NIE BAŁAŚ SIĘ?
Pamiętam, jak w piątej klasie szkoły podstawowej w Polsce przerabialiśmy materiał na temat starożytnego Egiptu. Do tej pory mam przed oczami zdjęcie słynnej piramidy w Gizie, na którą patrzyłam z ogromną ciekawością. Nigdy nie przyszłoby mi do głowy, że kiedykolwiek zobaczę ją na własne oczy, a co dopiero, że będę mieszkać jakąś godzinę drogi od niej. W wieku dwunastu lat przeprowadziłam się wraz z rodziną z Polski do Niemiec. Na początku nie było mi łatwo, nowy język, którego nie znałam, nowe otoczenie, nowi ludzie i ja - tęskniąca za domem nastolatka, która nie dostrzegała w tej sytuacji zbyt wielu korzyści. Pamiętam, że przez pierwsze kilka lat obiecywałam sobie, że kiedy tylko będę mogła, wrócę do Polski. Kocham mój ojczysty kraj, od zawsze czułam się Polką, a nasz język był i nadal jest dla mnie bardzo ważny. Pamiętam, jak bardzo denerwowałam się na mamę, gdy powiedziała do mnie chociażby jedno zdanie po niemiecku. Zawsze odpowiadałam jej z grymasem na twarzy, by mówiła do mnie po polsku. Starałam się też dużo czytać w naszym ojczystym języku, nawet samodzielnie nadrabiałam niektóre lektury szkolne. W Polsce bywaliśmy regularnie, zazwyczaj kilka razy w roku. Kiedy byłam starsza, sama latałam w odwiedziny do dziadków. Zapewne mogłabym użyć wyżej wymienionych faktów jako argumentów jako odpowiedzi na pytania osób, które dziwią się, dlaczego moje konto na Instagramie zaczęłam prowadzić w języku polskim, a nie po niemiecku. Gdy poszłam do szkoły w Niemczech, znalazłam się w zupełnie innym świecie, całkowicie odmiennym od tego, który znałam do tej pory. Było w nim bardzo dużo różnorodności, wyznawców innych religii, osób z krajów, o których istnieniu nie miałam najmniejszego pojęcia. To otoczenie wzbudziło we mnie ogromną ciekawość świata, chciałam poznawać inne kultury, języki, a to, co było inne, nie wywoływało we mnie lęku - tylko wręcz przeciwnie - ogromną fascynację. Pamiętam, że w szkole, do której uczęszczałam, większość dzieci była innego pochodzenia niż niemieckie. Wtedy po raz pierwszy zyskałam przyjaciół wywodzących się z różnych kultur, wyznawców innych religii. Zafascynowało mnie to do tego stopnia, że chciałam chłonąć tę inność na wszystkie możliwe sposoby. Odwiedzałam restauracje serwujące potrawy z różnych zakątków świata, chciałam próbować dań, do tej pory mi nieznanych. Będąc na jakichkolwiek wakacjach za granicą, zwracałam uwagę na najmniejsze drobiazgi, pociągało mnie to, jak różnorodny jest świat. Nie przypominam sobie, żebym kiedykolwiek była uprzedzona do jakiejkolwiek kultury lub religii. Oczywiście, nie omijały mnie te wszystkie stereotypy na temat islamu i negatywne informacje powtarzane w mediach, ale mając tak wielu muzułmanów za przyjaciół, nie brałam sobie tych opinii zbytnio do serca. Wolałam samodzielnie weryfikować informacje, pytając u źródła o to, jak naprawdę sprawy się mają. Jeszcze w szkole zaprzyjaźniłam się z dziewczyną z Libii, która do dziś jest moją najlepszą przyjaciółką. Pamiętam, że podczas przerw siadałyśmy razem i rozmawiałyśmy o naszych religiach. Ja opowiadałam o katolicyzmie, ona o islamie. Ja pościłam podczas Wielkiego Postu, rezygnując całkowicie ze słodyczy, ona nic nie jadła i nie piła od świtu do zachodu słońca podczas Ramadanu. Szukałyśmy raczej tego, co nas łączy, niż tego, co nas dzieli. Wspominała, że jako dziecko słyszała w Libii o Janie Pawle II. W okolicach moich osiemnastych urodzin zaczęłam zadawać sobie wiele pytań związanych z religią, szukałam własnej drogi. Z początku byłam bardzo przekonana do nauk głoszonych przez Kościół ewangelicki. Jednak, gdy zaczęłam jeszcze lepiej poznawać islam, to właśnie ta religia była mi coraz bliższa. Dużo czytałam, pytałam, rozmawiałam z muzułmanami. Zadawałam trudne pytania dotyczące wszystkich niepochlebnych opinii, które ówcześnie były przekazywane w mediach i szerzone wśród społeczeństwa na temat tej religii. W wieku dziewiętnastu lat podjęłam decyzję - chcę zostać muzułmanką. Obecnie wiele osób myśli, że zmieniłam religię dla męża. Nic bardziej mylnego, decyzję podjęłam, zanim go poznałam. Pomimo że teraz jestem muzułmanką, nigdy nie przestałam szanować tego, że cała moja rodzina to chrześcijanie. Nadal latałam do Polski, by zasiąść z najbliższymi do świątecznego stołu.
Moje pierwsze spacery w Kairze
W wieku dziewiętnastu lat podjęłam decyzję - chcę zostać muzułmanką.
Studiowałam filologię germańską ze specjalnością nauczycielską i międzykulturową komunikację. Podczas studiów musiałam odbyć praktyki. Bardzo chciałam pracować przez ten czas we Włoszech, ponieważ od dziecka kocham ten kraj, ale wysłałam też CV do niemieckiej szkoły w Kairze. I to właśnie tam dość szybko mnie przyjęli. Był 2016 rok, kiedy po raz pierwszy zamieszkałam w Egipcie na okres siedmiu miesięcy. Nie był to mój pierwszy pobyt w tym kraju, więc przeprowadzając się, nie doznałam większego szoku kulturowego. W mojej pracy czułam się dobrze i szybko zaaklimatyzowałam, choć na samym początku miałam wrażenie, że jestem w innym wymiarze, nie docierało do mnie, że naprawdę żyję i pracuję w Egipcie. Mieszkałam przez ten okres sama, tak blisko placówki, że na praktyki chodziłam na piechotę. Pracowałam wtedy w szkole podstawowej, ucząc niemieckiego w klasach pierwszych i drugich. Mój plan zakładał, że praktyki będą trwać pół roku, jednak nie wytrzymałam w szkole tak długo. I wcale nie chodziło o to, że miejsce mi się nie podobało albo że miałam jakieś problemy z innymi nauczycielami. Po prostu po raz pierwszy pełniłam funkcję nauczyciela w szkole podstawowej i ubiegając się o te praktyki, nie miałam jeszcze pojęcia, że praca z pierwszoklasistami nie jest tym, co lubię robić. Po trzech miesiącach zapytałam moją przyjaciółkę z Niemiec, która, w tym samym czasie co ja, odbywała praktyki w Niemieckiej Izbie Przemysłowo-Handlowej w Egipcie, czy nie byłoby możliwości, bym dołączyła do niej jako praktykantka. Na szczęście jej szefowa zgodziła się i tak oto przez resztę czasu pracowałam w Izbie. Zajmowałam się różnymi projektami, które dotyczyły między innymi energii odnawialnych w Egipcie oraz w Jordanii. Czułam się spełniona, ale, niestety, etat w Izbie miał dwa duże minusy. Po pierwsze te praktyki nie były płatne. W szkole dostawałam co miesiąc dość wysokie wynagrodzenie, pamiętam, że było to wtedy około pięćset euro, wypłacane w funtach egipskich. W 2016 można było za to w Egipcie dobrze żyć, byłam wtedy sama i wystarczało mi na wszystko, mogłam nawet trochę zaoszczędzić. W nowej pracy nie tylko nie dostawałam wypłaty, ale również musiałam codziennie dojeżdżać Uberem, ponieważ Izba Przemysłowo-Handlowa znajdowała się na drugim końcu miasta. Wyjeżdżałam codziennie jak najwcześniej, by zdążyć przed porannymi korkami. Zazwyczaj mi się udawało, a dojazd trwał około trzydziestu minut. Przez to, że zaczynałam pracę wcześniej od innych, byłam osobą, która wychodziła jako pierwsza. I mimo że udawało mi się uciec przed dużymi popołudniowymi korkami, to droga powrotna do domu trwała już przynajmniej godzinę, często nawet półtorej.
Był 2016 rok, kiedy po raz pierwszy zamieszkałam w Egipcie.
Podczas mojego pobytu w Kairze poznałam wielu wspaniałych ludzi, niektóre przyjaźnie przetrwały do dziś. Jedna z nich była bardzo szczególna i przeobraziła się w miłość. Pewien uroczy Egipcjanin skradł moje serce i wiedziałam już, że od tego momentu będę związana z Egiptem w zupełnie inny sposób. Relacje romantyczne w Egipcie bardzo różnią się od tych europejskich, gdy sprawy robią się poważne, para zaczyna myśleć o zaręczynach. Różnicą jest też to, że członkowie rodziny odgrywają tu dużo większą rolę niż u nas, a akceptacja przyszłego męża lub przyszłej żony przez rodzinę jest kluczowa. Nie bez powodu mówi się w Egipcie, że człowiek nie żeni się tylko ze swoim wybrankiem lub wybranką, ale również z jego lub jej rodziną. Do dziś pamiętam tremę, która towarzyszyła mi przed pierwszym spotkaniem z rodzicami mojego męża. Społeczeństwo egipskie jest pod wieloma względami bardzo tradycyjne, a rodziny mają swoje wymagania co do osoby, która stanie się ich częścią. Zdarza się, że rodowite Egipcjanki nie zawsze są akceptowane przez klan. Tymczasem Mohamed przyprowadza do domu kobietę z zagranicy... Na szczęście moje obawy okazały się bezpodstawne. Rodzice Mohameda od razu mnie zaakceptowali i od samego początku traktowali jak córkę. Co za ulga. Kolejnym etapem było poznanie reszty rodziny. Do dziś doskonale pamiętam, kiedy Mohamed pierwszy raz wziął mnie ze sobą na duże spotkanie, na którym było około pięćdziesięcioro członków rodziny. Fakt jest taki, że egipskie familie bywają dość liczne. "Nie zostawiaj mnie nawet na chwilę" - powiedziałam, patrząc na Mohameda z pełnym obaw wyrazem twarzy. "Dobrze. Nic się nie martw, polubią Cię" - odpowiedział z pewnością w głosie.
Rodzice Mohameda od razu mnie zaakceptowali i od samego początku traktowali jak córkę.
Gdy weszliśmy do dużego domu pełnego ludzi, każdy zaczął się na mnie patrzeć, niektórzy wręcz skanowali mnie wzrokiem z góry na dół, w szczególności niektóre ciocie i kuzynki. Może to dlatego, że nie spodziewali się, że Mohamed przyjdzie z osobą towarzyszącą. Nie mówiłam wtedy jeszcze dobrze po arabsku, znałam jedynie kilka zwrotów, tak więc każdy musiał komunikować się ze mną po angielsku, co sprawiało, że czułam się jeszcze bardziej nieswojo. Mohamed zaczął mnie przedstawiać, a każdy, z kim rozmawiałam był dla mnie uprzejmy. Nikt nie dał mi do zrozumienia, że jestem tu niemile widziana. Gdy większość gości wróciła do domu, pewna ciocia, która dopiero co dowiedziała się, że jestem muzułmanką, zawołała mnie do siebie i poprosiła, bym więcej o sobie opowiedziała. Ta ciocia do dziś jest jedną z moich ulubionych kobiet w rodzinie. Ma na imię Magda i nosi nikab, czyli czarny strój zakrywający całe ciało, z wyjątkiem oczu. Imię Magda to również imię egipskie, o czym wcześniej nie miałam najmniejszego pojęcia. Tak więc bardzo się zdziwiłam, gdy usłyszałam, że ciocia Magda chce ze mną porozmawiać. Szczególnie zaciekawiło ją to, dlaczego przeszłam na islam. Mimo że nie widziałam wtedy jej twarzy, bardzo swobodnie czułam się w trakcie rozmowy. Ciocia emanowała radością i biło od niej dobro. Opowiadałam jej wszystko po angielsku, a Magda, mimo że w większości rozumiała, co mówię, odpowiadała mi po arabsku, a inni tłumaczyli. To był dla mnie dzień pełen emocji i obaw, jednak skończył się lepiej, niż przypuszczałam. Jak to mówią, pierwsze koty za płoty. Do czasu mojego powrotu do Niemiec spędzaliśmy dużo chwil w domu rodzinnym Mohameda wraz z jego bliskimi. Poza tym wychodziliśmy często na miasto, do restauracji lub kawiarni sami lub w towarzystwie przyjaciół, chodziliśmy wspólnie na siłownie, które znajdowały się tuż obok siebie. Ja trenowałam w tej dla kobiet, on w tej dla mężczyzn. Czas płynął nieubłaganie i w pewnym momencie musiałam wrócić do Niemiec, by skończyć studia. Na praktyki do Egiptu wyjechałam po drugim semestrze, tak więc przede mną było jeszcze sporo kursów, które musiałam zaliczyć. To był dość trudny czas dla naszego związku. Żyć daleko od ukochanej osoby przez tak długi okres nie jest łatwo. Zapisałam się na tak dużą liczbę kursów na semestr, jak to tylko możliwe, pracowałam ciężko, by jak najszybciej skończyć studia. Widywaliśmy się tak często, gdy tylko mógł. Spędzałam każde moje ferie w Egipcie, on odwiedzał mnie w Niemczech, jak miał ku temu okazję. Nasz związek na odległość trwał mniej więcej półtora roku, a w międzyczasie zdążyliśmy się zaręczyć. Z tej okazji Mohamed przyleciał wraz z rodzicami do Niemiec. W dalszej części książki opiszę, jak wyglądały nasze zaręczyny i dlaczego to właśnie oni przylecieli do mnie, a nie na odwrót. Jakiś czas później wzięliśmy ślub, mimo że przez pewien okres żyliśmy na dwóch różnych kontynentach, bym mogła skończyć studia. Moje wizyty w Egipcie w końcowej fazie tej rozłąki wyglądały inaczej, były dużo radośniejsze, ponieważ wiedzieliśmy, że już niedługo będziemy razem. Przed nami było wyzwanie, nasz wspólny cel: urządzić własne mieszkanie. I to właśnie te wizyty miały ogromny wpływ na moją znajomość języka arabskiego. Bywając regularnie w Egipcie, rozumiałam coraz więcej, ale mimo to jeszcze nie byłam w stanie się wysłowić, trudno było mi się porozumiewać całymi zdaniami. Urządzanie naszego mieszkania wyglądało tak, że podczas gdy Mohamed był w pracy, ja jeździłam z teściową po mieście w poszukiwaniu odpowiednich mebli, materiałów na zasłony itp. Spędzałyśmy w ten sposób całe dnie, jeżdżąc w najróżniejsze miejsca, w większości w których byłam po raz pierwszy. Mohamed dołączał do nas w ostatniej fazie zakupów, gdy do wyboru były już tylko dwie lub trzy rzeczy, a i tak najczęściej godził się na to, co mi się podobało. Mimo że moja relacja z teściową od początku była bardzo serdeczna i dobrze czułyśmy się w swoim towarzystwie, naszym kluczowym problemem była komunikacja. Teściowa nie mówiła płynnie po angielsku, a ja jeszcze nie najlepiej mówiłam po arabsku. Któraś z nas musiała nauczyć się języka tej drugiej. Sprawy potoczyły się tak, że teściowa po prostu mówiła do mnie po arabsku, wplatając w wypowiedź angielskie słówka, na tyle, na ile była sobie w stanie je przypomnieć. Z biegiem czasu coraz więcej rozumiałam, coraz lepiej potrafiłam też się wysłowić. Gdy reszta rodziny zauważyła, że komunikacja po arabsku coraz lepiej mi wychodzi, również oni zaczęli częściej się do mnie zwracać w tym języku. Po kilku moich wizytach misja została zakończona - wspólne gniazdko było gotowe.
Dzieci mieszkają z rodzicami aż do momentu, gdy same założą rodzinę.
