Rozdział 3
lipiec
ZUZA
Klikam "Enter" i wysyłam przetłumaczony tekst do klienta, gdy nagle owiewa mnie fala gorącego powietrza, które wdziera się do kawiarni przez otwarte drzwi. Podnoszę głowę znad laptopa i przez chwilę czuję się niczym w filmie - wszystko dookoła zwalnia, dźwięki stają się nieco przytłumione, a oddech zamiera mi gdzieś w płucach. Przemyka mi przez głowę, że to sprawa upału, w końcu stałam niemal kwadrans na przystanku w pełnym słońcu. Potem zrzucam to na karb wypitych dwóch kaw, a trzeba Dużemu Wojtkowi przyznać, że zrobił je wyjątkowo mocne, jakby po znajomości nie żałował mi kofeiny albo wiedział, że ubiegłej nocy spałam niecałe pięć godzin i kawa to jedyne, co trzyma mnie przy życiu. Wiem jednak, że prawdziwym powodem mojego stanu jest mężczyzna, który właśnie wszedł do środka.
Szerokie plecy, włosy w nieładzie i lekko wilgotne na karku, dżinsy i koszulka poplamione farbą, no i szeroki uśmiech, który pojawia się na jego twarzy, gdy jego spojrzenie w końcu pada na mnie.
- Zuzik! - woła radośnie i unosi rękę w powitalnym geście, a w moim brzuchu coś podskakuje i łaskocze mnie od środka. Bezwiednie przykładam rękę do ciała na wysokości pępka, jakbym obawiała się, że to nieuzasadnione wewnętrzne poruszenie będzie dostrzegalne dla innych.
Tymczasem Grzegorz składa szybkie zamówienie przy kasie, a potem w kilku długich krokach przemierza kawiarnię i staje obok mojego stolika. Przez chwilę wygląda na nieco zdezorientowanego, jakby rozważał, czy powinien przywitać mnie uściskiem dłoni, przytuleniem, a może przybiciem wysokiej piątki. Przerywam tę niezręczność, lekko unosząc dłoń i posyłając mu uśmiech.
- Cześć - mówię. - Co za spotkanie!
- Co ty tu robisz? - pyta i niemal od razu kręci lekko głową i mityguje się. - To znaczy, świetnie cię widzieć, po prostu nie spodziewałem się, że cię tu spotkam.
- Umówiłam się z Zoją i Majką na lunch, to ich ulubiona kawiarnia w pobliżu biura - odpowiadam, jednocześnie pakując do torby laptop i notes, co pomaga mi unikać patrzenia Grześkowi w oczy. - Przyszłam trochę wcześniej, żeby dokończyć zlecenie i wypić słynną małą czarną Dużego Wojtka.
- Dużego Wojtka? - pyta Grzegorz, unosząc z zaciekawieniem brew.
- Kawiarnię prowadzi dwóch Wojtków i Majka nazywa ich Dużym i Małym. Szybko zorientujesz się, który jest który - odpowiadam z lekkim uśmiechem i zerkam w stronę lady, przy której kręci się wysoki wytatuowany barista oraz jego dużo niższy i starszy wspólnik.
- Chyba masz rację. - Grzesiek się szczerzy, a jego spojrzenie podąża za moim. - A ja właśnie zacząłem remont - wyjaśnia po chwili. - Wczoraj wynajęliśmy z Maksem małe biuro dwa budynki dalej.
- Czyli to już? Zaczynacie współpracę?
- Zaczynamy współpracę - potwierdza z wyraźnym zadowoleniem.
Na chwilę zapada między nami cisza. Nie mam już niczego do spakowania, a moja filiżanka jest pusta, nie mogę więc skryć się za nią. Ukradkiem zerkam na drzwi w nadziei, że pojawienie się przyjaciółek wybawi nas z zakłopotania. Na ogół nie jestem nieśmiała i potrafię zamienić kilka słów niemal z każdym, ale Grzegorz od zawsze stanowił wyjątek. Czuję się, jakbym znowu miała czternaście lat i Aleks przedstawiał mnie swojemu najlepszemu przyjacielowi w gorący, letni poranek, jeden z pierwszych po zakończeniu roku szkolnego.
