Dzieje kultury europejskiej. Prehistoria - starożytność - Wojciech Lipoński

Kup ebooka

104.00 zł
83.20 zł (72,80 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Od autora

Niekiedy mały, przypadkowy impuls staje się powodem nieporównanie większych zamierzeń. Impulsem, który zapoczątkował powstanie tej książki, była wizyta w Muzeum Narodowym w Poznaniu, gdzie zwrócił moją uwagę obraz Bernarda Strozziego Porwanie Europy (Il ratto di Europa, 1630-44). Zastanowiło mnie wówczas, w jaki sposób imię fenickiej królewny, porwanej na Kretę przez Zeusa przeistoczonego w byka, mogło się stać eponimem całego kontynentu. Nie dostrzegłem w tej mitologicznej opowieści niczego, co tłumaczyłoby to z punktu widzenia językowego. Przekonującego wyjaśnienia nie znalazłem również w licznych pracach poświęconym historii Europy, w których ta antyczna legenda jest zwykle przytaczana już we wstępie. Długie i niełatwe poszukiwanie rzeczywistego, a nie baśniowego pochodzenia nazwy "Europa", prześledzenie, jak przez stulecia trafiała do poszczególnych języków europejskich i była przez nie przyjmowana, pozwoliło mi na postawienie hipotezy racjonalniejszej niż mit. Równocześnie dało symboliczny skrót historii Europy w ujęciu lingwistycznym. Konsekwencją tego stała się myśl, by to rozwinąć, pisząc już pełniejsze jej dzieje.

Odradzano mi to dość powszechnie, argumentując, że całkowite terytorium dziejów kultury europejskiej jest zbyt obszerne i trudne, by objął je pojedynczy badacz: podlega przecież wielu dyscyplinom nauki, zawiera różne epoki historyczne - od prehistorii po współczesność - wreszcie powiązane jest z odmiennymi tradycjami poszczególnych kultur etnicznych i narodowych. Przedsięwzięcie uznano za karkołomne i doradzano mi, by stworzyć większy zespół autorów odpowiedzialnych za konkretne dziedziny i okresy kultury. Nie dałem się przekonać, przeświadczony, że taka wieloautorska monografia nie pozwala na jednorodność narracji i metodologii. Po krótkich wahaniach podjąłem decyzję, że to opus magnum napiszę sam.

Aby znaleźć wyjściowy wzorzec, postanowiłem poznać istniejące opracowania całokształtu dziejów kultury europejskiej, poczynając od prac publikowanych w Niemczech już pod koniec XVIII w. i powstających tam licznie przez stulecie następne. Podobne, choć mniej liczne, pojawiały się w tym czasie w innych krajach, głównie we Francji i w Anglii, aż po okres najnowszy. Szybko się jednak przekonałem, że żadna z prawie setki monografii, do których dotarłem, nie spełnia warunku pełnej historii kultury europejskiej. Są to bowiem monografie kultury zachodnioeuropejskiej, które ignorują m.in. kultury słowiańskie, a także bałkańskie (z wyjątkiem Grecji), nawet niektóre zachodnie, jak celtycka czy baskijska. Te pomijane kultury mają oczywiście na ogół liczne opracowania specjalistyczne, chodzi jednak o to, że nie są uwzględniane w głównym nurcie kulturowej historiografii europejskiej. Ponadto w wielu monografiach narracja skupia się wokół jednej specjalności, którą reprezentuje autor: jeśli jest to historyk specjalizujący się w historii powszechnej, to dominuje u niego tematyka polityczno-społeczna, jeśli jest filozofem, to osią dzieła jest filozofia, jeśli podobne dzieło pisze historyk literatury czy sztuki, to narracja toczy się wokół odpowiednich dyscyplin przy oczywistym upośledzeniu innych działów kultury. W Polsce pojawiają się na szczęście pierwsze próby bardziej obiektywnego niż dotąd spojrzenia na dzieje kultury europejskiej. Również ta praca stara się zachować równowagę wszystkich jej składników, zerwać z przecenianiem udziału Zachodu, podobnie jak z jednostronnością autorów reprezentujących pojedyncze dyscypliny naukowe.

Książka była początkowo przewidziana jako jednotomowa. Powstający tekst szybko jednak zaczął przerastać pierwotne założenia za sprawą rozległości tematyki oraz obezwładniającej wielości źródeł i opracowań poszczególnych zagadnień. Konieczna okazała się zmiana koncepcji na obszerniejszą. Rozumiejąc to, Wydawca zgodził się na znaczne poszerzenie monografii. Niemniej bezwzględna selekcja materiałów okazała się koniecznością, choć z pewnością narazi to autora na niejeden zarzut, że pominął coś, co specjaliści uważają za istotne. Starałem się ukazać procesy i fakty najważniejsze dla kultury europejskiej, tak ujętej, by wyposażyć czytelników w możliwie pełny i reprezentatywny obraz wiedzy ogólnej, którą - korzystając z prawa do własnego osądu i decyzji - uznałem za podstawową.

Ten tom zapoczątkowuje serię monografii poświęconych poszczególnym epokom kultury europejskiej. Składa się z sześciu rozdziałów. Pierwszy z nich definiuje charakter tej kultury, zawiera wspomnianą już obszerną hipotezę etymologii nazwy Europa, a także etymologie pojęć, takich jak kultura i cywilizacja, wpływ geografii na kształt i charakter kultury europejskiej, wreszcie krótką historię... historiografii kultury europejskiej, jak się wydaje pierwszy tak pełny zarys w Polsce. Hipotezy związane z pochodzeniem ludności europejskiej, najstarsze kultury paleolityczne i neolityczne oraz odnoszące się do nich sztuka jaskiniowa i architektura epoki kamiennej stanowią treść drugiego rozdziału. W trzecim rozdziale, poświęconym wpływom kultur bliskowschodnich, stanąłem przed dylematem, co z ich bogatej kultury powinno być uwzględnione w opisie kultury europejskiej. Rozwiązanie okazało się proste, co nie znaczy łatwe w wykonaniu: zostały uwzględnione przede wszystkim te elementy kultur mezopotamskich, fenickiej i egipskiej, wreszcie żydowskiej, które wywarły dostrzegalny wpływ na kontynent europejski, zwykle za pośrednictwem Grecji i Rzymu. Były to pierwsze struktury miast, pisane prawa ustanawiane przez władców mezopotamskich, toposy literackie, niektóre formy sztuki i architektury itd. Treść tego rozdziału obejmuje też zapożyczenia egipskich i mezopotamskich motywów artystycznych i literackich przenikających do kultury żydowskiej, zwłaszcza w okresie niewoli babilońskiej, a z niej - głównie za pośrednictwem Biblii - docierających do chrześcijańskiej już Europy.

Rozdziały poświęcone Grecji i Rzymowi, czwarty i piąty, tworzą tradycyjny korpus wiedzy klasycznej, którą ostatnio ogranicza się, a często wręcz ruguje ze szkół, wykreślając z planów łacinę, jedną z wielowiekowych podstaw tradycyjnego wykształcenia humanistycznego. Stąd z obu tych rozdziałów starałem się stworzyć rodzaj vademecum wiedzy o obu kulturach będących fundamentem kultury europejskiej. Uzupełniłem je o rozdział ostatni, szósty, poświęcony społecznościom, które miały w antyku mniej szczęścia i zostały pozbawione naturalnego rozwoju przez rzymską ekspansję.

Okres antyku, ze wszystkich epok cywilizacji chyba najlepiej zbadany i opisany, trudno uzupełnić o cokolwiek nowego. Natomiast w epokach późniejszych, poczynając od średniowiecza, które zapoczątkuje kolejną część mojej pracy, istnieją liczne zaniedbania i poważne luki. Można je wypełnić wiedzą znaną często specjalistom, ale niewprowadzoną dotąd do głównego nurtu dziejów kultury europejskiej. Wśród wielu innych kwestii, jakie złożą się na kolejny tom monografii, znajdą się przede wszystkim zarysy historii kultur wschodnio- i południowosłowiańskich, także bałtyjskich i celtyckich.

Poznań-Szczecin, lipiec 2019 r.

Rozdział I  DEFINIOWANIE EUROPY

Jednoznaczne zdefiniowanie Europy i jej kultury nie jest chyba w pełni możliwe, choć można to czynić w jakimś stopniu z rozmaitych jednostronnych i przez to prostych punktów widzenia i perspektyw. Takie wydają się opisy, które znajdziemy w większości encyklopedii. Ujmują one zazwyczaj Europę jako przestrzeń przyrodniczo-geograficzną o okreś­lonym zasięgu terytorialnym i klimacie, co razem definiuje charakter żyjących tu i działających społeczności ludzkich, a pośrednio potencjał ekonomiczny, rozwój industrialny, odgrywający decydującą rolę w technologicznej i kolonialnej ekspansji najpierw w obrębie własnego terytorium, a następnie w skali globalnej. Założenie to, z pozoru jednoznaczne, okaże się kłopotliwe, gdy spróbujemy je odnieść do kolebki cywilizacji europejskiej, czyli do terytorium Morza Śródziemnego. Tu pojawi się natychmiast "brak możliwości posługiwania się terminem Europa, europejski, odnoszącym się do owego momentu, w którym poszukuje się początków cywilizacji europejskiej. Pojawi się ono znacznie później"[1]. Rzecz w tym, że nazwa Europa, jak się wkrótce przekonamy, w pierwszym okresie starożytności nie oznaczała nieodkrytych jeszcze ziem na północ od terytorium Grecji i Rzymu.

Nie ma jednak sensu wdawać się w dyskusję, kiedy Europa stała się w pełni Europą, z obecnym terytorium i dorobkiem śródziemnomorskim. Nie podzielam też tak skrajnych sądów jak ten mówiący, że Europa jest tylko "koncepcją polityczną i kulturową, stworzoną i rozważaną przez elitę intelektualną"[2]. Najwłaściwsza ze względu na tytuł i potrzeby tej pracy wydaje się koncepcja humanistyczna. W jej założeniach tradycje określające cywilizację europejską sięgają indoeuropejskiej wspólnoty językowej, a kształtowały się na podstawie duchowego i materialnego dziedzictwa greko-rzymskiego, czerpiącego jednak w swych początkach z dorobku wcześniejszych cywilizacji, szczególnie bliskowschod­­­nich, w tym mezopotamskiej, egipskiej i judaistycznej. Z tej ostatniej wywodzi się, powiązany z nią biblijnym Starym Testamentem, wszechogarniający nurt chrześcijaństwa, od schyłku Imperium Rzymskiego główny czynnik kształtujący tradycję europejską przez ostatnie 2000 lat.

Tak rozumiana tradycja europejska rozwijała się epokami, poczynając od starożytności, przez średniowiecze, odrodzenie, oświecenie, zróżnicowane charakterem wieki XIX i XX, aż po początki XXI stulecia i jego dynamikę technologiczną, łącznie z niebywałymi do tej pory zagrożeniami politycznymi, technologicznymi i ekologicznymi. Jak dotąd, w przeciwieństwie do wielu kultur pozaeuropejskich, mimo najrozmaitszych zaburzeń i przeciwności rozwojowych, Europa jest otwarta na dorobek innych cywilizacji świata, które absorbuje, tworząc jedyne w swoim rodzaju połączenie literatury, architektury, muzyki, filozofii z unikatowym nurtem analitycznego racjonalizmu, prawa cechującego się dążeniem do swobód obywatelskich, obyczajów, kulinariów i sposobu ubierania się, o silnym rdzeniu własnym, lecz ubarwionym wchłanianymi wpływami zewnętrznymi. Tak rozumiana elastyczność cywilizacyjna, połączona z pojmowaniem rzeczywistości opartym na helleńskim logos, pojęciu nieznanym w innych cywilizacjach, wydaje się najważniejszą cechą kultury europejskiej, bez względu na rozmaite zachwiania historyczne, zagrożenia docierające tu z innych kontynentów, od militarnych inwazji Hunów, Mongołów, aż po dwie inwazje islamu: tę z okresu średniowiecza na terytorium Iberii i tę z epoki zniewolenia Bałkanów przez imperium osmańskie. Europejczycy potrafili się z tymi niebezpieczeństwami zawsze uporać, podobnie jak z innymi zagrożeniami wewnętrznymi: średniowiecznym autorytaryzmem religijnym, różnej maści totalitaryzmami, faszyzmem, nazizmem i komunizmem, cechującymi XX stulecie.

Nie wiemy, czy Europejczycy potrafią to uczynić i obecnie, stając w obliczu kolejnych zagrożeń, takich jak stopniowa depopulacja i starzenie się tradycyjnych społeczności, fala migracji z nieporównanie ludniejszych terytoriów pozaeuropejskich, związane z tym formy populistycznego sprzeciwu, szczególnie o podłożu separatystycznym i nacjonalistycznym. Te ostatnie burzą osiągnięte z ogromnym trudem po II wojnie światowej poczucie europejskiej tożsamości ujęte w ramy Unii Europejskiej, wyrażane np. przez Europa Nostra i niezliczoną liczbę organizacji kulturalnych, festiwali sztuki, w tym Documenta w Kassel, festiwale filmowe w Cannes czy w Berlinie, wreszcie festiwale piosenkarskie aranżowane przez Eurowizję.

Żaden inny kontynent nie wytworzył takiego bogactwa kulturowego, organizacyjnego i technologicznego, z którego czerpią społeczności pozaeuropejskie - od wywodzących się z tradycji europejskiej Stanów Zjednoczonych po narody azjatyckie. Te ostatnie wprawdzie umiejętnie imitują, rozwijają i wykorzystują technologię, naśladują europejskie instytucje polityczne i kulturalne, poczynając od parlamentu, a skończywszy na strukturze orkiestry symfonicznej, których korzenie i początki tkwią jednak zawsze w Europie.

Europa była i w dużym stopniu jest nadal wyjątkowo twórczym kręgiem cywilizacyjnym w historii ludzkości. Niektóre kultury dalekowschodnie, takie jak chińska, mają porównywalnie dawne tradycje, ale nigdy nie zdobyły się na podobną otwartość wobec reszty świata, a odwrotnie, Wielki Mur Chiński stał się symbolem ich świadomego pozostawania w izolacji. Żadne ze społeczności pozaeuropejskich nie wytworzyły składników choćby zbliżonych do tego, co określa się jako zachodnioeuropejski kanon cywilizacyjny obejmujący podstawy demokracji wywodzące się z Grecji, zasady rzymskiego prawa, zabezpieczenia wolności jednostkowej gwarantowanej od czasów angielskiej Wielkiej Karty Swobód i francuskiej Deklaracji praw człowieka i obywatela. Wreszcie nie ma w żadnym innym kręgu cywilizacyjnym nurtów intelektualnych podobnych do oświeceniowej myśli Johna Locke'a czy Immanuela Kanta.

Wszystko to składa się na unikatowy i względnie jednorodny charakter Europy, który już w 1 poł. XIX w. miał na myśli François Guizot, pisząc: "Gdy mówię o cywilizacji europejskiej, oczywiste jest, że cywilizacja europejska istnieje; że pojawia się kulturach różnych państw Europy pewna jednolitość [certaine unité éclate dans la civilisation des divers États de l'Europe], że mimo wielkich różnic czasu, miejsca i okoliczności, wszędzie - gdzie cywilizacja ta wywodzi się z mniej więcej podobnych zdarzeń - wiąże się z tymi samymi zasadami i ma tendencję do przynoszenia prawie wszędzie podobnych rezultatów. [...] Zarazem jest oczywiste, że tej cywilizacji nie można ani szukać, ani zaczerpnąć z historii tylko jednego z państw europejskich [...] jej różnorodność jest nie mniej cudowna [sa variété n'en est pas moins prodigieuse]; nie rozwinęła się jako całość w żadnym z poszczególnych krajów"[3].

Kolebką europejskiej tożsamości jest bez wątpienia ów skrawek terytorium przyległy do Morza Śródziemnego, którego nazwę utworzyli Grecy, a który począwszy od epoki Karola Wielkiego, zyskał na trwałe nazwę Europy. Przyjrzyjmy się zatem, jak powstawała i co określa ta nazwa.

Etymologia, znaczenie i zasięg nazwy Europa

Część językoznawców wyprowadza nazwę Europa z pojęcia "zachód" w językach bliskowschodnich. Istnieją hipotezy, że nazwa kontynentu ukształtowana w antycznej Gre­­­­­cji jako Europe, a także Europeia, mogła pochodzić od hebrajsko-aramejskiego '?rb, zapożyczonego od ereb z języka akadyjskiego lub asyryjskiego. W każdym z tych języków słowo to oznacza opadanie, schodzenie w dół, w tym zachód słońca, a w konsekwencji i terytorium położone na zachód od wspomnianych krain. Takie pełniejsze znaczenie ma asyryjskie określenie ?r?b šamši, oznaczające zachód słońca[4]. Z kolei u Fenicjan słowo ereb znaczyło wieczór, porę zachodu słońca i w konsekwencji również zachód. Inna etymologia opiera się na znaczeniu poszczególnych członów nazwy pochodzących od greckiego Euros - szeroki, i ope - spojrzenie, widzenie (omawiam ją dalej).

Mimo to w pracach etymologicznych przeważa legenda o fenickiej księżniczce imieniem Europa, uprowadzonej na Kretę przez Zeusa przeistoczonego w białego byka. Popularny mit nie wyjaśnia jednak, w jaki sposób imię własne stało się nazwą kontynentu. Jak dotąd odpowiedź brzmi: "Żadne wytłumaczenie nie jest prawdopodobne i etymologia ta pozostaje niejasna"[5].

Europa miała być córką Agenora, króla Tyru. W antycznej mitologii nie była jedyną postacią o tym imieniu. Inną Europę wymienia Hezjod pośród licznych Okeanid, córek tytana i personifikacji morza, Okeanosa[6].

Europa-Okeanida występuje w mitach jako personifikacja kontynentu i to ona powinna być uznana za dawczynię nazwy, a nie Europa-księżniczka, która z określeniem geograficznej terytorialności nie ma nic wspólnego. Ten geograficzny "przydział" potwierdza Herodot, przyjmując, że świat został podzielony przez bogów na Europę, Azję i Libię, jak nazywano wówczas Afrykę. Co prawda, budziło jego zdziwienie żeńskie pochodzenie tych nazw: "nie mogę odgadnąć, dlaczego ziemia, która przecież jest jedna, nosi trzy odmienne nazwy, pochodzące od imion kobiecych"[7]. Nie ulega jednak wątpliwości, że istniały w mitologii greckiej dwie postaci o imieniu Europa: Europa-Okeanida i fenicka księżniczka. Przy tym legenda o Europie-Okeanidzie, zrodzonej w czasie, gdy Okeanos tworzył kontynenty i "przydziałem" jednego z nich obdarzył swą córkę, w sposób oczywisty poprzedza pojawienie się Europy-księżniczki: najpierw musiały powstać kontynenty, by na jednym z nich mogła powstać Fenicja, gdzie urodziła się Europa-księżniczka. Mówiąc krótko, gdy na ziemi pojawia się Europa-księżniczka, musiała istnieć już w mitologii jej poprzedniczka - personifikacja kontynentu. Dlaczego zatem tak historycy starożytni, jak i współcześni kojarzą nazwę kontynentu z imieniem Fenicjanki, nie zaś z oczywistą etymologią powiązaną z Okeanidą? Usiłował to wyjaśnić Norman Davies: "uprowadzając księżniczkę z wybrzeży Fenicji (czyli z dzisiejszego południowego Libanu) na Kretę, Zeus przeniósł owoce starszej azjatyckiej cywilizacji Wschodu na tereny młodszych kolonii położonych na wyspach Morza Egejskiego. Fenicja leżała w sferze wpływów egipskich faraonów. Podróż Europy oznacza zatem mityczny związek starożytnego Egiptu ze starożytną Grecją"[8]. Ta hipoteza nie wyjaśnia jednak, dlaczego imię Okeanidy, od mitycznego początku związane z nazwą kontynentu, nie jest brane pod uwagę, podczas gdy bezkrytycznie akceptuje się imię fenickiej księżniczki. Wydaje się, że zdecydowała o tym barwa i dynamika legendy, bardziej odpowiadająca potrzebom powszechnej wyobraźni niż logiczne wnioskowanie. Mit nie musi być logiczny. I stąd pełen kolorów i ekspresji motyw uprowadzenia, zderzenie dziewczęcej niewinności z aktywnym erotycznie Zeusem-bykiem, chętniej podejmowali historycy, artyści, a także liczni poeci poszukujący atrakcyjnej metafory. Okeanida takiego motywu nie daje, jest zbyt statyczna i raczej bezbarwna. W sztuce europejskiej mamy kilkaset dzieł malarstwa ukazujących, jak Zeus-byk porywa księżniczkę i uprowadzają na Kretę. Tu miał z nią spłodzić dwóch synów i oddać ją za żonę królowi Minosowi. Nie znajdziemy jednak w tym mitologicznym epizodzie żadnej wskazówki, jak imię księżniczki stało się eponimem kontynentu. Co prawda, imię Europy ma potencjał eponimiczny. Nazwę Europaios nosił ptak księżniczki, prawdopodobnie sokół. Identyczne imię nosił jej syn. Sam potencjał nie wystarcza jednak, by wyjaśnić, jak imię Europy stało się nazwą kontynentu. Przejęcie imienia przez bliską osobę czy obdarzenie nią ptaka znajdującego się w zasięgu właścicielki wydaje się nieporównanie łatwiejsze i bardziej prawdopodobne niż przejście imienia z Krety na kontynent.

Wydaje się, że grecka forma Europe to femininum, którego męskim odpowiednikiem było imię syna księżniczki, w nieco innej formie prawdopodobnie znane w Macedonii jako Europos. Nosiło je dwu macedońskich herosów. O jednym z nich niewiele wiadomo, drugi jednak to nie byle kto, bo syn Makedona, mitologicznego założyciela Macedonii. Identyczną nazwę nosiło kilka miejscowości i co najmniej jedna rzeka w Macedonii i pobliskiej Tesalii, co upoważnia do podejrzeń, że mogły to być eponimiczne zapożyczenia imienia herosa. Herodot pisze o silnym, ufortyfikowanym mieście Europos, które bezskutecznie szturmowali Trakowie, gdy w 419 r. p.n.e. usiłowali podbić Macedonię: "oblegli także Europos, ale nie mogli go zdobyć"[9]. W greckiej części historycznej Macedonii, w prowincji Kilkis, istnieje do dziś miejscowość Evropos. Kolejna miejscowość o nazwie Europos znajdowała się w prowincji Almopia i wspominana jest przez Ptolemeusza i Pliniusza Starszego.

W epoce Aleksandra Wielkiego obserwujemy proces nadawania nazwy Europos aż kilku nowo zakładanym miastom w Azji Mniejszej. Tak Aleksander, jak i po jego śmierci jego dowódcy, diadochowie, założyli na terenie Azji Mniejszej kilka miast o identycznej nazwie: Europos. Nazwa musiała mieć ładunek tożsamości terytorialnej, skoro traktowali ją jako przydatną w podkreślaniu swego pochodzenia. Macedonia (a w szerszym znaczeniu opanowana przez Aleksandra Grecja) siłą rzeczy reprezentowała na terenie Azji kontynent europejski. Stąd budowa miast o nazwie Europos była zapewne świadomą konfrontacją kraju, z jakiego pochodzili, z cywilizacją azjatycką. Taką funkcję pełnił z pewnością przypadek miasta Dura-Europos nad rzeką Eufrat, położonego w Syrii przy granicy z Irakiem, którego pozostałości odkrył w 1932 r. amerykański archeolog Clark Hopkins[10]. Miasto to, początkowo będące tylko fortecą, założył jeden z diadochów Aleksandra, gdy już po jego śmierci wykroił z podbitego terytorium własne królestwo, nad którym panował jako Seleu­kos I, zwany Zwycięzcą - Nikatorem. Nikator pochodził z macedońskiego miasta Europos i z pewnością znał mit o synu Makedona, Europosie. Nie budzi zatem specjalnego zdziwienia, że postanowił upamiętnić albo miejsce swego urodzenia, albo cząstkę mi­to­logicznej tradycji swego kraju, albo jedno i drugie w nazwie założonego przez siebie miasta. Dodał do niej tylko rzeczownik Dura - forteca, twierdza.

Świadomość odmienności Azji od kontynentu europejskiego istniała długo przed podbojami Aleksandra. Wcześniej Herodot uważał terytorium trojańskie za Azję i przeciwstawiał je Europie. Gdy pisze o porwaniu Heleny, Trojan określa bez wahania jako Azjatów: "Hellenowie w wysokim stopniu zawinili, oni bowiem wprzód wyprawili się na Azję niż Azjaci na Europę"[11]. Podział ten potwierdza, pisząc o przekonaniach Persów: "Persowie bowiem Azję i zamieszkujące ją ludy barbarzyńskie uważają za swoje, Europę zaś i żywioł helleński za coś odrębnego"[12]. Mamy tu zatem wyraźne rozdzielenie tego, co europejskie, i tego, co azjatyckie. Również założyciel Dura-Europos, wznosząc fortecę-miasto i nadając jej macedońską nazwę, świadomie czy nie, zderzał odrębne kultury przez wyraziste okreś­lenie jednej z nich na terytorium drugiej. I nie poprzestał na jednej miejscowości! Nadał identyczną nazwę Europos starodawnemu miastu perskiemu, do tego momentu znanemu jako Rhages (dziś Rey w granicach wielkiego Teheranu). Miast o nazwie Europos na terenie Bliskiego Wschodu było zresztą więcej, co najmniej cztery lub pięć. O lokalizacji dwu z nich niewiele wiadomo poza epizodycznymi wzmiankami, stąd być może chodzi o tę samą miejscowość. Na pewno nazwę Europos, łac. Europus, przejściowo nosiło w okresie hellenistyczym starożytne miasto Karkemisz na zachodnim brzegu Eufratu, którego wykopaliska przedzielone są dziś granicą Syrii z Turcją.

W Grecji nazwa Europos nie jest spotykana poza Tessalią. Wspominana przez Homera w Iliadzie rzeka Titaresios, w czasach późniejszych, z pewnością pod wpływem sąsiedniej Macedonii, zmieniła nazwę na Europos[13].

W jakim stopniu nazwy macedońskie typu Europos oddziałały na powstanie ogólniejszej nazwy kontynentu europejskiego - trudno ostatecznie przesądzić. Ale kształt i brzmienie greckiej nazwy Europe czy macedońskiej Europos, funkcjonujących równolegle w świadomości Macedończyków i Greków, sugerują, że upowszechnienie ich obu miało wpływ na utrwalenie się nazwy kontynentu.

Nazwa Europe (??????) w sensie geograficznym pojawia się po raz pierwszy w hymnie na cześć Apollona Pytyjskiego. Nie ma jeszcze znaczenia całego kontynentu, lecz terytorium północne kontynentalnej Grecji. Anonimowy autor hymnu wkłada ją w usta Apollona, gdy ten planuje budowę swej przyszłej świątyni w Delfach:

Tutaj zamyślam, Telfuzo, przepiękną zbudować świątynię,

Która będzie wyrocznią dla ludzi, oni zaś zawsze

Będą mi tutaj słać hekatomby o pełnej liczbie,

Czy zamieszkują żyzną krainę Peloponezu,

Czy Europę lub wyspy wokół morzem oblane,

Wróżby pragnąc, a ja im wszystkim prawdziwe wyroki

Przez wyrocznię objawię, w bogatej wróżąc świątyni[14].

Nazwa Europy pojawia się ponownie w identycznym kontekście kilkanaście wierszy dalej w kolejnym miejscu hymnu[15]. Polski tłumacz tekstu, Włodzimierz Appel, uważa, że "mianem Europy określa autor hymnu nie nasz kontynent, ale północną część Grecji"[16]. Wzrok Greków spoglądających ku przestrzeniom północnym zderzał się z pewnością z terytorium Macedonii, gdzie jej mieszkańcy określali z kolei mianem Europos część Tracji. Po podboju przez Rzym nazwę tę nosiła prowincja rzymska tożsama z podbitą częścią Tracji. Tu też, w prowincji Europos, mamy konkretne określenie terytorialności, choć nie ma ono jeszcze zasięgu kontynentalnego[17].

W tym kontekście wydaje się prawdopodobne, że na etymologię nazwy Europa mógł wpłynąć przymiotnik eurus, mający znaczenie "szeroki". Jeśli dodamy do tego ope (widok, widzenie) to razem mogłoby to tworzyć np. pojęcie czegoś "szeroko widzianego". Byłoby to zatem terytorium "szeroko widziane" czy "rozciągające się" przed oczami Greków, gdy spoglądali na północ. Grecki przymiotnik europeis (niezmierzony) zdaje się potwierdzać takie rozumowanie, określając szeroką przestrzeń. Nie pozostaje to w sprzeczności z funkcjonowaniem macedońskich nazw typu Europos, które oznaczały, jak wiemy, nie tylko imię herosa, lecz także nazwy miejscowe i terytorium części Tracji, a więc ziemie na północ od Hellady.

Europa karolińska

Bez względu na etymologię utrwalone w języku greckim pojęcie Europe, w zlatynizowanej formie Europa, z biegiem czasu pojawia się w imperium Karola Wielkiego. Sam monarcha zyskał miano "ojca Europy" (Pater Europae). Nazwę Europa znajdujemy w kilku dokumentach z okresu jego panowania. Używał jej m.in. Cathwulf (Cathuulfus), anglosaski lub iryjski misjonarz, gdy pisał w liście do Karola, że Bóg wywyższył go do "pełnego chwały zaszczytu panowania nad Europą"[18]. W Żywocie Willehada (745-789), biskupa Bremy, czytamy, że "przyjął go [Karola Wielkiego] [...] kościół katolicki Europy [Quem catholica Europae [...] suscepit ecclesia]"[19]. Nazwa Europa sięgała w IX w. Wysp Brytyjskich, gdzie kronikarz celtycko-brytoński Nenniusz starał się nadać jej biblijne uzasadnienie. W swej Historii Brytonów (Historia Britonum, ok. 830) utrzymywał on, że potomkowie Noego: Sem, Cham i Jafet, rozdzielili się i zapoczątkowali ludy trzech części świata: Azji, Afryki i Europy; tych nazw oczywiście w samej Biblii nie ma. Nenniusz znalazł jednak w Księdze Rodzaju fragment mówiący o pochodzeniu ludzkości po potopie, umożliwiający mu fikcyjne rozwinięcie jego pomysłu. Czytamy tam, że od trzech synów Noego "pochodzą mieszkańcy wybrzeży i wysp, podzieleni według swych krajów i swego języka, według szczepów i według narodów"[20]. Nenniusz uzupełnia to własną fantazją: "Trzej synowie Noego po potopie rozdzielili się w trzy strony świata. Sem [udał się] do Azji, Cham do Afryki, Jafet do Europy. Jafet w Europie rozszerzył granice swoje"[21].

Według Nenniusza pierwszymi urodzonymi w Europie ludźmi byli Alanus z trzema swoimi synami, Hesitionem, Armenonem i Neguenem. To im przypisuje kronikarz początki narodów europejskich, zmyślając imiona ich rzekomych protoplastów. Synami Hesitiona mieli być: Francus - rzekomy progenitor Franków, Romanus - przodek Rzymian, Britto - Brytonów, Albanus - Szkotów (dawna nazwa Szkocji to Alban). Armenon miał spłodzić synów: Gothusa, Valagothusa, Gebidusa, Burgundusa, Longobardusa. Z kolei synami Neguena byli: Vandalus, Saxo i Boguarus. Bez trudu identyfikujemy w tych fikcyjnych imionach nazwy ówczesnych państw i plemion okresu wędrówki ludów: Gotów, Burgundów, Longobardów, Bułgarów itd. Kronikarz podaje też listę zmyślonych pokoleń z linii Jafeta. "Te dalsze rody - pisze - ustanowiły podział całej Europy [Istae autem gentes subdivisae sunt per totam Europam]"[22].

Europa w koncepcji Piusa II

Francuski historyk, Jacques Le Goff, określił wysiłki Karola Wielkiego w budowie jedności Europy jako falstart. Gdy zabrakło jego siły scalającej imperium, nazwa Europa poszła w zapomnienie. W średniowieczu pojęciem użyteczniejszym w budowaniu uniwersalnego superpaństwa kościelnego była nazwa Imperium Christianum. Dopiero na przełomie średniowiecza i renesansu nazwa została przypomniana przez papieża Piusa II (1405-64). Już w roku wstąpienia na tron papieski w 1458 r. opublikował on traktat De Europa (O Europie)[23]. Zawarł w nim opis krajów, które uznał za europejskie, co było zasadniczo zgodne z ówczesną koncepcją geograficzną. Jako tytularny biskup warmiński nie zapomniał o ziemiach na pograniczu Polski z państwem krzyżackim, będąc jego tytularnym beneficjentem. Nadrzędnym celem dzieła było uświadomienie Europejczykom ich chrześcijańskiej tożsamości i jedności w walce z zalewem islamu, usunięcie Turcji z kontynentu europejskiego było bowiem dalekosiężnym, choć niezrealizowanym zamysłem papieża. Dzieło Piusa II utrwaliło ostatecznie nazwę Europa. Było czytane przez posługujących się łaciną humanistów. Ponadto dwory monarsze i kurie biskupie otrzymywały z papieskiej kancelarii bieżącą korespondencję, gdzie termin był używany m.in. w apelach o jedność chrześcijańskiej Europy w dobie reformacji i zagrożenia tureckiego. Le Goff uważał, że na przełomie średniowiecza i odrodzenia "tylko Papież Pius II [...] miał jasną wizję idei Europy"[24]. Krótko po traktacie o Europie Piusa II ukazało się też jego drugie dzieło poświęcone Azji (De Asia, 1461), które zarysowało kulturowe i polityczne przeciwieństwa obu kontynentów[25].

Nazwa Europy w Polsce i Europie Wschodniej

W XVI w. nazwa Europa dotarła do Polski, gdzie podobnie jak w Niemczech przyjęła się jej łacińska forma Europa, podczas gdy w Anglii i we Francji mamy do czynienia raczej z jej greckim kształtem: Europe i l'Europe. Upowszechnienie nazwy w Polsce przyspieszyło napisane po łacinie dzieło Sarmatiae Europeae descriptio (1578) polskiego historyka pochodzenia włoskiego, Aleksandra Gwagnina. Już w tytule polskiego tłumaczenia dokonanego przez Marcina Paszkowskiego użyty został zapomniany dziś przymiotnik określający europejskość: Kronika Sarmacyi europskiej (1603). W tekście dzieła, podobnie jak w łacińskim pierwowzorze, nazwa Europy pojawia się wielokrotnie. Najistotniejszy jest początkowy rozdział Księgi I, "w którey się zamyka opisanie samey Sarmacyey Europskiey w granicach i okolicznościach iey". Tu znajdują się połączone paragrafy zatytułowane na marginesie: "Europa skąd rzeczona" i "Europy granice". Autor wyjaśnia w nich legendę o porwaniu Europy przez Zeusa (określanego w tradycji łacińskiej jako Jowisz): "zdało mi się, że to rzecz słuszną [...] gdy naprzód Europy samey wywód i iey granice, któremi się od Azyey i Afryki dzieli, wyłożę. Europa tedy trzecią częścią świata rzeczona od Europy Agenora króla greckiego, Libijskiego y Syrryjskiego córy niepospolitey piękności y urody, którą Jowisz (jako poetowie piszą), na brzegu morskim z pannami igraiącą uyrzawszy, a nie wiedząc jako ku niey przyśdź będąc pożądną [tj. budzącą pożądanie - W.L.] miłością przeciwko niey pobudzony w cudnego się wołu przemienił i chodził między dobytkiem, gdzie panny z królewną igrały. Europa widząc wołu ze wszystkich naypięknieyszego około siebie chodząc, wsiadła nań, który z nią natychmiast w morze wskoczył y uniósł ią na wysep kreteyski"[26].

Równolegle w zabytkach staropolszczyzny, u Marcina Kromera czy Marcina Bielskiego, oprócz przymiotnika "europski" spotykamy "europiński" ("morze europińskie wśród naszego świata leżące"). Jednak u Macieja Miechowity znajdujemy już formę dzisiejszą w jego Traktacie o dwóch Sarmacjach, azjatyckiej i europejskiej, i o tym, co się w nich znajduje (Tractatus de duabus Sarmatiis Asiana et Europiana et de contentis in eis). Dzieło powstało napierw po łacinie, ale w tłumaczeniu na język polski Andrzeja Glabera miało wiele wydań (wyd. 6 - 1582), przyczyniając się niewątpliwie do określenia europejskości w społeczeństwie polskim. W XIX w. Samuel Linde odnotowuje w swoim słowniku określenie kobiety pochodzącej z Europy i wymienia obok Europejki... Europiankę.

Poza Polską do innych krajów Europy Wschodniej nazwa trafiła najpierw do Rosji. Jak wiadomo, kraj ten zwrócił ku Europie Piotr I, panujący od 1689 r. Chyba nie przypadkiem użycie słowa Jewropa pojawiło się w 1692 r. w klimacie proeuropejskich planów cesarza Rosji, w manuskrypcie Skifskaja istorija (Historia Scytów) autorstwa Andrieja Iwanowicza Łyzłowa. Dzieło to krążyło najpierw w ręcznych odpisach, by dopiero w stuleciu następnym ukazać się drukiem w Petersburgu w 1776 r. Kontekst odpowiedniego fragmentu odnosił się do następców Czyngis Chana: "drżała bowiem przed nimi cała Europa", a w innym miejscu: "Drżało przed nimi nie tylko Księstwo Moskiewskie, lecz cała Europa i Azja"[27].

Ogólny klimat oświecenia sprzyjał również uświadomieniu narodom bałtyckim, że należą do Europy, a nie tylko do ustawicznie wojujących o ich terytoria okupantów, Polski, Rosji czy Szwecji. Charakterystyczna jest swoista deklaracja Friedricha Gustava Arveliusa w jego zbiorze krótkich opowiadań i wierszy Üks Kaunis Jutto ja Öppetusse Ramat (Księga nauk i pięknych przypowieści), gdzie budził u czytelników dumę ze swej ojczyzny, skoro żyją w Europie. Meieellame Europa maal - "Żyjemy w Europie"[28].

Europa w języku łotewskim pojawiła się nieco wcześniej, bo w 1774 r. w encyklopedii geografii i rodzajów nauki Gottharda Friedricha Stendersa: "W Europie, czyli w krajach chrześcijańskich, są dwa rodzaje państw, kraje rządzone przez cesarzy i przez królów"[29].

Porwanie Europy w sztuce i literaturze

Mityczne uprowadzenie Europy przez Zeusa było tematem niezliczonych dzieł sztuki, poczynając od greckich rzeźb i malarstwa wazowego, a także rzymskich mozaik, w tym najbardziej znanej z Pompejów. Szczególną popularność temat zyskał jednak w od­­­rodzeniu, baroku i okresie rokoka. Malowali uprowadzenie Europy najwięksi: Tycjan, Rubens, Rembrandt i Veronese. Do wyjątkowo urokliwych dzieł malarstwa rokokowego zaliczamy dzieła Jeana-François de Troy i Jeana-Baptiste Marie Pierre. Nieco później temat uwzględnił Francisco Goya. Ilość fragmentów rozmaitych dzieł literackich odwołujących się epizodycznie do uprowadzenia Europy jest niezliczona. W większym zakresie pojawia się w dramacie Georga Kaisera Europa (1915), jest metaforą w powieści Massimo Bontempelli Viaggio d'Europa (1942). W roku 1927 powstała opera Dariusza Milhauda L'enl?vement d'Europe.

Języki Europy

Niemal wszystkie języki europejskie zaliczamy do grupy indoeuropejskiej. Niemal, gdyż przed przybyciem tu plemion Indoeuropejczyków istniały w Europie społeczności posługujące się innymi typami języków, które przetrwały do dziś na marginesach kontynentu, czego przykładem jest język baskijski.

Określenie "języki indoeuropejskie" zaproponował w 1813 r. sekretarz angielskiego Towarzystwa Królewskiego Thomas Young. Stworzył pojęcie prajęzyka indoeuropejskiego, który został hipotetycznie zrekonstruowany metodami porównawczymi. Miał istnieć w okresie neolitycznym, ok. 3400 r. p.n.e. Natomiast najstarszym zachowanym przed­stawicielem rodziny indoeuropejskiej jest sanskryt, język literacki starożytnych, średniowiecznych i wczesnonowożytnych Indii. Jest on do dziś rytualnym językiem używanym w ceremoniach religijnych hinduizmu oraz językiem niewielkiej liczby ok. 3000 Hindusów. Badania nad sanskrytem zapoczątkował Franz Bopp (1791-1867).

Wśród językoznawców nie ma zgody co do pierwotnego terenu, z którego wywodzą się języki indoeuropejskie. Przeważają dwie teorie: pontycko-kaspijska, lokalizująca początki języka praindoeuropejskiego na terenach między Morzem Kaspijskim a Czarnym, oraz anatolijska. Pierwszą z nich sformułowała Marija Gimbutas, amerykańska pionierka łączenia archeologii z badaniami nad przeszłością języków i kultury. Jej zdaniem Praindo­europejczycy rozwinęli swą kulturę i język na obszarze stepów Ukrainy oraz południowej Rosji. Gimbutas połączyła ich obecność na tym terenie z kulturami grobów jamowych. Zwolennicy drugiej hipotezy, wśród nich brytyjski archeolog Colin Renfrew, wywodzą języki indoeuropejskie z Anatolii, obszaru dzisiejszej Turcji.

Wszystkie języki indoeuropejskie wykazują wspólne cechy, zachowane mimo późniejszego, odrębnego rozwoju. Jedną z nich była odmiana wyrazów przez przypadki (choć w niektórych językach uległa później zanikowi). Istnieje do dziś podobieństwo podstawowych słów, w tym określających pokrewieństwo, jak ojciec, matka. Na przykład należący do tej kategorii pol. brat ma odpowiednik w niem. Bruder, ang. brother, szw. bröder, niderl. broeder, czes. bratr, ros. brat, łac. frater, sanskryckim bhrat.

Jedną z najważniejszych historycznie cech języków indoeuropejskich była i w niektórych językach europejskich pozostała do dziś fleksja licząca niegdyś aż osiem przypadków. Nie wiemy, w jaki sposób doszło do jej powstania i jak prymitywny człowiek, który nie pozostawił po sobie nawet sztuki pisania, stworzył tak skomplikowany i precyzyjny system języka. "W każdym języku z biegiem czasu struktura gramatyki ma tendencje do upraszczania się. Jest zatem sensowne przypuszczać, że gdy spoglądamy wstecz, dostrzegamy tylko jedno skomplikowane zbocze góry [...] i że musi tam być druga jej strona, ukryta przed naszymi oczami, która obejmuje stadia gramatycznego rozwoju, gdy system ten zyskiwał swój złożony charakter. Jest rzeczą oczywistą, że mowa ludzka nie mogła wybuchnąć nagle, stając się od razu kompletną"[30].

Przypuszcza się, że zrazu prymitywne komunikaty dźwiękowe, zanim zarysowały się jakiekolwiek podstawy gramatyki, były prawdopodobnie cechą wszystkich języków świata w ich najstarszej fazie rozwojowej. Początkowo niewielka ich liczba pozwalała na odróżnianie wyrażanych przez nie intencji, "każde słowo stanowiło potencjalny przypadek. Musiało sprawdzać swą przydatność w kombinacjach z licznymi innymi słowami [...] i prawdopodobnie stawało się coraz bardziej ściśle powiązane z innymi, aż ostatecznie straciło swą oddzielną od innych egzystencję"[31]. W miarę jednak rozwoju umysłowego człowieka słów przybywało i coraz trudniej było różnicować wyrażane nimi intencje w stosunku do już istniejących. Powstała potrzeba określania ich zależności od pozostałych. To wówczas pojawił się praimpuls deklinacji i koniugacji, co pozwoliło wyposażyć poszczególne wyrazy w cechy wskazujące ich miejsce i funkcje w danej sytuacji językowej. Być może, jak twierdzą niektórzy z badaczy zjawiska, było to proste przedłużenie trwania dźwięku lub dołączenie jakiegoś krótkiego dźwięku dodatkowego[32]. Każdy wyraz otrzymywał w ten sposób swoje indywidualne naznaczenie i to z wielości takich naznaczeń zaczął się wykształcać m.in. system ośmiu przypadków. Przebieg tego procesu pozostaje do dziś jedną z największych zagadek lingwistycznych zawierającą się w pytaniu, jak umysł ludzki znajdujący się w początkowym stadium rozwoju zdołał stworzyć tak skomplikowane struktury językowe. Pytanie to brzmi intrygująco, jeśli zważyć, że w miarę zbliżania się do współczesności obserwujemy proces odwrotny: symplifikacji, czyli upraszczania się struktur językowych, czego przykładem jest zanikający system fleksyjny w językach zachodniej Europy.

Natomiast niektóre języki azjatyckie, np. chiński, nie potrafiły się oderwać od wielości naznaczeń, tworzono ich coraz więcej, nie powstała w nich fleksja i stąd mamy "przykład mowy, która nigdy nie odeszła od prymitywnej heterogeniczności"[33]. Wyjaśnia to, dlaczego języki chiński czy japoński mają system pisma zawarty w tysiącach znaków, odrębnych dla każdej sylaby. Natomiast w językach indoeuropejskich, za sprawą zmiany w obrębie wyrazu lub w jego pozycji wobec innych (języki pozycyjne), niepotrzebne jest ukazywanie różnych form i funkcji danego pojęcia za pomocą wielości odrębnych symboli.

W wielu językach indoeuropejskich fleksja stopniowo zanikała za sprawą procesu synkretyzacji przypadków, czyli zjawiska przejmowania funkcji danego przypadka przez inny. Na przykład w języku niemieckim pozostały cztery przypadki (głównie w zaimkach i rodzajnikach), w innych językach zanikły prawie całkowicie, choć zachowały się niekiedy ich szczątki, jak np. dopełniacz saksoński w języku angielskim. Sposób zanikania przypadków w języku angielskim jest arcyciekawy. Jeszcze przed XI w. przypadki ulegały tam synkretyzacji, skutkiem czego było ich już tylko cztery. Gdy Anglię poczęli podbijać wikingowie, powstało najpierw terytorium Prawa Duńskiego (Danelaw, staroang. Danelagh), a następnie w okresie panowania Kanuta Wielkiego i jego dwu następców w XI w. żyła tam populacja posługująca się dwoma językami. Doszło do mieszania się ludności skandynawskiej i angielskiej na wszystkich poziomach życia społecznego: w małżeństwach, w urzędach państwowych i w wojsku. Oba języki, angielski i duński, należały do rodziny germańskiej, zasób i znaczenie słów były podobne, a rdzenie poszczególnych wyrazów w wielu wypadkach tożsame. Różnice dotyczyły głównie końcówek wyrazowych. Podczas codziennej komunikacji wystąpiła tendencja do "uwspólnienia" wyrazów i odrzucania tego, co je różniło, czyli końcówek. "Kontakt między językami - wyjaśniał to historyk języka angielskiego - następował na poziomie języka mówionego i w tych dziedzinach, w których Anglicy stykali się w bezpośrednich interakcjach z ich duńskimi partnerami. W sytuacji gdy komunikowanie podstawowych informacji ma pierwszeństwo [...], język zostaje zredukowany do czystej esencji, jak wówczas gdy wysyłamy telegram; jednym z najoczywistszych środków osiągnięcia tego jest unicestwienie lub uproszczenie niektórych struktur naszej gramatyki [...] utrata końcówek poszczególnych przypadków oznaczała, że znaleziono inne sposoby sygnalizowania związków między wyrazami w zdaniu, jako że końcówki miały funkcje składniowe. Przyimki for, of, by itd. przejęły te funkcje, a szyk wyrazów w zdaniu stał się mniej elastyczny [...], gdy w języku coś zostaje [...] usunięte - jako kompensata pojawia się coś innego"[34].

W języku polskim istnieje do dziś siedem przypadków, choć oryginalnie było ich również osiem do czasu, gdy funkcję ablatywu (nieistniejącego już dziś przypadka odpowiadającego na pytanie skąd?) przejął dopełniacz z przyimkiem od kogo? od czego? W dialekcie śląskim można jednak zaobserwować tendencje do kolejnego upraszczania odmiany wyrazów, gdy słyszymy wypowiedzi, w których biernik zrównany został z mianownikiem w rodzaju żeńskim, jak np. "ida do kuchnia" lub "widza bratruła (piekarnik)".

W miarę migracji początkowa jedność językowa plemion indoeuropejskich ulegała zróżnicowaniu. Do pozostałych na terenie Azji zalicza się język wedyjski (najstarsza forma sanskrytu), indoaryjski, którym posługuje się ok. 300 mln ludzi w Indiach i ok. 85 mln w Pakistanie; języki dardyjskie i kafirskie z północno-wschodniego Afganistanu (ok. 2 mln), tocharski, znany z zabytków pisanych z VI-IX w., szczątkowo zachowany w Turkiestanie, rodzina języków irańskich z perskim, armeński z ok. 3,5 mln użytkowników. Do wysuniętego na zachód odłamu grupy wschodniej zalicza się natomiast języki słowiańskie i bałtyjskie (w tym żywe do dziś języki litewski i łotewski). Grupę zachodnią tworzą języki germańskie, celtyckie i romańskie. Jedynym przedstawicielem grupy helleńskiej jest język grecki.

O wspólnym dziedzictwie języków germańskich najlepiej świadczy staroangielski poemat Widsith, dzieło nieznanego poety, który wędrował wśród licznych plemion europejskich i odwiedzał ówczesne królestwa w IV-V w. Twórca Widsitha najwyraźniej nie miał problemu z porozumiewaniem się z poszczególnymi ludami germańskimi. Zapewne nie istniał już wtedy jeden język protogermański, ale zróżnicowanie języków starogermańskich nie musiało być zbyt duże, skoro Widsith, jak wynika z tekstu, mógł wędrować ze swą harfą i śpiewać dzieje poszczególnych władców panujących na terytorium Europy, a nawet północnej Afryki, gdzie osiedlali się m.in. germańscy Wandalowie. Nieco wcześniej język protogermański zaczął dzielić się na grupy: wschodnią, zachodnią i północną. Z grupy wschodniogermańskiej w formie żywej nie dotrwał do naszych czasów żaden język. Tylko po języku gockim pozostała Biblia biskupa Wulfili z IV w.[35] Natomiast do północnej grupy języków germańskich zaliczamy dziś: szwedzki, duński, islandzki, norweski oraz język farerski, który zanieśli niegdyś na Wyspy Owcze osadnicy wikińscy.

Język duński, det danske sprog, ma trzy główne dialekty: fioński, jutlandzki i zelandzki, natomiast językiem standardowym jest w Danii rigsm?l powstały na podstawie dialektu zelandzkiego jeszcze w XVII w. Duńskim posługuje się ok. 5,5 mln obywateli Danii i niewielka społeczność mieszkająca w Niemczech, głównie w Szlezwiku-Holsztynie. Język duński używany jest na Grenlandii, która do 1978 r. była posiadłością Danii (dziś ma status autonomii). Mówi nim mniej więcej 11% z ok. 57 tys. mieszkańców tej wyspy, podczas gdy pozostałe 89% posługuje się na co dzień językiem eskimoskim (kalaallisut). Duński obowiązywał oficjalnie na Islandii, skolonizowanej niegdyś przez wikingów, ale od chwili wyjścia spod panowania Danii w 1944 r. ma tam status obcego, pospołu z innymi językami skandynawskimi i z angielskim. Islandczycy posługują się językiem islandzkim (íslenska), wywodzącym się z tradycji średniowiecznego osadnictwa skandynawskiego i języka staronordyjskiego. To język ok. 320 tys. mieszkańców Islandii i niewielkich grup emigranckich w innych krajach.

Język norweski występuje w dwu odmianach: nynorsk i bokm?l (dosł. język książek). Ten ostatni jest używany głównie w miastach i kształtował się w czasach panowania duńskiego, stąd oparty jest w dużej mierze na języku duńskim. Oba języki są uznawane za równoważne i obowiązują w urzędach, choć bokm?l przeważa, a językiem nynorsk posługuje się w Norwegii zaledwie ok. 10% ludności.

Język szwedzki, svenska spr?ket, jest używany głównie w Szwecji mającej 9 mln ludności. Jego odmiana urzędowa (rikssvenska) opiera się na miejskich dialektach Sztokholmu i otaczającego go regionu. Po szwedzku mówi także ok. 300 tys. mieszkańców Finlandii. Mówiło nim również do 1940 r. sporo obywateli Estonii, ale większość z nich wyemigrowała do Szwecji po zajęciu ich kraju przez Armię Czerwoną podczas II wojny światowej.

Język fiński (suomen kieli, suomi) wykazuje pokrewieństwo z językiem estońskim i nieco dalsze z węgierskim. Jest w Finlandii obok szwedzkiego językiem oficjalnym. Posługuje się nim jako językiem ojczystym ok. 4,7 mln obywateli tego kraju, czyli ok. 92%. W Szwecji, gdzie mówi nim ok. 300 tys. ludzi, uważany jest za język mniejszości narodowej. Niewielkie grupy ludności używają go w Norwegii i Estonii. Ma status mniejszościowy w Republice Karelskiej w Rosji. Z kolei język karelski, którym mówi ok. 150 tys. ludzi, jest na tyle blisko spokrewniony z językiem fińskim, że uważa się go nieraz za jego dialekt. Dopuszcza się niekiedy, że jest kontynuacją hipotetycznego języka praugrofińskiego.

Różnymi odmianami i dialektami języków zachodniogermańskich mówili niegdyś Lombardowie, Bawarowie, Alemanowie, Szwabi, Frankowie, Fryzowie, Saksonowie, Jutowie, Anglowie i Fryzowie. Języki te ostatecznie zróżnicowały się we wczesnym średniowieczu, tworząc grupy: dolnogermańską, z której wykrystalizowały się języki holenderski i flamandzki, oraz górnogermańską, która stała się podstawą współczesnego języka niemieckiego.

Niezależnie od rozwoju kontynentalnego języków germańskich, po podboju Brytanii przez Anglów, Saksonów i Jutów w poł. V stulecia rozwinął się język angielski, który w okresie średniowiecza doznał silnych wpływów języków skandynawskich na skutek najazdów wikińskich. Po podboju Anglii przez Normanów 1066 r. język staroangielski doznał znaczących wpływów normańskiej odmiany języka francuskiego, do tego stopnia, że złośliwi językoznawcy francuscy określają współczesną angielszczyznę jako "dialekt języka francuskiego".

Zasięg języków celtyckich obejmował znaczne połacie Europy, systematycznie pomniejszane przez ekspansję Imperium Rzymskiego, podboje ludów germańskich i migracje słowiańskie. W rezultacie języki celtyckie zachowane są obecnie tylko na obrzeżach Europy, głównie na Wyspach Brytyjskich, gdzie tworzą dwie główne grupy: brytońską i gaelicką. Do grupy brytońskiej zaliczamy wymarły pod koniec średniowiecza język królestwa Strathclyde, także wymarły z końcem XVIII w. język kornwalijski (keruac; dziś rewitalizowany), wciąż żywy walijski (cymraeg) oraz również żywy bretoński (brezonek). Brezonek jest językiem Bretonów żyjących na terenie dzisiejszej Francji, ale historycznie był to język Brytonów uciekających przez inwazją anglosaską i osiedlonych w VI w. na Półwyspie Armorykańskim. Tu utworzyli księstwo, które następnie zostało wchłonięte przez Francję. Na terenie dzisiejszej Francji, w czasach celtyckich określanej jako Galia, do podboju Juliusza Cezara w I w. p.n.e. istniał kontynentalny język celtycki, zwany galijskim, dziś wymarły, po którym pozostała tylko niewielka liczba inskrypcji na kamieniach i metalowych płytach, a także niewielka grupa zromanizowanych wyrazów w języku francuskim.

Języki romańskie pochodzą ze wspólnego pnia, jakim była łacina, którą posługiwano się w całym Imperium Rzymskim, gdzie do pocz. V w. była ona językiem urzędowym. Względna jednolitość łaciny tych terenów zaczęła ulegać dezintegracji z chwilą upadku imperium i gdy poszczególne prowincje straciły kontakt z centrum kulturowym, jakim był Rzym. Pod wpływem lokalnych warunków i z braku kontaktu z oryginalną łaciną zaczęły powstawać języki etniczne oraz dialekty regionalne dzisiejszych Włochów, Francuzów, Hiszpanów, Katalończyków i Rumunów.

Uważa się często, że języki romańskie wywodzą się z łaciny ludowej. Nie wszyscy zgadzają się z tym poglądem. Pisał o nim z ironią polski językoznawca Witold Mańczak: "Pewnego dnia w 1435, we Florencji, kilku pięknoduchów, których nikomu nie przyszłoby na myśl nazwać językoznawcami, zaczęła rozprawiać o pochodzeniu języka włoskiego"[36]. Zdaniem Mańczaka teoria ta jest absurdalna, bo zakłada wytworzenie się języków romańskich z ludowej łaciny, jakoby bez udziału łaciny klasycznej. "Języki romańskie ostatecznie wywodzą się nie z łaciny ludowej, ale z łaciny klasycznej, a łacina ludowa, zróżnicowana w czasie i przestrzeni, była jedynie ogniwem pośrednim między jednolitą łaciną klasyczną a językami romańskimi"[37].

Niezależnie od okoliczności, w których powstały języki romańskie, do grupy tej zaliczamy język Włochów, którzy uważają się za bezpośrednich spadkobierców dziedzictwa Rzymu. Jednak współczesny język włoski (lingua italiana) oparty jest raczej na toskańskich tradycjach wielkich pisarzy przełomu średniowiecza i renesansu, jak Dante Alighieri, Francesco Petrarka i Giovanni Boccaccio oraz żyjący w XVIII w. Alessandro Manzoni. Tradycje te określane są żartobliwie zwrotem la lingua toscana in bocca Romana, czyli "język toskański w rzymskich ustach". Bogactwo języka włoskiego zawiera się w ok. 1500 lokalnych dialektów! Jest on oficjalnym językiem nie tylko Włoch, lecz także Watykanu, San Marino, jednego z kantonów w Szwajcarii oraz w regionie Istrii należącej częściowo do Słowenii i częściowo do Chorwacji. Posługuje się nim część ludności Malty i południowej Francji, w tym Korsyki, oraz podbitej niegdyś przez Włochów Albanii. Pozostawił również ślady w dawnych koloniach włoskich w Afryce. Tradycje języka podtrzymują też w różnym stopniu włoskie enklawy emigranckie, najsilniejsza w USA, oraz w wielu innych krajach, do których dotarli emigranci z Italii.

Język francuski (langue française lub français), którym mówi we Francji 67 mln lu­­­­­dzi, ma swoje odgałęzienia w Belgii, gdzie posługują się nim Waloni (niespełna 5 mln) i w Szwajcarii (ok. 1,5 mln). Poza Europą jest także jednym z dwu głównych języków Kanady i dawnych kolonii francuskich.

Ze średniowiecznych tradycji języka kastylijskiego wywodzi się współczesny język hiszpański (idioma espa?ol lub castellano). Posługują się nim nie tylko mieszkańcy Hiszpanii, lecz także krajów Ameryki Łacińskiej i innych dawnych kolonii hiszpańskich. Jednym z ważniejszych dialektów języka hiszpańskiego jest dialekt galicyjski, galego, którym mówi ponad 3 mln mieszkańców rejonu Galicji. Dialekt ten jest przez niektórych badaczy uważany za odrębny język: powstał ze zmieszania się z dawnych języków iberoceltyckich i prowincjonalnej łaciny wprowadzonej na ten teren w okresie rzymskim. Dodały się do tego prawdopodobnie wpływy języków germańskich z okresu, gdy na terenie Hiszpanii przejściowo przebywali Wizygoci. Języki Półwyspu Iberyjskiego wykazują naleciałości arabskie, które są pozostałością okupacji muzułmańskiej przez Saracenów w okresie VIII-XIV w.

Około 9 mln ludzi posługuje się dziś na Półwyspie Iberyjskim językiem katalońskim (llengua catalana), jednym z dwu obok hiszpańskiego języków oficjalnych Katalonii, gdzie jednak ok. 47% mieszkańców używa przede wszystkim hiszpańskiego, a tylko ok. 36% katalońskiego, przy czym zaledwie ok. 7% posługuje się oboma językami w codziennej mowie. Mimo to w referendum z 2017 r. aż 90% Katalończyków opowiedziało się za oderwaniem się od Hiszpanii, chcąc stworzyć odrębne państwo. Kataloński jest jedynym oficjalnym językiem na terenie księstwa Andory. Za odrębny uważa się język asturyjski, istniał niegdyś też aragoński.

Językiem portugalskim (língua portuguesa) w 2011 r. mówiło ok. 10,5 mln mieszkańców Portugalii, w tym na autonomicznych wyspach, tj. na Azorach i Maderze. Trudności gospodarcze i duże bezrobocie powodujące migracje Portugalczyków do innych krajów sprawiają, iż mówiących językiem portugalskim jest coraz mniej w rodzimym kraju. Jeżeli ten trend się utrzyma, to do 2060 r. przewiduje się spadek ludności portugalskiej o mniej więcej 4 mln. W tej sytuacji główną ostoją języka portugalskiego jest Brazylia, gdzie posługuje się nim przytłaczająca liczba obywateli tego kraju, z wyjątkiem niektórych plemion Indian amazońskich. Portugalski jest też językiem urzędowym lub jednym z urzędowych w kilku innych byłych koloniach portugalskich.

Do współczesnych języków romańskich, oprócz już wymienionych, zaliczamy liczne dialekty, które niekiedy są uznawane za odrębne języki, ale nie mają statusu narodowych, jak prowansalski - utożsamiany często z oksytańskim, galicyjski, romanijski i funkcjonujący w południowo-wschodniej Szwajcarii oraz północno-wschodnich Włoszech język romansz (Rumantsch lub Rumantsch grischun). Ten ostatni jest uznawany za język retoromański, tak jak pięć dialektów używanych głównie w szwajcarskim kantonie Gryzonia: Sursilvan, Sutsilvan, Surmiran, Puter i Vallader. Są one spadkobiercami łaciny, które wchłonęły część języka Rumantsch, który zyskał w 1996 r. status jednego z czterech języków oficjalnych Szwajcarii. Wśród najmniej znanych języków romańskich znajduje się grupa dialektów oksytańskich, zachowujących swą żywotność głównie na terenie Prowansji (lenga d'?c), uważanych przez niektórych językoznawców za grupę najpełniej zawierającą pierwotny substrat łaciński. Dialektami tymi posługują się także mieszkańcy kilku rejonów na obrzeżach Hiszpanii, w Katalonii, szczególnie w rejonie Val d'Aran (język określany jako aranés - aranejski), francuskiej Gaskonii, tworzącej niegdyś rzymską Akwitanię, włoskim rejonie Guardia Piemontese w Kalabrii i w obrębie Monaco.

Jedyną europejską prowincją rzymską, która nie rozwinęła swego języka z łaciny, jest Brytania. Stało się tak dzięki temu, że była to prowincja najbardziej oddalona od rzymskiego centrum administracyjnego i kulturowego. Prócz tego większość stacjonujących tu żołnierzy nie była ludnością rdzennie rzymską, pochodząc z innych podbitych terytoriów. Łacina była dla nich językiem drugim, często słabo opanowanym. Posługiwali się nią jako językiem pierwszym głównie oficerowie legionów (nie wszyscy) i administracja rzymska. Była to warstwa zbyt wąska, by język łaciński szerzej się upowszechnił. Część zasobniejszych Brytonów kształciła dzieci w Rzymie, ale była to wciąż elita zbyt wąska, by wywrzeć większy wpływ na język pozostałych warstw. Jakakolwiek była ich znajomość łaciny, gdy upadł Rzym, a z nim przestała istnieć administracja, główny bastion tutejszej łaciny, w poł. V w. inwazja anglosaska zepchnęła brytońskich autochtonów na teren dzisiejszej Walii, odcinając go od dogorywającego imperium. Niemniej brytoński pisarz Gildas (ok. 500-ok. 570) rozpaczał z tego powodu, pisząc wciąż w klasycznej, rzymskiej łacinie swą kronikę De excidio et conquestu Britanniae (O zniszczeniu i podboju Brytanii).

W przeciwieństwie do łaciny, która z chwilą upadku Imperium Rzymskiego praktycznie przestała być językiem żywym, język grecki (hellenike glotta), przetrwał, ulegając co prawda ewolucji i licznym historycznym przemianom. Używany jest w samej Grecji, gdzie jest językiem urzędowym, oraz na greckiej części wyspy Cypr. Na obu tych terytoriach łącznie mówi nim ok. 15 mln ludzi. Używany jest także w regionalnej i niewielkiej diasporze na terenie Włoch oraz przez emigrantów greckich w Stanach Zjednoczonych. Jego zasięg i historyczne znaczenie dla kultury europejskiej, wybiegające daleko poza Grecję, omawiamy w oddzielnym fragmencie tej pracy poświęconym antycznej cywilizacji helleńskiej.

Języki słowiańskie stanowią jedną z najbardziej homogenicznych grup językowych w Europie. Posługuje się nimi obecnie zależnie od szacunków między 250 a 350, a nawet 400 mln ludzi, w tym spore grupy emigranckie, największe spośród ludności polskiej i ukraińskiej w USA i Kanadzie, Wielkiej Brytanii i liczebnie mniejsze środowiska w Niemczech, Francji i w wielu innych krajach.

Słowianie dzielą się na trzy zasadnicze grupy językowe: zachodniosłowiańską, wschodniosłowiańską oraz południowosłowiańską. Każda z głównych grup języków słowiańskich ma podgrupy.

Języki zachodniosłowiańskie tworzą podgrupy: lechicką, łużycką i czesko-słowacką. W grupie lechickiej najliczniej reprezentowany jest język polski, którym mówi 45-50 mln lu­­­­­­­dzi nie tylko w Polsce, lecz także w diasporze, szczególnie w USA, Rosji, Wielkiej Brytanii i w mniejszych ilościach w wielu innych krajach. Do grupy tej zaliczamy ponadto języki pomorskie (ok. 50 tys. użytkowników) i wymarły język połabski. Sporne jest uznanie za odrębny język śląski, którym posługuje się 500-600 tys. ludności. Część badaczy uważa go za odmianę polszczyzny, inni za odrębny język, etnolekt, zawierający kilka dialektów o mniejszym zasięgu. Zdecydownie oryginalniejszy jest w swej odrębności język kaszubski (kaszëbsczi j?zëk), który uważa się bądź za odrębny język, bądź za dialekt języka polskiego. Za Kaszubów uważali się Słowińcy. Ponieważ zamieszkiwali należące przed 1939 r. do Niemiec okolice wokół jeziora Łeba, byli po 1945 r. wysiedlani jako Niemcy, co doprowadziło do zaniku ich języka lub dialektu na ziemiach polskich.

Językami łużyckimi na terenie wschodnich Niemiec posługuje się ok. 70 tys. ludzi, w tym górnołużyckim ok. 55 tys., a dolnołużyckim ok. 15 tys. Języki wschodniołużycki i Ponaschemu, będący pośrednim między językami niemieckim i dolnołużyckim, uważa się za wymarłe. Około 10 mln mówców posługuje się językiem czeskim z grupy czesko-słowackiej, słowackim mniej, tylko 5 mln.

Języki południowosłowiańskie mają dziś 35-37 mln użytkowników, w tym grupa wschodnia ok. 10 mln, bułgarski ok. 9 mln i macedoński ok. 2 mln. W podgrupie zachodniej języków południowosłowiańskich znajdują się: język serbski (ok. 13 mln), chorwacki (ok. 7 mln) słoweński (ok. 2 mln), bośniacki (2,5-3 mln) i czarnogórski (ok. 150 tys.). Języki serbski i chorwacki są oparte na tym samym słowiańskim substracie, ale różnią się systemem piśmiennym: serbski ma zmodyfikowany alfabet cyrylicki, podczas gdy w chorwackim jest stosowany alfabet łaciński, co wynika z odmiennych uwarunkowań historycznych obu terenów.

Na południu Europy rozkwitał we wczesnym średniowieczu najstarszy literacki i liturgiczny język słowiański, zwany starocerkiewnosłowiańskim, spokrewniony do dziś z bułgarskim i macedońskim. Rozwinął się na bazie prasłowiańskiego dialektu zwanego sołuńskim od Sołunia, tj. słowiańskiej nazwy Salonik. Zaczął stopniowo zamierać już w IX-XI w. Za jego kontynuację można uważać język cerkiewnosłowiański, który rozwijał się od ok. X w. i znacząco wpłynął na rozwój bałkańskich języków słowiańskich oraz języka staroruskiego. Jego żywotność została wyhamowana historycznymi zmianami zachodzącymi na Półwyspie Bałkańskim w okresie okupacji tureckiej; zachowany jest w liturgii Kościoła Wschodniego; uważa się go z tego powodu za język wegetujący.

Najliczniejsze są języki wschodniosłowiańskie, mające łącznie ok. 210 mln użytkowników. Do wymarłych zalicza się język staroruski, z którego rozwinęły się współczesne języki: rosyjski, ukraiński i białoruski. Językiem rosyjskim posługuje się obecnie ok. 160 mln, ukraińskim - ok. 40 mln, białoruskim - ok. 10 mln. Ludność rusińska, określana mianem Rusnaków, posługuje się językiem rusińskim, zwanym również łemkowsko-rusińskim. Obecnie jest to ok. 600-tysięczna społeczność mówiąca kilkoma dialektami o niewielkim zasięgu na ukraińskim Zakarpaciu, we wschodniej Słowacji, a nawet na terenie Węgier, Serbii i Chorwacji. W południowo-wschodniej Polsce jej obecność została znacznie ograniczona akcją wysiedleń po 1945 r. (dziś język ten jest przywracany przez powracającą na te tereny ludność łemkowską).

Pod wpływem języków słowiańskich rozwinął się w ubiegłych stuleciach język knaan (leshon knaan), nazywany też językiem judeosłowiańskim. Mówiła nim ludność żydowska, ale zanikł on w związku z eksterminacją Żydów podczas II wojny światowej i ich rozproszeniem po jej zakończeniu.

Z braku zabytków nie wiemy, jaki był charakter wymarłych w średniowieczu języków Jadźwingów i Prusów.

Wszystkie te języki należą do umownej grupy języków typu centum, określanej jako grupa kentumowa. Nazwę tę umownie wyprowadzono z łacińskiego liczebnika "sto" (centum); o przynależności poszczególnych języków do tej grupy decyduje spółgłoska "c" tego liczebnika (wymawiana jak "k") lub jej fonetyczne odpowiedniki "k" lub "q". Ten sam liczebnik "sto" w języku awestyjskim miał kształt satem, z nagłosowym dźwiękiem "s", i wszystkie języki, gdzie występuje lub historycznie występował dźwięk "s" zamiast "c" jak w centum, określamy jako grupę satem. Należy do niej w Europie język albański (gjuha shqipe), choć niektórzy badacze uważają go za przedindoeuropejski. Posługują się nim głównie rdzenni mieszkańcy Albanii (nieco powyżej 3,5 mln), a także pewna liczba Albańczyków zamieszkujących w Kosowie (ok. 1,7 mln), Macedonii (niespełna 0,5 mln) oraz małe grupy w Czarnogórze, we Włoszech, w Grecji i na Bliskim Wschodzie. W Albanii, Kosowie i Macedonii język albański ma status języka oficjalnego i dwie zasadnicze odmiany cechujące się istotnymi różnicami pod względem wymowy, a także w gramatyce i zasobie słów. Są to dialekt gegijski - ghegë, używany na północy Albanii, głównie przez grupę ludności określaną jako Ghegowie, a także wśród albańskich mieszkańców Kosowa i Macedonii, oraz dialekt toskijski - toskë, którym porozumiewają się Toskowie, mieszkańcy Albanii południowej oraz niewielkie społeczności albańskie na terenie Grecji i Włoch. Język literacki, który wytworzył się w XIX w., obecnie nauczany w szkołach albańskich, oparty jest w przeważającym stopniu na toskë, a jego standardy zostały przyjęte w 1908 r. Ponadto w Grecji wytworzył się dialekt albańskich emigrantów o nazwie arvanitika, we Włoszech arbaresz i na Bliskim Wschodzie arnaut.

Do grupy satemowej należy również język ormiański, którym mówią mieszkańcy Armenii. Na terytorium Europy funkcjonują jednak i języki, które mają genezę przedindoeuropejską. Oprócz podejrzanych o "przedindoeuropejskość" języków piktyjskiego i albańskiego, zalicza się do nich język baskijski. Ma 10 dialektów i jest określany zależnie od jednego z nich jako euskara, euskera, eskuara lub üskara. Duże zróżnicowanie dialektów spowodowało, że elity tego kraju współcześnie wypracowały język standardowy (euskara batua) będący równocześnie językiem literackim nauczanym w szkołach. Oparto go na najpopularniejszym dialekcie gipuzkoa, uwzględniając częściowo elementy pozostałych dialektów. Tak dialektami, jak i standardowym językiem baskijskim posługuje się dziś niespełna 2 mln użytkowników na pograniczu Hiszpanii i Francji, przy czym ok. 90% Basków zamieszkuje Hiszpanię. Podział Kraju Basków między Francję i Hiszpanię spowodował też spore zapożyczenia romańskie.

Przedindoeuropejski charakter miał, być może, język piktyjski. Jego dziedzictwo zachowane jest głównie w imionach własnych i nazwach miejscowych, które z chwilą opanowania terytorium królestwa piktyjskiego przez przybyłych w VI w. do północnej Brytanii irlandzkich Szkotów uległy gaelicyzacji, następnie anglicyzacji. W dawnych źródłach pisanych dała o sobie znać latynizacja, co przy nikłej ilości zabytków nie pozwala na ustalenie charakteru języka Piktów. Zagadkowy charakter tego języka powodował w ostatnich dwu stuleciach powstawanie najróżniejszych, często dziwacznych teorii jego pochodzenia. Najoryginalniejsza wśród nich wydaje się teza o dwóch językach piktyjskich, czerpiących z dwóch różnych prajęzyków: jednego - praindoeuropejskiego, drugiego - przedindoeuropejskiego, co miałoby być jednym ze źródeł jego enigmatyczności.

Czy geografia rządzi historią i kulturą?

Guillaume Apollinaire miał niegdyś powiedzieć, że "Europa to mały przylądek Azji". Rzeczywiście, gdy patrzymy na mapę kontynentu eurazjatyckiego, rzuca się w oczy przytłaczający ogrom Syberii, Chin i Indii. Europa jawi się przy nich bardziej jako subkontynent niż kontynent właściwy. Jej obszar wraz z licznymi przyległymi wyspami, z których największe to Wyspy Brytyjskie, Sycylia i Sardynia, wynosi 10 180 tys. km?, co zajmuje ok. 7,5% powierzchni lądów i stanowi terytorium około cztery razy mniejsze niż Azja (44 580 tys. km?). Pod względem wielkości terytorium Europa jest drugim od końca najmniejszym kontynentem (pod względem różnic kulturowych i historycznych) kuli ziemskiej i wyprzedza tylko Australię. Według danych z 2015 r. ma ok. 740 mln ludności, czyli nieco ponad 10% ludności całego świata, liczącej 7,3 mld.

Umownie za kontynent europejski uważa się ląd sięgający od Atlantyku po Ural oraz od południowych wybrzeży z wyspami Morza Śródziemnego po Półwysep Skandynawski i Islandię skolonizowaną niegdyś przez wikingów, i choć odległą od kontynentalnego masywu, tradycyjnie uważaną za część Europy.

Angielski historiograf Joseph Arnold Toynbee (1889-1975) uważał, że historią i kulturą rządzi geografia (geography rules history). Jest rzeczą dostrzegalną gołym okiem, że inaczej rozwija się kultura ludu nadmorskiego, oparta na rybołówstwie, otwarta na świat dzięki żegludze, a inaczej ludu górskiego, kultywującego hodowlę zwierząt przy na ogół słabym rolnictwie (skalistość gruntów) i gdzie izolacja topograficzna wytwarza konserwatywne cechy kultury, społeczność zamkniętą i niepodatną na zmiany. W przypadku Europy jej zróżnicowanie topograficzne, względna kompaktowość, brak trudnej do opanowania rozległości geograficznej, jak w przypadku stepów azjatyckich, afrykańskich dżungli i pustyń, pampasów Ameryki Południowej i Wielkich Równin w części północnej tego kontynentu, sprawiły, iż gromadzony tu potencjał ludzkiej energii nie ulegał nadmiernemu rozproszeniu. Niezwykła długość i nieregularność linii brzegowej (ok. 38 tys. km), urozmai­conej niezliczonymi zatokami, przesmykami i półwyspami, ujścia rzek ułatwiające komunikację interioru z morzami, sprzyjały żegludze, handlowi i otwarciu na świat. Podejmowali je Vasco da Gama, Ferdynand Magellan, Krzysztof Kolumb, James Cook i wielu innych. Mimo niewątpliwych negatywnych skutków kolonializmu, który korzystał z ich odkryć i nie zawsze dobrze zapisywał się w świadomości zagarniętych ziem i ludów, zanikł na wielu terytoriach kanibalizm, zapoczątkowany też został proces włączania pozaeuropejskich krajów w nurt wspólnej cywilizacji. Umiarkowany klimat i zrównoważone opady sprzyjały Europejczykom w rozwijaniu rolnictwa i hodowli. Europa jest jedynym kontynentem, który nie sięga strefy tropikalnej i nie ma w swym obrębie większych obszarów pustynnych (jeśli nie liczyć mikropustyń w rodzaju Pustyni Błędowskiej). I choć jej południowe obrzeża cierpią niekiedy od silnych upałów docierających tu z sąsiedniego kontynentu afrykańskiego, to nie osiągają one tak dewastacyjnych skutków, jakich zaznają np. kraje rejonu Sahary, sawanny Ameryki Południowej czy centralne tereny Azji z pustynią Gobi.

Znaczenie położenia geograficznego w historii jeszcze w XIX w. opisywał wielki historyk polski, Joachim Lelewel: "Historya opisująca, rodem ludzkim zajęta, potrzebuje znajomości ziemi, ponieważ ta jest mieszkaniem ludzkiem, to jest przestrzenią, czyli miejscem historycznem, czyli dziejarskim. Opisanie jej stanowi jeografią"[38].

Zasoby naturalne Europy wydają się skromne, ale wystarczające, by zapewniać minimalny dostatek, pobudzać inicjatywę i inspirować pomysłowość. Są to cechy charakterystyczne cywilizacji europejskiej od chwili pojawienia się tu homo sapiens. Nigdy nie stanowiła Europa jakiegoś gołoborza, które ogranicza możliwości ludzkie i często pozbawia perspektyw i nadziei na budowę lepszego losu, jak to się działo na terenach mniej sprzyjających człowiekowi. Nie ulega też wątpliwości, że położenie geograficzne decyduje np., jaka część dnia jest przeznaczona na aktywność intelektualną bądź czynności pracy. W krajach subarktycznych krótkość dnia, zimno i pokrywa śnieżna, gruby ubiór utrudniający dynamikę ruchu, wreszcie brak dróg hamowały rozwój handlu, struktur miejskich, przesłanek i warunków rozwoju cywilizacji. Natomiast obezwładniający gorący klimat Afryki, południowej części Azji czy równikowego pasa Ameryki Południowej w sposób oczywisty nie sprzyjał kreatywności ludzkiej w takim stopniu, jak w Europie, której klimat, mimo zróżnicowanych pór roku, był pod tym względem bardziej sprzyjający.

Jednym słowem, terytorium Europy tworzyło optymalne warunki rozwoju cywilizacji przez zdywersyfikowane rolnictwo, rzemiosło, wymianę towarów i dynamicznie rodzące się tu i szerzące idee. Szybciej i skuteczniej, niż nastąpiło to na innych kontynentach, symbolami cywilizacji europejskiej stali się farmer, rzemieślnik i żeglarz-odkrywca, w tym niestety bezwzględny konkwistador i kolonizator. Choć konflikty i okrutne wojny, chroniczne przekleństwo ludzkości od najdawniejszych chwil jej istnienia, nękały Europę w stopniu nie mniejszym niż resztę świata, to Stary Kontynent potrafił przynajmniej wyciągnąć z tego nauki, które nie zawsze stosowane z punktu widzenia etycznego, przynajmniej wykorzystywane były w postępie technologicznym. Chiny pierwsze znały proch i druk, ale to Europa, na dobre i złe, uczyniła z tych wynalazków własność swoją, a potem świata. Dzięki swej niewątpliwej przewadze technologicznej i organizacyjnej, a także w dużej mierze dzięki duchowi chrześcijaństwa Stary Kontynent potrafił powstrzymać orientalne próby podboju przez Saracenów, Hunów, armie Czyngis-chana czy zatrzymanego pod Wiedniem pochodu Kara Mustafy.

Związek położenia geograficznego z losami ludzkimi dostrzegali już starożytni Grecy. Uwagi na ten temat znajdujemy w dziełach Arystotelesa, Tukidydesa i Pliniusza Starszego. Szerszą tego analizę przypisuje się jednak sławnemu lekarzowi Hipokratesowi i jego dziełu Powietrze, wody i miejsca lub ewentualnie O powietrzu, wodach i okolicach (Peri aeron, hydaton, topon). Wyjaśnił tam wpływ klimatów (klimata, l.p. klima) na charakter czterech płynów - humorów (tj. krwi, żółci, śluzu i czarnej żółci; ta ostatnia oznaczała u niego prawdopodobnie ciemniejszą krew żylną). Ich proporcje zdaniem Hipokratesa wynikają z różnic położenia geograficznego, odpowiedzialnego za cechy fizyczne i charakter ludzi, a w konsekwencji za ich działania i losy. Jednak pojęcie klimatów przypisali mu dopiero późniejsi komentatorzy. Sam Hipokrates używał wieloznacznego pojęcia hora, oznaczającego też oprócz klimatu okres wynikający z praw natury, w tym rok[39]. Jego dzieło stanowiło "najstarszy systematyczny traktat dotyczący wpływu środowiska na kulturę człowieka"[40]. Co więcej "była to radykalna praca, w której w sposób jasny bogowie jako czynnik sprawczy zostali zastąpieni przez przyrodę [...]. Jego Powietrze, wody i miejsca to odkrywcza praca dotycząca związków klimatu, krajobrazu, ludzkiej fizyczności i temperamentu"[41].

Do najciekawszych fragmentów dzieła Hipokratesa należy jego porównanie charakteru Europejczyków z Azjatami, przy czym pierwsi nie są ukazani w świetle zbyt pozytywnym. Hipokrates uważa za bardziej korzystne dla człowieka azjatyckie warunki geograficzne i przyrodnicze: "Uważam, że Azja najbardziej różni się od Europy zarówno pod względem tego wszystkiego, co wyrasta z ziemi, jak i pod względem mieszkańców. Wszystko bowiem jest o wiele piękniejsze i większe w Azji, ziemia ma tu łagodniejszy niż Europa klimat, a mieszkańcy z charakteru są bardziej łagodni i ulegli. Przyczyną tego jest ujednolicenie klimatu, ponieważ Azja leży na wschodzie, pośrodku strefy wschodów słońca, i jest bardziej oddalona od rejonu zimna [...]. Warunki w Azji nie są jednak wszędzie takie same, lecz tylko te okolice, które leżą między strefą gorącą i zimną, wydają najwięcej owoców i są najlepiej zadrzewione, mają najłagodniejszy klimat i najzdrowszą wodę, zarówno z nieba, jak i te pochodzące z ziemi. [...] plony są tam obfite, czy to pochodzą z zasiewu, czy to je sama z siebie wydała ziemia, a z takich owoców korzystają ludzie, uprawiając dzikie rośliny i przesadzając je na własny pożytek. Tak samo bydło tam hodowane jest dorodne [...] ludzie są bardzo okazali, o szczególnie pięknej postaci, o wysokim wzroście [...]. Kraina ta swoją naturą i umiarkowaniem klimatu wydaje się przypominać wiosnę. Jednakże męstwo, zahartowanie, pracowitość i odwaga nie mogą w takich warunkach się ukształtować ani u tubylca, ani u przybysza"[42].

Zaskakuje zdanie Hipokratesa o cechach antropologicznych Azjatów, zwłaszcza o ich wzroście, słabej pracowitości i odwadze. Niebawem Europa przekona się, że przynajmniej co do odwagi Azjatów Hipokrates się mylił, gdy ze wschodu zaczęły nadciągać hordy Hunów, później Mongołów...

Do koncepcji Hipokratesa w Grecji nawiązywał Teofrast (ok. 371-ok. 287 p.n.e.), a podjął ją i rozwinął rzymski lekarz Galen. Wykorzystywał ją najwybitniejszy średniowieczny historyk islamski Ibn Chaldun (1332-1406), gdy starał się wyjaśnić bieg zdarzeń historycznych, w tym istotę konfliktów między ludźmi, uwzględniając m.in. wpływ na nie otoczenia naturalnego[43].

W kronikach średniowiecznych nie znajdziemy zbyt wielu śladów refleksji o związku geografii z charakterem danego ludu czy terenu. Podstawową różnicą między narodami, na którą zwracano uwagę, było to, czy dany lud jest już nawrócony, czy pozostaje jeszcze w pogaństwie. Gall Anonim pisze o północnych sąsiadach Polski czasów Bolesława Krzywoustego, że "ani mieczem nauczania nie dało się serc ich oderwać od pogaństwa, ani mieczem zniszczenia nie można było tego pokolenia żmij wytępić"[44]. Jeszcze w piętnastowiecznym, "antropologicznym" rozdziale kroniki Jana Długosza czytamy, że Polacy to lud "w postawie i ruchu przystojny, siły wielkiej, wzrostu dorodnego i wyniosłego, budowy ciała silnej, członków zręcznych, barwy mieszanej, ciemnej i białej", a dalej niestety, że "skłonny do pijaństwa"[45]. Brak tam jednak wyjaśnienia, jak warunki geograficzne wpływały na wspomniane cechy Polaków, choćby jaki typ upraw zbożowych był wykorzystywany do pędzenia gorzałki tak powszechnie nadużywanej.

Era odkryć geograficznych, silniej niż kiedykolwiek wcześniej konfrontujących Europejczyków z ludami innych kontynentów, spowodowała zainteresowanie odrębnościami klimatycznymi i geograficznymi. Dotyczyło to również zagadnień antropologicznych, ze sławną dyskusją, czy Afrykanie to ludzie, czy tylko wyższy gatunek zwierząt. Zabierali w tej materii głos nawet filozofowie i pisarze[46]. Jedną z pionierek takiej refleksji była angielska pisarka Aphra Behn (1640-89). W powieści Oroonoko, or the Royal Slave (Oroonoko albo niewolnik królewski; 1688) przedstawiła czarnoskórego bohatera jako równego swą osobowością Europejczykom.

Nieco wcześniej niemiecki geograf i lekarz Bernhard Varenius w dziele Geographia generalis (1650) wprowadził podział na geografię ogólną, zwaną także systematyczną, oraz specjalną albo szczegółową, czyli regionalną. Zwłaszcza ta ostatnia odegrała znaczącą rolę w rozeznaniu relacji między typami środowiska geograficznego a poczynaniami człowieka i całych społeczeństw. Wśród uczonych francuskich XVIII w. co najmniej kilku zajmowało się związkami geografii z szeroko rozumianą działalnością człowieka i społeczeństw, w tym filozof, astronom i fizyk francuski Pierre Louis Maupertuis (1698-1759). Podejmowal problem w takich dziełach, jak Eléments de la géographie (Elementy geografii; 1742) oraz Syst?me de la nature (System natury; 1756). Paul Henri Thiry, baron d'Holbach (1723-89), filozof i encyklopedysta francuski pochodzenia niemieckiego, opisywał zjawiska przyrody, w tym organizmy żywe i człowieka, jako podlegające zasadom wynikłego z praw natury determinizmu i poznawalne tylko przez doświadczenie. Jego koronnym dziełem był traktat System przyrody czyli Prawa świata fizycznego i moralnego (Le Syst?me de la nature, 1770). Pionier historii sztuki, Johann Joachim Winckelmann, dostrzegał wpływ położenia danego terenu i jego klimatu na charakter lokalnej sztuki w swym sławnym dziele Dzieje sztuki starożytnej (Geschichte der Kunst des Alterthums, 1764). W poł. XVIII w. kwestia weszła do mniej znanej serii wykładów Immanuela Kanta. Rozwinął on teorię Vareniusa i innych deterministów geograficznych, dając ich koncepcjom głębsze filozoficzne podstawy. Jego poglądy geograficzne, wyrażane w cyklu wykładów w latach 1757-92 w Królewcu, były długo niedoceniane, gdyż dawano priorytet jego etyce. Dopiero później doceniono tę stronę jego wiedzy, którą Kant pod wrażeniem poszerzającej się geograficznie rzeczywistości ludzkiej traktował jako wyjątkowo istotną. Znajdujemy tu ważne poglądy określające zależności kultury europejskiej od uwarunkowań geograficznych, nie tylko wewnętrznych, lecz także sięgających nowo odkrytych kontynentów (choć pamiętamy, że za jego życia nie był jeszcze znany interior Afryki i Australii). Wielką zasługą Kanta jest ujawnienie i intelektualne uzasadnienie realnego wpływu środowiska przyrodniczo-geograficznego na zmiany antropologiczne i w szerszym ujęciu kulturowo-obyczajowe poszczególnych ludów. Co prawda, jego rozważania z tego zakresu dziś można by uznać za naiwne w szczegółach: nie znał jeszcze istotnych, a przyszłych odkryć nauk przyrodniczych. Natomiast samo postawienie tych kwestii jest wyjątkową wartością w postępie myśli ludzkiej. Kant był zresztą świadomy swych niedoskonałości, gdy w rozdziale O przypadkowych przyczynach powstania różnych ras pisał: "Niezależnie od tego, jaki przyjęlibyśmy sposób wyjaśniania różnorodności ras na powierzchni Ziemi, największa trudność polega na tym, że w podobnym środowisku i w podobnych warunkach klimatycznych nie żyją przecież ludzie tej samej rasy [...]. Opis przyrody [stan przyrody obecnie] jest dalece niewystarczający, żeby wskazać przyczyny różnorodności podgatunków. [...] trzeba odważyć się stworzyć taką historię przyrody, która stanowiłaby oddzielną naukę i była zdolna stopniowo przejść od poglądów do przekonań. Geografia fizyczna zapowiadana przeze mnie [...] należy do tych idei, jakie przysporzyły mi pożytku w akademickim nauczaniu, które mogę nazwać wstępnym ćwiczeniem w poznaniu świata"[47]. Kant jest również autorem Antropologii z pragmatycznego punktu widzenia (Die Anthropologie in pragmatischer Hinsicht, 1796 lub 1797), gdzie analizował typy społeczności ludzkich, począwszy od czasów antycznych[48].

Krótko po Kancie pragmatyczny wpływ środowiska geograficznego na kształt i charakter ludzkości stał się przedmiotem prac dwóch myślicieli niemieckich: Alexandra von Humboldta i Carla Rittera. Obaj uchodzą za twórców geografii regionalnej. Humboldta interesowała przede wszystkim biologiczna i fizyczna strona kontekstu geograficznego danej cywilizacji, podczas gdy Rittera w większym stopniu strona antropocentryczna, w czym był bez wątpienia pod wpływem Kanta. Z Humboldtem łączyło go podobne przekonanie, że rzeczywistość fizyczna opiera się na prawach naturalnych, nawet jeśli nie są jeszcze rozpoznane do końca przez człowieka. Ritter w młodości zamierzał być historykiem, co określiło potem jego stosunek do geografii, w której widział ważny element kształtujący dzieje ludzkie. Stał się autorem potężnego w założeniach, nieukończonego dzieła Die Erdkunde im Verhältnis zur Natur und Geschichte des Menschen (Ziemioznawstwo w stosunku do przyrody i historii człowieka). Praca powstawała etapami w latach 1817-59. Jej podtytuł wyjaśniał, że poświęcona jest "geografii ogólnej i porównawczej jako podstawie studiów i nauczania geografii fizycznej oraz historycznej". To liczące 19 tomów dzieło poprzedził opublikowaniem w latach 1804-06 sześciu map Europy, na których ukazał ułożenie pasm górskich, rejonów wegetacji poszczególnych roślin uprawnych, także drzew i krzewów rosnących naturalnie. Znajdziemy tam również lokalizację terenów życia dzikich zwierząt oraz skupisk hodowli domowych. Z pomocą tego swoistego atlasu Europy autor ukazał wpływ środowiska geograficznego na jej konkretne rejony, a pośrednio na kształtowanie się charakteru cywilizacji europejskiej. Pośmiertnie ukazała się też jego praca w całości poświęcona Europie (Europa, 1863).

Ritter wspierał silnie swe poglądy podejściem teologicznym i uważał, że istnieją w rzeczywistości "całości geograficzne" zaprojektowane i stworzone przez Boga. W 1859 r. podejście to otrzymało potężny cios wraz z ukazaniem się monumentalnego dzieła Karola Darwina O powstawaniu gatunków drogą doboru naturalnego (On the Origin of Species by Means of Natural Selection, 1859). Choć Darwin uzasadniał swe tezy materiałem biologicznym zdobytym głównie poza Europą, jego publikacja, zarysowując ścisły związek człowieka z naturą, oddziałała rewolucyjnie na ogół nauk, w tym oczywiście, choć nie wprost, i na koncepcję rozwoju kultury europejskiej. Praca formułująca teorię ewolucji, kwestionując jednokrotność aktu kreacji Bożej, a ponadto wskazując na nieporównanie dłuższą chronologię wykształcania się form życia, długo stała w ostrej sprzeczności z teo­­logią chrześcijańską. W Kościele katolickim nieprzyjazny stosunek do teorii ewolucji zmienił dopiero papież Pius XII swą encykliką Humani generis (1951). Uznał ewolucję za jedną z hipotez tłumaczących kreatywną moc Boga, choć pod warunkiem, że będzie w niej obecny impuls tchnienia Bożego jako praprzyczyna stworzenia świata i powstania życia.

Pierwszym dziejopisem, który wprowadził do interpretacji historycznej prawa biologicznego, a zarazem geograficznego determinizmu oparte na odkryciach Darwina (czym zresztą zyskał ostentacyjną pochwałę sławnego przyrodnika), co pośrednio pomagało zrozumieć specyfikę cywilizacji europejskiej, był Henry Thomas Buckle. W 1857 r. wydał pierwszy tom swej Historii cywilizacji w Anglii (History of Civilization in England). Wbrew tytułowi w tomie niewiele jest o Anglii, gdyż Buckle chciał w nim wstępnie zarysować ogólny kontekst cywilizacyjno-historyczny, i dopiero dalsze części dzieła miały podjąć tematykę ściśle angielską. Jednak Buckle nie zdołał dzieła dokończyć, umierając na tyfus. Odrzucił boski kreacjonizm jako czynnik sprawczy. Uważał, że historię współtworzą prawa rozwoju określone przez przyrodę i geografię, nazywane przez niego przyczynami prymarnymi (primary causes), oddziałujące pośrednio na rozwój intelektualny człowieka, przy czym szczególną rolę odgrywał w tym procesie kontynent europejski. Jego zdaniem wielkie różnice rozwojowe między cywilizacją europejską i pozaeuro­pejskimi wynikają z tego, że w drodze naturalnego doboru jednostek najsilniejszych, w tym intelektualnie, Europejczyk stworzył osobowość bardziej odporną na trudności egzystencji i bardziej kreatywną niż na innych kontynentach, potrafiącą lepiej uporać się z przyrodą. zaprzęgając ją do służby człowiekowi. Postęp europejskiej cywilizacji, zdaniem Buckle'a, charakteryzuje się coraz mniejszym wpływem praw przyrody przy jednoczesnym wzroście umiejętności jej opanowywania i praw tworzonych przez ludzki intelekt [49].

Na pocz. XX w. niezwykłą teorię, tłumaczącą szybki rozwój i naturę ekspansywną kultury europejskiej, stworzył Halford Mackinder, angielski geo-historyk. Kładł nacisk na wpływ przestrzeni geograficznej, która generuje podstawowe prawa rozwoju kultury europejskiej. Jego zdaniem szczególnie ważne w procesie jej formowania się były impulsy idące z azjatyckich stepów, rozumianych jako centrum rozwojowe - heartland, w którym bierze początek "oś" lub "dźwignia historii" (pivot of history). Tu wykluwały się kultury zrazu regionalne, które od początku swego istnienia miały do czynienia z ogromnymi przestrzeniami, wymuszającymi i kształtującymi umiejętności pokonywania dużych odległości. Z chwilą osiągnięcia większej dojrzałości i rozwoju kultury te rozpoczynały podboje w kierunku zachodnim. Taki charakter miały idące ze wschodu inwazje Hunów, Pieczyngów, Awarów i wreszcie Mongołów. Wlokące się za ich oddziałami arby z ogromnymi kołami, zdolne pokonywać bezdroża i nierówności gruntu, stały się istotnym elementem komunikacji wojennej, a także handlowej. To w związku ze swoją teorią Mackinder napisał najbardziej znane słowa: "kto panuje we wschodniej Europie - panuje nad sercem Eurazji. Kto panuje nad sercem Eurazji - ten panuje nad wyspą światową - kto panuje nad wyspą światową, ten panuje nad światem"[50].

Nie tylko geografia

Geografia to z pewnością ważny, ale nie jedyny czynnik wpływający na historię. Philip Ainsworth Means, amerykański antropolog i historyk, badając kultury andyjskie, które do inwazji hiszpańskiej prężnie i oryginalnie się rozwijały i to w wyjątkowo niesprzyjających warunkach geograficznych, pisał w 1931 r.: "Środowisko naturalne [...] nie jest totalną przyczyną kształtowania kultury [...] Bez wątpienia jest czynnikiem najbardziej rzucającym się w oczy [...] Lecz jest jeszcze inny, niezidentyfikowany czynnik, który może być wzięty pod uwagę jako nieznana wielkość "x", w sposób oczywisty psychologiczna w swym rodzaju. Jeśli nawet "x" miałby nie być najbardziej wyróżniającym się aktorem w tej materii, to jest z pewnością najważniejszy i najbardziej losotwórczy"[51].

Tym czynnikiem "x" jest z pewnością wola przetrwania, umiejętność adaptacji do warunków, w jakich znalazł się dany lud, jego kreatywność, zarówno pod względem wynalazków doskonalących i zapewniających egzystencję, jak i organizacji społecznej pomocnej w osiąganiu postępu i wyższej fazy rozwojowej. Powstania lub braku tych cech nie da się wytłumaczyć samym tylko wpływem geografii, każde bowiem społeczeństwo podczas swej egzystencji doświadcza ustawicznej konfrontacji z ciągiem problemów do rozwiązania, a objawienie się każdego z nich powoduje konieczność uporania się z nim, brak zaś takiej umiejętności często oznacza dekadencję, a w końcu upadek danej społeczności i kultury. Z kolei unikanie nowych rozwiązań oznacza tworzenie się konserwatywnych mechanizmów i w perspektywie - podobny skutek.

To, czy dana społeczność potrafi się rozwinąć i trwać w dłuższym okresie, zdaniem wybitnego angielskiego historiozofa, Josepha Anolda Toynbee'ego, zależy od skuteczności w przezwyciężaniu szeroko rozumianych niesprzyjających warunków, rozmaitych przeszkód czy wręcz ciężkich prób cywilizacyjnych (ordeals). Ważna okazuje się wówczas umiejętność gromadzenia doświadczeń, wyciągania nauk z własnej historii, wykorzystywanych potem przez kolejne pokolenia w coraz to nowych sytuacjach. Łatwo jednak zauważyć, że te same lub podobne trudności i przeszkody mogą być dla jednego ludu barierą nie do pokonania, podczas gdy dla innego - czynnikami inspirującymi i przyspieszającymi rozwój, gdy pokonanie niespodziewanej przeszkody czy kryzysu daje nowe doświadczenie, nowe umiejętności, a także pewność siebie, co razem ułatwia uporanie się z kolejnymi rafami rozwojowymi.

Wśród czynników, które potencjalnie mogą stymulować rozwój i które skutecznie wykorzystali Europejczycy, Toynbee wyróżnia m.in.:

- bodziec trudnego terenu - stimulus of Hard Countries; jak pisze, "wszelka łatwość jest zabójcza dla cywilizacji" - ease is inimical for civilization[52];

- bodziec nowo pozyskanych terenów - stimulus of New Ground, znajdowany już symbolicznie w biblijnym podaniu o Adamie i Ewie wygnanych z raju i zmuszonych do przystosowania się do nowych warunków życia, ale spotykany w niezliczonych przykładach w realnej historii, jak podbój Brytanii przez plemiona anglosaskie czy części Bałkanów przez plemiona Bułgarów;

- bodziec odporności i umiejętności przeciwstawienia się gwałtownym i niespodziewanym ciosom - stimulus of (sudden) blows; przykładem może być odbudowa królestwa Anglii po podboju wikingów przez Alfreda Wielkiego, który wbrew dramatycznym okolicznościom wywindował na wysoki poziom angielską kulturę; brak takiej umiejętności ilustruje klęska Wercyngetoryksa (Vercingetorix) i Gallów po inwazji Juliusza Cezara;

- bodziec odporności na zewnętrzne naciski - stimulus of (external) pressures, to wśród niezliczonych przykładów dziejowych przetrwanie żydowskiej diaspory mimo braku włas­nego państwa, utrzymanie się podstaw kultury polskiej wbrew germanizacji czy rusyfikacji okresu zaborów albo walka o rodzimy język w szkołach walijskich;

- bodziec represji i penalizacji - stimulus of penalizations, stosowany w celach umocnienia swej politycznej i kulturowej egzystencji przez społeczności dominujące nad innymi, jak Rzymianie w pewnych okresach prześladujący i okrutnie karzący chrześcijan; Anglicy w Irlandii czy reżym Stalina na Ukrainie, wywołujący sztuczny głód w podległych im społecznościach, by łatwiej je podporządkować; rząd Hiszpanii nasyłający policję na punkty wyborcze w trakcie referendum niepodległościowego w Katalonii.

Uwzględnia też Toynbee rolę wybitnych przywódców, a także przypadku, "nieprzewidywalnego czynnika" (unpredictable factor). Jest rzeczą oczywistą, że w wielu momentach historii Europy, i nie tylko Europy, właśnie wybitny przywódca decydował o historii swego ludu czy narodu z przykładami Aleksandra Macedońskiego, Karola Wielkiego czy Lecha Wałęsy na czele. Przypadek taki jak niespodziewana śmierć Attyli, a w konsekwencji brak uzdolnionego przywódcy i wynikłe z tego spory między jego następcami, uwolnił Europę od najazdu Hunów. Z kolei zastój w ekonomii, sztuce i architekturze europejskiej XIV w. wystąpił po równie nieprzewidywalnym wybuchu wielkiej epidemii w średniowieczu, gdy kilka zarażonych szczurów przeniosło na ląd bakterie "czarnej śmierci" ze statku przybywającego z Orientu. Przypadek decydujący o biegu historii zależał jakże często najzwyczajniej od zmiany pogody (klęska polskiego wojska w bitwie nad Żółtymi Wodami w 1648 r., gdy po nocnej ulewie ciężkozbrojna husaria utknęła w roztopach).

Historia Europy jest rezultatem swoistej dziejowej megagry, uzależnień i wzajemnego oddziaływania wszystkich tych czynników, które w wielu przypadkach doprowadzały do rozkwitu poszczególnych społeczności, państw i królestw, unii politycznych, a w innych - do ich upadku albo, w mniej skrajnych sytuacjach, znacznego zmniejszenia ich pozycji i znaczenia. Ostateczna jednak pozycja Europy, uzyskana na przestrzeni jej dziejów, to wszystko, co zostało odłożone na wspólnej "osi historii" całego kontynentu, a jego cywilizacyjne triumfy i klęski wydają się ostatecznie mieć bilans dodatni.

Europejski charakter pojęć "kultura" i "cywilizacja"

Etymologia i rozwój terminu "kultura"

Kultura jest jednym z najważniejszych europejskich pojęć językowych. Jak żadne inne określa charakter działalności i historii Europejczyków. Azjatyckie języki tworzą analogiczne pojęcia o zbliżonym, ale jednak nietożsamym znaczeniu. Pozbawione są też z reguły elementu postępu i rozwoju, który w łacińskim pojęciu kultury zapożyczony jest z określenia wzrostu roślin. Nie miejsce tu wyjaśniać różnice, przytoczmy tylko niektóre z azjatyckich pojęć, jak koreańskie munhwa, chińskie wenhua, wietnamska văn hoa?, japońskie karuchaa.

Podobnie jak wiele innych pojęć, to, co dziś uważamy za kulturę, było w przybliżonym zakresie antycypowane już w antycznej Grecji. Jednak Grecy nie znali słowa "kultura" w obecnie przyjętym znaczeniu. W świecie helleńskim to, co dziś uważamy za kulturę, było jakby rozproszone, wyrażane przez kilka pojęć, ale przede wszystkim przez dwa: hemerotes i paideusis. Każde odnosiło się do sporej części tego, co dziś rozumiemy przez miano kultury, ale żadne nie obejmowało całości.

Hemerotes (hemeros - dobrze wychowany) to w najstarszym znaczeniu pojęcie rolnicze, oznaczające wysoki i dobry stan upraw, a w odniesieniu do ludzi - dobre wychowanie, osiąganie wysokiego stanu osobistej kultury człowieka. Określeniem kultury osobistej, wynikającym z wychowania i zdobywania wyższej wiedzy, był natomiast termin paideusis[53]. Stąd Izokrates w swym Panegirykusie pisał: "Grekami są raczej ci, którzy dzielą z nami wspólną kulturę (paideuseos, paideusis), niż ci, którzy mają z nami wspólne cechy fizyczne"[54]. Izokrates uznawał za swych ziomków przedstawicieli innych cywilizacji, nawet Afrykanów, jeśli tylko mówili po grecku, jedli to, co Grecy, ubierali się jak Grecy. Do dziś wydaje się to niezwykle postępowe i tolerancyjne.

Oba powyższe greckie określenia dotyczyły ogólnego charakteru zachowań, stosunków i działań ludzkich, ale nie obejmowały bezpośrednio tych dziedzin, które współcześnie zaliczamy do sfery kultury, jak literatura, sztuka, muzyka czy nauka. Dziedzinami tymi opiekowały się ich patronki, muzy (gr. mousai, łac. musae). Ich siedzibami były trzy szczyty górskie: Parnas, Helikon i Olimp. Miały za zwierzchnika Apollona o przydomku Musagetes - Przywódca Muz. I tak, Kaliope odpowiadała za poezję epiczną i heroiczną. Poezją liryczną, miłosną i erotyczną opiekowała się Erato. Klio odpowiadała za spisywanie historii, Euterpe miała pod swoją pieczą poezję liryczną i muzykę, przygrywając recytacjom na aulosie, instrumencie przypominającym podwójny flet lub klarnet. Melpomena, zwykle przybrana w teatralną maskę, odpowiadała za sztukę dramatyczną, Polihymnia opiekowała się muzyką, szczególnie jednak hymniką religijną, a także pantomimą. Terpsychora odpowiadała za taniec, Thalia - za poezję komiczną i satyryczną, wreszcie Urania - za wiedzę astronomiczną i matematyczną, a w konsekwencji za naukę.

Starożytni Rzymianie, czerpiąc obficie z tradycji greckiej, zasymilowali w swej kul­­turze wszystkie muzy, nie nadając im nawet własnych nazw. Niewątpliwą zasługą Rzymian jest natomiast wprowadzenie do europejskich zasobów językowych terminu "kultura" (łac. cultura).

Pierwotnie łaciński termin cultura, podobnie jak w przypadku greckiego hemerotes, był związany z hodowlą roślin i czasownikiem colo-colere-cultum i imiesłowem cultus. Katon w swym podręczniku prowadzenia gospodarstwa rolnego De agri cultura używał terminu w sensie rolniczym. Rzymianinem, który pierwszy użył terminu cultura w sensie pozarolniczym, był Cyceron (106-43 p.n.e.). W 45 r. p.n.e. wykorzystał zawarte w słowie cultura znaczenie dbałości o wzrost roślin, do którego dodał pojęcie animi, czyli dopełniacz rzeczownika animus - duch, umysł, świadomość. Dało to pojęcie cultura animi, czyli uprawy lub kształtowania umysłu. W takim sensie pojęcie to pojawiło się w jego Rozprawach tuskulańskich: "Tak jak pole, choć żyzne, nie może wydać plonu bez kultury [w sensie kultywacji rolnej - W.L.], tak umysł nie może osiągnąć więcej bez uczenia się, bo jedno jest cherlawe bez drugiego. I to filozofia jest kulturą umysłu (cultura autem animi philosophia est). Wyrywa niegodziwości z korzeniami, przygotowuje umysł, by przyjął nasiona i powiedzieć można, że powierza mu i zasiewa w nim to, co gdy się rozwinie, może przynieść jak najbardziej obfite owoce"[55].

Niebawem słowa cultura - kultura, już bez dodatku animi, ale w sensie pozarolniczym, edukacyjnym, użył Horacy w swych listach poetyckich. Ustabilizowało to sens pojęcia zapoczątkowany przez Cycerona:

Zawistnik, leniuch, fagas, pijaczyna i łobuz

Nie jest chyba na tyle pozbawiony uczuć,

By łagodniejąc, ku wymogom kultury nie skłonić ucha[56].

W średniowieczu pojęcie kultury uzyskało szeroki obieg w europejskim piśmiennictwie łacińskim jako wyraz ducha religijnego, a w konsekwencji kształtowania duszy. "W średniowieczu cultura zyskała nowe znaczenie dzięki chrześcijaństwu. Pojawiła się w takich wyrażeniach, jak cultura Christi, cultura dolorum czy cultura Christianae religionis, które łączyły ją z kultem oddawanym Chrystusowi, jego męką i ogólnie z religią chrześcijańską. W tym również okresie łacińskie terminy zaczęły przenikać do języków poszczególnych ludów europejskich"[57].

Niezależnie jednak funkcjonowało dawne "rolnicze" pojęcie kultury, zwłaszcza w wywodzących się z łaciny językach romańskich. I tak np. nieznacznie zmienione fonetycznie jako couture, a także coulture i culture, istniało w piśmiennictwie starofrancuskim, gdzie długo oznaczało tylko uprawę roślin: champ labouré, terre cultivée et ensemencée - "uprawiane pole, ziemia kultywowana i zasiana"[58]. Dopiero ok. 1420 r. pojawił się tekst La Complaincte des bons François (Narzekanie dobrego Franciszka), w którym kultura zyskała znaczenie "czynności honorowej lub kultu przechodzącego na kogoś innego" (action d'honeur, culte quelque chose on quelqu u 'un) [59].

W języku angielskim "pozarolnicze", religijne ujęcie kultury jako odpowiednika wiary pojawia się w 1483 r. w Złotej legendzie (Golden Legend), wydrukowanej przez Williama Caxtona, pioniera angielskiego drukarstwa: Whan they departe fro the culture and honour theyr God - "Gdy odeszli od kultury i honoru swego Boga"[60]. Około 1510 r. pojawia się w angielszczyźnie termin culture, oznaczający ćwiczenie umysłu lub manier.

Spadkobiercy tradycji łacińskiej, Włosi, mieli najbliżej do pojęcia kultury zarówno w jej duchowym, jak i rolniczym sensie. Dante Alighieri używał nazwy wciąż w sensie "uprawa ziemi". Dopiero w 1575 r. Torquato Tasso w liście do swego homoseksualnego kochanka (intimico amico) pisał, kojarząc słowo cultura z tym, co w języku polskim kryje się raczej pod słowem "ogłada": "W moich sonetach [...] być może można by dać więcej ozdobnych i wytwornych słów, ale nie brak jednak w nich kultury"[61]. Co zaskakuje, słowniki języka włoskiego, zwykle świadome jego łacińskiego dziedzictwa, często nie łączą terminu cultura z kontynuacją zapoczątkowaną przez Cycerona, lecz uznają to pojęcie za ukształtowane niezależnie jako "koncept współczesny" - (il concetto moderno)[62]. Kontynuacją łacińskiej tradycji języka włoskiego wydaje się jednak coltura, wariant pierwotnego pojęcia łacińskiego cultura. Niezależnie funkcjonuje we włoskim pojęcie civilta, mające niemal identyczny zakres znaczeniowy. Sisto Favre, chcąc podkreślić związki sportu z kulturą, nadał tytuł swej książce Civilta-arte-sport (1969).

We Francji Michel de Montaigne użył słowa culture w swych Próbach (Essais, 1595), gdzie stosował kilkakrotnie pojęcie kultury w sensie culture de l'ame - kultura ducha, ewentualnie duszy; culture du corps - kultura ciała; culture de jugement - kultura osądu[63]. W Anglii Thomas Hobbes zarysował w 1651 r. bliskie współczesnemu znaczenie kultury, pisząc w Leviatanie, że "wychowanie dzieci to kultura ich umysłów" (the education of children, a culture of their mindes)[64].

Pojęcie chyba najpełniej zbliżone do współczesnego antropologicznego rozumienia kultury pojawiło się u historyka i uczonego niemieckiego Samuela von Pufendorfa (1632-94). Pufendorf "pierwszy w historii myśli europejskiej posłużył się nazwą kultura w sensie absolutnym. W swojej pracy O prawie natury i narodów ksiąg ośmioro (De iure naturae et gentium libri octo, 1688) słowem tym objął cały dorobek ludzkości, w tym zarówno instytucje społeczne, jak również ubiory, język, wiedzę, moralność kierowaną rozumem, obyczaje itp. Jednocześnie przeciwstawił on stan kultury, w którym człowiek znajduje się pod ochroną reguł życia społecznego, stanowi natury, w którym żyje człowiek dziki, pozbawiony jakichkolwiek zasad zbiorowego życia"[65]. Co więcej, Pufendorf rozumiał kulturę jako rodzaj moralnego zobowiązania człowieka, realizowanego w życiu tak, "aby decyzje dotyczące jego obowiązków były podejmowane na właściwej drodze, aby sądy i opinie w sprawach budzących zwykle jego pożądanie były właściwie kształtowane i aby popędy jego ducha były regulowane i rządzone zasadą sprawiedliwego rozumu"[66].

