Era Wilka. Wikingowie, Anglosasi i imperium Morza Północnego - Tore Skeie

Kup ebooka

64.99 zł
50.69 zł (38,99 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Strategie użycia imion i przydomków w przekładzie

W przy­padku wład­ców oraz człon­ków ich rodów uży­wane są pol­skie wer­sje imion, jeśli takowe ist­nieją, a więc Olaf, nie Olav, Eryk, nie Eirik. Ory­gi­nalne imiona zacho­wane są nato­miast w for­mach odoj­cow­skich, np. Eiriks­son, Sve­ins­son, czyli "syn Eryka", "syn Swena" (nato­miast ?sta Gud­brands­dat­ter to "?sta córka Gud­branda"). Podob­nie ma się sprawa z innymi zna­nymi oso­bi­sto­ściami z przed­sta­wio­nej w publi­ka­cji epoki, np. kro­ni­ka­rzami. Wyjąt­kiem jest tu Thiet­mar, któ­rego imię posiada odpo­wied­nik Dyt­mar (Dit­mar), ten jed­nak nie jest zbyt popu­larny w pol­skiej lite­ra­tu­rze histo­rycz­nej.

Więk­szość przy­dom­ków uży­wana jest w pol­skim brzmie­niu, np. ?thelred Bez­radny, Swen Widło­brody. Zda­rzają się jed­nak wyjątki w przy­pad­kach, gdy mamy do czy­nie­nia z przy­dom­kami, któ­rych sta­ro­nor­dyc­kie wer­sje (ory­gi­nalne lub uwspół­cze­śnione) ugrun­to­wały się w nor­we­skiej tra­dy­cji (np. Syr, Tam­bar­skje­lve, Snil­lingr). W prze­kła­dzie sto­so­wany jest taki sam zapis jak we współ­cze­snym nor­we­skim. Warto tu wspo­mnieć, że przy­do­mek "Tam­bar­skje­lve" inter­pre­to­wany bywa dwo­jako. Część bada­czy uważa, tak jak w niniej­szej publi­ka­cji, że ozna­cza on "Drżący Brzuch", inni są jed­nak zda­nia, że jest to "Drżąca Cię­ciwa", co suge­ro­wa­łoby, że Einar odzna­czał się wybit­nymi zdol­no­ściami łucz­ni­czymi. Zda­rza się, że pol­ski przy­do­mek, na przy­kład w wypadku mniej zna­nych w Pol­sce postaci, może pozo­sta­wiać miej­sce na wąt­pli­wo­ści. W takiej sytu­acji w prze­kła­dzie podany jest rów­nież przy­do­mek ory­gi­nalny.

Imiona, które nie mają pol­skich odpo­wied­ni­ków, wystę­pują w prze­kła­dzie w for­mie sto­so­wa­nej obec­nie w języku kraju lub jed­nego z kra­jów, z któ­rymi dana osoba była zwią­zana, na przy­kład z tytułu pocho­dze­nia, nie są nato­miast uży­wane spo­lsz­cze­nia obco­ję­zycz­nych imion (Sygryda, Astryda), na które jed­nak czy­tel­nik może się natknąć m.in. w star­szych prze­kła­dach lite­ra­tury pięk­nej. Warto zazna­czyć, że nawet w języ­kach ory­gi­nal­nych jedno imię może wystę­po­wać w kilku warian­tach, np. ?thelred bywa Ethel­re­dem, a ?dric Eadri­kiem. "Knut" z kolei to nor­we­ski wariant imie­nia władcy, a tytuł jed­nego z roz­dzia­łów - "Wielki" - to przy­do­mek króla w pol­skiej i duń­skiej tra­dy­cji, nato­miast w tra­dy­cji nor­we­skiej brzmi on "Potężny". Pol­scy czy­tel­nicy mogą się spo­tkać także z duń­ską formą imie­nia "Knud" oraz z "Kanu­tem" (jeden z angiel­skich warian­tów imie­nia króla to "Canute", a łaciń­skich - "Canu­tus").

Marta Petryk

Przegląd rozdziałów

1241

Spo­tka­nie w Sau?afell - Rey­kholt - "Nie zabi­jaj ostrzem!" - histo­rio­graf i poli­tyk - arcy­dzieło

Kró­le­stwo w obli­czu upadku

Posła­niec Boga - kró­lo­bój­stwo w Corfe - ?thelred - obce łodzie - pań­stwo stwo­rzone w bojach z bar­ba­rzyń­cami - bitwa pod Mal­don 991 - pań­stwo Haralda Sino­zę­bego - Swen Widło­brody - nawró­ce­nie Olafa Tryg­gva­sona - "pękły, jako żywo, okowy sza­tana" - masa­kra w dniu Świę­tego Bryk­cju­sza 1002 - "niczym ogień, który pró­bo­wano zga­sić tłusz­czem" - wielki głód w 1005 roku - prze­wrót pała­cowy ?drica Stre­ony - Duń­czycy "idąc, zapa­lili swe wojenne pochod­nie" - "wysi­łek całego ludu i wszel­kie jego nadzieje"

Dobre życie wojow­nika

"Olbrzy­mia horda" - Óláfr inn digri - pocho­dze­nie Olafa - Viken i wielki świat - nowe czasy i nowy bóg - pod wła­dzą Olafa Tryg­gva­sona - "na wschód po sło­nym morzu" - "złoto wier­nej dru­ży­nie i padlinę kru­kom" - w armii duń­skiego króla - splą­dro­wa­nie Tiel - pierw­sza wyprawa na Can­ter­bury

Ogień i dym

Mię­dzy Kor­dobą a Kon­stan­ty­no­po­lem - w pogoni za jedze­niem - wojna łupież­cza na połu­dniu - "Boże, dopo­móż nam wszyst­kim. Amen" - oblę­że­nie Lon­dynu - bitwa pod Ring­mere - "Krą­żyli małymi gru­pami, mor­du­jąc nasz biedny lud" - druga wyprawa na Can­ter­bury - męczeń­stwo arcy­bi­skupa ?lfheaha - pokój

