SKUPIENIE. PRACA I ŻYCIE
Na dobry początek
To nie będzie typowy wstęp. Chcę się z Tobą przywitać i ustalić reguły gry. To w końcu początek naszej relacji. Bo to książka, w której daję dużo z siebie - jak w każdej dobrej znajomości, w której zawierzam siebie drugiemu człowiekowi. Tobie przekazuję to, czego sam się uczę o uwadze, skupieniu, głębszym życiu i głębszej pracy przez prawie pięć dekad mojego życia i co świadomie porządkuję przez ostatnie osiem lat1. Znajdziesz w tej książce wiedzę. Nie opinie2. Mam nadzieję, że ta wiedza będzie początkiem Twojej mądrej przygody z głębszą pracą i głębszym życiem. Ta książka jest także moim wkładem w to, jak wygląda mój świat i świat wokół mnie3.
Zawsze masz wybór
Po przejściu przez kontrolę bezpieczeństwa na lotnisku im. Lecha Wałęsy w Gdańsku Rębiechowie stajesz - jak każdy pasażer i pasażerka - przed wyborem. Na piętro, gdzie znajduje się hala odlotów, możesz wejść po zwykłych schodach albo wjechać ruchomymi. Są obok siebie. Po lewej stronie jedne. Po prawej - drugie.
Większość pasażerów czy pasażerek bez chwili namysłu wybiera ruchome. Ten wybór delikatnie łechce za uszkiem ich Teraźniejsze Ja, które domaga się natychmiastowej gratyfikacji4. Ten sam wybór sprawia jednak, że Przyszłe Ja zaciska zęby i cedzi z wyrzutem pytanie "Dlaczego?".
Przyszłe Ja wie, że lepsze dla naszego zdrowia byłoby energiczne wchodzenie po schodach, a nie ładowanie się na elektryczny podajnik, który bez żadnego wysiłku z naszej strony podrzuca nas wprost do sklepu wolnocłowego. Przyszłe Ja życzyłoby sobie, żeby Teraźniejsze Ja wybrało odroczoną gratyfikację.
Tyle że to drugie lekceważy nagrodę w przyszłości. Ono chce ją otrzymać tu i teraz. Nie chce podejmować wysiłku, którego skumulowane przez lata efekty dadzą efekt w przyszłości - trudno identyfikowalnej dla naszego umysłu.
Ja wybieram schody zwykłe. Nie dlatego, że jestem jakimś ewolucyjnym bizarnym5 Übermenschem6. Wybieram to, co lepsze dla mojego Przyszłego Ja, bo wykształciłem sobie świadomie taki nawyk. Bo wiem, że to, kim staję się każdego dnia, jest kwestią wyborów. Tych najdrobniejszych i tych nieco większych.
O tym jest ta książka.
O wyborach.
Między pracą głębszą i płytszą.
Między nawykami, które pomagają, a tymi, które przeszkadzają stawać się tym, kim chcesz być. Kim chcesz się stawać.
Między tym, za co chcesz płacić swoją uwagą, a tym, na co nie chcesz tracić nawet odrobiny tego cennego zasobu poznawczego.
Między tym, na co przeznaczasz czas, a tym, na co nie chcesz poświęcać nawet sekundy.
Wyborach między tym, za co z wdzięcznością uśmiechnie się do Ciebie Przyszłe Ja, a tym, nad czym westchnie z politowaniem, bo będzie wiedziało, że gotujesz mu piekielnie trudny los.
Wyborach między przekonaniami, które ułatwiają życie, a tymi, które betonują Cię w nawykach szkodliwych.
Dowiesz się też, jak odróżnić mądrą produktywność od zwykłej zajętości. Chcę Cię też przekonać, że to, co wartościowe, osiągasz prawie zawsze, mnożąc czas przez skupienie. Bo wartość to pochodna tych dwóch miar - czasu i skoncentrowanej uwagi. Czasu, który przeznaczasz na to, co ważne. I poziomu skupienia na zadaniu, który w tym czasie osiągasz.
To nie będzie książka z "prostymi sposobami na to, jak przechytrzyć mózg". Nie zebrałem dla Ciebie "dziesięciu sprawdzonych sposobów, dzięki którym osiągniesz sukces7". Zasługujesz na lepszą książkę. Taką, z której dowiesz się, co dzięki nauce wiemy o nawykach, skupieniu, trwałej zmianie zachowania i tym, co pozwala stawać się lepszym człowiekiem. Takim, który z dnia na dzień żyje głębiej, pracuje głębiej, skupia się głębiej i świadomie ciosa siebie z ciekawością, odkrywając niełatwe czasem prawdy o sobie samym.
Ten wybór z lotniska to wybór realny. Traktuję go jednak jako metaforę. W życiu nieustannie wybierasz między wchodzeniem po schodach a wygodnym wjeżdżaniem po schodach ruchomych. Między tym, co łatwe, przyjemne tu i teraz, a tym, co trudniejsze i czasem mniej przyjemne, acz dające nagrodę w przyszłości. Życie to częste przeciąganie liny między Teraźniejszym Ja a Ja z przyszłości.
Oczywiście nie wszystko, co tu i teraz, jest łatwe i przyjemne - tak samo jak nie każda natychmiastowa gratyfikacja wiąże się z karą w przyszłości. I tak samo jak nie za każdy mozolny wysiłek i trud dziś czeka na Ciebie wieniec laurowy i uścisk dłoni Przyszłego Ja. Niektóre wybory nie są oczywiste. Ale właśnie to sprawia, że przygoda z samym lub samą sobą będzie jeszcze ciekawsza!
I w taką podróż Cię zapraszam.
Do rozważenia
We wstępie po raz pierwszy użyłem określeń Teraźniejsze Ja i Przyszłe Ja. W angielskiej literaturze badawczej znajdziesz je odpowiednio jako Present-Self oraz Future-Self. Zgodnie z konwencją zapisuję je wielką literą. Być może po raz pierwszy myślisz o sobie w kategorii Teraźniejszego i Przyszłego Ja. Dla mnie spojrzenie na swoje codzienne wybory właśnie z perspektywy tego, co myśli o nich moje Przyszłe Ja, było przełomem.
I tak na przykład wiem, że gdy nitkuję dokładnie zęby i czyszczę przestrzenie między zębami irygatorem, moje Przyszłe Ja uśmiecha się szeroko, pokazując zdrowe zęby, a nie implanty czy protezę. I właśnie dlatego przekonuję moje Teraźniejsze Ja, by robiło coś, za czym tak naprawdę nie przepada.
Gdy piszę tę książkę, też muszę przekonywać Teraźniejsze Ja do robienia czegoś, na co niekoniecznie ma ochotę. W końcu, wbrew temu, co myśli wiele osób, pisanie książki wcale przyjemnym zajęciem nie jest. Co innego myślenie albo fantazjowanie o książce. To akurat jest wielką frajdą. Ale pisanie to ciężka robota. I żeby do niej przekonać Teraźniejsze Ja, myślę o działaniu z perspektywy Przyszłego Ja.
Ty też pomyśl o swoich wyborach z perspektywy Przyszłego Ja. Za co będzie Ci wdzięczne? Za co Ci podziękuje? A nad jakim wyborem Teraźniejszego Ja załamie ręce?
Dlaczego napisałem tę książkę?
Niektórzy autorzy i autorki piszą, bo chcą się podzielić tym, co wiedzą. Inni - bo chcą się dowiedzieć tego, czego jeszcze nie wiedzą. Ja należę do tych drugich. Każda książka to dla mnie okazja, by zgłębić temat, który mnie interesuje. Sposobność, żeby zrewidować swoje przekonania i sprawdzić, czy to, co wiem, to prawda, czy tylko zakorzeniona w motywacyjnym bełkocie gównoprawda8. Gdy zabieram się za pisanie, zakładam, że to, co wiem, to ledwie ułamek tego, co wiedzieć warto. I to w dodatku akurat ten ułamek, który być może trzeba będzie wyrzucić do śmieci.
Dlaczego? Bo czasem "wiedza", którą mam, okazuje się niewiedzą. Czasem zaś wymaga aktualizacji. Jak system operacyjny. Zwłaszcza jeśli ta aktualizacja poprawi moje funkcjonowanie na ziemi. Brzmi to nazbyt podniośle? Być może, ale ja w swoim dorosłym życiu kieruję się zasadą, którą najlepiej podsumowują słowa z piosenki Courage to Change9: "World, I want to leave you better". Po angielsku te sześć słów zawiera piękną dwuznaczność. Mogę je przetłumaczyć jako: "świecie, chcę cię zostawić lepszym" lub "świecie, chcę odejść jako lepszy człowiek". Dla mnie jedno i drugie jest prawdziwe. Chcę, żeby świat był lepszy, i chcę z niego odejść lepszym. To pierwsze zobowiązanie realizuję, kultywując myśl Voltaire'a z Kandyda, wyrażoną słowami: "Trzeba milczeć i uprawiać swój ogródek". Dla mnie to oznacza mniej gadania, a więcej robienia swojego, w swoim kontekście, swoim zakresie i swoimi zasobami. I to robię, pisząc tę - i wszystkie inne - książki. To robię, ucząc siebie i innych. Najczęściej najpierw ucząc siebie, potem dopiero przekazując zweryfikowaną i przetworzoną wiedzę innym.
Napisałem tę książkę dla siebie. I dla Ciebie. Napisałem ją, żeby stawać się lepszym. I żeby zainspirować cię do zmian.
Pisałem też tę książkę, by dzielić się z Tobą najbardziej aktualną, zweryfikowaną przez naukę, wiedzą. Wiedzą, dzięki której możesz lepiej funkcjonować. Jednak to, jak skorzystasz z tej wiedzy i książki, zależy od Ciebie. Tak jak uczestnikom i uczestniczkom moich szkoleń, warsztatów oraz czytelnikom i czytelniczkom moich książek, daję wybór. Zresztą nawet gdybym go nie dał, to ten wybór jest po prostu Twój.
Sięgasz po książkę, w której zebrałem to, czego sam się dowiedziałem o głębszej pracy. Dowiesz się też, jak ta wiedza przełożyła się na moje głębsze życie. Bardzo mnie ciekawi, co w tej książce wyczytasz. I co z niej wybierzesz do swojego życia.
Dla kogo napisałem tę książkę?
Najprostsza odpowiedź brzmi - dla Ciebie. To oczywiste. Pisałem tę książkę dla osoby otwartej na nową wiedzę. Dla kogoś, kto nie boi się powiedzieć "prawda mnie wyzwoli, choć nieraz solidnie zaboli". Kogoś, kto swoją tożsamość ukorzenia w wartościach, a nie w przekonaniach. Bo przekonania - nawet silne - można rewidować i gdy okazują się fałszywe - naprawdę bezkosztowo je zmieniać. Zwłaszcza jeśli się częściej wykazuje tak zwany growth mindset10, czyli nastawienie na rozwój.
Jeśli jesteś kimś takim, to z pewnością wiesz, że można się zmieniać. Że swoje kompetencje - w tym kompetencje pracy głębokiej i zarządzania skupieniem - można szlifować. Poprawiać siebie. Choćby o 1% dziennie11.
Napisałem tę książkę dla każdego i każdej - w tej książce znajdziesz feminatywy12. Znajdziesz coś jeszcze. Szczególny zapis czasowników (szczególnie w czasie przeszłym). Dlaczego? Chociażby dlatego, że w przeszłości w wielu książkach, które czytał*ś, autor lub autorka albo pomijali połowę ludzkości, albo posługiwali się formami bezosobowymi. Ten zabieg, w którym samogłoskę w czasownikach w czasie przeszłym i w trybie warunkowym, zastępuję *, to świadomy wybór. Dzięki temu uzupełnisz je o taką samogłoskę, jaką chcesz. Pomoże Ci w tym Twój mózg, który dzięki syntezie poznawczej uzupełnia rzeczywistość, tak by ją dopełnić i zamknąć w całość13.
Ja zaś dzięki temu zabiegowi pozostaję wierny swoim wartościom. I żyję w zgodzie z regułą ekonomii języka.
Piszę więc dla Ciebie. Dla Ciebie, któr* wybrał*ś tę książkę.
Do rozważenia
Wiesz już, czym jest growth mindset. Zastanów się, czy bliżej Ci do zwiadowcy albo zwiadowczyni, którzy chcą widzieć rzeczywistość taką, jaką jest - czy też może do żołnierza lub żołnierki, którzy "bronią swego, choćby do upadłego". Innymi słowy, czy masz w sobie zgodę na weryfikację przekonań. Taką otwartą postawę dobrze podsumowują słowa Adama Granta, jednego z moich ulubionych psychologów. W podcaście The Knowledge Project powiedział: "Jeśli potrafisz czerpać radość z bycia w błędzie, zyskujesz tożsamość kogoś, kto chce odkrywać nowe rzeczy, a nie kogoś, kto uparcie twierdzi, że wszystko już wie". Ciekawi mnie, jak Ty odbierasz te słowa.
O co chodzi z tymi przypisami?
Tak jak Shrek i cebula mają warstwy, tak też warstwy mają moje książki. Wszystkie bez wyjątku. Jest warstwa podstawowa - z niej czerpiesz wiedzę. Jest warstwa treningowa - tam znajdziesz ćwiczenia i zachętę do rozważań. I jest też dodatkowa warstwa przypisów. To tam znajdziesz dygresje, dopowiedzenia i czasem osobiste krótkie historie. Być może rozszyfrujesz też niektóre z jajek niespodzianek (ang. Easter eggs)14, które tam zostawiam.
Takiego podejścia do przypisów nauczył mnie Malcolm Gladwell - jeden z moich mistrzów popularnonaukowego pisania. Dzięki niemu mogę książkę zmienić w nieco bardziej osobistą, przyjazną rozmowę między dwojgiem dobrych znajomych. I mam dodatkowe miejsce, by podzielić się z Tobą wiedzą, która czasem nie pasuje do głównych wątków, a czasem wręcz zakłócałaby główną myśl akapitu. Traktuj więc to, co znajdziesz w przypisie, jako opcję - nie konieczność. Czy z niej skorzystasz? To - jak zawsze - Twój wybór15.
Czym ta książka różni się od książki Cala Newporta Praca głęboka?
Odpowiedź na to pytanie jest bardzo prosta - ja to nie on, a on to nie ja. Mówię o tym, bo być może jesteś przed lekturą książki Cala Newporta, światowego bestsellera, w której autor wetknął kij w mrowisko korporacyjnego folkloru, gdzie zajętość jest religią, a lista zadań - tablicą z niemożliwymi do spełnienia przykazaniami.
A jeśli znasz już tę książkę, to wiesz, że jest dobra. Jeśli nie, to nic nie stoi na przeszkodzie, aby się o tym przekonać. Bo choć ja w swojej książce korzystam z modeli i niektórych narzędzi czy przemyśleń, które światu dał Newport, to reinterpretuję je i przetwarzam przez siebie i przez naszą rzeczywistość. Moja książka to nie polska wersja Pracy głębokiej. Tak samo jak ja nie jestem "polskim Calem Newportem". Jestem polskim ludzkim Piotrem Buckim i napisałem książkę, której nie mógł napisać nikt inny. To nie bałwochwalcza myśl. To logiczna sentencja. Wynik mojej filozofii mierzenia się z samym sobą16. Bo swoją pracę mierzę swoją miarą. Nie porównuję się obsesyjnie do innych.
Inni - wśród nich Cal Newport - mnie inspirują. I tych innych jest mnóstwo, o czym nie raz się przekonasz.
Jak korzystać z tej książki?
Tak, jak chcesz! Choć zdradzę Ci, że wielką frajdę sprawia mi, gdy czytelnicy i czytelniczki przysyłają mi zdjęcia moich książek z zaznaczeniami, notatkami i kolorowymi karteczkami. Bo moje książki to faktycznie podręczniki dla dorosłych. A z podręczników powinno się korzystać, a nie je czcić. Chociaż oczywiście, jeśli dla Ciebie zbrodnią jest jakakolwiek ingerencja w drukowaną książkę, to ja takie podejście szanuję.
Książkę możesz czytać chronologicznie. Tak też nad nią pracowałem, żeby zachować naturalną i logiczną kolejność myśli. To nie oznacza jednak, że nie możesz czytać wyrywków, z których potrzebujesz skorzystać na cito. Bardzo mnie też ucieszy, gdy dowiem się, że są takie części, do których lubisz wracać albo które szczególnie polecasz innym.
Książkę podzieliłem na rozdziały. Znajdziesz w nich wiedzę, ale także materiał do rozważania i konkretne zadania do wykonania. Z tych ostatnich nikt Cię nie będzie rozliczał, ale warto je przepracować. W końcu najlepiej uczymy się, działając.