- A Pola pewnie w przedszkolu? - zagaja w końcu Grzegorz.
- Tak, dzisiaj mają Dzień Szalonych Tańców, cokolwiek to znaczy - odpowiadam i uśmiecham się na wspomnienie kolorowej spódnicy, którą moja córka przygotowała sobie już wczoraj wieczorem. Podobno ta była najlepsza do kręcenia piruetów. - Pola stwierdziła, że to jej ulubiony dzień w roku, ale jestem prawie pewna, że to jakieś zmyślone święto.
Grzegorz śmieje się szczerze, rysy jego twarzy miękną, a oczy błyszczą jeszcze bardziej niż wcześniej, co podkreśla ich bursztynową barwę. Uwielbiam jego śmiech, od zawsze sprawiał, że czułam się bardziej rozluźniona, a jednocześnie poruszona, jakby za sprawą tego dźwięku coś we mnie budziło się niespodziewanie do życia. I choć minęło jakieś piętnaście lat, odkąd słyszałam go po raz ostatni, nic się nie zmieniło.
- Uwielbiam tę małą - mówi z radością, a w jego głosie pobrzmiewa szczerość. - Kilka dni temu urządziła u Zoi i Maksa koncert. Tematem przewodnim były piosenki z filmów o księżniczkach.
- Przepraszam cię za nią. - Lekko przewracam oczami, ale nie mogę powstrzymać rosnącego uśmiechu. - To dziecko ma niespożyte pokłady energii i odwieczne pragnienia bycia gwiazdą. Naprawdę nie wiem, po kim to odziedziczyła.
- Och, ja chyba wiem. Pamiętam, jak razem z Wiki nagrywałyście teledyski do różnych przebojów. Co to było, ten wasz ulubiony utwór? Chyba Black Eyed Peas?
- O nie - jęczę i zakrywam dłońmi twarz. - Czy możemy udawać, że nigdy tego nie widziałeś?
- Nie ma na to najmniejszych szans. Do tej pory lubię przypominać o tym Wiki. To dobrze robi na jej ego, jak za bardzo prawniczy.
Siostra Grzegorza kiedyś była jedną z moich najbliższych przyjaciółek. Połączyły nas zajęcia taneczne w domu kultury, które dla nas obu okazały się nietrafione - miałyśmy więcej zapału niż talentu i bardziej od słuchania poleceń instruktorki interesowały nas rozmowy o ulubionych zespołach i filmach. Po miesiącu obie zrezygnowałyśmy z zajęć, ale nie z naszej przyjaźni.
Przez całe liceum spotykałyśmy się regularnie, choć chodziłyśmy do różnych szkół, a potem Wiktoria wyjechała na studia, poznała tam swojego obecnego męża i nie wróciła już do rodzinnego domu. Nasz kontakt stopniowo się wygaszał, a po urodzeniu Poli, gdy byłam w macierzyńskim ferworze i dodatkowo przeżywałam rozstanie z Markiem i kiepską sytuację z moimi rodzicami, zwyczajnie nie starczyło mi już sił i czasu na podtrzymanie naszej znajomości. Było mi z tego powodu ogromnie żal, a także wstyd, bo wiedziałam, że za mało się wtedy starałam.
- Pozdrów ją ode mnie i uściskaj serdecznie. Urwał nam się zupełnie kontakt, co kiedyś wydawało mi się niemożliwością. - Wzruszam lekko ramionami i próbuję ukryć smutek pod krzywym uśmiechem.
- Sama ją uściskaj - odpowiada Grzesiek. - Miesiąc temu przeprowadziła się tutaj z mężem. W listopadzie zostaną rodzicami.
- Naprawdę? Wiki wróciła? - Uśmiecham się szeroko i czuję ożywienie większe niż po dwóch espresso Wojtka.
- Tylko mi nie mów, że chcecie odnowić swoją działalność rozrywkową. Przemysł muzyczny wciąż nie jest na to gotowy! - żartuje Grzesiek i mruga do mnie jednym okiem.
