Rozdział 1
Anastazja kupiła wiązankę kolorowych kwiatów i ruszyła wąską uliczką prowadzącą do przyklasztornego cmentarza. Przychodziła tutaj za każdym razem, gdy potrzebowała chwilę pomyśleć, zastanowić się nad swoim życiem czy podjąć trudną decyzję. Miała wrażenie, że siostra Pia opiekuje się nią również zza grobu. Była dla Anastazji jak matka. W końcu to ona ją wychowała.
Dziewczyna przeszła między rzędami szarych nagrobków i po chwili dotarła do tego właściwego, pod rozłożystą wierzbą. To tutaj spoczęło ciało siostry Pii. Jej dusza zapewne była już dawno szczęśliwa w niebie. Anastazja głęboko w to wierzyła. Pia była jak anioł, promieniała dobrocią i miłością do każdego napotkanego człowieka, w którym, jak mówiła, dostrzegała samego Boga.
- Gdy tamtej ciemnej nocy znalazłam cię na progu klasztoru, od razu wiedziałam, że zasłał mi cię Bóg - powtarzała nieraz Anastazji. - Przechodziłam wówczas trudny okres, miałam wątpliwości, czy dobrze postąpiłam, wstępując do zakonu. Było we mnie silne pragnienie założenia własnej rodziny. Tamtej nocy klęczałam w kaplicy i bardzo dużo płakałam. Gdy usłyszałam dzwonek do bramy, coś poruszyło się w moim sercu. Pobiegłam otworzyć i wówczas zobaczyłam ciebie, małego aniołeczka otulonego puchatym kocykiem. Płakałaś, ale gdy tylko wzięłam cię na ręce, popatrzyłaś na mnie swoimi wielkimi czarnymi oczami i natychmiast zamilkłaś. Przytuliłam cię mocno i zrozumiałam, że Pan Bóg odpowiedział na moje wołania. Zesłał mi maleńką córeczkę...
- Przecież tutaj zawsze było dużo dzieci - odpowiadała wówczas mała jeszcze Anastazja. - Dlaczego akurat ja?
Siostra Pia pochylała się wówczas nad nią i uśmiechała się czule.
- Bo byłaś odpowiedzią Pana Boga na najgłębsze pragnienie mojego serca. Tamtego dnia, w tamtej chwili, to nie mógł być przypadek.
Anastazja uśmiechnęła się do swoich wspomnień i przykucnęła obok grobu. Dłonią przesunęła po zimnej płycie, na której położyła bukiet kwiatów.
- Brakuje mi siostry - wyszeptała ze łzami w oczach. - Moje życie byłoby zupełnie inne, gdyby siostra nadal żyła.
Dziewczyna długo pochylała się nad grobem, pogrążona w modlitwie i rozmyślaniach. W końcu wstała i ruszyła wąskimi ścieżkami klasztornego ogrodu w stronę budynku sierocińca, który prowadziły siostry elżbietanki.
***
Kim jest moja mama? Dlaczego mnie zostawiła?
Te pytania wielokrotnie pojawiały się w głowie i sercu Anastazji. Nieraz wyobrażała sobie, jak mogła wyglądać kobieta, która ją urodziła. Może miała czarne włosy jak ona? Może była krucha i delikatna jak porcelanowa laleczka, a może pulchna jak siostra Pia? Czy lubiła jeść lody? A może uwielbiała owoce? Czytała książki? Gdzie pracowała?
Anastazja tak wiele chciałaby wiedzieć na temat swojej rodzicielki, ale na te wszystkie pytania nie miała nigdy uzyskać odpowiedzi. Prawda była taka, że matka zostawiła ją dwadzieścia pięć lat temu u bram klasztoru. Z jakiegoś powodu jej nie chciała, a to nadal bolało Anastazję. Co z nią było nie tak, że porzuciła ją najbliższa osoba?
- Jestem pewna, że twoja matka bardzo cię kochała. - Powiedziała jej kiedyś siostra Pia, gdy dziewczynka wylewała przed nią łzy i w kółko zadawała te same pytania.
- Gdyby tak było, nie zostawiłaby mnie...
- Nie wiesz, co wydarzyło się w jej życiu. Twoja mama zostawiła karteczkę z imieniem, które specjalnie dla ciebie wybrała. I medalion. Gdybyś była jej obojętna, nie zrobiłaby tego.
Na wspomnienie tamtej rozmowy Anastazja sięgnęła dłonią do wiszącego na jej szyi dziwnego medalionu. Pomimo żalu, jaki odczuwała do swojej matki, zawsze nosiła go przy sobie. Był jedyną rzeczą, która łączyła ją z rodzicielką. Przypominał jej o tym, kim była - odrzuconą przez rodzinę dziewczynką, która jednak miała jakąś historię.
Historię, która wciąż była dla niej tajemnicą.
Stary, owalny, przedzielony na pół medalion, przedstawiał fragment rozłożystego drzewa, które oplatał misterny zawijas przypominający ciernie. Zawsze zastanawiało ją pochodzenie tego przedmiotu i znaczenie owego symbolu.
Nagle usłyszała szelest i otrząsnęła się ze swoich myśli. Zza drzewa wyłoniła się jasnowłosa dziewczynka i podbiegłszy do Anastazji, mocno się do niej przytuliła.
- Cześć - przywitała się z nią kobieta. - Czyżbyś znowu uciekła siostrze Katarynie?
Dziewczynka niewinnie spuściła głowę i zaczęła bawić się rąbkiem sukienki. Była chuda i bardzo nieśmiała. Przypominała Anastazji ją samą, gdy była w podobnym wieku. Kobieta przykucnęła przed dzieckiem i chwyciła je za ręce.
- Zosiu, powiedz mi, co się stało? - Znała dziewczynkę od dawna. Zosia dołączyła do sierocińca, gdy jeszcze ona sama w nim mieszkała.
- Chłopcy mi do... dokuczają - wyjąkała Zosia. - Mówią, że jestem brzydka i dziwna. - Spuściła wzrok.
Kobieta ciężko westchnęła. Bardzo dobrze rozumiała Zosię. Gdy była dzieckiem, jej też wszyscy dokuczali i ją wyśmiewali. Anastazja miała blady odcień skóry, która kontrastowała z jej czarnymi włosami. Do tego była bardzo chuda, a to wyostrzało jej rysy twarzy, a czasami uwidaczniało też sińce pod oczami. Dzieci wołały na nią "blada twarz" albo wyzywały ją od duchów. A ona była zawsze zbyt nieśmiała i lękliwa, żeby przeciwstawić się swoim gnębicielom. Wszystko bardzo głęboko przeżywała w skrytości serca. Tylko siostra Pia wiedziała, ile łez przelała Anastazja. Dzieci potrafiły być okrutne.
- Nie słuchaj ich - szepnęła kobieta do Zosi. - Dokuczają ci, bo nie wiedzą, kim jesteś naprawdę.
Dziewczynka spojrzała na nią zaskoczona, nie do końca rozumiejąc jej słowa.
- A kim jestem naprawdę? - zapytała, wbijając w Anastazję spojrzenie wielkich, pełnych bólu oczu.
Kobieta chwyciła dłoń Zosi i przyłożyła ją do piersi dziewczynki.
- To, kim jesteś, ukryte jest w twoim sercu. Czujesz, jak mocno bije? To dlatego, że jest w tobie ogromna siła i wola życia. Możesz być kimkolwiek zechcesz. Nikt nie jest w stanie ci przeszkodzić, gdy będziesz kroczyła własną drogą. Nikt nie jest w stanie cię złamać. Twoja wrażliwość jest twoją siłą.
Spojrzały sobie w oczy i przez chwilę Anastazja zobaczyła w dziewczynce swoje odbicie. Obie były zagubione i wystraszone. Nie potrafiły do końca odnaleźć w sobie tej wewnętrznej siły, która tliła się w ich sercach. A przecież to właśnie ona pomogła im przetrwać.
Anastazja westchnęła i chwyciwszy Zosię za rękę, ruszyła w stronę sierocińca. Mała uśmiechnęła się do niej.
- Jesteś taka piękna i mądra.
- Kiedyś dzieci też się ze mnie śmiały i bardzo mi dokuczały - odparła kobieta, ściskając mocniej dłoń Zosi. - Pewnego dnia nauczysz się żyć, nie zwracając uwagi na otaczającą cię wrogość.
Wspięły się po kilku stopniach i otworzyły drzwi prowadzące do budynku. Od razu dobiegł je zapach pieczonego w kuchni ciasta. Anastazji poprawił się humor. Siostra Kataryna specjalizowała się w mistrzowskich wypiekach, a ich aromat działał kojąco na zmysły. Dziewczyna miała szczęście, że trafiła pod skrzydła zakonnic, które robiły wszystko, aby stworzyć dla swoich podopiecznych namiastkę prawdziwego domu.
Weszły do kuchni i od razu ujrzały pobrudzoną mąką siostrę Katarynę wśród stert brudnych naczyń. Zakonnica piekła istne cuda, ale robiła przy tym nieziemski bałagan.
