Gabinet doktora Spinozy - Sosuke Natsukawa

Kup ebooka

49.99 zł
44.99 zł (49,99 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Rozdział 1

Jaszczurzec chiński

Było wczesne letnie popołudnie.

Słońce prażyło tak mocno, jakby miało zaraz spalić poczerniałe dachówki, a w starych, cichych zakątkach dawnej stolicy w rozgrzanym powietrzu migotały miraże.

Woda, którą o świcie starannie spryskano ulice, całkowicie wyschła, a czarny asfalt odbijał matowy blask. Przechodnie przemykali blisko domów, szukając schronienia przed upałem pod okapami dachów, i nawet koty spoglądające przez szczeliny w drewnianych kratach mrużyły zmęczone oczy.

Mimo popołudniowej pory w dzień powszedni wokół panowała cisza, ponieważ okolica była spokojną dzielnicą mieszkalną położoną nieco w głębi miasta w stosunku do głównej arterii komunikacyjnej. Obszar w pobliżu Świątyni H?k?ji gęsto zabudowano domami i apartamentowcami. W ciągu dnia poza porannymi i wieczornymi godzinami szczytu ruch uliczny wyraźnie zanikał. Jedynie od czasu do czasu po wąskiej drodze przejeżdżał kurier na rowerze rozwożący paczki.

W jednym z zakątków tej spokojnej dzielnicy Tetsur? Omachi przyłożył stetoskop do klatki piersiowej pacjenta.

- Nic się nie zmieniło, panie Sakazaki - stwierdził ze spokojem, odsuwając przyrząd od chudej piersi chorego.

Mężczyzna, do którego lekarz się zwrócił, leżał pod cienką letnią kołdrą i z trudem poruszał zapadniętymi policzkami.

- Powiada pan, że nie ma u mnie żadnych zmian, jednak długo już tak nie wytrzymam, prawda, doktorze? Został mi miesiąc lub dwa, tak?

W odpowiedzi na to nieco może zbyt dociekliwe pytanie Tetsur? podrapał się po włosach, w których było więcej siwizny, niż można by się spodziewać po jego wieku, i odpowiedział, starając się przybrać chłodny, rzeczowy ton:

- Zawsze powtarzam, że nie ma nic mniej wiarygodnego niż prognoza lekarza. Przez lata przyjąłem niezliczoną rzeszę chorych, lecz ani razu nie udało mi się dokładnie przewidzieć czasu, jaki pozostał pacjentowi. - Kiedy Tetsur? trochę w pośpiechu chował stetoskop do małej torby lekarskiej, dobiegł go chłodny dźwięk, który zdawał się odgłosem dzwonków wiatrowych wiszących gdzieś na werandzie. W prostym pokoju o powierzchni ośmiu mat[1] drzwi sh?ji były całkowicie zasunięte, a klimatyzacja włączona, ale ponieważ był to stary dom, wiatr przenikał go na wskroś. - Stan osób, którym pozostało kilka miesięcy życia, często pogarszał się w ciągu tygodnia, podczas gdy te, którym pozostało mniej niż sześć miesięcy, niejednokrotnie żyły nawet ponad rok.

W odpowiedzi na tę wygłoszoną spokojnym głosem uwagę lekarza prowadzącego pacjent, z gorzkim uśmiechem na twarzy, zapytał:

- Nie da się tego przewidzieć, prawda?

- To naprawdę nieprzewidywalne - potwierdził Tetsur?, zapisując swoje obserwacje na wyjętej karcie choroby.

Yukio Sakazaki, siedemdziesiąt cztery lata, mężczyzna, diagnoza: rak żołądka, stadium IV.

Występują liczne przerzuty do wątroby, pojawiła się również żółtaczka. W zeszłym roku pacjent przeszedł chemioterapię, ale dotkliwe skutki uboczne, w tym nudności, spowodowały, że poprosił o zaprzestanie leczenia. Od tego czasu minęło pół roku. Obecnie pacjent porusza się powoli po domu, prowadząc codzienne życie i przyjmując swojego lekarza Tetsur?. Chociaż odwiedziny te nazywane są wizytami domowymi i odbywają się co dwa tygodnie, polegają jedynie na badaniu fizykalnym i krótkiej rozmowie.

- Ojcze[2], znowu sprawiasz kłopot doktorowi Machiemu? - Radosny głos należał do żony Sakazakiego, która pojawiła się w pokoju wyłożonym tatami.

Meiko Sakazaki weszła z tacą z napojami. Jej pulchna sylwetka stanowiła wyraźny kontrast z wyglądającym niczym skóra i kości mężczyzną.