Uderzam go lekko w ramię i czuję twarde mięśnie jego bicepsa, a ten przelotny kontakt naszych ciał wytrąca mnie z równowagi. Grzegorz pewnie nawet nie poczuł, że go dotknęłam, za to moją dłoń przeszyła prawdziwa błyskawica. Czym prędzej łapię za pustą filiżankę, by przypadkiem nie próbować ponownie go dotknąć - w żartach lub nie.
- Daj mi swój telefon. - Grzegorz wyciąga w moją stronę otwartą dłoń, a drugą ręką sięga do tylnej kieszeni spodni po swój aparat i sprawnym ruchem kciuka odblokowuje go. Bez słowa podaję mu mój odblokowany smartfon i patrzę, jak w skupieniu wpisuje ciąg cyfr. Jego wzrok przeskakuje z jednego urządzenia na drugie, a gdy na chwilę podnosi go na mnie i posyła mi zadziorny uśmiech, czuję dreszcze na karku.
- Teraz masz jej numer, możesz do niej napisać lub zadzwonić. Ucieszy się, jestem tego pewien. - Wyciąga smartfon w moją stronę, ale nim zdążę go chwycić, zmienia zdanie. Ponownie przysuwa go do siebie, wpisuje coś na klawiaturze, a po paru sekundach jego telefon zaczyna dzwonić.
- Teraz masz też numer do mnie. - Pokazuje mi ekran z połączeniem, po czym kończy je i oddaje mi aparat. - Zapisz sobie, na wszelki wypadek.
- Jaki wypadek? - pytam zdumiona.
- Nie wiem, może będziecie potrzebować kamerzysty albo kogoś do chórków - rzuca zaczepnie, na co parskam śmiechem.
- Dobrze, w takim razie zapiszę cię jako Grzesiek Kamerzysta - odpowiadam.
- Nie, nie. Chcę coś lepszego. Może być... - zamyśla się na chwilę - Przystojny Brat Wiki!
- Może Grzegorz Wielkie Ego? - odpieram, na co szczerzy się jeszcze bardziej. - A ty jak mnie zapisałeś?
- Zuzik, oczywiście - odpowiada bez wahania. Tylko on zwraca się do mnie w ten sposób i to, że jest to dla niego czymś naturalnym, wywołuje we mnie dziwne rozczulenie. Lubię to, że tak do mnie mówi, że to coś tylko naszego. Odchrząkuję lekko, by upewnić się, że mój głos nie zdradzi emocji.
- W takim razie zapisuję cię jako Grzesik. - Pochylam głowę i robię tak, jak powiedziałam. Gdy podnoszę wzrok, Grzesiek wpatruje się we mnie z błyskiem w oku.
- Grzesik - mówi jakby na próbę. - Może być.
Drzwi kawiarni się otwierają i do środka wchodzą moje przyjaciółki.
- Co za upał! - mówi Majka i macha energicznie do Dużego Wojtka. - Powiedz, że masz tę pyszną lemoniadę, bardzo zimną i bardzo orzeźwiającą!
Duży Wojtek patrzy na nią w milczeniu i w ramach odpowiedzi sięga do lodówki i wyciąga z niej karafkę, w której pływają cząstki cytryn, pomarańczy i listki mięty.
- Mogłabym się w tobie teraz zakochać! - Majka posyła mu buziaka, na co Wojtek jedynie kręci głową i mówi, że zaraz poda napój do stolika.
Rozbawione dziewczyny zmierzają w naszą stronę i jeśli są zaskoczone obecnością Grzegorza, to zupełnie tego nie okazują.
- Cześć, przystojny przyjacielu braci Jantos - wita się z nim Majka.
- Ha! Widzisz, jestem przystojny - rzuca w moją stronę Grzegorz, po czym wita się z Zoją lekkim przytuleniem.
- Czyli odświeżanie biura już rozpoczęte - zagaja Zojka.
- Tak, Maks będzie za jakąś godzinę, miał spotkanie z klientem. Zacząłem od rana sam.
