INTRO - Dyżur po zaginionej - Przejęła jej zmianę. Goście twierdzą, że przejęła także jej nazwisko.INTROO dwudziestej drugiej siedemnaście Zofia Kalinowska została Zofią Żak.
Dowiedziała się o tym od obcego mężczyzny w mokrym płaszczu, który położył na ladzie recepcji kartę do pokoju 308 i powiedział:
- Dobry wieczór, pani Żak. Jednak pani wróciła.
Zofia uniosła wzrok znad monitora.
Mężczyzna miał około sześćdziesięciu lat, siwe włosy przyklejone deszczem do skroni i okulary, których szkła zaparowały, gdy wszedł z październikowej nocy do przegrzanego holu. Przyglądał jej się z rodzajem ostrożnej ulgi, jakby przez ostatnich kilka minut zastanawiał się, czy zobaczy ją za kontuarem.
- Chyba mnie pan z kimś pomylił.
- Nie sądzę.
Uśmiechnął się, ale uśmiech zniknął, zanim zdążył stać się uprzejmy.
Za jego plecami automatyczne drzwi hotelu Lumen zamknęły się bezgłośnie. Deszcz rozmazywał światła parkingu. Dalej zaczynał się ciemny stok porośnięty świerkami, a nad Świeradowem wisiała mgła tak gęsta, że ostatnie latarnie wyglądały jak żółte plamy zatopione w mleku.
Zofia spojrzała na ekran.
- Pokój trzysta osiem, pan Roman Lis?
- Tak.
- Karta przestała działać?
- Znowu.
Przeciągnęła ją przez programator.
Była to jej pierwsza nocna zmiana w Lumenie. Wcześniej pracowała tylko popołudniami i nigdy sama. Kierownik recepcji, Paweł Kopeć, poprosił ją tego ranka o zastępstwo. Powiedział, że nie ma wyboru. Marta Żak nie przyszła na dyżur trzeci dzień z rzędu, nie odbierała telefonu, a druga nocna recepcjonistka miała zwolnienie.
O Marcie mówił krótko.
Sprawy rodzinne.
Zofia nie zapytała, jakie sprawy rodzinne trwają trzy dni bez jednego SMS-a do pracodawcy.
- Gotowe - powiedziała, oddając kartę.
Lis jej nie wziął.
Patrzył niżej.
Na jej pierś.
Zofia odruchowo dotknęła identyfikatora przypiętego do granatowej marynarki. Nowy dostała przed zmianą, bo w starym pękło zapięcie. Koperta leżała na biurku Pawła. ZOFIA, napisano flamastrem. Przypięła plakietkę w pośpiechu i nawet jej nie obejrzała.
Teraz odwróciła ją w stronę światła.
ZOFIA ŻAK
RECEPCJA
Przez kilka sekund słyszała jedynie cichy szum wentylacji.
- To błąd - powiedziała.
Roman Lis w końcu odebrał kartę.
- Poprzednio mówiła pani dokładnie to samo.
- Poprzednio?
Zmarszczył brwi.
- W sobotę.
- Nie było mnie tutaj w sobotę.
- Była pani.
- Pracowałam do piątku. W sobotę miałam wolne.
Mężczyzna popatrzył na nią dłużej, niż było to konieczne.
- W takim razie przepraszam.
Ruszył w stronę wind, lecz po kilku krokach zatrzymał się.
- Tylko włosy miała pani inaczej związane.
Drzwi windy rozsunęły się i Lis wszedł do środka.
Zofia czekała, aż numer nad windą zmieni się na trzy. Dopiero wtedy odpięła identyfikator.
Odwróciła go jeszcze raz.
ŻAK.
Nie naklejka. Nie poprawione długopisem nazwisko. Profesjonalnie wydrukowana plakietka, identyczna jak wszystkie hotelowe identyfikatory.
Wyjęła telefon i zrobiła zdjęcie.
Potem otworzyła służbowy komunikator i znalazła Pawła.
Napisała: "Na moim nowym identyfikatorze jest nazwisko Marty".
Przez chwilę patrzyła na zdanie.
Dopisała: "Gość twierdzi, że widział mnie tutaj w sobotę".
Nie wysłała drugiej części.
Usunęła ją.
Pierwszą wiadomość wysłała o 22:21.
Paweł nie odpowiedział.
Zofia odłożyła telefon i usiadła przed monitorem. Program hotelowy wymagał ponownego logowania po piętnastu minutach bezczynności. Wpisała swój czterocyfrowy PIN.
Ekran zamigotał.
W prawym górnym rogu pojawiło się:
Zalogowano: Zofia Żak
Zofia znieruchomiała.
Wylogowała się.
Wpisała PIN ponownie.
Zofia Żak.
Spróbowała jeszcze raz, wolniej, upewniając się, że nie popełniła błędu.
Ten sam wynik.
Otworzyła listę pracowników.
Kopeć, Paweł.
Milewska, Anna.
Nowak, Kamila.
Żak, Zofia.
Przesunęła listę w dół.
Marty nie było.
Jeszcze w piątek widziała jej nazwisko przy rozpisce zmian.
Marta Żak - noc.
Przez prawie rok mijały się kilka razy w tygodniu. Marta przychodziła kwadrans wcześniej, zawsze z czarnym termosem i włosami związanymi nisko na karku. Nie były przyjaciółkami. Wiedziały o sobie rzeczy, które wie się o ludziach pracujących przy tym samym biurku: kto pije kawę bez mleka, kto zostawia niedokończone sudoku w szufladzie i kto nie znosi, kiedy goście dzwonią z pytaniem o temperaturę w basenie, choć numer do spa mają wydrukowany na karcie pokoju.
Zofia otworzyła grafik.
Przy dzisiejszej dacie widniało:
22:00-06:00 - Zofia Żak.
Wczorajsza noc:
22:00-06:00 - Zofia Żak.
Przedwczorajsza:
22:00-06:00 - Zofia Żak.
Zofia poczuła chłód w dłoniach.
Wczoraj spała we własnym mieszkaniu w Jeleniej Górze. Przedwczoraj jadła kolację z siostrą. Mogła to udowodnić.
Kliknęła na sobotę.
22:00-06:00 - Zofia Żak.
To właśnie wtedy, według Romana Lisa, stała za tą ladą.
Telefon zadzwonił.
Nie komórka.
Hotelowy aparat.
Na wyświetlaczu pojawił się numer 214.
Zofia spojrzała na tablicę obłożenia. Drugie piętro było niemal pełne, ale 214 wyróżniał się szarym kolorem.
POKÓJ WYŁĄCZONY ZE SPRZEDAŻY.
Instalacja wodna. Tak pamiętała.
Telefon zadzwonił drugi raz.
Trzeci.
Zofia podniosła słuchawkę.
- Recepcja, słucham.
Przez chwilę nie było odpowiedzi.
Usłyszała oddech.
Kobiecy. Płytki, szybki.
- Halo?
- Jak pani ma na nazwisko? - zapytał głos.
Zofia mocniej ścisnęła słuchawkę.
- Kto mówi?
- Proszę odpowiedzieć.
- Zofia Kalinowska.
Po drugiej stronie zapadła cisza.
Potem kobieta powiedziała bardzo cicho:
- Czyli jeszcze pani pamięta.
Połączenie się urwało.
Zofia natychmiast wybrała 214.
Sygnał zabrzmiał w słuchawce.
Raz.
Dwa razy.
Trzy.
Nikt nie odebrał.
Sięgnęła po kartę główną leżącą w zamykanej szufladzie. Wtedy telefon zawibrował.
Paweł odpisał.
"Nie idź na drugie piętro."
Zofia przeczytała wiadomość dwa razy.
Zanim zdążyła odpisać, pojawiła się następna.
"I zdejmij identyfikator."
Spojrzała na plakietkę leżącą obok klawiatury.
Trzecia wiadomość przyszła niemal natychmiast.
"Jeżeli ktoś zapyta o Martę, powiedz, że nigdy u nas nie pracowała."
W holu rozległ się sygnał windy.
Numer nad drzwiami zmienił się z 3 na 2.
Potem z 2 na 1.
Zofia wstała.
Drzwi windy otworzyły się.
Kabina była pusta.
Na podłodze leżał czarny termos.
Znała go.
Marta Żak przynosiła go na każdą nocną zmianę.
Rozdział 1 - Pokój, którego nie ma - Dyżur po zaginionej - Przejęła jej zmianę. Goście twierdzą, że przejęła także jej nazwisko.Rozdział 1 - Pokój, którego nie maCzarny termos leżał dokładnie pośrodku kabiny, jakby ktoś ustawił go tam celowo.
Zofia nie ruszyła się zza recepcji. Drzwi windy odczekały kilka sekund, po czym zaczęły się zamykać. Dopiero wtedy wyszła zza lady i wsunęła dłoń między skrzydła. Mechanizm zatrzymał się, drzwi ponownie rozsunęły.
Termos był matowy, z wąskim srebrnym pierścieniem przy zakrętce i niewielkim wgnieceniem u podstawy. Marta przez wiele miesięcy stawiała go po lewej stronie monitora, zawsze na złożonej serwetce, bo twierdziła, że metal zostawia ślad na blacie. Zofia pamiętała nawet drobną rysę w kształcie litery V. Teraz widziała ją przy dolnej krawędzi.
Nie musiała go dotykać, żeby wiedzieć, do kogo należał.
Telefon zawibrował w jej dłoni.
Paweł: "Zostań przy recepcji. Jadę."
Zofia spojrzała na pustą windę.
Odpisała: "Skąd wiesz, co się dzieje?"
Przez chwilę pod wiadomością widniało tylko jedno szare potwierdzenie dostarczenia. Potem drugie. Paweł przeczytał.
Nie odpowiedział.
Zofia zrobiła zdjęcie termosu, nie wchodząc do kabiny. Potem sfotografowała panel windy, na którym nadal świeciła jedynka. Dopiero wtedy przykucnęła i podniosła przedmiot za środkową część, starając się nie dotykać zakrętki ani dna. Czuła się absurdalnie, jakby kopiowała gesty z policyjnego serialu, ale trzy minuty wcześniej kierownik kazał jej zaprzeczać, że zaginiona pracownica kiedykolwiek istniała. Absurd przestał być argumentem przeciw ostrożności.
Termos był pusty.
Potrząsnęła nim delikatnie. Nic nie chlupotało. Coś jednak przesunęło się przy dnie z cichym metalicznym stuknięciem.
Zofia spojrzała w górę na kamerę nad windami.
Czerwona dioda świeciła.
Wróciła za ladę, położyła termos na papierowych ręcznikach i ponownie spojrzała na wiadomości Pawła.
"Nie idź na drugie piętro."
"I zdejmij identyfikator."
"Jeżeli ktoś zapyta o Martę, powiedz, że nigdy u nas nie pracowała."
Trzy zdania, których człowiek nie wysyła przez pomyłkę.
Wybrała numer kierownika.
Odebrał dopiero za czwartym sygnałem.
- Słucham.
W tle było słychać silnik samochodu i wycieraczki.
- Dlaczego mam mówić, że Marta tu nie pracowała?
- Zofia, będę za dwadzieścia minut.
- Nie pytałam, kiedy będziesz.
- Niczego nie ruszaj.
Spojrzała na termos.
- Za późno.
Po drugiej stronie zapadła krótka cisza.
- Co ruszyłaś?
To pytanie zabrzmiało inaczej niż wszystkie poprzednie. Nie jak zdenerwowanie kierownika nocnym problemem. Bardziej jak strach człowieka, który próbuje ustalić skalę szkody.
- Termos Marty przyjechał pustą windą z drugiego piętra.
Wycieraczki w tle zamilkły.
- Jaki termos?
- Paweł.
- Zofia, posłuchaj mnie. Odłóż go tam, gdzie był.
- Dlaczego?
- Bo nie wiesz, czy to jej termos.
- Wiem.
- Myślisz, że wiesz.
- Ma wgniecenie przy podstawie i rysę z boku. Przez dziewięć miesięcy patrzyłam, jak z niego pije.
- Wróć za recepcję i poczekaj.
- Kto dzwonił z dwieście czternaście?
Paweł nie odpowiedział.
- Pokój jest wyłączony ze sprzedaży - ciągnęła. - A ktoś zadzwonił z niego na recepcję.
- Instalacja w centrali czasem źle przypisuje numery.
- I przypadkiem źle przypisała pokój, do którego zabroniłeś mi iść, zanim powiedziałam ci, że stamtąd dzwoniono?
Połączenie trwało jeszcze dwie sekundy.
Paweł się rozłączył.
Zofia opuściła telefon.
Przez szklane drzwi wejściowe widziała jedynie deszcz i odbicie własnej sylwetki w holu. O tej porze Lumen wydawał się większy, niż był naprawdę. W dzień przestrzeń wypełniali ludzie z walizkami, dzieci przebiegające między fotelami, muzyka z restauracji i zapach kawy. Po dwudziestej drugiej większość świateł przygaszano. Drewniane panele na ścianach ciemniały, a czarne powierzchnie szyb zamieniały się w lustra. Hotel przestawał być miejscem wypoczynku i stawał się budynkiem pełnym zamkniętych drzwi.
Zofia weszła ponownie do programu.
Nazwisko nadal brzmiało: Zofia Żak.
Otworzyła zakładkę z historią operacji. Miała do niej dostęp, ponieważ popołudniowe zmiany wymagały sprawdzania błędnych obciążeń kart i zmian w rezerwacjach. Lista zawierała setki pozycji. Filtrowała po dzisiejszej dacie.
22:04 - logowanie: Zofia Żak.
22:09 - wydanie duplikatu karty, pokój 512.
22:18 - wydanie duplikatu karty, pokój 308.
Wszystko się zgadzało.
Przesunęła niżej.
22:26 - otwarcie pokoju 214, karta główna.
Zofia spojrzała na zegar komputera.
22:28.
Karta główna leżała przed nią.
Podniosła ją.
Biała, bez nadruku, z niewielkim czerwonym punktem w rogu.
Nie używała jej.
Kliknęła szczegóły wpisu.
"Użytkownik: Zofia Żak."
Poniżej numer karty. Porównała go z numerem wydrukowanym drobnymi cyframi na jej karcie głównej.
Inny.
Przez kilka sekund patrzyła na oba ciągi.
Ktoś posiadał drugą kartę z uprawnieniami recepcji.
Ktoś właśnie otworzył pokój 214.
Zofia zamknęła okno programu i zadzwoniła pod numer ochrony.
Nocnym ochroniarzem był Tomasz Czerwiński, pięćdziesięcioletni były pracownik firmy transportowej, który zwykle pojawiał się w recepcji dwa razy na zmianę, pił herbatę i narzekał na monitoring. Odebrał natychmiast.
- Tomek, gdzie jesteś?
- Przy technicznym. Coś się stało?
- Możesz przyjść do recepcji?
- Teraz?
- Tak.
Usłyszała, że przestaje iść.
- Paweł do ciebie dzwonił?
Zofia zacisnęła palce na słuchawce.
- Dlaczego pytasz?
- Bo dzwonił minutę temu.
- Co powiedział?
- Żebym sprawdził drzwi od zaplecza i nigdzie sam nie chodził.
- A o drugim piętrze?
Cisza.
- Tomek?
- Zaraz będę.
Rozłączył się.
Zofia spojrzała w stronę korytarza prowadzącego do klatki schodowej.
Rozsądek podpowiadał jej, żeby została za ladą. W hotelu było ponad stu gości. Jeśli ktoś naprawdę znajdował się w wyłączonym pokoju, ochrona i kierownik byli od tego, żeby to sprawdzić.
Ale ktoś zadzwonił do niej z 214.
Jak pani ma na nazwisko?
Nie "kto jest na recepcji". Nie "czy jest tam Zofia". Nazwisko.
Czyli jeszcze pani pamięta.
Spojrzała na termos.
Odkręciła zakrętkę.
W środku było ciemno. Wzięła latarkę z szuflady i poświeciła do wnętrza.
Na dnie leżał metalowy klucz.
Nie karta. Zwykły srebrny klucz z małą prostokątną zawieszką.
M-17.
Zofia wyjęła go, przechylając termos nad ręcznikiem.
W Lumenie prawie wszystkie drzwi otwierano kartami. Metalowe klucze miały pomieszczenia techniczne, stare magazyny i część szafek pracowniczych.
M.
Marta.
Mogła to być przypadkowa zbieżność.
Zofia schowała klucz do kieszeni marynarki.
Po chwili z korytarza wyszedł Tomasz. Miał na sobie granatową kurtkę ochrony, krótkofalówkę przy ramieniu i minę człowieka, który jeszcze nie wiedział, czy powinien traktować sytuację poważnie.
- Gdzie termos?
Zofia spojrzała na niego.
- Paweł ci powiedział o termosie?
Tomasz zatrzymał się dwa metry od lady.
- Nie.
- Więc skąd wiesz?
Przez twarz ochroniarza przemknęło coś, co równie dobrze mogło być irytacją, jak i zaskoczeniem.
- Widzę go.
Termos leżał za monitorem. Z miejsca, w którym stał, Tomasz mógł dostrzec jedynie fragment zakrętki.
Zofia nie odpowiedziała.
- Powiedział, że coś przyjechało windą - dodał po chwili.
- Nie. Nie powiedział.
- Zofia, nie rób ze mnie podejrzanego.
- Ktoś dwie minuty temu otworzył pokój dwieście czternaście kartą główną.
Tomasz spoważniał.
- Jaką kartą?
Pokazała mu ekran.
Ochroniarz nachylił się nad historią operacji.
- To może być serwisowa.
- Jest przypisana do mojego konta.
- W systemie masz złe nazwisko.
- W systemie mam też cztery nocne zmiany, których nie przepracowałam.
Tomasz wyprostował się.
- Co?
Zofia otworzyła grafik.
Pokazała mu wpisy.
Tym razem nie udawał obojętności. Podszedł bliżej, przewinął daty sam.
- Widziałeś Martę od piątku? - zapytała.
- Nie.
- Kiedy widziałeś ją ostatnio?
- W nocy z czwartku na piątek.
- Tutaj?
- Tak.
- Normalnie pracowała?
Tomasz zastanawiał się kilka sekund.
- Była zdenerwowana.
- Z powodu czego?
- Nie wiem.
- Rozmawiałeś z nią?
- Zapytałem, czy wszystko w porządku. Powiedziała, że tak.
- I tyle?
Tomasz odsunął się od monitora.
- Zofia, ludzie mówią "wszystko w porządku" właśnie wtedy, kiedy nie chcą rozmawiać.
- Miała termos?
Pytanie wyraźnie go zaskoczyło.
- Chyba tak.
- Chyba?
- Nie prowadzę rejestru termosów.
Zofia wzięła swoją kartę główną.
- Idziemy do dwieście czternaście.
- Nie.
- Ktoś tam jest.
- I właśnie dlatego nie idziemy, dopóki Paweł nie przyjedzie.
- Jesteś ochroniarzem.
- A ty recepcjonistką. Żadne z nas nie jest policjantem.
- Jeśli ktoś potrzebuje pomocy?
Tomasz spojrzał na korytarz.
- Zadzwoniłabyś pod sto dwanaście.
- A co powiem? Że dzwonił telefon z pustego pokoju, mój kierownik każe mi kłamać, a z windy przyjechał termos nieobecnej koleżanki?
- Dokładnie to.
- I kiedy przyjadą, co im pokażemy? System, w którym Marta nie istnieje?
Tomasz przez chwilę patrzył na nią bez słowa.
Potem zdjął krótkofalówkę z zaczepu.
- Zostaw kartę. Mam swoją.
- W logach będzie twoje nazwisko.
- Właśnie o to chodzi.
Ruszyli klatką schodową.
Na półpiętrze było chłodniej niż w holu. Hotel miał dwie części: nowszą, wykończoną szkłem i jasnym drewnem, oraz starsze skrzydło, którego remont nigdy nie został całkowicie ukończony. Pokój 214 znajdował się przy końcu korytarza starej części.
Drugie piętro było ciche.
Miękka wykładzina tłumiła kroki. Nad drzwiami co kilka metrów paliły się małe awaryjne lampki. Zofia znała ten korytarz z dziennych zmian, ale po raz pierwszy widziała go nocą bez pełnego oświetlenia.
Tomasz uniósł rękę.
- Poczekaj.
Przy drzwiach 214 świeciła zielona kontrolka zamka.
Drzwi były niedomknięte.
Zofia przypomniała sobie zapis systemu.
22:26.
Tomasz zapukał.
- Ochrona hotelu.
Brak odpowiedzi.
Zapukał mocniej.
- Czy ktoś jest w środku?
Cisza.