"Nie bałaś się?" - to chyba jedno z najczęściej zadawanych mi pytań. Bałam się tylko jednej rzeczy. Że jeśli nie posłucham głosu serca i nie zrobię tego, co mi podpowiada, będę żałować do końca życia. Wiedziałam, że ta decyzja będzie niosła ze sobą konsekwencje i zmiany będą duże, ale nie bałam się ich. Nie bałam się też tego, że mój mąż jest muzułmaninem. Również o to najczęściej jestem pytana. Przeszłam na islam, zanim go poznałam, lata temu. Mimo to, przed ślubem bacznie obserwowałam nie tylko mojego męża, ale również jego rodzinę. Przyglądałam się temu, jak żyją, jak się wzajemnie traktują, jakie podejście mają do kluczowych dla mnie spraw. Myślę, że to proceder, który powinien odbyć się przed ślubem z osobą pochodzącą z jakiegokolwiek innego kraju, a nawet przed wstąpieniem w związek małżeński pary, która ma tę samą ojczyznę.
BILET W JEDNĄ STRONĘ
Po zdanych ostatnich egzaminach i ukończeniu studiów spakowałam się i poleciałam do Egiptu. Tym razem kupiłam bilet w jedną stronę. Przeprowadzka na stałe nie była dla mnie żadnym wyzwaniem, wręcz przeciwnie, czekałam na ten dzień od dawna, ponieważ czułam, że Egipt stał się moim drugim domem już jakiś czas temu. Postanowiłam, że będę dzieliła się moimi przygodami w kraju faraonów na Instagramie. Początkowo nie miałam większych aspiracji związanych z tym przedsięwzięciem, pamiętam, jak bardzo byłam zaskoczona, gdy zaczęło mnie obserwować tysiąc osób. Z biegiem czasu moje konto zyskało na popularności, a ja odczuwałam coraz większą potrzebę pokazywania mojego życia i uświadamiania ludzi, że stereotypy, które często słyszymy w Polsce na temat Egiptu oraz islamu, zwykle mijają się z prawdą. Nieraz byłam oskarżana o to, że upiększam i koloryzuję życie w tym kraju. Szczerze mówiąc, rozumiem te zarzuty. Egipt jest bardzo różnorodny i w zależności od tego, w jakich kręgach się obracasz, tak będziesz oceniać ten kraj i jego mieszkańców. Trudno tu o ogólne stwierdzenia, ponieważ moje życie w Kairze, w nowoczesnej dzielnicy, będzie się bardzo różnić od życia kogoś, kto trafił przykładowo na wieś położoną w odległym zakątku Egiptu. Szczerze? Wszystko zależy od naszego sposobu postrzegania, punktu widzenia. Warto zadać sobie pytanie, czy oceniam cudzą, całkowicie odmienną rzeczywistość przez pryzmat własnych standardów i przekonań, czy jednak jestem w stanie otworzyć się na to, co nowe i inne, bez oceniania i porównywania? Czy podczas rozmowy z ludźmi moim celem jest uświadamianie ich, że żyją tak jak (wedle mojej opinii) nie powinni, czy jednak prowadzę dialog po to, by ich wysłuchać i spróbować zrozumieć? Egipt nie jest miejscem idealnym i jest wiele spraw, które wymagają zmiany i poprawy. Ale znajduje się tu cała masa rzeczy, których możemy się nauczyć, jeśli tylko wykażemy ku temu chęć. Jedną z nauk, którą przyswoiłam podczas pobytu w tym miejscu, jest to, że nie można oceniać życia innych przez pryzmat własnych przekonań. To, co jest według mnie właściwe, może całkowicie mijać się z tym, co jest prawidłowe według kogoś innego. Uważam, że mam ogromne szczęście, ze względu na to, że mam dostęp do dwóch zupełnie różnych światów. Z jednej strony żyję w bardzo dobrych warunkach ekonomicznych w nowoczesnej dzielnicy Kairu, mam dobrą pracę i niczego mi tu nie brakuje. Mogłabym stworzyć sobie taką jakby bańkę i w ogóle z niej nie wychodzić, poruszając się jedynie po jednej z najlepszych dzielnic Kairu. Ale ja takich baniek nie lubię. Wręcz przeciwnie. Przez to, że od dawna fascynowała mnie inność oraz to, jak różnorodne może być życie ludzi na naszej planecie, od zawsze chciałam widzieć wszystko, o tym, co odbiega od moich dotychczasowych wyobrażeń. Dlatego też od samego początku pobytu w Egipcie nalegałam, by mąż i jego rodzina pokazywali mi wszystkie ciekawe miejsca, byłam zainteresowana także okolicami, w których żyją osoby należące do niższych warstw społecznych. Ku ich zdziwieniu chciałam jak najszybciej udać się w odwiedziny do naszej rodziny na wsi, która prowadzi zupełnie inne życie niż my w Kairze. Skromne warunki w żaden sposób mi nie przeszkadzały, ja po prostu chciałam poznać tych ludzi. I chyba właśnie przez to mnie tak pokochali. Podczas naszych wizyt na wsi nieraz byłam pytana o to, dlaczego tak bardzo lubię tam przyjeżdżać. Zawsze odpowiadałam, że to przez to, że ludzie są serdeczni tak bardzo cieszą się, gdy ich odwiedzamy, w dodatku uwielbiam obiady spożywane na podłodze w gronie najbliższych!