- Wciąż lubisz remonty? - pytam, przypominając sobie, jak wiele razy widziałam Grześka i jego tatę malujących pokój, szlifujących stare drzwi lub impregnujących płot wokół domu. Możliwe, że zawsze przyglądałam się temu nieco dłużej, niż wypadało.
- Przez ostatnie lata nie miałem zbyt wielu okazji, ale tak, wciąż lubię się nieco ubrudzić - odpowiada i wskazuje na poplamione w kilku miejscach farbą ubranie.
- Może zrobisz sobie przerwę i do nas dołączysz? - proponuje Majka.
- Dziękuję, ale wezmę coś na wynos i zjem z Maksem.
Grzegorz zamienia jeszcze z Zoją dwa słowa, po czym odbiera swoje zamówienie i żegna się z nami.
- Zuzik, zadzwoń do Wiki - rzuca na odchodne, na co kiwam tylko głową.
- Kim jest Wiki, Zuzik? - pyta Majka, wyraźnie podkreślając zdrobnienie, którego używa Grzesiek.
- Siostra Grześka, z która przyjaźniłam się przed laty, wróciła do miasta. Grzesiek namawiam mnie, żebym się z nią skontaktowała.
- Choć masz już wspaniałe przyjaciółki - Majka wskazuje na siebie i Zoję - to myślę, że znajdziemy miejsce dla jeszcze jednej.
- Chcesz odnowić tę relację? - Zoja wpatruje się we mnie badawczo. - Zerwałyście kontakt z jakiegoś powodu?
- Nie, po prostu każda z nas miała swoje życie. Żałuję, że tak wyszło, kiedyś byłyśmy naprawdę blisko.
- No to dzwoń do niej. Przystojniak ma rację - mówi Majka. Mrużę lekko oczy, słysząc, jak po raz kolejny tak go nazywa, na co moja przyjaciółka wybucha śmiechem. - Nie patrz tak na mnie, wiem, że jest już zarezerwowany. Od teraz będzie tylko Grześkiem, opcjonalnie Grzegorzem.
- Nie wiem, o czym mówisz - odpowiadam, czując wykwitające na policzkach gorąco.
- Możemy udawać, że tak jest, a możesz też wydusić z siebie prawdę.
- Chyba nie nadążam - mówi Zoja i patrzy to na Majkę, to na mnie. - O czymś nie wiem?
Wzdycham głośno. Wiem, że nie odpuszczą tego tematu i będą co chwilę do niego wracać. Lepiej mieć to już za sobą.
- Jesteś okropna, ale dobra, skończmy z tym. - Patrzę na Majkę karcącym wzrokiem, ale ona w ogóle się tym nie przejmuje. - Gdy byłam nastolatką, trochę podkochiwałam się w Grześku. Spędzał sporo czasu z Maksem i Aleksem, ja przyjaźniłam się z Wiktorią, więc się znaliśmy. Czasami robiliśmy coś razem całą paczką. Ale on nigdy nie wydawał się mną zainteresowany, zresztą to było lata temu, w zupełnie innym życiu.
Majka uśmiecha się jak kot na widok złapanej właśnie myszy, a Zoja łapie mnie za rękę i posyła mi ciepłe spojrzenie.
- A czy teraz coś jest na rzeczy? - pyta.
- Absolutnie nie! - rzucam szybko. - Majce przygrzało słońce i wymyśla różne historie.
- Wypraszam sobie, mam krem z SPF pięćdziesiąt - obrusza się Majka i lekko wydyma usta. - Ja tam swoje wiem i widzę.
Nie odpowiadam na to już nic, bo im bardziej zacznę przekonywać o tym, że nie ma tematu mnie i Grześka, tym bardziej zainteresuję tym moje przyjaciółki. Na szczęście Zoja proponuje, żeby coś zamówić, i przez chwilę wszystkie przeglądamy menu. Gdy jednak podnoszę wzrok, przyjaciółka wpatruje się we mnie z lekkim uśmiechem i wiem, że aluzje Majki nie zostaną tak szybko zapomniane.