Wstęp
Czyż nie byłoby wspaniale, gdyby zwierzęta mówiły ludzkim głosem? Można by je wtedy spytać, dlaczego czasami zachowują się tak dziwacznie! Skąd ptaki wiedzą, jak wić gniazdo? Chodziły do szkoły wicia gniazd czy jak?! A może zrobiły jakiś szybki kurs? Skąd zwierzęta wiedzą, które jedzenie jest dla nich najlepsze? Jak wpadły na to, na co polować, a czego się wystrzegać, jeśli nie nauczyli ich tego rodzice? Gdyby rozumiały naszą mowę, moglibyśmy im powiedzieć, żeby trzymały się z dala od myśliwych i uważały na przejeżdżające samochody... Świat byłby piękny, gdyby istniał jakiś jeden uniwersalny język, zrozumiały dla wszystkich!
Czy to możliwe? Czy możliwe, żeby ktoś, niczym doktor Dolittle, potrafił zrozumieć się z lwem, pingwinem i mrówką?
I tak, i nie. Nie ma jednego języka, który byłby zrozumiały dla wszystkich, ale niemal każde żywe stworzenie jest w stanie nadawać i odbierać informacje na własny, unikalny sposób. Są przekazy bardziej uniwersalne, które skuma na przykład każdy ptak i ssak, są też bardzo indywidualne sposoby przekazywania wiadomości, które rozumieją jedynie przedstawiciele tego samego gatunku, a czasem nawet tylko tego samego stada.
Czy kiedykolwiek nauczymy się mówić po mysiemu, słoniowemu czy surykatkowemu? Niewykluczone! Już w tej chwili jesteśmy w stanie całkiem nieźle porozumiewać się z niektórymi zwierzętami i nie chodzi tylko o wykonywanie poleceń - one potrafią nam odpowiadać "po ludzku". Goryle czy szympansy, nauczone języka migowego, umieją formułować zdania, a nawet opowiadać proste historie i mówić o swoich emocjach. Papugi idealnie naśladują słowa i całe wyrażenia - i chociaż w większości to odtwórcze powtarzanie niekoniecznie zrozumiałych dla nich fraz, te bardziej inteligentne gatunki rozumieją sens słów, trafnie komentują rzeczywistość, a niekiedy zadają nawet bardzo wnikliwe pytania. Psy i koty, nauczone używania specjalnych przycisków z nagranymi słowami, również umieją zakomunikować swoje potrzeby, poprosić o głaskanko, a także podzielić się niepokojem na temat dziwnych odgłosów słyszanych na zewnątrz.
Chciałabym jednak przedstawić ten temat od innej strony - nie wymagać od zwierząt zrozumienia naszej mowy, ale postarać się poznać i odtworzyć ich sposoby komunikacji, tak by same zachciały po swojemu opowiedzieć własną historię.
O tym, ile jako gatunek ludzki moglibyśmy zyskać, gdybyśmy potrafili skutecznie komunikować się ze zwierzętami, dobrze wiedzą naukowcy na całym świecie. Jak dotąd starali się odczytać i zinterpretować tyle, ile było możliwe, tak żeby tę zwierzęcą mowę zrozumieć, ewentualnie odtworzyć sygnały nagrane i nieznacznie zmodyfikowane, by zobaczyć, co się stanie. Obecnie dysponujemy zupełnie nowymi możliwościami - AI, czyli sztuczna inteligencja, już wkrótce wszystko niesamowicie przyspieszy.
O czym rozmawia świat przyrody? Cóż, z pewnością nie są to tylko towarzyskie pogawędki. Pamiętaj, że zwierzęta każdego dnia biorą udział w walce o przetrwanie! Muszą zorganizować jedzonko i mieć się stale na baczności, aby same nie stać się czyimś posiłkiem. Ciągła czujność przy włączonym trybie "gdzie jest żarełko" nie zostawia im za wiele czasu na pogaduszki. Okazuje się jednak, że tematów do przegadania w świecie zwierząt jest naprawdę sporo!
Po pierwsze, kwestie własności: czyja to norka, czyje gniazdo, czyje terytorium łowieckie? Zwierzęta poświęcają sporo czasu na ochronę tego, co zdobyły i wypracowały, bo jest to ich być albo nie być, a konkurencja nie śpi! Strata gniazda albo ograniczenie terenów polowań może oznaczać poważne zagrożenie dla życia młodych, więc to nie żarty.
Dla samców posiadanie lepszych, obfitujących w pokarm terytoriów oznacza większe powodzenie u pań, dla samic z kolei większa dostępność pokarmu gwarantuje lepszy start dla potomstwa. Jest więc o co walczyć, przy czym na ile to możliwe, lepiej walki jako takiej uniknąć dzięki uprzedzaniu wszystkich potencjalnych konkurentów na odległość, bezdotykowo.
Po drugie, komunikacja miłosna: samiec z samicą muszą się w pierwszej kolejności jakoś w tym świecie odnaleźć, a w sytuacji, gdy na każdym kroku czyha na nich drapieżnik i każdy stara się pozostać w ukryciu, nie jest to łatwe! Zwierzęta często posługują się więc zaszyfrowanym kodem, który potrafi odczytać tylko właściwy adresat.
Gdy partnerzy się już odnajdą, chcą się przedstawić i jak najlepiej zaprezentować, aby oszołomić obiekt swoich westchnień. Często muszą również zmierzyć się z konkurencją i pokonać innych zalotników. Samica na przyszłego ojca swoich dzieci wybierze najlepszego samca - najpiękniejszego i najdzielniejszego. Jest to dla niej gwarancją, że potomstwo będzie zdrowe, silne i da sobie radę w życiu.
Strategie panów na zaimponowanie paniom są przeróżne. Część z nich próbuje udowodnić swoją tężyznę w bojach, ale to mocno ryzykowny sposób. Z tego powodu wielu z nich stawia na rozmaite formy komunikacji, które pozwolą im zapunktować w oczach przyszłej żony. W przypadku zwierząt musisz pamiętać, że zaloty są czymś zupełnie innym niż u człowieka. Współcześni ludzie mają inną świadomość i możliwości niż zwierzęta, których życiem rządzą okrutne prawa natury. Dla nich posiadanie dzieci, czyli przekazanie dalej swoich genów, jest najważniejszym celem życiowym i tylko dzięki temu obecnie istnieją. Stąd ich determinacja w szukaniu partnera i sposoby na jego zdobycie w naszych oczach mogą nieraz uchodzić za szalone - ale właśnie takie muszą być. Komunikacji miłosnej nie sposób ominąć w tej książce, bo jest zbyt ważna i odlotowa, ale pamiętaj, żeby traktować ją z przymrużeniem oka...
Po trzecie, komunikacja umożliwiająca współpracę, bo na zwierzęta zawsze coś czyha. Na każdym kroku napotykają niebezpieczeństwa i muszą pozostawać czujne, w pełnej gotowości do ucieczki. Aby ułatwić sobie przetrwanie, wiele gatunków tworzy różnego rodzaju grupy. Nieodzowna do ich sprawnego funkcjonowania jest jakaś forma przekazywania sobie informacji - o zagrożeniach, o zmianie kierunku ucieczki, o dobrych miejscach do zdobycia pożywienia. Specyficznym rodzajem grupy jest rodzina - najczęściej matka z młodymi. W przeciwieństwie do ludzkich dzieci, które wychowują się w bezpiecznym środowisku, zwierzęce maluchy nie mogą sobie pozwolić nawet na odrobinę buntu lub małego foszka od czasu do czasu. W świecie przyrody rodziców trzeba słuchać bezwzględnie i natychmiast. Okoliczności często wymagają ukrycia się, a gdy niebezpieczeństwo minie, rodzice muszą zlokalizować potomków i z powrotem zebrać do kupy. Stąd i dzieci, i dorośli mają specyficzne sposoby komunikacji, które rozpozna wyłącznie odpowiedni adresat.
Po czwarte, komunikacja awaryjna - najbardziej uniwersalna, bo taka, którą ma zrozumieć przedstawiciel innego gatunku. Całą listę okoliczności, w których się ona przydaje, omówiłam w książce Dziki poradnik przetrwania. To ten rodzaj przekazu, który ma pomóc ujść z życiem, gdy w okolicy pojawi się drapieżnik. To często bardzo spektakularny przekaz, niosący dużo emocji.
Każda forma komunikacji ma swojego adresata. Czasem będzie to każdy posiadacz oczu, nosa lub uszu, innym razem - bardzo konkretny osobnik określonej płci. Komunikaty, które nie były odpowiednio dostosowane, nie spełniły swojego zadania - ich nadawca nie obronił terytorium, nie zdobył partnera, nie uciekł przed napastnikiem. Ewolucja potraktowała go jak nieudany eksperyment i jego geny przepadły. Aby skutecznie porozmawiać, zwierzęta przez miliony lat szlifowały nie tylko formy i sposoby nadawania informacji, lecz także (a może przede wszystkim) formy ich odbierania, często inwestując w tym celu w przedziwne narządy i techniki.
Komunikacja, jak wszystko co dotyczy organizmów żywych, powstała na drodze ewolucji. Przetrwały tylko pomocne, skuteczne techniki, które przyczyniały się do sukcesu danej populacji. Można więc przyjąć, że zwierzęce (i roślinne) rozmówki za główny cel mają ułatwienie przeżycia.
Jest jednak jeszcze jedna forma przepływu informacji między organizmami, która wymyka się tej definicji, bo nadawca komunikatu może nim sobie poważnie zaszkodzić. Chodzi tu o układ drapieżnik-ofiara, w sytuacji kiedy zostanie przechwycony komunikat, który miał trafić do kogoś innego, a zamiast tego pozwolił ofierze uciec lub drapieżnikowi upolować nadawcę wiadomości. W najprostszym wydaniu będą to na przykład lis zwabiony głosem godowym kuropatwy lub para szpaków, która po usłyszeniu krzyku jastrzębia postanawia założyć gniazdo gdzieś indziej. Ale ta zależność może być ciekawsza, a odbiorca podsłuchiwacz może wykształcić specjalne mechanizmy, żeby złamać szyfr i wykorzystać cudze kanały komunikacyjne do własnych celów.
Mówienie o "języku" wymaga komentarza - osoby zawodowo zajmujące się językiem określają bardzo precyzyjnie, co można, a czego nie można tak nazwać. Według tych surowych wytycznych o "prawdziwym" języku możemy mówić tylko w kontekście człowieka. W ramach niewielkiego wyjątku dopuszcza się grupę kilku gatunków zwierząt, które zostały języka ludzkiego nauczone i są na tyle inteligentne, że potrafią się nim kreatywnie posługiwać. Chociaż one też się w tej książce pojawią, mnie interesują przede wszystkim zwierzęta dzikie i ich własne nieprawdopodobne pomysły. Wiele z nich, o czym zaraz się przekonasz, prowadzi niezwykle rozwiniętą komunikację - tak skomplikowaną i precyzyjną, że na potrzeby tego poradnika pozwolę sobie nazywać ją językiem.
Odbiór komunikatu
Każdy ma oczy według potrzeb. A może każdy ma takie oczy, na jakie sobie zasłużył? Narząd wzroku specjalizował się na wiele sposobów na różnych liniach ewolucyjnych. Pośród kręgowców najbardziej rozwinięte i skomplikowane oczy mają ptaki. Niektóre, na przykład sokoły czy orły, zostały wyposażone w oczy z mnóstwem bajerów i zdolnością widzenia z daleka ruchu malutkiej myszki pośród suchych traw w kolorze identycznym jak ona.
Ptakom świetny wzrok jest potrzebny. A komu nie jest? A no płazom na przykład. Siedzą sobie pod jakimś kamieniem jak odmieniec jaskiniowy i tak bardzo mają te oczy w nosie, że im w końcu zarastają.
Drugie miejsce w kategorii "Wzrok jak żyleta" należy się niektórym owadom. Chociaż jeśli chodzi o owady, to sprawa jest złożona, a konkretnie oczy są złożone ze specjalnych malutkich oczek (fasetek). Każde oczko widzi osobno, a owadzi mózg zbiera to do kupy i wyświetla jako całość, chociaż raczej jako pokaz slajdów niż film, jak to jest u ludzi. Wiele owadów ma również dodatkowo na wyposażeniu punktowe oczy, odpowiedzialne głównie za odróżnianie jasności od ciemności. Owady drapieżne brylują w kwestii ostrości widzenia.
Ważki są statystycznie najlepszymi myśliwymi na świecie (95-procentowa skuteczność, podczas gdy skuteczność takiego niby-króla lwa to tylko około 25 procent!), ale zapracowały na ten sukces właśnie oczami. Mają prawie całą głowę pokrytą wielkimi, niebywale czułymi oczami, złożonymi z kilkuset fasetek, które bombardują ich mózg zawrotną liczbą 300 zdjęć na sekundę. A mózg to ogarnia! Kiedy pośród tego ogromu informacji wychwycą jakąś niczego niespodziewającą się muszkę, atakują ją z prędkością 50 kilometrów na godzinę! Największą ważką w Polsce, która może poszczycić się takimi talentami, jest husarz władca.
A co ze zmysłami innych bezkręgowców? Poważnych konkurentów dla owadów nie ma, ale to nie dlatego, że reszta jest mniej ambitna, tylko po prostu wymyśliła sobie własne strategie przeżycia i nie potrzebuje tak znakomitego wzroku (i to żadną miarą nie świadczy o tym, że te zwierzęta są gorsze - są po prostu inne). Wyjątkami, które widzą znakomicie, są najobłędniejsze ze wszystkich pająków - skakuny, ale je omówię szczegółowo nieco dalej.
Nie tylko ostrość widzenia stanowi kryterium zaawansowania narządu wzroku. Trwająca miliony lat przyjaźń i bliska współpraca pomiędzy roślinami wytwarzającymi kwiaty a owadami, które te kwiaty zapylają, zaowocowała większą wrażliwością oczu zapylaczy na określone barwy i wzory.