Gdy rozpęta się piekło. Poradnik survivalowy na czas kataklizmu - Lundin Cody

Kup ebooka

39.90 zł
32.72 zł (32,22 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Wstęp: Dla­cze­go na­pi­sa­łem tę ksi­ążkę

Ta ksi­ążka po­wsta­ła po to, by prze­ka­zać lu­dziom sen­sow­ne i spraw­dzo­ne w prak­ty­ce na­rzędzia i tech­ni­ki, któ­re po­ma­ga­ją osi­ągnąć spo­kój du­cha, har­mo­nię oraz nie­za­le­żno­ść w trud­nych cza­sach. Jej pod­sta­wą są moje wy­kła­dy i umie­jęt­no­ści, któ­re prze­ka­za­łem już ty­si­ącom stu­den­tów. Ba­zu­jąc na zdro­wym roz­sąd­ku i zhie­rar­chi­zo­wa­nych ludz­kich po­trze­bach psy­cho­lo­gicz­nych i fi­zjo­lo­gicz­nych, Po­rad­nik su­rvi­va­lo­wy w zwi­ęzły spo­sób przed­sta­wia pro­ste kro­ki nie­zbęd­ne do wła­ści­we­go przy­go­to­wa­nia sie­bie i swo­je­go do­mo­stwa na za­gro­że­nia.

Nie war­to się łu­dzić, że ta ksi­ążka po­mo­że w sy­tu­acji, gdy dom za­la­ła po­wó­dź i trze­ba się li­czyć z per­spek­ty­wą za­miesz­ka­nia w przy­cze­pie. In­for­ma­cje za­war­te w tym po­rad­ni­ku na­le­ży prze­stu­dio­wać i wy­ko­rzy­stać pre­wen­cyj­nie, czy­li ZA­NIM po­ja­wi się za­gro­że­nie. Gdy łódź to­nie, jest już za pó­źno, by si­ęgać po lek­tu­rę i uczyć się pły­wać! Wła­ści­we przy­go­to­wa­nie do sy­tu­acji kry­zy­so­wej może mieć ogrom­ne, wprost fun­da­men­tal­ne zna­cze­nie dla czy­je­goś ży­cia.

Gęsia skórka

Nie­wa­żne, jak do­brze je­steś za­opa­trzo­ny, je­śli nie je­steś przy­go­to­wa­ny psy­chicz­nie, two­je za­ko­pa­ne w ogród­ku lub scho­wa­ne w ga­ra­żu za­pa­sy na nic się nie zda­dzą. Nie za­mie­rzam siać pa­ni­ki. Chcę tyl­ko na­uczyć was, jak za­cho­wać spo­kój w chwi­lach cha­osu. Pew­no­ść sie­bie i wia­ra we wła­sne umie­jęt­no­ści zmi­ni­ma­li­zu­je strach - wasz i wa­szych bli­skich.

Kozy

To nie jest ksi­ążka o pro­wa­dze­niu domu czy go­spo­dar­stwa. Nie pi­szę o sa­dze­niu drze­wek owo­co­wych, upra­wia­niu ogród­ka czy do­je­niu kóz, choć za­pew­ne przy­da­ło­by się, gdy­by kry­zys miał trwać dłu­żej. Są na ten te­mat po­rad­ni­ki, za­chęcam więc do ich lek­tu­ry.

Broń

Jest wie­le prze­wod­ni­ków su­rvi­va­lu, któ­re ofe­ru­ją wy­łącz­nie in­for­ma­cje jak ugo­to­wać swo­je­go pu­pi­la, zro­bić ła­du­nek wy­bu­cho­wy czy zdo­być ma­ski prze­ciw­ga­zo­we. Moja ksi­ążka, w prze­ci­wie­ństwie do in­nych, ma przy­go­to­wać do sy­tu­acji, gdy nie mo­żna po pro­stu sko­czyć do wa­rzyw­nia­ka po coś do je­dze­nia.

Złoto

Nie je­stem i nie chcę być fi­nan­si­stą. Pi­sząc tę ksi­ążkę, chcia­łem je­dy­nie po­ka­zać lu­dziom, co jest na­praw­dę wa­żne w sy­tu­acji, gdy czło­wiek jest zda­ny tyl­ko na sie­bie. Po­cho­dzący z Nie­miec dzia­dek mo­je­go przy­ja­cie­la opo­wia­dał o miesz­ka­ńcach miast, któ­rzy uda­wa­li się na han­del na wieś. Po­ja­wia­li się we wsi z wa­liz­ka­mi pe­łny­mi srebr­nej za­sta­wy, zło­ta, bi­żu­te­rii, a opusz­cza­li ją obła­do­wa­ni dro­go­cen­ny­mi wa­rzy­wa­mi. Praw­dzi­wa war­to­ść przed­mio­tów za­le­ży od sy­tu­acji.

Głupcy

Moja ksi­ążka nie będzie in­te­re­su­jąca dla eks­tre­mal­nych su­rvi­va­low­ców: nie ma tu in­struk­cji jak zro­bić minę, za­ka­mu­flo­wać się czy przy­go­to­wać bom­bę. Z pew­no­ścią prze­czy­tam w In­ter­ne­cie kpi­ące re­cen­zje na­ba­zgra­ne przez nie­do­in­for­mo­wa­nych guru su­rvi­va­lu, sie­dzących w swych wy­god­nych do­mach za­opa­trzo­nych w wodę, ka­na­li­za­cję, ogrze­wa­nie, kli­ma­ty­za­cję, prąd i łącz­no­ść ze świa­tem. Ta ksi­ążka po­wsta­ła na ba­zie mo­je­go do­świad­cze­nia. Żyję tak jak uczę - bu­du­ję domy, któ­re chło­dzą i ogrze­wa­ją się same. Ener­gię czer­pię ze sło­ńca, a wodę z desz­czu, sam ro­bię kom­post i upra­wiam ogród. Mój po­rad­nik ma po­móc czy­tel­ni­kom zro­zu­mieć, ja­kie umie­jęt­no­ści przy­da­ją się w miej­skim su­rvi­va­lu.

Sprzęt

W na­głych wy­pad­kach od­po­wied­ni sprzęt jest oczy­wi­ście bar­dzo wa­żny, ale nie mam za­mia­ru zmu­szać ni­ko­go do ku­po­wa­nia nie­po­trzeb­nych rze­czy. Tego, co naj­wa­żniej­sze - umie­jęt­no­ści i wia­ry w sie­bie - nie da się ku­pić.

To nie jest ksi­ążka o świet­nym sprzęcie su­rvi­va­lo­wym i o tym, gdzie go zdo­być. Nie daj się wkręcić lu­dziom usi­łu­jącym sprze­dać ci "nie­zbęd­ny" do prze­trwa­nia sprzęt. Wie­lu z nich nie ma po­jęcia o su­rvi­va­lu, zna­ją się za to świet­nie na za­ra­bia­niu pie­ni­ędzy. Ku­puj tyl­ko nie­zbęd­ny, pro­sty i funk­cjo­nal­ny sprzęt i nie za­po­mi­naj, do cze­go ma słu­żyć. Skom­pli­ko­wa­ne urządze­nia przy­spa­rza­ją wi­ęcej pro­ble­mów niż po­żyt­ku.

 

Wie­le te­ma­tów po­ru­sza­nych w tej ksi­ążce do­ty­czy za­sad po­wszech­nie zna­nych, lecz nie­ste­ty za­po­mnia­nych, mimo że w sy­tu­acji kry­zy­so­wej mo­gły­by od­gry­wać klu­czo­wą rolę. Są i te­ma­ty mniej oczy­wi­ste, rady, któ­rych opra­co­wa­nie wy­ma­ga­ło ode mnie wie­lu go­dzin ba­dań.

Jak po­wszech­nie wia­do­mo, tyl­ko re­gu­lar­ne po­wta­rza­nie spra­wia, że uczy­my się i za­pa­mi­ętu­je­my, dla­te­go też będę po­wta­rzał naj­wa­żniej­sze punk­ty oma­wia­ne w ko­lej­nych roz­dzia­łach.

Styl, ja­kim się po­słu­gu­ję, oraz wy­bra­ne prze­ze mnie ilu­stra­cje nie są przy­pad­ko­we. Je­śli za­zwy­czaj czy­tu­jesz wy­łącz­nie li­te­ra­tu­rę pi­ęk­ną, po­pi­ja­jąc Earl Greya, ta ksi­ążka nie jest dla cie­bie. Nie za­mie­rzam wzno­sić się na li­te­rac­kie wy­ży­ny, by nie stra­cić z oczu celu, w ja­kim po­wsta­ła ta ksi­ążka.

Z za­wo­du je­stem in­struk­to­rem sztu­ki su­rvi­va­lu i tak za­ra­biam na ży­cie. To, cze­go uczę, jest ta­kże moją pa­sją i wiem, jak spra­wić, by moi ucznio­wie nie za­sy­pia­li na za­jęciach.

 

Prze­czy­taj uwa­żnie tę ksi­ążkę, ale nie trak­tuj jej jak wy­rocz­ni. Za­sta­nów się, jak do­sto­so­wać za­war­te w niej rady do sy­tu­acji, w ja­kiej się znaj­du­jesz - sam mu­sisz od­po­wie­dzieć so­bie na py­ta­nie: cze­go naj­bar­dziej może po­trze­bo­wać two­ja ro­dzi­na, gdy roz­pęta się pie­kło. Mu­sisz też przy­go­to­wać się na oko­licz­no­ści, któ­rych nie je­stem w sta­nie prze­wi­dzieć ani ja, ani nikt inny - i sta­wić im czo­ła, wy­ko­rzy­stu­jąc zdo­by­tą wie­dzę.

Mam na­dzie­ję, że za­war­te w tej ksi­ążce in­for­ma­cje wy­star­czą, by przy­go­to­wać od­po­wied­ni plan.

Twój

Cody Lun­din

Podziękowania

Pra­gnę po­dzi­ęko­wać moim dziad­kom - Agnes, Gene'owi, Mo­nie i Adol­fo­wi - za wpro­wa­dze­nie mnie na ście­żkę sa­mo­dziel­no­ści. Ni­g­dy nie za­pom­nę pa­tro­sze­nia ryb, pie­le­nia ogród­ków wa­rzyw­nych, na­pa­wa­nia się za­pa­chem świe­żo ści­ętej tra­wy, przy­ci­na­nia drzew owo­co­wych, ro­bie­nia prze­two­rów, gra­bie­nia sia­na, cho­wa­nia się przed tor­na­dem w piw­nicz­ce i przed śnie­ży­cą w domu, pie­cze­nia ko­ła­czy i prze­kła­da­ńców z dak­ty­la­mi, a przede wszyst­kim oso­bli­wej umie­jęt­no­ści ra­dze­nia so­bie w trud­nych sy­tu­acjach z uśmie­chem na twa­rzy. Pra­wo­ść, uczci­wo­ść i od­wa­ga mo­ich dziad­ków były zdu­mie­wa­jące, co wi­ęcej, trak­to­wa­li in­nych lu­dzi tak, jak sami chcie­li być trak­to­wa­ni. Nie­wa­żne, jak nie­wie­le po­sia­da­li - ich dom był za­wsze otwar­ty dla przy­ja­ciół lub nie­zna­jo­mych w po­trze­bie.

Dzi­ęku­ję wam, dro­dzy dziad­ko­wie, za wspo­mnie­nia i war­to­ści, któ­re do dziś kszta­łtu­ją moje ży­cie.

Sło­wa uzna­nia kie­ru­ję rów­nież do Rus­sa Mil­le­ra za za­baw­ne ilu­stra­cje oraz do Chri­sto­phe­ra Mar­chet­tie­go za fo­to­gra­fie. Wam obu, któ­rzy od za­wsze bez­gra­nicz­nie wie­rzy­li­ście w ma­gicz­ną moc sza­le­ństwa, je­stem naj­bar­dziej wdzi­ęcz­ny za samo to­wa­rzy­stwo - niech opatrz­no­ść czu­wa nad wami! Dzi­ęku­ję rów­nież Mar­ko­wi Bry­an­so­wi za nie­oce­nio­ny wkład w po­wsta­nie roz­dzia­łu o sa­mo­obro­nie. Ty sam w so­bie je­steś jed­nym wiel­kim roz­dzia­łem!

Wresz­cie sło­wa po­dzi­ęko­wa­nia kie­ru­ję do ze­spo­łu wy­daw­ni­cze­go Gibbs Smith za zno­sze­nie mo­je­go eks­cen­trycz­ne­go za­cho­wa­nia, na­pa­dów zło­ści, prze­kle­ństw i wszel­kich sza­le­ństw.

Dzi­ęku­ję Fre­ji Jane za wy­jąt­ko­wą cier­pli­wo­ść oraz mo­jej słod­kiej ro­dzin­ce, z któ­rą łączą mnie wi­ęzy krwi i przy­ja­źni; tym, któ­rzy wie­rzy­li we mnie i w to, co ro­bię, lub przy­naj­mniej scho­dzi­li mi z dro­gi, oraz moim Bra­ciom i Sio­strom na ca­łym świe­cie - ta ksi­ążka jest dla Was.

Flashback: Po­wra­ca­jące za­po­wie­dzi ka­ta­stro­fy

"Wol­no­ść ozna­cza od­po­wie­dzial­no­ść. Dla­te­go wi­ęk­szo­ść lu­dzi się jej boi"

-Geo­r­ge Ber­nard Shaw

Pami­ętam to wiel­kie fi­nal­ne od­li­cza­nie. Od­by­wa­ło się re­aliach cza­su atlan­tyc­kie­go, więc my, miesz­ka­ńcy po­łu­dnio­wo-za­chod­niej części Sta­nów Zjed­no­czo­nych, mie­li­śmy kil­ka go­dzin wi­ęcej na przy­go­to­wa­nia do nad­cho­dzącej ka­ta­stro­fy - plu­skwy mi­le­nij­nej, mat­ki wszel­kich Ar­ma­ge­do­nów. Pięć, czte­ry, trzy, dwa, JE­DEN! Szczęśli­we­go No­we­go Roku! I dzi­ęki Bogu on na­stąpił.

W mie­si­ącach po­prze­dza­jących za­po­wia­da­ną me­ga­ka­ta­stro­fę uczest­ni­czy­łem w wie­lu spo­tka­niach, na któ­rych prze­ra­że­ni lu­dzie za­sy­py­wa­li gra­dem py­tań i oska­rżeń gro­no po­śpiesz­nie ze­bra­nych "eks­per­tów".

"Co ja zro­bię, gdy za­brak­nie prądu?!" - mar­twi­ła się pew­na sta­rusz­ka.

Naj­wi­ęk­szą ko­rzy­ścią pły­nącą z or­ga­ni­zo­wa­nia ta­kich pa­ne­li dys­ku­syj­nych było uspo­ko­je­nie na­stro­jów twier­dze­niem, że zro­bio­no wszyst­ko, co mo­żli­we, aby ochro­nić na­szą glo­bal­ną wio­skę przed pa­ni­ką wy­wo­ła­ną wi­zją przerw w do­sta­wie prądu, za­ła­ma­nia się kur­sów gie­łdo­wych i opó­źnień w pra­cy pocz­ty elek­tro­nicz­nej. Nie­któ­rzy "eks­per­ci", jak np. pe­wien ma­kler gie­łdo­wy udzie­la­jący in­struk­cji uzdat­nia­nia wody, po­pi­sy­wa­li się wie­dzą ści­ągni­ętą po­śpiesz­nie z In­ter­ne­tu.

Ob­ser­wo­wa­łem ze­bra­nych z trwo­gą w ser­cu. Ni­g­dy wcze­śniej nie by­łem świad­kiem ta­kie­go stra­chu. Lu­dzie pra­gnęli po­wie­rzyć swe bez­pie­cze­ństwo w ręce in­nych, w rze­czy­wi­sto­ści żąda­jąc, by się nimi za­opie­ko­wa­no.

Wy­syp "eks­per­tów" do spraw sy­tu­acji kry­zy­so­wych na­stąpił w ci­ągu jed­nej nocy. W rze­czy­wi­sto­ści na­le­ża­ło­by ich na­zwać "eks­per­ta­mi od pa­zer­no­ści", za­mie­rza­jący­mi wy­ko­rzy­stać pod­szy­tą stra­chem wrza­wę, by sprze­da­wać z ogrom­nym zy­skiem kon­te­ne­ry mro­żo­nek, pa­ne­le sło­necz­ne, psy obron­ne i su­ple­men­ty die­ty. Do­pie­ro na ko­ńcu tej li­sty zna­la­zły się ge­ne­ra­to­ry prądo­twór­cze. Wszy­scy obie­cy­wa­li oca­le­nie, na­dzie­ję i do­stąpie­nie wszel­kich łask w za­mian za wpra­wie­nie w ruch wszech­moc­ne­go do­la­ra i za­kup dóbr kon­sump­cyj­nych. Jed­na z ga­zet re­kla­mo­wa­ła do­mo­wej ro­bo­ty ze­sta­wy nie­zbęd­ne do prze­trwa­nia, broń de­fen­syw­ną (oczy­wi­ście, nie­le­gal­ną), oraz wie­le in­nych rze­czy, wska­zy­wa­nych jako nie­zbęd­ne w cza­sie ko­ńca świa­ta. Kil­ka osób, któ­re nie roz­ma­wia­ły ze mną od wie­lu lat, znów się chcia­ło ze mną za­przy­ja­źnić - tak na wszel­ki wy­pa­dek, jak się do­my­ślam.

Dni, ty­go­dnie i mie­si­ące po nie­do­szłej apo­ka­lip­sie upły­wa­ły do­syć spo­koj­nie, do­star­cza­jąc świa­tu wie­lu wąt­pli­wej przy­dat­no­ści sprzętów ra­tun­ko­wych po ab­so­lut­nie przy­stęp­nych ce­nach. Wresz­cie kry­zys mi­nął. By­li­śmy już bez­piecz­ni, praw­da? Te­raz mo­żna było po­zbyć się ca­łe­go tego maj­da­nu, by spła­cić za­ci­ągni­ęte wcze­śniej po­życz­ki. Lu­dzie, któ­rzy tak go­rąco się mo­dli­li o ko­niec świa­ta, sta­li się po­śmie­wi­skiem i ce­lem drwin.

Na pierw­szy rzut oka po­ry­wa­my się z mo­ty­ką na sło­ńce. Na­wet po­bie­żny prze­gląd wia­do­mo­ści może przy­pra­wić o szyb­sze bi­cie ser­ca. Po wpi­sa­niu w wy­szu­ki­war­ce Go­ogle ha­sła "strach na świe­cie" po­ja­wia się 25 mi­lio­nów lin­ków, a licz­ba ta sys­te­ma­tycz­nie ro­śnie. Me­dia na­kręca­ją spi­ra­lę stra­chu, bom­bar­du­jąc świat wi­zją nad­cho­dzące­go nie­szczęścia i sce­na­riu­sza­mi typu "A co, je­śli...". Nie­ste­ty, w dzi­siej­szych cza­sach te­ma­tów do prze­dys­ku­to­wa­nia jest spo­ro.

Po­nad 170 tys. lu­dzi zgi­nęło w ci­ągu kil­ku mi­nut w Azji na sku­tek ude­rze­nia tsu­na­mi, któ­re wy­wo­ła­ło naj­sil­niej­sze w do­ku­men­to­wa­nej od 1899 r. hi­sto­rii ak­tyw­no­ści sej­smicz­nej trzęsie­nie zie­mi. Po­łu­dnio­we wy­brze­że Sta­nów Zjed­no­czo­nych wci­ąż jesz­cze się nie po­zbie­ra­ło po hu­ra­ga­nie Ka­tri­na, praw­do­po­dob­nie naj­strasz­niej­szej na­tu­ral­nej ka­ta­stro­fie, jaka kie­dy­kol­wiek na­wie­dzi­ła ame­ry­ka­ńską zie­mię. Mimo obiet­nic skła­da­nych przez po­li­ty­ków, wi­ęk­szo­ść No­we­go Or­le­anu ci­ągle leży w ru­inie. Dwa pa­sa­żer­skie od­rzu­tow­ce, któ­re wbi­ły się w bli­źnia­cze wie­że World Tra­de Cen­ter w No­wym Jor­ku, po­zba­wia­jąc ży­cia po­nad 2,7 tys. osób, wstrzy­ma­ły na chwi­lę ży­cie świa­ta, wiesz­cząc nową erę dzia­łań wo­jen­nych opar­tych na ter­ro­rze. Strach z po­wo­du tego, co się sta­ło lub co się może wy­da­rzyć, od­gry­wa istot­ną rolę we wszyst­kich wa­żnych wy­bo­rach pre­zy­denc­kich wspó­łcze­sne­go świa­ta.

W ostat­nich la­tach roz­po­częła się era zmian pro­wa­dzących w nie­zna­nym kie­run­ku. Być może spo­łe­cze­ństwa miej­skie uświa­do­mi­ły so­bie bo­le­śnie na­szą zu­pe­łną za­le­żno­ść od tech­no­lo­gii. Za ka­żdym ra­zem, kie­dy w gniazd­kach nie ma prądu, miesz­czu­chy na ca­łym świe­cie oka­zu­ją się kom­plet­nie za­sko­cze­ni, nie­przy­go­to­wa­ni i bez­rad­ni. Dyk­to­wa­ne stra­chem za­po­trze­bo­wa­nie na po­moc "eks­per­tów" przy sta­wia­niu czo­ła miej­skim ka­ta­stro­fom tyl­ko pod­sy­ca cha­os i bez­sil­no­ść.

Ci­ągle wie­rzy­my, że czar­ny sce­na­riusz nie do­ty­czy ani na­szej uli­cy, ani na­sze­go kra­ju. Do cza­su aż - ku na­sze­mu zdu­mie­niu i prze­ra­że­niu - za­czy­na ich do­ty­czyć.

Prawda o tobie leży w tym, co jesz, myślisz, czujesz, mówisz, robisz i na czym skupiasz uwagę

"Zmień swo­je my­śle­nie, a zmie­nisz swój świat"

-Nor­man Vin­cent Pe­ale

Praw­dzi­wi adep­ci sztu­ki prze­trwa­nia do­sko­na­le wie­dzą, że za­nim się zmie­rzą z wy­zwa­nia­mi świa­ta ze­wnętrz­ne­go, mu­szą od­na­le­źć po­rządek w so­bie. Je­śli two­je ser­ce i mózg wy­pe­łnia­ją strach, zwąt­pie­nie i cha­os, nie licz na spo­kój du­cha. Pew­no­ść sie­bie i wy­ni­ka­jąca z niej zdol­no­ść do kon­struk­tyw­ne­go dzia­ła­nia wy­pły­wa­ją z two­je­go wnętrza i nie da się ich ku­pić. Wraz z pew­no­ścią sie­bie po­ja­wia się po­czu­cie sta­bi­li­za­cji i od­por­no­ść na stres, któ­re tak bar­dzo się przy­da­ją, gdy wo­kół pa­nu­je cha­os.

Świadome kierowanie własnej energii na drogę (słabo przetartą) do samodzielności

"Istnieją dwa równoległe światy. Jeden to świat przyczyn, a drugi - skutków!"

-El Mo­rya

 

Je­śli ogra­ni­czasz się do usu­wa­nia ne­ga­tyw­nych skut­ków dzia­łań, za­miast do­cie­rać do ich przy­czyn, masz spo­ry pro­blem. W ten spo­sób da­jesz się ze­pchnąć na po­zy­cje obron­ne, znaj­du­jąc bez tru­du wy­tłu­ma­cze­nia swo­ich za­cho­wań. In­ny­mi sło­wy, sta­jesz się ofia­rą, zrze­ka­jąc się pra­wa do kre­owa­nia rze­czy­wi­sto­ści i ak­cep­tu­jąc wszyst­kie po­zor­ne ogra­ni­cze­nia. To ty de­cy­du­jesz o kszta­łcie swe­go ży­cia.

We­dług Koła Praw lu­dzie, któ­rzy wszyst­ko kry­ty­ku­ją i po­tępia­ją, przy­ci­ąga­ją wi­ęcej nie­szczęścia, niż im jest pi­sa­ne, gdyż ne­ga­tyw­ne na­sta­wie­nie ku­mu­lu­je się i wra­ca do nadaw­cy. Jako że to pra­wo jest uni­wer­sal­ne, ma rów­nież za­sto­so­wa­nie wo­bec osób pro­mie­niu­jących szczęściem, har­mo­nią i opty­mi­zmem - ci z ko­lei otrzy­mu­ją zwrot­nie spo­tęgo­wa­ną daw­kę po­my­śl­no­ści. Spo­koj­ne wej­rze­nie we wła­sne ży­cie po­zwa­la po­znać jego praw­dzi­wą na­tu­rę: kon­se­kwen­cje na­sze­go za­cho­wa­nia mogą być naj­wi­ęk­szą prze­szko­dą na dro­dze do szczęścia.

Różowe okulary Trevora

"Jakie są TWOJE TYPOWE MYŚLI, taki będzie CHARAKTER twojego UMYSŁU, jako że dusza jest OBRAZEM MYŚLI"

-Ma­rek Au­re­liusz

 

Je­śli ktoś za­cho­wu­je sa­mo­kon­tro­lę, pa­nu­je nad my­śla­mi i uczu­cia­mi, za­stępu­jąc te ne­ga­tyw­ne po­zy­tyw­ny­mi, ze­wnętrz­ne sfe­ry ule­ga­ją prze­obra­że­niu - zo­sta­je wy­łącz­nie ra­do­ść i oświe­ce­nie. Tam, gdzie jest ra­do­ść, nie ma winy lub zło­ści, cho­ciaż czło­wiek wci­ąż z ła­two­ścią po­tra­fi do­świad­czać obu tych uczuć jed­no­cze­śnie.

Je­śli wi­dzisz świat wy­łącz­nie w ciem­nych bar­wach, to, gdy wy­da­rzy się coś złe­go, po­wiesz z pew­no­ścią: "A nie mó­wi­łem? Świat jest strasz­ny...". Utwier­dzisz się w mi­łym prze­ko­na­niu, że mia­łeś ra­cję, a to pod­bi­je twe ego, bo uwiel­biasz mieć ra­cję. Oso­ba kon­cen­tru­jąca się na ja­snych stro­nach rze­czy­wi­sto­ści zo­sta­nie wy­na­gro­dzo­na zwie­lo­krot­nio­ną daw­ką szczęścia. Ta­kie po­sta­wy mogą być "za­ra­źli­we" - ka­żdy z nas ma bo­wiem wpływ na in­nych. Czy­jeś od­wa­żne czy bo­ha­ter­skie za­cho­wa­nie może uwol­nić w in­nych po­kła­dy od­wa­gi, do­dać im siły i pew­no­ści sie­bie, skło­nić do po­rzu­ce­nia roli ofia­ry.

Kreatywna siła słowa "JESTEM"

"JESTEM to kreatywne słowo; to pierwsze słowo, od którego zaczęła się kreacja i z którego cała kreacja pochodzi"

-A.D.K. Luk

"Je­stem" to po­tężne sło­wo, któ­re­go uży­cie jest ma­ni­fe­sta­cją in­dy­wi­du­al­ne­go bytu. Do­pie­ro po nim wpro­wa­dza się inne ele­men­ty, za­rów­no po­zy­tyw­ne, jak i ne­ga­tyw­ne. Sło­wo "je­stem" ma ogrom­ny wpływ na two­je ży­cie, okre­śla je. Jest do­wo­dem na to, że nikt poza tobą nie ma wła­dzy nad two­im ży­ciem. Nikt nie wy­po­wie tego sło­wa w two­im imie­niu - to wy­łącz­nie two­ja dzia­łka - "je­stem" i wszyst­ko to, co do­dasz do tego sło­wa, de­fi­niu­je twój świat.

Kie­dy od­mie­niasz za­imek "ja" - "mnie", "mną", "moje" - ni­g­dy nie łącz go z ne­ga­tyw­ny­mi sło­wa­mi lub stwier­dze­nia­mi. Kie­dy już uświa­do­misz so­bie po­ten­cjał tego sło­wa, za­czniesz za­uwa­żać, jak często w ci­ągu dnia z ust two­ich lub two­ich bli­skich pa­da­ją stwier­dze­nia o ne­ga­tyw­nym zna­cze­niu. Będą to cha­rak­te­ry­stycz­ne, wy­po­wia­da­ne nie­świa­do­mie zda­nia typu: "je­stem nie­wy­star­cza­jąco do­bry", "je­stem nie­wy­star­cza­jąco bo­ga­ty", "je­stem nie­wy­star­cza­jąco pi­ęk­ny", "je­stem nie­wy­star­cza­jąco zdro­wy" itp. Za­uważ, z jak wiel­ką ła­two­ścią lu­dzie ogła­sza­ją świa­tu swo­je nie­szczęścia, nie­do­stat­ki i cho­ro­by. A po­nie­waż za­war­ta w nich siła dzia­ła bez względu na in­ten­cje, oso­by te otrzy­mu­ją jesz­cze wi­ęcej nie­szczęścia, nie­do­stat­ku, cho­rób i bo­les­nych do­świad­czeń.

Je­śli wpro­wa­dzisz do swe­go ży­cia wi­ęcej po­zy­tyw­nych war­to­ści i my­śli (a do słow­ni­ka wi­ęcej po­zy­tyw­nych słów), szyb­ko za­uwa­żysz po­zy­tyw­ną zmia­nę. Je­śli two­je ży­cie wy­da­je ci się nic nie­war­te i ma­ni­fe­stu­jesz to ci­ągle i z upodo­ba­niem, masz już do­wód na to, że ta za­sa­da dzia­ła, z tym że na ra­zie w nie­wła­ści­wym kie­run­ku! Na szczęście za­wsze mo­żna wy­jść z tego, w co się wdep­nęło. Na­wet je­śli lu­bisz się de­lek­to­wać swy­mi nie­po­wo­dze­nia­mi i nie­do­sko­na­ło­ścia­mi i nie po­tra­fisz lub nie chcesz do­strzec swych za­let i ja­snych stron ży­cia, mu­sisz wresz­cie ZE­RWAĆ z "ne­ga­tyw­nym je­stem". Wkrót­ce za­czniesz za­uwa­żać po­zy­ty­wy, my­śleć o nich i mó­wić.

Przej­mij kon­tro­lę nad swo­im świa­tem, prze­stań być ofia­rą wy­kre­owa­ne­go przez sa­me­go sie­bie ob­ra­zu sie­bie i rze­czy­wi­sto­ści. Stop­nio­wo, ale kon­se­kwent­nie i zde­cy­do­wa­nie zmie­rzaj do tego, by po­zy­tyw­ne na­wy­ki za­jęły miej­sce tych bez­pro­duk­tyw­nych. Nie walcz z ne­ga­tyw­ny­mi przy­zwy­cza­je­nia­mi - nie zaj­muj się nimi w ogó­le. Po pro­stu skup się na tym, co chcia­łbyś mieć i ma­ni­fe­stuj "po­zy­tyw­ne je­stem". Ne­ga­tyw­ne na­wy­ki znik­ną same, gdy prze­sta­ną zaj­mo­wać two­je my­śli, uczu­cia, sło­wa i dzia­ła­nia. W ten spo­sób, zmie­nia­jąc przy­zwy­cza­je­nia, zmie­nisz swo­je ży­cie.

Twoja odpowiedzialność wobec życia

"Jesteśmy tym, co w swoim życiu powtarzamy. Doskonałość nie jest jednorazowym aktem, lecz nawykiem"

-Ary­sto­te­les

 

Aby wpro­wa­dzić to wszyst­ko w czyn, nie mo­żesz się kon­cen­tro­wać na ka­ta­stro­fach i cha­osie. Nie ma w tym sprzecz­no­ści; to zdro­wy roz­sądek kszta­łtu­je na­sze ży­cie. Nie myśl o nie­do­stat­kach i ogra­ni­cze­niach. Nie myśl ob­se­syj­nie o za­gro­że­niach i lękach - nie war­to się sku­piać na rze­czach, któ­rych nie chce­my w na­szym ży­ciu.

Moim ce­lem jest skło­nie­nie czy­tel­ni­ka do przy­jęcia po­zy­tyw­nej po­sta­wy, ko­niecz­nej, by przy­go­to­wać sie­bie i ro­dzi­nę do po­ko­na­nia po­ten­cjal­nych za­gro­żeń. Chcę ta­kże za­chęcić do po­zy­tyw­ne­go my­śle­nia i roz­wi­ja­nia sa­mo­dziel­no­ści, ozna­cza­jącej m.in. pew­no­ść sie­bie przy po­ko­ny­wa­niu wąt­pli­wo­ści i lęków. Nie twier­dzę, że w sy­tu­acji za­gro­że­nia nie do­świad­czysz stra­chu - ra­czej do­świad­czysz - wa­żne, byś - za­miast ule­gać pa­ra­li­żu­jącym ka­ta­stro­ficz­nym wi­zjom - umie­jęt­nie wy­ko­rzy­sty­wał swą wie­dzę i do­świad­cze­nie.

Nie twier­dzę rów­nież, że igno­ran­cja za­pew­ni ci szczęście. Sta­raj się śle­dzić wa­żne wy­da­rze­nia na świe­cie, by móc od­po­wied­nio za­dbać o ro­dzi­nę. Kon­cen­truj się na po­zy­ty­wach. Nie daj się przy­tło­czyć na­wa­ło­wi in­for­ma­cji o wstrząsa­jących świa­tem tra­ge­diach. Je­śli jed­nak po raz ko­lej­ny wpad­niesz w szpo­ny cha­osu, zaj­mij się czy­mś, co przy­nie­sie po­zy­tyw­ne skut­ki. Kie­dy już dzi­ęki sys­te­ma­tycz­nie po­wta­rza­nym ćwi­cze­niom wej­dziesz na ście­żkę wła­ści­wych na­wy­ków i od­rzu­cisz ne­ga­tyw­ną rze­czy­wi­sto­ść, będzie ci ła­twiej za­cho­wać spo­kój w ob­li­czu za­gro­żeń. Prze­cież tyle samo wy­si­łku wy­ma­ga my­śle­nie o czy­mś po­zy­tyw­nym, jak i ne­ga­tyw­nym. Zwrot po­zy­tyw­nej ener­gii zde­cy­do­wa­nie prze­wy­ższy na­kła­dy po­nie­sio­ne na jej uzy­ska­nie a jej zba­wien­ny wpływ od­czu­jesz w ka­żdej dzie­dzi­nie twe­go ży­cia.

Poczucie wdzięczności

"Człowiek przyjmuje dar nowego dnia zbyt lekko"

-Ku­thu­mi

 

Ka­żde­mu z nas zda­rza się uża­lać nad sobą. La­men­tu­je­my wów­czas, że nie je­ste­śmy wy­star­cza­jąco do­brzy, pi­ęk­ni, bo­ga­ci, że cze­goś nam bra­ku­je i z tego po­wo­du nie czu­je­my się szczęśli­wi i spe­łnie­ni. Na­rze­ka­my tak, miesz­ka­jąc w cie­płym domu z wszel­ki­mi wy­go­da­mi i za­sob­ną lo­dów­ką, ma­jąc pra­wie wszyst­ko, cze­go rze­czy­wi­ście po­trze­bu­je­my.

Często nie za­uwa­ża­my, ja­ki­mi je­ste­śmy szczęścia­rza­mi i jak wie­le mamy. Na ogół nie wi­dzi­my źró­dła tego ca­łe­go do­bra, a do­sta­tek przyj­mu­je­my jako coś na­tu­ral­ne­go, prze­ko­na­ni, że będzie nam to­wa­rzy­szył już za­wsze. Do­ty­czy to nie­mal ka­żde­go i nie­mal ka­żdy spraw­dził na wła­snej skó­rze, co ozna­cza po­wie­dze­nie "nie wiesz, co masz, do­pó­ki tego nie stra­cisz". Lu­dzie, któ­rzy za­pi­su­ją się na kur­sy prze­trwa­nia w te­re­nie z wy­ko­rzy­sta­niem pry­mi­tyw­nych tech­nik su­rvi­va­lo­wych szyb­ko od­kry­wa­ją, jak po­wa­żnym wy­zwa­niem jest za­spo­ko­je­nie wła­snych po­trzeb w trud­nych wa­run­kach. Krót­ko mó­wi­ąc, nie­mal za­wsze do­sta­ją po gło­wie i z po­ko­rą wra­ca­ją do cy­wi­li­za­cji. W tym sa­mym cza­sie po­ziom wdzi­ęcz­no­ści mo­ich uczniów osi­ąga nie­bo­tycz­ny po­ziom. Rze­czy­wi­ście CZU­JĄ, cza­sa­mi po raz pierw­szy w ży­ciu, że są praw­dzi­wy­mi szczęścia­rza­mi; za­czy­na­ją rów­nież ro­zu­mieć, jak nie­wie­le trze­ba do szczęścia. Krót­ko mó­wi­ąc, na­tu­ra dała im na­ucz­kę, że na­le­ży sza­no­wać to, co się ma, i wy­two­rzy­ła w ich umy­słach wdzi­ęcz­no­ść i sza­cu­nek, wzmac­nia­jąc tym sa­mym ich we­wnętrz­ną siłę.

Ma­gia wdzi­ęcz­no­ści po­le­ga na tym, że ro­dzi jesz­cze wi­ęk­szą ob­fi­to­ść. Dzi­ęku­jąc świa­tu za wszel­kie ła­ski i dary, do­sta­je się wci­ąż wi­ęcej i wi­ęcej. Do­bro przy­ci­ąga do­bro, pa­mi­ęta­cie?

Je­śli do­pad­nie cię zwąt­pie­nie, po­my­śl o rze­czach, za któ­re po­wi­nie­neś być wdzi­ęcz­ny. Spró­buj utrzy­mać ten stan, a szyb­ko po­czu­jesz ulgę, gdyż na­tych­miast się po­ja­wi to bu­du­jące uczu­cie wdzi­ęcz­no­ści. To wiel­ka, po­zy­tyw­na siła, któ­ra po­ma­ga przede wszyst­kim chro­nić się przed nie­szcze­ścia­mi.

Dla­cze­go wci­ąż ro­bię wy­ciecz­ki w stro­nę ta­kich "ezo­te­rycz­nych wa­riactw", za­miast zwy­czaj­nie do­ra­dzić, co ku­pić do je­dze­nia lub w jaką za­opa­trzyć się amu­ni­cję? Obu­dź się i za­ak­cep­tuj swo­ją wol­no­ść jako coś naj­wa­żniej­sze­go! Usu­ni­ęcie przy­czy­ny sy­tu­acji kry­zy­so­wej jest o wie­le wa­żniej­sze, niż ra­dze­nie so­bie z jej skut­ka­mi. Je­steś swym naj­wa­żniej­szym su­rvi­va­lo­wym na­rzędziem! Za­po­bie­ga­nie za­gro­że­niom za­czy­na się na po­zio­mie zwy­czaj­ne­go ży­cia i za­le­ży od tego, jak kie­ru­je się my­śla­mi, emo­cja­mi, sło­wa­mi i czy­na­mi. Two­je bez­pie­cze­ństwo za­le­ży od wła­ści­we­go wy­ko­rzy­sta­nia twych zdol­no­ści i umie­jęt­no­ści. Je­steś pa­nem swo­je­go świa­ta, więc prze­stań na­rze­kać, ob­wi­niać się, szu­kać wy­mó­wek i prze­rzu­cać od­po­wie­dzial­no­ść na in­nych. Nie daj się przy­tło­czyć czar­nym sce­na­riu­szom! Nie zga­dzaj się na ogra­ni­cze­nia! Two­rzą je lu­dzie, któ­rzy nie mają nad tobą żad­nej wła­dzy! I naj­wa­żniej­sze: uwol­nij się od włas­nych ogra­ni­czeń i po­czu­cia, że je­steś ofia­rą. Gło­wa do góry! Stop­nio­wo eli­mi­nuj to, co cię ogra­ni­cza i ko­rzy­staj ze swo­jej siły! Sce­na­riu­sze su­rvi­va­lo­we w 90% ba­zu­ją na psy­cho­lo­gii. W głów­nej mie­rze to wła­śnie psy­cho­lo­gia de­cy­du­je o fi­zjo­lo­gii, two­rząc tru­jący kok­tajl stre­su i stra­chu.

Podstawy samodzielności... i zaufania

"Sam mu­sisz do­ro­snąć, bez względu na to, jak wy­so­ki był twój dzia­dek"

-ir­landz­kie przy­sło­wie

Samo­dziel­no­ść jest naj­wa­żniej­sza, a by­cie sa­mo­dziel­nym ozna­cza zdol­no­ść za­spo­ka­ja­nia swo­ich po­trzeb w opar­ciu o wła­sne umie­jęt­no­ści. Oczy­wi­ście wa­żne jest rów­nież to, żeby móc na kimś lub na czy­mś po­le­gać, ko­muś lub cze­muś ufać, gdyż za­wsze przy­da się po­moc­na dłoń, kie­dy spra­wy za­czną wy­glądać na­praw­dę źle. Grunt to ro­dzi­na!

Oprócz ro­dzi­ny, mo­żna rów­nież ob­da­rzyć za­ufa­niem swo­je mia­sto, a ra­czej urzęd­ni­ków, wie­rząc w to, że w sy­tu­acji kry­zy­so­wej wy­ci­ągną nas z opre­sji. A za­ufa­nie do pa­ństwa? Chcia­ło­by się mieć na­dzie­ję, że dla rządu spra­wy two­jej (i ka­żdej in­nej) ro­dzi­ny są rów­nie wa­żne jak dla cie­bie.

Pa­so­ży­ty względ­ne i bez­względ­ne: me­ta­fo­rycz­na hi­sto­ria mi­ło­sna

Pasożyt rze­czow­nik 1. organizm zwierzęcy albo roślinny żyjący kosztem innego organizmu 2. człowiek żyjący z cudzej pracy

W świe­cie przy­ro­dy - po­cząw­szy od ro­ślin przez ryby, owa­dy i zwie­rzęta, a na lu­dziach sko­ńczyw­szy - wy­stępu­je wie­le ty­pów pa­so­ży­tów. Ró­żnią się m.in. zdol­no­ścia­mi ad­ap­ta­cyj­ny­mi. Nie­któ­re, kie­dy umie­ra ich ży­wi­ciel, mi­gru­ją w po­szu­ki­wa­niu ko­lej­ne­go, inne spo­koj­nie cze­ka­ją, aż sam się po­ja­wi - jed­ne i dru­gie na­zy­wa­my pa­so­ży­ta­mi względ­ny­mi. Są rów­nież pa­so­ży­ty bez­względ­ne - or­ga­ni­zmy, któ­re, gdy ich ży­wi­ciel umie­ra, giną ra­zem z nim, bo same nie po­tra­fią prze­trwać.

Mo­żna przy­jąć, że po­dob­ne ka­te­go­rie do­ty­czą lu­dzi. Na­szym "ży­wi­cie­lem" może być pa­ństwo­wa słu­żba zdro­wia, nud­ny, acz­kol­wiek bo­ga­ty ko­cha­nek czy ma­łżo­nek, bez­piecz­na pra­ca w wiel­kiej kor­po­ra­cji, opie­ku­ńczy ro­dzi­ce lub inni człon­ko­wie ro­dzi­ny, po­da­ro­wa­na kar­ta kre­dy­to­wa (oczy­wi­ście do wy­ko­rzy­sta­nia wy­łącz­nie w sy­tu­acjach awa­ryj­nych) czy wresz­cie ja­ka­kol­wiek inna wspó­łcze­sna me­to­da "usi­dle­nia", po­wo­du­jąc po­wol­ne po­zba­wia­nie czło­wie­ka siły, mo­ty­wa­cji, cha­rak­te­ru i po­czu­cia wła­snej war­to­ści.

Do pew­ne­go stop­nia je­ste­śmy bez­rad­ni wo­bec fak­tu, że sta­je­my się pa­so­ży­ta­mi. War­to jed­nak po­głębiać świa­do­mo­ść, kim są nasi ży­wi­cie­le i sta­rać się pra­co­wać nad po­sze­rze­niem ob­sza­ru wol­no­ści. War­to wie­dzieć, kto lub co rządzi two­im świa­tem.

Masz na­dzie­ję, że wszyst­kie urzędy - lo­kal­ne i pa­ństwo­we - ro­bią, co tyl­ko mo­żli­we, by w pe­łni za­spo­ko­ić po­trze­by two­je i two­ich bli­skich. Po­wi­nie­neś się jed­nak głębo­ko za­sta­no­wić, komu na­praw­dę mo­żesz za­ufać, kto wy­ko­na całą tę ro­bo­tę wła­ści­wie i bez nie­do­ró­bek. War­to o tym po­my­śleć, gdy ro­dzi się po­ku­sa prze­rzu­ce­nia od­po­wie­dzial­no­ści na ko­goś in­ne­go. Prze­cież za na­sze bez­pie­cze­ństwo nie od­po­wia­da ża­den rząd, ale my sami. Ła­ńcuch re­ak­cji na za­gro­że­nia jest tak sil­ny, jak sła­be jest jego naj­słab­sze ogni­wo. Za­dbaj za­tem o to, by nie być naj­słab­szym ogni­wem.

Być jak skała...