- Nie chcę mu sprawiać kłopotu. Proszę tylko, by kiedy nadejdzie mój czas, pozwolono mi odejść tutaj, na tych matach tatami.

- No już, przestań, takie gadanie przynosi pecha... Mówi się, że choroba pochodzi z umysłu, prawda? Jeśli stracisz ducha, to tylko przyspieszysz nadejście końca. Prawda, doktorze? - W słowach Meiko dało się wyczuć po trosze współczucie, zirytowanie i spokojną rezygnację, a jednak brzmiały raczej szczerze. Biła z nich również siła kogoś, kto z oddaniem wspiera chorego męża.

- Tak, z pewnością ma pani rację - odpowiedział Tetsur?, po czym skierował wzrok na południową ściankę sh?ji, skąpaną w jasnym świetle słonecznym.

W jej dolnej części znajdował się przeszklony panel, z którego można było podziwiać mały ogród o powierzchni dwóch tsubo[3]. Widok był skadrowany tak, że otoczony żywopłotem ogród z roślinami doniczkowymi wydawał się zaskakująco przestronny. Jeden z jego narożników wyróżniał się różowofioletowym odcieniem późno kwitnących piwonii o intensywnym zapachu.

- W porannych wiadomościach mówili, że tego lata będzie znacznie cieplej - powiedziała Meiko Sakazaki.

- Na to wygląda. W przyszłym tygodniu odbędą się wstępne uroczystości przed festiwalem Gion, spodziewamy się więc jeszcze większej liczby osób z udarem cieplnym. Na oddziale wciąż dyskutujemy o tym, jak i gdzie je przyjmować.

- Trzeba uważać. Nie chciałbym, żeby przez ten upał capnął mnie ponury żniwiarz.

- Racja, ale... - Tetsur? przerwał, lecz po chwili kontynuował: - Kostucha będzie miała tego lata sporo pracy. Wątpię, żeby sięgnęła po pana, panie Sakazaki.

Meiko zachichotała cicho na te słowa.

- W takim razie obawiam się, że dalej będziemy kłopotać pana doktora. Bardzo przepraszamy.

Kobieta z głośnym brzdękiem postawiła szklane kubki na niskim stoliku obok, po czym dołożyła małe talerzyki z celadonu. Chłodna zielona herbata i przekąski w postaci warabi mochi pogłębiały letnią atmosferę.

- Proszę, może pan skosztuje? Mąż nie je, więc wszystko zjadam sama i coraz bardziej tyję.

Tetsur? skłonił się w milczeniu, po czym nabrał warabi mochi wykałaczką i wziął kęs. Rozpływająca się w ustach konsystencja mochi i słodycz syropu z czarnego cukru zapewniły mu chwilę wytchnienia od upału. Meiko nieśmiało zaproponowała mu kolejną porcję, wiedząc, że z lekarza jest niezły łasuch na słodycze. Po prawie czterech miesiącach wizyt domowych takie rzeczy robią się oczywiste. Trudno stwierdzić, czy swobodne sięganie po słodkości przy łóżku pacjenta to właściwy odruch, ale z pewnością nie jest naturalne, aby stawać się coraz bardziej poważnym i oschłym w miarę postępu choroby. Tetsur? raczej starał się nie zmieniać swojego nastawienia w zależności od stanu chorego. Przecież w oczach pacjenta kolory świata nie zmieniały się tylko dlatego, że rak przeszedł ze stadium trzeciego do czwartego.

Gdy ponownie zabrzmiały dzwonki wiatrowe, Sakazaki usiadł, jakby przyciągnięty ich dźwiękiem.

- Mimo wszystko lekarzom udającym się na wizyty domowe w takim upale pewnie jest bardzo ciężko. To musi się odbijać na zdrowiu.

- O czym ty mówisz, ojcze? - wtrąciła się natychmiast Meiko. Poruszyła lekko ręką, wkładając kawałek warabi mochi do ust. Najwyraźniej pani Sakazaki również miała ogromną słabość do słodyczy. - Niegrzecznie jest wrzucać lekarza do jednego worka z nami, staruszkami. On nie jest taki jak my, staruchy.

- Nawet jeśli, to nasz doktor przecież też nie jest jakimś smarkaczem. Po czterdziestce wytrzymałość nagle spada. Prawda, doktorze?

- Jeszcze nie skończyłem trzydziestu ośmiu lat - mruknął pod nosem Tetsur?, po czym głośniej dodał: - Cóż, mam dopiero trzydzieści osiem lat!

Para mimowolnie wymieniła spojrzenia.

- Proszę się nie przejmować. Wielu ludzi zakłada, że jestem starszy. - Tetsur? uśmiechnął się i ponownie lekko przesunął ręką po włosach. Było w nich sporo siwych pasm. Choć niezauważalna z daleka, z bliska ta przedwczesna siwizna stawała się dobrze widoczna, a pochodziła jeszcze z czasów, gdy był studentem medycyny. W rezultacie zawsze wyglądał na osobę znacznie starszą, niż był w rzeczywistości.

Jednak Tetsur? nie przejmował się tym zbytnio. W jego zawodzie postarzający wygląd niekoniecznie był wadą, stąd też mało komu zdradzał swój wiek.

- Ojej - mruknęła Meiko.

Wyglądała na zakłopotaną. Nagle telefon komórkowy zadzwonił głośno w torbie lekarskiej Tetsur?. Lekarz odebrał, coś potwierdził, udzielił krótkiej odpowiedzi, po czym się rozłączył.

- Wzywają pana?

- To ze szpitala, przepraszam. - Tetsur? wstał, nie okazując większego pośpiechu. - Wpadnę ponownie za dwa tygodnie. Jeśli coś się wydarzy, proszę w dowolnym momencie kontaktować się z pielęgniarką środowiskową. One natychmiast wszystko mi przekazują. Żeby pan nie musiał się męczyć, gdy pojawi się ból.

Lekarz włożył torbę pod pachę, skłonił głowę na pożegnanie, po czym skierował się do wyjścia.

Kiedy Meiko odprowadzała doktora do drzwi, zdjął biały fartuch, włożył go do torby lekarskiej i wyszedł na zewnątrz. Natychmiast uderzyło go intensywne światło słoneczne. Osłaniając oczy dłonią, spojrzał w górę i zobaczył majestatycznego cumulonimbusa stojącego wysoko na południowym niebie.

- Zbiera się na popołudniową burzę? - Chociaż Tetsur? wypowiedział te słowa nonszalancko, to wcale nie martwiła go nadchodząca popołudniowa ulewa, lecz stan Sakazakiego.

Minęło kilka miesięcy od zakończenia chemioterapii. Sakazaki nie miał apetytu i szybko tracił na wadze. Mówiąc wprost - przetrwanie tego lata będzie dla niego trudne.

Lekarz rozejrzał się i pod okapem po przeciwnej stronie ulicy dostrzegł starszego mężczyznę w słomkowym kapeluszu, siedzącego z papierosem w zębach na składanym krzesełku i obserwującego ulicę. Nigdy nie zamienili ze sobą słowa, ale za każdym razem, gdy Tetsur? opuszczał dom Sakazakiego, tamten mężczyzna - z niezmiennie nieprzyjaznym, surowym wyrazem twarzy - podnosił prawą rękę w geście pożegnania.

Pod drewnianym płotem w pobliżu kołysały się intensywnie zielone i białe kwiaty jaszczurca chińskiego. Ich czyste białe liście i słodko wyglądające kwiaty stanowiły uroczy kontrast z surowym zachowaniem starca, co wywołało uśmiech na twarzy lekarza.

Tetsur? z szacunkiem skinął głową staruszkowi, po czym wrzucił swoją torbę lekarską do koszyka roweru zaparkowanego pod drewnianym płotem. Następnie chwycił kierownicę i nacisnął pedały.

Tetsur? Omachi to internista praktykujący w Kioto.

Nie był czystej krwi Kiotyjczykiem. Urodził się w Tokio, studia medyczne również ukończył w swoim rodzinnym mieście, ale po różnych perypetiach około sześciu lat temu przeniósł się do Kioto.

Chociaż zbliżający się do czterdziestki doktor znajdował się w szczytowym okresie swojej kariery medycznej, miejscem pracy Tetsur? nie był duży szpital, w którym mógłby poświęcić się doskonaleniu zaawansowanych metod leczenia lub szkoleniu ciągle napływających stażystów. Przeciwnie, był to mały lokalny ośrodek w centrum miasta.

Po opuszczeniu domu państwa Sakazakich Tetsur? zjechał w dół głównej ulicy pod prażącymi nieubłaganie promieniami słońca, po czym przekroczywszy rzekę Kamo, podążał dalej krętymi, wąskimi uliczkami.

Lato w Kioto bywa gorące.

Otoczone wodami rzek Kamo, Katsura i Uji, uwięzione w terenie przypominającym kotlinę - tegoroczne lato nie miało nic wspólnego z elegancją i urokiem. Było raczej duszące, a wilgotność i upał zdawały się gęste i przytłaczające.

