Follow the call. Terapeutyczne doświadczenia w poszerzonych stanach świadomości - Tomasz Kwieciński

Kup ebooka

39.00 zł
31.20 zł (28,90 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Rozdział II

Vademecum odmiennych stanów świadomości

Spróbujmy wymienić najbardziej typowe drogi prowadzące do odmiennych stanów świadomości. Gdybym tylko znał je odpowiednio wcześnie, na pewno ominąłbym szerokim łukiem wiele wyboistych szlaków.

Terminu vademecum używam z uwagi na to, że kategorii tych stanów jest naprawdę ogrom. Nawet substancje psychoaktywne - które potraktuję jako zaledwie jedną wielką rodzinę - diametralnie się od siebie różnią. W przypadku DMT, kofeiny, MDMA, marihuany i ketaminy nie znajdziemy wielu cech wspólnych, a jednocześnie będą słusznie wrzucane do wspólnego worka przez większość terapeutów uzależnień. Alkoholik, który przestaje pić i zaczyna palić dużo marihuany, będzie traktowany jako poruszający się po podobnie grząskich terenach - zamienił jedną substancję na drugą, choć działają teoretycznie zupełnie różnie. Pewne dziury można bowiem zatykać, a potrzeby zaspokajać w mniejszym lub większym stopniu substancją działającą inaczej. To jeden z powodów, dla których powinniśmy patrzeć holistycznie na odmienne stany świadomości, nawet jeśli mocno się między sobą różnią. Kategorie, które będę tu wymieniał, pochodzą nieraz z zupełnie różnych krain - ale zadając sobie pytanie, co sprawia, że umieszczam je w jednym zestawieniu, pamiętajmy o przykładzie psychoaktywnych substancji - różniących się, ale na swój specyficzny sposób podobnych.

Jednym z celów tego zestawienia jest też wyraźne wskazanie, że wbrew obiegowej opinii substancje są tylko pewnym ułamkiem sposobów, jakich ludzie używają od zarania dziejów, by wchodzić w odmienne stany. Oczywiście jednym z najprostszych, najintensywniejszych i najbardziej bezpośrednim. Ale mnóstwo osób, również tych, które mają uprzedzenia do substancji, czasami z wyłączeniem dwóch ulubionych - kofeiny i alkoholu, regularnie powtarza czynności, które prowadzą ich do przeżywania niezwykłych stanów.

Tym razem mam na myśli nie tylko te poszerzone, ale każdy, który różni się od naszego standardowego, codziennego trybu działania. Wielu z nas wstaje rano z łóżka, zjada śniadanie i myje zęby, wsiada w publiczny lub prywatny środek komunikacji, wchodzi do biura, robi przez parę godzin to, co zwykle, po czym pod koniec miesiąca dostaje wirtualne żetony wydawane na przyjemności. Po drodze wykonujemy setki kolejnych automatycznych procesów, jak zakupy, oglądanie seriali czy scrollowanie social mediów. Każdą rzecz, która nas z tego trybu jakoś wyciąga, można traktować jako odmienną, niezależnie od tego, czy wyciągnie nas w górę i pozwoli przekroczyć ten poziom - co nazwalibyśmy poszerzeniem świadomości, czy też ściągnie w dół - na zasadzie, na jakiej działa alkohol - czyli upośledza pewne funkcje poznawcze, uniemożliwia nam standardową pracę i oto jesteśmy w innym, niekoniecznie mąd­rzejszym stanie, któremu jednak towarzyszą różne fenomeny tak charakterystyczne jak nietypowe działanie emocji, zmiana poczucia czasu, zmiana zachowania, u niektórych nawet czasowa zmiana osobowości.

Stany te mogą być przyjemne, nieprzyjemne lub neutralne. Ich intensywność również totalnie może się od siebie różnić. Przeciętna osoba, która wypije dziesięć butelek piwa, będzie w bardzo odmiennym stanie świadomości. Osoba, która wypije trzy - również. Ale co z osobą, która wypije jedno - czy również jest w odmiennym stanie? Czy to stan jeszcze normalny? A jeśli jedno zakwalifikujemy do odmiennych, to co z połową lub ćwiartką? Gdzie jest granica, od której zaczyna się odmienny stan?

Oczywiście takiej wyraźnej granicy nie znajdziemy, występuje tu raczej pogłębiająca się stopniowo intensywność. O ile więc pewne doznania będą porażające i nie da się ich zignorować za żadne skarby, o tyle niektóre mogą być wyjątkowo delikatne i subtelne. Można ich nawet nie zauważyć w codziennej rutynie lub wtedy, gdy nie ma się odpowiednio wyczulonej wrażliwości. Można też z pewnością nie klasyfikować tego w taki sposób - wiele osób robiących to, o czym tutaj wspomnę, byłoby pewnie szczerze zdziwiona, gdyby usłyszała, że nazywam to praktyką prowadzącą do odmiennego stanu świadomości.

Tymczasem wszyscy je przeżywamy i nie wiem, czy spotkałem choćby jednego człowieka, który w ogóle nie lubiłby wchodzić w żadne nietypowe stany świadomości. Oczywiście wielu, a nawet większość ludzi nie chciałaby zastosować ogromnej ilości tych metod. Mogą się ich brzydzić, bać czy próbować zakazywać. Niektórych mogli nawet spróbować, lecz ten rodzaj doświadczeń im się nie spodobał. Jest też pewna grupa osób, która nie chciałaby wchodzić w intensywne odmiany tych stanów. Nawet jednak osoby z wysoką potrzebą kontroli najczęściej mają swoje własne sposoby, a niektóre mogą stosować wręcz nałogowo. Podobnie zresztą robią zwierzęta - jak choćby renifery używające psychodelicznych grzybów.

Warto wspomnieć o indywidualnym zróżnicowaniu - dla niektórych pewne doświadczenia będą wyjątkowo intensywne, dla innych zaś delikatne czy też o średniej mocy. Różne poziomy wrażliwości sprawiają, że dla jednych nawet chodzenie boso po mieście stanowi czarodziejskie doświadczenie, podczas gdy inni niewiele czują po silnych dawkach psychodelików, domagając się dokładki. Oczywiście wraz z kolejnymi eksperymentami, a w szczególności ucząc swój mózg podróżować na bardzo różne sposoby, stajemy się coraz bardziej wyczuleni na wszelkie zmiany w naszej świadomości.

Niektóre z tych stanów polubimy, uznamy za cel i główną misję swojego życia, a nawet będziemy ryzykować śmiercią, żeby ich doświadczać. Za innymi nie przepadamy. Wśród osób obytych z dużą ilością substancji bywa podobnie - pewne z nich są ulubione, a innych się nie trawi. Bywa też, że jedna substancja może być tak wciągająca i zaspokajać tyle potrzeb, że prowadzi do uzależnienia.

Dla każdego więc niektóre stany mogą być atrakcyjne, inne interesujące, pewne hipnotyzujące - a pewnych nigdy byśmy nie chcieli doświadczyć. Przyczyn tego należy szukać w kulturowych opowieściach, które wywarły na nas największy wpływ oraz w skomplikowanej mapie emocjonalnej każdego z nas. Sporo osób nigdy nie skoczy ze spadochronem, niezależnie od tego, jak fascynujące historie zostaną im opowiedziane. Natomiast części rzeczy i sytuacji nie mieliśmy okazji doświadczyć ani pomyśleć o nich w sposób, który mógłby być atrakcyjny - być może nikt nie porównał tego nigdy do czegoś, co znamy.

Intencje doświadczania tych stanów mogą być zupełnie różne. Nawet, gdy podejmujemy jakąś czynność świadomie - to czasem chcemy doświadczyć tego właśnie stanu, czasem czegoś podobnego, a przy okazji w niego wchodzimy, a czasem mamy inne cele, a niezwykły stan pojawia się przy okazji. Dochodzi do tego cała seria spontanicznych doświadczeń oraz sytuacje, w których wcale nie chcemy nietypowych przeżyć.

1. SUBSTANCJE PSYCHOAKTYWNE

Najbardziej oczywisty i bezpośredni sposób, ale również pierwszy, od którego psychologia rozpoczęła swoje zainteresowanie tą sferą. Odkrycie LSD w 1943 roku i różne pomysły psychiatrów i terapeutów zakończone wieloma udanymi eksperymentami udowodniły, że stan, w którym jednostka widzi wszystko inaczej, może być pomocny również w kontekście terapeutycznym, leczenia zaburzeń psychicznych, inspiracji artystycznych, przemyśleń filozoficznych czy spojrzenia z szerszej perspektywy na swoje życie. Niezależnie od tego, czy się to komuś podoba, czy nie - to właśnie LSD było prekursorem używania odmiennych stanów świadomości jako terapeutycznych. Wkrótce potem odkryto, że kwas nie jest jedynym psychodelikiem na świecie - w różnych częściach świata rosły od dawien dawna rośliny i grzyby, których używano do celów uzdrawiających. Mam tu na myśli przede wszystkim kaktus pejotlu i San Pedro z Północnej Ameryki, południowoamerykańską mieszankę roślinną - ayahuaskę, ibogę pochodzącą z Afryki, grzyby psylocybinowe rosnące w różnych częściach świata, a także subtelniejsze i delikatniejsze konopie indyjskie.

Substancji psychodelicznych działających w miarę podobnie jest cała masa. Niektóre są kompletną niespodzianką dla osób, które nie nazwałyby się koneserami - na przykład muchomor czerwony (tak, ten rzekomo śmiertelnie trujący) szeroko stosowany w szamanizmie europejskim i syberyjskim czy też gałka muszkatołowa, której spożycie w odpowiedniej ilości może wywołać potężną psychodeliczną podróż (w której gustowali przede wszystkim marynarze) trwającą kilka dni. Podobne wrażenia może nam zafundować niewinny tatarak lub powój, który do niedawna można było kupić w sklepach zielarskich, a który zawiera LSA. Dochodzi do tego cała masa tzw. chemical research, czyli zamienniki odkryte przez Alexandra Shulgina, jak chociażby 4-Aco-DMT, 4-HO-Met lub Aco-Dipt - substancje dość do siebie podobne, niecieszące się wielką popularnością, niemniej mające dość podobne działanie do poprzednio wymienianych. Czy też miksy tworzone przez koneserów, takie jak psilohuaska.

Należy wspomnieć również o niezwykłych psychodelikach: DMT i 5-MeoDMT (co ciekawie uzyskiwane nie z roślin, lecz ze zwierzęcia - z jadu ropuchy Bufo Alvarius). Mimo że zalicza się je do podobnej grupy, ich sposób działania jest zupełnie inny. Podróże trwają tylko kilka minut, lecz bywają wielokrotnie bardziej intensywne, a słowne opisy ich treści są niezwykle karkołomne. Bywają często na tyle abstrakcyjne, że ciężko jest przełożyć wglądy na jakieś konkretne rady dotyczące ziemskiej rzeczywistości. Błyskawicznie poruszające się obrazy, przenikające się wymiary i kompletne wyjście spoza tradycyjnej czasoprzestrzeni uświadamiają nam ograniczenia ludzkiego języka.

Nieopodal stoją dysocjanty - substancje, po zażyciu których możemy mieć wrażenie wychodzenia z ciała i bycia obok siebie - na przykład DXM, ketamina czy Salvia Divinorum - również palona w stylu DMT, wywołująca bardzo abstrakcyjne, nieziemskie wizje, podczas których wielokrotnie wydaje się komuś, że wcale nie jest człowiekiem, a trójwymiarowa rzeczywistość to jedynie tandetne teatralne przedstawienie. Również mają swoje terapeutyczne zastosowanie.

Delirianty - bieluń dziędzierzawa, mandragora, lulek czarny i belladonna to kolejna grupa, na szczęście używana sporadycznie. Charakteryzuje je dość wysoka toksyczność i prawdziwe, realistyczne halucynacje, podczas których widzimy rzeczy, których nie ma, i rozmawiamy z ludźmi, którzy nie istnieją. W przeciwieństwie do tradycyjnych psychodelików praktycznie niemożliwe może być odróżnienie uzgodnionej rzeczywistości od wizji, które się pojawiają. Znane są niesamowite historie o śmiałkach, którzy odważyli się je zażyć.

Jedni twierdzili, że odbyła się u nich impreza, podczas gdy zrobili kilka herbat i puszczali całą noc muzykę, siedząc samotnie w pokoju. Innych widziano, jak siedząc na ławce, mówili sami do siebie. Inni błagali o pomoc policjantów, twierdząc, że po ulicach miasta ściga ich biało-niebieski aligator. Pewien licealista po 6 dniach od zjedzenia kwiatów bielunia odzyskał świadomość na komisariacie policji, kompletnie nie pamiętając, co się wydarzyło przez te kilka dni, z wyjątkiem jednego (jak się okazało, zgodnego z prawdą) szczegółu - bycia wyrwanym do odpowiedzi na lekcji fizyki i dostania z niej czwórki. Jeszcze inna osoba opisywała w internecie, jak próbowała się zabezpieczyć na wszystkie sposoby i poprosiła kolegę o pełnienie roli przewodnika, obiecując mu bezwzględne posłuszeństwo. W chwili, gdy byli jednak na odludziu i wszystko wydawało się iść zgodnie z planem, przewodnik się rozdwoił i każdy z nich zaczął ciągnąć go w inną stronę. Po długich rozterkach podróżnik postanowił pójść za tym fałszywym.

Sam miałem jedną w życiu okazję przebywać z osobą, która zjadła przy mnie bieluń, i było to niecodzienne doświadczenie. Mimo sporej praktyki z innymi substancjami, po tym eksperymencie podróżnik ten zarzekał się, że nigdy więcej tej konkretnie nie powtórzy. Słowa dotrzymał.

Działanie tych roślin jest bardzo długie (nawet kilka dni), potrafi być bardzo toksyczne (dawka śmiertelna i aktywna nie różnią się aż tak bardzo) i przeważnie nie jest przyjemne - ludzie nieraz czują się jak na skraju szaleństwa, a większości podróży nie pamiętają. Jednocześnie istnieją pogłoski o wykorzystywaniu ich przez niektóre plemiona w szamańskich praktykach. Podobno delirianty były głównym składnikiem średniowiecznej maści czarownic, która dawała wrażenie latania na miotle i spółkowania z diabłem.

Nigdy jednak nie poznałem osobiście osoby mającej z tym duchowe i pozytywne doświadczenia.

Jako przestroga może posłużyć historia Willama Burroughsa, który niemal wyszedł po papierosy przez okno na trzecim piętrze lub znajomy Roberta Antona Wilsona, który po beladonnie widząc kolegę, który na przemian pojawiał się i znikał, udał się w podróż samochodem. Problem polegał na tym, że nie miał wtedy samochodu. Znaleziono go kilkadziesiąt kilometrów za miastem, bez jednego buta i jednej skarpetki, nigdy też nie odnalazł się jego motocykl21.

Widmo prowadzenia motoru, w chwili gdy komuś wydaje się, że jedzie samochodem, niech będzie wystarczającą przestrogą przed próbowaniem diabelskiego ziela.

Kolejna grupa, wykorzystywana coraz częściej w terapii, to empatogeny, nazywane też entaktogenami - różniące się nieco od klasycznych psychodelików. Nie wywołują najczęściej tak mocnego rozmycia ego i zmiany poczucia własnej tożsamości, wpływając na ten obszar raczej w niewielkim stopniu. Jednocześnie bardzo zwiększają empatię i odczuwanie przyjemności, zmieniając łatwość doświadczania pewnych uczuć (również traumatycznych) i rozmawiania o trudnych sprawach22. Najsłynniejszym empatogenem jest oczywiście MDMA. Inne podobne substancje to MDA, sasafras (czy też to, co po tą nazwą sprzedają) lub odpowiednio zażyta kanna - afrykańska święta roślina (która jednak nie działa w ten sposób na każdego).

Substancje te, ze względu na swoje właściwości, w kontekście rozrywkowym używane są głównie podczas klubowych imprez, gdzie miesza się je z alkoholem i bez poczucia zmęczenia tańczy bez wytchnienia przez wiele godzin lub rozmawia w bardzo otwarty sposób z innymi. Jednak zastosowane podczas terapii, z nakierowaniem na introspekcję i nierozpraszanie się otoczeniem, potrafi wspaniale pomagać przy takich problemach jak PTSD, uzależnienie od alkoholu lub konflikty małżeńskie.

MDMA powoduje neurofizjologiczny odpowiednik empatycznego zrozumienia, zalewając mózg prolaktyną - która wydziela się również po orgazmie i jest odpowiedzialna za nieseksualne zainteresowanie23 - oraz oksytocyną. Potrafi wyłączyć pozostałą po traumie nadmierną aktywność ciała migdałowatego (odpowiedzialnego za uczucie zagrożenia życia), jednocześnie nie upośledzając funkcji poznawczych. Sprawia to, że możemy obserwować, wyrażać i przeżywać bardzo nieprzyjemne uczucia, bez nieznośnego przytłoczenia i beznadziei. Pamiętamy o wszystkim później i jesteśmy w stanie to analizować.

Jeśli chodzi o substancje nie mające wielkiego zastosowania w terapii to: stymulanty (najpopularniejsza jest oczywiście kofeina, ale również amfetamina lub efedryna), substancje rozrywkowe (alkohol czy stosowana w Polinezji Kava Kava) i te na granicy pomiędzy nimi - jak kokaina czy khat stosowany w Afryce i Azji. Do tego środki chemiczne, które mają za zadania uspokajać - tzw. depresanty: benzodiazepiny czy opiaty. Jest tego sporo. Pewne mogą nas bardzo przyciągać - innych nie tknęlibyśmy za żadne skarby.

2. ODDYCHANIE HOLOTROPOWE I INNE ODDECHOWE PRAKTYKI

Gdy psychoterapia LSD została niemal z dnia na dzień zdelegalizowana, pracujący w ten sposób Stanislav Grof (psychiatra pochodzący z Czechosłowacji, jeden z twórców psychologii transpersonalnej) pragnął zgodnie z prawem wywoływać efekty podobne do działania psychodelików. Dlatego właśnie jest to praktyka najbardziej zbliżona do substancji psychodelicznych. Oddech był od tysięcy lat używany do zmiany stanów świadomości. Odkryto szybko - i jest eksperyment dość łatwy do przeprowadzenia - że gdy zmienia się oddech, to zmienia się też stan naszego umysłu.

Najprostszą praktyką, która wywołuje subtelne zmiany stanu świadomości porównywalne nieco do opiatów, jest ognisty oddech. Kładziemy się wygodnie na plecach i dyszymy (głośny, szybki oddech przez usta) 20 razy, a następnie 20 razy bardzo powoli oddychamy przez nos. Trzy takie serie mogą nam bardzo szybko pokazać, że sama zmiana oddechu wywołuje zmianę stanu świadomości. To raczej delikatne i proste ćwiczenie, które polecam stosować regularnie w celach wyciszenia. Osobiście używam tej techniki bardzo często, gdy chcę szybciej zasnąć, szczególnie podczas drzemek w ciągu dnia.

Praca z oddechem znana była Indianom i wczesnochrześcijańskiej sekcie esseńczyków, którzy używali przyspieszonego i pogłębionego oddechu w celu łączenia się z Bogiem. Jogiczna pranajama, Sufi breathing, balijski taniec Kecak czy śpiew gardłowy Inuitów to inne sposoby bezpośredniej lub pośredniej pracy z oddechem.

W oddychaniu holotropowym skupienie na specjalnym sposobie oddychania, użycie odpowiednio dobranej muzyki, zachęta do nieskrępowanej ekspresji, akceptacji absolutnie wszystkich pojawiających się uczuć, elementy procesu grupowego, praca na poziomie relacyjnym, w połączeniu z najistotniejszymi - intencji przeżycia tego stanu i dużego poczucia bezpieczeństwa - to wszystko potrafi sprawić, że psychika w dość krótkim czasie wkracza w niezwykłe rejony. Jest to metoda intensywna i szybka - wystarczy kilka godzin, co stanowi jeden z najprostszych dowodów na coś, co kiedyś wydawało mi kompletnie się niewyobrażalne - mózg jest w stanie samoczynnie wytworzyć takie stany, jak po zażyciu silnych substancji psychodelicznych.

Inne metody oddechowe najczęściej - bo jest ich bardzo dużo, a część osób wciąż tworzy własne sposoby - mają mniejszą intensywność. Różne też są ich funkcje - mniej intensywnie nie musi oznaczać nic gorszego. Wiele z nich świetnie nadaje się do indywidualnej quasiterapeutycznej pracy z konkretnymi intencjami, integrowania innych doświadczeń, krótkich praktyk pomagających obudzić świadomość na resztę dnia, a nawet do wzmacniania odporności organizmu.

3. METODY SZAMAŃSKIE

Szamańskie sposoby pracy bardzo często opierają się na pewnego rodzaju deprywacji lub przeciążeniu. Może to być głodówka - a więc pozbawienie się na jakiś czas jedzenia. W wersji intensywniejszej - suchej - unikamy również wody (oczywiście ta wersja trwa znacznie krócej i wiąże się z nią większe ryzyko). Wbrew obiegowym opiniom 40-dniowe głodówki nie należą jedynie do świata mitologii (choć robili je Budda, Jezus czy Mahomet), tylko stanowią praktykę stosowaną przez wielu żyjących obecnie ludzi (w tym Pitagorasa w czasach antycznych), a krótsze głodówki - do 10 dni - są możliwe do zastosowania przez większość osób. Mniej popularną wersją jest przewodnienie - spożywanie takich ilości wody, że to też wywołuje odmienne stany.

Kolejny rodzaj deprywacji - to deprywacja zmysłowa, w większości przypadków związana z ciemnością. Polega na tym, że ograniczamy ilość dochodzących do nas sygnałów, co jest zupełną odwrotnością tego, co przeżywamy w dzień, idąc po hałaśliwej miejskiej ulicy. Odkryto już dawno temu, że jeśli człowiek przez dłuższy czas będzie przebywał w środowisku, gdzie nie ma bodźców - szczególnie wzrokowych, absorbujących większość naszej uwagi, psychika zaczyna ujawniać stopniowo swoją głęboką zawartość. W ciemności mózg powoli produkuje własne substancje psychodeliczne. W podobnych celach stosowana była pustynia (której jednolity widok również na swój sposób hipnotyzuje). Te praktyki stosowano w wielu kulturach od tysięcy lat.

W dzisiejszych czasach mamy też możliwość korzystania z komory deprywacji sensorycznej, której prekursorem był John Lily. Jest to maszyna, w której możemy się położyć, nic nie widzimy, nic nie słyszymy i dryfujemy zanurzeni w płynie o temperaturze naszego ciała, co pozwala nam również nic nie czuć. Prowadzi to do doświadczenia, które przez jakiś czas się rozkręca, nieraz z pewnym oporem i gwałtowną chęcią wyjścia stamtąd, by zrobić coś sensownego. Po przeczekaniu najtrudniejszego okresu przeżycie może być bardzo głębokie i również przypomina psychodeliczną podróż.

Na nieco podobnej zasadzie działa izolacja - czy też odosobnienie, stosowana przez mnichów wielu religii, zarówno buddyzmu, islamu, jak i chrześcijaństwa (chociażby wielokrotne praktyki ojca Pio). Łagodniejszą wersją tej metody jest milczenie - można w jej trakcie przebywać wśród ludzi, ale nie można się z nimi komunikować, również niewerbalnie. Metody te najczęściej działają wolniej - wymagają zdecydowanie więcej czasu niż trzy godziny, a do pełnego rozkręcenia się nawet więcej niż trzy dni. W różnych tradycjach takie praktyki potrafią trwać dwa miesiące, by w pełni pokazać swoje możliwości.

Oczywiście intensywniejsza wersja zakłada kombinacje różnych metod. Jeżeli łączymy izolację z deprywacją sensoryczną i głodówką, efekt będzie intensywniejszy i szybszy. W Tybecie znana była pewna praktyka, która w ekstremalnej wersji trwała tydzień i łączyła wszystko - brak jedzenia, wody, ciemność, ciszę, odosobnienie, milczenie, celibat i brak poczucia czasu. Sam spędziłem tak półtora dnia i przyszło do mnie wtedy wiele ciekawych przemyśleń i wizji, o których później.

Tutaj szczególnie widać, dlaczego odmienne stany świadomości mogą działać dwojako. Wielokrotnie słyszałem od osób, które nie były zainteresowane tą tematyką, że gdyby zamknięto je przez przypadek w jakimś pomieszczeniu i musiałyby w nim spędzić bezczynnie dziesięć godzin (oczywiście bez telefonu czy książek), to potocznie mówiąc zwariowałyby. Byłoby im trudno zarówno wytrzymać ze sobą, jak i siedzieć i nic nie robić przez tyle czasu. Oczywiście "wariowanie" jest pewnym przesadzonym określeniem, ale są to trafne przeczucia, bo status quo osobowości byłby solidnie zakwestionowany. Podobnie jeśli wyobrazimy sobie, że ktoś nas głodzi lub zamyka w ciemności - nie przypadkiem siedzenie w karcerze było w więzieniu traktowane jako surowa kara. Jeśli bowiem nie wchodzimy w odmienny stan świadomości z własnej woli, z intencją, aby eksplorować zawartość swojej psychiki - duża szansa, że będzie to nieprzyjemne. Dlatego intencja i wewnętrzna zgoda są absolutną podstawą.

Kolejną z takich metod - bardziej w stronę przeciążenia niż deprywacji - jest robienie czegoś rytmicznie. Najbardziej znanym przykładem będzie szamański bęben - długa gra czy słuchanie bębnienia przy ognisku również wprowadza w odmienny stan. Inną wersją tego doświadczenia są metody terapii EMDR, gdzie w specyficzny i nienaturalny sposób rusza się oczami przez dłuższy czas.

Pewnego razu podczas sportowego treningu byłem świadkiem ciekawej sytuacji. Wiatr wiał w taki sposób, że zasłonka w bardzo rytmiczny sposób uderzała o otwarte okno. Po dłuższym czasie poczułem, że zaczynam od tych rytmicznych odgłosów wchodzić w swoisty, delikatny rodzaj transu. Dość szybko jeden z bywalców siłowni wstał i zamknął okno, gdyż to ewidentnie mu przeszkadzało.

Kolejną deprywacyjną metodą jest brak snu. Według wielu opinii jest to nieco bardziej mroczna metoda, aktywująca naszą ciemną stronę. W przeciwieństwie do głodówki, podczas której większość osób czuje się dobrze po przetrwaniu pierwszych dni (jeśli przestrzega odpowiednich zaleceń), brak snu opisywany jest raczej jako metoda nieprzyjemna - prawie każdy czuje się podczas niej niedobrze. Nie wiem, na ile pod wpływem tych sugestii, ale po trzech nocach bez snu, choć faktycznie przeżywałem psychodeliczne doznania, miałem poczucie bycia na skraju i chciałem to dość szybko skończyć.

Ze spaniem również wiąże się wiele praktyk, jak choćby świadome kontrolowanie własnych snów, w których możemy doświadczać wielu rzeczy, gdy nie mamy ograniczeń zasad fizyki, a nawet logiki. Powstało też wiele metod pracy z interpretacją i integracją snów. Plemię Senojów snom poświęca całe swoje życie - po nocnych podróżach spotykają się i kilka godzin opowiadają o tym, co działo się w tamtych przestrzeniach. Później wykonują niezbędne do przetrwania czynności, a wieczorem planują, o czym chcą śnić dzisiaj i co w tych magicznych światach robić. Całe ich życie kręci się dookoła śnienia - co z pewnością jest ciągłym przebywaniem w odmiennych stanach24.

Do podstawowych czynności życiowych, które w tej kategorii ograniczamy lub przeciążamy, możemy dodać też ruch. Powiększanie ruchu to wielogodzinny taniec, trwający przez wiele dni pod rząd pomimo naszego zmęczenia i w którym pozwalamy ciału na swobodną ekspresję. Po drugiej stronie jest ograniczenie ruchu lub kontrolowanie tego w jakiś sposób, na czym mocno bazuje joga - czasem powstrzymująca od ruchu, czasem rozciągająca, czasem nadająca ruchom konkretną strukturę. Nieraz - jak w przypadku kundalini jogi - połączona z oddechem.

Istnieją też metody będące odwróceniem deprywacji sensorycznej - jak specjalne używanie stroboskopowego światła lub kręcenie w kółko - oraz rytuały przejścia stosowane w kulturach antycznych. Wiele z nich łączy się z bólem, podchodząc momentami pod tortury, ale wciąż pozostając w ramach dobrowolnego uzdrawiającego rytuału, który pomaga przejść na wyższy poziom wtajemniczenia.

Coraz większą popularność na Zachodzie zdobywają tzw. Vision Quest - rytuały przejścia polegające na mieszance izolacji, deprywacji snu, jedzenia, wody, samotności (uczestnicy przez kilka dni medytują sami w lesie). W niektórych wersjach dodana do tego jest sauna indiańska (wystawienie się na duże gorąco połączone z medytacyjnymi pieśniami) i ceremonie z jakąś rośliną (przeważnie z pejotlem).

Deprywacja, którą przeżywaliśmy podczas lockdownu związanego z Covid-19, również u wielu osób wywoływała niespotykane odczucia. Przeważnie - z uwagi na to, że było to kompletnie niekontrolowane środowisko - niezbyt przyjemne, szczególnie dla tych, którzy nie praktykują takich przeżyć.

4. MEDYTACJE, MODLITWY, CEREMONIE

Metod przynależących do tej kategorii jest niemal tyle, ile gwiazd na niebie. Od klasycznej medytacji i świadomej koncentracji uwagi na oddechu, przez medytacje dynamiczne (gdzie dodajemy ruch, głos), które pomagają szybciej osiągnąć pewne efekty, aż do medytacji związanych z wizualizacją, które mogą podchodzić już pod modlitwy.

Warto wspomnieć o medytacji prowadzonej - stanie skupienia, gdzie ktoś nas prowadzi przez konkretne doświadczenia - a więc wszelkich metodach hipnotycznych. Oraz medytacje wywoływane przez odpowiednie dźwięki słuchane ze słuchawek - BrainWaves i HemiSync, mające również pewną rzeszę fanów.

Co ciekawe w wielu tradycjach duchowych zwraca się uwagę na to, że sam odmienny stan składający się z wizji i uniesień nie jest celem medytacji, tylko wydarza się przy okazji. Warto jednak zaznaczyć, że ostateczny cel - czyli większa świadomość, nieidentyfikowanie się z tradycyjnie rozumianą osobowością, czy też słynne oświecenie - stan niedualny, którego nie chciałbym jeszcze w tym momencie szczegółowo opisywać - również należy do stanów zdecydowanie niecodziennych.

Modlitwa, nawet tradycyjna, uprawiana podczas katolickiej mszy świętej, może z kolei prowadzić do mistycznych przeżyć, jeśli taka jest intencja osoby, nawet wyrażona w sposób pośredni - połączenie z Bogiem również należy bowiem do kategorii odmiennych stanów świadomości. Oczywiście, w chwili gdy ktoś jest zmuszany przez rodzinę do pójścia do kościoła, odlicza czas, aż msza się skończy i mamrocze pod nosem dla zachowania pozorów słowa modlitwy intonowane przez księdza - raczej spektakularnych efektów nie doświadczy. Natomiast poważne i żywe podejście do rytuałów religijnych - modlitwy z każdej tradycji, szczególnie umiejscowione w kontekście ceremonii religijnych, mogą działać nadzwyczaj intensywnie.

Nie jest to powszechnie analizowane, ale wiele konserwatywnych staruszek uczęszczających na rytuały religijne może doświadczać odmiennych stanów świadomości przypominających te, które wymieniałem wcześniej. Z pewnością występują między tymi wszystkimi doświadczeniami pewne różnice, ale ich natura jest dość podobna. Mimo oburzenia, jakie poczują niektóre osoby na myśl o tym, że babcia chodząca co tydzień do kościoła może przeżywać podobne duchowe stany, co jej wnuczek zjadający garść psylocybinowych grzybów, uważam, że na tym polega cały paradoks naszej kultury. Bardziej powinno nas zastanawiać, dlaczego pewne stany traktowane są jako "lepsze", a te przeżyte w innych okolicznościach już do tej grupy nie należą.

Nawet rodzaj muzyki może według niektórych decydować, czy "mieliśmy prawo" przeżywać wyjątkowe chwile. Jeśli ktoś podczas słuchania koncertu Chopina przez krótką chwilę czuł się jednością z wszechświatem i przez tę krótką chwilę miał uczucie miłości do wszystkich ludzi, będzie to w pewnych kręgach bardzo pozytywnie odebrane. Gdy jednak inna osoba wybrałaby się na młodzieżową imprezę techno i wśród stroboskopów czy dudniącej muzyki mówiłaby o podobnych przeżyciach, mogłoby to niektórych zaniepokoić. Oczywiście jest grupa osób, które zareagują na te dwie sytuacje odwrotnie.

Taka refleksja może nam podczas lektury tego rozdziału towarzyszyć - możemy się łapać na tym, że pewne stany uznajemy odruchowo za bardziej wartościowe i wzniosłe. Oczywiście istnieją pewne odmienne stany świadomości, których skutki mogą być bardzo niekorzystne, natomiast ich intencja może być tak samo dobra jak modlitwa.

Moim ulubionym, ale też bardzo kontrowersyjnym przykładem jest tutaj kwestia uzależnień. Bardzo często postrzega się uzależnienia jako coś bardzo prymitywnego - nie tylko pod kątem skutków, ale również intencji, z jaką podejmowało się tego typu zachowania. Odbiera się je jako gorsze, niemoralne i zepsute - zamiast zauważyć, że pobudki takiej osoby mogą być bardzo wzniosłe i dotyczyć przeżywania niezwykłych stanów ekstazy i jedności ze światem, doświadczania teraźniejszego momentu tak samo jak w innych, zdrowszych praktykach.

Oczywiście, że skutki uzależnień nie są pozytywne (wielokrotnie pomagam je usuwać) - natomiast samą intencją jest często to samo poszukiwanie, które przyciąga innych do kościoła, na trening medytacji, na zwiedzanie innego kontynentu lub do skoku ze spadochronem. Wielokrotnie alkoholicy pijący dzień po dniu opisują niektóre ze swoich przeżyć jak pochodzące z innej planety, w tym stany jedności i absolutnego bycia w obecnym momencie, bliźniaczo podobne do opisów wielu doświadczeń mistycznych (oczywiście momenty te są bardzo ulotne, najczęściej mało realnie wnoszące na dłuższa metę do życia, a płaci się za nie jednym z najbardziej nieprzyjemnych stanów dostępnych dla człowieka - zespołem abstynencyjnym, czasem przechodzącym w delirium tremens). Zrozumienie tego obecnego w psychologii transpersonalnej modelu jest kamieniem milowym w pracy z uzależnieniami.

Bardzo często kluczem w procesie wychodzenia z uzależnienia jest zrozumienie, że można odmiennych stanów świadomości doświadczać w inny sposób niż ulubiona substancja. Powszechnie znanym obrazkiem jest osoba wychodząca z uzależnienia, która znajduje jakieś nowe hobby, które ją pochłania i pozwala przeżywać nowe stany świadomości. To hobby umożliwia odnaleźć prawdziwą radość życia. Jeden z tego typu przykładów stanowi film Najlepszy (Ł. Palkowski, 2017), gdzie heroinista zaczął biegać ultramaratony. Inny przykład - celowo nie do końca fortunny i pozytywny - to Tomasz Mackiewicz, który również niegdyś uzależniony od opiatów, zainteresował się himalaizmem - i to nie heroina, a góra Nanga Parbat finalnie go zabiła.

Wracając do tematu - kolejny element tej duchowej kategorii to różnego rodzaju ceremonie, które mogą być ważnymi rytuałami w danej religii - niczym katolicka komunia, bierzmowanie, a nawet Droga Krzyżowa - zakładając, że ktoś naprawdę przeżywa to wewnętrznie. Dobrze poprowadzona msza każdej religii również może do tego doprowadzać wyznawców. Innym tego typu przeżyciem może być uczestnictwo w rytuale innej, bardziej egzotycznej religii lub kultury.

Na samej koniec wspomniałbym o czarnej magii - sposobie pracy opartym na rytuałach, często bardzo intensywnym. Jednocześnie zawierającym inne archetypy, inną wizję świata - związaną często z wielkim buntem wobec tradycyjnych wartości, a niejednokrotnie z mnóstwem antyspołecznych zachowań. Nie ma się co jednak dziwić, że dla wielu osób główną intencją takich praktyk jest przeżywanie określonych stanów świadomości.

Warto popatrzeć na to, że jeśli do wyboru był jedynie tradycyjny, mainstreamowy katolicyzm, wcale nie skłaniający do przeżywania doświadczeń mistycznych, a do tego łamiący w okrutny sposób granice ludzi, którzy nie chcieli mu się podporządkować - nie ma się co dziwić, że część z nich wybierała jedyną inną dostępną wówczas opcję opartą na odwrotności - czarną magię.

5. SEKSUALNOŚĆ

Długi celibat może wywoływać na tyle nietypowe stany świadomości, że nawet lekarze zalecają go unikać - można stać się wtedy nerwowym i mniej uważnym. Jednak gdy się z nim w odpowiedni sposób pracuje, gdy poświęca się dużo czasu na obserwację siebie, integrację pojawiających się emocji lub stosuje praktyki przekierowujące energię seksualną na inne tory - jest również jedną z intensywnych, deprywacyjnych metod pracy.

Bardziej popularne w dzisiejszych czasach stały się metody tantryczne - czyli uprawianie seksu, ale łączenie go z rytuałami duchowymi. Samo słowo "tantra" jest w naszej kulturze nadużywane i używane nie zawsze zgodnie z oryginalnym znaczeniem, niektórzy wolą więc mówić tu o świętej seksualności czy o magii seksualnej.

Takie elementy jak przygotowanie przestrzeni, patrzenie sobie w oczy, wspólna medytacja, zrobienie terapeutycznych ćwiczeń (w trakcie których na przykład dziękuje się za różne rzeczy partnerowi), a później z większą uważnością uprawiany seks, ze szczególnym zwróceniem uwagi na orgazm - wywołują stany porównywalne do tych po spożyciu substancji psychodelicznych.

Sam orgazm jest niejednokrotnie podawany jako niedoceniany przykład nietypowego stanu świadomości. W niektórych tradycjach uważa się go za wzór dla reszty życia. Stan, w którym przeżywamy dużą rozkosz, wielką błogość i mówimy życiu absolutne TAK bez blokowania czegokolwiek - jest dość wysoko zawieszoną poprzeczką. W zależności od tego, jak do tego orgazmu podejdziemy - a to wiąże się między innymi ze środowiskiem i warunkami, w jakich został przeżyty - tak wpłynie on na nasze życie. Możemy łatwo wyobrazić sobie orgazm jako zwieńczenie pięknego, pełnego miłości doświadczenia, po którym czujemy się spełnieni i duchowo aktywowani, a możemy bez problemu wyobrazić sobie też taki, po którym pojawia się niesmak, poczucie winy, żal, że się skończył, i natychmiastowa chęć przeżycia kolejnego. Pokazuje to po raz kolejny, jak przygotowanie i integracja tego doświadczenia może wpływać na jego skutki.

Podobnie jak przy innych praktykach, doświadczenie staje się mocniejsze, gdy jest grupowe i gdy więcej osób przeżywa coś podobnego. Gdy w ceremonii tantrycznej weźmie udział więcej niż jedna para (istnieją opcje z wymianą partnerów lub bez niej), z pewnością zwiększy to intensywność przeżywania.

Odchodząc jednak od samego aktu seksualnego - co z zakochaniem?

Wielu z nas pamięta, że wówczas samo spacerowanie po ulicy, szczególnie gdy przytrafi się to na wiosnę, powoduje kompletnie inne stany. Ćwierkanie ptaszków wywołuje nostalgiczne myśli, patrząc na mijanych ludzi, mamy ochotę skakać z radości, widząc zdjęcie ukochanej osoby lub czując jej zapach, przeżywamy wulkan namiętności, cały ten nastrój jest specyficzny i bardzo wciąga. Niejedno zakochanie staje się głęboko transformującym doświadczeniem, uwalniającym od wielu blokad i otwierającym oczy na zachwyt obecną chwilą i na to, jakie życie potrafi być piękne.

Istnieją osoby, które można nazwać uzależnionymi od zakochania - zmieniają partnerów co kilka miesięcy, gdy ten haj zaczyna mijać, ciągle szukając go i odnajdując na nowo. Tak, bez wątpienia zakochanie jest odmiennym stanem świadomości, wielokrotnie opisywanym w powieściach, poezji, filmach - ale ma swoją mroczną stronę. Często łączy się z idealizacją i nie myślimy trzeźwo, gdy próbujemy analizować osobowość partnera. Po drugie w przypadku zakochania bardzo często będzie się to wiązało z projekcją oczekiwań - marzeniem, by ten stan trwał wiecznie, zawodem, gdy coś się zacznie zmieniać i pretensjami, gdy w końcu zupełnie minie. Szczególnie w wieku nastoletnim, gdy większość z nas ma mniejszą świadomość tego, co się dzieje w naszym świecie emocjonalnym, można przeżywać różne wzloty, upadki, mroki - a nawet dojść do samobójstwa. Podobnie więc jak wiele innych uzależnień potrafi wystawić srogi rachunek za swoją usługę.

Korzystanie z tego przez osobę, która ma doświadczenie w pracy nad sobą, polegałaby na tym, że cieszymy się z doświadczania tego akurat stanu, natomiast mamy świadomość tego, że jest to sytuacja przemijająca i że bardziej niż z realnym partnerem mamy kontakt z własnymi projekcjami i sobą samym. Warto więc trzymać się zasady carpe diem i rozumieć, że źródłem wszelkich uniesień jest tylko i wyłącznie nasza świadomość.

Jak więc coraz bardziej widzimy, te stany są z jednej strony od siebie bardzo różne - a z drugiej łączy je tak wiele rzeczy.

6. SZTUKA

Zarówno odbieranie sztuki, jak i jej tworzenie to brama do innych światów. Nie mam tu na myśli jedynie podziwiania Kaplicy Sykstyńskiej, ale również wieczorną wizytę w kinie. Często doświadczenia wywołane sztuką będą zaliczały się do delikatnych zmian świadomości. Gdy wychodzimy z sali kinowej i wraz z towarzyszami rozpamiętujemy losy bohaterów czy też spacerujemy ciemną ulicą i myślimy o tym, jakby to było żyć w tamtych czasach, z tamtymi bohaterami, fantazjujemy sobie, jakby się z nimi rozmawiało - jest to pewnego rodzaju zmieniony stan umysłu. Oczywiście im bardziej ktoś przeżywa te filmy, tym bardziej zmienia się jego świadomość. Jako młody kinoman pamiętam wiele mocnych wrażeń, gdy oglądając wciągające dzieło, byłem totalnie pochłonięty tym, co widziałem na ekranie. Myślałem wielokrotnie o pewnych scenach, a gdy budziłem się rano, zastanawiałem się, co też poprzedniego wieczora się ze mną działo i czy to nie był przypadkiem sen. Każdy może to przeżywać w sposób niezwiązany z realną artystyczną wartością tego dzieła, tylko z tym, co akurat nas w tamtym momencie poruszyło.

W wieku 13 lat obejrzałem słynnego Titanica (J. Cameron, 1997) i choć nie nastawiałem się specjalnie na nic wielkiego, to akurat wtedy na moją nastoletnią psychikę zadziałało to nadzwyczaj intensywnie. Przez kilka dni myślałem o nim bez przerwy, a co ciekawe, doprowadził on do bardzo dużej transformacji. W ciągu tych kilku dni na zawsze porzuciłem pomysł o tym, by zostać piłkarzem, a w zamian chciałem stać się filmowym reżyserem i zapewniać ludziom podobne doświadczenia. I jakkolwiek wciąż były to marzenia 13-latka, które się finalnie nie spełniły - to warto zwrócić uwagę na to, że doświadczenie tego stanu sprawiło, że zmieniłem całkowicie swoje plany na przyszłość. Było tak transformujące, na ile było to wtedy możliwe. Tak samo mogą działać książki - jest to rzadsze, ale są osoby, które są w stanie wyruszyć w bardzo daleką podróż podczas czytania literatury. Szczególnie gdy twórcy również eksperymentują - jak Julio Cortazar czy Bruno Schultz piszący swoje psychodeliczne powieści i opowiadania, albo reżyserzy filmowi - Emir Kusturica, Krzysztof Kieślowski, Oliver Stone, Quentin Tarantino czy Wong Kar-Wai.

Słuchanie muzyki również wywołuje odmienne stany, szczególnie na koncercie - gdy natężenie i sposób oddziaływania jest wyjątkowo mocny i gdy możemy do tego dodać ruch ciała albo taniec. Sporo osób jest w stanie przeżywać głębokie podróże z muzyką. Może to być dla nich coś w rodzaju medytacji czy modlitwy, szczególnie jeśli połączy się to z wymienionymi wcześniej metodami.

Zupełnie specjalną kategorią są specyficzne artystyczne eventy, wzorowane na tradycyjnych obrzędach, pomagające widzom przejść swoiste katharsis - od bardziej klasycznych koncertów grupy The Doors aż po niekonwencjonalne performance Alejandro Jodorowskiego25.

Gdy dochodzimy do tworzenia sztuki, usłyszymy często jeszcze ciekawsze opowieści. Wielokrotnie artyści wspominają, jak niesamowite rzeczy działy się w trakcie tworzenie danego dzieła. Niektórzy opowiadają tajemnicze historie o tym, jak jakaś siła dyktowała im wszystko i że to po prostu nagle na nich spłynęło z innych wymiarów. Czasem nie pamiętają momentu, kiedy to wymyślili, ale pamiętają po fakcie, że to już istnieje u nich w umyśle. Wielu mówi, że warto tworzyć dla samego momentu tworzenia - niekoniecznie dla efektu, sławy czy pieniędzy, tylko dla spełnienia, które pojawia się w akcie twórczym. Jedną z wielu takich artystek, która opisuje kosmiczne doświadczenia podczas śpiewania, jest Lisa Gerrard. William Blake, któremu muzy dyktowały dzieła, a słońce widział jako anioły śpiewające, pewnie by się z nią zgodził.

Oprócz samej iskry twórczej podczas dłuższego tworzenia jakiegoś dzieła zdarza się, że splot sprzyjających okoliczności jest niesamowity. Ekipie niezwykle dobrze się pracuje i wszyscy czują, że są świadkami powstawania czegoś wielkiego, a całość idealnie się układa. Co ciekawe, nieraz zdarza się to raz na wiele lat i nie pojawia się przy kolejnych dziełach, tak jakby ta "iskra Boża" objawiła się tylko wtedy, tak jakby wszyscy podłączyli się pod jakiś archetypowy proces, który znacznie przewyższał ich standardowe umiejętności. Takie relacje dotyczyły na przykład kręcenia słynnego Pretty Woman26, ale również innych legendarnych filmów.

Zachwyty sztuką można rozumieć też dzięki temu, że łączy nas ona z archetypami - a one doświadczane bezpośrednio wywołują w nas mocne stany, nawet kiedy są podane w bardzo prostej formie. Gdy prowadziliśmy warsztaty w lubelskim lesie, podczas których jednym z głównych elementów było czytanie baśni, wielu uczestników po sesjach oddychania holotropowego wzruszało się i płakało, słuchając bardzo prostych z natury historii.

Warto wspomnieć, że genialna twórczość nie zawsze przejawia się przez typowo artystyczne poszukiwania. Odkrycia Newtona, Kopernika, Einsteina czy Darwina, przypominające przekazy przybywające z innego wymiaru, wywracające znane paradygmaty na drugą stronę, wskazują, że również naukowcy mogą przeżywać kosmiczne uniesienia.

7. PRACA TERAPEUTYCZNA

Niesamowite, że trening interpersonalny, wykazujący wszelkie cechy tajemnych szamańskich praktyk, jest używany jako standardowa metoda psychologiczna. Wiele osób wspomina o nim jako o procesie, którego nie da się opisać, ale którego warto chociaż raz doświadczyć. Mając zamiłowanie do analizowania takich stanów na przekór wszystkiemu, starałem się znaleźć odpowiednie słowa do takiej relacji.

Od 8 do 12 osób siedzi w kręgu - szczególnie gdy trening prowadzony jest niedyrektywnie, a prowadzący praktycznie się nie wtrąca - i wszyscy bez przerwy, patrząc na siebie, rozmawiają o tym, co się w tej chwili dzieje, co czują, gdy ktoś wyjawił swoje przeżycia, gdy pojawia się konflikt, kto ich denerwuje, a z kim się dogadują. Spędzają w ten sposób wiele godzin dziennie, przez kilka dni pod rząd, z grupą obcych ludzi bez przerwy omawiają relacyjne sytuacje, co jest oczywiście dość niecodzienne (praktycznie nigdy nie odbywamy takich rozmów w takim natężeniu bez możliwości ucieczki lub choćby przerwy). Sprawia to, że mimo izolacji od reszty świata ten proces jest przeciwieństwem szamańskiego odosobnienia - pojawia się przeciążenie interakcjami, emocjami i natężeniem komunikacji. Powoduje to dość specyficzny stan, który utrzymuje się również wieczorami podczas ewentualnych powrotów do domu. Powiększa to nasz wgląd w siebie, zrozumienie swoich relacyjnych wzorców i świadomość tego, co dla nas ważne. Zauważyłem, że sporo osób zachwalając tego rodzaju przeżycie, mówi nie tylko o konkretnych, pragmatycznych efektach, które dzięki temu uzyskali - ale również o ciekawej przygodzie. Dla niektórych może to być jedyne w życiu podobne doświadczenie z poszerzonymi stanami świadomości, które można eksplorować.

Oczywiście podobne mechanizmy, najczęściej odrobinę słabsze, mogą występować w czasie terapii grupowej, różnego rodzaju ćwiczeń terapeutycznych czy również w czasie standardowej terapii. Gdy sam uczęszczałem na własną terapię w nurcie integracyjnym, łapałem się na tym, że "zwykła rozmowa", oczywiście kierowana przez dobrą terapeutkę szczególnie w rejony, które sam bym pominął i nie zwrócił na nie uwagi, poszerzała bardzo mocno punkt widzenia. Orientowałem się, że gdy przypominałem sobie sceny z dawnych lat lub przeżywałem iluzje, że terapeutka czegoś ode mnie chce, ale w tym samym momencie widziałem, że to nie ona tylko tzw. przeniesienie i ona mi tylko przypomina kogoś z mojej przeszłości - również przeżywałem nieco zmienione stany świadomości, jakby to nie do końca działo się naprawdę. Bardzo często te właśnie momenty terapii, gdy rzeczywistość zaczyna wyglądać inaczej, są najbardziej wartościowe.

8. WAŻNE WYDARZENIA W NASZYM ŻYCIU

Nawet ludzie zupełnie niezwiązani z szamańskimi praktykami opisują magię własnego ślubu i wesela. To bardzo potężna, pradawna ceremonia - często religijna, czasem niezwiązana z żadną religią, niemniej posiadająca wszelkie cechy rytuału - długie, specyficzne przygotowania, spora inwestycja energii (pieniędzy i czasu), presja, specjalne stroje i rekwizyty, świadkowie rytuału, szamański element łączenia się obu rodzin, integracja doświadczenia w postaci weselnej zabawy. Sprawia to, że dla wielu osób jest to dzień jedyny w swoim rodzaju. Również w późniejszych wspomnieniach często pojawia się jako wspaniałe wydarzenie niczym z innego świata. Ogólnie znanym fenomenem jest też to, że można na własnym weselu wypić o wiele więcej alkoholu niż normalnie, gdyż pojawia się wrażenie, że te napoje nie upijają w taki sposób jak zwykle - świadomość jest tak poszerzona i skupiona, że chociaż alkohol działa w sposób rozluźniający i poprawiający nastrój, to nie odurza jak podczas innych sytuacji (oczywiście do pewnych granic).

Warto wspomnieć o zaręczynach - interesującym rytuale, którego rolą jest zapowiedź właściwego rytuału. Ponieważ jest to związane z silnymi uczuciami, nutką niepewności lub zaskoczenia, niekiedy przeżywane tylko raz w życiu, może również kompletnie wciągnąć w świat istniejący poza czasem. Co mi się również kiedyś przytrafiło.

Podobnie można czuć się przy narodzinach własnego dziecka. Z punktu widzenia systemowego to ogromna zmiana w ustawieniu rodziny. Dla wielu kobiet sama ciąża jest odmiennym stanem, w którym zdecydowanie inaczej się czują, szczególnie przy dowiadywaniu się o własnym macierzyństwie, przekazywaniu tej wiadomości dalej i długim oczekiwaniu na rozwiązanie. Jednak moment narodzin, szczególnie poprzedzony intensywnym porodowym bólem, to zdecydowanie chwila z pogranicza dwóch światów i mało jest osób, które przejdą obok tego dnia obojętnie. Samo natężenie adrenaliny, wystrzału różnych hormonów, uczuć, które się wtedy wyłaniają, sprawia, że pamiętamy te chwile do końca życia. Szczególnie że u niektórych rodzących matek czy ojców, którzy towarzyszą im w takiej chwili, nieświadomie ożywają elementy własnego porodu, więc pojawia się przejście przez bardzo trudne i bolesne momenty, po których następuje obezwładniająca ulga. Oczywiście opisy takiego wydarzenia będą zależeć od osobistej wrażliwości. Dla osób pracujących na co dzień z odmiennymi stanami świadomości będzie zupełnie jasne i klarowne, że to przejście przez archetypowy moment przypomina u nich inne intensywne praktyki i jest niczym Campbellowska podróż bohatera, dla innych może to być wyjątkowy dzień, podczas którego czuli się dziwnie, a jednocześnie wspaniale.

Do podobnej kategorii może należeć spotkanie ważnej osoby i towarzyszące mu przeczucie czy wrażenie, że ta osoba będzie nam towarzyszyć w wielu istotnych chwilach. I samo spotkanie lub pierwsza głęboka rozmowa i zorientowanie się, że z tą osobą czujemy tak wielkie połączenie, może nas w taki stan wprowadzić. Zawiązywanie przyjaźni czy wspólne przeżycia mogą zostawić ślad, który wspomina się po wielu latach (wielokrotnie w literaturze i filmie w drugiej części jakiegoś dzieła bohaterowie wciąż opowiadają, jak niesamowite były przygody, które spotkały ich w pierwszej części). Podobnie z ważnymi decyzjami, od których zależy reszta życia - moment, w którym decydujemy się zakończyć długi związek lub rozpocząć kolejny albo zmienić wieloletnią pracę lub wyprowadzić się do innego kraju. Lub też chwile odwiecznych dylematów, gdy zastanawiamy się logicznie, czy to na pewno dobry pomysł, jednocześnie czując w głębi serca, że to jest ta właściwa droga i musimy nią podążyć. Cała ta wewnętrzna podróż od momentu, w którym pojawia się pierwsza taka myśl, przez zastanawianie się, różne perturbacje, moment stopniowego klarowania się odważnej decyzji aż po pierwsze jej skutki, odczuwane nieraz przez dłuższy czas. I chwile, gdy odkrywa się swoje powołanie, opisane chociażby w autobiografii Romana Polańskiego, Stanislava Grofa27 i wielu, wielu innych.

9. WAŻNE WYDARZENIA W NASZYM OTOCZENIU

Mniej wyraziste przykłady takich sytuacji pojawiają się nawet wtedy, gdy drużyna narodowa wygrywa ważny mecz czy jakiś rodak zdobywa złoty medal na olimpiadzie po raz pierwszy od dawna w danej dyscyplinie. Gdy polska piłkarska reprezentacja radziła sobie dobrze (co się często nie zdarza) i w 2016 roku po dobrej grze dotarła do ćwierćfinału Mistrzostw Europy, po wygranym meczu ze Szwajcarią, samo mijanie szczęśliwych ludzi na chodniku i świadomość, że wszyscy cieszą się z tego samego powodu sprawiały, że po całej ulicy niemalże unosił się zapach odmiennego stanu świadomości. Po kilkunastu dniach, podczas każdej rozmowy o tamtych mistrzostwach, wracało się do tego czasu jako czegoś wyjątkowego, gdzie wszyscy czuli się zupełnie inaczej.

Z dzieciństwa pamiętam taki zabawny szczegół, jak wygrana Polski ze Słowacją 5:0 (widocznie już wtedy rozumiałem, że jest to dość niecodzienna sytuacja). Pamiętam, jak, najpierw będąc w szoku, przeżywaliśmy to w szkole jako święto narodowe i świętowaliśmy przez kilka następnych dni.

Przechodząc jednak do bardziej brzemiennych w skutkach wydarzeń - dobrze pamiętam śmierć Jana Pawła II, który stanowił jeszcze wtedy dla większości Polaków symbol nieskazitelności, i to jak wielki (krótkotrwały!) wpływ wywarł na społeczeństwo. Ludzie przez wiele dni byli bardziej przyjaźnie do siebie nastawieni i w całym kraju dało się wyczuć odmienną atmosferę, szczególnie podczas procesów przeżywanych grupowo - gdy kilkaset osób szło ulicami, trzymając w rękach świece z poczuciem jedności i solidarności. Oczywiście zupełnie inną sprawą jest to, ile to trwało i co z tego wynikło - nawet kibice drużyn piłkarskich, którzy się ze sobą na ten czas pogodzili, już po kilkunastu dniach wrócili do standardowych bijatyk. Ten stan nie był dla większości osób specjalnie trwały, a benefity nie wydają się imponujące - bowiem jest to zadanie integracji, niemożliwej do przeprowadzenia w tak ogromnych grupach przypadkowych ludzi.

Inne takie rzeczy, na które osobiście byłem za młody, by móc je świętować - ale z relacji, które czytałem, były to chwile monumentalne i miały posmak niezwykłych stanów świadomości - zakończenie II wojny światowej, upadek komunizmu czy choćby radość po pierwszym udanym przeszczepie serca. Można by spekulować o wielu podobnych historycznych przykładach - jak choćby Spartanie pod Termopilami toczący bitwę, o której będzie się mówić 2500 lat później i pisać w każdym europejskim podręczniku od historii. Ich przeżycia z kolei dotyczą również kolejnej kategorii.

10. DOŚWIADCZENIA BLISKIE ŚMIERCI

Tutaj włączymy zarówno doświadczenia śmierci klinicznej, gdzie mogą pojawiać się różne wysublimowane wizje (co do których źródła nie ma wśród ludzi zgody - dla jednych to przedśmiertne majaki mózgu wypływające z niedotlenienia, dla innych nasza dusza widzi wtedy rzeczy ukryte), jak również doświadczenia, w których jesteśmy blisko śmierci (na przykład przeżycia w samochodzie, gdy czas się zatrzymuje tuż przed niedoszłym wypadkiem, lub nawet leci do tyłu - a my wtedy mamy możliwość przeanalizować drobiazgowo swojego życie w ciągu ułamka sekundy).

Raymonda Moody'ego, autora książki Życie po życiu, trafił piorun, gdy rozmawiał przez telefon. Będąc w krytycznym stanie, usłyszał serie mistycznych przekazów od bytów, które spotkał, na temat swej dalszej drogi życiowej oraz nauk duchowych, które miał opowiedzieć innym.

Kolejna niezwykła, a jednocześnie powtarzalna sytuacja to topienie się - moment, gdy czujemy wodę wpływającą nieubłaganie do naszych ust i nie możemy oddychać, potrafimy widzieć sytuację jednocześnie z dystansu i w asocjacji, a dziać się to wszystko może jednocześnie szybko i bardzo wolno. Bardzo dobrze opisane w literaturze psychologicznej jest też spadanie - szczególnie w przypadku próby samobójstwa przez skok z mostu28. Z relacji wielu osób, które cudem przeżyły uderzenie o wodę, wynika, że sam moment skoku był niesamowicie psychodelicznym doświadczeniem, czas zwolnił, a oni zastanawiali się nad mnóstwem rzeczy - ale doszło też do pewnego przeobrażającego doświadczenia, które w literaturze szamańskiej nazywa się śmiercią ego. Mnóstwo osób w czasie tego skoku wewnętrznie umarło (choć ich ciało przetrwało), co doprowadziło do wielkiej transformacji. W większości nie mieli ochoty już więcej się zabijać, tak jakby ta symboliczna śmierć im wystarczała.

I jeszcze jedna odmiana tej kategorii - śmierć bliskiej osoby. Z jednej strony wielka tragedia i trudne do opisania cierpienie, którego nikomu nie życzę, jednocześnie wiedząc, że każda żyjąca dostatecznie długo osoba będzie musiała je przeżyć. Według buddyjskich nauk najtrudniejsze bowiem w byciu człowiekiem są rozstania z bliskimi. Z drugiej strony, jeśli ktokolwiek pamięta takie doświadczenie, być może zwrócił uwagę na utrzymujący się przez wiele dni stan świadomości. To wspominanie zmarłej osoby, patrzenie na własne życie, to zauważenie, że nie żyliśmy świadomie, że być może zupełnie inne rzeczy w życiu są ważne niż te, które robimy na co dzień, to przyglądanie się rodzicom idącym z dziećmi na ulicy czy parom trzymającym się za ręce. To bardzo refleksyjny stan, ze zwiększoną świadomością tego, czego chcemy i tego, co dla nas ważne. Dla wielu osób śmierć bliskich stanowi pewnego rodzaju przełom - stwierdzają, że chcą coś w swoim życiu zmienić - zacząć coś robić lub przestać coś robić - i u wiele osób to się przez jakiś czas utrzymuje. Oczywiście jak w przypadku wielu niekontrolowanych zmian świadomości, te efekty będą mijać. Mało kto po kilku latach nadal będzie miał w sobie świeżą pamięć takiego doświadczenia i uważność z tym związaną.

Bliski kontakt z takimi stanami ma też transformujący potencjał u osób, które na co dzień towarzyszą umierającym lub które z powodu niezbadanych wyroków losu były bliskim świadkiem czyjejś śmierci.

Do tej kategorii dorzucę też doświadczenie Spiritual Emergency, choć nie jest bezpośrednio związane z fizyczną śmiercią. Stanowi jednak wielki kryzys psychoduchowy, który najczęściej pojawia się pod wpływem jakiegoś intensywnego doświadczenia i w trakcie którego niejedna osoba ma poczucie, że w powolny sposób wszystko w niej umiera. To długotrwałe doświadczanie odmiennych stanów świadomości, najczęściej w sposób nieprzyjemny, przez wielu psychiatrów było kiedyś klasyfikowane jako zwykła psychoza lub schizofrenia. To kaskada silnych, kryzysowych stanów, z których część jest holotropowa, o wyraźnym komponencie duchowym. Objawy takiej osoby przypominają kilkumiesięczne używanie psychodelików, w jej życiu dzieją się często różne dziwne rzeczy, z psychiki wyłania się spontanicznie nieświadomy materiał, któremu towarzyszą intensywne emocje i różne, nieraz zadziwiająco trafne wglądy. W dawnych czasach ten termin nie był w ogóle znany i takie osoby żyły z etykietką chorych psychicznie. Dzisiaj wiemy, że przez odpowiednią terapię transpersonalną i facylitowanie tych procesów można z tego stanu wyjść po paru miesiącach jako znacznie bardziej dojrzała i szczęśliwa osoba.

11. WYJĄTKOWE MIEJSCA

Wielokrotnie samo pojawienie się w niektórych miejscach może wywoływać odmienne stany świadomości. Często będą to miejsca kultu - na przykład drzewo, pod którym Budda rzekomo doznał oświecenia, grób Chrystusa w Jerozolimie albo świątynia Ateny na Akropolu. W świątyniach Asklepiosa (później Eskulapa) pielgrzymi przychodzący po uzdrowienie bardzo często przeżywali specyficzne sny związane ze swoimi prośbami o wyleczenie29. Inkubowanie snów poprzez wizyty w specjalne miejsca jest zresztą dość popularne na całym świecie.

Czasem może to być jakiś pomnik przyrody, czasem miejsce, o którego zobaczeniu marzyliśmy od dzieciństwa - na przykład wieża Eiffla czy Mona Lisa w Luwrze. Samo wybranie się tam może mieć formę rytuału, stąd popularność i skuteczność pielgrzymek jako praktyk duchowych. Przygotowanie - w postaci podróży do jakiegoś miejsca - również wzbogaca cały proces.

Negatywnym aspektem tej kategorii będzie syndrom jerozolimski - dotykająca około dwustu osób rocznie przypadłość. W Palestynie, a w szczególności podczas wizyty w Jerozolimie pojawiają się objawy maniakalnego stanu psychodelicznego, wśród których prawie zawsze jest komponent silnej agresji i utożsamienia z biblijnymi postaciami. Objawy zanikają, gdy tylko turysta opuści święte miejsca.

Oczywiście otwarta pozostaje kwestia, na ile chodzi faktycznie o dane święte miejsce, a na ile związane jest to z oczekiwaniami, które mogłyby zadziałać również w "fałszywym miejscu".

Samo podróżowanie również prowadzi do bardzo nietypowych stanów świadomości, szczególnie gdy jedziemy na drugi koniec świata, do kompletnie innej kultury, dochodzi element jet lagu, czyli innej godziny, niż mówi nam zegar biologiczny, nieraz też zmiana pory roku lub temperatury - możemy mieć wrażenie, jakbyśmy trafili do innego świata. Nawet wśród osób, które niespecjalnie są zainteresowane zgłębianiem własnej psychiki, panuje przekonanie, że takie podróże są transformujące, że patrzymy wówczas na nasze życie z boku, że możemy przyjrzeć się pewnym sprawom i łatwiej podjąć niektóre decyzje, łatwiej zmierzyć się z różnymi trudnościami, łatwiej też cieszyć się teraźniejszością i doświadczać wielu fenomenów charakterystycznych dla odmiennych stanów świadomości. Oczywiście jak przy wielu innych metodach tutaj również czyha trochę pułapek - można się od podróży uzależnić, można wpaść w manię odhaczania różnych miejsc, można doświadczyć też wielu problemów, które sprawią, że taka wyprawa będzie dla nas jak koszmarny sen, z którego nie możemy się obudzić. Jednocześnie warto zaznaczyć, że stan "podróżowania" jest dla wielu osób celem samym w sobie. Pamiętam z pochłanianych w dzieciństwie przygód Tomka Wilmowskiego, jak jego przyjaciele, a w szczególności bosman Nowicki, zaznaczali, jak przyjemnie jest "włóczyć się po wertepach". Nie jest to, rzecz jasna, fachowy język związany z odmiennymi stanami świadomości, ale pokazuje, że podróżując po obcych kontynentach i niezwykłych krainach doświadczali czegoś więcej.

Szokującym zjawiskiem dla osób przyzwyczajonych do własnej szerokości geograficznej może być też oczywiście noc polarna albo słońce niezachodzące przez cały dzień.

12. DOŚWIADCZANIE NATURY

Nawet wychodząc do parku niedaleko naszego mieszkania, możemy mieć interesujące, najczęściej odprężające wrażenia. Dla wielu osób pójście na spacer do lasu czy przenocowanie na wsi jest już dotknięciem innego świata. Szczególnie podczas biwakowania i spędzania nocy pod gołym niebem, w namiocie lub przy ognisku.

Jeszcze ciekawiej robi się, gdy mówimy o podróży na Antarktydę, do dżungli, na pustynię czy w bardzo wysokie góry. Dla wychowanych w innym klimacie zobaczenie każdego z tych miejsc może być kosmicznym przeżyciem. Pamiętam swoje pierwsze spotkanie z lasem deszczowym i pierwszą przejażdżkę przez górską kolumbijską drogę, gdzie przez trzy godziny patrzyliśmy się na dżunglę z szeroko otwartymi oczami. Czuliśmy autentycznie, że to są prawdziwe płuca ziemi i że trzeba za wszelką cenę ratować tropikalne lasy, a jednocześnie jakby na innym poziomie wszystko było dokładnie tak jak ma być. Była to dla mnie wyjątkowo terapeutyczna przejażdżka, czułem się odświeżony i narodzony na nowo kilku godzinach spędzonych na tej krętej drodze.

Negatywne aspekty takich miejsc często są opisywane jako "złe duchy", będące nieraz efektem ciężkich warunków lub specyficznych odgłosów wiatru - na przykład na niektórych mongolskich pustyniach. Zabłądzenie w dżungli, w górach, na arktycznej lub piaskowej pustyni, w tajdze lub na morzu również konfrontuje z mrocznym aspektem natury.

Nasz dobry kolega, Michał Szczęśniak, podróżnik i autor książki "Podróż intuicyjna - droga w dwóch kierunkach", opowiadał podczas wizyty u nas w domu swoje wrażenia z Antarktydy, która emanowała tak intensywną energią, że aż nie mógł normalnie zasypiać - nie uważając wcale tego za nieprzyjemne. Totalnie naturalne, bezludne miejsce miało w sobie coś ze świętości.

13. DOŚWIADCZANIE MIŁOŚCI

Miłość do własnych dzieci potrafi być obezwładniająca. Badanie organizmu w niektórych chwilach wskazałoby z pewnością na wyjątkowo silne stany, często porównywalne z przeżyciami po empatogenach - choć dla wielu osób zestawienie tych dwóch sytuacji mogłoby być skandaliczne.

Wiele kobiet, które w innych sytuacjach wcale nie jest zainteresowana zgłębianiem odmiennych stanów świadomości, opisuje, jak fantastycznie spełniają się przy własnym dziecku, jak rozsadza je obezwładniające uczucie miłości i połączenia, jak znika czas, poczucie "ja" i w pełni otwierają się na potrzeby drugiej istoty.

Wiele przeżyć z tej kategorii pojawia się pomaganiu innym ludziom, takim jak praca na misji w Afryce, gdzie można przeżyć intensywne stany otwarcia serca. Albo praca położnej, którą miałem przyjemność obserwować na własne oczy dwa razy i zwróciłem wtedy uwagę, jak bardzo nietypowe przeżycia musi przeżywać na swojej ścieżce, będąc na stałe uczestnikiem wydarzeń, jakie większość ludzi przeżywa raz, dwa lub trzy razy w całym swoim życiu.

Jakakolwiek opieka, podczas której uruchamiają się empatyczne odczucia, pasuje do tej kategorii. Bezinteresowna pomoc na ulicy, wsparcie udzielone przyjacielowi czy pożyczenie lub ofiarowanie czegoś potrzebującemu. Szał, jaki mnóstwo Polaków przeżywało wspierając uchodźców z Ukrainy. Czasem nawet usługa, za którą dostajemy normalne wynagrodzenie, lecz wykonana w taki sposób, że widzimy realną przemianę u swojego klienta, może prowadzić do tego samego stanu.

Przeżyłem w Tanzanii takie doświadczenie, spotykając biedną, młodą dziewczynę sprzedającą pamiątki, która cztery razy pod rząd źle wydała mi resztę. Gdy w końcu darowałem jej ostatnie dwa dolary, które była mi winna, widząc, jak ważna jest dla niej każda taka kwota, i czując, że byłoby absurdalne, gdybym tak bardzo się upierał, mając stabilną sytuację finansową, miała łzy w oczach i przeżyliśmy chwilę połączenia ponad wszelkimi granicami, czując, jakbyśmy rozumieli się bez słów, jak człowiek spotykający człowieka w trudnej sytuacji.

Do tej empatycznej kategorii dodałbym contact high - doświadczenie oryginalnie zarezerwowane dla osób, które towarzyszą zażywającym psychodeliki, zaczynają czuć niezwykłe objawy, jakby same były na haju. Podobne zjawiska występują przy towarzyszeniu mistrzom medytacji, dzieciom czy zwierzętom oraz przy facylitacji wielu praktyk szamańskich.

Poruszającą scenę tego typu Krzysztof Kieślowski obrazuje w drugiej części Dekalogu (K. Kieślowski, 1988), gdzie umierający w szpitalu mężczyzna widzi muchę wpadającą do herbaty, która mimo wszystko powoli wydostaje się z niej i ratuje swoje życie. To daje mu inspirację do walki z chorobą, którą finalnie wygrywa.

14. INTENSYWNE AKTYWNOŚCI MENTALNE

Nikt nie powiedział mi wcześniej, że prowadzenie wykładów i warsztatów, szczególnie gdy mówi się tak szybko, że wyłącza się dialog wewnętrzny, a własne myśli poznaje się wtedy, gdy są one już wypowiedziane na głos - również prowadzi do zmian w świadomości. Opisywane jest to często jako uptime - stan umysłu, w którym nasze działania są bardziej sterowane przez podświadome procesy i mamy dostęp do znacznie większej ilości swoich zasobów.

Prowadzenie szkoleń, warsztatów czy prezentacji przez osoby, które czują się w tym płynnie - jest dla nich bardzo przyjemne (aczkolwiek bywa jednocześnie wymagające). Niezależnie od tego, ile dobrego można zrobić dla innych w ten sposób (oraz ile zarobić), dla wielu mówców i trenerów jest to także po prostu wielka ekscytacja i wciągające doświadczenie. Wspomina o tym część osób początkujących - że mimo przejmowania się przed swoim występem, gdy pierwsza trema rozpłynęła się i zaczęli mówić, zorientowali się, jak pochłaniająca to czynność i chcieliby tego jeszcze więcej. Z uwagi na moją pracę i to, że uczyłem wiele osób lepszego public speaking, miałem okazję takich historii usłyszeć naprawdę sporo.

Ciekawych stanów można doświadczyć, biorąc udział w teatrze improwizacyjnym lub intensywnie tłumaczyć wykład z jednego języka na drugi w czasie rzeczywistym.

Wiele osób przeżywa też niezwykłe uczucia przy organizowaniu różnego rodzaju eventów czy konferencji. Mam wrażenie, że ma to duży związek z ich wielkim zaangażowaniem, zmieniającym prozaiczne na pierwszy rzut oka wydarzenia w archetypową podróż bohatera. Gdy angażujemy się w duży projekt, organizujemy go, zależy nam na tym, by wyszedł jak najlepiej, długo skupiamy się na tym, by dopiąć ostatnie szczegóły, a później dochodzi do samego wydarzenia. Z jednej strony cieszymy się, że to się właśnie wydarza, że to jest ten moment, a z drugiej wciąż bacznie obserwujemy, czy wszystko idzie zgodnie z planem. Aż w końcu nadchodzi czas odpoczynku i delektujemy się tym, że się udało, że nawiązaliśmy po drodze różne relacje, być może przeszliśmy przez różne swoje ograniczenia. To sprawia, że nawet bycie częścią organizacji dużego eventu, posiadanie odpowiedzialności za jego fragment może być formą osobistego rytuału, które składa się z przygotowania, doświadczenia i integracji.

15. SPORT

Podczas wysiłku nasze ciało wchodzi w inny tryb funkcjonowania i zmienia się jego biochemia. Dajmy na to, bieganie dostępne dla wszystkich osób o odpowiednim stanie zdrowia, uważane przez różnych nauczycieli duchowych za mające naprawdę ciekawy potencjał. Szczególnie gdy dodamy do niego muzykę oraz przejdziemy przez pierwszy próg zmęczenia aż do second wind, momentu, że ciało biegnie samo - sporo osób wspomina o różnych fenomenach związanych właśnie z biegami.

Czasem nie wiedzą, kto i po co biegnie, jakby się działo to gdzieś poza nimi, doświadczają jedynie procesu biegnięcia. Nawet zwykłe przemierzenie kilku kilometrów dookoła swojego domu z odpowiednią playlistą może stanowić interesujące doświadczenie. Moc tych przeżyć będzie się intensyfikować, gdy bieg będzie dłuższy i bardziej uroczysty - na przykład maraton, w którym biorą udział setki osób i okoliczności tworzą "ten moment", zarówno przez rytualną formę, jak i zmęczenie wynikające z pokonywania własnych ograniczeń (co musi być tym samym połączone z silną intencją). Podobno jeszcze inna skala doświadczeń to długodystansowe biegi powyżej 24 godzin. Może kiedyś się o tym przekonam.

Niesamowitych wrażeń można doznać również przy wielu innych sportach, jak choćby piłka nożna. Zarówno przy mało istotnych grach na podwórku, jak i wielkich zmaganiach o dużą stawkę. Michel Platini opisywał sugestywnie półfinałowy mecz Mistrzostw Europy w 1984 roku, gdzie pod koniec dogrywki, gdy wszyscy byli już skrajnie wyczerpani, Francuzi podjęli szalony rajd. Platini opisywał, jak z pulsującym w głowie lękiem myślał o tym, że jeśli się nie uda, to będą skazani na rzuty karne - te były jego największym koszmarem od dwóch lat. Słysząc przeróżne głosy i omamy, biegł pod bramkę przeciwnika i w końcu dostał piłkę od kolegi, strzelił gola niemalże w półśnie i w totalnym amoku. A potem wszyscy skaczą z radości. Opisy tego rodzaju są tak intensywne i pełne emocji, że zupełnie nie obawiam się zaryzykować stwierdzenia, że piłkarze przebywają wtedy w bardzo nietypowych przestrzeniach.

Również kibicowanie przy takich wydarzeniach może powodować dreszczyk emocji. Dzięki połączeniu z całą grupą, która najczęściej jest mniejszą lub większą społecznością lokalną (osiedlem, miastem lub krajem), wspólne doświadczenie bywa bardzo silnym, kolektywnym przeżyciem. Nie zmienia to oczywistego faktu, że lepiej, gdyby kibice inaczej wyrażali swoje wewnętrzne procesy, niż demolując stadion i jego otoczenie, czy atakując fanów przeciwnej drużyny.

Sytuacja rozwija się bardziej, gdy zaczynamy mówić o sportach ekstremalnych. Zarówno przy skokach ze spadochronem, na bungee, na dreamjumpie, jak i wspinając się na ściance lub w wysokich górach. Na ściance w skupieniu koncentrujemy się przy każdym ruchu, dopasowujemy nasze ciało przekraczając wyobrażenia, które mówią nam, że dalej nie damy już rady wejść. W górach dochodzi element natury, często też podróży, ograniczenia tlenu, często skrajne wyczerpanie oraz rytualny aspekt. Mając na swoim koncie dwie wspinaczki na dość wysokie szczyty, uważam, że jest to jedno z najsilniejszych doświadczeń, jakie w ogóle można przeżywać jako ludzka istota. Osobowość niejednokrotnie zupełnie się rozmywa i nie dziwię się, że dla wielu ludzi staje się to aż tak wciągające. Niejedna osoba gotowa jest w tym celu zaryzykować najwyższą cenę.

Krzysztof Wielicki pytany o swoje motywy wspinania się w Himalaje odpowiedział kiedyś, że jest wtedy w stanie w ciągu kilku minut przeżyć tyle emocji, ile podczas całej reszty życia30.

Z kolei nurkowanie w oceanie przy rafie koralowej może być tak hipnotyzującym przeżyciem, że ciężko ocenić wtedy upływ czasu. Każdy oddech może być robiony świadomie niczym w azjatyckim klasztorze. Gdy nurkowałem na malediwskiej rafie koralowej mimo niepokoju, jaki towarzyszył mi przy pierwszym zejściu kilkanaście metrów pod wodę, co jakiś czas zupełnie o nim zapominałem i zachwycałem się olśniewającymi widokami.

Lżejsza wersja nurkowania - snorkelling (gdzie nie nurkujemy głęboko pod wodę, ale przy powierzchni obserwujemy przez specjalną maskę to, co się dzieje przed nami), pozwala także poczuć się nieco jak w innym świecie podczas podziwiania ławic ryb lub ogromnych żółwi.

Również pływanie na żaglówce czy motorówce, a nawet branie udziału w spływie kajakowym może zmieniać stan świadomości.

Oczywiście analogicznie przy wszelkiego rodzaju lataniu - lotnią, samolotem czy szybowcami. Przykład transformującej mocy takich wspólnych przygód, nadających romantycznej relacji dodatkowej głębi, znajdziemy na przykład w Pożegnaniu z Afryką (S. Pollack, 1985).

16. MROCZNE SPOSOBY

Ostatniej kategorii nadałem specyficzną nazwę, gdyż wrzuciłem do niej wszystkie zjawiska nieprzyjemne lub niekorzystne dla otoczenia.

Dość interesująca jest kwestia tortur - z ich ofiarami zdarzało się Grofowi nieraz pracować, zważywszy na to, że spora część jego działalności odbywała się po drugiej wojnie światowej, a jednocześnie za czasów komunizmu. Wielu jego pacjentów miało okazję bezpośrednio doświadczyć torturowania. Zwróciło jego uwagę, że często osoby torturowane w momencie gigantycznego poziomu cierpienia, który był nie do zniesienia dla ludzkiej osobowości, przekraczały pewną niewidzialną granicę i doświadczały silnych procesów holotropowych, a czasami nawet przyjemności31. Przytoczyć tu można opowieść Rudego w Akcji pod Arsenałem (J. Łomnicki, 1978), który torturowany wiele dni przez gestapo czuł wielkie połączenie ze swoimi przyjaciółmi z Szarych Szeregów i nigdy nie czuł się bliżej nich niż wtedy, gdy zmaltretowany leżał na Alei Szucha. Różnego rodzaju raporty z Amnesty International wskazują na to, że podczas tortur faktycznie bardzo często pojawiały się quasipsychodeliczne stany32. Jest to jedno z wytłumaczeń, dlaczego ludzie chcą odtwarzać takie relacje w sadomasochistycznych praktykach.

Z kolei samookaleczenie pojawia się, jeśli ktoś jest pod silnym wpływem mrocznych archetypów lub destrukcyjnych schematów osobowości i taki właśnie sposób wybiera, by uciec od bolesnej pustki codzienności. Gdy nasze życie zaczyna być przytłaczające i pozbawione nadziei, jedna osoba będzie wolała napić się piwa, inna pomodlić się w kościele, kto inny biegać lub popływać żaglówką po jeziorze, a ktoś inny wpadnie na pomysł, by wziąć nóż i naciąć sobie skórę na ręce - gdyż to będzie najbardziej spójny z jego osobowością sposób na zmianę stanu.

W niektórych kulturach samookaleczenie towarzyszy duchowym praktykom. Naga Babowie w Indiach przecinają sobie ścięgna na penisie, by złożyć ofiarę ze swojej seksualnej energii, trzymają też latami jedną rękę w górze, aż po jakimś czasie ona obumiera33. Plemię Bwiti w Gabonie przekłuwa sobie wielkimi igłami język. Majowie upuszczali sobie krew34, a podczas Tańca Słońca Siuksowie wyrywali sobie haczykami fragmenty ciała35. Zdarzały się też w historii przypadki piłowania zębów.

Chcę wyraźnie zaznaczyć po raz kolejny, że opisując tę kategorię, nie pochwalam w żadnym wypadku stosowania tych metod ani nie radzę w ten sposób poszukiwać efektów terapeutycznych - natomiast niezaprzeczalnym faktem jest, że przy takich sytuacjach również odmienne stany się pojawiają i to może wiele osób do nich przyciągać.

Inną kategorią są choroby - z którym najbardziej typowa jest zwyczajna gorączka, prowadząca również do nietypowych stanów umysłu. Przy szczególnie wysokiej temperaturze możemy mieć wizje, halucynacje, wglądy, zrozumienia i pomysły, z których część może okazać się konstruktywna. Skrajna gorączka może mieszać się z krańcowym wyczerpaniem i psychika również produkuje nietypowe doświadczenia.

Literackim przykładem może być słynna scena z Pana Wołodyjowskiego i sugestywny opis ucieczki Baśki, która po kilku dniach bez jedzenia i wody, samotna wędruje przez ośnieżone stepy, przechodzi przez bardzo głęboką karuzelę po odmiennych przestrzeniach umysłu, przeżywa huśtawki nastrojów, nachodzą ją wspomnienia osób, które kocha, budzące motywację, by znów się poderwać i słyszy tajemnicze głosy kierujące ją, w którą stronę iść, a którą omijać36.

Jeszcze bardziej nieprzyjemną wersję takich zdarzeń przeżywali powstańcy warszawscy, idąc na czworakach w półtorametrowych kanałach pełnych ścieków, a nieraz też trupów kolegów. Kilkunastogodzinne przeprawy w absolutnej ciszy (jakiekolwiek odgłosy mogły ściągnąć uwagę hitlerowców i spowodować śmierć na wiele różnych sposobów), w ciągłej gotowości na wrzucony granat, bez śladu pewności, czy wyjście na górę na pewno nie skończy się rozstrzelaniem, sprawiało, że wielu ludzi zaprawionych w wieloletniej konspiracji i kilkutygodniowych walkach w powstaniu wpadało w obłęd albo popełniało samobójstwo37.

Jednym z najbardziej piekielnych doświadczeń, jakie można sobie wyobrazić, jest z kolei delirium tremens - majaczenie drżenne nazywane białą gorączką, pojawiające się w chwili, gdy po wieloletnim ciągu nagle przestaje się dostarczać alkohol do krwiobiegu. Drgawki, przeraźliwe bóle całego ciała, wielki lęk spowodowany między innymi przerażającymi halucynacjami idą w parze ze śmiertelnym zagrożeniem dla organizmu.

Zupełnie innym zjawiskiem będzie polowanie - pominę tutaj takie kwestie etyki zachowań myśliwych i długie dyskusje o sensowności tej praktyki. Mówimy tu o polowaniach grupowych - gdy mamy elementy przygotowania, nagonki, adrenaliny pojawiającej się w tym momencie, gdy biegnie na kogoś dzikie zwierzę i nadchodzi czas na strzał - oraz o polowaniach samotnych, gdy ktoś siedzi kilka dni sam w lesie, w zupełnej ciszy, nie rozmawiając z nikim, mało się ruszając, by nie spłoszyć zwierzyny. Spędzanie czasu w taki sposób prowadzi do niezwykłych stanów, które z pewnością są jedną z największych motywacji myśliwych do tych działań.

Intensywniejszą wersją polowania będzie wojna. Nawet zabawa w paintball, która jest jej udawaną metaforą i skończyć może się jedynie bólem w paru miejscach, potrafi wywołać niecodzienny dreszczyk emocji.

W prawdziwej wojnie, na prawdziwych bitwach pojawia się ogromna adrenalina oraz bycie świadkiem masowej śmierci. Ciężko sobie wyobrazić, że można się wtedy czuć zupełnie normalnie. Bardzo możliwe, że ci, którzy chodzili na takie bitwy z własnej woli, byli zahipnotyzowani przez doświadczanie niesamowitych stanów, które pojawiały się, gdy w pełnej koncentracji walczyli i uważali to za przyjemniejsze niż zwyczajna, szara proza życia. Podczas takiej walki można odczuwać również nadludzkie braterstwo - jak choćby podczas akcji pod Arsenałem, gdy harcerze ryzykują życiem, by wyciągnąć torturowanego przyjaciela z więźniarki. Połączenie z jakąś ideą (doświadczanie przez wielu ludzi również na różnorakich manifestacjach) - obrony kraju, zmieszana z adrenaliną, więzią z towarzyszami broni - to wszystko może powodować absolutnie nieopisywalne doświadczenia. Co nie znaczy, że warto w jakikolwiek sposób zazdrościć uczestnikiem tamtych wydarzeń.

Najbardziej kontrowersyjnym tematem jest agresja i przestępstwa ze szczególnym uwzględnieniem seryjnych morderstw. Z relacji wielu zabójców wynika, że stany przeżywane przez nich były kompletnie niepowtarzalne. Większość miała objawy głodu, jaki pojawia się przy uzależnieniu od psychoaktywnych substancji. Z kolei sposób wyrażania agresji, nieraz niesamowicie, wręcz groteskowo brutalny i nieludzki łączył ich z duchowością porodową38 (którą omówimy w rozdziale ósmym). To, co bowiem im kojarzyło się z duchowością, to krew, przemoc i wyrażanie pokładów agresji, co bardzo odpowiada opisowi trzeciej porodowej matrycy. Wielu zabójców było przy tym na tyle zaburzonych, że słyszało różne głosy, nieraz o zabarwieniu religijnym, które kazały im robić te wszystkie potworności39. Część z nich wspomina o adrenalinie, związanej z "polowaniem" - niby szli po ulicy i robili zakupy w sklepie, żyjąc jak normalni ludzie, ale jednocześnie mieli drugie życie, w którym przeżywali sytuacje poza wszelkimi kategoriami40. Niektórzy używali wprost spirytualnej terminologii, opowiadając, jak zabijanie ofiary było doświadczeniem duchowym niczym wieczne małżeństwo z tą osobą lub sposób na zatrzymanie jej na zawsze41. Niejednokrotnie wracali na miejsce zbrodni, by ponownie tego doświadczyć. Jakkolwiek jest to dla przeciętnego czytelnika dziwne i chore, jakkolwiek warto oczywiście takie zachowania eliminować w przedbiegach i poddawać odpowiedniej terapii, pomagając wyrazić tego rodzaju impulsy w inny, zdrowy sposób - warto zauważyć, że popęd, który ciągnie do tego typu zbrodni, może być tym samym popędem (wyrażonym w specyficznej, dopasowanej do ich psychiki formie), który ciągnie innych ludzi do przeżywania odmiennych stanów. Szczególnie gdy wspomni się o elementach magii rytualnej, którą część morderców dodawała do swojej działalności, mając poczucie, że służy wyższym, mrocznym siłom42.

Warto jednak po raz kolejny zaznaczyć, że spektakularne doświadczenia związane z zadawaniem cierpienia innym to namiastka prawdziwie uzdrawiających, poszerzonych stanów świadomości. Namiastka nie rozwiązująca trwale żadnych problemów, tylko tworząca kolejne i kolejne.

17. DOŚWIADCZENIE SPONTANICZNIE

Pewne niesamowite przeżycia zdarzają się w sytuacjach totalnie przypadkowych, jak zwyczajny spacer po ulicy. Pojawiają się nieraz bez żadnej widocznej przyczyny, którą można później wskazać, i zawierają spektrum od delikatnego odczucia czegoś innego aż po wielkie transformujące doświadczenie. Nie zdarza się to zbyt często, ale na przestrzeni dziejów doświadczyło tego sporo osób.

Najsłynniejszą sytuacją tego typu była przemiana św. Pawła, który w trakcie podróży do Damaszku został obezwładniony wizjami Jezusa i zmienił radykalnie swój światopogląd43. Na całym świecie ludzie donoszą o podobnego rodzaju spontanicznych stanach mistycznych. Część z nich, na przykład obudzenie Kundalini, zawiera w sobie również nieprzyjemne elementy, przy których bardzo przydatne jest profesjonalne wsparcie.

***

Jak łatwo się domyślić, wiele ciekawych efektów można uzyskać mieszając i łącząc różne z tych doświadczeń na bardziej zorganizowanych, dłuższych wydarzeniach.

Oczywiście wszystkie te zjawiska, sposoby, metody i sytuacje, jakkolwiek możemy je podsumować określeniem "inny stan świadomości", potrafią się bardzo od siebie różnić.

Tym różnicom poświęcimy kolejny rozdział.

21 R.A. Wilson, Seks, narkotyki i okultyzm, Toruń 2002, s. 86.

22 M. Lorenc, Czy psychodeliki uratują świat, Warszawa 2019, s. 75-76.

23 Tamże, s. 55-56.

24 D. Coxhead, S. Hiller, Sny. Nocne wizje, 1994 Ewo, s. 11.

25 A. Jodorowsky, Psychomagia, Warszawa 2012, s. 55-62.

26 K. Barzowski, Kopciuszek czy utrzymanka? Mija 30 lat od premiery Pretty Woman, https://kultura.onet.pl/film/wywiady-i-artykuly/pretty-woman-najslynniejsza-komedia-romantyczna-dzis-nie-moglaby-powstac/wc8dpzc 15.02.2022.

27 S. Grof, Kiedy niemożliwe staje się możliwe, Warszawa 2010, s. 25-30.

28 D. Rosen, Suicide Survivors, West J Med, 1975 Apr; 122(4): 289-294.

29 D. Coxhead, S. Hiller, Sny. Nocne wizje, 1994 Ewo, s. 18.

30 https://lubimyczytac.pl/ksiazka/290223/krzysztof-wielicki---moj-wybor-wywiad-rzeka-tom-2 16.02.2022.

31 S. Grof, Poza mózg, Kraków 1999, s. 335.

32 Tamże, s. 335.

33 D. Pinchbeck, Przełamując umysł, Warszawa 2010, s. 284.

34 https://www.greelane.com/pl/nauka-tech-math/nauki-spo%c5%82eczne/ancient-maya-bloodletting-rituals-171588/ 16.02.2022.

35 K. Kowal, W poszukiwaniu siebie. Indywidualne motywy podwieszania ciała praktykowanego współcześnie w Polsce, http://dx.doi.org/10.7494/human.2016.15.4.73 [data dostępu 16.02.2022].

36 H. Sienkiewicz, Pan Wołodyjowski, Warszawa 1996, s. 411-435.

37 M. Biskup, Śladami zapomnianych bohaterów, Poznań 2011, s. 11-14.

38 S. Grof, Poza mózg, Kraków 199, s. 375-376.

39 Ł. Wroński, Seryjni i wielokrotni mordercy, Łomianki 2016, s. 46.

40 https://geekweek.interia.pl/meskie-tematy/news-seryjni-mordercy-nie-sa-szalencami,nId,451445 16.02.2022.

41 K. Ancuta, W imię miłości. Jeffrey Dahmer i zakochani kanibale, ER(R)GO. Teoria-Literatura-Kultura nr 2 (7), 39-51, 2003.

42 https://nowosci.com.pl/mordercza-czarna-magia/ar/11057726 16.02.2022.

43 Pismo Święte Nowego Testamentu, Warszawa 1976, Dz 9,1-9.

Podziękowania

Napisanie tej książki kosztowało mnie mnóstwo pracy oraz jeszcze więcej zbierania wiedzy i doświadczeń, ale mimo to nie powstałaby ona bez spotkania na przestrzeni wielu lat całej grupy cudownych ludzi.

Na początku chciałbym podziękować mojej partnerce, bratniej duszy i towarzyszce życia - Racheli Dobrzańskiej, z którą relacja stanowi jeden wielki nieprzewidywalny proces. Przeżywaliśmy setki przygód w niezwykłych stanach świadomości, wspierając też wspólnie w przeróżnych krajach niejedną osobę w podróży przez magiczne krainy. Podziękowania należą się także moim ukochanym dzieciom - Poli i Teo, za zaproszenie do świata bezwarunkowej miłości i za pomoc w znalezieniu nieskończoności w ostatnim miejscu, w którym bym jej szukał - we własnym domu.

Moim osobistym mentorom na holotropowej ścieżce - Sitarze Blasco i Juanjo Segura, za wspaniały przykład otwartego serca i dziesiątki godzin bezpośredniej nauki. Dziękuję też Dianie Medina, Jean Farrell i Diane Haug za niesamowite lekcje podczas wszelkich holotropowych treningów, a Marcowi Aixali i Thomasowi Liska za niejedną inspirację podczas wspólnej pracy na wielu podłogach w całej Europie.

Nieocenione podziękowania należą się ode mnie doktorowi Stanislavovi Grofowi, który stworzył całe mapy transpersonalnego świata, będące bazą dla wielu wykładanych w tej książce konceptów. Tysiące godzin pracy przekazał zarówno poprzez swoje publikacje, jak również zaprojektowany przez siebie trening, którego dyrektorem na wiele lat został Tav Sparks - wspaniały nauczyciel, uosobienie mądrego współczucia, który natchnął mnie wiarą w siebie i którego zawsze będę trzymał w swoim sercu (niestety zmarł w trakcie, gdy pisałem tę książkę i nie będzie mógł się z nią zapoznać).

Jestem bardzo wdzięczny mojemu holotropowemu polskiemu teamowi, z którym prowadzimy od lat warsztaty z odmiennymi stanami świadomości - Agacie Mamczur, Ani Pawłowskiej, Rafałowi Naczelnikowi, Marcie Malinowskiej, Jarkowi Paczyńskiemu i Krzyśkowi Kukule. Za wszystkie przeżyte wspólnie momenty grozy, skupienia, miłości, śmiechu i relaksu, za doświadczenia braterstwa, jakiego w dzisiejszych czasach można szukać ze świecą.

Wszelkim facylitatorom, razem z którymi kończyliśmy Grof Transpersonal Training, a potem ramię w ramię pracowaliśmy na wielu salach, przeprowadzając ludzi przez traumy i ekstazę - w szczególności Tinie Meic, Sonji Busch, Amy Beth Burrell, Lanie Elco, Anastasii Panagiotidou, Eleni Kroupi, Rachel Bongartz i Jasminie Hrapovic.

Organizatorom zapraszającym nas do wszystkich krajów i innych miast - Julii Gierczyk i Magdalenie Bierbasz, Jussiemu Alihanka i Valde Orr, Maravillas Sole i Monice Cichockiej, Joannie Najdowskiej, Martynie Kocjan i Danielowi Owczarkowi.

I wszystkim uczestnikom, którzy przez te lata zawierzyli nam na tyle, by poddać się uzdrawianiu w naszej obecności i którzy dzielili się swoimi najbardziej wrażliwymi zranieniami oraz najpiękniejszymi odsłonami człowieczeństwa.

Taicie Florentino Jacanamijoy, Taicie Jose Antonio Jansasoy oraz Andresowi Martinezowi i Claudii Escobar za wieloletnią naukę świata południowoamerykańskich świętych roślin w wydaniu kolumbijskim, a Josepowi Villi, Esperancy Lopez Corcuera i Frascisco Villi za naukę prowadzenia ceremonii w stylu Santo Daime. Ondrejowi Bahnikowi za zaproszenie do świata szamanizmu i dawanie znakomitego przykładu, jak Europejczyk może aktywnie kroczyć tą wymagającą ścieżką.

Niewymienionym wcześniej bliskim osobom, które poprzez naszą relację i własne eksperymenty z różnymi metodami przyczyniały się do pogłębiania zawartej tu wiedzy - mojej byłej żonie Magdzie Smogorzewskiej, Łukaszowi Bielińskiemu, Michałowi Mejranowi, Joannie Stróżynie, Dagmarze Konopackiej, Maćkowi Gierasimiukowi, Piotrowi Matejukowi, Adzie Perkowskiej.

Marzenie Barszcz za naukę pogłębiania kontaktu z ciałem.

Składam też podziękowania wszystkim autorom badającym odmienne stany i odwieczne ludzkie podróże na wiele dekad przede mną, którzy znacznie przetarli mi szlak i uwolnili od wymyślania koła na nowo. W szczególności Robertowi Antonowi Wilsonowi, Timowi Learemu, Josephowi Campbellowi, Alexandrowi Lowenowi, Carlowi Gustawowi Jungowi, Clarissie Pinkoli Estes, Benowi Sessa, Kenowi Wilberowi, Johnowi Lily i Terrencowi Mc Kenna.

Wszystkim duchowym mistrzom i świętym energiom spoza tego świata - niezależnie od tego czy istnieją naprawdę, czy też są wytworem mojej psychiki.

I grupie uczestników, tragarzy i przewodników, która wchodziła ze mną na Kilimandżaro.

Ta książka nie powstałaby także, gdyby nie wszystkie osoby, które w młodości wspierały mnie w przeróżnych, nie zawsze zdrowych, eksperymentach. Choć dalekie to było od sal szkoleniowych, pracowni naukowych, a nawet świętych ceremonii - wydarzając się raczej w toaletach, barach, na warszawskich podwórkach, spelunkach i podejrzanych ulicach - to właśnie te doświadczenia wywołały we mnie żywe zainteresowanie psychiką i jej wszelakimi aspektami oraz pozytywnym wpływem stanów uznawanych za nadzwyczajne.

Wiecie, że to o was. Nie zapomniałem pieśni z tamtych lat.

I na sam koniec, kłaniam się Wielkiej Tajemnicy znanej w różnych tradycjach pod przeróżnymi imionami.

Spis treści

 

Podziękowania

Wstęp

 CZĘŚĆ IWEZWANIE DO WYPRAWY

Rozdział I Korzyści z poszerzonych stanów świadomości

Rozdział II Vademecum odmiennych stanów świadomości

Rozdział III Różnice między odmiennymi stanami

Rozdział IV Pułapki odmiennych stanów świadomości

 CZĘŚĆ IIPRZYGOTOWANIE DO WYPRAWY

Rozdział V Przygotowanie

Rozdział VI Transpersonalna mapa

Rozdział VII Doświadczenia biograficzne

Rozdział VIII Doświadczenia okołoporodowe

Rozdział IX Doświadczenia śmierci osobowości

Rozdział X Doświadczenia transpersonalne

Rozdział XI Doświadczenia demoniczne

Rozdział XII Setting

Rozdział XIII Dyrektywny sposób przygotowania

 CZĘŚĆ IIISESJA. W KRAINIE PRÓB

Rozdział XIV Inner Healer

Rozdział XV Podejście horyzontalne i wertykalne

Rozdział XVI Wspierająca relacja

Rozdział XVII Bodywork

Rozdział XVIII Sytuacje kryzysowe

 CZĘŚĆ IVINTEGRACJA. POWRÓT BOHATERA DO DOMU

Rozdział XIX Integracja doświadczenia

Rozdział XX Holotropowy sharing jako przykład integracyjnej praktyki

Rozdział XXI Błąd pre-trans

Rozdział XXII Inflacja ego

Rozdział XXIII Poziomy świadomości self

Rozdział XXIV Mistyka

Rozdział XXV Medytacja

Rozdział XXVI Integracja w praktyce: dusza

Rozdział XXVII Integracja w praktyce - przekonania

Rozdział XXVIII Integracja w praktyce: uczucia

Rozdział XXIX Integracja w praktyce: ciało

Rozdział XXX Integracja podczas kryzysu

Rozdział XXXI Grupowe problemy

Rozdział XXXII Yoga of daily life

 

Epilog

Dodatek I Integracja nadzwyczajnych doświadczeń

Dodatek II Różnice między substancjami psychodelicznymi

Wstęp

Pomagając na przestrzeni lat klientom w pracy nad różnymi projektami biznesowymi lub inną formą realizacji marzeń, zawsze starałem się, żeby takie działanie synergicznie łączyło w sobie trzy podstawowe elementy: naturalną, instynktowną pasję związaną z danym tematem, konkretne wynikające z niej umiejętności i łatwą do zakomunikowania odpowiedź na jakiś problem, który występuje w otaczającym środowisku. Tym samym kierowałem się, gdy po raz pierwszy przyszła do mnie idea pisania tej książki.

PASJA

Instynktowna pasja, dzika fascynacja, nieposkromiona ciekawość, szczery rodzaj przyciągania, za którym idziemy niczym Alicja wkraczająca w nieznane światy, bywa swoistym wezwaniem bohatera, od którego większość takich podróży się zaczyna. Prawdopodobnie gdyby nie taka właśnie pasja, nigdy bym się opisywanym tematem głębiej nie zaciekawił. I tak samo jak wtedy, gdy stawiałem nieśmiało, z błędami, pierwsze kroki po tej tajemniczej krainie, tak samo teraz, gdy przeprowadzam przez tę krainę innych - to wezwanie było i jest moim drogowskazem. Było też siłą napędzającą, która pomagała zarówno kontynuować tę pełną wyzwań ścieżkę, jak również zwiększać spostrzegawczość w obrębie tej dziedziny, wpadać na nowe pomysły i innowacyjne rozwiązania, a potem cierpliwie je ćwiczyć i wprowadzać w życie.

Pasja do odmiennych stanów świadomości obudziła się we mnie bardzo, bardzo dawno temu. Myślę, że początek tej historii to nie jest odpowiedni moment na streszczenie życiorysu czy opowieść ze szczegółami o własnych doświadczeniach, ale nieraz przeglądam swoje notatki z jeszcze nastoletniego okresu, całe zapisane spostrzeżeniami z odmiennych stanów świadomości na temat siebie i swoich zwyczajów, społeczeństwa i jego reguł, życia i jego odwiecznych prawd. Od kiedy pamiętam, była to najbardziej pasjonująca dziedzina i nawet gdy miałem krótki epizod kariery w finansach - to, co mnie najbardziej zajmowało po godzinach pracy, to doświadczanie, pochłanianie książek z tej tematyki, robienie eksperymentów - jak chodzenie wiele godzin po mieszkaniu z zawiązanymi oczami - i wyciąganie z nich wniosków.

To jest to budzące pieśń z głębi światełko, za którym poszedłem. Mam wyraźne przeczucie (co w kolejnych rozdziałach będę wyjaśniał), że choć wiedzie ono różnymi ścieżkami, to może być tym samym światłem, które himalaistów ciągnie w wysokie góry, zakochanych do siebie nawzajem, pierwszych chrześcijan do ryzykowania życiem i dzielenia się swoimi objawieniami, transpersonalnych pionierów takich jak Stanislav Grof do przekraczania granic dogmatów w psychologii, Sidharthę Gautamę do opuszczenia pałacu, a wielu alkoholików do poszukiwania dżina na dnie butelki. Zależnie od tego, czy idziemy za tym światłem na skróty przez bagna, czy też mozolnie szukamy właściwej, często bardzo trudnej i pokręconej drogi - w skrajnie różne miejsca możemy na koniec trafić.

UMIEJĘTNOŚCI

Jednak wbrew temu, co niejednokrotnie słyszymy w maniakalnych poradnikach rozwoju osobistego, gorąca pasja to wciąż za mało, by nasza ścieżka faktycznie doprowadziła nas w miejsce, którego szukamy.

Możemy przepadać za oglądaniem artystycznych filmów, ale dopóki nie wiążą się z tym żadne konkretne umiejętności, to niewiele zdziałamy - nie mówiąc już o zarobieniu pieniędzy czy wniesieniu czegoś do świata innych ludzi.

Umiejętności przy pracy w poszerzonych stanach świadomości są tak istotne jak przy chirurgicznych operacjach. Rozpoczynając od odpowiedniego przygotowywania kogoś do takiego doświadczenia - zwłaszcza że nie zawsze jest ono oficjalnie zapowiedziane, nie zawsze też wyizolowane od reszty życia.

Przy praktykach takich jak nurkowanie, przygotowanie kogoś do zanurzenia pod wodę odbywa się to według ogólnie znanej procedury zawierającej kilka niezbędnych punktów. Przy doświadczeniach bardziej psychologicznych nie jest to takie oczywiste - liczba rzeczy, które trzeba wziąć pod uwagę, jest znacznie większa i znacznie bardziej złożona.

Kolejna sprawa to umiejętność przeprowadzania ludzi przez najmocniejsze chwile w takich przeżyciach. Z boku wydawać się może, że to dość proste i nie wymaga specjalnych kwalifikacji. Moje doświadczenie - zarówno to praktyczne, zdobyte podczas godzin wysiedzianych z poszukiwaczami, jak i to wsparte odpowiednią teorią oraz poradami przeróżnych specjalistów - jasno wskazuje, że istnieją zarówno techniczne umiejętności, jak i znacznie bardziej ukryte metaumiejętności, które wykształcają się podczas takiej pracy wykonywanej na przestrzeni wielu lat.

Pamiętam, jak podczas afrykańskiej wyprawy nasi przewodnicy, dla których taka akurat przygoda stanowiła chleb powszedni, mimo braku teoretycznej wiedzy zdobywanej na uniwersytetach, opierając się jedynie na tym, czego doświadczyli wcześniej, fantastycznie wspierali ludzi w ekstremalnych stanach, których ci doświadczali po przekroczeniu wysokości 5000 metrów nad poziomem morza.

Kolejna z tych umiejętności, bardzo istotna i ogólnie niedoceniana, to integrowanie tych stanów, czyli doprowadzanie do tego, że wszystkich czeka miękkie lądowanie, oraz pomaganie, by powiązać to nadzwyczajne przeżycie z codzienną egzystencją. Porządna integracja doświadczenia sprawia, że nie wracamy z dodatkowym bagażem problemów (a takie przygody mogą zaszkodzić na całą gamę różnych sposobów, o czym się przekonamy w dalszej części), ale również powoduje, że powrót z takiej podróży bohatera jest wspierający i wzbogacający. Wskazówki i mądrość, które były w tym przeżyciu zawarte, mogą wówczas realnie ulepszać życie - czyli robić to, do czego te odmienne stany są tak naprawdę stworzone. A czego niestety czasem nie zapewniają - z uwagi na to, że wielu osobom takich umiejętności pracy ze sobą, a co gorsza pracy z innymi, może brakować.

Oprócz samego twardego doświadczenia, które w tym temacie posiadam, wierzę, że mam również umiejętność opowiedzenia o tym i przekazania całej tej wiedzy w ciekawy sposób. Ponieważ od kilkunastu lat pracuję, opowiadając podczas wykładów, szkoleń i warsztatów różne historie, wydaje mi się, że ma to jakieś szanse powodzenia.

POTRZEBA

Można mieć wielką pasję w sercu i wyćwiczone umiejętności, ale jeśli nie spotyka się to z zapotrzebowaniem otoczenia, wciąż możemy tłuc głową w mur.

Zaczynając od samego początku - ludzie jako gatunek notorycznie doświadczają problemów.

W tej epoce w północnoatlantyckiej cywilizacji najczęściej będą one związane z psychologią. Fizyczne zagrożenie, jakie mogliśmy przeżywać w czasie pobytu na sawannie czy nawet w średniowiecznej wiosce, w większości przypadków się skończyło. Jeśli nie czujemy się dobrze - najczęściej będzie to wynikać z jakiegoś problemu w obrębie naszej psychiki.

Mimo poprawy fizycznych warunków życia, które zmieniają się bez przerwy i są znacznie lepsze niż 100 lat temu, ludzie wciąż cierpią na psychiczne dolegliwości - ciągle nadmiernie się martwią, złoszczą, smucą i boją, również uzależniają, zabijają, wchodzą w dysfunkcyjne związki oraz nie czerpią wystarczającej radości z życia. Już samo to sprawia, że jakakolwiek aktywność, która może te problemy rozwiązać, a nawet zmniejszać - będzie wartościowa.

Jak zauważył Ben Sessa (brytyjski psychiatra, autor Renesansu psychodelicznego), sektor zdrowia psychicznego przez ostatni czas był w podobnej sytuacji, w jakiej ponad sto lat temu była medycyna. Wiedziano wtedy wiele o ospie, szkorbucie czy pooperacyjnych infekcjach, ale nie wiedziano, w jaki sposób radzić sobie w praktyce z tymi plagami. Dopóki nie wynaleziono antybiotyków.

Na podobnej zasadzie tradycyjna psychologia od dawna dość dobrze radzi sobie z diagnozami i opisami symptomów oraz trafnie lokuje źródło ogromnej większości z nich w traumach i niezaspokojonych potrzebach z okresu dzieciństwa. Niewiele jednak posiada narzędzi do tego, by móc w pełni niwelować wpływ takich zdarzeń poprzez realistyczne wracanie do przeszłości, konfrontowanie się z odpowiednimi przeżyciami w bezpiecznym, wspierającym środowisku i dokonywanie zmian w postrzeganiu świata.

Takim narzędziem okazują się właśnie używane od zarania dziejów w wielu kulturach uzdrawiające praktyki z poszerzonymi stanami świadomości1.

Od tysięcy lat ludzie chcą swoją świadomość zmieniać. Nie zawsze w sposób, jaki nam się z tym bezpośrednio kojarzy, czyli za pomocą specjalnych substancji, o czym zapewne myśli tu większość czytelników. Wielu poszukiwaczy pracuje ze świadomością zupełnie innymi metodami - niemniej niezaprzeczalne jest to, że ludzie to robią, robili i będą robić. I tutaj pojawia się ich niewypowiedziana nieraz potrzeba, by robić to w bezpieczniejszy i bardziej wydajny sposób.

W dzisiejszych czasach praca z odmiennymi stanami jest dostępna w znacznie większym stopniu niż kiedyś - czy to słynne ceremonie z południowoamerykańską ayahuaską, czy mnogość metod rozwojowych, które mogą wprowadzać w odmienne stany świadomości i które są dostępne w internecie bez specjalnego szukania. Sprawia to, że informacje o tym, jak robić to dojrzalej, są obecnie szczególnie cenne.

W dawnych czasach taka wiedza zarezerwowana była głównie dla szamanów i osób, które bezpośrednio pracują w takich stanach z innymi ludźmi. Dzięki temu niepowołane osoby najczęściej nie dowiadywały się o rzeczach, o których nie powinny. Dzisiaj bardzo łatwo jest, przeglądając swojego smartfona podczas czekania na posiłek w knajpie, przeczytać o niezwykle mocnych środkach psychoaktywnych, również tych znajdujących się w aptece, czy o innych sposobach na takie przeżycia. Niestety, nie idzie za tym odpowiednia edukacja dotycząca bezpieczeństwa czy choćby wydajności.

Szczególnie w racjonalnym świecie zachodniej cywilizacji te niezwykłe stany bywają dosyć mocno niedoceniane. Są przez wielu traktowane jako coś dziwnego, wstydliwego, a na pewno niezbyt wiele wnoszącego do życia. Jest to wielki paradoks w kulturze, w której tak wielkie znaczenie ma wciąż religia i jej nakazy - a jednocześnie doświadczenia mistyczne nie są nawet przez wielu psychologów czy psychiatrów traktowane jako oznaka zdrowia psychicznego. Również w reakcji na problem usunięcia odmiennych stanów poza margines poważnego społecznego życia i szeroko uznawanych metod terapii chciałbym podsunąć kilka rozwiązań. Choćby dlatego że nieuznawanie tego oficjalnie nie oznacza, że część ludzi nie będzie tego w jakiś, nie do końca zdrowy, sposób szukać.

CO BYM CHCIAŁ OSIĄGNĄĆ TĄ KSIĄŻKĄ?

Przede wszystkich osobom, które już zaczęły kroczyć ścieżką intensywnego poznawania siebie, zwłaszcza tym bardzo młodym, chciałbym udzielić kilku wskazówek.

Być może wcale nie zwariowali, nawet jeśli otoczenie nie podziela takich zainteresowań i traktuje ich jako odszczepieńców, być może idą właściwą drogą i warto podążać nią dalej. Sam miałem mnóstwo podobnych wątpliwości i konfliktów wewnętrznych jako nastolatek. Na szczęście już wtedy istniała jakaś - znacznie trudniej dostępna niż dziś - literatura na ten temat, książki Grofa, Wilsona, Wilbera, w których autorzy wskazywali, że w takich poszukiwaniach można faktycznie odnaleźć to, co gdzieś głęboko zawsze przeczuwaliśmy. Już wtedy odebrałem w tym jakiś rodzaj wsparcia. Tym bardziej współczuję im samym, bo w ich czasach nie było to takie oczywiste. Nie mając odpowiednich lektur, musieli ufać swojej intuicji i ryzykować znacznie bardziej niż ja.

Jednocześnie osobom na tej ścieżce chciałbym przekazać takie wskazówki, które pozwolą niektóre z ich cierpień skrócić, a część nawet wyeliminować. Gdybym wiedział tyle co dziś w odpowiednim czasie, moje życie byłoby o wiele łatwiejsze i pozbawione niepotrzebnego bólu. Bólu, który pojawił się przez to, że bardzo prag­nąłem iść owym szlakiem, ale nie miałem umiejętności, które podpowiadałyby mi czego unikać, a z czego czerpać pełnymi garściami. Moim marzeniem jest, by wszyscy zainteresowani tematem mogli znacznie lepiej, wydajniej i bezpieczniej nad sobą pracować.

Tym, którzy zainteresowani do tej pory nie byli, przede wszystkim chciałbym pokazać, że odmienne stany świadomości nie są same z siebie godne potępienia, ale stanowią normalny element ludzkiego życia. Być może nawet ich własnego, tyle że szukają go w inny sposób, niż kojarzy się potocznie z tym terminem. Być może taka lektura pokaże im, że jest jakiś nowy obszar, którego wcale nie trzeba szukać tak daleko, a który mogliby odkryć.

Z kolei psychoterapeutom, psychiatrom i innym specjalistom zdrowia psychicznego chciałbym zademonstrować różne aspekty takich przeżyć, wskazać, jak fantastycznie mogą komponować się one z tradycyjnymi metodami terapii i podzielić się swoim doświadczeniem w zakresie wspierania tego rodzaju podróżników.

CZY TO NIE ZA DUŻO NA JEDNĄ KSIĄŻKĘ?

Przyznaję, że mam odrobinę obaw, jako że ideą tej pracy jest próba pewnej syntezy. Ma pokazać, że zarówno używanie - profesjonalne czy amatorskie - pewnych substancji, stosowanie praktyk szamańskich symulujących ich działanie, spontaniczne aktywności w naszej codzienności, ekstremalne sporty czy niezwykłe wydarzenia w naszym osobistym życiu i w otoczeniu mają podobną naturę. Nie chcę mówić, że identyczną - tak samo jak choćby psychoaktywne substancje mogą znacznie się między sobą różnić. Jednak u wielu ludzi wszystkie te aktywności pełnią dość podobną funkcję, co nieraz miewa piękne, a nieraz dramatyczne konsekwencje. Sporo osób spędza bardzo dużo czasu na planowaniu, przeżywaniu czy też wspominaniu odmiennych stanów świadomości. Czasem robią to w sposób bardzo zdrowy, a czasami nie. Mam nadzieję, że różne powiązania, skojarzenia i analogie raczej pomogą przedstawić to w jasny i zrozumiały sposób, który nie będzie niepotrzebnie przeciążał czytelnika.

Większą obawę mam raczej związaną z tym, że różne fragmenty mogą trafiać do różnych ludzi. Są bowiem w tym temacie obszary, które można przekazać w sposób racjonalny oraz zgodny z aktualną wiedzą naukową i do tego będę próbował się zbliżać, mimo iż nie jest moją aspiracją przekazywanie jedynie pełnego naukowego spojrzenia na te kwestie. Takie książki w ostatnich latach już powstały i osoby zainteresowane szczególnie perspektywą badań, konkretnych procedur i odpowiedniej bibliografii powinny skierować się bezpośrednio do dzieł Bena Sessy (Renesans psychodeliczny), Jamesa Fadimana (Poradnik psychodelicznego podróżnika), Torstena Passie (Terapia z użyciem MDMA) czy Macieja Lorenca (Czy psychodeliki uratują świat).

Jest też sporo wiedzy bardzo intuicyjnej, fenomenologicznej, by nie powiedzieć ezoterycznej. I choć bardzo daleko mi do przyjmowania na wiarę i traktowania dosłownie absolutnie wszystkiego, co się w takich stanach pojawia, to uważam, że pewna część tych zjawisk jest godna wspomnienia i uznania - a to może dla pewnych czytelników stanowić barierę nie do przejścia.

Warto zaznaczyć, że z powodu takiego, a nie innego paradygmatu w naszej kulturze w niektórych obszarach znacznie więcej przeprowadzono nielegalnych doświadczeń niż badań naukowych (jak choćby kontrowersyjna kwestia spożywania ayahuaski w ciąży). Ograniczając się jedynie do doświadczeń w gabinetach, możemy łatwo zatracić skalę i naturę tych wszystkich zjawisk. Z tego też powodu zdecydowanie nie wszystko, o czym będę pisał, można podeprzeć stosownymi badaniami - wiele z tych opisów wynika z powtarzających się relacji różnych osób, a część ze stosowanych przez nas praktyk, które na przestrzeni lat zdawały się pomagać ludziom przechodzić przez ich procesy.

Choć termin terapia psychodeliczna funkcjonuje od lat w różnych miejscach świata, z uwagi jednak na częste odnoszenie się do jeszcze bardziej undegroundowych zjawisk, zdecydowałem po konsultacji z różnymi psychoterapeutami, że lepiej będzie podsumować całą tematykę terminem terapeutyczne doświadczenia niż terapia per se - przynajmniej do czasu, aż nie zacznie ona szeroko wchodzić do standardowych gabinetów psychologicznych. Czas pokaże, czy to się uda.

Osobiście stawiam się gdzieś pomiędzy skrajnie sceptycznym, ortodoksyjnym naukowcem a maniakalnym ezoterykiem i będę się starał przedstawiać zdarzenia z pogranicza obu tych światów. Natomiast liczę się z tym, że osoby, które mnie wcale w samym środku nie widzą, mogą uznać, że książka ta jest momentami zbyt szalona, niepoparta faktami czy niepodważalnymi dowodami lub z kolei zbyt surowa, redukcjonistyczna, pozbawiona nadziei i magii czy nadmiernie komplikująca pewne rzeczy. Ostateczny osąd zostawiam, rzecz jasna, czytelnikowi. Mam nadzieję, że znajdzie się odpowiednio duża grupa osób, dla których moje spojrzenie okaże się wzbogacające i pozwalające wprowadzić pozytywne zmiany do swojego codziennego życia.

INSPIRACJA DO PISANIA

Generalne opisy różnych zjawisk, odnajdywanie ogólnych wzorców, patrzenie na wszystko z punktu widzenia statystyki to bardzo istotny element omawiania wielkiego tematu, jakim są poszerzone stany świadomości. Nigdy nie zapominam jednak, że za każdą cyfrą stoi żywa osoba, której historia może poruszyć nas do szpiku kości. Wielokrotne spotkania z takimi właśnie osobami sprawiły, że postanowiłem ubrać to w słowa.

Wiele lat temu trafił do mnie Krzysztof - młody chłopak, który kilka miesięcy wcześniej zażył LSD w niekontrolowanym środowisku. Występowały u niego symptomy, które mogły wskazywać, że słynne legendy głoszące, że ten narkotyk potrafi "się zawiesić" (wtedy rzekomo nigdy nie przestaje działać), są jednak zgodne z prawdą. Mimo upływu czasu wciąż odczuwał działanie substancji - zaburzenia wizualne, trudności z koncentracją i ataki paniki towarzyszyły mu każdego dnia. Z tego powodu nie zdał matury - na egzaminie litery "wypłynęły" mu z kartki i nie był w stanie go kontynuować. Chodził na konsultacje do różnych psychiatrów i psychoterapeutów, ale ci niespecjalnie wiedzieli, co zrobić, między innymi z braku rzetelnej edukacji dotyczącej takich stanów. Sugerowano mu, że może fizycznie uszkodził sobie mózg narkotykiem i zalecano środki uspokajające i antypsychotyczne, które negatywnie wpływały na jego inteligencję, a poprawa była niewielka. Wiedząc, jakie pułapki zawierają poszerzone stany świadomości, zadałem mu pytanie, które naprowadziło mnie na właściwy trop, a którego żaden z psychiatrów nie postawił.

Czy w trakcie tego wieczoru wydarzyło się coś dziwnego, niespotykanego, co wykracza poza standardowe psychodeliczne przeżycie? Okazało się, że w trakcie swojej podróży Krzysztof wraz z partnerką byli gdzieś na ulicy (co stanowi złamanie zasad profesjonalnej terapii psychodelicznej - gdyż nie było to bezpieczne środowisko), a gdy spotkali na swojej drodze policję, zaczęli po prostu uciekać. Przez 3-4 godziny chowali się przed policjantami w krzakach w ciemnym nocnym lesie. Krzysztof jako starszy wziął odpowiedzialność za partnerkę i nie czuł w tamtej chwili zbyt wiele lęku, nawet gdy światła policyjnych latarek padały tuż obok ich kryjówki - gdy skupiał się na znalezieniu rozwiązania, wyparł zupełnie odczuwanie strachu. A ponieważ ten wyparty strach został skojarzony z psychodelicznymi przeżyciami, wrócił później jak bumerang i pojawiał się w swoistym pakiecie. Działał na takiej samej zasadzie, jak działają inne traumy wywołujące flashbacki i wspomnienia. Wystarczyła tak naprawdę jedna sesja, podczas której skonfrontował się ze stłumionymi wtedy uczuciami, by poradził sobie z problemem, który wydawał się jemu i wielu standardowo wykształconym specjalistom nie do rozwiązania. Tymczasem moim zdaniem nie był on wcale taki trudny.

Zupełnie innym przykładem zastosowania poszerzonych stanów był Artur - mężczyzna, odkąd sięgał pamięcią, nie miał erotycznych odczuć. Nie czuł popędu jak inni ludzie, ale w snach czasem kogoś gwałcił (co osobie doświadczonej w tego typu pracy nasuwa pewien trop). Artur próbował wielu terapii pod okiem różnych specjalistów, ale jedyne, co osiągnął, to świadomość, że w jego przeszłości wydarzyło się coś strasznego. Ilekroć próbował tam zajrzeć, słyszał w głowie głos, który ostrzegał go przed tym, strasząc śmiercią.

W trakcie kilku sesji różnymi metodami spowodowaliśmy, że wróciły do niego traumatyczne wspomnienia związane z molestowaniem seksualnym z dzieciństwa. Długie procesy oczyszczające, które potrafiły składać się z dziewięćdziesięciominutowego płaczu, oraz krótki, domykający proces coachingowy odblokowały i ożywiły energię seksualną. Dzięki temu znalazł partnerkę i został ojcem dwójki dzieci. Zawsze gdy o nich myślę, przypominam sobie z radością, że cała ta tematyka to nie czcza teoria na temat umysłu, odmiennych stanów i natury rzeczywistości. Idą za tym konkretne historie ludzkie, cierpienia czy radość, konkretne śmierci i narodziny.

A wśród nich historia opowiedziana przez Monikę podczas warsztatu. Słuchając jej z ust bohaterki, nasz team miał dreszcze na całym ciele.

Monika planowała popełnić samobójstwo i zdążyła nawet napisać listy pożegnalne do bliskich. Tuż przed ostatecznym aktem przypomniała sobie usłyszany gdzieś fragment mojego wykładu, dotyczący śmierci osobowości (poświęcimy tej tematyce cały rozdział w drugiej części książki). Postanowiła, że zanim nieodwołalnie zabije własne ciało, przetestuje hipotezę z psychologii transpersonalnej, że można doznać symbolicznej śmierci, która również pozwala pożegnać się ze źródłem problemów - naszym "ja".

Zapisała się więc na warsztat oddychania holotropowego, a my na szczęście nie mieliśmy pojęcia, że w tamtej chwili jej życie wisiało na włosku. W trakcie holotropowej sesji przeżyła piękny, uzdrawiający proces, w którym pożegnała niepotrzebną część siebie, i poczuła, że rozpoczęła potężną transformację w zupełnie inną osobę. Gdy opowiadała o tym podczas kończącej warsztat rundy sharingowej, cała grupa była niezwykle poruszona, a wiele osób płakało. Monika do dziś żyje, ma się coraz lepiej i co jakiś czas uczestniczy w naszych warsztatach.

Wierzę, że szerokie rozpowszechnienie tej wiedzy może sprawić, że dzięki temu zdarzy się choć jedna podobna przemiana. Temu właśnie marzeniu służy wysiłek, jaki wkładam w złożenie tych wszystkich historii w całość.

1 B. Sessa, Renesans psychodeliczny, Warszawa 2019, s. 10.

Rozdział I

Korzys?ci z poszerzonych stano?w s?wiadomości

Odmienne stany świadomości to szersza kategoria niż "poszerzone" lub "holotropowe". W tym haśle zawiera się bowiem wszystko, co jest w jakikolwiek sposób różne od tego, co uznajemy za normę - również omdlenia, doświadczenia psychotyczne, upojenie alkoholowe, uderzenie się w głowę młotkiem, przedawkowanie leków lub atak furii. Bardzo wątpliwe jest jednak, czy wymienione sytuacje w jakikolwiek sposób pomagają stać się bardziej świadomym i czy poza wyjątkami statystycznymi przynoszą jakiekolwiek korzyści. Choć znane są przypadki, gdy coś takiego się zdarzało - Anthony Hopkins po wielu dniach alkoholowego ciągu usłyszał głos, który zabronił mu pić, co faktycznie pozwoliło aktorowi wyjść z ciężkiego uzależnienia - rzadko jednak tak się dzieje.

Kiedy wkraczamy na teren terapii czy jakiegokolwiek procesu rozwojowego związanego z odmiennymi stanami świadomości, najczęściej mamy na myśli stany poszerzone, nazywane też holotropowymi (co z greckiego oznacza 'dążące do całości'). Pozostałe mają przeważnie szkodliwy potencjał lub są bezwartościowe. Dlatego w tej książce głównie będę odnosił się do stanów uznawanych za "poszerzone".

Wszystkie, również szkodliwe odmienne stany odgrywały w historii ludzkości istotną rolę (czasem bardzo bezpośrednio - jak amfetaminowe przypływy manii u Hitlera). Jeśli jednak wyraźnie zaczniemy je rozróżniać i informować, że niektóre z nich mają zdecydowanie większe skutki uboczne niż inne, więc najczęściej lepiej eksplorować te zdrowsze sposoby - może to niejednej osobie wywrócić życie do góry nogami.

W naszej kulturze określenia "odmienne stany świadomości" czy też tajemnicze "poszerzone stany" mogą nie być traktowane z należytą powagą. Najbardziej dostępnym i znanym powszechnie zjawiskiem tego typu jest upojenie alkoholowe, czego większość osób doświadczyła przynajmniej raz w życiu, a już na pewno kogoś takiego widziała. Dobrze wiemy, że alkohol - choć działa rozluźniająco na towarzystwo i ułatwia integrację nieznających się ludzi - pozbawia nas logicznego myślenia, utrudnia kierowanie pojazdami i panowanie nad emocjami, a także racjonalne decyzje. Większość dojrzałych osób stara się więc umieścić alkohol w bezpiecznym kontekście - na przykład na imprezie, gdzie nie ma wyraźnych granic czy wymagań, natomiast w "poważnym" życiu codziennym uważa się go raczej za nieprzydatny i stwarzający problemy. Nieraz takie osoby wyobrażają sobie coś mniej lub bardziej podobnego do efektów alkoholu albo do stanów, które widziały w filmie My, dzieci z dworca Zoo (na podstawie książki powstał film w reżyserii E. Edel, 1981), czyli do stanów niezwykle przyjemnych, z których niewiele jednak dobrego wynika. Osoby uzależnione od heroiny potrafią tolerować coraz to większe patologie w swoim życiu, byle tylko doświadczać tych stanów rozkoszy. Nic więc dziwnego, że mając odniesienie do takich zachowań, spogląda się na koncepcję poszerzonych stanów świadomości z pewną podejrzliwością.

Wydawać się ona może zbyt rozrywkowa i zbyt prosta, jak klasyczna droga na skróty, niektórym może kojarzyć się wręcz z niemoralnym zachowaniem. Idea, że w taki sposób miałoby się dokonać prawdziwe uzdrowienie poważnych objawów, wpadanie na rewolucyjne pomysły lub znalezienie swojej ścieżki w życiu, przegrywa z bardziej tradycyjnymi koncepcjami na ten temat. Obsesja na punkcie kontroli, jaką ma wielu z nas, sprawia, że jakiekolwiek odejście od normy, logiki, panowania nad sytuacją, możemy odbierać jako coś negatywnego i niebezpiecznego.

Nasze społeczeństwo szanuje najbardziej racjonalne podejście do świata, które zaprocentowało wyjątkowymi osiągnięciami technologicznymi. Wszystko, co jest odmienne od logicznego wnioskowania krok po kroku, kojarzy nam się jako będące poniżej rozsądnego działania. Odmienne stany świadomości mogą przywodzić na myśl prymitywne kultury, które myślą w sposób magiczny lub mityczny. Kultury, w których panuje dużo zabobonów, szkodliwych tradycji - a więc będące poniżej racjonalnego bytowania, które przeżywamy jadąc miejskimi ulicami do pracy w poniedziałek rano i planując dziesiątki konstruktywnych operacji. Nie bierzemy tym samym pod uwagę, że podobnie jak intuicja może wykraczać poza świadome, racjonalne myślenie (co jest potwierdzone przez twarde badania naukowe2) mogą istnieć doświadczenia, które nie negują racjonalności, ale przetwarzają dane w szybszy i bardziej holistyczny sposób (o poziomach preracjonalnych, racjonalnych i transracjonalnych więcej napiszę w rozdziale 23).

Nawet europejska duchowość i życie religijne są wyjątkowo negatywnie nastawione do odmiennych i transcendentnych stanów, co stanowi ewenement w ludzkiej historii. Religia katolicka w tej formie, jaką teraz znamy, rzadko odnosi się do zaawansowanych medytacji, stanów mistycznych, spotkań z Jezusem i aniołami, bezpośrednim doświadczaniem boskości, jedności z całym stworzeniem. Najczęściej sprowadzana jest do rytuałów i obrzędów, podczas których część osób bywa znudzona i niespecjalnie zainteresowana tym, co się dzieje, oraz do kodeksu, którego trzeba przestrzegać, niezależnie od tego czy się z nim zgadzamy i rozumiemy jego powody.

Z jednej strony - nawet w sądzie amerykańskim przysięga się na Biblię, która jest ogólnie dostępna w większości tamtejszych hotelowych pokoi. Z kolei w Polsce do niedawna osoby, który nie miały ślubu kościelnego lub nie były ochrzczone, traktowano jako gorszy sort. Z drugiej - gdyby pojawił się ktoś, kto utrzymywałby, że objawił mu się Jezus albo Mojżesz, przekazując jakieś istotne treści, potraktowano by go z dużą nieufnością, a jego zdrowie psychiczne mogłoby zostać zakwestionowane. Niektórzy badacze dopatrują się w tym reperkusji pierwszego mitu o Adamie ze szczególnym napiętnowaniem Ewy, która ośmieliła się sięgnąć bez pozwolenia po owoc poznania dobra i zła (często interpretowany jako jedna z psychodelicznych roślin3), co spowodowało tak wiele tragicznych konsekwencji.

Poszerzonym stanom świadomości towarzyszą niezaprzeczalne problemy, komplikacje i pułapki. W holotropowych stanach można zrobić zarówno najmądrzejsze, jak i najgłupsze rzeczy. Od odpowiedniej wiedzy zależy, czy będziemy w stanie ograniczyć do minimum te drugie.

Dlatego też wszystkie te stany nie mają najlepszego PR - nie licząc bardzo licznych grup ludzi, które na przekór wszystkim intensywnie je uprawiają.

RODZAJE KORZYŚCI

W całej książce będę odwoływał się przede wszystkim do kilku głównych metod wchodzenia w holotropowe stany świadomości. Choć nieraz nawiążemy do innych, to skupię się głównie na tematach najbardziej stężonych, wyizolowanych i nadających się do konkretnej pracy nad sobą: terapii psychodelicznej, oddychaniu holotropowym, deprywacji sensorycznej, odosobnieniu medytacyjnym, odpowiednio prowadzonych głodówkach oraz niekonwencjonalnych treningach terapeutycznych.

Nie może się tu obyć bez pewnych uogólnień, gdyż na każdego z nas różne doświadczenia mogą zupełnie inaczej zadziałać. W dodatku przypadkowe, w szczególności rozrywkowe, korzystanie z kilku metod lub skupianie się tylko na jednej z nich najczęściej sprawi, że niektóre korzyści mogą się pojawić, a inne nie. Jednocześnie opierając się na osobistych doświadczeniach, obserwacji uczestników różnych warsztatów czy sesji indywidualnych, korzystając z doświadczeń swoich nauczycieli czy odpowiedniej literatury, powiedziałbym, że jest sporo rzeczy, które z całą pewnością można stwierdzić.

Moim zdaniem wszystkie te stany nie są szalone i złe (co jest zapewne oczywiste, skoro o nich właśnie piszę), ale również - i tym być może zrażę do siebie wielu fanów tego rodzaju przeżyć - same w sobie nie muszą mieć leczniczego działania. Choć niektóre z nich mają gigantyczny uzdrawiający potencjał, stosowanie ich nie będzie automatycznie każdemu pomagać jak łyk wody na pustyni. Prawie każda z metod, które można zastosować w takiej terapii, była używana w historii ludzkości jako tortury. Takie doświadczenia mogą być bowiem leczące jak czarodziejska różdżka, ale też skrajnie nieprzyjemne i powodujące reakcje traumatyczne. Głodówka jest zupełnie czymś innym, gdy robimy ją świadomie, z własnej woli, przygotowując do tego wcześniej organizm w odpowiedni sposób (w czym może pomóc konsultacja z lekarzem), mając odpowiednią intencję i medytując w bezpiecznym, wspierającym środowisku, a zupełnie czym innym, gdy jesteśmy w obozie koncentracyjnym i nie dostajemy jedzenia, nie wiedząc, kiedy je dostaniemy i czy przeżyjemy. Ten odmienny stan, wynikający z niedostarczania organizmowi jedzenia, będzie kompletnie inaczej działał w obu sytuacjach.

Nie propaguję magicznego podejścia do odmiennych stanów świadomości, głoszącego, że będą one panaceum dla wszystkich na każdą możliwą okazję. Wręcz przeciwnie, spotkałem się, a nieraz nawet długo pracowałem z osobami, którym jakiś rodzaj takiego przeżycia bardzo zaszkodził.

Wielokrotnie również odmienny stan może być przyjemny i połączyć kogoś z pewnymi niespotykanymi zasobami, ale gdy znika, nie wywiera trwałego pozytywnego wpływu na użytkownika. W tym przodują oczywiście różne doświadczenia z takimi narkotykami jak kokaina, alkohol czy amfetamina, ale lista nie kończy się na nich.

Wiele korzyści, o których będę wspominał, nie pojawi się niezależnie od kontekstu. Mają największą szansę na zaistnienie, gdy doświadczenie przeprowadzane jest w sposób profesjonalny. Trzeba oczywiście przyznać, że nawet gdy ktoś zasad BHP zupełnie nie przestrzega, niejednokrotnie zdarzą się sytuacje, gdy takie doświadczenie komuś pomoże. Zarówno całkowicie spontaniczne i nieprzewidywalne (spontaniczne stany mistyczne lub traumy po śmierci bliskiej osoby), jak również w przypadku zaplanowanych doświadczeń z substancjami psychodelicznymi. Słyszałem wielokrotnie o podróżach w otoczeniu, które dziś powoduje, że łapię się za głowę (choć sam w swoich nastoletnich latach takie doświadczenia również zaliczyłem). Historie o tym, jak ktoś zażył potężną substancję w bardzo złym settingu - w miejscu, które nie było bezpieczne, z ludźmi, którzy nie byli doświadczonymi czy nawet dob­rymi towarzyszami podróży, wcale nie akceptował wszystkich uczuć pojawiających się w czasie tego wieczoru, nie pracował fachowo z blokadami w ciele i nie robił innych rzeczy, jakie normalnie powinien podczas profesjonalnych sesji - a mimo to doświadczenie było dla niego kompletnie transformujące, a wielu ludzi zauważyło w nim później przepiękną, pozytywną zmianę.

Jeden z moich dalszych znajomych wyszedł samodzielnie z depresji w dwadzieścia minut pod wpływem psylocybinowych grzybów, gdy przeżywał - jak to określił - całkowity reset systemu (wiele lat później okazało się, że psylocybina potrafi bardzo często - choć mowa tu o warunkach terapeutycznych - faktycznie trwale wyleczyć z depresji4). Z kolei inny, podczas psychodelicznej posiadówki, przeżył ponownie swój własny poród i całkowicie pozbył się wielu towarzyszących mu od zawsze lęków. Do dziś mówi, że w ciągu kilku godzin po prostu zmieniła mu się osobowość.

Choć fascynuje mnie od lat, że można tak wiele rzeczy zrobić źle, a i tak wyjść dobrze na takim przeżyciu - to wyraźnie zaznaczam, że są to raczej wyjątki od generalnych reguł i stanowczo odradzam samowolne eksperymenty w takich warunkach. O pułapkach, niebezpieczeństwach, sytuacjach kryzysowych i integracji takich sesji napiszę więcej w dalszych częściach książki. Żeby zwiększyć prawdopodobieństwo sukcesu i zmniejszyć szanse na komplikacje, zdecydowanie radzę podążać za opisanymi tu wskazówkami.

Piszę tu również do sporej grupy osób, które mają pewne pojęcie o takich stanach, ale nie słyszeli o różnych istotnych drobiazgach czy zasadach działania w sytuacji kryzysowej (która może wydawać się abstrakcyjna, dopóki się nie wydarzy po raz pierwszy).

Teraz chciałbym wymienić wymierne korzyści, które mogą wyjaśnić, o co to całe zamieszanie. Można by bez trudu całą książkę poświęcić właśnie tym korzyściom, a wypisując je po kolei, czuję się nieco, jakbym pisał o zaletach umiejętności czytania słowa pisanego - po prostu przenikają każdą sferę egzystencji i dotyczą wszystkiego. Postaram się jednak je w miarę zwięźle i zrozumiale opisać, biorąc też pod uwagę, że każdy może być zainteresowany czym innym.

Znajdują się tu zarówno kategorie stereotypowo uznawane za męskie - prowadzące do większej skuteczności i wymiernych efektów, jak i te spychane do piwnicy przez wielu jako kobiece - polegające na zwiększeniu wrażliwości i odnalezieniu większej głębi w patrzeniu na życie, nawet jeśli z boku niewiele da się nieraz zobaczyć spektakularnych zmian.

1. ZROZUMIENIE WZGLĘDNOŚCI SWOJEGO PATRZENIA NA RZECZYWISTOŚĆ

Widzimy zazwyczaj świat ze swojego specyficznego punktu widzenia, podczas gdy zmieniając stan świadomości zyskujemy kompletnie inną perspektywę.

Pijąc alkohol jako piętnastolatek, odkryłem, że skoro jestem mniej pewny siebie w stanie tzw. normalnym, a po kilku butelkach piwa dość łatwo idzie mi poznawanie nowych osób (wśród których nieraz były atrakcyjne dziewczyny) oraz inne odważniejsze działania - to znaczy, że nastawienie do świata zmienia wiele rzeczy i wcale nie jestem tak ograniczony jak wcześniej o sobie myślałem. I choć alkohol oczywiście rzadko odpowiada za trwałe transformacje, to wiele innych doświadczeń ma znacznie większy potencjał terapeutyczny.

Nie chodzi nawet o to, by do tych nowych punktów widzenia specjalnie się przywiązywać i uważać je za nowy porządek świata (bo wielokrotnie nasze wnioski i spostrzeżenia wcale nie muszą być trafne, nieraz różne rzeczy nam się wtedy po prostu wydają). Jeśli jednak często patrzymy na coś i mamy zmieniony punkt widzenia, sprzeczny z tym, co robiliśmy przed chwilą, to pokazuje nam to, że tak naprawdę te punkty mogą się transformować, mogą się różnić, możemy mieć ich kilka w ciągu jednej godziny. Ze swoich różnych holotropowych doświadczeń pamiętam, że w zupełnie odmienny sposób mogłem tego samego wieczora patrzeć na własną twórczość - czy to artystyczną z wczesnej młodości, czy to biznesową w późniejszym czasie. W momencie, w którym sesja była trudniejsza, dochodziło do dekonstrukcji ego, przeżywałem kaskady ciężkich emocji - wszystko, co tworzyłem na co dzień, wydawało mi się bezsensowne, słabe i pełne rażących błędów. Z kolei w chwili, gdy przeszedłem już przez katharsis, moja osobowość z powrotem składała się w całość, dosyć optymistycznie widziałem rzeczywistość - wtedy rzeczy, które tworzyłem, wydawały mi się wartościowe i dostrzegałem w nich nowe jakości, mimo iż wyraźnie czułem, co trzeba w nich poprawić.

Dzięki temu zacząłem głębiej rozumieć, że nie ma czegoś w rodzaju "jednej prawdy o rzeczywistości", czegoś, co przed podjęciem tego rodzaju praktyki wydawało mi się oczywistym tłem dla każdego przeżycia. I nie mówię o logicznym rozumieniu, bo mnóstwo osób przecież wie, że wszystko zależy od punktu widzenia czy tego, jacy jesteśmy, i że na różne sytuacje można patrzeć przynajmniej z dwóch perspektyw. Ale zupełnie inne od intelektualnej wiedzy będzie intensywne doświadczenie tego paradoksu, od którego mogą zatrząść nam się nogi i które może otworzyć nas na to, że w bardzo wielu obszarach być może nie mamy racji.

Jeśli zaczynamy pracować z odmiennymi stanami i mamy w jakiejś kwestii radykalne poglądy, bardzo możliwe, że zaczniemy je kwestionować. Nie zawsze na stałe je zmienimy, bo może się okazać po wnikliwym przemyśleniu, że są jednak trafne. Ale nieraz dopiero po zakwestionowaniu niektórych rzeczy - z których część może być tak mocna jak dogmaty religijne - możemy autentycznie z nowego poziomu w nie głęboko uwierzyć. Często to kluczowe kwestie na temat nas samych, społeczeństwa czy całego życia, przemyślane w dogłębny, autentyczny sposób. Po jakimś czasie takie doświadczenia mogą zmienić osobowość.

Prawdopodobnie każdy z nas pamięta, jak postrzega się osobę, w której się zakochaliśmy - obiekt naszych westchnień idealizujemy, a po burzliwym rozstaniu zmieniamy o nim zdanie i często staje się on kimś zupełnie innym - nawet naszym antybohaterem. Z tego typu doświadczeń rzadko wyciągamy jednak generalnie wnioski na temat naszego postrzegania rzeczywistości.

W poszerzonych stanach świadomości takie doświadczenia są mocne, jaskrawe, często skondensowane do kilku godzin i wyizolowane, nieraz pojawiające się sprzeczności doświadczane zaraz po sobie, więc możemy autentycznie zrozumieć, że żyjemy w "tunelach rzeczywistości", jak nazywał je Robert Anton Wilson. Zrozumieć, że nie mamy dostępu do terytorium, tylko do jego mniej lub bardziej doskonałych map. Przyjrzawszy się temu w tych stanach, możemy zobaczyć, że nasze spojrzenie na świat to mniej lub bardziej dopracowany tunel. Możemy dotykać jego granic i widzieć, że nasza wizja jest tylko jednym z wielu możliwych sposobów widzenia, jakimi rzeczy są. Już ta wiedza sprawi, że nasz tunel będzie się poszerzał, zmieniał i aktualizował. Dla wielu osób zmiana zdania pod wpływem tak potężnego doświadczenia jest też o wiele łatwiejsza niż podczas nieprzyjemnej dyskusji z drugą osobą.

A odkrycie, że możemy zmieniać zawartość swojego umysłu, to wielka metaumiejętność, która jest podstawą do każdej terapii i innego rodzaju przemiany.

2. ODKRYCIE SWOICH AUTOMATYZMÓW

W trakcie doświadczania odmiennych stanów możemy przyglądać się temu, jacy jesteśmy na co dzień, tak jakbyśmy patrzyli z dystansu.

Najbardziej spektakularną ścieżką są oczywiście substancje psychodeliczne (choć inne praktyki również wywołują takie fenomeny), zwłaszcza LSD blokujące na jakiś czas odruchy warunkowe i sprawiające, że myśli, emocje i doznania, których doświadczamy na co dzień, zaczynamy postrzegać, jakbyśmy widzieli je po raz pierwszy - okiem obserwatora czy też "umysłem początkującego". Inne psychodeliki mają podobne, choć często nieco mniej deautomatyzujące działanie. Ma to związek z bezpośrednią ingerencją w chemię mózgu i dlatego to najbardziej jaskrawy przykład. Wielu naukowców wspomina o tym, że psychodeliki uruchamiają takie połączenia między neuronami, które normalnie nie funkcjonują - a to sprawia, że potrafimy w inny zupełnie sposób patrzeć na rzeczy, które znamy. Dzięki temu zaczynamy widzieć i rozumieć, jak bardzo schematycznie działamy.

Podczas badań nad grzybami z psylocybiną, jak również ayahuaską zaobserwowano zmniejszenie przepływu krwi w tzw. sieci standardowej aktywności, która odpowiada za nasze poczucie "ja" i może zostać uznana za materialny odpowiednik ego. Jej nadaktywność prowadzi do wielu sztywnych wzorców myślowych, a jej czasowe wyłączenie może osłabiać wiele automatyzmów, które zaczynają wtedy rzucać się w oczy.5

Możemy czuć, jakbyśmy patrzyli na wszystko przez aparat z szerokokątnym obiektywem, również tam, gdzie tej perspektywy nie było. Możemy zrozumieć bardzo głęboko, że mamy pewne cechy osobowości, które nami sterują bez naszej wiedzy. Możemy widzieć siebie z archetypowej perspektywy - jak innego człowieka, jak postać o pewnych charakterystycznych cechach, dla nas wcześniej niewidocznych. Możemy czuć, jak nasz umysł oczyszcza się z codziennej, powierzchownej treści i zaczyna zwracać uwagę na rzeczy ważne. Możemy widzieć swoje konflikty wewnętrzne jak na dłoni i zacząć je rozwiązywać. Możemy zauważać w sobie impulsy, których nigdy nie chcieliśmy zauważyć, jak agresja w stosunku do własnych dzieci lub rodziców, lęk przed różnymi sytuacjami, wstyd czy nawet popęd śmierci. Możemy też zacząć zastanawiać się nad tym, nad czym nigdy do tej pory się nie zastanawialiśmy.

Dr Robin Carhart-Harris porównuje te sieci mózgu, które tymczasowo rozpadają się i dezaktywują, do nudnego do tej pory przyjęcia, na którym uczestnicy stali w małych, niezmiennych grupkach, a teraz nagle ożywiają się i wchodzą w intensywne interakcje ze wszystkimi, z którymi do tej pory nie rozmawiali6.

Według niezliczonych nauczycieli z różnych tradycji kluczem do duchowego przebudzenia jest zrozumienie tego, jak bardzo przypominamy roboty, niezależnie od tego, jak brutalnie to brzmi. Dlatego wiele systemów duchowych i terapeutycznych zaczyna od dekonstrukcji tego, jak bardzo automatycznie się zachowujemy. Prowadząc dziesięciodniowe warsztaty, poświęcałem pierwszy dzień jedynie temu, by zdekonstruować schematy, gry relacyjne, w które gramy, i szkodliwe nawyki, które następnie tworzą samospełniające się przepowiednie - nazywane przez nas przeznaczeniem.

Zauważanie ukrytych zależności stanowi klucz do tego, by zmienić swoje zachowanie. Tworzą je oczywiście uwarunkowania, którym podlegaliśmy w dzieciństwie i okresie dorastania, ale też niezauważalne uwarunkowania kulturowe. Tak jak wyrośliśmy z tolerowania niewolnictwa czy braku prawa kobiet do głosu (choć dla osób urodzonych w tamtych czasach wydawało się to normalne), powoli odpuszczamy kary cielesne dla dzieci, tak wciąż nie jesteśmy nieraz świadomi chociażby seksistowskich uwarunkowań, jakimi wbrew najszczerszym chęciom podlegamy, gdy nie oburza nas widok kilka razy większej kolejki w damskiej toalecie (ponieważ jest źle zaprojektowana)7 albo (przebadana wielokrotnie) skłonność do obniżenia proponowanej pensji, gdy na CV widzimy kobiecy podpis8. Dopiero nasi potomkowie żyjący za kilkadziesiąt lat będą się temu bardziej dziwić, podobnie jak masowemu jedzeniu mięsa czy wyśmiewaniu mniej standardowych orientacji seksualnych.

Istnieją też uwarunkowania ewolucyjne, jakie mają wszyscy ludzie - jak choćby przecenianie znaczenia spektakularnych zjawisk i większy lęk przed atakiem terrorystycznym niż wypadkiem samochodowym lub automatyczne szukanie potwierdzeń dla teorii, w którą się głęboko wierzy. Czy też charakterystyczne dla homo sapiens kompulsyjne działanie i chęć robienia czegoś sensownego, mimo że obok może wylegiwać się kot, któremu niczego nie brakuje. Bardzo ciekawy jest też wpływ na naturalne postrzeganie "rzeczywistości" jako rzeczownika liczby pojedynczej, kiedy niektórzy proponują spojrzenie czasownikowe (skoro ciągle się zmienia i dzieje) lub widzenie jej w liczbie mnogiej. Mało kto myśląc o tym, jak wygląda życie na naszej planecie, pamięta też o tym, że w gigantycznej większości wydarza się ono w środowisku wodnym.

Oczywiście jeśli w poszerzonym stanie świadomości zanikają odruchy warunkowe, niektóre czynności będą wykonywane gorzej. Łatwo się domyślić, że wsiadanie po substancjach psychodelicznych do samochodu nie jest najlepszym pomysłem - nie tylko nietrzeźwość spowodowana nadmiarem bodźców, ale również wyłączenie nawyków (na przykład używania kierunkowskazów czy sprzęgła) stanowi tutaj śmiertelne niebezpieczeństwo. Inne przykładowe rzeczy, które mogą ulec zatarciu, to chociażby ilość kontaktu wzrokowego czy dystans osobisty, na co dzień regulowane bez naszego świadomego udziału. Właśnie z uwagi na brak wielu podstawowych umiejętności trzeba bardzo dokładnie dobierać sobie otoczenie. Kiedy jednak jest to już zapewnione, jesteśmy w stanie zauważać takie rzeczy w naszym wnętrzu, których na co dzień nie widzieliśmy. Zarówno drobiazgi, które pomogą usprawnić nasze życie, jak i wyraźniejsze kształty naszej osobowości, a czasem całościowa sytuacja życiowa, do której jesteśmy tak przyzwyczajeni, podczas gdy warto byłoby ją zmienić. Wielomiesięczne męczarnie w pracy, w której dużo się przecież zarabia, czy w dogasającym związku, w którym tak naprawdę nie wybaczyło się zdrady, choć tak się wcześniej wydawało, a nawet uzależnienie maskowane myślą, że nie robi się tego bez przerwy - te ukryte przed naszymi oczami, starannie chowane sekrety nagle potrafią stać się bardzo jasne i klarowne, a wszelkie zasłony opadają, odsłaniając brutalną prawdę. Która paradoksalnie wyzwala.

Podczas głodówki widzimy szczególnie wiele schematów dotyczących naszego jedzenia i zaspokajania w ten sposób emocjonalnych potrzeb, podczas rytualnego celibatu - schematów naszej seksualności i zalepiania za pomocą erotycznych czynności pustki w innych aspektach życia.

Naszym wielkim ograniczeniem jest to, że nie możemy przesiąść się na chwilę do ciała drugiego człowieka i zobaczyć, jak ogląda się wszystko z jego perspektywy. Zarówno po to, byśmy mogli spojrzeć na samych siebie, ale również popatrzeć na to, w jaki sposób inna osoba widziałaby te same rzeczy. Być może, gdybyśmy chociaż raz to ujrzeli, powstałyby w nas pewne pytania, a mnóstwo rzeczy zmieniłoby się samoczynnie. Ale ponieważ jesteśmy uwięzieni we własnym tunelu rzeczywistości, to poszerzone stany przez sam fakt, że są odmienne, ale również dlatego, że towarzyszy im tak często większa koncentracja i uważność, pomagają nam dostrzec różne przekonania, subosobowości, czasem nawet wyparte pragnienia albo pragnienia, które są introjekcją wziętą od zupełnie innych osób i nie są nasze. Dzięki temu możemy pewne procesy, które zachodzą wewnątrz nas, które czasem nieśmiało przeczuwamy, lecz później zapominamy o ich istnieniu, nazwać po imieniu i na stałe sobie je uświadomić.

Większość ludzi, szczególnie tych, którzy podobnych przeżyć nie mieli, może doświadczać siebie jako spójnej, jednolitej całości, przymykając oko na ciągłe zmiany zdania, rzeczy, których później żałują, czy własne decyzje, których z czasem nie rozumieją. Natomiast właśnie gruntowne doświadczenie "wewnętrznego cyrku" może nam zwrócić uwagę na to, jak bardzo chaotyczni, nieposkładani, pełni przypadkowych wdruków płynących z różnych okresów życia jesteśmy. Możemy zobaczyć, że jakaś nasza myśl to niezaktualizowane przekonanie powstałe w okresie licealnym pod wpływem nieprzyjemnego doświadczenia z panią od matematyki. Możemy zobaczyć, że nie lubimy pewnych czynności, gdyż robił je często nasz ojciec, a matka po burzliwym rozwodzie za każdym razem karała dzieci, gdy widziała w nich jego część. Czy że jakaś nasza reakcja w związku, gdy partner zrobi coś nie po naszej myśli, jest powtórzeniem tego, w jaki sposób reagowaliśmy, gdy rodzice mówili coś podobnego - a to z kolei może naszego partnera doprowadzać do szału, co na co dzień nazywamy "bezsensowną kłótnią o nic". Te wszystkie automatyzmy mogą zostać wyraźniej zauważane, a co za tym idzie - transformowane w coś korzystniejszego.

Podczas terapii psychodelicznej, sesji holotropowej czy też treningu szamańskiego można przeżyć realne transformacje osobowości, wbrew obiegowym opiniom, że charakteru nie da się już zmienić.

Czasem może osiągać to takie rozmiary jak u doktora Andrew Weila, który mając przez całe życie alergię na koty, spotkał jednego z nich pod wpływem LSD i od tego dnia objawy alergiczne nigdy nie powróciły9.

3. SKUPIENIE NA TERAŹNIEJSZOŚCI

To było jedno z pierwszych WOW, jakie odkryłem u siebie po tego rodzaju przeżyciach. Pamiętam, jak odwiedziłem w nastoletnich czasach mojego kolegę (dzisiejszego terapeutę jungowskiego) i opowiadałem o przemianach, które wynikały z pierwszych spotkań z LSD. Do tamtej pory, gdy szedłem na zakupy, myślami byłem już przy tym, co zrobię, gdy wrócę do domu i będę miał chwilę dla siebie, pragnąc "przewinąć" wszystkie czynności, które do tego czasu muszę zrobić. Natomiast teraz, idąc do sklepu, skupiałem się na otaczającej mnie drodze - widokach, które miałem przed oczami, dźwiękach, refleksjach na temat osób, które mijałem na ulicy. W sklepie skupiałem się na tym, co widać pomiędzy półkami, a wracając zachwycałem się drogą powrotną i latającymi ptakami. Kolega wówczas przyznał, że ma podobne spostrzeżenia i zbliżone skutki swoich doświadczeń. Dodał przy tym, że jest to bardzo bliskie buddyjskiej medytacji. Większe skupienie na teraźniejszości, mniejsze błądzenie umysłem po wspomnieniach, obawach i planach, częstsze życie tym, co istnieje naprawdę.

Jeden z kolejnych wielkich myślicieli piszących o poszerzonych stanach świadomości, Alan Watts, twierdził, że odkrycie to było największym i najbardziej charakterystycznym po doświadczeniach psychodelicznych10. Widzenie teraźniejszości jako cel sam w sobie jest typowym efektem takich eksperymentów. Gdy jesteśmy w takim stanie i widzimy ludzi idących do pracy, zamyślonych, pogrążonych w marazmie, jest to smutny widok - a jednocześnie bardzo absurdalny. Wydaje się wówczas oczywiste, że celem życia, a raczej jego sensem i istotą jest byciem świadomym tego, co się w nim dzieje w aktualnym momencie. Przeżywanie każdej sekundy, zachwycanie się tym, co widzimy, słyszymy, czujemy - zamiast obsesyjnego zastanawiania się, co się wydarzyło lub wydarzy. Doświadczenia, które przeżywamy w różnych stanach, prowadzą do tego, że ten moment teraz jest jedyny w swoim rodzaju, niezależnie czemu przypiszemy za to odpowiedzialność.

Dość często bowiem przy nieterapeutycznych użyciach takiego stanu - takich jak podróżowanie czy sporty ekstremalne - zrzucamy to na karb tego, że moment jest wyjątkowy, bo taka jest sytuacja - pierwszy raz jesteśmy w dżungli, nurkujemy w oceanie, wspinamy się wprawdzie po raz kolejny, ale na wyjątkowo wysoką górę, rodzi nam się dziecko - te wszystkie momenty zawierają subtelną pułapkę, w której nie widzimy, że źródło tych doświadczeń jest w samym środku nas. W sytuacji, gdy nic, o czym można by opowiadać, się nie dzieje - po prostu liście spadają z drzewa, a my przeżywamy niezwykłe doświadczenie i rozumiemy, że jesteśmy jego sprawcą - zmiany bywają znacznie bardziej trwałe. Jakaś część z tego bardzo często z nami pozostanie w postaci umiejętności korzystania z teraźniejszości. Oczywiście nie w stu procentach - trudno wymagać, by bez wieloletniego treningu medytacyjnego każda sekunda nas zachwycała i by każda sytuacja była szczytowym momentem (takie pragnienie należy raczej do pułapek odmiennych stanów świadomości), ale coś jednak zostaje - jakaś część tego zachwytu na zawsze w wielu osobach zostawia trwały ślad.

Jakkolwiek rozumiemy sferę duchową, nie wnikając na razie w analizę treści takich doświadczeń - warto zaznaczyć, że dla wielu osób jest to najważniejsza rzecz, jaka spotkała ich w życiu. Że dzięki takim stanom mogą odkryć wymiar istnienia, który jest dla nich kluczowym elementem całej egzystencji. Że dopiero teraz rozumieją, po co żyją. Tego lekceważyć nie powinniśmy, niezależnie od tego, czy podzielamy sami podobne skłonności.

U wielu z tych osób tego typu duchowe podejście pojawia się samoczynnie - nie jako dalszy krok w ich religijności, ale jako efekt spontanicznych, osobistych doświadczeń. Wielu z nich - również takich, którzy zaczynali jako zdeklarowani ateiści i przeciwnicy religii - kontynuuje poszukiwania i to ich doprowadza do autentycznej, żywej praktyki duchowej, której obiektem jest moment teraźniejszy.

Może to wyjaśniać, dlaczego wiele osób podczas follow-up robionych całe dekady po oryginalnych badaniach twierdzi, że sesje terapeutyczne z LSD lub psylocybiną były jednymi z najważniejszych wydarzeń w ich życiu, porównywalnymi z narodzinami dziecka czy dniem ślubu11.

4. ZMIANA RELACJI ZE SWOIMI UCZUCIAMI

W tym punkcie warto poprosić o profesjonalne wsparcie, a przynajmniej poznać podstawy terapeutycznego podejścia - gdyż wielokrotnie transformacja nie pojawi się tu sama z siebie, bez pomocy przewodnika. Jeśli samotnie eksperymentuje się bez wiedzy o naturze takich stanów, często nie dochodzi do przemiany - można swoich emocji nie akceptować, a nawet przed wieloma z nich uciekać, jak wszyscy, którzy doświadczyli w takich sytuacjach traumy. I może tak się dziać niezależnie od tego, czy ten stan pojawia się spontanicznie jako efekt innych czynności, czy ktoś celowo nastawia się na eksplorowanie własnej psychiki.

W poszerzonych stanach świadomości nasze mechanizmy obronne, które na co dzień wielokrotnie chronią nas przed doświadczaniem nieprzyjemnych (lub też niezwykle przyjemnych) rzeczy, będą słabły, a czasem nawet zanikną zupełnie. Możemy przypominać sobie sytuacje z przeszłości, nawet wczesnego dzieciństwa i niemowlęctwa. Według różnych szkół terapeutycznych najczęściej mamy zablokowany dostęp do pewnych uczuć i ich po prostu nie przeżywamy. Kultura i najbliższe otoczenie niespecjalnie nas w tym wspiera, a na pewno nie robiło tego w czasie wychowania. Mało kto miał w domu pełne przyzwolenie na doświadczanie wszystkich swoich emocji - najczęściej zostajemy zredukowani przez nasze środowisko do czucia i wyrażania tego, na co dostajemy pozwolenie. I tak też po jakimś czasie zaczynamy siebie definiować jako osoby, które zachowują się w danych sytuacjach w określony (kontrolujący, unikający, bierno-agresywny, zależny) sposób, odzwierciedlający sytuację w naszym środowisku. W poszerzonych stanach cenzura wewnętrzna najczęściej słabnie, a emocje przybierają na sile - łatwiej zrozumieć, że jesteśmy wszystkimi naszymi uczuciami, również wypieranymi, co oznacza, że jesteśmy kimś znacznie więcej, niż się wydaje. Jest to swoją drogą jedna z inspiracji do terminu "holotropowe". Przeżywając różne uczucia, których na co dzień nie jesteśmy świadomi, dążymy do holistycznej pełni i prawdziwego bycia sobą, likwidując nerwice i odruchowe wyparcia, które zazwyczaj stosujemy.

Oczywiście samo doświadczanie nieprzyjemnych sytuacji wcale nie musi pomagać - jak choćby podczas wspomnianej ucieczki Krzysztofa przed policją. Kiedy jednak przeżywamy te nieprzyjemne uczucia w bezpiecznym środowisku, traktując je jako wewnętrzny proces, możemy z nich wyciągnąć ogromne korzyści - albo przepracować przeszłe traumy, albo mieć lepsze rozeznanie tego, co dzieje się w nas obecnie.

Wbrew pozorom bardzo często nie uświadamiamy sobie procesów, które przeżywamy na co dzień. Nie rejestrujemy, jak różne czynniki na nas wpływają i szerszą perspektywę zyskujemy dopiero po dłuższym czasie. Dlatego uczestnikom wielu warsztatów polecam proste i krótkie ćwiczenie rozwijające inteligencję emocjonalną. Przed snem analizują wydarzenia dnia - te najprzyjemniejsze i te najmniej przyjemne oraz wyciągają z tego wnioski, najlepiej prowadzące do konkretnych działań. Mimo pozornej prostoty okazuje się to bardzo odkrywcze dla wielu osób. Świadome doświadczanie różnych uczuć, również takich, które były przed nami schowane, jest niezwykle ważne.

Przy mojej konstrukcji osobowości bardzo często, gdy ktoś mnie ranił, nie zauważałem tego. Tworzyłem od razu scenariusz poradzenia sobie z sytuacją, tłumaczyłem sobie, że tak naprawdę mi nie zależało i ciężko mi było połączyć się z tym, że na prostym międzyludzkim poziomie czułem się skrzywdzony i potraktowany nie fair, ponieważ kojarzyło mi się to ze słabością. Oczywiście miało to różne konsekwencje, o których wspomnę później.

Dopiero przy pracy z odmiennymi stanami (szczególną rolę odegrało tu oddychanie holotropowe, a później praca z LSD) byłem w stanie zauważyć wypierane przez siebie uczucia zranienia. Mimo że - tak jak sądziłem - poradzę sobie, to jednak wydarzyło się coś, co mnie w jakiś sposób dotknęło. W tym momencie, po złapaniu kontaktu z tym typem uczuć i zrozumieniem, że niezależnie od tego, co bym sobie życzył, one gdzieś tam są - dość łatwo jest mi to już zobaczyć na co dzień. Zmiany tego rodzaju, które mogą nastąpić w świecie uczuciowym, gdy wielokrotnie konfrontujemy się ze sobą, można by mnożyć bez końca.

5. INTENSYWNE ASOCJACJE

Wielokrotne doświadczenia przeżywane w odmiennych stanach będą niezwykle sugestywne i plastyczne (nie zawsze wzrokowo), co sprawia, że sporo przeżyć jest ekstremalnie intensywnych i emocjonalnych. Ich korzystny wpływ można odczuć choćby w przypadku palenia papierosów, o których szkodliwości wie każdy, podobnie jak o tym, że warto uprawiać sport i nie denerwować się sprawami, na które nie mamy wpływu. Wiedza logiczna to jednak stanowczo zbyt mało, by coś faktycznie w swoim postępowaniu zmienić - porady takie mają skuteczność niewiele wyższą od zera, jeśli nie wiąże się z nimi emocjonalne zrozumienie. Dlatego też wykłady, na których przekazuje się uczestnikom różne złote myśli, są znacznie mniej skuteczne od pracy warsztatowej, gdzie każdy dochodzi do wniosków sam, w wyniku doświadczeń, emocji i refleksji.

Natomiast jeśli w poszerzonym stanie świadomości mamy potężne spotkanie z demonem papierosowym pożerającym nasze płuca, to jakkolwiek nie wnosi to nic nowego na temat wiedzy o szkodliwości nałogowego palenia tytoniu, to może być doświadczeniem transformującym. Nie dlatego, że jest odkrywcze merytorycznie - tylko dlatego, że jest silnym, emocjonalnym przeżyciem. Jesteśmy istotami, które najczęściej nie biorą pod uwagę faktów, logiki i statystyki, ale historie, uczucia i własne przeżycia. Jeśli dziecko sąsiadki umarłoby z powodu strasznej choroby, wstrząśnie nas to bardziej niż informacja, że dziesięć tysięcy dzieci w Afryce umiera co miesiąc z tego samego powodu - wówczas byłaby to dla nas jedynie egzotyczna ciekawostka. Dlatego właśnie filmy poruszające ważne społecznie tematy są w stanie spełnić istotną rolę - sprawiają, że widzowie są w stanie zasocjować się z daną historią, utożsamić się z bohaterem granym przez aktora, którego lubimy, i widząc jego cierpienie, mogą uznać to za temat, nad którym warto się zastanowić, a nie abstrakcyjne zjawisko. Możemy więc wiedzieć, że nie warto prowadzić samochodu po alkoholu - ale dopiero realistyczna wizja tego, jak by to było przejechać małe dziecko, zabić je i spędzić resztę życia w więzieniu, jest w stanie niektóre osoby faktycznie odstraszyć.

Jest to jeden z częstych efektów ibogainy (substancji używanej w leczeniu uzależnień, szczególnie od opiatów) - ludzie miewają realistyczne wizje, w których kończy się doświadczenie terapeutyczne, oni wracają do domu, kontynuują życie w nałogu, umierają w samotności - i dopiero w momencie śmierci, gdy żałują, że nie wybrali innej drogi - otwierają oczy w czasie wciąż trwającego ibogainowego doświadczenia i okazuje się, że wszystko było tylko bardzo sugestywną wizją. Często jest to doświadczenie tak silne i przerażające dla tych osób, że pod jego wpływem zrywają z ciężkim nałogiem - gdyż nie chcą by ten scenariusz się ziścił. Tego rodzaju tzw. emocjonalne trailery, czyli pokazywanie konsekwencji swoich działań, pokazywanie, do czego mogą one prowadzić, czy też pokazywanie tego, jak inne osoby czują się z naszym wyborem lub jak to może wyglądać z innej perspektywy - mogą na nas wywrzeć ogromny wpływ.

Takie asocjacje z innymi perspektywami mogą pojawiać się w różnej formie, na przykład podczas praktyki integracyjnej, jaką jest sharing - dzielenie się różnych uczestników danej praktyki swoimi doświadczeniami. Fakt, że spędziliśmy z nimi trochę czasu podczas warsztatów lub ceremonii, że jesteśmy zainteresowani tym, jakie oni mieli przeżycie, sprawia, że gdy opowiadają o swoich silnych doświadczeniach - jak stracili dziecko, jak wyrazili podczas sesji gniew na rodziców, jak pojawiło się wybaczenie - to już nie są dla nas zwykłe historie obcych ludzi, tylko przeżywamy je razem z nimi. Doświadczanie kilku, kilkudziesięciu asocjacji zaraz po sobie, z których każda jest jakąś nauką, również prowadzi do lepszego zrozumienia świata innych osób.

Pamiętam, że ciekawym zobrazowaniem tych asocjacji było to, jak zacząłem zwracać uwagę na sceny, w których bohaterowie filmów przygodowych zabijają po kilkudziesięciu przeciwników, podczas których zazwyczaj bardziej skupiamy się na identyfikacji z główną postacią, niż przeżywamy cierpienie zabitych wrogów. Zacząłem wtedy zastanawiać się nad rzeczami normalnie pomijanymi i tym, co czuje jeden z tych trzynastu zabitych złych ludzi i co go doprowadziło w to miejsce, po czym zdziwiłem się, że właśnie myślę o tym pierwszy raz w życiu - przedmiot stał się podmiotem. Takie przeżywanie elementów pomijanych zazwyczaj przez nawyki naszej osobowości potrafi być nie tylko filozoficzną rozrywką, ale może sprawić, że zaczniemy faktycznie stosować się do pewnych rozsądnych zaleceń.

Z kolei podróżując po Tanzanii, już w silnym procesie, dzień przed rozpoczęciem wspinaczki na Kilimandżaro, a myślami już na tej górze, weszliśmy na stojący tam od lat Cmentarz Wygnańców Polskich. Wizyta ta wydała mi się z początku zupełnie bezsensowna - po co zwiedzać kolejny cmentarz? Nagle czytając napisy na nagrobkach, zacząłem głębiej oddychać i zastanawiać się, co czuli ci ludzie, urodzeni w czasach, gdy Polski nie było na mapie, przeżywający dwie wojny światowe, których później los w nieprzewidywalny dla nich sposób skierował do Afryki. Jak bardzo niesamowite i niewypowiedziane historie przeżywali, podczas gdy jedyne co po nich zostało, to 150 grobów gdzieś na Czarnym Lądzie, o których nigdy nie słyszałem i gdyby nie ta przypadkowa wizyta, to nigdy bym nie usłyszał. Patrząc dalej na te napisy, zastanawiałem się, co czuła pewna pani, której mąż umarł 5 lat przed nią, wyobrażałem sobie jej drogę z Syberii do Afryki, śmierć męża i dalsze życie w samotności. Później zobaczyłem grób dziecka, które umarło dzień po swoich narodzinach, i zadumałem się nad losem jego rodziców. I ta zwyczajna wizyta na cmentarzu, w odmiennym stanie na afrykańskiej wyprawie wrzuciła mnie w ciągi emocji i skojarzeń na temat przemijania, niezbadanych wyroków losu oraz kruchości naszej egzystencji, których na pewno wiele lat temu bym nie miał.

Silne doświadczenia sprawiają, że treści, które były dla nas wcześniej abstrakcyjne, mogą nabrać bardzo realnych, namacalnych kształtów. Może to wyraźnie zwiększyć inteligencję emocjonalną w pewnych obszarach i sprowokować znacznie mądrzejsze decyzje.

6. ZMNIEJSZENIE KONFLIKTOWOŚCI

To, co zauważyłem u wielu osób pracujących z odmiennymi stanami świadomości, to fakt, że znacznie zmniejszyła się ich konfliktowość (oczywiście w tak dużej grupie znajdziemy wyjątki - agresywnych i roszczeniowych, których osobowość wcale nie zmieniła się w tym kontekście). Jest pewną regułą, że przebywanie w takim środowisku to przebywanie w otoczeniu ludzi nieco bardziej empatycznie i przyjaźnie nastawionych do innych.

U mnie była to jedna z największych i najgłębszych zmian - mimo iż zaszła spontanicznie, zanim zacząłem mieć jakąkolwiek znajomość terapeutycznych niuansów. Jeszcze w liceum byłem osobą konfliktową i agresywną, a na różne zwyczajne prośby odpowiadałem "nie, bo nie", natomiast doświadczając poszerzonych stanów na różne sposoby, zacząłem coraz bardziej się z takich bezsensownych konfliktów wycofywać - trochę dlatego że zwiększyła mi się empatia, trochę dlatego że zacząłem wyraźniej widzieć konsekwencje takich działań, trochę dlatego że czułem się lepiej sam ze sobą i nie potrzebowałem tylu rzeczy kompensować. Na przestrzeni paru miesięcy zmieniłem się z osoby łatwo wchodzącej w słowne utarczki w taką, z którą dość ciężko się pokłócić.

Ludzie w poszerzonych stanach notorycznie doświadczają jedności z całym światem przyrody, miłości do innych ludzi, a choć natężenie tych uczuć oczywiście później opada, to jakaś część z tego gdzieś pozostaje. Doktor Wiliam Richards zaznacza, że pacjenci terapii psylocybinowej zyskują więcej współczucia i otwarcia na różne punkty widzenia12.

Aktor Cary Grant, znany z Północ, północy zachód (A. Hitchcock, 1959) powiedział kiedyś: "Świat byłby lepszy, gdyby wszyscy politycy brali LSD"13. Można niestety tylko próbować to sobie wyobrazić.

7. WIĘKSZA CIEKAWOŚĆ ŻYCIA

Samo odkrycie, że możemy przeżywać niezwykle fascynujące chwile, gdy dookoła nas nic wielkiego się nie dzieje, rozwija pewną umiejętność bezwarunkowego ciekawienia się tym, co nas otacza. Rozumiemy wtedy, że nie potrzebujemy wcale iść na huczną imprezę czy ganiać za wszelkimi możliwymi atrakcjami - gdyż interesujące rzeczy mogą się dziać wszędzie. Po prostu zmienia się definicja tego, co jest interesujące.

Pewien fan sportów ekstremalnych, który kilkaset razy skakał ze spadochronem i uprawiał jeszcze bardziej niebezpieczne praktyki (base-jumping i wingsuite) opowiadał na naszych warsztatach, jak dzięki pracy z oddychaniem holotropowym i ayahuaską zaczął doceniać znaczenie drobnych, przyziemnych przyjemności, takich jak wyjście na spacer do lasu.

Dodatkowo z uwagi na to, że w poszerzonych stanach świadomości pojawiają się różne doświadczenia, o których nigdy wcześniej nie myśleliśmy, możemy zacząć interesować się później tymi nowymi dla nas zjawiskami. Jeśli ktoś miał wizję, że ginie w powstaniu warszawskim, nieraz szuka informacji o drugiej wojnie światowej, wczytuje się w historię Polski, interesuje się, jak wyglądało wtedy życie w tym mieście - i może zmienić się to w zainteresowanie całą dziedziną życia. Często dzieje się tak z biologią (np. doświadczenia ze zwierzętami mocy lub obserwowanie kwitnących roślin) czy fizyką (np. doświadczenia powstawania Układu Słonecznego czy wybuchu supernowej). Osobiście nie wiem, czy zainteresowałbym się psychologią, gdybym w wyniku takich przeżyć nie zaczął zadawać sobie różnych pytań, zauważając u siebie automatyczne i niedojrzałe zachowania niepasujące do całości, dziwiąc się pojawiającymi scenami z dzieciństwa lub zwracając uwagę na rozbieżność między tym, co ktoś mówi, a jego mową ciała.

8. WYOSTRZONE ZMYSŁY

Kiedy nasze zmysły mogą funkcjonować w bardziej intensywny sposób, jakby ktoś nastawił je z powrotem na cały regulator, wtedy przyjemniej słucha się muzyki i obserwuje kontrasty kolorów, przyjemniej odczuwamy dotyk, smaki i zapachy, nie mając często żadnych dodatkowych oczekiwań niż tylko doświadczenie tych subtelnych wrażeń. Również w pewnym obszarze tabu, jakim dla wielu jest kontekst seksualny i powiększone wrażenia erotyczne. Niemniej nawet drobne przyjemności życia codziennego, które uważaliśmy za błahe - możemy przeżywać znacznie mocniej. Część tej wrażliwości rozbudza się na dłużej.

Pamiętam, jak wiele lat temu wsłuchiwałem się w odgłos odjeżdżającego samochodu, który brzmiał wtedy jak operowa aria. Od tego czasu, szczególnie gdy mam chwilę, by skupić się nieco bardziej na otoczeniu, potrafię część tej przyjemność nadal czerpać z dźwięku jadącego auta. Nie jest to rzecz, która towarzyszy mi przez całą dobę - ale przy kilku sekundach medytacji jestem w stanie odtworzyć część tego przeżycia, podobnie jak wiele innych zmysłowych wrażeń. Bardzo dużo osób wspomina o wielu podobnych fenomenach przy różnych dźwiękach (szczególnie muzyki), widokach (szczególnie natury oraz nocnego miasta) i innych zmysłowych doznaniach.

U wielu osób pojawiają się też wyostrzone, bardziej jaskrawe sny.

9. KREATYWNOŚĆ

Choć wiele osób nadal nie wierzy, by takie zwariowane doświadczenia mogły do czegoś konstruktywnego doprowadzić, skoro wielokrotnie pomijają zupełnie racjonalna analizę, to ten aspekt jest akurat przebadany przez naukowców14.

Kanał wizualny często działa wówczas o wiele lepiej i łatwiej sobie różne rzeczy wyobrażać. W dodatku komunikują się ze sobą części mózgu na co dzień oddzielone, co przypomina bardzo dziecięcą kreatywność, nieograniczoną różnymi ramami.

Większa innowacyjność najczęściej będzie objawiać się w postaci rozwiązywania różnych problemów życia codziennego. Oczywiście zdarzają się też niesamowite historie - jak psychodeliczne powstanie modelu cząsteczki DNA, jak we śnie Kekule zwizualizował sobie budowę cząsteczki benzenu, jak myszka komputerowa została wymyślona w trakcie podróży na LSD, jak Kary Mullis, odpowiedzialny za nagrodzone Noblem odkrycie reakcji łańcuchowej polimerazy również przypisywał je kwasowi15, czy też jak Mark Pesce tworzący VRML, język modelowania rzeczywistości wirtualnej bardzo zachwalał w tym aspekcie psylocybinę, twierdząc, że bez niej cała ta dziedzina prawdopodobnie by nie powstała16. O podobnie niezwykłych efektach eksperymentów Steva Jobsa z LSD opowiadał Steve Wozniak17.

Najczęściej jednak owe odkrycia będą nieco bardziej prozaiczne. Przeróżne osoby mają w takich stanach wiele pomysłów na usprawnienia: co warto byłoby komuś powiedzieć, jak zoptymalizować swój kalendarz na dany dzień, jaki (niekoniecznie rewolucyjny lecz bardziej wydajny) produkt dodatkowo dodać do swojej oferty. W Dolinie Krzemowej wielką popularność zyskał tzw. microdosing substancji psychodelicznych, podczas którego powstają często nowe biznesowe koncepcje. Badania nad microdosingiem faktycznie wskazują wzrost kreatywności przy jego stosowaniu18.

Artystyczne poszukiwania od niepamiętnych czasów szeroko korzystały z poszerzonych stanów świadomości - niezależnie od tego, czy były to misteria eleuzyjskie, średniowieczna modlitwa, szamańskie praktyki, eksperymenty z meskaliną w wąskim gronie czy też szalone psychodeliczne lata 60. Nie jest możliwe policzenie, jak wiele dzieł sztuki powstało w wyniku celowych zabiegów zmieniających świadomość.

Wiele szczegółów życia codziennego wyłania się wtedy wyraźnie i rzuca w oczy, co powoduje, że artyści mogą wnikliwie opisywać zwyczajne drobiazgi. Z kolei surrealistyczne, wyolbrzymiające spojrzenie na otoczenie może owocować twórczością taką jak Straszni mieszczanie Juliana Tuwima. Choć ciężko jest obiektywnie i naukowo oceniać dzieła sztuki, badania Janigera i Dobkin de Rios na artystach pod wpływem środków psychodelicznych wykazały, że przejawiają oni wówczas większą swobodę wychodzenia poza utarte wzorce myślenia. Dużo mówi też fakt, że każdy z biorących udziału w badaniu artystów uznał to doświadczenie za bardzo artystyczne.19

Niewielu wie o tym, że pierwsza fotografia Ziemi z kosmosu, która pomogła nam po raz pierwszy zobaczyć się z dystansu i pomyśleć o naszej planecie, zrobiona w Wigilię 1968 roku, była pomysłem Stewarta Branta, który przyszedł mu do głowy podczas psychodelicznej sesji20.

10. UŁATWIENIE TRANSFORMACJI

Ponieważ pewne działania w odmiennych stanach stają się trudniejsze, to rozwiązywanie niektórych problemów może wyglądać jak symulacja rozwiązania znacznie bardziej niebezpiecznej, trudnej i realnej sytuacji. W momencie, w którym jedna z moich klientek przebywała w odmiennym stanie i nagle zadzwonił do drzwi listonosz (co generalnie kłóci się z ideą zapewnienia sobie bezpiecznych warunków - ale jednak ludziom takie historie się zdarzają), wydawało jej się, że bardzo trudno będzie się z nim dogadać i może to być ekstremalne i niebezpieczne doświadczenie. Ale gdy podjęła wyzwanie, otworzyła drzwi, udało jej się "udawać normalnego człowieka" i normalnie odebrać paczkę - to mimo że realne zagrożenie nie było wielkie, poczuła, że dokonała czegoś tak wielkiego i bohaterskiego, że przejście przez takie niebezpieczeństwo w realnej sytuacji mogłoby być bardziej ryzykowne, czasochłonne i kosztowne. Tymczasem tutaj udało jej się doprowadzić osobowość do pewnej granicy i w kontrolowanych warunkach ją przekroczyć.

W podobny sposób można podejść do górskiej wspinaczki, która generalnie nie jest dobrym, reprezentatywnym przykładem profesjonalnej pracy w poszerzonych stanach świadomości, gdyż nie odbywa się w środowisku kontrolowanym i towarzyszy temu jakieś (mniejsze lub większe) ryzyko. Jednocześnie, by wspiąć się na ogromną górę, trzeba tak bardzo przekroczyć swoje pozorne, wyobrażone ograniczenia, że może dokonać się wtedy autentyczna transformacja, która byłaby trudna do osiągnięcia w innym środowisku. Wysokogórskie widoki potrafią zmotywować nas, żeby zrobić to właśnie teraz. Bo kiedy, jeśli nie w tym momencie?

Skoro już przyjechaliśmy na miejsce, zapłaciliśmy, poświęciliśmy czas - to raczej teraz albo nigdy! Nie bardzo jest szansa poprawić to jutro lub za tydzień - jak z wieloma codziennymi wyzwaniami, które w ten sposób zwodzą nas na manowce. Jest też jasno określone, co mamy w tych górach zrobić - po prostu wdrapać się na szczyt. Jasno określone są przeszkody - zmęczenie, wysokość, warunki pogodowe, trasa. Gdy mamy to ustalone, sprawdzamy, czy jesteśmy w stanie za pomocą naszej determinacji przekroczyć te ograniczenia i dojść do celu.

Paradoksalnie w wygodnym fotelu często znacznie ciężej będzie zabrać się do odpowiedniego działania. Mimo iż wejście na kilkukilometrową ośnieżoną górę może wydawać się o wiele trudniejsze niż dopięcie projektu biznesowego, w praktyce obserwujemy odwrotne zjawiska. Nieraz coś przekładamy, wyskakują niespodziewane komplikacje, nie do końca wiemy, co powinniśmy teraz zrobić - i te wszystkie perturbacje sprawiają, że wiele osób notorycznie nie kończy ważnych zadań. Korektywne doświadczenie wejścia na ośnieżony szczyt potrafi pomóc w znalezieniu wyjścia z tego schematu.

Dlatego dobrze jest popatrzeć na odmienne stany jako na symulację, trening, podczas którego możemy przejść pewne wyzwania, a później, idąc wydeptaną już nieco ścieżką, wejść w podobne procesy w życiu codziennym. Heroiczne powstrzymywanie się od podążania za impulsami podczas głodówki (szczególnie jej bezwodnej wersji) potrafi nauczyć nas, że i w innych obszarach życia umiemy decydować o tym, czy powstrzymać się od pewnych impulsywnych reakcji, co może mieć ogromne znaczenie chociażby przy terapii uzależnień. Dyscyplina, systematyczność i pokonywanie własnych ograniczeń charakterystyczne dla długodystansowych biegów również może przenosić się na inne sfery. Wiele kobiet wspomina z kolei, jak transformującym doświadczeniem było dla nich urodzenie dziecka.

Na podobnej zasadzie działa proces akceptacji własnej śmierci, który omówimy w dalszych rozdziałach.

11. ZROZUMIENIE INNYCH LUDZI

Ostatnim tematem, którego nie chciałbym pomijać, jest wynikające z wyostrzonej uwagi i wyjścia ze standardowego sposobu myślenia zauważanie zupełnie nowych płaszczyzn w zachowaniu innych ludzi. Nawet wśród nastolatków palących marihuanę dość często pojawiają się relacje o lepszym zrozumieniu osób w otoczeniu, zauważaniu ich wartości i potrzeb, dostrzeganiu niewidocznych wcześniej uczuć - również wtedy, gdy ktoś takich spostrzeżeń się nie spodziewał i nie próbował aktywnie ich szukać, myśląc, że po prostu pośmieje się na imprezie.

Przy klasycznych doświadczeniach psychodelicznych pojawiają się metafory czytania z innych osób jak z otwartej książki. O podobnych efektach (mniej spektakularnych, lecz bardziej regularnych) donoszą adepci medytacji i jogi. Po pierwszych fenomenach tego rodzaju zauważyłem, że znacznie lepiej rozumiem innych ludzi, a szczególnie tajemnicze do tamtego czasu kobiety. Znacznie lepiej odczytywałem społeczne gry, których sensu wcześniej w wielu sytuacjach nie rozumiałem. Dotarło do mnie, że gdy ktoś proponuje herbatę, merytorycznie dotyczy to określonego napoju, ale również wysyła przyjazny sygnał na poziomie relacyjnym, a sygnał ten z kolei jest socjalnym pretekstem do tego, by wydłużyć rozmowę. Masowe zauważanie tego rodzaju niuansów (opisanych świetnie w literaturze analizy transakcyjnej i innych psychologicznych modelach) również było efektem tego, jak mocno asocjowałem się z różnymi nowymi punktami widzenia.

Wykorzystywanie odmiennej percepcji do lepszego zrozumienia innych może prowadzić do nakładania zupełnie nowych filtrów, szczególnie u osób, które już wcześniej pasjonowały się psychologią i komunikacją. Zmniejszenie nieporozumień w relacjach i rosnąca świadomość, w jaki sposób mówić, by rozmówca lepiej nas rozumiał, potrafi całkowicie odmienić nasze związki z innymi.

2 A. Bechara, H. Damasio, D. Tranel, A. Damasio, Deciding Advantageously Before Knowing the Advantageous Strategy, http://www.labsi.org/cognitive/Becharaetal1997.pdf [dostęp 07.02.2022].

3 M. Papaspyrou, C. Baldini, D. Luke, Psychedelic Mysteries of the Feminine, Rochester 2019, s. 13.

4 M. Lorenc, Czy psychodeliki uratują świat?, Warszawa 2019, s. 32.

5 M. Lorenc, dz. cyt., s. 34.

6 Tamże, s. 44.

7 C.C. Perez, Niewidzialne kobiety, Kraków 2020, s. 67-69.

8 C.A. Moss-Racusin, J.F. Dovidio, V.L. Brescoll, M.J. Graham, J. Handelsman, Science's faculty subtle gender biases favor male students, https://www.researchgate.net/publication/233195891_Science_Faculty's_Subtle_Gender_Biases_Favor_Male_Students [dostęp 14.02.2022].

9 J. Fadiman, The Psychedelic Explorer's Guide, Rochester 2011, s. 34.

10 A. Watts, Psychedelic and Religious Experience, California Last Review, 1968, Vol. 56, Nr 1, s. 74-85.

11 J. Fadiman, dz. cyt., s. 299.

12 M. Lorenc, dz. cyt., s. 162-163.

13 O. Fuchs, Wyprawa do wnętrza duszy, https://hyperreal.info/info/wyprawa-do-wnetrza-duszy [dostęp 14.02.2022].

14 J. Fadiman, dz. cyt., s. 131.

15 Tamże, s. 4.

16 T. Domański, VR: Chemiczny pierwiastek immersji, https://www.chip.pl/2016/10/vr-chemiczny-pierwiastek-immersji/ [dostęp 14.02.2022].

17 T. Domański, VR: Chemiczny pierwiastek immersji, https://www.chip.pl/2016/10/vr-chemiczny-pierwiastek-immersji/ [dostęp 14.02.2022].

18 L. Prochazkova, D. Lippelt, L. Colzato, M. Kuchar, Z. Sjoerds, B. Hommel, Exploring the effect of microdosing psychedelics on creativity in an open-label natural setting, Psychopharmacology (Berl), 2018; 235(12): 3401-3413.

19 O. Janiger, M. Dobkin de Rios, LSD and Creativity, https://www.tandfonline.com/doi/abs/10.1080/02791072.1989.10472150 [dostęp 14.02.2022].

20 J. Fadiman, dz. cyt., s. 8-10.