Rozdział 1
Filozofia: bardzo krótkie wprowadzenie
Ktokolwiek, kto czyta tę książkę, już trochę filozofuje. Prawie wszyscy filozofujemy, bo posiadamy jakieś wartości, według których żyjemy (przynajmniej wolimy myśleć, że tak jest i czujemy się źle, gdy jest inaczej). Większość z nas ma również jakiś bardzo ogólny obraz tego, jaki jest świat. Być może uważamy, że istnieje bóg, który wszystko stworzył - w tym nas samych. Albo przeciwnie, sądzimy, że wszystko to kwestia przypadku i selekcji naturalnej. Być może wierzymy, że ludzie mają nieśmiertelne, niematerialne części nazywane duszami czy duchami albo przeciwnie: jesteśmy tylko skomplikowanymi ułożeniami materii, które stopniowo ulegają rozkładowi po naszej śmierci. Większość z nas zatem - nawet ci, którzy w ogóle o tym nie myślą - mają swoją odpowiedź na dwa podstawowe filozoficzne pytania, mianowicie: co powinniśmy czynić i co istnieje. Trzecie podstawowe pytanie, na które też większość z nas ma jakąś odpowiedź, pojawia się w momencie, gdy stajemy się świadomi istnienia któregoś z dwóch pierwszych. Skąd wiemy to, co wiemy, a jeśli nie mamy tej wiedzy - to co powinniśmy zrobić, by to zmienić? Użyć oczu, pomyśleć, zapytać wyrocznię czy może jakiegoś naukowca? Jeśli potraktujemy filozofię jako przedmiot, który: można studiować, nic o nim nie wiedzieć, lepiej sobie z nim radzić, czy też posiadać o nim wiedzę ekspercką, to okaże się, że filozofować znaczy tyle, co wykazywać bardziej refleksyjny stosunek do tych pytań, widzieć ich wzajemne powiązania, ale też uczyć się tego, co i dlaczego już o nich powiedziano.
Trudno uniknąć filozofii, nawet jeśliby włożyć świadomy wysiłek, aby to zrobić. Wyobraźmy sobie kogoś, kto ją odrzuca i mówi nam: "Filozofia jest bezużyteczna". Zacznijmy od tego, że ta osoba bez wątpienia używa do tej oceny jakiegoś systemu wartości. Stąd, w tym samym momencie, w którym gotowa jest ona powiedzieć, nawet jeśli skrótowo i kategorycznie, dlaczego filozofia jest bezużyteczna, wyrazi sąd o nieskuteczności pewnych rodzajów myślenia, czy też o zasadniczej niezdolności ludzkich istot do rozwiązania pewnych problemów. I w ten sposób, zamiast odrzucić filozofię, osoba ta okaże się kolejnym głosem w jej ramach - głosem sceptycznym, co trzeba podkreślić, lecz przecież w filozofii od najdawniejszych czasów aż po dziś dzień nie brakuje takich głosów. Niektóre z takich stanowisk poznamy w rozdziale szóstym.
Przyjmijmy teraz, że osoba z naszego przykładu dalej się zastanawia. Stwierdziła już, że istoty ludzkie nie mogą poradzić sobie z pewnymi problemami. Prowadzi ją to do wniosku, że odkrycie tej prawdy - i to odkrycie jej dla siebie, przez siebie dokonane, a nie tylko bez wysiłku za kimś powtórzone - nie jest wartościowym doświadczeniem albo nie daje żadnych efektów. Przecież to nie może być prawda?! Spróbujmy sobie wyobrazić, jak inny byłby świat, gdybyśmy wszyscy byli przekonani, że ludzie nie są w stanie odpowiedzieć na jakiekolwiek pytanie dotyczące natury czy nawet istnienia dowolnego boga. Innymi słowy, wyobraźmy sobie, że wszyscy ludzie są religijnymi agnostykami. Jak wszystko byłoby inne, gdybyśmy mieli przeświadczenie, że na pytanie o uprawomocnienie władzy politycznej, którą posiada państwo nad obywatelami, nie ma żadnej odpowiedzi. Innymi słowy, wyobraźmy sobie, że w żaden sposób nie możemy zareagować na słowa anarchisty. Można się sprzeczać, czy wyszłoby to nam na dobre czy nie, czy też w ogóle nie miałoby to tak dużego znaczenia. Jednak to, że pojawiłyby się różnice - i to bardzo duże - nie ulega wątpliwości.
Trudno zaprzeczyć temu, że to, jak ludzie myślą, zmienia wiele rzeczy, tak jak i temu, że sposób myślenia dużej liczby osób zmienia coś dla wszystkich. Bardziej sensowna od zarzutu wobec filozofii, że jest nieskuteczna, będzie opinia przeciwna: filozofia jest zbyt niebezpieczna. (Nietzsche, zob. s. 111-118, nazwał filozofa "straszliwym materiałem wybuchowym, od którego wszej rzeczy niebezpieczeństwo grozi"1 - choć nie traktował tego jako zarzutu). Zazwyczaj jednak oznacza to, że każda filozofia jest niebezpieczna, z wyjątkiem naszej własnej, a ona z kolei wyrasta ze strachu przed tym, co się stanie, jeśli rzeczy przybiorą inny obrót.
Mogłoby nam przyjść na myśl, że pewnie istnieją ludzie sądzący, iż nie warto w ogóle wchodzić w tę dyskusję, choćby pobieżnie, i to nawet, by poprzeć sceptyczne stanowisko, o którym właśnie wspomniałem. Rzeczywiście są tacy, ale to nie znaczy, że nie mają oni jakiejś filozofii. Bynajmniej! Może to tylko oznaczać, że nie są gotowi filozofować, czyli przedstawiać swoich poglądów i argumentować na ich rzecz, dyskutować o nich. Nie znaczy to jednak, że nie mają żadnych trwałych wartości - niczego, co konsekwentnie uważają za wartościowe. Mogą oni na przykład uważać, że prawdziwa biegłość w robieniu czegoś jest bardziej pożądana niż jakakolwiek ilość wiedzy teoretycznej. Ich ideałem byłby nie tyle wgląd w naturę rzeczywistości, co zdolność do zjednoczenia się z nią w trakcie wykonywania jakiejś szczególnej czynności. Szczytem doskonałości byłoby dla nich wyćwiczenie się w robieniu czegoś bez świadomego wysiłku, jak gdyby byli prowadzeni przez doskonały naturalny instynkt. Nie wymyślam takich osób: idee buddyzmu zen - czy może powinienem raczej powiedzieć praktyki buddyzmu zen - zdecydowanie idą w tym kierunku. A ten cel, to znaczy dążenie do pewnego rodzaju braku myślenia, jest wnioskiem z wielu wcześniejszych przemyśleń.
Jeśli filozofia jest tak blisko nas, dlaczego tak wielu ludzi uważa, że jest ona czymś bardzo zawiłym i dość dziwacznym? To nie tak, że wszyscy oni po prostu się mylą: niektóre poglądy filozoficzne są zawiłe i dziwaczne, a i najlepsze filozofie mogą początkowo takimi się wydawać. Dzieje się tak dlatego, że naprawdę porządna filozofia nie tylko przedstawia nam nowe fakty, które możemy dodać do naszego zasobu informacji, czy podaje nam kilka maksym, którymi wydłuża naszą listę życiowych zasad. Taka filozofia zawiera w sobie coś więcej: obraz świata i/lub cały zestaw wartości. O ile nie są one zgodne z twoimi (pamiętaj, że w mglisty i bezrefleksyjny sposób wszyscy je mamy), to z pewnością wydadzą ci się bardzo osobliwe - jeśli nie wydadzą się osobliwe, to ich nie zrozumiałeś. Dobra filozofia rozszerza twoją wyobraźnię. Dobra filozofia jest blisko nas, kimkolwiek jesteśmy. Oczywiście, niektóre filozofie są daleko, inne jeszcze dalej, a część z nich będzie prawie zupełnie obca. Gdyby tak nie było, czulibyśmy rozczarowanie. Sugerowałoby to, że istoty ludzkie są pod względem intelektualnym monotonne. Ale nie musimy zaczynać od wejścia na głęboką wodę; zacznijmy od płytkiej, w której - jak mówiłem - wszyscy już stoimy. Analogia ze zbiornikiem wodnym przestaje w tym momencie działać, jak to często z analogiami bywa; gdy stoimy w wodzie po kostki, to nie musi to oznaczać, iż wszyscy jesteśmy w tym samym miejscu. To, co będzie dla ciebie płytkie i znajome, a co głębokie i dziwne, może zależeć od tego, gdzie i od jak dawna się znajdujesz.
Możemy w wodzie brodzić, więc po co próbować pływać? Innymi słowy, po co jest filozofia? Istnieje zdecydowanie zbyt wiele różnych poszczególnych filozofii, stworzonych pod najróżniejszymi warunkami, aby można było udzielić ogólnej odpowiedzi na to pytanie. Z pewnością można powiedzieć, że duża część filozofii została wymyślona jako (rozumiejąc te słowa bardzo szeroko) środek do zbawienia. Chociaż to, co mamy rozumieć przez zbawienie - jak i od czego mielibyśmy być zbawieni - różniło się tak bardzo jak same filozofie. Buddysta powie, że celem filozofii jest ulżenie ludzkiemu cierpieniu i osiągnięcie "oświecenia". Osoba wyznająca hinduizm powie coś podobnego, choć w nieco innej terminologii. I jednej, i drugiej będzie chodzić o ucieczkę od rzekomego cyklu śmierci i odrodzenia, w którym czyjeś moralne zasługi decydują o przyszłych wcieleniach. Epikurejczyk, o ile w dzisiejszych czasach można jeszcze kogoś takiego znaleźć, wszystkim tym rzeczom o odrodzeniu powie "precz". Zamiast tego poda przepis na maksymalizację przyjemności i minimalizację cierpienia w tym, jedynym, życiu.
Niecała filozofia wyrosła z potrzeby stworzenia kompleksowej instrukcji życia i umierania. Niemniej większość filozofii, która przetrwała, powstała z jakiejś naglącej motywacji lub głęboko odczuwanego przekonania. Poszukiwanie prawdy i mądrości wyłącznie dla nich samych może być niezłym pomysłem. Z wiedzy historycznej wynika jednak, że to w zasadzie tylko tyle - niezły pomysł. W klasycznej filozofii indyjskiej ujrzeć można wewnętrzną walkę o intelektualną wyższość pomiędzy różnymi szkołami hinduizmu, a także pomiędzy nimi a buddystami. Bitwa o przechylenie w jedną stronę równowagi między ludzkim rozumem a objawieniem toczyła się w wielu kulturach, a w niektórych wciąż trwa. Wykorzystując swoją słynną teorię polityczną, Tomasz Hobbes - o nim więcej później - próbuje pokazać nam, jaką lekcję, jego zdaniem, należało wyciągnąć z negatywnych skutków angielskiej wojny domowej. Kartezjusz i wielu mu współczesnych chciało, aby średniowieczne poglądy, mające swe źródło dwa tysiące lat temu w dziele Arystotelesa, zostały odstawione na bok, by zrobić miejsce dla nowoczesnej koncepcji nauki. Kant dążył do zwiększenia autonomii jednostki wobec nieliberalnych i autokratycznych reżimów, Marks - do wyzwolenia klas pracujących z biedy i znoju, feministki wszystkich epok - do poprawy statusu kobiet. Żadna z tych osób nie zajmowała się jedynie rozwiązywaniem łamigłówek (choć czasem, po drodze, musiały to robić). Zabierały głos, aby zmienić bieg cywilizacji.
Czytelnik zauważy, że nie podjąłem żadnej próby zdefiniowania filozofii, a jedynie zasugerowałem, że jest to niezwykle szeroki termin obejmujący rozległe pole działalności intelektualnej. Niektórzy uważają, że z prób jej zdefiniowania nie da się niczego uzyskać. Mogę zgodzić się z tą myślą, ponieważ większość prób wydaje mi się zbyt restrykcyjna, a zatem raczej szkodliwa niż pomocna. O ile w ogóle cokolwiek nam dają. Mogę chociaż spróbować powiedzieć, czym jest filozofia; kwestia, czy to, co mam do zaoferowania, zalicza się do definicji, czy nie, jest czymś, czym nie musimy, a wręcz nie powinniśmy się zbytnio przejmować.