Jak wspo­mnia­łem, wy­trzy­ma­ło­ść ka­żde­go ła­ńcu­cha za­le­ży od jego naj­słab­sze­go ogni­wa. Pod­sta­wą do­bre­go pla­nu prze­trwa­nia jest wła­ści­we przy­go­to­wa­nie i, co oczy­wi­ste, odro­bi­na szczęścia. Wi­ęk­szo­ść lu­dzi bu­du­jących wspó­łcze­sną cy­wi­li­za­cję stoi na jed­nej no­dze. W cza­sach gwa­łtow­nych zmian bra­ku­je im sta­bil­no­ści i rów­no­wa­gi. Sta­li się nad­mier­nie uza­le­żnie­ni od ota­cza­jącej ich in­fra­struk­tu­ry. Wy­star­czy wy­ci­ągnąć wtycz­kę z gniazd­ka lub wy­łączyć świa­tło, by ich świat dia­bli wzi­ęli, a wszyst­ko to z po­wo­du bra­ku pla­nu awa­ryj­ne­go - wi­ęk­szo­ść spo­łe­cze­ństwa nie dba lub na­wet nie do­strze­ga po­trze­by po­sia­da­nia ta­kie­go pla­nu.

Nasi przod­ko­wie do­sko­na­le wie­dzie­li, jak za­ło­żyć ogród, prze­cho­wy­wać żyw­no­ść i uzdat­nić wodę do pi­cia. Wi­ęk­szo­ść z nich twar­do stąpa­ła po zie­mi, opie­ra­jąc się na dwóch no­gach, gdyż mie­li do­głęb­ną wie­dzę na te­mat tego, ja­kie umie­jęt­no­ści są nie­zbęd­ne do prze­trwa­nia.

Moi dziad­ko­wie z obu stron byli bar­dzo bied­ni. Żyli w rol­ni­czej Da­ko­cie Po­łu­dnio­wej, do­ra­sta­jąc w cza­sach wiel­kie­go kry­zy­su. W mło­do­ści miesz­ka­li na far­mach, po­le­ga­jąc na da­rach na­tu­ry, do­brej po­go­dzie, pra­co­wi­to­ści i przy­ja­znych sąsia­dach. Mój dzia­dek ze stro­ny mamy zwo­ził z pola sia­no trak­to­rem jesz­cze jako 83-la­tek. Do­pie­ro gdy trak­tor się prze­wró­cił pod­czas pod­jaz­du na skar­pę, uznał to za sy­gnał do "prze­jścia na eme­ry­tu­rę".

W cza­sach mo­ich dziad­ków rządził zdro­wy roz­sądek. Gro­ma­dze­nie za­pa­sów i rze­czy po­trzeb­nych do prze­trwa­nia nie było ob­ja­wem pa­ra­noi. Oso­by w po­trze­bie mo­gły li­czyć na sąsia­dów po ko­lej­nym tor­na­dzie, śnie­ży­cy czy bu­rzy z pio­ru­na­mi. Mat­ka Na­tu­ra ra­czej nie zmie­ni­ła swe­go cha­rak­te­ru, a je­śli już, to sta­ła się jesz­cze bar­dziej nie­obli­czal­na. Mądrzy lu­dzie na­dal ro­bią za­pa­sy na trud­ne cza­sy, gdy nie będzie się dało po­je­chać po za­ku­py na­wet naj­wy­trzy­mal­szą te­re­nów­ką.

Do­ra­sta­łem w wy­jąt­ko­wej at­mos­fe­rze, w świe­cie ogro­dów wa­rzyw­nych, sa­dów owo­co­wych, prze­two­rów, po­lo­wań i wresz­cie cze­goś, co moja ro­dzi­na wci­ąż na­zy­wa "sta­rym, do­brym pio­nier­skim du­chem". Był to czas, kie­dy rządzi­ła pro­sto­ta i lu­dzie po­ma­ga­li so­bie wza­jem­nie, po­nie­waż tego chcie­li, a nie czu­li, że mu­szą. I w tym wła­śnie du­chu pi­szę ksi­ążkę o miej­skim su­rvi­va­lu.

Mrów­ka i ko­nik po­lny

"Odrobina wiedzy praktycznej jest warta nieskończenie więcej niż mnóstwo wiedzy nieużytecznej"

-Kah­lil Gi­bran

 

Pew­ne­go let­nie­go dnia ko­nik po­lny ska­kał so­bie w naj­lep­sze po polu, słu­cha­jąc przez słu­chaw­ki mu­zy­ki i śpie­wa­jąc. Mi­nęła go mrów­ka, dźwi­ga­jąca na ple­cach wo­rek psze­ni­cy, a do tego sło­ik mio­du, po­jem­nik mle­ka w prosz­ku i soli - wszyst­ko to mia­ło tra­fić do mro­wi­ska.

- Cze­mu nie przy­sta­niesz i nie po­roz­ma­wiasz ze mną, za­miast tak się tru­dzić? - za­py­tał ko­nik po­lny.

- Po­ma­gam gro­ma­dzić za­pa­sy na zimę - od­rze­kła mrów­ka. - I to­bie, ko­leś, ra­dzę zro­bić to samo.

- Po co się mar­twić zimą? Prze­cież mamy w bród je­dze­nia!

Ale mrów­ka nie od­po­wie­dzia­ła i ru­szy­ła swo­ją dro­gą. Kie­dy na­de­szła zima, ko­ni­ko­wi po­lne­mu szyb­ko za­bra­kło je­dze­nia i sta­nęło przed nim wid­mo gło­do­wej śmier­ci. Gdy zo­ba­czył, jak mrów­ki ko­rzy­sta­ją z za­pa­sów żyw­no­ści, któ­re zgro­ma­dzi­ły la­tem, zro­zu­miał, jak wa­żne jest od­po­wied­nie przy­go­to­wa­nie na chud­sze cza­sy.

 

Po­słu­ży­łem się tą nie­co uwspó­łcze­śnio­ną wer­sją baj­ki Ezo­pa z oczy­wi­stych po­wo­dów. Je­steś mrów­ką czy ko­ni­kiem po­lnym? Sko­ro ku­pi­łeś tę ksi­ążkę, bez wąt­pie­nia masz za­dat­ki na mrów­kę. Pa­mi­ętaj jed­nak, że nie będziesz nią, do­pó­ki nie wpro­wa­dzisz w ży­cie tre­ści, o któ­rych czy­tasz.

A może jed­nak da­le­ko ci do mrów­ki? Może nie­ustan­nie ga­dasz, a ro­bisz nie­wie­le, bo wo­lisz za­ło­żyć słu­chaw­ki, by się zre­lak­so­wać?

Znam wie­le osób trąbi­ących nie­ustan­nie o Ar­ma­ge­do­nie, pro­roc­twach In­dian Hopi, ko­ńcu ka­len­da­rza Ma­jów, po­wro­cie Elvi­sa, stat­ku-ba­zie, "No­wym Po­rząd­ku Świa­ta", czar­nych dziu­rach, epi­de­miach, za­ra­zach, kur­czącej się po­wło­ce ozo­no­wej, dniu Sądu Osta­tecz­ne­go, za­bój­czych aste­ro­idach oraz eks­plo­du­jących i umie­ra­jących sło­ńcach. Lu­dzie tego po­kro­ju ko­ńczą zwy­kle swe wy­wo­dy stwier­dze­niem: "Cóż, w ra­zie cze­go wiem, do­kąd skie­ro­wać swe kro­ki!". Je­śli już mają się gdzieś udać, to pro­sto do mo­je­go ron­dla, więc mam na­dzie­ję, że przy­naj­mniej przy oka­zji tej nie­po­żąda­nej wi­zy­ty nie­co się pod­tu­czą.

Kiep­scy na­śla­dow­cy mró­wek, strze­żcie się! Wa­sza dzia­łal­no­ść pro­wa­dzi pro­sto do wy­bu­chu ma­so­wej hi­ste­rii. Za­mknij­cie się, pro­szę, i zrób­cie wresz­cie coś po­ży­tecz­ne­go, za­miast stra­szyć in­nych. A przy oka­zji: trud­no so­bie wy­obra­zić coś bar­dziej aro­ganc­kie­go niż za­ło­że­nie, że "w ra­zie cze­go" sko­rzy­sta­cie ze schro­nie­nia i stra­wy ko­goś, kto za­dał so­bie tro­chę tru­du i od­po­wied­nio przy­go­to­wał, pod­czas kie­dy wy nie ro­bi­li­ście ab­so­lut­nie nic poza ga­da­niem.

Czy­mś in­nym jest po­moc tym, któ­rzy sta­ra­li się osi­ągnąć sa­mo­dziel­no­ść, ale po­pa­dli w ta­ra­pa­ty na sku­tek nie­szczęśli­we­go zbie­gu oko­licz­no­ści.

Je­śli je­steś za­twar­dzia­łym ko­ni­kiem po­lnym, a ni­niej­szą ksi­ążkę, któ­rą pod­su­nęła ci za­przy­ja­źnio­na mrów­ka, czy­tasz, cho­ćby po­bie­żnie, to już na­le­żą ci się gra­tu­la­cje! Wkrót­ce może się zda­rzyć, że się za­in­te­re­su­jesz przy­mio­ta­mi mrów­ki, na­wet je­śli będzie to wy­ni­kać wy­łącz­nie z cie­ka­wo­ści.

Miejski i podmiejski survival - z czym to się je

"Dro­gi Pa­nie Lun­din! Dzi­ęku­ję za pa­ńskie za­in­te­re­so­wa­nie sta­no­wi­skiem in­struk­to­ra po­moc­ni­cze­go Pio­nu Za­rządza­nia Kry­zy­so­we­go sta­nu Ari­zo­na. Cho­ciaż pa­ńskie usłu­gi mogą być przy­dat­ne w przy­szło­ści, obec­nie nie ma nie­ste­ty za­po­trze­bo­wa­nia na in­struk­to­rów o tego typu kwa­li­fi­ka­cjach"

-tre­ść od­mow­ne­go li­stu pod­pi­sa­ne­go przez dy­rek­to­ra ds. tre­nin­gu i ćwi­czeń Pio­nu Za­rządza­nia Kry­zy­so­we­go w De­par­ta­men­cie Bez­pie­cze­ństwa i Spraw Woj­sko­wych sta­nu Ari­zo­na, któ­ry otrzy­ma­łem w czerw­cu 2006 r.

B ez względu na to, czy cho­dzi o su­rvi­val miej­ski czy zie­lo­ny (na­sta­wio­ny na prze­trwa­nie w wa­run­kach poza cy­wi­li­za­cją), ksi­ążka ta na pew­no po­mo­że po­ra­dzić so­bie w chwi­lach za­gro­że­nia, za­rów­no na te­re­nach wiej­skich, jak i gęsto za­lud­nio­nych. Ter­min "miej­ski su­rvi­val" ko­ja­rzy się bar­dzo ró­żnie. Dla nie­któ­rych ozna­cza ra­tu­nek przed zom­bie, inni wi­ążą go z bro­nią lub za­gma­twa­ną hi­sto­rią w sty­lu Mad Mak­sa, Ar­ma­ge­do­nu czy ko­li­zji Zie­mi z aste­ro­idą.

Jed­nak pierw­szą i naj­wa­żniej­szą spra­wą w ka­żdych wa­run­kach kry­zy­so­wych, jest pod­jęcie dzia­łań zmie­rza­jących do za­cho­wa­nia ży­cia. Utrzy­ma­nie tem­pe­ra­tu­ry cia­ła na po­zio­mie oko­ło 37?C ma tu za­sad­ni­cze zna­cze­nie. W rze­czy­wi­sto­ści najła­twiej stra­cić ży­cie w te­re­nie po­przez wy­sta­wie­nie się na "dzia­ła­nie cze­goś" i tym sa­mym utra­tę kon­tro­li nad ter­mo­re­gu­la­cją or­ga­ni­zmu. Naj­wi­ęk­sze zwi­ąza­ne z tym za­gro­że­nia to hi­po­ter­mia (wy­zi­ębie­nie or­ga­ni­zmu) i hi­per­ter­mia (prze­grza­nie or­ga­ni­zmu). Ge­ne­ral­na za­sa­da mówi, że wszyst­kie sce­na­riu­sze su­rvi­va­lo­we mu­szą brać pod uwa­gę wal­kę z eks­tre­mal­ny­mi tem­pe­ra­tu­ra­mi i ich śmier­tel­ny­mi dla ludz­kie­go or­ga­ni­zmu skut­ka­mi.

Wie­le lat temu szko­li­łem gru­pę, ma­jącą za sobą kurs z "prze­wod­ni­kiem", któ­ry ostrze­gał przed de­wa­sta­cją pla­ne­ty po ude­rze­niu aste­ro­idy. Ich tre­ning dziw­nie się po­kry­wał z fil­ma­mi trak­tu­jący­mi o tego typu nie­szczęściach - Na­głe zde­rze­nieAr­ma­ge­don. Za­spo­ko­je­nie ich ocze­ki­wań oka­za­ło się dość trud­ne, chcie­li bo­wiem prze­żyć epic­ki grill pla­ne­ty, po któ­rym 90% ludz­ko­ści usma­ży się jak kacz­ki. Pe­wien przed­si­ębior­czy uczest­nik kur­su spra­wił so­bie na tę oko­licz­no­ść no­wiut­kie­go hum­me­ra, wy­po­sa­ża­jąc go w do­dat­ko­we zbior­ni­ki pa­li­wa na da­chu. Cie­ka­we, jak za­mie­rzał po ka­ta­stro­fie zdo­by­wać pa­li­wo? Do­kąd (i po czym?) chciał je­ździć?

Lu­dzie mają bar­dzo ró­żne po­jęcie o tym, co będzie po­trzeb­ne, gdy doj­dzie do ka­ta­stro­fy. Fa­cet od hum­me­ra w swych przy­go­to­wa­niach nie po­świ­ęcił zbyt wie­le uwa­gi wo­dzie, schro­nie­niu czy żyw­no­ści, kon­cen­tru­jąc się na mo­żli­wo­ści tan­ko­wa­nia na wy­pa­lo­nym pust­ko­wiu swo­jej te­re­nów­ki, zna­nej skądi­nąd z tego, że pali nie­mi­ło­sier­nie dużo. Co wi­ęcej, ku­pił ten sa­mo­chód już po mo­ich za­jęciach, cho­ciaż dam so­bie gło­wę uci­ąć, że nie wspo­mi­na­łem o za­le­tach tego po­jaz­du w oko­licz­no­ściach tak bar­dzo przy­po­mi­na­jących ko­niec świa­ta.

Podsumowując, książka ta koncentruje się wokół trzech zagadnień:

1.Rozpoznanie, czego ludzie naprawdę potrzebują, by przeżyć w krótkim i dłuższym okresie czasu.

2.Wskazanie rzeczy naprawdę niezbędnych w warunkach, w których uzupełnienie zapasów w pobliskim (i w żadnym innym) sklepie nie wchodzi w grę.

3.Instrukcje, jak na bazie tego, co akurat ma się pod ręką, zaspokoić w zaimprowizowany sposób wiele swoich potrzeb, podnosząc przy tym komfort psychiczny i emocjonalny rodziny.

 

W tym po­rad­ni­ku sta­ram się wska­zać uni­wer­sal­ne i pod­sta­wo­we rze­czy nie­zbęd­ne w sy­tu­acji kry­zy­so­wej, jed­nak ty sam mu­sisz oce­nić, co w two­im przy­pad­ku spraw­dzi się naj­le­piej i co będzie naj­bar­dziej po­trzeb­ne. Za­le­ży to od wie­lu czyn­ni­ków, jak po­ło­że­nie geo­gra­ficz­ne, rze­źba te­re­nu, kli­mat, licz­ba człon­ków ro­dzi­ny, ich wiek, stan zdro­wia, mo­bil­no­ść, do­stęp do wody pit­nej itp. Istot­nych ró­żnic zna­la­zło­by się znacz­nie wi­ęcej, ale nie ma sen­su wszyst­kich ich tu­taj wy­mie­niać.

Ta ksi­ążka, jak i żad­na inna, nie po­da­je na ta­le­rzu go­to­wych roz­wi­ązań pro­ble­mu, któ­ry mó­głby za­gro­zić two­jej ro­dzi­nie. Prze­ka­zu­ję w niej całą do­stęp­ną mi wie­dzę, któ­ra we­dług mnie może się przy­dać w sy­tu­acjach za­gro­że­nia, ale pod­kre­ślam: prze­czy­ta­nie po­rad­ni­ka od de­ski do de­ski i przy­go­to­wa­nie domu w opar­ciu o za­war­te w nim rady NIE GWA­RAN­TU­JE PRZE­TRWA­NIA. Ka­żdy sce­na­riusz su­rvi­va­lo­wy za­wie­ra dwie zmien­ne. Jed­ną jest ludz­ka na­tu­ra, dru­gą - Mat­ka Na­tu­ra. Obie mogą za­wie­ść w naj­mniej ocze­ki­wa­nym mo­men­cie, sta­wia­jąc wy­zwa­nia, o ja­kich nie śni­ło się au­to­rom ksi­ążek czy fil­mów po­świ­ęco­nych su­rvi­va­lo­wi.

Ni­niej­sza ksi­ążka ma do­star­czyć czy­tel­ni­ko­wi so­lid­nej i dość szcze­gó­ło­wej wie­dzy, któ­ra wzmoc­ni wia­rę w sens zma­gań z ży­wio­ła­mi, wy­czu­li na do­cho­dzące ze świa­ta sy­gna­ły nie­bez­pie­cze­ństwa i po­zwo­li się mo­żli­wie naj­le­piej przy­go­to­wać na sy­tu­ację kry­zy­so­wą.

Prze­stu­diuj za­miesz­czo­ne w po­rad­ni­ku in­for­ma­cje, a po­tem po­my­śl o so­bie. W przy­go­to­wa­nia mo­żesz za­an­ga­żo­wać ta­kże inne oso­by, prze­cież z wy­zwa­niem nie trze­ba się mie­rzyć sa­mo­dziel­nie.

Jak korzystać z książki

Jerry Lizak

Jako że roz­dzia­ły tego po­rad­ni­ka są krót­kie, bez tru­du znaj­dziesz in­for­ma­cję, któ­rej aku­rat po­trze­bu­jesz. Oma­wia­ne te­ma­ty do­ty­czą przede wszyst­kim tego, co naj­sku­tecz­niej ochro­ni cię w sy­tu­acji praw­dzi­we­go za­gro­że­nia.

Oczy­wi­ście, naj­le­piej prze­czy­tać ksi­ążkę od de­ski do de­ski - wów­czas tre­ning prze­trwa­nia będzie sku­tecz­niej­szy.

Na po­czątek war­to za­pa­mi­ętać pro­stą za­sa­dę: wy­jście bez szwan­ku z sy­tu­acji kry­zy­so­wej w 90% za­le­ży od sta­nu psy­chicz­ne­go, a tyl­ko w 10% od dzia­ła­nia i do­stęp­ne­go sprzętu. Dla­te­go jako pierw­szy wy­cho­dzi na sce­nę ener­gicz­ny Jer­ry, od­po­wie­dzial­ny za two­ją pew­no­ść sie­bie i po­zy­tyw­ne my­śle­nie.

Jer­ry po­ja­wia się na kar­tach ksi­ążki, by za­chęcać do po­dej­mo­wa­nia wy­si­łku, pro­wo­ko­wać do my­śle­nia, ba­wić i do­da­wać otu­chy. Wspie­ra­ją go w tym mądre sen­ten­cje zna­nych i do­ce­nia­nych lu­dzi z ca­łe­go świa­ta. Jego rola po­le­ga głów­nie na przy­po­mi­na­niu, że nikt nie jest osa­mot­nio­ny i ni­g­dy nie na­le­ży tra­cić na­dziei.

Nie po­mi­jaj frag­men­tów, w któ­rych po­ja­wia się Jer­ry, gdyż sta­no­wią one bazę tego, na czym na­le­ży zbu­do­wać swój plan prze­trwa­nia. Tech­ni­ki na nic się zda­dzą, je­śli pa­ra­li­żu­jący strach nie po­zwa­li z nich wła­ści­wie sko­rzy­stać.

Wskazówki Jerry'ego

Wska­zów­ki Jer­ry'ego do­ty­czą rze­czy re­ko­men­do­wa­nych jako nie­zbęd­ne do prze­trwa­nia (przed­sta­wiam je w dru­giej części ksi­ążki). Spe­cja­li­stycz­ne roz­dzia­ły, po­świ­ęco­ne m.in. za­pew­nie­niu od­po­wied­nich wa­run­ków sa­ni­tar­nych w sy­tu­acjach kry­zy­so­wych, wo­dzie, trans­por­to­wi, żyw­no­ści i ko­mu­ni­ko­wa­niu się, zo­sta­ły skon­stru­owa­ne tak, byś szyb­ko i bez tru­du zna­la­zł in­te­re­su­jący cię te­mat.

Ka­żdy roz­dział pre­zen­tu­je licz­ne wa­rian­ty roz­wi­ąza­nia da­ne­go pro­ble­mu. Na przy­kład w części o "kry­zy­so­wym" oświe­tle­niu pod­su­wam wie­le po­my­słów (uży­cie la­tar­ki, świec, lam­pio­nów, lamp naf­to­wych, a na­wet lamp so­lar­nych), ale to ty sam po­wi­nie­neś wy­brać opcję od­po­wia­da­jącą po­trze­bom i bu­dże­to­wi ro­dzi­ny. Nie ule­gaj po­ku­sie ku­po­wa­nia do­kład­nie ta­kich sprzętów, ja­kie opi­su­ję. Myśl przede wszyst­kim o re­aliach, w ja­kich ży­jesz, i sam de­cy­duj, co jest nie­zbęd­ne, a co nie.

Bardzo krótkie podsumowanie

Znaj­dziesz je na ko­ńcu ka­żde­go roz­dzia­łu. Taka pi­gu­łka oka­że się ide­al­na dla osób, któ­re nie mają zbyt wie­le cza­su. Ta­kże dla tych, któ­rzy, kart­ku­jąc ksi­ążkę, chcą wró­cić pa­mi­ęcią do oma­wia­nych za­gad­nień. I wresz­cie dla śred­nio za­in­te­re­so­wa­nych czym­kol­wiek leni, trak­tu­jących cię jako wa­ria­ta owład­ni­ęte­go wi­zją ry­chłej za­gła­dy.

Hardcorowe rady

Pod tym szyl­dem znaj­dziesz zwi­ąza­ne z te­ma­tem roz­dzia­łu za­awan­so­wa­ne tech­ni­ki prze­trwa­nia, któ­rych za­kres znacz­nie prze­kra­cza pod­sta­wo­we po­trze­by wi­ęk­szo­ści ro­dzin.

Rysunkowy Gang

Człon­ko­wie gan­gu wy­stępu­jący w ksi­ążce - Vin­ny, Rob­bie, Tre­vor, Da­isy - mają jed­no wa­żne za­da­nie - pod­trzy­my­wać was na du­chu, bo jak wia­do­mo, do­bry hu­mor jest naj­wa­żniej­szy. Poza tym, ka­żdy z nich jest kwin­te­sen­cją tych cech i umie­jęt­no­ści, któ­re po­win­ni­ście w so­bie od­na­le­źć i tym sa­mym zwi­ęk­szyć szan­se na prze­ży­cie swo­je i swo­jej ro­dzi­ny.

Vin­ny

Vin­ny'ego Ka­ra­lu­cha, ele­ganc­kie­go i dow­cip­ne­go prze­wod­ni­ka po świe­cie za­gro­żeń, cha­rak­te­ry­zu­ją przede wszyst­kim: po­zy­tyw­ne na­sta­wie­nie do rze­czy­wi­sto­ści i duża pew­no­ść sie­bie - dzie­dzic­two wie­lu po­ko­leń jego przod­ków ży­jących w ko­szach na śmie­ci i kuch­niach VIP-ów. Bo­ga­te, opar­te na la­tach prak­ty­ki do­świad­cze­nie, świa­do­mo­ść i in­tu­icyj­na wie­dza po­zwa­la­ją mu z ła­two­ścią i w na­tu­ral­ny spo­sób od­naj­dy­wać naj­lep­sze spo­so­by na prze­trwa­nie. Vin­ny za­wsze po­tra­fi się urządzić - za­rów­no w trak­cie, jak i po to­tal­nej ka­ta­stro­fie. Ma ta­lent prze­wi­dy­wa­nia roz­wo­ju wy­pad­ków i ro­zu­mie­nia mo­ty­wów kie­ru­jących lu­dźmi. Dzi­ęki temu po­tra­fi za­pro­po­no­wać opty­mal­ne stra­te­gie prze­trwa­nia. Vin­ny ma tyl­ko jed­ną wiel­ką sła­bo­ść - ser brie.

Ka­ra­lu­chy na­le­żą do naj­bar­dziej nie­za­le­żnych stwo­rzeń w świe­cie przy­ro­dy, a co za tym idzie - są do­sko­na­łym i jed­no­cze­śnie dość oso­bli­wym przy­kła­dem do na­śla­do­wa­nia. Ich zdol­no­ść ad­ap­ta­cji i nie­sa­mo­wi­ta od­por­no­ść prze­szły już do le­gen­dy.

Zna­my pra­wie 4 tys. ga­tun­ków tych owa­dów, któ­re żyją na zie­mi od po­nad 400 mln lat. Z tej licz­by za­le­d­wie tu­zin uzna­no za szkod­ni­ki.

Ka­ra­lu­chy po­tra­fią prze­żyć na­wet ty­dzień bez gło­wy, pa­da­jąc w ko­ńcu z od­wod­nie­nia, po­nie­waż nie mogą się na­pić. Co cie­ka­we, ich układ ner­wo­wy, roz­ci­ągni­ęty na ca­łej dłu­go­ści cia­ła, na­dal funk­cjo­nu­je. Po­tra­fią wstrzy­mać od­dech na 45 mi­nut, je­dzą do­słow­nie wszyst­ko (mają od­dziel­ne "uzębie­nie" we­wnątrz ukła­du tra­wien­ne­go, umo­żli­wia­jące po­ży­wia­nie się w trak­cie prze­miesz­cza­nia się), mogą też bie­gać z pręd­ko­ścią do 5 km/godz. Nie szko­dzi im pro­mie­nio­wa­nie od­po­wia­da­jące ra­dia­cji eks­plo­zji ter­mo­nu­kle­ar­nej (dla ka­ra­cza­na pru­sa­ka 90-105 tys. re­mów jest daw­ką "do przy­jęcia", dla czło­wie­ka do­pusz­czal­ne jest za­le­d­wie 800 re­mów).

Ka­ra­lu­chy mają je­den duży nerw łączący gło­wę z od­wło­kiem, dzia­ła­jący po­dob­nie jak de­tek­tor ru­chu, a jed­no­cze­śnie ostrze­ga­jący przed nie­bez­pie­cze­ństwem czy­ha­jącym z tyłu. Szczyp­ce na od­nó­żach umo­żli­wia­ją im wspi­na­nie się po ścia­nach, a oczy, zbu­do­wa­ne z 4 tys. sa­mo­dziel­nych so­cze­wek, ob­ra­ca­ją się na wszyst­kie stro­ny. Aby unik­nąć za­gro­że­nia, ko­rzy­sta­ją z wy­so­ce wra­żli­wych i wy­spe­cja­li­zo­wa­nych czu­łków, skła­da­jących się ze 150-170 po­łączo­nych w ca­ło­ść czło­nów, któ­re umo­żli­wia­ją im wy­ko­na­nie do 25 zwro­tów cia­ła na se­kun­dę (pod tym względem są re­kor­dzi­sta­mi w świe­cie zwie­rząt).

Ser­ce ka­ra­lu­cha to zwy­kła tuba z za­staw­ka­mi, któ­ra pom­pu­je krew w obu kie­run­kach. Owad po­tra­fi zwol­nić ak­cję ser­ca lub ca­łko­wi­cie ją za­trzy­mać bez ja­kich­kol­wiek kon­se­kwen­cji. Je­śli ka­ra­luch na­gle tra­ci od­nó­że, nie od­twa­rza go jak inne owa­dy w kil­ku cy­klach li­nie­nia, lecz opó­źnia naj­bli­ższe li­nie­nie, kon­cen­tru­jąc całą ener­gię na od­two­rze­nie ko­ńczy­ny. Ka­ra­lu­chy wy­ró­żnia­ją się też pod względem umie­jęt­no­ści prze­twa­rza­nia cen­nych skład­ni­ków odżyw­czych w źró­dło ener­gii, któ­re po­ma­ga zneu­tra­li­zo­wać lub osła­bić dzia­ła­nie gro­źnych che­mi­ka­liów.

Te owa­dy do­sko­na­le wie­dzą, że nie na­le­ży trwo­nić ener­gii - 75% cza­su spędza­ją na nic­nie­ro­bie­niu. Naj­now­sze ba­da­nia ujaw­ni­ły, że wy­pra­co­wa­ły one pew­ne zło­żo­ne spo­so­by za­cho­wań spo­łecz­nych, jak cho­ćby gru­po­we po­dej­mo­wa­nie de­cy­zji od­no­śnie po­dzia­łu za­pa­sów żyw­no­ści. Wi­ęk­szo­ść ga­tun­ków ka­ra­lu­chów ro­dzi żywe mło­de - co jest ano­ma­lią w świe­cie owa­dów - za­po­bie­ga­jąc w ten spo­sób zja­da­niu jaj przez kon­ku­ren­cję. Je­śli bra­ku­je po­ży­wie­nia, mło­de ka­ra­lu­chy po­dej­mu­ją pró­bę prze­trwa­nia, ży­wi­ąc się od­cho­da­mi ro­dzi­ców.

Rob­bie

Spe­cjal­ny bo­nus!

Ak­tu­al­ny re­kord świa­ta w je­dze­niu ży­wych ka­ra­lu­chów na czas na­le­ży do Kena Edward­sa z an­giel­skie­go hrab­stwa Der­by­shi­re. W 2001 r. Ken zja­dł w mi­nu­tę 36 sy­czących ka­ra­cza­nów ma­da­ga­skar­skich.

Smacz­ne­go, Ken!

