2
- Co ty sobie myślałeś? - pyta John Wagner siedzącego naprzeciwko Robina Ackermanna w pokoju przesłuchań w komisariacie w December.
Trwająca od dwóch dni burza śnieżna ustała, ulice zostały odśnieżone, a prace porządkowe w mieście idą pełną parą. Ale ciężką atmosferę czuć... wszędzie. Kwestia zasp śnieżnych ustąpiła innej: stratom poniesionym przez policję, jak również całe miasto. Przez to wszystko Juliette, Frank, Axel oraz Jimmy są pogrążeni w wyjątkowo skomplikowanych, trudnych do opisania emocjach. John i Mona również. Poruszają się jak we śnie. Mają nadzieję, że to koszmar, z którego uda im się obudzić. Ale tak nie jest i przypomina im o tym siedzący tu mężczyzna z nieszczęśliwą miną.
- Halo? - próbuje ponownie John.
Robin wzrusza ramionami jak przedszkolak i nie odpowiada. Jedynie nerwowe mruganie i kołysanie ciałem w przód i w tył zdradzają jego kruchy stan emocjonalny.
John chciałby wykrzyczeć Robinowi w twarz, że to przez niego jego chłopak Valle nie żyje. Ale w porę się powstrzymuje.
- Jeszcze raz: co ty sobie myślałeś?
- Gdzie jest Wróbel? - pyta Robin cienkim głosem.
- Jeśli masz na myśli Ceasara Hööka, to się zabił.
- Och.
- "Och"? Czy ty jesteś totalnie opóźniony? - John czuje dłoń Mony na swojej, jakby kazała mu się uspokoić. Odsuwa ją. Przecież wie, co się stało. Ceasar zgwałcił Robina i zamordował Vallego.
Technicznie rzecz biorąc, to nie Robin tu zawinił. Odpowiedzialność za morderstwa i gwałty spoczywa na człowieku, który się ich dopuścił, ale z moralnego punktu widzenia sprawa wygląda inaczej.
Robin z nerwowym uśmiechem bawi się palcami. John zdaje sobie sprawę, że to tylko nerwy, a mimo to chciałby mu przywalić. Mówi ściszonym i drżącym od powstrzymywanego gniewu głosem:
- Valle, Abraham, Bengan, Olle i ty. Wszyscy byli ofiarami Ceasara... Ale to nie cała historia, prawda? Ceasar był również waszą ofiarą. Wolałbyś, żebym mówił o nim Wróbel? Tak go przecież przezywaliście w szkole, gdzie zgwałciliście go kijem od miotły - kończy lodowatym tonem.
Robin się wzdryga i John po raz pierwszy nawiązuje z nim kontakt wzrokowy.
- Zgadza się, przesłuchaliśmy też Abrahama. Wstydził się zgłosić na policję to, czego doświadczył. My jednak wiemy, co się stało, i gdybyś powiedział nam o tym wcześniej, Valle i Olle by dzisiaj żyli. Teraz rozumiesz?
- A c-co ze Stoffem? - pyta Robin.
- Nie wiemy, gdzieś zniknął. Dlaczego, do cholery, nic nie powiedziałeś Vallemu?
Robin, najmłodszy syn Ackermannów, rodziny, która włada mniej więcej połową December, odtrącony przez swoich bliskich gej, ponownie wzrusza ramionami.
John uderza dłonią w stół, a Robin i Mona podskakują.
- Coś ty, kurwa, sobie myślał?!
Robin się trzęsie i powietrze uchodzi z niego jak z przekłutego balonika. Zwieszone ramiona, zgarbione plecy. Pęka i traci panowanie nad sobą.
- Wstydziłem się, cholera - syczy.
- Wstydziłeś się? - odzywa się Mona znaczniej łagodniejszym głosem niż John. Pewnie byłoby lepiej, gdyby to ona przesłuchiwała Robina, skoro ten w końcu zechciał mówić.
- Tak! - potwierdza mężczyzna jeszcze ostrzej. - Wstydziłem się wtedy i wstydzę się teraz. Tego, że byłem gejem i nie ujawniłem się w szkole, tego, że ich nie powstrzymałem, kiedy znęcali się i gwałcili Wrób... Ceasara. Tego, że wtedy pod prysznicem, kiedy to się działo, stałem bezradnie jak ofiara losu. Że do tego dopuściłem. I - oddech rwie mu się z nerwów - tego, że gdzieś w głębi duszy cieszyłem się, że nie mnie to spotyka.
- Ja pierdolę... muszę zrobić sobie przerwę. - John zrywa się od stołu i wybiega z ciasnego i dusznego pokoju przesłuchań. Jeśliby tam został, mógłby zrobić coś, czego by potem żałował. Bez względu na to, że gdzieś w środku jest mu żal Robina, nie może mu wybaczyć. Gdyby przyznał się do wszystkiego od razu, gdyby opowiedział o Wróblu i o Żelaznej Czwórce Bengta Brolina, jego najlepszy kolega Valle przyjmowałby teraz zgłoszenia w komisariacie, narzekając na pierdy Bultena, a nie leżał w szpitalnych piwnicach u Renégo Hoffmanna, pozbawiony wszystkich organów.
John zatrzaskuje za sobą drzwi. Stoi i pociera czoło. Wie, że musi się uspokoić. Czuje dziwne pieczenie w gardle, ale nie ma czasu na załamywanie się. Podnosi wzrok i widzi, jak Juliette wpatruje się w niego znad biurka. Ma czerwone oczy od płaczu, John dostrzega w nich również nienawiść. Wydaje się, że w każdym momencie może wyciągnąć broń, wejść do pokoju przesłuchań i zastrzelić Robina Ackermanna.
John idzie do kuchni po kawę. Gdy wyczuwa unoszący się tam zapach, krzywi się i próbuje oddychać przez usta.
Axel macha do niego ze swojego oszklonego gabinetu i gestem zaprasza do siebie. On również wygląda, jakby płakał. Nawet Frank co chwilę pociąga nosem od czasu, kiedy dowiedział się, co się wydarzyło podczas tej nieszczęsnej śnieżycy.
Wagner bierze kubek z kawą i postanawia wysłuchać, co Axel ma do powiedzenia, zanim wróci do przesłuchiwania Robina Ackermanna. Ale gdy wychodzi z kuchni, drzwi wejściowe się otwierają, a do środka wlewają się światło słoneczne i lodowaty chłód.
- Musicie mi pomóc - szlocha kobieta, mówiąc słabym głosem.
John się odwraca. Jest młoda, przed trzydziestką. I pasuje do policjantów z komisariatu w December - zapłakana, włosy sterczą jej na wszystkie strony.
Kolejna napaść? Czy może bliski krewny zaginiony w czasie burzy? Albo zjedzony przez tego przeklętego górskiego trolla? Wszystko wydaje się możliwe w tym zapomnianym przez Boga mieście.
- Halo? Proszę... - błaga kobieta, podbiegając do Johna. - Pan jest policjantem, prawda?
Wagner wzdycha w duchu, spogląda na Axela, po czym odwraca się do kobiety.
- Zgadza się. W czym mogę pomóc?
- Loke... Mój syn... - szepcze kobieta. - Mój syn zniknął.