Dziewczynka z Luna Parku: część 2 - Zofia Dromlewiczowa

Kup ebooka

4.99 zł
3.99 zł (1,90 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

ROZDZIAŁ PIERWSZY.

- Anetko pośpiesz się!

Anka poprawiła kapelusz, wciągnęła niciane rękawiczki i ukazała się oczom Kazia i Tadzia, którzy jak zwykle spojrzeli na nią z całkowitem uznaniem.

- Możemy już iść - zdecydował Kazio.

Tadzio, który zawsze udawał niezmiernie punktualnego i skrupulatnego, spojrzał poważnie na zegarek:

- Wystarczy jeżeli wyjdziemy stąd za siedem minut - zdecydował.

- Za siedem i pół - roześmiał się Kazio wykrzywiając twarz pociesznie.

- Nie błaznuj - upomniał go brat.

- E, jesteś za poważny mój drogi - zdecydował Kazio - do kina przecież idziemy, a nie na jakąś poważną uroczystość.

Rzeczywiście Anka i obaj chłopcy wybierali się do kina.

Zachęcił ich do tego wielki afisz, oznajmujący wyświetlanie nowego filmu z Mary Pickford. Afisz nie zdałby się wprawdzie na nic w zwykłych warunkach, gdyż zajęcie Anki, która w popołudniowych godzinach stawała się niezmiennie " księżniczką Anicetą" oraz "dziewczynką z Luna Parku", nie pozwalało jej na wychodzenie w tym czasie.

Szczęśliwym jednak zbiegiem okoliczności Anka miała kilk dni wolnych. Przemalowywano bowiem estradę w sali, w której występowała i dzięki temu dziewczynka mogła udać się do kina.

Mieli iść w trójkę, Anka, Kazio i Tadzio.

- Żałuję, że to nie jest lotniczy film - odezwał się Kazio.

- Niedługo już zagrają lotniczy także - pocieszał go brat,- widziałem afisze, zapowiadające jakąślotniczą bujdę.

- Bujdę,? - oburzył się chłopiec - dlaczegp. uważasz, że bujdę.

- Czy ty myślisz, że oni to wszystko naprawdę kręcą?

- Naprawdę kręcą, wiem nawet, że się jeden lotnik zabił podczas zdjęcia.

- Nie wierzę w to.

- Czytałem w gazecie.

- No, może, wiesz to byłoby straszne, aby się zab ć podczas takiego zdjęcia. Napiszę o tem wiersz - postanowił po chwili.

- Chodźmy już - zawołał Kazio, - już najwyższy czas.

- Chodźmy - powtórzyła Anka i dzieci udały się w stronę wyjścia.

- Anka zatrzymała się nagle.

Lubiała przebywać w towarzystwie Kazia i Tadzia. Obaj chłopcy lubieli ją szczerze i nawet podziwiali trochę, co naturalnie podobało się dziewczynce. Wiedziała więc, że w ich towarzystwie spędzi bardzo miłe popołudnie, zwłaszcza, że w kinie była zaledwie kilka razy.

Teraz jednak poczuła, że ma ochotę spędzić owe zapowiadające się przyjemnie godziny w towarzystwie "smutnego Michasia".

Tak, Anka czuła już niejednokrotnie, że Kazio i Tadzio byli dla niej niązmiernie sympatycznymi i wesołymi towarzyszami, lecz przyjacielem, prawdziwym przyjacielem był tylko "smutny Michaś". Zwłaszcza od czasu jego choroby Anka czuła dokładnie, jak bardzo jest jej Michaś bliski i drogi.

- Chciałabym, aby pan Michaś poszedł z nami - oznajmiła chłopcom.

Ci nie mieli nic przeciwko niemu. Wprawdzie Michaś budził w obu chłopcach pewien jakgdyby lęk, wprawdzie nie bardzo wiedzieli, jak do niego mówić, jak pokonać jego małomówność i nieśmiałość, mimo to czuli podziw dla jego lalek, które modelował z taką zręcznością i podobała im się myśl, że pójdą w jego towarzystwie razem do kina.

- Ale prędko - zakomenderował Kazio.

- Już pędzę po niego.

- Czy on tylko będzie chciał - wątpił Tadzio.

Ania też nie była tego pewna.

- Już lecę - zawołała raz jeszcze i pobiegła do pracowni.

"Smutny Michaś" siedział w pracowni i oglądał badawczem spojrzeniem szeregi woskowych postaci. Obok niego stał Jan Kurek.

Podążał on za spojrzeniem syna, patrząc na figury z prawdziwą niechęcią.

- Jużbym wolał Michaś, abyś się czem innem zajął -powtarzał ostatnio często do syna.

Michaś uśmiechał się pobłażliwie i znowu wracał do swego zajęcia. Jan Kurek teraz również mruczał pod nosem coś niebardzo pochlebnego dla woskowych figur, gdy do pracowni wbiegła Anka.

- Co to, nie poszłaś jeszcze - zdziwił się Michaś.

- A prawda, do kina miałaś iść - przypomniał sobie Jan Kurek, uśmiechając się przyjaźnie do dziewczynki, zaraz jednak westchnął i dodał:

- Co też ci ludzie wymyślają, mój Boże!

- A co? - zdziwiła się Anka.

- Bo i po co ci kino, dziewczyno. Dawniej ludzie nie wiedzieli co to kino i było dobrze, a teraz to się tylko wszystkim w głowie niepotrzebnie przewraca.

- To pan Kurek nie lubi kina? - zdziwiła się Anka.

- Lubię, nie lubię, tak sobie mówię.

- A przecież ojciec chciał kino zakładać!

- E, co ty tam wiesz, co wy się wogóle na tem znacie. Interes, to interes. Ale żeby dziewczyna tak do kina w biały dzień latała niewiadomo poco, to też inna rzecz!

- Niech się zabawi, po co jej ojciec zabawę psuje?

- Ja jej nic nie nie psuję. Ona wie.

I rzeczywiście Anka wiedziała, że Jan Kurek tak sobie tylko wzdycha i narzeka z przyzwyczajenia, a gdyby kto inny zabronił jej pójścia na jaką przyjemność, to by się pierwszy oburzał i gniewał.

- A ja właśnie chciałam prosić pana Michasia, aby z nami poszedł.

- Dokąd? - zdziwił się Michaś.

- Do kina.

- Nie, ja nie pójdę, ja jestem zajęty - tłumaczył Michaś, ale Anka spostrzegła, że jej propozycja zrobiła mu przyjemność.

- Niech pan Michaś pójdzie z nami - powtórzyła - będzie nam weselej.

"Smutny Michaś" uśmiechnął się niepewnie, jakby nie Wierząc, że jego obecność może powiększyć czyjąś przyjemność.

Natomiast Jan Kurek szybko podtrzymał projekt Anki.

- A idź, naturalnie, że idź - zawołał, patrząc na mizerną twarz syna. - zabawisz się choć trochę.

- A przecież ojciec na kino narzekał - uśmiechnął się Michaś.

- Narzekałem - zmieszał się Jan Kurek lecz zaraz odzyskał zwykłą pewność siebie. - Narzekałem, bo ja sobie zawsze jaką rozrywkę i bez kina wynajdę. A ty, to tu siedzisz i siedzisz i tylko z temi kukłami gadasz.

Michaś patrzył niezdecydowanie, lecz Anka pociągnęła go za rękaw.

To niestety koniec bezpłatnego fragmentu. Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki.