Rozdział II
Vademecum odmiennych stanów świadomości
Spróbujmy wymienić najbardziej typowe drogi prowadzące do odmiennych stanów świadomości. Gdybym tylko znał je odpowiednio wcześnie, na pewno ominąłbym szerokim łukiem wiele wyboistych szlaków.
Terminu vademecum używam z uwagi na to, że kategorii tych stanów jest naprawdę ogrom. Nawet substancje psychoaktywne - które potraktuję jako zaledwie jedną wielką rodzinę - diametralnie się od siebie różnią. W przypadku DMT, kofeiny, MDMA, marihuany i ketaminy nie znajdziemy wielu cech wspólnych, a jednocześnie będą słusznie wrzucane do wspólnego worka przez większość terapeutów uzależnień. Alkoholik, który przestaje pić i zaczyna palić dużo marihuany, będzie traktowany jako poruszający się po podobnie grząskich terenach - zamienił jedną substancję na drugą, choć działają teoretycznie zupełnie różnie. Pewne dziury można bowiem zatykać, a potrzeby zaspokajać w mniejszym lub większym stopniu substancją działającą inaczej. To jeden z powodów, dla których powinniśmy patrzeć holistycznie na odmienne stany świadomości, nawet jeśli mocno się między sobą różnią. Kategorie, które będę tu wymieniał, pochodzą nieraz z zupełnie różnych krain - ale zadając sobie pytanie, co sprawia, że umieszczam je w jednym zestawieniu, pamiętajmy o przykładzie psychoaktywnych substancji - różniących się, ale na swój specyficzny sposób podobnych.
Jednym z celów tego zestawienia jest też wyraźne wskazanie, że wbrew obiegowej opinii substancje są tylko pewnym ułamkiem sposobów, jakich ludzie używają od zarania dziejów, by wchodzić w odmienne stany. Oczywiście jednym z najprostszych, najintensywniejszych i najbardziej bezpośrednim. Ale mnóstwo osób, również tych, które mają uprzedzenia do substancji, czasami z wyłączeniem dwóch ulubionych - kofeiny i alkoholu, regularnie powtarza czynności, które prowadzą ich do przeżywania niezwykłych stanów.
Tym razem mam na myśli nie tylko te poszerzone, ale każdy, który różni się od naszego standardowego, codziennego trybu działania. Wielu z nas wstaje rano z łóżka, zjada śniadanie i myje zęby, wsiada w publiczny lub prywatny środek komunikacji, wchodzi do biura, robi przez parę godzin to, co zwykle, po czym pod koniec miesiąca dostaje wirtualne żetony wydawane na przyjemności. Po drodze wykonujemy setki kolejnych automatycznych procesów, jak zakupy, oglądanie seriali czy scrollowanie social mediów. Każdą rzecz, która nas z tego trybu jakoś wyciąga, można traktować jako odmienną, niezależnie od tego, czy wyciągnie nas w górę i pozwoli przekroczyć ten poziom - co nazwalibyśmy poszerzeniem świadomości, czy też ściągnie w dół - na zasadzie, na jakiej działa alkohol - czyli upośledza pewne funkcje poznawcze, uniemożliwia nam standardową pracę i oto jesteśmy w innym, niekoniecznie mądrzejszym stanie, któremu jednak towarzyszą różne fenomeny tak charakterystyczne jak nietypowe działanie emocji, zmiana poczucia czasu, zmiana zachowania, u niektórych nawet czasowa zmiana osobowości.
Stany te mogą być przyjemne, nieprzyjemne lub neutralne. Ich intensywność również totalnie może się od siebie różnić. Przeciętna osoba, która wypije dziesięć butelek piwa, będzie w bardzo odmiennym stanie świadomości. Osoba, która wypije trzy - również. Ale co z osobą, która wypije jedno - czy również jest w odmiennym stanie? Czy to stan jeszcze normalny? A jeśli jedno zakwalifikujemy do odmiennych, to co z połową lub ćwiartką? Gdzie jest granica, od której zaczyna się odmienny stan?
Oczywiście takiej wyraźnej granicy nie znajdziemy, występuje tu raczej pogłębiająca się stopniowo intensywność. O ile więc pewne doznania będą porażające i nie da się ich zignorować za żadne skarby, o tyle niektóre mogą być wyjątkowo delikatne i subtelne. Można ich nawet nie zauważyć w codziennej rutynie lub wtedy, gdy nie ma się odpowiednio wyczulonej wrażliwości. Można też z pewnością nie klasyfikować tego w taki sposób - wiele osób robiących to, o czym tutaj wspomnę, byłoby pewnie szczerze zdziwiona, gdyby usłyszała, że nazywam to praktyką prowadzącą do odmiennego stanu świadomości.
Tymczasem wszyscy je przeżywamy i nie wiem, czy spotkałem choćby jednego człowieka, który w ogóle nie lubiłby wchodzić w żadne nietypowe stany świadomości. Oczywiście wielu, a nawet większość ludzi nie chciałaby zastosować ogromnej ilości tych metod. Mogą się ich brzydzić, bać czy próbować zakazywać. Niektórych mogli nawet spróbować, lecz ten rodzaj doświadczeń im się nie spodobał. Jest też pewna grupa osób, która nie chciałaby wchodzić w intensywne odmiany tych stanów. Nawet jednak osoby z wysoką potrzebą kontroli najczęściej mają swoje własne sposoby, a niektóre mogą stosować wręcz nałogowo. Podobnie zresztą robią zwierzęta - jak choćby renifery używające psychodelicznych grzybów.
Warto wspomnieć o indywidualnym zróżnicowaniu - dla niektórych pewne doświadczenia będą wyjątkowo intensywne, dla innych zaś delikatne czy też o średniej mocy. Różne poziomy wrażliwości sprawiają, że dla jednych nawet chodzenie boso po mieście stanowi czarodziejskie doświadczenie, podczas gdy inni niewiele czują po silnych dawkach psychodelików, domagając się dokładki. Oczywiście wraz z kolejnymi eksperymentami, a w szczególności ucząc swój mózg podróżować na bardzo różne sposoby, stajemy się coraz bardziej wyczuleni na wszelkie zmiany w naszej świadomości.
Niektóre z tych stanów polubimy, uznamy za cel i główną misję swojego życia, a nawet będziemy ryzykować śmiercią, żeby ich doświadczać. Za innymi nie przepadamy. Wśród osób obytych z dużą ilością substancji bywa podobnie - pewne z nich są ulubione, a innych się nie trawi. Bywa też, że jedna substancja może być tak wciągająca i zaspokajać tyle potrzeb, że prowadzi do uzależnienia.
Dla każdego więc niektóre stany mogą być atrakcyjne, inne interesujące, pewne hipnotyzujące - a pewnych nigdy byśmy nie chcieli doświadczyć. Przyczyn tego należy szukać w kulturowych opowieściach, które wywarły na nas największy wpływ oraz w skomplikowanej mapie emocjonalnej każdego z nas. Sporo osób nigdy nie skoczy ze spadochronem, niezależnie od tego, jak fascynujące historie zostaną im opowiedziane. Natomiast części rzeczy i sytuacji nie mieliśmy okazji doświadczyć ani pomyśleć o nich w sposób, który mógłby być atrakcyjny - być może nikt nie porównał tego nigdy do czegoś, co znamy.
Intencje doświadczania tych stanów mogą być zupełnie różne. Nawet, gdy podejmujemy jakąś czynność świadomie - to czasem chcemy doświadczyć tego właśnie stanu, czasem czegoś podobnego, a przy okazji w niego wchodzimy, a czasem mamy inne cele, a niezwykły stan pojawia się przy okazji. Dochodzi do tego cała seria spontanicznych doświadczeń oraz sytuacje, w których wcale nie chcemy nietypowych przeżyć.
1. SUBSTANCJE PSYCHOAKTYWNE
Najbardziej oczywisty i bezpośredni sposób, ale również pierwszy, od którego psychologia rozpoczęła swoje zainteresowanie tą sferą. Odkrycie LSD w 1943 roku i różne pomysły psychiatrów i terapeutów zakończone wieloma udanymi eksperymentami udowodniły, że stan, w którym jednostka widzi wszystko inaczej, może być pomocny również w kontekście terapeutycznym, leczenia zaburzeń psychicznych, inspiracji artystycznych, przemyśleń filozoficznych czy spojrzenia z szerszej perspektywy na swoje życie. Niezależnie od tego, czy się to komuś podoba, czy nie - to właśnie LSD było prekursorem używania odmiennych stanów świadomości jako terapeutycznych. Wkrótce potem odkryto, że kwas nie jest jedynym psychodelikiem na świecie - w różnych częściach świata rosły od dawien dawna rośliny i grzyby, których używano do celów uzdrawiających. Mam tu na myśli przede wszystkim kaktus pejotlu i San Pedro z Północnej Ameryki, południowoamerykańską mieszankę roślinną - ayahuaskę, ibogę pochodzącą z Afryki, grzyby psylocybinowe rosnące w różnych częściach świata, a także subtelniejsze i delikatniejsze konopie indyjskie.
Substancji psychodelicznych działających w miarę podobnie jest cała masa. Niektóre są kompletną niespodzianką dla osób, które nie nazwałyby się koneserami - na przykład muchomor czerwony (tak, ten rzekomo śmiertelnie trujący) szeroko stosowany w szamanizmie europejskim i syberyjskim czy też gałka muszkatołowa, której spożycie w odpowiedniej ilości może wywołać potężną psychodeliczną podróż (w której gustowali przede wszystkim marynarze) trwającą kilka dni. Podobne wrażenia może nam zafundować niewinny tatarak lub powój, który do niedawna można było kupić w sklepach zielarskich, a który zawiera LSA. Dochodzi do tego cała masa tzw. chemical research, czyli zamienniki odkryte przez Alexandra Shulgina, jak chociażby 4-Aco-DMT, 4-HO-Met lub Aco-Dipt - substancje dość do siebie podobne, niecieszące się wielką popularnością, niemniej mające dość podobne działanie do poprzednio wymienianych. Czy też miksy tworzone przez koneserów, takie jak psilohuaska.
Należy wspomnieć również o niezwykłych psychodelikach: DMT i 5-MeoDMT (co ciekawie uzyskiwane nie z roślin, lecz ze zwierzęcia - z jadu ropuchy Bufo Alvarius). Mimo że zalicza się je do podobnej grupy, ich sposób działania jest zupełnie inny. Podróże trwają tylko kilka minut, lecz bywają wielokrotnie bardziej intensywne, a słowne opisy ich treści są niezwykle karkołomne. Bywają często na tyle abstrakcyjne, że ciężko jest przełożyć wglądy na jakieś konkretne rady dotyczące ziemskiej rzeczywistości. Błyskawicznie poruszające się obrazy, przenikające się wymiary i kompletne wyjście spoza tradycyjnej czasoprzestrzeni uświadamiają nam ograniczenia ludzkiego języka.
Nieopodal stoją dysocjanty - substancje, po zażyciu których możemy mieć wrażenie wychodzenia z ciała i bycia obok siebie - na przykład DXM, ketamina czy Salvia Divinorum - również palona w stylu DMT, wywołująca bardzo abstrakcyjne, nieziemskie wizje, podczas których wielokrotnie wydaje się komuś, że wcale nie jest człowiekiem, a trójwymiarowa rzeczywistość to jedynie tandetne teatralne przedstawienie. Również mają swoje terapeutyczne zastosowanie.
Delirianty - bieluń dziędzierzawa, mandragora, lulek czarny i belladonna to kolejna grupa, na szczęście używana sporadycznie. Charakteryzuje je dość wysoka toksyczność i prawdziwe, realistyczne halucynacje, podczas których widzimy rzeczy, których nie ma, i rozmawiamy z ludźmi, którzy nie istnieją. W przeciwieństwie do tradycyjnych psychodelików praktycznie niemożliwe może być odróżnienie uzgodnionej rzeczywistości od wizji, które się pojawiają. Znane są niesamowite historie o śmiałkach, którzy odważyli się je zażyć.