- Zosia! Stasia! - krzyknęła, a na jej twarzy pojawił się szeroki uśmiech. - Jak dobrze, że jesteście.
Anastazja nie lubiła, kiedy ktoś nazywał ją Stasią, ale dla siostry Kataryny robiła wyjątek i przymykała na to zdrobnienie oko. Uśmiechnęła się życzliwie i usiadła przy kuchennym stole.
- Czy mogę liczyć na imbirową herbatkę i to niesamowite ciasto, które tak obłędnie pachnie?
Siostra Kataryna pokręciła z rozbawieniem głową.
- Ty zawsze wiesz, kiedy nas odwiedzić. Nasza mała Stasia... Ciągle nie mogę się nadziwić, że już jesteś dorosła. A ty, Zosiu, dlaczego znowu uciekłaś? - zwróciła się do podopiecznej. - Siostra Miriam wszędzie cię szukała.
Dziewczynka zacisnęła usta i potulnie spuściła głowę, więc zakonnica nie drążyła już tematu. Chwilę później wszystkie trzy raczyły się przepyszną cynamonowo-waniliową szarlotką i imbirową herbatą z malinami. Anastazja i siostra Kataryna wdały się w rozmowę, której Zosia z zaciekawieniem się przysłuchiwała. Gdy mała już opróżniła swój kubek, splotła swoją szczupłą dłoń z dłonią Anastazji i przylgnęła do niej. Serce kobiety kołatało z emocji. Gdyby tylko mogła, sprawiłaby, aby każde dziecko na świecie miało u swojego boku kochających rodziców.
- Zosiu, już późno, idź się umyć, póki nie ma kolejki. I zejdź punktualnie na kolację - poleciła siostra Kataryna.
Dziewczynka skinęła głową i zwróciła się do Anastazji:
- Odwiedzisz nas znowu? - Wbiła w nią pełne nadziei spojrzenie.
- Oczywiście, Zosieńko. - Anastazja pogładziła ją po włosach. - I będę za tobą tęsknić. - Po raz kolejny uświadomiła sobie, jak bliska jest jej ta dziewczynka.
Gdy po chwili dziecko wybiegło z kuchni, siostra Kataryna zwróciła się do Anastazji:
- Wiesz, że bardzo cię kochamy i zależy nam na tobie jak na rodzonym dziecku?
- Siostro, ja to wiem, ale błagam, niech siostra niczego nie komentuje.
Zakonnica ciężko westchnęła i pokręciła z dezaprobatą głową.
- Nie mogę, Stasiu. Chociażbym chciała, nie mogę. Marnujesz sobie życie. Tkwisz w pułapce i pozwalasz, żeby on...
- Dosyć, proszę... - wyszeptała Anastazja, kuląc się w sobie. - Ja nie dam rady...
Siostra Kataryna podeszła do dziewczyny, objęła ją ramieniem i poprowadziła do lustra.
- Zobacz, Stasiu, zobacz... Gdzie się podziała ta silna i pełna życia dziewczyna? Gdzie jest prawdziwa Anastazja?
W oczach kobiety zamigotały łzy. Z bólem wpatrywała się w swoje oblicze, próbując odnaleźć w nim chociaż cień osoby, którą ponoć była. Niestety bezskutecznie. Kobieta, która przed nią stała, wyglądała na potwornie zagubioną i udręczoną. Pod jej lewym okiem widniał siny ślad po uderzeniu. Jednym z wielu.
- On na ciebie nie zasługuje - powiedziała dobitnie siostra Kataryna. - Zakończ to i zacznij żyć własnym życiem, o którym kiedyś marzyłaś.
Anastazja otarła łzy i popatrzyła na zakonnicę z bólem.
- Jakim życiem? - wyjąkała drżącym głosem. - Jestem nikim. Podrzutkiem, którego nawet własna matka nie chciała. Nie mam niczego, nawet własnego kąta, a z mojej pensji ledwo mogę się wyżywić. Kto by mnie zechciał? Nie mam żadnych perspektyw na lepsze życie, a już na pewno nie na to, które sobie wymarzyłam!
Wybiegła z kuchni i skierowała się do wyjścia. Czuła, że jeśli zaraz stąd nie wyjdzie, jej serce rozsypie się na tysiące drobnych kawałków, których już nigdy nie uda jej się pozbierać w jedną całość.
Siostra Kataryna była głosem, który nie bał się powiedzieć tego, co nieśmiało tliło się w sercu Anastazji.