Zadania czasem będą zachętą do refleksji, a czasem bardzo konkretnym zadaniem domowym. Chcę, żeby ta książka funkcjonowała jako podręcznik - nie tylko poradnik. Znajdziesz w niej na pewno rady, ale też narzędzia, dzięki którym te rady będzie można wdrożyć w życie. Bo najlepszym sposobem na zmienianie jest zmieniać. A najlepszym sposobem robienia jest robić. A nie czytać czy myśleć o robieniu. Przygotowałem też dodatkowe narzędzia, dzięki którym łatwiej Ci będzie pracować nad nawykami. Wszystkie pobierzesz ze strony internetowej:
Wiesz już wszystko, co warto wiedzieć przed startem. Zaczynamy!
1 NIE POTRZEBUJESZ WIĘCEJ CZASU
"Jak to nie potrzebuję więcej czasu?" - być może po przeczytaniu tytułu tego rozdziału poczuł*ś potrzebę zaprotestowania. W końcu większość z nas raz po raz mówi albo myśli "nie mam czasu na...". To niewesoła konstatacja, szczególnie że często to zdanie uzupełniamy tym, co byłoby dla nas ważne, zdrowe czy przyjemne. Nie mam czasu na sen. Na zdobycie nowych kompetencji. Czytanie książek. Nie mam czasu na rozmowy z przyjaciółmi.
Też tak czasem mówię albo myślę. Wtedy jednak przypominam sobie, że skoro na coś czasu nie mam, to oznacza, że mam go na coś innego. Czas to zasób szczególny - zamknięty w godzinach, dniach, miesiącach i latach. Jeśli w danym tygodniu nie mam czasu na przykład na codzienną medytację, to znaczy, że mam czas na coś innego, co zajmuje dokładnie tyle samo czasu. Jeśli nie mam każdego dnia trzydziestu minut na czytanie, to znaczy, że te pół godziny przeznaczam na coś innego. Warto przyjrzeć się nie tylko temu, na co czasu nie masz, ale też temu, na co czas masz. I z coraz większą świadomością wybierać.
Zdanie "Nie potrzebujesz więcej czasu" brzmi być może arogancko. Nawet jeśli, to nie boję się go uzupełnić o kolejne raczej bezwzględne sformułowanie. Brzmi ono: "Zresztą i tak go więcej nie dostaniesz". Masz go tyle, ile masz.
Pora nauczyć się z coraz większą świadomością gospodarować.
Lubię mówić o czasie i uwadze językiem domowego budżetu. Być może to przyzwyczajenie wyniosłem z języka angielskiego. Tam czas spędzamy, ale też wydajemy - w końcu czasownik to spend ma co najmniej te dwa znaczenia. Uwagą zaś po angielsku płacimy (ang. to pay attention). Te dwa zasoby, czas i uwaga, są nieco podobne do pieniędzy, którymi gospodarujemy, z tą tylko różnicą, że czasu nie możemy wziąć na kredyt. A uwagi zmarnowanej nie odzyskamy. Gdy ją raz stracimy, nie odkujemy się, choćbyśmy bardzo chcieli.
Ale mądre inwestowanie czasu i skupionej uwagi zwraca się z nawiązką17.
Dlatego właśnie warto świadomie wydawać czas i płacić uwagą. Zwłaszcza że codzienne sensowne inwestowanie czasu i uwagi może się przełożyć na pełne dobre życie.
O takim pełnym dobrym życiu myślała być może Annie Dillard, która w swojej książce The Writing Life napisała: "To, jak spędzamy nasze dni, jest oczywiście tym, jak spędzamy nasze życie. To, co robimy z tą godziną i tamtą, jest tym, co robimy [z życiem]. Harmonogram broni przed chaosem i kaprysami. Jest to sieć do połowu dni".
Przemawia do mnie ta opowieść. Szczególnie ważna jest dla mnie metafora sieci do połowu dni. Harmonogram i świadome planowanie, na co chcę czas wydawać, to moja sieć z dość gęstymi oczkami, dzięki której odławiam z dni to, co dla mnie ważne. Nie zawsze perfekcyjnie. Nie o perfekcję tu jednak chodzi. Chodzi o zmianę myślenia o czasie, uwadze i priorytetach. A także o mądre zdefiniowanie, co oznacza dla Ciebie bycie produktywnym lub produktywną. Bo z pewnością niewiele ma wspólnego z byciem zajętym czy zajętą18.
Gdy mówimy sobie: "Nie mam czasu na x", to poświadczamy tym samym, że x nie jest dla nas ważne. Coś innego - na co czas mamy - jest ważniejsze.
Do rozważenia
Jak się czujesz ze świadomością, że "nie mam czasu na x" może oznaczać, że x nie jest dla Ciebie ważne? Bo coś, na co masz czas, wypchnęło je z harmonogramu? Mnie ta świadomość z początku uwierała. Zgodnie jednak z własną maksymą, że "prawda mnie wyzwoli, choć czasem zaboli", pogodziłem się z tą bolesną prawidłowością. To, na co przeznaczam czas, jest pochodną tego, co dla mnie ważne. Czasem, gdy robię rachunek sumienia, widzę rozdźwięk pomiędzy moimi deklaracjami a tym, co widzę w kalendarzu.
Czasem też świadomie zastępuję zdanie "Nie mam czasu na x", zdaniem "X nie jest dla mnie teraz tak ważne". Bo gdyby było, to pewnie bym czas na nie znalazł. Tymczasem przeznaczam go na coś innego. Coś, co zdaje się być dla mnie ważniejsze.
Sprawdź, jak Ty się poczujesz, zastępując "Nie mam czasu na x", zdaniem "X nie jest dla mnie teraz ważne". Mnie taka zamiana mocno otrzeźwiła19.
Masz 168 godzin. Beyoncé ma tyle samo
168 godzin. Tyle właśnie godzin każdego tygodnia wypełnisz pracą, snem, jedzeniem, wyprowadzaniem psa (jeśli go masz), dojazdami, wyjazdami, czytaniem (być może tej książki), myciem zębów, modleniem się, przeklinaniem, siedzeniem na toalecie, treningami, spacerami, kłótniami, rozmowami i całą resztą. Siedem dni tygodnia, a w każdym z nich 24 godziny. Tyle dostajesz. Tyle wykorzystujesz. A może tylko zużywasz.
Teoretycznie czas to zasób, który rozdzielany jest sprawiedliwie. Bo każdego tygodnia ja, Ty, Beyoncé, a także ta przemiła pani, która sprząta przestrzenie wspólne w mojej wspólnocie mieszkaniowej, dostajemy 168 godzin. Jednak gdybym napisał, że każdy z nas ma tyle samo czasu, byłbym w błędzie. A brutalniej mówiąc, byłbym jak wielu mówców motywacyjnych, nieświadomych swego przywileju, którzy radzą padającym ze zmęczenia przedstawicielom prekariatu20 i biednych pracujących21, by wzięli sprawy we własne ręce i założyli własny biznes.
Nie jestem takim człowiekiem. Wiem, że w każdym tygodniu Beyoncé ma w teorii tyle samo godzin, co pracownica magazynu Amazon w świątecznym szczycie, jednak podejrzewam, że Beyoncé nieco mniej czasu spędza na dojazdach do pracy. Choć mogę się mylić. W końcu nie wiem, na co królowa B. przeznacza czas. I nie muszę wiedzieć. Bo to nie książka o niej. To książka o Tobie i o tym, jak Ty - w miarę swoich możliwości - nauczysz się lepiej korzystać z czasu.
Przeprowadźmy rodzaj eksperymentu myślowego.
Nie mam na to czasu! Tak mówiłem do tej pory często - teraz jestem brutalnie szczery. Zamiast wymawiać się tą popularną frazą, mówię sobie - najwyraźniej to nie jest dla mnie tak ważne. Każdy z nas ma dokładnie 168 godzin w tygodniu. To, jak je wykorzystamy, może zależeć od nas. Pod warunkiem że bardziej świadomie podejdziemy do tego, co z tymi 168 godzinami zrobimy.
Ja też mam 168 godzin.
Od tych 168 godzin odejmę teraz 59,5 godziny. Dlaczego akurat tyle? Bo sen - od momentu, gdy układam się do niego, do momentu, gdy wstaję z łóżka, zajmuje mi średnio osiem i pół godziny dziennie.
Zostaje 108 i pół godziny. Teraz od tej liczby odejmę 10 i pół godziny na treningi i inne aktywności sportowe, które średnio dziennie zajmują mi 90 minut. Zostaje mi 90 godzin.
Teraz pora odjąć czas pracy.
W tygodniu najczęściej pracuję siedem godzin dziennie - włączając w to soboty, w które często prowadzę zajęcia. W niedzielę nie robię absolutnie niczego związanego z pracą zawodową. Po odjęciu czasu pracy zostaje mi 48 godzin. Jedzenie zajmuje mi tygodniowo około cztery godziny. Więc mam nadal w puli 44 godziny. Sporo. Higiena to kolejne dwie godziny w tygodniu. Zostaje 42. Codzienne ogarnięcie domu - dwie godziny tygodniowo. Po ich odjęciu wciąż mam 40 godzin. Zakupy - góra godzina tygodniowo. To akurat czynność, którą optymalizuję do minimum. Nauka francuskiego - dwie godziny. Nauka niemieckiego - dwie godziny. Po odjęciu tych trzech ostatnich punktów programu nadal mam 35 godzin. Na co je wydaję?
Codzienny czas z bliskim człowiekiem to w sumie 10 i pół godziny tygodniowo. Zostaje 24 i pół godziny. Po odjęciu codziennego czytania - mam nadal 20 godzin w tygodniu. To czas na nieprzewidziane i zaskakujące - czasem przyjemnie, czasem mniej - zdarzenia. To także czas na planowanie, myślenie i cotygodniowe nabożeństwo w Kościele ewangelicko-augsburskim, do którego należę.
To wszystko, co odławiam siecią harmonogramu z mojego tygodnia.
Gdy spoglądam na te obliczenia, zadaję sobie pytanie: "Czy to, jak wydaję czas, jest zgodne z moimi wartościami i tym, co dla mnie ważne?".
I w głowie pojawia się jedyna sensowna odpowiedź, czyli "to zależy". Spójrzmy chociażby na obszar "zdrowie". Jest dla mnie ważne i widać to w ilości czasu, który na nie przeznaczam. Śpię, trenuję i medytuję. Jeśli chodzi o pracę - jest bardzo dobrze. Natomiast trochę trudno byłoby mi siebie samego przekonać, że rodzina i przyjaciele są dla mnie ważni, skoro w tygodniu nie mam dla nich czasu.
Mogę się oczywiście okłamywać. W końcu ewolucja wyposażyła mnie - jak każdego homo sapiens - w idealne narzędzie. To mechanizm łagodzenia dysonansu poznawczego. Gdy mój mózg musi pogodzić dwie sprzeczne informacje, radzi sobie, tworząc narracje, które sprawnie redukują poczucie winy. Przykład? Proszę bardzo.
Mówię, że ważne są dla mnie relacje i rodzina, a w tygodniu nie spędzam z ukochanymi nawet jednej uważnej godziny? Jak to pogodzić? Łatwizna - mój mózg podpowiada, że pracuję po 80 godzin w tygodniu, by w przyszłości mieć więcej czasu i zasobów na spędzanie prawdziwie cudownych chwil z bliskimi.
Inny przykład? Nie ma sprawy.
Deklaruję, że zdrowie to rzecz dla mnie bardzo ważna, a kalendarz jasno pokazuje, że śpię za mało, ćwiczę wcale, a jem, co popadnie i gdzie popadnie. I znów mój usłużny mózg znajduje wyjaśnienie. Pewnie, że zdrowie jest dla mnie ważne! Być może jednak wystarczą dobre geny. Poza tym zadbam o zdrowe nawyki później. Dużo później. Kiedy będzie na to czas. I kiedy będzie więcej pieniędzy. Któż miałby czas na to teraz? Któż miałby czas na sen? Wyśpię się po śmierci!
Tak właśnie działa łagodzenie dysonansu poznawczego. Kiedyś oba przykłady, które przytoczyłem, dotyczyły mnie. Dziś muszę przepracować już tylko ten pierwszy. I tak zadziałać, by to, co ważne, przekładało się na czas, który na to przeznaczam.
Nie wiem, jak Ty wydajesz czas. Nie mam też pojęcia, czy masz pewność, że wydajesz go zgodnie ze swoimi wartościami. Wiem jednak, że jednym z fundamentów świadomego, pełnego i głębszego życia jest gospodarowanie czasem i uwagą. Jak to pięknie ujął pisarz i mówca James Clear:
"To, czemu poświęcasz uwagę, przekłada się na to, czemu poświęcisz życie".
Podobnie będzie z pieniędzmi. To, na co wydajesz pieniądze, jest odzwierciedleniem tego, co dla Ciebie ważne. Wiesz już jednak, że metafora pieniądza nie jest doskonała. Pieniądze można odzyskać. Czasu i uwagi nie. Dlatego warto przyjrzeć się, jak te zasoby wydajesz.
Jak to zrobić? Na początek - proste zadanie. Na kartce zapisz wszystko, co jest dla Ciebie ważne. Zadaj sobie pytanie o to, co jest wartościowe i co cenisz. Być może jest to praca, zdrowie czy rodzina. A może rozwój osobisty czy duchowość. Nie wahaj się też zapisać na liście rozrywki, jeśli jest akurat dla Ciebie ważna. To Twoja lista i Twoje wartości. Nie myśl o tym, co "powinno" znaleźć się na liście. Słowo powinno sugeruje uległość względem społecznie akceptowanej narracji. Tymczasem na Twojej liście ma się znaleźć to, co jest dla Ciebie ważne.
Jeśli zapisywanie tego, co ważne, sprawia Ci trudność, mam inną propozycję. Zadaj sobie pytanie: "Co chcę osiągnąć?". Może to być pytanie w wersji podniosłej, czyli: "Co chcę osiągnąć w życiu?". Albo w wersji krótkoterminowej, czyli: "Co chcę osiągnąć w tym tygodniu?".
Moja odpowiedź na pytanie: "Co chcę osiągnąć w tym tygodniu?" brzmi: "Chcę napisać dwa rozdziały książki", "Chcę przygotować dobre zajęcia ze studentami", "Chcę popracować nad swoją uważnością".
Moje odpowiedzi na pytanie: "Co jest dla mnie ważne?" już znasz. Ważne są dla mnie zdrowie, rozwój, praca, relacje, duchowość. Gdy spoglądam w kalendarz, widzę czarno na białym, czy wydaję czas na to, co dla mnie ważne. Mogę też zweryfikować, czy w czasie przeznaczonym na działanie jestem na nim rzeczywiście głęboko skupiony.
Czemu ma służyć taka mentalna rozgrywka? Ustaleniu prawdy. Brzmi pompatycznie? Być może. Jednak jeśli Twoim wymogiem jest życie bez iluzji, zrozumiesz moją logikę. Jeśli coś jest dla Ciebie ważne lub jeśli chcesz coś osiągnąć, to musi to mieć odzwierciedlenie w Twoim harmonogramie dnia, tygodnia, miesiąca czy nawet życia.
Wszystko, co dla nas ważne lub co chcemy zrobić, wymaga naszej skupionej uwagi i czasu. Dobre relacje, praca, zdrowie. Tu nie ma drogi na skróty. Nie pomoże multitasking. Nie da się stworzyć wartości bez uważności. Nie zdobędziesz nowej ważnej kompetencji w międzyczasie - w biegu, kartkując życie i skanując szybko rzeczywistość. Nie zbudujesz relacji bez głębokiej rozmowy.
Pomyślisz być może, że te mentalne kung-fu i rozkminy z użyciem pytań, przydadzą się tylko freelancerom i freelancerkom: wolnym atomom, które mają większą swobodę w kształtowaniu swojego harmonogramu.
Niekoniecznie. Przecież - przynajmniej w teorii - zadania realizowane w zespołach też służą osiągnięciu jakichś celów. I każdy członek czy członkini zespołu będzie realizować te zadania w czasie. Nie trzeba być Stephenem Hawkingiem, żeby rozumieć, że wszystko, co robimy, trwa w czasie - zadania realizowane w pracy też.
Nie ma więc różnicy, czy pracujesz samodzielnie, czy w zespole. To, co ważne, i to, co chcemy osiągnąć, możemy zrealizować w czasie, który zarezerwujemy na zadania. A jakość tej realizacji będzie wprost proporcjonalna do głębokości skupienia.
Pomyśl o tym. Wytworzona przez ciebie wartość - bez względu na to, czy mówimy o upieczonym chlebie, rozmowie, spotkaniu biznesowym, pisaniu książki czy szlifowaniu nowej kompetencji - zależy od dwóch zmiennych. Od czasu, jaki przeznaczamy na działanie. I od jakości skupienia na tym działaniu. W pracy zespołowej wartość będzie sumą wartości wytworzonych przez poszczególnych członków i członkinie.
Wiem - skupiona praca i rozkładanie czasu w zgodzie z priorytetami wydają się utopią. Być może jednak właśnie do niej powinniśmy dążyć. A nie zgadzać się na to, by ciągle gonić w piętkę, ciągle mieć poczucie zbytniej zajętości i wyrzuty sumienia wywołane przez odkładane "na jutro" zadania z listy.
