Kochanek na pocieszenie - opowiadanie erotyczne
Drzwi autobusu rozsuwają się z głośnym sapnięciem i nagle uderza mnie fala sierpniowego żaru. Czuję, jak suchy miejski powiew wślizguje się pod moją luźną bawełnianą koszulkę, muska pępek, przeciska się przez przerwę między piersiami i łagodnie gładzi mnie po szyi. Wzdycham głęboko i mrużę oczy, nie mogąc znieść intensywności przedpołudniowego słońca.
Potrzebuję chwili, żeby zorientować się, gdzie dokładnie jestem. Byłam już co prawda wcześniej w Łodzi, w końcu Mateusz przeniósł się tu dobrych kilka miesięcy temu, ale wciąż było to zdecydowanie za mało wizyt, bym czuła się tu swobodnie. Zresztą to on częściej wracał do naszego rodzinnego Gdańska - tak się umówiliśmy, kiedy podejmowaliśmy decyzję o przyjęciu przez niego intratnej posady w centrum Polski.
Byliśmy ze sobą od liceum. Należeliśmy do tych par, o których było wiadomo, że ich przygoda nie skończy się na wspólnej studniówce i obściskiwaniu w mało uczęszczanych zakątkach szkolnych korytarzy. Nasza droga była jasna dla wszystkich - wspólne studia, praca, ślub, dzieci, dom. Niestety, nie wszystko szło po naszej myśli. Ja dostałam pracę w Gdańsku na ostatnim roku studiów. Do Mateusza po długich poszukiwaniach zatrudnienia też w końcu ktoś się odezwał, ale z propozycją stanowiska w łódzkim oddziale firmy z opcją transferu do Trójmiasta w przyszłości. Propozycja była naprawdę atrakcyjna finansowo, niemniej decyzja o jej przyjęciu nie była łatwa. Od liceum nie spędziliśmy oddzielnie więcej niż tygodnia. Uznaliśmy jednak, że chociaż nie jest to dla nas idealna sytuacja, to wspólnie spędzone lata stanowią gwarancję powodzenia tego planu. Ufaliśmy sobie i wiedzieliśmy, że żadne kilometry nie są w stanie wpłynąć na nasze uczucie.
Początkowo odwiedzaliśmy się w każdy weekend. Ostatni miesiąc był jednak wyjątkowo trudny. Oboje byliśmy zaangażowani w duże projekty. Nie tylko nie mogliśmy się spotkać, ale też nie było zbyt wiele czasu nawet na rozmowy w sieci.
Byłam naprawdę szczęśliwa, że wreszcie go zobaczę. Postanowiłam wziąć dzień wolny, żeby móc spędzić z Mateuszem cały weekend. Wsiadłam w jeden z wczesnych piątkowych autobusów. Wszystko miałam zaplanowane - pyszną kolację i seksowną sukienkę. Liczyłam na to, że ta obcisła, intensywnie czerwona kiecka z półgorsetem i wycięciem na wysokości mostka nie zostanie na mnie zbyt długo.
Z mojej perspektywy największym wyzwaniem w naszej rozłące był brak seksu. Próbowaliśmy wirtualnych pieszczot, ale Mateusz wyraźnie nie potrafił się w tej formie odnaleźć. Dyskomfort powodowały u niego nawet erotyczne zdjęcia. Po kilku próbach zarzuciliśmy więc ten pomysł. W efekcie większość naszych wspólnych weekendów wyglądała tak samo - po prostu nie wychodziliśmy z łóżka.
W mieszkaniu było duszno. Natychmiast otworzyłam okno i zabrałam się za przygotowania - Mateusz miał wrócić do domu za jakieś cztery godziny. Wzięłam długą kąpiel, wydepilowałam każdy wymagający tego centymetr ciała i wmasowałam w skórę bosko pachnący olejek, od którego aromatu czułam przyjemne mrowienie między nogami. Jeszcze w szlafroku nakryłam do stołu i przygotowałam składniki na kolację, tak żeby na 20 minut przed planowanym przyjściem Mateusza wystarczyło je ze sobą wymieszać i podgrzać.
Zwykle nie poświęcałam zbyt wiele czasu na makijaż, ale tego dnia chciałam wyglądać naprawdę zjawiskowo. Na moją jasną, skrzętnie chronioną przed słońcem skórę nałożyłam lekki podkład, który wykończyłam później transparentnym pudrem. Kształt jasnoszarych oczu podkreśliłam subtelnymi kreskami na górnej powiece, a łagodnie zarysowane kości policzkowe - różem w ciemniejszym odcieniu. Na usta nałożyłam szminkę idealnie dopasowaną kolorem do sukienki.
Kiedy skończyłam, przyjrzałam się sobie w dużym lustrze na korytarzu. Brązowe włosy opadały mi idealnie ułożonymi falami do łopatek. Sukienka miała usztywnianą górę, więc nie zakładałam pod spód stanika. Widząc, że delikatne koronkowe majtki i odznaczają się na obcisłej kreacji, postanowiłam je także sobie odpuścić. "Może przed kolacją weźmie mnie jeszcze na szybko w sukience?" - pomyślałam i poczułam przyjemne ciepło w podbrzuszu.
Spojrzałam na zegarek. Do przyjścia Mateusza pozostało jakieś dwadzieścia minut. Im dłużej kręciłam się po mieszkaniu bez bielizny, w obcisłej sukience, która więcej odkrywała niż zakrywała, cała pachnąca i wystrojona, tym większe było moje podniecenie. Po kilku chwilach mogłam koncentrować się już tylko na wilgoci rozcierającej się między moimi nogami. By nieco ochłonąć, postanowiłam usiąść na chwilę na skórzanej kanapie przy otwartym oknie, przez które wpadały subtelne podmuchy powietrza, dając złudne wrażenie ochłody. Kiedy tylko pośladki dotknęły chłodnego materiału, z ust wyrwało mi się westchnięcie przyjemności.