Tetsur? pedałował na rowerze przez rozgrzany miejski krajobraz, a pot spływał mu po czole drobnymi strużkami.

Po przejechaniu wyjątkowo szerokiej ulicy Goj? przed oczami lekarza rozpostarły się węższe uliczki o staroświeckich nazwach, takich jak Takatsuji, Matsubara i Manj?ji. Eleganckie, nowoczesne apartamentowce stały pomiędzy wąskimi domami pokrytymi lakierowaną na czarno drewnianą kratą, a całkiem nowe budynki z lokalami użytkowymi górowały nad okazałymi japońskimi willami. Przy bramie z drewna stał sklep z buddyjskimi akcesoriami zasłonięty kotarą noren, w pobliżu widać było kawiarnię z przeszkloną fasadą, dalej sklep z miso, z otynkowanymi ścianami, za nim zaś mieściła się apteka z czerwonej cegły. To łagodne współistnienie wytworów różnych epok wyznaczało charakter tego miasta.

Wkrótce wyłonił się wyblakły napis "Szpital Harada". Solidna czteropiętrowa bryła z żelbetonu, otoczona właściwie symbolicznym parkingiem, zdawała się przytłaczać niższe zabudowania w okolicy. Ośrodek specjalizował się w leczeniu chorób układu pokarmowego i mógł się poszczycić małym - z zaledwie czterdziestoma ośmioma łóżkami - oddziałem, obecnie rzadko już spotykanym. To było miejsce pracy Tetsur?.

Lekarz okrążył budynek i zaparkował rower przy stojaku dla pracowników.

Tuż obok znajdowało się wejście służbowe. Wspiąwszy się po trzech popękanych kamiennych stopniach, wszedł do klimatyzowanego budynku. Dostrzegł tam dobrze zbudowaną postać w białym fartuchu, która właśnie miała wchodzić na najbliższe schody, gdy odwróciła się w stronę Tetsur?.

- No proszę, proszę! Widzę, że kolega Machi wcześnie dzisiaj w pracy! - Pełen energii głos należał do Osamu Nabeshimy, doświadczonego chirurga.

Doktor Nabeshima, który pełnił również funkcję dyrektora szpitala, miał już ponad pięćdziesiąt lat, mógł się jednak poszczycić imponującą sylwetką, zupełnie niezdradzającą jego wieku.

- Przepraszam, miałem wizytę domową.

- W porządku. Doktor Ciudzio wspomniała, że ktoś przyjechał z krwotokiem z ust... To klient pobliskiego supermarketu. Ponoć nagle upadł i zaczął wymiotować krwią. Inny klient, który był akurat w pobliżu, zaniepokoił się i przywiózł go tutaj. Pacjent leży na oddziale ratunkowym.

- Czy jego parametry życiowe są stabilne?

Dzięki klimatyzacji pot na czole Tetsur? zdążył obeschnąć. Doktor wyciągnął biały fartuch i zaczął go wkładać, a recepcjonista odebrał od niego torbę lekarską.

- Ciśnienie krwi wynosi około dziewięćdziesięciu. Kiedy przywieziono go do szpitala, był całkowicie nieprzytomny, ale teraz powoli dochodzi do siebie dzięki kroplówce. Wygląda na to, że stracił dużo krwi, więc zleciliśmy transfuzję.

- Może to wrzód żołądka?

- Raczej zwykłe zatrucie alkoholowe.

Nagle po prawej stronie otworzyły się drzwi i pojawiła się drobna lekarka. Była to Aya Ciudzio, młodsza koleżanka Nabeshimy z oddziału chirurgicznego. Starsza od Tetsur?, ale lekarz nie znał jej dokładnego wieku. Za nią znajdował się oddział ratunkowy - ponad czupryną krótkich jasnych włosów doktor Ciudzio można było dostrzec krzątające się pielęgniarki.

Ciudzio wskazała kciukiem za siebie.

- Wygląda na to, że pił od południa i się zaprawił. Ma żółtaczkę, czuć też delikatny zapach amoniaku; prawdopodobnie cierpi na alkoholową marskość wątroby. Stan zaniedbany, nieleczony.

- Innymi słowy, doszło do pęknięcia żylaków przełyku, prawda?

- Właśnie. Dlatego do ciebie zadzwoniłam, Machi. Lepiej jak najszybciej zrobić endoskopię. Inaczej pacjent może umrzeć. - Przedstawiła tę przerażającą perspektywę chłodnym, rzeczowym tonem.

Drobna doktor Ciudzio była o głowę niższa od Tetsur?, który sam też nie był szczególnie wysoki. Gdy tak stała obok krzepkiego Nabeshimy, różnica wzrostu między nimi jeszcze bardziej się uwidoczniała, przez co lekarka sprawiała wrażenie wątłej. Jednak jej wiedza kliniczna i sprawność w niczym nie ustępowały starszym chirurgom. Co najwyżej brak powściągliwości sprawiał, że pani doktor wydawała się jeszcze bardziej przenikliwa.

Krwawienie z żylaków przełyku jest niebezpiecznym stanem, który u pacjentów z marskością wątroby często powoduje nagły silny krwotok. Jak powiedziała Ciudzio, nierzadko stan chorego gwałtownie się pogarsza i może dojść nawet do zgonu. Przy regularnych wizytach w szpitalu możliwa jest oczywiście profilaktyka, jednak tacy pacjenci notorycznie opuszczają wizyty, nadal piją alkohol i ostatecznie trafiają do szpitala, wymiotując krwią.

W każdym razie endoskopia leżała w zakresie kompetencji Tetsur?, który specjalizował się w gastroenterologii.

- Czy mogę ci to zostawić, Machi? Za chwilę mam na górze asystować dyrektorowi przy cholecystektomii.

- Ach, dzisiaj jest dzień operacyjny. Jasne, zajmę się tym.

- Dzięki.

Ciudzio pomachała do Tetsur? na pożegnanie, a jednocześnie jego uszu dobiegł gdzieś z połowy schodów tubalny głos dyrektora:

- No to co, Ayunia, słoneczko, idziemy kroić?

- Dyrektorze, chyba mówiłam panu, że zwracanie się w ten sposób do młodszej koleżanki w miejscu pracy jest obecnie uważane za seksistowskie.

- Racja, racja. Zbieramy się więc, generale?

- Jestem generałem broni. Proszę nie awansować mnie bez pozwolenia[4].

Podczas tej zaskakującej wymiany zdań dwoje chirurgów ruszyło schodami w górę.

Szpital Harada nie był dużym obiektem; na parterze mieściły się przychodnia i gabinet endoskopii, z kolei na pierwszym piętrze znajdowała się jedna sala operacyjna przystosowana do zabiegów w znieczuleniu ogólnym. Mimo niewielkich rozmiarów ośrodek zatrudniał anestezjologów z pobliskiego szpitala uniwersyteckiego i dzięki temu mógł operować pacjentów z kamicą żółciową i przepuklinami pachwinowymi, a czasami nawet chorych na raka żołądka lub jelita grubego.

Po pożegnaniu chirurgów Tetsur? udał się bezpośrednio na oddział ratunkowy. Znalazł tam mężczyznę w średnim wieku leżącego na noszach dokładnie w takim stanie, jak opisała to doktor Ciudzio - z żółtaczką i wymiotującego krwią.

- Pacjent to pan Shinjir? Tsuji, mężczyzna w wieku siedemdziesięciu dwóch lat. - Do Tetsur? podszedł właśnie Isamu Tsuchida, oddziałowy. Był to krępy mężczyzna w wieku około czterdziestu pięciu lat, który już od dawna pracował w Szpitalu Harada. Chociaż sam zdawał sobie sprawę ze swojego stale rosnącego obwodu w talii, jego brzuchata niczym u Hoteia[5] sylwetka z wiekiem wydawała się tylko dodawać pielęgniarzowi radości i serdeczności w sposobie bycia. Według Nabeshimy ten okrągły brzuch miał niezwykłą zdolność uspokajania napiętych sytuacji, choć oczywiście Tsuchida nie podzielał tej opinii. - Nawiasem mówiąc, pacjent nie miał przy sobie karty ubezpieczeniowej. Zweryfikowaliśmy jego tożsamość na podstawie nieważnego prawa jazdy znalezionego w portfelu. - Oddziałowy wskazał na stojący obok wózek.

Na lśniącym wózku ze stali nierdzewnej przy butelkach do kroplówki i sprzęcie do pobierania krwi leżały wysłużony portfel pacjenta i pożółkłe prawo jazdy. Jak powiedział pielęgniarz, straciło ono ważność wiele lat temu. Choć na przebarwionej fotografii dało się rozpoznać pacjenta, wyraźnie było widać, że jest ona bardzo stara. Na odwrocie prawa jazdy widniała równie wiekowa informacja o zmianie miejsca zamieszkania i nie było jasne, czy nadal jest to aktualny adres chorego.

- Nie ma żadnych innych rzeczy osobistych. W portfelu znajdowało się tylko około dwóch tysięcy jenów i karta z salonu pachinko. - Jako doświadczony oddziałowy Tsuchida zupełnie się tym nie przejął. Nie był to bowiem rzadki widok na SOR-ze małego miejskiego ośrodka.

- Moim zdaniem imię i data urodzenia pacjenta to i tak dużo. Mamy szczęście.

- Zgadza się. Wystarczy nam to. Natomiast ciśnienie krwi tego pana jest bardzo niezadowalające, prawda?

Tetsur? sprawdził puls chorego, spoglądając na monitor. Wartość skurczowa na poziomie około dziewięćdziesięciu wydawała się mocno niewiarygodna. Kiedy lekarz ponownie spojrzał na mężczyznę w brudnej koszulce na łóżku, dostrzegł, że ma on wokół brody grubą, ciemnoczerwoną plamę zaschniętej krwi.

- Słyszy mnie pan, panie Tsuji?

- A, tak... Słyszę pana. - Odpowiedź pacjenta była niejasna, jakby nie do końca rozumiał sytuację. - Co to? Jacyś ludzie tu chodzą. Co teraz ze mną...?

- To jest szpital. Szpital Harada.

- Ktoś już mi to mówił przed chwilą. Jest pan lekarzem? - Mężczyzna mrugnął, jakby dopiero zauważył biały fartuch Tetsur?.

- Panie Tsuji, wygląda na to, że zasłabł pan w sklepie podczas zakupów.

- Zemdlałem?

- Inny klient udzielił panu pomocy i przywiózł do nas.

- Naprawdę...

Podczas tej rozmowy Tetsur? żwawymi ruchami badał pacjenta. Sprawdził mu spojówki, zbadał brzuch, dotknął także stóp chorego. Stwierdził żółtaczkę i anemię, ponadto pulsujący ból brzucha sugerował wodobrzusze, a na grzbietach stóp widoczny był wyraźny obrzęk. Ciudzio miała rację, była to pełnoobjawowa marskość wątroby.

- O rany! - Tsuji wydał z siebie dziwny okrzyk, dostrzegając swoją prawą rękę, całą we krwi. - Co to? Czemu jest taka krwistoczerwona?!

- Proszę leżeć spokojnie, panie Tsuji. Stwierdziliśmy u pana hematemezę.

- Hemate...? - Tsuji otworzył szeroko oczy ze zdziwienia.

Opieszałość w każdym jego ruchu mogła wynikać z utrzymującego się działania alkoholu.

Tetsur? uruchomił leżący w pobliżu laptop i wyświetlił na jego ekranie wyniki badań krwi. Ukazała się seria jaskrawoczerwonych liczb potwierdzających wnioski z badania fizykalnego. Wykonano także dokładną tomografię komputerową jamy brzusznej, co świadczyło o profesjonalnym podejściu doktor Ciudzio. Tetsur? szybko poruszył myszką, sprawdzając obraz.

- No jasne, żołądek również jest wypełniony krwią...

- Co to jest ta hematemeza, doktorze?

- To znaczy, że wymiotował pan krwią... Ale przy poziomie hemoglobiny w granicach siedmiu to całkiem sporo jej pan stracił.

- Całkiem sporo? To wszystko ciemnoczerwone... Ja to wyplułem?

- Cóż, na to wygląda. Na pewno nie jest to moja krew.

Nie było to wystarczająco zabawne, żeby zostało potraktowane jako żart, jednak w zaistniałej sytuacji Tetsur? nie próbował też na siłę pocieszać pacjenta. Skupił się po prostu na wynikach tomografii komputerowej.

Tsuchida wtrącił się do rozmowy.

- Pan Tsuji wymaga transfuzji krwi i pilnej endoskopii.

- En-do-sko-pii?

- Wymaga pan pilnej gastroskopii, to badanie wykonywane poprzez wprowadzenie sondy do żołądka, rozumie pan?

- Gastroskopii? Po co, u licha?

Tetsur? podniósł wzrok znad terminala medycznego i kontynuował wyjaśnienia pielęgniarza:

- W pana przypadku istnieje ryzyko krwawienia z żołądka lub przełyku. Musimy to zbadać za pomocą endoskopu, ponieważ prawdopodobnie trzeba będzie wykonać zabieg, aby zatrzymać krwawienie.

- Hm... ale... - Na pożółkłym czole Tsujiego pojawiła się zmarszczka. - Nie mam pieniędzy. I co teraz będzie?

- Pieniądze, tak? - mruknął Tetsur?, spoglądając na Tsuchidę. Po czym dodał: - To nieważne.