Rob­bie Śmie­ciarz uro­dził się, a ja­kże, na wy­sy­pi­sku śmie­ci, w po­bli­żu miej­sco­wo­ści Ari­va­ca w Ari­zo­nie. Za­pro­si­łem go, by na­uczył nas, jak zro­bić coś z ni­cze­go. Jest bo­żysz­czem by­wal­ców wy­sy­pisk, po­dzi­wia­nym za swą po­my­sło­wo­ść i sza­cu­nek dla ogra­ni­czo­ne­go bu­dże­tu. Bie­gła zna­jo­mo­ść al­ter­na­tyw­nych źró­deł za­so­bów w mia­stach i na pro­win­cji, szcze­gól­nie zaś bo­gac­twa uży­tecz­nych śmie­ci, w po­łącze­niu z umie­jęt­no­ścia­mi i zdol­no­ścią do im­pro­wi­za­cji czy­ni z Rob­bie­go nie­oce­nio­ne­go so­jusz­ni­ka, gdy trze­ba stwo­rzyć ta­nie, wie­lo­funk­cyj­ne na­rzędzie. Dla nie­go li­czy się kon­kret; jest zło­tą rącz­ką i po­tra­fi po­słu­gi­wać się fa­cho­wą ter­mi­no­lo­gią, dzi­ęki cze­mu prze­ka­zu­je wie­dzę w pro­sty i ja­sny spo­sób. Jego mot­to brzmi: "Je­śli coś nie jest ze­psu­te, to tego nie na­pra­wiaj. Je­śli jest ze­psu­te, na­praw sa­mo­dziel­nie!".

Tre­vor

Tre­vor jest mi­strzem pro­sto­ty we wszyst­kim, co robi. Po­tra­fi wska­zać naj­prost­szy spo­sób wy­ko­na­nia ka­żde­go za­da­nia. Ce­chu­je go spo­kój i opa­no­wa­nie.

Da­isy

Kro­wa Da­isy jest pa­tron­ką od­wa­gi w dzia­ła­niu. Za­wsze znaj­du­je wy­jście z trud­nej sy­tu­acji, po­tra­fi do­dać otu­chy i pa­trzy opty­mi­stycz­nie w przy­szło­ść, choć jed­no­cze­śnie jest przy­go­to­wa­na na naj­gor­sze. Sły­nie z ta­len­tu do kre­atyw­nej wspó­łpra­cy, do­cie­kli­wo­ści i świet­niej or­ga­ni­za­cji. Z de­ter­mi­na­cją i wy­trwa­ło­ścią chwy­ta byka za rogi i mie­rzy się ze wszyst­ki­mi ocze­ku­jący­mi za­ła­twie­nia spra­wa­mi.

Łowca i zdobycz: klucz do psy­cho­lo­gii prze­trwa­nia

"Wąt­pli­wo­ść i strach są ro­dzi­ca­mi ludz­kie­go za­cho­wa­nia, a resz­ta przy­zwy­cza­jeń to ich dzie­ci"

-Pe­arl Dor­ris

To, co czło­wiek oka­zu­je na ze­wnątrz, jest za­le­d­wie echem tego, co się dzie­je w jego wnętrzu. Je­śli w głębi du­szy my­ślisz, że je­steś pa­lan­tem, to nie spo­dzie­waj się, że lu­dzie będą cię po­strze­gać w inny spo­sób.

Dra­pie­żni­ki, do któ­rych za­li­cza się rów­nież czło­wiek, z upodo­ba­niem po­lu­ją na słab­sze osob­ni­ki. W świe­cie zwie­rząt, je­śli np. wilk po­rwie się na sil­ne­go i zdro­we­go ło­sia, po­dej­mu­je ry­zy­ko - gdy od­nie­sie po­wa­żne, za­gra­ża­jące ży­ciu ob­ra­że­nia, za­wa­żą one na jego zdol­no­ści prze­trwa­nia lub nie, rzu­tu­jąc na jego ło­wiec­kie zdol­no­ści w przy­szło­ści. Dra­pie­żni­ki - za­rów­no zwie­rzęta, jak i lu­dzie - są mi­strza­mi w od­czy­ty­wa­niu mowy cia­ła i sub­tel­nych niu­an­sów do­ty­czących po­ten­cjal­nej zdo­by­czy. Drob­ny prze­stęp­ca na uli­cy oce­nia swą przy­szłą ofia­rę w po­dob­ny spo­sób jak lew na pre­rii ga­ze­lę. Nie po­trze­ba do tego żad­nych słów. Albo jest się od­po­wied­nim ce­lem, albo nie.

Dra­pie­żno­ść na ogół nie wy­stępu­je na po­zio­mie jed­nost­ko­wym. Do­ty­czy grup, or­ga­ni­za­cji, a na­wet miast i na­ro­dów. Do rzad­ko­ści na­le­żą sku­tecz­ne roz­wi­ąza­nia prak­tycz­ne po­zwa­la­jące zmniej­szyć po­czu­cie lęku, bo często nikt nie zna jego praw­dzi­we­go źró­dła. Naj­pierw wkra­da się wąt­pli­wo­ść, któ­ra albo wzmoc­ni, albo znacz­nie osła­bi na­szą pew­no­ść sie­bie. Je­śli po­czu­je­my się nie­pew­nie, ktoś inny za­cznie de­cy­do­wać, co jest naj­od­po­wied­niej­sze dla na­sze­go bez­pie­cze­ństwa.

Co gry­zie Tre­vo­ra

"Jeśli nie możesz ich przekonać, zdezorientuj ich"

-Har­ry S. Tru­man

 

W tej części wie­le uwa­gi po­świ­ęco­no zwal­cze­niu lęków, z któ­ry­mi bo­ry­ka się Tre­vor. Im wi­ęcej się o nich mówi, tym bar­dziej po­wa­żniej­sze i trud­niej­sze do po­ko­na­nia się wy­da­ją. To z ko­lei ge­ne­ru­je strach i zło­ść. Naj­pierw trze­ba so­bie po­ra­dzić z głów­ną przy­czy­ną pro­ble­mu. Zaj­mo­wa­nie się wy­łącz­nie skut­ka­mi usta­wia nas w po­zy­cji obron­nej, skąd bli­sko do fru­stra­cji i bez­sil­no­ści. Mo­że­my się przez cały dzień opędzać od much, ale je­śli nie za­re­agu­je­my na przy­czy­nę ich obec­no­ści, usu­wa­jąc np. nie­czy­sto­ści z obe­jścia, to nie po­zo­sta­nie nam nic in­ne­go, jak przy­wyk­nąć do ich to­wa­rzy­stwa. Jed­nym z naj­lep­szych spo­so­bów ra­dze­nia so­bie z przy­czy­ną pro­ble­mu jest uczci­we i rze­tel­ne po­sta­wie­nie spra­wy.

W dzi­siej­szym świe­cie mało kto wie, co jest na­praw­dę ko­niecz­ne i nie­zbęd­ne do ży­cia. Tym bar­dziej więc po­zwa­la­nie in­nym, by o tym za cie­bie de­cy­do­wa­li, przy­czy­nia się do tego, że sta­niesz się obia­dem na sto­le dra­pie­żni­ka. Dla­te­go pod­sta­wą po­win­na być sa­mo­dziel­no­ść i pew­no­ść sie­bie. To wła­śnie te ce­chy po­mo­gą ci sta­wić czo­ła nie­zli­czo­nym wy­zwa­niom w sy­tu­acji za­gro­że­nia. Gdy za­dbasz o za­spo­ko­je­nie pod­sta­wo­wych po­trzeb, cała resz­ta na li­ście przy­go­to­wań zy­ska dru­go­rzęd­ne zna­cze­nie.

Po­trze­by i spo­sób, w jaki za­bie­ra się do ich za­spo­ka­ja­nia są kwe­stią in­dy­wi­du­al­ną. Nie­któ­re spo­śród ko­niecz­nych do prze­trwa­nia ele­men­tów, jak cho­ćby woda do pi­cia, żyw­no­ść i schro­nie­nie nie­zbęd­ne do za­cho­wa­nia pra­wi­dło­wej tem­pe­ra­tu­ry cia­ła, nie pod­le­ga­ją dys­ku­sji. Inne mają jed­nost­ko­wy cha­rak­ter - mogą do­ty­czyć na przy­kład le­karstw czy rze­czy przy­wra­ca­jących rów­no­wa­gę i spo­kój du­cha. Od­dzie­le­nie po­trzeb ro­dzi­ny od jej wy­ma­gań jest bez wąt­pie­nia jed­nym z naj­wa­żniej­szych za­dań, któ­re trze­ba wy­ko­nać w dro­dze do nie­za­le­żno­ści.

W okowach stresu i strachu

"Za­bi­ja nas nie stres, lecz na­sza re­ak­cja na nie­go"

-Hans Se­lye

Według sza­cun­ków aż 40% lu­dzi będzie się mu­sia­ło w swo­im ży­ciu zmie­rzyć z ja­kąś ka­ta­stro­fą. Jak ła­two so­bie wy­obra­zić, war­to­ść ta jest za­pew­ne zde­cy­do­wa­nie wy­ższa w przy­pad­ku kra­jów roz­wi­ja­jących się. Trau­ma­tycz­nym prze­ży­ciom to­wa­rzy­szą po­wta­rzal­ne uczu­cia i choć na­wet po­cząt­ko­wo mogą nie zo­stać za­ma­ni­fe­sto­wa­ne jako czy­sty strach lub pa­ni­ka, i tak wpły­ną na cia­ło i umy­sł czło­wie­ka w po­dob­ny spo­sób.

W cza­sie ka­ta­stro­fy i tuż po niej lu­dzie pre­zen­tu­ją całą gamę za­cho­wań: od eks­tre­mal­nej od­wa­gi lub pa­ni­ki, po­przez nie­do­wie­rza­nie, aż po ca­łko­wi­tą apa­tię. Dzie­je się tak dla­te­go, że pró­bu­ją prze­two­rzyć cha­os i zna­le­źć w nim ja­kiś sens. U oca­lo­nych (oraz ra­tow­ni­ków, po­ten­cjal­nych "ofiar dru­gie­go rzu­tu" z uwa­gi na dłu­go­tr­wa­łe prze­by­wa­nie w stre­fie eks­tre­mal­ne­go za­gro­że­nia) mogą wy­stąpić ró­żne zmia­ny o cha­rak­te­rze fi­zycz­nym, emo­cjo­nal­nym, po­znaw­czym i be­ha­wio­ral­nym, któ­re będą od­bie­gać od nor­mal­nych za­cho­wań. Nie­zno­śne po­czu­cie stra­ty, za­rów­no w przy­pad­ku uko­cha­nej oso­by, jak i ce­nio­ne­go przed­mio­tu, za­wsze od­ci­ska pi­ęt­no na ludz­kiej psy­chi­ce. Nie­któ­rzy oca­le­ni mogą po­pa­ść w od­rętwie­nie. Oso­by ta­kie, często na­zy­wa­ne "cho­dzący­mi ran­ny­mi", wy­da­ją się oszo­ło­mio­ne i zdez­o­rien­to­wa­ne, pod­czas gdy inni wy­ka­zu­ją się ini­cja­ty­wą i w al­tru­istycz­ny spo­sób po­ma­ga­ją bli­źnim. Po­dob­nie jak w przy­pad­ku pu­de­łka cze­ko­la­dek For­re­sta Gum­pa, w któ­rym nie wia­do­mo, na co się tra­fi, trud­no prze­wi­dzieć za­cho­wa­nie swo­ich naj­bli­ższych w ob­li­czu po­wa­żnej ka­ta­stro­fy. Na­wet naj­tward­sze jed­nost­ki, wy­tre­no­wa­ni w ra­dze­niu so­bie z ka­ta­stro­fa­mi eks­per­ci, nie za­wsze ra­dzą so­bie z eks­tre­mal­ny­mi skut­ka­mi ja­kie­goś nie­szczęścia. Z tego po­wo­du człon­ko­wie per­so­ne­lu ra­tow­ni­cze­go, za­rów­no cy­wil­ni, jak i woj­sko­wi, obo­wi­ąz­ko­wo skła­da­ją ra­port po ka­żdym trau­ma­tycz­nym wy­da­rze­niu.

Na sku­tek ka­ta­stro­fy twoi bli­scy mogą cier­pieć na bóle gło­wy, apa­tię i de­pre­sję, mieć pro­ble­my ze snem, po­pa­dać w zmien­no­ść na­stro­jów, fru­stra­cję i zło­ść, mogą im się rów­nież zmie­nić pre­fe­ren­cje ży­wie­nio­we, może ich do­pa­ść po­czu­cie winy, izo­la­cji i bez­sil­no­ści. Na cha­os szcze­gól­nie wra­żli­we są dzie­ci, któ­rych eg­zy­sten­cja w du­żej mie­rze za­le­ży od co­dzien­nej ru­ty­ny. W przy­pad­ku jej za­bu­rze­nia mogą po­wró­cić na­wy­ki z wcze­sne­go dzie­ci­ństwa, jak np. mo­cze­nie się, ssa­nie pal­ca oraz sen­ne kosz­ma­ry. Do rzad­ko­ści nie na­le­ży też płacz­li­wo­ść, skłon­no­ść do krzy­ku, strach przed od­da­la­niem się od opie­ku­nów lub to­tal­na izo­la­cja. Zda­rza­ły się rów­nież sy­tu­acje, gdy dzie­ci zu­pe­łnie od­ci­na­ły się od złych do­świad­czeń, wy­rzu­ca­jąc trau­mę ca­łko­wi­cie ze swo­jej pa­mi­ęci.

Cho­ciaż ni­niej­sza ksi­ążka kła­dzie naj­wi­ęk­szy na­cisk na za­gad­nie­nia fi­zycz­ne, kon­cen­tru­jąc się na rze­czach nie­zbęd­nych do utrzy­ma­nia się przy ży­ciu, to już wie­lo­krot­nie pod­kre­śla­łem za­sad­ni­cze zna­cze­nie za­cho­wa­nia zdro­wia psy­chicz­ne­go. Żad­ne rze­czy ma­te­rial­ne ani umie­jęt­no­ści nie mają zna­cze­nia dla czło­wie­ka, któ­ry jest psy­chicz­nym wra­kiem. Po trau­ma­tycz­nym do­świad­cze­niu jest bar­dzo wa­żne, by ro­dzi­na zna­la­zła czas na dys­ku­sję o tym, jak ka­żdy jej czło­nek się czu­je. Roz­mo­wa po­zwo­li uwol­nić stres i po­mo­że zro­zu­mieć, że w tym trud­nym po­ło­że­niu czło­wiek nie jest sam. Pod­czas roz­mów na­le­ży uwa­żnie słu­chać, bez ob­wi­nia­nia się lub osądza­nia. Ostat­nią rze­czą, ja­kiej po­trze­bu­je oca­lo­ny, jest ko­lej­ny ob­ci­ąża­jący sce­na­riusz z ga­tun­ku: "A co by było, gdy­by...?". Je­śli przy­szło się zma­gać ze swo­ją trau­mą sa­mot­nie, na­le­ży szu­kać z kimś kon­tak­tu. Trze­ba się czy­mś za­jąć, po­zo­stać ak­tyw­nym, ale jed­no­cze­śnie za­cho­wać od­po­wied­ni mar­gi­nes, by móc dzie­lić się ener­gią z in­ny­mi. Na­le­ży za­dbać o swo­je cia­ło, dać mu od­po­cząć, na­kar­mić je i na­wod­nić. Oca­lo­nym, któ­ry­mi owład­nie myśl ra­to­wa­nia ca­łe­go świa­ta, gro­zi za­ła­ma­nie, je­śli ktoś ich nie zmu­si do zro­bie­nia so­bie prze­rwy. Ka­żde ple­mię jest tak sil­ne, jak jego naj­słab­sze ogni­wo, więc ka­żdy musi mieć ba­cze­nie na kon­dy­cję po­zo­sta­łych.

Kla­sycz­ne re­ak­cje na trau­ma­tycz­ne do­świad­cze­nia

 

Fizyczne:

ból gło­wy

za­wro­ty gło­wy

nud­no­ści

roz­strój żo­łąd­ka

za­par­cie

roz­wol­nie­nie

zgrzy­ta­nie zęba­mi

zmęcze­nie

drże­nie

nad­po­bu­dli­wo­ść

za­bu­rze­nia snu i kosz­ma­ry

 

Mentalne:

za­gu­bie­nie i dez­orien­ta­cja

utra­ta pa­mi­ęci

za­prze­cza­nie

utra­ta zdol­no­ści do po­dej­mo­wa­nia de­cy­zji

brak kon­cen­tra­cji

 

Emocjonalne:

szok

strach, pa­ni­ka i eks­tre­mal­ne po­bu­dze­nie

de­pre­sja, apa­tia i smu­tek

płacz­li­wo­ść i skłon­no­ść do krzy­ku

po­czu­cie przy­tło­cze­nia

po­czu­cie winy

od­rętwie­nie, od­rzu­ce­nie i po­czu­cie nie­rze­czy­wi­sto­ści

 

Behawioralne:

izo­la­cja i wy­co­fa­nie

po­iry­to­wa­nie

eks­tre­mal­na ga­da­tli­wo­ść lub mil­cze­nie

wzrost lub spa­dek ape­ty­tu (obżar­stwo/po­szcze­nie)

po­dejrz­li­wo­ść i pa­ra­no­ja

de­struk­cyj­ne za­cho­wa­nia wo­bec sie­bie oraz in­nych

wzrost in­ten­syw­no­ści pa­le­nia pa­pie­ro­sów, pi­cia al­ko­ho­lu lub za­ży­wa­nia nar­ko­ty­ków

skłon­no­ść do wzbu­rze­nia i kłó­tli­wo­ści

zmia­na po­trzeb i funk­cji sek­su­al­nych

Dzie­ci są szcze­gól­nie po­dat­ne na stres zwi­ąza­ny z nie­bez­piecz­ny­mi sy­tu­acja­mi. Nie wol­no ich po­zo­sta­wiać sa­mym so­bie oraz igno­ro­wać ich uczuć. Trze­ba z nimi roz­ma­wiać o tych uczu­ciach i słu­chać, co mają do po­wie­dze­nia. Po­win­ny wie­dzieć o nie­bez­pie­cze­ństwie tyle, ile są w sta­nie zro­zu­mieć: jak do tego do­szło, że jest już po wszyst­kim i że już nic im nie gro­zi. War­to po­świ­ęcić dzie­ciom wi­ęcej cza­su, nie stro­nić od czu­łych ge­stów i przy­tu­la­nia, sta­ra­jąc się ugrun­to­wać w nich po­czu­cie, że za­gro­że­nie już mi­nęło. Dzie­ci, z na­tu­ry bar­dzo spo­strze­gaw­cze, od razu za­uwa­ża­ją, jak do­ro­śli re­agu­ją w sy­tu­acji za­gro­że­nia. Je­śli się im nie mówi praw­dy, szyb­ko się orien­tu­ją w rze­czy­wi­stej sy­tu­acji, więc war­to być wo­bec nich uczci­wym. De­mon­stru­jąc jed­no­cze­śnie zde­cy­do­wa­ną po­sta­wę, da­je­my dzie­ciom po­twier­dze­nie, że wszyst­ko jest pod kon­tro­lą... na­wet je­śli do ko­ńca tak nie uwa­ża­my.

Ko­bie­ty i mężczy­źni re­agu­ją na stres od­mien­nie i pew­ne re­zul­ta­ty tych ró­żnic mogą na­wet za­ska­ki­wać. Nie po­zwól ma­mie lub cio­ci mat­ko­wać ka­żde­mu za cenę jej zdro­wia. Tata lub wu­jek może re­pre­zen­tu­ją po­ko­le­nie, któ­re ocze­ku­je od mężczyzn twar­dej po­sta­wy i uni­ka­nia roz­mów o uczu­ciach. W cza­sach wiel­kie­go kry­zy­su to moja bab­cia często pod­trzy­my­wa­ła pło­mień na­dziei, gdy przy­gnębio­ny dzia­dek za­sia­dał przy pu­stym sto­le w kuch­ni, kry­jąc twarz w dło­niach. W cza­sie pró­by dla ca­łej ro­dzi­ny trze­ba być mak­sy­mal­nie po­moc­nym, to­le­ran­cyj­nym i ko­cha­jącym. Kie­dy ka­żdy wie, że wszy­scy jadą na tym sa­mym wóz­ku, wy­ka­zu­jąc od­wa­gę do dzie­le­nia się uczu­cia­mi po ka­ta­stro­fie, stres mo­żna zło­żyć na bar­ki wi­ęk­szej ilo­ści osób, a nie jed­nej lub dwóch.

Zespół stresu pourazowego

Często uwa­ża się, że ze­spół stre­su po­ura­zo­we­go do­ty­czy tyl­ko we­te­ra­nów wo­jen­nych, ale nic bar­dziej myl­ne­go. PTSD do­ty­ka se­tek ty­si­ęcy lu­dzi i może do­ty­czyć ka­żde­go (ba­da­nia do­wio­dły, że bar­dziej po­dat­ne są ko­bie­ty), kto prze­sze­dł lub był świad­kiem gro­źnych dla ży­cia wy­da­rzeń, ta­kich jak po­wa­żne wy­pad­ki, ka­ta­stro­fy na­tu­ral­ne, prze­moc lub woj­na. W grun­cie rze­czy jest on po­tężną fi­zycz­ną i emo­cjo­nal­ną re­ak­cją na wspo­mnie­nie trau­ma­tycz­ne­go wy­da­rze­nia, któ­re­go skut­ki mogą trwać ty­go­dnie, mie­si­ące lub na­wet lata od dra­ma­tycz­nych chwil.

Na wi­ęk­sze ry­zy­ko wy­stąpie­nia PTSD są na­ra­że­ni lu­dzie, któ­rzy zna­le­źli się w sa­mym środ­ku ka­ta­stro­fy, ci, na któ­rych dzia­ła­ło wie­le czyn­ni­ków stre­so­gen­nych jed­no­cze­śnie, i/lub ci, któ­rzy już wcze­śniej do­świad­czy­li ja­kie­jś trau­my. Świe­żo prze­ży­te ura­zy mogą roz­dra­pać sta­re rany i uak­tyw­nić daw­ne lęki. Ta­kie wy­da­rze­nia, jak bez­po­śred­nie za­gro­że­nie ży­cia, by­cie świad­kiem czy­je­jś śmier­ci, wi­dok zwłok, eks­tre­mal­ne znisz­cze­nia lub bo­le­sna stra­ta, w ob­li­czu bra­ku wspar­cia, prze­męcze­nia, gło­du, pra­gnie­nia oraz za­kłó­ce­nia ryt­mu snu, po­tra­fią unie­mo­żli­wić czło­wie­ko­wi nor­mal­ne funk­cjo­no­wa­nie.

Symp­to­my PTSD mogą wy­stąpić wie­le lat po trau­ma­tycz­nym wy­da­rze­niu, ale za­zwy­czaj ob­ja­wia­ją się w ci­ągu trzech mie­si­ęcy od wy­pad­ku i przyj­mu­ją jed­ną z trzech cha­rak­te­ry­stycz­nych po­sta­ci: po­now­ne prze­ży­wa­nie, uni­ka­nie i hi­per­po­bu­dze­nie. Po­now­ne prze­ży­wa­nie od­no­si się do wspo­mnień ka­ta­stro­fy, któ­re na­gle sta­ją jak żywe przed ocza­mi. Mogą być one ła­god­ne lub dra­stycz­ne i cza­sem sil­nie wpły­wa­ją na nor­mal­ne funk­cjo­no­wa­nie jed­nost­ki. Nie­któ­re są tak in­ten­syw­ne, że ma się wra­że­nie prze­ży­wa­nia na ja­wie po­now­nie tej sa­mej trau­my. Do nor­my na­le­żą rów­nież kosz­ma­ry sen­ne. Ta­kże uni­ka­nie jest ty­po­we dla osób do­tkni­ętych PTSD, a ob­ja­wia się oba­wą przed bu­do­wa­niem lub po­zo­sta­wa­niem w bli­skiej re­la­cji z przy­ja­ció­łmi lub ro­dzi­ną. Oso­by do­tkni­ęte tym symp­to­mem za wszel­ką cenę uni­ka­ją sy­tu­acji przy­po­mi­na­jących ini­cjal­ną trau­mę. Mogą mieć pro­ble­my z opa­no­wa­niem zło­ści, żalu lub stra­chu, któ­re są zdol­ne na­wet nie­świa­do­mie wpły­wać na ich za­cho­wa­nia. Hi­per­po­bu­dze­nie ozna­cza nie­ustan­ny strach przed po­wtó­rze­niem się trau­my. Po­szko­do­wa­ni mogą mieć kło­po­ty z pa­mi­ęcią, kon­cen­tra­cją i snem. Ich "lont" jest krót­ki, więc ła­two się de­ner­wu­ją lub sta­ją się re­ak­tyw­ni w wy­ni­ku nie­świa­do­mej pro­wo­ka­cji lub na­wet bez niej.

Sta­ty­stycz­nie po­ło­wa osób do­tkni­ętych PTSD do­cho­dzi do sie­bie w ci­ągu trzech mie­si­ęcy bez for­mal­ne­go le­cze­nia me­dycz­ne­go. Ci, któ­rzy czu­ją, że nie mogą od­zy­skać kon­tro­li nad swo­im ży­ciem, gdyż wy­stąpi­ły u nich trwa­łe zmia­ny za­cho­wań, trwa­jące po­nad mie­si­ąc, po­win­ni po­szu­kać pro­fe­sjo­nal­nej po­mo­cy psy­cho­lo­gicz­nej.

Psychologiczny czynnik strachu

"Możemy się bać lub być gotowi, i Amerykanie się nie boją"

-Tom Rid­ge, były se­kre­tarz De­par­ta­men­tu Bez­pie­cze­ństwa We­wnętrz­ne­go

 

W mo­men­cie trau­ma­tycz­ne­go za­gro­że­nia, nie­wa­żne w ja­kim miej­scu na świe­cie, czło­wiek od­czu­wa strach. Trze­ba za­ak­cep­to­wać ten fakt, a jego skut­ki nie będą aż tak pa­ra­li­żu­jące, gdy przyj­dzie się zmie­rzyć z praw­dzi­wym kry­zy­sem.

Pod­czas gdy pierw­sza re­ak­cja cia­ła na strach ura­to­wa­ła nie­zli­czo­ną licz­bę ludz­kich ist­nień i jest zna­na od za­ra­nia dzie­jów, to dłu­go­tr­wa­ły stres z po­wo­du stra­chu oraz szko­dy, ja­kie wy­rządza w ludz­kim cie­le, zo­sta­ły kli­nicz­nie udo­wod­nio­ne za­le­d­wie kil­ka de­kad temu.

Kie­dy mózg do­strze­ga "strach o prze­ży­cie", układ wspó­łczu­ły (SNS) wa­riu­je, uwal­nia­jąc na­tych­miast do or­ga­ni­zmu ogrom­ne ilo­ści hor­mo­nu stre­su - ad­re­na­li­ny (epi­ne­fry­ny). Ta re­ak­cja na stres za­cho­dzi au­to­ma­tycz­nie i jest do­słow­nie poza wszel­ką kon­tro­lą. Che­micz­ny kok­tajl sta­no­wi fun­da­ment me­cha­ni­zmów obron­nych or­ga­ni­zmu, pod­sta­wę bły­ska­wicz­nej re­ak­cji na za­gro­że­nie, ob­ja­wia­jącej się po­przez szyb­sze bi­cie ser­ca i tło­cze­nie krwi, wy­ższe ci­śnie­nie oraz wzrost po­zio­mu cu­kru. Re­ak­cja jest kie­ro­wa­na z or­ga­nów do wi­ęk­szych grup mi­ęśni, skut­ku­jąc zwi­ęk­sze­niem wy­dol­no­ści or­ga­ni­zmu. Po­nie­waż od­by­wa się to wszyst­ko w wa­run­kach przy­spie­szo­ne­go od­de­chu, do świe­żo zak­ty­wo­wa­nych włó­kien mi­ęśnio­wych tra­fia wi­ęcej tle­nu. W tym sa­mym cza­sie po­ja­wia się po­tli­wo­ść, któ­rej za­da­niem jest chło­dze­nie mi­ęśni. Mniej­sze na­czy­nia krwio­no­śne rąk i nóg kur­czą się, by zre­du­ko­wać krwa­wie­nie w przy­pad­ku ewen­tu­al­ne­go zra­nie­nia, usta­je tra­wie­nie, po­ja­wia się też drże­nie mi­ęśni. Źre­ni­ce się zwęża­ją, re­du­ku­jąc głębo­ko­ść wi­dze­nia, któ­re sta­je się nie­wy­ra­źne. Jak­by tego było mało, za­węża się pole wi­dze­nia - ma te­raz po­stać tu­ne­lo­wą. Z uwa­gi na wy­dłu­żo­ny czas re­ak­cji na za­gro­że­nie czło­wie­ko­wi za­czy­na się wy­da­wać, że czas pły­nie wol­niej (ta­chyp­sy­chia).

Czyn­ni­ki de­cy­du­jące o kło­po­tli­wym prze­jęciu pe­łnej kon­tro­li przez SNS

 

-do­kucz­li­wo­ść od­czu­wa­ne­go stra­chu

-czas do­stęp­ny na re­ak­cję

-wia­ra w umie­jęt­no­ści i tre­ning

-do­świad­cze­nie w ra­dze­niu so­bie ze stra­chem

-suma fi­zycz­ne­go wy­si­łku w po­łącze­niu z nie­po­ko­jem

Ba­da­cze spędzi­li całe lata na wy­ja­śnia­niu, dla­cze­go stres po­gar­sza spraw­no­ść dzia­ła­nia u żo­łnie­rzy na fron­cie, nie mo­gąc po­go­dzić szyb­sze­go bi­cia ser­ca z ogól­nie słab­szy­mi czyn­no­ścia­mi ru­cho­wy­mi. Od­kry­li w ko­ńcu, że przy pul­sie rów­nym 115 ude­rze­niom ser­ca na mi­nu­tę lub szyb­szym gwa­łtow­nie spa­da­ją zdol­no­ści mo­to­rycz­ne. Przy po­nad 145 ude­rze­niach na mi­nu­tę to po­gor­sze­nie jest już dra­stycz­ne. Dla kon­tra­stu, w chwi­lach wiel­kie­go stre­su nie za­uwa­żo­no spad­ku spraw­no­ści mo­to­rycz­nej!