Jedni twierdzili, że odbyła się u nich impreza, podczas gdy zrobili kilka herbat i puszczali całą noc muzykę, siedząc samotnie w pokoju. Innych widziano, jak siedząc na ławce, mówili sami do siebie. Inni błagali o pomoc policjantów, twierdząc, że po ulicach miasta ściga ich biało-niebieski aligator. Pewien licealista po 6 dniach od zjedzenia kwiatów bielunia odzyskał świadomość na komisariacie policji, kompletnie nie pamiętając, co się wydarzyło przez te kilka dni, z wyjątkiem jednego (jak się okazało, zgodnego z prawdą) szczegółu - bycia wyrwanym do odpowiedzi na lekcji fizyki i dostania z niej czwórki. Jeszcze inna osoba opisywała w internecie, jak próbowała się zabezpieczyć na wszystkie sposoby i poprosiła kolegę o pełnienie roli przewodnika, obiecując mu bezwzględne posłuszeństwo. W chwili, gdy byli jednak na odludziu i wszystko wydawało się iść zgodnie z planem, przewodnik się rozdwoił i każdy z nich zaczął ciągnąć go w inną stronę. Po długich rozterkach podróżnik postanowił pójść za tym fałszywym.
Sam miałem jedną w życiu okazję przebywać z osobą, która zjadła przy mnie bieluń, i było to niecodzienne doświadczenie. Mimo sporej praktyki z innymi substancjami, po tym eksperymencie podróżnik ten zarzekał się, że nigdy więcej tej konkretnie nie powtórzy. Słowa dotrzymał.
Działanie tych roślin jest bardzo długie (nawet kilka dni), potrafi być bardzo toksyczne (dawka śmiertelna i aktywna nie różnią się aż tak bardzo) i przeważnie nie jest przyjemne - ludzie nieraz czują się jak na skraju szaleństwa, a większości podróży nie pamiętają. Jednocześnie istnieją pogłoski o wykorzystywaniu ich przez niektóre plemiona w szamańskich praktykach. Podobno delirianty były głównym składnikiem średniowiecznej maści czarownic, która dawała wrażenie latania na miotle i spółkowania z diabłem.
Nigdy jednak nie poznałem osobiście osoby mającej z tym duchowe i pozytywne doświadczenia.
Jako przestroga może posłużyć historia Willama Burroughsa, który niemal wyszedł po papierosy przez okno na trzecim piętrze lub znajomy Roberta Antona Wilsona, który po beladonnie widząc kolegę, który na przemian pojawiał się i znikał, udał się w podróż samochodem. Problem polegał na tym, że nie miał wtedy samochodu. Znaleziono go kilkadziesiąt kilometrów za miastem, bez jednego buta i jednej skarpetki, nigdy też nie odnalazł się jego motocykl21.
Widmo prowadzenia motoru, w chwili gdy komuś wydaje się, że jedzie samochodem, niech będzie wystarczającą przestrogą przed próbowaniem diabelskiego ziela.
Kolejna grupa, wykorzystywana coraz częściej w terapii, to empatogeny, nazywane też entaktogenami - różniące się nieco od klasycznych psychodelików. Nie wywołują najczęściej tak mocnego rozmycia ego i zmiany poczucia własnej tożsamości, wpływając na ten obszar raczej w niewielkim stopniu. Jednocześnie bardzo zwiększają empatię i odczuwanie przyjemności, zmieniając łatwość doświadczania pewnych uczuć (również traumatycznych) i rozmawiania o trudnych sprawach22. Najsłynniejszym empatogenem jest oczywiście MDMA. Inne podobne substancje to MDA, sasafras (czy też to, co po tą nazwą sprzedają) lub odpowiednio zażyta kanna - afrykańska święta roślina (która jednak nie działa w ten sposób na każdego).
Substancje te, ze względu na swoje właściwości, w kontekście rozrywkowym używane są głównie podczas klubowych imprez, gdzie miesza się je z alkoholem i bez poczucia zmęczenia tańczy bez wytchnienia przez wiele godzin lub rozmawia w bardzo otwarty sposób z innymi. Jednak zastosowane podczas terapii, z nakierowaniem na introspekcję i nierozpraszanie się otoczeniem, potrafi wspaniale pomagać przy takich problemach jak PTSD, uzależnienie od alkoholu lub konflikty małżeńskie.
MDMA powoduje neurofizjologiczny odpowiednik empatycznego zrozumienia, zalewając mózg prolaktyną - która wydziela się również po orgazmie i jest odpowiedzialna za nieseksualne zainteresowanie23 - oraz oksytocyną. Potrafi wyłączyć pozostałą po traumie nadmierną aktywność ciała migdałowatego (odpowiedzialnego za uczucie zagrożenia życia), jednocześnie nie upośledzając funkcji poznawczych. Sprawia to, że możemy obserwować, wyrażać i przeżywać bardzo nieprzyjemne uczucia, bez nieznośnego przytłoczenia i beznadziei. Pamiętamy o wszystkim później i jesteśmy w stanie to analizować.
Jeśli chodzi o substancje nie mające wielkiego zastosowania w terapii to: stymulanty (najpopularniejsza jest oczywiście kofeina, ale również amfetamina lub efedryna), substancje rozrywkowe (alkohol czy stosowana w Polinezji Kava Kava) i te na granicy pomiędzy nimi - jak kokaina czy khat stosowany w Afryce i Azji. Do tego środki chemiczne, które mają za zadania uspokajać - tzw. depresanty: benzodiazepiny czy opiaty. Jest tego sporo. Pewne mogą nas bardzo przyciągać - innych nie tknęlibyśmy za żadne skarby.
2. ODDYCHANIE HOLOTROPOWE I INNE ODDECHOWE PRAKTYKI
Gdy psychoterapia LSD została niemal z dnia na dzień zdelegalizowana, pracujący w ten sposób Stanislav Grof (psychiatra pochodzący z Czechosłowacji, jeden z twórców psychologii transpersonalnej) pragnął zgodnie z prawem wywoływać efekty podobne do działania psychodelików. Dlatego właśnie jest to praktyka najbardziej zbliżona do substancji psychodelicznych. Oddech był od tysięcy lat używany do zmiany stanów świadomości. Odkryto szybko - i jest eksperyment dość łatwy do przeprowadzenia - że gdy zmienia się oddech, to zmienia się też stan naszego umysłu.
Najprostszą praktyką, która wywołuje subtelne zmiany stanu świadomości porównywalne nieco do opiatów, jest ognisty oddech. Kładziemy się wygodnie na plecach i dyszymy (głośny, szybki oddech przez usta) 20 razy, a następnie 20 razy bardzo powoli oddychamy przez nos. Trzy takie serie mogą nam bardzo szybko pokazać, że sama zmiana oddechu wywołuje zmianę stanu świadomości. To raczej delikatne i proste ćwiczenie, które polecam stosować regularnie w celach wyciszenia. Osobiście używam tej techniki bardzo często, gdy chcę szybciej zasnąć, szczególnie podczas drzemek w ciągu dnia.
Praca z oddechem znana była Indianom i wczesnochrześcijańskiej sekcie esseńczyków, którzy używali przyspieszonego i pogłębionego oddechu w celu łączenia się z Bogiem. Jogiczna pranajama, Sufi breathing, balijski taniec Kecak czy śpiew gardłowy Inuitów to inne sposoby bezpośredniej lub pośredniej pracy z oddechem.
W oddychaniu holotropowym skupienie na specjalnym sposobie oddychania, użycie odpowiednio dobranej muzyki, zachęta do nieskrępowanej ekspresji, akceptacji absolutnie wszystkich pojawiających się uczuć, elementy procesu grupowego, praca na poziomie relacyjnym, w połączeniu z najistotniejszymi - intencji przeżycia tego stanu i dużego poczucia bezpieczeństwa - to wszystko potrafi sprawić, że psychika w dość krótkim czasie wkracza w niezwykłe rejony. Jest to metoda intensywna i szybka - wystarczy kilka godzin, co stanowi jeden z najprostszych dowodów na coś, co kiedyś wydawało mi kompletnie się niewyobrażalne - mózg jest w stanie samoczynnie wytworzyć takie stany, jak po zażyciu silnych substancji psychodelicznych.
Inne metody oddechowe najczęściej - bo jest ich bardzo dużo, a część osób wciąż tworzy własne sposoby - mają mniejszą intensywność. Różne też są ich funkcje - mniej intensywnie nie musi oznaczać nic gorszego. Wiele z nich świetnie nadaje się do indywidualnej quasiterapeutycznej pracy z konkretnymi intencjami, integrowania innych doświadczeń, krótkich praktyk pomagających obudzić świadomość na resztę dnia, a nawet do wzmacniania odporności organizmu.
3. METODY SZAMAŃSKIE
Szamańskie sposoby pracy bardzo często opierają się na pewnego rodzaju deprywacji lub przeciążeniu. Może to być głodówka - a więc pozbawienie się na jakiś czas jedzenia. W wersji intensywniejszej - suchej - unikamy również wody (oczywiście ta wersja trwa znacznie krócej i wiąże się z nią większe ryzyko). Wbrew obiegowym opiniom 40-dniowe głodówki nie należą jedynie do świata mitologii (choć robili je Budda, Jezus czy Mahomet), tylko stanowią praktykę stosowaną przez wielu żyjących obecnie ludzi (w tym Pitagorasa w czasach antycznych), a krótsze głodówki - do 10 dni - są możliwe do zastosowania przez większość osób. Mniej popularną wersją jest przewodnienie - spożywanie takich ilości wody, że to też wywołuje odmienne stany.
Kolejny rodzaj deprywacji - to deprywacja zmysłowa, w większości przypadków związana z ciemnością. Polega na tym, że ograniczamy ilość dochodzących do nas sygnałów, co jest zupełną odwrotnością tego, co przeżywamy w dzień, idąc po hałaśliwej miejskiej ulicy. Odkryto już dawno temu, że jeśli człowiek przez dłuższy czas będzie przebywał w środowisku, gdzie nie ma bodźców - szczególnie wzrokowych, absorbujących większość naszej uwagi, psychika zaczyna ujawniać stopniowo swoją głęboką zawartość. W ciemności mózg powoli produkuje własne substancje psychodeliczne. W podobnych celach stosowana była pustynia (której jednolity widok również na swój sposób hipnotyzuje). Te praktyki stosowano w wielu kulturach od tysięcy lat.
W dzisiejszych czasach mamy też możliwość korzystania z komory deprywacji sensorycznej, której prekursorem był John Lily. Jest to maszyna, w której możemy się położyć, nic nie widzimy, nic nie słyszymy i dryfujemy zanurzeni w płynie o temperaturze naszego ciała, co pozwala nam również nic nie czuć. Prowadzi to do doświadczenia, które przez jakiś czas się rozkręca, nieraz z pewnym oporem i gwałtowną chęcią wyjścia stamtąd, by zrobić coś sensownego. Po przeczekaniu najtrudniejszego okresu przeżycie może być bardzo głębokie i również przypomina psychodeliczną podróż.
Na nieco podobnej zasadzie działa izolacja - czy też odosobnienie, stosowana przez mnichów wielu religii, zarówno buddyzmu, islamu, jak i chrześcijaństwa (chociażby wielokrotne praktyki ojca Pio). Łagodniejszą wersją tej metody jest milczenie - można w jej trakcie przebywać wśród ludzi, ale nie można się z nimi komunikować, również niewerbalnie. Metody te najczęściej działają wolniej - wymagają zdecydowanie więcej czasu niż trzy godziny, a do pełnego rozkręcenia się nawet więcej niż trzy dni. W różnych tradycjach takie praktyki potrafią trwać dwa miesiące, by w pełni pokazać swoje możliwości.
