Dziewczyna bez gwiazdy - Alina Peretti, Jacques Peretti

Kup ebooka

34.32 zł
26.76 zł (22,90 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Pro­log

19 lipca 1998 roku, Oświę­cim

Jest po­twor­nie go­rąco. Pod­eks­cy­to­wani tu­ry­ści w pod­ko­szul­kach i szor­tach wy­le­wają się z ogrom­nych kli­ma­ty­zo­wa­nych au­to­bu­sów i po­śród peł­nej wy­cze­ki­wa­nia wrzawy tło­czą się przy bra­mie z na­pi­sem Ar­beit macht frei. Ich ka­mery usta­wione są na tryb go­to­wo­ści.

Jedną z osób pod­cho­dzą­cych do bramy jest Alina Pe­retti, moja matka. To nie jej pierw­szy raz w Au­schwitz. W 1944 roku przy­je­chała tu jako trzy­na­sto­let­nia dziew­czynka - ra­zem z sio­strą Jutą, matką Olgą i wy­ro­kiem śmierci.

Alina kil­ku­krot­nie usi­ło­wała wró­cić tu po woj­nie - wy­sia­dała z po­ciągu i do­cie­rała nie da­lej niż na par­king. Ni­gdy nie zdo­łała przejść przez bramę. Nie była w sta­nie się do tego zmu­sić. To jej czwarte po­dej­ście.

Wszystko so­bie za­pla­no­wała. Bę­dzie uni­kała tłu­mów, omi­nie salę ze sto­sami bu­tów i z kłę­bami ludz­kich wło­sów, ko­mory ga­zowe oraz kre­ma­to­ria. Skie­ruje się wprost na opusz­czony plac na ty­łach Au­schwitz I, do miej­sca, w któ­rym - jak uważa - wszystko się wy­da­rzyło.

Kiedy do­ciera do bramy, za­trzy­muje się. Tak jak za­trzy­mała się przy trzech po­przed­nich oka­zjach. Coś nie po­zwala jej przejść przez próg i wejść do obozu. Alina przez chwilę pa­trzy przed sie­bie, a na­stęp­nie od­wraca się na pię­cie i kie­ruje w stronę par­kingu. W tej sa­mej chwili do­cho­dzi do niej głos mło­dej ko­biety z żółtą pa­ra­solką i w oku­la­rach prze­ciw­sło­necz­nych z po­kaź­nym na­pi­sem "Gucci". Ko­bieta prze­ma­wia do ma­łej grupki osób, która za­raz wej­dzie z nią do obozu.

- Na­ro­sło wiele kon­tro­wer­sji wo­kół tego, co się tu działo - opo­wiada z oży­wie­niem prze­wod­niczka. - Moż­liwe, że za­mor­do­wano tu około mi­liona Ży­dów, nie ma jed­nak do­wo­dów, że tak się stało na­prawdę.

- Prze­pra­szam...

- Słu­cham pa­nią - od­po­wiada prze­wod­niczka z nieco ura­żo­nym wy­ra­zem twa­rzy.

Alina pod­cho­dzi i do­łą­cza do grupki.

- Czy może pani po­wtó­rzyć to, co przed chwilą pani po­wie­działa?

- Po­wie­dzia­łam, że wiele osób twier­dzi, że nic ta­kiego się nie wy­da­rzyło.

- Do­brze, ro­zu­miem. Już mó­wię, o co cho­dzi: po­pro­szę o nu­mer pani li­cen­cji.

- Słu­cham?

- Pro­szę mi po­dać nu­mer li­cen­cji. - Moja mama jest osobą uprzejmą, lecz dość bez­po­śred­nią. - Za­raz pani po­wiem, dla­czego mnie to do­ty­czy. W tym miej­scu za­mor­do­wano moją sio­strę.

Z ust tu­ry­stów wy­do­bywa się zbio­rowo zdu­mione wes­tchnie­nie. Być może to za­pla­no­wana część pro­gramu? Wpa­trują się w prze­wod­niczkę. Prze­wod­niczka wle­pia oczy w moją matkę. Alina czuje, że musi coś po­wie­dzieć, aby prze­rwać nie­zręczną ci­szę.

- Hi­tle­rowcy... Za­mor­do­wali ją hi­tle­rowcy.

W tej sa­mej se­kun­dzie prze­wod­niczka w ciem­nych oku­la­rach zmie­nia się w gło­wie mo­jej matki w peł­no­krwi­stą ne­ga­cjo­nistkę Ho­lo­kau­stu. W prze­ko­na­nego o swo­ich ra­cjach wroga cy­wi­li­za­cji. W gło­wie mo­jej matki czas cofa się do 1944 roku.

- Pani kła­mie, pro­szę pani - mówi Alina do prze­wod­niczki.

Po­spiesz­nie ma­sze­ruje do punktu in­for­ma­cyj­nego na par­kingu i składa skargę na ko­bietę. Biuro wy­syła straż­nika, żeby od­na­lazł wi­no­waj­czy­nię, która wszyst­kiemu za­prze­cza. Nie jest zresztą li­cen­cjo­no­waną prze­wod­niczką - miała tylko opro­wa­dzić pry­watną wy­cieczkę - a w do­datku za­rzuca Ali­nie "wer­balną agre­sję".

Moja mama wy­ja­śnia, dla­czego jej zda­niem ko­bie­cie na­leży raz na za­wsze za­ka­zać przej­ścia przez bramę Au­schwitz i za­ra­bia­nia na ży­cie ne­go­wa­niem tego, co się stało z jej sio­strą. Oraz z po­nad mi­lio­nem in­nych osób, które zo­stały tu za­mor­do­wane.

Prze­wod­niczka do­staje za­kaz wstępu. Ktoś z władz obozu po­słu­chał więź­nia.

Moja mama wy­cho­dzi z biura i wy­bu­cha pła­czem.

Aż do tego dnia nie była w sta­nie po­now­nie przejść przez bramę, którą pierw­szy raz prze­kro­czyła jako trzy­na­sto­latka.

Za­pra­szamy do za­kupu peł­nej wer­sji książki

Wpro­wa­dze­nie

To hi­sto­ria, którą sły­sza­łem w dzie­ciń­stwie setki razy. Roz­po­czyna się od za­sy­pa­nych śnie­giem la­sów i wil­ków. Na­stęp­nie z im­pe­tem po­ja­wiają się w niej hi­tle­rowcy. Pies gi­nie od kuli. Ktoś gra na pia­ni­nie. Wu­jek Ka­zik krad­nie pi­sto­let i za­ciąga się do woj­ska, ma wtedy czter­na­ście lat.

Pło­nie ży­dow­skie getto i upada po­wsta­nie war­szaw­skie. Ro­dzinne klej­noty chowa się w bie­liź­nie i wszywa w rą­bek ubra­nia, żeby móc tar­go­wać się o wła­sne ży­cie. Mój dzia­dek ma ro­mans. Przez za­mar­z­nięte mo­rze można prze­je­chać sa­niami, a z nieba spada sa­mo­lot. Za­bie­rają sio­strę. Po­ja­wia się plu­ton eg­ze­ku­cyjny, a wresz­cie po­ciąg przy­jeż­dża do Au­schwitz.

Przez całe ży­cie ba­da­łem opo­wie­ści, które wy­da­wały mi się ważne, a prze­cież na wy­cią­gnię­cie ręki mia­łem tę naj­bar­dziej nie­zwy­kłą ze wszyst­kich - hi­sto­rię mo­jej matki. Po­sta­no­wi­łem opo­wie­dzieć ją te­raz, bo mama cierpi na de­men­cję. Ści­gamy się z cza­sem, by wy­grać z jej po­stę­pu­jącą utratą pa­mięci, a nasz nowy wróg jest za­cie­kły jesz­cze bar­dziej niż hi­tle­rowcy.

Pod­czas gdy pliki pa­mięci krót­ko­trwa­łej Aliny ka­sują się same, jej wspo­mnie­nia wo­jen­nej ody­sei stają się co­raz wy­raź­niej­sze. Może i nie po­trafi zna­leźć swo­ich oku­la­rów, ale jest w sta­nie opi­sać w naj­drob­niej­szych szcze­gó­łach twarz nie­miec­kiego le­ka­rza, od któ­rego do­stała "le­kar­stwo" w obo­zie.

Ni­niej­sza książka jest efek­tem ca­łego roku roz­mów. To hi­sto­ria mo­jej mamy opo­wie­dziana w miarę moż­li­wo­ści jej wła­snymi sło­wami, opi­su­jąca to, czego do­świad­czyła. To rów­nież hi­sto­ria ty­sięcy ro­dzin roz­dzie­lo­nych przez epo­kową za­wie­ru­chę - mi­lio­nów osób, które ra­zem mu­siały sta­wić czoła ol­brzy­miemu nie­bez­pie­czeń­stwu; hi­sto­ria lo­te­rii ludz­kich lo­sów i słodko-gorz­kich spo­tkań tych, któ­rym udało się prze­żyć i od­na­leźć. To do­świad­cze­nie wy­brzmie­wa­jące jesz­cze moc­niej w świe­cie, który wła­śnie prze­trwał pan­de­mię.

