Rozdział 6
Następnego ranka Oskar obudził się w ubraniu, na kołdrze. Bolało go całe ciało. Wyjątkowo nie przełączył budzika w telefonie na tryb drzemki, tylko leżał, wpatrując się w sufit, i rozmyślał o wszystkim, co go czeka.
Wstał z łóżka i stanął przed lustrem w przedpokoju. Jak na trzydziestoczterolatka trzymał formę i w przeciwieństwie do niektórych swoich zgnuśniałych przyjaciół spędzających piątkowe wieczory z bliskimi i powoli hodujących obwisłe brzuchy, on utrzymywał całkiem szczupłą sylwetkę. Miał szerokie ramiona i wzrost trochę powyżej przeciętnej. Jego blond włosy przez lata nieco ściemniały, ale nadal były dość gęste. Nosił je krótko przystrzyżone, bez konkretnej fryzury. Golił się najwyżej kilka razy w tygodniu. Głównie dlatego, że dzięki zarostowi linia żuchwy wydawała się wyraźniej zarysowana przy jego lekko cofniętym podbródku, przez który miał pewne kompleksy.
Zrobił krok w tył i przyjrzał się swoim ubraniom. Dżinsy i koszula. Nie były świeże. Nic dziwnego, skoro tak ciężko tyrał przez całą noc. Wziął prysznic, włożył czyste ubranie i wklepał w brodę parę kropli wody po goleniu. Kiedy wyszedł, zatrzymał się na chodniku i poczekał, aż drzwi powoli się za nim zamknęły. Czuł się, jakby wkroczył do zupełnie nowego świata. Jego życie miało się zmienić, podobało mu się to uczucie. Poszedł naokoło przez park, by dłużej delektować się tym stanem, każdy krok podczas tej krótkiej drogi do biura przybliżał go do czegoś nowego i lepszego.
Kiedy wszedł na podwórze, na schodach czekała Hanna.
- Dzień dobry - przywitała się łagodnie, patrząc na niego z lekko opuszczoną brodą.
- Cześć... przepraszam za wczoraj, nie zaczęliśmy za dobrze.
- Nie, to ja powinnam przeprosić. Ledwo odważyłam się tu dziś przyjść - odparła Hanna, po czym wstała, żeby przepuścić Oskara.
- Naprawdę nie musisz przepraszać. Wykazałem całkowity brak szacunku, przyjmując cię w biurze, które wyglądało jak chlew. Ale chodź coś zobaczyć.
Oskar wbiegł po kamiennych schodach i otworzył drzwi. Uderzył ich tak mocny zapach sosnowych igieł, jakby znaleźli się w lesie.
- Witaj z powrotem! - Kiedy wypowiedział te słowa, wydały mu się trochę zbyt teatralne.
- Och! Niesamowite! Jak udało się panu to wszystko zrobić? Boże, jak tu pięknie! - zaszczebiotała Hanna i powoli, niczym w orszaku świętej Łucji, weszła do środka.
- No więc... tak... - Oskar nie bardzo wiedział, co powiedzieć. Sam był nieco przejęty całą sytuacją i zdał sobie sprawę, że minęło sporo czasu, od kiedy zrobił coś, z czego był dumny i za co został pochwalony.
- Kurczę, przepraszam. - Hanna przeciągnęła palcami wskazującymi pod oczami, ale było już za późno. Tusz do rzęs już spływał jej po policzkach, tworząc na nich dwie cienkie, szare kreski.
- Co się stało? - zapytał Oskar. - Masz alergię na zwierzęta futerkowe? - Zerknął na okazałego borsuka w głębi pokoju.
- Nie, nie... - Hanna wzięła głęboki, nieco nierówny wdech. - Wzruszyłam się, bo tak ładnie pan posprzątał. Rzadko się zdarza, żeby ktoś coś dla mnie zrobił. Zawsze to ja pomagam innym. Ale trochę mi głupio, że to przeze mnie pan sprzątał i... ach, sama nie wiem. Przepraszam.