Egipt nie jest miejscem idealnym i jest wiele spraw, które wymagają natychmiastowej zmiany i poprawy.
Według wielu osób komentujących mój profil, prawdziwy Egipt jest biedny, brudny i nierozwinięty i jedynie relacje z takich miejsc oddają prawdziwy obraz kraju nad Nilem. Ja się z tym całkowicie nie zgodzę. Egipt jest różnorodny. Jest biedny i jest bogaty, jest brudny i jest czysty, jest nierozwinięty i bardzo nowoczesny. To właśnie aktywność na Instagramie uświadomiła mi, że nie ma tylko jednej prawdy, i że wiele zależy od tego, w jaki sposób patrzymy na nasz świat. Ja bardzo dobrze odnalazłam się w Egipcie, ale kogoś innego życie w tym miejscu mogłoby przerosnąć. Pracowałam z osobami pochodzącymi z różnych krajów europejskich, które wróciły do domu po miesiącu lub dwóch miesiącach pobytu. Ze względu na wysokość zarobków żyły tu na dobrym poziomie, ale mimo to Egipt po prostu nie był miejscem dla nich. Znam też takich ludzi, którzy pracują w Kairze od kilkunastu lat i wcale nie chcą wracać do Europy, a nie są to osoby, które stały się częścią egipskich rodzin. Po prostu bardzo dobrze się tu czują. Ogromne znaczenie ma również to, na jakich ludzi trafimy, ale nie tylko. Mimo że wszędzie można spotkać osoby każdego pokroju, tak w Egipcie wiele kluczowych aspektów życia jednostek zależy od kręgu społecznego, w którym żyją i się obracają. Świadomość tego faktu jest niezbędna, by zrozumieć mieszkańców Egiptu oraz to, dlaczego żyją według tak bardzo różnych zasad. I właśnie o tym między innymi chcę opowiedzieć w tej książce. Chcę pokazać kraj z różnych stron, z różnych perspektyw. Mimo że starałam się robić to tak sumiennie, jak to tylko możliwe, to jestem świadoma, że jest jeszcze całe mnóstwo rzeczy, o których nie wiem. Nie byłam w każdym miejscu w Egipcie, nie byłam w stanie porozmawiać z reprezentantem każdej grupy społecznej, mieszkańcem każdego miejsca. To, co tu opiszę, stanowi jedynie kroplę w całym oceanie różnorodności kraju faraonów. Wiele rzeczy opisałam, bazując na moich doświadczeniach oraz rozmowach z ludźmi, których znam. Na moje pytania odpowiadały osoby z miasta, ze wsi, osoby zamożne oraz mniej uprzywilejowane, kobiety i mężczyźni. Za pomocą dialogu można zbudować mosty pomiędzy zupełnie odmiennymi kulturami. Nie gwarantują one, że nagle będziemy zgadzać się z tym, co do tej pory wydawało się niedorzeczne, jednak wysłuchanie innych pozwala nam na postawienie się w sytuacji tej drugiej osoby i choć przez chwilę spojrzenie na świat z jej perspektywy. A to bardzo poszerza horyzonty i światopogląd.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki