Esmeralda i inne opowiadania - Gerald Durrell

Kup ebooka

37.00 zł
29.60 zł (21,90 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

1

Esmeralda

Wśród regionów pięknej Francji istnieje też i taki, na samą myśl o którym oko smakosza zasnuwa mgiełka rozmarzenia, policzki powlekają się rumieńcem, kubki smakowe ulegają pobudzeniu, a ślina napływa do ust. Region ów nosi urokliwą nazwę Périgord. To tutaj kasztany i orzechy osiągają zadziwiającą wielkość, to tutaj poziomki wydzielają aromat tak intensywny jak buduar kurtyzany. Skórka tutejszych jabłek, gruszek i śliwek skrywa soczysty miąższ, mięso kurcząt, kacząt i gołębi jest jędrne i delikatne, masło żółte jak promienie słońca, zaś śmietanka na wierzchu maselnicy tak gęsta, że da się na niej postawić lampkę wina. Oprócz owych dobrodziejstw Périgord może nas uraczyć jeszcze jednym znakomitym rarytasem, jakim jest zagrzebana w ilastej glebie okolicznych dębowych lasów trufla - ten grzyb troglodyta, żyjący pod powierzchnią leśnej ściółki, czarny niczym kot wiedźmy i o zapachu tak upojnym jak wszystkie aromaty Arabii.

W tej to rozkosznej części świata natrafiłem na małą uroczą osadę, gdzie zatrzymałem się w niewielkim hoteliku o nazwie Pod Trzema Gołębiami. Mój gospodarz, Jean Pettione, był jowialnym jegomościem, którego facjata za sprawą wina przybrała rudobrunatną barwę słodkiego jabłka. O tej porze roku - a była to jesień - lasy mieniły się całą paletą barw, od złota po brązy. Aby się nimi nacieszyć, uprosiłem pana Pettione, by przygotował mi coś na piknik, a następnie wybrałem się swoim samochodem na przejażdżkę po okolicy. Zaparkowawszy auto, zagłębiłem się w las, by napawać się feerią barw i osobliwie magicznymi kształtami rosnących wszędzie muchomorów. Na chwilę przysiadłem na zwalistym pniu wiekowego dębu, aby się posilić, a gdy tylko skończyłem, w plątaninie zwiędłych paproci o barwie imbiru rozległ się szelest i oto wychynęła z nich sporych rozmiarów świnia. Była równie zdumiona moim widokiem, jak ja jej nieoczekiwanym pojawieniem się. Wpatrywaliśmy się w siebie z zaciekawieniem.

Na oko ważyła jakieś sto kilogramów. Miała gładką różową skórę pokrytą brzoskwiniowym meszkiem, a także kilka ozdobnych, prawie ponętnych czarnych plamek, umieszczonych przez naturę z dbałością o szczegół podobną tej, z jaką zwykły się nimi ozdabiać siedemnastowieczne damy. W małych złocistych oczkach czaiły się mądrość i coś łobuzerskiego. Uszy miała oklapnięte niczym skrzydła kornetu zakonnicy, a spomiędzy nich dumnie wyzierał ryj, pokryty subtelnymi zmarszczkami - jego koniec przypominał jedno z owych wiktoriańskich narzędzi do udrażniania instalacji kanalizacyjnych. Błyszczące kopyta cechowała elegancja, ogon zaś był niczym cudowny, podkręcony różowy znak zapytania - siła napędowa niosąca zwierzę poprzez życie. Wbrew temu, co można by sądzić, stworzenie roztaczało wokół siebie nie tyle aurę prosięcia, ile raczej jakiś subtelny aromat przywodzący na myśl okryte kwieciem wiosenne łąki. Nigdy wcześniej nie czułem, by świnia wydzielała podobny zapach. Wytężałem pamięć, żeby przypomnieć sobie, kiedy po raz ostatni czułem podobnie upojny, magiczny aromat - i w końcu mnie olśniło. Zjeżdżałem kiedyś w dół hotelową windą w towarzystwie jakiejś powabnej damy, która roztaczała wokół siebie dokładnie taką samą woń, jak teraz nieznajoma świnia. W pewnej chwili spytałem ową damę, czy nie zechciałaby uchylić rąbka tajemnicy i podać mi nazwy swych zniewalających perfum, na co ona odparła, że zwą się Joy.

Dziś mam już za sobą wiele osobliwych życiowych doświadczeń, jednak nigdy wcześniej - aż do tamtego pamiętnego dnia - nie miałem szczęścia napotkać w dębowych lasach Périgordu równie pokaźnej i przyjaźnie nastawionej świni, która wydzielałaby tak osobliwy, miły powonieniu aromat.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki