PIERŚCIONEK KLARY
Wrzesień 1928
Wpierwszą niedzielę września Klara Lippman siedziała w restauracji hotelu Crystal w Białymstoku i z niecierpliwością czekała na narzeczonego. Andrej Horoszko zatelefonował poprzedniego wieczora do Ritza, gdzie jak każdego dnia miała koncert.
- Mam sposób! - wołał. - Mam pomysł!
- Na co? - zdziwiła się.
- Na życie! - wyjaśnił pospiesznie narzeczony. - Możemy zająć dwór w Rafałówce. Słyszysz? Nie musimy odkładać ślubu!
- Jak to zająć? Też jest na sprzedaż?
- Nie, nie, nasze gniazdko to Złotniki. Ale syn mojego bliskiego znajomego, który jest właścicielem tego dworu w Rafałówce, przebywa za granicą. Póki nie wróci, a my nie załatwimy sprawy ze Złotnikami, możemy tam mieszkać. Cztery duże piękne pokoje, bo jeszcze jest administrator, ale jakoś to się załatwi...
Panna Klara miała wiele pytań, ale nie mogła ich zadać, ponieważ musiała wracać do pracy, a i pan Horoszko spieszył się na spotkanie.
- Jutro wszystko ci wytłumaczę, moje kochanie - obiecał. - O jedenastej, dobrze? O jedenastej w Crystalu.
Chciała spytać, o jakiego Kalinowskiego chodzi, ale narzeczony odłożył już słuchawkę.
Teraz dochodziła godzina jedenasta, więc za moment dowie się, co tak wzburzyło spokojnego i opanowanego zwykle Andreja. W głębi ducha miała nadzieję, że tak poruszyła go perspektywa rychłego wspólnego zamieszkania, bo spotykali się zdecydowanie za rzadko.
Przyszła kwadrans wcześniej, zamówiła filiżankę czekolady i kawałek tortowego ciasta. Jadła powoli, udając, że nie dostrzega zaciekawionych i pełnych podziwu spojrzeń gości. Mało dyskretnie wpatrywali się w jej prawą rękę, w której trzymała łyżeczkę lub uszko filiżanki. Naturalnie nie przyglądali się hotelowej zastawie, ale dużemu zaręczynowemu pierścionkowi z wielkim kamieniem, rzucającym świetliste błyski.
Klara była dumna z podarunku narzeczonego, niby się za kimś rozglądała, z pozorną obojętnością odnosząc się do zaciekawionych czy nawet wprost zazdrosnych spojrzeń.
Dłoni Lippmanówny najbardziej intensywnie przyglądała się osoba siedząca tuż obok przy sąsiednim stoliku - pani w średnim wieku, ubrana całkowicie na czarno. Nosiła nie tylko czarny kostium, ale takiż kapelusz oraz długie rękawiczki. Strój prezentował się bardzo gustownie, elegancko i wyglądał na bardzo drogi. Mimo całkowitej czerni nawet z daleka wskazywał, że nie jest to żałoba, ale przemyślana kreacja, a jej właścicielka musiała niemało za nią zapłacić.
Dama obserwowała pannę Lippman z taką natarczywością, że Klara poczuła się nieswojo. Spróbowała zniechęcić nieznajomą surowym spojrzeniem, tamta jednak nie dała się zbyć i sprawiała wrażenie chętnej do nawiązania kontaktu.
- Przepraszam - odezwała się po dłuższej chwili. - Nie mogę się powstrzymać, by nie przekazać pani moich gratulacji i najlepszych życzeń. Mam nadzieję, że nie weźmie pani tego za nietakt, ale doprawdy, widok tak pięknej osoby i na dodatek najwyraźniej szczęśliwej, porusza serce...
- Uprzejmie dziękuję - Lippmanówna, nieco zaskoczona taką obcesową zaczepką, podjęła rozmowę.
-...a również wzbudza odrobinę zazdrości - uzupełniła kobieta w czerni.
Panna Klara nonszalanckim wyrazem twarzy dała znak, że jest tego świadoma, ale nie ma wpływu na zachowania obserwatorów.
- Czy dobrze zgaduję, że to szczególna okazja? - dociekała rozmówczyni. - Zapewne zaręczyny, bo od tego pierścionka po prostu oczu nie można oderwać...
- Tak - potwierdziła Lippmanówna. - Dostałam go od narzeczonego.
Nieznajoma nie spuszczała wzroku z klejnotu.
- Czy pozwoli pani przyjrzeć się bliżej? - spytała przyciszonym głosem, lekko unosząc się z krzesła.
Panna Klara wyciągnęła rękę, demonstrując dłoń. Odległość jednak okazała się zbyt duża, więc wzrokiem wskazała krzesło naprzeciw siebie.
- Jeśli panią aż tak interesuje...
Dama w czerni z pośpiesznie zmieniła miejsce.
- Tylko spojrzę - zastrzegała się. - Pani zapewne na kogoś czeka...
- Właśnie na narzeczonego - potwierdziła Lippmanówna. - Powinien zjawić się za kilka minut...
Położyła dłoń na obrusie, a nieznajoma pochyliła się, z zachwytem wpatrując się w klejnot.
- Przepiękny - powiedziała. - Widziałam niegdyś bardzo podobny, ale dawno temu... Pewnie wiele kosztował? Oczywiście, nie to jest najważniejsze w pierścionku zaręczynowym...
- Zgadzam się - zaśmiała się panna Klara.
Zdążyła już zauważyć, że wśród biżuterii, jaką nosi dama w czerni, nie ma obrączki. Nie jest więc zapewne ani mężatką ani wdową, choć najwidoczniej dawno przekroczyła czterdziestkę.
I cóż z tego, że bogata i o wysokiej pozycji, kiedy samotna - pomyślała. - Nie wygląda na kogoś, kto byłby szczęśliwy, czy choćby tylko zadowolony z życia. Ma pochmurne oczy, wydają się zbolałe.
Poczuła nagłe współczucie wobec rozmówczyni i uznała, że nie powinna afiszować się ze swoim szczęściem. Cofnęła rękę, drugą ujmując filiżankę.
- Miałam kiedyś podobny - oznajmiła nieznajoma. - Wydaje mi się, że nawet identyczny. Przepraszam, że pytam tak bezceremonialnie, ale czy pani orientuje się, gdzie został kupiony? Nie w Wiedniu przypadkiem?
Lippmanówna nie wiedziała, skąd pochodzi podarunek Horoszki.
- Chyba nie - odparła. - Zdaje się, że mój narzeczony kupił go tutaj, w Białymstoku. Jeśli zależy pani na tym, zapytam, gdy nadejdzie.
- Nie chciałabym być natrętna - zastrzegła się tamta z przepraszającym uśmiechem.
- Ale jeśli pani będzie tak uprzejma...
Klara, zniecierpliwiona już pytaniami, skinęła machinalnie głową, bo wpatrywała się w wejście do lokalu, gdzie powinien już pojawić się Andrej Horoszko. Dama w czerni wstała od stolika i wróciła na swoje miejsce. Nie usiadła jednak ponownie i nie dopiła zielonkawego napoju. Uwadze Klary nie uszło, że zostawiła bardzo sowity napiwek.
- Do miłego zobaczenia - powiedziała z uśmiechem. - Życzę wszystkiego najlepszego na nowej drodze życia.
Chwilę po jej wyjściu zjawił się narzeczony panny Lippman.
- Wybacz spóźnienie, moja kochana - mówił podekscytowany, całując ją po rękach. - Ale załatwiałem coś bardzo ważnego. Chcesz o tym usłyszeć? Chodzi o dom. Skoro nie możemy w tej chwili kupić Złotnik, wynajmiemy coś równie interesującego. Rafałówkę. Mój przyjaciel powiedział mi właśnie, że jego syn nie widzi przeszkód, byśmy zamieszkali w jego dworku. Zgadza się, kochanie moje! Nareszcie będziemy razem i w dzień i w nocy!
Pospiesznie zaczął opowiadać, czego dowiedział się od Michała Kalinowskiego.
- Obiecałem ci wprawdzie, że zamieszkamy w Złotnikach, ale to nam nie ucieknie. Na razie możemy osiąść w Rafałówce. Jestem dobrej myśli i spodziewam się, że podzielisz mój entuzjazm, zwłaszcza, że wynajem będzie nas kosztował zupełnie symbolicznie.
- A co z tym administratorem?
Horoszko nie widział problemu.
- Mieszka w drugiej połowie domu i w żaden sposob nie będzie nam wchodził w paradę. Wszystko już dokładnie wybadałem. Więc jak, czy to nie jest dobry pomysł?
Klara Lippman potwierdziła uśmiechem i uściskiem dłoni, którą natychmiast ucałował.
- Sprawę naszego domu zostawiłam w twoich rękach - przypomniała i łobuzersko mrugnęła okiem. - Jeśli mogę sobie pozwolić na żart, to powiem: jak mi pościelesz, tak się wyśpię.