Tego było już za dużo.
Do powrotu Mateusza wciąż brakowało jakichś dziesięciu minut, ale ja nie byłam już w stanie czekać. Podciągnęłam sukienkę, rozszerzyłam nogi i położyłam środkowy palec na łechtaczce, obejmując dłonią pozostałą część cipki. Podczas gdy palcem zataczałam coraz szybsze kółka, resztą dłoni rytmicznie ugniatałam ciało. Mój oddech przyspieszał z każdą chwilą. Czułam, jak letni wietrzyk wkrada się przez uchylone okno do mieszkania i pieści mój wilgotny kark oraz uda. Poczułam kolejną dawkę podniecenia, gdy usłyszałam, jak mój niekontrolowany jęk odbija się od ścian pustego mieszkania.
Byłam już o krok od orgazmu, kiedy nagle usłyszałam dźwięk przekręcanego zamka. Moje ciało natychmiast się spięło. Gwałtownie zerwałam się z kanapy, obciągnęłam sukienkę i ruszyłam w stronę drzwi, czując, że rzucę się na Mateusza, kiedy tylko go zobaczę. Policzki paliły mnie żywym ogniem.
Ledwie zdążył odwiesić torbę z laptopem na kołku przy drzwiach. Zauważyłam jego seksownie rozwichrzone włosy oraz elegancką koszulę opinającą umięśnione bicepsy i już wpijałam się w jego wargi. Sama wizja nadciągającego zbliżenia sprawiała, że byłam mokra. Moja cipka pulsowała w rytm gnającego serca.
Mateusz zareagował instynktownie i natychmiast odwzajemnił pocałunek. Jego ręce najpierw objęły mnie w talii, a później zsunęły się na pośladki. Ścisnął je lekko, gdy łagodnie ugryzłam jego dolną wargę.
- Cześć - wychrypiałam pospiesznie pomiędzy pocałunkami i, gotowa na coś więcej niż taniec języków, zsunęłam dłoń na jego krocze.
Byłam zdziwiona, gdy nie wyczułam śladu podniecenia z jego strony. Moje emocje błyskawicznie przygasły.
- Tęskniłem za tobą. - Głos Mateusza wyraźnie drżał.
Westchnął głęboko, zamknął mnie w uścisku swoich potężnych ramion i wtulił głowę w moją szyję.
- Pięknie pachniesz.
O co tu chodziło?
Staliśmy tak objęci przez chwilę. Ciepły oddech Mateusza na mojej szyi powodował, że czułam mrowienie na całej długości kręgosłupa, ale pieszczota nie docierała tam, gdzie jeszcze przed chwilą pragnęłam jej najbardziej. Odsunęłam się od niego na długość ramion.
- Wszystko w porządku? - Spojrzałam w jego brązowe oczy i zobaczyłam w nich coś, czego kompletnie się nie spodziewałam.
Co to było? Smutek? Strach? Zmęczenie?
- Tak, tylko... - Odwrócił wzrok. - To był długi dzień. - Nie patrząc na mnie, ruszył w stronę zastawionego przeze mnie wcześniej stołu.
Coś tu było nie tak. Jasne, w naszym związku to ja wykazywałam się większym temperamentem, ale Mateusz zawsze dotrzymywał mi kroku. Po całym miesiącu braku kontaktu musiał być naprawdę wykończony, skoro teraz bardziej kusił go makaron niż ja. Przez moją głowę przelatywało mnóstwo myśli, a tymczasem Mateusz usiadł przy stole i nie czekając na mnie, zaczął jeść. Nie wiedziałam, jak zareagować. Niespiesznie i bez słowa ruszyłam w stronę drugiego krzesła. Wilgoć między nogami wydała mi się nagle nieprzyjemna, niewłaściwa.
Mateusz napychał usta makaronem i sałatą, podczas gdy ja tylko markowałam jedzenie, dłubiąc bez apetytu w talerzu. Żadne z nas się nie odzywało. Ja - ponieważ nie wiedziałam, co powiedzieć. Mateusz natomiast najwyraźniej celowo dbał o to, by z powodu pełnych ust nie móc się odezwać. Intensywnie wpatrywał się w talerz, unikając mojego spojrzenia.
- Mateusz... - zaczęłam łagodnie.
Przełknął głośno porcję makaronu, popił ją dużym łykiem wina i wreszcie skoncentrował się na mnie.
- Co się dzieje? - Mój głos drżał ze stresu i z zagubienia.
Po twarzy Mateusza zaczęły spływać łzy. Wstałam i podeszłam, by go przytulić. Spokojnie głaskałam jego włosy.
- Nie zasługuję na ciebie - wyszeptał.
- Kochanie, musisz mi powiedzieć, o co chodzi. Co by to nie było, na pewno jakoś sobie z tym poradzimy.
Zdecydowanie nie tak wyobrażałam sobie nasze spotkanie po długiej rozłące.
Nie odezwał się od razu, ale postanowiłam go nie poganiać. W końcu, gdy zaczął mówić, usłyszałam słowa, które później miałam jeszcze długo roztrząsać.
- Ona jest w ciąży.
Moje ciało zareagowało szybciej niż mózg. Zesztywniałam spiorunowana informacją, która wydawała mi się zbyt abstrakcyjna, by mogła być prawdziwa.
- To się stało na wyjeździe integracyjnym. Byliśmy pijani. Niewiele pamiętam. Obudziłem się... obudziłem się w pokoju, a ona po prostu była obok. Zupełnie naga. To nic nie znaczyło, naprawdę! Nigdy bym tego nie zrobił na trzeźwo. A dzisiaj... dzisiaj powiedziała mi, że zrobiła test i... Aniu, musisz mi wybaczyć. Musisz zrozumieć, że ja tego nie chciałem. Liczysz się tylko ty...
