Od autorki
Wiosną 1986 roku pojechałam do Nowego Jorku na spotkanie zaaranżowane przez mojego męża, publicystę Geralda Posnera, w restauracji polinezyjskiej Trader Vic's w tamtejszym hotelu Plaza. Spotkanie było związane z prowadzoną przez nas kwerendą dotyczącą doktora Josefa Mengelego, osławionego "anioła śmierci" odpowiedzialnego za makabryczne eksperymenty medyczne w Auschwitz-Birkenau1, największym nazistowskim obozie koncentracyjnym. Nad biografią tego nazistowskiego zbiega zaczęliśmy pracować po tym, jak Gerald, działając pro bono, złożył pozew w imieniu dwóch ocalałych królików doświadczalnych Mengelego. Byliśmy w Niemczech i RPA, szukaliśmy informacji w archiwach, które od dawna nie były udostępniane, przeniknęliśmy również do powojennych środowisk neonazistowskich, które pomagały Mengelemu ukrywać się przed tropicielami nazistów.
W restauracji Trader Vic's mieliśmy spotkać się z samym Rolfem Mengelem, jedynym dzieckiem tego okrytego złą sławą lekarza. Czekaliśmy z Geraldem w półmroku narożnego boksu na przybycie czterdziestodwuletniego Mengelego juniora. Jestem Brytyjką pochodzenia żydowskiego i wiem, że gdyby moi dziadkowie ze strony matki nie wyemigrowali do Zjednoczonego Królestwa na przełomie XIX i XX wieku, prawdopodobnie znaleźliby się w jednym z nazistowskich obozów zagłady. Być może zginęliby w Auschwitz, gdzie rządy sprawowali ludzie pokroju Mengelego. Nic dziwnego, że większa część naszej kwerendy dotyczącej Mengelego wydawała mi się czymś surrealistycznym. Mieliśmy za sobą nieprzyjemną i irytującą wymianę zdań, do której doszło w Buenos Aires między Geraldem a Wilfredem von Ovenem, jednym z najbliższych współpracowników nazistowskiego ministra propagandy Trzeciej Rzeszy Josepha Goebbelsa, autorem zajadle antysemickich dzienników spisanych w Argentynie po wojnie. Oglądałam też zbiór nazistowskich memorabiliów, "prezentów" od jednego ze sponsorów, którzy pomogli Mengelemu uzyskać obywatelstwo paragwajskie. Wszystko to jednak traciło na znaczeniu wobec zbliżającego się spotkania z Rolfem Mengelem.
Wielokrotnie rozmawialiśmy o tym z Geraldem. Dziecko nie ponosi odpowiedzialności za przewiny rodzica. Dzięki pracy, jaką wykonaliśmy, wiedziałam też, że Rolf potępiał działalność ojca w Auschwitz i starał się z całych sił zadośćuczynić za zło przez niego wyrządzone, zezwalając Geraldowi na nieodpłatne wykorzystanie pamiętników i listów zbrodniarza w powstającej biografii. Wizyta w Nowym Jorku była po części związana z zamiarem nakłonienia Rolfa do tego, aby opowiedział o ojcu na żywo w telewizji (na co Rolf przystał i wystąpili z Geraldem w programie Phil Donahue Show latem tamtego roku). Rozsądek podpowiadał mi, że mężczyzna, którego zaraz poznam, nie ponosi odpowiedzialności za mrożące krew w żyłach zbrodnie popełnione w Auschwitz przez człowieka, który nosił to samo nazwisko i był jego ojcem, a mimo to byłam kłębkiem nerwów i targały mną sprzeczne emocje. Gerald poznał Rolfa wcześniej, w Niemczech, i spędził w jego towarzystwie kilka tygodni, nawiązując z nim układną znajomość. Teraz to ja znajdowałam się w niezręcznej sytuacji.
Moje obawy rozwiały się niedługo po przybyciu Rolfa. Zdawało się, że jest równie zdenerwowany jak ja i dzięki tej obustronnej lękliwości udało nam się trochę oswoić strach, który nam towarzyszył. Szczerość, z jaką wypowiadał się o zbrodniach ojca, zrobiła na mnie duże wrażenie. W ciągu następnych dni odkryłam, że potworności będące dziełem Mengelego stanowią dla jego syna dziedzictwo, którego nie potrafi on zrozumieć ani przyswoić, i stara się on usilnie, żeby nie przekazać go własnym dzieciom.
Kiedy rozmawialiśmy o tym, jak jego ojciec uciekał przed wymiarem sprawiedliwości, w pewnej chwili zeszliśmy na temat chaosu, jaki zapanował po zakończeniu wojny w maju 1945 roku. Mengele przebywał jeszcze w Europie i był ścigany przez siły amerykańskie i brytyjskie. Okazało się, że podczas ucieczki wielokrotnie towarzyszyło mu sporo szczęścia, ale najbardziej zapadła mi w pamięć opowieść o tym, jak we wrześniu 1945 roku, osiem miesięcy po opuszczeniu Auschwitz tuż przed przybyciem Armii Czerwonej, Mengele pojawił się bez zapowiedzi w domu pewnego farmaceuty i jego żony w Monachium. Ów niewymieniony z nazwiska farmaceuta służył z Mengelem na froncie wschodnim w 1942 roku, zanim tego drugiego przeniesiono do Auschwitz. Rolf stwierdził, że mimo to tamten monachijski aptekarz wiedział o zbrodniach ojca od ich wspólnego znajomego, który pracował z Mengelem w obozie zagłady: innego farmaceuty, który nazywał się Victor Capesius.
- Capesius - powiedział Rolf. - To aptekarz z Auschwitz. Mój ojciec i Capesius byli bliskimi znajomymi.
Pamiętam ten moment, jakby to było wczoraj. Pierwszą rzeczą, jaka mi przyszła do głowy, było pytanie: "To w Auschwitz był aptekarz?".
Mijały lata, podczas których pracowałam nad własnymi książkami i projektami realizowanymi wspólnie z Gerardem, nie tracąc nadziei, że pewnego dnia napiszę o Capesiusie. Chęć zrobienia tego narastała z upływem czasu, kiedy w coraz większym stopniu zdawałam sobie sprawę, że niewiele mówi się o Capesiusie i o roli, jaką odgrywał w Auschwitz, w tym w związku z jednym z największych niemieckich przedsiębiorstw farmaceutycznych, ponieważ więcej uwagi przykuwają bardziej osławieni naziści. Gromadząc przez lata informacje na jego temat, odkrywałam historię perwersyjnej medycyny i chciwości, której nie sposób pominąć milczeniem. Te kilka słów Rolfa Mengelego sprzed trzydziestu jeden lat zasiało ziarno, które dziś przynosi owoce. Oto osobliwa, niepokojąca, a momentami budząca gniew opowieść o aptekarzu z Auschwitz.