Egipt. Kairskie życie polskiej muzułmanki - Aleksandra Helail

Kup ebooka

59.99 zł
49.19 zł (48,69 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

NIE BA­ŁAŚ SIĘ?

Pamię­tam, jak w pią­tej kla­sie szkoły pod­sta­wo­wej w Pol­sce prze­ra­bia­li­śmy ma­te­riał na te­mat sta­ro­żyt­nego Egiptu. Do tej pory mam przed oczami zdję­cie słyn­nej pi­ra­midy w Gi­zie, na którą pa­trzy­łam z ogromną cie­ka­wo­ścią. Ni­gdy nie przy­szłoby mi do głowy, że kie­dy­kol­wiek zo­ba­czę ją na wła­sne oczy, a co do­piero, że będę miesz­kać ja­kąś go­dzinę drogi od niej. W wieku dwu­na­stu lat prze­pro­wa­dzi­łam się wraz z ro­dziną z Pol­ski do Nie­miec. Na po­czątku nie było mi ła­two, nowy ję­zyk, któ­rego nie zna­łam, nowe oto­cze­nie, nowi lu­dzie i ja - tę­sk­niąca za do­mem na­sto­latka, która nie do­strze­gała w tej sy­tu­acji zbyt wielu ko­rzy­ści. Pa­mię­tam, że przez pierw­sze kilka lat obie­cy­wa­łam so­bie, że kiedy tylko będę mo­gła, wrócę do Pol­ski. Ko­cham mój oj­czy­sty kraj, od za­wsze czu­łam się Po­lką, a nasz ję­zyk był i na­dal jest dla mnie bar­dzo ważny. Pa­mię­tam, jak bar­dzo de­ner­wo­wa­łam się na mamę, gdy po­wie­działa do mnie cho­ciażby jedno zda­nie po nie­miecku. Za­wsze od­po­wia­da­łam jej z gry­ma­sem na twa­rzy, by mó­wiła do mnie po pol­sku. Sta­ra­łam się też dużo czy­tać w na­szym oj­czy­stym ję­zyku, na­wet sa­mo­dziel­nie nad­ra­bia­łam nie­które lek­tury szkolne. W Pol­sce by­wa­li­śmy re­gu­lar­nie, za­zwy­czaj kilka razy w roku. Kiedy by­łam star­sza, sama la­ta­łam w od­wie­dziny do dziad­ków. Za­pewne mo­gła­bym użyć wy­żej wy­mie­nio­nych fak­tów jako ar­gu­men­tów jako od­po­wie­dzi na py­ta­nia osób, które dzi­wią się, dla­czego moje konto na In­sta­gra­mie za­czę­łam pro­wa­dzić w ję­zyku pol­skim, a nie po nie­miecku. Gdy po­szłam do szkoły w Niem­czech, zna­la­złam się w zu­peł­nie in­nym świe­cie, cał­ko­wi­cie od­mien­nym od tego, który zna­łam do tej pory. Było w nim bar­dzo dużo róż­no­rod­no­ści, wy­znaw­ców in­nych re­li­gii, osób z kra­jów, o któ­rych ist­nie­niu nie mia­łam naj­mniej­szego po­ję­cia. To oto­cze­nie wzbu­dziło we mnie ogromną cie­ka­wość świata, chcia­łam po­zna­wać inne kul­tury, ję­zyki, a to, co było inne, nie wy­wo­ły­wało we mnie lęku - tylko wręcz prze­ciw­nie - ogromną fa­scy­na­cję. Pa­mię­tam, że w szkole, do któ­rej uczęsz­cza­łam, więk­szość dzieci była in­nego po­cho­dze­nia niż nie­miec­kie. Wtedy po raz pierw­szy zy­ska­łam przy­ja­ciół wy­wo­dzą­cych się z róż­nych kul­tur, wy­znaw­ców in­nych re­li­gii. Za­fa­scy­no­wało mnie to do tego stop­nia, że chcia­łam chło­nąć tę in­ność na wszyst­kie moż­liwe spo­soby. Od­wie­dza­łam re­stau­ra­cje ser­wu­jące po­trawy z róż­nych za­kąt­ków świata, chcia­łam pró­bo­wać dań, do tej pory mi nie­zna­nych. Bę­dąc na ja­kich­kol­wiek wa­ka­cjach za gra­nicą, zwra­ca­łam uwagę na naj­mniej­sze dro­bia­zgi, po­cią­gało mnie to, jak róż­no­rodny jest świat. Nie przy­po­mi­nam so­bie, że­bym kie­dy­kol­wiek była uprze­dzona do ja­kiej­kol­wiek kul­tury lub re­li­gii. Oczy­wi­ście, nie omi­jały mnie te wszyst­kie ste­reo­typy na te­mat is­lamu i ne­ga­tywne in­for­ma­cje po­wta­rzane w me­diach, ale ma­jąc tak wielu mu­zuł­ma­nów za przy­ja­ciół, nie bra­łam so­bie tych opi­nii zbyt­nio do serca. Wo­la­łam sa­mo­dziel­nie we­ry­fi­ko­wać in­for­ma­cje, py­ta­jąc u źró­dła o to, jak na­prawdę sprawy się mają. Jesz­cze w szkole za­przy­jaź­ni­łam się z dziew­czyną z Li­bii, która do dziś jest moją naj­lep­szą przy­ja­ciółką. Pa­mię­tam, że pod­czas przerw sia­da­ły­śmy ra­zem i roz­ma­wia­ły­śmy o na­szych re­li­giach. Ja opo­wia­da­łam o ka­to­li­cy­zmie, ona o is­la­mie. Ja po­ści­łam pod­czas Wiel­kiego Po­stu, re­zy­gnu­jąc cał­ko­wi­cie ze sło­dy­czy, ona nic nie ja­dła i nie piła od świtu do za­chodu słońca pod­czas Ra­ma­danu. Szu­ka­ły­śmy ra­czej tego, co nas łą­czy, niż tego, co nas dzieli. Wspo­mi­nała, że jako dziecko sły­szała w Li­bii o Ja­nie Pawle II. W oko­li­cach mo­ich osiem­na­stych uro­dzin za­czę­łam za­da­wać so­bie wiele py­tań zwią­za­nych z re­li­gią, szu­ka­łam wła­snej drogi. Z po­czątku by­łam bar­dzo prze­ko­nana do nauk gło­szo­nych przez Ko­ściół ewan­ge­licki. Jed­nak, gdy za­czę­łam jesz­cze le­piej po­zna­wać is­lam, to wła­śnie ta re­li­gia była mi co­raz bliż­sza. Dużo czy­ta­łam, py­ta­łam, roz­ma­wia­łam z mu­zuł­ma­nami. Za­da­wa­łam trudne py­ta­nia do­ty­czące wszyst­kich nie­po­chleb­nych opi­nii, które ów­cze­śnie były prze­ka­zy­wane w me­diach i sze­rzone wśród spo­łe­czeń­stwa na te­mat tej re­li­gii. W wieku dzie­więt­na­stu lat pod­ję­łam de­cy­zję - chcę zo­stać mu­zuł­manką. Obec­nie wiele osób my­śli, że zmie­ni­łam re­li­gię dla męża. Nic bar­dziej myl­nego, de­cy­zję pod­ję­łam, za­nim go po­zna­łam. Po­mimo że te­raz je­stem mu­zuł­manką, ni­gdy nie prze­sta­łam sza­no­wać tego, że cała moja ro­dzina to chrze­ści­ja­nie. Na­dal la­ta­łam do Pol­ski, by za­siąść z naj­bliż­szymi do świą­tecz­nego stołu.

Moje pierw­sze spa­cery w Ka­irze

W wieku dzie­więt­na­stu lat pod­ję­łam de­cy­zję - chcę zo­stać mu­zuł­manką.

Stu­dio­wa­łam fi­lo­lo­gię ger­mań­ską ze spe­cjal­no­ścią na­uczy­ciel­ską i mię­dzy­kul­tu­rową ko­mu­ni­ka­cję. Pod­czas stu­diów mu­sia­łam od­być prak­tyki. Bar­dzo chcia­łam pra­co­wać przez ten czas we Wło­szech, po­nie­waż od dziecka ko­cham ten kraj, ale wy­sła­łam też CV do nie­miec­kiej szkoły w Ka­irze. I to wła­śnie tam dość szybko mnie przy­jęli. Był 2016 rok, kiedy po raz pierw­szy za­miesz­ka­łam w Egip­cie na okres sied­miu mie­sięcy. Nie był to mój pierw­szy po­byt w tym kraju, więc prze­pro­wa­dza­jąc się, nie do­zna­łam więk­szego szoku kul­tu­ro­wego. W mo­jej pracy czu­łam się do­brze i szybko za­akli­ma­ty­zo­wa­łam, choć na sa­mym po­czątku mia­łam wra­że­nie, że je­stem w in­nym wy­mia­rze, nie do­cie­rało do mnie, że na­prawdę żyję i pra­cuję w Egip­cie. Miesz­ka­łam przez ten okres sama, tak bli­sko pla­cówki, że na prak­tyki cho­dzi­łam na pie­chotę. Pra­co­wa­łam wtedy w szkole pod­sta­wo­wej, ucząc nie­miec­kiego w kla­sach pierw­szych i dru­gich. Mój plan za­kła­dał, że prak­tyki będą trwać pół roku, jed­nak nie wy­trzy­ma­łam w szkole tak długo. I wcale nie cho­dziło o to, że miej­sce mi się nie po­do­bało albo że mia­łam ja­kieś pro­blemy z in­nymi na­uczy­cie­lami. Po pro­stu po raz pierw­szy peł­ni­łam funk­cję na­uczy­ciela w szkole pod­sta­wo­wej i ubie­ga­jąc się o te prak­tyki, nie mia­łam jesz­cze po­ję­cia, że praca z pierw­szo­kla­si­stami nie jest tym, co lu­bię ro­bić. Po trzech mie­sią­cach za­py­ta­łam moją przy­ja­ciółkę z Nie­miec, która, w tym sa­mym cza­sie co ja, od­by­wała prak­tyki w Nie­miec­kiej Izbie Prze­my­słowo-Han­dlo­wej w Egip­cie, czy nie by­łoby moż­li­wo­ści, bym do­łą­czyła do niej jako prak­ty­kantka. Na szczę­ście jej sze­fowa zgo­dziła się i tak oto przez resztę czasu pra­co­wa­łam w Izbie. Zaj­mo­wa­łam się róż­nymi pro­jek­tami, które do­ty­czyły mię­dzy in­nymi ener­gii od­na­wial­nych w Egip­cie oraz w Jor­da­nii. Czu­łam się speł­niona, ale, nie­stety, etat w Izbie miał dwa duże mi­nusy. Po pierw­sze te prak­tyki nie były płatne. W szkole do­sta­wa­łam co mie­siąc dość wy­so­kie wy­na­gro­dze­nie, pa­mię­tam, że było to wtedy około pięć­set euro, wy­pła­cane w fun­tach egip­skich. W 2016 można było za to w Egip­cie do­brze żyć, by­łam wtedy sama i wy­star­czało mi na wszystko, mo­głam na­wet tro­chę za­osz­czę­dzić. W no­wej pracy nie tylko nie do­sta­wa­łam wy­płaty, ale rów­nież mu­sia­łam co­dzien­nie do­jeż­dżać Ube­rem, po­nie­waż Izba Prze­my­słowo-Han­dlowa znaj­do­wała się na dru­gim końcu mia­sta. Wy­jeż­dża­łam co­dzien­nie jak naj­wcze­śniej, by zdą­żyć przed po­ran­nymi kor­kami. Za­zwy­czaj mi się uda­wało, a do­jazd trwał około trzy­dzie­stu mi­nut. Przez to, że za­czy­na­łam pracę wcze­śniej od in­nych, by­łam osobą, która wy­cho­dziła jako pierw­sza. I mimo że uda­wało mi się uciec przed du­żymi po­po­łu­dnio­wymi kor­kami, to droga po­wrotna do domu trwała już przy­naj­mniej go­dzinę, czę­sto na­wet pół­to­rej.

Był 2016 rok, kiedy po raz pierw­szy za­miesz­ka­łam w Egip­cie.

Pod­czas mo­jego po­bytu w Ka­irze po­zna­łam wielu wspa­nia­łych lu­dzi, nie­które przy­jaź­nie prze­trwały do dziś. Jedna z nich była bar­dzo szcze­gólna i prze­obra­ziła się w mi­łość. Pe­wien uro­czy Egip­cja­nin skradł moje serce i wie­dzia­łam już, że od tego mo­mentu będę zwią­zana z Egip­tem w zu­peł­nie inny spo­sób. Re­la­cje ro­man­tyczne w Egip­cie bar­dzo róż­nią się od tych eu­ro­pej­skich, gdy sprawy ro­bią się po­ważne, para za­czyna my­śleć o za­rę­czy­nach. Róż­nicą jest też to, że człon­ko­wie ro­dziny od­gry­wają tu dużo więk­szą rolę niż u nas, a ak­cep­ta­cja przy­szłego męża lub przy­szłej żony przez ro­dzinę jest klu­czowa. Nie bez po­wodu mówi się w Egip­cie, że czło­wiek nie żeni się tylko ze swoim wy­bran­kiem lub wy­branką, ale rów­nież z jego lub jej ro­dziną. Do dziś pa­mię­tam tremę, która to­wa­rzy­szyła mi przed pierw­szym spo­tka­niem z ro­dzi­cami mo­jego męża. Spo­łe­czeń­stwo egip­skie jest pod wie­loma wzglę­dami bar­dzo tra­dy­cyjne, a ro­dziny mają swoje wy­ma­ga­nia co do osoby, która sta­nie się ich czę­ścią. Zda­rza się, że ro­do­wite Egip­cjanki nie za­wsze są ak­cep­to­wane przez klan. Tym­cza­sem Mo­ha­med przy­pro­wa­dza do domu ko­bietę z za­gra­nicy... Na szczę­ście moje obawy oka­zały się bez­pod­stawne. Ro­dzice Mo­ha­meda od razu mnie za­ak­cep­to­wali i od sa­mego po­czątku trak­to­wali jak córkę. Co za ulga. Ko­lej­nym eta­pem było po­zna­nie reszty ro­dziny. Do dziś do­sko­nale pa­mię­tam, kiedy Mo­ha­med pierw­szy raz wziął mnie ze sobą na duże spo­tka­nie, na któ­rym było około pięć­dzie­się­cioro człon­ków ro­dziny. Fakt jest taki, że egip­skie fa­mi­lie by­wają dość liczne. "Nie zo­sta­wiaj mnie na­wet na chwilę" - po­wie­dzia­łam, pa­trząc na Mo­ha­meda z peł­nym obaw wy­ra­zem twa­rzy. "Do­brze. Nic się nie martw, po­lu­bią Cię" - od­po­wie­dział z pew­no­ścią w gło­sie.

Ro­dzice Mo­ha­meda od razu mnie za­ak­cep­to­wali i od sa­mego po­czątku trak­to­wali jak córkę.

Ja w 2017 roku w Ka­irze

Gdy we­szli­śmy do du­żego domu peł­nego lu­dzi, każdy za­czął się na mnie pa­trzeć, nie­któ­rzy wręcz ska­no­wali mnie wzro­kiem z góry na dół, w szcze­gól­no­ści nie­które cio­cie i ku­zynki. Może to dla­tego, że nie spo­dzie­wali się, że Mo­ha­med przyj­dzie z osobą to­wa­rzy­szącą. Nie mó­wi­łam wtedy jesz­cze do­brze po arab­sku, zna­łam je­dy­nie kilka zwro­tów, tak więc każdy mu­siał ko­mu­ni­ko­wać się ze mną po an­giel­sku, co spra­wiało, że czu­łam się jesz­cze bar­dziej nie­swojo. Mo­ha­med za­czął mnie przed­sta­wiać, a każdy, z kim roz­ma­wia­łam był dla mnie uprzejmy. Nikt nie dał mi do zro­zu­mie­nia, że je­stem tu nie­mile wi­dziana. Gdy więk­szość go­ści wró­ciła do domu, pewna cio­cia, która do­piero co do­wie­działa się, że je­stem mu­zuł­manką, za­wo­łała mnie do sie­bie i po­pro­siła, bym wię­cej o so­bie opo­wie­działa. Ta cio­cia do dziś jest jedną z mo­ich ulu­bio­nych ko­biet w ro­dzi­nie. Ma na imię Magda i nosi ni­kab, czyli czarny strój za­kry­wa­jący całe ciało, z wy­jąt­kiem oczu. Imię Magda to rów­nież imię egip­skie, o czym wcze­śniej nie mia­łam naj­mniej­szego po­ję­cia. Tak więc bar­dzo się zdzi­wi­łam, gdy usły­sza­łam, że cio­cia Magda chce ze mną po­roz­ma­wiać. Szcze­gól­nie za­cie­ka­wiło ją to, dla­czego prze­szłam na is­lam. Mimo że nie wi­dzia­łam wtedy jej twa­rzy, bar­dzo swo­bod­nie czu­łam się w trak­cie roz­mowy. Cio­cia ema­no­wała ra­do­ścią i biło od niej do­bro. Opo­wia­da­łam jej wszystko po an­giel­sku, a Magda, mimo że w więk­szo­ści ro­zu­miała, co mó­wię, od­po­wia­dała mi po arab­sku, a inni tłu­ma­czyli. To był dla mnie dzień pe­łen emo­cji i obaw, jed­nak skoń­czył się le­piej, niż przy­pusz­cza­łam. Jak to mó­wią, pierw­sze koty za płoty. Do czasu mo­jego po­wrotu do Nie­miec spę­dza­li­śmy dużo chwil w domu ro­dzin­nym Mo­ha­meda wraz z jego bli­skimi. Poza tym wy­cho­dzi­li­śmy czę­sto na mia­sto, do re­stau­ra­cji lub ka­wiarni sami lub w to­wa­rzy­stwie przy­ja­ciół, cho­dzi­li­śmy wspól­nie na si­łow­nie, które znaj­do­wały się tuż obok sie­bie. Ja tre­no­wa­łam w tej dla ko­biet, on w tej dla męż­czyzn. Czas pły­nął nie­ubła­ga­nie i w pew­nym mo­men­cie mu­sia­łam wró­cić do Nie­miec, by skoń­czyć stu­dia. Na prak­tyki do Egiptu wy­je­cha­łam po dru­gim se­me­strze, tak więc przede mną było jesz­cze sporo kur­sów, które mu­sia­łam za­li­czyć. To był dość trudny czas dla na­szego związku. Żyć da­leko od uko­cha­nej osoby przez tak długi okres nie jest ła­two. Za­pi­sa­łam się na tak dużą liczbę kur­sów na se­mestr, jak to tylko moż­liwe, pra­co­wa­łam ciężko, by jak naj­szyb­ciej skoń­czyć stu­dia. Wi­dy­wa­li­śmy się tak czę­sto, gdy tylko mógł. Spę­dza­łam każde moje fe­rie w Egip­cie, on od­wie­dzał mnie w Niem­czech, jak miał ku temu oka­zję. Nasz zwią­zek na od­le­głość trwał mniej wię­cej pół­tora roku, a w mię­dzy­cza­sie zdą­ży­li­śmy się za­rę­czyć. Z tej oka­zji Mo­ha­med przy­le­ciał wraz z ro­dzi­cami do Nie­miec. W dal­szej czę­ści książki opi­szę, jak wy­glą­dały na­sze za­rę­czyny i dla­czego to wła­śnie oni przy­le­cieli do mnie, a nie na od­wrót. Ja­kiś czas póź­niej wzię­li­śmy ślub, mimo że przez pe­wien okres ży­li­śmy na dwóch róż­nych kon­ty­nen­tach, bym mo­gła skoń­czyć stu­dia. Moje wi­zyty w Egip­cie w koń­co­wej fa­zie tej roz­łąki wy­glą­dały ina­czej, były dużo ra­do­śniej­sze, po­nie­waż wie­dzie­li­śmy, że już nie­długo bę­dziemy ra­zem. Przed nami było wy­zwa­nie, nasz wspólny cel: urzą­dzić wła­sne miesz­ka­nie. I to wła­śnie te wi­zyty miały ogromny wpływ na moją zna­jo­mość ję­zyka arab­skiego. By­wa­jąc re­gu­lar­nie w Egip­cie, ro­zu­mia­łam co­raz wię­cej, ale mimo to jesz­cze nie by­łam w sta­nie się wy­sło­wić, trudno było mi się po­ro­zu­mie­wać ca­łymi zda­niami. Urzą­dza­nie na­szego miesz­ka­nia wy­glą­dało tak, że pod­czas gdy Mo­ha­med był w pracy, ja jeź­dzi­łam z te­ściową po mie­ście w po­szu­ki­wa­niu od­po­wied­nich me­bli, ma­te­ria­łów na za­słony itp. Spę­dza­ły­śmy w ten spo­sób całe dnie, jeż­dżąc w naj­róż­niej­sze miej­sca, w więk­szo­ści w któ­rych by­łam po raz pierw­szy. Mo­ha­med do­łą­czał do nas w ostat­niej fa­zie za­ku­pów, gdy do wy­boru były już tylko dwie lub trzy rze­czy, a i tak naj­czę­ściej go­dził się na to, co mi się po­do­bało. Mimo że moja re­la­cja z te­ściową od po­czątku była bar­dzo ser­deczna i do­brze czu­ły­śmy się w swoim to­wa­rzy­stwie, na­szym klu­czo­wym pro­ble­mem była ko­mu­ni­ka­cja. Te­ściowa nie mó­wiła płyn­nie po an­giel­sku, a ja jesz­cze nie naj­le­piej mó­wi­łam po arab­sku. Któ­raś z nas mu­siała na­uczyć się ję­zyka tej dru­giej. Sprawy po­to­czyły się tak, że te­ściowa po pro­stu mó­wiła do mnie po arab­sku, wpla­ta­jąc w wy­po­wiedź an­giel­skie słówka, na tyle, na ile była so­bie w sta­nie je przy­po­mnieć. Z bie­giem czasu co­raz wię­cej ro­zu­mia­łam, co­raz le­piej po­tra­fi­łam też się wy­sło­wić. Gdy reszta ro­dziny za­uwa­żyła, że ko­mu­ni­ka­cja po arab­sku co­raz le­piej mi wy­cho­dzi, rów­nież oni za­częli czę­ściej się do mnie zwra­cać w tym ję­zyku. Po kilku mo­ich wi­zy­tach mi­sja zo­stała za­koń­czona - wspólne gniazdko było go­towe.

Dzieci miesz­kają z ro­dzi­cami aż do mo­mentu, gdy same za­łożą ro­dzinę.

"Nie ba­łaś się?" - to chyba jedno z naj­czę­ściej za­da­wa­nych mi py­tań. Ba­łam się tylko jed­nej rze­czy. Że je­śli nie po­słu­cham głosu serca i nie zro­bię tego, co mi pod­po­wiada, będę ża­ło­wać do końca ży­cia. Wie­dzia­łam, że ta de­cy­zja bę­dzie nio­sła ze sobą kon­se­kwen­cje i zmiany będą duże, ale nie ba­łam się ich. Nie ba­łam się też tego, że mój mąż jest mu­zuł­ma­ni­nem. Rów­nież o to naj­czę­ściej je­stem py­tana. Prze­szłam na is­lam, za­nim go po­zna­łam, lata temu. Mimo to, przed ślu­bem bacz­nie ob­ser­wo­wa­łam nie tylko mo­jego męża, ale rów­nież jego ro­dzinę. Przy­glą­da­łam się temu, jak żyją, jak się wza­jem­nie trak­tują, ja­kie po­dej­ście mają do klu­czo­wych dla mnie spraw. My­ślę, że to pro­ce­der, który po­wi­nien od­być się przed ślu­bem z osobą po­cho­dzącą z ja­kie­go­kol­wiek in­nego kraju, a na­wet przed wstą­pie­niem w zwią­zek mał­żeń­ski pary, która ma tę samą oj­czy­znę.

BI­LET W JEDNĄ STRONĘ

Po zda­nych ostat­nich eg­za­mi­nach i ukoń­cze­niu stu­diów spa­ko­wa­łam się i po­le­cia­łam do Egiptu. Tym ra­zem ku­pi­łam bi­let w jedną stronę. Prze­pro­wadzka na stałe nie była dla mnie żad­nym wy­zwa­niem, wręcz prze­ciw­nie, cze­ka­łam na ten dzień od dawna, po­nie­waż czu­łam, że Egipt stał się moim dru­gim do­mem już ja­kiś czas temu. Po­sta­no­wi­łam, że będę dzie­liła się mo­imi przy­go­dami w kraju fa­ra­onów na In­sta­gra­mie. Po­cząt­kowo nie mia­łam więk­szych aspi­ra­cji zwią­za­nych z tym przed­się­wzię­ciem, pa­mię­tam, jak bar­dzo by­łam za­sko­czona, gdy za­częło mnie ob­ser­wo­wać ty­siąc osób. Z bie­giem czasu moje konto zy­skało na po­pu­lar­no­ści, a ja od­czu­wa­łam co­raz więk­szą po­trzebę po­ka­zy­wa­nia mo­jego ży­cia i uświa­da­mia­nia lu­dzi, że ste­reo­typy, które czę­sto sły­szymy w Pol­sce na te­mat Egiptu oraz is­lamu, zwy­kle mi­jają się z prawdą. Nie­raz by­łam oskar­żana o to, że upięk­szam i ko­lo­ry­zuję ży­cie w tym kraju. Szcze­rze mó­wiąc, ro­zu­miem te za­rzuty. Egipt jest bar­dzo róż­no­rodny i w za­leż­no­ści od tego, w ja­kich krę­gach się ob­ra­casz, tak bę­dziesz oce­niać ten kraj i jego miesz­kań­ców. Trudno tu o ogólne stwier­dze­nia, po­nie­waż moje ży­cie w Ka­irze, w no­wo­cze­snej dziel­nicy, bę­dzie się bar­dzo róż­nić od ży­cia ko­goś, kto tra­fił przy­kła­dowo na wieś po­ło­żoną w od­le­głym za­kątku Egiptu. Szcze­rze? Wszystko za­leży od na­szego spo­sobu po­strze­ga­nia, punktu wi­dze­nia. Warto za­dać so­bie py­ta­nie, czy oce­niam cu­dzą, cał­ko­wi­cie od­mienną rze­czy­wi­stość przez pry­zmat wła­snych stan­dar­dów i prze­ko­nań, czy jed­nak je­stem w sta­nie otwo­rzyć się na to, co nowe i inne, bez oce­nia­nia i po­rów­ny­wa­nia? Czy pod­czas roz­mowy z ludźmi moim ce­lem jest uświa­da­mia­nie ich, że żyją tak jak (we­dle mo­jej opi­nii) nie po­winni, czy jed­nak pro­wa­dzę dia­log po to, by ich wy­słu­chać i spró­bo­wać zro­zu­mieć? Egipt nie jest miej­scem ide­al­nym i jest wiele spraw, które wy­ma­gają zmiany i po­prawy. Ale znaj­duje się tu cała masa rze­czy, któ­rych mo­żemy się na­uczyć, je­śli tylko wy­ka­żemy ku temu chęć. Jedną z nauk, którą przy­swo­iłam pod­czas po­bytu w tym miej­scu, jest to, że nie można oce­niać ży­cia in­nych przez pry­zmat wła­snych prze­ko­nań. To, co jest we­dług mnie wła­ściwe, może cał­ko­wi­cie mi­jać się z tym, co jest pra­wi­dłowe we­dług ko­goś in­nego. Uwa­żam, że mam ogromne szczę­ście, ze względu na to, że mam do­stęp do dwóch zu­peł­nie róż­nych świa­tów. Z jed­nej strony żyję w bar­dzo do­brych wa­run­kach eko­no­micz­nych w no­wo­cze­snej dziel­nicy Ka­iru, mam do­brą pracę i ni­czego mi tu nie bra­kuje. Mo­gła­bym stwo­rzyć so­bie taką jakby bańkę i w ogóle z niej nie wy­cho­dzić, po­ru­sza­jąc się je­dy­nie po jed­nej z naj­lep­szych dziel­nic Ka­iru. Ale ja ta­kich ba­niek nie lu­bię. Wręcz prze­ciw­nie. Przez to, że od dawna fa­scy­no­wała mnie in­ność oraz to, jak róż­no­rodne może być ży­cie lu­dzi na na­szej pla­ne­cie, od za­wsze chcia­łam wi­dzieć wszystko, o tym, co od­biega od mo­ich do­tych­cza­so­wych wy­obra­żeń. Dla­tego też od sa­mego po­czątku po­bytu w Egip­cie na­le­ga­łam, by mąż i jego ro­dzina po­ka­zy­wali mi wszyst­kie cie­kawe miej­sca, by­łam za­in­te­re­so­wana także oko­li­cami, w któ­rych żyją osoby na­le­żące do niż­szych warstw spo­łecz­nych. Ku ich zdzi­wie­niu chcia­łam jak naj­szyb­ciej udać się w od­wie­dziny do na­szej ro­dziny na wsi, która pro­wa­dzi zu­peł­nie inne ży­cie niż my w Ka­irze. Skromne wa­runki w ża­den spo­sób mi nie prze­szka­dzały, ja po pro­stu chcia­łam po­znać tych lu­dzi. I chyba wła­śnie przez to mnie tak po­ko­chali. Pod­czas na­szych wi­zyt na wsi nie­raz by­łam py­tana o to, dla­czego tak bar­dzo lu­bię tam przy­jeż­dżać. Za­wsze od­po­wia­da­łam, że to przez to, że lu­dzie są ser­deczni tak bar­dzo cie­szą się, gdy ich od­wie­dzamy, w do­datku uwiel­biam obiady spo­ży­wane na pod­ło­dze w gro­nie naj­bliż­szych!

Pa­no­rama Ka­iru

Egipt nie jest miej­scem ide­al­nym i jest wiele spraw, które wy­ma­gają na­tych­mia­sto­wej zmiany i po­prawy.

We­dług wielu osób ko­men­tu­ją­cych mój pro­fil, praw­dziwy Egipt jest biedny, brudny i nie­roz­wi­nięty i je­dy­nie re­la­cje z ta­kich miejsc od­dają praw­dziwy ob­raz kraju nad Ni­lem. Ja się z tym cał­ko­wi­cie nie zgo­dzę. Egipt jest róż­no­rodny. Jest biedny i jest bo­gaty, jest brudny i jest czy­sty, jest nie­roz­wi­nięty i bar­dzo no­wo­cze­sny. To wła­śnie ak­tyw­ność na In­sta­gra­mie uświa­do­miła mi, że nie ma tylko jed­nej prawdy, i że wiele za­leży od tego, w jaki spo­sób pa­trzymy na nasz świat. Ja bar­dzo do­brze od­na­la­złam się w Egip­cie, ale ko­goś in­nego ży­cie w tym miej­scu mo­głoby prze­ro­snąć. Pra­co­wa­łam z oso­bami po­cho­dzą­cymi z róż­nych kra­jów eu­ro­pej­skich, które wró­ciły do domu po mie­siącu lub dwóch mie­sią­cach po­bytu. Ze względu na wy­so­kość za­rob­ków żyły tu na do­brym po­zio­mie, ale mimo to Egipt po pro­stu nie był miej­scem dla nich. Znam też ta­kich lu­dzi, któ­rzy pra­cują w Ka­irze od kil­ku­na­stu lat i wcale nie chcą wra­cać do Eu­ropy, a nie są to osoby, które stały się czę­ścią egip­skich ro­dzin. Po pro­stu bar­dzo do­brze się tu czują. Ogromne zna­cze­nie ma rów­nież to, na ja­kich lu­dzi tra­fimy, ale nie tylko. Mimo że wszę­dzie można spo­tkać osoby każ­dego po­kroju, tak w Egip­cie wiele klu­czo­wych aspek­tów ży­cia jed­no­stek za­leży od kręgu spo­łecz­nego, w któ­rym żyją i się ob­ra­cają. Świa­do­mość tego faktu jest nie­zbędna, by zro­zu­mieć miesz­kań­ców Egiptu oraz to, dla­czego żyją we­dług tak bar­dzo róż­nych za­sad. I wła­śnie o tym mię­dzy in­nymi chcę opo­wie­dzieć w tej książce. Chcę po­ka­zać kraj z róż­nych stron, z róż­nych per­spek­tyw. Mimo że sta­ra­łam się ro­bić to tak su­mien­nie, jak to tylko moż­liwe, to je­stem świa­doma, że jest jesz­cze całe mnó­stwo rze­czy, o któ­rych nie wiem. Nie by­łam w każ­dym miej­scu w Egip­cie, nie by­łam w sta­nie po­roz­ma­wiać z re­pre­zen­tan­tem każ­dej grupy spo­łecz­nej, miesz­kań­cem każ­dego miej­sca. To, co tu opi­szę, sta­nowi je­dy­nie kro­plę w ca­łym oce­anie róż­no­rod­no­ści kraju fa­ra­onów. Wiele rze­czy opi­sa­łam, ba­zu­jąc na mo­ich do­świad­cze­niach oraz roz­mo­wach z ludźmi, któ­rych znam. Na moje py­ta­nia od­po­wia­dały osoby z mia­sta, ze wsi, osoby za­możne oraz mniej uprzy­wi­le­jo­wane, ko­biety i męż­czyźni. Za po­mocą dia­logu można zbu­do­wać mo­sty po­mię­dzy zu­peł­nie od­mien­nymi kul­tu­rami. Nie gwa­ran­tują one, że na­gle bę­dziemy zga­dzać się z tym, co do tej pory wy­da­wało się nie­do­rzeczne, jed­nak wy­słu­cha­nie in­nych po­zwala nam na po­sta­wie­nie się w sy­tu­acji tej dru­giej osoby i choć przez chwilę spoj­rze­nie na świat z jej per­spek­tywy. A to bar­dzo po­sze­rza ho­ry­zonty i świa­to­po­gląd.

Za­pra­szamy do za­kupu peł­nej wer­sji książki
Au­torka: Alek­san­dra He­lail
Re­dak­cja: Ka­ro­lina Gap­ska
Ko­rekta: Ka­ta­rzyna Zioła-Ze­mczak
Mapa: Wy­daw­nic­two Kar­to­gra­fika, Aneta Kacz­ma­rek (ak­tu­ali­za­cja)
Pro­jekt ma­kiety: Iza­bela Kruź­lak
Skład: Ma­riusz Kur­kow­ski
Pro­jekt gra­ficzny okładki: PAN­CZA­KIE­WICZ ART.DE­SIGN
Re­dak­tor tech­niczna: Aneta Kacz­ma­rek
Ele­menty gra­ficzne ma­kiety: Fre­epik.com
Zdję­cia na okładce: Alek­san­dra He­lail (przód), Dre­am­stime.com: Eric Ge­va­ert (tył)
Zdję­cia:Dre­am­stime.com: Mo­ha­med Osama (6), Da­niel M. Ci­si­lino (162-163), Gu­er­nica (217), Ta­mer Adel (253), Ale­xan­der Le­onov (259)
Po­zo­stałe zdję­cia: z ar­chi­wum Au­torki
Re­dak­tor pro­wa­dząca: Bar­bara Fi­li­pek
Kie­row­nik re­dak­cji: Agnieszka Gó­recka
? Co­py­ri­ght by Alek­san­dra He­lail ? Co­py­ri­ght for this edi­tion by Wy­daw­nic­two Pas­cal
Wszel­kie prawa za­strze­żone. Żadna część tej książki nie może być po­wie­lana lub prze­ka­zy­wana w ja­kiej­kol­wiek for­mie bez pi­sem­nej zgody wy­dawcy, z wy­jąt­kiem re­cen­zen­tów, któ­rzy mogą przy­to­czyć krót­kie frag­menty tek­stu.
Biel­sko-Biała 2021
Wy­daw­nic­two Pas­cal sp. z o.o. ul. Za­pora 25 43-382 Biel­sko-Biała tel. 338282828, fax 338282829 pas­cal@pas­cal.pl www.pas­cal.pl
ISBN 978-83-8317-300-9
Kon­wer­sja: eLi­tera s.c.
.

Egipt jest jed­nym z naj­więk­szych kra­jów na kon­ty­nen­cie afry­kań­skim oraz trzy­dzie­stym pań­stwem co do wiel­ko­ści na świe­cie, jest około trzy razy więk­szy od Pol­ski. To jedno z naj­bar­dziej za­lud­nio­nych te­ry­to­riów w świe­cie arab­skim oraz trze­cie w Afryce, za­raz po Ni­ge­rii i Etio­pii. Duży kraj, który ma wy­star­cza­jąco miej­sca dla du­żej po­pu­la­cji - można by rzec. Nic bar­dziej myl­nego. Pro­blem Egiptu po­lega na tym, że je­dy­nie 7-8% po­wierzchni pań­stwa to re­jony na­da­jące się do ży­cia. Reszta to pu­sty­nia. Od ty­sięcy lat ży­cie miesz­kań­ców tego kraju to­czy się przy naj­dłuż­szej rzece świata.