Recenzja
Asia Czytasia 2021
Oczami mężczyzny.
Gdy odebrałam wiadomość od Wydawnictwa NowoCzesnego z propozycja tzw. współpracy recenzenckiej, poczułam się zaintrygowana. Dlaczego? Powodów było kilka.
Po pierwsze: książka pt. "Dziewczyny jego życia" będąca powieścią obyczajową, była napisana przez mężczyznę. Już ta informacja była pewna nowością dla mnie, gdyż tego rodzaju publikacje zazwyczaj są autorstwa kobiet.
Po drugie: zelektryzowało mnie jedno zdanie z okładki. Brzmiało: "Uwaga. Książka tylko dla dorosłych". Czyżby publikacja zawierała jakieś erotyczne podteksty? A jeśli tak, to... w jaki sposób zostaną przedstawione przez mężczyznę? Jak zaprezentują się w jego oczach relacje z kobietami? Należy stwierdzić, ze autor pięknie udźwignął sceny erotyczne, które w jego wydaniu są naprawdę zmysłowe, świeże, pozbawione żenady, wulgarności czy infantylności. Okazuje się, ze można pisać o seksie w sposób rozmaicony, piękny, żywy, plastyczny.
Poznawałam kolejno kobiety (czasami bardzo młode dziewczyny) które były ważne dla bohatera. To było całkiem interesujące spojrzenie na tzw. "płeć piękną". Każda bowiem wspomniana postać miała to słynne "cos", co przyciągało do niej Kubę. Sprawiało, ze nie potrafił pozostać obojętny na rozwijającą się relacje. A te bywały oczywiście różne. Niekiedy miały wymiar platonicznej miłości, która czeka na spełnienie. Czasami przypominały zwykły romans. Z pewnością każdy ´związek´ kształtował postrzeganie kobiet przez głównego bohatera. Nie obyło się bez zdrad, emocjonalnych zawirowań, fascynacji i refleksji. Z pewnością życie Kuby nie było nudne i ma co wspominać. Ma również nad czym myśleć, gdyż na końcu pierwszej części, Kuba pozostaje niejako w pewnym zawieszeniu. Będzie musiał dokonać pewnych wyborów lub pogodzić się z tymi, które podjęła jego aktualna towarzyszka życia
Jestem na serio ciekawa jak potoczą się jego dalsze losy. Te zostaną zapewnie przedstawione w następnych publikacjach będących kontynuacja tych historii. Osobiście, chętnie ja poznam. Jestem ciekawa, jak będzie wyglądało dalsze życie Kuby, które mija mu poniekąd pod znakiem..."wróżdy" starej cyganki. Czy faktycznie się ona spełni? Czy będzie musiał jej ulec, godząc się z losem? Czy może jednak spróbuje się przeciwstawić tej swoistej przepowiedni? Podejrzewam, ze na te pytania znajdę odpowiedz w następnych publikacjach.
Na koniec jeszcze dodam może, ze spodobało mi się w tej książce kilka rzeczy. Pewien walor edukacyjny - autor całkiem fajnie wplótł w swoją opowieść wątki historyczne oraz krajoznawcze. Swój urok mają również barwne opisy, które podziałały na moją wyobraźnie. Doceniam także aspekt humorystyczny - było kilka fragmentów wywołujących uśmiech na mojej twarzy lub wręcz śmiech. Ciekawą koncepcją jest też moim zdaniem, kwestia cytatów - tzw. ´złotych myśli´ rozpoczynających każdy kolejny rozdział.
Przykładowo taki: "Zycie nie składa się tylko z przyjemności".
Trudno zaprzeczyć.
***
Opisane historie i zdarzenia są wymyśloną przez autora fikcją literacką, gdyby jednak Czytelnicy byli przeciwnego zdania, niech pozostanie jak napisał, a bohaterowie sami odszukają się na stronach powieści.
Oddana do rąk czytelnika czterotomowa powieść - WIOSNA - LATO - JESIEŃ - ZIMA jest zbeletryzowaną biografią Kuby mężczyzny czerpiącego z życia wszystko co dobre i złe, żyjącego według przykazań Boskich i ludzkich, który nie był wolnym od ludzkich słabości, przywar oraz narażony na pokusy dnia codziennego.
Drogie Czytelniczki - nie osądzajcie Kuby stereotypem słów piosenki: - "cysorz to miał klawe życie" - gdyż Jego życie nie było ani klawe, ani szczęśliwe. Było takim jakim było, pogmatwanym oraz wbrew pozorom dramatycznym i tragicznie smutnym. Dziewczyny były zarówno Jego szczęściem jak i przekleństwem.
Drodzy Czytelnicy - powieść nie jest pomyślana jako "powieść - przestroga" dla naiwnych zakochanych mężczyzn którzy w wielkim zauroczeniu, jak tokujący głuszec wpadają w zastawioną pułapkę, lecz dla tych, którym wyłącza się "komputer", a sterowanie przejmuje penis.
Tak pięknej powieści w której w sugestywny sposób opisano występujących bohaterów borykających się z prozą życia, gdzie ukazano ich niespełnione marzenia, a także realny świat złożony z tęsknoty i lęków, miłości i nienawiści, zdrady i kłamstwa, goryczy i ciepła, życia i śmierci, nikt jeszcze nie napisał. Należy jednak pamiętać, że jak w każdej powieści fikcja miesza się z prawdą, półprawdą i ćwierć prawdą prozy życia, więc należy ją czytać z przymrużeniem oka w myśl: "Czy wszystko musi być prawdą"
Powieść jak bluszcz splatają piękne opisy rodzimej przyrody.
Pisane w Zadupiu i Berlinie
Autor
ROZDZIAŁ TRZECITesia
Nie zazdrość młodym młodości, oni też
będą starzy pod warunkiem, że dożyją
Autor
Wracając wieczorem z pracy zajrzał, jak czynił codziennie do skrzynki na listy nie spodziewając żadnej ważnej korespondencji. Ostatni list od Ciapka pisany w imieniu Dwojaczków otrzymał przed kilku miesiącami, więc był zdziwiony leżącymi w schowku dwoma kopertami, niebieską i szarą w której domyślił urzędowego pisma. Oglądał je z zainteresowaniem, szczególnie niebieską bez adresu nadawcy zastanawiając, kto miał potrzebę do niego napisać. Nie lubił urzędowych listów przynoszących niepokój, lecz ten był ofrankowany mając nadzwyczaj wiarygodnego nadawcę, którego wezwania nie można było lekceważyć.
- Co mogą ode mnie chcieć? - mruczał rozrywając kopertę i wchodząc stopień po stopniu na trzecie piętro dokończył czytania stając przed drzwiami mieszkania - O, kwa!
Wchodząc rzucił drugi z listów na biurko. Może poczekać. Obiadokolację, cztery smażone jajka na boczku z chlebem popijał zbożową kawą siedząc przed telewizorem i zastanawiał nad załączonym do listu zaproszeniem. Nic, co mogłoby zainteresować. Żadnych konkretów, same bzdety typowe dla urzędowego pisma, jednak zaproszenia na partyjne salony nie można lekceważyć. O, matko, gdzie drugi list?
Przez chwilę trzymał pachnącą konwaliami kopertę z dużym kolorowym znaczkiem z niewyraźnie odciśniętym stemplem. Tesia! W kopercie znajdowała tylko jedna kartka zapisana drobnym maczkiem: - Kochanie, to ja, Twoja Tesia. Zdziwiony? Jak Ciebie znalazłam? Kto szuka ten znajdzie. Twoje słowa. Odwiedziłam moje Dwojaczki, spotkałam Tadeusza i wybłagałam Twój adres. Gniewasz się? Wiem, że nie ale dlaczego nie odpisałeś do swojej Tesi? Tęskniłam i śniłam ale to niedługo się zmieni i nie będę już więcej tęsknić; - Co to ma znaczyć nie będę tęsknić? - Niedługo Ciebie odwiedzę; - Tutaj ciebie mam, ty mała diablico. Czekam - Znalazłam najlepsze połączenie. Przyjadę za dwa tygodnie w piątek o trzynastej. Obawiam się tylko, że możesz na mnie nie czekać. Może kogoś masz? Całuję Twoje szelmowskie oczy. Twoja Tesia - Krótko, zwięźle i zrozumiale. Dwa tygodnie to dużo czasu - pomyślał - zdążę pozałatwiać wiele spraw, oporządzić mieszkanie, zanieść pościel do pralni i załatwić kilka dni urlopu.
Kuba nie był zdziwiony stanowiskiem kolegi. Andrzej wymigał się niezbyt elegancko od prośby o zastępstwo. Musiał skorzystać z wyjścia awaryjnego mając w nosie uczynnego typa. W jedynej w miasteczku kwiaciarni kupił bukiecik frezji, wpakował się do małego autka obierając kierunek dworzec. Przyjechał jak miał w zwyczaju z dużym naddatkiem. Do przyjazdu pociągu pozostało kilkanaście minut. Wykorzystał je na spacer wzdłuż peronu czytając tablice informujące o przyjazdach i odjazdach... czterech pociągów w ciągu dnia. Odwiedził małą poczekalnię z dwoma ławkami i mini barem obleganym przez nielicznych pasażerów, wśród których nikogo znajomego. Do dworca prowadziły cztery nitki błyszczących w słońcu szyn zataczających wielki łuk i ginących w leśnej przecince skąd po chwili doszedł gwizd nadjeżdżającego zestawu czterech wagonów II klasy. Na tej trasie już od dawna nikt nie jeździł I klasą, więc wagon wycofano dając nieco odsapnąć starej, dwuosiowej lokomotywie, pamiętającej bardzo odległe czasy swojej świetności. Po chwili zza gęstwiny drzew błysnęło cyklopowe oko reflektora, ukazały się dwa wielkie czerwone zderzaki, buchnęło kłębami pary i czarnym dymem zwiewanym wiatrem w stronę niedalekich pól. W otwartych na przestrzał oknach wagonów kilka wychylonych głów w których pomimo odległości rozpoznał rozwichrzone włosy Tesi. Z piskiem blokowanych hamulców na peron wtoczył się zestaw czterech wagonów. Trzaskały otwierane drzwi przedziałów, niecierpliwy tłumek odjeżdżających tłoczył przy drzwiach przeszkadzając wysiadającym. Nic dziwnego; na tej stacyjce pociąg zatrzymywał się tylko dwie minuty, więc należało spieszyć. Tesia rzuciła torbę na peron zeskakując z ostatniego stopnia wagonu wprost w jego rozwarte ramiona.
- Jestem kochanie - objęła Kubę całując usta i oczy - Tak bardzo tęskniłam. Dlaczego kazałeś mi czekać? Jakie ładne kwiatki... Dla mnie - spytała kokieteryjnie odbierając bukiecik kolorowych frezji.
- Tesiu, jesteś coraz ładniejsza i wyglądasz jak mała Afrodyta. Nawet ładniej. Musisz być zmęczona? - paplał uszczęśliwiony i wskazując na podróżną torbę i małą osobistą torebkę, jego prezent imieninowy - To twój bagaż? - spytał zdziwiony - To wszystko?
- Pozostałe rzeczy w domu. Pojedziemy je odebrać. Poznasz moich rodziców i rodzeństwo. Dobrze? W torbie mam wszystko co niezbędne. Jedźmy! Nie mogę się doczekać.
W czasie jazdy trzymała Kubę za rękę przytulając do policzka, czuł wilgoć spływających łez i delikatne pocałunki.
- Znowu jestem z tobą - szeptała połykając łzy - Nie chcę już nigdy czekać i być daleko od ciebie. Kochanie, zawsze muszę być obok. Zawsze.
Szosa uciekała do tyłu jakby ją ktoś gonił, migały betonowe słupki z kocim oczkiem, przelecieli nie zatrzymując przez niestrzeżony przejazd, chroniony krzyżem św. Andrzeja i znakiem STOP. Autko podskoczyło na garbach torów i popędziło drogą połataną szarymi łatami asfaltu poznaczonego dwoma liniami wytłoczonych w asfalcie kolein. Tesia paplała w czasie trwania jazdy i trzymając Kube za rękę rozglądała ciekawie podziwiając nowe dla niej otoczenie.
- Czy tutaj tylko same lasy?
- Ależ nie. Niedługo wjedziemy na teren kombinatu i zobaczysz olbrzymie pola, jakich nie widziałaś w swoim życiu. W niedalekich Rzepichach mamy ponad dziesięć tysięcy hektarów, a to tylko jedno z trzynastu gospodarstw. Zobaczysz sama. Za kilka minut będziemy na miejscu. Jesteś głodna? Ja także. Wpadniemy do zajazdu, ale najpierw chcę ciebie powitać u mnie.
Asfaltowa droga przecinała stary wysokopienny las wąską wstęgą pełną ostrych zakrętów i wzniesień, pędziła z górki na pazurki mijając niewielkie wodne oczka i polany, aby wpaść na otwarte ze wszystkich stron pola złotej pszenicy. Po obydwu stronach szosy jak okiem sięgnąć kołyszące łany niedojrzałych jeszcze kłosów przeciętych pełną wybojów i zapadlin polną drogą ciągnącą w stronę odległych lasów i budynków kombinatu.
- Widać wieżę kościoła. Za chwilę będziemy na miejscu - poinformował jadąc plątaniną uliczek prowadzących w stronę osiedla ogrodzonego niewysokim parkanem oplecionym rzędami rokitnika wjeżdżając na parking - Jesteśmy w domu.
Niewielkie zadbane osiedle kombinatu otoczone wysokimi topolami i kwitnącymi szpalerami złotokrzewu odgrodziło się od wiejskich czworaków soczystym pasmem zieleni, szeroką szutrową drogą i metalowym ogrodzeniem.
- Niech zgadnę kto w nich mieszka.
- Nie musisz zgadywać. W czworakach mieszkają szeregowi robotnicy kombinatu.
- Ty w tym ładnym jasnym trzypiętrowym bloku, gdzie centralne ogrzewanie, gaz i jasna łazienka. Prawda?
- Tesiu... Porozmawiamy jak będziemy w mieszkaniu. Dobrze? - zaproponował biorąc torby i zatrzaskując bagażnik - Potrzymaj. Muszę sięgnąć do kieszeni po klucz.
Po kilku minutach byli przed drzwiami mieszkania oznaczonego mosiężną cyfrą dziewięć. Wcisnął klucz w zamek przekręcając rygle. Drzwi stanęły otworem ukazując mały przedpokój do którego wrzucił torby.
- Zostaw głuptasie - pisnęła gdy wziął ją na ręce i przeniósł przez próg - Nie teraz... - szeptała całując w oczy. Kuba nie pozostał dłużny.
- Jesteś u siebie, kochanie - zatrzasnął drzwi - Rozgość się, a ja przygotuję kąpiel. Później pójdziemy na obiad. Proszę? Wolisz zjeść w domu. Dobrze ale lodówka prawie pusta, musiałbym zamówić.
- Nie będę jadła. Nie jestem głodna. Wejdę tylko pod prysznic, a później pomyślimy, co zrobimy z miłym wieczorem. Dobrze? Pozwolisz, że zadzwonię do domu?
- Wieczorem? Dopiero po trzynastej? - spojrzał na zegar z kukułką.
- Ładnie u ciebie - stwierdziła zaglądając w każdy kąt mieszkania zatrzymując na dłużej w sypialni przed wiszącym obrazem M'gły - Mało kwiatów, a przecież wiosna. Dobrze, że zabrałeś obrazy i pamiątki. Kogo przedstawia ten portret? Ładna delikatna twarz o brzoskwiniowym kolorycie. To twoje dzieło? Mnie także namalujesz? Nie widziałam go w poprzednim mieszkaniu. Musiał być w piwnicy? Nie pomyślałeś, aby wyeksponować go w gościnnym? Pytasz dlaczego? Nooo. W sypialni jest schowany przed gośćmi - wybrnęła dosyć koślawo - nie mają możliwości go podziwiać. Nie uważasz, że to dobra propozycja?
Nie widział powodu ażeby odpowiedzieć i tłumaczyć smarkuli kogo przedstawia, przecież sama się domyśla kto zacz, kłamać nie wypada, więc najlepszym wyjściem jest dyplomatyczna cisza, czyli zignorowanie pytania jakby w ogóle go nie było. Kubie wiadomo w czym rzecz, obraz miał zniknąć, gdyż Tesia nie chciała być podglądana w czasie miłosnych figli. Wcale się nie dziwił. Bycie podglądanym w łóżku nie należało do przyjemnych.
- Kochanie, pozwolisz, że na chwilę zajmę się sobą. Dobrze?
- Wskakuj pod prysznic, ale uważaj na dozowanie gorącej wody - ostrzegł - Czasami płynie wrzątek.
- Będę uważać.
Po chwili zza drzwi doszły słowa popularnej piosenki; 'Cicha woda brzegi rwie' zagłuszanej szumem tryskającej wody. Kuba wyszedł do pokoju nazywanego salonem z uwagi na oferowany metraż otwierając szeroko balkonowe drzwi. Do mieszkania wpadły wszystkie zapachy pól, łąk i lasów. Zawoniało rozkwitłą wiosną, zaszumiało ciepłym, południowym wiatrem przynoszącym delikatny, gorzki zapach mieszanych w młynach zbóż. Wyszedł na balkon opierając dłonie na metalowej barierce z wiszącą skrzynką na kwiaty w której rosło jakieś zielsko bez nazwy. Nie miał czasu zajmować się hodowlą kwiatów jak jego sąsiedzi, których balkony stanowiły małe botaniczne ogrody dosłownie tonące w kolorach i zapachach. Widok z trzeciego piętra nie zapierał tchu w piersiach, lecz był na tyle fascynujący, że mógł godzinami siedzieć w wiklinowym fotelu przyglądać chmurkom przeganianym lekkim wiatrem albo podziwiać bociany szybujące pod wysklepionymi po stratosferę cumulusami, wieczorem słuchał kumkanie żab dochodzące z niedalekiego stawu zarośniętego sitem.
Od czasu do czasu, szczególnie na przełomie lata i jesieni gdy bezchmurne niebo odsłaniało niebiańską łąkę z miriadami pasących się stad błyszczących gwiazd, stawiał na balkonie statyw teleskopu oglądając przemieszczające gwiazdy i spadające okruchy Perseidów w sierpniu, leonidów w listopadzie i lirydów w kwietniu. Pewnej sierpniowej nocy znalazł Markeb swoją szczęśliwą gwiazdę patronującą dniu swoich urodzin.