- To nie jest w porządku. - Tsuchida szybko przerwał lekarzowi.

- Jeśli pacjent ma problemy finansowe, poprosimy o pomoc pracownika socjalnego, więc na razie nie ma powodu, żeby się tym martwić. W każdym razie nie odmówimy leczenia tylko dlatego, że pacjent nie ma pieniędzy.

Choroba nie wybiera swoich ofiar. A Tsuchida już tak miał, że zwykle się sprzeciwiał.

Nagle monitor zaalarmował wszystkich ostrym dźwiękiem. Ciśnienie krwi u pacjenta spadło poniżej osiemdziesięciu sześciu. Leniwa atmosfera na oddziale ratunkowym z miejsca prysła.

- Na razie podłączcie kolejną kroplówkę, na pełny przepływ.

Pielęgniarki natychmiast wykonały polecenie Tetsur?.

- Jak tylko dotrze krew, podłączcie transfuzję. Jeśli wcześniej ciśnienie krwi spadnie jeszcze bardziej, podajcie mu krew grupy zero bez sprawdzania zgodności. Czy sala do endoskopii jest gotowa?

- Gotowa.

- Proszę przygotować również zgłębnik SB na wszelki wypadek.

- Jasne.

- Pójdę się przebrać. Proszę mnie wezwać, jeśli coś się wydarzy.

I wtedy Tetsur?, który przez całą tę rozmowę utrzymał rzeczowy, chłodny ton, usłyszał głos Tsujiego.

- Doktorze, czy już po mnie...? - Wyglądało na to, że pacjent w końcu zrozumiał powagę sytuacji. Jego głos brzmiał teraz nieco poważniej.

- Powiem tak, kłamstwem byłoby twierdzić, że nie ma pan się czym martwić... - Tetsur? odwrócił się, lekko przeczesując włosy prawą ręką. - Cóż, na pewno wszystko będzie dobrze.

Bez dalszych ceregieli lekarz opuścił izbę przyjęć, pozostawiając rozbrzmiewające w powietrzu słowa otuchy, które zdawały się kompletnie nie pasować do tej naznaczonej krwią sceny.

Wskaźnik ciśnienia krwi na monitorze dalej pozostawał niski, a alarm wciąż dźwięczał. Jednak bez względu na sytuację Tsuchida i inni wykonywali swoje obowiązki - rejestrowali dane, komunikowali wyniki, podłączali kroplówki - bez pośpiechu i zamieszania. Panowało skupienie, nie było widać chaosu ani paniki. Scenę przepełniała atmosfera porządku.

Tsuji rzucił Tsuchidzie długie, niespokojne spojrzenie.

- Wiesz co, bratku...

- Jestem Tsuchida.

- Źle ze mną, prawda? Wcześniej tamta doktorka powiedziała, że mogę umrzeć...

- Wszystko będzie dobrze.

Odpowiedź była bardzo jasna. Tsuji wyglądał na zakłopotanego, lecz Tsuchida nie spuszczał wzroku z ekranu komputera.

- Doktor Machi nie pociesza nierokujących pacjentów na próżno. - Odkładając z trzaskiem terminal, pielęgniarz spojrzał na Tsujiego. - Wszystko jest w porządku.

Nie wiedzieć kiedy alarm ostrzegawczy przestał buczeć.

Trudno byłoby uznać odpowiedź Tsuchidy za pełną troski, ale mimo to uspokoiła ona pacjenta.

- To dość niezwykły szpital, prawda...?

- Tak, chyba tak. Często to słyszę - w odpowiedzi oddziałowego nie było słychać szczególnego entuzjazmu. Na jego okrągłych policzkach pojawił się za to lekki uśmiech, który jednak dość szybko zniknął.

Szpital Harada zatrudniał pięcioro lekarzy na pełny etat.

Chociaż było ich pięcioro, pełniący funkcję dyrektora zarządzającego Hyakuz? Harada zbliżał się już do siedemdziesiątki i obecnie zajmował się głównie kwestiami administracyjnymi, rzadko pojawiając się na pierwszej linii frontu. Leczenie kliniczne prowadziło więc tylko czworo lekarzy. Byli to Osamu Nabeshima i Aya Ciudzio z chirurgii oraz Tetsur? Omachi i Junnosuke Akishika z interny.

Tego popołudnia to właśnie Akishika odezwał się do Tetsur? na jego pager.

"Doktorze Machi, nie chcę przeszkadzać..."

