Ekipa na tropie. Kosmiczna zagadka - Magda Stachula

-
Proszę czekać

Rozdział 1

Upały nie odpuszczają od kilku dni. Kuba, Filip, Oliwka i Jagoda znów spotykają się nad jeziorem. Wakacje trwają w najlepsze i dzieci pełnymi garściami korzystają z wolnego czasu. Rano pływanie, w dzień wycieczki rowerowe, a wieczorem wspólne ogniska z pieczeniem kiełbasek, ziemniaczków i śpiewaniem piosenek. Pies chłopców także cieszy się, że spędza ten czas razem z dziećmi na łonie natury.

Od strony lasu dociera śpiew ptaków, a kolorowe motyle fruwają nad kwiatowym ogródkiem, urządzając wyścigi z pszczołami, które uwijają się ze swoją pracą wśród płatków floksów na rabatce babci.

- Sielsko, anielsko. - Babcia z uśmiechem spogląda na dzieci rozkładające koce piknikowe na trawie przed werandą. - Odpoczniemy teraz trochę po obiedzie - dodaje, siadając na leżaku pod rozłożystym drzewem. - A wiesz, Stefciu, że dzisiaj dzieci same przygotowały obiad - mówi, zerkając na dziadka, który nalewa paliwa do kosiarki.

- Ty, babciu, pomogłaś usmażyć naleśniki - zauważa Jagoda.

- To prawda, ale dzikie maliny po śniadaniu to już sami zbieraliście w lesie - mówi babcia, patrząc z czułością na wnuczkę.

- Odpoczywajcie, odpoczywajcie - krzyczy dziadek, nachylając się nad kosiarką. - Bo dzisiaj w nocy nie pośpicie.

- A to niby dlaczego? - Jagoda podnosi się na kocu i spogląda na dziadka.

- No jak to: dlaczego? - Pan Stefan odpowiada pytaniem na pytanie. - Przecież dzisiaj jest Noc Perseidów.

- No tak. - Filip się podrywa. - Prawie bym zapomniał, że to dzisiaj.

- A co to znaczy Noc Perseidów? - pyta Jagoda, zerkając tym razem na Filipa.

- Noc Perseidów przypada zawsze w wakacje... - zaczyna chłopiec.

- Całe szczęście - wtrąca jego brat, Kuba. - Inaczej pewnie rodzice nie pozwoliliby nam długo siedzieć, musielibyśmy iść spać, żeby rano nie zaspać do szkoły.

- Ale co to znaczy? - Jagoda ponawia pytanie.

- Noc Perseidów to inaczej noc spadających gwiazd - mówi Oliwka, która leży na plecach i wpatruje się w niebo.

Jest kilka minut po szesnastej, słońce świeci wysoko nad horyzontem i nie widać żadnej gwiazdy, ale to się zmieni, gdy zapadnie zmierzch.

- To występujące w Polsce w połowie sierpnia coroczne zjawisko astronomiczne, podczas którego można obserwować intensywny deszcz meteorów - tłumaczy Filip, siadając po turecku.

- A skąd się wzięła ta nazwa? Dlaczego Noc Perseidów? - drąży Jagoda.

- Nazwa pochodzi od Gwiazdozbioru Perseusza - wyjaśnia senior rodu. - Z którego pozornie wylatują meteory.

- Dlaczego pozornie wylatują? - Jagoda znów zerka na dziadka. - Nie rozumiem, o czym mówisz. - Krzywi się.

Oliwka wymownie przewraca oczami na wielość pytań, które ma w zwyczaju zadawać jej młodsza siostra, ale po jej minie widać, że tym razem sama chciałaby się więcej dowiedzieć o tym niezwykłym zjawisku meteorologicznym.

- Te spadające gwiazdy to nic innego jak drobinki pyłu z Komety Swift-Tuttle, które spalają się w atmosferze Ziemi. W momencie spalania widać jasne smugi światła i to daje efekt spadających gwiazd, ale tak naprawdę żadna gwiazda nie spada z nieba - wyjaśnia dziadek.

- Ziemia przechodzi przez obszar pozostałości komety od połowy lipca do końca sierpnia - dodaje Filip, który lubi zgłębiać różnorakie ciekawostki. - Jednak określenie Noc Perseidów odnosi się do momentu, w którym nasza planeta przelatuje przez najgęstszą część chmury pyłu z komety, a to przypada na noc z 12 na 13 sierpnia.

- Czyli dzisiaj - zauważa z uśmiechem Jagoda.

- No dzisiaj - przyznaje jej rację Filip.

- Czasami te Perseidy określane są również jako Łzy Świętego Wawrzyńca - dodaje babcia.

- Łzy Świętego Wawrzyńca? - Oliwka spogląda na babcię. - Nie słyszałam o tej nazwie.

- Dlaczego Łzy Świętego Wawrzyńca? - docieka Filip.

- To przepiękny motyw z historii i ludowych wierzeń, wynikający wyłącznie ze zbieżności dat - wyjaśnia babcia, poprawiając się w leżaku. - Święty Wawrzyniec był wczesnochrześcijańskim męczennikiem - zaczyna. - Według przekazów historycznych zginął w starożytnym Rzymie na początku sierpnia, a ponieważ Ziemia wpada w chmurę Perseidów regularnie każdego roku właśnie w sierpniu, ludzie uważali, że to na pamiątkę męczeńskiej śmierci tego świętego.

- Pamiętajcie, że zanim astronomowie zrozumieli, czym są komety i orbity, ludzie obserwowali niebo i szukali na nim różnych znaków - wtrąca dziadek.

- Dokładnie. - Babcia kiwa głową. - Dlatego stwierdzili, że w rocznicę męczeńskiej śmierci Wawrzyńca niebo płacze niezwykłym światłem. Wierzyli, że spadające gwiazdy to ogniste łzy świętego, które raz w roku spadają na Ziemię, przypominając o jego cierpieniu.

- Ciekawe - mówi Filip. - Nie wiedziałem.

- To może nie słyszeliście też o tym, że w kosmosie znajduje się gigantyczna chmura o smaku malin - dodaje babcia.

- Babciu, nie żartuj. - Jagoda się śmieje. - Malin? Takich jak dzisiaj u nas na obiad?

- Dokładnie. - Starsza pani potakuje. - W centrum naszej galaktyki odkryto obłok gazu, który zawiera mrówczan etylu, związek chemiczny odpowiadający za zapach lasu i smak malin.

- Nie wiedziałem, kochanie, że taka z ciebie specjalistka od kosmosu - komentuje z uśmiechem dziadek, zakładając ogrodowe rękawiczki.

- Była ostatnio w radiu ciekawa audycja o kosmosie - wyjaśnia babcia. - Słuchałam w pełnym skupieniu, goście mówili też, że w kosmosie człowiek staje się wyższy, bo bez przyciągania ziemskiego kręgosłup się rozciąga. Dlatego po powrocie na Ziemię astronauci mogą być nawet o pięć centymetrów wyżsi niż przed startem, ale efekt ten mija po kilku dniach - dodaje.

- A ja słyszałam, że w kosmosie panuje absolutna cisza, bo dźwięk potrzebuje powietrza, aby się przemieszczać - wtrąca Oliwka.

- A wiecie, co u nas mówiła pani na geografii? - włącza się z ożywieniem Kuba. - Opowiadała, że w stronę Drogi Mlecznej, czyli naszej galaktyki - wyjaśnia - pędzi Galaktyka Andromedy i zderzy się z nami...

- Z nami? - przerywa mu Jagoda. - Jak to się zderzy?

- Spokojnie. - Chłopak się uśmiecha. - Dopiero stanie się to za około cztery miliardy lat, ale nawet wtedy istnieje małe prawdopodobieństwo, aby jakieś gwiazdy się ze sobą zderzyły, ponieważ są rzadko rozstawione - tłumaczy. - Pani mówiła, że obie galaktyki po prostu się przenikną i stworzą jedną, nową - dodaje.

- Ale już tego nie doczekamy. - Oliwka uśmiecha się do siostry.

- No raczej. - Filip się krzywi.

- Ale skoro jesteście tacy mądrzy... - Dziadek przerywa pracę i opiera się na trzonku łopaty. - Kto powie, jaka jest różnica pomiędzy meteorem, meteorytem a meteoroidem?

- Tego w mojej audycji nie było - rzuca dowcipnie babcia. - Ale o ile mnie pamięć nie myli, meteoryt to ta część skały, która przetrwała lot przez atmosferę i uderzyła w ziemię, więc jeśli znajdziemy kosmiczny kamień na trawniku w naszym ogródku, na plaży lub w lesie, to jest to właśnie meteoryt.

- Dokładnie. - Dziadek kiwa z uznaniem głową. - Meteoryt to kosmiczna skała, która spadła na ziemię, a meteoroid to kamień, ale taki, który wciąż lata w kosmosie.

- Ja myślałam, że te latające w kosmosie kamienie to asteroidy - zauważa Oliwka.

- Tak, to prawda - przyznaje dziadek. - Asteroidy to skalisto-metalowe bryły, które także latają w kosmosie, ale są znacznie większe. Wiele meteoroidów to po prostu odłamki powstałe w wyniku zderzeń dwóch większych asteroid.

- Czyli różnią się jedynie wielkością? - upewnia się Oliwka.

- Tak, główną różnicą między asteroidą a meteoroidem jest ich rozmiar. Granica między nimi jest umowna i ustalona przez Międzynarodową Unię Astronomiczną. Za asteroidy uznaje się kosmiczne bryły o średnicy powyżej jednego metra, niektóre mają setki kilometrów średnicy. Największe z nich, jak Ceres, uznawane są obecnie za planety karłowate - wyjaśnia dziadek. - Natomiast obiekty poniżej jednego metra średnicy to meteoroidy, jeden może mieć wielkość ziemniaka, inny śliwki, a jeszcze inny jest malutki jak ziarenko piasku - dodaje. - Co ciekawe, te mniejsze niż ziarnko piasku nazywa się pyłem kosmicznym.

- To jedyna różnica? - docieka Kuba, którego bardzo zainteresował ten temat. - Ich wielkość?

- Zasadniczo tak, chociaż asteroidy zazwyczaj spokojnie krążą po swoich orbitach, natomiast meteoroidy często kończą swoją podróż bardziej efektownie - mówi dziadek.

- Czyli jak? - chce wiedzieć Jagoda.

- No właśnie tutaj docieramy do trzeciej definicji, której jeszcze mi nie wyjaśniliście. Pamiętacie, o co was pytałem?

- O różnicę między meteoroidem, meteorytem a meteorem - odpowiada Filip.

- Bardzo dobrze. - Pan Stefan uśmiecha się do chłopca. - Meteoryt wyjaśniła babcia, w skrócie to kamienie kosmiczne, które znajdujemy na ziemi, meteoroid omówiliśmy przed chwilą, są to kamienie, które nie spadły na ziemię, tylko jeszcze latają w kosmosie...

- Ale ich średnica ma mniej niż jeden metr - dodaje Oliwka. - Bo te powyżej metra to asteroidy.

- Brawo. - Tym razem dziadek chwali Oliwkę. - A więc zostały nam... - Celowo zawiesza na moment głos. - Zostały meteory. Kto wie, co to?

- Nie wiem - przyznaje Jagoda.

- Mnie się to wszystko trochę myli. - Kuba kręci głową z niezadowoleniem.

- Odpowiedź jest dość prosta i łatwa do zapamiętania. - Dziadek się uśmiecha. - Meteor to jest to pomiędzy, czyli już nie lata w kosmosie, ale jeszcze nie spadł na ziemię.

- Nie rozumiem. - Jagoda się krzywi.

- To zjawisko świetlne, czyli ta nasza dzisiejsza spadająca gwiazda, którą będziemy oglądać na niebie - wyjaśnia starszy pan.

- To za trudne. - Jego wnuczka się naburmusza.

- Nie, Jagódko - pociesza ją dziadek. - Trzeba to po prostu zrozumieć i przyda ci się to na lekcji geografii. Meteory widzimy, gdy meteoroidy wpadają w naszą atmosferę i zaczynają płonąć z powodu ogromnej prędkości i tarcia. Większość z nich spala się całkowicie i nigdy nie dociera do ziemi.

- A te, które dotrą, to meteoryty - dopowiada babcia.

- Dokładnie - potwierdza z uśmiechem dziadek.

- Czyli ta Noc Perseidów to tak naprawdę noc spadających meteorów, które wylatują z Gwiazdozbioru Perseusza? - upewnia się Oliwka.

- W rzeczy samej. - Dziadek przyznaje wnuczce rację. - Wbrew nazwie Perseidy nie są spadającymi gwiazdami, to drobinki pyłu i lodu pozostawione przez kometę. Gdy Ziemia w swojej podróży wokół Słońca wpada w ten ślad pozostawiony przez kometę, te drobinki wlatują w naszą atmosferę z ogromną prędkością około 59 kilometrów na sekundę i my widzimy to jako spadające gwiazdy. Ale to tylko takie złudzenie - podkreśla.

- A co to jest kometa, dziadku? - docieka Jagoda.

- Można powiedzieć, że to taka kula śniegu, bo głównie składa się z lodu, zamrożonych gazów i pyłu. Gdy zbliża się do Słońca, lód paruje, tworząc widowiskowy warkocz.

- To ja już nic nie rozumiem. - Dziewczynka krzyżuje ręce. - W takim razie czym różni się kometa od asteroidy i meteoroidów?

- Różnica jest oczywista i bardzo prosta do zapamiętania. - Dziadek się uśmiecha. - Tylko komety mają warkocz.

- Taki jak Gwiazda Betlejemska na kartkach świątecznych? - upewnia się Jagoda.

- Dokładnie taki. - Pan Stefan kiwa głową. - W niektórych przekazach właśnie mówiono, że Gwiazda Betlejemska to Kometa Halleya.

- Dziadku, a jak mamy się przygotować na to oglądanie spadających gwiazd? - pyta Jagoda, podchodząc do dziadka. - Może pożyczymy od Profesora lornetki? Ona ma kilka do oglądania ptaków.

- W Noc Perseidów niebo najlepiej obserwować gołym okiem - mówi dziadek, poklepując Kowboja po grzbiecie. - Lornetki czy teleskopy wcale nie są konieczne, bo zbytnio zawężają pole widzenia, a meteory pojawiają się na rozległym obszarze nieba. Kluczowym warunkiem udanych obserwacji jest pójście w miejsce oddalone od miejskich świateł, czyli my nad jeziorem mamy idealne warunki.

- A wiecie, że podobno Noc Perseidów jest najlepiej widoczna na północnej półkuli - odzywa się Filip. - W Australii już tak dobrze nie będzie widać spadających dziś w nocy gwiazd.

- Słabo. - Jagoda się krzywi.

- Ale oni mają inne fantastyczne spektakle na niebie - mówi Filip. - Na początku maja na niebie pojawia się Eta Akwarydy, coś bardzo podobnego do naszej Nocy Perseidów. Na południowej półkuli widać też spadające gwiazdy, kiedy Ziemia wchodzi w okruchy pozostawione przez słynną Kometę Halleya - tłumaczy.

- A co to ta Kometa Halleya? - Jagoda zerka na Filipa. - Przed chwilą dziadek o niej mówił, a teraz ty.

- Kometa Halleya krąży wokół Słońca po bardzo wydłużonej, eliptycznej orbicie, a czas jej pełnego obiegu wynosi średnio od 75 do 76 lat - wyjaśnia chłopiec, dumny ze swojej wiedzy.

- To prawda. - Dziadek kiwa głową z uznaniem. - Ostatni raz widziana była w 1986 roku - mówi. - A kolejny raz pojawi się 28 lipca 2061 roku.

- Mój tata mówił, że widział ją, gdy był mały - dodaje Kuba.

- To ma szansę jeszcze raz ją zobaczyć w 2061 roku - komentuje dziadek. - Kometa Halleya to jedyna znana kometa krótkookresowa, która jest na tyle jasna, że bez problemu widać ją gołym okiem, i jednocześnie jedyna, którą człowiek ma szansę zobaczyć dwukrotnie w swoim życiu.

- A dlaczego Halleya? - docieka Jagoda.

- Edmond Halley to angielski astronom i matematyk - zaczyna dziadek. - Jako pierwszy uwodnił, że kometa, która cyklicznie widziana jest z Ziemi, to ten sam obiekt, obliczył jej orbitę i trafnie przewidział, w którym roku znów powróci. Kiedy potwierdziły się jego przypuszczenia, kometę nazwano na jego cześć jego nazwiskiem.

- Ale super - mówi Jagoda. - Też chciałabym, aby coś nazwali moim imieniem i nazwiskiem.

- Masz na to szansę, Jagódko - odzywa się babcia. - Każde dziecko ma, jesteście młodzi, całe życie przed wami i całe morze różnych możliwości. Z pewnością w tym momencie na Ziemi jest niejeden chłopczyk i dziewczynka, o których potem pokolenia będą się uczyć na lekcjach fizyki, biologii czy chemii - dodaje. - Kto wie, może to będzie ktoś z was?

- To jeszcze jedna ciekawostka - rzuca dziadek. - Noc Perseidów dobrze widziana jest na północnej półkuli, a Eta Akwarydy na południowej. A kto wie, jakie zjawisko dobrze widać z każdego miejsca na ziemi? Co ciekawe, ma ono związek ze wspominaną Kometą Halleya. Kto wie, o czym mowa?

- Ja nie. - Oliwka się krzywi.

- Ja też nie. - Kuba wzrusza ramionami.

- A ty, Filipie? - Dziadek zwraca się do młodszego z chłopców. - Wyglądasz na takiego, który interesuje się kwestiami kosmosu.

- No tego to chyba nie wiem. - Filip wzdycha, drapiąc się po głowie. - Ale niech mnie pan oświeci - dodaje, spoglądając na pana Stefana.

- Chodzi o jesienne Orionidy, które mają dokładnie to samo źródło co majowe Eta Akwarydy. Ziemia w swojej rocznej wędrówce wokół Słońca przecina orbitę Komety Halleya aż dwa razy - tłumaczy pan Stefan. - Wiosną przelatujemy przez jedną część chmury pyłu, a jesienią przez drugą. Więc nawet jeśli sama kometa wróci na Ziemię dopiero w 2061 roku, jej lodowo-skalne okruszki wpadają w naszą atmosferę co roku i to dwa razy.

- A kiedy dokładnie? - pyta Filip.

- W nocy z 21 na 22 października, tylko wtedy jest już dość chłodno i trudniej długo obserwować niebo, leżąc na kocu, tak jak dzisiaj - dodaje starszy pan.

- Dzisiaj też musicie ubrać się ciepło i wziąć śpiwory, bo noce w sierpniu bywają już zimne - zauważa babcia. - Pójdę od razu zdjąć je ze strychu. - Podnosi się energicznie z leżaka. - Żeby potem po ciemku nie szukać.

- Pomogę pani - oferuje się Kuba.

- Ja też. - Filip również wstaje z koca.

- To chodźmy wszyscy razem - mówi babcia, kierując się w stronę domu.