Otworzył drzwi barkiem.
Pokój wyglądał, jakby przygotowanie do remontu przerwano w połowie. Łóżko stało bez materaca. Na podłodze leżała zwinięta folia ochronna. Jedna część ściany była pozbawiona tapety, odsłaniając szary tynk. Łazienka pozostawała otwarta.
Światło było zapalone.
- Kto je włączył? - zapytała Zofia.
Tomasz nie odpowiedział.
Wszedł pierwszy.
Zofia została przy drzwiach.
Na stoliku nocnym stał hotelowy telefon.
Jego przewód był podłączony do gniazda.
Tomasz podniósł słuchawkę.
- Jest sygnał.
- Miał być odłączony.
- Najwyraźniej nie jest.
- Instalacja wodna nie wymaga telefonu.
- Nie powiedziałem, że wymaga.
Zofia spojrzała na łazienkę.
Pod umywalką brakowało fragmentu obudowy. Na płytkach leżały narzędzia i kawałki rury. Wszystko wyglądało wiarygodnie.
Prawie wszystko.
- Tomek.
- Co?
Wskazała szklankę stojącą przy umywalce.
Na jej ściankach były krople.
Tomasz podszedł, dotknął dna.
- Mokra.
- Pokój jest wyłączony od kiedy?
- Chyba od zeszłego tygodnia.
Zofia zobaczyła coś jeszcze.
Na haczyku za drzwiami wisiał biały hotelowy szlafrok.
Na pierwszy rzut oka zwyczajny. Kiedy jednak przesunęła materiał, zobaczyła pod nim granatową tkaninę.
Marynarka recepcji.
Wyjęła ją.
Na klapie nie było identyfikatora, ale w kieszeni znajdowała się złożona na cztery kartka.
Tomasz wyciągnął rękę.
- Nie ruszaj.
Było już za późno.
Zofia rozłożyła papier.
To był wydruk rezerwacji Romana Lisa.
Pokój 308. Trzy noce. Jedna osoba. Płatność kartą.
W prawym górnym rogu znajdowała się data utworzenia rezerwacji: sobota, 02:14.
Pod spodem:
"Utworzył: Zofia Żak."
- Ja tego nie zrobiłam - powiedziała.
Tomasz wziął kartkę.
- Mogła to zrobić Marta z twojego konta?
- Nie zna mojego PIN-u.
- Skąd wiesz?
- Bo zmieniłam go miesiąc temu.
- Na jaki?
Zofia spojrzała na niego.
- Naprawdę?
- Pytam, czy był trudny do odgadnięcia.
Nie odpowiedziała.
Jej PIN składał się z czterech ostatnich cyfr numeru telefonu siostry. Nie był oczywisty dla obcej osoby, ale człowiek pracujący przy tym samym komputerze mógł kiedyś zobaczyć jej rękę na klawiaturze.
Tomasz odwrócił wydruk.
Na odwrocie były dwa słowa napisane długopisem.
"ON PAMIĘTA."
- Roman Lis? - zapytała Zofia.
Tomasz oddał jej kartkę.
Z korytarza dobiegł dźwięk.
Nie krok.
Elektroniczne piknięcie zamka.
Oboje odwrócili głowy.
Drzwi 214 zaczęły się zamykać.
Tomasz rzucił się do nich i złapał skrzydło przed zatrzaśnięciem. Wyjrzał na korytarz.
Pusto.
- Ktoś tam był?
- Nikogo nie widzę.
Wyszedł, spojrzał w obie strony.
Zofia została w pokoju.
I wtedy zobaczyła czerwone światło pod łóżkiem.
Mała dioda mrugała co kilka sekund.
Przykucnęła.
Pod ramą przyklejono niewielkie czarne urządzenie.
- Tomek.
Ochroniarz wrócił.
- Co teraz?
Wskazała urządzenie.
Tomasz uklęknął.
- Czujnik?
- Jaki?
- Nie wiem.
Wyciągnął rękę, ale tym razem to Zofia go powstrzymała.
- Nie dotykaj.
Spojrzeli na siebie.
Z korytarza ponownie dobiegł sygnał windy.
Tomasz wstał.
- Wracamy.
- A to?
- Zamykamy pokój i czekamy na Pawła.
- Paweł kazał mi mówić, że Marta nie istnieje.
- Tym bardziej nie będę grzebał w urządzeniu, którego nie rozpoznaję.
Zofia wsunęła wydruk Romana Lisa do kieszeni.
Tomasz zauważył.
Nie powiedział nic.
Wrócili do recepcji schodami.
Gdy znaleźli się w holu, Roman Lis stał przy ladzie.
Nie miał już płaszcza. Trzymał w ręce telefon.
- Właśnie pani szukałem - powiedział.
Zofia zatrzymała się kilka kroków od niego.
- Coś się stało?
- Chcę wyjaśnić to, co powiedziałem wcześniej.
Tomasz przeszedł za ladę.
Roman spojrzał na ochroniarza, potem znów na Zofię.
- Nie widziałem pani w sobotę tutaj.
Zofia poczuła, jak napięcie w karku zamienia się w chłód.
- Przed chwilą powiedział pan coś innego.
- Źle się wyraziłem. Widziałem kobietę o pani nazwisku.
- Moje nazwisko brzmi Kalinowska.
- Teraz już wiem.
- Jak wyglądała?
Roman zawahał się.
- Nie wiem.
- Rozmawiał pan z nią.
- Przez telefon.
Zofia sięgnęła do kieszeni, gdzie miała wydruk jego rezerwacji.
- Kiedy?
- W sobotę nad ranem. Zadzwoniła na mój numer. Powiedziała, że dzwoni z Lumenu i że nazywa się Zofia Żak. Powiedziała, że mam przyjechać dziś wieczorem i poprosić o pokój trzysta osiem.
Tomasz wyprostował się.
- Po co?
Roman spojrzał na niego.
- To sprawa między mną a recepcją.
- Jeśli ktoś podszywa się pod pracownika hotelu, to już jest sprawa ochrony.
Lis przez moment milczał.
- Powiedziała, że znalazła coś, czego szukam od dwóch lat.
Zofia wyjąła wydruk.
Nie pokazała mu notatki na odwrocie.
- To pana rezerwacja?
Lis spojrzał na kartkę.
- Tak.
- Kto ją zrobił?
- Kobieta, która zadzwoniła.
- Przedstawiła się jako Zofia Żak?
- Tak.
- Słyszał pan wcześniej jej głos?
Twarz Romana stężała.
- Tak.
Zofia czekała.
- Nazywała się Marta - powiedział.
W holu zapadła cisza.
Tomasz spojrzał na Zofię.
- Marta Żak? - zapytała.
Roman powoli skinął głową.
- Rozmawiałem z nią dwa razy w zeszłym miesiącu.
- Dlaczego powiedziała panu, że nazywa się Zofia?
- Tego właśnie chciałem się dziś dowiedzieć.
Zofia odwróciła wydruk.
Położyła go przed Romanem.
"ON PAMIĘTA."
Mężczyzna przeczytał.
Kolor odpłynął mu z twarzy.
- Skąd pani to ma?
- Z pokoju dwieście czternaście.
Roman cofnął rękę, jakby papier był gorący.
- Nie powinna pani tam chodzić.
To samo zdanie.
Paweł.
Roman.
Dwóch ludzi, którzy nie powinni mieć ze sobą nic wspólnego.
- Dlaczego?
Lis spojrzał na Tomasza.
- Bo moja córka ostatni raz zadzwoniła do mnie właśnie z tego pokoju.
Zofia nie zdążyła zapytać o nic więcej.
Automatyczne drzwi wejściowe otworzyły się.
Do hotelu wszedł Paweł Kopeć.
Nie zdjął mokrej kurtki. Nie otrzepał parasola. Zatrzymał się pośrodku holu i spojrzał kolejno na Zofię, Romana, Tomasza oraz czarny termos stojący za recepcją.
Na jego twarzy nie było zaskoczenia.
Była rezygnacja.
- Miałem nadzieję - powiedział - że zdążę, zanim zaczniecie ze sobą rozmawiać.
Rozdział 2 - Nazwisko w systemie - Dyżur po zaginionej - Przejęła jej zmianę. Goście twierdzą, że przejęła także jej nazwisko.Rozdział 2 - Nazwisko w systemiePaweł zamknął za sobą drzwi do biura kierownika i przekręcił klucz.
Zofia usiadła dopiero wtedy, gdy zrobił to Roman. Tomasz pozostał przy ścianie, z rękami skrzyżowanymi na piersi. Czarny termos leżał na stole między nimi.
Paweł nie chciał go przynosić.
Zofia nalegała.
- Zacznijmy od jednego - powiedział. - Nikt nikogo tutaj nie przetrzymuje. Nikt nie próbuje zrobić krzywdy Zofii. I nie wiem, gdzie jest Marta.
- Świetnie - odpowiedziała Zofia. - Teraz wyjaśnij, dlaczego kazałeś mi mówić, że nigdy tu nie pracowała.
Paweł spojrzał na Romana.
- Nie przy nim.
- Przyszedłem tu dlatego, że zadzwoniła do mnie pańska pracownica - powiedział Lis. - Jeśli ma pan zamiar udawać, że jej nie zna, mogę zadzwonić na policję i porozmawiamy wszyscy razem.
Paweł oparł dłonie o biurko.
- Policja już wie, że Marta zaginęła.
Zofia poczuła krótkie uderzenie ulgi. Natychmiast zastąpiła je złość.
- Kiedy ją zgłosiliście?
- Wczoraj.
- Kto?
- Jej siostra.
- A hotel?
Paweł milczał.
- Czyli hotel nie zgłosił niczego.
- Nie mamy obowiązku zgłaszać zaginięcia każdej osoby, która nie przychodzi do pracy.
- Trzy dni.
- Zofia, dorośli ludzie czasem przestają odbierać telefon.
- I wtedy usuwa się ich z systemu?
Paweł przymknął oczy.
Tomasz poruszył się przy ścianie.
- Tego też chciałbym posłuchać.
Kierownik spojrzał na niego.
- Tomek, możesz wrócić na obchód.
- Nie.
- To nie jest prośba.
- A to nie jest normalna sytuacja służbowa. Z pokoju wyłączonego z użytkowania ktoś dzwoni na recepcję, znajduje się tam pracownicza marynarka, aktywna linia telefoniczna i jakieś urządzenie przy łóżku. Zostaję.
Paweł zbladł.
- Jakie urządzenie?
Zofia zauważyła to natychmiast.
Nie udawał.
Po raz pierwszy od początku nocy zobaczyła u niego autentyczne zaskoczenie.
- Małe, czarne, z diodą - powiedziała. - Przyklejone pod ramą łóżka.
- Dotykaliście tego?
- Nie.
Paweł sięgnął po telefon.
- Do kogo dzwonisz? - zapytała.
- Do dyrektorki.
- O szóstej rano?
- Jest dwudziesta trzecia trzydzieści.
Zofia spojrzała na zegarek.
Miał rację. Noc dopiero się zaczynała.
W ciągu nieco ponad godziny czas przestał zachowywać się normalnie.
Paweł odłożył telefon, zanim wybrał numer.
- Najpierw trzeba wyjaśnić jedną rzecz. W niedzielę mieliśmy aktualizację programu recepcyjnego.
Zofia prawie się roześmiała.
- Aktualizacja stworzyła Zofię Żak?
- Migracja danych połączyła dwa profile pracowników.
- Jakie dwa?
- Twój i Marty.
- Dlaczego?
- Nie wiem.
- A dlaczego usunęła tylko Martę, a zostawiła mnie z jej nazwiskiem?
- Nie jestem informatykiem.
- Za to jesteś kierownikiem recepcji.
Paweł potarł czoło.
- Błąd zauważyłem wczoraj.
- I nic nie zrobiłeś?
- Zgłosiłem.
- Komu?
- Centrali dostawcy.
- Pokaż zgłoszenie.
Paweł podniósł wzrok.
- Teraz?
- Teraz.
- Zofia, nie będę urządzał audytu systemu o północy.
- W takim razie zadzwońmy na policję.
Roman wyciągnął telefon.
Paweł zareagował zbyt szybko.
- Proszę zaczekać.
Lis zatrzymał palec nad ekranem.
Kierownik usiadł.
- Marta poprosiła mnie w piątek rano, żebym usunął jej konto.
Zofia patrzyła na niego w milczeniu.
- Dlaczego? - zapytała w końcu.
- Powiedziała, że ktoś loguje się na jej profil.
- Kto?
- Nie wiedziała.
- I usunąłeś?
- Dezaktywowałem.
- To nie to samo co połączenie jej profilu z moim.
- Wiem.
- Więc kto połączył?
- Nie wiem.
- Kto ma do tego uprawnienia?
Paweł zawahał się.
- Ja. Dyrektorka. Administrator IT.
- Imię.
- Co?
- Administratora.
- Łukasz Werner.
- Pracuje tutaj?
- Nie. Obsługuje kilka obiektów grupy.
Zofia zapamiętała nazwisko.
- Dlaczego kazałeś mi mówić, że Marta nigdy tutaj nie pracowała?
Paweł spojrzał na termos.
- Bo dostałem taką instrukcję.
- Od kogo?
Cisza.
Roman przesunął telefon po stole.
- Pytanie jest proste.
Paweł odwrócił się do niego.
- Nie dla pana.
- Moja córka zniknęła z tego hotelu.
- Pańska córka wyszła z hotelu. Monitoring to potwierdził.
Roman uderzył dłonią w stół.
- Monitoring potwierdził, że kobieta w jej kurtce wyszła bocznym wyjściem. Nie potwierdził, że to była ona.
Zofia spojrzała na niego.
Paweł wstał.
- To nie jest miejsce na tę rozmowę.
- Przez dwa lata słyszę dokładnie to samo.
- Bo sprawę prowadziła policja.
- Policja dostała od was nagranie bez siedemnastu minut.
Paweł zesztywniał.
Tomasz oderwał się od ściany.
- Jakich siedemnastu minut?
- Roman - powiedział Paweł ostrzegawczo.
- Od 2:11 do 2:28. Noc z dwudziestego pierwszego na dwudziesty drugi listopada dwa lata temu. Moja córka była zameldowana w pokoju dwieście szesnaście. O 2:08 zadzwoniła do mnie i powiedziała, że ktoś puka do jej drzwi. O 2:11 kończy się zapis kamery na korytarzu. O 2:28 wraca.
Zofia poczuła, jak coś układa się w jej głowie.
Spojrzała na wydruk rezerwacji Romana.
Sobota, 02:14.
- Dlaczego Marta zrobiła rezerwację dokładnie o drugiej czternaście? - zapytała.
Roman przeniósł na nią wzrok.
- Co?
Zofia pokazała mu datę i godzinę.
- To nie jest przypadek.
Paweł wyrwał kartkę ze stołu.
- Skąd to macie?
- Z dwieście czternaście - odpowiedział Tomasz.
Kierownik przeczytał dokument.
Jego twarz zmieniła się.
- To nie jest oryginalny wydruk.
- Jest z waszego programu - powiedziała Zofia.
- Każdy może coś wydrukować i dopisać godzinę.
- W systemie rezerwacja ma tę samą godzinę.
Paweł podszedł do komputera w swoim gabinecie. Uruchomił program. Zofia obserwowała, jak wpisuje hasło administratora.
Wyszukał rezerwację Lisa.
02:14.
Utworzył: Zofia Żak.
Paweł usiadł ciężko.
Przez moment wszyscy patrzyli na ekran.
- Kiedy Marta rozmawiała z panem ostatni raz? - zapytała Zofia.
Roman zastanowił się.
- W sobotę o drugiej siedemnaście.
- Trzy minuty po utworzeniu rezerwacji.
- Tak.
- Co dokładnie powiedziała?
Roman spojrzał na Pawła.
- Powiedziała: "Pan miał rację. Pańska córka nie wyszła wtedy sama."
Nikt się nie odezwał.
- I co jeszcze? - zapytała Zofia.
- Żebym przyjechał w poniedziałek. Miałem poprosić o trzysta osiem i nie kontaktować się wcześniej z hotelem.
- Dlaczego trzysta osiem?
- Nie wiem.
- A nazwisko Zofia Żak?
- Użyła go dopiero pod koniec rozmowy. Powiedziała, że jeśli ktoś zapyta, kto rezerwował pokój, mam odpowiedzieć właśnie tak.
Zofia spojrzała na Pawła.
- Czyli połączenie profili nie było błędem po niedzielnej aktualizacji. W sobotę Marta już używała nazwiska Zofia Żak.
- Albo ktoś używał jej telefonu - odpowiedział Paweł.
To była pierwsza rzecz, którą powiedział tej nocy i która brzmiała jak rozsądna alternatywa.
Roman pokręcił głową.
- Znałem jej głos.
- Rozmawiał pan z nią dwa razy.
- Trzy.
- Wszystko jedno.
- Nie wszystko jedno.
Paweł odwrócił ekran.
- Nie mamy dowodu, że to Marta zrobiła rezerwację.
- Ale mamy dowód, że ktoś posiadał dostęp do systemu - powiedziała Zofia.
- Tak.
- I kartę główną przypisaną do mojego konta.
Paweł spojrzał na nią gwałtownie.
- Jaką kartę?
Opowiedziała mu o wpisie otwarcia 214.
Paweł sprawdził numer.
Kilka sekund później jego dłonie znieruchomiały na klawiaturze.
- Co? - zapytał Tomasz.
- Ta karta została wycofana.
- Kiedy?
- Cztery miesiące temu.
- Czyja była?
Paweł nie odpowiedział.
Zofia podeszła bliżej.
Na ekranie widniał numer karty i historia przypisań.
Ostatni użytkownik:
MARTA ŻAK.
Roman powoli odsunął krzesło.
- Czyli ona jest w hotelu.
- Niekoniecznie - powiedział Paweł.
- Jej termos przyjeżdża windą, jej karta otwiera pokój, z którego ktoś dzwoni, a pan nadal mówi "niekoniecznie"?
- Karta mogła zostać skopiowana albo zachowana.
- Przed chwilą twierdził pan, że została wycofana.
- Wycofana w systemie. Fizycznie mogła istnieć.
- Gdzie?
Paweł spojrzał na Zofię.
- Powinna być zniszczona.
Telefon na jego biurku zadzwonił.
Wszyscy drgnęli.
Nie komórka.
Stacjonarny aparat wewnętrzny.
Na wyświetlaczu pojawiło się:
214.
Nikt nie odezwał się przez pierwszy sygnał.
Drugi.
Trzeci.
Paweł sięgnął po słuchawkę.
Zofia złapała go za nadgarstek.
- Głośnik.
Spojrzał na nią, potem nacisnął przycisk.
- Recepcja, Paweł Kopeć.
Przez kilka sekund słychać było tylko szum.
Potem kobiecy głos powiedział:
- Paweł?
Kierownik pobladł.
Zofia patrzyła na jego twarz.
Rozpoznał głos.
- Marta?
Roman wstał.
Tomasz odsunął się od ściany.
- Nie przychodź tu - powiedziała kobieta.
- Gdzie jesteś?
- Nie przychodź do dwieście czternaście.
Paweł spojrzał na Zofię.
- Marta, gdzie jesteś?
- Zofia jest z tobą?
Kierownik nie odpowiedział.
- Jest - powiedziała Zofia.
Po drugiej stronie zapadła cisza.
- Słyszysz mnie? - zapytała.
- Tak.
Głos był niewyraźny, ale Zofia go znała.
Słyszała Martę setki razy. Wymieniały się zmianami, narzekały na gości, zamawiały razem jedzenie. To była ona.
Albo ktoś, kto potrafił ją naśladować wystarczająco dobrze, żeby w pierwszej chwili uwierzyli wszyscy.
- Co się dzieje? - zapytała Zofia.
- Nie ufaj temu, co widzisz w systemie.
- Gdzie jesteś?
- Nie mogę powiedzieć.
- Jesteś w hotelu?
Brak odpowiedzi.
- Marta, twoja siostra zgłosiła zaginięcie.
Kobiecy oddech stał się głośniejszy.
- Wiem.
- Wiesz?
- Posłuchaj mnie. Nie masz dużo czasu.
- Do czego?
- Oni potrzebują, żebyś była mną.
Paweł zerwał się z krzesła.
- Marta, przestań.
- Widzisz? - odpowiedział głos. - Już wie.
- Nie mam pojęcia, o czym mówisz.
- Kazałeś jej zdjąć identyfikator?
Paweł zamilkł.
Zofia poczuła zimno.
- Skąd wiesz o identyfikatorze? - zapytała.
- Bo sama go zamówiłam.
Nikt się nie poruszył.
- Dlaczego? - zapytała Zofia.
- Żeby zobaczyć, kto pozwoli ci go założyć.
Spojrzenia wszystkich skierowały się na Pawła.
Kierownik cofnął się o krok.
- Marta...
- Pamiętasz, co mówiłam ci w piątek? - przerwała mu. - Jeśli zrobią to drugi raz, znaczy, że wiedzą.
- Kto?
Połączenie zatrzeszczało.
- Marta? - powiedziała Zofia.
- Zofia, znajdź mój stary grafik. Papierowy. Nie ten w systemie.
- Gdzie?
- Szafka M-siedemnaście.
Zofia poczuła klucz w kieszeni marynarki.
Spojrzała na termos.
- Mam klucz.
Po drugiej stronie usłyszała coś podobnego do krótkiego westchnienia.
- Dobrze.
- Co tam jest?
- Dowód, że przed tobą zrobili to z kimś jeszcze.
Sygnał urwał się.
- Marta!
Cisza.
Na wyświetlaczu nadal widniał numer 214.
Paweł rzucił się do drzwi.
Tomasz zastąpił mu drogę.
- Sam mówiłeś, żeby tam nie iść.
- To ona.
- Mogła dzwonić skądkolwiek.
- Numer jest z pokoju.
- Właśnie.
Zofia wybiegła z gabinetu.
Telefon w 214 nadal był podłączony, ale zanim ktokolwiek dotarł na drugie piętro, osoba po drugiej stronie mogła zniknąć. Marta wyraźnie powiedziała, żeby tam nie przychodzić.
M-siedemnaście.
Szafki pracownicze znajdowały się w piwnicy, za pralnią.
- Dokąd idziesz? - zawołał Paweł.
Nie odpowiedziała.
Tomasz ruszył za nią.
Roman także.
- Pan zostaje - powiedział ochroniarz.
- Nie.
- To strefa pracownicza.
- Marta dzwoniła do mnie z powodu mojej córki.
- I właśnie dlatego powinien pan zostać tutaj.
Roman zatrzymał się.
Zofia zeszła schodami na poziom minus jeden.
Pralnia nocą była wyłączona. W korytarzu paliło się białe światło, które sprawiało, że pomieszczenie wyglądało jak zaplecze szpitala. Rzędy metalowych szafek ciągnęły się po obu stronach.
M-17 znajdowała się prawie na końcu.
Zofia wyjęła klucz.
Tomasz stanął obok.
- Poczekaj na Pawła.
- Nie.
- Zofia.
- Marta dała klucz mnie.
- Nie wiesz tego.
- Wiem, że był w jej termosie.
Wsunęła klucz.
Pasował.
Zamek obrócił się bez oporu.
W środku wisiała czarna kurtka. Na półce stała kosmetyczka, kubek i para butów. Wszystko wyglądało tak, jakby właścicielka miała wrócić po następnej zmianie.
Na dnie leżała teczka.
Zofia ją wyjęła.
Pierwszym dokumentem był papierowy grafik sprzed dwóch lat.
Listopad.
Nazwiska pracowników recepcji zapisano w kolumnach.
Paweł Kopeć.
Anna Milewska.
Karolina Wójcik.
Marta Żak.
Zofia przesunęła palcem po dacie dwudziestego pierwszego listopada.
Nocna zmiana:
Karolina Wójcik.
- Kto to? - zapytała.
Tomasz nic nie powiedział.
Zofia spojrzała na niego.
- Znałeś ją?
- Pracowała tutaj przed tobą.
- Co się z nią stało?
- Odeszła.
- Kiedy?
- Mniej więcej dwa lata temu.
Zofia wyjęła kolejny dokument.
Był to wydruk historii logowań.
Noc, w której zaginęła córka Romana Lisa.
02:06 - Karolina Wójcik.
02:13 - Karolina Żak.
02:16 - Karolina Żak.
02:29 - Karolina Wójcik.
Zofia poczuła, jak skóra na ramionach pokrywa się gęsią skórką.
- To samo - powiedziała.
Tomasz pochylił się.
- Co?
- Zmienili jej nazwisko.
Na następnej kartce znajdowała się kopia identyfikatora.
KAROLINA ŻAK
RECEPCJA
Zofia wpatrywała się w zdjęcie młodej brunetki.
Pod nim ktoś napisał ręcznie:
"Nie przypadek. 17 minut."
Tomasz przełknął ślinę.
- Marta to znalazła?
- Najwyraźniej.
W teczce było więcej dokumentów. Kserokopie raportów. Wydruki rezerwacji. Lista numerów pokoi. Kilka zdjęć ekranów wykonanych telefonem.
Zofia przesuwała je coraz szybciej.
Na jednej stronie powtarzał się numer 214.
Na drugiej nazwisko córki Romana.
Alicja Lis.
Pokój 216.
Przy godzinie 02:12 ręcznie dopisano:
"przeniesienie 214 - brak w historii PMS."
- Ona była w dwieście czternaście - powiedziała Zofia.
Tomasz wziął kartkę.
- Tego nie ma w oficjalnych danych.
- Właśnie dlatego Marta to zachowała.
Na końcu teczki znajdowała się biała koperta.
Na niej:
"DLA ZOFII KALINOWSKIEJ."
Zofia znieruchomiała.
Marta przygotowała ją wcześniej.
Nie dla kogokolwiek, kto znajdzie szafkę.
Dla niej.
Rozerwała kopertę.
W środku była kartka zapisana ręcznie.
"Jeżeli to czytasz, znaczy, że użyli twojego nazwiska tak, jak użyli nazwiska Karoliny. Nie wierz w awarię systemu. Nie wierz, że nazwiska połączyły się przypadkiem. Ktoś wykorzystuje profile recepcji, kiedy musi zmienić historię pobytu gościa. Dwa lata temu zrobili to w noc zaginięcia Alicji Lis. Teraz próbują zrobić to ponownie.
Nie wiem jeszcze, po co potrzebują ciebie.
Wiem tylko, dlaczego wybrali właśnie ciebie.
Sprawdź datę swojego pierwszego dnia pracy."
Zofia przeczytała ostatnie zdanie drugi raz.
- Kiedy zaczęłaś? - zapytał Tomasz.
- Trzeciego lutego.
- Co było wtedy?
- Nic.
Ale odpowiedziała zbyt szybko.
Pamiętała tamten dzień.
Pierwszą zmianę miała zacząć o czternastej. Paweł zadzwonił rano i poprosił, żeby przyszła wcześniej, bo jedna osoba nie dotarła do pracy. Zofia była wtedy tak zadowolona z nowego zatrudnienia, że pojawiła się przed jedenastą.
Marta pokazywała jej system.
O 12:40 przyjechała policja.
Ktoś znalazł na leśnej drodze kilka kilometrów od hotelu samochód należący do Karoliny Wójcik.
Pusty.
Zofia nigdy nie połączyła tych dwóch rzeczy.
Wtedy nawet nie znała Karoliny.
- Karolina nie odeszła z pracy, prawda? - zapytała cicho.
Tomasz patrzył na teczkę.
- Powiedz.
- Oficjalnie złożyła wypowiedzenie.
- A nieoficjalnie?
Ochroniarz zacisnął szczękę.
- Nikt z nas nie widział tego wypowiedzenia.
Za ich plecami rozległy się kroki.
Paweł stanął w wejściu do pomieszczenia.
Zobaczył otwartą szafkę, teczkę i list w dłoni Zofii.
Nie próbował już udawać zaskoczenia.
- Zamknij to - powiedział.
- Gdzie jest Karolina Wójcik?
- Nie wiem.
- Gdzie jest Marta?
- Nie wiem.
- A Alicja Lis?
Paweł pobladł.
- Tego też nie wiem.
Zofia podeszła do niego.
- Za to wiesz, dlaczego ktoś zmienia nazwiska pracownic.
Paweł nie odpowiedział.
- Powiedz.
- Nie tutaj.
- Od godziny wszystko ma być "nie tutaj".
- Bo w tym budynku są miejsca, w których rozmowy nie zostają między ludźmi, którzy je prowadzą.
Zofia spojrzała na Tomasza.
Potem na czarne urządzenie opisane przed chwilą.
- To pod łóżkiem w dwieście czternaście.
Paweł skinął głową.
- Kamera?
- Nie wiem. Marta twierdziła, że podsłuch.
- Od kiedy o nim wiesz?
- Od piątku.
- A mimo to wysłałeś mnie na nocną zmianę.
Wstyd pojawił się na jego twarzy szybciej niż odpowiedź.
- Miałem cię nie wpuszczać.
- Gdzie?
- Do pracy.
Zofia nie zrozumiała.
Paweł wyjął telefon i pokazał jej wiadomość otrzymaną o 18:42.
Od kontaktu zapisanego jako "H. Radecka".
"Kalinowska dziś nie przychodzi. Marta wróci na noc."
Zofia przeczytała wiadomość.
- Ale Marta nie wróciła.
- Wiem.
- A ja przyszłam.
- Bo nie zobaczyłem tej wiadomości. Byłem na spotkaniu. Kiedy dotarłem do hotelu o dwudziestej pierwszej, ty już jechałaś.
- Mogłeś zadzwonić.
- Zadzwoniłem do Heleny. Powiedziała, żebym niczego nie zmieniał i pozwolił ci pracować.
- A potem dostałam identyfikator Żak.
Paweł skinął głową.
- Dlatego kazałem ci go zdjąć.
- Kim jest Helena Radecka?
Tomasz odpowiedział pierwszy.
- Dyrektorką hotelu.
Zofia spojrzała na wiadomość jeszcze raz.
"Marta wróci na noc."
Nie "Marta ma wrócić".
Nie "skontaktowałam się z Martą".
Po prostu stwierdzenie.
Jakby ktoś wiedział, że zaginiona kobieta się pojawi.
- Gdzie jest teraz Radecka? - zapytała.
Paweł wsunął telefon do kieszeni.
- Według niej w Warszawie.
- Według ciebie?
- Nie wiem.
- Zadzwoń.
- Dzwoniłem po rozmowie w gabinecie. Nie odbiera.
Zofia włożyła dokumenty z powrotem do teczki, ale list Marty schowała do kieszeni.
- Jadę na policję.
- Dobrze - powiedział Paweł.
Spodziewała się protestu.
To jedno słowo zatrzymało ją bardziej niż sprzeciw.
- Dobrze?
- Tak. Weź kopie. Nie oryginały.
- Dlaczego?
- Bo jeśli Marta je tu zostawiła, istnieje powód.
- Chcesz zachować dowody dla siebie?
- Chcę, żebyśmy rano nadal mieli cokolwiek, jeśli komuś uda się przekonać policję, że to stare wydruki bez znaczenia.
Tomasz wskazał na kserokopiarkę w pomieszczeniu obok.
- Zrobię kopie.
Paweł skinął głową.
Zofia patrzyła na niego.
- Jeszcze godzinę temu kazałeś mi kłamać, że Marta tu nie pracowała.
- Bo bałem się, że osoba pytająca o nią będzie wiedziała, że znalazłaś jej ślad.
- Roman?
- Nie wiedziałem, kto zapyta.
- A teraz nagle mi pomagasz?
Paweł spojrzał jej w oczy.
- Teraz wiem, że Marta nadal żyje.
Zofia poczuła ciężar tych słów.
- Skąd pewność, że telefon był od niej?
- Powiedziała coś, o czym wiedzieliśmy tylko we dwoje.
- Co?
Paweł zawahał się.
- "Jeśli zrobią to drugi raz, znaczy, że wiedzą."
- Co miała na myśli?
- W piątek pokazała mi dokumenty Karoliny. Powiedziała, że ktoś testuje, czy można ponownie stworzyć pracownika, którego nigdy formalnie nie było. Połączyć dwa profile tak, żeby później każdy zapis wskazywał na jedną osobę.
- Po co?
Paweł spojrzał na jej marynarkę.
Na miejsce, gdzie wcześniej wisiał identyfikator.
- Żeby kiedy policja zapyta, kto pracował danej nocy, system udzielił odpowiedzi, której potrzebują.
Kserokopiarka zaczęła pracować.
Jedna kartka.
Druga.
Trzecia.
Zofia patrzyła na otwartą szafkę.
Na papierowy grafik sprzed dwóch lat.
Na imię Karoliny.
Na nazwisko Żak dopisane do jej profilu dokładnie w noc, kiedy zniknęła Alicja Lis.
I nagle zrozumiała coś jeszcze.
- Paweł.
- Co?
- Jeśli ktoś dziś stworzył Zofię Żak, to znaczy, że tej nocy też ma się wydarzyć coś, czego później nie będzie można przypisać właściwej osobie.
Nikt nie odpowiedział.
Telefon Pawła zawibrował.
Wyjął go.
Jedna wiadomość.
Spojrzał na ekran i pobladł.
Zofia wyciągnęła rękę.
- Pokaż.
Przez moment wyglądał, jakby chciał odmówić.
Potem odwrócił telefon.
Wiadomość przyszła z nieznanego numeru.
"Za późno. 308 już pusty."
Zofia ruszyła pierwsza.
Roman.
Pobiegła korytarzem do schodów. Tomasz był tuż za nią. Paweł krzyknął coś, ale nie zwolniła.
Trzecie piętro.
Pokój 308.
Drzwi były uchylone.
Roman Lis zniknął.
W środku leżał jego telefon.
Na łóżku.
Ekran wciąż świecił.
Otwarta była aplikacja zdjęć.
Ostatnia fotografia została wykonana trzy minuty wcześniej.
Przedstawiała kobietę stojącą przy końcu hotelowego korytarza.
Granatowa marynarka recepcji.
Czarne spodnie.
Włosy związane nisko na karku.
Marta Żak.
Twarz miała odwróconą w stronę aparatu.
A za nią, na drzwiach pokoju, widniał numer:
214.