- Słuchaj, potrzebowałem kogoś, kto przyjdzie i mi to powie. Bardzo się cieszę, że poprosiłaś mnie o uprzątnięcie biura. W przeciwnym razie pewnego dnia utonąłbym w całym tym syfie i dziesięć lat później ktoś znalazłby mnie tu zakopanego i zasuszonego pod starymi pudełkami po pizzy i paragonami.
- Jest pan trochę dziwny - oznajmiła, lekko chichocząc.
Oskar położył dłoń na jej ramieniu i posłał jej uśmiech.
- Myślę, że stworzymy dobry zespół - stwierdził. - Napijmy się kawy i omówmy kilka spraw, którymi możesz się zająć. Chyba pijesz kawę?
- Wolę herbatę, o ile pan ma.
Oskar poszedł do kuchni i wlał wodę do czajnika. Cholera, przecież wyrzucił wszystkie kubki! Zapewne wyrzucił też kawę, herbatę w torebkach i całe pudełko z zupkami typu gorące kubki. Trudno. To był pierwszy dzień jego nowego życia. Musiał udać się do miasta i zrobić zapasy.
Hanna głośno się roześmiała, kiedy powiedział, że wyrzucił naczynia, zamiast je pozmywać. Cieszyło go jej towarzystwo. Może mógłby zatrudnić ją na pół etatu? Jak zwykle, wybiegał myślami w przyszłość o wiele za wcześnie.
- Pójdę po kawę, herbatę i takie tam, a ty w tym czasie przejrzyj oferty, które aktualnie przygotowuję - zwrócił się do Hanny.
Otworzył laptopa i szybko pokazał jej, co sklecił poprzedniej nocy.
- Widziałam, że ma pan też stronę na Facebooku - zauważyła Hanna. - Jak pan z niej korzysta?
Hanna trafiła w jego czuły punkt. Media społecznościowe nie były mocną stroną Oskara. Jakoś nigdy się w to nie wkręcił. Musiałby spędzać nad tym mnóstwo czasu, poza tym ktoś mógłby dodać jakiś negatywny komentarz i wiele osób by to zobaczyło.
- Nie zrobił pan ani jednej aktualizacji od postu "Udanych wakacji" pięć miesięcy temu!
- Nie, nie złożyło się. Ale...
- Może był pan zbyt zajęty włamaniami? - uśmiechnęła się Hanna.
- Tak. Skąd wiedziałaś?... No nie, ale możesz mi coś podpowiedzieć, dać jakieś pomysły. Nie jestem w tym zbyt dobry.
- Naprawdę mogę? Super! - wykrzyknęła Hanna, najwyraźniej szczęśliwa i zaskoczona, że dał jej tak odpowiedzialne zadanie.
Oskar, wesoło pogwizdując, przeszedł przez podwórze i wyszedł na ulicę. Skierował się w stronę sklepu z używanymi rzeczami, Myrorna, gdzie kupił kilka ładnych kubków do kawy z lat siedemdziesiątych i parę talerzy z motywami zagrożonych szwedzkich zwierząt, ozdobionych fantazyjnymi złotymi wzorkami. Pomyślał, że będą dobrze współgrać z borsukiem. Potem przypomniał sobie o Aichy i jeszcze przez chwilę kręcił się po sklepie, szukając przedmiotów, które mogłyby zostać wykorzystane do zdjęcia w jej reportażu. Sklep był niczym odbicie lustrzane mieszanej populacji miasta zamieszkiwanego przez pełen przekrój społeczeństwa, od pracowników fabryk i rodzin o długich tradycjach akademickich po przyjezdnych studentów i odwiedzających naukowców z odległych krajów. Na półkach w większości znajdowały się zwykłe śmieci, ale Oskar poszperał dokładnie i znalazł oprawiony obraz przedstawiający Tadż Mahal na kolorowym jedwabiu, a także bęben bongo pokryty naturalną skórą.
Zadowolony ze swoich znalezisk, udał się w drogę powrotną. Zaszedł do kawiarni, gdzie kupił kilka bułeczek kardamonowych, chai latte dla Hanny oraz kawę o jeszcze dziwniejszej nazwie dla siebie. Postawili nowe porcelanowe kubki ze zwierzętami na stole konferencyjnym. Zrobiło się tam naprawdę przytulnie. Powietrze pachniało mieszanką kawy, kardamonu i igieł sosnowych.
- Podczas pana nieobecności popracowałam trochę nad stroną na Facebooku - oznajmiła Hanna z dumą, zajadając się słodką bułeczką.
- Świetnie. Jak ci poszło?
- Dobrze. Dodałam wycieczki jako wydarzenia i otworzyłam sklep na Facebooku, gdzie wszystkie oferty są dostępne.
Oskar nie miał pojęcia, o czym dziewczyna mówi, ale poczuł ulgę i radość, że w końcu coś się dzieje na profilu biura.
- Kilka osób już się odezwało i chce dokonać rezerwacji. Odpowiedziałam na część pytań, bo znalazłam informacje w pana prezentacjach, ale na pewne tematy to pan musi odpowiedzieć. Na przykład jeśli chodzi o ceny i takie tam, a i jeszcze ktoś pytał, czy podróż do Libanu jest bezpieczna.
- Czy w Libanie jest bezpiecznie? - Oskar się roześmiał i na chwilę przestał przeżuwać bułkę. - Kto o to pyta?
- Jedna z osób, które zarezerwowały podróż na safari w Libanie.
- Jak to zarezerwowały?
- No tak, zarezerwowały jedną z pańskich wycieczek. Tę ze świnkami morskimi, czy cokolwiek to było. Dodałam taką funkcję na Facebooku, żeby można było od razu tam rezerwować.
Oskar poczuł, jak przez ciało przebiega mu lodowaty dreszcz, i przestał przeżuwać, mimo że usta miał wypełnione kardamonową bułeczką. Czy ludzie rezerwowali przez Facebooka jego fikcyjne wycieczki?
- To musi być jakieś nieporozumienie - odparł nieco zbyt stanowczym tonem. - Pokaż mi to.
Hanna poszła po laptopa i położyła go przed nim na stole. Błyskawicznie przeskakiwała między menu a linkami. Oskarowi trudno było za nią nadążyć, ale starał się skupić na tym, co robi.
- Tutaj można sprawdzić, ile jest rezerwacji - wyjaśniła Hanna. - O, mamy ich jeszcze więcej. Super! Osiem do Maroka i trzy do Libanu, a opublikowałam to jakieś pół godziny temu.
- Jak ty to zrobiłaś? - Oskar był pod wrażeniem, chociaż równocześnie go to przerażało.
- Po prostu załadowałam pana ładne prezentacje, tutaj przepisałam tytuł i skopiowałam numer telefonu do pana, a potem wkleiłam w tym miejscu, żeby umożliwić ludziom płatność. Resztę zrobił za mnie Facebook, wykorzystałam wbudowane funkcje sklepu internetowego.
Oskar przeskakiwał wzrokiem po ekranie, podczas gdy Hanna przewijała strony i klikała w różne miejsca.
- Ale nie mogą przecież zapłacić, skoro mają tylko mój numer telefonu!
- Właśnie że mogą. Za pomocą Swisha.
- Doskonale, idealnie. Dobra robota Hanno!
Żaden inny komentarz nie przychodził mu do głowy. Niewątpliwie wykonała świetną robotę, szkoda tylko, że oferty wycieczek nie były prawdziwe. Nie znał się na Facebooku na tyle, żeby stwierdzić, czy jest jakieś wyjście z tej sytuacji. Nie chciał zranić Hanny. Poza tym niebawem miała wpaść Aicha, zatem dobrze by było, gdyby wyglądało na to, że interes się kręci. Postanowił skupić się na jednej rzeczy naraz - najpierw Aicha i artykuł w "Vagabondzie".
- Co mam teraz robić?
Hanna przerwała rozmyślania Oskara i sprowadziła go z powrotem do rzeczywistości.
- Tak, słuchaj... - próbował zyskać na czasie. - Może najpierw uprzątnijmy po śniadaniu, a potem pokażę ci, w czym mogłabyś mi pomóc.
Coś musiał wymyślić. Może mógłby ją poprosić, żeby popracowała nad ofertą bożonarodzeniowej wycieczki do Amsterdamu? Oferta była prawdziwa, ale wymagała jeszcze sporo przygotowań. Jak zwykle się nie wyrabiał. Nie zarezerwował hoteli, restauracji ani wizyt w muzeach, które były wliczone w cenę wycieczki.
Usiedli z powrotem przy stole przed komputerem i Oskar wyszukał folder z przygotowanymi wcześniej szczegółami podróży. Nie było tego wiele: lista pasażerów i potwierdzenie rezerwacji autobusu oraz adresy restauracji, z którymi współpracował przy organizacji tego typu wycieczki w poprzednich latach.
- Jak pan prowadzi księgowość?
- Księgowość... co masz na myśli?
- Chyba korzysta pan z jakiegoś programu do zarządzania finansami, gdzie pan wprowadza dane?
- No, nie bardzo. Właśnie miałem się tym zająć i przejrzeć to wszystko - skłamał Oskar. Jego księgowość była stertą papierów w pudełku po butach, do którego niechętnie zaglądał.
- Zajmuję się trochę finansami w firmie, gdzie czasem dorabiam. To nic nadzwyczajnego, zwykłe pliki w Excelu. Jeśli pan chce, mogę stworzyć arkusz, z którego będzie pan mógł na razie korzystać. Do tych nowych podróży.
- Chcę, i to bardzo - odparł Oskar, znów nie do końca rozumiejąc, o czym ona mówi.
- Zabrałam ze sobą laptopa. Jeśli poda mi pan hasło do strony biura na Facebooku, będę mogła wszystko stamtąd przenieść - oznajmiła Hanna i wyjęła z torby czarny komputer.
- Hasło? A, tak, mam je gdzieś tutaj. O, jest. Wpisz "password". Małymi literami! - Był całkiem zadowolony z tak sprytnego hasła. Używał go zawsze przy rejestracji na stronach internetowych.
- Żartuje pan?
- Nie. To znaczy, tam, gdzie trzeba wpisać hasło, musisz wpisać słowo "password".
- To najpopularniejsze hasło w całym internecie.
- Nie sądzę. Myślę, że jest całkiem pomysłowe. Hasło: "password", rozumiesz?
- Rozumiem, ale to nie jest dobre hasło, panie Oskarze. Hakerzy sprawdzają je za pierwszym razem. Proszę zobaczyć!
Hanna wpisała w wyszukiwarkę Google zapytanie: "najczęściej wybierane hasło" i wyskoczyła informacja, wskazująca czarno na białym: "Ubiegłoroczny faworyt wśród internatów "12345" został w tym roku pokonany przez ogólne hasło "password"".
- Ojojoj. - Tylko tyle Oskar mógł z siebie wydusić. Było mu wstyd. Po raz kolejny poczuł się przy Hannie jak uczeń na kursie komputerowym dla emerytów.
- Stwórzmy nowe, trudniejsze. Jakie jest pańskie ulubione danie?
Oskar musiał pomyśleć. Nie mógł przecież powiedzieć "gorący kubek", byłoby to zbyt żenujące.
- Mortadela - uciekł się do kłamstwa.
- Dobrze, a numer rejestracyjny pana samochodu?
- RXN, pięć, osiem, zero - odpowiedział błyskawicznie Oskar.
- Cyfry wystarczą, czyli pięć, osiem, zero. No to teraz ma pan całkiem mocne hasło, które dość łatwo zapamiętać: Mortadela580.
- Fajowskie!
- Czy ja wiem, ale przynajmniej trochę trudniejsze do zhakowania. Czy mam zacząć od stworzenia księgowości i listy pasażerów dla nowych wycieczek?
Oskarowi spodobał się ten pomysł. Cieszył się, że ktoś inny panował nad całym chaosem, który wydawał mu się w tej chwili wyjątkowo trudny do ogarnięcia: niezaplanowane wycieczki na safari w Libanie, płatności Swishem i listy pasażerów.
- Właśnie to chciałem zaproponować! Do dzieła! - zawołał radośnie, niepewny, w jaki sposób Hanna zamierza się do tego zabrać.
Dzwonek telefonu wybawił go od nurtujących go niepewności. Na wyświetlaczu pojawił się nieznany numer.
- Słucham? Tu Oskar Stenvall.
- Cześć, Oskar, tu Aicha!
- Siema! - Oskar usiłował nadać głosowi w miarę wesoły ton, ale chciał również, żeby dziennikarka myślała, że oderwał się od jakiegoś zajęcia.
- Słuchaj, przykro mi, ale chyba nie dam rady się dziś z tobą spotkać. Bardzo żałuje, ale mój facet właśnie zadzwonił i mamy jakąś awarię w domu. Kupujemy mieszkanie i straszne z tym zamieszanie.
- Och, to szkoda.
- To prawda, super byłoby się spotkać. Ale wiesz co, weszłam na stronę twojego biura na Facebooku i myślę, że mam już jakieś pojęcie o tym, co robisz. W następnym numerze pewnie i tak coś o tym wspomnę.
- O, to świetnie. - Oskar usiłował ukryć głębokie rozczarowanie.
Rozmowa zakończyła się równie szybko, jak się zaczęła. Oskar stał dalej z telefonem w ręce. Cała harówka na nic. No, prawie.
- O co chodziło? - spytała Hanna.
- Nic takiego. Dzwoniła jedna dziewczyna. Myślałem, że tu przyjdzie i zrobi reportaż dla magazynu podróżniczego, ale okazało się, że nie da rady.
- Dziewczyna?
- Tak, to znaczy dziennikarka.
- Spodobała się panu? Ta dziennikarka? - dociekała Hanna z uśmiechem, wprawiając go z zakłopotanie.
- Co? Nie, raczej nie. Nawet się nie poznaliśmy.
- Mogę zapytać, czy jest pan singlem?
- Tak, obecnie nie mam nikogo.
- A kiedy ostatnio kogoś pan miał?
- Nie wiem. Ostatnio? Z dwa lata temu.
- Dwa lata! Naprawdę? Dlaczego tak długo jest pan sam?
- Trudno powiedzieć. Niełatwo poderwać dziewczynę, kiedy się ma trzydzieści cztery lata na karku. Wszystkie są zajęte, mają rodziny i takie tam.
- A Tinder?
- Ha! Nie, to chyba głównie dla zdesperowanych ludzi, którzy potrzebują kogoś natychmiast i nie mają cierpliwości, żeby czekać na odpowiednią sytuację. - Oskar chciał sprawiać wrażenie pewnego tego, co mówi, ale wiedział, że okłamuje i siebie, i Hannę. Brakowało mu inicjatywy i to właśnie przez to nawet nie ściągnął aplikacji Tinder.
- Na jaką sytuację pan czeka?
- Że spotkam kogoś, kim się zainteresuje. O taką sytuację mi chodzi.
Oskar zdał sobie sprawę, że jego rozumowanie nie brzmiało zbyt przekonująco. Nie wiedział też, czy chce rozmawiać o swoich miłosnych rozterkach z piętnastolatką.
- Widać, że jest pan zdesperowany - stwierdziła Hanna. - Może przynajmniej stworzy sobie pan profil na Tinderze? Proszę mi dać telefon, to panu pomogę. Prawie wszyscy moi kumple są na Tinderze, znam się na tym.
- Twoi kumple są na Tinderze? Jak to? Przecież to dla dorosłych. Ty też masz tam konto?
- Nie, nie mam siły umawiać się na randki. Za dużo mam na głowie z moją mamą, młodszym bratem i w ogóle. Może pomyślę o tym za rok, kiedy się wyprowadzę z domu.
Hanna pomogła mu założyć profil i dała mu kilka dobrych wskazówek co do zdjęć, których powinien użyć. Wybrali trzy, z których dwa były całkiem zwyczajne, a jedno nieco bardziej nietuzinkowe - przedstawiało go w wąskiej łodzi na rzece w Wietnamie, siedzącego w rozpiętej koszuli w towarzystwie grubego Wietnamczyka i jego wesołego psa.
- Słodkie zwierzaki zawsze przyciągają uwagę. Tylko nie ryby. Faceci, którzy wrzucają zdjęcia z wypraw na ryby, są najgorsi. Dziewczyny takich nie lubią.
- Okej. Co teraz?
- Teraz wystarczy poczekać. Może pan zacząć przesuwać palcem w lewo lub w prawo, w zależności od tego, czy jakaś dziewczyna się panu spodoba, czy nie, i na pewno niedługo dostanie pan matcha.
- Matcha?
- Tak, kiedy ktoś, kogo pan polubił, polubił też pana. Potem czatujecie i się umawiacie.
Oskar usiadł z komórką i zaczął przeglądać zdjęcia pojawiające się na ekranie. Opalona dziewczyna robiąca dzióbek w stuningowanym saabie. Nie, dziękuję! Szczupła, krótkowłosa dziewczyna z numerem na koszulce. Zbyt wysportowana. Zatrzymał wzrok na kolejnym zdjęciu. Kobieta z szerokim uśmiechem, w nieco hipisowskim stylu. Niesamowicie piękne oczy. Może coś by z tego wyszło...
Po południu Oskar coraz bardziej zanurzał się w marzeniach o przyszłości i surfował po internecie, przeglądając strony hoteli, mapy i blogi podróżnicze, tymczasem Hanna mozolnie pracowała nad księgowością. Kiedy skończyła i wyszła, wziął się do przeglądania Tindera. Fascynowało go, jak wiele jest pięknych, ale też odrażających dziewczyn na świecie. Na koniec dnia zjadł podwójną porcję zupy szparagowej i obejrzał kilka odcinków Przyjaciół, po czym, zaskakując samego siebie, zmył naczynia i sprzątnął po sobie w kuchni. Kiedy ze wszystkim się uporał, było już bardzo późno, choć w oknach sklepiku z płytami po drugiej stronie podwórza wciąż paliło się światło. Uznał, że zdecydowanie nadszedł czas, by wrócić do domu.
Papieros, tak, zasłużył na papierosa - trochę, żeby uczcić sukcesy, trochę, żeby się uspokoić. Oskar wygrzebał starą paczkę z szuflady biurka. Zostały jeszcze trzy papierosy. Czy nie było dokładnie tyle samo, kiedy palił ostatnim razem? Jeden z papierosów wydawał się znacznie świeższy od pozostałych. Zapalił go i wyszedł na schody przed biurem. Zaciągnął się głęboko i spojrzał na ciemne podwórze. Zakręciło mu się w głowie. Mdłości i zawroty głowy pojawiły się jakby znikąd, a kilka sekund później poczuł silne uderzenie w czoło. Usłyszał wołanie, niewyraźnie, jak we śnie, ale nie mógł wykrztusić słowa.