Był sobie... tak się zwykle
zaczynają
Bajki; lecz któż ich chętnie dzisiaj słucha?
Świat dziwnie dojrzał, a cuda nie mają
Żadnego wpływu na ludzkiego ducha.
Romans, nowella nawet, rozkwitają
Pod hasłem: "naprzód" - Na pieśni - posucha!
A kto nadzieją sławy się kołysze,
Niech póki życia nic wierszem nie pisze.Gdzie czas, gdy starcom, mimo siwych włosów,
Zaczarowany flecik Oberona
Świat rzeczywisty zdmuchiwał z przed nosów?...
Czas ów, gdy dziewczę tuliło do łona
Swego Schillera?... gdy z Goethem, niebiosów
Sięgał młodzieniec?... Gdzie myśl rozmarzona,
Co boskie dźwięki pieśni wieszczów chwyta?
Zamiast ich czytać - dziś o nich się czyta.
Odkąd się życie po relsach, wrąc, toczy
I leci z parą - śniąc tylko o złocie,
Któż muz wybrańca chce widzieć na oczy,
Lub słuchać w zgrzycie maszyn i łoskocie?
- "Dla nie palących" - tłum trzeźwy się tłoczy;
Ty Auerbacha dobywasz w przelocie...
Zaledwo został przez ciebie odczuty,
Świst... słychać okrzyk: "Stacya! trzy minuty!"Bogi wszechmocne! cóż pocznie w tej wrzawie
Mówiące rymem tylko "wieszczek dziecię?"
Sądzę, że nikt z was trzech pieśni w oktawie
Z rękawa łatwo nie wytrząśnie; przecie
Tłum ani głową nie skinie łaskawie...
Przyjaciel nawet, z zwątpieniem poecie
Rękę podaje... a wielka krytyka
Brak mi trzeźwości współczesnej wytyka.Mniejsza! dni lepsze ujrzy, kto dożyje...
Co do mnie, choćby ludzie śmiać się mieli,
Czar stary łatwo duszę mą podbije.
Strofa Aryosta zawsze mnie weseli.
Pył - i dym, który nad głową się wije
W wiecznego piękna spłókuję kąpieli...
Na wielkiej drodze, wbrew karnej ustawy
Pas rozwiązuję - i pluskam w oktawy.
Kto się tem gorszy, niech zdala zostanie,
I niech na sucho ratuje swą duszę.
Wam jednak, zacni panowie i panie,
Maleńkie słówko powiedzieć tu muszę:
Ściśle prawdziwem jest opowiadanie,
Które fantazyą upiększyć się kuszę;
I mimo polot tych strof idealny,
Kierunek cały nawskróś jest realny.Już Jakób Cazotte rozsnuwał ten wątek;
Duch jasny, przecież - źródło mętnej wody,
Większą część jego pieśni i pamiątek
Czas zatarł, pisma jego wyszły z mody.
I tylko jeden pozostał nam szczątek,
Na wieki piękny i na wieki młody:
"Le diable amoureux" - (ostrzegam w nawiasie,
Że niedorostkom od książki tej zasię).Otóż opowieść naszą fantastyczną,
Cazotte z uśmiechem satyra, podaje
Pełną psot, figlów, cyniczną, drastyczną,
Rażącą czasów naszych obyczaje...
Lecz ja całą jej wartość artystyczną
Nanowo z źródeł pierwotnych dostaję.
Co tu nadmieniam, niech przyzna lub przeczy
Znawca Cazotta, - a teraz - do rzeczy!
Był sobie pewien książe w Astrachanie;
Kalilbad-hanem zwali go poddani;
A był tak piękny jak wiosny zaranie.
Królowa matka, mądra bardzo pani,
Gdy mąż jej zaległ grobowe posłanie,
Tak wychowała syna, by był dla niej
Podporą, chlubą, wsparciem i obroną,
Gdy włos zbieleje pod ciężką koroną.Zaledwo chłopca puszczała od boku:
Na radzie państwa, na modłach w meczecie,
On wszędzie musiał dotrzymać jej kroku,
Pieszo, czy konno, czy w dworskiej karecie.
W cnoty wzrastało w promieniach jej wzroku
To ukochane i pieszczone dziecię;
I nocą nawet przy niej zasypiało,
Kotarą tylko oddzielone białą.Płoszony jednak troskami i trudem,
Sen odlatywał od powiek królowej.
Komuż, z tych wielkich, co stoją nad ludem,
Spać obowiązek pozwala surowy?
Nie było zatem dziwem, ani cudem,
Że próżno księżna w puhar kryształowy
Mieszała opium... aż w szczęśliwej chwili
Znalazł się sposób, co snem ją posili.
Trzy stare wiedźmy, wsławione bajkami,
Co opowieści, jak przędzę w lot snuły,
Kazała przyzwać, hojnemi datkami
Uposażyła je z własnej szkatuły;
Zamianowawszy "hof-usypiaczkami
Królewskiej mości" te stare gaduły...
A gdy noc przyszła, zkolei wezwana
Bajarka - dziwy prawiła do rana.Królowej jednak - szczególnej kobiecie,
Którą poddanych losy rozbudzały -
Baśnie o cudach niebywałych w świecie
Zbyt dziecinnemi nieraz się zdawały.
W miejscach, gdzie każdy wzdrygnąłby się przecie,
Jej cicho do snu powieki spadały;
I często - wolna od sztucznej ekstazy -
Ziewnęła przez nos, raz po raz, trzy razy.Ale bajarzom nie zbraknie rezerwy
Publiki, która oklaskuje rada
Dowcip - i głupstwa, w równym stopniu werwy.
Jakże inaczej żyłaby gromada
Partaczy w sztuce?... Bywają też nerwy,
Których narkotyk do snu nie układa.
Dość, że ziewania królowej przyczyna
W dziwną bezsenność wprawiała jej syna.
Wstrzymując oddech, by lekkiej kotary
Nie wzruszyć, leżał i nie zmrużył oka,
Śledząc z przejęciem straszliwe poczwary,
Karłów, olbrzymów, skrzydlatego smoka
I pięknych książąt czyny nie do wiary
I dobrą wróżkę, co czuwa zwysoka,
Aż przez płomienie i burze szalone,
Luby zdobędzie królewską koronę.O piękny wieku! o wieku złudzenia!
Gdy wymysł z prawdą majaczą złączone...
Gdy się do cudów zbliżamy bez drżenia,
A rzecz zwyczajna przed oczy olśnione,
Jak cud się zjawia... gdy senne marzenia
Na jawie snują niteczki złocone!..
Obcą ci jeszcze ta mądrość wytarta:
"Żadna rzecz twego podziwu nie warta".Tak fantastycznych i lotnych mar tłumy
Nad Kalilbadem, znęcone, bujały,
Że często w zmierzchu głębokiej zadumy
Młodzieniec tonął w słoneczny dzień biały.
Wówczas odgarniał grzywy, co jak szumy
Kaskady na kark rumaka spadały,
Wbijał ostrogi - i puszczał wędzidła -
A koń go nosił, jak gdyby miał skrzydła.
I jak dzień długi, lubił się przedzierać
Przez las, w dumaniach pogrążony cały,
Bez celu, ścieżki nie racząc wybierać.
A za nim murzyn łuk nosił i strzały,
I milcząc, z nudów zdawał się umierać,
Tak mu wycieczki owe dokuczały;
Bo musiał gonić za pana rozpędem,
Który się dziwnym stał pod każdym względem.Przed lada jamą wydrążoną w skale
Zsiadał, by drzeć się przez ciernie i głogi,
I wołać: "Sezam, otwórz się!" - zuchwale,
I wypatrywać tajemnicze drogi
Do Aladyna skarbów; wierząc stale,
Że trafi wreszcie w dobrej wróżki progi,
Ptakom i gadom przyglądał się bacznie;
I czekał rychło który mówić zacznie.I to w tym wieku, gdy chluba narodu,
Młodzież współczesna oddawna urąga
Podobnym baśniom i wie już od rodu,
Że skarby wróżek nie warte szeląga;
Że koń skrzydlaty, godzien jej zachodu,
Jest ten, co stawkę w wyścigu osiąga;
Że siłą - wiedza, czas - złotem, a stary
Ideał, to wy, o srebrne talary!
Lecz taki książę, któremu nie trzeba
Zdobywać sobie karyery na świecie,
Ni w pocie czoła dorabiać się chleba,
Ten - śmiać się może z tego! jemu przecie,
Czego zapragnie to wnet spada z nieba;
On żyje we śnie rozkosznym, jak dziecię...
I, jeśli duchem nie chce spać na wieki,
Musi cel pragnień mieć bardzo daleki!
RESZTA TEKSTU DOSTĘPNA W PEŁNEJ WERSJI.