SPIS TREŚCI
PODZIĘKOWANIA
OD AUTORKI
ROZDZIAŁ I. ŚMIERĆ WAWRZYŃCA MUCHOWICZA
ROZDZIAŁ II. ROZSTANIE
ROZDZIAŁ III. PODRÓŻ
ROZDZIAŁ IV. WARSZAWA POD ZABOREM ROSYJSKIM
ROZDZIAŁ V. NAZAJUTRZ RANO
ROZDZIAŁ VI. ULICA DŁUGA
ROZDZIAŁ VII. W HANDLU W. HEMPLA
ROZDZIAŁ VIII. NA RYNKU STAREGO MIASTA
ROZDZIAŁ IX. ROZMOWY PRZY STOLE
ROZDZIAŁ X. PRACA
ROZDZIAŁ XI. BAL W RESURSIE
ROZDZIAŁ XII. PEŁNIA KARNAWAŁU
ROZDZIAŁ XIII. WIECZOREK MUZYCZNY
ROZDZIAŁ XIV. ROZCZAROWANIE
ROZDZIAŁ XV. WYZNANIE
ROZDZIAŁ XVI. MIŁOŚĆ
ROZDZIAŁ XVII. PRÓBNA JAZDA KOLEI ŻELAZNEJ
ROZDZIAŁ XVIII. UCIECZKA JANA
ROZDZIAŁ XIX. PODRÓŻ DO GRODZISKA
ROZDZIAŁ XX. PRZYGOTOWANIA
ROZDZIAŁ XXI. ŚLUB
ROZDZIAŁ XXII. FELIX RESTAURATOR
ROZDZIAŁ XXIII. STABILIZACJA
ROZDZIAŁ XXIV. FELIX PLANUJE KOLEJNĄ RESTAURACJĘ
ROZDZIAŁ XXV. ŚMIERĆ TEOSIA
ROZDZIAŁ XXVI. WYBUCH POWSTANIA
ROZDZIAŁ XXVII. WARSZAWA W CZASIE POWSTANIA
ROZDZIAŁ XXVIII. ŚMIERĆ JANA
ROZDZIAŁ XXIX. POCHÓWEK
ROZDZIAŁ XXX. ŻYCIE PO POWSTANIU
ROZDZIAŁ XXXI. KAROL
ROZDZIAŁ XXXII. U FUKIERA
ROZDZIAŁ XXXIII. W TEATRZE WIELKIM
ROZDZIAŁ XXXIV. OŚWIADCZYNY
ROZDZIAŁ XXXV. SPÓŁKA
ROZDZIAŁ XXXVI. ROCZNICA ŚLUBU
LISTA DOKUMENTÓW I ŹRÓDEŁ WYKORZYSTANYCH PRZY PISANIU KSIĄŻKI:
BIBLIOGRAFIA
UPROSZCZONE DRZEWO GENEALOGICZNE MUCHOWICZÓW W XIX WIEKU
ROZDZIAŁ IŚmierć Wawrzyńca Muchowicza
Był 25 marca 1843 roku. W domu nr 71 w Gorlicach należącym do rodziny Muchowiczów już od samego rana panowało poruszenie.
"Czy o niczym nie zapomniałam?" – zastanawiała się Katarzyna Muchowicz, z domu Pniewska. "Jedzenie i picie przygotowane. Stoły rozstawione. Ksiądz zamówiony". Zajrzała do kuchni. Służąca Marynia wyjmowała gorące bochenki chleba z pieca.
– Niech Marynia uważa na ogień – powiedziała do służącej. – Przecież dom jest drewniany. Dopiero co zaprószyli ogień u sąsiada i cały dom spłonął. Wystarczy jedno nieszczęście.
Do 1874 roku Gorlice były zabudowane przeważnie małymi drewnianymi domami, jedynie nieliczne kamieniczki bogatszych mieszczan, dwór i kościół były murowane. W tymże roku niemal całe miasto strawił ogromny pożar, w którym spłonął zabytkowy kościół św. Mikołaja oraz żydowska synagoga. Po pożarze miasto odbudowało się już jako murowane. (za: Bartłomiej Wada, www.beskid-niski.pl)
Wokół niej zgromadziła się cała najbliższa rodzina: najstarsza córka Teresa lat 25 ze starszym od siebie o 5 lat mężem Józefem Muchą, jej ukochane wnuki – siedmioletni Fortunat i malutki, zaledwie trzyletni Feluś; obok nich teść Piotr z żoną Barbarą, a dalej jej faworyt – dziewiętnastoletni syn Felix, następnie siedemnastoletnia Marianna, czternastoletni syn Teofil, trzynastoletni Józef i dwunastoletni Romek.
To smutny dzień dla nich wszystkich. Dziś chowają jej męża Wawrzyńca Muchowicza, głowę rodziny i żywiciela.
"Dlaczego Bóg zabrał go tak wcześnie – zastanawiała się po raz kolejny Katarzyna, ukradkiem ocierając łzy. – Miał zaledwie 52 lata. Mógł jeszcze długo cieszyć się życiem i zarządzać swoją fabryką bielenia płócien". Przez tyle lat fabryka żywiła ich i ubierała. Zawsze było zapotrzebowanie na bielone płótno, z którego robiono rąbki, białe chusty czepcowe, śmiertelnice czy obrusy. Jednak ostatni okres nie był najszczęśliwszy. Lata nieurodzaju, trudności z zaopatrzeniem, wysokie ceny, coraz większe podatki nakładane przez austriackiego zaborcę, a ostatnio nowa moda na wyroby z bawełny i konkurencja ze strony przemysłu. Tyle warsztatów tkackich upadło. Tak, te zmartwienia mogły przyczynić się do jego śmierci. No i żałość po stracie ich ostatniego synka Janka, który przeżył zaledwie miesiąc, oraz córeczki Marii Teresy, która zmarła cztery lata temu, 16 września 1839 roku, mając zaledwie 11 miesięcy. To był prawdziwy cios dla nich wszystkich. Co teraz będzie?
– Mamo, czy zajdziemy do kaplicy, żeby pomodlić się pod figurą Chrystusa Ubiczowanego? – przerwał jej zadumę Teofil.
Około 1730 wzniesiono obok kościoła kaplicę, zwaną "Więzieniem Chrystusa. Była ona zlokalizowana w południowej części przykościelnego cmentarza. W górnej części tej dwupoziomowej budowli znajdował się ołtarz z obrazem przedstawiającym zdjęcie Chrystusa z krzyża, podczas gdy w dolnej stała figura Chrystusa Ubiczowanego oraz ołtarz Matki Bożej Bolesnej. Kaplica kilkakrotnie, m.in. po pożarach starego kościoła i budowie nowego, odgrywała rolę świątyni parafialnej. Podczas pierwszej wojny światowej górna część została znacznie uszkodzona. Dlatego też po odbudowaniu świątyni w roku 1925 przeniesiono do niej figurę i umieszczono w nawie północnej. Kaplica została rozebrana, a jej dolna część zasypana ziemią. (za: Parafia Narodzenia Najświętszej Maryi Panny w Gorlicach, http://pl.wikipedia.org/wiki/Parafia_Narodzenia_Naj%C5%9Bwi%C4%99tszej_Maryi_Panny_w_Gorlicach)
Gorlice – barokowa figura Pana Jezusa w Więzieniu.
Autor: Marta Jóźwiak-Jagodzińska
http://www.polskiekrajobrazy.pl/Galerie/1463:Gorlice/104180:Gorlice_barokowa_figura_Pana_Jezusa_w_Wiezieniu.html
Po trzech dniach i nocach czuwania przy zmarłym, podczas których żałobnicy śpiewali pieśni i modlili się, Katarzyna była zmęczona i pełna smutku. Zdawała sobie sprawę, że po raz ostatni widzi ukochanego męża. Położony w sosnowej trumnie bez sęków (wierzono, że liczba sęków oznacza liczbę dzieci, które umrą tego samego roku), ubrany w luźną koszulę z bielonego płótna sięgającą do stóp wyglądał, jakby spał. Tak trudno było jej uwierzyć w jego śmierć, która przyszła nagle, zbyt nagle. Prędzej spodziewała się morowej zarazy, o której szeptano z przerażeniem na gorlickim rynku, ściszając głos, bo licho nie śpi, i czyniąc na piersi znak krzyża. Wieści rozchodziły się szybko. Ludzie mówili, że w niektórych wsiach zaraza zabrała więcej niż połowę mieszkańców. Podobno została przywleczona przez rosyjskich żołdaków ściągniętych w 1831 roku do stłumienia powstania.
Katarzyna z trudem otrząsnęła się z zadumy. Nie, nie ma czasu na rozmyślania i rozpamiętywania. Nie mogą przecież spóźnić się na uroczystości pogrzebowe.
Dała znak do wymarszu. Wynajęte postronne osoby zamknęły trumnę i zabiły ją gwoździami, wierzono bowiem, że nieboszczyk może pociągnąć za sobą kogoś z rodziny. Ciało Wawrzyńca wyniesiono z domu nogami do przodu, trzykrotnie uderzając trumną o próg, co oznaczało pożegnanie zmarłego z domostwem. Przy trumnie szła cała zebrana rodzina, służąca i czeladnicy z fabryki. Po drodze dołączali do nich sąsiedzi i znajomi, tworząc kondukt pogrzebowy.
"Ach, jeszcze miała przyjechać rodzina Muchowiczów z pobliskiego Grybowa – przypomniała sobie Katarzyna. – Czy już są? Gdzie ja ich wszystkich pomieszczę?" – zastanawiała się.
Rozejrzała się dookoła. Na zboczach gór, na których latem uprawiano len, wciąż zalegał śnieg, ale pod wpływem marcowego słońca biały puch powoli topniał, odkrywając zielone połacie łąk i pól. Pod nogami ziemia stawała się grząska i śliska. Czy aby ktoś wziął jej najmłodszego wnuka na ręce? – martwiła się Katarzyna. Przecież biedak ugrzęźnie w błocie, albo jeszcze się przewróci, zmoczy i nabawi suchot.
Powoli kondukt z trumną zbliżał się do przykościelnego cmentarza. Z dala widać było wieżę dzwonnicy kościoła parafialnego.
ROZDZIAŁ IIRozstanie
Dla Felixa śmierć ojca była wstrząsem, ale jednocześnie oznaczała koniec pewnego etapu w życiu. Musiał podjąć decyzję co do swojej przyszłości. Miał 19 lat. Był pełen pomysłów, miał smykałkę do handlu, ludzie go lubili. Przy ojcu zdobył spore doświadczenie w zarządzaniu fabryką. Przejmował coraz więcej obowiązków: prowadził rachunki, jeździł na targ, rozmawiał z kupcami, negocjował warunki. Często zabierał z sobą swojego młodszego brata Teosia. Byli z sobą bardzo związani. Tej nocy do późna rozmawiali.
– Wiesz, Teoś, długo zastanawiałem się co chciałbym dalej robić w życiu – powiedział Felix. – Gdy ojciec zakładał fabrykę, Gorlice były w rozkwicie. Zakłady rzemieślnicze powstawały jak grzyby po deszczu. Samych warsztatów tkackich było ponad osiemdziesiąt, a ile fabryk bielenia płótna! A teraz co? Rzemiosło pada. Czy wiesz, ilu ludzi wyjechało ostatnio z Gorlic? Młodzi szukają nowych możliwości w dużych miastach. Jadą do Krakowa albo do Warszawy. Ja też chciałbym spróbować swoich sił. Postanowiłem pojechać do Królestwa. Słyszałem, że wkrótce mają uruchomić kolej żelazną pomiędzy Warszawą a Wiedniem. Będą potrzebni młodzi, przedsiębiorczy ludzie.
– A co ze mną? – spytał cicho Teoś.
Felix objął brata ramieniem.
– Nie martw się – powiedział. – Jak tylko się urządzę, zaraz po ciebie poślę. Zobaczysz, jak szybko zleci czas. A tymczasem pomagaj mamie i rodzinie w prowadzeniu fabryki.
Podejmując decyzję o opuszczeniu Gorlic, Felix nie przewidział, że kilkanaście lat później dla jego mieszkańców znów nadejdzie czas prosperity. W 1853 roku Ignacy Łukasiewicz przeniesie się do Gorlic, opracuje destylat ropy oraz model lampy naftowej. W 1854 w Gorlicach zapłonęła pierwsza na świecie uliczna lampa naftowa. Z tą chwilą świat wkroczył w nową erę. Tymczasem w marcu 1843 roku w domu Muchowiczów płonęły jeszcze świece.
Kapliczka przy ulicy Węgierskiej z rzeźbą Jezusa Frasobliwego z 1573 oraz pierwszą na świecie uliczną latarnią naftową
(autor zdjęcia: Jerzy Tatoń)
http://www.jerzytaton.pl/inne/polska/gorlice-uliczna_lampa_naftowa4023.jpg
REDAKCJA: Roman Honet
KOREKTA: Paulina Klas
OKŁADKA: Marta Mikułowska
KONWERSJA DO EPUB/MOBI: InkPad.pl
Copyright ? for the text by Małgorzata Machnacz-Zarzeczna
Copyright ? for the Polish edition by Novae Res s.c. 2014
Wszelkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie, reprodukcja lub odczyt jakiegokolwiek fragmentu tej książki w środkach masowego przekazu wymaga pisemnej zgody wydawnictwa Novae Res.
Wydanie pierwsze
ISBN 978-83-7942-086-5
NOVAE RES – WYDAWNICTWO INNOWACYJNE
al. Zwycięstwa 96 / 98, 81-451 Gdynia
tel.: 58 698 21 61, e-mail: [email protected], http://novaeres.pl
Publikacja dostępna jest w księgarni internetowej zaczytani.pl.
Wydawnictwo Novae Res jest partnerem
Pomorskiego Parku Naukowo-Technologicznego w Gdyni.