Rozdział 2
Odwróciłem się, żeby zobaczyć wyraz jej twarzy. Często słowa ukrywają myśli, ale oczy zdradzają wszystko. Była opanowana. Wręcz nie widać było u niej żadnych oznak stresu, a skoro stała koło mnie, to musiała wiedzieć, kim jestem, albo raczej za kogo uważa mnie miasto.
Odgarnęła włosy opadające na oczy. Widziałem, jak powoli zwilża wargi językiem.
- Dwie wódki na lodzie - powiedziała do barmana.
- I wodę - dodałem. - Nie przywykłem do picia o tak wczesnej porze.
- Jak wolisz. - Przewróciła oczami.
Barman podał jej pierwszą szklankę, a ona od razu przytknęła ją do ust. Słyszałem, jak głośno przełyka alkohol, a po chwili wypuszcza powietrze. Nie skrzywiła się nawet na sekundę, choć musiała czuć palący smak w przełyku. Zaraz barman podał nam resztę zamówienia. Chwyciłem jedną ze szklanek, a drugą zostawiłem na blacie.
- Można zrobić tak, żeby ktoś to zaniósł do stołu do mojego brata? - zapytałem.
- Widać, że nie jesteś stąd. Oczywiście, że można. - Zaczęła pstrykać palcami, a po chwili obok nas już stała kelnerka. - Zanieś to do tamtego chłopca - powiedziała do kobiety z tacą. - Mówiłeś...
- Mówiłem, że nie przywykłem do tego, ale nie wspominałem nic o tym, że nie chcę tego robić. - Wypiłem zawartość szklanki i odstawiłem na blat. - Widzisz, wydaje ci się, że mnie znasz, a tak naprawdę nic o mnie nie wiesz. Nie zapytałem sam kelnerki o to, czy zaniesie wodę mojemu bratu, bo nie przywykłem do wysługiwania się innymi w brudnej robocie. Poprosiłem o to ciebie i zrobiłaś to bez wahania, więc doskonale wiem, skąd pochodzisz i czego mogę się po tobie spodziewać...
- I dlatego w rogu pokoju stoi ktoś, kto mógłby przyjąć za ciebie kulkę - przerwała mi. - Nie różnimy się tak bardzo, jak mogłoby ci się wydawać. Ja po prostu przestałam oszukiwać samą siebie, a ty jeszcze...
- A ja jeszcze co?
Uśmiechnęła się, ale nie odpowiedziała na moje pytanie. Zamówiła u barmana kolejne dwie czterdziestki wódki. Dopiero kiedy otrzymała swoje zamówienie, zwróciła się do mnie ponownie.
- Nic - prychnęła, trzymając usta nad szklanką.
- Nie musisz się bać... - Pokręciłem głową. - Ochrona przecież i tak patrzy na każdy mój ruch.
- Myślisz, że się ciebie boję?
- A nie jest tak? - Mój uśmiech potwierdzał, że byłem pewien własnych słów.
- Nie. - Odłożyła szklankę. - Możemy się przekonać, kto kogo się boi... - Zostawiła po tym zdaniu głuchą ciszę i zaczęła zmierzać do wyjścia.
Spojrzałem w kierunku Nikoli, a później na Aleksa. Skinął do mnie głową i dopiero ruszyłem za Adą. Intrygowała mnie. Nadal nie wiedziałem, czego może ode mnie chcieć. Prawdziwe zamiary ukrywała za paplaniną na temat manier, którą właściwie sam zacząłem.
Samo to, że poszedłem za nią, nie należało do najrozsądniejszych manewrów, ale nie mogłem pozwolić na takie zachowanie z jej strony. Wyszedłem z naszego sektora i zacząłem się rozglądać po korytarzu... Po lewej stronie zobaczyłem, jak w drzwiach jakiegoś pokoju znika sylwetka kobiety.
Ruszyłem za nią pędem. Nie wiedziałem, czemu biegnę i co mnie czeka, ale... No właśnie, ale co? Tak naprawdę zachowałem się jak nierozsądny gówniarz, a nie jak szef organizacji przestępczej.
Nacisnąłem klamkę i otworzyłem drzwi, które okazały się prowadzić na klatkę schodową. Zszedłem po schodach do piwnicy. Ściany z czerwonej cegły rozświetlała jedynie żarówka zwisająca z sufitu. Chwyciłem za broń, ale jeszcze jej nie wyciągnąłem. Szedłem powoli przed siebie, bacznie się rozglądając.
- Tu jestem... - usłyszałem jej głos.
Szedłem za dźwiękiem. Wiedziałem, że jeśli to zasadzka, to ona będzie dla mnie kartą przetargową. Stawiałem po cichu kolejne kroki, starając się nie zdradzić mojej pozycji. Wpadłem w końcu w ślepy zaułek. Odwróciłem się...
- Wyjaśnijmy sobie raz na zawsze - zaczęła, celując mi prosto w serce. - Nie boję się ciebie i nigdy nie będę się bała.
- Coś jeszcze? - Podniosłem wzrok na wysokość jej oczu.
- Tak. - Spoglądała na mnie z pogardą. - Myślisz, że wszyscy czegoś od ciebie chcą. Jesteś naprawdę aż tak głupi i przepełniony pychą, że uważasz siebie za kogoś niezastąpionego? - Opuściła broń. - Mój ojciec cię zaprosił, a ja po prostu byłam ciekawa, o co tyle krzyku...
Ruszyłem do niej pewnie. Chwyciłem ją za nadgarstek dłoni, w której trzymała klamkę. Przycisnąłem ją do ściany obok, tak że zetknęliśmy się ciałami.
- Już wiesz o co? - zapytałem.
- Nadal tego nie dostrzegam. - Szarpnęła moją dłoń i przyciągnęła do swojej klatki piersiowej. - Czujesz? Tego nie da się oszukać. Nie wzbudzasz we mnie nic. Ani podniecenia, ani strachu...
- A może nie taki był mój cel? - Uśmiechnąłem się. - Może ty też źle mnie oceniłaś. Jak wszyscy. Od samego początku założyłaś, że przyszedłem tutaj ubić interes, i to była najprostsza, a zarazem największa możliwa pomyłka.
- To po co tutaj jesteś, skoro ten sport nawet cię nie interesuje?
- Widziałaś jego oczy? - zapytałem.
- Nie rozumiem.
- Ktoś taki jak ty nigdy tego nie zrozumie. Nie znacie biedy, strachu ani poczucia winy, dlatego nie wiecie, jak wygląda szczęście...
- Chyba nie myślisz, że uwierzę w to, że przyszedłeś tutaj dla brata.
- Nie musisz - odparłem, puszczając jej dłoń.
Wiedziałem, że stąpam po grząskim gruncie. Kroczyłem w kierunku światła, odwrócony plecami do kogoś, komu nie mogłem ufać. Nie odwracałem się za siebie. Nie lubiłem patrzeć w tył, bo to powodowało, że traciłem z oczu to, co było na wyciągnięcie ręki.
- Stój, kurwa! - krzyknęła, a ja tylko uśmiechnąłem się pod nosem. - Nie skończyłam z tobą.
- Ale ja z tobą tak.
Wiedziałem, że nie strzeli. Choć nie chciała tego przyznać, byłem jej do czegoś potrzebny albo po prostu badała swoje możliwości. Wróciłem powoli do sali, w której czekał na mnie Nikola. Usiadłem za bratem.
- I co, jak było? - zapytał wprost i w tym momencie ona również usiadła przy stoliku.
- Większego gbura niż twój brat nie miałam okazji jeszcze poznać - odpowiedziała za mnie.
- Poczekaj, aż poznasz resztę rodziny. - Zaśmiał się.
- Cisza! - Strzeliłem go otwartą dłonią w tył głowy. - Patrz na tor. - Wskazałem na jadących zawodników.
Ada nachyliła się nade mną.
- Też mam być cicho? - zapytała szeptem, ale zignorowałem to. - Wszystko, co powiedziałeś, mija się z prawdą z jednego prostego powodu. Mój ojciec niczego od ciebie nie chciał. Ludzi takich jak ty...
- Takich jak ja? - parsknąłem. - Myślałem, że mamy to już za sobą.
- Naprawdę będziesz się obrażał jak mała dziewczynka o każde wypowiedziane przeze mnie słowo? - Skarciła mnie wzrokiem. - On uważa was za małpy, które ledwo zeszły z drzew i powoli uczą się jak używać ognia. Gardzi tobą i twoimi kolegami. Czy też współpracownikami. Nazywaj ich, jak chcesz, tylko nie próbuj mi nawet przerywać...
Niko się odwrócił i zaczął nam przyglądać. W ułamku chwili napięcie na twarzy Ady zamieniło się w kompletny luz. Była dobrą aktorką. Na stadionie rozpoczęła się fiesta. Sparta wygrała finałowy wyścig i zakończyła ligę na pierwszym miejscu. Mój brat skakał w kółko jak małe dziecko. Ludzie wokół zaczęli na nas zerkać.
- Możemy zejść na tor. - Ada zwróciła się do Nikoli, a on spojrzał na mnie pytająco.
- Możemy - odparłem, bo nie chciałem być jego wrogiem.
Szedł przed nami, podczas gdy Aleks pilnował tyłów. Zeszliśmy na boisko, gdzie odbywało się wręczanie nagród. Mogliśmy oglądać całą imprezę z bliska. Przy okazji było tak głośno, że nie musiałem się obawiać tego, że ktoś podsłucha naszą rozmowę.
- Mówiłaś coś wcześniej - przypomniałem, a ona znowu spoważniała.
- Ojciec gardzi całym tym gangsterskim światem. Uważa, że wiele ryzykujecie dla marnych ochłapów. Dla niego jesteś jak tania siła robocza...
- Rozumiem, że dla ciebie jestem kimś więcej - wtrąciłem się.
- Zbyt wysoko mnie cenisz - parsknęła. - Uważam, że to, co człowiek nosi w sercu, ma wartość. Głód i pragnienie są motorem napędowym, a ten, kto od dawna czuje się syty...
- Przestaje być niebezpieczny - dokończyłem.
- Dokładnie.
- Ale chyba nie jesteśmy tutaj po to, żeby wymieniać uprzejmości...
- A może właśnie po to? Dlaczego uważasz, że we wszystkim kryje się podwójne dno?
- Tego nauczyło mnie życie.
- Tak cię ono skrzywdziło... - Westchnęła. - Chciałam się spotkać tylko dlatego, że w przeciwieństwie do ojca nie mam w zwyczaju kogokolwiek lekceważyć i uważam, że kontakty są o wiele ważniejsze niż pieniądze.
- Dlaczego to z tobą rozmawiam, skoro bilety na mecz dostałem od niego? - zapytałem w końcu.
- Właśnie przez to, o czym mówiłam przed chwilą: brak apetytu - odparła, po czym parsknęliśmy śmiechem jednocześnie. - Jesteś tak naprawdę jedyną osobą, która nie zareagowała na jego zaproszenie, i przez to...
- Zaintrygowałem cię, ale poczekaj... - Zacząłem składać wszystko w myślach w spójną całość. - Skąd wiedziałaś...
- Że przyjedziesz? - Zaśmiała się. - Nie wiedziałam, ale żużel to moje życie i nie odpuściłabym finału, a ochrona ma obowiązek informować mnie o każdym, kto przekroczy bramę z zaproszenia ojca.
- A więc to tak...
- Nie martw się. - Zbliżyła twarz do mojego ucha. - Nie mam na twoim punkcie obsesji i na pewno nie uciekłabym się do takich metod jak śledzenie - szepnęła.
Nie wiedziałem, czy mówiła poważnie, i to było czymś w rodzaju ostrzeżenia z jej strony, czy też żartowała. W każdym razie jedno było pewne: musiałem mieć się na baczności z uwagi na zaistniałe fakty.
Rozmowa mnie pochłonęła i straciłem z oczu Niko. Zacząłem się nerwowo rozglądać. Widziałem, jak Aleks przeciska się przez tłum ludzi stojących przy podium. Słyszałem, jak strzelają korki szampana. Moje serce zaczęło bić szybciej. Złe przeczucie ogarnęło całe moje ciało. Podbiegłem do przyjaciela i chwyciłem go za ramię.
- Gdzie on jest? - zapytałem nerwowo.
- Straciłem go z oczu w tłumie, przepraszam.
- Kurwa! - krzyknąłem.
Przepychałem się między ludźmi, ale Niko nigdzie nie było. Nie mógł odejść za daleko. No chyba że ktoś to zaplanował... Czułem, jakby przeszedł mnie prąd. Kręciłem się w kółko pośród tłoczących się fanów sportu. Musiałem nad tym zapanować. Wróciłem do Ady.
- Odpowiesz za to - powiedziałem przez zęby.
- Za co? - zdziwiła się, udając głupią.
- Dobrze...
- Znalazłem go, chodził przy trybunach - usłyszałem Aleksa, a kiedy się odwróciłem, zobaczyłem, że trzyma Niko pod rękę.
- Mogę wiedzieć, o co tutaj chodzi? - wtrąciła się Ada.
- Nie teraz - syknąłem.
Nie mogłem opanować złości. Widziałem, że Niko zaczyna się stresować. Plan spędzenia wspólnego szczęśliwego wieczorku z bratem wziął w łeb. Miałem problem z okazywaniem emocji, ale w niektórych momentach czułem zbyt wiele i zaczynało się to ze mnie wylewać. Niko nie wiedział, co złego zrobił. Nadal był dzieckiem i nie do końca zdawał sobie sprawę z konsekwencji. Ktoś groził mi i mojej rodzinie, więc moje obawy miały podstawę.
- Wracamy - powiedziałem do Nikoli spokojnie.
- Ale...
- To nie podlega żadnej dyskusji. - Odwróciłem się do Aleksa. - Odwieziesz go moim autem do domu i zaczekacie na mnie. - Podałem mu kluczyki.
- A ty?
- Muszę ochłonąć.
Nikola nie rozumiał, co czułem, gdy na chwilę zniknął mi z oczu. Wizja przyszłości bez niego była dla mnie jak strzał w samo serce. Choć nic się jeszcze nie zdarzyło i być może pozostanie tak do końca mojego istnienia, to ja i tak znałem ten ból. Nie potrafiłem tego opanować. W tamtej chwili zrozumiałem, że nie mogę tego dłużej odwlekać, nawet jeśli Niko miałby już nigdy się do mnie nie odezwać.
- Odwiozę cię - powiedziała Ada, widząc, jak Niko i Aleks znikają powoli z naszych oczu.
- Nie.
Od razu zacząłem się oddalać. Dyskusja między nami była skończona. Nie chciałem zrobić czegoś głupiego, a byłem na skraju. Każde słowo mogło zepchnąć mnie w przepaść. Musiałem ochłonąć. Pobyć chwilę sam ze swoimi problemami.
Idąc przez to ponure miasto, układałem sobie w głowie, co powiem Nikoli. Wizualizacja kolejnych jego reakcji była dla mnie jak nóż, który sam sobie wbijałem w serce. Nie mógł dobrze przyjąć tego, co dla niego zaplanowałem. Już raz to przeżył, a teraz musiał usłyszeć to po raz kolejny.
Myślałem, że uda się jakoś to wszystko pogodzić, ale jego obecność w obliczu tego, co działo się wokół, była dla mnie ciężarem. Nie mogłem jednocześnie chronić nas wszystkich. Zresztą doskonale pamiętałem, jak to się dla niego skończyło ostatnim razem.
Dlatego jedynym wyjściem było ponowne odesłanie go z miasta. Już i tak był jeden rok do tyłu względem swoich rówieśników. Wszyscy skończyli szkołę, a on został sam jak palec. Miał przyklejoną łatkę narkomana, który próbował zakończyć swój marny żywot. Nikt tak naprawdę nie znał prawdy o jego poświęceniu dla dobra własnej rodziny. Bolało mnie to, że nie mogłem z tym nic więcej zrobić. Stąd właśnie pojawiła się myśl o nowym starcie dla młodego.
Miałem tę świadomość, że - z jego perspektywy - będę chciał go uwięzić, pozbawić możliwości decydowania o sobie. Ale to nie była prawda. Pragnąłem jedynie jego bezpieczeństwa i szczęścia górującego nad smutkiem.
Internat, który dla niego wybrałem, znajdował się w Warszawie. Mieszkały w nim dzieci prezesów firm, prawników, znanych lekarzy i aktorów. Nareszcie było nas stać na to, co najlepsze, i Nikola mógł dostać odpowiednią opiekę. Szkoła i budynki mieszkalne były odgrodzone od reszty świata i bez pozwolenia opiekunów nikt nie mógł opuszczać terenu liceum imienia Jana Długosza. To pozwalało mi mieć kontrolę nad nim i jego bezpieczeństwem.
Wszedłem do pokoju Niko i usiadłem obok niego na łóżku. Byłem już opanowany. Odwrócił się i spojrzał na mnie ze spokojem w oczach.
- Znowu wszystko popsułem - zaczął i skrzyżował ze mną spojrzenie. - Przepraszam.
- Nie, to nie...
- Wiem, że chcesz, żebym wrócił do internatu - powiedział, a ja poczułem kolejne ukłucie w mostku. - Nie musisz już dłużej udawać. Nie jestem głupi.
- I co? - Westchnąłem głośno. - Nie myślisz, że chcę się ciebie pozbyć?
- Na początku tak właśnie myślałem...
- A teraz?
- A teraz sam nie wiem. Czuję się tutaj cholernie samotny. Ciebie i tak wiecznie nie ma w domu, a ja jestem ciągle pod obserwacją. - Spojrzał w kierunku drzwi, dając mi do zrozumienia, że chodzi mu o obecność Aleksa w salonie. - Nel uciekła, może ja też właśnie tego potrzebuję.
- Ale przecież ty nie uciekasz ani ja nie uciekam. Będziemy widywać się w każde święta, a jak skończysz ostatni rok szkoły, to sam zdecydujesz, co dalej...
Opuścił głowę. Ta rozmowa nie była łatwa ani dla niego, ani dla mnie. Choć wszystko wydawało się przebiegać spokojnie, ja i tak czułem, że Nikola ukrywa swoje prawdziwe przemyślenia.
- Chcę, żebyś był ze mnie dumny - wybąkał, patrząc ślepo w podłogę, tak jakby bał się mojej reakcji.
- Przecież jestem.
- Nie - parsknął. - Jestem dla ciebie nadal małym braciszkiem. Ostatni raz, jak próbowałem pomóc, tylko przysporzyłem dodatkowych kłopotów. Nie myśl, że o tym zapomniałem. To ja wprowadziłem cię z powrotem do życia, którego tak bardzo nienawidzisz. Wiem o tym i, kurwa, nigdy tego nie zapomnę. - Kręcił nerwowo głową. - Gdybym mógł cofnąć czas, tobym to zrobił...
- Niko... - Czułem, jak łzy napływają mi do oczu.
- Ale - ciągnął, a nasze oczy znowu się spotkały - zmienię to i jak wrócę, naprawdę będziesz ze mnie dumny. Przestanę w końcu być dla ciebie ciężarem, a stanę się kimś, na kim możesz polegać. - Widziałem, jak jego oczy błyszczą, a potem w kącikach zaczynają pojawiać się łzy. Sam też nie mogłem się już opanować. - A teraz przepraszam cię, ale muszę się spakować.
- Odwiozę cię - zaproponowałem.
- Aleks to zrobi.
Te słowa były kolejnym ciosem w moje serce. Zgadzałem się z nim. Nie byłbym w stanie odwieźć go tam i zostawić na rok w dosłownym zamknięciu. Bałem się, że rozmyślę się w połowie drogi i wrócę do Wrocławia. Postąpiłbym wtedy samolubnie, a gdyby coś mu się stało, nigdy bym sobie tego nie darował.