Mid­gard

Wyku­wa­nie nowych soju­szy - pań­stwo fran­kij­skie - Nor­man­dia - w służ­bie księ­cia Nor­man­dii - Hrings­fjord - "książę pira­tów" - łupież­cza wyprawa nad Loarę - o nie­wol­ni­kach i han­dlu nie­wol­ni­kami - kali­fat Kor­doby - kry­zys kali­fatu - o łodziach, mor­skich podró­żach i potęż­nym morzu - wikin­go­wie i Sara­ceni w Al-Anda­lus - Kadyks - pożoga w Kor­do­bie

hvíti kristr

Pla­no­wa­nie inwa­zji - pod­bój - ucieczka ?thelreda - Kaza­nie Wilka do Angli­ków - śmierć króla - w Rouen zimą 1014 roku - o cere­mo­niach - chrzest Olafa Haralds­sona - "Pozdro­wił cały lud i obie­cał być dla niego miło­sier­nym panem" - ponowny pod­bój - zakład­nicy na plaży

mi?jan Nóreg

Stara Pół­nocna Droga - histo­ria jar­lów z Lade - o kró­le­stwie Haralda Pięk­no­wło­sego - zwy­cię­stwa i porażki Olafa Tryg­gva­sona - jarl Eryk - zgro­ma­dze­nie w Oks­for­dzie w 1015 roku - bunt Edmunda Żela­zno­bo­kiego - kolejna inwa­zja - Olaf i Knut - Sau­dungs­sund

Sze­ro­kie dzie­dziczne zie­mie

O kró­lew­skich ide­ach - do Viken - "po tym poskro­mi­łeś język tego, który miesz­kał naj­da­lej na pół­nocy" - szczo­dry - o tin­gach i przy­się­gach wier­no­ści skła­da­nych kró­lom - skald Sigvat - o skal­dach, poezji skal­dycz­nej i sagach - wojna w Anglii zimą 1016 roku - nowy jarl Nor­tum­brii - bitwa pod Nesjar

Dwa kró­le­stwa

"Życie wypeł­nione dużymi prze­ciw­no­ściami" - flet Engle, flet Engle! - bitwa pod Assan­dun - pokój w Glo­uce­ster­shire - śmierć jed­nego... - ONLAF REX NOR­MAN­NO­RUM - wodzo­wie na pół­nocy i połu­dniu - budowa Borga - obcy, chrze­ści­jań­ski król - podró­żu­jący król - o chry­stia­ni­za­cji kraju - o bru­tal­no­ści

Wielki

Knut kon­so­li­duje swoją wła­dzę - "o głowę wyż­szy od wszyst­kich ludzi w Anglii" - Knut i Dania - Olaf i Szwe­dzi - ting na Moster - bieda Olafa i cień Knuta - spór z Torem Psem - los Tor­kela Wyso­kiego - los jarla Eryka - "Olaf Tęgi ni­gdy nie przy­niósł nikomu na świe­cie swej czaszki"

Trwały metal za czaszkę władcy

"Olaf Tęgi spra­wił, iż kolejna wspa­niała łódź..." - pla­no­wa­nie nowej wojny - zmiany stron - euro­pej­skie kom­pli­ka­cje - Olaf, "zabójca Duń­czy­ków" - pułapka w ?resundzie - podróż przez Europę - długa droga do domu - w Rzy­mie - na dwo­rze Knuta - "miej­sce dla nas każde jest miłe w twej halli" - śmierć dwóch braci - "Brali złoto bar­dzo zachłan­nie" - "Nie będzie blady wojow­nik zado­wo­lony dziś wie­czór w Jadar" - wła­dza się roz­pada - znów na wschód - zato­nię­cie łodzi - ku Sti­kle­stad

Lista osób

W Nor­we­gii

OLAF HARALDS­SON, wiking, dowódca, król Nor­we­gów

Harald Gren­land­czyk (Harald Gren­ske), ojciec Olafa, drobny król w Viken, pod­po­rząd­ko­wany kró­lowi duń­skiemu

?sta Gud­brands­dat­ter, matka Olafa, córka moż­no­władcy z Opplan­dene

Sigurd Syr (Sigurd Maciora), ojczym Olafa, drobny król w Rin­ge­rike

Harald Sigurds­son, młod­szy brat przy­rodni Olafa

Astrid, żona Olafa, córka Olofa Skötkonunga

Ulvhild, córka Olafa i Astrid

Alvhild, według sagi nałoż­nica Olafa

Magnus, syn Olafa i Astrid

Bj?rn "Stal­lare", wódz dru­żyny i dowódca armii

Tord, dru­żyn­nik dzier­żący pro­po­rzec

Grim­kjell, angiel­ski biskup dru­żyny Olafa, zapewne ze skan­dy­naw­skiego rodu

Sieg­fried, Rudolf, Bern­hard, duchowni przy dru­ży­nie

Olaf Tryg­gva­son, poprzed­nik Olafa Haralds­sona - jako król Nor­we­gów, wróg jar­lów z Lade i rywal duń­skich kró­lów

Jar­lo­wie z Lade

ERYK H?KONSSON, jarl z Lade, sprzy­mie­rze­niec duń­skich kró­lów, uzna­wany za ich pierw­szego wasala; od 1016 roku jarl Nor­tum­brii

H?kon Sigurds­son, ojciec Eryka

Swen H?konsson, brat Eryka

Gyda, żona Eryka, córka Swena Widło­bro­dego

H?kon Eiriks­son, syn i dzie­dzic Eryka, lojalny czło­wiek Knuta

Nor­we­scy moż­no­władcy

Erling Skjalgs­son, nie­ko­ro­no­wany król zachod­niej Nor­we­gii, naj­po­tęż­niej­szy w Nor­we­gii po Ola­fie

Aslak "Łysy" z Fitjar, kuzyn Erlinga Skjalgs­sona

Aslak z Finn?y, czło­wiek Olafa

Erlend z Gjerde, czło­wiek Olafa

Tore Pies (Tore Hund), naj­waż­niej­szy wódz z H?logalandu, lend­mann Olafa, ale nie jego przy­ja­ciel

Asbj?rn, bra­ta­nek Torego, zarządca Olafa wbrew wła­snej woli

H?rek z Tj?tta, czło­wiek Olafa w H?logalandzie

Arne Arn­mods­son z Giske, moż­no­władca z wie­loma kon­tak­tami na wybrzeżu, na pół­nocy i połu­dniu, czło­wiek Olafa

Kalv Arnes­son, syn Arnego, naj­waż­niej­szy czło­wiek Olafa w Tr?ndelagu, z sie­dzibą w Egge

Sigrid, żona Kalva, wdowa po Olvem z Egge

Finn Arnes­son, syn Arnego i brat Kalva, czło­wiek Olafa w Tr?ndelagu, z sie­dzibą w Austr?tt