Oczywiście intensywniejsza wersja zakłada kombinacje różnych metod. Jeżeli łączymy izolację z deprywacją sensoryczną i głodówką, efekt będzie intensywniejszy i szybszy. W Tybecie znana była pewna praktyka, która w ekstremalnej wersji trwała tydzień i łączyła wszystko - brak jedzenia, wody, ciemność, ciszę, odosobnienie, milczenie, celibat i brak poczucia czasu. Sam spędziłem tak półtora dnia i przyszło do mnie wtedy wiele ciekawych przemyśleń i wizji, o których później.
Tutaj szczególnie widać, dlaczego odmienne stany świadomości mogą działać dwojako. Wielokrotnie słyszałem od osób, które nie były zainteresowane tą tematyką, że gdyby zamknięto je przez przypadek w jakimś pomieszczeniu i musiałyby w nim spędzić bezczynnie dziesięć godzin (oczywiście bez telefonu czy książek), to potocznie mówiąc zwariowałyby. Byłoby im trudno zarówno wytrzymać ze sobą, jak i siedzieć i nic nie robić przez tyle czasu. Oczywiście "wariowanie" jest pewnym przesadzonym określeniem, ale są to trafne przeczucia, bo status quo osobowości byłby solidnie zakwestionowany. Podobnie jeśli wyobrazimy sobie, że ktoś nas głodzi lub zamyka w ciemności - nie przypadkiem siedzenie w karcerze było w więzieniu traktowane jako surowa kara. Jeśli bowiem nie wchodzimy w odmienny stan świadomości z własnej woli, z intencją, aby eksplorować zawartość swojej psychiki - duża szansa, że będzie to nieprzyjemne. Dlatego intencja i wewnętrzna zgoda są absolutną podstawą.
Kolejną z takich metod - bardziej w stronę przeciążenia niż deprywacji - jest robienie czegoś rytmicznie. Najbardziej znanym przykładem będzie szamański bęben - długa gra czy słuchanie bębnienia przy ognisku również wprowadza w odmienny stan. Inną wersją tego doświadczenia są metody terapii EMDR, gdzie w specyficzny i nienaturalny sposób rusza się oczami przez dłuższy czas.
Pewnego razu podczas sportowego treningu byłem świadkiem ciekawej sytuacji. Wiatr wiał w taki sposób, że zasłonka w bardzo rytmiczny sposób uderzała o otwarte okno. Po dłuższym czasie poczułem, że zaczynam od tych rytmicznych odgłosów wchodzić w swoisty, delikatny rodzaj transu. Dość szybko jeden z bywalców siłowni wstał i zamknął okno, gdyż to ewidentnie mu przeszkadzało.
Kolejną deprywacyjną metodą jest brak snu. Według wielu opinii jest to nieco bardziej mroczna metoda, aktywująca naszą ciemną stronę. W przeciwieństwie do głodówki, podczas której większość osób czuje się dobrze po przetrwaniu pierwszych dni (jeśli przestrzega odpowiednich zaleceń), brak snu opisywany jest raczej jako metoda nieprzyjemna - prawie każdy czuje się podczas niej niedobrze. Nie wiem, na ile pod wpływem tych sugestii, ale po trzech nocach bez snu, choć faktycznie przeżywałem psychodeliczne doznania, miałem poczucie bycia na skraju i chciałem to dość szybko skończyć.
Ze spaniem również wiąże się wiele praktyk, jak choćby świadome kontrolowanie własnych snów, w których możemy doświadczać wielu rzeczy, gdy nie mamy ograniczeń zasad fizyki, a nawet logiki. Powstało też wiele metod pracy z interpretacją i integracją snów. Plemię Senojów snom poświęca całe swoje życie - po nocnych podróżach spotykają się i kilka godzin opowiadają o tym, co działo się w tamtych przestrzeniach. Później wykonują niezbędne do przetrwania czynności, a wieczorem planują, o czym chcą śnić dzisiaj i co w tych magicznych światach robić. Całe ich życie kręci się dookoła śnienia - co z pewnością jest ciągłym przebywaniem w odmiennych stanach24.
Do podstawowych czynności życiowych, które w tej kategorii ograniczamy lub przeciążamy, możemy dodać też ruch. Powiększanie ruchu to wielogodzinny taniec, trwający przez wiele dni pod rząd pomimo naszego zmęczenia i w którym pozwalamy ciału na swobodną ekspresję. Po drugiej stronie jest ograniczenie ruchu lub kontrolowanie tego w jakiś sposób, na czym mocno bazuje joga - czasem powstrzymująca od ruchu, czasem rozciągająca, czasem nadająca ruchom konkretną strukturę. Nieraz - jak w przypadku kundalini jogi - połączona z oddechem.
Istnieją też metody będące odwróceniem deprywacji sensorycznej - jak specjalne używanie stroboskopowego światła lub kręcenie w kółko - oraz rytuały przejścia stosowane w kulturach antycznych. Wiele z nich łączy się z bólem, podchodząc momentami pod tortury, ale wciąż pozostając w ramach dobrowolnego uzdrawiającego rytuału, który pomaga przejść na wyższy poziom wtajemniczenia.
Coraz większą popularność na Zachodzie zdobywają tzw. Vision Quest - rytuały przejścia polegające na mieszance izolacji, deprywacji snu, jedzenia, wody, samotności (uczestnicy przez kilka dni medytują sami w lesie). W niektórych wersjach dodana do tego jest sauna indiańska (wystawienie się na duże gorąco połączone z medytacyjnymi pieśniami) i ceremonie z jakąś rośliną (przeważnie z pejotlem).
Deprywacja, którą przeżywaliśmy podczas lockdownu związanego z Covid-19, również u wielu osób wywoływała niespotykane odczucia. Przeważnie - z uwagi na to, że było to kompletnie niekontrolowane środowisko - niezbyt przyjemne, szczególnie dla tych, którzy nie praktykują takich przeżyć.
4. MEDYTACJE, MODLITWY, CEREMONIE
Metod przynależących do tej kategorii jest niemal tyle, ile gwiazd na niebie. Od klasycznej medytacji i świadomej koncentracji uwagi na oddechu, przez medytacje dynamiczne (gdzie dodajemy ruch, głos), które pomagają szybciej osiągnąć pewne efekty, aż do medytacji związanych z wizualizacją, które mogą podchodzić już pod modlitwy.
Warto wspomnieć o medytacji prowadzonej - stanie skupienia, gdzie ktoś nas prowadzi przez konkretne doświadczenia - a więc wszelkich metodach hipnotycznych. Oraz medytacje wywoływane przez odpowiednie dźwięki słuchane ze słuchawek - BrainWaves i HemiSync, mające również pewną rzeszę fanów.
Co ciekawe w wielu tradycjach duchowych zwraca się uwagę na to, że sam odmienny stan składający się z wizji i uniesień nie jest celem medytacji, tylko wydarza się przy okazji. Warto jednak zaznaczyć, że ostateczny cel - czyli większa świadomość, nieidentyfikowanie się z tradycyjnie rozumianą osobowością, czy też słynne oświecenie - stan niedualny, którego nie chciałbym jeszcze w tym momencie szczegółowo opisywać - również należy do stanów zdecydowanie niecodziennych.
Modlitwa, nawet tradycyjna, uprawiana podczas katolickiej mszy świętej, może z kolei prowadzić do mistycznych przeżyć, jeśli taka jest intencja osoby, nawet wyrażona w sposób pośredni - połączenie z Bogiem również należy bowiem do kategorii odmiennych stanów świadomości. Oczywiście, w chwili gdy ktoś jest zmuszany przez rodzinę do pójścia do kościoła, odlicza czas, aż msza się skończy i mamrocze pod nosem dla zachowania pozorów słowa modlitwy intonowane przez księdza - raczej spektakularnych efektów nie doświadczy. Natomiast poważne i żywe podejście do rytuałów religijnych - modlitwy z każdej tradycji, szczególnie umiejscowione w kontekście ceremonii religijnych, mogą działać nadzwyczaj intensywnie.
Nie jest to powszechnie analizowane, ale wiele konserwatywnych staruszek uczęszczających na rytuały religijne może doświadczać odmiennych stanów świadomości przypominających te, które wymieniałem wcześniej. Z pewnością występują między tymi wszystkimi doświadczeniami pewne różnice, ale ich natura jest dość podobna. Mimo oburzenia, jakie poczują niektóre osoby na myśl o tym, że babcia chodząca co tydzień do kościoła może przeżywać podobne duchowe stany, co jej wnuczek zjadający garść psylocybinowych grzybów, uważam, że na tym polega cały paradoks naszej kultury. Bardziej powinno nas zastanawiać, dlaczego pewne stany traktowane są jako "lepsze", a te przeżyte w innych okolicznościach już do tej grupy nie należą.
Nawet rodzaj muzyki może według niektórych decydować, czy "mieliśmy prawo" przeżywać wyjątkowe chwile. Jeśli ktoś podczas słuchania koncertu Chopina przez krótką chwilę czuł się jednością z wszechświatem i przez tę krótką chwilę miał uczucie miłości do wszystkich ludzi, będzie to w pewnych kręgach bardzo pozytywnie odebrane. Gdy jednak inna osoba wybrałaby się na młodzieżową imprezę techno i wśród stroboskopów czy dudniącej muzyki mówiłaby o podobnych przeżyciach, mogłoby to niektórych zaniepokoić. Oczywiście jest grupa osób, które zareagują na te dwie sytuacje odwrotnie.
Taka refleksja może nam podczas lektury tego rozdziału towarzyszyć - możemy się łapać na tym, że pewne stany uznajemy odruchowo za bardziej wartościowe i wzniosłe. Oczywiście istnieją pewne odmienne stany świadomości, których skutki mogą być bardzo niekorzystne, natomiast ich intencja może być tak samo dobra jak modlitwa.
Moim ulubionym, ale też bardzo kontrowersyjnym przykładem jest tutaj kwestia uzależnień. Bardzo często postrzega się uzależnienia jako coś bardzo prymitywnego - nie tylko pod kątem skutków, ale również intencji, z jaką podejmowało się tego typu zachowania. Odbiera się je jako gorsze, niemoralne i zepsute - zamiast zauważyć, że pobudki takiej osoby mogą być bardzo wzniosłe i dotyczyć przeżywania niezwykłych stanów ekstazy i jedności ze światem, doświadczania teraźniejszego momentu tak samo jak w innych, zdrowszych praktykach.
Oczywiście, że skutki uzależnień nie są pozytywne (wielokrotnie pomagam je usuwać) - natomiast samą intencją jest często to samo poszukiwanie, które przyciąga innych do kościoła, na trening medytacji, na zwiedzanie innego kontynentu lub do skoku ze spadochronem. Wielokrotnie alkoholicy pijący dzień po dniu opisują niektóre ze swoich przeżyć jak pochodzące z innej planety, w tym stany jedności i absolutnego bycia w obecnym momencie, bliźniaczo podobne do opisów wielu doświadczeń mistycznych (oczywiście momenty te są bardzo ulotne, najczęściej mało realnie wnoszące na dłuższa metę do życia, a płaci się za nie jednym z najbardziej nieprzyjemnych stanów dostępnych dla człowieka - zespołem abstynencyjnym, czasem przechodzącym w delirium tremens). Zrozumienie tego obecnego w psychologii transpersonalnej modelu jest kamieniem milowym w pracy z uzależnieniami.
Bardzo często kluczem w procesie wychodzenia z uzależnienia jest zrozumienie, że można odmiennych stanów świadomości doświadczać w inny sposób niż ulubiona substancja. Powszechnie znanym obrazkiem jest osoba wychodząca z uzależnienia, która znajduje jakieś nowe hobby, które ją pochłania i pozwala przeżywać nowe stany świadomości. To hobby umożliwia odnaleźć prawdziwą radość życia. Jeden z tego typu przykładów stanowi film Najlepszy (Ł. Palkowski, 2017), gdzie heroinista zaczął biegać ultramaratony. Inny przykład - celowo nie do końca fortunny i pozytywny - to Tomasz Mackiewicz, który również niegdyś uzależniony od opiatów, zainteresował się himalaizmem - i to nie heroina, a góra Nanga Parbat finalnie go zabiła.
Wracając do tematu - kolejny element tej duchowej kategorii to różnego rodzaju ceremonie, które mogą być ważnymi rytuałami w danej religii - niczym katolicka komunia, bierzmowanie, a nawet Droga Krzyżowa - zakładając, że ktoś naprawdę przeżywa to wewnętrznie. Dobrze poprowadzona msza każdej religii również może do tego doprowadzać wyznawców. Innym tego typu przeżyciem może być uczestnictwo w rytuale innej, bardziej egzotycznej religii lub kultury.
Na samej koniec wspomniałbym o czarnej magii - sposobie pracy opartym na rytuałach, często bardzo intensywnym. Jednocześnie zawierającym inne archetypy, inną wizję świata - związaną często z wielkim buntem wobec tradycyjnych wartości, a niejednokrotnie z mnóstwem antyspołecznych zachowań. Nie ma się co jednak dziwić, że dla wielu osób główną intencją takich praktyk jest przeżywanie określonych stanów świadomości.
Warto popatrzeć na to, że jeśli do wyboru był jedynie tradycyjny, mainstreamowy katolicyzm, wcale nie skłaniający do przeżywania doświadczeń mistycznych, a do tego łamiący w okrutny sposób granice ludzi, którzy nie chcieli mu się podporządkować - nie ma się co dziwić, że część z nich wybierała jedyną inną dostępną wówczas opcję opartą na odwrotności - czarną magię.
5. SEKSUALNOŚĆ
Długi celibat może wywoływać na tyle nietypowe stany świadomości, że nawet lekarze zalecają go unikać - można stać się wtedy nerwowym i mniej uważnym. Jednak gdy się z nim w odpowiedni sposób pracuje, gdy poświęca się dużo czasu na obserwację siebie, integrację pojawiających się emocji lub stosuje praktyki przekierowujące energię seksualną na inne tory - jest również jedną z intensywnych, deprywacyjnych metod pracy.
Bardziej popularne w dzisiejszych czasach stały się metody tantryczne - czyli uprawianie seksu, ale łączenie go z rytuałami duchowymi. Samo słowo "tantra" jest w naszej kulturze nadużywane i używane nie zawsze zgodnie z oryginalnym znaczeniem, niektórzy wolą więc mówić tu o świętej seksualności czy o magii seksualnej.
Takie elementy jak przygotowanie przestrzeni, patrzenie sobie w oczy, wspólna medytacja, zrobienie terapeutycznych ćwiczeń (w trakcie których na przykład dziękuje się za różne rzeczy partnerowi), a później z większą uważnością uprawiany seks, ze szczególnym zwróceniem uwagi na orgazm - wywołują stany porównywalne do tych po spożyciu substancji psychodelicznych.
Sam orgazm jest niejednokrotnie podawany jako niedoceniany przykład nietypowego stanu świadomości. W niektórych tradycjach uważa się go za wzór dla reszty życia. Stan, w którym przeżywamy dużą rozkosz, wielką błogość i mówimy życiu absolutne TAK bez blokowania czegokolwiek - jest dość wysoko zawieszoną poprzeczką. W zależności od tego, jak do tego orgazmu podejdziemy - a to wiąże się między innymi ze środowiskiem i warunkami, w jakich został przeżyty - tak wpłynie on na nasze życie. Możemy łatwo wyobrazić sobie orgazm jako zwieńczenie pięknego, pełnego miłości doświadczenia, po którym czujemy się spełnieni i duchowo aktywowani, a możemy bez problemu wyobrazić sobie też taki, po którym pojawia się niesmak, poczucie winy, żal, że się skończył, i natychmiastowa chęć przeżycia kolejnego. Pokazuje to po raz kolejny, jak przygotowanie i integracja tego doświadczenia może wpływać na jego skutki.
Podobnie jak przy innych praktykach, doświadczenie staje się mocniejsze, gdy jest grupowe i gdy więcej osób przeżywa coś podobnego. Gdy w ceremonii tantrycznej weźmie udział więcej niż jedna para (istnieją opcje z wymianą partnerów lub bez niej), z pewnością zwiększy to intensywność przeżywania.
Odchodząc jednak od samego aktu seksualnego - co z zakochaniem?
Wielu z nas pamięta, że wówczas samo spacerowanie po ulicy, szczególnie gdy przytrafi się to na wiosnę, powoduje kompletnie inne stany. Ćwierkanie ptaszków wywołuje nostalgiczne myśli, patrząc na mijanych ludzi, mamy ochotę skakać z radości, widząc zdjęcie ukochanej osoby lub czując jej zapach, przeżywamy wulkan namiętności, cały ten nastrój jest specyficzny i bardzo wciąga. Niejedno zakochanie staje się głęboko transformującym doświadczeniem, uwalniającym od wielu blokad i otwierającym oczy na zachwyt obecną chwilą i na to, jakie życie potrafi być piękne.
Istnieją osoby, które można nazwać uzależnionymi od zakochania - zmieniają partnerów co kilka miesięcy, gdy ten haj zaczyna mijać, ciągle szukając go i odnajdując na nowo. Tak, bez wątpienia zakochanie jest odmiennym stanem świadomości, wielokrotnie opisywanym w powieściach, poezji, filmach - ale ma swoją mroczną stronę. Często łączy się z idealizacją i nie myślimy trzeźwo, gdy próbujemy analizować osobowość partnera. Po drugie w przypadku zakochania bardzo często będzie się to wiązało z projekcją oczekiwań - marzeniem, by ten stan trwał wiecznie, zawodem, gdy coś się zacznie zmieniać i pretensjami, gdy w końcu zupełnie minie. Szczególnie w wieku nastoletnim, gdy większość z nas ma mniejszą świadomość tego, co się dzieje w naszym świecie emocjonalnym, można przeżywać różne wzloty, upadki, mroki - a nawet dojść do samobójstwa. Podobnie więc jak wiele innych uzależnień potrafi wystawić srogi rachunek za swoją usługę.
Korzystanie z tego przez osobę, która ma doświadczenie w pracy nad sobą, polegałaby na tym, że cieszymy się z doświadczania tego akurat stanu, natomiast mamy świadomość tego, że jest to sytuacja przemijająca i że bardziej niż z realnym partnerem mamy kontakt z własnymi projekcjami i sobą samym. Warto więc trzymać się zasady carpe diem i rozumieć, że źródłem wszelkich uniesień jest tylko i wyłącznie nasza świadomość.
Jak więc coraz bardziej widzimy, te stany są z jednej strony od siebie bardzo różne - a z drugiej łączy je tak wiele rzeczy.
6. SZTUKA
Zarówno odbieranie sztuki, jak i jej tworzenie to brama do innych światów. Nie mam tu na myśli jedynie podziwiania Kaplicy Sykstyńskiej, ale również wieczorną wizytę w kinie. Często doświadczenia wywołane sztuką będą zaliczały się do delikatnych zmian świadomości. Gdy wychodzimy z sali kinowej i wraz z towarzyszami rozpamiętujemy losy bohaterów czy też spacerujemy ciemną ulicą i myślimy o tym, jakby to było żyć w tamtych czasach, z tamtymi bohaterami, fantazjujemy sobie, jakby się z nimi rozmawiało - jest to pewnego rodzaju zmieniony stan umysłu. Oczywiście im bardziej ktoś przeżywa te filmy, tym bardziej zmienia się jego świadomość. Jako młody kinoman pamiętam wiele mocnych wrażeń, gdy oglądając wciągające dzieło, byłem totalnie pochłonięty tym, co widziałem na ekranie. Myślałem wielokrotnie o pewnych scenach, a gdy budziłem się rano, zastanawiałem się, co też poprzedniego wieczora się ze mną działo i czy to nie był przypadkiem sen. Każdy może to przeżywać w sposób niezwiązany z realną artystyczną wartością tego dzieła, tylko z tym, co akurat nas w tamtym momencie poruszyło.
W wieku 13 lat obejrzałem słynnego Titanica (J. Cameron, 1997) i choć nie nastawiałem się specjalnie na nic wielkiego, to akurat wtedy na moją nastoletnią psychikę zadziałało to nadzwyczaj intensywnie. Przez kilka dni myślałem o nim bez przerwy, a co ciekawe, doprowadził on do bardzo dużej transformacji. W ciągu tych kilku dni na zawsze porzuciłem pomysł o tym, by zostać piłkarzem, a w zamian chciałem stać się filmowym reżyserem i zapewniać ludziom podobne doświadczenia. I jakkolwiek wciąż były to marzenia 13-latka, które się finalnie nie spełniły - to warto zwrócić uwagę na to, że doświadczenie tego stanu sprawiło, że zmieniłem całkowicie swoje plany na przyszłość. Było tak transformujące, na ile było to wtedy możliwe. Tak samo mogą działać książki - jest to rzadsze, ale są osoby, które są w stanie wyruszyć w bardzo daleką podróż podczas czytania literatury. Szczególnie gdy twórcy również eksperymentują - jak Julio Cortazar czy Bruno Schultz piszący swoje psychodeliczne powieści i opowiadania, albo reżyserzy filmowi - Emir Kusturica, Krzysztof Kieślowski, Oliver Stone, Quentin Tarantino czy Wong Kar-Wai.
Słuchanie muzyki również wywołuje odmienne stany, szczególnie na koncercie - gdy natężenie i sposób oddziaływania jest wyjątkowo mocny i gdy możemy do tego dodać ruch ciała albo taniec. Sporo osób jest w stanie przeżywać głębokie podróże z muzyką. Może to być dla nich coś w rodzaju medytacji czy modlitwy, szczególnie jeśli połączy się to z wymienionymi wcześniej metodami.
Zupełnie specjalną kategorią są specyficzne artystyczne eventy, wzorowane na tradycyjnych obrzędach, pomagające widzom przejść swoiste katharsis - od bardziej klasycznych koncertów grupy The Doors aż po niekonwencjonalne performance Alejandro Jodorowskiego25.
Gdy dochodzimy do tworzenia sztuki, usłyszymy często jeszcze ciekawsze opowieści. Wielokrotnie artyści wspominają, jak niesamowite rzeczy działy się w trakcie tworzenie danego dzieła. Niektórzy opowiadają tajemnicze historie o tym, jak jakaś siła dyktowała im wszystko i że to po prostu nagle na nich spłynęło z innych wymiarów. Czasem nie pamiętają momentu, kiedy to wymyślili, ale pamiętają po fakcie, że to już istnieje u nich w umyśle. Wielu mówi, że warto tworzyć dla samego momentu tworzenia - niekoniecznie dla efektu, sławy czy pieniędzy, tylko dla spełnienia, które pojawia się w akcie twórczym. Jedną z wielu takich artystek, która opisuje kosmiczne doświadczenia podczas śpiewania, jest Lisa Gerrard. William Blake, któremu muzy dyktowały dzieła, a słońce widział jako anioły śpiewające, pewnie by się z nią zgodził.
Oprócz samej iskry twórczej podczas dłuższego tworzenia jakiegoś dzieła zdarza się, że splot sprzyjających okoliczności jest niesamowity. Ekipie niezwykle dobrze się pracuje i wszyscy czują, że są świadkami powstawania czegoś wielkiego, a całość idealnie się układa. Co ciekawe, nieraz zdarza się to raz na wiele lat i nie pojawia się przy kolejnych dziełach, tak jakby ta "iskra Boża" objawiła się tylko wtedy, tak jakby wszyscy podłączyli się pod jakiś archetypowy proces, który znacznie przewyższał ich standardowe umiejętności. Takie relacje dotyczyły na przykład kręcenia słynnego Pretty Woman26, ale również innych legendarnych filmów.
