Eksperyment ze znikaniem - Zofia Skrzypulec

Kup ebooka

31.00 zł
26.34 zł (21,84 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Se­ria pro­za­tor­ska pod re­dak­cją Pio­tra Ma­rec­kiego

Je­rzy Fran­czak, Trzy hi­sto­rye

Sła­wo­mir Shuty, Beł­kot

Łu­kasz Or­bi­tow­ski, Sze­roki, głę­boki, wy­ma­lo­wać wszystko

Piotr Ce­giełka, San­dacz w bursz­ty­nie

Sła­wo­mir Shuty, Cu­kier w nor­mie

Mi­chał Pal­mow­ski, Przy­gody Hisz­pana Dete

Mi­chał Wit­kow­ski, Lu­biewo

Marta Dzido, Małż

Ma­rian Pan­kow­ski, Ru­dolf

Ma­ciek Mil­ler, Po­zy­tywni

Ewa Schil­ling, Głu­piec

Adam Wie­de­mann, Sceny łóż­kowe

Jan Dzban, Den­tro

Piotr Szul­kin, So­cjo­pa­tia

Ma­rian Pan­kow­ski, Bal wdów i wdow­ców

Je­rzy Na­sie­row­ski, Zbrod­nia i...

Piotr Czer­ski, Oj­ciec od­cho­dzi

Ma­ciek Mil­ler, Za­kręt hi­po­kampa

Łu­kasz Or­bi­tow­ski, Hor­ror Show

Jo­anna Paw­luś­kie­wicz, Pani na dom­kach

Jo­anna Wi­len­gow­ska, Zęby

Marta Dzido, Ślad po ma­mie

Jan Kra­sno­wol­ski, Klatka

Ma­rian Pan­kow­ski, Pąt­nicy z Ma­cie­rzy­zny

Hu­bert Klimko-Do­brza­niecki, Raz. Dwa. Trzy

Mi­chał Zyg­munt, New Ro­man­tic

Jo­anna Paw­luś­kie­wicz, Te­le­no­wela

Je­rzy Fran­czak, Przy­mie­rzal­nia

Woj­ciech Bru­szew­ski, Fo­to­graf

Krzysz­tof Niem­czyk, Kur­ty­zana i pi­sklęta

Syl­wia Chut­nik, Kie­szon­kowy atlas ko­biet

Ju­liusz Stra­chota, Cień pod blo­kiem Mi­rona Bia­ło­szew­skiego

Na­ta­lia Rol­le­czek, Drew­niany ró­ża­niec

Ma­rian Pan­kow­ski, Nie­wola i dola Adama Po­remby

Ma­ciek Mil­ler, Coc­kring

Do­mi­nika Oża­row­ska, Nie ude­rzy ża­den pio­run

Ewa Schil­ling, Co­dzien­ność

Ma­rian Pan­kow­ski, Tra­twa nas czeka

Piotr Szul­kin, Epi­kryza

Je­rzy Fran­czak, NN

Sła­wo­mir Shuty, Jasz­czur

Da­rek Foks, Ke­bab Me­ister

To­masz Pułka, Vida Lo­cal

Zie­mo­wit Szcze­rek, Przyj­dzie Mor­dor i nas zje, czyli tajna hi­sto­ria Sło­wian

Woj­ciech Bru­szew­ski, Big Dick. Fik­cja do­ku­men­talna

Jan Kra­sno­wol­ski,Afry­kań­ska elek­tro­nika

Da­niel Kot, Kie­run­kowy 22

Ma­rian Pan­kow­ski, Na­stka, śmiej się! Opo­wia­da­nia

Sła­wo­mir Shuty, Dzie­więć­dzie­siąte

Łu­kasz Or­bi­tow­ski, Hor­ror Show [wyd. II popr.]

Jo­anna Dzi­wak, Gry lo­sowe

S?ren Gau­ger, Nie to / nie tamto

Ma­ciej Bo­bula, Ka­ta­rzyna Gon­dek, Adam Mi­klasz, Alek­san­der Przy­byl­ski, Mi­chał Zant­man, Bę­karty Wołgi. Klechdy miej­skie

Zie­mo­wit Szcze­rek, Sió­demka

Ju­liusz Stra­chota, Re­laks ame­ry­kań­ski

Flash fic­tion. An­to­lo­gia

Da­riusz Or­szu­lew­ski, Zjed­no­czone Siły Kró­le­stwa Uto­pii

Sta­ni­sław Czycz, Nie wierz ni­komu. Baza

Kon­rad Jan­czura, Prze­myt­nicy

Ma­ciej Piotr Prus, Przy­du­cha

Marta Dzido, Frajda

Olga Hund, Psy ras drob­nych

Ju­liusz Stra­chota, Tu­ry­sta pol­ski w ZSRR

Ja­kub Mi­chal­cze­nia, Gi­gu­sie

Anna Ma­zu­rek, Dziwka

Na­talka Susz­czyń­ska, Dro­pie

An­to­nina Kar­daś, Czer­nu­cha

Alek­san­dra Wstecz, Kwiaty roz­łączki

Ja­rek Sku­rzyń­ski, Zro­lo­wany wrze­śniowy Vo­gue

Ze­non Sak­son, Za­cza­ro­wany uber

Sła­wo­mir Shuty, Hi­sto­rie o lu­dziach z wol­nego wy­biegu. Pa­sty i skity

Ma­ciej To­pol­ski, Niż

Ja­kub Mi­chal­cze­nia, Kor­sza­kowo [wyd. II popr. i uzu­peł.]

Ma­ciej Piotr Prus, Wy­spa i inni lu­dzie

Jan Dzban, Den­tro De Luxe

Anna Su­doł, Pro­jekt

Sła­wo­mir Shuty, Beł­kot [wyd. II popr.]

Jaga Sło­wiń­ska, Czar­no­las

Sła­wo­mir Shuty, Cu­kier w nor­mie [wyd. III popr.]

Sła­wo­mir Shuty, Nowy wspa­niały smak

Ma­rian Pi­lot, Dzi­kie mieso

So­ren Gau­ger, Imi­ta­cja ży­cia

Ma­te­usz Gór­niak, Trash Story

Gaba Krzy­ża­now­ska, Jedna czwarta wró­bla

Marta Ko­złow­ska, Ber­dy­czów

Z. Szcze­rek, Przyj­dzie Mor­dor i nas zje, czyli tajna hi­sto­ria Sło­wian [wyd. II]

M. Pi­lot, Za­kaz zwałki

M. Czub, Ob­ja­wie­nie Bo­gini-Świni

A. Ka­cza­now­ski, Ze Sło­wac­kiego

J. Bliź­niak, Dźwięki z Ha'Tun

N. Susz­czyń­ska, Chipsy dla go­ści

J. Sło­wiń­ska, Sio­stro

K. Kra­sny, Love song

Z. Skrzy­pu­lec, Eks­pe­ry­ment ze zni­ka­niem

Znowu znowu

"znowu znowu" ma wnę­trze i mały ga­nek na cztery sto­liki do sie­dze­nia na ze­wnątrz. W środku pach­nie świecz­kami za­pa­cho­wymi albo śnia­da­niem, je­śli jest pora na wy­da­wa­nie śnia­dań. Lo­dówka nr 1 z le­mo­nia­dami i lo­dówka nr 2, a w niej cia­sta. Pod­świe­tlone, w peł­nej kra­sie. Al­go­rytm w ta­ble­cie do pusz­cza­nia muzy pro­po­nuje plej­li­sty typu chill mix piano jazz, pol­ski rock różne lata, sum­mer­bang, lazy and rain. Z okien na­prze­ciwko lu­dzie spusz­czają ka­ble, z okna nad nami ktoś rzuca szkłem.

Pra­cuję w "znowu znowu" od jed­nego do trzech dni w ty­go­dniu. W te dni ty­go­dnia jest czas na żarty. Każ­dego dnia pracy po­wstaje ja­kiś żart. Ostatni brzmi tak: przy­cho­dzi klient; dzień do­bry po­pro­szę kawę, mówi. Jaką kawę so­bie ży­czysz, py­tasz. Od­po­wiada: (przy­kła­dowo) latte na owsia­nym. Ja­sne, na miej­scu, na wy­nos? Mówi: na miej­scu albo na wy­nos, ro­bisz kawę, wstu­ku­jesz w ter­mi­nal kwotę, klient przy­kłada kartę, ter­mi­nal wy­świe­tla na­pis: trans­ak­cja od­rzu­cona. Mó­wisz z uśmie­chem na ustach: a to ci do­piero, trans­ak­cja od­rzu­cona, wy­pi­jasz na­pój, który za­mó­wił, na jego oczach, a po­tem zaj­mu­jesz się swo­imi spra­wami, nie wra­casz do te­matu.

Mamy różne dni np. dzień piwka bez­alko, kiedy pi­jemy piwko bez­alko. Albo dzień na opak. Dzień na opak jest, kiedy ktoś przy­cho­dzi i prosi o kawę, a ty od­po­wia­dasz: no ra­czej ty mi zrób kawę, zio­muś, nie umiesz czy­tać? Na­pi­sa­li­śmy na drzwiach, że dziś dzień na opak.

Za­czy­nam pracę o 9, koń­czę o 19, ro­bimy dy­szki.

My­śla­łam o żar­tach, kiedy czy­ta­łam tekst Sary Ah­med, a po­tem skoń­czy­łam pracę.

Plan: przejść się chwilę, za­pi­sać no­tatki. W 24 mi­nu­cie faj­rantu wpi­sa­łam w wy­szu­ki­warkę "kra­ków za­chód słońca" i oka­zało się, że wy­pada on tego dnia wła­śnie o tej go­dzi­nie (19:24). Kiedy pa­trzę w lewo, wi­dzę przed sobą kilka bu­dyn­ków. W jed­nym na par­te­rze jest schro­ni­sko mło­dzie­żowe. Za­cho­dzi słońce, niebo jest nie­bie­sko­białe. Po pra­wej wi­dzę szyb windy, ko­ry­tarz i mi­ga­jący na­pis "exit".

Pod­czas spa­ce­ro­wa­nia przy­po­mina mi się ob­ser­wa­cja: Ba­sen. Mała dziew­czynka, ok. 5 lat, w szatni, sie­dzi, faj­ta­jąc no­gami, i po­syła sie­dzą­cej na­prze­ciwko ma­mie po­wietrzne bu­ziaki. Mama jest ubrana, na­wet kurtkę ma na­rzu­coną. Tro­chę po­śpie­sza córę. Ale wtedy nad­cho­dzi druga córka, tro­chę star­sza i mówi: mamo! Od­po­wiedz na bu­ziaczki Hani!. Ka­te­go­rycz­nie. Mama w od­we­cie: mu­szę was or­ga­ni­zo­wać, bo strasz­nie mi cie­pło i wolno wam idzie. Na co 5-latka od­po­wie­działa wła­śnie tak: cza­sami pro­ces or­ga­ni­zo­wa­nia wy­maga cmo­ka­nia.

Sia­dam na ławce, wi­dzę czło­wieka z dwoma mop­sami. Wi­dzę trzy dziew­czynki na rol­kach - jedna mówi, że wy­słała dru­giej gło­sówkę z ja­kie­goś sy­fia­stego miej­sca, a po­tem po­rów­nują dłu­gość pa­znokci (ty masz ta­kie dłu­gie, no już mu­szę ob­ciąć, a ona: patrz ma ko­lo­rowe piękne). Czy­tam Di­dion.

Jest frag­ment książki, w któ­rym Jo­anne opi­suje wspo­mnie­nie wy­jazdu z córką. Jadą, do­jeż­dżają na miej­sce, córka idzie spać, a ona od­pala ra­dio i słu­cha. Na­dają au­dy­cję - słu­cho­wi­sko. Tre­ścią słu­cho­wi­ska jest Smu­tek tro­pi­ków Lévi-Straussa.

Jo­anne słu­cha, czeka na frazę, którą za­pa­mię­tała z lek­tury tej książki, a któ­rej treść miała brzmieć: "Tro­piki nie są eg­zo­tyczne, są po pro­stu prze­sta­rzałe". Fraza nie pada. Książka Di­dion, o któ­rej my­ślę, to Błę­kitne noce, na­pi­sana po śmierci Q, córki Di­dion. My­śla­łam chwilę o tym, dla­czego aku­rat ten mo­ment książki z ubz­du­ra­nym cy­ta­tem jest przeze mnie naj­bar­dziej za­pa­mię­tany, oprócz tego, że mnie roz­śmie­szył. Przy­glą­dam się temu za­pi­sa­nemu wspo­mnie­niu. Opis wspo­mnie­nia, w któ­rym to, jak się coś za­pa­mię­tało, oka­zuje się au­tor­skim wy­my­słem. To tro­chę jak z ła­pa­niem my­śli o po­ranku.W ze­szłym roku do­sta­łam od zio­mala zina, na który składa się wstęp oraz ze­staw gra­fik. Gra­fiki przed­sta­wiają zła­pane o po­ranku sny. Wstęp do­ty­czy wspo­mnień, fak­tur i ko­lo­rów, brzmi mniej wię­cej tak: "Pa­mię­tam gruby weł­niany koc, szorstki jak pa­pier ścierny i gi­gan­tyczną, ciężką, nie­bie­ską pie­rzynę, wa­żyła z tonę. Moja ulu­biona na­rzutka miała na so­bie ry­su­nek mia­sta o czer­wo­nych da­chach. W mie­ście na tka­ni­nie żyli na­ry­so­wani lu­dzie. Stary te­le­wi­zor mo­jej ro­dziny jest - te­raz opcje tłu­ma­cze­nia - (1) po­chy­nięty, (2) rzu­cony, (3) re­zy­duje w ko­ko­nie, który kie­dyś wy­dzier­ga­łam".

Po­tem au­torka przy­wo­łuje taką ko­cy­kową wła­ści­wość: zmiany na­rzut, kocy, jakby były wy­stro­jem na se­zon. W taki spo­sób, że każdy nowy se­zon (np. pora roku) sprzę­żony jest u niej ze zmianą koca, na­rzuty, kapy. Można się za­sta­no­wić; czy zmiany lo­oku ze­wnętrz­nego w bez­piecz­nym za­kre­sie moż­li­wej de­cy­zji mogą po­świad­czać o kom­for­cie i szczę­ściu? Na ko­niec au­torka wy­mie­nia ze­staw po­ran­nych czyn­no­ści: "prze­bu­dza­nie, zrzu­ca­nie koca, do­sy­pia­nie, krę­ce­nie się w wy­rze, za­wi­ja­nie, prze­wi­ja­nie my­śli, znaj­dy­wa­nie po­wią­zań".

Zin ma wdzięczny no­tat­ni­kowy for­mat A6, przez ja­kiś czas za­pi­sy­wa­łam wła­sne po­ranne my­śli na zgię­tych w ćwiartki pu­stych z jed­nej strony aczwór­kach i wkła­da­łam mu za okładkę.

Obu­dzi­łam się z zimną skórą ra­mion i lę­dźwi, my­śla­łam, że taką wła­sność ma tylko cu­dza skóra, kiedy jej do­ty­kam w tych miej­scach (ra­miona, lę­dź­wie). Od­kąd się obu­dzi­łam, było ja­sno. Kiedy z nu­dów do­tknę­łam swo­ich ra­mion, mia­łam nie­spo­dziankę o tre­ści zimna i miękka gład­kość. Je­stem tro­chę przy­tłu­miona. Do­piero kiedy po­ja­wiają się ko­lejne bodźce, za­uwa­żam, że nie zwra­ca­łam na nie uwagi wcze­śniej. Np. dźwięki z ze­wnątrz. Cie­kawe, że po­ja­wiają się stop­niowo, że jest "co­raz gło­śniej", ale nie do­ciera. Można to prze­dłu­żać.

Wy­szłam z domu, żeby iść na Kle­parz, chcia­łam upiec cia­sto, po­je­chać za­wieźć je chło­pa­kom, wró­cić, od­ha­czyć le­ka­rza i pójść coś obej­rzeć z zio­ma­lami. Wsta­łam wcze­śnie, wy­ję­łam pra­nie, zdję­łam wcze­śniej­sze pra­nie, po­wie­si­łam nowe pra­nie. Po­szłam usiąść na ławce obok kio­sku ru­chu, przy ulicy, po­mię­dzy ka­mie­ni­cami, na skwerku. I za­pi­sa­łam: "za­gadka - kiedy byś się na­ćpał ale już nie ćpasz, co ro­bisz?"

Obu­dzi­łam się z my­ślą o wczo­raj. Sie­dzę w cie­niu na­prze­ciwko kio­sku ru­chu. Bli­sko po­de­szły dwie osoby, po­nie­waż sie­dzia­łam obok śmiet­nika. Po­de­szły sko­rzy­stać, więc się prze­sia­dłam, te­raz sie­dzę w bra­mie oraz peł­nym słońcu. Mija mnie wię­cej lu­dzi, ale z bli­ska tylko je­den zio­mek. Dwóch ty­pów ka­wa­łek da­lej roz­ma­wia o ban­ko­ma­tach, je­den szuka, a drugi wska­zuje. Mówi: po tej albo po tam­tej stro­nie ulicy, w tej sa­mej od­le­gło­ści od nas. Prze­jeż­dża służba zie­leni.

Prze­cho­dzi dwójka lu­dzi mó­wią­cych do sie­bie, za mały no, za mały, coś so­bie po­ka­zy­wali. Czło­wiek, który wska­zy­wał drogę, ma dłu­gie siwe włosy spięte w ku­cyk. Stoi długo przed tą furką, może warto zwró­cić uwagę, że to czer­wony ford fo­cus. Pani krzy­czy w te­le­fon, że to coś go za­bije i że trzeba go wziąć do we­te­ry­na­rza. Pew­nie, we­zmą. Ko­bieta, która krzy­czała, od­pala szluga. Ja kręcę pal­cami mły­nek i pa­trzę. Mija czas.

Praca w "znowu znowu" po­zwala mi na ży­cie, to zna­czy opła­ca­nie wy­dat­ków co­dzien­no­ści. Nie lu­bię kosz­tów, ko­ja­rzą mi się z za­leż­no­ścią i stratą.

Za­pra­szamy do za­kupu peł­nej wer­sji książki