Pracę nad tym, by świadomie korzystać z czasu i zarządzać w nim swoim skupieniem, proponuję zacząć od remanentu - analizy i diagnozy. Ten remanent to kolejny krok w naszym zadaniu.
Na co wydajesz czas?
Dobra wiadomość jest taka, że pierwszy krok już za Tobą. Zakładam, że zapisał*ś na kartce to, co dla Ciebie ważne, lub to, co chcesz osiągnąć. Druga dobra wiadomość jest taka, że kolejny krok nie będzie trudny. Chyba że nie potrafisz narysować na kartce tabeli z 7 kolumnami i 48 wierszami22. Do czego niby ma być potrzebna taka tabela? Zaraz się przekonasz.
Czas to wartość zero-jedynkowa. Jeśli jakiejś czynności w danym czasie mówisz "tak", to innej z pewnością w tym samym czasie powiesz "nie".
Więc jeśli coś jest dla Ciebie rzeczywiście ważne, nauczysz się mówić "tak" temu, co ma Cię doprowadzić do realizacji. I mówić "nie" wszystkiemu, co temu przeszkadza23.
W teorii równanie jest proste. W praktyce równowagę tego równania zaburza żywioł życia. Sprawy nie ułatwia też fakt, że nieraz zapominamy o tym, co ma znaczenie. Lub po prostu nie wiemy, co dla nas ważne.
W wyznaczaniu priorytetów pomaga szczera odpowiedź na pytanie: "Co jest dla mnie lepsze długofalowo?". Kojarzysz to pytanie z rozważań ze wstępu. Tam pisałem o wyborze między schodami ruchomymi a zwykłymi. Tym razem posłużę się innym przykładem.
Na początek założę, że zdrowie jest dla Ciebie ważne. Podejrzewam też, że wiesz, jak ważny dla zdrowia jest regularny sen i umiarkowana (dostosowana do możliwości) aktywność fizyczna. Długofalowo opłaca się wysypiać niż zarywać noce (Jo?o, de Jesus, Carmo, Pinto, 2018). Długofalowo też opłaca się regularnie uprawiać jakiś sport (Peluso, Guerra de Andrade, 2005).
Mamy więc - mam nadzieję - jasność, co jest dla Ciebie lepsze długofalowo. Z tym założeniem postawię Cię przed wyborem: przyjemny wieczór z przyjaciółmi w tygodniu lub wcześniejsze pójście spać. Po to, by się wyspać, wstać przed pracą i potrenować.
Początkowo myślisz, że da się to pogodzić. Bo teoretycznie tak jest. Wystarczy tylko w odpowiednim momencie powiedzieć "nie" i odpowiednio wcześniej wyjść z imprezy. Zdaniem naukowców jednak problem polega na tym, że w trakcie imprezy może się odezwać układ limbiczny - odpowiedzialny za emocje - i systemy odpowiedzialne w mózgu za natychmiastową gratyfikację (Zayas, Mischel, Pandey, 2014). Te systemy, które zdecydowanie żyją chwilą i nie mają pojęcia o planowaniu długofalowym. Emocje i impulsywne reakcje mogą nas chronić w sytuacji zagrożenia, ale równie dobrze mogą być nieodpowiedzialnymi doradcami.
Prawdopodobnie będziesz też w dobrym nastroju. W końcu to impreza. Tylko że to też jest pułapka. Kiedy jesteśmy w lepszym nastroju, mamy tendencję do przeszacowywania swoich możliwości. Patrzymy na rzeczywistość nazbyt optymistycznie (Miller, Park, Smith, Windschitl, 2021). Nauka pokazuje też, że jeśli dołożysz do tego jeszcze alkohol, to zupełnie uśpisz korę przedczołową (Kähkönen, Wilenius, Nikulin, Ollikainen, Ilmoniemi, 2003), która odpowiada za planowanie i za tak zwaną odroczoną gratyfikację. A to wszystko oznacza, że coraz trudniej mówi się "nie" temu, co nie przyniesie korzyści długofalowo. Bawisz się więc długo, wracasz do domu na mocnym rauszu i idziesz spać.
Po trzech godzinach snu budzi Cię budzik, który zapomniał*ś przestawić (a może nawet łudził*ś się, że dasz radę wstać). Po omacku wyłączasz go i wracasz do spania. Z treningu nici. Zyskał*ś przyjemny wieczór (i może inne korzyści, które podpowie Ci mózg ze skłonnością do łagodzenia dysonansu poznawczego). Stracił*ś okazję, by zadbać o swoje zdrowie czy samopoczucie.
Nie każde wyjście na imprezę oznacza tylko korzyści krótkofalowe. Nie każdy trening przyniesie długofalowe. Mogę jednak powiedzieć - i będzie to poparte niezliczonymi badaniami - że wybór zdrowego snu oraz odpowiedniej aktywności fizycznej sprawi, że w przyszłości będziesz prawdopodobnie cieszyć się lepszym zdrowiem i dłuższym życiem.
Jedyny problem z tym wyborem jest taki, że mózg woli otrzymać nagrodę tu i teraz, a nie obietnicę nagrody w przyszłości. Jeśli częściej wydajesz czas na to, co przyjemne tu i teraz, to nie wydajesz go na to, co lepsze długofalowo24.
Dlaczego o tym przypominam? Bo dobra analiza wydatków czasu musi być poparta trzeźwym spojrzeniem na to, co dla Ciebie ważne i co chcesz osiągnąć długofalowo.
Gdy już to wiesz, możesz zacząć weryfikować, na co wydajesz czas. I tu wracamy do naszej tabeli. Przez tydzień lub dwa zapisuj w niej wszystko, na co wydał*ś czas i na czym naprawdę skupiał*ś uwagę w określonym czasie. Siedem kolumn to siedem dni tygodnia - w końcu czas wydajesz codziennie, nie tylko w dni robocze. Wiersze to 24 godziny podzielone na trzydziestominutowe bloki.
To ćwiczenie wymaga brutalnej szczerości. Nie naginaj rzeczywistości i nie zaznaczaj wszystkich ośmiu godzin w biurze od razu jako czas wydany na pracę. Jeśli przez pół godziny przeglądał*ś oferty na Allegro albo memy na TikToku, to nie określaj tego czasu jako wydanego na pracę. Chyba że akurat takie zadania są jej częścią.
Chodzi o to, by rzetelnie zmierzyć, ile czasu wydajesz na jakie zdania i co zawłaszcza Twoją uwagę.
Jak pokazują choćby obserwacje Laury Vanderkam, zazwyczaj mylimy się w naszych spontanicznych szacunkach (Vanderkam, 2010). Kiedy ktoś by nas spytał, ile czasu w tygodniu pracujemy, najczęściej przeszacowalibyśmy liczbę godzin. A gdyby zapytał o liczbę godzin przeznaczanych na bierne konsumowanie treści w mediach społecznościowych, najpewniej podalibyśmy mniejszą, niż była w rzeczywistości. Nic w tym dziwnego - człowiek dużo zrobi, by utrzymać dobre zdanie na swój temat (Stone, Cooper, 2001).
Ta analiza ma sprawić, że staniesz w prawdzie. Nie ma być jednak wstępem do samobiczowania się czy pokuty.
Jeśli nie przeszkadza Ci, że - dajmy na to - cztery godziny w tygodniu poświęcasz na Netflixa, a zero godzin na rozwój, to wszystko jest w porządku. Tylko wtedy nie deklaruj, że rozwój jest dla Ciebie ważny. Jeśli siedzisz na Pudelku przez 18 minut dziennie, a zero minut poświęcasz nauce języka obcego, to nic złego się nie dzieje - jeśli to Twoja świadoma decyzja. Tylko nie mów, że nie masz czasu na rozwój kompetencji. Bo to nieprawda. Masz czas. Tylko wydajesz go na coś innego.
Ta analiza to dopiero wstęp. Potem rozpoczynasz właściwą pracę.
Spoglądasz na obliczenia i zestawiasz je z deklarowanymi priorytetami i celami. Jeśli czas wydajesz zgodnie ze swoimi wartościami - gratuluję! Jeśli jednak widzisz rozbieżność, masz do wyboru dwie ścieżki. Albo zmieniasz deklarowane wartości i cele, albo rozpoczynasz pracę nad tym, żeby lepiej wydawać czas i mądrzej skupiać uwagę.
Ja taką analizę mam już za sobą. Nie jedną zresztą, bo raz na jakiś czas ją powtarzam. Pierwsza mnie mocno otrzeźwiła. Bo zrozumiałem, że nie wydaję czasu zgodnie z moimi deklarowanymi wartościami. Postanowiłem wtedy, że nie porzucę tego, co dla mnie ważne. Zamiast tego zacznę świadomie wydawać na to czas. I skupiać uwagę, by tworzyć i oddawać wartość.
Ważna jest dla mnie praca - aktywności zawodowe, które kocham. Chcę pracować tak długo, jak to będzie możliwe. Najlepiej do samego końca. Być może nie z taką intensywnością jak teraz. Jednak nie wyobrażam sobie, że miałbym w przyszłości nie pracować. Wiem, że aby to osiągnąć, muszę teraz inwestować w to, co długofalowo jest dla mnie lepsze. To oznacza, że wybieram zdrowy, wyregulowany sen, aktywność fizyczną, wartościową dietę i abstynencję. Mówię (bez żalu) "nie" imprezom, oglądaniu seriali do rana i siedzeniu na kanapie. Temu, co lepsze długofalowo, mówię "tak".
Długofalowo zdrowie, sen i sprawny umysł są dla mnie ważniejsze. To zyskuję. Ale wiem też, że na pewno coś tracę. Świadomie podejmuję tę decyzję. Pisząc ten rozdział, nieraz miałem ochotę zerknąć na Facebooka czy Instagram. Nieraz mój umysł podpowiadał mi sposoby na ucieczkę od zadania, które do łatwych nie należy. Wiem jednak, co jest dla mnie ważniejsze. I rozumiem, że napisać książkę można tylko - pisząc książkę. Każdą chwilę chcę wykorzystać świadomie. Każdą ze 168 godzin. Czas po prostu mam. I decyduję, na co go wydaję.
Pomyślisz być może, że w Twoim przypadku to nie takie proste. Bo Twój czas nie zawsze należy do Ciebie. Z pewnością moje życie wygląda inaczej niż Twoje. Nie mam szefa. Nikt nie wbija mi bez pytania spotkań w kalendarzu. Nie mam dzieci. Nikt nie przerywa mi snu płaczem. To wszystko prawda. Bez względu jednak na to, jak wygląda Twoje życie i ile jest w nim zmiennych, masz w tygodniu 168 godzin. Warto się przyjrzeć, na co je wydajesz. I swoimi wyborami głosować na to, jakim człowiekiem chcesz być.
Zadaj sobie pytanie, co jest dla Ciebie ważne. Jakie są Twoje wartości i jaki masz cel. Potem zrób ćwiczenie, o którym napisałem. I zobacz, co z tego wyjdzie. Może brutalne otrzeźwienie. Tego Ci życzę.
Czas nas nie goni. Nie musimy nim zarządzać. Nie musimy go zabijać. Warto go jednak świadomie używać.
koniec darmowego fragmentuzapraszamy do zakupu pełnej wersji