Kanonada jego słów trwała dalej, ale ja słyszałam jedynie przeciągły, ogłuszający pisk. Mateusz mnie zdradził. Moja licealna miłość na całe życie pieprzyła się po pijaku z kimś innym. I teraz ta kobieta była w ciąży.
Odsunęłam się od Mateusza. Zesztywniałe od szoku ręce trzymałam przed sobą.
- Aniu, musisz zrozumieć, musisz mi wybaczyć, musisz...
Wycofywałam się krok po kroku. Jedyne, co musiałam, to stąd uciec. Znaleźć się jak najdalej. Czucie w ciele wróciło mi dopiero, gdy moje plecy natrafiły na ścianę. Miałam wrażenie, jakby całe powietrze w pomieszczeniu zostało niespodziewane zassane i głośny pisk znowu zastąpiła pełna szlochów paplanina Mateusza.
- To się nie dzieje naprawdę - szepnęłam, odwróciłam się i pognałam do drzwi wyjściowych.
Chwyciłam stojące przy drzwiach adidasy i torebkę z wieszaka, po czym wybiegłam z mieszkania. Wpadłam do szczęśliwie otwartej windy i wcisnęłam guzik parteru. W popłochu włożyłam buty, a kiedy drzwi się otworzyły, po prostu zaczęłam biec. Biegłam przed siebie ile sił w nogach. Obcisła sukienka podjeżdżała mi coraz wyżej, ale nie przejmowałam się tym. Przez jakiś czas wydawało mi się, że słyszę za sobą desperacki głos Mateusza. Nie wiem, kiedy ucichł. Gdy jednak uświadomiłam sobie jego brak, wreszcie się zatrzymałam.
Rozejrzałam się panicznie. Nie rozpoznawałam tej okolicy. "Mateusz ma dziecko z inną kobietą. Mateusz ma dziecko z inną kobietą. Mateusz ma dziecko z inną kobietą" - mimo trudnej sytuacji, w jakiej się znalazłam, była to jedyna myśl, jaka miotała się po mojej głowie. Na końcu uliczki zauważyłam szyld jakiejś kawiarni. Bardziej mechanicznie niż na skutek świadomej decyzji ruszyłam w jej stronę. Poprawiłam sukienkę i wzięłam kilka głębokich wdechów. Byłam w takim szoku, że nawet nie płakałam.
Kawiarnia urządzona była w surowej pofabrycznej przestrzeni, ale ktoś zaplanował ją tak, że już od progu dawała wrażenie intymnej przytulności. Całość utrzymana była w kojących głębokich brązach, dominowało ciemne drewno. W środku panował też przyjemny chłód. Miałam wrażenie, jakbym znalazła się nagle w innym świecie. Kiedy weszłam, obejrzało się na mnie kilku nielicznych gości. Świadoma tego, jak wyzywająco wyglądam, zarumieniłam się ze wstydu. Ze wzrokiem połowicznie utkwionym w podłodze, podreptałam w kierunku miejsca w najciemniejszym kącie. Chwyciłam leżący na oparciu głębokiego skórzanego fotela lekki pled i nakryłam się nim.
Próbowałam zebrać myśli. Co powinnam teraz zrobić? Która w ogóle jest godzina? Nie nosiłam zegarka, a telefon został na kuchennym blacie w mieszkaniu Mateusza.
- Dzień dobry, co mogę podać? - Znudzony kelner albo nie widział mojego wejścia, albo w ogóle go nie zainteresowało. - Szczególnie polecamy herbacianą lemoniadę z pomarańczą i lawendą.
Jego profesjonalny, beznamiętny ton wydawał mi się szalenie nie na miejscu. Jakbyśmy komunikowali się z innych planet.
- Tak - odpowiedziałam tylko wyczerpanym głosem.
Kelner skinął głową i ruszył w stronę baru, by po chwili wrócić z oszronioną wysoką szklanką pełną brązowego płynu i poszarpanych plastrów pomarańczy. Objęłam ją całymi dłońmi i...
W ciszy przypadkowej kawiarni przeżywałam wyznanie Mateusza raz za razem. Przed oczami stawał mi obraz tego, jak napycha sobie policzki makaronem, a potem podnosi na mnie niepewny wzrok. "Musisz mi wybaczyć, musisz mi wybaczyć, musisz mi wybaczyć..." W książkach piszą zwykle o takich scenach jak o chwilach, w których serce rozpada się na kawałki, ale moje wcale się nie rozpadło. Miałam raczej wrażenie, że zacisnęła się wokół niego stalowa obręcz, która stopniowo zmieniała się w zbroję. Nie zalewały mnie żadne dramatyczne emocje. Wprost przeciwnie. Wydawało mi się, że straciłam zdolność do odczuwania czegokolwiek.
Jak to się stało? Kiedy to się stało? Dlaczego się nie domyśliłam? Czy zrobili to tylko raz? Kiedy był ten wyjazd integracyjny? Jakoś nie mogłam sobie tego przypomnieć. Jak długo to przede mną ukrywał? Zamierzał mi w ogóle o tym powiedzieć? Dlaczego, no dlaczego, nie zauważyłam, że coś jest nie tak?
Jak on mógł mi to zrobić? W dodatku z jakąś przypadkową dziewczyną po pijaku? Tyle dla niego znaczyły wszystkie te lata? Zaufałam mu, nie widziałam problemu w jego wyjeździe. Przecież to wszystko było dla nas! "Kupię ci najpiękniejszy pierścionek zaręczynowy na świecie, zobaczysz". Nawet przez myśl mi nie przeszło, że byłby zdolny do czegoś podobnego. Czy ja go w ogóle znałam?
