi Reprezentacyjnemu dedykuję...
Prawie każdy lubi frywolne ploteczki. Tu w Kazimierzu można by wiele takich wystrugać. O tych z kolorowych gazet, co lubią wokół siebie szum medialny, jak i o tych, co szukają tu schronu. No i o miejscowych też by można pikantnie, rozważnie. Drewniany nos raz by się przy tym wydłużał, raz skracał.
Łaskawie tu panująca Pani na Kazimierzu - Dyskrecja - nikomu na to nie pozwala. Otula nasze życie cnotą, obdarza swoją łaską. Przyglądam się tej mądrej damie i myślę: Stworzyła wspólnie z poddanymi osobliwy świat, właściwie rezerwat.
No popatrzcie tylko, niby wszyscy o wszystkich wszystko wiedzą, ale nic nie jest na sprzedaż. Nie wiem do końca, co wyznacza te granice milczenia, ale w omawianym kontekście ploteczek te granice są najciekawsze. W tutejszym rezerwacie panuje specyficzna i surowa konwencja - co można, co wypada, a co nie przystoi. To bardzo ciekawy temat, ale trudny do uchwycenia w sieć. Za każdym razem, gdy chciałam go pokazać, topiłam się.
Ostatniej szarej jesieni zdarzyło się w Kazimierzu coś, co mnie do tego tematu ośmieliło. Spotkałam na koncercie Panią na Kazimierzu, która powiedziała mi tak:
"Dostaniesz zaraz do ręki sieć, właściwie instrument, dzięki któremu wolno ci będzie granice rezerwatu pokazać. Wiem, że tego nie umiesz, że to dla ciebie ryzyko. Jeżeli zrezygnujesz, to jeszcze długo nie ruszysz z tym tematem w drogę". I dodała: "Nie martw się, koń cię poprowadzi".
"Jak to koń?".
"Zwyczajnie, nikt nie jest tak śmiały jak ślepy koń".
I jeszcze dodała coś, czego nie zrozumiałam: "Ars est celare artem"1.
Zamknęłam oczy, wzięłam konia za rękę i ruszyliśmy.
W jednej parze. Ja i on.
A było to tak.
Jesień, zimna, deszczowa, taka już bez parasoli na rynku. W miasteczku, w galerii letniej, tuż przy rynku, miał się odbyć koncert. Wiedziałam, że ten gatunek inteligenckiej refleksji mi odpowiada (pasuje) i chciałam na nim być. Wiedziałam, bo kiedyś Grażyna, koleżanka z pracy, zaprosiła nas na ich koncert do warszawskie go klubu. Po jego zakończeniu, gdy przedstawiała nas członkom zespołu, powiedziała: "Jego może znasz, jest związany z Kazimierzem. Właściwie to z kobietą stamtąd". Nie znałam, ale się do kazimierzanki w myślach uśmiechnęłam.
Minęły dwa, może trzy lata i afisz z zapowiedzią tegoż zespołu pojawił się w Kazimierzu.
- Pusty Kazimierz, późna jesień, bilety kupimy przy wejściu - powiedziała moja przyjaciółka Beata.
Przy wejściu stał miejscowy ochroniarz. Z nieukrywaną, acz grzeczną satysfakcją z gatunku odwetowych, powiedział do Beaty:
- Biletów nie ma.
- A to gnojek, zobacz, znalazł sposób, by choć tak mi się odwinąć, jak nic innego nie może. Jak to nie ma biletów, jak widzę wolne miejsca. Nastawiłam się. Taki szary wieczór, zostaje nam herbata z rumem w Rynkowej - dodała.
Nie lubię herbaty z rumem. Wyjęłam telefon.
- Grażynko, jestem w Kazimierzu. Za parę minut twoi przyjaciele zaczną tu grać, a ja i Beatka nie mamy biletów. Pomożesz?
- Jestem z Marcinem na urlopie w Paryżu. Już dzwonię i zaraz oddzwonię.
Za moment oddzwonił Marcin:
- Mój przyjaciel już po was wychodzi. Gdzie jesteście?
Ochroniarz ukłonił się grzecznie.
Wejściówka via Paryż okazała się warta zachodu. Bo po pierwsze, w kuluarach spotkałam dobrodziejkę, która przyzwoliła mi w ogólnym zarysie temat poruszyć, a po drugie, przydzieliła mi do pomocy konia. Koncert był udany. Konwencja muzyczno-słowna o rzeczach ważnych, poważnych, taka na wesoło rymowana i szarpana ma dla mnie specyficzny, wartościowy urok. Nie wali łomem po głowie. Bez nachalności podprowadza, inspiruje, prowokuje. Śmieszy i cieszy. A w półcieniu robi swoje. Nazywają się Zespół Reprezentacyjny. Ładnie się sami bawią. To widać, słychać i czuć, że grają dla siebie, dla przyjemności. No i ten Gugała ze zniewalającym urokiem.
Z koniem przypadliśmy sobie do gustu od pierwszego wejrzenia. I od razu, zaraz po powrocie, tacy zainspirowani, napisaliśmy piosenkę. Nazwaliśmy ją Korale jak morale. Koń do dziś mi towarzyszy, nie puścił mojej ręki. I mimo że wszyscy wokół mówią: "Zlituj się nad sobą, nad swoją reputacją, tekstem i Częstochową", odpowiadam: "Mnie i koniowi piosenka się podoba. Napisaliśmy razem utwór literacki i światu razem go odśpiewamy".
Pani na Kazimierzu jakby nieco rozbawiona (nie wiem czym) od niechcenia powiedziała: "Nic ślepemu po zwierciadle".
Koniu, zaczynamy. I raz, i dwa, i trzy.
KORALE JAK MORALE
Zwrotka pierwsza - kodeks
Możesz bywać, mieszkać, wpadać. Możesz kostium tu nakładać
Możesz stroić się na krzaka, na bogacza, na żebraka
Możesz sprawdzić, czy się sprawdzasz.
Mierzyć, ważyć możliwości, skalę swojej uczciwości.
Zmieniać role i wcielenia. Swój stosunek do istnienia.
Co po intelekcie chodzi, możesz mówić, tu uchodzi. Zmieniać pozy w dzień, w sezonie.
No i role narzucone.
Refren:
Bez obawy, me kochanie, tu szukanie jest na stanie.
Zwrotka druga - rozumienie
Jak to przyjmą w rezerwacie? A normalnie naturalnie.
Tu przymiarki rzecz codzienna.
I w powietrzu, i na niebie każdy tutaj szuka siebie...
Nie powiedzą, że to wiedzą.
Możesz grać te swoje role.
Dla fastrygi przymierzone (przyłożone).
Zawsze było tu cudacznie, kukiełkowo i pokracznie.
I frywolnie też tu było, ale zawsze tak tu było.
Żyć dowolnie tu przystojnie.
Refren:
Bez obawy, me kochanie, tu szukanie jest na stanie.
Zwrotka trzecia - przestroga
Gdy już poznasz te maniery i polubisz bez bariery
Gdy się wtopisz w rytm zaścianka i powolność o porankach
Nie napiszesz i nie zdradzisz, co w ploteczkę i kto wsadził.
Gdy to zrobisz, pożałujesz. Rzeka szepnie, nie pasujesz.
Nie zawrócisz kijem Wisły. Dowód dasz, że zmysły prysły.
I usłyszysz: O mój Boże, temu nic już nie pomoże.
Może świerszczyk się zlituje, no i wszystko zdementuje.
Może cicho ci podpowie:
Jak chcesz zajrzeć pod pierzynę, najpierw spróbuj, kostium przymierz.
Refren:
Bez obawy, me kochanie, tu szukanie jest na stanie.
Zwrotka czwarta - wnioski jak nioski
Ta dyskrecja w rezerwacie nie przenika w świat dziennika. Chociaż wiedzą, dużo wiedzą, nic medialnie nie powiedzą. Nikt nie widzi, nikt nie szydzi, no bo w lustrze siebie widzi. Więc nie dowiesz się, kochanie, o ploteczkach na śniadanie. Są jak pchełki, redaktorze, nawet milion nie pomoże.
Tu ploteczki, no i role, są dyskrecją osłonione.
Refren:
Bez obawy, me kochanie, tu szukanie jest na stanie.
Zwrotka piąta - na pociechę, na uciechę
Gdy zgłodniejesz i przyjedziesz
Gdy na rynku się pokręcisz, one przyjdą, drogi panie.
Przyjdą same na śniadanie.
Do śmietanki się dodadzą, ale spisać się nie dadzą.
Otulane są w morale, pozwalają na kochanie, przeponowe oddychanie.
Tu morale jak korale.
Jak woalka na kochanie.
Refren:
Bez obawy, me kochanie, tu szukanie jest na stanie.
"Prawda, koniu, że ładne? Udało nam się. Dlaczego nas tak sumitują, że to niby nie w klasie, że poziom utworu nie na tym tarasie, rozumiesz coś z tego, przyjacielu?".
Pani na Kazimierzu nadal stała w oddali. Patrzyła raz na mnie, raz na konia i nadal dyskretnie się uśmiechała. Nie przywołała do siebie ani konia, ani mnie. Zamknęłam oczy, ścisnęłam konia za rękę i ruszyliśmy. W jednej parze. Ja i on.
"No, wio, koniku, wio. I raz, i dwa, i trzy i zaczynamy...".
PS: "Kto poetę chce zrozumieć, musi pojechać do jego kraju" (Johann Wolfgang Goethe).
1 [← powrót do tekstu] Ars est celare artem (łac.) - Sztuką jest ukrycie sztuki.