Faust. Tragedii część pierwsza i druga - Johann Wolfgang von Goethe

Kup ebooka

24.90 zł
19.92 zł (12,90 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać
?

Spis treści

DEDYKACJA

ROZMOWA WSTĘPNA W TEATRZE

TRAGEDII CZĘŚĆ PIERWSZA

PROLOG W NIEBIE

POCZYNA SIĘ TRAGEDIA

PRACOWNIA

PRZED BRAMĄ MIEJSKĄ

PRACOWNIA

PRACOWNIA

W PIWNICY AUERBACHA

U CZAROWNICY

ULICA

KOMNATKA MAŁGORZATY

PRZECHADZKA

U SĄSIADKI

ULICA

OGRÓD

ALTANA

JASKINIA W LESIE

KOMNATKA MAŁGORZATY

OGRÓD MARTY

PRZY STUDNI

ZAUŁEK

ULICA

EGZEKWIE

SABAT

INTERMEZZO

DZIEŃ POSĘPNY

NOC

WIĘZIENIE

TRAGEDII CZĘŚĆ DRUGA

AKT PIERWSZY

PROLOG

GRÓD CESARSKI

ZAPUSTY

INTERMEZZO PANTOMIMICZNE

INTERMEZZO PANTOMIMICZNE

WIRYDARZ ZAMKOWY

MROCZNY KRUŻGANEK

SALA RZĘSIŚCIE OŚWIETLONA

SALA RYCERSKA

AKT DRUGI

PRACOWNIA FAUSTA

LABORATORIUM ALCHEMICZNE

KLASYCZNA NOC SABATOWA

NAD UJŚCIEM PENEJU

NAD ŹRÓDŁAMI PENEJU

ZATOKI MORZA EGEJSKIEGO

AKT TRZECI

PRZED PAŁACEM MENELAUSA W SPARCIE

PODWORZEC ZAMKOWY

ARKADIA

AKT CZWARTY

WIERCHY

NA STOKU GÓR

W NAMIOCIE SAMOZWAŃCA

AKT PIĄTY

POMORZE

PAŁAC

PÓŹNA NOC

PÓŁNOC

DZIEDZINIEC PAŁACOWY

ZŁOŻENIE DO GROBU

ROZPADLINY GÓRSKIE

POŻEGNANIE

?

ROZMOWA WSTĘPNA W TEATRZE

Dyrektor, Poeta, Wesołek.

DYREKTOR

Pomóżcie, druhowie moi,

w ciężkim kłopocie i biedzie,

bardzo mnie to niepokoi,

czy się impreza powiedzie...

Dziś pragnę tłumom dogodzić,

co żyją i żyć pozwalają -

czymś im to trzeba nagrodzić,

a na zabawę czekają.

Kulisy kazałem ustawić,

lecz jakaż sztuka dziś wzruszy?

publiczność łaknie się bawić;

brwi wznosi, oczy bałuszy;

ja wiem, jak zdobyć jej serce!

- lecz właśnie jestem w rozterce -

bo choć się na sztuce nie znają -

straszliwie dużo czytają.

Co począć, by olśnić nowością

i myśl znaczniejszą przemycić -?

by przypodobać się gościom,

nauczyć, zniewolić, zachwycić -?

Boć przecie radość to duża,

gdy tak się cisną do sali

jak potok wezbrany, jak burza -

tłum biegnie - tłum rośnie - tłum wali;

gdy już o czwartej się garnie,

biletów żąda przy kasie,

jak w czasie głodu - piekarnie

szturmem zdobywa i pcha się.

Lecz któż tu mocen w potrzebie -?

któż oczaruje tych wielu?

Dziś apeluję do ciebie,

poeto, mój przyjacielu!

POETA

O, nie mów! Nie wspominajże mi tłumu,

przed którym duch ucieka jak najdalej;

nie chcę jaskrawizn, stłoczonego szumu,

co w topiel ciągnie na kształt chytrej fali.

Raczej mnie prowadź, kędy cichość nieba

jak modry bławat zakwita radością,

gdzie prócz łask bożych niczego nie trzeba

sercu, co żyje przyjaźnią, miłością.

Ach! wszystkie głębie, wszystkie uczuć cuda,

o czymśmy sobie półszeptem mówili

i pełni lęku, czyli czyn się uda -

ginie w przemocy rozkrzyczanej chwili.

Często latami hartują się dzieła,

zanim dojrzeją do pełnej wzniosłości.

Błyskotka ledwie zalśni, już zginęła.

dzieło rzetelne wskrześnie w potomności.

WESOŁEK

Bodaj się asan wraz z tym słowem schował!

Wyobraź sobie, gdybym ja tak prawił

wciąż o przyszłości - któż by baraszkował?

Tłum chce się bawić - z kimże by się bawił?

Chłop z wiary zawsze się na świecie przyda

istnienie jego warte coś - bez sporu -

kto swe dowcipy jak szelągi wyda

wszystkim - nikomu nie spsowa humoru;

na rozszerzenie wpływu bardzo łasy,

pragnie ogarnąć jak najszersze masy.

Odważny w karty gra! więc do roboty!

z fantazją łączcie wszystkie pokrewieństwa:

rozum, rozwagę, namiętność, tęsknoty -

lecz najważniejsza rzecz: dużo błazeństwa!

DYREKTOR

Najpierwsza, mniemam, rzecz - to ruch na scenie!

Ludzie chcą patrzeć - widzieć chcą najchętniej.

Gdy się im nadmiar przed oczy nażenie

tak, że to zdziwi, olśni, roznamiętni -

toś, bracie, wygrał już na całej linii,

kochać cię będą i nikt nie obwini.

Na tłum trza tłumem działać! Juści wtedy

każdy sobie wybierze z rozrzutności onej,

co mu dogadza - no i nie masz biedy;

do domu wraca widz zadowolony.

Dajecie sztukę - krajcież w kawałeczki -

bigosu trzeba dzisiaj publiczności;

robota łatwa, przyjęcie bez sprzeczki.

Cóż -? - sztukę dawać bez skrótów, w całości?

to mrzonki! pomylone obowiązki!

tak czy tak, tłum ją rozskubie na kąski.

POETA

Miast dobrego rzemiosła dajecie partactwa!

nie dojdziecie do ładu z rzetelnym artystą!

Moi szczwani panowie, z waszego matactwa

już zasadę robicie, widzę, oczywistą.

 

To jest bezpłatna wersja demonstracyjna ebooka. Zapraszamy do zakupu pełnej wersji publikacji.