Do odważnych świat należy
Cześć, tu Mania Skłodowska. Marią Skłodowską-Curie zostanę dopiero za jakiś czas. Miło Was poznać.
Mania. Może to nie brzmi dumnie ani specjalnie poważnie, ale tak mówili do mnie rodzice, gdy byłam mała. Być może właśnie wtedy, gdy miałam tyle lat, ile macie teraz Wy.
Nie chcę się z Wami porównywać, ale nasza sytuacja nieco się różni. Słowo daję, nie narzekam. Pozwólcie mi tylko coś wyjaśnić.
Po pierwsze, kiedy się urodziłam, Polska była pod zaborami. Po nasz kraj drapieżne łapska wyciągnęły Prusy, Rosja oraz Austria. Przyszłam na świat w Warszawie, która była wówczas pod panowaniem rosyjskim, ledwie cztery lata po upadku powstania styczniowego. Jednak ta opowieść nie będzie wykładem o zawiłościach naszej historii. Choć moi rodzice przykładali ogromną wagę do mojej edukacji i patriotycznego wychowania, od zawsze wolałam matematykę.
A skoro o matmie mowa... Było już "po pierwsze", więc teraz czas na "po drugie". W czasach mojej młodości kobiety nie miały zbyt wielu praw. Przede wszystkim zajmowały się wychowywaniem dzieci i domem. Nie zostawały profesorkami, nie odbierały ważnych nagród, nie prowadziły badań, nie mogły głosować...
To bardzo ważne. Nikt nawet nie marzył, że mogłoby się to zmienić. Wydawało się to niemożliwe. Nie istnieją bariery oraz granice, których nie da się pokonać. No, może z kilkoma wyjątkami, ale nie traćmy na nie czasu. Przeszkodą nie są nawet pieniądze.
No właśnie. Wiem, że często powtarza się, że finanse stoją czemuś na przeszkodzie. To nie do końca nieprawda. Wkrótce się przekonacie, jak można temu zaradzić. Tak samo, jak staje się wobec przeciwności losu.
Musicie wiedzieć, że los mnie nie rozpieszczał. Nie tylko dlatego, że Polskę wykreślono z map, a rolę kobiet bagatelizowano. Nawet nie dlatego, że naszej rodzinie doskwierał brak pieniędzy. Znacznie bardziej dawały nam w kość choroby oraz brak lekarstw.
Kiedy miałam dziewięć lat, na tyfus zmarła moja najstarsza siostra Zofia. Na zawsze została w mojej pamięci. Gdy odeszła, jeszcze mocniej zacieśniły się moje więzi z resztą rodzeństwa - bratem Józefem oraz siostrami Bronisławą i Heleną. Przede wszystkim Bronka była mi bardzo, bardzo bliska. Gdyby nie ona, moja historia potoczyłaby się zapewne inaczej. Ale nie ubiegajmy wydarzeń. O tym wszystkim usłyszycie już niedługo.
Poza tym nie chciałabym zaczynać tej opowieści od samych smutnych historii. Wierzcie mi, będzie również mnóstwo radości oraz niespodzianek. Wydarzą się rzeczy wręcz nieprawdopodobne. Pojawi się nawet sam Albert Einstein! Zaświecą pierwiastki, ludzie zostaną prześwietleni na wylot niezwykłymi promieniami, a ja będę prowadziła samochody ciężarowe ze specjalnym ładunkiem. Chcecie wiedzieć jakim?
Wskakujcie na pokład i posłuchajcie mojej opowieści. Za chwilę wszystko to, co pozornie niemożliwe, stanie się rzeczywistością. Jesteście na to gotowi? No to hop! W drogę!