Emigracja wewnętrzna - Mariusz Parlicki

Kup ebooka

24.23 zł
20.11 zł (20,60 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Naród wybrany

Nasz naród także jest wybrany,

by sypać sobie sól na rany,

by sobie rany do krwi drapać,

a potem tylko siąść i płakać.

Karmieni łzami od pokoleń,

szczęśliwi tylko w swoich snach,

podszyci smutkiem, niepokojem,

dumnie toniemy wciąż we łzach.

Opłakujemy naszych chłopców,

każdą piędź utraconych ziem,

czujemy się wciąż w świecie obco,

prócz nas świat jest przeżarty złem.

Uśmiech nam jakoś nie przystoi,

ze łzami chopinowskich nut

słuchamy, bośmy sami swoi,

a dookoła obcy lud.

Narodów Chrystus musi cierpieć,

za innych konać musi, gdyż

mieć będzie w raju szczęście wielkie,

a tu na Ziemi - pański krzyż.

Raport z odobrzałego państwa

Dobro rozlało się strumieniami

po wsiach i małych miasteczkach.

Pomimo barykad ustawianych przez złych ludzi

wlewało się też do miast powyżej pięćdziesięciu tysięcy.

Stolica zdawała się bronić przed naporem dobra,

ale i tam zauważono strużki

podmywające zmurszałe konstrukcje.

Pod naporem dobra zło zanikało,

skrywało się pod jego powierzchnią.

Zdarzały się w końcu przypadki,

że dobro zalewało dobro,

ale i tak to dobro było lepsze,

więc płakać nie należało

Nie spostrzeżono momentu,

gdy już wszyscy byliśmy na dnie,

zatopieni bezmiarem dobra.

Śmierć, jak każda śmierć,

była nieodwracalnie przykra,

ale wódz podkreślał do końca,

że w dobrym towarzystwie,

w dobrym stylu

i dla naszego dobra.

Dwa ognie

Sygnałem do rozpoczęcia gry

była syrena

zwiastująca strajk w stoczni,

a może katastrofę samolotu

czy jakiś marsz lub protest

przeciwko albo w obronie

piłka zaczęła latać

obijając to tego to tamtego

po łokciach

kolanach

tyłku

nerkach

i głowie

zbici w milczeniu schodzili z boiska

a gra toczyła się nadal

każdy z graczy rozpamiętując zbitych z własnej drużyny

ciskał z coraz to większym impetem

piłkę w przeciwnika

to była kwestia czasu

gdy do gry włączyli się kibice

piłkę zastąpiły kamienie

a zbitych

zabici.

Pranie mózgu

Należy zacząć od namaczania

wiadro pomyj tu będzie jak znalazł

mózg ugniatamy

i pozwalamy mu się nasączyć

nie idzie

to ugniatamy aż pójdzie

wsypujemy słuszną miarę detergentu

tak na oko jakieś pięćset plus

powinno wystarczyć

i dalej ugniatamy

zaczynając przy tym pocierać

wynurzamy

podtapiamy

i znowu wynurzamy

by mózg pojął różnicę

i puścił wszystkie brudy

do których się zdążył przywiązać

potem już tylko płukanie

w wodzie

wodzie

wodzie

lejącej się strumieniami

z narodowego telewizora

i radioodbiornika

na koniec mocno wyżąć

wstrząsnąć

i pozostawić do obsuszenia

czynności w razie potrzeby

powtarzać zgodnie z instrukcją

aż do uzyskania na trwałe

dobrej zmiany.

Proces

Proces ostatniej czarownicy

na pewno się jeszcze nie odbył

chwilowy zastój w tym względzie

trzeba wnet będzie nadrobić

na razie ze stosu kandydatek

wyłuskać należy tę jedną

czym bardziej będzie mądra

tym łatwiej w oczach głupców

można ją będzie ośmieszyć

i piękna musi być piękna

bo takim pluć i złorzeczyć

to cnota i powód do dumy

obrońcy jeżeli się znajdą

my potem też ich znajdziemy

prawo łaski zostawiamy dla siebie

tak na wszelki wypadek

gdyby przypadkiem z popiołu

zaczęła kiełkować prawda

kiedy zwęglone szczątki

dogasać będą pod wieczór

ostatni płomień ugasi

nieznośne pragnienie buntu.

Emigracja wewnętrzna

Nie mogąc dłużej wychodzić z siebie

i słuchać nowin coraz to lepszych

postanowiłem do siebie wrócić

w zaistniałych okolicznościach

normalny powrót nie był niestety możliwy

trzeba było podjąć dramatyczną decyzję

o emigracji

o desperackiej ucieczce

do własnych myśli

o własnych sprawach

i o zajęciach tak skromnych,

że nieistotnych dla budowniczych

nowego dobra

nowej prawdy

i piękna w zupełnie nowej odsłonie

czarny telewizor na białej ścianie salonu

stał się teraz inną wariacją

jakby obrazem Malewicza

gazetami uszczelniłem okna

i zabezpieczyłem szafki przed kurzem

uczyłem się nowego języka -

ja

mi

mnie

mój

moje

siebie

sobie

o sobie

mój dom

mój kraj

moje czekanie

z moją nadzieją

na wasz niechybny upadek.

Wybór tematu

Pamięci Piotra Szczęsnego

Mógłbym napisać wiersz o musze

uwięzionej na wieki

w bursztynie

rozpaczać nad jej przerwanym lotem

albo wiersz

o tajemniczym australopiteku

przetrzymywanym w gablocie

Muzeum Historii Naturalnej

nie musiałbym się wówczas mierzyć

z problemem pewnego starszego pana

aspirującego do miana

emerytowanego zbawcy narodu

pozostaje jednak pytanie

co mucha i australopitek

obchodzą zwykłego szarego człowieka

wdeptywanego w ziemię

stopami starego "zbawcy"?

Ślepcy

Marchewka suwerenowi

wyciągniętemu z kapelusza

za uszy

po prostu się należała

rzeźnikowi zaoferowano

stanowisko neurochirurga

nie wahał się go przyjąć

wolne sądy

przestały nareszcie być wolne

bezwolność okazała się dobrą zmianą

z zagranicznych depesz

zniknęły polskie obozy

poza jednym wielkim narodowo-radykalnym

na końcu drogi

nad urwiskiem

krok do przodu

narodu.

My Naród

Latamy na drzwiach od stodoły,

na gwoździach gotujemy zupy,

razi nas bardzo tyłek goły,

choć wypinamy na świat dupy.

Na czołgi wyruszamy z szablą,

plecy nam dumnie zdobią pióra,

po pachy już weszliśmy w bagno,

choć w myślach szybujemy w chmurach.

Dzielimy chętnie się opłatkiem,

potem wzajemnie się zdzielamy

i co dzień okradamy matkę,

choć bardzo mocno ją kochamy.

Kraj powierzamy wszystkim świętym,

choć oddajemy łotrom władzę,

a potem, widząc krwawe strzępy,

w smutku nosimy kir na fladze.

Jesteśmy dumni z dumy przodków,

z Boga,, honoru i ojczyzny,

ze złotych snopków i z wychodków,

z sobótki, wódki i z pańszczyzny.

Karmimy dzieci swe Grunwaldem,

Wiedniem, Warszawą, Wilnem, Lwowem,

kebabem, pizzą, Mc Donaldem,

do obcych nienawistnym słowem.

Choć w niczym nie jesteśmy lepsi

od innych, też nie gorsi w niczym,

często coś uda nam się spieprzyć,

lecz czasem można na nas liczyć.

Nasi i obcy

Nie dostrzega

człowiek

w człowieku

człowieka,

gdy między nimi - rzeka.

Ludzka jest tylko nasza strona,

więc niech ten z drugiej nawet skona,

to nic nie szkodzi,

bo daleki

drugi brzeg rzeki.

Ten z drugiej klasy,

z innej ulicy,

z obcej nam partii,

z kamienicy tej,

w której z naszych nie mieszka nikt,

a bodajby po prostu znikł.

Myślenie takie nas nie brzydzi,

chyba że ...

obcy tak to widzi.