Tor­berg Arnes­son, Arne Arnes­son, bra­cia Finna i Kalva, także ludzie Olafa

Olve, pan na Egge, pogań­ski moż­no­władca zabity przez Olafa

Tore, Grjot­gard, syno­wie Sigrid i Olvego, pasier­bo­wie Kalva

Einar Tam­bar­skje­lve (Einar Drżący Brzuch), wódz z Tr?ndelagu, z Gim­sar w Gaul­dal

?yvind Urar­horn, czło­wiek Olafa w Aust-Agder

Bryn­jolv Ulvalde, czło­wiek Olafa w Ran­rike

Tord, pan na Steig, czło­wiek Olafa w Gud­brands­da­len

Dale-Gud­brand, pogań­ski wódz, pan na Hun­dorp w Gud­brandsdalen; rywal Torda ze Steig

Kje­til Cielę (Kje­til Kalv), czło­wiek Olafa w oko­li­cach jeziora Mj?sa, z sie­dzibą w Rin­gnes w Stange

Gun­n­hild Sigurds­dat­ter, żona Kje­tila, według sagi przy­rod­nia sio­stra Olafa

Tor­geir, pan na Garmo, czło­wiek Olafa w Otta­da­len

Kró­lo­wie Wessexu

?THELRED, król Anglo­sa­sów, jed­no­cze­śnie słaby i silny, nie­pewny i despo­tyczny

Edgar Spo­kojny, ojciec ?thelreda

Edward, brat ?thelreda

?lfgifu z Yorku, pierw­sza żona ?thelreda, matka wielu z jego dzieci

Edmund Żela­zno­boki, ?dwig, syno­wie ?thelreda i ?lfgifu

Emma, druga żona ?thelreda, sio­stra księ­cia Nor­man­dii, póź­niej żona Knuta

Edward, Alfred, Goda, dzieci ?thelreda i Emmy

Anglo­sa­scy moż­no­władcy

?dric Stre­ona, eal­dor­man i pan Mer­cji; mistrz zawie­ra­nia soju­szy - i zry­wa­nia ich

Beor­tric, brat ?drica Stre­ony

Wulf­noth, rywal Beor­trica

Byrht­noth, eal­dor­man Wessexu i dowódca armii ?thelreda

Ulf­cy­tel "Snil­lingr", eal­dor­man Anglii Wschod­niej, dowódca armii, praw­do­po­dob­nie zięć ?thelreda

Wul­fhild, według nie­pew­nych źró­deł żona Ulf­cy­tela, córka ?thelreda, póź­niej żona Tor­kela Wyso­kiego

?lfhelm z Yorku, eal­dor­man i cen­tralna postać na pół­nocy

Wul­fheah, Ufe­geat, ośle­pieni syno­wie ?lfhelma

Uhtred z Bam­bur­gha, eal­dor­man Nor­tum­brii, naj­pierw sprzy­mie­rzony ze Swe­nem, potem z Edmun­dem Żela­zno­bo­kim

Sige­ferth, Mor­car, pół­noc­no­an­giel­scy tano­wie, wro­go­wie ?drica

Anglo­sa­scy przy­wódcy kościelni

?lfheah, arcy­bi­skup Can­ter­bury

Wul­fstan, arcy­bi­skup Yorku i surowy kry­tyk braku bogo­boj­no­ści u Anglo­sa­sów

Ead­noth, biskup Dorche­steru

Duń­scy kró­lo­wie

KNUT SVE­INS­SON, "Wielki", król wielu państw nad Morzem Pół­noc­nym

Swen Widło­brody, ojciec Knuta

Gun­n­hild, matka Knuta, zwana też Świę­to­sławą, z pol­skiej dyna­stii Pia­stów1

Harald Sino­zęby, dziad Knuta

Gorm Stary, pra­dziad Knuta

Harald Sve­ins­son, brat Knuta

Gyda Sve­ins­dat­ter, sio­stra Knuta, żona jarla Eryka

Estrid Sve­ins­dat­ter, sio­stra Knuta

?lfgifu z Nor­thamp­ton, pierw­sza żona Knuta2, córka ?lfhelma z Yorku

Swen Knuts­son, syn Knuta i ?lfgifu, jako chło­piec król Nor­we­gii, pod­po­rząd­ko­wany ojcu

Harald Knuts­son, syn Knuta i ?lfgifu

Har­dek­nut, Gun­n­hild, dzieci Knuta i Emmy

Dowódcy w służ­bie duń­skich kró­lów

Tor­kel Wysoki, samo­wolny wódz duń­ski, po 1016 roku jarl Anglii Wschod­niej

Hem­ming, młod­szy brat Tor­kela

Eglaf, Ulv, dowódcy w armii Tor­kela

Lac­man, wódz w służ­bie Duń­czy­ków w Anglii, part­ner Olafa w służ­bie nor­mań­skiej

W Szwe­cji

ANUND JAKUB, młody król Szwe­dów, szwa­gier Olafa

Olof Skötkonung, ojciec Anunda Jakuba

Inge­gerd, sio­stra Anunda Jakuba

Astrid, sio­stra Anunda Jakuba, żona Olafa Haralds­sona

Jarl Ragnvald, praw­do­po­dob­nie rzą­dził pań­stwem Szwe­dów, gdy król Anund Jakub był dziec­kiem

Ulf, dowódca armii króla Anunda Jakuba, być może syn jarla Ragnvalda

W Nor­man­dii

RYSZARD II, książę Nor­ma­nów o skan­dy­naw­skich korze­niach, brat kró­lo­wej Anglo­sa­sów Emmy

Robert, brat Ryszarda i Emmy, arcy­bi­skup Rouen

Ryszard I, ojciec Ryszarda, Emmy i Roberta

Gun­nor, pocho­dząca z Danii matka Ryszarda, Emmy i Roberta

Inne euro­pej­skie posta­cie

Robert II z dyna­stii Kape­tyn­gów, król Fran­cji

Kon­rad II, książę Fran­ko­nii w Bawa­rii, od 1027 roku cesarz rzym­ski

Jan XIX, papież

Unwan, arcy­bi­skup Bremy i Ham­burga

Wil­helm V, hra­bia Poitiers i książę Akwi­ta­nii

Odon II, hra­bia Blois, Char­tres, Châteaudun, Beau­vais i Tours; rywal księ­cia Nor­ma­nów

Solo­mon, pan w twier­dzy Odona - Dol

Ulryk II z Turynu, książę Lom­bar­dii

Alfons V, król Leónu

San­cho III, król Nawarry

Mieszko I, książę Polan z dyna­stii Pia­stów, dziad Knuta

Bole­sław I, syn Mieszka, wuj Knuta

Ste­fan I, król Węgrów

Jaro­sław Mądry, wielki książę kijow­ski i książę nowo­grodzki, żonaty z Inge­gerd, córką Olofa Skötkonunga

Kali­fat Kor­doby

Hiszam II, kalif Kor­doby

Al-Man­sur, "ten, który dostar­czał nam nie­wol­ni­ków", wezyr i rze­czy­wi­sty władca Kor­doby

Abd al-Malik, syn i następca Al-Man­sura

Muham­mad II, Sulej­man II, rywa­li­zu­jący kali­fo­wie

Skal­do­wie

Sigvat Tords­son, naj­waż­niej­szy skald Olafa i jego zaufany czło­wiek; two­rzył poezję dla wielu kró­lów i moż­nych

Tófa, córka Sigvata

Tord Sigval­de­skald, ojciec Sigvata, kupiec i skald, który słu­żył Ola­fowi w Anglii

Ottar Czarny, Tora­rin Sła­wiący Język, Gis­sur Czarny "Złota Brew", Tor­mod Ber­sa­son "Skald Czar­no­bre­wej", Tor­finn Usta, podró­żu­jący skal­do­wie, któ­rzy two­rzyli mię­dzy innymi dla Olafa

1241

Przy­byli przez bez­ludne, żółte mokra­dła niczym kara­wana prze­mie­rza­jąca pusty­nię. Grupa liczyła około trzy­dzie­stu męż­czyzn na wytrzy­ma­łych kudła­tych koniach, tak niskich, że stopy jeźdź­ców nie­mal wle­kły się po ziemi. Jechali już długo przez prze­ci­na­jące wyżynny kra­jo­braz doliny, nad sobą mając ptaki i mil­czące góry. Miej­scem spo­tka­nia miała być posia­dłość Sau?afell, leżąca na mokrej, poro­śnię­tej trawą rów­ni­nie w obję­ciach fiordu na sma­ga­nym wia­trem zachod­nim wybrzeżu Islan­dii. Gdy dotarli do celu, przy­wi­tał ich Snorri Stur­lu­son.

Czę­sto się tak spo­ty­kali w jed­nej z wielu posia­dło­ści nale­żą­cych do Snor­riego lub pozo­sta­ją­cych pod jego zwierzch­no­ścią. Wie­czo­rem, kiedy służba i towa­rzy­sze podróży grzali się i odpo­czy­wali w budyn­kach Sau?afell, Snorri zebrał część przy­by­łych wokół sie­bie. Jeden z nich, Sturla Pór?arson, miał póź­niej opi­sać to spo­tka­nie w sadze opo­wia­da­ją­cej o jego rodzie i cza­sach. Był bra­tan­kiem Snor­riego, jed­nym z wielu; nale­żał do tych, któ­rzy znali go naj­le­piej. Dora­stał w domu Snor­riego, a sam mistrz uczył go czy­tać, pisać i opo­wia­dać.

Nie­wiele się od niego dowia­du­jemy, pozna­jemy ledwo kilka prze­bły­sków z tego, co na pewno było dłu­gim wie­czo­rem przy ogniu. Saga mówi, że sie­dzieli w domku znaj­du­ją­cym się na dzie­dzińcu. Wła­śnie przy­pły­nęła łódź z Nor­we­gii zała­do­wana piwem, które przy­nie­siono do domu. Jakiś młody męż­czy­zna roz­lał je do pucha­rów. Gdy na zewnątrz zapa­dał jesienny mrok, ludzie wymie­niali się wia­do­mo­ściami, ukła­dali plany i pili.

Był rok 1241, połowa wrze­śnia. Snorri liczył sobie wtedy sześć­dzie­siąt jeden lub sześć­dzie­siąt dwa lata, co w XIII wieku sta­no­wiło bar­dziej impo­nu­jący wiek niż dzi­siaj, wciąż jed­nak nie był na tyle stary, aby nie pozo­stało mu jesz­cze wiele lat życia. Włosy miał posi­wiałe, policzki rumiane i był gruby - postawny, jak na wodza przy­stało - za sprawą ary­sto­kra­tycz­nego życia oraz spo­ży­wa­nia dużych ilo­ści naj­lep­szego jadła i napo­jów. Czy­tamy, że tam­tego wie­czoru był "bar­dzo wesoły".

Ta ostat­nia infor­ma­cja zaska­kuje. Nie tylko dla­tego, że trzeźwe i mini­ma­li­styczne islandz­kie sagi rodowe rzadko infor­mują w ten spo­sób o nastro­jach ludzi, ale rów­nież z tego powodu, że wszystko inne, co wiemy o sytu­acji Snor­riego w tym momen­cie jego życia, wska­zuje, że nie miał wielu powo­dów do rado­ści.

Zale­d­wie dwa tygo­dnie wcze­śniej stra­cił kobietę, z którą prze­żył ostat­nie lata. Zmarła z powodu cho­roby. Wiemy, że opła­ki­wał ją z głębi serca.

A jej śmierć była tylko jed­nym z wielu nie­szczęść.

Rok wcze­śniej Snorri popeł­nił brze­mienny w skutki błąd. Sta­ra­jąc się zyskać jesz­cze więk­szą wła­dzę i bogac­two, wplą­tał się w plan zama­chu na króla Nor­we­gii H?kona IV H?konssona. Bunt stłu­miono, a zamor­scy współ­spi­skowcy Snor­riego zostali zabici, ucie­kli lub się pod­dali. Rola Snor­riego w spi­sku została wykryta i wła­śnie miał ponieść tego kon­se­kwen­cje. Król, sil­niej­szy niż kie­dy­kol­wiek wcze­śniej, otwar­cie uwa­żał go za zdrajcę i wroga. W ostat­nim cza­sie kupił lojal­ność zna­czą­cych islandz­kich mężów za obiet­nice przy­szłych sta­no­wisk. Pod kró­lew­ską pre­sją roz­pa­dła się sieć powią­zań, którą Snorri mozol­nie budo­wał wokół sie­bie przez całe życie. Nikt nie uwa­żał już Snor­riego za naj­waż­niej­szego czło­wieka Islan­dii. Sta­rzy rywale i dawni sojusz­nicy zjed­no­czyli się we wspól­nym opo­rze, napę­dza­nym przez mie­sza­ninę zazdro­ści, poli­tycz­nego opor­tu­ni­zmu oraz roz­go­ry­cze­nia jego osła­wioną chci­wo­ścią i wystaw­nym sty­lem życia. Nad­cho­dziła nowa epoka, a rywale Snor­riego byli nowymi ludźmi. Jego życie zna­la­zło się w nie­bez­pie­czeń­stwie, na pewno o tym wie­dział.

Gdy sie­dzieli przy piwie, Snorri wycią­gnął dziwny list, który otrzy­mał kilka dni wcze­śniej. Skre­ślono go tzw. pismem żebra­czym, rodza­jem kodu pisa­nego runami, uży­wa­nym cza­sami do prze­ka­zy­wa­nia taj­nych wia­do­mo­ści. Snorri nie znał pisma żebra­czego i bez powo­dze­nia pró­bo­wał odszy­fro­wać, co tam napi­sano. Dał list towa­rzy­szom. Pozo­stali też nie potra­fili go prze­czy­tać, ale zga­dzali się, że list spra­wia wra­że­nie ostrze­że­nia, być może groźby.

A jed­nak bra­ta­nek pisze, że Snorri był bar­dzo wesoły. Czy śmiał się z iro­nii kry­ją­cej się w ostrze­że­niu, któ­rego nie dało się odszy­fro­wać?

Następ­nego dnia Snorri towa­rzy­szył męż­czy­znom, gdy opusz­czali Sau?afell. Zwartą grupą jechali konno w głąb bez­cza­so­wego kra­jo­brazu zachod­niej Islan­dii przez czarny pia­sek, żółte zie­mie i lodo­wate, płyt­kie rzeki, które ostrymi zakrę­tami pły­nęły ku morzu. Odpo­częli w innym gospo­dar­stwie, zje­dli wspól­nie posi­łek, a potem ich drogi się roze­szły. Grupa główna ruszyła w jedną stronę, a Snorri w drugą. Zabraw­szy tylko sługę, udał się przez roz­le­głą, złotą dolinę w kie­runku swo­jego domu - posia­dło­ści Rey­kholt.

Ni­gdy wię­cej go nie zoba­czyli.

Rey­kholt leżało na niskim wznie­sie­niu, na łagod­nie opa­da­ją­cym, zale­sio­nym zbo­czu, z wido­kiem na spo­koj­nie pły­nącą rzekę, oto­czoną nie­wiel­kimi spła­chet­kami ziemi i pastwi­skami dla krów i owiec. Odle­głość była na tyle nie­duża, że Snorri praw­do­po­dob­nie dotarł do domu tego samego wie­czoru.

Gospo­dar­stwo nale­żało do naj­więk­szych i bez wąt­pie­nia naj­kosz­tow­niej­szych na Islan­dii, miało zarówno impo­no­wać, jak i funk­cjo­no­wać jako wygodne, luk­su­sowe domo­stwo w tym suro­wym kraju. Wyglą­dało jak pomnik wyjąt­ko­wego sta­tusu i cha­rak­teru swo­jego wła­ści­ciela. Wiele lat wcze­śniej Snorri kazał je oto­czyć murem wyso­ko­ści kilku metrów, z torfu, ziemi i kamieni, na tyle dłu­gim i sze­ro­kim, że mogło na nim sta­nąć jed­no­cze­śnie dwu­stu męż­czyzn. Oprócz zwy­kłych bram w murze była też taka, którą opusz­czało się i pod­no­siło, oraz wieża, tak że całe zało­że­nie przy­po­mi­nało skrzy­żo­wa­nie dużego islandz­kiego gospo­dar­stwa i zameczku w rodzaju tych, w jakich miesz­kali angiel­scy i fran­cu­scy ary­sto­kraci.

Z gorą­cego źró­dła znaj­du­ją­cego się o rzut kamie­niem od muru uno­siła się biała para o zapa­chu siarki. Poprzez pomy­słową sieć pod­ziem­nych rur, być może inspi­ro­waną arab­skimi sys­te­mami do kąpieli i iry­ga­cji, źró­dło dostar­czało natu­ral­nie pod­grzaną wodę do łaźni w obrę­bie murów oraz kamien­nego basenu poza nimi, gdzie Snorri sia­dy­wał z przy­ja­ciółmi.

Wewnątrz murów stały niczym w cia­sno zabu­do­wa­nej wio­sce grupki dużych i małych budyn­ków kry­tych tor­fo­wymi dachami; maga­zyny, kuch­nia gospo­dar­cza, kościół, dom z miej­scami do spa­nia i pracy dla całej nie­wiel­kiej spo­łecz­no­ści - skła­da­ją­cej się z parob­ków, księży i służby - i oka­zała sala paradna ozdo­biona kili­mami oraz innymi darami przy­wie­zio­nymi przez Snor­riego z podróży. Naj­więk­sze domy zbu­do­wane były z bali z wiel­kich drzew, które nie rosły natu­ral­nie na Islan­dii, lecz zostały ścięte i okrze­sane w Nor­we­gii i dużym kosz­tem prze­trans­por­to­wane przez morze.

Pośrodku kom­pleksu znaj­do­wała się izba pisar­ska, mała pra­cow­nia z pió­rami, inkau­stem i zbio­rem ksią­żek. To wła­śnie tam Snorri pisał lub dyk­to­wał piśmien­nym księ­żom swoje ocie­ka­jące krwią dzieła o trium­fach i klę­skach bogów oraz ludzi.

Rey­kholt od dawna sta­no­wiło praw­dziwe cen­trum wła­dzy reli­gij­nej, poli­tycz­nej i gospo­dar­czej, lecz Snorri w ciągu swego dłu­giego życia uczy­nił je także wio­dą­cym na Islan­dii świec­kim ośrod­kiem nauki. Było to miej­sce wspa­nia­łych przy­jęć i uczo­nych stu­diów, pod­czas któ­rych spory o wła­dzę, pie­nią­dze i majątki zle­wały się w natu­ralną całość z muzyką i opo­wia­da­niem histo­rii. W gospo­dar­stwie stale miesz­kała i pra­co­wała grupa księży, któ­rzy mię­dzy innymi poma­gali Snor­riemu w zapi­sy­wa­niu fak­tów i fik­cji. Róż­nego rodzaju muzycy i arty­ści wystę­pu­jący przed publicz­no­ścią przy­cho­dzili i odcho­dzili. Pod dachem Snor­riego sypiali zna­mie­nici goście.

Jed­nak w ostat­nich dniach życia Snor­riego posia­dłość była spo­koj­nym miej­scem, nie licząc obec­no­ści kilku słu­żą­cych i jed­nego czy dwóch księży. Pomimo groź­nego listu, który otrzy­mał, gospo­darz raczej się nie spo­dzie­wał, aby coś się miało wyda­rzyć. Gdy wró­cił do domu, nie wyzna­czył nikogo do pil­no­wa­nia murów. Nikt nie zamknął na noc bram. Snorri spał w łóżku w izbie na pię­trze dużego domu na środku dzie­dzińca.

Nie wie­dział, że jego wro­go­wie zebrali się w tajem­nicy i ukryli na wyży­nach. Ich zwia­dowcy obser­wo­wali gospo­dar­stwo i ludzi w doli­nie.

Wie­czo­rem 22 wrze­śnia, w nie­dzielę, grupa skła­da­jąca się z czte­ry­stu męż­czyzn wje­chała konno do doliny w miej­scu poło­żo­nym dalej na pół­noc i zablo­ko­wała drogę, na wypa­dek gdyby ludzie Snor­riego przy­byli mu na ratu­nek. Przy­pad­kiem był to dzień Świę­tego Mau­ry­cego, patrona miecz­ni­ków i żoł­nie­rzy.

Następ­nego wie­czoru inna grupa, licząca sie­dem­dzie­się­ciu zbroj­nych, ruszyła konno ku Rey­kholt pod osłoną ciem­no­ści. Nie­po­strze­że­nie pod­je­chali aż pod mury, gdzie zesko­czyli z koni i nie­za­trzy­my­wani prze­szli przez otwarte bramy. Wielu z nich dobrze znało dzie­dzi­niec i różne budynki, ponie­waż bywali tam wcze­śniej jako goście Snor­riego. Intruzi zde­cy­do­wa­nym kro­kiem pode­szli pod dom, w któ­rym spał Snorri, i zaczęli szar­pać drzwi wej­ściowe. Były one zamknięte od środka.

Snor­riego na pewno obu­dziły odgłosy docho­dzące z dworu. Jak na swój wiek musiał się poru­szać nad­zwy­czaj szybko, bo w krót­kim cza­sie, gdy intruzi wywa­żali drzwi, zdą­żył się wydo­stać z sypialni, zbiec po scho­dach i uciec z budynku innymi drzwiami. Przy­pusz­czal­nie był nagi lub ubrany w strój do spa­nia.

Pod­czas gdy nie­pro­szeni goście prze­trzą­sali zabu­do­wa­nia, a służbę ogar­niały dez­orien­ta­cja i strach, stary, gruby męż­czy­zna nie­po­strze­że­nie prze­kradł się do jed­nego ze sto­ją­cych ściana w ścianę małych domów. W panu­ją­cych w środku kom­plet­nych ciem­no­ściach wpadł na księ­dza, który posłu­gi­wał w znaj­du­ją­cym się w posia­dło­ści kościele. Poro­zu­mie­wali się szep­tem.

Zale­d­wie kilka metrów dalej, po dru­giej stro­nie ściany, wiły się krę­cone schody wio­dące w dół, do czę­ściowo ukry­tego kory­ta­rza bie­gną­cego pod murem ku wol­no­ści. Snorri zbu­do­wał ten dom tak, aby móc przejść suchą stopą, chro­niony przed wia­trem, do gorą­cego basenu. Ale nie sko­rzy­stał z tej drogi - star­szy męż­czy­zna ucie­ka­jący bez cie­płych ubrań nie prze­żyłby długo zimną, jesienną nocą na Islan­dii. Zamiast tego wpełzł do uży­wa­nej jako maga­zyn cia­snej piw­nicy znaj­du­ją­cej się w poło­wie nad zie­mią.

Sie­dział tam, gdy intruzi zna­leźli księ­dza. Ze swej kry­jówki pew­nie sły­szał toczącą się tuż nad jego głową roz­mowę. Ksiądz, lojal­nie, lecz nada­remno, sta­rał się go ura­to­wać. Intruzi wezwali swo­jego przy­wódcę. Kiedy ten zapy­tał księ­dza, gdzie scho­wał się Snorri, kapłan odpo­wie­dział, że ni­gdzie go nie widział. Nie uwie­rzono mu, więc pró­bo­wał nego­cjo­wać. Powie, gdzie jest jego pan, jeżeli tylko wcze­śniej przy­się­gną, że oszczę­dzą życie Snor­riego.

Nie wiemy, jak ksiądz ujaw­nił kry­jówkę, ale to zro­bił. Może rzu­cił okiem w stronę zej­ścia do piw­nicy. Może pod­dał się lękowi przed śmier­cią i wska­zał ją napast­ni­kom. W każ­dym razie zna­leźli ją i pię­ciu męż­czyzn zeszło w ciem­ność.

Gdy pierw­szy z tej piątki pod­szedł do Snor­riego z wycią­gnię­tym mie­czem, ten powie­dział: "Nie zabi­jaj ostrzem!". Było to piąte przy­ka­za­nie, nie zabi­jaj, w for­mie uży­wa­nej przez islandz­kich księży w cza­sach Snor­riego. "Zabij go! " - powie­dział jeden z męż­czyzn. "Nie zabi­jaj ostrzem!" - powtó­rzył Snorri. Męż­czy­zna sto­jący na prze­dzie ude­rzył mie­czem. Pod­szedł do niego drugi i ude­rzył po raz kolejny. Mówiono potem, że to pierw­szy cios zadał śmier­telną ranę, od któ­rej Snorri się wykrwa­wił.

Wieść o śmierci Snor­riego szybko obie­gła całą Islan­dię. Ci, któ­rzy byli tam­tej nocy w Rey­kholt, zarówno zabójcy, jak i służba Snor­riego, opo­wia­dali wła­sne histo­rie o tym, jak to się stało. Póź­niej - może po kilku latach - bra­ta­nek Snor­riego napi­sał swoją sagę. Prze­ka­zał to, co wie­dział o ostat­niej nocy stryja, szcze­gó­łowo i trzeźwo, bez ocen i komen­ta­rzy.

Opi­su­jąc śmierć stryja, odtwo­rzył też wie­czór kilka dni przed tra­ge­dią, gdy sie­dzieli razem w izdebce na ciem­nym dzie­dzińcu Sau?afell. To, co prze­ka­zał - łódź z Nor­we­gii, picie piwa, zagad­kowy list - musiało mieć dla niego szcze­gólne zna­cze­nie. To był ostatni wie­czór, który spę­dzili razem.

* * *

Iro­nią losu można okre­ślić fakt, że Snorri zgi­nął w ten wła­śnie spo­sób. Nie tylko dla­tego, że taki zamożny czło­wiek jak on zmarł, w ciem­nej piw­nicy bła­ga­jąc o życie, lecz rów­nież z tego powodu, że padł ofiarą sił, na któ­rych stu­dio­wa­nie i opi­sy­wa­nie poświę­cił dużą część życia. Nikt inny w jego cza­sach nie przed­sta­wiał logiki wła­dzy i prze­mocy z równą pre­cy­zją jak on.

Snorri prak­ty­ko­wał szcze­gólną, liczącą wów­czas już kilka setek lat islandzką tra­dy­cję nar­ra­cyjną, która zbie­rała, kul­ty­wo­wała i prze­ka­zy­wała dalej wie­dzę o nor­dyc­kiej pra­hi­sto­rii. Był skal­dem, dzie­dzi­cem islandz­kich poetów nadwor­nych w służ­bie daw­nych wikiń­skich kró­lów, ludzi znaj­du­ją­cych się bli­sko wła­dzy i opi­su­ją­cych ją za pomocą poezji. Snorri znał na pamięć setki sta­rych utwo­rów skal­dycz­nych i potra­fił opo­wia­dać dłu­gie, skom­pli­ko­wane histo­rie o wyda­rze­niach z daw­nych cza­sów, ocza­ro­wu­jąc nimi słu­cha­czy.

Jego wyjąt­kowy talent do snu­cia opo­wie­ści wią­zał się z tym, że Snorri repre­zen­to­wał sobą rzad­kie połą­cze­nie popu­lar­nego poli­tyka i uta­len­to­wa­nego pisa­rza. Wie­dział, jak dzia­łają możni, bo sam był jed­nym z nich. Rów­no­le­gle z pisa­niem swo­ich dzieł przez dzie­się­cio­le­cia dążył zde­cy­do­wa­nie i inte­li­gent­nie, według wszel­kich zasad sztuki, do wpły­wów i bogac­twa. Stał się naj­po­tęż­niej­szym przy­wódcą na Islan­dii, swego rodzaju nie­ko­ro­no­wa­nym kró­lem rodzin­nej wyspy. Dzięki doświad­cze­niu umiał jak nikt inny uchwy­cić czło­wie­czeń­stwo w poli­tyce i poli­tykę w czło­wieku.

Jego sagi kró­lew­skie były zarówno opo­wie­ściami o prze­szło­ści, jak i pod­ręcz­ni­kami do nauki ponad­cza­so­wej sztuki wła­dzy. Snor­riego zaj­mo­wało spra­wo­wa­nie wła­dzy na pozio­mie prak­tycz­nym - co działa, a co nie; wiel­kie zwy­cię­stwa i wiel­kie błędy.

Szcze­gól­nie żywo inte­re­so­wała go jedna histo­ria wiel­ko­ści i upadku. Histo­ria kariery poli­tycz­nej, która z per­spek­tywy naszych cza­sów wydaje się ude­rza­jąco podobna do kariery Snor­riego. Dzieje czło­wieka, który rów­nież chciał być potęż­niej­szy niż kto­kol­wiek wcze­śniej w jego kraju, czło­wieka, który zawie­rał soju­sze, z kim się dało, aby stwo­rzyć wokół sie­bie sieć lojal­nych ludzi, lecz podob­nie jak Snorri zra­żał innych swoim upo­rem i nie­na­sy­ce­niem. On także zro­bił sobie wroga z króla Nor­we­gii, jego wła­dza też roz­cią­gała się ponad morzami i górami, on także kupo­wał lojal­ność obiet­ni­cami. On rów­nież popeł­nił błąd u szczytu kariery i zakoń­czył życie kom­pletną klę­ską. On też zyskał nie­śmier­tel­ność.

To histo­ria Olafa Haralds­sona.

Do cza­sów Snor­riego od bitwy pod Sti­kle­stad żyło i umarło dzie­sięć poko­leń, a król, który zgi­nął w owej bitwie, zdą­żył się prze­obra­zić w nie­zwy­kle silny sym­bol dla całego nor­dyc­kiego świata. Dla nor­we­skiego rodu kró­lew­skiego "Święty Olaf" był wybit­nym przod­kiem legi­ty­mi­zu­ją­cym prawo dyna­stii do tronu. Kościół uwa­żał go za męczen­nika, który wyrwał Nor­we­gów z objęć sza­tana, ofia­ro­wu­jąc im chrze­ści­jań­stwo. Dla ludzi morza był dają­cym bez­pie­czeń­stwo patro­nem, który trzy­mał nad nimi chro­niącą dłoń przy sil­nym wie­trze. W oczach chło­pów sta­no­wił uoso­bie­nie wyobra­że­nia o dobrym królu, szla­chet­nej i wiecz­nej sile na wyso­ko­ści, która ochra­nia ich jak dobry ojciec, broni daw­nych praw, dba o porzą­dek i spra­wie­dli­wość mię­dzy ludźmi.

Święty Olaf był obok Naj­święt­szej Maryi Panny naj­po­pu­lar­niej­szym świę­tym kra­jów nor­dyc­kich, czczo­nym z wiel­kim zapa­łem przez miesz­kań­ców całej Europy Pół­noc­nej. Każ­dego roku rze­sze piel­grzy­mów wędro­wały na pół­noc po kamie­ni­stych ścież­kach doliny Gud­brands­da­len i przez góry Dovre, aby dotrzeć do trumny ze świę­tymi szcząt­kami, sto­ją­cej na głów­nym ołta­rzu w kate­drze Nida­ros. Olaf stał się epo­ni­mem dla wiel­kich posia­dło­ści w Nor­we­gii i Islan­dii, mię­dzy innymi w Hvam­mur, gdzie dora­stał Snorri. Ola­fowi poświę­cano kościoły w Anglii i Fry­zji, w Nowo­gro­dzie i dale­kim Kon­stan­ty­no­polu.

Kościelne opo­wie­ści o Ola­fie miały sta­no­wić reli­gijną inspi­ra­cję. Mówiły o cudach czy­nio­nych przez świę­tego króla prze­peł­nio­nego boską mocą. Jed­nak we mgle utka­nej z wiary i nadziei, peł­nej cudów i zna­ków, w XIII wieku żyły też pozo­sta­ło­ści innej tra­dy­cji. Dawne wier­sze skal­dów, opo­wie­ści prze­ka­zy­wane przez dwie­ście lat z ust do ust oraz histo­ryczne dzieła z XII wieku opo­wia­da­jące o wojow­ni­czym królu, który żył i umarł na tym świe­cie, był omyl­nym czło­wie­kiem, nie­wąt­pli­wie z krwi i kości, nie tylko dobrym i mądrym, lecz rów­nież zaro­zu­mia­łym i nie­roz­sąd­nym, ambit­nym i bru­tal­nym.

Los Olafa trudno zro­zu­mieć i wytłu­ma­czyć. Był kró­lem, któ­rego wypę­dził i zabił wła­sny lud, dla­tego na pewno sam zawi­nił swo­jemu upad­kowi. Cisnące się na usta pyta­nie naro­dzone z tej zagma­twa­nej, para­dok­sal­nej tra­dy­cji brzmiało, dla­czego i w jaki spo­sób nad wyraz ziem­ski wódz wikin­gów Olaf mógł stać się narzę­dziem Boga. Hagio­gra­fo­wie z XII wieku i daw­niejsi auto­rzy sag pró­bo­wali roz­wią­zać ten pro­blem, przed­sta­wia­jąc króla jako postać podobną Chry­stu­sowi, która została zło­żona w ofie­rze przez wła­sny lud i w ten spo­sób go zba­wiła.

Jeśli cho­dzi o Snor­riego, praca nad zro­zu­mie­niem naj­bar­dziej iko­nicz­nego nor­dyc­kiego króla wydaje się jego trwa­jącą przez całe życie obse­sją, swego rodzaju życio­wym pro­jek­tem lite­rac­kim. W mło­do­ści Snorri zgro­ma­dził i usys­te­ma­ty­zo­wał olbrzy­mie ilo­ści wie­dzy o świę­tym królu i jego cza­sach pocho­dzą­cej ze star­szych dzieł histo­rycz­nych, wciąż zna­nych utwo­rów wła­snych skal­dów Olafa, z opo­wie­ści sta­rych ludzi, nie­zli­czo­nych źró­deł, które póź­niej ule­gły znisz­cze­niu.

Snorri nie poda­wał w wąt­pli­wość opo­wie­ści hagio­gra­ficz­nych, ale nie takie kwe­stie sta­no­wiły cen­trum jego zain­te­re­so­wa­nia. Bar­dziej cie­ka­wiła go ziem­ska kariera Olafa niż nie­biań­ska. Odrzu­cał część ugrun­to­wa­nej tra­dy­cji doty­czą­cej cudów i cza­rów, które zapewne uwa­żał za nie­moż­liwe i które nie wpa­so­wy­wały się w naj­bar­dziej inte­re­su­jący go temat - gry mię­dzy ludźmi. Duża część jego dzieł wska­zuje, że Snorri pró­bo­wał dociec, gdzie Olaf popeł­nił błąd, co zro­bił źle. Czy był zbyt łagodny? Zbyt surowy? Jak mógł utra­cić wszystko, co zbu­do­wał? Tak samo jak inni auto­rzy sag Snorri dopeł­niał to, co wie­dział i w co wie­rzył, two­rze­niem i zga­dy­wa­niem, więc jego dzieła przy­bie­rały nie­mal formę fik­cji lite­rac­kiej. W ten spo­sób wie­dza o prze­szło­ści łączyła w sobie artyzm i logikę, two­rząc kom­pletne opo­wie­ści, nada­jące się do zaba­wia­nia, kształ­ce­nia i wycho­wy­wa­nia miesz­kań­ców kra­jów nor­dyc­kich w XIII wieku.

Gdy Snorri w wieku czter­dzie­stu lat po raz pierw­szy popły­nął do Nor­we­gii, miał ze sobą swoje dzieło o królu Ola­fie. Była to jego pierw­sza saga; praca nad nią zajęła mu wiele czasu. Ta saga jest naj­dłuż­sza ze wszyst­kich napi­sa­nych w śre­dnio­wie­czu, nie­zwy­kle szcze­gó­łowa jak na swoje czasy, nie­mal tak długa jak pięt­na­ście sag Snor­riego o innych kró­lach łącz­nie. Zapre­zen­to­wał ją na kró­lew­skim dwo­rze, chwa­lono go tam i kry­ty­ko­wano i praw­do­po­dob­nie zachę­cano do dal­szego pisa­nia.

Snorri podró­żo­wał przez kró­le­stwa Nor­we­gii i Szwe­cji, na wła­sne oczy oglą­da­jąc zie­mie, które dwie­ście lat wcze­śniej prze­mie­rzał Olaf ze swo­imi ludźmi. Spo­ty­kał osoby, które opo­wia­dały nie­znane mu dotąd histo­rie. Po powro­cie na Islan­dię napi­sał nową, krót­szą i popra­wioną wer­sję sagi. Jest to ostat­nia śre­dnio­wieczna saga o Ola­fie, swego rodzaju dopeł­nie­nie opo­wie­ści o życiu i śmierci świę­tego króla. Dziś zali­cza się ją do lite­rac­kich maj­stersz­ty­ków Snor­riego.

Po ukoń­cze­niu tej sagi uzu­peł­nił ją krót­szymi o kró­lach żyją­cych przed Ola­fem i o tych, któ­rzy nade­szli po nim, od zamierz­chłej prze­szło­ści, gdy na ziemi pano­wał król bogów Odyn, po czasy na kilka lat przed wła­snymi naro­dzi­nami. Tak powstał zbiór sag kró­lew­skich, które znamy pod nazwą Heim­skrin­gla. Histo­rie gładko prze­cho­dzą jedna w drugą, two­rząc więk­szą opo­wieść - opo­wieść o wybra­nej, pra­sta­rej świę­tej dyna­stii wład­ców, która zjed­no­czyła kró­le­stwo i prze­ka­zała je swoim następ­com.

To mit zało­ży­ciel­ski, na któ­rym Nor­we­go­wie zbu­do­wali swój kraj.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki