***
Pani Profesor,
Pani jawi się umysł jako ogród.
Trauma go dewastuje i czasami nic nie da się zrobić, jesteśmy bezsilni. Obecnie tkwimy w izolacji. Jesteśmy sami ze sobą. Czasami jakiś krzyk rozrywa serce. Ciekawe, że rozumie to Pani jako specjalistka zajmująca się ciałem. Ale ono i ma swoją traumę. Nie spotkamy się w Katowicach. Epidemia niweczy wszystko. Niedługo ludzie będą całowali ślady stóp, jakie napotkali. Może jak wyjdą wreszcie któregoś dnia - poczują się znowu bezpiecznie - odbudują swój świat, ale kto to przeżył już nigdy nie zapomni, co to samotność. Ona tylko wylazła z nas na wierzch. Nie zagłuszają ją świąteczne piosenki. Nie mamy do niczego nastroju. Opadamy z sił. Szumnie nie wyciągamy jak co roku rzeczywistości złudy, którą mamy ukrytą na specjalne okazje w kartonach.
Mam w sobie taką nicość i mam w sobie takie trwanie... Upiję się dziś. Jest sobota. Nie ważne, że jestem pedagogiem, jestem człowiekiem. Przechodzę odwyk duszy. Stale ktoś mi wisi na telefonie. Andrzej tylko chce się wieszać...
Ja też mam swoje powody, do lęku, rozpaczy i nadziei, do trwania i umierania.
Tak, mój umysł jest jak ogród, nie można tam wejść i zrobić porządku.
Autystyczne zamknięcie, głód duszy.
To jest ciężkie uzależnienie, od życia, nie umiemy odchodzić. Jesteśmy tak przywiązani do wszystkiego, co jest materią, tylko nie nami autentycznymi.
Nie ważne, jaki narkotyk. Zabija jak miłość i wznosi jak miłość. Potem padasz na twarz, na ulicę. Z miłością też tak bywa, wcale nierzadko. W bezdomność wchodzi się z domu, na ulicę, na śmietnik istnień. Zbadałam to, miałam 23 lata, byłam młodym pedagogiem już, kończyłam licencjat. Miał mieć poziom doktoratu. Tak, studium samotności jest dogłębne, tym jest bezdomność, jakże więc jej dużo.
Pani wszystko słyszy między wersami. Taki bywa dla siebie obcy człowiek. Taki sadystyczny.
Wszystko ma swój początek, trauma też. Lubimy być w niej sami, wtedy nas otacza jak ściany. Czasami te ściany zaciskają nam się u szyi, jak pętla.
Kartka z dziennika - 12.03.2010
Bruk. Ulica. Ćpun. To już nie jest tak. Poznałam ekskluzywne meliny. Zauroczył mnie świat, świat przystępny nocą, ludzi, jacy za dnia są niedostępnymi autorytetami. Nocami sprzeniewierzają się wszystkiemu, czym żyją. Profesorowie uprawiają seks w klubach, przygodny. Spada z nich ciśnienie i presja. To dziwne jak widzisz wicedyrektorkę instytutu filologii w objęciach pierwszej dziewczyny, która zjawi się w nocnym klubie. Roksana lubiła przetoczyć się przez wszystkie kluby. Kraków ma swoje podziemie.
Jeszcze wcześniejsze kratki z dziennika: 11.09.2007
Szukam, szukam. Aż znajdę. To są proste odpowiedzi. Ja chciałam trochę życia zajarać. To nie było w modzie. Ale zrobił się bum - na dopalacze. Widzi się dopiero w nich śmierć, miały dodawać energii. Tak je poznałam. Nie wiedziałam, że piję śmierć, że to współczesne narkotyki, najmocniejsze. Miałam palpitację serca, potem arytmię. Chodziłam nakręcona jak zegarek nocą. Dotykałam ścian. Były takie zimne, jak ja. Jak moje ciało. Moje ciało chłodne, a rzucone na ruszt umysłu. Myśli miały pogoń we mnie. Kręciłam się jak bombka wokół ciała swoich świadomości. Stały się odmienne. A ja mam same piątki w dzienniku. Zaczynam być na opak.
23.11.2006
Kosmos, mam w sobie. Kosmos. Kosmos - spotkałam Ankę przed szkołą na placu zabaw. To jest kosmos, miesza leki według wskazań uzależnionych farmaceutów. Mówi, że na coś musimy umrzeć. Kusi, że mamy chwilę, dla siebie. Jesteśmy teraz. Któregoś jutra nic nie będzie i nie spróbujesz kopa pod księżyc.
To wszystko bierze się z roztrzaskanej duszy. Anka ma ekstazę. Łączysz się w niej ze sobą. Stała się modna. Intryguje ludzi, bo podobno dociera się przez nią do relacji ze sobą i można innych lepiej odczuć. Człowiek dociera do głębi.
To moje szukanie, od wczesnego dzieciństwa chciałam być archeologiem.
Największe wykopaliska można prowadzić w duszy.
Zaprzyjaźniłam się z psycholog, jest w wieku dojrzałym. Ewa nic nie wie. Nie wiem, po co mi ten kontakt. Nie jest oczywiście terapeutyczny, ale Ewa jest nadgorliwa. Myślę, że nie domyśla się, jakie mam z kim relacje. Lubię swoją skrytość. Przepadać ulicami Krakowa, gadać z bezdomnymi, poznawać życie, jakie jest. Ewa zaczyna jednak ostatnio zachowywać się jak nie znajoma, ale terapeutka. Intuicja?
Ewo,
gdybyś zobaczyła mnie nago - to znaczy najbardziej nago - moją duszę... Ale zajrzeć nie możesz. Mówią, że się psuję, ale niektórzy tak mówili lata temu, a co w tym złego jak się grało w piłkę z chłopkami na boisku i było się w tym dobrym? Może sport byłby ratunkiem, mobilizacją, ale tu nie było żadnego klubu. Tu była wieś, gdzie żyłam. Kalwaria Zebrzydowska ponad 3 kilometry stąd, najbliżej. Małe, spokojne miasteczko. Przyjeżdżał tu czasem teatr profilaktyczny z wielkiego świata, ale byliśmy zaszczepieni na takie działania. Uważaliśmy, że znamy się najlepiej, mieliśmy dostęp do sieci i informacje z pierwszej ręki od uzależnionych, jacy chcieli nas pogrążyć w nałogu, może, by poczuć się lepiej, bo komuś też jest źle? Starczy, że odezwie się w tobie jakaś trauma, będzie przyjaciel i cię wciągnie... Ale chcesz też czegoś doświadczyć, wypowiedzieć się, być w jakimś temacie mądrym... Takie to naiwne, ale prawdziwe.
A może ekstaza jest sposobem. Na świecie są rejony, gdzie jest wciąż wykorzystywana do terapii. Ewa mi tego nie powie, ale fora tak.
Wypiłam mały strumyk śmierci. Przeczytałam potem, co to jest. Syntetyczne kannabinoidy. Powinnam dostać piątkę z chemii. Ów syntetyk jest jak związek psychoaktywny w marihuanie. Odkrywam nowy świat. Dziwny błogostan, bardzo silne odprężenie. Nie zawsze - drugi strumyk śmierci - tym razem dezorganizacja i halucynacje, czyli piekiełko. Anka się śmieje, że będziemy kiedyś terapeutkami uzależnień z prawdziwego zdarzenia.
Jak się wraca w piątek ze szkoły - masz już swoje lata nastoletnie - już cię nie ciągnie do wypraw w góry. Chcesz rozwikłać zagadki umysłu i relacji. Może chciałabym to wszystko opowiedzieć Ewie, ale jako człowiekowi. Jednak wiem, żeby wszczęła całe profesjonalne procedury. To nie jest miłe, bo każdy ma swoje emocje, chce być traktowany podmiotowo. Chcę się włóczyć i poznawać. Ewa zabrałaby mi wolność. Można nawet wylądować przez takie rzeczy w instytucji, a ja wciąż mam wzorową opinię, osoby skrytej i nieodstępnej. Nie chcę, by ktoś się wtrącił, bo ja mam swoje odcienie w życiu jak kogoś poznam. Mówi się, że to ryzyko. Ja chcę trochę poznać świata, z autopsji, by coś naprawdę wiedzieć. Tak, bywa nuda okrutna.
Nie lubię jak... Kopnie mnie półsen... Wczoraj tak było. Czytałam na forum, że Anka wzięła się za benzodiazepiny. Ścięło mnie w jednej chwili. Co ja właściwie robię? Ale ten sen... Zdawał się chwilami słodki. Chodziłam po swojej rzęsie.
Dostałam e-mail przed chwilą od Ewy:
Wycofujesz się. Myślę, co robisz całymi dnami. Podobno nie było Cię dwa dni w domu. Rodzice się martwią. Gdzie byłaś...
Odpisałam jej, że w próżni. Powiedziała, że chce się ze mną spotkać. Tyle dobrze, że nie nawiedza mnie w domu. Ale ma kontakt do moich rodziców i im pruje. Nie podoba mi się to, wyszła znajomość spod kontroli, dlatego trudno zaufać, psychologowi nigdy. Ma rację. Wycofuję się. Nie chcę problemów, gadania nad sobą. Jeszcze się skończy psychologiem osobistym nade mną w najlepszym razie. Muszę się z nią spotkać i ją uspokoić. Tak napatoczyła się. Poznałam ją w Krakowie. Doczepiła się do mnie na prelekcji, która dotyczyła narkotyków. Tak trwa ta relacja. Myślę, że zainteresowała się, co tam robiłam. Otworzyły mi się oczy. Trzeba być czujnym.
Nie mam ochoty widzieć się z Ewą. Ona za bardzo chce się mieszać. Miała strategię. Teraz już rodziców miesza. Nie lubię kontroli. Wzbudzam zaufanie rodziców. Nie zobaczę się z Ewą, ona się zorientuje. Mam oczy zapuchnięte. Dużo śpię. Napiszę do niej. Albo nic się nie odezwę. Może da spokój i czymś się zajmie.
Nie potrzebuje pomocy, przecież nie jestem uzależniona. Karolina pokazała mi pocięte ręce. Dała mi kawałek szkła z butelki. Raz przecięłam delikatnie rękę. Nic nie czuje. To nie dla mnie. Zaczynam igrać.
Otwórz mi oczy, chcę samotności. Żeby błądzić, żeby błądzić... Ażeby być... Dziwnie się czuję. Dawki nie są duże, ale Anka jest już specjalistką. Jest w Kalwarii taki łysy facet. On diluje takim chwilowym, chemicznym szczęściem. Gadałam z nim. To nietypowy dil. Nosi czarne okulary, ukrywa się przed światem jakby. Jest zwyczajny. Można pogadać, nie jest niebezpieczny, ludzie go znają i cenią nawet, jest uprzejmy. On cię nie wsypie. Nie zachęca, nie odradza. Tym jest wolna wola, którą obdarzyłeś nas Panie?
K2, K3 - to nie szczyty górskie... To akcesoria Anki.
Ohydne są zakrwawione, zakażone strzykawki. To nie ten czas. Pedagog szkolna mnie zgromiła na lekcji. Przy wychowawczyni. Nie wierzyły, że ja powiedziałam, że nie jest pewne, iż się zarazisz igłą jak ci ktoś da zastrzyk. Taki strzał narkomański. To zależy, czy igła czysta. Jak ci podają, itp. Oczywiste sprawy. Wyłamałam się, ale taka jest logika. Chcieli nas łatwymi metodami odstraszyć od brania. A moja wolna myśl - napotkała ich czujność, ale chwilową. Po co ja się odzywam, ale mnie wywołała do odpowiedzi. Chodzi o prawdę w tym świecie. Jak chcą zniechęcać to niech się postarają, zgodnie z faktami.
Wiem, że chodzę po krawędzi, ale bywa piękna jak powłoka snu. Dużo maluje, obrazami tęczy. Jestem bliżej siebie. Cena jest duża, czasem wymiotuje. Ale ja widzę wtedy i więcej, albo nic nie czuje. Inne stany świadomości wciągają jak labirynt. Staram się trzymać poręczy. Potem odrywam się i idę niepewnie.
Jak jestem bliżej siebie, emocji - jak one są usztywnione - dobrze mi się maluje. Rano namalowałam studium duszy w afekcie. Potem samej mi afekt zesztywniał. Zawsze mało mówiłam, to dobra opcja. Pojadę w góry. Ewa dzwoni do mnie. Ale weszłam w niebezpieczny kontakt. Ona tak nie może, nie jestem jej dzieckiem. Chodzi o to, że coś dzieje się w nas takiego... Coś tak czasem wyje, czy gwiżdże... Że trzeba wyjść ze siebie lub wejść w siebie i dociec, dlaczego... Coś cię boli, szarpie jak jakaś fałszywa struna.
W sieci piszę z Alą - kryształ, ptak, albatros... Co za wyrafinowany slang. Poznaję socjolekt narkomański.
Piszę pół dnia z Alicją. Tak się przedstawiła. Ma 42 lata. Lubię kontakt ze starszymi osobami. Mają już inne spojrzenie na życie. Jak się otworzą to można dowiedzieć się ciekawych rzeczy. Ala ma swoje doświadczenia. Nie wiem, czemu ze mną gada. Zaczepiła mnie na forum. Nie zwierzam się. W sieci nic nie ginie. Nie lubię problemów i lubię swoją opinię. Daje mi bezpieczeństwo, nikt nie wisi na mnie. Uważność to rzecz jasna.
Ala pisze o seksie z nowym facetem. Mówi, że próbuje młodych. Nie lubię na takie tematy z nią rozmawiać. Nie wiem w zasadzie, czego chce ode mnie, bo chyba ma się jednak jakiś cel jak się tak zagaduje. Trójkąty są w modzie i młoda krew.
Stale z kimś pisze. To daje mi namiastkę bezpieczniej bliskości. Nie zbliżam się fizycznie, swoje emocje też szanuje, ale inni się otwierają i czuję się bliżej kogoś, kto jest autentyczny. Nie chce mi wejść z butami w życie, oceniać, blokować.
Czasami czuję się wypruta po tych rozmowach... Ludzie chyba nie mają się komu zwierzać...