Była piąta po południu. Tetsur? właśnie skończył kolonoskopię i miał zrobić sobie przerwę w sali konferencyjnej obok gabinetu endoskopii, kiedy to przyszła kolejna wiadomość.

"Mam pacjentkę z uszkodzeniem wątroby, której przypadek chciałbym skonsultować".

"Rozumiem. Zaraz będę, proszę chwilę zaczekać".

"Nie musi się pan spieszyć. Jestem na oddziale na drugim piętrze, dziękuję".

Gdy Tetsur? zakończył rozmowę, pojawił się Tsuchida, który wcześniej asystował przy endoskopii. Teraz niósł tacę z herbatą i słodyczami.

- A pan jak zwykle zapracowany, doktorze.

- Nie narzekam. Zdaje się, że nie muszę się martwić o bezrobocie nawet pomimo recesji.

- To prawda. Był pan na porannych wizytach domowych, w południe wezwano doktora do pilnej endoskopii pana Tsujiego, a potem od razu wykonywał pan popołudniowe badania, bez odpoczynku. Znajduje pan w ogóle chwilę, żeby złapać oddech?

Gdy pielęgniarz jeszcze mówił, Tetsur?, widząc tacę postawioną na stole, pochylił się lekko do przodu.

- Tsuchida, czy to nie są czasem ch?gor? mochi ze Świątyni Kitano?

- Zgadza się.

- Co to za okazja?

- Rano miałem sprawę do załatwienia w dzielnicy Shiraume w Kitano, więc wpadłem tam.

Gdy pielęgniarz to mówił, Tetsur? bez skrępowania sięgnął po śnieżnobiałe ciastko ryżowe.

- Kupiłem je specjalnie dla naszego zapracowanego doktora. Spodziewam się wdzięczności.

- Oczywiście. To przecież dzięki naszemu znakomitemu oddziałowemu wszystkie dzisiejsze zabiegi przebiegły nadzwyczaj sprawnie. Bardzo dziękuję! - Mówiąc to, Tetsur? wciąż przeżuwał, a lewą ręką już sięgał po kolejne ciastko.

Mochi wielkości piłeczek pingpongowych były jedną ze specjalności Świątyni Kitano Tenmang?. Ich śnieżnobiała otoczka i delikatne słodkie, przecierane nadzienie fasolowe smakowały wyśmienicie. Wykonane ze starannie wyselekcjonowanych naturalnych składników stanowiły genialne połączenie miękkiej otoczki, która delikatnie rozpływała się w ustach, i czystej, przejrzystej słodyczy nadzienia. Ciasteczka te były popularnym i poszukiwanym przysmakiem.

I były to ulubione mochi Tetsur?.

- Nie musi się pan tak spieszyć. Można je zjeść później, kiedy będzie miał doktor czas.

- Ten specjał należy przechowywać maksymalnie przez dwa dni. Spóźnisz się o pół dnia, a smak może się znacznie pogorszyć.

Tsuchida wyglądał, jakby miał już serdecznie dosyć wysłuchiwania takich kategorycznych opinii tego zagorzałego łasucha.

- Ale przecież wcześniej jadł pan te galaretki decchiy?kan z Nakatani, które dostał od pacjenta kilka dni temu, prawda? Naprawdę powinien się pan trochę powstrzymać, bo inaczej poziom cukru gwałtownie wzrośnie.

- E tam, uważać to ja zacznę, jak zrobi mi się taki brzuch jak u pana, Tsuchida. - Mówiąc to, Tetsur? wpakował sobie do ust kolejne ch?gor? mochi, po czym spokojnie wstał, patrząc wymownie na oddziałowego, któremu najwyraźniej zabrakło słów na takie dictum.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji

[1] Czyli około 13,2 m2. W Japonii tradycyjną miarą powierzchni wnętrz jest mata tatami (mata to około 1,65 m2). Wszystkie przypisy pochodzą od tłumacza.

[2] Japońscy małżonkowie często zwracają się do siebie z punktu widzenia dzieci: ojcze, matko, nawet gdy dzieci już dawno są odchowane i wyprowadziły się z domu.

[3] Czyli około 6,6 m2. W Japonii tradycyjną miarą powierzchni działek i ogrodów jest jednostka tsubo, równa dwóm matom tatami.

[4] Nieprzetłumaczalny żart słowny; nazwisko doktor Ciudzio oznacza również "generał broni". Dyrektor szpitala żartobliwie tytułuje ją taish?, generale, czyli stopniem wyżej niż ch?j?.

[5] Hotei (chiń. Budai) - popularna w chińskim folklorze niekanoniczna postać śmiejącego się Buddy z wielkim, gołym brzuchem.