Zachwyty sztuką można rozumieć też dzięki temu, że łączy nas ona z archetypami - a one doświadczane bezpośrednio wywołują w nas mocne stany, nawet kiedy są podane w bardzo prostej formie. Gdy prowadziliśmy warsztaty w lubelskim lesie, podczas których jednym z głównych elementów było czytanie baśni, wielu uczestników po sesjach oddychania holotropowego wzruszało się i płakało, słuchając bardzo prostych z natury historii.
Warto wspomnieć, że genialna twórczość nie zawsze przejawia się przez typowo artystyczne poszukiwania. Odkrycia Newtona, Kopernika, Einsteina czy Darwina, przypominające przekazy przybywające z innego wymiaru, wywracające znane paradygmaty na drugą stronę, wskazują, że również naukowcy mogą przeżywać kosmiczne uniesienia.
7. PRACA TERAPEUTYCZNA
Niesamowite, że trening interpersonalny, wykazujący wszelkie cechy tajemnych szamańskich praktyk, jest używany jako standardowa metoda psychologiczna. Wiele osób wspomina o nim jako o procesie, którego nie da się opisać, ale którego warto chociaż raz doświadczyć. Mając zamiłowanie do analizowania takich stanów na przekór wszystkiemu, starałem się znaleźć odpowiednie słowa do takiej relacji.
Od 8 do 12 osób siedzi w kręgu - szczególnie gdy trening prowadzony jest niedyrektywnie, a prowadzący praktycznie się nie wtrąca - i wszyscy bez przerwy, patrząc na siebie, rozmawiają o tym, co się w tej chwili dzieje, co czują, gdy ktoś wyjawił swoje przeżycia, gdy pojawia się konflikt, kto ich denerwuje, a z kim się dogadują. Spędzają w ten sposób wiele godzin dziennie, przez kilka dni pod rząd, z grupą obcych ludzi bez przerwy omawiają relacyjne sytuacje, co jest oczywiście dość niecodzienne (praktycznie nigdy nie odbywamy takich rozmów w takim natężeniu bez możliwości ucieczki lub choćby przerwy). Sprawia to, że mimo izolacji od reszty świata ten proces jest przeciwieństwem szamańskiego odosobnienia - pojawia się przeciążenie interakcjami, emocjami i natężeniem komunikacji. Powoduje to dość specyficzny stan, który utrzymuje się również wieczorami podczas ewentualnych powrotów do domu. Powiększa to nasz wgląd w siebie, zrozumienie swoich relacyjnych wzorców i świadomość tego, co dla nas ważne. Zauważyłem, że sporo osób zachwalając tego rodzaju przeżycie, mówi nie tylko o konkretnych, pragmatycznych efektach, które dzięki temu uzyskali - ale również o ciekawej przygodzie. Dla niektórych może to być jedyne w życiu podobne doświadczenie z poszerzonymi stanami świadomości, które można eksplorować.
Oczywiście podobne mechanizmy, najczęściej odrobinę słabsze, mogą występować w czasie terapii grupowej, różnego rodzaju ćwiczeń terapeutycznych czy również w czasie standardowej terapii. Gdy sam uczęszczałem na własną terapię w nurcie integracyjnym, łapałem się na tym, że "zwykła rozmowa", oczywiście kierowana przez dobrą terapeutkę szczególnie w rejony, które sam bym pominął i nie zwrócił na nie uwagi, poszerzała bardzo mocno punkt widzenia. Orientowałem się, że gdy przypominałem sobie sceny z dawnych lat lub przeżywałem iluzje, że terapeutka czegoś ode mnie chce, ale w tym samym momencie widziałem, że to nie ona tylko tzw. przeniesienie i ona mi tylko przypomina kogoś z mojej przeszłości - również przeżywałem nieco zmienione stany świadomości, jakby to nie do końca działo się naprawdę. Bardzo często te właśnie momenty terapii, gdy rzeczywistość zaczyna wyglądać inaczej, są najbardziej wartościowe.
8. WAŻNE WYDARZENIA W NASZYM ŻYCIU
Nawet ludzie zupełnie niezwiązani z szamańskimi praktykami opisują magię własnego ślubu i wesela. To bardzo potężna, pradawna ceremonia - często religijna, czasem niezwiązana z żadną religią, niemniej posiadająca wszelkie cechy rytuału - długie, specyficzne przygotowania, spora inwestycja energii (pieniędzy i czasu), presja, specjalne stroje i rekwizyty, świadkowie rytuału, szamański element łączenia się obu rodzin, integracja doświadczenia w postaci weselnej zabawy. Sprawia to, że dla wielu osób jest to dzień jedyny w swoim rodzaju. Również w późniejszych wspomnieniach często pojawia się jako wspaniałe wydarzenie niczym z innego świata. Ogólnie znanym fenomenem jest też to, że można na własnym weselu wypić o wiele więcej alkoholu niż normalnie, gdyż pojawia się wrażenie, że te napoje nie upijają w taki sposób jak zwykle - świadomość jest tak poszerzona i skupiona, że chociaż alkohol działa w sposób rozluźniający i poprawiający nastrój, to nie odurza jak podczas innych sytuacji (oczywiście do pewnych granic).
Warto wspomnieć o zaręczynach - interesującym rytuale, którego rolą jest zapowiedź właściwego rytuału. Ponieważ jest to związane z silnymi uczuciami, nutką niepewności lub zaskoczenia, niekiedy przeżywane tylko raz w życiu, może również kompletnie wciągnąć w świat istniejący poza czasem. Co mi się również kiedyś przytrafiło.
Podobnie można czuć się przy narodzinach własnego dziecka. Z punktu widzenia systemowego to ogromna zmiana w ustawieniu rodziny. Dla wielu kobiet sama ciąża jest odmiennym stanem, w którym zdecydowanie inaczej się czują, szczególnie przy dowiadywaniu się o własnym macierzyństwie, przekazywaniu tej wiadomości dalej i długim oczekiwaniu na rozwiązanie. Jednak moment narodzin, szczególnie poprzedzony intensywnym porodowym bólem, to zdecydowanie chwila z pogranicza dwóch światów i mało jest osób, które przejdą obok tego dnia obojętnie. Samo natężenie adrenaliny, wystrzału różnych hormonów, uczuć, które się wtedy wyłaniają, sprawia, że pamiętamy te chwile do końca życia. Szczególnie że u niektórych rodzących matek czy ojców, którzy towarzyszą im w takiej chwili, nieświadomie ożywają elementy własnego porodu, więc pojawia się przejście przez bardzo trudne i bolesne momenty, po których następuje obezwładniająca ulga. Oczywiście opisy takiego wydarzenia będą zależeć od osobistej wrażliwości. Dla osób pracujących na co dzień z odmiennymi stanami świadomości będzie zupełnie jasne i klarowne, że to przejście przez archetypowy moment przypomina u nich inne intensywne praktyki i jest niczym Campbellowska podróż bohatera, dla innych może to być wyjątkowy dzień, podczas którego czuli się dziwnie, a jednocześnie wspaniale.
Do podobnej kategorii może należeć spotkanie ważnej osoby i towarzyszące mu przeczucie czy wrażenie, że ta osoba będzie nam towarzyszyć w wielu istotnych chwilach. I samo spotkanie lub pierwsza głęboka rozmowa i zorientowanie się, że z tą osobą czujemy tak wielkie połączenie, może nas w taki stan wprowadzić. Zawiązywanie przyjaźni czy wspólne przeżycia mogą zostawić ślad, który wspomina się po wielu latach (wielokrotnie w literaturze i filmie w drugiej części jakiegoś dzieła bohaterowie wciąż opowiadają, jak niesamowite były przygody, które spotkały ich w pierwszej części). Podobnie z ważnymi decyzjami, od których zależy reszta życia - moment, w którym decydujemy się zakończyć długi związek lub rozpocząć kolejny albo zmienić wieloletnią pracę lub wyprowadzić się do innego kraju. Lub też chwile odwiecznych dylematów, gdy zastanawiamy się logicznie, czy to na pewno dobry pomysł, jednocześnie czując w głębi serca, że to jest ta właściwa droga i musimy nią podążyć. Cała ta wewnętrzna podróż od momentu, w którym pojawia się pierwsza taka myśl, przez zastanawianie się, różne perturbacje, moment stopniowego klarowania się odważnej decyzji aż po pierwsze jej skutki, odczuwane nieraz przez dłuższy czas. I chwile, gdy odkrywa się swoje powołanie, opisane chociażby w autobiografii Romana Polańskiego, Stanislava Grofa27 i wielu, wielu innych.
9. WAŻNE WYDARZENIA W NASZYM OTOCZENIU
Mniej wyraziste przykłady takich sytuacji pojawiają się nawet wtedy, gdy drużyna narodowa wygrywa ważny mecz czy jakiś rodak zdobywa złoty medal na olimpiadzie po raz pierwszy od dawna w danej dyscyplinie. Gdy polska piłkarska reprezentacja radziła sobie dobrze (co się często nie zdarza) i w 2016 roku po dobrej grze dotarła do ćwierćfinału Mistrzostw Europy, po wygranym meczu ze Szwajcarią, samo mijanie szczęśliwych ludzi na chodniku i świadomość, że wszyscy cieszą się z tego samego powodu sprawiały, że po całej ulicy niemalże unosił się zapach odmiennego stanu świadomości. Po kilkunastu dniach, podczas każdej rozmowy o tamtych mistrzostwach, wracało się do tego czasu jako czegoś wyjątkowego, gdzie wszyscy czuli się zupełnie inaczej.
Z dzieciństwa pamiętam taki zabawny szczegół, jak wygrana Polski ze Słowacją 5:0 (widocznie już wtedy rozumiałem, że jest to dość niecodzienna sytuacja). Pamiętam, jak, najpierw będąc w szoku, przeżywaliśmy to w szkole jako święto narodowe i świętowaliśmy przez kilka następnych dni.
Przechodząc jednak do bardziej brzemiennych w skutkach wydarzeń - dobrze pamiętam śmierć Jana Pawła II, który stanowił jeszcze wtedy dla większości Polaków symbol nieskazitelności, i to jak wielki (krótkotrwały!) wpływ wywarł na społeczeństwo. Ludzie przez wiele dni byli bardziej przyjaźnie do siebie nastawieni i w całym kraju dało się wyczuć odmienną atmosferę, szczególnie podczas procesów przeżywanych grupowo - gdy kilkaset osób szło ulicami, trzymając w rękach świece z poczuciem jedności i solidarności. Oczywiście zupełnie inną sprawą jest to, ile to trwało i co z tego wynikło - nawet kibice drużyn piłkarskich, którzy się ze sobą na ten czas pogodzili, już po kilkunastu dniach wrócili do standardowych bijatyk. Ten stan nie był dla większości osób specjalnie trwały, a benefity nie wydają się imponujące - bowiem jest to zadanie integracji, niemożliwej do przeprowadzenia w tak ogromnych grupach przypadkowych ludzi.
Inne takie rzeczy, na które osobiście byłem za młody, by móc je świętować - ale z relacji, które czytałem, były to chwile monumentalne i miały posmak niezwykłych stanów świadomości - zakończenie II wojny światowej, upadek komunizmu czy choćby radość po pierwszym udanym przeszczepie serca. Można by spekulować o wielu podobnych historycznych przykładach - jak choćby Spartanie pod Termopilami toczący bitwę, o której będzie się mówić 2500 lat później i pisać w każdym europejskim podręczniku od historii. Ich przeżycia z kolei dotyczą również kolejnej kategorii.
10. DOŚWIADCZENIA BLISKIE ŚMIERCI
Tutaj włączymy zarówno doświadczenia śmierci klinicznej, gdzie mogą pojawiać się różne wysublimowane wizje (co do których źródła nie ma wśród ludzi zgody - dla jednych to przedśmiertne majaki mózgu wypływające z niedotlenienia, dla innych nasza dusza widzi wtedy rzeczy ukryte), jak również doświadczenia, w których jesteśmy blisko śmierci (na przykład przeżycia w samochodzie, gdy czas się zatrzymuje tuż przed niedoszłym wypadkiem, lub nawet leci do tyłu - a my wtedy mamy możliwość przeanalizować drobiazgowo swojego życie w ciągu ułamka sekundy).
Raymonda Moody'ego, autora książki Życie po życiu, trafił piorun, gdy rozmawiał przez telefon. Będąc w krytycznym stanie, usłyszał serie mistycznych przekazów od bytów, które spotkał, na temat swej dalszej drogi życiowej oraz nauk duchowych, które miał opowiedzieć innym.
Kolejna niezwykła, a jednocześnie powtarzalna sytuacja to topienie się - moment, gdy czujemy wodę wpływającą nieubłaganie do naszych ust i nie możemy oddychać, potrafimy widzieć sytuację jednocześnie z dystansu i w asocjacji, a dziać się to wszystko może jednocześnie szybko i bardzo wolno. Bardzo dobrze opisane w literaturze psychologicznej jest też spadanie - szczególnie w przypadku próby samobójstwa przez skok z mostu28. Z relacji wielu osób, które cudem przeżyły uderzenie o wodę, wynika, że sam moment skoku był niesamowicie psychodelicznym doświadczeniem, czas zwolnił, a oni zastanawiali się nad mnóstwem rzeczy - ale doszło też do pewnego przeobrażającego doświadczenia, które w literaturze szamańskiej nazywa się śmiercią ego. Mnóstwo osób w czasie tego skoku wewnętrznie umarło (choć ich ciało przetrwało), co doprowadziło do wielkiej transformacji. W większości nie mieli ochoty już więcej się zabijać, tak jakby ta symboliczna śmierć im wystarczała.
I jeszcze jedna odmiana tej kategorii - śmierć bliskiej osoby. Z jednej strony wielka tragedia i trudne do opisania cierpienie, którego nikomu nie życzę, jednocześnie wiedząc, że każda żyjąca dostatecznie długo osoba będzie musiała je przeżyć. Według buddyjskich nauk najtrudniejsze bowiem w byciu człowiekiem są rozstania z bliskimi. Z drugiej strony, jeśli ktokolwiek pamięta takie doświadczenie, być może zwrócił uwagę na utrzymujący się przez wiele dni stan świadomości. To wspominanie zmarłej osoby, patrzenie na własne życie, to zauważenie, że nie żyliśmy świadomie, że być może zupełnie inne rzeczy w życiu są ważne niż te, które robimy na co dzień, to przyglądanie się rodzicom idącym z dziećmi na ulicy czy parom trzymającym się za ręce. To bardzo refleksyjny stan, ze zwiększoną świadomością tego, czego chcemy i tego, co dla nas ważne. Dla wielu osób śmierć bliskich stanowi pewnego rodzaju przełom - stwierdzają, że chcą coś w swoim życiu zmienić - zacząć coś robić lub przestać coś robić - i u wiele osób to się przez jakiś czas utrzymuje. Oczywiście jak w przypadku wielu niekontrolowanych zmian świadomości, te efekty będą mijać. Mało kto po kilku latach nadal będzie miał w sobie świeżą pamięć takiego doświadczenia i uważność z tym związaną.
Bliski kontakt z takimi stanami ma też transformujący potencjał u osób, które na co dzień towarzyszą umierającym lub które z powodu niezbadanych wyroków losu były bliskim świadkiem czyjejś śmierci.
Do tej kategorii dorzucę też doświadczenie Spiritual Emergency, choć nie jest bezpośrednio związane z fizyczną śmiercią. Stanowi jednak wielki kryzys psychoduchowy, który najczęściej pojawia się pod wpływem jakiegoś intensywnego doświadczenia i w trakcie którego niejedna osoba ma poczucie, że w powolny sposób wszystko w niej umiera. To długotrwałe doświadczanie odmiennych stanów świadomości, najczęściej w sposób nieprzyjemny, przez wielu psychiatrów było kiedyś klasyfikowane jako zwykła psychoza lub schizofrenia. To kaskada silnych, kryzysowych stanów, z których część jest holotropowa, o wyraźnym komponencie duchowym. Objawy takiej osoby przypominają kilkumiesięczne używanie psychodelików, w jej życiu dzieją się często różne dziwne rzeczy, z psychiki wyłania się spontanicznie nieświadomy materiał, któremu towarzyszą intensywne emocje i różne, nieraz zadziwiająco trafne wglądy. W dawnych czasach ten termin nie był w ogóle znany i takie osoby żyły z etykietką chorych psychicznie. Dzisiaj wiemy, że przez odpowiednią terapię transpersonalną i facylitowanie tych procesów można z tego stanu wyjść po paru miesiącach jako znacznie bardziej dojrzała i szczęśliwa osoba.
11. WYJĄTKOWE MIEJSCA
Wielokrotnie samo pojawienie się w niektórych miejscach może wywoływać odmienne stany świadomości. Często będą to miejsca kultu - na przykład drzewo, pod którym Budda rzekomo doznał oświecenia, grób Chrystusa w Jerozolimie albo świątynia Ateny na Akropolu. W świątyniach Asklepiosa (później Eskulapa) pielgrzymi przychodzący po uzdrowienie bardzo często przeżywali specyficzne sny związane ze swoimi prośbami o wyleczenie29. Inkubowanie snów poprzez wizyty w specjalne miejsca jest zresztą dość popularne na całym świecie.
Czasem może to być jakiś pomnik przyrody, czasem miejsce, o którego zobaczeniu marzyliśmy od dzieciństwa - na przykład wieża Eiffla czy Mona Lisa w Luwrze. Samo wybranie się tam może mieć formę rytuału, stąd popularność i skuteczność pielgrzymek jako praktyk duchowych. Przygotowanie - w postaci podróży do jakiegoś miejsca - również wzbogaca cały proces.
Negatywnym aspektem tej kategorii będzie syndrom jerozolimski - dotykająca około dwustu osób rocznie przypadłość. W Palestynie, a w szczególności podczas wizyty w Jerozolimie pojawiają się objawy maniakalnego stanu psychodelicznego, wśród których prawie zawsze jest komponent silnej agresji i utożsamienia z biblijnymi postaciami. Objawy zanikają, gdy tylko turysta opuści święte miejsca.
Oczywiście otwarta pozostaje kwestia, na ile chodzi faktycznie o dane święte miejsce, a na ile związane jest to z oczekiwaniami, które mogłyby zadziałać również w "fałszywym miejscu".
Samo podróżowanie również prowadzi do bardzo nietypowych stanów świadomości, szczególnie gdy jedziemy na drugi koniec świata, do kompletnie innej kultury, dochodzi element jet lagu, czyli innej godziny, niż mówi nam zegar biologiczny, nieraz też zmiana pory roku lub temperatury - możemy mieć wrażenie, jakbyśmy trafili do innego świata. Nawet wśród osób, które niespecjalnie są zainteresowane zgłębianiem własnej psychiki, panuje przekonanie, że takie podróże są transformujące, że patrzymy wówczas na nasze życie z boku, że możemy przyjrzeć się pewnym sprawom i łatwiej podjąć niektóre decyzje, łatwiej zmierzyć się z różnymi trudnościami, łatwiej też cieszyć się teraźniejszością i doświadczać wielu fenomenów charakterystycznych dla odmiennych stanów świadomości. Oczywiście jak przy wielu innych metodach tutaj również czyha trochę pułapek - można się od podróży uzależnić, można wpaść w manię odhaczania różnych miejsc, można doświadczyć też wielu problemów, które sprawią, że taka wyprawa będzie dla nas jak koszmarny sen, z którego nie możemy się obudzić. Jednocześnie warto zaznaczyć, że stan "podróżowania" jest dla wielu osób celem samym w sobie. Pamiętam z pochłanianych w dzieciństwie przygód Tomka Wilmowskiego, jak jego przyjaciele, a w szczególności bosman Nowicki, zaznaczali, jak przyjemnie jest "włóczyć się po wertepach". Nie jest to, rzecz jasna, fachowy język związany z odmiennymi stanami świadomości, ale pokazuje, że podróżując po obcych kontynentach i niezwykłych krainach doświadczali czegoś więcej.
Szokującym zjawiskiem dla osób przyzwyczajonych do własnej szerokości geograficznej może być też oczywiście noc polarna albo słońce niezachodzące przez cały dzień.
12. DOŚWIADCZANIE NATURY
Nawet wychodząc do parku niedaleko naszego mieszkania, możemy mieć interesujące, najczęściej odprężające wrażenia. Dla wielu osób pójście na spacer do lasu czy przenocowanie na wsi jest już dotknięciem innego świata. Szczególnie podczas biwakowania i spędzania nocy pod gołym niebem, w namiocie lub przy ognisku.
Jeszcze ciekawiej robi się, gdy mówimy o podróży na Antarktydę, do dżungli, na pustynię czy w bardzo wysokie góry. Dla wychowanych w innym klimacie zobaczenie każdego z tych miejsc może być kosmicznym przeżyciem. Pamiętam swoje pierwsze spotkanie z lasem deszczowym i pierwszą przejażdżkę przez górską kolumbijską drogę, gdzie przez trzy godziny patrzyliśmy się na dżunglę z szeroko otwartymi oczami. Czuliśmy autentycznie, że to są prawdziwe płuca ziemi i że trzeba za wszelką cenę ratować tropikalne lasy, a jednocześnie jakby na innym poziomie wszystko było dokładnie tak jak ma być. Była to dla mnie wyjątkowo terapeutyczna przejażdżka, czułem się odświeżony i narodzony na nowo kilku godzinach spędzonych na tej krętej drodze.
Negatywne aspekty takich miejsc często są opisywane jako "złe duchy", będące nieraz efektem ciężkich warunków lub specyficznych odgłosów wiatru - na przykład na niektórych mongolskich pustyniach. Zabłądzenie w dżungli, w górach, na arktycznej lub piaskowej pustyni, w tajdze lub na morzu również konfrontuje z mrocznym aspektem natury.
Nasz dobry kolega, Michał Szczęśniak, podróżnik i autor książki "Podróż intuicyjna - droga w dwóch kierunkach", opowiadał podczas wizyty u nas w domu swoje wrażenia z Antarktydy, która emanowała tak intensywną energią, że aż nie mógł normalnie zasypiać - nie uważając wcale tego za nieprzyjemne. Totalnie naturalne, bezludne miejsce miało w sobie coś ze świętości.
13. DOŚWIADCZANIE MIŁOŚCI
Miłość do własnych dzieci potrafi być obezwładniająca. Badanie organizmu w niektórych chwilach wskazałoby z pewnością na wyjątkowo silne stany, często porównywalne z przeżyciami po empatogenach - choć dla wielu osób zestawienie tych dwóch sytuacji mogłoby być skandaliczne.
Wiele kobiet, które w innych sytuacjach wcale nie jest zainteresowana zgłębianiem odmiennych stanów świadomości, opisuje, jak fantastycznie spełniają się przy własnym dziecku, jak rozsadza je obezwładniające uczucie miłości i połączenia, jak znika czas, poczucie "ja" i w pełni otwierają się na potrzeby drugiej istoty.
Wiele przeżyć z tej kategorii pojawia się pomaganiu innym ludziom, takim jak praca na misji w Afryce, gdzie można przeżyć intensywne stany otwarcia serca. Albo praca położnej, którą miałem przyjemność obserwować na własne oczy dwa razy i zwróciłem wtedy uwagę, jak bardzo nietypowe przeżycia musi przeżywać na swojej ścieżce, będąc na stałe uczestnikiem wydarzeń, jakie większość ludzi przeżywa raz, dwa lub trzy razy w całym swoim życiu.
Jakakolwiek opieka, podczas której uruchamiają się empatyczne odczucia, pasuje do tej kategorii. Bezinteresowna pomoc na ulicy, wsparcie udzielone przyjacielowi czy pożyczenie lub ofiarowanie czegoś potrzebującemu. Szał, jaki mnóstwo Polaków przeżywało wspierając uchodźców z Ukrainy. Czasem nawet usługa, za którą dostajemy normalne wynagrodzenie, lecz wykonana w taki sposób, że widzimy realną przemianę u swojego klienta, może prowadzić do tego samego stanu.
Przeżyłem w Tanzanii takie doświadczenie, spotykając biedną, młodą dziewczynę sprzedającą pamiątki, która cztery razy pod rząd źle wydała mi resztę. Gdy w końcu darowałem jej ostatnie dwa dolary, które była mi winna, widząc, jak ważna jest dla niej każda taka kwota, i czując, że byłoby absurdalne, gdybym tak bardzo się upierał, mając stabilną sytuację finansową, miała łzy w oczach i przeżyliśmy chwilę połączenia ponad wszelkimi granicami, czując, jakbyśmy rozumieli się bez słów, jak człowiek spotykający człowieka w trudnej sytuacji.
Do tej empatycznej kategorii dodałbym contact high - doświadczenie oryginalnie zarezerwowane dla osób, które towarzyszą zażywającym psychodeliki, zaczynają czuć niezwykłe objawy, jakby same były na haju. Podobne zjawiska występują przy towarzyszeniu mistrzom medytacji, dzieciom czy zwierzętom oraz przy facylitacji wielu praktyk szamańskich.
Poruszającą scenę tego typu Krzysztof Kieślowski obrazuje w drugiej części Dekalogu (K. Kieślowski, 1988), gdzie umierający w szpitalu mężczyzna widzi muchę wpadającą do herbaty, która mimo wszystko powoli wydostaje się z niej i ratuje swoje życie. To daje mu inspirację do walki z chorobą, którą finalnie wygrywa.
14. INTENSYWNE AKTYWNOŚCI MENTALNE
Nikt nie powiedział mi wcześniej, że prowadzenie wykładów i warsztatów, szczególnie gdy mówi się tak szybko, że wyłącza się dialog wewnętrzny, a własne myśli poznaje się wtedy, gdy są one już wypowiedziane na głos - również prowadzi do zmian w świadomości. Opisywane jest to często jako uptime - stan umysłu, w którym nasze działania są bardziej sterowane przez podświadome procesy i mamy dostęp do znacznie większej ilości swoich zasobów.
Prowadzenie szkoleń, warsztatów czy prezentacji przez osoby, które czują się w tym płynnie - jest dla nich bardzo przyjemne (aczkolwiek bywa jednocześnie wymagające). Niezależnie od tego, ile dobrego można zrobić dla innych w ten sposób (oraz ile zarobić), dla wielu mówców i trenerów jest to także po prostu wielka ekscytacja i wciągające doświadczenie. Wspomina o tym część osób początkujących - że mimo przejmowania się przed swoim występem, gdy pierwsza trema rozpłynęła się i zaczęli mówić, zorientowali się, jak pochłaniająca to czynność i chcieliby tego jeszcze więcej. Z uwagi na moją pracę i to, że uczyłem wiele osób lepszego public speaking, miałem okazję takich historii usłyszeć naprawdę sporo.
Ciekawych stanów można doświadczyć, biorąc udział w teatrze improwizacyjnym lub intensywnie tłumaczyć wykład z jednego języka na drugi w czasie rzeczywistym.
Wiele osób przeżywa też niezwykłe uczucia przy organizowaniu różnego rodzaju eventów czy konferencji. Mam wrażenie, że ma to duży związek z ich wielkim zaangażowaniem, zmieniającym prozaiczne na pierwszy rzut oka wydarzenia w archetypową podróż bohatera. Gdy angażujemy się w duży projekt, organizujemy go, zależy nam na tym, by wyszedł jak najlepiej, długo skupiamy się na tym, by dopiąć ostatnie szczegóły, a później dochodzi do samego wydarzenia. Z jednej strony cieszymy się, że to się właśnie wydarza, że to jest ten moment, a z drugiej wciąż bacznie obserwujemy, czy wszystko idzie zgodnie z planem. Aż w końcu nadchodzi czas odpoczynku i delektujemy się tym, że się udało, że nawiązaliśmy po drodze różne relacje, być może przeszliśmy przez różne swoje ograniczenia. To sprawia, że nawet bycie częścią organizacji dużego eventu, posiadanie odpowiedzialności za jego fragment może być formą osobistego rytuału, które składa się z przygotowania, doświadczenia i integracji.
15. SPORT
Podczas wysiłku nasze ciało wchodzi w inny tryb funkcjonowania i zmienia się jego biochemia. Dajmy na to, bieganie dostępne dla wszystkich osób o odpowiednim stanie zdrowia, uważane przez różnych nauczycieli duchowych za mające naprawdę ciekawy potencjał. Szczególnie gdy dodamy do niego muzykę oraz przejdziemy przez pierwszy próg zmęczenia aż do second wind, momentu, że ciało biegnie samo - sporo osób wspomina o różnych fenomenach związanych właśnie z biegami.
Czasem nie wiedzą, kto i po co biegnie, jakby się działo to gdzieś poza nimi, doświadczają jedynie procesu biegnięcia. Nawet zwykłe przemierzenie kilku kilometrów dookoła swojego domu z odpowiednią playlistą może stanowić interesujące doświadczenie. Moc tych przeżyć będzie się intensyfikować, gdy bieg będzie dłuższy i bardziej uroczysty - na przykład maraton, w którym biorą udział setki osób i okoliczności tworzą "ten moment", zarówno przez rytualną formę, jak i zmęczenie wynikające z pokonywania własnych ograniczeń (co musi być tym samym połączone z silną intencją). Podobno jeszcze inna skala doświadczeń to długodystansowe biegi powyżej 24 godzin. Może kiedyś się o tym przekonam.
Niesamowitych wrażeń można doznać również przy wielu innych sportach, jak choćby piłka nożna. Zarówno przy mało istotnych grach na podwórku, jak i wielkich zmaganiach o dużą stawkę. Michel Platini opisywał sugestywnie półfinałowy mecz Mistrzostw Europy w 1984 roku, gdzie pod koniec dogrywki, gdy wszyscy byli już skrajnie wyczerpani, Francuzi podjęli szalony rajd. Platini opisywał, jak z pulsującym w głowie lękiem myślał o tym, że jeśli się nie uda, to będą skazani na rzuty karne - te były jego największym koszmarem od dwóch lat. Słysząc przeróżne głosy i omamy, biegł pod bramkę przeciwnika i w końcu dostał piłkę od kolegi, strzelił gola niemalże w półśnie i w totalnym amoku. A potem wszyscy skaczą z radości. Opisy tego rodzaju są tak intensywne i pełne emocji, że zupełnie nie obawiam się zaryzykować stwierdzenia, że piłkarze przebywają wtedy w bardzo nietypowych przestrzeniach.
Również kibicowanie przy takich wydarzeniach może powodować dreszczyk emocji. Dzięki połączeniu z całą grupą, która najczęściej jest mniejszą lub większą społecznością lokalną (osiedlem, miastem lub krajem), wspólne doświadczenie bywa bardzo silnym, kolektywnym przeżyciem. Nie zmienia to oczywistego faktu, że lepiej, gdyby kibice inaczej wyrażali swoje wewnętrzne procesy, niż demolując stadion i jego otoczenie, czy atakując fanów przeciwnej drużyny.
Sytuacja rozwija się bardziej, gdy zaczynamy mówić o sportach ekstremalnych. Zarówno przy skokach ze spadochronem, na bungee, na dreamjumpie, jak i wspinając się na ściance lub w wysokich górach. Na ściance w skupieniu koncentrujemy się przy każdym ruchu, dopasowujemy nasze ciało przekraczając wyobrażenia, które mówią nam, że dalej nie damy już rady wejść. W górach dochodzi element natury, często też podróży, ograniczenia tlenu, często skrajne wyczerpanie oraz rytualny aspekt. Mając na swoim koncie dwie wspinaczki na dość wysokie szczyty, uważam, że jest to jedno z najsilniejszych doświadczeń, jakie w ogóle można przeżywać jako ludzka istota. Osobowość niejednokrotnie zupełnie się rozmywa i nie dziwię się, że dla wielu ludzi staje się to aż tak wciągające. Niejedna osoba gotowa jest w tym celu zaryzykować najwyższą cenę.
Krzysztof Wielicki pytany o swoje motywy wspinania się w Himalaje odpowiedział kiedyś, że jest wtedy w stanie w ciągu kilku minut przeżyć tyle emocji, ile podczas całej reszty życia30.
Z kolei nurkowanie w oceanie przy rafie koralowej może być tak hipnotyzującym przeżyciem, że ciężko ocenić wtedy upływ czasu. Każdy oddech może być robiony świadomie niczym w azjatyckim klasztorze. Gdy nurkowałem na malediwskiej rafie koralowej mimo niepokoju, jaki towarzyszył mi przy pierwszym zejściu kilkanaście metrów pod wodę, co jakiś czas zupełnie o nim zapominałem i zachwycałem się olśniewającymi widokami.
Lżejsza wersja nurkowania - snorkelling (gdzie nie nurkujemy głęboko pod wodę, ale przy powierzchni obserwujemy przez specjalną maskę to, co się dzieje przed nami), pozwala także poczuć się nieco jak w innym świecie podczas podziwiania ławic ryb lub ogromnych żółwi.
Również pływanie na żaglówce czy motorówce, a nawet branie udziału w spływie kajakowym może zmieniać stan świadomości.
Oczywiście analogicznie przy wszelkiego rodzaju lataniu - lotnią, samolotem czy szybowcami. Przykład transformującej mocy takich wspólnych przygód, nadających romantycznej relacji dodatkowej głębi, znajdziemy na przykład w Pożegnaniu z Afryką (S. Pollack, 1985).
16. MROCZNE SPOSOBY
Ostatniej kategorii nadałem specyficzną nazwę, gdyż wrzuciłem do niej wszystkie zjawiska nieprzyjemne lub niekorzystne dla otoczenia.
Dość interesująca jest kwestia tortur - z ich ofiarami zdarzało się Grofowi nieraz pracować, zważywszy na to, że spora część jego działalności odbywała się po drugiej wojnie światowej, a jednocześnie za czasów komunizmu. Wielu jego pacjentów miało okazję bezpośrednio doświadczyć torturowania. Zwróciło jego uwagę, że często osoby torturowane w momencie gigantycznego poziomu cierpienia, który był nie do zniesienia dla ludzkiej osobowości, przekraczały pewną niewidzialną granicę i doświadczały silnych procesów holotropowych, a czasami nawet przyjemności31. Przytoczyć tu można opowieść Rudego w Akcji pod Arsenałem (J. Łomnicki, 1978), który torturowany wiele dni przez gestapo czuł wielkie połączenie ze swoimi przyjaciółmi z Szarych Szeregów i nigdy nie czuł się bliżej nich niż wtedy, gdy zmaltretowany leżał na Alei Szucha. Różnego rodzaju raporty z Amnesty International wskazują na to, że podczas tortur faktycznie bardzo często pojawiały się quasipsychodeliczne stany32. Jest to jedno z wytłumaczeń, dlaczego ludzie chcą odtwarzać takie relacje w sadomasochistycznych praktykach.
Z kolei samookaleczenie pojawia się, jeśli ktoś jest pod silnym wpływem mrocznych archetypów lub destrukcyjnych schematów osobowości i taki właśnie sposób wybiera, by uciec od bolesnej pustki codzienności. Gdy nasze życie zaczyna być przytłaczające i pozbawione nadziei, jedna osoba będzie wolała napić się piwa, inna pomodlić się w kościele, kto inny biegać lub popływać żaglówką po jeziorze, a ktoś inny wpadnie na pomysł, by wziąć nóż i naciąć sobie skórę na ręce - gdyż to będzie najbardziej spójny z jego osobowością sposób na zmianę stanu.
W niektórych kulturach samookaleczenie towarzyszy duchowym praktykom. Naga Babowie w Indiach przecinają sobie ścięgna na penisie, by złożyć ofiarę ze swojej seksualnej energii, trzymają też latami jedną rękę w górze, aż po jakimś czasie ona obumiera33. Plemię Bwiti w Gabonie przekłuwa sobie wielkimi igłami język. Majowie upuszczali sobie krew34, a podczas Tańca Słońca Siuksowie wyrywali sobie haczykami fragmenty ciała35. Zdarzały się też w historii przypadki piłowania zębów.
Chcę wyraźnie zaznaczyć po raz kolejny, że opisując tę kategorię, nie pochwalam w żadnym wypadku stosowania tych metod ani nie radzę w ten sposób poszukiwać efektów terapeutycznych - natomiast niezaprzeczalnym faktem jest, że przy takich sytuacjach również odmienne stany się pojawiają i to może wiele osób do nich przyciągać.
Inną kategorią są choroby - z którym najbardziej typowa jest zwyczajna gorączka, prowadząca również do nietypowych stanów umysłu. Przy szczególnie wysokiej temperaturze możemy mieć wizje, halucynacje, wglądy, zrozumienia i pomysły, z których część może okazać się konstruktywna. Skrajna gorączka może mieszać się z krańcowym wyczerpaniem i psychika również produkuje nietypowe doświadczenia.
Literackim przykładem może być słynna scena z Pana Wołodyjowskiego i sugestywny opis ucieczki Baśki, która po kilku dniach bez jedzenia i wody, samotna wędruje przez ośnieżone stepy, przechodzi przez bardzo głęboką karuzelę po odmiennych przestrzeniach umysłu, przeżywa huśtawki nastrojów, nachodzą ją wspomnienia osób, które kocha, budzące motywację, by znów się poderwać i słyszy tajemnicze głosy kierujące ją, w którą stronę iść, a którą omijać36.
Jeszcze bardziej nieprzyjemną wersję takich zdarzeń przeżywali powstańcy warszawscy, idąc na czworakach w półtorametrowych kanałach pełnych ścieków, a nieraz też trupów kolegów. Kilkunastogodzinne przeprawy w absolutnej ciszy (jakiekolwiek odgłosy mogły ściągnąć uwagę hitlerowców i spowodować śmierć na wiele różnych sposobów), w ciągłej gotowości na wrzucony granat, bez śladu pewności, czy wyjście na górę na pewno nie skończy się rozstrzelaniem, sprawiało, że wielu ludzi zaprawionych w wieloletniej konspiracji i kilkutygodniowych walkach w powstaniu wpadało w obłęd albo popełniało samobójstwo37.
Jednym z najbardziej piekielnych doświadczeń, jakie można sobie wyobrazić, jest z kolei delirium tremens - majaczenie drżenne nazywane białą gorączką, pojawiające się w chwili, gdy po wieloletnim ciągu nagle przestaje się dostarczać alkohol do krwiobiegu. Drgawki, przeraźliwe bóle całego ciała, wielki lęk spowodowany między innymi przerażającymi halucynacjami idą w parze ze śmiertelnym zagrożeniem dla organizmu.
Zupełnie innym zjawiskiem będzie polowanie - pominę tutaj takie kwestie etyki zachowań myśliwych i długie dyskusje o sensowności tej praktyki. Mówimy tu o polowaniach grupowych - gdy mamy elementy przygotowania, nagonki, adrenaliny pojawiającej się w tym momencie, gdy biegnie na kogoś dzikie zwierzę i nadchodzi czas na strzał - oraz o polowaniach samotnych, gdy ktoś siedzi kilka dni sam w lesie, w zupełnej ciszy, nie rozmawiając z nikim, mało się ruszając, by nie spłoszyć zwierzyny. Spędzanie czasu w taki sposób prowadzi do niezwykłych stanów, które z pewnością są jedną z największych motywacji myśliwych do tych działań.
Intensywniejszą wersją polowania będzie wojna. Nawet zabawa w paintball, która jest jej udawaną metaforą i skończyć może się jedynie bólem w paru miejscach, potrafi wywołać niecodzienny dreszczyk emocji.
W prawdziwej wojnie, na prawdziwych bitwach pojawia się ogromna adrenalina oraz bycie świadkiem masowej śmierci. Ciężko sobie wyobrazić, że można się wtedy czuć zupełnie normalnie. Bardzo możliwe, że ci, którzy chodzili na takie bitwy z własnej woli, byli zahipnotyzowani przez doświadczanie niesamowitych stanów, które pojawiały się, gdy w pełnej koncentracji walczyli i uważali to za przyjemniejsze niż zwyczajna, szara proza życia. Podczas takiej walki można odczuwać również nadludzkie braterstwo - jak choćby podczas akcji pod Arsenałem, gdy harcerze ryzykują życiem, by wyciągnąć torturowanego przyjaciela z więźniarki. Połączenie z jakąś ideą (doświadczanie przez wielu ludzi również na różnorakich manifestacjach) - obrony kraju, zmieszana z adrenaliną, więzią z towarzyszami broni - to wszystko może powodować absolutnie nieopisywalne doświadczenia. Co nie znaczy, że warto w jakikolwiek sposób zazdrościć uczestnikiem tamtych wydarzeń.
Najbardziej kontrowersyjnym tematem jest agresja i przestępstwa ze szczególnym uwzględnieniem seryjnych morderstw. Z relacji wielu zabójców wynika, że stany przeżywane przez nich były kompletnie niepowtarzalne. Większość miała objawy głodu, jaki pojawia się przy uzależnieniu od psychoaktywnych substancji. Z kolei sposób wyrażania agresji, nieraz niesamowicie, wręcz groteskowo brutalny i nieludzki łączył ich z duchowością porodową38 (którą omówimy w rozdziale ósmym). To, co bowiem im kojarzyło się z duchowością, to krew, przemoc i wyrażanie pokładów agresji, co bardzo odpowiada opisowi trzeciej porodowej matrycy. Wielu zabójców było przy tym na tyle zaburzonych, że słyszało różne głosy, nieraz o zabarwieniu religijnym, które kazały im robić te wszystkie potworności39. Część z nich wspomina o adrenalinie, związanej z "polowaniem" - niby szli po ulicy i robili zakupy w sklepie, żyjąc jak normalni ludzie, ale jednocześnie mieli drugie życie, w którym przeżywali sytuacje poza wszelkimi kategoriami40. Niektórzy używali wprost spirytualnej terminologii, opowiadając, jak zabijanie ofiary było doświadczeniem duchowym niczym wieczne małżeństwo z tą osobą lub sposób na zatrzymanie jej na zawsze41. Niejednokrotnie wracali na miejsce zbrodni, by ponownie tego doświadczyć. Jakkolwiek jest to dla przeciętnego czytelnika dziwne i chore, jakkolwiek warto oczywiście takie zachowania eliminować w przedbiegach i poddawać odpowiedniej terapii, pomagając wyrazić tego rodzaju impulsy w inny, zdrowy sposób - warto zauważyć, że popęd, który ciągnie do tego typu zbrodni, może być tym samym popędem (wyrażonym w specyficznej, dopasowanej do ich psychiki formie), który ciągnie innych ludzi do przeżywania odmiennych stanów. Szczególnie gdy wspomni się o elementach magii rytualnej, którą część morderców dodawała do swojej działalności, mając poczucie, że służy wyższym, mrocznym siłom42.
Warto jednak po raz kolejny zaznaczyć, że spektakularne doświadczenia związane z zadawaniem cierpienia innym to namiastka prawdziwie uzdrawiających, poszerzonych stanów świadomości. Namiastka nie rozwiązująca trwale żadnych problemów, tylko tworząca kolejne i kolejne.
17. DOŚWIADCZENIE SPONTANICZNIE
Pewne niesamowite przeżycia zdarzają się w sytuacjach totalnie przypadkowych, jak zwyczajny spacer po ulicy. Pojawiają się nieraz bez żadnej widocznej przyczyny, którą można później wskazać, i zawierają spektrum od delikatnego odczucia czegoś innego aż po wielkie transformujące doświadczenie. Nie zdarza się to zbyt często, ale na przestrzeni dziejów doświadczyło tego sporo osób.
Najsłynniejszą sytuacją tego typu była przemiana św. Pawła, który w trakcie podróży do Damaszku został obezwładniony wizjami Jezusa i zmienił radykalnie swój światopogląd43. Na całym świecie ludzie donoszą o podobnego rodzaju spontanicznych stanach mistycznych. Część z nich, na przykład obudzenie Kundalini, zawiera w sobie również nieprzyjemne elementy, przy których bardzo przydatne jest profesjonalne wsparcie.
***
Jak łatwo się domyślić, wiele ciekawych efektów można uzyskać mieszając i łącząc różne z tych doświadczeń na bardziej zorganizowanych, dłuższych wydarzeniach.
Oczywiście wszystkie te zjawiska, sposoby, metody i sytuacje, jakkolwiek możemy je podsumować określeniem "inny stan świadomości", potrafią się bardzo od siebie różnić.
Tym różnicom poświęcimy kolejny rozdział.
21 R.A. Wilson, Seks, narkotyki i okultyzm, Toruń 2002, s. 86.
22 M. Lorenc, Czy psychodeliki uratują świat, Warszawa 2019, s. 75-76.
24 D. Coxhead, S. Hiller, Sny. Nocne wizje, 1994 Ewo, s. 11.
25 A. Jodorowsky, Psychomagia, Warszawa 2012, s. 55-62.
26 K. Barzowski, Kopciuszek czy utrzymanka? Mija 30 lat od premiery Pretty Woman, https://kultura.onet.pl/film/wywiady-i-artykuly/pretty-woman-najslynniejsza-komedia-romantyczna-dzis-nie-moglaby-powstac/wc8dpzc 15.02.2022.
27 S. Grof, Kiedy niemożliwe staje się możliwe, Warszawa 2010, s. 25-30.
28 D. Rosen, Suicide Survivors, West J Med, 1975 Apr; 122(4): 289-294.
29 D. Coxhead, S. Hiller, Sny. Nocne wizje, 1994 Ewo, s. 18.
30 https://lubimyczytac.pl/ksiazka/290223/krzysztof-wielicki---moj-wybor-wywiad-rzeka-tom-2 16.02.2022.
31 S. Grof, Poza mózg, Kraków 1999, s. 335.
33 D. Pinchbeck, Przełamując umysł, Warszawa 2010, s. 284.
34 https://www.greelane.com/pl/nauka-tech-math/nauki-spo%c5%82eczne/ancient-maya-bloodletting-rituals-171588/ 16.02.2022.
35 K. Kowal, W poszukiwaniu siebie. Indywidualne motywy podwieszania ciała praktykowanego współcześnie w Polsce, http://dx.doi.org/10.7494/human.2016.15.4.73 [data dostępu 16.02.2022].
36 H. Sienkiewicz, Pan Wołodyjowski, Warszawa 1996, s. 411-435.
37 M. Biskup, Śladami zapomnianych bohaterów, Poznań 2011, s. 11-14.
38 S. Grof, Poza mózg, Kraków 199, s. 375-376.
39 Ł. Wroński, Seryjni i wielokrotni mordercy, Łomianki 2016, s. 46.
40 https://geekweek.interia.pl/meskie-tematy/news-seryjni-mordercy-nie-sa-szalencami,nId,451445 16.02.2022.
41 K. Ancuta, W imię miłości. Jeffrey Dahmer i zakochani kanibale, ER(R)GO. Teoria-Literatura-Kultura nr 2 (7), 39-51, 2003.
42 https://nowosci.com.pl/mordercza-czarna-magia/ar/11057726 16.02.2022.
43 Pismo Święte Nowego Testamentu, Warszawa 1976, Dz 9,1-9.