Gdy za­czy­na się fi­zjo­lo­gicz­ny cha­os, układ wspó­łczul­ny (SNS) rządzi cia­łem nie­po­dziel­nie, kon­tro­lu­jąc wszyst­kie świa­do­mie i nie­świa­do­mie dzia­ła­jące sys­te­my aż do chwi­li wy­eli­mi­no­wa­nia źró­dła za­gro­że­nia, gdy wła­dzę po­now­nie przej­mu­je ob­wo­do­wy układ ner­wo­wy (PNS). Po­li­cjan­ci pod­czas ru­ty­no­we­go pa­tro­lu, gdy mają w środ­ku nocy wy­wa­żyć drzwi, do­świad­cza­ją re­la­tyw­nie ni­skie­go po­zio­mu ak­tyw­no­ści SNS, któ­ry skut­ku­je szyb­szą ak­cją ser­ca i przy­śpie­szo­nym od­de­chem, drże­niem mi­ęśni i nie­po­ko­jem. Je­śli jed­nak jest się ści­ga­nym przez głod­ne­go, jed­no­okie­go, jed­no­rękie­go, a do tego la­ta­jące­go po­two­ra, SNS osi­ąga wy­so­ki po­ziom w re­ak­cji na zde­cy­do­wa­nie wi­ęk­sze za­gro­że­nie ży­cia spo­tęgo­wa­ne pre­sją cza­su. Tak eks­tre­mal­ne wa­run­ki źle wpły­wa­ją na wi­dze­nie, ro­zu­mie­nie i mo­to­ry­kę.

Fi­zycz­ne i psy­cho­lo­gicz­ne czyn­ni­ki stra­chu

Pod­czas gdy re­ak­cje na strach i stres lub nie­po­kój są z grub­sza iden­tycz­ne, to nie­po­kój za­zwy­czaj nie wy­stępu­je w tak in­ten­syw­nej po­sta­ci jak strach i trwa znacz­nie dłu­żej, do­pro­wa­dza­jąc do spe­cy­ficz­nych sta­nów lęko­wych. Przy­kła­do­wo - po­da­na w ra­diu in­for­ma­cja o nad­cho­dzącym tor­na­dzie będzie źró­dłem stre­su i wy­wo­ła nie­po­kój, tym­cza­sem trzesz­czący dom ata­ko­wa­ny z fu­rią przez tor­na­do wy­wo­ła strach.

 

Fizyczne symptomy strachu:

Szyb­sze bi­cie ser­ca

Płyt­ki od­dech

Dusz­no­ści

Su­cho­ść w ustach, wy­ższy głos, jąka­nie się

Zwi­ęk­szo­ne na­pi­ęcie mi­ęśnio­we, drże­nie i osła­bie­nie

Po­ce­nie się dło­ni, stóp i pod pa­cha­mi

Roz­sze­rzo­ne źre­ni­ce

Sen­sa­cje żo­łąd­ko­we, skłon­no­ść do omdleń i nud­no­ści

Nad­wra­żli­wo­ść na ha­łas

 

Psychologiczne symptomy strachu:

Szok, otępie­nie, wy­par­cie, bez­sil­no­ść

Mętlik w gło­wie, pro­ble­my z pa­mi­ęcią i kon­cen­tra­cją

Po­iry­to­wa­nie, nie­chęć lub pa­syw­no­ść, stu­por

Ga­da­tli­wo­ść prze­cho­dząca w to­tal­ne mil­cze­nie

Nie­po­kój

Pa­ni­ka, nad­po­bu­dli­wo­ść

Po­czu­cie nie­re­al­no­ści, spo­łecz­ne­go wy­co­fa­nia i bez­oso­bo­wo­ści

Smu­tek, płacz­li­wo­ść, szlo­cha­nie

Słu­cho­we i wzro­ko­we ha­lu­cy­na­cje

Pro­ble­my ze snem i ape­ty­tem

Ko­lej­ne pro­ble­my po­ja­wia­ją się, gdy czło­wiek do­strze­ga, że nie ma pe­łnej kon­tro­li nad fi­zjo­lo­gicz­ną re­ak­cją na eks­tre­mal­ny stres i po­wro­tem do wła­dzy PNS. To układ wspó­łczul­ny mo­bi­li­zu­je za­so­by or­ga­ni­zmu do ra­dze­nia so­bie z ró­żny­mi sce­na­riu­sza­mi prze­trwa­nia, ni­czym we­wnętrz­ny "fi­zjo­lo­gicz­ny wo­jow­nik", na­tych­miast uda­jący się na li­nię fron­tu, bez względu na oko­licz­no­ści. PNS zaj­mu­je się sys­te­mem tra­wien­nym or­ga­ni­zmu i pro­ce­sem od­no­wy. Dzia­ła jak fi­zjo­lo­gicz­ny od­po­wied­nik tym­cza­so­we­go ad­mi­ni­stra­to­ra, wy­pe­łnia­jące­go za­da­nia na dziś i ju­tro.

Kie­dy cia­ło jest wy­sta­wio­ne na dzia­ła­nie stre­su, na­tu­ral­ną rów­no­wa­gę po­mi­ędzy dwo­ma ukła­da­mi ner­wo­wy­mi tra­fia szlag i fi­zjo­lo­gicz­ny wo­jow­nik wkra­cza do boju (me­cha­nizm "walcz lub ucie­kaj"). Po­nie­waż ener­gia ca­łe­go cia­ła jest skie­ro­wa­na na prze­trwa­nie, ta­kże ad­mi­ni­stra­tor tra­fia w sam śro­dek bi­twy, a zbęd­ny PNS na­gle się wy­pró­żnia, cza­sa­mi do­słow­nie. Ty­si­ące we­te­ra­nów II woj­ny świa­to­wej przy­zna­ło się do mo­cze­nia się lub wy­pró­żnia­nia w spodnie pod­czas bez­po­śred­niej wal­ki, po­twier­dza­jąc tym sa­mym, ja­kie mogą być rze­czy­wi­ste kon­se­kwen­cje wy­łącze­nia się PNS.

Cia­ło musi wy­ko­nać ogrom­ną pra­cę, by za­cho­wać taki stan po­bu­dze­nia. Gdy kry­zys do­bie­ga ko­ńca, przy­po­mi­na o so­bie PNS, co pod względem fi­zjo­lo­gicz­nym prze­ja­wia się w po­sta­ci uczu­cia nie­sa­mo­wi­te­go wy­czer­pa­nia na wszyst­kich po­zio­mach. Ale jest coś jesz­cze. Prze­trwa­nie w re­aliach wiel­kie­go mia­sta przy­po­mi­na nie­ustan­ną jaz­dę w górę i dół na ko­lej­ce gór­skiej, więc nie­szczęsny oca­lo­ny sta­je się nie­wol­ni­kiem sta­łej obec­no­ści che­micz­ne­go kok­taj­lu, któ­ry naj­pierw kłu­je in­ten­syw­nie ad­re­na­li­ną, by na­stęp­nie to­no­wać na­stro­je za po­mo­cą PNS. Na­tu­ral­na do­tych­czas i przy­dat­na re­ak­cja or­ga­ni­zmu na nie­bez­pie­cze­ństwo za­czy­na słab­nąć, po­zo­sta­wia­jąc oca­lo­ne­go w sta­nie ol­brzy­mie­go fi­zycz­ne­go, emo­cjo­nal­ne­go i men­tal­ne­go wy­czer­pa­nia. In­ny­mi sło­wy, isto­ty ludz­kie po­sia­da­ją trzy pod­sta­wo­we me­cha­ni­zmy obron­ne: wi­zu­al­ny, po­znaw­cze­go roz­po­zna­nia i mo­to­rycz­ne­go dzia­ła­nia. W ob­li­czu stre­su, wszyst­kie trzy na nic się zda­ją.

 

Fi­zjo­lo­gicz­ne re­ak­cje na strach mo­żna po­dzie­lić na czte­ry głów­ne gru­py:

1.Strach zakłóca procesy metaboliczne. Ciało wytwarza ciepło w procesie trawienia pożywienia. Jeśli jego przebieg zostaje zakłócony, wychłodzony organizm ma problemy z utrzymaniem właściwej temperatury. Stąd już prosta droga do szybkiej hipotermii. Trawiąc pożywienie, organizm wytwarza energię, która może zostać spożytkowana do stworzenia cieplejszego mikroklimatu w domu, pomocy sąsiadowi w zbieraniu i rąbaniu drewna na opał lub założenia kompostownika w ogrodzie.

2.Strach niekorzystnie wpływa na cyrkulację. Podstawowy kurs pierwszej pomocy podkreśla przede wszystkim znaczenie wentylacji, oddychania i cyrkulacji. System cyrkulacji to sposób, w jaki organizm zaspokaja swoje potrzeby, dostarczając tlen do komórek, usuwając metaboliczne odpady oraz utrzymując właściwą ciepłotę. W niskich temperaturach przepływ krwi jest podstawowym mechanizmem, dzięki któremu organizm utrzymuje właściwą temperaturę wszystkich, nawet najbardziej peryferyjnych narządów. Zakłócona cyrkulacja drastycznie zmniejsza szanse na przeżycie zarówno w gorącym, jak i zimnym klimacie. Co więcej, na obieg wewnętrzny źle też działa odwodnienie.

3.Strach niekorzystnie wpływa na prawidłowe postrzeganie. Zdolność rozpoznawania rzeczy jest najważniejszym narzędziem zapobiegającym sytuacjom zagrożenia i radzenia sobie z nimi. Niewłaściwe odczytywanie bodźców bez wątpienia zwiastuje niepowodzenie w obliczu kryzysu. Takie symptomy, jak choćby upośledzenie słuchu, widzenie tunelowe, irracjonalne zachowanie, szybkie przemarzanie i niezdolność do jasnego myślenia zawsze są produktem stresu związanego z zagrożeniem życia. Trzeba zrobić wszystko, co się tylko da, by zrelaksować i uspokoić siebie i swoją rodzinę, kierując energię wszystkich na czynniki wolne od stresu.

4.Strach zakłóca ogólną motorykę ciała. Chociaż fenomen ten jest obserwowany i dokumentowany od setek lat, a badany naukowo od początku XIX w., naukowcy wciąż nie potrafią do końca wyjaśnić, dlaczego stres ogranicza czynności ruchowe organizmu.

Wy­ró­żnia­my trzy typy czyn­no­ści ru­cho­wych de­cy­du­jących o sko­or­dy­no­wa­nym dzia­ła­niu ludz­kie­go cia­ła: pod­sta­wo­we, wy­spe­cja­li­zo­wa­ne i zło­żo­ne. Te pierw­sze ozna­cza­ją dzia­ła­nie wi­ęk­szych grup mi­ęśni cia­ła - przy­kła­do­wo ca­łej ręki lub nogi pod­czas bie­ga­nia, ska­ka­nia, pcha­nia, ci­ągni­ęcia i za­da­wa­nia cio­sów. Wy­spe­cja­li­zo­wa­ne czyn­no­ści ru­cho­we od­no­szą się do bar­dziej pre­cy­zyj­nych, spe­cja­li­stycz­nych ru­chów, jak na­wle­ka­nie nit­ki na igłę lub ko­rzy­sta­nie z te­le­fo­nu ko­mór­ko­we­go. Zło­żo­ne czyn­no­ści ru­cho­we obej­mu­ją wszyst­kie czyn­no­ści zwi­ąza­ne z wy­ko­na­niem okre­ślo­ne­go za­da­nia, jak np. prze­pro­wa­dze­nie re­ani­ma­cji ser­co­wo-płuc­nej czy wy­mia­na koła w sa­mo­cho­dzie. W rze­czy­wi­sto­ści pro­blem po­le­ga na tym, że pod wpły­wem stre­su wy­spe­cja­li­zo­wa­ne i zło­żo­ne czyn­no­ści ru­cho­we ule­ga­ją gwa­łtow­ne­mu po­gor­sze­niu. Bar­dzo szcze­gó­ło­we dzia­ła­nie, jak np. od­pa­le­nie na wie­trze pa­pie­ro­wą za­pa­łką ku­chen­ki tu­ry­stycz­nej, sta­je się pra­wie nie­wy­ko­nal­ne w wa­run­kach psy­cho­lo­gicz­nej pre­sji i fi­zjo­lo­gicz­ne­go przy­pły­wu ad­re­na­li­ny, kie­dy na­wet naj­prost­sze czyn­no­ści ura­sta­ją do ran­gi praw­dzi­we­go wy­zwa­nia. Gdy już przy­sło­wio­we po­ci­ski zo­sta­ły wy­strze­lo­ne, oso­ba wy­sta­wio­na na dzia­ła­nie stre­su prze­sta­je my­śleć przo­do­mó­zgo­wiem, co wy­ró­żnia nas jako isto­ty ludz­kie, "prze­cho­dząc" na śród­mó­zgo­wie, pry­mi­tyw­ną część, któ­ra ni­czym się nie ró­żni od mó­zgu zwie­rząt.

Dla kon­tra­stu, pod­sta­wo­we czyn­no­ści ru­cho­we nie są po­dat­ne na dzia­ła­nie eks­tre­mal­ne­go stre­su, ła­twiej i szyb­ciej się ich czło­wiek uczy - wy­star­czy kil­ka mi­nut tre­nin­gu, by wy­two­rzyć po­wta­rzal­ne wzor­ce. Mi­ędzy in­ny­mi z tego po­wo­du na­le­ży ku­po­wać lub kon­stru­ować jak naj­prost­szy sprzęt ra­tun­ko­wy, taki któ­rym będzie mo­żna się po­słu­gi­wać na ba­zie pod­sta­wo­wych czyn­no­ści ru­cho­wych. War­to na przy­kład za­in­we­sto­wać trosz­kę wi­ęcej pie­ni­ędzy w ku­chen­kę tu­ry­stycz­ną z wmon­to­wa­ną za­pa­lar­ką iskro­wą, niż ska­zy­wać się na uże­ra­nie się z za­pa­łka­mi. Gdy­by za­pa­lar­ka się zu­ży­ła lub ze­psu­ła, za­wsze mo­żna po­wró­cić do kon­cep­cji z za­pa­łka­mi. Nie­ste­ty, tre­ning su­rvi­va­lo­wy bar­dzo często igno­ru­je tę fun­da­men­tal­ną praw­dę, pro­mu­jąc bar­dzo zło­żo­ne, spe­cja­li­stycz­ne umie­jęt­no­ści i wzor­ce za­cho­wań, któ­re na nie­wie­le się zda­ją w sy­tu­acji re­al­ne­go za­gro­że­nia. Błędy w szko­le­niu często są przy­czy­ną nie­umie­jęt­ne­go wy­ko­rzy­sta­nia na­by­tej wie­dzy w ob­li­czu praw­dzi­we­go nie­bez­pie­cze­ństwa.

Od daw­na znasz po­wie­dze­nie, że strach za­bi­ja, a te­raz już wiesz dla­cze­go. Wie­dza i prak­ty­ka to po­tęga. Im wi­ęcej będziesz miał na kon­cie tre­nin­gu w ra­dze­niu so­bie z sy­tu­acja­mi, któ­re mogą za­gra­żać ży­ciu two­jej ro­dzi­ny, tym sku­tecz­niej­sze będzie two­je dzia­ła­nie, gdy przyj­dzie się z taką sy­tu­acją zmie­rzyć.

Wskazówki dotyczące radzenia sobie ze strachem i kontroli nad nim

Lek­tu­ra praw­dzi­wych hi­sto­rii lu­dzi oca­lo­nych po­twier­dza tezę, że je­śli za­czy­na się ro­bić go­rąco, to...

.

.

.

...(fragment)...

Całość dostępna w wersji pełnej