Fundamenty dobrej relacji ze sobą - Łukasz Kubiak

Kup ebooka

36.97 zł
30.69 zł (31,42 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Wstęp

Samoocena i relacja ze sobą to zagadnienia, które uważam za najbardziej fundamentalne, nie tylko w naszej duchowości, ale generalnie w całym naszym życiu. To, jak się ze sobą czujemy, na co sobie pozwalamy, z czym się utożsamiamy - rzutuje na wszystkie nasze działania i wybory. Nie ma takiej sfery życia, którą mógłbyś się zajmować w całkowitym oderwaniu od relacji ze sobą. W końcu cokolwiek byś nie robił i gdziekolwiek byś nie poszedł, zawsze zabierasz tam siebie, z całym swoim wnętrzem i wszystkim tym, co się w nim zbudowało. A im gorszy masz z tym kontakt, tym bardziej będziesz czuł się więźniem nieuświadomionych ograniczeń, ścian i blokad, które na każdym kroku sabotują twoje działania. Z tego powodu uważam, że na naszej duchowej drodze wszelkim zagadnieniom, które służą uzdrawianiu i poprawianiu relacji ze sobą, powinniśmy nadać jak najwyższy priorytet. To nie jest jeden z tych tematów, do których można usiąść na krótki czas, aby mieć go jak najszybciej z głowy. To jest kompleksowy, złożony proces, który będzie nam towarzyszyć aż do uzyskania pełni samoświadomości, czyli samego oświecenia. Nie przejmuj się więc, gdy czytając tą książkę poczujesz się przytłoczony, stwierdzając, że tego wszystkiego jest za dużo. To nie jest praca na rok czy dwa - ale na całe życie, (czy nawet życia). Tworzenie zdrowej relacji ze sobą to długotrwały proces, podczas którego budujesz we własnym tempie kolejne i kolejne aspekty dobrej samooceny. Tu nie chodzi więc o to, aby nagle stać się pewnym siebie, kochającym się i wolnym człowiekiem, ale żeby pozwolić sobie na ten piękny proces stawiania większych i mniejszych kroczków, które stopniowo podnoszą jakość twojej relacji ze sobą. I niech nie przeraża cię sam fakt, że docelowo ma to trwać tak długo. Na szczęście trudne bywają z reguły tylko początki, a potem robi się naprawdę dobrze i tylko coraz lepiej. Najdłuższą częścią procesu będzie więc już spokojne, przyjemne pogłębianie i pielęgnowanie kontaktu ze sobą. Zanim jednak do tego dojdziesz, najpierw będziesz musiał zbudować solidne fundamenty samooceny, mierząc się po drodze z trudnymi emocjami i demonami przeszłości.

Książka, którą teraz czytasz, powstała, aby pomóc ci przejść przez te najtrudniejsze, początkowe etapy. A jako, że sam odbijałem się od samoocenowego dna i najgorszą część tej drogi mam już za sobą, wiem z jakimi wyzwaniami musi się mierzyć osoba, która na każdym kroku sabotuje samą siebie. Nim trafiłem na rozwój duchowy, byłem zakompleksionym, wystraszonym chłopcem, który czuł się jak nieważny, niechciany i niewidzialny śmieć. Miałem w sobie ogrom złości i niechęci zarówno do siebie, jak i do reszty świata. Nie widziałem tutaj dla siebie miejsca, nie wierzyłem w to, że ktokolwiek mnie kiedyś pokocha i generalnie nie widziałem sensu życia. Było we mnie naprawdę dużo ciężkich, przygniatających emocji i wyobrażeń. Nie wierzyłem też, że dałoby się cokolwiek z tym zrobić, więc nawet nie próbowałem. Wszystko trwało do czasu, aż coś we mnie pękło na tyle, aby poczuć, że muszę coś zmienić albo równie dobrze mogę skończyć ze sobą. I wtedy po raz pierwszy zadałem sobie świadomie pytania: "To ja mogę coś zmienić? Jakby miało w wyglądać? Da się tak w ogóle?". Zacząłem więc szukać, a na odpowiedzi nie musiałem długo czekać, ponieważ już na następny dzień trafił do mnie cały szereg duchowych materiałów (gdy szczerze chcesz sobie pomóc, wszechświat cię w tym wspiera). Gdy piszę te słowa, mija właśnie 12 lat od tego dnia, w którym duchowa praca nad sobą stała się nieodłączonym elementem mojego życia. I choć na początku moją główną motywacją było stworzenie związku partnerskiego (tak głodny bycia kochanym byłem), to dość szybko okazało się, że muszę pracować przede wszystkim nad samooceną. Ruszałem więc jej fundamenty, a tam wychodziły kolejne i kolejne wątki, które wymagały mojej uwagi. Pracowałem więc dalej, aż po czterech latach udało się w końcu spotkać mój wymarzony ideał, ale to nie był jeszcze początek sielanki. Jako, że oboje mieliśmy za sobą trudne dzieciństwa - okazało się, że trzeba kolejnych lat nad dalszym uzdrawianiem samooceny, aby móc razem normalnie i dojrzale funkcjonować. I dopiero po tych kolejnych kilku latach zrobiło się na tyle dobrze, miło i przyjemnie, aby móc z czystym sumieniem powiedzieć, że samoocena nie jest już problemem, a jedynie tematem do spokojnego szlifowania i uzupełniania pozostałych braków. Mogę więc powiedzieć, że przez dotychczasowe 12 lat to właśnie relacja ze sobą była dla mnie tematem numer jeden i choć było miejsce również na wiele innych wątków, to właśnie ten przewijał się w dużych ilościach od samego początku. Z tego względu nie tylko jestem świadomy jak istotne (i wymagające czasu) są te zagadnienia, ale jest to też dla mnie bardzo osobisty temat i taka właśnie jest ta książka - zbudowana przede wszystkim na moich własnych, osobistych doświadczeniach z tej całej drogi oraz świadomości, jaką zyskałem przez ten czas.

Książka o relacji ze sobą była pierwszą, jaką chciałem napisać, ale miałem świadomość, że ciężko będzie wprowadzić czytelników w pewne tematy bez opisania najbardziej podstawowych zagadnień i narzędzi. Nie chcąc też, co książkę powtarzać tych samych informacji (ani tym bardziej ich spłycać, przedstawiając je w zbyt dużym skrócie), najpierw stworzyłem "Praktyczny poradnik rozwoju duchowego", który służy jako baza pod tą i kolejne książki. Jeśli masz podstawową wiedzę o tym, czym jest podświadomość, jak afirmować i medytować, czym jest Bóg, jak działa karma, itd., to możesz spokojnie przejść do dalszej lektury. Jeśli nie, myślę że wciąż będziesz w stanie przyswoić większość materiału, ale pewne koncepty mogą być dla ciebie nie do końca jasne. Polecam wtedy sięgnąć po wspomniany poradnik i uzupełnić wiedzę, która pomoże ci spojrzeć na niektóre zagadnienia z szerszej perspektywy.

Najważniejszą częścią książki, na co wskazuje już sam tytuł - są fundamentalne aspekty zdrowej relacji ze sobą. W końcu, jeśli chcesz mieć naprawdę dobrą samoocenę, to warto by było wiedzieć, na czym dokładnie polega jej przejawianie. Niestety, dość ciężko o dobre przykłady z naszego otoczenia, jako że na poziomie społeczeństwa wciąż nam daleko do tych naprawdę dobrych wzorców. Mało tego, na każdym kroku wtłacza się nam do głowy różne ograniczające schematy, które są efektem niskiej świadomości, więc bardzo łatwo można się w tym wszystkim pogubić. Aby ułatwić ci rozpoznanie pewnych schematów, opisałem więc również typowe obciążenia samooceny oraz normy społeczne, które często warunkują naszą relację ze sobą. Prócz tego będziesz miał okazję dowiedzieć się m.in. jak kształtuje się osobowość (abyś lepiej zrozumiał procesy, które wpłynęły na to, z czym się utożsamiasz) czy w jaki sposób poprawić komunikację ze swoim wnętrzem. Zrozumienie i uzdrowienie ułatwią ci liczne przykłady, ćwiczenia, afirmacje i testy skojarzeń.

Życzę ci więc miłej lektury i sukcesów w otwieraniu się na siebie prawdziwego!

Moja osobowość

Każdy człowiek - niezależnie od tego, czy tego chce, czy nie - posiada cały szereg wyobrażeń na swój temat. Świadomie możesz się w ogóle nie zastanawiać nad tym, kim jesteś, ale ostatecznie i tak z czymś się utożsamiasz. Coś o sobie wyobrażasz. Wierzysz, że pewne rzeczy są dla ciebie możliwe, a inne już nieosiągalne. Widzisz siebie w konkretnych rolach, które przynoszą ci dumę lub powód do wstydu. Patrzysz na siebie w odbiciu lustra, a twój umysł analizuje i ocenia to, co ma przed sobą. Mało tego - inni robią to samo w stosunku do ciebie - oceniają cię i reagują na twoje przejawianie się w określony sposób, a ty pewną część tych ocen wyłapujesz i bierzesz do siebie.

Na tym wszystkim buduje się twoja osobowość, czyli inaczej mówiąc - cały zbiór przekonań dotyczących twojego własnego "ja". Nawet jeśli świadomie cię to niespecjalnie interesuje, podświadomie wciąż szukasz odpowiedzi na pytania: Kim jestem? Czym jest moja dusza? Na co zasługuję? Co mogę? Czego nie mogę? Co jest dla mnie dobre? Czy jestem dobry? Czy jestem w porządku? Czy jestem wystarczający? Czy to, co robię jest wystarczające? Takich pytań są setki w twojej głowie. Im bardziej jesteś oderwany od czucia siebie prawdziwego, tym większy czujesz przymus wewnętrzny, aby ciągle szukać potwierdzenia różnych wyobrażeń na swój temat. Przyjmuje to z reguły postać zachłanności na cudze opinie, a także ciągłego analizowania i opierania swojej samooceny na bazie wszelkiego rodzaju uwarunkowań, np. zarobków, powodzenia w miłości, wyglądu i tego typu rzeczy. Co to jednak znaczy "czuć siebie prawdziwego"? Aby to zrozumieć, musimy wprowadzić rozróżnienie na to, co prawdziwe i sztuczne w tobie.

Sztuczną częścią twojej osobowości (w duchowości nazywamy to ego) będzie wszystko to, z czym się utożsamiasz, ale co opiera się na zakłamaniu, błędnych wnioskach i wszelkich uwarunkowaniach. Nie jest to więc obiektywna prawda o tobie, choć na tu i teraz wydaje ci się, że nią jest. Możesz np. wierzyć, że jesteś głupi, ponieważ tak powtarzała ci sfrustrowana matematyczka w szkole podstawowej. Nie jest to jakaś prawda objawiona o twoim umyśle, a zwykła opinia jednego człowieka, którą przyjąłeś i uznałeś za swoją. Możesz też wierzyć, że jesteś nieatrakcyjny, ponieważ masz kluchowaty nos. Tutaj znowu nie jest to obiektywna prawda (w końcu nie ma uniwersalnych, jedynych słusznych kanonów piękna), a twoja subiektywna ocena uwarunkowana konkretnymi wyobrażeniami. Wyobraź sobie jednak, że w alternatywnej rzeczywistości jesteś wciąż tym samym człowiekiem, ale za to pani matematyczka nagle zaczęła zachwalać twoją inteligencję na każdym kroku, a internetowi influencerzy ogłosili kluchowate nosy najbardziej atrakcyjnym zjawiskiem sezonu. W tobie nic się nie zmieniło, a nagle z brzydkiego i głupiego, zamieniłeś w atrakcyjnego i mądrego. To tylko pokazuje jak bardzo zewnętrzne uwarunkowania jedynie próbują narzucić ci pewien obraz siebie, ale realnie nie zmieniają tego, kim jesteś.

W świecie zewnętrznym nigdy nie znajdziesz prawdy na swój temat!

Swoje prawdziwe ja (które nazywam też Boską naturą) poznajesz poprzez uczucia wyższe oraz czyste, świadome i niczym nieuwarunkowane doświadczanie siebie (na co pozwala przede wszystkim praktyka medytacyjna). Wypływa to więc z obcowania ze swoim duchowym wnętrzem, a prawda o tobie, którą poznajesz w ten sposób, jest całkowicie niezależna od tego, jak się przejawiasz, co osiągnąłeś, w co wierzysz czy z czym się utożsamiasz. Niezależnie od tego, kim jesteś i jak się przejawiałeś do tej pory, z całą pewnością mogę też powiedzieć, że twoja natura jest czysta, piękna, niewinna, wartościowa i przepełniona miłością. Taka jest bowiem Boska natura każdego człowieka, a wszelkie odchylenia od tej normy wynikają jedynie z niepełnej samoświadomości, pogubienia i odcięcia od siebie. Uzyskanie pełnej świadomości siebie i odkrycie wszystkich aspektów swojej Boskiej natury jest długotrwałym procesem. Jest to też tak naprawdę główny cel rozwoju duchowego, ponieważ to właśnie ty prawdziwy jesteś sednem twojej własnej duchowości. Nie urzeczywistniasz świata ani innych istot, ale właśnie siebie. W twojej duchowości więc zawsze będzie chodziło o ciebie i jakimkolwiek tematem byś się nie zajmował, wszystko prędzej czy później sprowadza się do twojej samoświadomości.

Możesz zadać sobie pytanie: "A co to za różnica, czy moje dobre samopoczucie jest sztucznie uwarunkowane, czy wypływa z duchowej świadomości, skoro w obu przypadkach czuję się dobrze?". Możesz czuć się ze sobą naprawdę świetnie i mieć bardzo dobre mniemanie o sobie, ale jeśli jest to sztucznie uwarunkowane, wiążą się z tym bardzo nieprzyjemne konsekwencje. W takim wypadku stajesz się bowiem niewolnikiem tych zależności, które sobie zbudowałeś, a to może kosztować cię dużo nerwów i napięć. Możesz czuć się lepszym obywatelem, ponieważ zrobiłeś karierę na prestiżowym stanowisku, ale co zrobisz, gdy w wyniku zmian gospodarczych czy technologicznych twój zawód przeminie i nie będzie dłużej potrzebny? Cała samoocena, którą na tym zbudowałeś runie niczym domek z kart i zostaniesz z niczym - nie tylko bez pracy, ale również bez wewnętrznej mocy, która pozwoliłaby ci uporać się z tą sytuacją. Świat ulega nieustannym przemianom, więc warunkowanie swojej wartości na jakichkolwiek zewnętrznych czynnikach, na dłuższą metę nigdy nie będzie dobrym pomysłem. Majątek można stracić, uroda przemija, a większość tego, co stworzysz czy osiągniesz w świecie zewnętrznym, nie przechodzi z tobą do kolejnego wcielenia. To, co z tobą zostaje na zawsze, to twoja świadomość i urzeczywistnienie, dlatego właśnie w ten obszar warto inwestować. Poszerzając swoją świadomość i uzdrawiając swoje wnętrze, tworzysz trwały, stabilny i bezpieczny fundament swojego ja. To daje niesamowity spokój ducha, ponieważ cokolwiek by się nie działo na zewnątrz, choćby się paliło i waliło, ty pozostajesz świadomy swojej prawdziwej wartości. Możesz stracić wszystko, ale wciąż doświadczasz pięknej prawdy o siebie - nikt i nic nie może ci tego zabrać, ani zburzyć. Czy nie brzmi to wspaniale?

Kolejnym argumentem, którzy przemawia za urzeczywistnianiem samoświadomości jest fakt, że dosłownie wszystko, co kreujemy w swoim życiu, opiera się na fundamencie relacji ze sobą. Niezależnie czy chodzi o twoje zdrowie, finanse, związki czy cokolwiek innego - twoja samoocena zawsze będzie miała ogromny wpływ na jakość tego, co sobie kreujesz i czego doświadczasz. Możesz mieć całkiem pozytywne oczekiwania w podświadomości na temat pieniędzy i zarabiania, a mimo to kompletnie sobie nie radzić z tematem właśnie z powodu niskiej samooceny. To działa też na szczęście w drugą stronę. Jeśli porządnie zadbasz o dobrą relację ze sobą, to ona będzie pozytywnie przebijać się nawet tam, gdzie masz dużo ograniczających przekonań i wyobrażeń. Na swojej duchowej drodze powinieneś więc zawsze mieć na uwadze temat samooceny i relacji ze sobą, starając się wplatać te elementy w każde zagadnienie, którym się zajmujesz. Niezależnie od tego czy twoim celem jest wyzdrowieć, zarobić czy poznać cudowną kobietę - jest dużo łatwiej, gdy robisz to w poczuciu "kocham siebie, więc chcę o siebie zadbać i dać sobie wszystko, co najlepsze".

Czy mogę się zmienić?

Niezależnie od tego, czy jesteś 19-latkiem, czy już dawno przekroczyłeś 60-tkę, możesz mieć bardzo silne przekonanie, że jest już za późno, aby zmienić pewne rzeczy w swoim życiu. Może przeżyłeś tak wiele, albo doświadczyłeś tak okropnej traumy, że nie wyobrażasz sobie, aby cokolwiek dało się z tym zrobić. A może po prostu wydaje ci się, że jesteś zbyt głupi, uparty czy ograniczony, aby móc dokonać większych zmian w swoim wnętrzu. To nieważne, co sobie wyobrażasz - prawda jest taka, że można uzdrowić i zmienić absolutnie wszystko, co jest sprzeczne z naszą prawdziwą naturą. Jeśli pewne rany są zbyt bolesne dla ciebie, aby je ruszać - możesz najpierw popracować nad radzeniem sobie z emocjami. Jeśli czegoś za bardzo się boisz - możesz ruszyć temat bezpieczeństwa. Jeśli jesteś zbyt uparty, to odkrywaj w sobie pokłady naturalnej elastyczności i akceptacji. Jeśli czujesz się niedostatecznie dobry, warto przyłożyć się do tematu samooceny. Jeśli uważasz, że nie zasługujesz na nic dobrego i powinieneś być karany za swoją przeszłość - zawsze można spojrzeć na to wszystko z szerszej perspektywy i odkryć niewinność w dążeniu do tego, co dobre i korzystne. Obojętnie w jak tragicznym położeniu byś nie był i jak źle by z tobą nie było, zawsze jest coś, za co można się zabrać, a co będzie tym pierwszym krokiem do wyjścia z własnych problemów i ograniczeń. To mogą być długie, żmudne i bolesne procesy, ale zawsze da się coś zrobić.

Jeśli uważasz, że konkretnie tobie nie da się już pomóc i nie istnieje nic, co by to zmieniło, to bądź chociaż uczciwy wobec siebie i świata, przyznając, że po prostu sam sobie nie chcesz tego dać. Mogę to powiedzieć z całą pewnością, ponieważ technicznie rzecz biorąc nie starczyłoby ci całego życia na to, aby wypróbować wszelkie możliwe opcje. Nie ma więc takiej możliwości, abyś realnie spróbował wszystkiego, aby ogłosić, że NIC nie jest w stanie ci pomóc. Zwyczajnie nie ma takiej możliwości. To, co naprawdę dzieje się w takich przypadkach, to albo zamknięta postawa od samego początku, gdzie pielęgnowanie swoich ograniczeń jest ważniejsze od uzdrowienia, albo po prostu zbyt szybkie poddanie się, wynikające z ulegania swoim ograniczającym myślom i emocjom. Pierwszy przypadek sobie nie pomoże, dopóki nie dojdzie do granicy własnego cierpienia, aby otrzeźwieć i zmienić priorytety oraz motywacje. Drugi potrzebuje nabrania dystansu do swoich myśli i emocji oraz zaufania, że to są tylko sztuczne konstrukty, które można uzdrowić, a nie prawda objawiona. Jeśli wierzysz bezgranicznie głosowi swoich ograniczeń, lęków i słabości - z góry jesteś przegrany. To niezwykle ważne, aby nauczyć się podważać nawet to, co wcześniej było najbardziej oczywistą prawdą na twój temat. Wątp, podważaj, analizuj, sprawdzaj, badaj, obserwuj, próbuj, medytuj. To właśnie te wszystkie działania wybijają podświadomość z betonu, w którym tak silnie się osadziła i zmuszają ją do przewartościowania pewnych rzeczy w sobie. Im bardziej się w to wszystko zaangażujesz i im więcej elastyczności w czuciu i myśleniu sobie dasz, tym łatwiej zaczniesz zauważać luki w tym, co wydawało się logiczną i oczywistą prawdą na twój temat.

To, co ułatwia wprowadzenie zmian w sobie, to fakt, że wszelkie negatywne i ograniczające wzorce zawsze są oparte na zakłamaniu, błędnych wnioskach, traumach czy innych sztucznych czynnikach. Cokolwiek by to nie było, gdy już to zbadasz i dogłębnie poznasz, sam przyznasz przed sobą, że nie ma sensu, aby to dalej podtrzymywać. W gruncie rzeczy odróżnienie prawdy od kłamstwa na swój temat jest bardzo proste, ale tylko pod warunkiem, że najpierw damy sobie przestrzeń do podważenia starych wzorców i nieuprzedzonego zbadania prawdy na dany temat.

Warto również wspomnieć o zjawisku zrzucania odpowiedzialności za swoje problemy, co tyczy się przede wszystkim ludzi, którzy czują się ofiarami czyjegoś traktowania (najczęściej rodziny lub partnerów w związku). Takie osoby podchodzą do sprawy na zasadzie: "U mnie ojciec dużo pił, robił awantury i generalnie zniszczył mi samoocenę, więc teraz jestem skrzywiony i nic z tym już nie zrobię". Dobrze jest być świadomym tego, co konkretnie nas ukształtowało w taki, a nie inny sposób, ale to nie oznacza, że to, co się dokonało jest trwałe. Potrzeba przekonywania siebie i otoczenia do tego, że nie da się już nic z tym zrobić jest tylko emocjonalnym zafiksowaniem, które można uzdrowić. Powody takiego stanu rzeczy mogą być różne, ale najczęściej będzie to bardzo silna potrzeba pokazaniu katowi (i/lub światu) jak bardzo ten nas skrzywdził i bezpowrotnie złamał. Szczególnie silne jest tu o osób, których krzywda nie została nigdy wprost uznana (nikt się nie przyznał, nie przeprosił, a może wręcz wmawiał ci, że jesteś wariatem, że to się nie wydarzyło, że jesteś przewrażliwiony). Nie możesz więc sobie po prostu poradzić i wyjść z tych problemów, ponieważ to byłoby potwierdzenie, że rzeczywiście nic takiego się nie stało, skoro sobie poradziłeś. A emocje krzyczą, że przecież stało się! I to dużo! Nie może to wszystko katowi ujść na sucho! On musi wiedzieć, jakim jest złym człowiekiem! Dopóki więc nie poradzisz sobie z tymi konkretnymi emocjami, dopóty nie będziesz chciał sobie pozwolić na uzdrowienie, co będzie skutkować bardzo silnym poczuciem, że nie da się nic zrobić. Niestety, dopóki sam się na to nie godzisz, to rzeczywiście się nie da. W tym konkretnym przypadku będziesz musiał zadbać przede wszystkim o takie elementy jak samodzielne uznanie swoich krzywd (bez czekania na "łaskę" kata), odpuszczenie sobie potrzeby zemsty, ukarania czy ujawnienia kata, odpuszczenie sobie próby dostania od kata tego, czego nie chciał i nie potrafił nigdy dać (trzeba odpuścić sobie fantazje o tym, jak to kat rozumie swoje winy i zmienia się na lepsze). Generalnie trzeba się skupić na sobie, zwracając sobie wolność psychiczną i emocjonalną od osoby kata, z jednoczesnym przekierowaniem uwagi na zaspokojenie swoich braków w taki sposób, który jest zdrowy, realistyczny i korzystny.

Jeśli więc pracujesz nad sobą lub próbujesz pracować i nic z tego nie wychodzi, musisz zapytać sam siebie: "Jaki mam interes w tym, aby tkwić w moich ograniczeniach?". Podświadomość musi widzieć jakiś sens w tym, skoro tak funkcjonuje. W takim wypadku dla ciebie najważniejszą rzeczą na świecie będzie odkrycie, o co tam chodzi, ponieważ z wewnętrznym sabotażystą daleko nie zajdziesz. Ciężko osiągnąć coś więcej, gdy jedna część ciebie coś buduje, a druga jednocześnie polewa to benzyną i podpala. Szukaj więc odpowiedzi, drąż temat, próbuj rozmawiać ze sobą, korzystaj ze wsparcia z zewnątrz - rób wszystko, co jesteś w stanie, aby jakoś to rozpracować. Da się to rozgryźć, trzeba tylko szczerze chcieć i działać na tyle, na ile się potrafi, reszta to już kwestia czasu.