Wojna oka­zała się dla mo­jej ro­dziny ka­ta­li­za­to­rem, który zmu­sił jej człon­ków do kon­fron­ta­cji z se­kre­tami ukry­wa­nymi przez lata: z za­zdro­ścią, nie­wier­no­ścią i tra­gicz­nym po­dwój­nym ży­ciem, utrzy­my­wa­nym w ta­jem­nicy, wresz­cie wy­cią­gnię­tym na po­wierzch­nię i od­sło­nię­tym przez wojnę. Gdyby nie pie­kło, które roz­pę­tał Hi­tler, ni­gdy nie zna­la­złoby się miej­sce na od­ku­pie­nie i prze­ba­cze­nie.

Dla­czego ni­gdy nie chciała, bym na­zy­wał ją mamą? Przy­pusz­cza­łem, że stoją za tym wy­da­rze­nia z jej wcze­snego dzie­ciń­stwa - o nie­któ­rych z nich wie­dzia­łem - oka­zało się jed­nak, że nie mają one nic do rze­czy. Od­kry­łem, że praw­dziwa przy­czyna zo­stała po­grze­bana w Au­schwitz.

Pro­wa­dząc ba­da­nia do książki, po­pro­si­łem Alinę o przy­wo­ła­nie po­twor­nych wspo­mnień, które wy­pie­rała z głowy przez osiem­dzie­siąt lat. Było to do­świad­cze­nie za­równo okrutne, jak i ka­tar­tyczne. Kil­ku­krot­nie wy­py­ty­wa­łem ją o te same prze­ży­cia, usi­łu­jąc wy­łu­skać wię­cej de­tali. Było to dla niej bar­dzo trudne. Sceny wy­ła­nia­jące się z jej pa­mięci zo­stały oży­wione nie­zbęd­nym mi­ni­mum dia­lo­gów. Przy­wo­łała słowa wy­po­wie­dziane przez nią lub przez jej ro­dzeń­stwo, kiedy nie była bez­po­śred­nią uczest­niczką wy­da­rzeń.

Wra­ca­jąc do prze­szło­ści, Alina po raz pierw­szy za­częła mó­wić o swo­jej re­la­cji z matką. Wy­znała, dla­czego tak bar­dzo jej nie­na­wi­dziła i że bez­kry­tyczną mi­ło­ścią da­rzyła ojca (a także czemu oka­zało się to tak wiel­kim błę­dem). Te­raz ro­zu­miem, z ja­kiego po­wodu Alina na­dal krzywi się na słowo "mama" i jak wiel­kim wy­zwa­niem było dla niej ma­cie­rzyń­stwo.

Ser­cem tej hi­sto­rii jest ro­dzina, któ­rej człon­ko­wie byli so­bie obcy. To praw­dziwe stwier­dze­nie w przy­padku każ­dej ro­dziny, w mniej­szym lub więk­szym stop­niu, a jed­nak bar­dzo rzadko krewni mu­szą skon­fron­to­wać się z ukry­wa­nymi przed sobą na­wza­jem ta­jem­ni­cami, kiedy świat ogar­nięty jest cha­osem wojny. Dla mo­jej matki wy­da­rze­nia te - i od­sło­nięte se­krety - po­zo­stają tak żywe, jakby ro­ze­grały się wczo­raj.

Mi­chał, ta­jem­ni­czy oj­ciec Aliny, pro­wa­dził dwa ży­cia: bez­u­stan­nie nie­obecny, ukry­wał prawdę na te­mat tego, kim na­prawdę był i czym się zaj­mo­wał. Jego po­dwójna toż­sa­mość, jak się oka­zało, miała wiele warstw, kry­jąc nie tylko ro­mans, ale rów­nież za­an­ga­żo­wa­nie w pod­ziemny ruch oporu. Mi­chał był klu­czową po­sta­cią w pro­ce­sie de­cy­zyj­nym, który miał zmie­nić bieg hi­sto­rii. Jego po­dwójne ży­cie pod­szyte było do­brymi in­ten­cjami - miało uchro­nić jego ro­dzinę przed śmier­cią.

Zda­niem mo­jej matki troje jej ro­dzeń­stwa: Pa­weł, Ka­zik i Juta, nie­na­wi­dziło jej. Za­wsze my­śla­łem, że było tak ze względu na ich po­dej­rze­nia, iż zo­stała ad­op­to­wana. Pi­sząc tę książkę, od­kry­łem, że jej bra­cia i sio­stra w isto­cie zo­stali zre­kru­to­wani w za­ję­tej przez hi­tle­row­ców War­sza­wie do pro­gramu "No­wych Aryj­czy­ków", w któ­rym rdzenni Po­lacy mieli stać się mo­de­lo­wymi na­zi­stami. Te­raz zdaję so­bie sprawę, co to ozna­czało, i ro­zu­miem, skąd brała się ich nie­na­wiść.

Pełna nie­bez­pie­czeństw wo­jenna ody­seja mo­jej ro­dziny roi się od de­cy­zji wy­my­ka­ją­cych się zro­zu­mie­niu. Weźmy na przy­kład moją prze­sądną, za­fik­so­waną na punk­cie ta­rota babkę. Dla­czego po­rzu­ciła swoje dzieci na pa­stwę nie­miec­kich czoł­gów i wy­je­chała, a po­tem na­gle zmie­niła zda­nie i pod­jęła się sza­lo­nego planu, by je oca­lić? W jaki spo­sób moja matka prze­mie­rzyła cały kon­ty­nent, by uciec przed śmier­cią, po czym nie­ocze­ki­wa­nie tra­fiła do pie­kła po­wsta­nia war­szaw­skiego przed plu­ton eg­ze­ku­cyjny? To py­ta­nia, na które mama przez osiem­dzie­siąt lat szu­kała od­po­wie­dzi.

Au­schwitz wple­cione jest w całą tę opo­wieść, to nie­unik­niony cel po­dróży. W pełni słusz­nie uznaje się je za część hi­sto­rii Ży­dów. Ja przed­sta­wiam jed­nak świa­dec­two z Au­schwitz mo­jej matki, babki i ciotki - trzech ko­biet z grupy 13 ty­sięcy nie­ma­ją­cych ży­dow­skich ko­rzeni Po­la­ków, de­por­to­wa­nych po upadku po­wsta­nia war­szaw­skiego i prze­wie­zio­nych do bram obozu. W li­sto­pa­dzie 1944 roku obóz drżał w po­sa­dach, a Niemcy po­spiesz­nie usi­ło­wali znisz­czyć do­wody swo­ich zbrodni.

Zrów­nano z zie­mią ko­mory ga­zowe, skru­szono ko­ści umar­łych. No­wych więź­niów, rów­nież Ży­dów, zmu­szano do współ­dzia­ła­nia w ak­cie wy­ma­zy­wa­nia wszel­kich do­wo­dów lu­do­bój­stwa, na­stęp­nie ich za­bi­jano. Moją ro­dzinę wcią­gnął chaos ostat­nich dni obozu w fa­zie upadku. Śmierć, do­tąd me­to­dyczna i zme­cha­ni­zo­wana, stała się dzie­łem sa­mo­woli straż­ni­ków SS, za wszelką cenę usi­łu­ją­cych za­trzeć za sobą ślady i nie po­zo­sta­wiać świad­ków. Człon­ko­wie mo­jej ro­dziny byli rdzen­nymi Po­la­kami, Dun­ge­rvolke (czyli "gno­ja­rzami"), a ich los spla­tał się z lo­sem ży­dow­skich są­sia­dów, z któ­rymi przy­je­chali z pło­ną­cej War­szawy w tych sa­mych by­dlę­cych wa­go­nach.

Dla mo­jej matki Aliny bra­ku­ją­cym ele­men­tem jej wła­snej hi­sto­rii było to, co się stało w obo­zie z jej sio­strą Jutą. Są­dzi­łem, że nikt w ro­dzi­nie ni­gdy nie chciał do­cie­kać prawdy, po­nie­waż była ona zbyt wsty­dliwa. A jed­nak to, co przy­da­rzyło się Ju­cie, było jed­no­cze­śnie bar­dziej prze­ra­ża­jące i bo­le­sne, niż mo­głem przy­pusz­czać.

W tej czę­ści książki opar­łem się na świa­dec­twie, które Juta zło­żyła oso­bi­ście w dwóch li­stach na­pi­sa­nych do mo­jej matki i babki, kiedy wszyst­kie trzy prze­by­wały w obo­zie, mię­dzy li­sto­pa­dem 1944 a stycz­niem 1945 roku.

Straż­nicy SS za­brali Jutę z ko­lejki w obo­zie przej­ścio­wym w Prusz­ko­wie i prze­wieźli do Au­schwitz "w ce­lach spe­cjal­nych". Ko­bie­tom mó­wią­cym po nie­miecku, ta­kim jak Juta, przy­pa­dał w udziale dwo­jaki los: mo­gły pra­co­wać jako tłu­maczki dla pol­skich więź­niów, któ­rym wy­da­wano roz­kazy po nie­miecku, lub jako pro­sty­tutki dla ofi­ce­rów SS w "Domu La­lek" zwa­nym puf­fem, miesz­czą­cym się w bloku 24. Nie­kiedy, w dra­ma­tycz­nych oko­licz­no­ściach, oba losy łą­czyły się w je­den.

Je­śli cho­dzi o to, co się stało z moją ro­dziną pod­czas po­wsta­nia w get­cie w 1943 roku i po­wsta­nia war­szaw­skiego w roku 1944, po­le­ga­łem w głów­nej mie­rze na dłu­gich roz­mo­wach mo­jej matki z jej bra­tem Ka­zi­kiem w Ło­dzi w la­tach pięć­dzie­sią­tych i de­kadę póź­niej w Pa­ryżu. Ka­zik wal­czył, kiedy był jesz­cze dziec­kiem - opo­wie­dział mi o tym na krótko przed śmier­cią, kiedy wraz z Aliną by­li­śmy w Pol­sce pod ko­niec lat sie­dem­dzie­sią­tych. Na­sze roz­mowy rów­nież wzbo­ga­cają treść książki.

Hi­sto­rię udziału mo­jego dziadka Mi­chała w pol­skim ru­chu oporu pod­czas wojny i po jej za­koń­cze­niu frag­men­ta­rycz­nie opo­wie­dział on sam mo­jej matce i wu­jowi, znaczną jej część ujaw­niła jed­nak Marta, ko­chanka Mi­chała, po tym, jak zo­stał on uwię­ziony w 1951 roku przez ko­mu­ni­styczne wła­dze Pol­ski jako "wróg ludu". Marta opi­sała ich se­kretne wspólne ży­cie w wo­jen­nym Lon­dy­nie - jak Mi­chał pla­no­wał "ban­dyc­kie" mi­sje ter­ro­ry­styczne prze­ciwko hi­tle­row­com oraz zor­ga­ni­zo­wał ucieczkę Olgi i Aliny z Sy­be­rii. Wy­znała rów­nież, dla­czego zdra­dziła go po woj­nie.

Moja mama po uwol­nie­niu z Au­schwitz prze­żyła już po­nad sie­dem­dzie­siąt pięć lat. Ale gdy była w wieku od ośmiu do trzy­na­stu lat, wo­jenna za­wie­ru­cha prze­rzu­cała ją z jed­nego krańca Eu­ropy na drugi, przy­ćmie­wa­jąc wszystko to, co miało na­stą­pić póź­niej - czy to lep­sze, czy gor­sze. Wła­śnie z tego po­wodu - a nie po­mimo tego, co przy­da­rzyło się jej sa­mej i jej ro­dzi­nie - Alina miała nie­zwy­kłe ży­cie. Opi­suje to jako dar, który spra­wił, że stała się tym, kim jest. Zdo­była ty­tuł in­ży­niera i ar­chi­tekta, zwie­dziła cały świat i na­uczyła się sze­ściu ję­zy­ków. A co naj­bar­dziej nie­zwy­kłe, zwa­żyw­szy na to, co za­szło w obo­zie, zo­stała matką.

Tak jak wielu z tych, któ­rzy prze­żyli, Alina, moja mama, jest jedną z naj­bar­dziej szczo­drych i naj­mniej zgorzk­nia­łych istot ludz­kich, ja­kie dane mi było po­znać. A to pew­nie dla­tego, że sto­suje się do za­sady, jaką każ­demu ży­ją­cemu czło­wie­kowi do­ra­dza Tal­mud: "Żyj god­nie. To naj­lep­sza ze­msta". To jej lek­cja z hi­sto­rii, która wła­śnie tra­fiła w wa­sze ręce.