Z wściekłej kawalkady myśli wyrwało mnie czyjeś chrząknięcie. Spojrzałam na swoje dłonie. Szklanka, którą w nich trzymałam, była zupełnie pusta, nie licząc pozostałości owoców. Lokal wydawał się jakiś ciemniejszy i cichszy. Z głośników wciąż płynęła łagodna jazzowa muzyka, ale nie słyszałam już cichego szumu rozmów. Rozejrzałam się nieprzytomnie. Chrząknięcie rozległo się ponownie. Podniosłam wzrok.
- Bardzo mi przykro, ale już zamykamy. Muszę prosić panią o opuszczenie lokalu. Zapraszamy jutro od jedenastej. Płatność gotówką czy kartą? - W głosie kelnera wciąż było słychać to samo znudzenie.
Zerknęłam przelotnie w stronę wielkich kawiarnianych okien. Na zewnątrz było już zupełnie ciemno. Byłam tu aż tak długo?
Nagle z głębi lokalu rozległ się niski męski głos. Mimowolnie zadrżałam na ten dźwięk.
- Możesz iść do domu, Ksawery. Zajmę się tym.
Kelner, który jak się właśnie dowiedziałam miał na imię Ksawery, wzruszył lekko ramionami. Dopiero teraz zauważyłam, że zdążył się przebrać, a na jego ramieniu wisiał wysłużony plecak.
Nie namyślał się długo.
- Jak chcesz, szefie. Do jutra! - krzyknął gdzieś w stronę ciemności i po prostu wyszedł.
Jazzowy kawałek ucichł zaraz po jego wyjściu. W lokalu zapadła niemal całkowita cisza. Dało się słyszeć wyłącznie buczenie jakichś sprzętów elektronicznych. Przymknęłam oczy, rozkoszując się tym współczesnym symbolem spokoju. Kiedy je otworzyłam, zobaczyłam przed sobą...
Nawet w takim stanie, w jakim się znajdowałam, nie mogłam nie docenić atrakcyjności tego mężczyzny. Wyglądał po prostu jak definicja seksapilu.
Miał pewnie ze 190 centymetrów wzrostu i szerokie ramiona wypracowane nie przez długie godziny na siłowni, ale ciężką pracą. Cienki czarny T-shirt przylegał do jego silnego ciała, obiecując, że nie tylko na jego bicepsach można byłoby uczyć się anatomii. Na smukłych nogach nosił dopasowane czarne jeansy. Jednak to nie jego ciało spowodowało, że moje ciało przeszedł dreszcz, a ja stałam się boleśnie świadoma tego, że pod cienkim pledem, którym się okryłam, skrywam tylko cienką, obcisłą sukienkę i nie mam na sobie bielizny. Jego oczy były duże, intensywnie niebieskie i okalały je zaskakująco długie rzęsy. Mocną szczękę pokrywał lekki zarost, a wydatne usta wydawały się stworzone do pocałunków. "Skąd w ogóle taka myśl?"
- Czy jest ktoś, po kogo możesz zadzwonić? - odezwał się tym swoim mruczącym barytonem.
Skołowana pytaniem, jego epatującą seksualnością i moim brakiem odporności na tę zmysłowość, nie byłam w stanie odpowiedzieć.
- Może potrzebujesz pomocy w zamówieniu taksówki? Gdzie mieszkasz? Jesteś stąd czy zatrzymałaś się w jakimś hotelu? - Mężczyzna usiadł naprzeciwko mnie i wbił we mnie intensywne spojrzenie niebieskich oczu. - Słuchaj, muszę zamknąć lokal, ale nie mogę wypuścić cię w takim stanie. Wszystko w porządku? Potrzebujesz pomocy? To nie jest najbezpieczniejsza ulica nawet za dnia. Zwłaszcza dla atrakcyjnych kobiet w tak seksownych sukienkach.
Spojrzałam w dół na swój strój. Wciąż byłam skrzętnie przykryta pledem.
- Widziałem, jak wchodziłaś. Trudno było to przegapić. No, może Ksawery nie zwrócił na ciebie szczególnej uwagi, ale to zgorzkniały gej. Serio, jeżeli ten chłopak dalej będzie taki ponury, to w pojedynkę obali stereotyp rozświergotanej, radosnej gejowskiej braci.
Oblałam się rumieńcem i mimowolnie uśmiechnęłam. Nie dość, że był szalenie przystojny, to jeszcze miał poczucie humoru. Nieco odważniej spojrzałam mu w oczy i poczułam subtelne mrowienie w podbrzuszu. "Ogarnij się!" - powiedziałam sobie w duchu.
- Nie mam dokąd pójść. Mój chłopak, on... - Wzięłam głęboki oddech i przymknęłam oczy. - Jestem z Gdańska. Dziś do niego przyjechałam, a powiedział mi, że spodziewa się dziecka z koleżanką z pracy i... po prostu stamtąd wybiegłam. Tak naprawdę nawet nie wiem, gdzie jestem. Nie znam tego miasta. Nie wiem, co mam ze sobą zrobić. Nie mam nawet telefonu, bo zostawiłam go w jego mieszkaniu.
Spojrzenie mężczyzny stężało, zmarszczył brwi. Na jego czole pojawiła się bruzda, która wyraźnie go postarzyła. Ile mógł mieć lat? Na oko był niewiele starszy ode nie. Mógł mieć co najwyżej 5-6 lat więcej.
- Naprawdę? - W jego głosie dało się słyszeć niedowierzanie.
- A czy ktoś mógłby wymyślić tak żałosną historyjkę? - Zaśmiałam się gorzko. - I w jakim celu miałby to robić?
Wciąż patrzył na mnie podejrzliwie. Cisza się przeciągała. W końcu westchnął i się odezwał:
- Wybacz, bardzo mi przykro. Po prostu ciężko mi sobie wyobrazić, żeby ktoś... zresztą nieważne. - Odwrócił wzrok, nagle skrępowany. - Mam nadzieję, że nie odbierzesz tej propozycji źle, ale mieszkam piętro wyżej i... jeśli chcesz, możesz skorzystać z kanapy. Rano będziesz miała więcej możliwości.
Na samą myśl o tym, że mogłabym iść z tym mężczyzną do jego mieszkania i zostać z nim sam na sam, zrobiło mi się gorąco.
Zaraz. Ale czy my właśnie nie byliśmy sami? Sami w cichym, intymnie urządzonym lokalu? Przełknęłam głośno ślinę, a serce mi przyspieszyło. Sytuacja była ryzykowna, ale czy miałam inne wyjście? Zresztą ufałam temu facetowi. Nie znałam go, nie wiedziałam nawet, jak ma na imię, ale było w nim coś takiego, że... tak jakbyśmy spotkali się już wcześniej.
- Ania. - Wyciągnęłam rękę.
- Dawid. - Delikatnie zamknął moją dłoń w swojej.
Kiedy jego sucha, ciepła skóra dotknęła mojej, poczułam, jak przeskakują między nami iskry. Mrowienie w podbrzuszu wróciło z nieco większą siłą. Czułam, że powinnam go puścić, ale jednocześnie nie chciałam tego. I nie chodziło o to, że byłam zmarznięta, a od niego emanowało przyjemne ciepło.
- Chętnie skorzystam z twojej kanapy.
Wstałam ze skórzanego fotela, wspierając się na jego dłoni, a pled zsunął się z mojego ciała na podłogę. Usłyszałam, jak Dawid cicho wciąga powietrze przez zęby. Jego dłoń zacisnęła się na mojej wyraźnie mocniej. W ułamku sekundy jednak ją puścił i szybko schylił się po pled. Zaczął składać go w kostkę, starając się na mnie nie patrzeć.
- Okej, to... W sumie to już wszystko tu zrobiłem, więc możemy iść. - Odłożył koc na oparcie fotela i wciąż na mnie nie patrząc, wskazał mi ciemność w głębi lokalu.
- Chyba będzie lepiej, jeżeli po prostu pójdę za tobą.
- Mhm, tak, jasne. - Przecisnął się obok i ruszył w stronę ciemności.
Ruszyłam za nim i niemal natychmiast po wejściu w skąpaną w mroku część kawiarni o coś się potknęłam. Na szczęście w ostatniej chwili udało mi się złapać równowagę.
- Wybacz, wyłączniki są tylko przy wejściu. Żeby wyjść od drugiej strony na korytarz, zawsze trzeba przechodzić w całkowitych ciemnościach. Ja znam tu każdy centymetr, ale ktoś, kto nie bywa tu codziennie... Lepiej będzie, jeśli chwycisz mnie za rękę, chociaż to tylko kilka kroków. - Kiedy po omacku wyciągnął do mnie dłoń, niechcący musnął odsłonięty przez wycięcie w sukience kawałek skóry, a ja odczułam to jak wybuch fajerwerków.
Zadrżałam. "Matko, oby tego nie zauważył". Byłam jednak zdeterminowana, by udawać, że nic się nie stało. Sięgnęłam po jego dłoń gestem, który miałam nadzieję wydał mu się pewny siebie.
Do korytarza dotarliśmy w absolutnym milczeniu. Gdy tylko w niego weszliśmy, Dawid natychmiast mnie puścił i zamknął dwa zamki w tylnych drzwiach do lokalu, które znajdowały się na klatce starego budynku z fabryczną przeszłością. Widać było, że na budynek mieszkalny zaadaptowano go względnie niedawno.
- Drugie piętro. Mieszkanie numer dziesięć.
Automatycznie ruszyłam po schodach. Słyszałam, jak Dawid robi dwa kroki do tyłu, a potem dobiegło do mnie kliknięcie przełącznika światła. Z piętra wyżej spłynęło na nas światło jasnej żarówki. Dopiero wtedy mężczyzna ruszył za mną, a ja uświadomiłam sobie, że w tym układzie ma doskonały widok na moją krótką sukienkę i brak bielizny. Droga na drugie piętro wydała mi się nagle szalenie długa i absurdalnie seksowna. Czułam, że między moimi nogami znowu zbiera się wilgoć. To niespodziewane i wydające się nie na miejscu podniecenie budziło nie tylko mój lęk, ale też poczucie... zdrady.
Zaraz, zaraz. Czy gdyby do czegoś doszło między mną a Dawidem, czy byłaby to zdrada? Czy ja mam w ogóle kogo zdradzać? Nie powiedziałam Mateuszowi, że to koniec, ale musiał wiedzieć, że nie byłabym mu w stanie tego wybaczyć.
- Tutaj w lewo. - Echo niskiego, chropawego głosu Dawida odbiło się od starych ścian.
Posłusznie skręciłam. Drzwi mieszkania numer dziesięć znajdowały się na samym końcu korytarza. Mężczyzna otworzył drzwi, wyciągnął rękę, żeby zapalić światło w przedsionku, i gestem zaprosił mnie do środka.
W środku panował wystrój podobny do tego w lokalu. Loft był wysoki na przynajmniej pięć metrów i dominowały w nim surowe materiały - metal, cegła, beton, drewno, szkło. Industrialny charakter przestrzeni przełamywały nowoczesne obrazy i tkane dywany.
Dawid natychmiast podszedł do dużej szafy, z której wyciągnął ręcznik i podał mi go.
- Na pewno chcesz się odświeżyć. Łazienka jest tam. - Wskazał jedne z dwojga drzwi w mieszkaniu. - Poczekam.
Skinęłam tylko głową i wzięłam od niego ręcznik. Zamknęłam drzwi od łazienki i oparłam się o nie z westchnieniem. Słyszałam, jak Dawid przygotowuje posłanie na kanapie, choć szaleńczy rytm mojego serca niemal to zagłuszał. Desperacko rzuciłam się pod prysznic i odkręciłam chłodną wodę. Powstrzymałam pisk, kiedy pierwsze krople spadły na moją rozpaloną skórę.
Wzięłam szybki prysznic i zmyłam makijaż przy użyciu żelu pod prysznic, który znalazłam pod ręką. Pachniał bardzo lekko, ale męsko. Uwielbiałam takie aromaty. "Ciekawe, czy po całym dniu pracy wciąż wyczułabym ten zapach na jego skórze" - niespodziewanie pojawiła się w mojej głowie niestosowna myśl, którą natychmiast postanowiłam wyprzeć.
Szybko się wytarłam i ponownie wsunęłam w czerwoną sukienkę. Dzisiaj rano myślałam jeszcze o niej, że jest wyjątkowa. Teraz - że jest przeklęta.
Ledwie wyszłam z łazienki, a Dawid wychynął zza drugich drzwi.
- Pomyślałem, że może wolałabyś się przebrać. To tylko T-shirt, ale obiecuję, że go wyprałem. - Uśmiechnął się chłopięco, a ja poczułam, że miękną mi kolana.
Kiedy brałam koszulkę z jego rąk, nasze palce znowu się spotkały. Miałam wręcz wrażenie, że słyszę przeskakujące między nami iskry. Speszona i przerażona obrazami naszych splątanych ciał, które nagle wykwitły w moich myślach, cofnęłam się do łazienki i przebrałam. Ubranie pachniało przyjemną mieszanką piżma i drzewa cedrowego. T-shirt był na mnie dużo za duży, dzięki czemu wyglądał jak koszulka nocna. Niestety, brak bielizny był w nim dużo bardziej odczuwalny. Co jednak miałam zrobić? Przecież nie mogłam poprosić tego nieznajomego faceta, żeby pożyczył mi swoje bokserki.
Skrępowana wyszłam z łazienki, trzymając mocno krańce koszulki i pilnując, by się nie podwinęła.
- Już? To teraz może ja... - Wskazał na drzwi łazienki i wkrótce za nimi zniknął.
Pospiesznie wsunęłam się pod przygotowaną na kanapie kołdrę. Ją też otulała mieszanka piżma i cedru. Byłam wykończona, ale jednocześnie czułam, że zaśnięcie nie będzie łatwe. I nie chodziło wyłącznie o to, co stało się tego dnia. Dawid był szalenie pociągającym mężczyzną, a mi brakowało seksu. Moje hormony szalały.
Opanowanie podniecenia stało się jeszcze trudniejsze, gdy Dawid wyszedł z łazienki. Miał na sobie wyłącznie długie bawełniane spodnie. Jego skóra wciąż lśniła lekko od wilgoci, a mokre włosy opadały niesfornie na twarz i czoło. Poczułam gwałtowny ucisk w żołądku i mrowienie między nogami. Jęknęłam w duchu. "Opamiętaj się!"
- To... dobranoc. Będę obok, gdybyś czegoś potrzebowała, ale czuj się jak u siebie. - powiedział, zgasił światło i zniknął w sypialni.
Miałam nadzieję, że kiedy nie będzie przebywał w tym samym pomieszczeniu, co ja, moje absurdalne podniecenie zniknie, ale było jeszcze gorzej. Byłam boleśnie świadoma tego, że ten opiekuńczy, niesamowity mężczyzna tylko pozornie jest ode mnie oddzielony, a tak naprawdę znajduje się na wyciągnięcie dłoni. Wystarczyłoby stanąć w drzwiach jego sypialni. Czy odmówiłby? Wiedziałam, że nie. Podobałam się facetom. Zawsze dość regularnie ćwiczyłam, a od kiedy mieszkaliśmy z Mateuszem oddzielnie, lepiej się odżywiałam i schudłam kilka kilo. Miałam okrągłe, wyćwiczone pośladki i jędrny, choć średnich rozmiarów biust, a brzuch płaski, mimo że bez zaznaczonych mięśni. Zresztą Dawid dość jasno dał mi do zrozumienia, co myśli na mój temat.
Czy leżąc teraz w łóżku, myślał o mnie tak, jak ja o nim? Czy się dotykał? Czy jego penis pulsował, napełniając się krwią, budząc do życia, przygotowując na... "Natychmiast przestań!" - skarciłam się w duchu.
Ale właściwie dlaczego miałam przestawać? Może i nie wypowiedziałam słów: "Z nami koniec", ale tak w zasadzie było. Mateusz należał do przeszłości. Wiedziałam, że nigdy mu nie wybaczę. Zdradzając mnie i zapładniając inną kobietę, stracił prawo do mojej wierności.
Trzeba to było przed sobą przyznać - byłam napalona, a w pobliżu znajdował się najgorętszy facet, jakiego w życiu widziałam. Facet, który nic o mnie nie wiedział. Facet, z którym mogłam spędzić noc i zrobić wszystko, co tylko chciałam, a później zniknąć i nigdy więcej go nie spotkać. Czy nie był to układ idealny?
Pobudzona tymi myślami wstałam i ruszyłam w stronę sypialni Dawida. Żal i wściekłość na Mateusza mieszały się w mojej głowie z podnieceniem. Czy myślałam o pieprzeniu się z Dawidem z zemsty? Może. Jaką to jednak robiło różnicę?
Przełknęłam głośno ślinę i nacisnęłam klamkę. Nie spał.
- Potrzebujesz czegoś? - Z ciemności doszedł mnie jego zachrypnięty głos.
Potrzebowałam chwili na odpowiedź, ale nie pozwoliłam, by opanował mnie stres.
- Tak, ciebie.
Wypuścił głośno powietrze.
- Jestem dżentelmenem, ale nawet ja mam swoje granice. Na pewno tego chcesz? Bo gdybyś... - Zapalił lampkę przy łóżku i sypialnię otuliło ciepłe światło.
Wziął oddech, by kontynuować tę zupełnie zbędną przemowę, więc szepnęłam tylko:
- Ciii...
Ściągnęłam T-shirt. Przez chwilę w szoku napawał się wyglądem mojego ciała. Widziałam, że mu się podobam. Podniósł się z łóżka i podszedł do mnie. Palcem uniósł mój podbródek i zmusił do spojrzenia sobie w oczy.
- Nie wiem, jakim trzeba być idiotą, żeby zrezygnować z kogoś takiego jak ty.
- Jeżeli zaraz nie weźmiesz mnie tu i teraz, to pomyślę, że też jesteś idiotą.
Dawid nie potrzebował dodatkowej zachęty. Szybkim gestem chwycił mnie i rzucił na łóżko, po czym zawisł nade mną, oparty na ramionach, i pocałował. Miałam rację, jego usta były stworzone do pocałunków. Nie śpieszył się z nimi. Dłuższą chwilę poznawał kształt moich warg, zanim wsunął między nie język. Był delikatny, ale zaborczy. Z każdą chwilą intensywność naszych pocałunków przybierała na sile. Z moich ust wyrwał się zduszony jęk. Poczułam, jak Dawid się uśmiecha.
- Od kiedy zauważyłem, że nie masz bielizny, cały czas myślałem tylko o twojej cipce - wyszeptał mi w usta, zsunął się niżej i jednym ruchem rozszerzył moje uda. - Czy jest tak ciasna, jak mi się wydaje? - Bez ostrzeżenia wsunął we mnie dwa palce, a ja jęknęłam z rozkoszy. - Czy smakujesz tak cudownie, jak pachniesz? - Oblizał ociekające moimi sokami palce.
W półmroku jego oczy wydawały się zupełnie czarne.
- Mhmmm... - zamruczał. - Jesteś jeszcze smaczniejsza, niż sądziłem.
Nie zdążyłam wydusić z siebie nawet słowa, bo znowu wsunął we mnie palce. Nie śpieszył się. Wsuwał i wysuwał je powoli, drażniąc się ze mną.
- Proszę...
Czułam między nogami wilgoć, jakiej nigdy w życiu nie doświadczyłam. Od podniecenia kręciło mi się w głowie. Chciałam krzyczeć, błagać, żeby włożył we mnie swojego penisa. Potrzebowałam go, potrzebowałam, żeby doprowadził to napięcie do finału.
- Zerżnij mnie teraz albo zwariuję - warknęłam, wychodząc biodrami naprzeciw jego palcom i mając nadzieję, że zmuszę go do przyspieszenia tempa.
Dawid tylko się zaśmiał i wyjął ze mnie palce. Nie mogłam tego wytrzymać. Sięgnęłam do swojej cipki, gotowa sama doprowadzić się do orgazmu. Tak bardzo tego potrzebowałam.
Ledwie jednak moja dłoń dotknęła łechtaczki, a poczułam mocny uchwyt Dawida na swoich nadgarstkach.
- Nic z tego - wymruczał, przycisnął moje ręce do łóżka, a potem poczułam jego oddech na swojej cipce. - Trochę cierpliwości - powiedział i wsunął we mnie język.
Jęknęłam, czując, jak przez moje ciało przechodzi prąd. Przyjemność przeszywała mnie od czubków palców stóp aż po końcówki włosów. Straciłam panowanie nad ciałem. Mimo wszystko wciąż pragnęłam więcej. Język Dawida przyspieszył, zataczał kółka wokół mojej łechtaczki, wsuwał się we mnie i wysuwał. Chciałam wyciągnąć ręce i przyciągnąć go do siebie, zmusić go, żeby wypełnił mnie czymś innym niż tylko palcami, ale mocno trzymał moje nadgarstki. Podniosłam nogi i próbowałam zsunąć jego spodnie przy użyciu stóp, podczas gdy on wciąż lizał moją cipkę.
Wstrząsnął mną potężny orgazm. Mimo że szczytowałam, Dawid nie przestał mnie lizać. Puścił jedną z moich rąk i jednocześnie znowu wsuwał we mnie palce. Czułam, jak tryskają ze mnie soki, a ja wiłam się w ekstazie, krzycząc przy tym z rozkoszy.
Nagle Dawid przestał i poczułam, że wstaje z łóżka. Oddychałam ciężko, wciąż drżąc, gdy szybko ściągnął z siebie spodnie. Jego nabrzmiałego, wielkiego członka widziałam tylko przez chwilę, bo natychmiast ponownie znalazł się przy mnie. Raz jeszcze wsunął język w moją cipkę, a potem jego twarz znalazła się przy mojej. Przycisnęłam zachłannie swoje wargi do jego ust, a on bezceremonialnie wsunął w nie język. Miałam wrażenie, że wszystko dzieje się poza moją kontrolą.
- Lubisz swój smak? - wydyszał, przerywając nasze pocałunki.
- Wolałabym poznać twój - wysapałam i zmusiłam go do zmiany pozycji.
Teraz to ja byłam na górze. Niecierpliwie zsunęłam się niżej i natychmiast wzięłam jego penisa do ust. Jęknął i bezwiednie wypchnął biodra w moją stronę. Pozwoliłam, by ślina ściekała po nabrzmiałym członku i wcisnęłam go w swoje gardło tak głęboko, jak mogłam. Dawid chwycił mnie za włosy i przez chwilę delikatnie kontrolował rytm, w jakim jego penis wsuwał się i wysuwał z mojego gardła. Kiedy poczułam, że przyspiesza i jest bliski wytrysku, wyswobodziłam się z jego chwytu.
- Trochę cierpliwości... - mruknęłam i zaczęłam niespiesznie lizać jego członka od nasady aż po czubek, szczególnie skupiając się na wędzidełku.
Zatoczyłam kilka kółek wokół jego główki i jeszcze raz szybko wzięłam go w usta. Tym razem to ja przybliżyłam swoją twarz do twarzy Dawida i wsunęłam swój język do jego ust. Widziałam, jak jego źrenice jeszcze bardziej się rozszerzają, a usta rozciągają w pełnym satysfakcji uśmiechu. Nasza gra sprawiała mi mnóstwo przyjemności, ale chciałam więcej. Natychmiast. Szybkim ruchem sięgnęłam do szuflady szafki stojącej przy łóżku. Tak jak się spodziewałam - obok żelu nawilżającego leżała tam paczka prezerwatyw. Błyskawicznie wyjęłam jedną i rozerwałam opakowanie. Zanim Dawid zdążył coś powiedzieć, nałożyłam na jego penisa gumkę i wsunęłam go w swoją cipkę. Byłam tak mokra, że przyjęłam go od razu w całości. Nie mogłam powstrzymać okrzyku, gdy wreszcie poczułam, jak mnie wypełnia. Opadałam na niego powoli, chcąc poczuć każdy jego milimetr. Unosiłam i opuszczałam biodra tak, by na zmianę w całości wsuwał się we mnie i wysuwał.
Nagle Dawid chwycił mnie za biodra i zaczął przyspieszać rytm naszych ciał, które odbijały się od siebie z wilgotnym plaskiem. Czułam, jak jego penis drażni najgłębsze, najbardziej spragnione części mojej kobiecości. W końcu przycisnął mnie do swoich bioder. Na chwilę znieruchomiał, a potem jęcząc, wytrysnął. Wciąż spragniona i bliska kolejnego orgazmu nie pozwoliłam mu się jednak wycofać. Zaczęłam ocierać się o niego z penisem dalej w mojej cipce. Wyprostowana przesuwałam się w górę i w dół. Dawid nie mógł powstrzymać kolejnych jęków, a mój oddech znowu przyspieszył. Nie przestając się ruszać, zaczęłam pocierać łechtaczkę ręką, aż nadszedł kolejny orgazm i w końcu opadłam na Dawida.
Oboje oddychaliśmy ciężko. Z westchnieniem wypuściłam penisa mojego kochanka z objęć swojej cipki i położyłam się obok niego. Wciąż czułam mrowienie całego ciała.
Zamknęłam oczy i poczułam pod powiekami palące łzy. Odgoniłam je jednak. "Teraz jesteśmy kwita". Nasze oddechy powoli się spłycały. Ostatnim, co pamiętałam, były na wpół zamroczone snem słowa Dawida:
- Czy to wydarzyło się naprawdę?
***
Obudziłam się w pokoju sama, z palącym poczuciem winy i wstydu. Tak, ta noc była wspaniała. Tak, przeżyłam najlepszy seks w życiu. Tak, chciałam tego, ale...
Powoli do głosu dochodziły we mnie inne emocje. Uświadamiałam sobie, co stało się dzień wcześniej. Zaczynałam rozumieć, że moje życie bardzo się zmieni. Metalowa klatka wokół mojego serca zacisnęła się boleśnie.
Tak cicho, jak to możliwe ,wyszłam z pokoju. Z łazienki dochodził mnie dźwięk płynącej pod prysznicem wody. Szybko włożyłam czerwoną sukienkę. Narzuciłam na nią koszulkę, którą zawiązałam na supeł z przodu. Nie wyglądałam najlepiej, ale zdecydowanie korzystniej, niż gdybym wyszła stamtąd w samej sukience. Na problem braku bielizny nie mogłam niczego poradzić.
Postanowiłam, że będzie lepiej, jeżeli zniknę bez słowa. Czułam, że rozmowa z Dawidem mogłaby mieć swoje konsekwencje. Z pewnością połączyło nas pożądanie, ale czy na pewno nie było w tym czegoś więcej? Nigdy wcześniej nie doświadczyłam aż takiego przyciągania, jednak nie miałam mu nic do zaoferowania. Mieliśmy tylko tę przypadkową noc.
Już kładłam rękę na drzwiach wyjściowych, kiedy usłyszałam za sobą jego głos:
- Zamierzałaś zniknąć bez pożegnania? - W jego tonie czaił się cień pretensji.
Odwróciłam się, czując, jak na moje policzki wstępuje rumieniec.
- To była...
- Tylko nie mów, że to była jednorazowa sprawa. Nie jesteś typem dziewczyny od "jednorazowych spraw". Między nami coś się wydarzyło. Nie wiem co, ale to było niesamowite. Wiem, że też to czułaś.
- Nie wiesz, jakim typem dziewczyny jestem ani co czuję - warknęłam. - Przespaliśmy się ze sobą i było świetnie, ale teraz muszę wrócić do życia, które rozpadło się na kawałki. Wczoraj...
- Wiesz, że to stałoby się niezależnie od tego, czy byłabyś z tym dupkiem dalej, czy nie.
W pierwszym odruchu chciałam zaprzeczyć, ale czułam, że mój sprzeciw byłby fałszywy.
- Żegnaj, Dawid. Dziękuję i przepraszam - powiedziałam, starając się, by mój głos drżał jak najmniej, po czym wyszłam, zamykając za sobą drzwi.
Przez chwilę myślałam, że za mną pójdzie, ale nic takiego się nie wydarzyło. Nie wiedziałam, czy ukłucie w klatce, które pojawiło się, gdy to sobie uświadomiłam, było poczuciem ulgi, czy może jednak żalu.