We Francji w XVIII w. filozofowie i pisarze ostatecznie ustabilizowali znaczenie terminu culture w sensie intelektualnym, a nawet filozoficznym. Dla Woltera culture to przede wszystkim formation de l'esprit (kształtowanie umysłu).

W języku niemieckim wczesną definicję w duchu oświeceniowym sformułował Johann Christoph Adelung w dziele Doświadczenie historii kultury rodzaju ludzkiego (1782): "Kultura jest przejściem od stanu bardziej zmysłowego i zwierzęcego do ściśle powiązanych form życia społecznego"[67]. Utyskiwał jednak Adelung, że nie ma odpowiedniego pojęcia w jego własnym języku: "Wolałbym wybrać niemieckie wyrażenie na słowo "kultura", ale wiem, że żadne nie oddaje podobnego konceptu. Doskonalenie, oświecenie, rozwój umiejętności, każde z nich wyraża wiele, ale nie wszystko"[68].

Ukształtowane w Niemczech pojęcie kultury miało znaczący wpływ na języki europejskie, podobnie jak francuszczyzna. Dostrzec to można nawet w języku włoskim, bezpośrednim dziedzicu łaciny, gdzie pojęcie kultury (cultura), w swym pozarolniczym sensie, jak utrzymują niektóre słowniki etymologiczne, pojawiło się nie jako włoska kontynuacja łaciny, ale "pod wpływem niemieckiej Kultur (per influenza del tedesco Kultur)" [69].

Do krajów Europy Wschodniej i Północno-Wschodniej pojęcie kultury dotarło ze sporym opóźnieniem. W Rosji według Słownika historyczno-etymologicznego kultura pojawiła się prawdopodobnie w 1837 r., nieco inaczej pisana niż dzisiaj: культура (dziś култура)[70].

W Finlandii dopiero w poł. XIX w. słowo "kultura" - kulttuuri - pojawia się zrazu epizodycznie w tekstach literackich. W innych krajach bałtyckich sytuacja wydaje się podobna. W Estonii do pierwszego użycia pojęcia kultury doszło w 1870 r. w książce Carla Roberta Jakobsona Trzy głosy ojczyzny, w rzeczowniku złożonym kultuura-rahwas (kulturalny naród)[71]. W pobliskiej Łotwie kultura pojawiała się już na pocz. XIX w., najpierw w publikacjach społeczności niemieckiej w języku niemieckim w "Magazin herausgegeben von der Lettisch-Literarischen Geselschaft". Natomiast w rodzimym języku łotewskim kult?ra istnieje od 1837 r. za sprawą rosyjskiego dodatku do gazety "P?terburgas Av?zes", gdzie znalazło się określenie jej w sensie rolniczym, ale również duchowym: "Kultura [...] ożywia ducha ludu, jest przede wszystkim intelektualnym oświeceniem, które sprawia, że człowiek odważnie doskonali swe życie i staje się przydatny społeczeństwu. Narody posiadające kulturę są wykształcone i duchowo rozwinięte"[72].

We współczesnym języku greckim zapomniano o dawnych pojęciach hemerotes i paideusis i mamy w nim nowożytne już pojęcie koultoura, ale równolegle, szczególnie w określaniu i rafinowaniu piękna, używa się terminu kalliergeia, w odniesieniu zaś do intelektualnego kształcenia i rozwoju: anaptysis, a kultury obyczajowej - politismos.

Słowo "kultura" w Polsce

W Polsce pojęcie łac. cultura, w znaczeniu rolniczym, było zapewne znane już w średniowiecznych szkołach, szczególnie prowadzonych przez benedyktynów, którzy zapoczątkowywali wysoką w owych czasach kulturę rolną. Musieli zatem używać związanych z tym pojęć przynajmniej w tekstach lub w nauczaniu łaciny, choć ślady tego w zabytkach piśmienniczych się nie zachowały. W Słowniku języka polskiego Samuela Lindego (1808) terminu "kultura" jeszcze nie ma. Zapewne pojęcie kultury funkcjonowało w polszczyźnie na poziomie mówionym w pierwszych dwu dziesięcioleciach XIX w. Do jego upowszechnienia przyczynił się Adam Mickiewicz w Przemowie (!) do Poezyj w 1822 r.: "Tak więc u Rzymian kultura obca, od Greków pożyczona przerwała bieg naturalny kultury narodowej"[73]. Pojęcie kultury pojawia się też w I księdze Pana Tadeusza i, co ważniejsze, choć to dzieło ściśle związane z ziemiaństwem i rolnictwem, Mickiewicz nie używa tego słowa w sensie uprawy roli, ale odnosi je do obyczajów:

Jeśli kto i czuł wtenczas, że polskie ubranie

Piękniejsze jest niż obcej mody małpowanie,

Milczał; bo by krzyczała młodzież, że przeszkadza

Kulturze, że tamuje progresy, że zdradza!

Taka była przesądów owoczesnych władza![74].

Prawdopodobnie pierwszym słownikiem w Polsce, który odnotował hasło "kultura", choć jeszcze w łacińskim zapisie cultura, ale już z polskim objaśnieniem, był wydrukowany w 1841 r. Słownik łacińsko-polski księdza Floriana Bobrowskiego: "obrabianie, wypracowanie, uprawa, pilnowanie, doglądanie, staranie, utrzymanie, dozór [...] uprawa roli; polerowanie, kształcenie serca [...] uszanowanie, czczenie, szacowanie, szacunek"[75].

Odtąd pojęcie kultury wejdzie na stałe do wszystkich głównych polskich słowników i encyklopedii. W wileńskim Słowniku języka polskiego wydanym w 1861 r. nakładem Samuela Orgelbranda hasło "kultura" jest objaśnione jako "uprawa roli", ale i "uprawa umysłowa, kształcenie umysłu, obyczajów"[76]. Jednak w niektórych słownikach aż po pierwsze lata XX w. dostrzegamy przewagę "rolniczego" rozumienia kultury. W Wielkiej encyklopedyi powszechnej ilustrowanej z 1909 r. znajduje się wyłącznie "rolnicze" objaśnienie hasła "kultura". Ponieważ autorzy najwyraźniej się zreflektowali, że istnieje inne, dołączyli odpowiednie hasło w tomie uzupełnień. W większości słowników i encyklopedii do 1914 r. na pierwszym miejscu haseł pojawia się zawsze definicja "rolnicza", a dopiero na drugim jej edukacyjne i duchowe znaczenie: "Kultura, uprawianie pola, hodowla i pielęgnowanie roślin; uszlachetnianie człowieka przez wykształcenie jego popędów i zdolności, ukształcenie ducha"[77]. W słowniku trzech autorów: Jana Karłowicza, Adama Kryńskiego i Władysława Niedźwiedzkiego, kultura pojawia się wraz z przykładami użycia w obu znaczeniach, w tym duchowym jako "wpływ przeobrażający, wywierany przez człowieka na udoskonalenie spraw ludzkich i przystosowanie warunków otoczenia przyrodzonego do potrzeb; ogół wytworów ducha ludzkiego i przeobrażeń w otaczającej przyrodzie usiłowaniami człowieka osiągniętych"[78].

Ograniczenia kultury polskiej pod zaborami powodowały naturalny opór polegający m.in. na podkreślaniu wszelkiej aktywności kulturalnej i większe niż uprzednio docenienie tej dziedziny życia społecznego. Językowe pojęcie kultury okazało się w tej sytuacji niezwykle skutecznym orężem. Pisał w tym duchu dziennikarz tygodnika "Świat" w 1912 r.: "W społeczeństwie [...] pozbawionym przez losy możliwości prowadzenia w normalny a nakładowy sposób ukulturalnienia swego za pomocą własnych prawodawstw i podatków, każda instytucja staje się w sposób zastępczy ogniskiem wyrabiania i rozpowszechniania kultury, i instytucje zarobkowe, i sportowe, i klubowe"[79].

Po odzyskaniu niepodległości w 1918 r. podniósł się wydatnie stan polskiej kultury, autorzy mogli odtąd swobodniej niż pod zaborami upominać się o jej rozwój, co znajdowało wyraz w wielu publikacjach nie tylko literackich, lecz także naukowych, artystycznych, a nawet w prasie codziennej i sportowej. Do upowszechnienia duchowego znaczenia kultury w dwudziestoleciu międzywojennym przyczyniły się zwłaszcza czasopisma literackie, takie jak "Wiadomości Literackie" czy "Skamander". Sprzyjało temu pojawienie się nowych mediów: radia czy filmu. Społeczeństwo polskie i jego elity dowiodły, że potrafią wykorzystać odzyskaną wolność w procesie podnoszenia poziomu swojej kultury. Zagrożenia kultury polskiej w okresie II wojny światowej obfitowały w rozmaite inicjatywy broniące tożsamości kulturowej i stąd termin ją określający stał się jednym z najpowszechniej używanych w podziemnej literaturze i prasie. W okresie PRL nie przypadkiem dwa opozycyjne względem siebie czasopisma, tygodnik wychodzący w Warszawie reprezentujący linię Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej, a także emigracyjny miesięcznik ukazujący się w Paryżu, nosiły identyczny tytuł "Kultura".

Definicja kultury w ujęciu uniwersalistycznym i pluralistycznym

Definiowanie kultury nie jest proste: "Kultura to semantyczne monstrum - może mieć przemiennie sens laudacyjny i obraźliwy, idealistyczny i materialistyczny, wysoki i niski, cząstkowy lub globalny, ekskluzywny i ekspansywny, ale we wszystkich przypadkach utrzymuje w sobie sugestię szerokiego zasięgu i rozwoju"[80]. W 1952 r. amerykańscy antropologowie kultury, Alfred Louis Kroeber (1876-1960) i Clyde Kluckhohn (1905-60), zredagowali i wydali sławny słownik... jednego hasła ujętego jednak w ponad 200 różnych definicjach kultury: Culture. A Critical Review of Concepts and Definitions (Kultura. Krytyczny przegląd koncepcji i definicji). Po ponad 60 latach słownik ten, gdyby go uzupełnić definicjami powstałymi po 1952 r., zawierałby z pewnością nieporównanie więcej haseł. Ale i liczba definicji podanych w pierwotnym wydaniu wystarcza, by się przekonać o ogromnym zróżnicowaniu w rozumieniu tego terminu. Nie istnieje bowiem jedna, uniwersalna definicja kultury i chyba w najbliższej przyszłości takiej się nie doczekamy. Stąd niektórzy historycy kultury unikają prób jej zdefiniowania. Bohdan Cywiński, w swojej monumentalnej pracy o szańcach kultur Europy Wschodniej, wyznaje wprost: "Co to jest kultura, jak wiadomo, nie wiadomo. Ilu badaczy, tyle definicji. Podszedłem więc do tematu z chytrze zaplanowaną naiwnością: poświęcając tej tematyce całą książkę, nigdzie nie piszę, o czym konkretnie mowa. I liczę, że czytelnicy zrozumieją to bez kłopotu" [81].

Zostawmy zatem to definicyjne monstrum na uboczu. Bez względu na preferowaną definicję, o której za chwilę, zauważmy jednak podstawową dla nas dwoistość jej rozumienia wyrażającą dwa podejścia określające jej funkcje we współczesnym świecie. Podejście pierwsze ma charakter uniwersalistyczny lub globalistyczny i traktuje kulturę jako totalne dziedzictwo ogółu ludzkości, mające jednak liczne podtypy i odgałęzienia. W tym podejściu kultura europejska okazuje się częścią i uczestnikiem procesu rozwojowego całej ludzkości.

Przeciwstawne jest podejście pluralistyczne lub relatywistyczne, którego zwolennicy uważają, że nie istnieje jedna uniwersalna kultura ludzka, istnieją natomiast różne kultury, charakteryzujące pojedyncze rejony, narody, społeczności lub grupy społeczne, dodatkowo zróżnicowane przedziałami czasowymi czy epokami historycznymi. Według tej koncepcji kultura europejska jest tylko jedną z wielu kultur, dodatkowo zróżnicowaną kolejnymi oddzielnymi kulturami.

Uniwersalizm kultury ludzkiej, jako jeden z pierwszych, dostrzegł i uzasadnił w 1860 r. niemiecki etnograf i psycholog Adolf Bastian (1826-1905). W swej pracy Der Mensch in der Geschichte (Człowiek w historii; 1860), sugerował, by rozumieć kulturę jako "psychiczną jedność całej ludzkości", a w innym sformułowaniu - jako "zasadę jedności rozumu ludzkiego". Zdaniem Bastiana ludzie bez względu na to, jaką lokalną kulturę reprezentują, zachowują się podobnie w podobnych sytuacjach, wykazują podobne doświadczenia egzystencjalne i charakter swych osobowości. Decyduje o tym uniwersalizm natury ludzkiej, a także funkcjonujące między poszczególnymi ludami kontakty międzykulturowe. Autor doszedł do tych wniosków po serii podróży badawczych po Ameryce, Afryce i Azji, po których opublikował aż kilkadziesiąt (!) monografii o charakterze etnologicznym, psychologicznym i kulturoznawczym. Przez zestawienie kultur azjatyckich z europejską starał się dowieść, że bez względu na różnice istniejące między nimi mają one charakter oparty na tych samych uniwersalnych podstawach. Najważniejsze pod tym względem wydaje się jego opulikowane w 1901 r. dwutomowe dzieło Der Menschheitsgedanke durch Raum und Zeit (Idea ludzkości w przestrzeni i czasie)[82]. Po porównaniu kultur azjatyckich, amerykańskich i afrykańskich z europejską, Bastian uznał, że kultury całego świata zawierają w sobie te same najistotniejsze i elementarne idee (Elementargedanken). Zgodnie z jego poglądami różnorodne kultury czy "idee ludowe" (Völkergedanken) stanowią raczej regionalne odmiany tych samych podstawowych idei niż idee odrębne. Taki punkt widzenia z pewnością utorował drogę do nowoczesnego, uniwersalistycznego pojmowania kultury, silnie różniącego podejście Bastiana od wielu nacjonalistycznie zorientowanych niemieckich badaczy kultury przekonanych o odrębności i wyższości kultury europejskiej, a zwłaszcza niemieckiej, nad innymi.

Po Bastianie wielu historyków i antropologów kultury, jak omawiany w innym miejscu Anglik Edward Burnett Tylor czy amerykański etnolog Lewis Henry Morgan, poszło drogą pojmowania kultury w duchu uniwersalistycznym. Wśród niezliczonych prób takiego jej zdefiniowania zwraca uwagę modelowa wręcz definicja tego typu australijskiego psychologa działającego w Nowej Zelandii, Ralpha Piddingtona (1906-74): "kultura ludzi może być określona jako ogólna suma ich wyposażenia materialnego i intelektualnego, które zaspokaja ich biologiczne i społeczne potrzeby oraz adaptuje ich do środowiska" [83].

Swoiste definiowanie kultury w sensie uniwersalistycznym, rozumianym jako internacjonalizm kulturowy, tworzyli marksiści byłego bloku socjalistycznego. W okresie stalinizmu rozumieli przez to pojęcie internacjonalistyczną jedność klasową, wykluczając z niej jednak zgoła nieuniwersalistycznie ciemiężycieli klasy robotniczej, czyli burżuazję. Stąd Bolszaja Sowietskaja Enciklopedija dzieli rozumienie kultury na dwa różne działy i etapy rozwojowe oraz odpowiadające im teorie: epokę przedmarksistowską, rozważaną pospołu z późniejszą niemarksistowską, oraz epokę marksowsko-leninowską [84].

Typowy przykład ortodoksyjnej definicji marksowsko-leninowskiej znajdziemy w słownikach i encyklopediach radzieckich, a także w podobnych wydawnictwach krajów pod dominacją radziecką, tak jak w Słowniku języka rumuńskiego okresu stalinowskiego: "ogół wartości materialnych i duchowych kreowanych przez ludzkość w procesie pracy uspołecznionej, rozwijanych na przestrzeni wieków". Ta część definicji nie budzi zastrzeżeń i dopiero ilustrujący ją przykład wzięty z przemówienia Gheorghiu-Deja, I sekretarza Ru­muńskiej Partii Komunistycznej, wyjaśnia jej rzeczywisty ideologiczny zakres: "Doświadczenie i wsparcie Związku Radzieckiego pomaga [...] w budowaniu kultury prawdziwie ludowej, w zwalczaniu bezwzględną walką wpływów ideologii burżuazyjnej, w tworzeniu nowej kultury, oświeconej wielkimi ideami Lenina-Stalina, kultury socjalistycznej w treści i narodowej w formie"[85].

Po śmierci Stalina poprzestawano już tylko na leninowskiej koncepcji kultury proletariackiej: "kultura proletariacka powinna być prawidłowym rozwinięciem tych zasobów wiedzy, które ludzkość wypracowała"[86].

Klasyczna, rozwinięta definicja kultury marksistowskiej obejmowała silnie eksponowany element ekonomiczny, polityczny i ideologiczny: "całość materialnego i duchowego dorobku ludzkości, utrwalonego i wzbogaconego twórczym wysiłkiem następujących po sobie pokoleń, określającego poziom rozwoju społeczeństwa w danym etapie rozwoju historycznego, dorobku uwarunkowanego zdolnością opanowania i przystosowania sił przyrody do potrzeb człowieka oraz stanem wiedzy wyrażającym się w przyjętych formach organizacji życia ekonomicznego, społeczno-politycznego, w ideologii, systemach prawnych, filozoficznych, moralnych, w twórczości artystycznej, w tradycjach, obyczajach i zwyczajach obowiązujących w danym społeczeństwie, w danym okresie historycznym"[87].

Definicję kultury typu pluralistycznego podał wśród wielu innych zoolog i pionier ekologii George Evelyn Hutchinson. Jego zdaniem kultura to "klasa wszystkich zachowań okazywanych w obrębie grupy, co nazywamy kulturą danej grupy"[88].

Przyjęcie jednego z tych podejść do kultury, uniwersalistycznego lub pluralistycznego, ma dalekosiężne skutki. Zmusza bowiem do odpowiedzi na pytanie, czy potraktujemy kulturę europejską jako część kultury uniwersalnej, czy też w świetle np. ujawnionych ostatnio ostrych różnic między kulturą zachodnią a islamską o jakimkolwiek uniwersalizmie nie ma mowy, a przeciwnie - mamy do czynienia z konfliktem skrajnie odmiennych, wzajemnie się wykluczających spluralizowanych kultur. Argumenty na rzecz każdego z obu tych podejść są różne, żaden z nich nie zawiera jednak elementu decydującego i prze­­ważającego.

Wczesnym zwolennikiem uniwersalistycznego podejścia był z pewnością angielski historyk Edward Augustus Freeman (1823-92): "Nie ulega wątpliwości - mówił w 1878 r. podczas swych wykładów w brytyjskim Instytucie Królewskim - że najważniejsze wynalazki cywilizowanego życia [...] były nieustannie odkrywane w odległych od siebie czasach, w miarę jak różne narody osiągały odpowiedni poziom postępu społecznego, gdy takie wynalazki stawały się potrzebą. Stąd druk został niezależnie wynaleziony w Chinach i w średniowiecznej Europie. [...] możemy mieć inną ilustrację tego w sztuce wznoszenia najstarszych budowli w Egipcie, Grecji, Włoszech, na Wyspach Brytyjskich i w zrujnowanych miastach Ameryki Środkowej, co dowodzi, że wielkie wynalazki łuku architektonicznego i wielkich bazylik dokonały się więcej niż jeden raz w historii ludzkiej sztuki [...]. Nie możemy też wątpić, że wiele najprostszych i najbardziej istotnych umiejętności cywilizowanego życia - wykorzystanie wiatraka, łuku, udomowienie konia, umiejętność drążenia łodzi z pni, odnaleźć można wielokrotnie w odległych od siebie czasach i miejscach. [...] Jest tak i z instytucjami politycznymi. Takie same systemy ustawicznie objawiają się daleko od siebie, po prostu dlatego, że okoliczności, które spowodowały ich powstanie, zaistniały w czasach i miejscach odległych od siebie"[89].

Wnioskuje więc Freeman, że skoro istnieje tyle podobieństw w kulturach z różnych epok i miejsc, to musiał je wytworzyć człowiek o tych samych twórczych predyspo­zycjach. W takim razie człowiek sam sobą unifikuje odległe kultury, tak podobne do siebie mimo wszystkich różnic, że można mówić o ich uniwersalnym charakterze. Wnioski Freemana wsparł później i niezależnie John Murphy, z punktu widzenia fizjologii i biologii: "Podobieństwo idei i działań człowieka można wyśledzić przede wszystkim [...] w strukturze ludzkiego mózgu i w konsekwencji w naturze jego umysłu. Ponieważ ten organ we wszystkich stadiach ludzkich dziejów okazuje się taki sam, jeśli chodzi o strukturę i procesy nerwowe, to i umysł ma określoną uniwersalną charakterystykę, moc i sposób działania"[90].

Jednak argumenty przeciwników uniwersalizmu kulturowego są także silne. Utrzymują oni, że podobieństwo anatomii i fizjologii człowieka i jego wytwory nie wystarczają, bo chociaż ludzkie mózgi i umysły działają w sposób podobny, to końcowy efekt tego, co w nich powstaje i określa rzeczywistość, jest zupełnie inny. Ponadto w dziejach ludzkich pojawiało się, co prawda, wiele kultur, ale tylko niektóre przetrwały dłuższy czas. Jeśli za ich wytworzenie odpowiada ten sam uniwersalny czynnik, to dlaczego niektóre z nich okazały się znacząco słabsze, a inne nieporównanie silniejsze i trwalsze? Wspomniany już wcześniej Joseph Arnold Toynbee, angielski historiozof, utrzymywał w swym wielkim 12-tomowym dziele A Study of History (1934-61; Studium historii), że w ludzkich dziejach istniało 19 wielkich cywilizacji, z czego przetrwało do czasów obecnych zaledwie pięć. Jego zdaniem, choć ok. 600 innych funkcjonowało w sposób dziejowo widoczny, nawet jeśli tylko w krótkim przedziale czasu, jednocześnie kilka tysięcy lokalnych, pomniejszych kultur nigdy nie osiągnęło stanu dłuższej i szerzej oddziałującej egzystencji. Stąd pytanie, że jeśli te społeczeństwa miałyby reprezentować tę samą zdolność człowieka do wytwarzania uniwersalnej kultury, to dlaczego wyginęły. Toynbee uważa, że uniwersalizm kultury, określany przezeń mianem jedności cywilizacyjnej (unity of civilization), to po prostu koncepcja zwodnicza, której ulegli zachodni historycy i antropologowie kultury za sprawą swej arogancji wypływającej z przekonania o wyższości i dominującej roli kultury zachodniej, a także z rodzaju poprawności politycznej i "wszechobecności w świecie zachodnich idei ekonomicznych i politycznych"[91].

Świadomą rzeczniczką nieprzekraczalnych różnic dwu odmiennych kultur, zachod­­­niej i islamu, a przy tym koncepcji pluralistycznej, była włoska dziennikarka Oriana Fallaci. Podkreślała w swych publikacjach i wystąpieniach, że jakikolwiek dialog Zachodu ze światem muzułmańskim jest niemożliwy, a tezy o istnieniu umiarkowanego islamu, zdolnego do kompromisu, jako przedstawiciela kulturowego uniwersalizmu, są iluzją. Zgoła nieteoretycznym dowodem - czerpanym wprost z rzeczywistości - wydaje się w takim podejściu brak asymilacji muzułmańskich środowisk imigranckich w Europie, skąd mimo wychowania w jej kulturze wywodzi się tak wielu nienawidzących ją terro­rystów[92].

Jaką zatem koncepcję kultury przyjmujemy? Odpowiedź jest z mojego punktu widzenia oczywista: kompromisową wobec obu tych podejść, jak u Ralpha Lintona (1893-1953), amerykańskiego antropologa kultury, który uważał, że "jako ogólny termin kultura oznacza całkowite dziedzictwo ludzkości, a jako termin specyficzny - szczególną odmianę tego dziedzictwa"[93].

Podziękowania

Trudno wymienić wszystkie osoby i instytucje, które w trakcie powstawania tej pracy okazywały mi różnorodne formy wsparcia. Wśród instytucji był to przede wszystkim Uniwersytet Szczeciński w osobach jego Rektora Profesora Edwarda Włodarczyka, Profesorów Jerzego Eidera i Włodzimierza Stępińskiego, którzy w momencie mojego przymusowego zesłania na emeryturę przez uczelnię, z którą byłem związany przez kilkadziesiąt lat, zaoferowali mi u siebie pełne zatrudnienie pozwalające na kontynuowanie pracy naukowej i pisarskiej w akademickim klimacie. Podziękowanie wyrażam Pani Dziekan Katarzynie Dziubalskiej-Kołaczyk, która wbrew nieprzychylnym mi okolicznościom zapewniła mi niewielkie symboliczne zatrudnienie na Wydziale Anglistyki Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Obie formy zatrudnienia pozwalały na finansowanie pracy badawczej i pisarskiej. Okazało się to istotne w sytuacji, gdy zarówno polskie, jak i europejskie instytucje przyznające granty na projekty naukowe wręcz rutynowo odmawiają ich osobom w wieku emerytalnym, zapewne z obawy, że przyznana pomoc nie zostanie w pełni wykorzystana, a zadanie zrealizowane.

Specjalne podziękowania kieruję do Profesorów Włodzimierza Appela z Uniwersytetu Toruńskiego i Stanisława Puppla z UAM, których erudycja okazała się pomocna w opracowaniu hipotezy związanej z etymologią nazwy Europa. Profesor Bolesław Andrzejewski z UAM cierpliwie czytał, poprawiał i uzupełniał podrozdziały dotyczące klasycznej filozofii greckiej, hellenistycznej i rzymskiej. Profesor Jannis Mouratidis z Uniwersytetu Arystotelesa w Salonikach i Profesor Marina Loukaki z Narodowego Kapodistriańskiego Uniwersytetu w Atenach dostarczali mi rzadkie, niedostępne w Polsce publikacje, przesyłając je w drukowanych oryginałach lub w dokumentach PDF, i konsultowali mailowo poszczególne zagadnienia kultury greckiej i bizantyjskiej. W różnych zakresach pomocy udzielali mi profesorowie i pracownicy naukowi wielu uczelni, w tym zagranicznych: Dmitrij Łukianow (Irkucki Uniwersytet Państwowy), Pere Lavega y Burgues (Uniwersytet w Lejdzie), Otto Schanz (Uniwersytet Koblenz-Landau). Podczas gdy docieranie do łatwo dostępnych materiałów dotyczących głównych kultur europejskich nie nastręczało trudności, szczególną wartość miała pomoc w osiąganiu rzadkich źródeł odnoszących się do kultur bałtyjskich, które dostarczali mi w formie oryginalnych, skanowanych materiałów, zaopatrując je w tłumaczenia na dostępny mi język angielski, Profesorowie Külli Habicht (Uniwersytet Tartu) oraz P?teris Vanags (Uniwersytet Sztokholmski). Podziękowania wyrażam specjalistom wykładającym kultury orientalne, pomocnym w zrozumieniu różnic dzielących kulturę europejską od azjatyckiej: w zakresie kultury chińskiej był to Pan Minqi Chen i kultury koreańskiej Pan Kyong-geun Oh (obaj z UAM). Japońską koncepcję kultury konsultowałem z Doktorem Hisae Matsui z Uniwersytetu Princeton, wietnamską - z Panią Profesor Andreą Hoa Pham z Uniwersytetu Florydy. Wśród polskich specjalistów pomagali mi swoimi konsultacjami profesorowie i pracownicy naukowi: historyk sztuki Tomasz Wujewski, rusycysta Profesor Andrzej Sitarski, rumunistka Danuta Borzych (wszyscy z UAM), hiszpanistka Zuzanna Jakubowska-Vorbrich z Uniwersytetu Warszawskiego, a także Alina Nowińska z Biblioteki Narodowej w Warszawie oraz Katarzyna Bik z Muzeum Narodowego w Krakowie.

Najgorętsze podziękowania składam jednak recenzentce tomu, specjalistce literatury antycznej Pani Doktor Aleksandrze Arndt, której uwagi krytyczne, ale nade wszystko sugestie uzupełnienia tekstu mojej pracy o takich autorów jak Tibullus, oparte na jej własnych tłumaczeniach i opracowaniach, istotnie wzbogaciły książkę.

Pisząc prace poświęcone historii kultury, dokładam wszelkich starań, by dotrzeć do miejsc związanych z powstającym tekstem. Jeśli chodzi o okres starożytny, to odwiedziłem większość najważniejszych z wyjątkiem Egiptu i Syrii. W poznawaniu kultury greckiej pomaga mi sprawowana od 1992 r. funkcja wykładowcy, a w latach 2001-04 (z przerwami) profesora prowadzącego jeden z segmentów dorocznych post-graduate seminars dla doktorantów historii sportu oraz filologii klasycznej, filozofii i innych nauk humanistycznych w Międzynarodowej Akademii Olimpijskiej. Piękny kampus Akademii, oddany do użytku młodzieży z całego świata, znajduje się nie gdzie indziej, tylko w antycznej Olimpii, tuż obok wykopalisk archeologicznych. Wykładanie w tym miejscu, m.in. wpływu sztuki i literatury greckiej o tematyce sportowej na europejską, oraz publikowanie tych wykładów w języku greckim w rocznikach Akademii ma dla mnie szczególną wartość emocjonalną i uważam to nie tylko za wyjątkowy zaszczyt, lecz także za swoiste upoważnienie do wypowiadania się na temat greckiego antyku.

Akademia umożliwiła mi też poznanie najważniejszych miejsc - od położonych na północy Delf aż po znajdujące się dziś na terenie Turcji zabytki po dawnych miastach jońskich z Efezem na czele. Szczególną wartość miała dla mnie wyprawa studyjna statkiem dla czterech wyróżnionych wykładowców Akademii po najważniejszych miejscach greckiego Śródziemnomorza, w tym Akrotiri na wyspie Santorin, Knossos na Krecie i zabytków Rodos. Kierował nią Profesor Nikolaos Yalouris (Gialouris), ówczesny dyrektor wykopalisk Grecji i Olimpii (te funkcje są tradycyjnie łączone, gdyż Olimpia jest najważniejszym stanowiskiem archeologicznym kraju). Ta niezwykła eskapada, mająca charakter wędrownego seminarium, pozwoliła mi na pełniejszą niż wcześniej ocenę ekspansji cywilizacji helleńskiej, wzbogacaną potem przez ćwierć wieku wykładami w Akademii na terenie Olimpii, niezliczonymi rozmowami z greckimi uczonymi, jak z nieżyjącym już dziś Nikolaosem Nissiotisem, Kleanthisem Paleologosem czy obecnym honorowym dziekanem Akademii Panem Profesorem Konstantinosem Georgiadisem.

Nie mniejsze znaczenie miały kontakty z wykładającymi tu pospołu ze mną filologami klasycznymi, historykami starożytności i filozofami, szczególnie niemieckimi, jak Manfred Lämmer, a także studentami, w tym Cypryjką Cleą Hadjistephanou. Clea obroniła pracę magisterską poświęconą własnym odkryciom archeologicznym na rodzimej wyspie na Kalifornijskim Uniwersytecie Stanowym. Dzięki wsparciu rządu cypryjskiego mogła ją opublikować (w książce tej znalazła się dedykacja dla piszącego te słowa).

Stowarzyszenie Olympos, kierowane przez greckiego przedsiębiorcę Pavlosa Pisanosa i sekretarza Ferdynanda Königa, planowało po 1984 r. budowę na terenie prowincji Ekaterinii u stóp Olimpu wzorowanego na antyku miasta będącego centrum kultury greckiej. Zespołem specjalistów kierował profesor architektury i członek Greckiej Akademii Nauk Solon Kydoniatis. Ku memu zaskoczeniu zaproszono mnie do tego zespołu i powierzono zadanie opracowania założeń ideowych rekonstrukcji urządzeń atletyki antycznej. Był to niebywały zaszczyt dla cudzoziemca w postaci ideowego współprojektowania z kolegami greckimi repliki antycznego miasta. Niestety po latach, po czterech spotkaniach roboczych i konferencji, idea przygasła, gdyż Grecja skoncentrowała swój główny wysiłek finansowy na organizacji igrzysk w Atenach w 2004 r., a potem popadła w kryzys ekonomiczny. Czy rzecz odżyje w przyszłości, zwłaszcza biorąc pod uwagę owe realia ekonomiczne, trudno w tej chwili przesądzić. Kilkuletnia i bezpośrednia współpraca z czołowymi przedstawicielami nauki i kultury greckiej związanymi z tą ideą dostarczyła mi trudnej do osiągnięcia w innych warunkach wiedzy o istocie cywilizacji greckiej.

Pierwszy kontakt z zabytkami antycznego Rzymu, z początku raczej turystyczny, umożliwiła mi kariera reprezentanta Polski w lekkoatletyce i start w rzymskim półfinale Pucharu Europy (1965), a przy okazji wycieczka po zabytkach tego miasta zorganizowana dla uczestników imprezy przez kierownictwo polskiej ekipy. Dopiero później moją wiedzę o antycznym Rzymie wzbogaciły kontakty ściśle naukowe, w tym konferencja i jedno z jej seminariów odbyte wśród zabytków Via Latina. Kolejne wizyty w Rzymie, a także w innych miejscach ekspansji imperium, w tym dwa pobyty na Murze Hadriana, były związane z konferencjami naukowymi i specjalnie aranżowanymi indywidualnymi wyjazdami studyjnymi, również do takich miejsc jak Bath czy zabytki epoki neolitycznej w rodzaju Stonehenge. Konferencje w Santander, Lorient i Nantes wiązały się z poznawaniem zabytków neolitycznych hiszpańskiego i francuskiego wybrzeża atlantyckiego.

Czytelnik zechce mi wybaczyć tę długą listę, chciałem jedynie podkreślić, że moja praca nie powstała li tylko na podstawie wiedzy książkowej, lecz że jest podbudowana licznymi i dalekimi od turystycznej powierzchowności kontaktami z miejscami, o których piszę.

Tłumacze literatury rezygnują często z filologicznej dokładności tekstu, by ulepszyć go pod względem ekspresji literackiej. Nierzadko uniemożliwia to analizę zjawiska okreś­lonego np. pojęciem znajdującym się w oryginale, ale nieużytym w przekładzie. Dokonywałem wówczas własnych tłumaczeń, które konsultowałem z trudną do wymienienia liczbą specjalistów. Epoka starożytna jest szczególnie obfita w podobne przypadki, stąd specjalne podziękowania składam mojej żonie Romanie, hellenistce i lektorce języków klasycznych, pracującej na UAM, która pomagała mi w dokładnym tłumaczeniu tekstów łacińskich i greckich. Przekładów ze wszystkich pozostałych języków obcych, jeśli nie są w przypisach objaśnione inaczej, dokonywałem osobiście.

Bibliotekarze stanowią szczególną kategorię pomocnych osób. To ludzie o głębokiej wiedzy, potrafiący podsunąć niejedną myśl wykorzystywaną potem w tekście pracy, skuteczni w wynajdywaniu rzadkich pozycji, do których bez znajomości autora czy tytułu trudno byłoby dotrzeć. Ze wszystkich bibliotek, z których korzystałem, najwyżej cenię sobie niewielką czytelnię Poznańskiego Towarzystwa Przyjaciół Nauk, o niezwykłym zaiste genius loci. Znajduje się tu księgozbiór pełen unikatowych, dawnych wydawnictw. Pomocą służył mi zespół bibliotekarek: Barbara Borszewska, Maria Kubicka i Bogumiła Szopa-Strzelczyk. Wśród innych wyróżnić chciałbym jeszcze Doktor Katarzynę Gmerek, Natalię Figan i Krystynę Gozdowską z Biblioteki Głównej UAM, Dorotę Daleszyńską z Biblioteki Instytutu Filologii Polskiej i Klasycznej UAM, Izabelę Mytko, wieloletnią kierowniczkę Biblioteki Wydziału Neofilologii UAM, oraz pracujące pod jej kierunkiem kustoszki Renatę Piętę i Dorotę Cholewińską. Katarzyna Barałkiewicz z Biblioteki Instytutu Historii Sztuki UAM cierpliwie, i to wielokrotnie, sporządzała dla mnie fachowe kwerendy, wyszukując stosy książek z historii malarstwa, rzeźby, architektury, arrasów i ubiorów, czym powodowała... ustawiczny kłopot związany z ich nadmiarem.

Żadna z wymienionych osób i instytucji nie ponosi oczywiście odpowiedzialności za ewentualne pomyłki czy moje kontrowersyjne i niekiedy ryzykowne sądy zawarte w tej pracy.

Nie byłbym wreszcie sobą, gdybym ironicznie, choć oczywiście tylko anonimowo, nie podziękował specjalistom różnych dyscyplin naukowych, którzy uznali mnie za intruza wkraczającego w sposób nieupoważniony na ich terytorium i bądź odmawiali mi pomocy bez choćby próby wczytania się w tekst, bądź starali się zdegradować pracę na podstawie drugorzędnych potknięć. Mimo że antyk jest tylko częścią mojej ogólniejszej pracy - jako historyka kultury - nie uważam się za nieupoważnionego: kilkadziesiąt lat prowadzenia wykładów i seminariów w Grecji, i to w antycznej Olimpii, gdzie jak dotąd nie pojawił się w podobnej roli żaden polski historyk starożytności ani filolog klasyczny, wreszcie praca w trzech różnych zespołach działających w Grecji na rzecz greckiej kultury i olimpizmu, są w moim przekonaniu wystarczającym uprawnieniem do pisania o tradycjach tego kraju, podobnie jak cztery publikacje w języku nowogreckim. Jedynym skutkiem prób utrudniania mi pracy była większa mobilizacja, a jej pierwszym rezultatem jest ta oto książka.